niedziela, marca 17, 2024

5392. Z oazy (CCXXXVII)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, dwa. Kilka dni po premierze na polskim rynku wydawniczym, tęskniąc za Brr, który mi dawno temu pod nos Pratchetta podsunął, zaznaczyłam tę książkę do upolowania. Pewnie jeszcze bardzo długo pod butem Ibu­ko­sknery czekałabym na zielone światło, ale otrzymałam tę fenomenalnie napisaną biografię w prezencie, więc maszyna do połykania liter mogła ruszyć. Pod koniec czy­ta­nia dołączyła wyciskarka łez i przestraszony Sadownik: co się dzieje? Nic, czy­tam i wyję. A potem jeszcze oglądałam, ale o tym poniżej.

Naucz się latać. Załatw to teraz.
I uważaj na siebie.
Walcz!

Terry

[…] u Terry’ego zwykle pojawiał się też ładunek głębinowy z opóźnionym zapłonem. „A jeśli połączyć nas obu w jedno”, dokończył, „można otrzymać jedną mniej więcej porządną istotę ludzką”.

🖇

Z całą pewnością dla Terry’ego istniały opowieści należące do kategorii „zbyt dobra, by spraw­dzać”. I oczywiście zawsze było możliwe, że opowieść „zbyt dobra, by spraw­dzać” może w szerszym porządku rzeczy dotrzeć do głębszych prawd o życiu niż ta nie tak dobra, a sprawdzona.

🖇

[…] całkiem szybko odkrył, że istnieją rzeczy wewnątrz rzeczy, światy wewnątrz światów, całkowicie widzialne, praktycznie dotykalne, z pewnością dostępne dla opowieści, jeśli tylko człowiek znajdzie nieco czasu i miejsca, by je zobaczyć.

🖇

W wieku sześciu lat Terry całkiem niewinnie trafił na jedyny relikt kato­li­cy­zmu Eileen – nieduży, tani, masowo produkowany drewniany kru­cy­fiks na toaletce w sypialni rodziców. Zabrał go i zaniósł Eileen, wy­po­wia­da­jąc nie­śmiertelne słowa: „Mamo! Znalazłem taki patyk z akrobatą!”.
     Korygujące wyjaśnienie Eileen było tak powściągliwe, że Terry dłużej się nie zastanawiał nad tą dziwnie zawieszoną i poranioną figurą w przepasce biodrowej. […]
     „Nie wiem, jaką pociechę [Eileen] znajdowała w tej drobnej twarzy”, mó­wił Terry, „ale ja teraz widzę w niej oblicze skromnego cieśli, który po­sta­no­wił przekazać ludziom, by byli dobrzy dla siebie nawzajem… Złotą za­sa­dę tak wielu mądrych ludzi. I za swoje wysiłki został zamęczony na śmierć przez tyrana na żądanie fanatyków. Może więc przekaz powinien być taki, że należy ignorować tyranów i obalać fanatyków”.

🖇

„Powinniśmy w każdym tygodniu wpisywać coś do terminarza, a po­tem to odwoływać”, mawiał pogodnym tonem. „To jakby dostać wol­ny dzień”.

🖇

Zresztą, co tu mówić o sięganiu po książki i przedzieraniu się przez nie; Terry’emu przychodziło nawet do głowy, że można coś zyskać samym przebywaniem w ich pobliżu.

🖇

Wszyscy wiemy, jak to działa. Człowiek zaczyna od wypożyczenia kil­ku ksią­żek z biblioteki albo od swojej babci i jest przekonany, że nad wszystkim panuje, że sobie radzi – przecież to tylko pożyczenie, więc o co tyle hałasu? Potem ani się obejrzy, a zaczyna kupować używane książki w antykwa­ria­tach, płacić za nie własnymi pieniędzmi i zabierać do domu, żeby mieć na własność, a nawet stawiać na półce w swoim pokoju. W tym punkcie naj­czę­ściej jest już po wszystkim i zanim człowiek się obejrzał, znalazł się na najlepszej drodze do całkiem nowych książek i do uzależnienia na całe życie.

🖇

[…]  skuter [dunkley S65] – „zrzędliwy”, jak Terry oceniał je­go charakter – gubił łańcuch najwyraźniej dla własnej rozrywki i bawił się, nawalając na wszelkie inne sposoby, poważne i drobne, jakie tylko przy­cho­dzi­ły mu na myśl.
     […]
     Jednak dla Terry’ego whippet oznaczał transport, a transport oznaczał swobodę. […]. „Mówią, że Dunkley Whippet to teraz pojazd kolekcjonerski”, zanotował Terry po latach. „No więc mogą sobie wziąć do kolekcji mojego, […] ale niech uważają, bo jeśli go wygrzebią, piekło podąży za nimi”.

🖇

Dawno, dawno temu”, to zawsze jest dobry początek, „żył so­bie mło­dy ksią­żę…”. A niedługo potem ptak na drzewie w swobodnej rozmowie po­in­for­muje tegoż księcia, że: „Dziewczyna to księżniczka Selena, ale jeśli chcesz ją poślubić, musisz ją najpierw oczarować. Czekoladki, kwiaty i tak dalej”. Początkujący dziennikarz znalazł się już na drodze do mistrzostwa w kpiącym heroizmie, żartobliwie obluzowując śruby konwencjonalnych opowieści, by sprawdzić, jaką radość tym wzbudzi.

🖇

[…]  coś błyszczącego wypadło z kieszonki jego marynarki i po bliższym zbadaniu okazało się sporym kolczykiem w kolorach magenty i ciemnego różu, który na pewno do niego nie należał.
     Los właśnie uśmiechnął się do Terry’ego tak ciepło jak nigdy przed­tem i jak już nigdy potem.

🖇

Idea, by szkoły stały się bardziej sprawiedliwe, była jedną z tych, które Terry zawsze popierał całkowicie – sam wciąż jeszcze nosił świeże blizny po lekceważeniu okazywanym mu przez nauczycieli. Napisał […]  tekst, który ukazał się w maju 1968 roku, z tytułem zaczerpniętym z [Petera] Bandera: „Edukacja nie powinna być polityczną zabawką”.

🖇

Może byłem niedostatecznie usłużny wobec Patcha, gabinetowego kota, zna­nego też jako Dział Kadr? […] 
     Okazuje się więc, że ze mnie zażartował. Ale okazuje się też, że całkiem zapomniał o tym żarcie. […]
     Terry jednak wydaje się całkiem zadowolony.
     — Chyba ze sto lat czekałem, żeby mieć szansę wypróbowania tego na kimś — oznajmia i patrzy na mnie ciepło, z promiennym uśmiechem.
     A potem wraca do pracy. I przez resztę dnia sprawia wrażenie roz­jarzonego poświatą głębokiej satysfakcji.

🖇

„Uświadomiłem sobie, co mnie zawsze niepokoiło w tradycyjnym dzien­ni­karstwie informacyjnym”, zanotował. „Zwykle po prostu brakuje czasu, by dotrzeć do prawdy kryjącej się za faktami”.

🖇

Klisze są użytecznymi młotkami i gwoździami wśród narzędzi komunikacji, ale co będzie, jeśli staną się wszystkim?

🖇

Z perspektywy czasu Terry miał w końcu dojść do wniosku, że najlepszym podejściem byłoby pogodzenie się z wilgocią – „uznanie jej”, jak napisał, „za integralną część domostwa i poszukanie sposobów, by mogła nieszkodliwie odparować”. […]  Kochali miejsce, gdzie się znaleźli – kochali swój domek, kochali ogród, kochali okolicę.

🖇

Butle z winem fermentowały ustawione wokół gazowego piecyka w sa­lo­ni­ku, zaraz za żółwiami, w priorytetowej kolejce do ciepła, a Terry i Lyn two­rzy­li trzeci, zewnętrzny krąg za nimi.

🖇

Stał się znany w całym biurze, a nawet trochę niesławny, z otwierania dyskusji frazą: „Jak mógłbym ująć to w sposób nieobraźliwy?”.

🖇

Więzy przyjaźni w grupie zacieśniały się podczas rozmów przy lunchu. Mieli podobny sposób myślenia i podobne poczucie humoru – inteligentne, zainteresowane nauką i techniką, zanurzone w popkulturze i bezwstydnie nerdowskie. Któregoś dnia dyskutowali, dlaczego grzanka zawsze spada na dół stroną posmarowaną dżemem. Terry wspomniał o swoich ko­tach, któ­re – w przeciwieństwie do niej – spadają zawsze na cztery łapy. Zaczęli się więc zastanawiać, co się stanie, jeśli kotu przymocować na grzbiecie po­sma­ro­wa­ną dżemem grzankę i go zrzucić. Doszli do wniosku, że kot za­trzy­ma się w powietrzu i będzie wirował, a sytuacja sama nie rozwiąże się w ża­den sposób. Ergo, Stół Ośmiu przy lunchu odkrył antygrawitację. Q.e.d. i poproszę o sól.

🖇

Potem był Manic Miner, który – radość nad radościami i przełom nad prze­ło­ma­mi – miał własną muzykę, ale za to nie miał opcji „save”, a zatem gra­jąc, za każdym razem trzeba było sumiennie pokonywać wszystkie po­czą­tko­we, łatwe poziomy. Terry zdradził Andrému, że w pokoleniowej ada­pta­cji stosowanej przez Eileen Pratchett [Mama Terry’go] metody „pensa za każdą dobrze przeczytaną stronę” zaczął płacić Rhiannie [córce] za prze­cho­dze­nie tych męczących wczesnych poziomów; zastępował ją w fo­te­lu i przej­mo­wał sterowanie, kiedy gra w końcu robiła się ciekawa. Gry sta­wa­ły się coraz lepsze i pociągały Terry’ego coraz mocniej.

🖇

„Twoją nagrodą za to, że zrobiłeś coś dobrego”, zwykł mawiać Terry, „jest możliwość zrobienia jeszcze czegoś dobrego”.

🖇

Miał specjalne nazwy dla pewnego rodzaju gapiów na spotkaniach – „to­on”, „toto”, jak też „byłfteleizorze” i „nigniesłyszaem”. Wiedział, jak to jest, kiedy podpisuje się książki, słysząc w tle, jak to nazywał, „szemranie” takich uwag. Kiedyś w Milton Keynes, kiedy trochę spóźniony przeciskał się przez tłum do stolika, zatrzymał go ochroniarz.
     — Przepraszam, kolego — powiedział — ale koniec kolejki jest tam”.
     Terry odwrócił się bez słowa i odszedł na wskazany koniec.
     — To wasz szczęśliwy dzień — oznajmił czekającym i zaczął podpisywać ich książki.

🖇

Jeszcze inni, niezbyt konkretnie, chcieli się dowiedzieć, jak to wszystko zrobił. „Jaki był skrót?”, wydawało się brzmieć właściwe pytanie, często ukryte między wierszami.
     — Oni chyba oczekują, że wskażę im guzik, który mogliby nacisnąć — mawiał Terry. — Albo stronę w sieci, na którą mogliby zajrzeć, albo kurs korespondencyjny, na który mogliby się zapisać.
     Dało się wyczuć, że uczciwa odpowiedź, jakiej im udzielał – że w jego przypadku wymagało to długich godzin pisania, często w nietypowych porach dnia, plus spotkał go nieodzowny traf niewytłumaczalnego szczę­ścia – nie jest dokładnie tym, co chcieliby usłyszeć. Mimo to od­po­wia­dał tak bez ogródek.

🖇

Nazywał to Doliną Chmur. Pisanie powieści było niczym wędrówka z jed­ne­go jej końca na drugi. Dolinę pod nami wypełniała mgła, ale przy odrobinie szczęścia widzimy ze swojego miejsca drugą stronę; widzimy też całkiem wyraźnie wystające ponad mgłę czubki jednego czy dwóch drzew lub in­nych charakterystycznych obiektów. Zadanie polega więc na tym, by ruszyć w stronę któregoś z nich – zanurzyć się w mgłę i zobaczyć to, co po drodze stanie się widoczne, pamiętając jednak zawsze, żeby wynurzyć się w miej­scu, które wybraliśmy sobie po drugiej stronie.

🖇

Najmocniejszy komputer przeznaczony był do gier, nie do pisania. Terry nie czuł potrzeby tłumaczenia się z tego.

🖇

Walijski powieściopisarz kupił sobie wystąpienie w przyszłej książce Terry’ego Pratchetta za 2200 funtów podczas aukcji charytatywnej […]. [Ken] Follett powiedział Terry’emu, że chciałby być olbrzymem. Autor zaś spojrzał tylko na niego i zapytał: „Jak chcesz zginąć?”.

🖇

Doszedłem do tego!, oznajmił któregoś ranka, wpadając do Kaplicy z tryum­fal­ną miną. „Najważniejsze w piłce nożnej jest to, że wcale nie chodzi w niej o piłkę nożną!

🖇

Adrenalina może pomagać, ale prędzej czy później zapasy się wyczerpią i wiadro uderzy o dno studni.

🖇 🖇 🖇

Takie są zwykle problemy związane z amatorską diagnozą. Roztargnienie, zaabsorbowanie myślami, to, jak nieobecny często się wydawał, choć prze­cież fizycznie był na miejscu, niedostateczna uwaga poświęcana koszulom, guzikom, przedmiotom nieożywionym i innym ludziom… tak wiele znaków wczesnego alzheimera okazywało się również oznakami typowymi dla za­pra­co­wanego autora.
     Poza tym był przecież całkiem sprawny, prawda?

🖇

— Chodź tutaj! Co z nią zrobiłeś?
     Zszedłem na dół.
     — Co zrobiłem z czym?
     Wpatrywał się w klawiaturę.
     — Z „S”. Zabrałeś gdzieś „S”. Gdzie jest?
     Byłem zdumiony. Podszedłem do niego i podążyłem za jego wzrokiem. Klawisz „S” był na klawiaturze w swoim zwykłym miejscu, pomiędzy „A” i „D”. Pochyliłem się i wcisnąłem go.
     Przez chwile patrzyłem mu w oczy i widziałem w nich lęk.

🖇

Słuchaliśmy jednak, równocześnie usiłując opanować rozszalałe myśli. […] 
     Docierały do mnie tylko strzępki tego, co mówił lekarz. […] 
     Wstaliśmy wolno i wyszliśmy z pokoju. A potem staliśmy na korytarzu i usiłowaliśmy jakoś się ogarnąć. […] 
     W końcu ruszyliśmy do samochodu. Byliśmy oszołomieni. Nie istniało w tej sytuacji żadne sensowne działanie, żadne wyjście, nie podano nam nawet daty rozpoczęcia leczenia – bo nie mogło być żadnego leczenia. Nie mieliśmy się czego przytrzymać, nawet ulotki, którą ścisnęlibyśmy w dłoni, wychodząc. Odjechaliśmy dokładnie tak, jak przyjechaliśmy, tyle że teraz jeden z nas w wieku pięćdziesięciu dziewięciu lat miał nieuleczalną chorobę zwyrodnieniową mózgu.

🖇

Czuł jakąś niezwykłą potrzebę, by robić to, co zawsze, jak gdyby nic się nie zmieniło, choć był aż nazbyt mocno świadomy, że zmieniło się wszystko. Jego świat wydawał się rozerwany na strzępy, a rów­no­cześ­nie dokładnie taki jak przedtem.

🖇

Kiedy skończyłem pisać, Terry przeczytał całość.
     — Dołóż na końcu uśmiechniętą buźkę, żeby wiedzieli, że jesteśmy śmier­tel­nie poważni.
     Więc dołożyłem: […]  :o)

🖇

„Jak się czujesz, Terry?”, pytano go czasem.
     „Świetnie”, odpowiadał. „Dla danej wartości świetności”.

🖇

Terry Pratchett: Living with Alzheimer’s Episode One, BBC 2009.

*

Terry Pratchett: Living with Alzheimer’s Episode Two, BBC 2009.

*

Obejrzałam, nie zapraszając do towarzystwa nikogo, od pierwszej po ostatnią klatkę. Ludzie nie przestaną mnie nigdy za­ska­ki­wać, ponieważ dotykają bezkresnego słonia zwanym życie w miejscach, których istnienia nawet nie brałam pod uwagę.

Tym, któ­rych nie opuszcza pewność w temacie podejmowanym przez ten film, gra­tu­lu­ję, choć czynię to z dużą dozą podejrzliwości.

📎📎 Terry Pratchett: Choosing To Die,
reż. Charlie Russell, 2010.

[suplement: 25.03.2024]

Dokument nie powstał, by zachęcać, straszyć czy bronić; powstał, by pokazywać.

Terry Pratchett, Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.

Jeśli o mnie chodzi, po obej­rze­niu tego filmu wiem, jak fizycznie wygląda to kon­kret­ne miejsce w Szwajcarii, do którego udali się Amy i Brian. Wiem też już, że je­stem wyjątkowo łakomą osobą, je­śli chodzi o życie, i oślo upartą, by znajdować cho­ciaż drobinki przyjemności, szcze­gól­nie w tych chwilach, gdy coś zrozumiem brzu­chem lub nauczę się czegoś nowego. Ja i ktoś we mnie uparcie wracamy ze „Szwaj­ca­rii”. Istnieje ryzyko, że przegapię ostatni moment, gdy Szwajcaria byłaby dla mnie opcją, ale kto nie ryzykuje, nie żyje wcale.

*

Terry Pratchett: Facing Extinction, 2013.

[suplement: 25.03.2024]

Orangutany są takie jak my. Są inteligentne. Mają wy­o­bra­źnię. Mają charaktery. Potrafią kłamać. Tylko że ich przodkowie zostali na drzewach, gdy nasi zeszli na dół, żeby spróbować przetrwać na równinach. Dzisiaj wra­ca­my do drzew. Wracamy z piłami spalinowymi.

Kiedy ktoś jest dostatecznie wielki i dostatecznie silny, kie­dy opłaca właściwych ludzi, może robić, co tylko ze­chce. Warunki dyktują chciwość i korupcja.
     […] Możemy próbować kupować świadomie, ale jest to coraz trudniejsze. Żyjemy w świecie globalnej ekonomii, a orangutany coraz bardziej nie. Są spychane na kra­wę­dzie i nie mogą grać ostro.

Terry Pratchett, Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.

🖇 🖇 🖇

[…]  przez ostatnie kilka godzin nauczyłem się,
że z życia należy korzystać, póki ono trwa.

🖇

Jesteś swoją własną walutą
i musisz wydawać ją rozsądnie.

🖇

Dla Terry’ego książki często znajdowały własne ścieżki
na drodze do bycia napisanymi.

🖇

Wiele śmierci zdarzyło się przez te lata. O wiele za dużo śmierci. Ale było też wiele życia.

🖇

Po pewnym czasie spytałem Terry’ego, jakie ma życzenia co do swojej ce­re­monii żałobnej.
     — Być tam — odpowiedział.
     […] 
     W końcu, choć nie był to temat, do którego rozmowa naturalnie do­pro­wa­dzi­łaby któregokolwiek z nas, powiedziałem mu, że towarzyszenie mu przez te lata było dla mnie przywilejem.
     — Przywilejem dla ciebie? — powtórzył Terry, szczerze zdziwiony.
     — Tak, prawdziwym przywileje — zapewniłem.
     — Twój przywilej cały po mojej stronie — stwierdził.
Myślę, że miał to być komplement, ale jak to z wieloma komplementami Terry’ego, trudno było mieć pewność.

🖇

Terry naprawdę żyje i jest takie miejsce, gdzie wszyscy możemy go spotkać: pośród milionów słów w tych wielu, wielu książkach.

Rob Wilkins, Terry Pratchett. Życie z przypisami,
przeł. Piotr W. Cholewa, Insignis Media, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

[…] głupców nie znosił cierpliwie.

🖇

Zarzut wobec baśni jest taki, że mówią one dzieciom o istnieniu smoków. Ale dzieci zawsze wiedziały, że smo­ki istnieją”, napisał Chesterton w sposób, który z te­go końca teleskopu mógłby się wydać całkiem Pratchetto­wski. „Baśnie mówią dzieciom, że smoki można zabić”.

🖇

(tamże)

5391. Z oazy (CCXXXVI)  //  Panna cotta (CXXIV)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, raz. Druga połowa marcowego deputatu włoskich literek, skrupulatnie reglamentowana i wydana do spożycia i przeżycia dokładnie ty­dzień po pierwszej połowie. To nie jest książka dla osób, które z miłością upra­wia­ją grządki warzywne czy kwia­to­we. Ślimak czy ślimaczka bez względu na wielkość domku czy jego brak nie są tam nigdy mile widziani. Serce by im się kroiło przy każ­dym znikającym kapuścianym listku.

To opowieść z oryginalnie ponad półwieczną brodą, opowieść-przestroga na nie­zna­ją­ce granic: chciwość i konsumpcjonizm. Ile już nieodwracalnie pożarliśmy na­szej błękitnej „kapusty”? Jesteśmy w dużo gorszej sytuacji niż liczna rodzina ślimaków, nie mamy gdzie pójść.

Una numerosa famiglia di lumache viveva
su un cavolo splendido e saporito.
Camminavano lentamente da foglia
a foglia con la casa sulle spalle
in cerca di teneri germogli
da rosicchiare.
  [Pewna liczna rodzina ślimaków żyła / na przepięknej i smacznej kapuście. / Wędro­wa­ły powolutku z liścia / na liść z domkiem na plecach / w poszukiwaniu de­li­kat­nych pędów / do schrupania.]

🖇

Un giorno una piccola lumaca disse a suo padre:
«Quando sarò grande voglio avere la casa più grande del mondo».
«Quello che dici è molto sciocco» le rispose suo padre,
che era la lumaca più saggia del gruppo.
«Certe cose sono meglio piccole»
e racconta questa storia.
  [Pewnego dnia mała ślimaczka powiedziała do swojego taty:
    — Kiedy będę duża, chcę mieć dom największy na świecie.
    — To, co mówisz, jest bardzo niemądre — odpowiedział jej ojciec, który był naj­mąd­rzej­szym ślimakiem w grupie.
    — Pewne rzeczy są lepsze, gdy są małe — / i opowiedział taką historię.]

C’era una volta una piccola lumaca che un giorno,
proprio come te, disse a suo padre: «Quando sarò grande
voglio avere la casa più grande del mondo»
«Certe cose sono meglio piccole» le rispose suo padre.
«Fai sempre in modo che la tua casa
sia piccola e leggere da portare.»
[Był sobie kiedyś ślimaczek, który pewnego dnia
dokładnie tak jak ty, powiedział swojemu tacie: — Kiedy będę duży,
chcę mieć dom największy na świecie.
    — Pewne rzeczy są lepsze, gdy są małe — odpowiedział jego ojciec.
— Upewnij się zawsze, że twój dom / jest mały i lekki do niesienia
.]

🖇

Ma la lumachina non volle dargli ascolto e nascosta all’ombra
di una grande foglia, cominciò a torcersi e a stirarsi, da una
parte all’altra, fino a che non riuscì a scoprire
come far crescere la propria casa
.
  [Ale ślimaczek nie chciał go słuchać i  schował się w cieniu / wielkiego liścia; zaczął się skręcać i rozciągać z jednej / strony na drugą, dopóki ne odkrył / jak sprawić, by jego domek rósł.]

🖇

E così la casa cominciò a crescere e a crescere
e tutte le lumache del cavolo dicevano:
«Tu hai certamente la casa più grande del mondo»
.
  [W końcu domek zaczął rosnąć i rosnąć / i wszystkie ślimaki znajdujące się w pobliżu komentowały:
    — Ty naprawdę masz największy dom na świecie
.]

🖇

La piccola lumaca continuò a spingere e a sforzarsi
fino a che la sua casa fu grande come un melone
.
  [Ślimaczek nie ustawał w swoich wysiłkach, / aż jego dom był tak duży jak melon.]

🖇

Quindi con rapidi movimenti della coda a destra e a sinistra,
imparò a far crescere delle grandi cupole appuntite
.
  [Wówczas szybkimi ruchami ogona z prawej na lewą
nauczył się hodować duże spiczaste kopuły
.]

🖇

E non ancora contenta, schiacciando e spingendo
con tutte le sue forze, riuscì perfino ad aggiungervi
vivaci colori e magnifici disegni
.
  [Nadal niezadowolony naciskał i przesuwał / z całych swoich sił, dał nawet radę dodać / jaskrawe kolory i piękne wzory.]

Ora la lumaca era proprio sicura di avere
la più grande e la più bella casa del mondo.
Ne era orgogliosa e felice
.
  [Teraz był pewien, że ma
największy i najpiękniejszy dom na świecie.
Był szczęśliwy i dumny, że go ma
.]

🖇

Un giorno le lumache finirono di mangiare tutte le foglie
del cavolo. Non rimasero che pochi gambi nodosi
e decidero così di trasferirsi su un altro cavolo.
Ma, ahimè, la piccola lumaca non poteva più muoversi.
La sua casa era ormai troppo pesante
.
  [Pewnego dnia ślimaki wykończyły wszystkie liście / kapusty. Pozostało tylko kilka sękatych łodyg, / więc postanowiły przenieść się na inną kapustę. / Ale, niestety, ślimaczek nie mógł się ruszać. / Jego domek obecnie był zbyt ciężki­.]

🖇

Fu lasciata indietro e abbandonata a sé stessa,
e poiché non c’era più niente da mangiare,
la piccola lumaca lentamente deperì e scomparve.
Non rimase altro che la grande casa.
Ma anch’essa a pocco a pocco si sgretolò e non restò più nulla
.
  [Został w tyle całkiem opuszczony, / a ponieważ nie było już nic do jedzenia, / ślimaczek głodował i powolutku zniknął. / Nie pozostało nic, poza wielkim domkiem. / Ale i on po troszku się rozpadł i nic nie pozostało.]

🖇

Questa era la fine la storia.
La piccola lumaca aveva gli occhi pieni di lacrime.
  [To był koniec historii. / Ślimaczka miała oczy pełne łez.]

🖇

E così, un giorno, andò a vedere il mondo.
[…]
La piccola lumaca era molto felice.
  [I tak, pewnego dnia poszła oglądać świat. / […]
Ślimaczka była bardzo szczęśliwa.]

🖇

Le stagioni vennero e mutarano,
ma la lumaca non dimenticò mai la storia
che suo padre le aveva raccontato.
E quando qualcuno le chiedeva:
«Come mai hai una casa così piccola?»
lei raccontava la storia della casa più grande del mondo.
  [Pory roku przychodziły i przemijały, / ale ślimaczka nie zapomniała nigdy historii, / którą tata jej opowiedział. / I kiedy ktoś pytał:
    — Jak to, masz taki mały domek?
Ona opowiadała historię największego domku na świecie.]

Leo Lionni, La casa più grande del mondo,
Bababum di Babalibri, Milano 2016.
(wyróżnienie własne)

*

5390. 77/366

jed­no ferrari w funkcji kartonika. dwie kocie dziewczynki. troje upartych Ludzi podarowało drzewku w branch of Ębo niemożliwy czas.

77/366

   
   
fot. Gepardzica, fragmenty.

sobota, marca 16, 2024

5389. Łódeczka dla Białego Kruka


Autor(ka) nie do ustalenia.

Nikt nie jest ostatecznie martwy, dopóki nie uspokoją się zmarszczki, jakie wzbudził na powierzchni rze­czy­wi­sto­ści  […]. Czas trwania czyjegoś życia to tylko jądro rze­czy­wistego istnienia.
Terry Pratchett, Kosiarz*

___________
  *  [w:] Rob Wilkins, Terry Pratchett. Życie z przypisami, przeł. Piotr W. Cholewa, Insignis Media, Kraków 2023.

*

Edvard Grieg, Suita Peer Gynt, Solveig's Song,
Malmö Symphony Orchestra, Bjarte Engeset (dyrygent),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #42.

środa, marca 13, 2024

5388. W piórach (VI)

5387. Czekariat (LXXI)

Jest również czas zatrzymany — mierzony pamięcią, uczuciem, gestem.

Jest i ten za­trza­śnię­ty elegancko w pikselach. Gdy tylko zobaczyłam to zdję­cie, wiedziałam, że będzie dla mnie zdjęciem roku 2024. Hipnotyzuje mnie, za­chwy­ca, uruchamia myśli o najważniejszym, którego nie chcę przegapić. Robi to wszystko raz za razem niezmiennie i wciąż.


fot. Saxifraga.

[…]  zegary ogniowe, wodne, klepsydry, zegary słoneczne. Jest „czas, który znaleźliśmy” – rok, miesiąc i dzień, oraz „czas, który wymyśliliśmy” – tydzień, godzina i minuta.*
Terry Pratchett
(1948–2015)

___________
  *  [w:] Rob Wilkins, Terry Pratchett. Życie z przypisami, przeł. Piotr W. Cholewa, Insignis Media, Kraków 2023.

5386. Poza słowami (II)   // 73/366

gdybyś tylko mógł, zadzwoniłbyś, by mi powiedzieć, że już przekwitły. osiem dni temu kwitły. niech tu pozostaną.

73/366


fot. Hawwa, fragment.

*

Carl Maria von Weber, Siedem wariacji na temat opery Silvana B-Dur,
Davide Bandieri (klarnet), Matteo Fossi (fortepian),
Variation I [on the:] White Raven’s Favorites Playlist 2022, #29.

poniedziałek, marca 11, 2024

5385. W warzywniaku (IV)

(przy akompaniamencie włoskich piosenek* ruszyła
na podłogę* na wieczorną porcję* ćwiczeń
)
Jabłoń:
(wciąż na czworakach, po skończonym
czworakowaniu**, kiwa się w rytm melodii
)

Sadownik:
Ćwiczysz jeszcze czy tańczysz?

Jabłoń:
Tańczę!

🍆

__________
   *  jak co dzień.
  **  stymuluje koordynację półkul mózgowych.


[dostęp: 11.03.2024], źródło.

niedziela, marca 10, 2024

5384. Zamieniając ziarnka piasku w perły (VI)

moralna wyższość
to zawsze pułapka.
*
nasze super moce nie mają źródła
w uzgodnionej rzeczywistości.
*
znajdź w tym,
co się wydarza,
prawdę.
KD • Teachers
napięcie między dwojgiem ludzi
jest ich wspólnym dziełem.
*
energia człowieka jest święta!
*
poczekaj, aż to, co do ciebie mówi druga osoba,
wyląduje w tobie; wtedy to cię przemieni.

czym innym jest odpuszczać, bo podążasz za swoim procesem*, czym innym odpuszczać z bezsilności.
KD•T 

___________
  *  cywile nazywają to losem, prze­zna­cze­niem, życiem.

piątek, marca 08, 2024

5383. Czekariat (LXX)  //  68/366

przydarzyłam się sobie. wciąż
sobie się przydarzam. uparta też ja.

68/366


fot. Saxifraga, fragment.

Kto wie, czy pamięć nie polega na tym, by
przyglądać się rzeczom do samego końca
.*

Yūko Tsushima
(1947–2016)

___________
  *  [w:] Annie Ernaux, Ciała, przeł. Agata Kozak,
Wydaw­nic­two Czarne, Wołowiec 2024.

środa, marca 06, 2024

5381. W piórach (V)

*

zajebać miłością*!
Kompanka

________
  *  dawniej mówiło się: zagłaskać kota na śmierć. efekt ten sam.

5380. Czekariat (LXIX)

natura, kultura i… czas. ten nasz. skończony, ale bezcenny.


fot. Saxifraga.

Życie w duchu to utrzymywanie kontaktu
z boskimi siłami przenikającymi
nasz świat wewnętrzny i zewnętrzny.

bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Filtry, Warszawa 2023.

wtorek, marca 05, 2024

5379. Poza słowami


fot. Hawwa, fragment.

*

Gabriel Fauré, Dolly Suite, op. 56, Berceuse,
Katia Labèque (fortepian), Marielle Labèque (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #30.

poniedziałek, marca 04, 2024

5378. Z oazy (CCXXXV)  //  Panna cotta (CXXIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, trzy. Włoskie, poniedziałkowe, dokładne i bardzo precyzyjne liczenie. Marcowy deputat, a w zasadzie połowa, bo ja cwana, a świat kroczący w ślad inflacji.

Bardzo skrupulatnie wybieram włoskie czytanie. Zapoznaję się z podczytnikiem, sprawdzam proponowany wiek czytelników. Daję się zaczarować kresce, czasem konkretnemu słowu w tytule albo dostaję małpiego rozumu przy krokodylach i wilkach. Któregoś dnia pewnie się rozczaruję, ale póki co idzie mi dobrze.

W tym przypadku poszło mi rewelacyjnie. Książeczka — za dwa lata będzie miała pół wieku — niby dla dzieci, a skrywa najgłębszą wiedzę psychologiczną. Kryje ją w każdej ilustracji, w każdym dialogu. To jest perełka literatury dziecięcej do czy­tania przez dorosłych ze zrozumieniem w czasach zwątpienia (na końcu tego wpisu wersja anglojęzyczna). Lekarstwo, nie książka. Hawk!

pezzo, pezzetto, pezzettino
[kawałek, kawałeczek, kawalątek]

Il suo nome era Pezzettino. Tutti i suoi amici
erano grandi e coraggiosi e facevano
cose meravigliose. Lui invece era piccolo
e di sicuro era un pezzetto di qualcuno,
pensava, un pezzetto mancante.
Molto spesso si chiedeva di chi fosse
il pezzettino, e un bel giorno decise di scoprirlo.
  [Miał na imię Kawalątek. Wszyscy jego przyjaciele / byli wielcy i odważni i robili / nie­sa­mo­wi­te rzeczy. On natomiast był mały / i z pewnością był kawałeczkiem kogoś innego – / myślał o sobie – był jego brakującą cząstką. / Bardzo często zastanawiał się czyim był / ka­wa­łeczkiem i pewnego pięknego dnia postanowił to odkryć.]

🖇

 
 
 
 
 
 
 

«Scusa...» chiese allora a Quello-Che-Corre,
«per caso sono un tuo pezzettino?»
«Come potrei correre se mi mancasse
un pezzetto?» rispose Quello-Che-Corre
piuttosto sorpreso.
[   – Przepraszam… – zapytał wtedy Tego-Który-Biega – przypadkiem nie jestem cząstką ciebie?
    – Jak mógłbym biegać, gdyby mi czegoś brakowało? – odpowiedział Ten-Który-Biega nieco zdziwiony.]

🖇

 
 
 
 
 
 
 

«Sono un tuo pezzettino?» domandò
a Quello-Forte. «Potrei essere così forte
se mi mancasse un pezzetto?»
fu la risposta che ottenne.
[   – Jestem cząstką ciebie? – zapytał / Tego-Który-Jest-Mocny.
    – Mógłbym być tak mocny, gdyby mi czegoś brakowało? – brzmiała odpowiedź, którą otrzymał.]

🖇

E quando Quello-Che-Nuota emerse
dalle onde, Pezzettino gli rivolse la stessa
domanda. «Non potrei nuotare se mi mancasse
un pezzettino» rispose Quello-Che-Nuota
rituffandosi sott’acqua.
  [I kiedy Ten-Który-Pływa wyłonił się / z fal, Kawalątek zwrócił się do niego z tym samym pytaniem.
    – Nie mógłbym pływać, gdyby mi czegoś brakowało – odpowiedział Ten-Który-Pływa, znikając ponownie pod wodą.]

🖇

«Ehi, tu lassù!» gridò Pezzettino
quando ebbe raggiunto
Quello-Che-Vive-Sulle-Montagne.
«Sono un tuo pezzetto?»
Lui scoppiò a ridere. «Potrei arrampicarmi
se mi mancasse un pezzetto?» disse.
[   – Ej, ty tam na górze! – wrzasnął Kawalątek / by słowa dosięgnęły Tego-Który-Żyje-Na-Szczytach – / Jestem cząstką ciebie?
On wybuchł śmiechem. – Mógłbym się wspinać, / gdyby mi czegoś brakowało? – odkrzyknął.]

🖇

Pezzettino chiese la stessa cosa
a Quello-Che-Vola,
ma la risposta fu identica.
  [Kawalątek spytał o to samo / Tego-Który-Lata, / ale odpowiedź była identyczna.]

🖇

Alla fine, Pezzettino andò da Quello-Saggio
che viveva in una grotta. «Per caso, sono
un tuo pezzetto?» domandò.
«Credi che potrei essere così saggio
se mi mancasse un pezzetto?»
«Ma io devo essere di qualcuno!»
gridò Pezzettino.
«Come faccio a scoprirlo?»
«Vai all’isola Chi-Sono»
rispose Quello-Saggio.
  [Na koniec Kawalątek poszedł do Tego-Który-Jest-Mądry, / żyjącego w jaskini.
    – Może przez przypadek / jestem cząstką ciebie? – zapytał.
    – Myślisz, że mógłbym być tak mądry / gdyby mi czegoś brakowało?
    – Ale ja muszę być częścią kogoś! – / wykrzyczał Kawalątek. / – Jak to odkryć?
    – Udaj się na wyspę Kim-Jestem – odpowiedział Ten-Który-Jest-Mądry.]

🖇

Il giorno, Pezzettino salpò
con la sua barchetta.
  [Kawalątek wypłynął / swoją łódką.]

Dopo un viaggio lungo e burrascoso,
arrivò all’isola Chi-Sono.
Era stanco e bagnato.
  [Po długiej i burzliwej podróży / przybył na wyspę Kim-Jestem. / Był zmęczony i mokry.]

🖇

Che strano! L’isola era un ammasso di pietre.
Non un albero, no un filo d’erba.
Ma soprattutto, nessuna creatura vivente.
  [Jakie dziwne! Wyspa była kupą kamieni / Żadnego drzewa, żadnego źdźbła trawy. Co więcej, żadnej żywej istoty.]

🖇

Pezzettino camminò e camminò, su e giù,
finché, esausto, inciampò e cadde...
  [Kawalątek wędrował i wędrował, w górę i w dół, / do czasu, gdy wyczerpany potknął się i spadł….]

... e si ruppe in tanti pezzetti.
Quello-Saggio aveva ragione!
Pezzettino adesso sapeva che anche lui,
come tutti, era fatto di tanti piccoli pezzi.
  […i rozpadł się na dużo kawałeczków. / Ten-Który-Jest-Mądry miał rację! / Kawalątek teraz wiedział, że również on, jak wszyscy, był złożony z wielu małych kawałków.]

🖇

Si ricompose e quando fu sicuro
che non mancasse neanche uno
dei sui pezzetti, tornò alla barca.
  [A kiedy był pewien, / że nie brakuje mu żadnego / z jego kawałeczków, wrócił na łódkę.]

🖇

Remò tutta la notte per arrivare
a casa prima possibile.
  [Wiosłował całą noc, by wrócić  
do domu tak szybko, jak to możliwe.]

🖇


  [Wszyscy jego przyjaciele czekali na niego.
    – Jestem sobą! – wykrzyknął Kawalątek, cały / zachwycony. Jego przyjaciele nie byli pewni, / czy zrozumieli to, co Kawalątek / miał na myśli, mówiąc te słowa, ale wy­da­wał się im szczęśliwy. / I w ten sposób również oni czuli się szczęśliwi.]

Leo Lionni, Pezzettino, przeł. Maria Marconi,
Bababum di Babalibri, Milano 2011.
(wyróżnienie własne)


[dostęp: 3.03.2024], źródło.

*

*

[English Edition]

niedziela, marca 03, 2024

5377. Z oazy (CCXXXIV)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. To był ewidentnie tydzień, w którym ibuko­skne­ra nie wykazał się refleksem. Zobaczyłam tę książkę w nowościach i było po mnie. Klik, klik, chwila i na czytniku torowała sobie drogę na sam wierzch, a ibukosknera nawet jeszcze nie zdążył otworzyć ust. Seria z żurawiem knebluje go wyjątkowo szyb­ko ja­ko­ścią wybieranych do uczestnictwa w serii książek, co potwierdziła ta opo­wieść. Mocna! Wybrać fragmenty, by nie spojlerować, niczego nie odsłonić, było nie lada wyzwaniem.

W tym domu nie dziedziczy się pieniędzy ani złotych obrączek czy pościeli z wyhaftowanymi inicjałami, tutaj po zmarłych zostają nam łóżka i uczucie żalu. Zła krew i miejsce, w którym można przespać noc, to jedyne, co można odziedziczyć.

🖇

[…]  w tym domu trawi nas złość, ale to nie dlatego, że rodzimy się takie przetrącone. To się w nas przetrąca dopiero później, stopniowo, od za­ci­skania zębów.

🖇

Podeszłam do drzwi. W tej chwili krzesło upadło na podłogę, a drzwi szafy puściły. Dom zacisnął się wokół pokoju, nasłuchując.
     […]  przywarł do nas swoimi ścianami i sufitami, rzucił się na nas, nie wiadomo, czy po to, żeby nas ochronić, czy udusić, być może jedno i dru­gie, bo w tych czterech ścianach nie robi to większej różnicy.

🖇

Mnie to wisi, czy będą myśleć, że jestem szurnięta albo skretyniała, ale żeby mnie żałowali, to nie, nie ma mowy, bo nie zrobiłam tego wszystkiego, co zrobiłam, żeby mi teraz jeden dziad z drugim współczuli.

🖇

Owiał nas podmuch ciepłego, dusznego powietrza. W kuchennym kredensie zaczęły się o siebie obijać szklanki i talerze. Na górze słychać było odgłosy przesuwanych mebli, otwieranych i zamykanych szuflad. Dom był wściekły, podobnie jak my, zdradzała to każda dachówka i każda cegła.

🖇

Zrobiłam, co mogłam, ale tego, co człowiek ma w środku, nie da się łatwo wydłubać.

🖇

[…]  mówi nie rób skandalu nie chcę mieć kłopotów. Pieniądze zawsze są lepsze pieniądze potrafią naoliwić tak że nic nie skrzypi że wszystko wska­ku­je na swoje miejsce klikklikklik wszystkie części działają jak należy nic się rozpada nie łamie nie zacina ani nie przewraca. My biedacy spędzamy ży­cie na składaniu klocków, ale nic do siebie nie pasuje, a im wszystko się skła­da, na chłodno, na spokojnie.

🖇

[…]  w tej wsi nie ma nic więcej niż rozpadające się domy i rozpadający się ludzie ale za to w sąsiedniej wsi gdzie wszystko rozpada się wolniej den­ty­sta jest i wciąż możesz pójść usunąć ósemkę.

🖇

[…]  zawiesza obrazek na winorośli. Święty Sebastian przywiązany do ko­lum­ny i poprzebijany strzałami, piękny jak hortensja albo jak wulkan. […]  Sebastian zabiera choroby i zarazy, powiedziała, a ja poczułam w swoim ciele wściekłość. Jaka zaraza miałaby przyjść z zewnątrz gorsza od tej, któ­rą ma się w środku, splunęłam, i stara spojrzała na mnie wzrokiem, któ­re­go tak bardzo boją się we wsi, jakby prześwietlała ci wnętrze, i któ­re­go ja też się wcześniej bałam, ale teraz już nie, po tym, jak się wydarzyło, co się wy­da­rzy­ło, już nie.

🖇

Myślą, że jej słuchają, ale nie wiedzą, że
tak naprawdę do niej mówią.

🖇

Sprawiała wrażenie, jakby się zgubiła, jakby szukała czegoś, czego nie potrafi odnaleźć, albo jakby nawet nie wiedziała, czego szuka.

🖇

Nie toczył jej ten kornik, którego miała w sobie moja matka i ja też, nie czuła tego swędzenia, które nie daje spokoju ani nie pozwala odetchnąć innym.

🖇

Niewiemoczymmówisz, niewiemoczymmówisz.

Layla Martínez, Kornik, przeł. Maja Gańczarczyk,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

Tym właśnie jest rodzina, miejscem, gdzie dają ci dach nad głową i jedzenie w zamian za dzielenie życia z garstką żywych i umarłych.

🖇

Poszła tam z jakimiś wyobrażeniem,
a wróciła z czymś innym.

🖇

[…]  inaczej, jeśli coś jest na chwilę,
a inaczej, jeśli na zawsze.

(tamże)

5376. Z oazy (CCXXXIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Czekałam, doczekałam się! Nie patrzyłam na nic, ibukosknera nie zdążyl nawet jęknąć.

Ta powieść to druga strona medalu. „Łatwiejsza”, bo pozbawiona kłód, które piętrzą się w cispolskiej przestrzeni prawnej, a mimo to niewyobrażalnie trudna. O stracie, której większość z nas nie przeżyje, ale czytając może się nad nią pochylić.

Nie zgadzam się z tłumaczką, że w tej powieści są dwie niezależne i równorzędne historie. To praw­da, że nie łączy ich ten sam chronos czy okoliczności, ale jedna z nich jest przy­to­czo­na w funkcji usługowej, pełniąc rolę metafory, która uzupełnia drugą, główną opowieść.

Powieść Zanim mój mąż zniknie została przetłumaczona w ramach projektu „Tandemy translatorskie” dofinansowanego ze środków programu „Kreatywna Europa. Wsparcie obiegu literatury euro­pej­skiej”. Głównym założeniem programu jest przekład tytułów z rzadziej reprezentowanych języków, przede wszystkim bele­try­sty­ki odznaczającej się wysoką jakością literacką oraz poruszającej ważne społeczne problemy […].
     Przy przekładzie Zanim mój mąż zniknie współpracowały ze sobą Justyna Polanowska (mentorka) i Aleksandra Wróblewska (mentee) […].

🖇 🖇

Są chwile, w których wszystko się zmienia. Ojciec w drzwiach, wyspa na horyzoncie, zdanie w kuchni o poranku,

mężczyzna, kobieta, stół, kubek,

noce, po których ryży budzi się z białymi włosami.

🖇

Wszystko jest w normie, a jednocześnie zupełnie źle i w rozsypce. Ktoś dźga codzienność nożem. Dźgnięciem może być zdanie albo obraz.

🖇

Język się rozsypał. Nie rozumiałam już najprostszych słów:
mężczyzna,
kobieta,
przyszły tydzień,
     zatrzymywałam się w środku zdania z myślą, że ludzie najwyraźniej jed­nak używają słów, aby opisać innych i samych siebie. Byli ludzie, dla któ­rych istniał przyszły tydzień. Byli ludzie, którzy opowiadali o sobie, mó­wi­li o innych niezachwianymi zdaniami i wierzyli, że można tak robić.

🖇

Takie rzeczy też się zdarzają.
Kraje znikają, pojawiają się kontynenty.

🖇

Myślę sobie, co z niego zostanie, kiedy zniknie w nim mężczyzna? Co z niego zostanie dla mnie?
     […]
     – Nie chcę cię zostawiać.
     – Ale nie chcesz być moim mężem.
     Stoimy tam z tą rozbryzganą sprawą między nami.

🖇

I choćbym nie wiem jak mocno przyzywała ciemność, żadna ciemność nie wystarczy, żeby wypełnić to zimne miejsce. Żadna czułość, żaden do­tyk, żadne słowo tam nie dosięgnie.

🖇

Każda opowieść ma swoją wersję.
Każda wersja ma swój cel.

🖇

     – Czy bylibyśmy razem, gdybyś wiedziała, że jestem kobietą?
     […]
     – Czy bolałoby mniej, gdybym potrafiła płakać? Czy bolałoby mniej, gdybym mówiła o tym po trochu? Prosiła o rzeczy jedna po dru­giej i kłamała, że nie chcę więcej? Czasami żałuję, że wy­po­wie­działam to pierwsze zdanie.

🖇

Wpatruję się w biel, która pojawiła się na tapecie. To ten biały obszar na mapie, ta pusta nicość, gdzie toną statki. Całe koncepcje znikają.
     – Tak wiele o mnie nie wiesz – mówi teraz. – Tak wiele nie po­wiedziałam.

🖇

Chce wiedzieć, co się dzieje. Ale skąd mam wiedzieć, co się teraz dzieje.
     Pragniemy. Pragniemy tak wielu sprzecznych rzeczy naraz i w tym sa­mym czasie. I boimy się. Jesteśmy sztywni z przerażenia. Im ciszej ro­bi się wokół nas, im bardziej więdną nasze rozmowy, tym bardziej się boimy.

🖇

Chcę być opanowana, nie mam innej możliwości, ale za każdym razem czuję, jakbym miała się rozpaść. Nie znoszę współczucia. Nie znoszę też pozbawionej współczucia rzeczowości.

🖇

Próbowałem żyć. Próbowałem żyć przez czterdzieści lat. Nasze spotkanie było jak gruba płachta, którą przykrywa się grządki, żeby ziemia obumarła i się oczy­ści­ła. Ale chwasty się przez nią przedarły.
     Tak on teraz opisuje miłość.

🖇

Znów przychodzi dzień, kiedy nie mam ochoty wracać do domu. Przepadam w mieście, obserwuję ludzi, zazdroszczę przechodniom, zazdroszczę każ­dej zwyczajnie wyglądającej parze.

🖇

Fakt, że imię jest teraz zakazane, elektryzuje. Poraża jak prąd, gdy na­tra­fiam na nie gdzieś w środku zdania.
     W jak wielu miejscach to ukochane imię się pojawia. Wtapia się w są­sied­nie słowa i nie zamierza się od nich oderwać. Nawet jeśli usunę za­pro­sze­nia, prośby i nagany, ono wciąż daje o sobie znać w ostatnich sło­wach rozmowy, w zakrętach i złączeniach zdań. Potrzebuję tego słowa! Jakby to był ostatni dowód, że mieliśmy kiedyś wspólny język. Że przy­naj­mniej istniało coś, co dzieliliśmy i rozumieliśmy.

🖇

Kiedy Cristoforo Colombo, czyli Cristovão Colom, czyli Christophorus Co­lum­bus wracał ze swojej pierwszej wyprawy do Indii, na oceanie roz­sza­lał się sztorm. Gorszego załoga do tej pory nie doświadczyła. […] Christo­pho­rus rozkazał opuścić grot i nie bacząc na kurs, pozwolić statko­wi dry­fować razem ze sztormem. Statek unosił się, przechylał i opadał.

🖇

     – Bili cię w szkole?
     – Czasami.
     – Dlaczego?
     – Nie wiem.
     – I co się stało, że przestali?
     – Nie pamiętam.
     – Powiedziałeś komuś?
     – Nie, nikomu.
     – Nawet rodzicom?
     – Nie.
     – Dlaczego nie?
     – Wtedy byłoby jeszcze gorzej.

🖇

Mapa trzyma, mówi Cristovão, życie niesie.

🖇

Nie wiem, co powiedzieć, jakby na świecie nie było już nic do powiedzenia. Popadamy w pozbawione słów zdziwienie.

🖇

Mój mąż przecieka już jak sito, słabnie i opada w głębinę. Może szkielet to jedyne, co się zachowa, gdy wszystko to, co miękkie, zmieni się lub zniknie. W środku to przecież ten sam człowiek. Czy mówiąc to, mieli na myśli kości?

🖇

Przeczesuję życie, wspomnienie po wspomnieniu, zaimek po zaimku i pró­bu­ję zdecydować, gdzie był mężczyzna, a gdzie kobieta.
     Pokazuję zdjęcie i jeżeli mówię: Tak wygląda, to jest kobietą. Jeśli mówię z kolei: Tak wygląda teraz, to jest dawnym mężczyzną.
     Może tak już będzie, że w moim życiu pozostanie ta trudna do opo­wie­dze­nia faza przejściowa. Czas, w którym zaimki się buntowały. Przed nią wszystko było jasne, chwilę po niej także, ale pomiędzy jest ten bezkresny czas, kiedy rzeki wędrują po mapie pozbawione swojego koryta.

🖇

Słowa są zdradzieckie. Imiona, rzeczowniki i zaimki osobowe w obcych językach to jedno wielkie pole minowe. Jak mówić, ja ty on ona. Za każdym razem, gdy mówię były mąż, w mojej głowie aż huczy.
Były. Mąż,
dawniej Mężczyzna
Były/Mężczyzna,
obecnie kobieta,

mój były mąż jest obecnie kobietą, ale moim byłym mężem i Byłym Mężczyzną.

🖇

Nie dałam rady, próbowałam, ale na nic więcej nie było mnie stać. Na mi­łość, która nie patrzy na płeć, na wyzutą z intymności wierność, na pa­no­wa­nie nad własnym pożądaniem. […],
     nie byłam w stanie pragnąć kobiety, nie byłam w stanie spotkać się z mo­im mężem bez mężczyzny, którym był, nie byłam w stanie kochać bar­dziej, nie by­łam w stanie kochać człowieka, który wewnątrz był taki sam, nie by­łam już w stanie w ogóle kochać, drapiąc ściany, zostaję ścią­gnię­ta po scho­dach, szwy się prują, spoiwo nas łączące puszcza i pragnę wykopać przez okno swo­ją drewnianą nogę. To nas spotyka, mimo że był mężczyzną, który do­krę­cał wszystkie śruby za mocno, po którym nie mogłam od­krę­cić kur­ków w kranie, farba odchodzi z balustrady schodów, to nas spotyka.
     A potem już go nie ma.
     – Nie wracaj tutaj więcej na noc – proszę tak łagodnie, jak tylko potrafię.
     Patrzy na mnie ze zdumieniem.

🖇

Staliśmy się urwiskiem z punktem widokowym, na które ludzie przychodzą podziwiać krajobrazy. Tu wieje obcy wiatr, spadek przyprawia o zawrót głowy, a krajobraz mrozi i otrzeźwia. Ludzie stoją za barierką i chcą roz­ma­wiać na głębokie tematy. Zaczynają rozmyślać o tożsamości i płci, o tym, na ile można poznać drugiego człowieka i jak nieprzewidywalne jest życie. Chcą podzielić się własnymi doświadczeniami, doceniają naszą otwar­tość. Stoimy i podziwiamy spadek. Wysłuchuję historii o raku, prze­mo­cy, śmierci, zaginięciu. Mówią mi o tym wszystkim, bo chcą od­po­wie­dzieć szczerością na szczerość.
     I za wszystkim tym kryje się wszystko to, czego nie mówią i o co nie py­tają: Naprawdę nie wiedziałaś? Naprawdę byłaś taka głupia?

🖇

Do każdej pozbawionej wspomnień wyrwy i pozbawionego historii miejsca szeptałam: Lili.

🖇

Jakże umiejętnie wiedzie po fałdach cypli i zatok. Kreśli i unaocznia coś, cze­go potrzebuję.
     Potrzebuję tego krajobrazu. Fałdów wybrzeży i głębiny wód, obcej ro­ślin­no­ści wysp i szelestu lecących w ciemności ptaków, całego oceanu i no­wej epoki, pojawiającego się w atlasie nowego kontynentu, wszystko to jest dla mnie, bym mogła opowiedzieć to, co się dzieje,
tylko dla mnie,
tak blisko, że ledwo dostrzegam kontury
.
     Gdy przykładam narysowaną przez Kolumba Hispaniolę do Haiti i Republiki Dominikany w moim własnym atlasie, pięknie do nich pasuje. Minęły wieki, nazwy się zmieniły, ale ta linia w dalszym ciągu jest prawdą.
     Bardziej do niego się nie zbliżę.

🖇

Spoglądam na drogę, jakbym mogła jeszcze dostrzec, kto stąd wczoraj od­szedł. Ktoś wykluł się z tych porzuconych ubrań. Ktoś, czyje całe do­tych­cza­so­we życie znajduje się teraz w tym śmietniku.

🖇

     – Nie żałuję tego, co zrobiłam – mówi drżącym głosem i zatacza łuk po­ma­lowanymi na fioletowo paznokciami. – Czasami tylko myślę, że mogłam bardziej doceniać ten czas, kiedy jeszcze tu byłaś. Żałuję, że częściej nie cho­dzi­łam spać z to­bą o tej samej porze. Że nie budziłam się z tobą o tej samej porze. O takich rzeczach myślę.

🖇

Czas niesie nas ze sobą.

🖇

Ląd! Te nogi rozpoznaję. Ląd! Przez chwilę wszystko jest prawdą. Chwy­tam się tego obrazu, chcę choć przez chwilę wspominać jego nogi, jeszcze przez tę chwilę.
     – Dlaczego ostatnio jesteś taka zimna? – pyta. – Nawet nie patrzysz w oczy.
     Ma piękne, ciemne, otoczone sztucznymi rzęsami oczy. Ale spod makijażu i rzęs nadal patrzy spojrzenie mojego męża i to spojrzenie rozpoznaję.
     Odpowiadam: – Wystają z ciebie kawałki ciała mojego męża.
     – Wiesz co, nie muszę tego wysłuchiwać – mówi kobieta.

🖇

Gest jest przedłużeniem słów.

🖇

Czasami, gdy patrzysz na oddalające się plecy, wiesz, że ten czło­wiek już nigdy nie wróci. Czasami, gdy zamykasz szpitalne drzwi, czu­jesz, że ta wi­zy­ta była tą ostatnią. Tego dnia tak samo patrzyłam na swo­je­go męża i wie­dzia­łam. Dziś po raz ostatni byłam kobietą, kobietą u boku mojego męża.

🖇

Był 7448 nieznanymi wyspami, z których zdążyłam zbadać tylko niektóre.

Selja Ahava, Zanim zniknie mój mąż,
przeł. Justyna Polanowska i Aleksandra Wróblewska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

Są chwile, w których coś się zaczyna, coś pęka, coś przekracza dawną granicę i wychodzi poza kra­wędź. Ale są także chwile, w których ktoś wra­ca. I wówczas można próbować ubrać w słowa to, gdzie się było i czego się doświadczyło.

🖇

Trzydzieści lat po tym, jak Cristóbal odnalazł Indie, na Amerykę istniała już nazwa. Ameryka miała również kontury, a kula ziemska nowy obwód. Trzydzieści lat później prasa drukarska odbiła świat na papierze i wkrót­ce w każdym domu na ścianie wisiała mapa. […]
     Także życie odbijano na grubszym papierze. Obrazy już nie prześwitywały, widziałam jedną twarz, od­róż­nia­łam od siebie słowa, nauczyłam się mówić.
     Mimo to przeszłość była antypodami. Były w niej nie­pa­sujące do siebie fragmenty i takie, których całkiem bra­ko­wało. Poruszała się pode mną, śledziła moje kroki, ale nie wypełzała już zza krawędzi świata, chyba że pod postacią małych, przypadkowych przebłysków.

🖇

Przyszła zima. Przyszli nowi ludzie, którzy znali Lili wy­łącznie jako Lili. Pojawiły się słowa, które trzy­ma­ły się swoich miejsc, imiona, które się nie wa­ha­ły, zaimki, któ­re już się nie po­ty­ka­ły. Zre­zy­gno­wa­łam z „by­łego męża” i przerzuciłam się na „eks”. Przez dwa lata nie zwra­ca­łam się do niego po imieniu, ale w końcu dałam za wy­gra­ną i powiedziałam: Lili.

🖇

Przyszedł dzień, kiedy minęłam go w kawiarni i nie po­zna­łam. Musnęłam róg stolika, przy którym siedziało dziesięć naszych wspólnych lat, i odwróciłam się tylko dlatego, że ktoś zawołał mnie po imieniu.

🖇

Tak czy inaczej, było jednak coś, czego Cristovamowi nie zdołano ukraść. […] A tym czymś był wiatr.

(tamże)

(5373+2). Będąc z młodym staruszkiem… (II)

Sadownik & Jabłoń:
(po domknięciu świętowania urodzin młodego
staruszka, rozchodzą się do prac w podgrupach
)

Jabłoń:
(całuska na krótkie pożegnanie dostała)
Jak się fajnie takiego starszego pana całuje…

Sadownik:
Dla ciebie: pana gówniarza! Starucho!

🎂

sobota, marca 02, 2024

5374. 62/366

zielony ład. nie dla formy, nie dla tempa — mówią, łamiąc* konsty­tucję.

zdaje się, że już za chwilę i ta forma, i to tempo to będzie zwy­czajnie za mało i za późno dla niebieskiej planety, byśmy jako gatunek mogli tu pozostać.

62/366

____________
  *

Art. 5.: Rzeczpospolita Polska […] zapewnia ochronę śro­do­wi­ska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju.

Art. 68. Punkt 4.: Władze publiczne są obowiązane do […] zapo­biegania negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska.

Art. 74. Punkt 1.: Władze publiczne prowadzą politykę za­pew­nia­jącą bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przy­szłym pokoleniom..

Art. 74. Punkt 2.: Ochrona środowiska jest obo­wiąz­kiem władz publicznych.

Art. 76.: Władze publiczne chronią konsumentów, użyt­ko­wników i najemców przed działaniami zagrażającymi ich zdrowiu […].

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej,
uchwalona i zatwierdzona w 1997 roku,
(wyróżnienie własne)

piątek, marca 01, 2024

5373. Będąc z młodym staruszkiem…

Sadownik:
(wrócił do ula z wyjazdu
i przyzwyczaja się do świeżutkiego,
nowego stanu licznika
)
Jaki ja jestem już stary…

Jabłoń:
Skarbie, co Ty mówisz?
Przecież masz dopiero 30* lat!

Pan Ciasteczko & Pan Jednorożec:
(nie zgłosili żadnych zastrzeżeń
co do stanu licznika swoich ciał
)

🎂

___________
  *  i co z tego, że szesnastkowo, to wciąż tylko 30, będąc precyzyjnym: 30h.