niedziela, listopada 12, 2017

2648. Afterka

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Margo:
(we wtorek)
Mam dla ciebie wiadomość!
(pokazała to cudo na sobie)

Jabłoń:
(padła z wrażenia, a po powrocie do domu
zmierzyła się, kolor wybrała, przegadała z Sadownikiem sens
)

Sadownik:
(nie ruszając się z miejsca, w którym się znajdował, nabył)

*

Haramaki:
(w piątek wieczorem, dzięki Sadownikowi, trafiło do dłoni Drzewka)

Testuję. A w zasadzie nie wyobrażam już sobie życia bez.
Mam ciepłe dłonie i stopy. To zupełnie inny świat!
Nie miałam pojęcia, jak bardzo mi tego ciepła brakowało przez dziesiątki lat.

*

(ryc. źródło)

*

Prostota nie czuje się gorsza […] może być dumna
z własnej czułości i inteligencji skrytych w sobie

Ikkō Tanaka
(1930–2002)

*

(więcej…)

piątek, listopada 10, 2017

2647. Obudź się Ty!

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Słuchałam audycji, a raczej jej powtórki, jakiś czas temu. Postanowiłam przeczytać tę książkę. Polowałam, polowałam, upolowałam. Ale to nie ja czytałam, nie ja wybierałam cytaty. Tę książkę czytał mój powikłany pokopytkowy świat. Widzę, jak monotematycznie wybrał fragmenty do ocalenia i do podnoszenia na duchu. Co zrobić. Taka soczewka, przez którą filtruje on teraz Życie i Świat.

Pomyśl o zdaniu: „Powrócił odruch kichania.” — wysyła ono w kosmos możliwości, które cały czas miałeś i masz.

Oczywiście, w książce wiele innych wątków, które podnoszą ciśnienie skutecznie, ale pokopytkowy świat odmawia cytowania, rozdmuchiwania, i wkurwiania się na blogu.

Trzeba mieć pasję. […] Pasję, która jest ważniejsza niż wszystko inne, która każdego dnia pcha człowieka do przodu. Trzeba coś kochać. Tak jak ja [Piotr Winiarz] kocham żużel.

*

Jeśli się pracuje, zawsze są efekty. Istota sukcesu tkwi w tym, żeby cieszyć się nawet okruchami poprawy.

*

[…]
     wrócić do domu, a potem
     wrócić do zdrowia
.

*

[…] trzeba też cieszyć się z maleńkich kroczków, zaakceptować inność życia.

*

Najważniejsze, by nie oczekiwać natychmiastowych efektów i skupić uwagę na tym, co dzieje się teraz. Cieszyć się ze wspólnie spędzonych chwil […].

*

Czasem nie ma co na siłę ćwiczyć, lepiej puścić piosenkę

*

W każdym działaniu jest samorealizacja.

*

Trzeba patrzeć w dłuższej perspektywie.

*

A ludzie nam pomagają nawet, jak opadamy z sił.

*

Jako neurochirurg często mam do czynienia z ludźmi w bardzo trudnej sytuacji, bardzo ciężko uszkodzonymi. Dlatego wiem, że nie można wartościować życia. Doświadczyłem nieraz, że często ludzie zdrowi, w pełni sił, mają problem ze sobą. Nie czują żadnej satysfakcji z życia, choć obiektywnie nie mają żadnych ograniczeń. A z kolei osoby z wielkimi ograniczeniami nieraz są bardzo szczęśliwe.

*

Każdy neurolog powie: trzeba robić swoje i czekać.

*

Muszę przyjąć do wiadomości fakty, bo nie mam innego wyjścia. Ci nie znaczy, że nie szukam pomocy. Cały czas coś się dzieje. […] właściwie co mogę powiedzieć osobie, która mówi, że to bez sensu? Nie mam z nią wspólnej płaszczyzny myślenia. […] Czy nie lepiej w tym czasie znaleźć grupę ludzi, którzy chcą coś robić?

Katarzyna Pinkosz, Wybudzenia. Powrót do życia. Polskie historie,
Wydawnictwo Eureka, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

(2115+531). Koci Nauczyciel (II)

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

dziś. sprawdziłam. dziś, czyli 367 dni później. główny gmach. ten sam hall, drugi z dwóch chodników o innej niż wtedy porze dnia, bez szans na słońce. kudłaty Nauczyciel nauczał: zaufaj chwili, zaufaj sobie, zaufaj innym, zaufaj życiu, zaufaj! tak po prostu, zaufaj.

przystanęłam na dłuższą chwilę. najpierw podziwiałam Nauczyciela. potem patrzyłam, jak młodzi mężczyźni — delikatność i i wrażliwość odsłaniając swym czynem — uważnie Go obchodzą. na koniec usiadłam na ziemi i cyk. Nauczyciel ani drgnął, bo pracował. uczenie ludzi — wielu wie — to niełatwa rzecz.

znów w listopadzie.

czwartek, listopada 09, 2017

(2495+150). Poza nabiałowy kompas

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ta książka to… No właśnie co? Polemika do znikniętego sera? Rozwinięcie idei? Inna perspektywa? Kolejny etap? A może wszystko po trochu? Jedno jest pewne, ten drobiazg wydawniczy również może stać się evergreenem — dlaczego nie?

Powiedz mi zatem, co jest ważne? Dowiedziałeś się, w którym iść kierunku? Do jakiego celu powinieneś dążyć, zdaniem mądrej księgi? Kiedy jesteś wydajny w swoim działaniu? Według jakich norm mierzona jest twoja efektywność?

*

Czy można dążyć do szczęścia, jeśli samo dążenie cię nie uszczęśliwia?

*

Dlaczego to go zajmowało? Jaki miał w tym cel? Całe życie zadawano Wielkiemu te pytania.
     Zwykle nie odpowiadał. A jeśli już, to mówił tylko:
     — Ja jestem celem.
     Nikt się nie kwapił do zadania pytania, co przez to rozumie.
     Wielki był myszą zadowoloną. Odkrył to, co dawało mu szczęście. I tym się właśnie zajmował. Nie przejmował się, czy inni go rozumieją
.

*

Prosisz myszy, żeby robiły rzeczy, których nigdy się nie uczyły. Prosisz je, aby zadawały pytania i myślały, one jednak wolą przyjmować wszystko jako dane z góry. Prosisz je, aby szukały siebie, ale one są zajęte poszukiwaniem sera. Prosisz, aby żyły swoim życiem, ale one są zajęte bieganiem po labiryncie.
     Ty, Zet, prosisz je, aby
były. A one zostały tylko nauczone robić.

*

Wierzę, że pragnienie inspiracji jest silniejsze niż pragnienie sera.

*

     Labirynt był duży. Ale jednak nie dość duży.
     Labirynt decydował o życiu. Ale nie o jego życiu.
     Wprawdzie labirynt był wszystkim, co Wielki znał, jednak nie wszystkim, co był sobie w stanie wyobrazić.
     Decyzja zapadła
.

*

Podważyłem założenia. Złamałem zasady. Zlekceważyłem ograniczenia. Nie uwierzyłem, że cokolwiek jest nam dane z góry raz na zawsze.

*

W jaki sposób doszedłeś w życiu do punktu, w którym byłeś w stanie przeskoczyć ścianę?

Deepak Malhorta, To ja zabrałem Twój ser,
przeł. Dariusz Bakalarz, Studio EMKA, Warszawa 2013.

środa, listopada 08, 2017

(2636+5+2). Nieoczywistości

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czytałam powolutku, przeżywałam obraz po obrazie, uczucie po uczuciu, chwilę po chwili. Poezja prozą pisananapisałam i zdanie podtrzymuję. Ta książka ma tylko jedną wadę — szybko się kończy. Ale za to daje do myślenia na dłużej. Moje obie Babcie przeżyły wojnę. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, jak ten fakt odbił się na ich i moim życiu, jaki miał wpływ na relacje rodzinne. Zaczynam rozumieć milczenie uprawiane rodzinnie, które „znika” fakty, zamiata pod dywan trudności — to nieznana mi do tej pory perspektywa, ale też potrzebna mi zaduma.

[…] zdążyłam się nauczyć czytać, pisać i rachować, co prawda z błędami i o wiele za późno. Zdążyłam się przekonać, jak wiele rzeczy idzie zawsze na opak, i nawet zdążyłam się z tym pogodzić.

*

To wszystko jest za trudne – powiedziała sobie, mając na myśli naprawdę wszystko. Na jawie też nie szło jej najlepiej. […] Wiele razy musiała przyzwyczajać się do faktów, których nikt by się nie domyślił. […] Może innym też się tylko wydaje, że pod nogami czują twardy grunt. O tym, że szli po linie, dowiadują się znienacka, na chwilę zawisają w powietrzu, oszołomieni, i spadają.

*

[…] odzyskałaby mowę, dotarła do właściwych słów i być może zaczęłaby zadawać pytania. Gdyby pytała, zapewniłabym ją, że to wszystko, co ją spotyka, nie dzieje się z jej winy. A z czyjej? – pewnie chciałaby wiedzieć. Z niczyjej. Świat ma skłonność do stwarzania takich sytuacji – powiedziałabym. Dlatego to się zdarza. Niektórym. Raz temu, raz tamtemu. Właśnie tak.

*

Chciałam ją uspokoić […]. Pocieszyłabym ją: dręczenie innych nic by jej nie dało. Oni też nic z tego nie mieli oprócz krótkotrwałej, wątpliwej ulgi. Ale nie znałam sposobu, żeby ją przekonać, że kłopoty, z którymi się boryka, są starsze od niej.

*

Nie, dziewczynka nie zrobiła tego złośliwie. Nie wiedziała, że ciszę będzie słychać.

*

Przypadek? Pech? Dziewczynka nie wiedziała, co o tym myśleć. Więc myślała to co inni – że może na to zasłużyła. Zawsze była w kłopotach, ale nie dramatycznych. Raczej przewlekłych jak nieuleczalna choroba. Gorzki osad odkładał się w sercu albo wątrobie niczym trujące związki ołowiu.

*

Oglądała sobie wiszącą na ścianie zagadkową tablicę Mendelejewa i wcale nie rozpaczała. Patrzyła na tę listę wszystkiego, z czego podobno składa się świat. Z czego właściwie się składał? Z dużych i małych literek?

*

Przeleciało mi przez myśl, że będzie chciała wiedzieć, kim jestem, i że z tego tak łatwo nie wybrnę.
     Nic podobnego. Ta sprawa w ogóle jej nie zaprzątała. Jakby czekała na kogoś podobnego do mnie. Na kogoś, kto zatrzyma ją i powie to, co powiedziałam. Były w niej niewyczerpane zasoby ufności, których nikt się nie domyślał. Na co dzień nie robiła z nich użytku, ale tylko dlatego, że brakowało okazji
.

*

Kiedy było naprawdę ciężko, mój wzrok szorował po trotuarze. Tam przyklejały się postanowienia.

*

Zaczęłam ją lubić, najpierw potajemnie. Jej oderwanie od rzeczywistości jakoś nas od siebie nie oddalało. Gdybym ją wtedy opuściła, brakowałoby mi jej. A przy tym nic jeszcze nigdy nie dodało mi tyle sił, co pójście pod prąd cudzych o niej sądów.

*

Znak „równa się”, który pod przymusem pisałam na tablicy, był jak kładka prowadząca w nicość. Nie wyobrażałam sobie, w jaki sposób na końcu takiej kładki miałby się pojawić wynik.

*

Gdybym była literką „a”, po której stronie nosiłabym laseczkę? A kto to może wiedzieć? Po prawej, rzecz jasna, to pamiętałam, lecz która jest ­prawa? Głowiłam się nad tym za każdym razem z osobna, wiedząc, że prawa i lewa nie są określone raz na zawsze, wiele zależało od tego, gdzie się stoi i w którą stronę patrzy.

*

Z dnia na dzień stałam się kimś, z kim wcześniej się nie znałam. Kimś, z kim nie było mi przyjemnie się poznać.

*

Dziedzictwo jest trudne, składa się ze zbyt wielu nieszczęść, w których zbyt wielu ludzi odziedziczyło udziały, a nikt nie wie, jak je zainwestować i co w ogóle z nimi zrobić. Dotyczy to zwłaszcza upokorzeń, które chciałoby się po prostu wykreślić z inwentarza albo pozbyć się ich, oddając komuś innemu, nieważne, czy tego chce. Wiadomo jednak, że nikt nie przyjmie ich po dobroci, w tej sprawie bez przemocy się nie obędzie.

*

[…] do czego ta aluzja? Nie pytam, lepiej tego nie ruszać.

*

Z lekcji fizyki wynosimy przekonanie, że żadna forma energii nie znika bez śladu, przechodzi co najwyżej w inną formę, czasami po drodze przewracając to i owo. Toteż nie dziwi nas, kiedy energia przemocy przekształca się w błądzącą bez celu i kierunku energię cierpienia, żalu i nienawiści. W tej postaci przechodzi ona na własność dzieci i wnuków, można jej nawet użyć, ale zakres zastosowań okaże się ograniczony. Na przykład da się przekształcić ją w siłę – ale nie w pracę, jak sugerowałby podręcznik. Nikt nie jest jej panem. To ona, energia żalu i nienawiści, pamięć poniżenia, zaczyna nami rządzić i nie wiemy już sami, za kogo mamy się uważać. Wiemy tylko, że nasz ogólny bilans się nie domyka, pozostaje ujemny.

*

Człowieka nie można złamać, nawet kiedy odbierze mu się wszystko, nawet kiedy się go wtrąci do samego piekła – powtarzano, wysoko podnosząc poprzeczkę. Piekło miało być miejscem jak inne — tam także trzeba umieć się znaleźć — zwyczajnym punktem kontroli jakości materiału, z którego byliśmy ulepieni. Grzmiący ton miał zagłuszyć inną, bardziej pospolitą prawdę: że człowieka można złamać bez trudu, i to na różne sposoby.

*

Otóż Niemcy najpierw wygrali, potem przegrali, Rosjanie na odwrót, przegrali najpierw, a wygrali potem. Nasz kraj przegrał i najpierw, i potem.

Magdalena Tulli, Włoskie szpilki, SIW Znak, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

wtorek, listopada 07, 2017

2642. Robię w wymuszeniach

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Historia ta, niczym dobrze napisany esej, ma wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Dziś przytrafiło mi się zakończenie. Czas postawić ostatnią kropkę.

Wstęp, czyli idealny model:
Społeczeństwo składa się ze świadomych osób, które wiedzą i czują, że poruszanie się komunikacją miejską ma wymiar publiczny. Oznacza to, że wsiadając do tramwaju, autobusu, kolejki czy trolejbusu, w miarę swoich możliwości, z automatu stajemy się współodpowiedzialni za losy innych pasażerów. Dzięki temu widzimy całą postać starszego pana, gdy z mozołem wsiada, a nie tylko modlimy się, by nie zbliżał się do miejsca, gdzie wygodnie siedzimy i grzebiemy w telefonie, relaksując się po upiornych korpogodzinach.

Rozwinięcie z brodą, czyli empirią przez czas:
Gdy półtora roku temu nabrałam kompetencji i odwagi, by po raz pierwszy o dwóch kulach wsiąść do komunikacji miejskiej, bardzo się zdziwiłam. Wsiadałam pierwszymi drzwiami, by kierowca autobusu mnie widział. Na pierwszych siedzeniach dwie dwudziestoparolatki po joggingu, z pazurami w kolorze wściekłej pomarańczy, były tak zmęczone, że nie mogły mnie wyłowić z mgły osobistej niemożności. Człowiek — o czym przekonałam się boleśnie, gdy autobus ruszył — nie ma odpowiedniej liczby rąk, by bezpiecznie podróżować komunikacją miejską o dwóch kulach. Miałam szczęście, ja traciłam równowagę, ale pewna starsza pani mnie złapała. Gdy już byłam bezpieczna, gdy miałyśmy z panią miłą rozmowę za sobą, jeden z ruchomych ekranów edukował podróżnych tekstem: bądź bezpieczny! zawsze trzymaj się uchwytów, gdy pojazd pozostaje w ruchu. Kura przez wu, pomyślałam, bardzo śmieszne dla człowieka o dwóch kulach, ale bez trzech rąk.

Ta historia nauczyła mnie, że trzeba inaczej wsiadać do pojazdu komunikacji miejskiej — jak to mówią zajmujący się psychologią procesu — wsiadać „z innego właściwego miejsca”. Przykładem działania z niewłaściwego miejsca może być proszenie, które w rzeczywistości jest żądaniem. Z właściwego miejsca prosisz z miejsca osoby, która prosi; żądasz, mając prawo żądać; kochasz, by kochać, a nie liczyć na korzyści.

W ciągu kilku miesięcy do perfekcji opanowałam wchodzenie w wewnętrzny stan, który był niezbędny, by ktoś zaproponował mi swoje miejsce. Doszłam do wprawy i wielu ludzi jednocześnie podnosiło się, by mi ustąpić, gdy tylko przekraczałam próg pojazdu. Po drodze kule wymieniłam na laskę. Wciąż wszystko działało.

Minęły kolejne miesiące. Przyszedł dzień, gdy ja do tramwaju, z właściwego miejsca, we właściwym stanie wewnętrznym i… zong! Nikt się nie podniósł. Zbyt długo bawiłam się w tę zabawę, by nie potraktować jej jak wieloetapowej gry. Nikt się nie podniósł… czyli przeszłam na kolejny poziom trudności. Hurra, kolejna plansza do rozgryzienia. Acha, dotarło do mnie, nie jest sztuką wejść we właściwym stanie wewnętrznym … sztuką jest podejść do miejsca z krzyżykiem, nawiązać relację z człowiekiem, który tam siedzi i poprosić, by ustąpił miejsca. To tylko pozornie jest idiotycznie łatwe. Ale przecież lubię gry i zabawy, lubię relacje, lubię ludzi.

Na tej planszy spędziłam trochę czasu. Brałam odwet na młodych zdrowych siksach z wielkimi pazurami. Doszłam do perfekcji. Aż przyszedł dzień, gdy na miejscu z krzyżykiem nie siedział młody człowiek zainfekowany odrobiną staroświeckiego wychowania. Na miejscu z krzyżykiem siedział „kark” i czytał pięknie ilustrowaną książkę, co samo w sobie wydawało się absurdem. Ewidentnie znalazłam się poziom wyżej, bo kark, jak wstanie, to już nie poczyta i ja, osoba czytająca ciut, rozumiałam ten ból bardzo dobrze. No ale nie zagrać, grzech! Podeszłam, poprosiłam i otrzymałam dwie wzajemnie wykluczające się odpowiedzi: pan wstał, ale jednocześnie klął pod nosem. Widząc to, wiedziałam, że część tego człowieka mi ustąpiła, więc gadać mam do tej, która klęła, na czym stoi ten dziadowski świat. Do tej części ze zrozumieniem powiedziałam, że wiem, że są schorzenia, których nie widać i, że jeśli on potrzebuje tego miejsca, to ja się wycofuję, życząc mu zdrowia. Różne miejsca w nas spotkały się w tamtej chwili, widzieliśmy nasze potrzeby naprawdę, finalnie było to spotkanie pełne zrozumienia.

Dziś przeszłam na ostatni z możliwych poziomów. Nie jest już dla mnie sztuką wejść z właściwego miejsca wewnętrznego. Nie jest przyjąć oferowaną pomoc. Nie jest poprosić osobę zajmującą miejsce z krzyżykiem. Sztuką jest podejść do osoby, która na zwykłym niekrzyżykowym miejscu siedzi i poprosić w prawdzie ktosia, kto potrzebuje pomocy tej Osoby. Tramwaj przyjechał wcześniej. Ostatnimi drzwiami wsiadłam w ostatniej chwili, dojście do miejsca z krzyżykiem było poza moimi możliwościami. Zrobiłam to. Game over. Czas laski zaczyna się kończyć — poczułam z wdzięcznością.

Zakończenie:
Dla mnie to już żadna wielka sztuka, ale:

Jest sztuką posiadanie umiejętności wejścia tak, by
chciano ci ustąpić w środkach komunikacji miejskiej.

*

Jest sztuką poprosić, a nie żądać,
o ustąpienie miejsca z krzyżykiem.

*

Jest sztuką poprosić o pomoc tych,
którzy mają prawo ci odmówić.

Jeśli masz kontakt z kobietą w ciąży, która obraża się, że nikt nie zauważa jej brzucha i nie ustępuje — pogratuluj jej! To nie ludzie-świnie, ona po prostu przeszła w tej grze na wyższy poziom!

*

Epilogu, początek:
Pytano mnie nieraz, dlaczego jeszcze chodzę z laską. Trudności, z którymi się mierzę, obracałam w żart: robię w wymuszeniach (komunikacyjnych). Trudności nie zniknęły, ale ja już wiem, że game over, the winner is

Finiszuję i bardzo tym się jaram, bo przecież Jakuszyce, welcome to
¡El reksio! I kropka.


Tengo cuarenta y uno reksios:

poniedziałek, listopada 06, 2017

(2636+5). Od początku

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Skończyłam. Z piątku na sobotę. Jak przez mgłę pamiętam szufladki, do których trafiła Autorka, szufladki oklejone lubieżno-intelektualnymi nazwami, podbijającymi bębenek ważności krytyków.

Skończyłam. Ta książka to poezja prozą pisana. Nie mogę uwierzyć, że tak mało brakowało, a ominęłaby mnie wrażliwość Autorki. Mam szczęście, że nie ominęła.

I jeśli coś mam jej za złe, to tylko to, że ugięła się i opuściła samą siebie.

*

     — Więc co z tym przebaczeniem? — […] — Jest możliwe czy nie?
     — Jest możliwe — powiedział lis.
     — A kiedy nikt nie przeprasza
?
     — Jeśli krzywda jest ciężka, zrobisz, co w twojej mocy, bo nie masz wyboru — powiedziałam. — Może ci się nie udać, ale lepiej, żeby się udało. Inaczej… nie będziesz żył jak człowiek
.

*

Wydawało mi się, że jeśli chcę ocalić trochę szacunku dla siebie samej, muszę się przyznać.
     — Ale do czego? — zdziwił się lis. — Chyba jeszcze nie wiesz, jaką męką jest udawać, że nadążasz za mętnymi aluzjami, których wcale nie rozumiesz, za czymś, czego ci wprost nie powiedzą, bo jednak trochę się krępują. Po co wyskakiwać ze skóry? Trzymajmy się własnej głupoty, ona nas chroni najlepiej. Tak, rozumiem, przykro ci. Ja też coś o tym wiem. Uchodzę za spryciarza i oszusta.
     Uchodził za spryciarza i oszusta, każdy by tak o nim pomyślał. Nikt nie wiedział, że jest najlepszym i najuczciwszym zwierzęciem na świecie
.

*

     — Żebyśmy mogli przebaczyć, kiedy nikt nie przeprasza — odezwałam się — ktoś z nas musi umrzeć.
     — Kto
? — spytał łyżwiarz zaczepnie.
     Zawahałam się, ale mu odpowiedziałam.
     — Ofiara
.

*

To, co przemilczane, w jej przekonaniu traciło atrybut istnienia. Nie istniejąc, nie mogło się na mnie przenieść. Pomysł, że coś, o czym nie wiem, może mieć wpływ na moje życie, uznałaby za absurdalny. Że z powodu rzeczy, o których nie wiem, mogę cierpieć? Nonsens.
     […] Mniejsza o lata. A ty? Jaką ranę odziedziczyłaś i po kim?

*

Trudno się rozmawia ze zmarłymi. Rzeczy, które najbardziej mnie pochłaniają, dla nich są nudziarstwem. Ich obojętność mnie onieśmiela. Nie mam pojęcia, co może ich ciekawić. To wynika z różnicy doświadczeń. Mają za sobą coś takiego, co w nich wszystko zmienia.

*

Wiedziały, że trzeba mieć dzieci, jeśli chce się spełnić wyśrubowane kryteria normalności. Lecz kiedy dzieci były już na świecie, wszystko zaczęło się komplikować.

*

     — Jestem prostym leśnym zwierzęciem — odpowiedział. — To wszystko, co mówisz, wydaje mi się zbyt skomplikowane.
     Po następnej wizycie jednak wiedział już, co ma myśleć, i zdecydował, że mi o tym powie.
     — Nie pozwalaj, żeby wchodzili ci na głowę. Nie powinnaś przesadzać z pokorą. W tym nie ma żadnej zasługi, wprost przeciwnie, wprowadzasz ich w błąd. Muszą znać granice
.

*

Znał ją? Coś wiedział? Była zaskoczona? Ten, kto nie wie, nie zgadnie, od kogo wie ten, kto wie.

*

Wiedziałyśmy wprawdzie, że świat jest starszy od nas i pełen różnych historii, których nam się nie opowiada, ale nie potrafiłyśmy sobie tego wyobrazić. Przeszłość wydawała się bezcielesna, dla nas składała się z samych słów i dat. Można się było w niej łatwo pogubić, ale nie przyszłoby nam do głowy, że to ona ukształtowała ten świat, który znałyśmy.

*

Prawo do zadawania pytań jest jak prawo do noszenia broni, ono też nie każdemu przysługuje. W pytaniach słychać było czasem ton przemocy, którego nie da się pomylić z niczym innym.
     […]
     Niewidoczna przemoc wydała mi się nawet bardziej brutalna, kiedy nie poprzestawała na zadawaniu pytań, lecz sama sobie udzielała zagadkowych odpowiedzi.

*

Moje emocje pytały, ilu jest ludzi, którzy czują się opuszczeni i wyśmiani aż do tego stopnia. Gdyby ktoś, komu uwierzę, powiedział mi, że połowa? A gdyby mi powiedział, że tylko jeden na sto tysięcy? Wszystko było możliwe. Ale dlaczego to na mnie spadło, dlaczego właśnie ja muszę być mną, nie kto inny? Tego pytania nie dawało się odepchnąć. Było uparte, pytało i pytało jak zdarta płyta. A przecież nie było odpowiedzi i nie mogło być.

*

     — Jak się żyje? — spytał, na chwilę przestając grzebać pod otwartą maską auta.
     — Tak sobie – powiedziałam. – Mam za dużo kłopotów.
     — Ja też — odpowiedział.
     Nie wiedziałam, jakie kłopoty może mieć dorosły. Przecież nie chodzi do szkoły
.

*

Zasługą jest nie zastanawiać się dwa razy, kiedy trzeba uderzyć pięścią w stół. Zasługą jest mieć siłę i zrobić z niej użytek.

*

     — Niemożliwe — powiedziała, oglądając ślady po psich zębach na jego przedramieniu. Życie nie byłoby tak śmiesznie proste, jak chciała, gdyby nie nauczyła się narzucać rygorów również faktom.

*

Można zmienić porządki zaprowadzone dawno temu, myślałam sobie. Pocąc się nad klawiaturą komputera, napisałam mu, że wolno mi wyrażać swoje uczucia. Nie można tego zabronić żadnemu żywemu stworzeniu. Rzucanie słuchawką to gruba przesada. Mam prawo czuć to, co czuję, nawet jeśli w tej rodzinie z jakiejś przyczyny przyjęło się uważać inaczej.

*

Jeśli kiedyś się zastanawiał, dlaczego wszystko mu wolno, a mnie nic – musiał zauważyć, że nie mamy dostępu do prawdziwych odpowiedzi na takie pytania. Leżały poza naszym zasięgiem, oprócz jednej, która mówiła: bo tak.

Magdalena Tulli, Szum, Znak, Kraków 2014.

2640. Od końca

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdzie zacząć, jak ma się nieustające wrażenie, że ostatnie siedemdziesiąt dwie godziny to był tydzień wrażeń. Od końca zacząć.

Tak. Byliśmy w pretekście wczoraj. Bliźniacza Liczba, Gepardzica, Smoku, Sadownik i ja. Trzy różne pizze, ale wszystkie, jak powiedział Smoku, relacyjne.

*

Green Valley, La vida va.

niedziela, listopada 05, 2017