piątek, stycznia 23, 2026

5992. Z oazy (CDXIV)

Dokładnie ty­dzień temu Rysia o odkryciu tej książki mi opowiedziała. Ponieważ pięk­nie opo­wie­dzia­ła, to zaraz po rehabce klik, klik zrobiłam. I pomimo tego, że re­la­cję z be­le­try­styką mam nienajlepszą (nie sic! tylko nowa zasada ortograficzna), oraz mimo tego, że mając do wyboru góry czy morze, zawsze wybieram morze, opo­wieść ta bardzo mi się podobała. Jest o niepewności, o owocach, które ona rodzi, o de­cy­zjach, przed którymi nas stawia. Delikatnym piórkiem kreślona historia, w której ele­men­tach, pomijając rekwizyty, każda i każdy odnajdzie się z łatwością i westchnie ze zrozumieniem. A potem? Może się uśmiechnie na myśl, ile dobra pojawiło się potem.

Książki, za którą autor otrzymał Stregę, nie przeczytam. Wyszła po polsku, ale nie­stety nie w ibuku. Taki mamy wydawniczy klimat.

[…]  kochał tę swoją norę tak, jak kocha się miejsca, w których człowiek zaczyna od nowa, miejsca pełne obietnic i wolne od rozczarowań.

🖇

Felik, powiedział Fausto, było nazwą starożytnego miasta. Pewnego dnia przybył tam nieznajomy. Pukał do wszystkich drzwi, ale nikt nie chciał go przyjąć, więc odchodząc, rzucił klątwę. Powiedział: Jutro, pojutrze i po­po­jutrze na to gówniane miasto spadnie tyle śniegu, że zasypie je całe. I tak oto zamiast miasta Felik mamy lodowiec.
     I dobrze mu tak.

🖇

Jeśli będzie miała ochotę.
     Dlaczego nie ma ochoty?
     Weź zrozum pragnienia innych.
     I komu ty to mówisz.

🖇

Wiesz, znalazłam w księgarni książkę do geografii dla dzieci. I tam było na­pi­sa­ne, że wejście na wysokość tysiąca metrów w Alpach jest tym sa­mym, co przeniesienie się o tysiąc kilometrów na północ.
     O, naprawdę?
     Tak, jeśli chodzi o klimat. Florę, faunę i tak dalej. I że klimat zmienia się znacznie szybciej wraz z wysokością nad poziomem morza niż z szerokością geograficzną, więc pokonanie nawet niewielkiej różnicy poziomów jest jak długa podróż.

🖇

No to powiedz, co robisz tutaj, pod Monte Rosa?
     Szukam miejsca dla siebie.
     Ty też?

🖇

Podobają mi się twoje kości.
     Cieszę się. Noszę je od dwudziestu siedmiu lat.
     Dwudziestu siedmiu? Dużo podróżowały.
     Fakt, trochę się powałęsałyśmy.

🖇

Nie pamiętał już, ile cierpliwości potrzeba, by zrozumieć upo­do­bania drugiej osoby i sprawić, by ona zrozumiała jego.

🖇

Pod koniec sezonu śnieg puszczał już w południe i szybko topniał. Jakby bła­gał, by znów stać się wodą, zmoczyć ziemię i spłynąć w dolinę, pomyślał Santorso. […]  Przez ostatnie tygodnie sezonu jego praca sprowadzała się do przysypywania tych plam, usuwania śniegu z jednego miejsca, aby za­kryć dziurę w drugim. Byle dociągnąć jakoś do Wielkanocy. Potem można już było pozwolić, by cały ten błogosławiony śnieg robił sobie, co chce.

🖇

Zdarza ci się pomyśleć o innych, kiedy tak praktykujesz ten swój radosny rozbrat z pędzącą cywilizacją?

🖇

Był przygotowany na smutny spektakl, ale gdy przekroczył próg, uderzył go nie zapach porzucenia, lecz niepowtarzalny, tajemniczy zapach domu, wciąż obecny.

🖇

Co on w ogóle robił, czterdziestoletni pajac bez rodziny i pracy? Podążał za jakąś niedorzeczną utopią życia-w-miejscu-które-czyni-cię-szczęśliwym.

🖇

Przypomniał mu się Hemingway i jego opowiadanie z Mediolanu, które tyle razy czytał, jaki ono miało tytuł? W innej krainie, o właśnie. […]  kiedy wy­ja­śniał sens tego opowiadania słuchaczom, mówił o samoleczeniu, uzdra­wia­niu siebie, dzieleniu się swoimi ranami z innymi, o niemożności cał­ko­wi­te­go uzdrowienia i możliwości znalezienia w zamian pocieszenia. Teraz wo­lał pamiętać ten tekst jako opowieść o Mediolanie w 1918 roku.

🖇

Piękna ta moja dolina, co? — odezwał się Santorso. Zupełnie ignorował deszcz uderzający w przednią szybę.
     Jest piękna, tak.
     A niektórzy stąd uciekają.
     I zrozum tu takich.

🖇

Na końcu książki znalazł jedyny tekst, jaki Hokusai kiedykolwiek napisał: „Jako sześciolatek nabrałem manii rysowania przedmiotów, a odkąd skoń­czy­łem lat pięćdziesiąt, często publikuję swoje rysunki. Wśród tego, co stwo­rzy­łem przez siedemdziesiąt lat, nie ma nic godnego uwagi. W wieku sie­dem­dzie­sięciu trzech lat pojąłem istotę budowy zwierząt, ptaków, owadów i ryb, a także życia ziół i roślin, dlatego też, kiedy skończę lat osiemdziesiąt sześć, pójdę dalej. W wieku lat dziewięćdziesięciu jeszcze bardziej zgłębię ich ukryty sens, a kiedy będę miał lat sto, być może osiągnę wymiar boskości i cudowności. Kiedy skończę sto dziesięć lat, najdrobniejsza kropka czy linia będą żyły własnym życiem. Jeśli mogę wyrazić jakieś życzenie, to prosiłbym tych, którzy doczekają mojego wieku, aby sprawdzili, czy to, o czym mówię, okaże się prawdą. Pisane w siedemdziesiątym piątym roku życia przeze mnie, niegdyś zwanego Hokusai, dziś – starcem opętanym malarstwem”.

🖇

A więc jesteś tutaj, pomyślał. Cóż, witaj. Jedni odchodzą, inni wracają, prawda? […]  Świat należy do tych, którzy go biorą.

🖇

Razem z ojcem obliczyli tempo przepływu lodowca i to, ile lodu topi się w cią­gu minuty, godziny, dnia. Wynik wydał się Faustowi niewiarygodny: jak to możliwe, że lód topi się w takim tempie, a wciąż trwa? Wtedy jeszcze wierzył, że lodowiec jest wieczny i niezmienny, że pozostaje częścią gór i za­wsze będzie trwał między skałą a niebem. Jednak ojciec rozumiał, co się tam działo: coś znika, a na jego miejsce pojawia się coś innego, po­wiedział. Wiesz, tak działa świat. Tylko my zawsze z nostalgią wspo­mi­na­my coś, co było wcześniej.
     Masz rację, tato, przyznał Fausto, i wykorzystał to miejsce oraz ostatnie jasne godziny, by pomyśleć o ojcu.

🖇

Nie wiem, jak się czuję. To jest obłędnie piękne miejsce. Ale takie trudne.
     Wierzę.

🖇

Zamknął oczy i poczuł się tak jak dawniej. Ale teraz było lepiej niż dawniej, bo miał jeszcze wspomnienia. Tak właśnie powinno chronić schronisko, po­myślał. Jest więcej warte, jeśli skrywa coś twojego.

🖇

Znasz to powiedzenie mistrzów zen o górach? Mówią: „Zanim zbliżyłem się do zen, góry były dla mnie tylko górami, a rzeki tylko rzekami. Kiedy za­czą­łem praktykować, góry nie były już górami, a rzeki nie były już rzekami. Ale kiedy osiągnąłem oświecenie, góry znów stały się górami, a rzeki znów rzekami”. Myślę, że i Ty, i ja jesteśmy w stanie dobrze zrozumieć to po­wie­dze­nie, ponieważ tamto miejsce jest pełne znaczeń, które mu nadaliśmy.

🖇

To rodzaj buddyjskiego ołtarza, zawiesza się na nim flagi modlitewne.
     To te postrzępione szmatki?
     Tak, ale to nie jest problem, że są postrzępione, wręcz przeciwnie. Dla buddystów są to modlitwy, które rozwiewają się na wietrze.

🖇

Wróciła, bo czuła się gotowa; wydawało się jej, że ucieczka trwała niezwykle długo. To właśnie odpowie Faustowi: że zanim ruszy naprzód, musi się cofnąć, bo inaczej na zawsze pozostanie uciekinierką.

🖇

[…]  zauważył, że modrzewie zaczynają żółknąć coraz bardziej […]   drzewa słońca, wiatru, południowych zboczy, które nie lubiły mrozu i gdy tylko po­czu­ły, że się zbliża, przechodziły w stan hibernacji. Bez­na­mięt­ne jodły za­cho­wa­ły swo­je igły i nie traciły energii na sezonową zmianę liści: dwa drze­wa tak bliskie sobie i tak różne w strategii radzenia sobie z zimą. […]
     Fausto przeczytał gdzieś, że drzewa, w przeciwieństwie do zwierząt, nie mo­gą szukać szczęścia, przenosząc się gdzie indziej. Drzewo żyło tam, gdzie spadło jego ziarno, i aby być szczęśliwe, musiało się tam urzą­dzić. Roz­wią­zy­wa­ło swoje problemy na miejscu, jeśli mogło, a jeśli nie mogło, to umie­ra­ło. Roślinożercom szczęście dawało wędrowanie za trawą […]. Wilka pro­wa­dził mniej zro­zu­mia­ły instynkt. Santorso po­wie­dział Faustowi, że do­kład­nie nie wiadomo, dlaczego to zwierzę się prze­miesz­cza, skąd bierze się jego niepokój. Przybywał do jakiejś doliny, znaj­dował w niej obfitość zwie­rzy­ny, a jednak coś nie pozwalało mu osiąść i w pew­nym momencie zo­sta­wiał całe to dobro, odchodził szukać szczęścia gdzie indziej.

🖇

Śnił mu się wilk, którego jeszcze nie widział. […] 
Spróbuj jeszcze raz, mówiła mu bez słów.

🖇

Fontana Fredda została stworzona w równej mierze z rzeczywistości i pra­gnień. A wokół niej wznoszą się góry, całkowicie obojętne na sny istot ludz­kich, i nadal tu będą, kiedy te istoty się zbudzą.

Paolo Cognetti, Szczęście wilka, przeł. Tomasz Kwiecień,
Sonia Draga, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

A czym pachnie styczeń?
     Czym pachniał styczeń? […]  Pachniał cudem.

🖇

[…]  naszła ją ochota, by pójść i zobaczyć, jak tam jest.

🖇

Zapytała: Ale dla nas to nie jest koniec, prawda?
     Nie?
     Nie.

(tamże)

5991. Szukając pozytywów…

Jakiś czas temu rozsierdziło mnie państwo polskie. Na pierwszą komisję orze­ka­ją­cą stopień mojej nie­peł­no­spraw­no­ści siedem lat temu udałam się sama na własnych no­gach. Na drugą, po trzech latach, potrzebowałam pomocy Sadownika i wózka. Na trzecią, po kolejnych trzech latach, bez pomocy Sadownika nie wydostałabym się z domu. I co? I znów będę miała prawo parkowania na niebieskiej kopercie tylko przez trzy lata. A potem wstanę z wózka i przebiegnę maraton?

Wściekłam się i postanowiłam nie popuścić temu zidio­cia­łe­mu państwu, które mar­nu­je nie tylko mój czas: jeśli należy mi się jakaś pomoc, to mam ją, kura przez wu, dostać! Dziś przyszła decyzja o prze­li­cze­niu mojej kulawości na punkty. Z dumą od­no­towałam ele­men­ty wyliczenia: 7, 10 i 23.

Ustalić potrzebę wsparcia wyrażoną w war­to­ściach punktowych w ska­li 0–4 punkty:
   […]
   7) Przekazywanie informacji innym oso­bom: 0,000 pkt
   […]
   10) Koncentrowanie się na czynności: 0,000 pkt
   […]
   23) Kontrolowanie własnych zachowań i emocji: 0,000 pkt

Przeglądając ponownie ocenę, zdziwiłam się, widząc:

   6) Klasyfikacja docierających bodź­ców: 1,600 pkt

*

Jabłoń:
(po chwili skomentowała punkt 6. oceny)
Kochanie, to nie ubytek, lecz miara
przystosowania się do życia w małżeństwie!

Sadownik:
Bardzo śmieszne, bardzo…

*

Oddziwiłam się kilka godzin później. Nie chodziło o słuch! Mam zmienione czucie w palcach; gdy nie patrzę na to, czego dotykam, nie wiem, co to jest. Wyjmowanie wła­ści­wej rzeczy z teodory wymaga ode mnie skorzystania rów­nież z oczu.

niedziela, stycznia 18, 2026

5990. Zimowe wytchnienie


fot. Sadownik, fragmenty.

Wtedy… najpierwszy skromny urlopik wytchnieniowy Sadownika. Roz­mo­wy tele­fo­nicz­ne ograniczone były do jednej na dzień.

Dziś… kończył się pierwszy wytchnieniowy weekend Sadownika. Rozmów tele­fo­nicznych, zgodnie z umową, brak. Za to jeden esemes na dzień, kon­trol­ny, że wszystko OK i dobranoc.

Wtedy i do dziś… to samo piękne miejsce. I dobry czas: i tam, i w ulu. W ży­ciu Sadownika tam i w życiu Drzewka w ulu, nim wrócą do wspól­nego czasu.


fot. Sadownik, fragmenty.

5989. Zamknąć blog?

Jabłoń:
Potrzebuję się poradzić…
(myśli od jakiegoś czasu o tym, że
może powinna zamknąć blog, może
na jakimś okrągłym numerze, bo
)
[…] nie ma przecież już Heniutki.

Kaan:
Ale ona cały czas tam jest!

niedziela, stycznia 11, 2026

5988. Z oazy (CDXIII)

Cze­kając na inną książkę autora, pomyślałam o tej: czemu nie? Większość słów z am­bony, które zamieszczono w tym tomiku (?) nie dociera do mnie, nie należy do opisu uniwersum w którym żyję, nie zazębia się z moim imaginarium. W tej ka­te­go­rii nie zamierzam mieć zdania. Nie przyswajam, choć ze zrozumieniem i bez zgrzy­ta­nia zębami starałam się przeczytać.

Kaznodziejskie czasem, chwilami zaskakująco przaśne zbyt, ale trochę tych wersów, co poruszają, dało się z ła­two­ścią wydłubać, więc wydłubałam. Przydały się w tym ty­god­niu jako lekarstwo, busola, rosół dla duszy, co w nową nieznaną podróż się wybrała.

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy.

🖇

Bogu tak jak miłości wystarczy że jest

🖇

Nie wierzysz – mówiła miłość
w to że nawet z dyplomem zgłupiejesz
[…] 
że z dwojga złego można wybrać trzecie
[…] 
Poczekaj jak cię rąbnę
to we wszystko uwierzysz

🖇

kocha lub nie kocha – to jęk nie pytanie

🖇

Podziękuj za cierpienie
czy umiesz czy nie umiesz
bez niego nigdy nie wiesz
ile miłość kosztuje

🖇

nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
[…] 
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju

🖇

Jak często szukamy wielkiej miłości w naszym życiu i czujemy się nieraz po­ranieni, nieszczęśliwi, samotni, osieroceni, a jednocześnie nie do­strze­ga­my prostej mądrości, że ktoś nas kochał naprawdę. […]  Prawdziwa miłość przeszła koło nas.

🖇

Są dwa podobne słowa: przyjmować i brać. Niby podobne, a różne. Ten, któ­ry bierze, wybiera to, co mu się podoba […]  Ale kochać to nie tylko da­wać, […]  to także umieć przyjmować.
     Wydaje się, że przyjmować jest bardzo łatwo. Tymczasem przyjmowanie jest bardzo trudne. Przyjmować oznacza zgadzać się na to, co nam dają, bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie.

🖇

Bóg jest wszechmocny, a nie wszystko może, bo nie może zmusić ludzkiego serca do miłości. Miłość ludzka nie byłaby miłością, gdyby była do cze­go­kol­wiek zmuszona. Człowiek sam zdobywa się na miłość.

🖇

skoro dał wolną wolę
miłość teraz sama
wybiera po swojemu
to czyni co zechce

🖇

Czasem oczekiwanie jest już miłością.

🖇

i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą

🖇

Śmierć nie przerywa miłości.

🖇

ludzi do ludzi zbliżasz
i stale uczysz odchodzić

🖇

Prawdziwa miłość szuka trudnych dróg. […]  Miłość jest większa od nas. Przychodzi spoza nas.

🖇

dopiero po rozstaniu pamięta się wszystko

🖇

Ryczał na cztery strony że miłość odeszła
miała być zawsze a była za krótko
[…] 
głuptasie nie wybrzydzaj
wystarczy że przyszła

🖇

przyszedłem ukląkłem pytałem mój Boże
dlaczego jest niewiara gdy wszystko być może

🖇

miłości się nie szuka jest albo jej nie ma

🖇

wiesz że jeśli miłość to tak jak wieczność
bez przed i potem

🖇

ta jedna chwila
nie potrzeba więcej
to co raz tylko – zostaje najdłużej

🖇

Nie czekaj na wzajemność
[…] 
najważniejsze przecież że ty kogoś kochasz

🖇

koniec – to kłamczuch w świecie nieskończonym

Jan Twardowski, Tylko miłość się liczy,
Aleksandra Iwanowska (wybór),
Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2009.
(wyróżnienie własne)

[…]  spotykamy się z Nim […]  w duchu wdzięczności, szczęścia, zawstydzenia.
     Cóż za niezwykła umiejętność dawania miłości! Wi­dać tego, który przyjmuje, a nie tego, który daje.

🖇

Nie rycz jak osioł nie drżyj jak żaba
wytrwaj choć nie wiesz jak

🖇

     – Pokochałem ją taką, jaka wcale nie była, ale taką, jaką widziałem w marzeniach – po to, aby pokochać ją taką, jaka była naprawdę […].

🖇

zdziwiony myślę nieśmiało
że Bóg mnie kocha przez ciebie

🖇

Jest miłość od ostatniego spojrzenia. Budzi się nagle, kiedy dostrzegamy prawdę. Miłość od ostatniego spoj­rze­nia może być dłużej niż na zawsze […].

🖇

przecież tylko nieobecni są najbliżej

🖇

to przecież takie proste wątpliwości nie ma
wiadomo miłość na śmierć nie umiera
zostać niewidocznym nie szkodzi nikomu

🖇

wszystko na szpilce
to co na zawsze już się wydawało
mądrość przy końcu że nie o to chodzi
radość że się kocha to co niemożliwe

🖇

a miłość daje to czego nie daje
więcej niż myślisz bo jest cała Stamtąd
a śmierć to ciekawostka że trzeba iść dalej

🖇

Wiara – to ufność na zawsze więc jedna
nadzieja – to czas bez pożegnań
[…] 
miłość ostatnia – to przeczucie piękna

(tamże)

5987. —

Piątkowe drogowe cyk podczas wracania do domu. Od lat nie było go tak dużo. Od lat nie leżał tak długo. Dopadało wczoraj. Pada dziś. Gapię się i myślę: Heniutka. Moja. Najmojsza.

Spokój, który przynosi zimą śnieg.

Karmele Jaio. To nie ja, przeł. Maja Gańczarczyk,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2023.

•

     — Chyba pada śnieg.
     — Skąd wiesz?
     — Wiatr inaczej słychać.

Yōko Ogawa. Grobowa cisza, żałobny zgiełk,
przeł. Anna Karpiuk, Wydawnictwo Tajfuny, Warszawa 2020.

wtorek, stycznia 06, 2026

5986. O starej miłości…

Jabłoń:
Mam propozycję.
(i zapadła znacząca cisza, bo
Drzewko zastanawia się, jak
elegancko ubrać ją w słowa
)

Sadownik:
(gdy cisza nie ustępuje, z uśmiechem)
Więcej szczegółów? Bo wiesz, czasy,
gdy mówiłem od razu: „tak, kochanie, wchodzę w to”,
już minęły.

Sadownik i Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

*

Tinashé Fazakerley, Good Times.

niedziela, stycznia 04, 2026

5985. Z oazy (CDXII)

Ta książka prze­leżała na czytelniczym stosiku ponad rok. Gdy świątecznie uczto­wa­łam nad świeżutkim ma­łym smo­kiem, za­chwycając się kreską, co rusz przychodziło mi do głowy zadziwienie faktem, że ona tam tkwi. Przecież ten Autor, ten warsztat, ten styl, więc czemu utknęła? Szybciutko wydobyłam ją z czeluści opa­trzonych ety­kie­tą:a może nigdy. I na­tychmiast mi się przypomniało.

Zaczynałam tę książkę kilka razy, odkładając ją zawsze z tego samego powodu. Nie wiem co, ale na większości ilustracji z bohaterami jest coś nie tak, nie prze­konują. Tu proporcje, tam coś nieprawdziwego w kształcie oczu czy pyska. Nie wspominając o tym, że dziki wilk nie wygląda nigdy jak zapasiony wielkomiejski owczarek nie­miecki. No nie.

A historia? Czytając rok temu na pewno bym się popłakała, ale teraz jako osierocona po prostu ryczałam jak bóbr. W każdej ilustracji udawało mi się wy­patrzeć szczegół, który natychmiast uruchamiał kudłate wspomnienia, nie tylko te zwią­za­ne z He­niut­ką, ale również z wszystkimi małoduńskimi „piesami”, z których każda i każ­dy byli niesamowitymi psimi osobami.

No i śnieg. Dużo go za oknem, dużo go w książce. Tylko ja w ciepełku. Z przy­jem­no­ścią wykrawałam ilustracje, na których śnieży i śnieżyć nie przestanie.

I hope that in reading this book you are inspired to follow your own moon, or if you're already following it, not to give up.

•

The Wolf—I miss you. Thank you.

•

[…]  maybe we can start to enjoy each day a little more.

🖇 🖇

Alone for the first time in her life, Amaya wandered the silent landscape in search of her parents.

🖇

Amaya yelped and tried to run, but another wolf cut her off. And another, and another, until she was surrounded by fierce eyes and bared teeth.

There was no way out.

🖇

🖇

‘Are you all right?’ asked the Wolf.
Amaya nodded slowly. ‘You saved me.’

🖇

‘But I don’t know what lies in that direction,’ said Amaya. ‘It would be a journey into the unknown.’
     A glint appeared in the Wolf’s eye. ‘That's my favourite kind.’

🖇

🖇

‘My form is breaking,’ said the Wolf, ‘but I feel as though something inside me is changing and growing stronger.’

🖇

‘Everything that is important will happen today.’
‘What do you mean?’ asked Amaya.
‘There is no tomorrow,’ said the Wolf,
‘tomorrow—when it matters—will be today.’

🖇

🖇

‘It’s very dark in there.’
     ‘It is our path,’ said the Wolf.
     Amaya remembered what he had said about not just following the path, not just accepting it, but embracing it, no matter the hardships.
     ‘It is,’ said Amaya, walking towards the darkness.

🖇

But the strangest thing was, as she entered the forest, the darkness she had seen from the outside was nowhere to be seen.
     Once within the trees she could see everything... and it was wondrous.

‘It was just an illusion,’ said the Wolf.
‘When we bring the light of our presence to something,
there is little we cannot understand
.

And as we begin to understand, our fear,
like the darkness, begins to fade.’

🖇

‘The reason the lotus blooms,’ said the Wolf, ‘is because it just keeps going—the little shoot has no idea how deep the pond is, how far it needs to climb or what might be in its way, it just keeps going. And the fact that it started from a very dark place doesn't stop it.’

🖇

‘So, you really think there's a chance […]?’ asked Amaya.
     ‘Not if we stop trying.’
     ‘But what if we're going in the wrong direction?’
     ‘Perhaps we are, but we are doing what we can based on what we think is best. If we learn something new, we can walk a new path. Until then—we should continue to follow the moon.

And don't forget, your mother said, “With all your heart”. I think she knew what she was talking about.’

🖇

🖇

‘Will we have to go back?’ asked Amaya.
‘Will we be able to find another way?’

🖇

Amaya and the Wolf looked up to see a cat, seated on a rock.
     ‘Do you always travel so slowly?’ asked the Cat.
     ‘Yes, we do,’ said Amaya confidently. ‘But as long as we don’t stop, we’ll get where we're going.’

🖇

‘There are times,’ said the Cat, ‘when we have done everything we can do. Then we must learn to step back and allow the universe to play out in all its unfathomable wonder.’

🖇

🖇

🖇

‘[…]  Just because we have lost sight of our goal,
it doesn’t mean we should give up.
There is always the possibility of a new way.’

‘But I don’t want a new way,’ said Amaya.

🖇

🖇

‘The moon has led us exactly where we need to be.
Here.
Now.
Together.
Facing this challenge.’

🖇

‘You know,’ she said to the Wolf, ‘I thought journeys were all about getting somewhere and having a destination, but ours doesn’t have one. […]
     ‘You still had a goal, Amaya, […]  most of our lives are spent doing the travelling, and the arrival is only a tiny part of that journey.

We should do our best to enjoy every part of the adventure.
     Maybe we will never get where we want to be, and wouldn’t it be sad if we had not even enjoyed the ride.’

🖇

‘Slow down, look around, breathe, take in the sounds and colours. Imagine you’d chosen this moment as your destination, not just a point along your journey’.

🖇

‘But I thought you were coming along for me,’ said Amaya.
     ‘I was,’ said the Wolf, ‘but now I ask you to come along for me.’

🖇

‘We adapt, we change, we find a new way forward. There is nothing wrong with acknowledging that a path is not leading us where we need to be and choosing a new one.’

🖇

Sometimes it’s simply not possible to try hard and get the result we want.
Imagine digging up a seed to see whether it had grown.
If we’ve watered it, there really is nothing left to do.

🖇

But it’s important to remember, sometimes we are not rewarded, some­times our struggles and patience and optimism will be for nothing. But the journey itself, how we did it, and who we did it with, will always live within us.

That’s why we do things with all our heart,
so when it doesn’t work out, at least
we know we put the best of ourselves into the world.

🖇

🖇

🖇

🖇

And she realized what the whole journey had been about.

James Norbury, Following the Moon,
Michael Joseph, London 2024.
(wyróżnienie własne)

‘Perhaps no one will like it, Amaya, not even you, and that's okay. That is why we need to take our joy in the creation, not how it turns out. […]’
     The Wolf’s own words struck him hard, and he knew he was rediscovering something he had lost.

🖇

Come, sit and enjoy the world.

🖇

THE END
…and the beginning.

(tamże)

sobota, stycznia 03, 2026

5984. Świąteczny czas (IX)  // Z oazy (CDXI)

Szósty sprezentowany mi gwiazdkowo iesbeen. Szósty pięknie wydany. Szósta uczta dla dotyku, wzroku, słuchu i duszy. Każda z tych sześciu książek pięknie pod­su­mo­wuj­e i zamyka doświadczenia roku 2025. Każda z nich szepcze coś na temat 2026 roku.

Tą książką zamykam mój świąteczny czas. Choć wróciliśmy do ula tydzień temu, do­pie­ro dziś po­czu­łam, że „już” odrobiłam największe świąteczne straty w poruszaniu się. Jest cena do za­pła­ce­nia za każdy dzień bez rehabilitacji — życie… płacę, bo to mi­mo wszyst­ko dobre życie!

A podróż tej dobrze znanej czwórki bohaterów? Nie tylko my w ostatnim czasie stra­ciliśmy uko­cha­ne­go sierściucha — w inspiracji postaci krecika nie tylko duch Bar­neya, ale też he­niutkowe ser­ce.

Leczy mnie ta książka przede wszystkim kreską. Leczy każdą formę niemocy. Tej na­bytej, nie­spo­dzie­wa­nej, utrwa­lonej czy — ma ogromną nadzieję — tymczasowej.

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

Charlie Mackesy, Always Remember. The Boy,
the Mole, the Fox, the Horse and the Storm
,
Ebury Press, London 2025.