sobota, lutego 18, 2017

2235. Wleczone

Jabłoń:
(po raz pierwszy w tym roku kalendarzowym na pływalni)

Sadownik & Jabłoń:
(spotykają się na brzegu toru po kilku długościach)

Sadownik:
(nieprzytomność poranną ma na twarzy)

Jabłoń:
Wleczone dzisiaj było?

Sadownik:
Było.

(po godzinie z hakiem)
Sadownik & Jabłoń:
(byli z siebie dumni, że jednak rano wywlekli się z łóżka)

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 5000 powtórzeń.

2234. W Małej Danii

środa, lutego 15, 2017

2230. Tędy

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

czytanie poezji jest medytacją — powiedział Nauczyciel.
nie do mnie powiedział. ale stałam obok i słyszałam, i zachwyciłam się, i zapamiętałam.

i przypomniało mi się, że mam zaległy tomik wierszy. medytowałam.

Ekstrawaganckie miała pejzaże Atlantyda,
przewrotnymi na niej mówiono językami —
tunel nazywano podziemnym mostem,
równina była piaskiem miliona szczytów
.

*

Były szczęśliwe setne sekundy,
kiedy dłoń przelatywała nad odstępami
liter i słów.
To jest najlepsze w pisaniu,
unoszenie się bez śladu nad pismem!

*

A jednak coś drży, co było mną.
A jednak coś drży, bo było mną.

*

Ubiór naszego sprytu na wszystko jest gotowy,
z takniny i nieniny splata się tkanina,
nitki potakujące stosują się do pogody,
nitki przeczące stroszą się przeciwko wiatrowi
.
Nawet dobrze skrojone odzienie
wygląda, jakby się ze sobą sprzeczało
na każdy przypadek.

*

Nie przedstawiam się nawet sobie —
nazwisko zajmuje za wiele miejsca,
a mam go tak mało…

I nie mówię do siebie,
żeby zachować szacunek dla tej wędrownej istoty,
która we mnie potrzebuje
ciszy i odpoczynku
.

*

Między słowami wiersza
ma być prościej
niż w mowie.

Piotr Matywiecki, Którędy na zawsze,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.
(wyróżnienie własne)

2229. Chwila w mieście

wczoraj.

wieczorową porą.

2228. Jak dobrze żonę mieć

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Walentynki — nie wchodzimy do kuchni na dłużej — więc lanczyk w romesco, bo Jabłoń wieczorem pracuje. Podczas pałaszowania fantastycznych zup rozkwitła świeżutka anegdota w starym temacie miłości zalegalizowanych.

Stara anegdota. Mój Prof z powodu wielkiego serca zawsze się spóźniał — kwestią nie było czy, lecz ile się spóźni. Kiedyś wpada do mojego pokoju zziajany, mokruteńki z wiąchą czerwonych róż, osiemdziesiąt minut po terminie spotkania, które wyznaczyliśmy dwa tygodnie wcześniej. Wpada i mówi, że dziś nie damy rady popracować, bo musi już lecieć, bo żona go zabije! I poleciał. A ponieważ wiedziałam, że Żona Profa to Anioł, więc jak na dłoni miałam, że żonaci, szczególnie ci długo żonaci, mają fantastyczne narzędzie do wykręcania się z niewygodnych sytuacji: żona mnie zabije! I co pozwolisz jej na to?

No i ta świeżutka walentynkowa anegdota w starym temacie.

Sadownik:
(opowiada, że w pracy…)

Zazoo:
(powiedziała mu, że ostatnio okropnie posiwiał)

Pan Ciasteczko:
Jakbyś miała taką żonę jak ja, to też byś szybko siwiała.

Zazoo:
(wyrozumiałość okazała wielką)

Sadownik:
(…skończył tę opowieść szerokim uśmiechem)

Jabłoń:
(dumna, choć udaje oburzenie)
No wiesz co, że taką masz żonę?!

Sadownik:
A co, miałem powiedzieć, że kochankę?

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

*

*

Ricky Martin + Mari de Chambao, Tu recuerdo.

wtorek, lutego 14, 2017

2227. Składane do kupy połamane serce

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Prawie dwadzieścia lat temu, jako zdolna i dobrze rokująca absolwentka pierwszych studiów, w poniedziałki, nim zabrałam się do roboty, w pracowniczej kuchni przeglądałam Duży Format. Był gruby, kolorowy i wydawany na kredowym papierze. Często wzdycham do minionych koloru i jakości papieru, gdy w łapkach mam aktualne numery Dużego formatu, który wrócił do bycia dodatkiem poniedziałkowej gazety.

Do dziś mam wiele wyciętych artykułów — między innymi o wydrze Julku, który z pasją i zachwytem odkręcał kurki w łazience. Dzięki serii artykułów, Adam Wajrak stał się autorem, który, jeśli pojawiał się w Dużym formacie, był czytany jako najpierwszy.

Na tę książkę ostrzyłam sobie zęby długo, ale podczytnik uprzedzał, że książka może złamać serce. I łamie, i zawstydza, ale również zachwyca i cieszy, że są ludzie pełni miłości i pasji oraz szacunku dla żywych, bez względu na to, czy mają futro, pióra czy gołą skórę — dzięki Abies Grandis, wróć! — bez względu na to, czy mają futro, pióra, gołą skórę czy liście!

Zrobiło mi się strasznie głupio i smutno, że jestem przedstawicielem gatunku, którego inne istoty tak panicznie się boją?

*

Oto, dlaczego przypisywano im [wilkom] cechy demoniczne — zabijanie prawdziwych potworów jest przecież jak najbardziej uzasadnione. Czy nie po to przyprawiamy naszym wrogom propagandową gębę, żeby usprawiedliwić ich zwalczanie? Ten mechanizm działa zarówno w odniesieniu do ludzi, jak i do zwierząt. Dzik jest dziki — a nie odważny, lis chytry i przebiegły — a nie mądry, wilki zarzynają — a nie polują.

*

[…] mieliśmy przed sobą kilka lat niezwykłych przygód i ciężkiej pracy.

*

Może kiedyś odnajdzie nas jakiś inny fenomenalny pies — bo ja święcie wierzę, że Antonia nas odnalazła albo została zesłana przez jakąś siłę wyższą. Chyba już czas, bo Nuria wyznała mi, że ma wielką ochotę na powtórzenie padlinowych badań w Puszczy.

*

Wilkom wyrządziliśmy już wystarczająco dużo krzywd i będą się nas bały jeszcze przez wieki. Wie o tym każdy, kto pragnie spotkać wilka. Jest to prawie niemożliwe.

Adam Wajrak, Wilki, Agora S.A., Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, lutego 13, 2017

2226. O bogactwie

Uwierz, poczuj, że masz to w sobie.

__________________
wszystko, czego teraz potrzebujesz, by być bezpieczną, szczęśliwą i spełnioną osobą.

niedziela, lutego 12, 2017

2225. Cudze upuszczone

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

To było jakiś czas temu, ale wciąż mnie bawi. Mam nadzieję, że przesunięcie w czasie, od zaistnienia sytuacji do upuszczania tej historii tutaj, skutecznie uniemożliwi identyfikację pacjenta.

Okoliczności przyrody były następujące. Na rehabie moje kopytko chłodziło się, a ja w tym czasie czytałam. Stół obok mnie zajmował mężczyzna koło pięćdziesiątki. Pani rehabilitantka przeprowadzała wstępny wywiad:
     — Rusza się pan?
     — Tak. Dużo.

Zastrzygłam uszami, bo pan nie wyglądał na typ sportowy. Pani rehabilitantka też miała wątpliwości i zapytała o wykonywany zawód i formę ruchu. Pan odpowiedział:
     — Jestem prezesem i dużo jeżdżę.

Padłam wewnętrznie ze śmiechu. Wciąż padam, pa dam, pa dam i?
I niezmiennie pojawia się Edith Piaf.

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 4500 powtórzeń.

2224. Jest moc

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Choroba jest niebywale antysystemową siłą — myślę sobie od paru dni. Wyjmuje człowieka z jego naturalnego środowiska, w którym się stara, realizuje, staje na głowie, spełnia obowiązki wobec bliskich, dalszych i społeczeństwa, w którym — by rzec obrazowo lub obrazoburczo — ludek lub ludka zapierdala od rana do nocy, czasem siedem dni w tygodniu, bo taki mamy klimat i tylko prawdziwy degenerat, mógłby szaleństwo tego świata zakwestionować, nikt normalny się nie odważy.

Choroba ma odwagę i czelność przyjść w najmniej odpowiedniej na wizyty chwili. Przychodzi — by rzec obrazowo lub obrazoburczo — i rozpierdala zastany porządek, co go tak pięknie ludek lub ludka latami budowali. Przypadłość nic sobie nie robi z tego, żeś szycha, prezesso, że terminy cię gonią od miesięcy, że tyle jeszcze trzeba najlepiej na wczoraj. Choroba przychodzi, rozsiada się i mówi: „baw mnie”, gdy zupełnie brak ci ochoty na jakąkolwiek zabawę.

Choroba wyjmuje z systemu, z którego wydawało się, że wyjść się nie da, bo nie można, nie należy, bo co ludzie powiedzą i co jeszcze dusza sobie zamarzy.

„Najlepsze” są te choroby, które, choć zwrócą cię światu, długo trwają. Najlepsze, by z łatwością przyglądać się chorobowej dynamice. Wypadasz z systemu, a świat się nie skończył, ludzie żyją i bezczelnie dają sobie radę bez ciebie. To bardzo ciekawe doświadczenie.

I nagle przychodzi dzień, by z pewną nieśmiałością i systemową niechęcią przyznać, że życie pozasystemowe naprawdę dobre jest. Nabiera się odwagi, by wyjść, opuścić, porzucić stare miejsca, nawyki i czasem ludzi. By na nowo zdecydować, w co wejść, po co i z kim. By z lekkim początkowym niedowierzaniem dostrzec, że systemy można również tworzyć.

Tego nauczyło mnie kopytko — pomyślałam dziś w prezesowej odsłonie w trzynastą miesięcznicę pewnego upadku, co początkiem nowego świata był. Nie spotkacie mnie już w żadnym systemie, któremu w jakiejś sprawie choć na chwilę nie powiedziałam: „tak”.

*

rys. JiM.

piątek, lutego 10, 2017

2223. W zimowym zaciszu hamaka

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Chwyta za jaja i trzyma w garści. Od początku do końca. O tej książce nie chce się gadać. Chce się ją czytać, być w tej opowieści, zadumać się, wzruszyć, a potem wrócić do własnego, zwyczajnie niezwykłego, życia.

Ważne jest tylko, żeby znaleźć nadzieję tam, gdzie z obiektywnego punktu widzenia żadnej nadziei nie ma. Taką nadzieję „a jednak”. A jednak nadzieję — wbrew wszystkiemu. A jednak szczęście.

*

Zrozumiałem, że przyszliśmy na ten świat niezbyt wielcy i niezbyt potężni. Jest wiele rzeczy, których nie damy rady zrobić, a jeszcze więcej tych, które zepsujemy, starając się o nich decydować, mieć na nie wpływ, zaznaczyć, że jesteśmy ważni.

*

Był to taki moment, w którym niebo dotyka źdźbeł trawy, a przyszłość łączy się z przeszłością w jedną wieczną teraźniejszość. […] Nie miałem ani pytań, ani słów.

*

Powinienem pamiętać, że dzieci nie porównują, że przyjmują wszystko jako oczywiste i jako to najlepsze.

*

[…] jeśli będzie w jakikolwiek sposób różnił się od rówieśników, oni mu tego nie darują. Człowiek dopiero wtedy, kiedy jest dorosły, może sobie pozwolić na bycie innym. W dorosłości da się unikać wielu rzeczy, wybierać nawet najbardziej wyrafinowane drogi przez życie. Można nie iść za tłumem, nie podawać ręki sprawcom przemocy, nie otwierać serca przed cynikami. I tak jest to niełatwe i mało komu się udaje

Martin Vopěnka, Podróżowanie z Beniaminem,
przeł. Elżbieta Zimna, Dowody na Istnienie, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lutego 09, 2017

2222.

     własne zdanie mieć.
super!
     własne zdanie wyrażać.
bardzo super!
     własne zdanie określa, definiuje tożsamość.
tak, ale.
     nie ma żadnego ale.
ale.
     ???
uparte własne zdanie oddziela cię od bardzo wielu światów. w jednym z nich znajduje się bardzo proste rozwiązanie twojego problemu. w jednym z nich twój kłopot nawet nie istnieje.
     żartujesz?
nie.
     żartujesz?
ani trochę.

środa, lutego 08, 2017

2221.

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

w planie same dobre rzeczy. i? skąd ten strach?

powtórz. w planie same dobre rzeczy. znane, wymagające, ale odkrywcze. znane, ale rozwijające i leczące. nie ma się czego bać. a ten strach?

nieadekwatny. a jest. strach.

zatrzymałam się przy nim bez lęku. odkryłam, że ten strach ma kilkadziesiąt lat. nikt do dzisiaj nie zwracał na niego uwagi. użalił mi się. strach.

*

dwa z trzech poziomów rzeczywistości.
znalezione na tablicy. godzinkę później.

wtorek, lutego 07, 2017

2220. Pierwszy reksio na domowym bosu

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Doznania dojmującego kryzysu nie zmniejszyła wczorajsza fajna rehabka, nie zniwelowały dodatkowo wykonane w domu wieczorową porą powtórzenia ćwiczeń. Nic nie pomagało. Trzeba było przetrwać strach i beznadzieję.

Dziś nad ranem, na granicy ostatniego snu świadomość wyłowiła słowa:
     — Musisz mnie poznać. Musisz mnie zrozumieć. Musisz ze mną być — powiedział Próg.

Nie muszę, ale chcę — pomyślałam na trzeźwo po przebudzeniu. Uśmiechnęłam się, czując, że zmieniła się atmosfera. Z przyjemnością machnęłam dziś swoją setkę. Po raz pierwszy na bosu, które podarował mi Sadownik.

Nikt dobrze nie wie, którędy w Nieznane dotrzesz. Możesz go szukać w niezbadanej dali, ale nie jest również wykluczone, że Nieznane ukryte jest całkiem niedaleko, że jest wszędzie wokół nas.

*

Dopiero później miało się okazać, że po pierwszym kroku naprawdę następuje również drugi, trzeci, a później setny i że nigdy w życiu nie podjąłem bardziej brzemiennej w skutki decyzji.

Martin Vopěnka, Podróżowanie z Beniaminem,
przeł. Elżbieta Zimna, Dowody na Istnienie, Warszawa 2016.

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 4100 powtórzeń.

2219. I myślisz inaczej o jedzeniu

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czytając tę książkę, trzymałam się mocno nadziei, że wierzący w reinkarnację nie mają racji i nie reinkarnujemy — egoistycznie nie chcę tu wracać. Myślę sobie, że człowiek jako gatunek należy do zwierząt wyjątkowo śmiercionośnych. Jest chyba swoistym błędem ewolucyjnym, ponieważ unicestwia również siebie. Naprawdę warto to robić za dolara czy złotówkę więcej?

Ta książka mrozi krew w żyłach w takim samym stopniu jak Plutopia. Jest mocniejsza, bo dotyczy i mnie, i ciebie, bez względu na to, gdzie żyjemy. O ile u podstaw idei Plutopii tkwi strach, o tyle w przypadku Armagedonu podstawą jest chciwość. Człowiek — brzmi dumnie?

Książka zmusza do refleksji, by w swoim życiu nie mylić chciwości i strachu z hojnością i miłością, do których możemy czuć się stworzeni, jeśli tylko chcemy. Bez względu na okoliczności!

Za wszystkim, co jemy, kryje się jakaś historia.

*

W czasie II wojny światowej Niemcy udoskonalili masową produkcję neurotoksycznych związków organofosforanowych jako broni chemicznej, chociaż nigdy ich nie użyto. Po 1945 roku firmy amerykańskie wykorzystały tę technologię w przemyśle rolnym.

*

[…] rolnictwo przemysłowe to nie rozwiązanie. Pozory wydajności są tak samo realne jak nowe szaty cesarza. To nie tyle system wytwarzania żywności, co jej marnowania.

*

Dzisiaj trudno znaleźć na ziemi zakątek, którego nie dotknął w jakimś stopniu rozwój intensywnego rolnictwa.

*

Oczywiście ptaki nie są jedynymi ofiarami tej cichej rewolucji. Niepohamowany pęd do uzyskiwania większej wydajności przy niższych nakładach realizowany jest kosztem wielu innych zwierząt i owadów, zdrowia publicznego, a często także ludzi oddalonych nawet o tysiące kilometrów.

*

Wzrost świadomości pociąga za sobą zmiany.

*

[…] jako społeczeństwo łudzimy się, iż w XXI wieku dysponujemy możliwościami technologicznymi pozwalającymi nam stać się „niezależnymi od przyrody”. W świecie zamieszkiwanym przez blisko 7 miliardów ludzi […] pszczoły „uwydatniają fakt, że jesteśmy bardziej, a nie mniej zależni od usług ekosystemowych”.

*

Obecnie zwierzęta mają prawny status „istot czujących”, zdolnych do odczuwania bólu i cierpienia — ten pogląd długo był kwestionowany.

*

Przed 500 laty Aztekowie wierzyli, że dusze zmarłych wracają jako motyle. Nazywali je „odwiecznymi tancerzami słońca” i traktowali z troską.

*

Unikanie marnowania żywności to chyba najprostszy sposób przyczynienia się do poprawy gospodarki żywnościowej. Pomaga ograniczyć ilość gleby, wody i ropy — nie mówiąc już o cierpieniu zwierząt […].

*

[…] „3 zasadniczymi czynnikami motywującymi”, za sprawą których idea zmniejszenia konsumpcji mięsa jest słuszna. Są to: zdrowie, środowisko i dobrostan zwierząt.

Philip Lymbery, Isabel Oakeshott, Farmagedon. Rzeczywisty koszt taniego mięsa, przeł. Ryszard Oślizło, Vivante, Białystok 2015.
(wyróżnienie własne)

*

(z filmu wyjętego z tej książki)
you can change the world with every bite
Korporacyjna żywność, oryg. Food, INC, 2008.

2218. U bliskich naszemu sercu

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Trzeci dzień mamy z Sadownikiem ubaw, gdy oczyma wyobraźni widzimy po raz setny tę historię.

Dzisiejsza sytuacja o poranku:
     Siedzimy przy niedzielnym śniadaniu. Leon — nasz papug — drze się jak opętany, domagając się naszego śniadania.
     Hania, bardzo głośno, żeby przekrzyczeć wrzaski „paputka”:
     — Leon! Nie możesz jeść jajek! Lekarz ci zabronił!
     Patrzę na Hanię ciut zdziwiona.
     — No co? Przecież papugi bym nie okłamywała! – słyszę…
     Tjaaaaa... I co ja mam o tym myśleć?

Altówka.
(wyróżnienie własne)

*

Wspomnienie sprzed godziny bawi i mnie, i Sadownika: kawałek dobrej kiełbasy w torbie Kaan na próbę dla Jej Synka. Bawi, bo Kaan mięsa nie je od wieków. Nie ma to jak mięcho w torbie wegetarianki.

Dla takich chwil warto żyć.

niedziela, lutego 05, 2017

2217. Znów razem w kinie

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

— Nie jestem Ambasadorem Niemiec.
— Wiem. Znam Ambasadora Niemiec
.

Toni Erdmann, reż. Maren Ade, Austria/Niemcy 2016.

Jest wiele powodów, by nie iść na ten film, ale jest też wiele innych, które czynią ten film obowiązkowym do obejrzenia.

Przemieniająca i pełna niebywałej mądrości jest dla mnie scena, w której padają przytoczone powyżej słowa. Słowa to mało i płasko. Słowa i gra aktorów czynią tę scenę trójwymiarową. Uczucia, które ta scena budzi, które zostały ze mną, dodały czwarty i piąty wymiar możliwości. I dlatego je tutaj zostawiam, by ocalić je od zapomnienia.

I choć rano zapierałam się, że nigdy więcej tego filmu oglądać nie chcę, to teraz nie jestem tego pewna, bo ten film jakoś wciąż we mnie teraz żyje.

czwartek, lutego 02, 2017

2216. Relacyjne kino

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

krok w tył [jednej osoby w związku]
to krok w przód [całej relacji].

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie, reż. Paolo Genoves, Włochy 2016.

*

Zakochałam się w tej frazie i nie omieszkam jej wykorzystać. Westchnęłam ze zrozumieniem, powołując się na swoje doświadczenie osobiste i zawodowe. Nie musi być krok w tył, pomyślałam post factum, wystarczy, że jedna osoba na chwilę się zatrzyma, byle z odrobiną świadomości.

Wreszcie! Nareszcie! Doszliśmy na ten film jako para. Dziś w naszym kinie grali go po raz ostatni. Komedia? Naprawdę? W żadnym razie. To film do długiej, ciekawej dyskusji po. Niejednej. To film do oglądania parami, najlepiej długoletnimi i wciąż kochającymi się.

*

Jabłoń:
(szukała nazwiska reżysera)
Czy wiesz, że byłeś na komedii?

Sadownik:
Komedii? Ci, co tak napisali, chyba nigdy komedii nie widzieli.

środa, lutego 01, 2017

(2213+2). Z ocalonego miejsca

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sprawdziłam. Czekała na mnie na wirtualnej półce rok. Dlaczego tak długo? Nie mam pojęcia. Kilka dni temu okładka przykuła moją uwagę, zajrzałam do podczytnika i wiedziałam, że na tę książkę czas.

Niewyobrażalna historia. Między okładki książki włożona. Książka, która kończy mój drugi rok z kundlem. Licząc, że grubość każdej przeczytanej książki wynosiła statystycznie jeden centymetr, w kończącym się dziś kundlowym roku, ocaliłam Przytulisko przed zapełnieniem ponad metrowej na długość półki.

[…] na każdą porażkę przypada przynajmniej jeden sukces […].

*

Jesteś „trudnym” dzieckiem, „sentymentalnym” kochankiem, „kłótliwym” bratem lub siostrą, a może „anielsko cierpliwym” małżonkiem? Dzięki etykietkom łatwiej nas zrozumieć, lecz jednocześnie stajemy się ich więźniami, gdyż ludzi nie interesuje, co tak naprawdę kryje się za tymi słowami.

*

[…] znów zastanawiam się, dlaczego od razu nie dostrzegłem nadziei, kiedy pojawiła się w moim życiu.

*

Objadam się jak dziecko w sklepie ze słodyczami: czasowniki to nadziewane cukierki w polewie czekoladowej, rzeczowniki to lepkie toffi, przysłówki — słodkie galaretki, a przymiotniki — mieszanka cukierków z lukrecją.

*

Najtrudniej zauważyć zmiany zachodzące w nas samych.

*

     — Nie bardzo wiem.
     Doktor Bryen uśmiecha się do niego
.
     — Dlatego właśnie musimy długo i wytrwale myśleć o naszych marzeniach; kiedy już ośmielimy się je mieć, możemy podjąć próbę ich zrealizowania. […] Możecie mieć marzenia w dowolnym rozmiarze. Najważniejsze, by były to wasze własne marzenia.

*

Życie i ja nieustannie na siebie wpadamy. Na każdym zakręcie otwieram oczy z zachwytu i zderzam się z kolejnym przeżyciem […].

*

Nasz świat może się zawalić w mgnieniu oka. Ale czy może się zdarzyć coś zupełnie przeciwnego? Czy w mgnieniu oka może odrodzić się życie? Czy mężczyzna może ujrzeć twarz i od razu wiedzieć, że należy ona do kobiety, z którą spędzi resztę swoich dni.

*

[…] uświadomiłem sobie, że choć to członkowie rodziny najczęściej podtrzymują nas na duchu, uratować nas mogą również obcy — nawet jeżeli nie mają o tym pojęcia.

Martin Pistorius, Megan Lloyd Davies, Chłopiec-duch. Prawdziwa opowieść o cudownym powrocie do życia, przeł. Rafał Śmietana, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015.
(wyróżnienie własne)

*

Martin Pistorius, My Way Back to Words.

(2213+1). Reks

[…] czuję, jak w mojej piersi cichutko trzepoczą skrzydła ptaka zwanego nadzieją.

*

     — Czasami w życiu trzeba po prostu iść do przodu — powiedział mi ojciec kilka dni temu. — Musisz podjąć decyzję i się jej trzymać.

Martin Pistorius, Megan Lloyd Davies, Chłopiec-duch. Prawdziwa opowieść o cudownym powrocie do życia, przeł. Rafał Śmietana,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2015.

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 3500 powtórzeń.

wtorek, stycznia 31, 2017

2213.

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

dziś. jaką szansę
     otrzymałam?
     wykorzystałam?
     tworzę?

*

[…] życie polega na wykorzystywaniu okazji, nawet jeżeli budzą one w nas lęk.

Martin Pistorius, Megan Lloyd Davies, Chłopiec-duch. Prawdziwa opowieść o cudownym powrocie do życia, przeł. Rafał Śmietana,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2015.

poniedziałek, stycznia 30, 2017

2212.

nowy fioł. nowa fascynacja.
przywiązuję dużą wagę do tego,
co przyciąga moją uwagę.

ufam temu. cenię. fascynuje mnie, że ty zwracasz uwagę na coś innego. że zupełnie inne rzeczy cię zajmują. niesamowite!