Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Niedzielne odliczanie literek, raz. Druga połowa kwietniowego deputatu na włoskie literki. Przyciągnęła mnie pastelowymi kolorami, delikatnością kreski, tym jak kolor i kreska swoją mocą pomagają osobie czytającej kontaktować się z jej osobistymi pokładami wrażliwości.
A opowieść? W sumie jest o tym, by pamiętać, że możemy być ważni dla siebie nawzajem, możemy siebie wybierać (pięknie pojemna dwuznaczność!), że mamy czym się dzielić, gdy zaufamy sami sobie, a nie tylko wtedy, gdy zaufamy innym. Jest moc i miłości, i przyjaźni i życia, i…
La mamma ha mandato Nina
e Tommy nel bosco a raccogliere
qualche legnetto per accendere
il fuoco. [Mama wysłała Ninę / i Tomasa do lasu, by zebrały kilka gałązek na rozpałkę.]
🖇
All’improvviso Nina lo vedo... [Nagle Nina go zobaczyła…]
🖇
...È un uccellino. […To jest ptaszek.]
È morto?
No, è soltanto svenuto. [Jest martwy? Nie, tylko zemdlał.]
🖇
Sarà caduto dal letto? [Może wypadł z łóżka?]
🖇
Ma non ci sono nidi nei paraggi. [Ale nie ma gniazd w pobliżu.]
“Non possiamo lasciarlo qui”
pensa Nina. [„Nie możemy go tu zostawić” – pomyślała Nina.]
🖇
All’ultimo momento, però,
le viene un dubbio. [Ale w ostatnim momencie nabrała wątpliwości.]
“Magari i suoi genitori lo stanno
cercando forse è meglio
non spostarlo.” [„Pewnie jego rodzice właśnie / go szukają, może lepiej /
go nie przenosić.”]
«Tu torna a casa ad avvertire
mamma e papà. Io resto
a prendermi cura di lui» [ – Ty wrócisz do domu zawiadomić / mamę i tatę. Ja zostanę, / by się nim zaopiekować.]
🖇
Nina prova a svegliarlo
ma l’uccellino dorme
profondamente. [Nina próbuje go obudzić, ale ptaszek śpi / głęboko.]
🖇
Nina inizia a costruire un nido. [Nina zaczyna budować gniazdo.]
«Così sarai più comodo, Ciuffetto.» [Tak będziesz miał wygodniej, Grzyweczku.]
🖇
«Com’è piccino!» esclamano
inteneriti mama e papà. [ – Jaki malutki! – krzyknęli / wzruszeni mama i tata.]
🖇
Nina dorme come un sasso. [Nina śpi jak kamień.]
Ciuffetto ha aperto gli occhi!
Sembra vispo e molto affamato. [Grzyweczek otworzył oczy! Wygląda na żwawego i bardzo wygłodniałego.]
🖇
🖇
Passano alcuni giorni molto
impegnativi. [Mijało wiele bardzo wymagających dni.]
Finché, una mattina,
Nina è svegliata
da un concerto di cinguettii.
I genitori di Ciuffetto
sono arrivati! [Aż do pewnego ranka, / gdy Ninę obudził / koncert ćwierkania. Rodzice Grzyweczka / przylecieli!]
🖇
«È da giorni che lo stiamo cercando»
dice il papà di Ciuffetto. [ – Od wielu dni go szukamy – / powiedział tata Grzyweczka.]
🖇
Dopo tanti affettuosi
ringraziamenti, per Ciuffetto
e i suoi genitori è tempo di partire. [Po wielu serdecznych / podziękowaniach na Grzyweczka
i jego rodziców jest czas, by ruszyć w drogę.]
🖇
Qualche mesi dopo,
Ciuffetto torna a trovare Nina.
Com’è cresciuto! [Kika miesięcy później / Grzyweczek wraca odwiedzić Ninę. / Jak wyrósł!]
🖇
[ – Teraz to on / zabiera ją na spacer.]
🖇
Una cosa è certa: i due
resteranno amici per la vita. [Jedna rzecz jest pewna: tych dwoje pozostanie przyjaciółmi przez całe życie.]
Clothilde Delacroix, Nina e Ciuffetto,
przeł. Simona Mambrini,
Babalibri, Milano 2022.
Dwuniedzielne odliczanie literek, pięć. Odnotowane w cieniu wspomnienia po niedzieli. Dwa tygodnie temu włóczyłam się po wirtualnej księgarni z myślą, by tylko, wyłącznie i jedynie rozejrzeć się, na co mogłabym mieć ochotę w niedalekiej przyszłości kwietniowej dostawy włoskich literek. Włóczyłam się i włóczyłam, nie napinając specjalnie żyłki przestrzegania książkowych reguł gry. Ale gdy tylko zobaczyłam zieloność na okładce, nie było już mocnych, żyłka dotrzymywanych postanowień pękła z hukiem. Klik, klik, jeszcze drugi drobiazg, by wyzerować koszty przesyłki, pięć dni przebierania nóżkami a potem… wyłącznie zachwyt!
Mechanizm obronny zwany projekcją w kresce i kolorze, wytłumaczony na przykładach, możliwe? Ano! Właśnie o tym jest ta wspaniała książeczka. A historia? Wcale nie zamierzchła w moim przypadku. Kamieniem nie rzucę, zmianie uległy wymówki, są mniej różnorodne: do końca rozdziału, jeszcze tylko trzy strony, jeden akapit, dwie linijki, tylko rzucę okiem na podczytnik, okładkę, tytuł, stronę redakcyjną… Jestem nudnym, przewidywalnym potworem, ale radość z tej formy istnienia nigdy nie jest do przewidzenia.
«A letto, piccolo mostro!
Guarda che ti prendo...» [ – Do łóżka, potworze! / Zobaczysz, złapię cię…]
🖇
«Calmati, piccolo mostro,
altrimenti papà si arrabbia! Capito?»
«No, in braccio no!»
«E va bene, ti metto giù. Dai un baccio
alla mamma e poi a letto, d’accordo?» [ – Uspokój się, mały potworze, / w przeciwnym razie tata się wkurzy! Zrozumiano?
– Nie, na rękach, nie!
– Dobrze, postawię cię na podłodze. Daj buziaka / mamie a potem do łóżka, dobrze?]
🖇
«No, il bacio alla mamma no!»
«Allora è la mamma che tu dà un bacione.
Buonanotte tesoro!» [ – Nie, buziak mamie, nie!
– Cóż, to mama da ci całusa. / Dobranoc, skarbie!]
🖇
«Si dà sempre il bacio della buonanotte.»
«No!»
«Ti avverto, piccolo mostro,
non si scende più! Forza, a letto...»
«In braccio.» [ – Zawsze daje się buziaka na dobranoc.
– Nie!
– Ostrzegam cię, mały potworze, / nie ma już schodzenia na dół! Dalej, do łóżka…
– Na rękach.]
🖇
«Ma no, così è disgustoso!
Ti ho detto mille volte che lo spazzolino
da denti non serve per pulire il rubinetto.»
[ – Nie, tak jest obrzydliwie!
– Mówiłem ci tysiąc razy, że szczoteczka / do zębów nie służy do czyszczenia kranu.]
🖇
«Allora, hai fatto tutto?
Guarda che poi non c’è tempo
per leggere un libro...
Hai finito? Finalmente!
Forza, di corsa in camera tua,
piccolo mostro!»
[ – Więc, zrobiłeś wszystko? / Zobaczysz, potem nie będzie czasu / na czytanie książki… / Skończyłeś? Nareszcie! / Dalej, w podskokach do łóżka, / mały potworze!]
🖇
«Attento! Così cadi!
Ancora quello? Scegli sempre lo stesso...
Questa sera è papà che sceglie un libro,
va bene?»
«No!»
«Ah, d’accordo.»
[ – Uważaj! Zaraz spadniesz! / Jeszcze to? Zawsze wybierasz tę samą… / Dziś wieczorem tata wybiera książkę, / OK?
– Nie!
– Acha, dobra.]
🖇
«Vieni vicino a me, calmati un po’.
E dopo fai la nanna...
Quella sera Max si mise il costume da lupo
e ne combinò di tutti i colori e anche peggio...
Ecco, la storia è finita!
A letto, mio caro piccolo mostro.»
[ – Przysuń się do mnie, uspokój się troszkę. / A potem spróbujesz usnąć… / Tego wieczoru Max założył kostium wilka / a składał się on ze wszystkich kolorów, a nawet gorzej… / O, bajka się skończyła! / Do łóżka, mój kochany, mały potworze.]
🖇
«Eh no! Adesso mi arrabbio!
Il letto serve per dormire, non per saltare.»
«Ho sete!»
«Un’altra scusa per non dormire!
Hai già bevuto abbastanza...»
«Aaaaargh! Muoio di sete!»
«Va bene, vado a prenderti
un bicchiere d’acqua.»
[ – O, nie! Teraz jestem wściekły! / Łóżko służy do spanie, nie do skakania. /
– Chce mi się pić! /
– Kolejna wymówka, by nie spać! Wypiłeś już dość… /
– Buuu, umieram z pragnienia! /
– OK, idę przynieść ci szklankę wody.]
🖇
[…]
«Un bacio alla mamma!»
«Non ci credo! Non se ne parla nemmeno!
Sai benissimo che dovevi darle un bacio
quando eri giù da basso...
Sei davvero un piccolo mostro!»
[ – Buziaka mamie! / – Nie ma mowy! To nie wchodzi w rachubę! / Wiesz doskonale, że powinieneś dać jej buziaka kiedy byłeś na dole… / Naprawdę jesteś małym potworem!]
🖇
«Adesso chiudi gli occhi e fai
una bella nanna fino a domani.
Buonanotte, tesoro!»
[ – Teraz zamknij oczy i miej / dobry sen aż do rana. / Dobranoc, skarbie!]
[ – Dobranoc, tato-potworze!]
Mario Ramos, A letto, piccolo mostro!, przeł. z jęz. francuskiego Federica Rocca,
Bababum di Babalibri, Milano 2014.
(wyróżnienie oryginalne)
Dwuniedzielne odliczanie literek, cztery. Odnotowane w cieniu wspomnienia po niedzieli. Stary, dobry Fromm i nowy dla mnie, wyśmienity wybór Jego wykładów. No i jaki tytuł! Miód na moje serce. Stare, ponadsiedemdziesięcioletnie słowa, nie trącą myszką*. Brzmią świeżo, zaskakująco precyzyjnie diagnozując również czas, w którym przyszło nam żyć.
__________ * poza kilkoma zgrzytami; mój ulubiony — dziś nikt nie odważyłby się wypowiedzieć publicznie z aprobatą tych słów:
Dziś
[…] większość „brudnych prac” wykonują głównie najniższe warstwy ludności, w USA czarni robotnicy, w Europie Włosi, Hiszpanie, tureccy gastarbeiterzy – oraz kobiety.
🖇 🖇
Analiza współczesnych metod produkcji i analiza psychicznych zdolności przystosowania, przy pomocy których człowiek próbuje sprostać wymaganiom obecnej gospodarki, wykazuje, iż od człowieka wymaga się postaw psychicznych i dążeń
[…] – cech społecznych […], które powodują u niego chorobę psychiczną. To co jest korzystne dla funkcjonowania obecnego systemu ekonomicznego, okazuje się być szkodliwe dla psychicznego zdrowia człowieka. Zatem to, dzięki czemu ktoś w dzisiejszym społeczeństwie osiąga sukces, przy bliższym przyjrzeniu okazuje się niekorzystne dla jego zdrowia psychicznego. Dlatego powstaje podejrzenie, że to co normalne, stanowi wyraz chorobliwego rozwoju.
∘
Fakt, iż nie odbieramy pustki/wypalenia i dewaluacji/obniżenia wartości człowieka i uzależnienia od rynku jako czegoś anormalnego, stanowi wyłącznie oznaką tego, co Fromm
[…] określa patologią normalności.
Rainer Funk [w:] Przedmowa.
🖇 🖇
Myślę, że świat, w którym żyjemy, jest jednym z najlepszych ze światów, jaki ludzka rasa kiedykolwiek zbudowała, co nie znaczy zbyt wiele, ponieważ jak dotąd ludzkość nie zbudowała wielu dobrych światów i niemało tu można krytykować, przynajmniej z punktu widzenia obserwatora tego, co się dzieje. Niemniej jednak taka jest moja pierwsza reakcja, kiedy słyszę, że jest to okropny świat, ponieważ jeśli się zapoznać z tym, co się działo na świecie w ciągu ostatnich pięciu, sześciu tysięcy lat, można powiedzieć, że jest to mimo wszystko jeden z najbardziej udanych eksperymentów i nawet przy jego ogromnych wadach jest czymś, co niesie nadzieję na naprawdę konstruktywny rozwój, pod warunkiem że będziemy mieli na tyle zdrowego rozsądku, żeby zrozumieć, co jest potrzebne, i uniknąć tego, czego się da uniknąć.
🖇
Nie ma nic bardziej sprzyjającego tworzeniu niż miłość, o ile jest autentyczna.
🖇
Zamiast tradycyjnego pojęcia pracy jako przyjemności, pracy jako obowiązku, dwie cechy naszej współczesnej religii to otaczanie czcią produkcji i konsumpcji, przy czym żadna z tych cech nie jest powiązana z rzeczywistością, która ma sens z punktu widzenia ludzkiej egzystencji.
🖇
[…]
człowiek nie ulega wzbogaceniu, lecz okaleczeniu przez proces produkcji, ponieważ żadna z jego zdolności nie może zostać wykorzystana ani rozwinięta.
Trudno, żeby było inaczej w systemie, w którym produkuje się dla zysku, jaki przynosi artykuł, a nie dla jego wartości, czy to społecznej, czy kulturowej.
🖇
Obecnie nie używamy już języka jedynie w celu porozumiewania się, ale w znacznym stopniu w taki sposób, że słowa stały się prawie tym samym co pieniądze, abstrakcją prawdziwych doznań, które wymieniamy podczas komunikowania się z innymi, nie odwołując się do konkretnych doświadczeń. Pytamy człowieka, który jest głęboko nieszczęśliwy, jak się czuje, a on mówi: „Dziękuję, dobrze”. Można powiedzieć, że jest w tym jakaś duma, ale ja myślę, że głównym powodem jest to, iż nikt nie oczekuje, że ten drugi jest naprawdę zainteresowany, i że słowa się nie liczą.
🖇
Radość, energia, szczęście – wszystko to zależy od stopnia naszego związku, naszego zainteresowania, to znaczy stopnia kontaktu z istotą naszych uczuć, istnieniem innych, postrzeganiem ich nie jako abstrakcji, na które możemy patrzeć jak na towar na targu; poza tym w owym procesie związania doświadczamy samych siebie jako ludzi istniejących w związku ze światem.
🖇
[…]straciliśmy kontakt z wszelkimi realiami, oprócz stworzonych przez człowieka realiów biznesu, organizowania rzeczy, którymi możemy manipulować. Stykamy się z artefaktami. Stykamy się ze społeczną rutyną i odwołujemy się do tego, co tworzy jeszcze więcej rzeczy, ale nie stykamy się z podstawowymi realiami ludzkiej egzystencji. Nie mamy kontaktu z naszymi uczuciami, z tym, co naprawdę czujemy, z naszym szczęściem, naszą niedolą, z naszym lękiem i wątpliwościami, i wszystkim tym, co się dzieje w człowieku. Nie mamy kontaktu z naszym kolegą czy naturą. Mamy jedynie kontakt z małą częścią świata stworzoną przez nas samych i w rzeczywistości bardzo się boimy sięgnąć głębiej.
🖇
Na ogół mówi się, że aby działać, trzeba umieć myśleć. Myśl jest pierwsza, a dopiero potem pojawia się sensowne działanie. Jestem pewien, że to prawda, ale prawdą jest także coś innego, mianowicie coś zupełnie odwrotnego.
🖇
[…]
musimy uznać, że człowiek powinien mieć układ odniesienia, przedmiot zaangażowania, że jego życie powinno mieć sens; musimy mieć cel, który wychodzi poza samo rozmnażanie się.
🖇
[…]
uważam także, iż musimy zacząć od siebie. Jeśli ktoś mówi o polityce i zmianach społecznych, nie zastanowiwszy się nad własną postawą, nie zmieniwszy czegoś w sobie samym, wówczas wszystko to jest jałowe lub niebezpieczne, ponieważ to, do czego dążymy, co pragniemy stworzyć, nie jest powiązane z wewnętrznym doświadczeniem.
🖇
Humanistyczne pojęcie zdrowia psychicznego to pojęcie całkowicie odmienne. Zdrowie psychiczne nie jest tutaj określone przez należyte funkcjonowanie w jakimś konkretnym społeczeństwie, ale przez kryteria właściwe dla samego człowieka.
[…] Ale jak dotychczas zawsze istniał konflikt między interesami indywidualnymi a interesami danego społeczeństwa i dlatego te dwa pojęcia zawsze były odmienne. Jednak rzeczywiście ci, którzy przedstawiają zorientowane na społeczeństwo pojęcie zdrowia psychicznego, zawsze czynią to tak, jakby pojęcie to było tożsame z pojęciem zdrowia psychicznego zorientowanym na człowieka. Innymi słowy, utrzymują, że to, co jest dobre dla konkretnego społeczeństwa, jest także dobre dla człowieka. I większość ludzi w to wierzy.
🖇
[…]
im Boga czynimy bogatszym, tym sami stajemy się biedniejsi.
🖇
Chciałbym powiedzieć, że wielce osobliwym i paradoksalnym zjawiskiem jest fakt, że ostatnie czterysta lat, od końca średniowiecza, to stulecia strachu. A świat nigdy nie był tak bezpieczny jak obecnie. Ale nigdy na świecie nie było takiej niepewności jak obecnie.
🖇
Większość postaw jest wynikiem historii grupy,
do której dany człowiek należy.
🖇
Według relatywistów każda norma jest słuszna, jeśli tylko zostanie przyjęta przez daną kulturę, czy jest nią zabójstwo, czy miłość. Zgodnie z humanizmem pewne normy są nieodłączne od sytuacji egzystencjalnej człowieka, a ich naruszenie powoduje skutki niebezpieczne dla życia.
🖇
[…] współczesna epoka wolności i indywidualizmu walczy z autorytetami i głosi jako ideał całkowity ich brak. Jednakże brak wyraźnego autorytetu przyczynia się do zwiększenia wpływu autorytetów anonimowych, co z kolei prowadzi do niebezpiecznego konformizmu.
🖇
[…]
nasz system edukacji tylko w niewielkim stopniu stymuluje krytyczne myślenie i wpływa na ukształtowanie charakteru.
🖇
Trwa poważny kryzys systemu patriarchalnego, skupiony wokół obowiązku i posłuszeństwa jako wartości najwyższych, nie życia, zainteresowań, rozwoju, aktywności, gdzie wyznaczonymi celami są mieć i używać, nie zaś być. Nie jest rzeczą zaskakującą, że […] ludzie zaczynają się zastanawiać, czy wewnętrzna przyjemność, której źródłem jest aktywność, nie mogłaby przeważać nad pochodzącą z zewnątrz przyjemnością związaną z pieniędzmi i konsumpcją.
Erich Fromm, Patologia normalności, przeł. Stefan Baranowski, Robert Palusiński,
Wydawnictwo Vis-à-vis Etiuda, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)
Nauki społeczne dzisiaj (z kilkoma godnymi uwagi wyjątkami) pod wrażeniem sukcesu i prestiżu nauk przyrodniczych próbują zastosować ich metody, aby posunąć do przodu naukę o człowieku. Nie tylko nie zadają sobie pytania, czy metody uzasadnione w wypadku badania obiektów fizycznych znajdują także uzasadnienie w wypadku badań nad człowiekiem, ale nie pytają nawet, czy pojęcie metody naukowej nie jest naiwne i przestarzałe. Wierzą, że jedynie taką metodę, która mierzy i waży, można nazwać naukową, zapominając, że najbardziej obecnie zaawansowane nauki przyrodnicze, takie jak fizyka teoretyczna, posługują się śmiałymi hipotezami opartymi na pomysłowym wnioskowaniu. Według Einsteina nawet intuicją nie powinno się gardzić. Wynikiem tego naśladowania błędnie pojmowanej metody naukowej jest to, że badane problemy określa metoda „faktów i liczb”.
Dwuniedzielne odliczanie literek, trzy. Czytanych w tygodniu, w którym francuzi zmodyfikowali konstytucję, uznając prawo kobiet do decydowania o sobie, ale też uznając ich mądrość, że dadzą radę podjąć najlepszą dla siebie decyzję. Kolorytu czytaniu dodali święci polscy politycy, którzy od dziesięcioleci nie potrafią pojąć, że prawo nie jest obowiązkiem, a ich sumienia powinny już dawno zdecydowanie odczepić się od kobiet, o których nic nie wiedzą, a których życie meblują, bez względu na to, jaką decyzję te kobiety podejmują.
Znamienne dla mnie jest, że kolejne części tego zbioru ukazały się oryginalnie odpowiednio w 2000, 2016 i 2022 roku. Wymagały właściwego Czasu, by opowiedzieć (poziom indywidualny) te historie, by inni byli w stanie je usłyszeć (poziom społeczny). Nie zaczynajcie czytać tej książki, jeżeli nie chcecie ubrudzić swoich zacnych przekonań. Nie da się zapomnieć wrażenia, jakie te literki robią na czytającej je osobie, szczególnie, gdy jest kobietą.
Czas ruszył wraz z tą historią i ciągnie mnie z sobą, czy tego chcę, czy nie. Wiem już, że jestem zdecydowana dojść do końca, cokolwiek się stanie, podobnie jak byłam zdecydowana w wieku dwudziestu trzech lat, kiedy podarłam zaświadczenie o ciąży.
[…]
Postaram się przede wszystkim schodzić w głąb każdego obrazu aż do momentu, gdy fizycznie odczuję, że go „dotykam”, i gdy pojawią się jakieś słowa, o których będę mogła powiedzieć: „To jest to”.
🖇
Potajemność aborcji takiej jak moja to już historia, lecz według mnie nie ma powodu, by pozostawić ją zagrzebaną gdzieś głęboko, nawet jeśli paradoks sprawiedliwego prawa polega niemal zawsze na tym, że w imię zasady „to już przeszłość” zobowiązuje się dawne ofiary do milczenia, więc w rezultacie milczenie kryje to, co zdarzyło się przedtem i potem.
🖇
Niejasno dopatrywałam się związku pomiędzy klasą społeczną, z której pochodziłam, a tym, co mi się przytrafiło. Jako pierwsza z rodziny robotników i drobnych sklepikarzy uniknęłam fabryki i lady sklepowej, poszłam na studia. Ale ani matura, ani licencjat z literatury nie zdołały odwrócić fatum dziedziczenia biedy, której emblematem, podobnie jak alkoholizm, była dziewczyna w ciąży. Dałam się złapać za dupę i to, co we mnie rosło, było w pewnym sensie społeczną porażką.
🖇
Dziewczyny takie jak ja psuły lekarzom dzień. Bez pieniędzy, bez znajomości – w przeciwnym razie nie lądowałyby u nich, szukając po omacku – zmuszały ich, by przypomnieli sobie o prawie, które mogło ich posłać do więzienia i na zawsze zakazać wykonywania zawodu. Nie mieli odwagi powiedzieć prawdy: że nie w głowie im ryzykować utratę wszystkiego dla pięknych oczu jakiejś panienki na tyle głupiej, że dała sobie zrobić bachora. Chyba że jeden czy drugi szczerze wolałby umrzeć, niż złamać prawo, które pozwalało umierać kobietom. Ale wszyscy oni myśleli zapewne, że nawet jeśli uniemożliwia się kobietom usunięcie ciąży, one i tak znajdą sposób.
[…] By przestać zapadać się w te obrazy i chwycić się niewidzialnej, abstrakcyjnej, nieobecnej w pamięci rzeczywistości, która wyrzucała mnie na ulicę w poszukiwaniu nieistniejącego lekarza, a która nazywała się prawo.
🖇
Przeżycie czegoś, cokolwiek to było, daje niezbywalne prawo do pisania o tym. Nie ma prawd gorszych.
🖇
Czułam się opuszczona przez świat, przez wszystkich z wyjątkiem tej starszej kobiety w czarnym płaszczu, która towarzyszyła mi, jakby była moją matką.
🖇
[…]
zrozumiałam, że chodzi o dwudziestoletnią dziewczynę bez męża. Nie pozbyła się ciąży, ale nie traktowano jej lepiej niż mnie. Dziewczyna po aborcji i panna z brzuchem z biednych dzielnic Rouen jechały na tym samym wózku. Być może okazywano jej więcej pogardy niż mnie.
🖇
Miałam wrażenie, że to już nie ten sam świat. Twarze przechodniów, samochody, tace na stołach w stołówce, wszystko, co widziałam, zdawało się przepełnione znaczeniami.
Dziewczyna z fotografii to obca osoba, która zostawiła mi w spadku swoją pamięć. […]
Dziewczyna z 1958 roku, która mimo dzielących nas pięćdziesięciu lat potrafi wyskoczyć ni stąd, ni zowąd i wywołać wewnętrzną panikę, żyje we mnie w ukryciu i nie da się jej usunąć.
🖇
Jak wskrzesić absolutną niewiedzę i oczekiwanie na to, co jest wówczas całkowitą zagadką i cudem istnienia – wielkim sekretem, o którym od dzieciństwa rozmawia się szeptem, ale którego w tych czasach nigdzie się nie opisuje ani nie pokazuje?
🖇
Czy powinnam nieustannie przeplatać dwie perspektywy historyczne – 1958 i 2014? Marzy mi się zdanie, które zawierałoby jedną i drugą, bez zgrzytów, po prostu na zasadzie nowej składni.
🖇
W każdej minucie na ulicach, w różnych open space’ach, w metrze i w salach wykładowych miliony powieści piszą się rozdział po rozdziale w ludzkich głowach, są wymazywane, poprawiane i wszystkie umierają, ponieważ ziściły się lub nie.
🖇
Dziesięć lat, krótko w perspektywie historii, ogromnie długo na początku życia – to tysiące dni i godzin, w ciągu których znaczenie rzeczy przeżytych pozostaje niezmienne i wstydliwe.
🖇
Czuje dumę tego, kto czegoś doświadczył, posiadł nową wiedzę, choć nie potrafi zmierzyć ani wyobrazić sobie, do czego ta wiedza doprowadzi w najbliższych miesiącach. Przyszłość nowych zdobyczy jest nieprzewidywalna.
Nie spotkała ludzi podobnych do siebie, to ona nie jest już taka sama.
🖇
Jak jesteśmy obecni w istnieniu innych, w ich wspomnieniach, sposobie bycia, wreszcie w samych działaniach?
🖇
Zastanawiam się, co to znaczy, że jakaś kobieta odtwarza sceny sprzed ponad pięćdziesięciu lat, do których jej pamięć nie potrafi dodać niczego nowego. Czy może stać za tym przekonanie inne niż to, że pamięć jest formą poznania? Jakie pragnienie – wykraczające poza chęć zrozumienia – kryje się w jej determinacji, by wśród tysięcy rzeczowników, czasowników i przymiotników znaleźć te, które dadzą pewność – złudzenie – że osiągnęło się najwyższy możliwy stopień realności?
🖇
Opowiadam się za niezdecydowaniem: otrzymanie kluczy do zrozumienia wstydu nie daje mocy jego wymazania.
🖇
[…]
nie rozumiemy tego, co przeżywamy, w chwili, gdy się nam to przydarza.
🖇
Prawda innych – która przecież jest niczym w porównaniu z tym, o czym nie mają pojęcia, i która sprawia, że podskakują ze zdziwienia, kiedy się dowiadują, „Kto by pomyślał, kto by uwierzył?” i tak dalej – jakie znaczenie ma dla mnie dzisiaj, kiedy piszę?
🖇
[…]
miałam potrzebę zadać pytanie, które rzadko pojawia się w literaturze: jak u progu życia radzimy sobie z przymusem ustalenia, co będziemy robić w przyszłości, z momentem wyboru i wreszcie z poczuciem, że się jest albo nie jest tam, gdzie się być powinno?
🖇
Wydarzenia naprawdę nas zmieniają.
🖇
W ostatecznym rozrachunku okazało się to zadziwiająco łatwe,
[…] choć tkwiąc na dnie, zupełnie tego nie podejrzewałam.
🖇
[…]
liczy się nie to, co się zdarza, lecz to, co robimy z tym, co się zdarzyło.
🖇
Nie wiem, czym jest ten tekst. Nawet to, za czym się uganiałam, pisząc tę książkę, się rozpłynęło. Znalazłam w papierach swoisty zapis intencji:
Zbadać rozziew między oszałamiającą realnością tego, co się dzieje, w momencie, kiedy to się dzieje, a dziwną nierealnością, jakiej nabiera to, co się zdarzyło.
Mówił „stop” albo „już” zamiast „dziękuję”, kiedy przy stole nakładałam mu jedzenie.
[…]
Fakt, że zauważałam te sygnały – i być może, co jeszcze subtelniejsze, że nie wzbudzały one we mnie żadnej reakcji – stanowił dowód na to, że nie należę już do tego samego świata co on. Przy moim mężu czułam się kiedyś dziewczyną z ludu, przy nim byłam burżujką. Był nosicielem pamięci o moim pierwszym świecie .
🖇
Miałam świadomość, że było to jakąś formą okrucieństwa wobec tego młodego mężczyzny, dla którego rzeczy działy się po raz pierwszy. Gdy mówił o planach na wspólną przyszłość, odpowiadałam niezmiennie: „Teraźniejszość wystarczy”, nigdy nie wyjaśniając, że teraźniejszość jest dla mnie jedynie zduplikowaną przeszłością.
🖇
Moje ciało pozbyło się wieku. Trzeba było zdecydowanej dezaprobaty w spojrzeniu ludzi siedzących obok nas w restauracji, żeby mi o nim przypomnieć. Spojrzeniu, które nie tylko mnie nie zawstydziło, lecz wzmogło moją determinację, by nie ukrywać związku z mężczyzną, „który mógłby być moim synem”, skoro byle facet po pięćdziesiątce może afiszować się z dziewczyną na pewno niebędącą jego córką i nie spotyka go za to cień potępienia.
🖇
To, co czułam w tej relacji, nie dawało się wyrazić, mieszały się w tym seks, czas i pamięć.
[…]
Jak wszyscy, którzy naruszają normy społeczne, od razu wyłapywaliśmy pary podobne do nas. Wymienialiśmy z nimi porozumiewawcze spojrzenia. Potrzebowaliśmy podobieństwa. W świecie zewnętrznym nie sposób było zapomnieć, że przeżywamy tę historię na oczach społeczeństwa, co przyjmowałam jako wyzwanie, by zmienić obowiązujące konwencje. […]
A. zauważył, że jesteśmy trudniejsi do zaakceptowania niż para jednopłciowa.
🖇
Rzeczy niezapisane nie doszły do końca, zostały tylko przeżyte.
🖇
Coraz częściej wydawało mi się, że mogę piętrzyć obrazy, doświadczenia, lata i nie czuć nic poza powtórzeniem.
[…]
Była jesień, ostatnia w XX wieku. Odkrywałam, że jestem szczęśliwa, wchodząc w trzecie tysiąclecie sama i wolna.
Dwuniedzielne odliczanie literek, dwa. Kilka dni po premierze na polskim rynku wydawniczym, tęskniąc za Brr, który mi dawno temu pod nos Pratchetta podsunął, zaznaczyłam tę książkę do upolowania. Pewnie jeszcze bardzo długo pod butem Ibukosknery czekałabym na zielone światło, ale otrzymałam tę fenomenalnie napisaną biografię w prezencie, więc maszyna do połykania liter mogła ruszyć. Pod koniec czytania dołączyła wyciskarka łez i przestraszony Sadownik: co się dzieje? Nic, czytam i wyję. A potem jeszcze oglądałam, ale o tym poniżej.
Naucz się latać. Załatw to teraz. I uważaj na siebie.
Walcz!
Terry
[…] u Terry’ego zwykle pojawiał się też ładunek głębinowy z opóźnionym zapłonem. „A jeśli połączyć nas obu w jedno”, dokończył, „można otrzymać jedną mniej więcej porządną istotę ludzką”.
🖇
Z całą pewnością dla Terry’ego istniały opowieści należące do kategorii „zbyt dobra, by sprawdzać”. I oczywiście zawsze było możliwe, że opowieść „zbyt dobra, by sprawdzać” może w szerszym porządku rzeczy dotrzeć do głębszych prawd o życiu niż ta nie tak dobra, a sprawdzona.
🖇
[…]
całkiem szybko odkrył, że istnieją rzeczy wewnątrz rzeczy, światy wewnątrz światów, całkowicie widzialne, praktycznie dotykalne, z pewnością dostępne dla opowieści, jeśli tylko człowiek znajdzie nieco czasu i miejsca, by je zobaczyć.
🖇
W wieku sześciu lat Terry całkiem niewinnie trafił na jedyny relikt katolicyzmu Eileen – nieduży, tani, masowo produkowany drewniany krucyfiks na toaletce w sypialni rodziców. Zabrał go i zaniósł Eileen, wypowiadając nieśmiertelne słowa: „Mamo! Znalazłem taki patyk z akrobatą!”.
Korygujące wyjaśnienie Eileen było tak powściągliwe, że Terry dłużej się nie zastanawiał nad tą dziwnie zawieszoną i poranioną figurą w przepasce biodrowej. […]
„Nie wiem, jaką pociechę [Eileen] znajdowała w tej drobnej twarzy”, mówił Terry, „ale ja teraz widzę w niej oblicze skromnego cieśli, który postanowił przekazać ludziom, by byli dobrzy dla siebie nawzajem… Złotą zasadę tak wielu mądrych ludzi. I za swoje wysiłki został zamęczony na śmierć przez tyrana na żądanie fanatyków. Może więc przekaz powinien być taki, że należy ignorować tyranów i obalać fanatyków”.
🖇
„Powinniśmy w każdym tygodniu wpisywać coś do terminarza, a potem to odwoływać”, mawiał pogodnym tonem. „To jakby dostać wolny dzień”.
🖇
Zresztą, co tu mówić o sięganiu po książki i przedzieraniu się przez nie; Terry’emu przychodziło nawet do głowy, że można coś zyskać samym przebywaniem w ich pobliżu.
🖇
Wszyscy wiemy, jak to działa. Człowiek zaczyna od wypożyczenia kilku książek z biblioteki albo od swojej babci i jest przekonany, że nad wszystkim panuje, że sobie radzi – przecież to tylko pożyczenie, więc o co tyle hałasu? Potem ani się obejrzy, a zaczyna kupować używane książki w antykwariatach, płacić za nie własnymi pieniędzmi i zabierać do domu, żeby mieć na własność, a nawet stawiać na półce w swoim pokoju. W tym punkcie najczęściej jest już po wszystkim i zanim człowiek się obejrzał, znalazł się na najlepszej drodze do całkiem nowych książek i do uzależnienia na całe życie.
🖇
[…]
skuter [dunkley S65] – „zrzędliwy”, jak Terry oceniał jego charakter – gubił łańcuch najwyraźniej dla własnej rozrywki i bawił się, nawalając na wszelkie inne sposoby, poważne i drobne, jakie tylko przychodziły mu na myśl. […]
Jednak dla Terry’ego whippet oznaczał transport, a transport oznaczał swobodę.
[…]. „Mówią, że Dunkley Whippet to teraz pojazd kolekcjonerski”, zanotował Terry po latach. „No więc mogą sobie wziąć do kolekcji mojego, […] ale niech uważają, bo jeśli go wygrzebią, piekło podąży za nimi”.
🖇
„Dawno, dawno temu”, to zawsze jest dobry początek, „żył sobie młody książę…”. A niedługo potem ptak na drzewie w swobodnej rozmowie poinformuje tegoż księcia, że: „Dziewczyna to księżniczka Selena, ale jeśli chcesz ją poślubić, musisz ją najpierw oczarować. Czekoladki, kwiaty i tak dalej”. Początkujący dziennikarz znalazł się już na drodze do mistrzostwa w kpiącym heroizmie, żartobliwie obluzowując śruby konwencjonalnych opowieści, by sprawdzić, jaką radość tym wzbudzi.
🖇
[…]
coś błyszczącego wypadło z kieszonki jego marynarki i po bliższym zbadaniu okazało się sporym kolczykiem w kolorach magenty i ciemnego różu, który na pewno do niego nie należał.
Los właśnie uśmiechnął się do Terry’ego tak ciepło jak nigdy przedtem i jak już nigdy potem.
🖇
Idea, by szkoły stały się bardziej sprawiedliwe, była jedną z tych, które Terry zawsze popierał całkowicie – sam wciąż jeszcze nosił świeże blizny po lekceważeniu okazywanym mu przez nauczycieli. Napisał […] tekst, który ukazał się w maju 1968 roku, z tytułem zaczerpniętym z [Petera] Bandera: „Edukacja nie powinna być polityczną zabawką”.
🖇
Może byłem niedostatecznie usłużny wobec Patcha, gabinetowego kota, znanego też jako Dział Kadr?
[…]
Okazuje się więc, że ze mnie zażartował. Ale okazuje się też, że całkiem zapomniał o tym żarcie.
[…]
Terry jednak wydaje się całkiem zadowolony.
— Chyba ze sto lat czekałem, żeby mieć szansę wypróbowania tego na kimś — oznajmia i patrzy na mnie ciepło, z promiennym uśmiechem.
A potem wraca do pracy. I przez resztę dnia sprawia wrażenie rozjarzonego poświatą głębokiej satysfakcji.
🖇
„Uświadomiłem sobie, co mnie zawsze niepokoiło w tradycyjnym dziennikarstwie informacyjnym”, zanotował. „Zwykle po prostu brakuje czasu, by dotrzeć do prawdy kryjącej się za faktami”.
🖇
Klisze są użytecznymi młotkami i gwoździami wśród narzędzi komunikacji, ale co będzie, jeśli staną się wszystkim?
🖇
Z perspektywy czasu Terry miał w końcu dojść do wniosku, że najlepszym podejściem byłoby pogodzenie się z wilgocią – „uznanie jej”, jak napisał, „za integralną część domostwa i poszukanie sposobów, by mogła nieszkodliwie odparować”.
[…] Kochali miejsce, gdzie się znaleźli – kochali swój domek, kochali ogród, kochali okolicę.
🖇
Butle z winem fermentowały ustawione wokół gazowego piecyka w saloniku, zaraz za żółwiami, w priorytetowej kolejce do ciepła, a Terry i Lyn tworzyli trzeci, zewnętrzny krąg za nimi.
🖇
Stał się znany w całym biurze, a nawet trochę niesławny, z otwierania dyskusji frazą: „Jak mógłbym ująć to w sposób nieobraźliwy?”.
🖇
Więzy przyjaźni w grupie zacieśniały się podczas rozmów przy lunchu. Mieli podobny sposób myślenia i podobne poczucie humoru – inteligentne, zainteresowane nauką i techniką, zanurzone w popkulturze i bezwstydnie nerdowskie. Któregoś dnia dyskutowali, dlaczego grzanka zawsze spada na dół stroną posmarowaną dżemem. Terry wspomniał o swoich kotach, które – w przeciwieństwie do niej – spadają zawsze na cztery łapy. Zaczęli się więc zastanawiać, co się stanie, jeśli kotu przymocować na grzbiecie posmarowaną dżemem grzankę i go zrzucić. Doszli do wniosku, że kot zatrzyma się w powietrzu i będzie wirował, a sytuacja sama nie rozwiąże się w żaden sposób. Ergo, Stół Ośmiu przy lunchu odkrył antygrawitację. Q.e.d. i poproszę o sól.
🖇
Potem był Manic Miner, który – radość nad radościami i przełom nad przełomami – miał własną muzykę, ale za to nie miał opcji „save”, a zatem grając, za każdym razem trzeba było sumiennie pokonywać wszystkie początkowe, łatwe poziomy. Terry zdradził Andrému, że w pokoleniowej adaptacji stosowanej przez Eileen Pratchett [Mama Terry’go] metody „pensa za każdą dobrze przeczytaną stronę” zaczął płacić Rhiannie [córce] za przechodzenie tych męczących wczesnych poziomów; zastępował ją w fotelu i przejmował sterowanie, kiedy gra w końcu robiła się ciekawa. Gry stawały się coraz lepsze i pociągały Terry’ego coraz mocniej.
🖇
„Twoją nagrodą za to, że zrobiłeś coś dobrego”, zwykł mawiać Terry, „jest możliwość zrobienia jeszcze czegoś dobrego”.
🖇
Miał specjalne nazwy dla pewnego rodzaju gapiów na spotkaniach – „toon”, „toto”, jak też „byłfteleizorze” i „nigniesłyszaem”. Wiedział, jak to jest, kiedy podpisuje się książki, słysząc w tle, jak to nazywał, „szemranie” takich uwag. Kiedyś w Milton Keynes, kiedy trochę spóźniony przeciskał się przez tłum do stolika, zatrzymał go ochroniarz.
— Przepraszam, kolego — powiedział — ale koniec kolejki jest tam”.
Terry odwrócił się bez słowa i odszedł na wskazany koniec.
— To wasz szczęśliwy dzień — oznajmił czekającym i zaczął podpisywać ich książki.
🖇
Jeszcze inni, niezbyt konkretnie, chcieli się dowiedzieć, jak to wszystko zrobił. „Jaki był skrót?”, wydawało się brzmieć właściwe pytanie, często ukryte między wierszami.
— Oni chyba oczekują, że wskażę im guzik, który mogliby nacisnąć — mawiał Terry. — Albo stronę w sieci, na którą mogliby zajrzeć, albo kurs korespondencyjny, na który mogliby się zapisać.
Dało się wyczuć, że uczciwa odpowiedź, jakiej im udzielał – że w jego przypadku wymagało to długich godzin pisania, często w nietypowych porach dnia, plus spotkał go nieodzowny traf niewytłumaczalnego szczęścia – nie jest dokładnie tym, co chcieliby usłyszeć. Mimo to odpowiadał tak bez ogródek.
🖇
Nazywał to Doliną Chmur. Pisanie powieści było niczym wędrówka z jednego jej końca na drugi. Dolinę pod nami wypełniała mgła, ale przy odrobinie szczęścia widzimy ze swojego miejsca drugą stronę; widzimy też całkiem wyraźnie wystające ponad mgłę czubki jednego czy dwóch drzew lub innych charakterystycznych obiektów. Zadanie polega więc na tym, by ruszyć w stronę któregoś z nich – zanurzyć się w mgłę i zobaczyć to, co po drodze stanie się widoczne, pamiętając jednak zawsze, żeby wynurzyć się w miejscu, które wybraliśmy sobie po drugiej stronie.
🖇
Najmocniejszy komputer przeznaczony był do gier, nie do pisania. Terry nie czuł potrzeby tłumaczenia się z tego.
🖇
Walijski powieściopisarz kupił sobie wystąpienie w przyszłej książce Terry’ego Pratchetta za 2200 funtów podczas aukcji charytatywnej […]. [Ken] Follett powiedział Terry’emu, że chciałby być olbrzymem. Autor zaś spojrzał tylko na niego i zapytał: „Jak chcesz zginąć?”.
🖇
Doszedłem do tego!, oznajmił któregoś ranka, wpadając do Kaplicy z tryumfalną miną. „Najważniejsze w piłce nożnej jest to, że wcale nie chodzi w niej o piłkę nożną!
🖇
Adrenalina może pomagać, ale prędzej czy później zapasy się wyczerpią i wiadro uderzy o dno studni.
🖇 🖇 🖇
Takie są zwykle problemy związane z amatorską diagnozą. Roztargnienie, zaabsorbowanie myślami, to, jak nieobecny często się wydawał, choć przecież fizycznie był na miejscu, niedostateczna uwaga poświęcana koszulom, guzikom, przedmiotom nieożywionym i innym ludziom… tak wiele znaków wczesnego alzheimera okazywało się również oznakami typowymi dla zapracowanego autora.
Poza tym był przecież całkiem sprawny, prawda?
🖇
— Chodź tutaj! Co z nią zrobiłeś?
Zszedłem na dół.
— Co zrobiłem z czym?
Wpatrywał się w klawiaturę.
— Z „S”. Zabrałeś gdzieś „S”. Gdzie jest?
Byłem zdumiony. Podszedłem do niego i podążyłem za jego wzrokiem. Klawisz „S” był na klawiaturze w swoim zwykłym miejscu, pomiędzy „A” i „D”. Pochyliłem się i wcisnąłem go.
Przez chwile patrzyłem mu w oczy i widziałem w nich lęk.
🖇
Słuchaliśmy jednak, równocześnie usiłując opanować rozszalałe myśli.
[…]
Docierały do mnie tylko strzępki tego, co mówił lekarz.
[…]
Wstaliśmy wolno i wyszliśmy z pokoju. A potem staliśmy na korytarzu i usiłowaliśmy jakoś się ogarnąć.
[…]
W końcu ruszyliśmy do samochodu. Byliśmy oszołomieni. Nie istniało w tej sytuacji żadne sensowne działanie, żadne wyjście, nie podano nam nawet daty rozpoczęcia leczenia – bo nie mogło być żadnego leczenia. Nie mieliśmy się czego przytrzymać, nawet ulotki, którą ścisnęlibyśmy w dłoni, wychodząc. Odjechaliśmy dokładnie tak, jak przyjechaliśmy, tyle że teraz jeden z nas w wieku pięćdziesięciu dziewięciu lat miał nieuleczalną chorobę zwyrodnieniową mózgu.
🖇
Czuł jakąś niezwykłą potrzebę, by robić to, co zawsze, jak gdyby nic się nie zmieniło, choć był aż nazbyt mocno świadomy, że zmieniło się wszystko. Jego świat wydawał się rozerwany na strzępy, a równocześnie dokładnie taki jak przedtem.
🖇
Kiedy skończyłem pisać, Terry przeczytał całość.
— Dołóż na końcu uśmiechniętą buźkę, żeby wiedzieli, że jesteśmy śmiertelnie poważni.
Więc dołożyłem:
[…] :o)
🖇
„Jak się czujesz, Terry?”, pytano go czasem.
„Świetnie”, odpowiadał. „Dla danej wartości świetności”.
🖇
Terry Pratchett: Living with Alzheimer’s Episode One, BBC 2009.
*
Terry Pratchett: Living with Alzheimer’s Episode Two, BBC 2009.
*
Obejrzałam, nie zapraszając do towarzystwa nikogo, od pierwszej po ostatnią klatkę. Ludzie nie przestaną mnie nigdy zaskakiwać, ponieważ dotykają bezkresnego słonia zwanym życie w miejscach, których istnienia nawet nie brałam pod uwagę.
Tym, których nie opuszcza pewność w temacie podejmowanym przez ten film, gratuluję, choć czynię to z dużą dozą podejrzliwości.
📎📎 Terry Pratchett: Choosing To Die, reż. Charlie Russell, 2010.
[suplement: 25.03.2024]
Dokument nie powstał, by zachęcać, straszyć czy bronić; powstał, by pokazywać.
Terry Pratchett, Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko, przeł. Piotr W. Cholewa,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
Jeśli o mnie chodzi, po obejrzeniu tego filmu wiem, jak fizycznie wygląda to konkretne miejsce w Szwajcarii, do którego udali się Amy i Brian. Wiem też już, że jestem wyjątkowo łakomą osobą, jeśli chodzi o życie, i oślo upartą, by znajdować chociaż drobinki przyjemności, szczególnie w tych chwilach, gdy coś zrozumiem brzuchem lub nauczę się czegoś nowego. Ja i ktoś we mnie uparcie wracamy ze „Szwajcarii”. Istnieje ryzyko, że przegapię ostatni moment, gdy Szwajcaria byłaby dla mnie opcją, ale kto nie ryzykuje, nie żyje wcale.
*
Terry Pratchett: Facing Extinction, 2013.
[suplement: 25.03.2024]
Orangutany są takie jak my. Są inteligentne. Mają wyobraźnię. Mają charaktery. Potrafią kłamać. Tylko że ich przodkowie zostali na drzewach, gdy nasi zeszli na dół, żeby spróbować przetrwać na równinach.
Dzisiaj wracamy do drzew. Wracamy z piłami spalinowymi.
∘
Kiedy ktoś jest dostatecznie wielki i dostatecznie silny, kiedy opłaca właściwych ludzi, może robić, co tylko zechce. Warunki dyktują chciwość i korupcja. […]
Możemy próbować kupować świadomie, ale jest to coraz trudniejsze. Żyjemy w świecie globalnej ekonomii, a orangutany coraz bardziej nie. Są spychane na krawędzie i nie mogą grać ostro.
Terry Pratchett, Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko, przeł. Piotr W. Cholewa,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
🖇 🖇 🖇
[…]
przez ostatnie kilka godzin nauczyłem się, że z życia należy korzystać, póki ono trwa.
🖇
Jesteś swoją własną walutą i musisz wydawać ją rozsądnie.
🖇
Dla Terry’ego książki często znajdowały własne ścieżki na drodze do bycia napisanymi.
🖇
Wiele śmierci zdarzyło się przez te lata. O wiele za dużo śmierci. Ale było też wiele życia.
🖇
Po pewnym czasie spytałem Terry’ego, jakie ma życzenia co do swojej ceremonii żałobnej.
— Być tam — odpowiedział. […]
W końcu, choć nie był to temat, do którego rozmowa naturalnie doprowadziłaby któregokolwiek z nas, powiedziałem mu, że towarzyszenie mu przez te lata było dla mnie przywilejem.
— Przywilejem dla ciebie? — powtórzył Terry, szczerze zdziwiony.
— Tak, prawdziwym przywileje — zapewniłem.
— Twój przywilej cały po mojej stronie — stwierdził.
Myślę, że miał to być komplement, ale jak to z wieloma komplementami Terry’ego, trudno było mieć pewność.
🖇
Terry naprawdę żyje i jest takie miejsce, gdzie wszyscy możemy go spotkać: pośród milionów słów w tych wielu, wielu książkach.
Rob Wilkins, Terry Pratchett. Życie z przypisami, przeł. Piotr W. Cholewa,
Insignis Media, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)
[…] głupców nie znosił cierpliwie.
🖇
Zarzut wobec baśni jest taki, że mówią one dzieciom o istnieniu smoków. Ale dzieci zawsze wiedziały, że smoki istnieją”, napisał Chesterton w sposób, który z tego końca teleskopu mógłby się wydać całkiem Pratchettowski. „Baśnie mówią dzieciom, że smoki można zabić”.
Dwuniedzielne odliczanie literek, raz. Druga połowa marcowego deputatu włoskich literek, skrupulatnie reglamentowana i wydana do spożycia i przeżycia dokładnie tydzień po pierwszej połowie. To nie jest książka dla osób, które z miłością uprawiają grządki warzywne czy kwiatowe. Ślimak czy ślimaczka bez względu na wielkość domku czy jego brak nie są tam nigdy mile widziani. Serce by im się kroiło przy każdym znikającym kapuścianym listku.
To opowieść z oryginalnie ponad półwieczną brodą, opowieść-przestroga na nieznające granic: chciwość i konsumpcjonizm. Ile już nieodwracalnie pożarliśmy naszej błękitnej „kapusty”? Jesteśmy w dużo gorszej sytuacji niż liczna rodzina ślimaków, nie mamy gdzie pójść.
Una numerosa famiglia di lumache viveva
su un cavolo splendido e saporito.
Camminavano lentamente da foglia
a foglia con la casa sulle spalle
in cerca di teneri germogli
da rosicchiare. [Pewna liczna rodzina ślimaków żyła / na przepięknej i smacznej kapuście. / Wędrowały powolutku z liścia / na liść z domkiem na plecach / w poszukiwaniu delikatnych pędów / do schrupania.]
🖇
Un giorno una piccola lumaca disse a suo padre:
«Quando sarò grande voglio avere la casa più grande del mondo».
«Quello che dici è molto sciocco» le rispose suo padre,
che era la lumaca più saggia del gruppo.
«Certe cose sono meglio piccole»
e racconta questa storia. [Pewnego dnia mała ślimaczka powiedziała do swojego taty:
— Kiedy będę duża, chcę mieć dom największy na świecie.
— To, co mówisz, jest bardzo niemądre — odpowiedział jej ojciec, który był najmądrzejszym ślimakiem w grupie.
— Pewne rzeczy są lepsze, gdy są małe — / i opowiedział taką historię.]
C’era una volta una piccola lumaca che un giorno,
proprio come te, disse a suo padre: «Quando sarò grande
voglio avere la casa più grande del mondo»
«Certe cose sono meglio piccole» le rispose suo padre.
«Fai sempre in modo che la tua casa
sia piccola e leggere da portare.» [Był sobie kiedyś ślimaczek, który pewnego dnia dokładnie tak jak ty, powiedział swojemu tacie: — Kiedy będę duży, chcę mieć dom największy na świecie.
— Pewne rzeczy są lepsze, gdy są małe — odpowiedział jego ojciec. — Upewnij się zawsze, że twój dom / jest mały i lekki do niesienia.]
🖇
Ma la lumachina non volle dargli ascolto e nascosta all’ombra
di una grande foglia, cominciò a torcersi e a stirarsi, da una
parte all’altra, fino a che non riuscì a scoprire
come far crescere la propria casa. [Ale ślimaczek nie chciał go słuchać i schował się w cieniu / wielkiego liścia; zaczął się skręcać i rozciągać z jednej / strony na drugą, dopóki ne odkrył / jak sprawić, by jego domek rósł.]
🖇
E così la casa cominciò a crescere e a crescere
e tutte le lumache del cavolo dicevano:
«Tu hai certamente la casa più grande del mondo». [W końcu domek zaczął rosnąć i rosnąć / i wszystkie ślimaki znajdujące się w pobliżu komentowały:
— Ty naprawdę masz największy dom na świecie.]
🖇
La piccola lumaca continuò a spingere e a sforzarsi
fino a che la sua casa fu grande come un melone. [Ślimaczek nie ustawał w swoich wysiłkach, / aż jego dom był tak duży jak melon.]
🖇
Quindi con rapidi movimenti della coda a destra e a sinistra,
imparò a far crescere delle grandi cupole appuntite. [Wówczas szybkimi ruchami ogona z prawej na lewą nauczył się hodować duże spiczaste kopuły.]
🖇
E non ancora contenta, schiacciando e spingendo
con tutte le sue forze, riuscì perfino ad aggiungervi
vivaci colori e magnifici disegni. [Nadal niezadowolony naciskał i przesuwał / z całych swoich sił, dał nawet radę dodać / jaskrawe kolory i piękne wzory.]
Ora la lumaca era proprio sicura di avere
la più grande e la più bella casa del mondo.
Ne era orgogliosa e felice. [Teraz był pewien, że ma największy i najpiękniejszy dom na świecie. Był szczęśliwy i dumny, że go ma.]
🖇
Un giorno le lumache finirono di mangiare tutte le foglie
del cavolo. Non rimasero che pochi gambi nodosi
e decidero così di trasferirsi su un altro cavolo.
Ma, ahimè, la piccola lumaca non poteva più muoversi.
La sua casa era ormai troppo pesante. [Pewnego dnia ślimaki wykończyły wszystkie liście / kapusty. Pozostało tylko kilka sękatych łodyg, / więc postanowiły przenieść się na inną kapustę. / Ale, niestety, ślimaczek nie mógł się ruszać. / Jego domek obecnie był zbyt ciężki.]
🖇
Fu lasciata indietro e abbandonata a sé stessa,
e poiché non c’era più niente da mangiare,
la piccola lumaca lentamente deperì e scomparve.
Non rimase altro che la grande casa.
Ma anch’essa a pocco a pocco si sgretolò e non restò più nulla. [Został w tyle całkiem opuszczony, / a ponieważ nie było już nic do jedzenia, / ślimaczek głodował i powolutku zniknął. / Nie pozostało nic, poza wielkim domkiem. / Ale i on po troszku się rozpadł i nic nie pozostało.]
🖇
Questa era la fine la storia.
La piccola lumaca aveva gli occhi pieni di lacrime. [To był koniec historii. / Ślimaczka miała oczy pełne łez.]
🖇
E così, un giorno, andò a vedere il mondo. […]
La piccola lumaca era molto felice. [I tak, pewnego dnia poszła oglądać świat. / […] Ślimaczka była bardzo szczęśliwa.]
🖇
Le stagioni vennero e mutarano,
ma la lumaca non dimenticò mai la storia
che suo padre le aveva raccontato.
E quando qualcuno le chiedeva:
«Come mai hai una casa così piccola?»
lei raccontava la storia della casa più grande del mondo.
[Pory roku przychodziły i przemijały, / ale ślimaczka nie zapomniała nigdy historii, / którą tata jej opowiedział. / I kiedy ktoś pytał:
— Jak to, masz taki mały domek?
Ona opowiadała historię największego domku na świecie.]
Leo Lionni, La casa più grande del mondo,
Bababum di Babalibri, Milano 2016.
(wyróżnienie własne)
Nikt nie jest ostatecznie martwy, dopóki nie uspokoją się zmarszczki, jakie wzbudził na powierzchni rzeczywistości[…]. Czas trwania czyjegoś życia to tylko jądro rzeczywistego istnienia. Terry Pratchett, Kosiarz*
___________ *
[w:] Rob Wilkins, Terry Pratchett. Życie z przypisami, przeł. Piotr W. Cholewa,
Insignis Media, Kraków 2023.
*
Edvard Grieg, Suita Peer Gynt, Solveig's Song,
Malmö Symphony Orchestra, Bjarte Engeset (dyrygent), White Raven’s Favorites Playlist 2022, #42.
Jest również czas zatrzymany — mierzony pamięcią, uczuciem, gestem.
Jest i ten zatrzaśnięty elegancko w pikselach. Gdy tylko zobaczyłam to zdjęcie, wiedziałam, że będzie dla mnie zdjęciem roku 2024. Hipnotyzuje mnie, zachwyca, uruchamia myśli o najważniejszym, którego nie chcę przegapić. Robi to wszystko raz za razem niezmiennie i wciąż.
fot. Saxifraga.
[…]zegary ogniowe, wodne, klepsydry, zegary słoneczne. Jest „czas, który znaleźliśmy” – rok, miesiąc i dzień, oraz „czas, który wymyśliliśmy” – tydzień, godzina i minuta.*
Terry Pratchett (1948–2015)
___________ *
[w:] Rob Wilkins, Terry Pratchett. Życie z przypisami, przeł. Piotr W. Cholewa,
Insignis Media, Kraków 2023.
gdybyś tylko mógł, zadzwoniłbyś, by mi powiedzieć, że już przekwitły. osiem dni temu kwitły. niech tu pozostaną.
73/366
fot. Hawwa, fragment.
*
Carl Maria von Weber, Siedem wariacji na temat opery Silvana B-Dur,
Davide Bandieri (klarnet), Matteo Fossi (fortepian), Variation I [on the:]
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #29.
(przy akompaniamencie włoskich piosenek* ruszyła
na podłogę* na wieczorną porcję* ćwiczeń) Jabłoń:
(wciąż na czworakach, po skończonym czworakowaniu**, kiwa się w rytm melodii)
Sadownik: Ćwiczysz jeszcze czy tańczysz?
Jabłoń: Tańczę!
🍆
__________
* jak co dzień.
** stymuluje koordynację półkul mózgowych.
moralna wyższość to zawsze pułapka. *
nasze super moce nie mają źródła w uzgodnionej rzeczywistości. * znajdź w tym, co się wydarza, prawdę. KD • Teachers
napięcie między dwojgiem ludzi
jest ich wspólnym dziełem. * energia człowieka jest święta! *
poczekaj, aż to, co do ciebie mówi druga osoba, wyląduje w tobie; wtedy to cię przemieni.
czym innym jest odpuszczać, bo podążasz za swoim procesem*,
czym innym odpuszczać z bezsilności. KD•T
___________ * cywile nazywają to losem, przeznaczeniem, życiem.