sobota, sierpnia 26, 2017

2528. Dzień 1.

 wpis przeniesiony 2.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

W schronisku na Iglicznej zapytałam pracującego tam Pana, czy był w nim dziewięć lat temu. Zdziwiło go to pytanie. Opowiedziałam mu, jak wtedy w tym miejscu powitał nas dostojny owczarek niemiecki — to był już bardzo stary pies, choć pięknie wstąpił w niego młody duch, gdy przy ławach pojawiła się sunia. Pan ożywił się, uśmiechnął. Miło mu się zrobiło, że pamiętamy jego poprzedniego psa, który wtedy, jak się dowiedziałam, miał piętnaście lat. Teraz Pan też ma owczarka. Porozmawialiśmy chwilę serdecznie, jak to psiarze.


8 450 m

*

Wracając, Sadownik zatrzymał mnie i powiedział: patrz, dziewięćsił. Skąd w nim mieszczą się takie słowa i nazwy — wciąż mnie zadziwia.

2527. Dzień 0. (wczoraj)

 wpis przeniesiony 2.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Holender i jego kawiarnia zapisały się w mojej pamięci po prawej stronie ulicy. Tymczasem w pamięci Sadownika i w rzeczywistości znajduje się po lewej. Kawiarnia nie jest już Holendra, który, jak dowiedział się Sadownik przy zamawianiu kaw, upłynnia swe dobra i chce się stąd wynieść. Miejsce przeszło w ręce przemiłej Pani, a kawa jest wciąż pyszna.


3 980 m

(2104+422). Degustacja #8

 wpis przeniesiony 2.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dziś. Dokładnie jedenaście lat później. Sobota — wtedy i dziś. Wtedy Murakami pisał. Dziś — gdy moje doświadczanie życia przegląda się w jego słowach — ja odnotowuję, że trafia w punkt.

Przy wodospadzie. Pokój obok tego, który gościł nas dziewięć lat temu — bez bloga bardzo trudno było się ich doliczyć. W tym samym miejscu my, choć nie tacy sami. No i z Heniutką! Na tarasie tuż obok, dziewięć lat temu czytałam pierwszą w swym życiu książkę Murakami'ego — pamiętam od kogo ją dostałam, pamiętam okładkę. Kto by wtedy pomyślał, że dziś? Ja, my, tu? Tak. Szczęśliwsi.

Ale w rzeczywistości nie wszystko idzie tak gładko. W pewnym momencie życia, gdy naprawdę są nam potrzebne proste rozwiązania, osobą pukającą do drzwi bywa najczęściej posłaniec ze złymi wiadomościami. Nie zawsze się tak dzieje, ale z mojego doświadczenia wynika, że złowieszcze doniesienia są znacznie częstsze od innych. Posłaniec dotyka daszka czapki i widać, że jest mu przykro, ale to w żaden sposób nie zmienia treści wiadomości. To nie sprawka posłańca. Nie ma co go obwiniać, nie ma co chwytać go za kołnierz i mocno nim potrząsać. Posłaniec wykonuje sumiennie pracę zleconą mu przez szefa. A szef? Szefem, a raczej szefową jest nikt inny, jak tylko nasza dobra znajoma Rzeczywistość.

*

Chodzi mi o to, że nie zacząłem biegać dlatego, że ktoś mnie poprosił, żebym został biegaczem. Podobnie jest z pisarstwem […]. Pewnego dnia, ni stąd, ni zowąd, zachciało mi się napisać książkę. A innego dnia, ni stąd, ni zowąd, zacząłem biegać — tylko dlatego, że chciałem. Zawsze robiłem w życiu to, na co miałem ochotę. Ludzie mogą mnie zatrzymywać, przekonywać, że popełniam błąd, ale ja się nie zmienię.

Haruki Murakami, O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu,
przeł. Jędrzej Polak, Muza, Warszawa 2010.
(wyróżnienie własne)

piątek, sierpnia 25, 2017

(2524+1). Ta też nie jedzie (II)

 wpis przeniesiony 2.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ta książka też wypadła ze zbioru urlopowego.
Pobyłyśmy razem sto stron i ta literkowa piękność zostaje w domu.

Huśtawki w deszczu
     wiatr dotyka    potrąca
         jesienne struny.

*

ktoś spóźniony
         na skraju łąki
     październik

*

czas leczy
         długo
     pada śnieg

*

podnosi łapę
         na mrozie    patrzy czeka
     na ciepło dłoni

*

mgła
     ustępuje    żal do świata
wiosna

*

zgasły
         i dalej świecą
     miliardy lat

*

święta krowa
         na skwerze
     kępki trawy

*

ocean    nieba
             przypływ obmywa stopy
psie dziecko    uśmiech

*

ślady na śniegu
         do furtki prawie    potem
ktoś zmienił zdanie

*

hala odlotów
     przejście    pasy startowe
         ziemia zostaje

*

kamień
     pod górę
     od zawsze    w drodze

*

już bez tornistra
        codziennie
    bez przerwy

*

zegar słoneczny
    w dni pochmurne godziny
                                      niepoliczone

Leon Leszek Szkutnik, Krótsze o całą wieczność. Drzwi haiku,
Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

2524. Ta nie jedzie (I)

 wpis przeniesiony 2.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Miałam kilkanaście lat, gdy dostałam wytartą od używania książkę Thinking in English. Wiele lat później podałam ją dalej. Potem kupiłam sobie kolejne jej wcielenie już pod innym tytułem. Gdy do niej wróciłam, coś mnie tknęło, zajrzałam i odkryłam, że Pan Leon poszedł dalej. Natychmiast zamówiłam i liczyłam, że dostanę te książki przed wyjazdem. I tak się stało. Wczoraj.

Pod pręgierzem słów Sadownika: książki nosisz sama, wyeliminowałam, połykając ich treść, dwie z paczuszki książek „w papierzu”, które muszę-mieć-ze-sobą-na-urlopie. Mogę wrócić do 2/3.

ona i on   i
namiot nieba    miliardy
 lat przygotowań

*

zajezdnia starych
lokomotyw    wszystko na
 złom    kolej rzeczy

*

żwir i kamienie
kompozycja ogrodu
oblicze pustki

*

ogród chryzantem
czas niedomknięty    wietrzny
sam się zatrzaśnie

*

antyczny zegar
odmierza krople czasu
na ból wszelaki

*

wilgotny kasztan
obok kolce    łupina
dobry upadek

*

ten sam elektron
tu i tam jednocześnie
na łąkach myśli

*

wśród innych śmieci
tomik poezji w lesie
mrówki wnikają

*

przyjazd
i wkrótce znowu
ruchome schody

*

w szkole jak wtedy
przed upadkiem w dorosłość
hałas na przerwie

Leon Leszek Szkutnik, W konwencji haiku,
Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2011.
(wyróżnienie własne)

czwartek, sierpnia 24, 2017

2523. Na ostatniej prostej przed urlopem

Sadownik:
(przez telefon opowiada śpiewnie Lili)
Zabieram ją w takie miejsce,
gdzie mało jest przepaści.

Jabłoń:
(słyszy i protestuje)
Nie potrzebuję dużo przepaści,
wystarczy jedna!

2522. Z Miejsca na Ziemi Bliźniaczej Liczby

pozostaję poruszona i tęskniąca.

(fot. Bliźniacza Liczba, fragment)

2521. Kromeczki znad morza (IV)

(fot. Kaan, fragmenty)

(2519+1). I gapię się…

 wpis przeniesiony 2.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

I świętuję wszystkie Drzwi, przez które przeszłam.
I czuję, jak rośnie mi apetyt na więcej…

[…] człowiek, który wraca przez Drzwi w Murze, nigdy nie będzie tym samym, który przez nie przeszedł. Będzie mądrzejszy, ale mniej przemądrzały, szczęśliwszy, ale z mniejszym samozadowoleniem, pokorniejszy w przyjmowaniu do wiadomości własnej ignorancji, a jednak lepiej przygotowany, by zrozumieć relację między słowami a rzeczami, systematycznym rozumowaniem a niezgłębioną Tajemnicą, którą próbuje, zawsze na próżno, pojąć.

Aldous Huxley, Drzwi percepcji. Niebo i piekło,
przeł. Marta Mikita, Cień Kształtu, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

*

Autor: Ivailo Nikolov, więcej.

2519. Pierwsza z trzech (1/3)

 wpis przeniesiony 2.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dawno, dawno temu o tej książce mówił mi Tollini. Sprawdziłam wtedy, ale była tylko — jak mówi Biały Kruk — „w papierzu”. W papierzu tej książce mówiłam „nie” — trudno, czytać nie będę.

Niczym królik z kapelusza, kilka dni temu pojawiła się informacja, że ibuk jest i jest w bardzo przyzwoitej cenie. Nabyłam. Literki te rozpoczęły przychodzenie do mnie książek dotykających Zakazanego. To pierwsza z trzech dotykających jakiegoś mniejszego lub większego tabu. Tabu, spod którego prześwituje ludzkie doświadczenie, którego nie sposób zignorować, choć wielu próbuje, wielu nie chce próbować, wielu udaje się. Niektórzy mają odwagę o tym doświadczeniu mówić głośno.

*

Połowa XX wieku była czasem naukowego eksperymentowania z substancjami. Tę książkę napisał jeden z królików doświadczalnych. Królik szczególny, który i bez spożywania był osobą arcyciekawą o niebywałej wrażliwości. Nie, nie trzeba brać, żeby wziąć z tej książki coś dla siebie. „Zaniemówiła” mnie Ona, zatrzymała, sprawiła, że chcę na nowo przeczytać, wrócić do Castanedy.

Ta książka może być pięknym wstępem do historii malarstwa i zaproszeniem do zwracania uwagi na „drzwi” umieszczone dla nas w obrazach, rzeźbach, sposobie, w jaki układają się promienie słońca. Nagłe olśnienia, których tyle w moim życiu, odnajdują swoje miejsce… wrażenie, jakie zrobiły na mnie witraże w Coventry… czy jeden obrazów w Prado przed którym siedziałam godzinę, odpowiednio kilkanaście i dwadzieścia lat temu. I kilka fotografii, które mnie przemieniły. I jeszcze… te drzwi… i tamte… pamiętasz?

Jak ziemia przed stu laty, nasz umysł wciąż posiada swoje najmroczniejsze Afryki, nieoznaczone na mapach Bornea czy dorzecza Amazonki. […] Człowiek składa się z tego, co nazwałbym Starym Światem osobowej świadomości oraz, za rozdzielającym morzem, z serii Nowych Światów — niezbyt dalekich Wirginii i Karolin osobistej podświadomości i wegetatywnej duszy; Dalekiego Zachodu zbiorowej nieświadomości, z jego florą symboli, plemionami rdzennych archetypów i za kolejnym, obszerniejszym oceanem, na antypodach codziennej świadomości — świata Doświadczenia Wizyjnego. […] Nie wymyśla się tych stworzeń, tak samo jak nie wymyśla się kangurów. Żyją własnym życiem w całkowitej niezależności. Człowiek nie może ich kontrolować. Jedyne, co może zrobić, to wybrać się do mentalnego ekwiwalentu Australii i rozejrzeć się wokół.

*

Z punktu widzenia mieszkańców Starego Świata torbacze są wyjątkowo dziwne. Lecz dziwność nie jest tym samym co przypadkowość. Kangurom i walabiom może brakować pozorów rzeczywistości, ale ich nieprawdopodobność się powtarza i przestrzega znanych praw. To samo dotyczy się psychicznych stworzeń zamieszkujących odległe rejony naszych umysłów.

*

Naszym celem jest odkrycie, że zawsze znajdowaliśmy się tam, gdzie powinniśmy. Niestety wyjątkowo utrudniamy sobie to zadanie.

*

Systematyczne rozumowanie jest czymś, bez czego nie możemy, jako gatunek lub indywidualiści, się obyć. Jednak jeśli chcemy pozostać przy zdrowych zmysłach, nie możemy również obyć się bez bezpośredniej percepcji, im bardziej niesystematycznej, tym lepiej, wewnętrznych i zewnętrznych światów, w których się urodziliśmy.

*

Odczucia, wrażenia, wglądy, fantazje — wszystkie one są prywatne i, oprócz opisu poprzez symbole, z drugiej ręki, nie do przekazania. Możemy gromadzić informacje o doświadczeniach, ale nigdy samych doświadczeń (poza własnymi). Od rodziny do narodu każda ludzka grupa jest społeczeństwem odrębnych wszechświatów.

Aldous Huxley, Drzwi percepcji. Niebo i piekło,
przeł. Marta Mikita, Wydawnictwo Cień Kształtu, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

wtorek, sierpnia 22, 2017

2518. Po co człowiekowi piesu

 wpis przeniesiony 2.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pan. Młody człowiek. Pies. Całkiem nowiutki, śniegu jeszcze w życiu nie widział.

Z Heniutką byłyśmy na spacerku. Pan zapytał: co z tymi drzewami? chore? Pierwsze lato pieska, pierwsze lato pana z pieskiem. Wcześniej tego pan nie zauważał. Teraz już wie, że topole szykują się już do zimowego snu.

2517. Magia liczb

 wpis przeniesiony 2.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Policzyłam. Dziś 59. rehabka z Oj Tè. Pierwszy raz postanowiłam upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Od dziś, ćwicząc, powtórzenia liczę po hiszpańsku.

Policzyłam. 59. rehabka kończy sezon. Czas na pranie, pakowanie i urlop. Żadnych ćwiczeń — powiedział Oj Tè, gdy się żegnałam wakacyjnie — resetujemy układ nerwowy. Teraz liczę kroki… en español ¡naturalmente!

Hoy. La rehabilitación cinquenta y nueve. ¡El reksio!
¡Ya tengo treinta y tres reksios!

Yo tengo:

2516. Empiria

 wpis przeniesiony 2.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jabłoń:
Jaka była twoja największa obawa,
gdy byłeś nastolatkiem?

Sadownik:
Nie miałem jak ty, ja byłem
normalnym nastolatkiem!

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

*

Tak się skończyły „badania w terenie” w poniedziałkowy ranek. Obudziłam się rano z powidokiem snu, który pozwolił mi odkryć, że za naszymi największymi obawami z łatwością kryją się różne „wkrętki” (często społeczne), że nie jest się takim jak trzeba, że nie jest się dość dobrym, właściwym itd. Obudziłam się wczoraj. Obśmiałam się wczoraj. Dzisiaj wciąż mnie bawi wspomnienie słów normalnego mężczyzny, który nie może być do końca normalny, skoro jest moim Mężem.

poniedziałek, sierpnia 21, 2017

2515. Tościki znad morza, czyli kwadratowe kromeczki (III)

Kaan, Apus i rybitwa, czyli stopy, stopy, stopy…
wspaniały fetysz służący do uszczęśliwiającego chodzenia.

(fot. Kaan, fragmenty)

2514. Kromeczki znad morza (II)



(fot. Kaan, fragmenty)

(2010+503). Kromeczki znad morza (I)

podobnie jak przy tamtej kromeczce. znów staję na granicy znanego mi świata, gdy patrzę na to zdjęcie. staję i myślę, że piękną świecką tradycję uczyniłyśmy z Kaan kromeczkami.

Kaan. Jabłoń. tak inne dziś.
tak niesamowite. tak niesamowicie inne.

(fot. Kaan, fragment)

niedziela, sierpnia 20, 2017

2512. Słowa Dżoany He

Kupiłam te słowa na pniu! Kupiłam przed chwilą całym sercem i zamiarem, by jeszcze w tym życiu truchtać, na przykład.

Our passion is our strength.
Joanna Hewelt

(fot. Marianne Forsell, fragment)