czwartek, września 20, 2018

3030. Lecząca fotografia

 wpis przeniesiony 10.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jabłoń:
(w wersji milcząco-nietowarzysko-żującej-swój-los)

Tollini:
A ty bawisz się tym, co robisz?

Jabłoń:
(natychmiast odnalazła zagubioną kilka dni temu siebie)
Dziękuję ci za to pytanie.

*

Po siłowni — suwnica: 50 kg po raz pierwszy w życiu, w ostatniej serii, przemiłe zaskoczenie, ¡el reksio! — późny lanczyk.

Gdybyś żywy koło mnie przeszedł, nie zauważyłam cię. Gdybyś patrzył w górę, mijając mnie, twój wzrok spocząłby gdzieś na wysokości moich ramionach — patrzyłabym pewnie gdzieś ponad ciebie lub pod swoje nogi, w zależności od moich „chodzeniowych” możliwości. Nieruchomy, masz czas, patrzysz wielkimi oczami, nie mrugasz. Usiadłam naprzeciwko ciebie, nie mając świadomości, że patrzysz. A potem, gdy już cię zauważyłam, gapiłam się na ciebie urzeczona radością i pasją życia w twojej twarzy, w twoich oczach. Ty bawisz się tym, co robisz. Ja na nowo też. Dziękuję, że dałeś się kiedyś komuś sfotografować.

*


Tengo cincuenta y tres reksios:

niedziela, września 16, 2018

(3019+8). Skok w zrozumienie (II)

 wpis przeniesiony 10.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ta książka jest niczym wielki słodki ptyś w cukierni. Znam takich, co porzygają się przy trzecim rozdziale. Znam takich, co za życia tej książki nie ruszą — wolą jabłecznik z antonówek.

Eklektyczna, niczym zbiór dobrych myśli, może chwilami zemdlić, więc trzeba jak z ptysiami — taktykę własną mieć: paluszkiem troszkę kremu, a może najpierw daszek z odrobiną kremu. Przekładałam kolejne rozdziały akapitami z innych książek, żeby nie zgubić smaku, żeby powoli przeżuwać, bo warto. Lubię ptysie, jeszcze niejedno sobie z tej książki wydłubię.

Jego celem [Stewarta Emery’ego] było sprowadzenie samolotu na odległość tysiąca jardów od pasa startowego na Hawajach, na pięć minut przed zakładanym czasem lądowania. Za każdym razem, gdy samolot zboczył z kursu, system dokonywał korekty. Pilot wyjaśnił, że przybędą na Hawaje na czas, mimo że „błądzili przez 90% czasu”. Emery podejmuje rozważania, stwierdzając: „Tak więc droga stąd, gdzie jesteś, tam, gdzie chcesz być, zaczyna się od błędu, który korygujemy, który staje się następnym błędem, który korygujemy, który staje się następnym błędem, który korygujemy. Tak więc jedynym momentem, kiedy naprawdę podążamy właściwą drogą, są rzadkie chwile, gdy zygzak przecina drogę, którą sobie wytyczyliśmy”.

*

Nigdy nie będziesz gotowy, jeśli cały czas bronisz kursu, jaki dla siebie wybrałeś. Będziesz ciągle schodzić z drogi i nigdy nie dotrzesz do celu. Jeśli jesteś stale otwarty na wskazówki, sygnalizujące ci czas na korektę, zawsze trafisz do właściwego miejsca – lub przynajmniej bardzo blisko.

*

Po wielu rozważaniach doszłam do wniosku, że jeśli ostatnio nie popełniłeś żadnego błędu, musisz coś robić źle. Nigdy nie dolecisz na Hawaje! Nawet nie wystartowałeś z lotniska! Nawet nie oderwałeś się od ziemi! Niczym nie ryzykujesz — nie cieszysz się też „dobrem”, które może ci zaoferować życie. Cóż za marnotrawstwo!

*

[…] poradzisz sobie ze wszystkim, co się wydarzy po podjęciu decyzji.
     Patrz uważnie na wskazówki, które mówią, że schodzisz z kursu, i zacznij układać plan, jak skorygować sytuację
.

Susan Jeffers, Mimo lęku, przeł. Maria Veith,
Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

[…] niepotrzebnie się martwisz. Naprawdę nie masz nic do stracenia, a raczej możesz coś zyskać, niezależnie od tego, jakich wyborów dokonujesz lub jakie działania podejmujesz w życiu.

*

To wszystko jest wspaniałą przygodą, niezależnie od tego, co wybiorę.
     Naprawdę znam ludzi, którzy tak myślą
, […] żyją w świecie, w którym nie ma przegranych.

*

[…] jesteś w sytuacji, w której nie możesz przegrać. Co to za plusy? Są to możliwości przeżywania życia w nowy sposób, uczenia się i rozwoju, określenia, kim jesteś i kim naprawdę chciałbyś być i co chciałbyś w życiu robić. Każda droga jest pełna możliwości – niezależnie od tego, jaki będzie wynik.

*

Wiedz, iż istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdy zaczniesz ryzykować i dorastać, ludzie znaczący w twoim życiu będą stawiać opór. […] Kiedy zaczniesz kołysać łodzią, ktoś na pewno każe ci usiąść. Nie powinieneś czuć się zaskoczony, zdziwiony czy niesprawiedliwie oskarżony. W ten sposób ludzie bronią własnego poczucia bezpieczeństwa. Często nawet nie zdają sobie z tego sprawy. W ich umyśle te napomnienia i uwagi wydają się całkowicie usprawiedliwione, wręcz: „dla twojego dobra”. Ważne, żebyś ty wiedział, co się dzieje.

*

Dzieci są mistrzami manipulacji. Wierz mi: to dzieci najczęściej żerują na naszym poczuciu winy. Rodzice mają własny styl działania. Zwykle poniżają nas w sposób słodki i subtelny, mówiąc na przykład: „Kochanie, czy na pewno możesz tak postąpić? Wiesz przecież, że nigdy nie umiałaś być samodzielna” albo: „Kochanie, lepiej dobrze się zastanów […]”. Albo: „Ostatnio stajesz się egoistką. Zupełnie cię nie poznaję”.

(tamże)

3026. Dzień 10.

ostatni spacer
brzegiem morza.

sobota, września 15, 2018

3025. Płoty Sadownika

Sadownik:
Coś ci pokażę…
(skręca w nieznaną Jabłoni uliczkę)
…patrz na płot po prawej.

Jabłoń:
(patrzy, Sadownik jedzie powolutku,
patrzy, a potem wyje z zachwytu
)

Sadownik & Jabłoń:
(pojechali do siebie)

Jabłoń:
(z refleksem klatki schodowej)
Będziemy musieli tam jutro wrócić, by zrobić zdjątko.

Sadownik:
(uśmiecha się szelmowsko)
Kto musi, ten musi.

Jabłoń:
(po chwili)
Ja mam jeszcze zające do zrobienia.

Sadownik:
Już je zrobiłem.

fot. Sadownik (wszystkie).

3024.

latami. patrzyłam na ciebie… nie widziałam.
latami. słyszałam ciebie… nie słuchałam.

dziś. patrzyłam w twe oczy, chciałam zobaczyć
z czym masz teraz kontakt? co cię prowadzi?
czym jest to coś, z czym się mierzysz?

dziś. patrzyłam. widziałam. czułam.
potem. przetarłam lustro. i fru w dzień.

3023. Dzień 9.

3022. Koniecznie!

 wpis przeniesiony 10.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Audycja. Przez przypadek oczywiście — jej powtórki jakiś czas temu słuchałam trupem, dochodząc do siebie po rehabce. Z każdym kolejnym pytaniem, z każdą kolejną odpowiedzią dojrzewałam do decyzji: muuuuuszę to przeczytać!

Mylimy się, ignorując świadectwa kobiet i że one mogą mieć rację. […] Kobiety przez lata musiały radzić sobie bardziej z nadużyciami, z uprzedzeniami, podczas gdy mężczyźni nigdy nie mieli takiego problemu. Poza tym, to straszne, ale kobiety są przyzwyczajone do życia w patriarchalnym społeczeństwie. Są przyzwyczajane do widzenia mężczyzn na szczytach list bestsellerów, do tego, że to mężczyźni cieszą się uwagą krytyków, wygrywają nagrody. […] Kobiety są bardziej szczodre w społeczeństwie niż mężczyźni, ale też mają więcej władzy, dlatego że muszą znosić to wszystko. […] Ale ponieważ kobiety musiały przez lata radzić sobie z tymi nadużyciami, to mają szersze perspektywy niż mężczyźni.

*

[…] w czytaniu uwielbiam to, że to jest indywidualne doświadczenie.
Moje doświadczenie z książki jest wyłącznie moje
.
Oczywiście, autor zaprosił mnie do uczestnictwa,
ale to, co ja z tego wyciągam, to jest wyjątkowe i tylko moje
.

// Daniel Mallory w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Potem polowałam, święcie przekonana, że poluję na kryminał. Zaczęłam czytać jako kryminał i dopiero pod koniec zaczęłam zadawać sobie pytanie: to jest kryminał? na pewno? Okazało się, że straciłam thrillerowe dziewictwo. Nie mogłam się oderwać. Czy można napisać książkę o rangach (znaczący termin w psychologii procesu), nie używając słowa ranga? Można! To jest książka o przywilejach, jakie mają mężczyźni, zdrowi ludzie, i trudnościach, które są doświadczeniem tych, którzy nie są mężczyznami lub nie są zdrowi.

     — Świat to piękne miejsce — oświadcza i mówi to poważnie; poznaję po głosie. Chwyta moje spojrzenie i nie wypuszcza go. — Nie zapominaj o tym. — Odchyla się na krześle i gasi papierosa w miseczce. — I niech ci nie umyka.

*

     — A za czym konkretnie tęsknisz? — pyta po chwili.
     Tego się nie spodziewałam.
     — Za… — zaczynam, licząc, że zdanie samo się skończy.
     I wtedy wylewa się ze mnie jak potok, jak woda z pękniętej rury albo przerwanej tamy
.
     […] — Za twoimi bajkami na dobranoc. – Bohaterki dawały książętom kosza, bo wolały robić doktorat.

*

Dwa dni zbierał się, żeby do mnie oddzwonić. Szuka drogi ucieczki.

*

Przypomina mi się doktor Brulov z Urzeczonej: „Moja droga, nie możesz wciąż uderzać głową o rzeczywistość i powtarzać, że wcale jej tu nie ma”.

*

Sztuka polega na oddychaniu. Oddychaniu cały czas.
     Oddycham. Cały czas
.

*

     — Wiem.
     — Nie wiesz
.
     — No to wyobrażam sobie
.

*

     — Tatusiu, zaśpiewasz? — poprosiła. Zawsze tak miała, że wolała prosić, niż rozkazywać. Niezwykłe u dziecka. Myślę czasem, że w ogóle niezwykłe, u każdego.

*

     — Niesamowite, prawda? — zauważa Bina. — Kiedy Internet mówi, że ktoś nie istnieje.

*

Stoję i się waham, drżę jak płomień. Czy ufam samej sobie?
     Mimo wszystko tak
.

*

     — Nie wydaje ci się, że reagujesz paranoicznie?
     Chce coś dodać, ale mu nie pozwalam.
     — Nie można mówić o paranoi, jeśli coś dzieje się naprawdę
.

*

     — Nie to, że ci nie wierzę. Tylko że…
     — Masz pojęcie, jakie to frustrujące?! — krzyczę.
     Milknie.
     — Widziałam, co się stało
.

A.J. Finn, Kobieta w oknie,
przeł. Jacek Żuławnik, W.A.B., Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

Przeciskam nazwę ulicy przez gardło, jąkając się. […] Sylaby potykają się w ustach, jakby mój język był progiem zwalniającym. […] Nic mi nie jest. — Starannie składam słowa jak origami. […] Popijam wodę spływającą mi do gardła, przemywając słowa, które wzbierają we mnie i wylewają się między wargami. […] Słowo rozpycha się łokciami wśród innych słów i wytacza się z ust. […] Imię pęcznieje mi w ustach i wypływa z nich, zanim zdążę je połknąć. […] Zegar szafkowy zbiera się w sobie i bije trzy razy. […] Rzucam mięsem. Klnę po raz pierwszy od kilku dni. Badam fakturę przekleństwa, delektuję się jego smakiem.

(tamże)

środa, września 12, 2018

3019. Skok w zrozumienie

 wpis przeniesiony 10.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jesteś odpowiedzialna za swoją chorobę — słyszę tę mądrość „ludową” i dostaję szału w imieniu swoim, w imieniu nieuleczalnie lub terminalnie chorych i pytam: naprawdę w to wierzysz? czy będziesz tak samo mądry, gdy opuszczą cię młode zdrowe lata i dopadnie długoterminowe coś? naprawdę?

Ludziom przydarzają się różne rzeczy, choroby na serio i długo też. Na tym polega też człowieczy los, nawet jeśli rządy, wróżki i telewizyjne kanały modowe usiłują wmówić ci, że jeśli tylko będziesz chciał, jeśli tylko mocno się postarasz, będziesz zawsze młody, piękny i mądry.

Jesteś odpowiedzialna za swoją chorobę — nie wiem, czy autorzy tych słów (a było, sic!, jest ich wielu) mieli na myśli to, co dziś odkryłam (na swoje potrzeby po gospodarsku słowami przykułam do rzeczywistości), ale już wiem, że: tak, jestem odpowiedzialna za sposób, w jaki przeżywam swoją chorobę; za to, co robię i za wszystko to, czego nie robię, chorując i zdrowiejąc.

*

Dawno, dawno temu miałam w papierzu książkę tej Autorki. Dawno, dawno temu pożyczyłam tę ważną dla mnie książkę, ważnemu dla mnie człowiekowi. Nie wiem, czy przeczytał. Wiem, że nie oddał. Gdy dwa dni temu napatoczyłam się na kolejną książkę tej Autorki, po raz pierwszy w ibuku i po raz pierwszy w nieprzyzwoicie niskiej cenie — nie zastanawiałam się ani chwili.

Dziś dzień-marzenie: leje, pada lub siąpi prawie non stop, a my nie musimy się ruszać z werandy. Wskakuję w tę książkę między rozdziałami kryminału, na który polowałam dość długo. Cenny ten dzisiejszy skok.

Przyjmowanie pełnej odpowiedzialności za sposób przeżywania życia jest procesem długotrwałym, wymagającym praktyki. Chodzi tylko o to, żeby zacząć.

*

Miłość i siła są nierozłączne — taka jest prawda. Kiedy ktoś jest silny, może naprawdę uzewnętrznić swoje uczucia. Bez poczucia siły miłość ulega zniekształceniu.

*

Jak powiedział pewien stary mędrzec: „Droga jest gładka. Dlaczego rzucasz sobie pod nogi kamienie?”.

Susan Jeffers, Mimo lęku, przeł. Maria Veith,
Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

3018. Dzień 6.

wtorek, września 11, 2018

(543+2474). Nawiń se chuja na różaniec

 wpis przeniesiony 10.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wybrać cytaty z drugiej. Wybrać z trzeciej. Sprzyjające warunki: w końcu ciut chłodniej, wieje i popaduje. Druga, trzecia, bo… świeżutki Tochman już skończony i czeka na swoją kolej.

Świeżutki? Nie tak bardzo. Część reportaży wyjęta z Bóg zapłać (Czarne, 2010). Dokładnie nie sprawdzę, bo do ula setki kilometrów, a sama pamięć, gdzie książka w papierzu stoi nie pomaga zbyt mocno. To jeszcze jeden argument za ibukami.

Świeżutki? Nie bardzo. Lekki niesmak, że w podczytniku informacji na ten temat brak.

Świeżutkie za to obrzydzenie do polskiego katolicyzmu, którego wyznawcy sprawiają wrażenie jakby cierpieli na religijną wersję syndromu sztokholmskiego — ot taka nasza narodowa innowacja. Brzydzę się dziś katolikami, a szczególnie katoliczkami… Dlaczego? Bo kobiety mogą zmienić czarną mentalność, której wiara myli się z władzą… wystarczy, że wyjdą z kościołów — jest ich więcej niż piotrowiczów, biskupów zamiatających pod dywan i betonowo-marmurowych janów pawłów, pomników patrona polskich pedofili w koloradkach. Zbyt wielu ludziom wpojono, że ksiądz to synonim słowa książę.

Czy branie odpowiedzialności za osiemnastolatka oznacza podejmowanie za niego decyzji: nie idź! Czy można kogoś w takiej decyzji wyręczyć? Powiedzieć: stój, nie ratuj!
     […]
     Tamten ranek wraca nocami? Jeść trudno? Uczyć się? Modlić? Nie wolno o tym mówić? Czuć? Nazywać spraw po imieniu?
     Ani słowa. Cisza
.

*

Świat istnieje, co niektórych irytuje, budzi w nich złość.

*

Następni wychodzą? Ze strachu? Słowa nie zakażają. Nic wam nie grozi. Stójcie! Mam pytanie: czy każdy z waszych bliskich mógłby przyjść do was i powiedzieć o swojej największej tajemnicy?

*

Seks innych to przecież moja sprawa. Będę oceniał, sądził, brzydził się. Brzydzisz się, to dlaczego dupy innych tak cię obchodzą? Jakże skwapliwie ludzie badają cudze życie — pisze Święty Augustyn – a jak opieszale zabierają się do naprawiania swojego. Dlaczego ocenianie innych, sądzenie ich, tak ci jest, człowieku, potrzebne? Cóż warte byłoby twoje życie, gdybyś nie osądzał innych?
     Wy, dobrzy katolicy, patrząc na człowieka z piętnem, myślicie o sobie: jesteśmy od niego lepsi, poukładani, moralni, uczciwi, czyści. My, dobre żony, kochający mężowie, troskliwe matki, ojcowie — wszyscy gotowi jesteśmy na zbawienie. Panie Jezu, bierz nas prosto do nieba! Hurtem nas weź!

*

Pchają się wam do głów stereotypy, gotowe schematy, matryce, już zajmują ustalone z góry pozycje, już są gotowymi argumentami do oceny, sądu, skazania?

*

Chrystus dałby mu zapewne numer swojej komórki. Biskupia komórka jest tajna.

Wojciech Tochman, Wściekły pies,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

*

Trzeba dbać o siebie, nawet gdy jest już z tobą całkiem źle. Im bardziej się zaniedbujesz, tym bliżej ci do śmierci.

(tamże)

(3004+11+1). Trzecia

 wpis przeniesiony 10.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wszystko zaczęło się od przypadku. Wpadłam na audycję i przepadłam. Sześć dni po premierze trzeciej wydłubałam cytaty i zaczynam czekać na czwartą — będzie za dwa lata?

Po tych książkach polska zima nie wydaje się groźna, nawet jeśli będzie bardzo mroźna.

     — Dlaczego wracasz? — zapytam.
     — Bo nigdy naprawdę nie wyjechałam — odpowie
. — […] Wszystkie dzieci stąd wiedzą, że jak Ann za czymś stoi, to wszystko się uda. Ona potrafi być tym dorosłym, któremu się ufa. Ja też jej ufam. Ta kobieta nie pracuje w domu dziecka. Ona jest domem dziecka.

*

Nigdy nie mam gotowego planu. Nie daję się zranić, czekam, nigdy się nie narzucam.

*

A jeśli nie mogłeś być dzieckiem, to skąd masz wiedzieć, kim jesteś jako dorosły? […] Ciężko oczekiwać od rodziców, że będą dobrzy w swojej roli, skoro od pokoleń nie mają żadnego wzorca. Dzieci potrzebują pomocy, to jasne, ale szczególnie potrzebują jej dorośli.

*

Tu każde imię coś znaczy. Dzieci nazywane są na cześć zmarłych, którym w ten sposób przedłuża się życie. Zapomnieć imię to zaprzeczać, że ktoś istniał.

*

Mówienie o tym, co się stało, to ważny element procesu dochodzenia do siebie.

*

     — Całe życie byłaś uparta? — zapytam.
     — Tak. Dzięki temu wygrałam własną wojnę
.

*

Nierówności mają ogromne znaczenie, ponieważ lepiej czuję ciało, panuję nad nim, zachowuję równowagę. Kiedy przyjeżdżam do dużych miast, gdzie wszędzie jest asfalt, w ciele pojawia się niepokój, bolą mnie kości i stopy, nie mogę chodzić tam, dokąd chcę, tylko tam, gdzie wolno.

*

[…] nie umiałabym rozmawiać o uczuciach w obcym języku, bo czuję po grenlandzku. My myślimy obrazami. Nie widzimy słów, ale sceny, widzimy wszystko dosłownie, więc często jeden komunikat jest dla nas wieloznaczny. Niektórych rzeczy nie jesteś w stanie wyrazić po duńsku, dlatego że słowa masz w sercu.

*

Przez nadmierny racjonalizm tracisz kontakt z własnym otoczeniem. Im bardziej usuwasz siebie z ciszy, tym bardziej wyrzekasz się swojego zbiorowego ja.

*

     — Zawsze powtarzam, że jeśli w kogoś celujesz — mówiąc to, układa dłoń jak pistolet, z jednym palcem wymierzonym w moją stronę — pamiętaj, żeby trzema palcami mierzyć w siebie.

*

Teraz jestem bardzo szczęśliwy. Ale przeszedłem piekło, żeby tu dotrzeć.

*

     Jesteśmy cisi, ale to nie oznacza, że jesteśmy słabi. Po prostu mówimy z innego miejsca w ciele.

*

Silni będziemy tylko wtedy, gdy nauczymy się wykorzystywać różnice w dobrej wierze, nie działając na oślep.

*

Na początku lód przeraża. Chodzi się po nim jak najlżej, starając się unosić nad wkładkami w butach, żeby nie naciskać, mimo że obok przejeżdżają samochody. Później dociera do ciebie, że w tym krajobrazie jesteś tylko martwym pikselem, że morze nawet cię nie zauważa, więc przestajesz się bać. Po kilku tygodniach chodzenie po wodzie staje się obsesją nieumiejącego pływać. Na lód wraca się szukać szczelin i grzebać w nich palcami.

*

Rozmawiamy mieszanką języków, mróz dodatkowo przeciąga zdania, skleja z zimna morfemy, dzięki czemu nie wytraca się ciepła na przecinki. Dużo w tej rozmowie pożytecznej ciszy.

Ilona Wiśniewska, Lud. Z grenlandzkiej wyspy,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018.
(wyróżnienie własne)