niedziela, marca 24, 2024

5398. Z oazy (CCXLI)   // Panna cotta (CXXVI)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Druga połowa kwietniowego deputatu na włoskie literki. Przyciągnęła mnie pastelowymi kolorami, delikatnością kreski, tym jak kolor i kreska swoją mocą pomagają osobie czytającej kontaktować się z jej osobistymi po­kładami wrażliwości.

A opowieść? W sumie jest o tym, by pa­mię­tać, że możemy być ważni dla siebie na­wza­jem, możemy siebie wybierać (pięknie pojemna dwuznaczność!), że ma­my czym się dzielić, gdy zaufamy sami sobie, a nie tylko wtedy, gdy za­ufa­my innym. Jest moc i miłości, i przyjaźni i życia, i…

La mamma ha mandato Nina
e Tommy nel bosco a raccogliere
qualche legnetto per accendere
il fuoco. 
  [Mama wysłała Ninę / i Tomasa do lasu, by zebrały
kilka gałązek na rozpałkę.]

🖇

All’improvviso Nina lo vedo... 
  [Nagle Nina go zobaczyła…]

🖇

...È un uccellino. 
  […To jest ptaszek.]

È morto?
No, è soltanto svenuto. 
  [Jest martwy?
Nie, tylko zemdlał.]

🖇

Sarà caduto dal letto? 
  [Może wypadł z łóżka?]

🖇

Ma non ci sono nidi nei paraggi. 
  [Ale nie ma gniazd w pobliżu.]

“Non possiamo lasciarlo qui”
pensa Nina. 
[„Nie możemy go tu zostawić” – pomyślała Nina.]

🖇

All’ultimo momento, però,
le viene un dubbio. 
  [Ale w ostatnim momencie
nabrała wątpliwości.]

“Magari i suoi genitori lo stanno
cercando forse è meglio
non spostarlo.” 
  [„Pewnie jego rodzice właśnie / go szukają,
może lepiej / go nie przenosić.”]

«Tu torna a casa ad avvertire
mamma e papà. Io resto
a prendermi cura di lui»
  [    – Ty wrócisz do domu zawiadomić / mamę
i tatę. Ja zostanę, / by się nim zaopiekować.]

🖇

Nina prova a svegliarlo
ma l’uccellino dorme
profondamente.
  [Nina próbuje go obudzić,
ale ptaszek śpi / głęboko.]

🖇

Nina inizia a costruire un nido.
  [Nina zaczyna budować gniazdo.]

«Così sarai più comodo, Ciuffetto.»
  [Tak będziesz miał wygodniej, Grzyweczku.]

🖇

«Com’è piccino!» esclamano
inteneriti mama e papà.
  [    – Jaki malutki! – krzyknęli / wzruszeni mama i tata.]

🖇

Nina dorme come un sasso.
  [Nina śpi jak kamień.]

Ciuffetto ha aperto gli occhi!
Sembra vispo e molto affamato.
  [Grzyweczek otworzył oczy!
Wygląda na żwawego i bardzo wygłodniałego.]

🖇

🖇

Passano alcuni giorni molto
impegnativi.
  [Mijało wiele bardzo wymagających dni.]

Finché, una mattina,
Nina è svegliata
da un concerto di cinguettii.
I genitori di Ciuffetto
sono arrivati!
  [Aż do pewnego ranka, / gdy Ninę obudził / koncert ćwierkania.
Rodzice Grzyweczka / przylecieli!]

🖇

«È da giorni che lo stiamo cercando»
dice il papà di Ciuffetto.
  [    – Od wielu dni go szukamy – / powiedział
tata Grzyweczka.]

🖇

Dopo tanti affettuosi
ringraziamenti, per Ciuffetto
e i suoi genitori è tempo di partire.
  [Po wielu serdecznych / podziękowaniach na Grzyweczka
i jego rodziców jest czas, by ruszyć w drogę.]

🖇

Qualche mesi dopo,
Ciuffetto torna a trovare Nina.
Com’è cresciuto!
  [Kika miesięcy później / Grzyweczek
wraca odwiedzić Ninę. / Jak wyrósł!]

🖇

[    – Teraz to on / zabiera ją na spacer.]

🖇

Una cosa è certa: i due
resteranno amici per la vita.
  [Jedna rzecz jest pewna: tych dwoje
pozostanie przyjaciółmi przez całe życie.]

Clothilde Delacroix, Nina e Ciuffetto,
przeł. Simona Mambrini, Babalibri, Milano 2022.

wtorek, marca 19, 2024

5396. 79/366

     — bo­ję się ciebie…
     — mnie? boisz się swoich myśli, które przychodzą ci do gło­wy, gdy patrzysz na mnie, zupełnie nie wi­dząc mojej osoby.

79/366

poniedziałek, marca 18, 2024

5395. Z oazy (CCXL)   // Panna cotta (CXXV)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, pięć. Odnotowane w cieniu wspomnienia po nie­dzie­li. Dwa tygodnie temu włóczyłam się po wirtualnej księgarni z myślą, by tylko, wyłącznie i jedynie rozejrzeć się, na co mogłabym mieć ochotę w niedalekiej przy­szło­ści kwie­tnio­wej dostawy włoskich literek. Włóczyłam się i włóczyłam, nie na­pi­nając spe­cjalnie żyłki przestrzegania książkowych reguł gry. Ale gdy tylko zoba­czy­łam zie­loność na okładce, nie było już mocnych, żyłka dotrzymywanych po­sta­no­wień pękła z hukiem. Klik, klik, jeszcze drugi dro­biazg, by wyzerować koszty prze­sył­ki, pięć dni prze­bie­ra­nia nóżkami a potem… wy­łącz­nie zachwyt!

Mechanizm obronny zwany projekcją w kresce i kolorze, wytłumaczony na przy­kła­dach, możliwe? Ano! Właśnie o tym jest ta wspaniała książeczka. A historia? Wcale nie za­mierz­chła w moim przypadku. Kamieniem nie rzucę, zmianie uległy wy­mów­ki, są mniej różnorodne: do końca rozdziału, jeszcze tylko trzy strony, jeden akapit, dwie linijki, tylko rzucę okiem na podczytnik, okładkę, tytuł, stronę redakcyjną… Jestem nudnym, przewidywalnym potworem, ale radość z tej formy ist­nie­nia nigdy nie jest do przewidzenia.

«A letto, piccolo mostro!
Guarda che ti prendo...»
[   – Do łóżka, potworze! / Zobaczysz, złapię cię…]

🖇

«Calmati, piccolo mostro,
altrimenti papà si arrabbia! Capito?»
«No, in braccio no!»
«E va bene, ti metto giù. Dai un baccio
alla mamma e poi a letto, d’accordo?»
[   – Uspokój się, mały potworze, / w przeciwnym razie tata się wkurzy! Zrozumiano?
     – Nie, na rękach, nie!
     – Dobrze, postawię cię na podłodze. Daj buziaka / mamie a potem do łóżka, dobrze?]

🖇

«No, il bacio alla mamma no!»
«Allora è la mamma che tu dà un bacione.
Buonanotte tesoro!»
[   – Nie, buziak mamie, nie!
     – Cóż, to mama da ci całusa. / Dobranoc, skarbie!]

🖇

«Si dà sempre il bacio della buonanotte.»
«No!»
«Ti avverto, piccolo mostro,
non si scende più! Forza, a letto...»
«In braccio.»
[   – Zawsze daje się buziaka na dobranoc.
     – Nie!
     – Ostrzegam cię, mały potworze, / nie ma już schodzenia na dół! Dalej, do łóżka…
     – Na rękach.]

🖇

«Ma no, così è disgustoso!
Ti ho detto mille volte che lo spazzolino
da denti non serve per pulire il rubinetto.»
[   – Nie, tak jest obrzydliwie!
     – Mówiłem ci tysiąc razy, że szczoteczka / do zę­bów nie służy do czyszczenia kranu.]

🖇

«Allora, hai fatto tutto?
Guarda che poi non c’è tempo
per leggere un libro...
Hai finito? Finalmente!
Forza, di corsa in camera tua,
piccolo mostro!»
[   – Więc, zrobiłeś wszystko? / Zobaczysz, potem nie będzie czasu / na czytanie książki… / Skoń­czy­łeś? Nareszcie! / Dalej, w podskokach do łóżka, / mały potworze!]

🖇

«Attento! Così cadi!
Ancora quello? Scegli sempre lo stesso...
Questa sera è papà che sceglie un libro,
va bene?»
«No!»
«Ah, d’accordo.»
[   – Uważaj! Zaraz spadniesz! / Jeszcze to? Zawsze wybierasz tę samą… / Dziś wieczorem tata wybiera książkę, / OK?
     – Nie!
     – Acha, dobra.]

🖇

«Vieni vicino a me, calmati un po’.
E dopo fai la nanna...
    Quella sera Max si mise il costume da lupo
    e ne combinò di tutti i colori e anche peggio
...
Ecco, la storia è finita!
A letto, mio caro piccolo mostro.»
[   – Przysuń się do mnie, uspokój się troszkę. / A po­tem spró­bu­jesz usnąć… / Tego wieczoru Max za­ło­żył ko­stium wil­ka / a składał się on ze wszystkich kolorów, a na­wet go­rzej… / O, bajka się skoń­czy­ła! / Do łóżka, mój kochany, mały potworze.]

🖇

«Eh no! Adesso mi arrabbio!
Il letto serve per dormire, non per saltare.»
«Ho sete!»
«Un’altra scusa per non dormire!
Hai già bevuto abbastanza...»
«Aaaaargh! Muoio di sete!»
«Va bene, vado a prenderti
un bicchiere d’acqua.»
[   – O, nie! Teraz jestem wściekły! / Łóżko służy do spanie, nie do skakania. /  – Chce mi się pić! /  – Kolejna wy­mów­ka, by nie spać! Wypiłeś już dość… /  – Buuu, umieram z prag­nie­nia! /  – OK, idę przynieść ci szklankę wody.]

🖇

[…]
«Un bacio alla mamma!»
«Non ci credo! Non se ne parla nemmeno!
Sai benissimo che dovevi darle un bacio
quando eri giù da basso...
Sei davvero un piccolo mostro!»
[   – Buziaka mamie! /  – Nie ma mowy! To nie wchodzi w rachubę! / Wiesz doskonale, że po­wi­nie­neś dać jej buziaka kiedy byłeś na dole… / Naprawdę jesteś małym potworem!]

🖇

«Adesso chiudi gli occhi e fai
una bella nanna fino a domani.
Buonanotte, tesoro!»
[   – Teraz zamknij oczy i miej / dobry sen aż do rana. / Dobranoc, skarbie!]

[   – Dobranoc, tato-potworze!]

Mario Ramos, A letto, piccolo mostro!,
przeł. z jęz. francuskiego Federica Rocca,
Bababum di Babalibri, Milano 2014.
(wyróżnienie oryginalne)

*

5394. Z oazy (CCXXXIX)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, cztery. Odnotowane w cieniu wspomnienia po nie­dzie­li. Stary, dobry Fromm i nowy dla mnie, wyśmienity wybór Jego wykładów. No i jaki tytuł! Miód na moje serce. Stare, ponadsiedemdziesięcioletnie słowa, nie trącą myszką*. Brzmią świeżo, zaskakująco precyzyjnie diagnozując również czas, w którym przy­szło nam żyć.

__________
  *  poza kilkoma zgrzytami; mój ulubiony — dziś nikt nie odważyłby się wy­powiedzieć publicznie z aprobatą tych słów:

Dziś […]  większość „brudnych prac” wykonują głównie najniższe warstwy ludności, w USA czarni robotnicy, w Europie Włosi, Hiszpanie, tureccy gastarbeiterzy – oraz kobiety.

🖇 🖇

Analiza współczesnych metod produkcji i analiza psychicznych zdol­no­ści przystosowania, przy pomocy których człowiek próbuje sprostać wymaganiom obecnej gospodarki, wykazuje, iż od czło­wie­ka wymaga się postaw psychicznych i dążeń […]  – cech spo­łecz­nych […], które powodują u niego chorobę psychiczną. To co jest korzystne dla funkcjonowania obecnego systemu eko­no­mi­czne­go, okazuje się być szkodliwe dla psychicznego zdrowia człowieka. Zatem to, dzięki czemu ktoś w dzisiejszym społeczeństwie osiąga sukces, przy bliższym przyjrzeniu okazuje się niekorzystne dla jego zdrowia psychicznego. Dlatego powstaje podejrzenie, że to co nor­mal­ne, stanowi wyraz chorobliwego rozwoju.

Fakt, iż nie odbieramy pustki/wypalenia i dewaluacji/obniżenia war­tości człowieka i uzależnienia od rynku jako czegoś anor­mal­ne­go, stanowi wyłącznie oznaką tego, co Fromm […]  określa pa­to­lo­gią normalności.

Rainer Funk [w:] Przedmowa.

🖇 🖇

Myślę, że świat, w którym żyjemy, jest jednym z najlepszych ze światów, jaki ludzka rasa kiedykolwiek zbudowała, co nie znaczy zbyt wiele, po­nie­waż jak dotąd ludzkość nie zbudowała wielu dobrych światów i nie­ma­ło tu można krytykować, przynajmniej z punktu widzenia obserwatora tego, co się dzieje. Niemniej jednak taka jest moja pierwsza reakcja, kiedy słyszę, że jest to okropny świat, ponieważ jeśli się zapoznać z tym, co się działo na świe­cie w ciągu ostatnich pięciu, sześciu tysięcy lat, można powiedzieć, że jest to mimo wszystko jeden z najbardziej udanych eksperymentów i nawet przy jego ogromnych wadach jest czymś, co niesie nadzieję na naprawdę konstruktywny rozwój, pod warunkiem że będziemy mieli na tyle zdrowego rozsądku, żeby zrozumieć, co jest potrzebne, i uniknąć tego, czego się da uniknąć.

🖇

Nie ma nic bardziej sprzyjającego tworzeniu niż
miłość, o ile jest autentyczna.

🖇

Zamiast tradycyjnego pojęcia pracy jako przyjemności, pracy jako obo­wiąz­ku, dwie cechy naszej współczesnej religii to otaczanie czcią produkcji i konsumpcji, przy czym żadna z tych cech nie jest powiązana z rze­czy­wi­sto­ścią, która ma sens z punktu widzenia ludzkiej egzystencji.

🖇

[…]  człowiek nie ulega wzbogaceniu, lecz okaleczeniu przez proces pro­duk­cji, ponieważ żadna z jego zdolności nie może zostać wykorzystana ani rozwinięta.
     Trudno, żeby było inaczej w systemie, w którym produkuje się dla zysku, jaki przynosi artykuł, a nie dla jego wartości, czy to społecznej, czy kul­tu­rowej.

🖇

Obecnie nie używamy już języka jedynie w celu porozumiewania się, ale w znacznym stopniu w taki sposób, że słowa stały się prawie tym samym co pieniądze, abstrakcją prawdziwych doznań, które wymieniamy podczas ko­mu­ni­ko­wa­nia się z innymi, nie odwołując się do konkretnych doświadczeń. Pytamy człowieka, który jest głęboko nieszczęśliwy, jak się czuje, a on mó­wi: „Dziękuję, dobrze”. Można powiedzieć, że jest w tym jakaś duma, ale ja myślę, że głównym powodem jest to, iż nikt nie oczekuje, że ten drugi jest na­prawdę zainteresowany, i że słowa się nie liczą.

🖇

Radość, energia, szczęście – wszystko to zależy od stopnia naszego związku, naszego zainteresowania, to znaczy stopnia kontaktu z istotą naszych uczuć, istnieniem innych, postrzeganiem ich nie jako abstrakcji, na które możemy patrzeć jak na towar na targu; poza tym w owym procesie zwią­za­nia doświadczamy samych siebie jako ludzi istniejących w związku ze światem.

🖇

[…]  straciliśmy kontakt z wszelkimi realiami, oprócz stwo­rzo­nych przez człowieka realiów biznesu, organizowania rzeczy, któ­ry­mi możemy ma­ni­pu­lo­wać. Stykamy się z artefaktami. Stykamy się ze spo­łecz­ną rutyną i od­wo­łujemy się do tego, co tworzy jeszcze więcej rzeczy, ale nie stykamy się z podstawowymi realiami ludzkiej egzystencji. Nie mamy kontaktu z na­szy­mi uczu­cia­mi, z tym, co naprawdę czujemy, z naszym szczę­ściem, naszą niedolą, z naszym lękiem i wątpliwościami, i wszystkim tym, co się dzieje w człowieku. Nie mamy kontaktu z naszym kolegą czy naturą. Mamy je­dy­nie kontakt z małą częścią świata stworzoną przez nas samych i w rze­czy­wi­sto­ści bardzo się boimy sięgnąć głębiej.

🖇

Na ogół mówi się, że aby działać, trzeba umieć myśleć. Myśl jest pierwsza, a dopiero potem pojawia się sensowne działanie. Jestem pewien, że to praw­da, ale prawdą jest także coś innego, mianowicie coś zupełnie odwrotnego.

🖇

[…]  musimy uznać, że człowiek powinien mieć układ odniesienia, przedmiot zaangażowania, że jego życie powinno mieć sens; musimy mieć cel, który wychodzi poza samo rozmnażanie się.

🖇

[…]  uważam także, iż musimy zacząć od siebie. Jeśli ktoś mówi o polityce i zmianach społecznych, nie zastanowiwszy się nad własną postawą, nie zmieniwszy czegoś w sobie samym, wówczas wszystko to jest jałowe lub niebezpieczne, ponieważ to, do czego dążymy, co pragniemy stworzyć, nie jest powiązane z wewnętrznym doświadczeniem.

🖇

Humanistyczne pojęcie zdrowia psychicznego to pojęcie całkowicie od­mien­ne. Zdrowie psychiczne nie jest tutaj określone przez należyte funkcjo­no­wa­nie w jakimś konkretnym społeczeństwie, ale przez kryteria właściwe dla samego człowieka. […]  Ale jak dotychczas zawsze istniał konflikt między interesami indywidualnymi a interesami danego społeczeństwa i dlatego te dwa pojęcia zawsze były odmienne. Jednak rzeczywiście ci, którzy przed­sta­wia­ją zorientowane na społeczeństwo pojęcie zdrowia psychicznego, zawsze czynią to tak, jakby pojęcie to było tożsame z pojęciem zdrowia psy­chicznego zorientowanym na człowieka. Innymi słowy, utrzymują, że to, co jest dobre dla konkretnego społeczeństwa, jest także dobre dla człowieka. I większość ludzi w to wierzy.

🖇

[…]  im Boga czynimy bogatszym,
tym sami stajemy się biedniejsi.

🖇

Chciałbym powiedzieć, że wielce osobliwym i paradoksalnym zjawiskiem jest fakt, że ostatnie czterysta lat, od końca średniowiecza, to stu­le­cia stra­chu. A świat nigdy nie był tak bezpieczny jak obecnie. Ale nigdy na świe­cie nie było takiej niepewności jak obecnie.

🖇

Większość postaw jest wynikiem historii grupy,
do której dany człowiek należy.

🖇

Według relatywistów każda norma jest słuszna, jeśli tylko zostanie przyjęta przez daną kulturę, czy jest nią zabójstwo, czy miłość. Zgodnie z hu­ma­ni­zmem pewne normy są nieodłączne od sytuacji egzystencjalnej człowieka, a ich naruszenie powoduje skutki niebezpieczne dla życia.

🖇

[…]  współczesna epoka wolności i indywidualizmu walczy z autorytetami i głosi jako ideał całkowity ich brak. Jednakże brak wyraźnego autorytetu przyczynia się do zwiększenia wpływu autorytetów anonimowych, co z ko­lei prowadzi do niebezpiecznego konformizmu.

🖇

[…]  nasz system edukacji tylko w niewielkim stopniu stymuluje krytyczne myślenie i wpływa na ukształtowanie charakteru.

🖇

Trwa poważny kryzys systemu patriarchalnego, skupiony wokół obo­wiąz­ku i posłuszeństwa jako wartości najwyższych, nie życia, za­in­te­re­so­wań, rozwoju, aktywności, gdzie wyznaczonymi celami są mieć i uży­wać, nie zaś być. Nie jest rzeczą zaskakującą, że […]  ludzie zaczynają się zastanawiać, czy wewnętrzna przyjemność, której źródłem jest aktywność, nie mogłaby przeważać nad pochodzącą z zewnątrz przyjemnością zwią­za­ną z pie­nię­dzmi i konsumpcją.

Erich Fromm, Patologia normalności,
przeł. Stefan Baranowski, Robert Palusiński,
Wydawnictwo Vis-à-vis Etiuda, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

Nauki społeczne dzisiaj (z kilkoma godnymi uwagi wy­jąt­ka­mi) pod wra­że­niem sukcesu i prestiżu nauk przy­ro­dni­czych próbują zastosować ich me­to­dy, aby posunąć do przodu naukę o człowieku. Nie tylko nie zadają sobie pytania, czy metody uzasadnione w wy­pad­ku badania obiektów fizycznych znajdują także uzasadnienie w wy­pad­ku badań nad człowiekiem, ale nie pytają nawet, czy pojęcie metody naukowej nie jest naiwne i przestarzałe. Wierzą, że jedynie taką me­to­dę, która mierzy i waży, można nazwać na­u­ko­wą, zapominając, że najbardziej obecnie zaawansowane nauki przy­ro­dni­cze, takie jak fizyka teoretyczna, posługują się śmiałymi hi­po­te­za­mi opar­ty­mi na pomysłowym wnioskowaniu. Według Einsteina nawet intuicją nie powinno się gar­dzić. Wy­ni­kiem tego naśladowania błędnie pojmowanej metody naukowej jest to, że badane problemy określa metoda „faktów i liczb”.

(tamże)

niedziela, marca 17, 2024

5393. Z oazy (CCXXXVIII)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, trzy. Czytanych w tygodniu, w którym francuzi zmodyfikowali konstytucję, uznając prawo kobiet do decydowania o sobie, ale też uznając ich mądrość, że dadzą radę podjąć najlepszą dla siebie decyzję. Kolorytu czy­ta­niu do­da­li święci polscy politycy, którzy od dziesięcioleci nie potrafią pojąć, że prawo nie jest obowiązkiem, a ich sumienia powinny już dawno zdecydowanie od­cze­pić się od kobiet, o któ­rych nic nie wiedzą, a których życie meblują, bez względu na to, jaką decyzję te ko­bie­ty podejmują.

Znamienne dla mnie jest, że kolejne części tego zbioru ukazały się oryginalnie odpo­wied­nio w 2000, 2016 i 2022 roku. Wymagały właściwego Czasu, by opowiedzieć (po­ziom indywidualny) te historie, by inni byli w stanie je usłyszeć (poziom spo­łecz­ny). Nie za­czy­naj­cie czytać tej książki, jeżeli nie chce­cie ubrudzić swoich zacnych przekonań. Nie da się zapomnieć wrażenia, jakie te literki robią na czytającej je oso­bie, szcze­gól­nie, gdy jest kobietą.

Czas ruszył wraz z tą historią i ciągnie mnie z sobą, czy tego chcę, czy nie. Wiem już, że jestem zdecydowana dojść do końca, cokolwiek się stanie, po­dob­nie jak byłam zdecydowana w wieku dwudziestu trzech lat, kiedy po­dar­łam zaświadczenie o ciąży. […]  Postaram się przede wszystkim scho­dzić w głąb każdego obrazu aż do momentu, gdy fizycznie od­czu­ję, że godo­ty­kam”, i gdy pojawią się jakieś słowa, o których będę mogła powiedzieć: „To jest to”.

🖇

Potajemność aborcji takiej jak moja to już historia, lecz według mnie nie ma powodu, by pozostawić ją zagrzebaną gdzieś głęboko, nawet jeśli paradoks sprawiedliwego prawa polega niemal zawsze na tym, że w imię zasady „to już przeszłość” zobowiązuje się dawne ofiary do milczenia, więc w re­zul­ta­cie milczenie kryje to, co zdarzyło się przedtem i potem.

🖇

Niejasno dopatrywałam się związku pomiędzy klasą społeczną, z której po­cho­dziłam, a tym, co mi się przytrafiło. Jako pierwsza z rodziny ro­bot­ni­ków i drobnych sklepikarzy uniknęłam fabryki i lady sklepowej, poszłam na stu­dia. Ale ani matura, ani licencjat z literatury nie zdołały odwrócić fatum dzie­dziczenia biedy, której emblematem, podobnie jak alkoholizm, była dziew­czy­na w ciąży. Dałam się złapać za dupę i to, co we mnie rosło, było w pewnym sensie społeczną porażką.

🖇

Dziewczyny takie jak ja psuły lekarzom dzień. Bez pieniędzy, bez zna­jo­mo­ści – w przeciwnym razie nie lądowałyby u nich, szukając po omacku – zmu­szały ich, by przypomnieli sobie o prawie, które mogło ich posłać do więzienia i na zawsze zakazać wykonywania zawodu. Nie mieli odwagi powiedzieć prawdy: że nie w głowie im ryzykować utratę wszystkiego dla pięknych oczu jakiejś panienki na tyle głupiej, że dała sobie zrobić bachora. Chyba że jeden czy drugi szczerze wolałby umrzeć, niż złamać prawo, które pozwalało umierać kobietom. Ale wszyscy oni myśleli zapewne, że nawet jeśli uniemożliwia się kobietom usunięcie ciąży, one i tak znajdą sposób. […]  By przestać zapadać się w te obrazy i chwycić się niewidzialnej, abs­trak­cyj­nej, nieobecnej w pamięci rzeczywistości, która wyrzucała mnie na ulicę w poszukiwaniu nieistniejącego lekarza, a która nazywała się prawo.

🖇

Przeżycie czegoś, cokolwiek to było, daje niezbywalne prawo do pisania o tym. Nie ma prawd gorszych.

🖇

Czułam się opuszczona przez świat, przez wszystkich z wyjątkiem tej star­szej kobiety w czarnym płaszczu, która towarzyszyła mi, jakby była moją matką.

🖇

[…]  zrozumiałam, że chodzi o dwudziestoletnią dziewczynę bez męża. Nie pozbyła się ciąży, ale nie traktowano jej lepiej niż mnie. Dziewczyna po abor­cji i panna z brzuchem z biednych dzielnic Rouen jechały na tym sa­mym wózku. Być może okazywano jej więcej pogardy niż mnie.

🖇

Miałam wrażenie, że to już nie ten sam świat. Twarze przechodniów, samochody, tace na stołach w stołówce, wszystko, co widziałam, zda­wało się przepełnione znaczeniami.

Annie Ernaux, Zdarzenie [w:] Ciała, przeł. Agata Kozak,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.
(wyróżnienie własne)

🖇 🖇

Dziewczyna z fotografii to obca osoba, która zostawiła mi w spadku swoją pamięć.
     […]
     Dziewczyna z 1958 roku, która mimo dzielących nas pięćdziesięciu lat potrafi wyskoczyć ni stąd, ni zowąd i wywołać wewnętrzną panikę, żyje we mnie w ukryciu i nie da się jej usunąć.

🖇

Jak wskrzesić absolutną niewiedzę i oczekiwanie na to, co jest wówczas cał­ko­witą zagadką i cudem istnienia – wielkim sekretem, o którym od dzie­ciń­stwa rozmawia się szeptem, ale którego w tych czasach nigdzie się nie opi­su­je ani nie pokazuje?

🖇

Czy powinnam nieustannie przeplatać dwie perspektywy historyczne – 1958 i 2014? Marzy mi się zdanie, które zawierałoby jedną i drugą, bez zgrzytów, po prostu na zasadzie nowej składni.

🖇

W każdej minucie na ulicach, w różnych open space’ach, w metrze i w sa­lach wykładowych miliony powieści piszą się rozdział po rozdziale w ludz­kich głowach, są wymazywane, poprawiane i wszystkie umierają, po­nie­waż ziściły się lub nie.

🖇

Dziesięć lat, krótko w perspektywie historii, ogromnie długo na początku życia – to tysiące dni i godzin, w ciągu których znaczenie rzeczy przeżytych pozostaje niezmienne i wstydliwe.

🖇

Czuje dumę tego, kto czegoś doświadczył, posiadł nową wiedzę, choć nie po­tra­fi zmierzyć ani wyobrazić sobie, do czego ta wiedza doprowadzi w naj­bliż­szych miesiącach. Przyszłość nowych zdobyczy jest nieprzewidywalna.
     Nie spotkała ludzi podobnych do siebie, to ona nie jest już taka sama.

🖇

Jak jesteśmy obecni w istnieniu innych, w ich wspomnieniach, sposobie bycia, wreszcie w samych działaniach?

🖇

Zastanawiam się, co to znaczy, że jakaś kobieta odtwarza sceny sprzed po­nad pięćdziesięciu lat, do których jej pamięć nie potrafi dodać niczego no­we­go. Czy może stać za tym przekonanie inne niż to, że pamięć jest formą poznania? Jakie pragnienie – wykraczające poza chęć zrozumienia – kryje się w jej determinacji, by wśród tysięcy rzeczowników, czasowników i przy­miot­ni­ków znaleźć te, które dadzą pewność – złudzenie – że osiągnęło się najwyższy możliwy stopień realności?

🖇

Opowiadam się za niezdecydowaniem: otrzymanie kluczy do zrozumienia wstydu nie daje mocy jego wymazania.

🖇

[…]  nie rozumiemy tego, co przeżywamy,
w chwili, gdy się nam to przydarza.

🖇

Prawda innych – która przecież jest niczym w porównaniu z tym, o czym nie mają pojęcia, i która sprawia, że podskakują ze zdziwienia, kiedy się dowiadują, „Kto by pomyślał, kto by uwierzył?” i tak dalej – jakie znaczenie ma dla mnie dzisiaj, kiedy piszę?

🖇

[…]  miałam potrzebę zadać pytanie, które rzadko pojawia się w literaturze: jak u progu życia radzimy sobie z przymusem ustalenia, co będziemy robić w przyszłości, z momentem wyboru i wreszcie z poczuciem, że się jest albo nie jest tam, gdzie się być powinno?

🖇

Wydarzenia naprawdę nas zmieniają.

🖇

W ostatecznym rozrachunku okazało się to zadziwiająco łatwe, […]  choć tkwiąc na dnie, zupełnie tego nie podejrzewałam.

🖇

[…]  liczy się nie to, co się zdarza, lecz to,
co robimy z tym, co się zda­rzyło
.

🖇

Nie wiem, czym jest ten tekst. Nawet to, za czym się uganiałam, pisząc tę książkę, się rozpłynęło. Znalazłam w papierach swoisty zapis intencji:
     Zbadać rozziew między oszałamiającą realnością tego, co się dzieje, w mo­mencie, kiedy to się dzieje, a dziwną nierealnością, jakiej nabiera to, co się zdarzyło.

Annie Ernaux, Pamięć dziewczyny [w:] Ciała, przeł. Agata Kozak,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.
(wyróżnienie własne)

🖇 🖇

Mówił „stop” albo „już” zamiast „dziękuję”, kiedy przy stole nakładałam mu jedzenie. […]  Fakt, że zauważałam te sygnały – i być może, co jeszcze sub­tel­niej­sze, że nie wzbudzały one we mnie żadnej reakcji – stanowił dowód na to, że nie należę już do tego samego świata co on. Przy moim mężu czu­łam się kiedyś dziewczyną z ludu, przy nim byłam burżujką.
     Był nosicielem pamięci o moim pierwszym świecie .

🖇

Miałam świadomość, że było to jakąś formą okrucieństwa wobec tego mło­de­go mężczyzny, dla którego rzeczy działy się po raz pierwszy. Gdy mówił o planach na wspólną przyszłość, odpowiadałam niezmiennie: „Teraź­niej­szość wystarczy”, nigdy nie wyjaśniając, że teraźniejszość jest dla mnie je­dy­nie zduplikowaną przeszłością.

🖇

Moje ciało pozbyło się wieku. Trzeba było zdecydowanej dezaprobaty w spoj­rzeniu ludzi siedzących obok nas w restauracji, żeby mi o nim przy­po­mnieć. Spojrzeniu, które nie tylko mnie nie zawstydziło, lecz wzmogło moją determinację, by nie ukrywać związku z mężczyzną, „który mógłby być moim synem”, skoro byle facet po pięćdziesiątce może afiszować się z dziewczyną na pewno niebędącą jego córką i nie spotyka go za to cień potępienia.

🖇

To, co czułam w tej relacji, nie dawało się wyrazić, mieszały się w tym seks, czas i pamięć. […]
     Jak wszyscy, którzy naruszają normy społeczne, od razu wyłapywaliśmy pary podobne do nas. Wymienialiśmy z nimi porozumiewawcze spojrzenia. Potrzebowaliśmy podobieństwa. W świecie zewnętrznym nie sposób było za­pomnieć, że przeżywamy tę historię na oczach społeczeństwa, co przyj­mo­wa­łam jako wyzwanie, by zmienić obowiązujące konwencje.
     […] A. zauważył, że jesteśmy trudniejsi do zaakceptowania niż para jednopłciowa.

🖇

Rzeczy niezapisane nie doszły do końca,
zostały tylko przeżyte.

🖇

Coraz częściej wydawało mi się, że mogę piętrzyć obrazy, doświadczenia, lata i nie czuć nic poza powtórzeniem. […]
     Była jesień, ostatnia w XX wieku. Odkrywałam, że jestem szczęśliwa, wchodząc w trzecie tysiąclecie sama i wolna.

Annie Ernaux, Młody mężczyzna [w:] Ciała, przeł. Agata Kozak,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.
(wyróżnienie własne)

5392. Z oazy (CCXXXVII)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, dwa. Kilka dni po premierze na polskim rynku wydawniczym, tęskniąc za Brr, który mi dawno temu pod nos Pratchetta podsunął, zaznaczyłam tę książkę do upolowania. Pewnie jeszcze bardzo długo pod butem Ibu­ko­sknery czekałabym na zielone światło, ale otrzymałam tę fenomenalnie napisaną biografię w prezencie, więc maszyna do połykania liter mogła ruszyć. Pod koniec czy­ta­nia dołączyła wyciskarka łez i przestraszony Sadownik: co się dzieje? Nic, czy­tam i wyję. A potem jeszcze oglądałam, ale o tym poniżej.

Naucz się latać. Załatw to teraz.
I uważaj na siebie.
Walcz!

Terry

[…] u Terry’ego zwykle pojawiał się też ładunek głębinowy z opóźnionym zapłonem. „A jeśli połączyć nas obu w jedno”, dokończył, „można otrzymać jedną mniej więcej porządną istotę ludzką”.

🖇

Z całą pewnością dla Terry’ego istniały opowieści należące do kategorii „zbyt dobra, by spraw­dzać”. I oczywiście zawsze było możliwe, że opowieść „zbyt dobra, by spraw­dzać” może w szerszym porządku rzeczy dotrzeć do głębszych prawd o życiu niż ta nie tak dobra, a sprawdzona.

🖇

[…] całkiem szybko odkrył, że istnieją rzeczy wewnątrz rzeczy, światy wewnątrz światów, całkowicie widzialne, praktycznie dotykalne, z pewnością dostępne dla opowieści, jeśli tylko człowiek znajdzie nieco czasu i miejsca, by je zobaczyć.

🖇

W wieku sześciu lat Terry całkiem niewinnie trafił na jedyny relikt kato­li­cy­zmu Eileen – nieduży, tani, masowo produkowany drewniany kru­cy­fiks na toaletce w sypialni rodziców. Zabrał go i zaniósł Eileen, wy­po­wia­da­jąc nie­śmiertelne słowa: „Mamo! Znalazłem taki patyk z akrobatą!”.
     Korygujące wyjaśnienie Eileen było tak powściągliwe, że Terry dłużej się nie zastanawiał nad tą dziwnie zawieszoną i poranioną figurą w przepasce biodrowej. […]
     „Nie wiem, jaką pociechę [Eileen] znajdowała w tej drobnej twarzy”, mó­wił Terry, „ale ja teraz widzę w niej oblicze skromnego cieśli, który po­sta­no­wił przekazać ludziom, by byli dobrzy dla siebie nawzajem… Złotą za­sa­dę tak wielu mądrych ludzi. I za swoje wysiłki został zamęczony na śmierć przez tyrana na żądanie fanatyków. Może więc przekaz powinien być taki, że należy ignorować tyranów i obalać fanatyków”.

🖇

„Powinniśmy w każdym tygodniu wpisywać coś do terminarza, a po­tem to odwoływać”, mawiał pogodnym tonem. „To jakby dostać wol­ny dzień”.

🖇

Zresztą, co tu mówić o sięganiu po książki i przedzieraniu się przez nie; Terry’emu przychodziło nawet do głowy, że można coś zyskać samym przebywaniem w ich pobliżu.

🖇

Wszyscy wiemy, jak to działa. Człowiek zaczyna od wypożyczenia kil­ku ksią­żek z biblioteki albo od swojej babci i jest przekonany, że nad wszystkim panuje, że sobie radzi – przecież to tylko pożyczenie, więc o co tyle hałasu? Potem ani się obejrzy, a zaczyna kupować używane książki w antykwa­ria­tach, płacić za nie własnymi pieniędzmi i zabierać do domu, żeby mieć na własność, a nawet stawiać na półce w swoim pokoju. W tym punkcie naj­czę­ściej jest już po wszystkim i zanim człowiek się obejrzał, znalazł się na najlepszej drodze do całkiem nowych książek i do uzależnienia na całe życie.

🖇

[…]  skuter [dunkley S65] – „zrzędliwy”, jak Terry oceniał je­go charakter – gubił łańcuch najwyraźniej dla własnej rozrywki i bawił się, nawalając na wszelkie inne sposoby, poważne i drobne, jakie tylko przy­cho­dzi­ły mu na myśl.
     […]
     Jednak dla Terry’ego whippet oznaczał transport, a transport oznaczał swobodę. […]. „Mówią, że Dunkley Whippet to teraz pojazd kolekcjonerski”, zanotował Terry po latach. „No więc mogą sobie wziąć do kolekcji mojego, […] ale niech uważają, bo jeśli go wygrzebią, piekło podąży za nimi”.

🖇

Dawno, dawno temu”, to zawsze jest dobry początek, „żył so­bie mło­dy ksią­żę…”. A niedługo potem ptak na drzewie w swobodnej rozmowie po­in­for­muje tegoż księcia, że: „Dziewczyna to księżniczka Selena, ale jeśli chcesz ją poślubić, musisz ją najpierw oczarować. Czekoladki, kwiaty i tak dalej”. Początkujący dziennikarz znalazł się już na drodze do mistrzostwa w kpiącym heroizmie, żartobliwie obluzowując śruby konwencjonalnych opowieści, by sprawdzić, jaką radość tym wzbudzi.

🖇

[…]  coś błyszczącego wypadło z kieszonki jego marynarki i po bliższym zbadaniu okazało się sporym kolczykiem w kolorach magenty i ciemnego różu, który na pewno do niego nie należał.
     Los właśnie uśmiechnął się do Terry’ego tak ciepło jak nigdy przed­tem i jak już nigdy potem.

🖇

Idea, by szkoły stały się bardziej sprawiedliwe, była jedną z tych, które Terry zawsze popierał całkowicie – sam wciąż jeszcze nosił świeże blizny po lekceważeniu okazywanym mu przez nauczycieli. Napisał […]  tekst, który ukazał się w maju 1968 roku, z tytułem zaczerpniętym z [Petera] Bandera: „Edukacja nie powinna być polityczną zabawką”.

🖇

Może byłem niedostatecznie usłużny wobec Patcha, gabinetowego kota, zna­nego też jako Dział Kadr? […] 
     Okazuje się więc, że ze mnie zażartował. Ale okazuje się też, że całkiem zapomniał o tym żarcie. […]
     Terry jednak wydaje się całkiem zadowolony.
     — Chyba ze sto lat czekałem, żeby mieć szansę wypróbowania tego na kimś — oznajmia i patrzy na mnie ciepło, z promiennym uśmiechem.
     A potem wraca do pracy. I przez resztę dnia sprawia wrażenie roz­jarzonego poświatą głębokiej satysfakcji.

🖇

„Uświadomiłem sobie, co mnie zawsze niepokoiło w tradycyjnym dzien­ni­karstwie informacyjnym”, zanotował. „Zwykle po prostu brakuje czasu, by dotrzeć do prawdy kryjącej się za faktami”.

🖇

Klisze są użytecznymi młotkami i gwoździami wśród narzędzi komunikacji, ale co będzie, jeśli staną się wszystkim?

🖇

Z perspektywy czasu Terry miał w końcu dojść do wniosku, że najlepszym podejściem byłoby pogodzenie się z wilgocią – „uznanie jej”, jak napisał, „za integralną część domostwa i poszukanie sposobów, by mogła nieszkodliwie odparować”. […]  Kochali miejsce, gdzie się znaleźli – kochali swój domek, kochali ogród, kochali okolicę.

🖇

Butle z winem fermentowały ustawione wokół gazowego piecyka w sa­lo­ni­ku, zaraz za żółwiami, w priorytetowej kolejce do ciepła, a Terry i Lyn two­rzy­li trzeci, zewnętrzny krąg za nimi.

🖇

Stał się znany w całym biurze, a nawet trochę niesławny, z otwierania dyskusji frazą: „Jak mógłbym ująć to w sposób nieobraźliwy?”.

🖇

Więzy przyjaźni w grupie zacieśniały się podczas rozmów przy lunchu. Mieli podobny sposób myślenia i podobne poczucie humoru – inteligentne, zainteresowane nauką i techniką, zanurzone w popkulturze i bezwstydnie nerdowskie. Któregoś dnia dyskutowali, dlaczego grzanka zawsze spada na dół stroną posmarowaną dżemem. Terry wspomniał o swoich ko­tach, któ­re – w przeciwieństwie do niej – spadają zawsze na cztery łapy. Zaczęli się więc zastanawiać, co się stanie, jeśli kotu przymocować na grzbiecie po­sma­ro­wa­ną dżemem grzankę i go zrzucić. Doszli do wniosku, że kot za­trzy­ma się w powietrzu i będzie wirował, a sytuacja sama nie rozwiąże się w ża­den sposób. Ergo, Stół Ośmiu przy lunchu odkrył antygrawitację. Q.e.d. i poproszę o sól.

🖇

Potem był Manic Miner, który – radość nad radościami i przełom nad prze­ło­ma­mi – miał własną muzykę, ale za to nie miał opcji „save”, a zatem gra­jąc, za każdym razem trzeba było sumiennie pokonywać wszystkie po­czą­tko­we, łatwe poziomy. Terry zdradził Andrému, że w pokoleniowej ada­pta­cji stosowanej przez Eileen Pratchett [Mama Terry’go] metody „pensa za każdą dobrze przeczytaną stronę” zaczął płacić Rhiannie [córce] za prze­cho­dze­nie tych męczących wczesnych poziomów; zastępował ją w fo­te­lu i przej­mo­wał sterowanie, kiedy gra w końcu robiła się ciekawa. Gry sta­wa­ły się coraz lepsze i pociągały Terry’ego coraz mocniej.

🖇

„Twoją nagrodą za to, że zrobiłeś coś dobrego”, zwykł mawiać Terry, „jest możliwość zrobienia jeszcze czegoś dobrego”.

🖇

Miał specjalne nazwy dla pewnego rodzaju gapiów na spotkaniach – „to­on”, „toto”, jak też „byłfteleizorze” i „nigniesłyszaem”. Wiedział, jak to jest, kiedy podpisuje się książki, słysząc w tle, jak to nazywał, „szemranie” takich uwag. Kiedyś w Milton Keynes, kiedy trochę spóźniony przeciskał się przez tłum do stolika, zatrzymał go ochroniarz.
     — Przepraszam, kolego — powiedział — ale koniec kolejki jest tam”.
     Terry odwrócił się bez słowa i odszedł na wskazany koniec.
     — To wasz szczęśliwy dzień — oznajmił czekającym i zaczął podpisywać ich książki.

🖇

Jeszcze inni, niezbyt konkretnie, chcieli się dowiedzieć, jak to wszystko zrobił. „Jaki był skrót?”, wydawało się brzmieć właściwe pytanie, często ukryte między wierszami.
     — Oni chyba oczekują, że wskażę im guzik, który mogliby nacisnąć — mawiał Terry. — Albo stronę w sieci, na którą mogliby zajrzeć, albo kurs korespondencyjny, na który mogliby się zapisać.
     Dało się wyczuć, że uczciwa odpowiedź, jakiej im udzielał – że w jego przypadku wymagało to długich godzin pisania, często w nietypowych porach dnia, plus spotkał go nieodzowny traf niewytłumaczalnego szczę­ścia – nie jest dokładnie tym, co chcieliby usłyszeć. Mimo to od­po­wia­dał tak bez ogródek.

🖇

Nazywał to Doliną Chmur. Pisanie powieści było niczym wędrówka z jed­ne­go jej końca na drugi. Dolinę pod nami wypełniała mgła, ale przy odrobinie szczęścia widzimy ze swojego miejsca drugą stronę; widzimy też całkiem wyraźnie wystające ponad mgłę czubki jednego czy dwóch drzew lub in­nych charakterystycznych obiektów. Zadanie polega więc na tym, by ruszyć w stronę któregoś z nich – zanurzyć się w mgłę i zobaczyć to, co po drodze stanie się widoczne, pamiętając jednak zawsze, żeby wynurzyć się w miej­scu, które wybraliśmy sobie po drugiej stronie.

🖇

Najmocniejszy komputer przeznaczony był do gier, nie do pisania. Terry nie czuł potrzeby tłumaczenia się z tego.

🖇

Walijski powieściopisarz kupił sobie wystąpienie w przyszłej książce Terry’ego Pratchetta za 2200 funtów podczas aukcji charytatywnej […]. [Ken] Follett powiedział Terry’emu, że chciałby być olbrzymem. Autor zaś spojrzał tylko na niego i zapytał: „Jak chcesz zginąć?”.

🖇

Doszedłem do tego!, oznajmił któregoś ranka, wpadając do Kaplicy z tryum­fal­ną miną. „Najważniejsze w piłce nożnej jest to, że wcale nie chodzi w niej o piłkę nożną!

🖇

Adrenalina może pomagać, ale prędzej czy później zapasy się wyczerpią i wiadro uderzy o dno studni.

🖇 🖇 🖇

Takie są zwykle problemy związane z amatorską diagnozą. Roztargnienie, zaabsorbowanie myślami, to, jak nieobecny często się wydawał, choć prze­cież fizycznie był na miejscu, niedostateczna uwaga poświęcana koszulom, guzikom, przedmiotom nieożywionym i innym ludziom… tak wiele znaków wczesnego alzheimera okazywało się również oznakami typowymi dla za­pra­co­wanego autora.
     Poza tym był przecież całkiem sprawny, prawda?

🖇

— Chodź tutaj! Co z nią zrobiłeś?
     Zszedłem na dół.
     — Co zrobiłem z czym?
     Wpatrywał się w klawiaturę.
     — Z „S”. Zabrałeś gdzieś „S”. Gdzie jest?
     Byłem zdumiony. Podszedłem do niego i podążyłem za jego wzrokiem. Klawisz „S” był na klawiaturze w swoim zwykłym miejscu, pomiędzy „A” i „D”. Pochyliłem się i wcisnąłem go.
     Przez chwile patrzyłem mu w oczy i widziałem w nich lęk.

🖇

Słuchaliśmy jednak, równocześnie usiłując opanować rozszalałe myśli. […] 
     Docierały do mnie tylko strzępki tego, co mówił lekarz. […] 
     Wstaliśmy wolno i wyszliśmy z pokoju. A potem staliśmy na korytarzu i usiłowaliśmy jakoś się ogarnąć. […] 
     W końcu ruszyliśmy do samochodu. Byliśmy oszołomieni. Nie istniało w tej sytuacji żadne sensowne działanie, żadne wyjście, nie podano nam nawet daty rozpoczęcia leczenia – bo nie mogło być żadnego leczenia. Nie mieliśmy się czego przytrzymać, nawet ulotki, którą ścisnęlibyśmy w dłoni, wychodząc. Odjechaliśmy dokładnie tak, jak przyjechaliśmy, tyle że teraz jeden z nas w wieku pięćdziesięciu dziewięciu lat miał nieuleczalną chorobę zwyrodnieniową mózgu.

🖇

Czuł jakąś niezwykłą potrzebę, by robić to, co zawsze, jak gdyby nic się nie zmieniło, choć był aż nazbyt mocno świadomy, że zmieniło się wszystko. Jego świat wydawał się rozerwany na strzępy, a rów­no­cześ­nie dokładnie taki jak przedtem.

🖇

Kiedy skończyłem pisać, Terry przeczytał całość.
     — Dołóż na końcu uśmiechniętą buźkę, żeby wiedzieli, że jesteśmy śmier­tel­nie poważni.
     Więc dołożyłem: […]  :o)

🖇

„Jak się czujesz, Terry?”, pytano go czasem.
     „Świetnie”, odpowiadał. „Dla danej wartości świetności”.

🖇

Terry Pratchett: Living with Alzheimer’s Episode One, BBC 2009.

*

Terry Pratchett: Living with Alzheimer’s Episode Two, BBC 2009.

*

Obejrzałam, nie zapraszając do towarzystwa nikogo, od pierwszej po ostatnią klatkę. Ludzie nie przestaną mnie nigdy za­ska­ki­wać, ponieważ dotykają bezkresnego słonia zwanym życie w miejscach, których istnienia nawet nie brałam pod uwagę.

Tym, któ­rych nie opuszcza pewność w temacie podejmowanym przez ten film, gra­tu­lu­ję, choć czynię to z dużą dozą podejrzliwości.

📎📎 Terry Pratchett: Choosing To Die,
reż. Charlie Russell, 2010.

[suplement: 25.03.2024]

Dokument nie powstał, by zachęcać, straszyć czy bronić; powstał, by pokazywać.

Terry Pratchett, Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.

Jeśli o mnie chodzi, po obej­rze­niu tego filmu wiem, jak fizycznie wygląda to kon­kret­ne miejsce w Szwajcarii, do którego udali się Amy i Brian. Wiem też już, że je­stem wyjątkowo łakomą osobą, je­śli chodzi o życie, i oślo upartą, by znajdować cho­ciaż drobinki przyjemności, szcze­gól­nie w tych chwilach, gdy coś zrozumiem brzu­chem lub nauczę się czegoś nowego. Ja i ktoś we mnie uparcie wracamy ze „Szwaj­ca­rii”. Istnieje ryzyko, że przegapię ostatni moment, gdy Szwajcaria byłaby dla mnie opcją, ale kto nie ryzykuje, nie żyje wcale.

*

Terry Pratchett: Facing Extinction, 2013.

[suplement: 25.03.2024]

Orangutany są takie jak my. Są inteligentne. Mają wy­o­bra­źnię. Mają charaktery. Potrafią kłamać. Tylko że ich przodkowie zostali na drzewach, gdy nasi zeszli na dół, żeby spróbować przetrwać na równinach. Dzisiaj wra­ca­my do drzew. Wracamy z piłami spalinowymi.

Kiedy ktoś jest dostatecznie wielki i dostatecznie silny, kie­dy opłaca właściwych ludzi, może robić, co tylko ze­chce. Warunki dyktują chciwość i korupcja.
     […] Możemy próbować kupować świadomie, ale jest to coraz trudniejsze. Żyjemy w świecie globalnej ekonomii, a orangutany coraz bardziej nie. Są spychane na kra­wę­dzie i nie mogą grać ostro.

Terry Pratchett, Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.

🖇 🖇 🖇

[…]  przez ostatnie kilka godzin nauczyłem się,
że z życia należy korzystać, póki ono trwa.

🖇

Jesteś swoją własną walutą
i musisz wydawać ją rozsądnie.

🖇

Dla Terry’ego książki często znajdowały własne ścieżki
na drodze do bycia napisanymi.

🖇

Wiele śmierci zdarzyło się przez te lata. O wiele za dużo śmierci. Ale było też wiele życia.

🖇

Po pewnym czasie spytałem Terry’ego, jakie ma życzenia co do swojej ce­re­monii żałobnej.
     — Być tam — odpowiedział.
     […] 
     W końcu, choć nie był to temat, do którego rozmowa naturalnie do­pro­wa­dzi­łaby któregokolwiek z nas, powiedziałem mu, że towarzyszenie mu przez te lata było dla mnie przywilejem.
     — Przywilejem dla ciebie? — powtórzył Terry, szczerze zdziwiony.
     — Tak, prawdziwym przywileje — zapewniłem.
     — Twój przywilej cały po mojej stronie — stwierdził.
Myślę, że miał to być komplement, ale jak to z wieloma komplementami Terry’ego, trudno było mieć pewność.

🖇

Terry naprawdę żyje i jest takie miejsce, gdzie wszyscy możemy go spotkać: pośród milionów słów w tych wielu, wielu książkach.

Rob Wilkins, Terry Pratchett. Życie z przypisami,
przeł. Piotr W. Cholewa, Insignis Media, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

[…] głupców nie znosił cierpliwie.

🖇

Zarzut wobec baśni jest taki, że mówią one dzieciom o istnieniu smoków. Ale dzieci zawsze wiedziały, że smo­ki istnieją”, napisał Chesterton w sposób, który z te­go końca teleskopu mógłby się wydać całkiem Pratchetto­wski. „Baśnie mówią dzieciom, że smoki można zabić”.

🖇

(tamże)

5391. Z oazy (CCXXXVI)  //  Panna cotta (CXXIV)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, raz. Druga połowa marcowego deputatu włoskich literek, skrupulatnie reglamentowana i wydana do spożycia i przeżycia dokładnie ty­dzień po pierwszej połowie. To nie jest książka dla osób, które z miłością upra­wia­ją grządki warzywne czy kwia­to­we. Ślimak czy ślimaczka bez względu na wielkość domku czy jego brak nie są tam nigdy mile widziani. Serce by im się kroiło przy każ­dym znikającym kapuścianym listku.

To opowieść z oryginalnie ponad półwieczną brodą, opowieść-przestroga na nie­zna­ją­ce granic: chciwość i konsumpcjonizm. Ile już nieodwracalnie pożarliśmy na­szej błękitnej „kapusty”? Jesteśmy w dużo gorszej sytuacji niż liczna rodzina ślimaków, nie mamy gdzie pójść.

Una numerosa famiglia di lumache viveva
su un cavolo splendido e saporito.
Camminavano lentamente da foglia
a foglia con la casa sulle spalle
in cerca di teneri germogli
da rosicchiare.
  [Pewna liczna rodzina ślimaków żyła / na przepięknej i smacznej kapuście. / Wędro­wa­ły powolutku z liścia / na liść z domkiem na plecach / w poszukiwaniu de­li­kat­nych pędów / do schrupania.]

🖇

Un giorno una piccola lumaca disse a suo padre:
«Quando sarò grande voglio avere la casa più grande del mondo».
«Quello che dici è molto sciocco» le rispose suo padre,
che era la lumaca più saggia del gruppo.
«Certe cose sono meglio piccole»
e racconta questa storia.
  [Pewnego dnia mała ślimaczka powiedziała do swojego taty:
    — Kiedy będę duża, chcę mieć dom największy na świecie.
    — To, co mówisz, jest bardzo niemądre — odpowiedział jej ojciec, który był naj­mąd­rzej­szym ślimakiem w grupie.
    — Pewne rzeczy są lepsze, gdy są małe — / i opowiedział taką historię.]

C’era una volta una piccola lumaca che un giorno,
proprio come te, disse a suo padre: «Quando sarò grande
voglio avere la casa più grande del mondo»
«Certe cose sono meglio piccole» le rispose suo padre.
«Fai sempre in modo che la tua casa
sia piccola e leggere da portare.»
[Był sobie kiedyś ślimaczek, który pewnego dnia
dokładnie tak jak ty, powiedział swojemu tacie: — Kiedy będę duży,
chcę mieć dom największy na świecie.
    — Pewne rzeczy są lepsze, gdy są małe — odpowiedział jego ojciec.
— Upewnij się zawsze, że twój dom / jest mały i lekki do niesienia
.]

🖇

Ma la lumachina non volle dargli ascolto e nascosta all’ombra
di una grande foglia, cominciò a torcersi e a stirarsi, da una
parte all’altra, fino a che non riuscì a scoprire
come far crescere la propria casa
.
  [Ale ślimaczek nie chciał go słuchać i  schował się w cieniu / wielkiego liścia; zaczął się skręcać i rozciągać z jednej / strony na drugą, dopóki ne odkrył / jak sprawić, by jego domek rósł.]

🖇

E così la casa cominciò a crescere e a crescere
e tutte le lumache del cavolo dicevano:
«Tu hai certamente la casa più grande del mondo»
.
  [W końcu domek zaczął rosnąć i rosnąć / i wszystkie ślimaki znajdujące się w pobliżu komentowały:
    — Ty naprawdę masz największy dom na świecie
.]

🖇

La piccola lumaca continuò a spingere e a sforzarsi
fino a che la sua casa fu grande come un melone
.
  [Ślimaczek nie ustawał w swoich wysiłkach, / aż jego dom był tak duży jak melon.]

🖇

Quindi con rapidi movimenti della coda a destra e a sinistra,
imparò a far crescere delle grandi cupole appuntite
.
  [Wówczas szybkimi ruchami ogona z prawej na lewą
nauczył się hodować duże spiczaste kopuły
.]

🖇

E non ancora contenta, schiacciando e spingendo
con tutte le sue forze, riuscì perfino ad aggiungervi
vivaci colori e magnifici disegni
.
  [Nadal niezadowolony naciskał i przesuwał / z całych swoich sił, dał nawet radę dodać / jaskrawe kolory i piękne wzory.]

Ora la lumaca era proprio sicura di avere
la più grande e la più bella casa del mondo.
Ne era orgogliosa e felice
.
  [Teraz był pewien, że ma
największy i najpiękniejszy dom na świecie.
Był szczęśliwy i dumny, że go ma
.]

🖇

Un giorno le lumache finirono di mangiare tutte le foglie
del cavolo. Non rimasero che pochi gambi nodosi
e decidero così di trasferirsi su un altro cavolo.
Ma, ahimè, la piccola lumaca non poteva più muoversi.
La sua casa era ormai troppo pesante
.
  [Pewnego dnia ślimaki wykończyły wszystkie liście / kapusty. Pozostało tylko kilka sękatych łodyg, / więc postanowiły przenieść się na inną kapustę. / Ale, niestety, ślimaczek nie mógł się ruszać. / Jego domek obecnie był zbyt ciężki­.]

🖇

Fu lasciata indietro e abbandonata a sé stessa,
e poiché non c’era più niente da mangiare,
la piccola lumaca lentamente deperì e scomparve.
Non rimase altro che la grande casa.
Ma anch’essa a pocco a pocco si sgretolò e non restò più nulla
.
  [Został w tyle całkiem opuszczony, / a ponieważ nie było już nic do jedzenia, / ślimaczek głodował i powolutku zniknął. / Nie pozostało nic, poza wielkim domkiem. / Ale i on po troszku się rozpadł i nic nie pozostało.]

🖇

Questa era la fine la storia.
La piccola lumaca aveva gli occhi pieni di lacrime.
  [To był koniec historii. / Ślimaczka miała oczy pełne łez.]

🖇

E così, un giorno, andò a vedere il mondo.
[…]
La piccola lumaca era molto felice.
  [I tak, pewnego dnia poszła oglądać świat. / […]
Ślimaczka była bardzo szczęśliwa.]

🖇

Le stagioni vennero e mutarano,
ma la lumaca non dimenticò mai la storia
che suo padre le aveva raccontato.
E quando qualcuno le chiedeva:
«Come mai hai una casa così piccola?»
lei raccontava la storia della casa più grande del mondo.
  [Pory roku przychodziły i przemijały, / ale ślimaczka nie zapomniała nigdy historii, / którą tata jej opowiedział. / I kiedy ktoś pytał:
    — Jak to, masz taki mały domek?
Ona opowiadała historię największego domku na świecie.]

Leo Lionni, La casa più grande del mondo,
Bababum di Babalibri, Milano 2016.
(wyróżnienie własne)

*

5390. 77/366

jed­no ferrari w funkcji kartonika. dwie kocie dziewczynki. troje upartych Ludzi podarowało drzewku w branch of Ębo niemożliwy czas.

77/366

   
   
fot. Gepardzica, fragmenty.

sobota, marca 16, 2024

5389. Łódeczka dla Białego Kruka


Autor(ka) nie do ustalenia.

Nikt nie jest ostatecznie martwy, dopóki nie uspokoją się zmarszczki, jakie wzbudził na powierzchni rze­czy­wi­sto­ści  […]. Czas trwania czyjegoś życia to tylko jądro rze­czy­wistego istnienia.
Terry Pratchett, Kosiarz*

___________
  *  [w:] Rob Wilkins, Terry Pratchett. Życie z przypisami, przeł. Piotr W. Cholewa, Insignis Media, Kraków 2023.

*

Edvard Grieg, Suita Peer Gynt, Solveig's Song,
Malmö Symphony Orchestra, Bjarte Engeset (dyrygent),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #42.

środa, marca 13, 2024

5388. W piórach (VI)

5387. Czekariat (LXXI)

Jest również czas zatrzymany — mierzony pamięcią, uczuciem, gestem.

Jest i ten za­trza­śnię­ty elegancko w pikselach. Gdy tylko zobaczyłam to zdję­cie, wiedziałam, że będzie dla mnie zdjęciem roku 2024. Hipnotyzuje mnie, za­chwy­ca, uruchamia myśli o najważniejszym, którego nie chcę przegapić. Robi to wszystko raz za razem niezmiennie i wciąż.


fot. Saxifraga.

[…]  zegary ogniowe, wodne, klepsydry, zegary słoneczne. Jest „czas, który znaleźliśmy” – rok, miesiąc i dzień, oraz „czas, który wymyśliliśmy” – tydzień, godzina i minuta.*
Terry Pratchett
(1948–2015)

___________
  *  [w:] Rob Wilkins, Terry Pratchett. Życie z przypisami, przeł. Piotr W. Cholewa, Insignis Media, Kraków 2023.

5386. Poza słowami (II)   // 73/366

gdybyś tylko mógł, zadzwoniłbyś, by mi powiedzieć, że już przekwitły. osiem dni temu kwitły. niech tu pozostaną.

73/366


fot. Hawwa, fragment.

*

Carl Maria von Weber, Siedem wariacji na temat opery Silvana B-Dur,
Davide Bandieri (klarnet), Matteo Fossi (fortepian),
Variation I [on the:] White Raven’s Favorites Playlist 2022, #29.

poniedziałek, marca 11, 2024

5385. W warzywniaku (IV)

(przy akompaniamencie włoskich piosenek* ruszyła
na podłogę* na wieczorną porcję* ćwiczeń
)
Jabłoń:
(wciąż na czworakach, po skończonym
czworakowaniu**, kiwa się w rytm melodii
)

Sadownik:
Ćwiczysz jeszcze czy tańczysz?

Jabłoń:
Tańczę!

🍆

__________
   *  jak co dzień.
  **  stymuluje koordynację półkul mózgowych.


[dostęp: 11.03.2024], źródło.

niedziela, marca 10, 2024

5384. Zamieniając ziarnka piasku w perły (VI)

moralna wyższość
to zawsze pułapka.
*
nasze super moce nie mają źródła
w uzgodnionej rzeczywistości.
*
znajdź w tym,
co się wydarza,
prawdę.
KD • Teachers
napięcie między dwojgiem ludzi
jest ich wspólnym dziełem.
*
energia człowieka jest święta!
*
poczekaj, aż to, co do ciebie mówi druga osoba,
wyląduje w tobie; wtedy to cię przemieni.

czym innym jest odpuszczać, bo podążasz za swoim procesem*, czym innym odpuszczać z bezsilności.
KD•T 

___________
  *  cywile nazywają to losem, prze­zna­cze­niem, życiem.