środa, czerwca 20, 2018

2917. Jazda!

Sadownik:
(przy porannej kawie zapytał, czego nauczył już piorun w rzepce)

Jabłoń:
(własnymi słowami opowiedziała o priorytetach i nie tylko)
To na razie tyle, ale myślę, że to nie koniec.

(w skrócie to, co powiedziała)
nie bagatelizuj siebie.
nie kpij z siebie. nie wyśmiewaj.
bez obsesji czy przesady. ale
traktuj siebie poważnie! choć
nie śmiertelnie poważnie.

*

Jabłoń:
(po południu)
3 × (10 × 10 sekund)
Do bólu!
(tego najpiękniejszego — bolących mięśni)
¡El Reksio!

Sadownik:
(zdziwił się, że za pierwszym razem mu nie wyszło,
gdy sprawdzał na sobie „jakie to łatwe ćwiczenie”
)


Tengo cuarenta y nueve reksios:

wtorek, czerwca 19, 2018

2916. Pioruńskie wewnętrzne dialogi

boję się… do jasnej cholery! jakie „boję się”? wiedziałaś, że dziś, że ty, że trzeba. że nikt tego za ciebie nie zrobi.

boję się… słyszę! nikt tego za ciebie nie zrobi, ale — tak, właśnie to do mnie dotarło — możemy to zrobić w inny sposób.

nie boję się już. dałam radę. w ten inny sposób.

*

może właśnie dla takich chwil piorun w rzepkę mi strzelił.
wczoraj naprawdę dałam radę.

poniedziałek, czerwca 18, 2018

2915. Test pioruna, co w rzepkę strzelił

czy to, co robisz, pomaga Ci utrzymać dobrostan*?
wybieraj. rób to, co pomaga! co dnia.

__________
* fizyczny, psychiczny, duchowy.


fot. Autor(ka) nieznan(y/a) (źródło).

2914. U Orzeszka i Białego Kruka (XL)

fot. Biały Kruk.

Biały Kruk:

*

Natychmiast przypomniała mi się ta książka (nie na podpałkę). Gdy ją czytałam po raz pierwszy — tak jak dziś — chodziłam o kulach.

sobota, czerwca 16, 2018

2913. A żeś nam powiedziała

Piętnaście dni temu Kaan zdjęcia z urywkami książki przysłała. Dwa tygodnie temu dorzuciła jeszcze jedno i stwierdziła, że rozdział o terapii nie będzie mi się podobał. Zaznaczyłam do upolowania. Nosowska Nosowską, ale w papierzu nie ma mowy.

Wczoraj Gepardzica podarowała mi Nosowską w papierzu. I? I tę książkę trzeba mieć w papierzu, bo fajny gruby papier, bo to nie tylko zbiór literek uporządkowanych między okładkami, ale i grafika. Książka na ząb — na jedną kawę, jeden piorun w rzepce i jedno przedpołudnie.

A rozdział o terapii? Jest rozdziałem o tym, czym terapia nie jest.

Sens zdarzeń objawia się z opóźnieniem. Trzeba tylko przeczekać. To co dziś jest czystym cierpieniem, po czasie okazuje się przedsionkiem szczęścia i mądrości. Bądźcie dzielni i miejcie się świetnie!

*

Trzydzieści dziewięć lat szłam w stronę katafalku, korzystając z map rozrysowanych przez rodziców, rodzinę, nauczycieli. Czułam swąd, ale mapa mówiła: „Prosto”, więc brnęłam boso w żar. […]
     W czterdzieste urodziny pomyślałam: „Basta!”. Postanowiłam spalić mapy, odkurzyć trzecie oko i ruszyć w stronę wieczności godna własnych zmarszczek
!

*

Udawać orgazmy? Bardzo proste.
Spróbuj poudawać szczęście
.

*

Dziewięć godzin czytania — około 400 kcal.

*

Kiedyś spytałam Jakuba Żulczyka, czy frajerstwem jest dawać drugą szansę. Odpowiedział: „Nie. Frajerstwem jest dać trzecią”.

*

Teraz czuję się wolna, mam miękkie podbrzusze, przyznając, że nie wiem wszystkiego, a mówiąc bardziej precyzyjnie — wiem niewiele. Przez bramki umysłu przepuszczam tylko fragmenty wiedzy, które z całą pewnością mi się przydadzą, ubogacą mnie, a resztę pomijam, na resztę jestem głucha.

*

Wiedza przychodzi do człowieka dokładnie wtedy, kiedy jest gotów ją przyswoić. Nie jesteśmy w tym kontekście stadni. […]
     […]
     Mam naprawdę wiele książek, które stoją, ciasno przylegając jedna do drugiej w oczekiwaniu na przeskok z ławki rezerwowych zawodniczek do gry, do mnie. To się dzieje. Czasami zajmuje kilka lat, ale gdy przyjdzie wreszcie ten moment, gdy treść ma szansę spotkać się z moją gotowością — zaczyna się piękna przygoda. Tak więc książkom trzeba dać spokój.

*

Twoją jedyną wolnością jest własna reakcja.

*

Wiem, jak trudno jest spojrzeć w siebie. Jak trudno być dla siebie czułym opiekunem, który wspiera, dopinguje, ale też beszta, przywołuje do porządku. Stanąć oko w oko z własną rozpaczą, lękiem, niemocą, wstydem, gniewem, agresją — to boli.

*

Lęk napiera, gdy się go ignoruje lub z nim walczy.
     Patrz, jak się popisuje, patrz mu prosto w oczy, zmęcz go tym spojrzeniem, w końcu padnie
.

*

„[…] Miłość to decyzja. Jeśli ją podejmujesz, to mów, że kochasz. Dawaj. Nie oczekuj zwrotu kosztów. Miej odwagę powiedzieć, że już nie ma miłości. […] Żyj. A gdy dostaniesz bęcki, przeżyjesz. Przyszyjesz do rękawa kolejną sprawność”.
     To są himalaje dojrzałości. Droga jest ciężka, oddycha się z trudem, ale wetknę moje chorągiewki w czubek każdego z ośmiotysięcznika
.

*

Być razem nie oznacza aktywnie asystować w sprzątaniu bałaganu partnera. Oznacza czekać cierpliwie i kibicować, zajmując się jednocześnie własnym bałaganem. Wierzyć głęboko, że przyjdzie taki czas, kiedy wspólnie odpoczniemy po wysiłku, jaki każde z nas włożyło w sprzątanie samego siebie.

Katarzyna Nosowska, A ja żem jej powiedziała,
Wielka Litera, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

     — Ale ręcznik kupiłem sobie. Jest tylko mój!
     — Chleb też miał być tylko mój, bo gardzisz glutenem, a jednak zeżarłeś prawie cały. W nocy!
     — Chleb mi wypominasz? Odkupię ci!
     I tak dalej aż do cichych dni.
[…]
     Jest jeszcze jedna metoda zduszenia konfliktu w zarodku. Zaskoczenie…
     — Ale ręcznik kupiłem sobie. Jest tylko mój!
     — Mój ojciec wyznał mi przez telefon, że w osiemdziesiątym trzecim, wiosną, widział UFO!
     — Co?!
     — UFO.
     — Nie ma UFO.
     — Też tak myślę.
     I po kłótni
.

*

Od jakiegoś czasu nie wstydzę się tego, kim jestem. Znam swoje możliwości. Są zbyt ograniczone, by zawojować świat, ale wystarczające, by być wdzięczna, lubić życie i oddychać swobodnie.

(tamże)

2912. A Ty?

Piorun w rzepkę strzelił. Prawdopodobieństwo tego zdarzenia było mniejsze niż wygrana w totka i co? I proszę!

Ale czemu? Bo świat bez kopytka nauczył wiele, ale część mądrości z kręgu „praktykować” — gdy tylko zaczęło dobrze dziać się — przesunęłam na krąg deklaracji „oczywiście, że to jest najważniejsze”. Pod latarnią najciemniej — daję słowo, nie zauważałam, że najważniejsze przestawało być najważniejsze, więc piorun w rzepkę strzelił.

*

Dużo teraz śnię. Wszystkie sny dzieją się w środkach komunikacji: metro, pociąg, samolot. W jednym ze snów istotna była atmosfera „da się”. W tej atmosferze możliwe było zrobienie trudnego i niemożliwego.

*

Rzepka jest największą trzeszczką ciała. Przeczytałam.
Zmieniłam priorytety. Da się o nich pamiętać! Obiecałam sobie. Na zawsze. A priori!

2911. Trzecia ze stosiku

We wtorek, gdy zbieraliśmy się na sor, Sadownik zaproponował wzięcie książki. Odmówiłam. Mój umysł odmówił nie tylko czytania, ale również wycieczki na sor — został w ulu, a w zasadzie chyba gdzieś polazł, bo wrócił dopiero w piątek wieczorem i zaproponował: skończmy tę książkę, malutko nam zostało.

Skończyłam. To przypowieść o wewnętrznym narcystycznym świrze godnym XXI wieku. Świrze, z którego można wyjść tylko poprzez gruntowne wycofanie i zwykłe codzienne czynności, których większość domowników nawet nie zauważy. Ładna metafora, choć męcząca chwilami. Jednego tej książce nie można odmówić — choć chce się ją rzucić w cholerę nieraz, to ciekawość jak-to-się-skończy pcha człowieka na kolejną stronę, choć język lub scena brzydzą ciut swym dnem. W ten sposób na promocyjnym stosiku została mi już tylko jedna książka.

A nie ma większej wolności niż ta spowodowana brakiem strachu.

*

Milczenie […] jest przepełnione głosami.

*

Tak właśnie rozświetliło mi umysł i ujrzałem, że w końcu każda myśl zajmuje w nim swoje, właściwe jej miejsce.
     — To brzmi jak doświadczenie mistyczne — stwierdził Gabilondo wciąż ironicznym tonem, który Damián zignorował.
     — Może pan to nazwać, jak chce. Najważniejsze, co wtedy właśnie zrozumiałem, że, poza wszelkimi wątpliwościami, znajduję się na swoim miejscu
.

*

     — Dotarłeś już.
     — Dokąd? — zapytał.
     — Tam, gdzie szedłeś — odpowiedział głos.
     I to było wszystko
.

*

Podobnie jak hałas, woda zawsze szuka najprostszej drogi, która wcale nie musi być logiczna.

Juan José Millás, Z cienia, przeł. Karolina Jaszecka,
Czarna Owca, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

2910. U Orzeszka i Białego Kruka (XXXIX)

fot. Biały Kruk, fragment.

czwartek, czerwca 14, 2018

2909. Jak On się rozbiera…

Wieczór i noc z wtorku na środę Sadownik spędził ze mną na SORze. Ćwiczenia praktyczne z Małych Bogów 2 mamy zaliczone — zapity do nieprzytomności, którego poszukiwała roztrzęsiona kobieta, starsza pani ucząca małżonka, co go boli i że wcale nie od roku tylko od upadku dwa dni temu, młodzieniec chcący symulować, by przeskoczyć triage, pańcia-bomiś awanturująca się, że przecież płaci składki.

Przy zakładaniu gipsu koło drugiej trzydzieści Pan Gipsiarz chciał się ze mną zamienić, bo odpocząłby i spokojnie obejrzałby sobie mistrzostwa w kopaną piłkę. Sadownik kazał mi się cieszyć, że NFZ gotów jest zużyć na mnie ponadnormatywną ilość gipsu i bandaży — Jabłoń, nie porzeczka, długie ma wokół stawu kolanowego. Pan Doktor płakał ze śmiechu i z Pana Gipsiarza, i z Sadownika. Mnie ogarniała czarna rozpacz.

(fot. Sadownik podczas czekania)

*

Pan Ciasteczko & Heniutka:
(wczoraj po powrocie z pracy)

Sadownik:
(rosoli się)
O! Mogę się bezpiecznie rozebrać…

Jabłoń:
(w roli demon-seksu-w-gipsie ryczy ze śmiechu,
choć do śmiechu od kilkudziesięciu godzin nie było jej wcale
)

*

Dziś na usg zobaczyłam piorun — niczym owad w bursztynie — odciśnięty w mojej rzepce. W domu na spokojnie doczytałam, że troczki i więzadło rzepki oraz ścięgno mięśnia czterogłowego nieuszkodzone. Mam troczki rzepki! Wróciła nadzieja. Dziś, dzięki Oj Tè i Sadownikowi, który powiózł, przywiózl, rozładował.

poniedziałek, czerwca 11, 2018

2907. Wróżenie z książek

Tak sobie myślę, że ilość książek,
które na mnie czekają,
zapowiada jednak długie życie ;)

Kaan

Jabłoń:
(autoryzację na upublicznienie powyższego otrzymała)

niedziela, czerwca 10, 2018

2906. Urodziny

Sadownik & Jabłoń:
(telefonicznie umawiają się na uroczystą kolację)

Jabłoń:
Tylko nie jedz nic po drodze.

Sadownik:
A co? Jest coś w domu?

Jabłoń:
Ja jestem! Gotowa do zabrania…

2905. Wisienka na książce

Tam, gdzie mamy rację,
nigdy nie wyrosną
wiosenne kwiaty.

Tam, gdzie mamy rację,
ziemia jest twarda i udeptana
jak na podwórzu
.

// Jehuda Amichaj spotkany w pierwszej refleksji Oza.

*

porwał mnie ten wiersz w czwartek. pod ręką chciałam go mieć. zakotwiczyć chciałam uczucie, wrażenie, mądrość. czym? drzwi do tego uczucia znaleźć. co nimi jest? czekałam na odpowiedź. w końcu wiedziałam: akwarela. akwarela z kwiatami! znalazłam.

wpis. wpis bez tytułu. bez. i nagle znalazł mnie i tytuł wpisu (kwiatowy!).

*

tam, gdzie… nigdy nie będziesz cieszył się upragnionym w towarzystwie upragnionych.

Mariusz Gosławski, Wiśnie, 2015.

2904. Pawłowicz Cię kocha! (#1)

Czytałam tamtą wolniej i wolniej, bo robiłam wypady w świat trzech esejów.

Wszystkie trzy doskonałe, choć pierwszy zrobił na mnie największe wrażenie — pewnie dlatego, że ciału najbliższa koszula, a materii na fanatyków w naszym kraju ile dusza zapragnie.

Czytałam, zachwycałam się i doigrałam się. Dowiedziałam się, że Poseł (ona nie życzy sobie "posłanki") Pawłowicz kocha mnie. Kaja Godek kocha mnie. Poseł Pawłowicz kocha Ciebie i Kaja Godek też Ciebie kocha. One kochają Wszystkich i my wszyscy jesteśmy sami sobie winni tego stanu rzeczy — co oczywiście należało udowodnić, amen.

ISIS kocha cię z całego serca. Al-Kaida jest bez reszty oddana pragnieniu, by cię wybawić z moralnego upadku. Ku Klux Klan, organizacja Lehawa czy bandziory z Noar ha-Gwaot ryzykują życie — a nawet je poświęcają — nie dla samych siebie, lecz z myślą o tobie. Aby cię wyzwolić, nawet jeżeli obecnie jesteś jeszcze zaślepiony i niezdolny pojąć, co dla ciebie dobre. Zostali przysłani przez Boga albo Ideę, aby rzucić ci linę ratunkową. Nie odtrącaj tej liny, bo będą zmuszeni cię skrzywdzić. Dla twojego dobra. Nie ma na całym świecie nikogo, kto by cię kochał z takim oddaniem i żarliwością jak fanatycy. Pewnego dnia spadną ci łuski z oczu, a wtedy zobaczysz światło i jeszcze będziesz im za to wszystko wdzięczny.

*

Fanatyk stale, bez ustanku śpieszy, by rzucić ci się na szyję, aby cię zbawić, ponieważ kocha cię bezinteresowną miłością.
     Lub też na odwrót, łapie cię za gardło i dusi, bo niestety przekonał się, że jesteś naprawdę, ale to naprawdę niezbawialny. Stracony. I dlatego, choć z żalem, ma obowiązek cię znienawidzić i usunąć z tego świata. (W gruncie rzeczy „rzucić się na szyję” i „złapać za gardło” to czynności anatomicznie bardzo do siebie zbliżone
).

*

[…] fanatyk jest zdumiewającym altruistą, człowiekiem wyzbytym egoizmu: interesuje się tobą znacznie bardziej niż samym sobą. Dniem i nocą pragnie ocalić twoją duszę, oswobodzić cię z kajdan, wydobyć z mroków ku wielkiej światłości, wyzwolić raz na zawsze od błędu i grzechu. Już pędzi, by wziąć cię w objęcia, ocieka mieszaniną świętego gniewu i czystej słodyczy, jest niemal chory z troski o ciebie, przepełnia go chęć, by zmienić sposób, w jaki się modlisz (albo to, że się nie modlisz), twój nałóg palenia, nawyki wyborcze, żywieniowe, priorytety, cały twój, jakże szkodliwy, tryb życia. Jedynym życzeniem fanatyka jest chwycić cię w ramiona, tak byś się z nich nie wyrwał, i zaraz wydobyć cię z nizin, w których tkwisz, we wspaniałe i wzniosłe miejsce, które on już odkrył i odtąd przebywa tam na wyżynach, dokąd ty też musisz — naprawdę musisz — natychmiast się wspiąć. Dla własnego dobra. I tylko dla niego.

*

Fanatycy wszelkiej maści, w każdym czasie i miejscu, brzydzą się zmianą, boją się jej i podejrzewają, że to nic innego jak zdrada, wynikająca z mrocznych i niskich pobudek.
     […] są na świecie rzeczy, które można co prawda widzieć tak, ale też zupełnie inaczej.

*

Fanatyk jest chodzącym wykrzyknikiem. Lepiej, by walka z fanatyzmem nie polegała na postawieniu przeciwnego wykrzyknika. Stawić czoło fanatyzmowi nie oznacza unicestwić wszystkich fanatyków, lecz raczej uważnie zająć się tym małym fanatykiem, który kryje się, mniej lub bardziej, w duszy wielu z nas; oznacza też pożartować trochę z własnych wykrzykników. A także zaciekawić się i zajrzeć od czasu do czasu nie tylko w okno sąsiada, ale przede wszystkim zobaczyć, jak przedstawia się rzeczywistość widziana z jego okna, bo z konieczności jest ona inna niż ta, którą można zobaczyć z własnego.

*

Odporność na fanatyzm wiąże się też z gotowością […] do życia z pytaniami i wyborami, których rozstrzygnięcie kryje się daleko za mgłą na horyzoncie.

*

Kiedy byłem małym chłopcem, babcia Szlomit wyjaśniła mi, jaka jest różnica między Żydem a chrześcijaninem: „Chrześcijanie — powiedziała — wierzą, że Mesjasz już tu kiedyś był i że pewnego dnia do nas wróci. My, Żydzi — ciągnęła — wierzymy, że Mesjasz jeszcze nie przyszedł, ale pewnego dnia na pewno przyjdzie. Ten spór — myślała babcia na głos — sprowadził na świat tak wiele nienawiści i gniewu, prześladowania Żydów, inkwizycję, pogromy, masakry. Ale właściwie dlaczego? — spytała. — Dlaczego się wszyscy nie umówimy, Żydzi i chrześcijanie, że na razie poczekamy cierpliwie i zobaczymy, co się stanie? Jeśli któregoś dnia Mesjasz przyjdzie i powie: «Dawno się nie widzieliśmy, tak się cieszę, że znowu was widzę», to Żydzi będą musieli się przyznać do błędu. Ale jeżeli powie po przybyciu: «How do you do, miło was poznać», wówczas cały świat chrześcijański będzie musiał przeprosić Żydów. Do tego czasu — zakończyła babcia — aż do przyjścia Mesjasza, może byśmy tak po prostu żyli i dali żyć innym?”.
     Istotnie, babcia Szlomit była uodporniona przynajmniej na kilka rodzajów fanatyzmu
.

*

Niekiedy ta choroba zaczyna się od dość niewinnych objawów: nie od ucinania głów, wysadzania samochodów pułapek czy palenia domów wraz z mieszkańcami, lecz w kręgu rodziny — fanatyzm zaczyna się w domu. Łagodne objawy, dobrze nam wszystkim znane, polegają na powszechnej skłonności do tego, by odrobinę zmienić swoich najbliższych, własne dzieci, brata i siostrę, partnerkę i partnera, sąsiadów — zmienić dla ich własnego dobra.

Amos Oz, Do fanatyków. Trzy refleksje,
przeł. Leszek Kwiatkowski, Rebis, Poznań 2018.
(wyróżnienie własne) [#2, #3]

2903. Polska Izraelem Europy (#2)

#2. To esej, w którym łatwo było mi zgubić się w zdobyczach kultury i artefaktach historycznych. Miło było się odnaleźć, znajdując w sobie podobne doświadczenia, choć rekwizyty różne. Było ciut smutno odnaleźć się, widząc odniesienia do państwa polskiego, które niby jest, które całkiem na serio próbuje nam wmówić, że światło jest tylko jedno… purpurowe.

Jeszcze przed powstaniem państwa spytano Chaima Weizmana, kiedy wreszcie powstanie państwo żydowskie. Swoją odpowiedzią wprawił słuchaczy w zdumienie: „Nigdy”. Po czym wyjaśnił z uśmiechem: „Jeżeli powstanie państwo, nie będzie ono żydowskie. A jeśli będzie żydowskie — nie będzie to państwo…”.

*

[…] zostać, nie wychodzić. Tożsamość ma znaczenie tylko i wyłącznie wtedy, gdy drzwi wyjściowe są otwarte na oścież. Tylko wtedy, gdy istnieje wolność wyboru. Tylko gdy każdy dobrowolnie postanawia utrzymać własną tożsamość i jej nie zmieniać.

*

Demokracja i pluralizm to w gruncie rzeczy popularne sposoby wyrażania idei świętości życia, równej wartości ludzi oraz tego, że „Każdy, kto ocala jedno życie, ten według Pisma jakby ocalił cały świat.

*

Filozof Isaiah Berlin uczy nas, że kwestią sporną dla samych demokratów jest pytanie o to, czy wolność polityczna jest co do zasady negatywna („żyj i pozwól żyć innym”), czy też pozytywna („żyj właściwie, aby być prawdziwie wolnym”).

*

Przykro mi patrzeć, jak bardzo umniejsza własną wartość wielu ludzi niereligijnych wobec „autentyczności” najrozmaitszych religijnych gorliwców.

*

Nowoczesna demokracja wypływa z humanizmu. Nie ma żadnej sprzeczności między judaizmem a humanizmem. […] rabbi Nechemia w siedmiu cudownych słowach ujmuje samo sedno idei humanizmu: „Jeden człowiek wart jest całego dzieła stworzenia”. (Proszę zwrócić uwagę — rabbi Nechemia mówi „jeden człowiek”, w żadnym razie nie „jeden człowiek z Izraela”. Ale w żydowskim świecie były i wciąż są obecne całkiem inne głosy, w tym pełne wyniosłości i ksenofobii). Humanizm wiąże się też z pluralizmem, to znaczy z uznaniem równego dla wszystkich ludzi prawa do tego, by różnić się od siebie, oraz tego, że każda osoba jest całym światem mającym prawo do godnej egzystencji. Podobnie jak redukuję czasami w myślach wszystkie przykazania do jednego, „nie będziesz zadawał bólu”, tak też jestem gotów niekiedy zredukować humanizm i pluralizm do jednej prostej formuły: uznać równe prawo ludzi do bycia różnymi.”

*

Niektórzy dniem i nocą kładą nam do głowy, że „w jedności nasza siła”. Nasza siła rzeczywiście tkwi w zjednoczeniu wokół prawa do bycia różnymi. Różność nie jest przejściowym złem, lecz źródłem błogosławieństwa. Różnica zdań nie jest uciążliwą słabością, lecz życiodajnym klimatem dla wzrostu kreatywności. Różnimy się między sobą nie dlatego, że niektórzy z nas jeszcze nie dostrzegają światła, ale dlatego, że na świecie jest wiele świateł, nie jedno. Wierzenia i opinie, a nie wiara i opinia.

*

Najniżej w tej skali są ci najgorsi, najbardziej nieżydowscy, najgorsze szkodniki, ostatni motłoch, najwięksi goje – czyli lewacy, którzy bezustannie dążą do pokoju, nie przestają bronić praw człowieka, nie dają w spokoju wyrządzić jakiejś małej krzywdy albo dopuścić się odrobiny nacjonalistycznego wyzysku i nie przestają drzeć nam się do uszu: „O sprawiedliwość, li tylko o sprawiedliwość będziesz zabiegał”, „Jednakowe prawo i jednakowy przepis będzie dla was i dla cudzoziemca przebywającego u was”, „Nie zabijaj”, „Szukaj pokoju, idź za nim!”. A kiedy zabieramy się do eksmitowania paru członków rodzin zamachowców albo stosowania odpowiedzialności zbiorowej wobec całej arabskiej wsi, ci lewacy zaczynają nam ględzić o jakichś obcych pomysłach w rodzaju „każdy za własny grzech śmierć poniesie”.
     Skąd, do cholery, ci goje biorą całe to swoje pięknoduchostwo
?”

*

[…] relacja do innego jest zawsze żywotnym czynnikiem naszego samookreślenia.

Amos Oz, Do fanatyków. Trzy refleksje,
przeł. Leszek Kwiatkowski, Rebis, Poznań 2018.
(wyróżnienie własne) [#1, #3]

2902. Żyd najgorszego sortu (#3)

#3. Z pewnością Amos Oz jest Żydem gorszego sortu. Przytomnie patrzy. Pięknie pisze przemyślane wystarczająco. Nie poniża werbalnie. Nie jest postrzelony pięcioma gramami racji najmojszej. Tylko czemu Jego fanatycy, choć w cieplejszym klimacie chowani, nie różnią się od naszych rodzimych? No czemu?

Nie, my i Palestyńczycy nie możemy stać się jutro „jedną szczęśliwą rodziną”. Potrzebujemy dwóch państw. Z czasem być może przyjdą współpraca, wspólny rynek, federacja. Ale na pierwszym etapie nasz kraj musi być domem dwurodzinnym, ponieważ my, izraelscy Żydzi, nigdzie się stąd nie ruszymy. Nie mamy dokąd. I ponieważ Palestyńczycy też nigdzie się stąd nie ruszą. Też nie mają dokąd. Nasza waśń z Palestyńczykami w swojej istocie nie jest hollywoodzkim westernem, gdzie dobrzy walczą ze złymi, lecz tragedią z konfliktem dwóch racji. Tak napisałem bez mała pięćdziesiąt lat temu i wierzę w to także dzisiaj. Konflikt dwóch racji, a często, niestety, również dwóch niesprawiedliwości.

*

Stojąc przed oznakowanym przejściem dla pieszych, z pewnością mam prawo przejść przez jezdnię. Jeśli jednak widzę ciężarówkę pędzącą ku mnie z prędkością stu kilometrów na godzinę, mam też pełne prawo odstąpić od swoich praw i nie przechodzić. Nasi fanatycy są przekonani, że jest naszym religijnym obowiązkiem zamknąć oczy na niebezpieczeństwa i przejść przez ulicę, a z nieba przyjdzie wybawienie.

*

Nasi fanatycy mówią, nie bez szczypty złośliwej uciechy: „Wy, żydowscy Izraelczycy, którym tak zależy na demokracji, będziecie teraz musieli o niej zapomnieć. Jeśli nie chcecie tu żyć w państwie arabskim pod rządami arabskiej większości, będziecie musieli w końcu zrezygnować z ukochanej demokracji, praworządności, Sądu Najwyższego i przywyknąć do życia pod żydowskimi rządami rabinów ze wzgórz. Nie podoba się? Możecie się stąd wynosić, dokąd chcecie. Znikajcie nam już z oczu”.

*

Ktoś, kto jak ja widział na własne oczy powstanie Państwa Izrael zaledwie trzy lata po ludobójstwie dokonanym na europejskich Żydach przez niemieckich nazistów, nie tak szybko kupi pojęcie „nieodwracalności”. Kto widział, jak Charles de Gaulle, bohater francuskiej prawicy, przyznaje niepodległość Algierii, która była przyłączona do Francji i gdzie mieszkały setki tysięcy fanatycznych francuskich osadników, nie tak szybko kupi pogróżki wygłaszane przez proroków „nieodwracalności”. […]
     Nieodwracalna jest chyba tylko śmierć, a i o tym pewnego dnia jeszcze przyjdzie nam się przekonać na własnej skórze.

*

Teraz pora na małe wyznanie: kocham Izrael nawet wtedy, gdy nie mogę go ścierpieć. Jeżeli jest mi sądzone upaść któregoś dnia na ulicy, chcę, by się to stało w Izraelu. Nie w Londynie, nie w Paryżu, Berlinie ani Nowym Jorku. Tutaj zaraz podejdą obcy ludzie i mnie podniosą (a kiedy stanę z powrotem na nogi, z pewnością niemało będzie takich, co się ucieszą, widząc, jak znowu upadam).
     Lękam się bardzo o przyszłość. Boję się i wstydzę polityki rządu. Boję się fanatyzmu i przemocy, które coraz bardziej się u nas panoszą, i również za nie mi wstyd. Ale dobrze mi być Izraelczykiem. Dobrze mi być obywatelem państwa, w którym żyje osiem i pół miliona premierów, osiem i pół miliona proroków, osiem i pół miliona mesjaszy. A każdy z nas ma własną receptę na odkupienie albo przynajmniej rozwiązanie. Wszyscy krzyczą, a tylko niewielu słucha. Nie jest tu nudno. Izrael bywa co prawda denerwujący, oburza, rozczarowuje, czasami rodzi frustrację i złość, ale nieraz fascynuje i porywa. Tego, co zobaczyłem tu w czasie swojego życia, jest i znacznie mniej, i znacznie więcej, niż śniło się moim rodzicom i dziadkom
.

Amos Oz, Do fanatyków. Trzy refleksje,
przeł. Leszek Kwiatkowski, Rebis, Poznań 2018.
(wyróżnienie własne) [#1, #2]

sobota, czerwca 09, 2018

2901. Druga ze stosiku

Ze stosiku promocyjnego wyjęta. Z braku Yaloma, niech i Grosz. Jedną trzecią połknęłam, a potem szło wolniej, wolniej aż do niezgody… bo autor nie doczytał chyba do końca książek Elizabeth Kübler-Ross. Tak jak on uważa, że ona nie ma racji w kwestii „psychologicznych etapów” umierania i żałoby, ja uważam, że Grosz nie ma racji. Nigdzie nie jest napisane, że „etapy” następują liniowo jeden po drugim i tylko raz. Śmiem twierdzić, że owe etapy dotyczą każdej dużej zmiany, która spada na nas niczym grom z nieba.

Pomijając różnicę zdań, wyjęłam z tej książki kilka ważnych, pogodnych, ciepłych lub pełnych nadziei cytatów.

Simone Weill opisała pewnego razu, jak dwóch więźniów z sąsiednich cel nauczyło się porozumiewać ze sobą, stukając w ścianę. „Ściana ich rozdziela, ale zarazem umożliwia im komunikację — napisała. — Każda przegroda jest spoiwem”.
     […] To część naszego codziennego życia — pukamy w ścianę i nasłuchujemy.

*

[…] dzieciństwo pozostawia w nas podobne ślady – historie, dla których nie potrafimy znaleźć środka wyrazu, bo nikt nam nie pomógł dobrać właściwych słów. Gdy nie umiemy opowiedzieć o swoich przeżyciach, wówczas te przeżycia opowiadają o nas – śnimy na ich temat, rozwijamy w sobie symptomy, czyli postępujemy w sposób, którego nie potrafimy wyjaśnić.

*

     — Nie chwalę dziecka za zrobienie tego, co powinno zrobić — powiedziała. — Chwalę dopiero wtedy, gdy dzieci poradzą sobie z czymś wyjątkowo trudnym, na przykład dadzą drugiemu pobawić się swoją zabawką albo wykażą się dużą cierpliwością. Uważam też, że ważne jest, aby mówić „dziękuję”. Jeśli dziecko musi zaczekać cierpliwie na cukierek lub pomoc z mojej strony i czeka spokojnie, wtedy mu dziękuję. Ale nie chwalę dziecka, które się bawi bądź czyta.
     Żadnych wielkich nagród ani strasznych kar — Charlotte skupiała się na tym, co dziecko robi i jak to robi.
     Pewnego razu obserwowałem ją przy pracy z czterolatkiem, który rysował. Gdy przerwał i podniósł na nią wzrok — być może w oczekiwaniu na słowa pochwały — uśmiechnęła się i powiedziała:
     — W twoim rysunku jest dużo niebieskiego koloru.
     — To sadzawka obok domu babci — odparł chłopczyk. — I jest tam mostek. — Chwycił brązową kredkę. — Pokażę pani.
     Charlotte rozmawiała spokojnie z chłopcem, ale przede wszystkim obserwowała, słuchała. Była obecna
.

*

Być obecnym — dla dzieci, przyjaciół, a nawet dla siebie samych — to trudne zadanie. Ale czy takiej czujności ze strony drugiej osoby — a więc poczucia, że ktoś o nas myśli — nie potrzebujemy bardziej niż pochwał?

*

     — Właściwie nie mogę powiedzieć, że mnie okłamałeś — stwierdził. — Ale nie uprzedziłeś, czego mam się spodziewać.
     — Chyba nie za bardzo wiem, o czym mówisz.
     — O terapii
.

*

[…] przeszłość żyje w teraźniejszości. Ale w teraźniejszości żyje także przyszłość. Przyszłość nie jest miejscem, do którego dążymy, lecz wyobrażeniem, które mamy w głowie w tej właśnie chwili. To coś, co tworzymy, a to z kolei tworzy nas. Przyszłość jest fantazją, która kształtuje naszą teraźniejszość.

*

Nasze oręże w starciu z negatywizmem stanowi nie perswazja, lecz zrozumienie. Skąd ta odmowa? Dlaczego akurat teraz?

*

Opieramy się zmianom. Zgoda na zmianę — nawet drobną zmianę, która wyraźnie leży w naszym najlepszym interesie — jest często bardziej przerażająca niż ignorowanie niebezpiecznej sytuacji.
     Jesteśmy fanatycznie wierni naszemu wyobrażeniu o świecie, naszej wersji rzeczywistości. I koniecznie chcemy się dowiedzieć, jaka jest nowa wersja — do której ewentualnie mielibyśmy się przekonać — zanim zrezygnujemy ze starej
. […]
     W obliczu zmiany przeżywamy wahania, bo zmiana oznacza stratę. Ale jeśli nie zaakceptujemy straty jednego — […] możemy utracić wszystko.

*

Skonfrontowanie się z rzeczywistością, choćby najstraszniejszą, jest zawsze lepsze niż rozwiązanie alternatywne.

*

Gdy człowiek nie ma wyboru, sprawa jest przesądzona, tkwi w pułapce żalów i samooskarżeń. Taki sposób myślenia, sposób bycia właściwie, jest w nas tak głęboko zakorzeniony, że nigdy go nie kwestionujemy, nie zdajemy sobie z niego sprawy. Po prostu żyjemy tym. Zyskanie wyboru to wielkie wyzwolenie.

*

Wie pan, było jak w tych grach szpiegowskich. Nadchodzi chwila, kiedy w zakodowanej informacji udaje się nam rozszyfrować dostatecznie dużo liter, żeby z absolutną pewnością odczytać treść.

*

Po raz pierwszy w życiu poczułem się sobą.

Stephen Grosz, Życie wysłuchane. Jak tracimy i odnajdujemy siebie,
przeł. Robert Sudół, Czarna Owca, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

2900. U Orzeszka i Białego Kruka (XXXVIII)

Pierwszy raz zakwitł dwa lata temu.
Dziś rano w ostrym już słońcu…

fot. Biały Kruk, fragment.