sobota, maja 18, 2019

3281. Zachwyt

Przechodzę z Heniutką koło tych irysów minimum dwa razy dziennie. Od lat. (W kwitnieniu, w uśpieniu). Ale dopiero dziś dojrzałam tynk, który zaraz za nimi. Faktura i kolor — tak pięknie podkreślają urodę kwitnącego zielska.

[…] kiedy wyjrzysz przez moje okna, a nie swoje, to jakbyś zgodził się na maleńki niuans, a czasem to ten maleńki niuans odmienia wszystko.

*

Mieszkaliśmy w tym mieszkaniu, a za każdym razem, gdy wchodziłam przez próg, myślałam: dom.

Ida Linde, Mama mordercy,
przeł. Justyna Czechowska, Lokator, Kraków 2019.

piątek, maja 17, 2019

(3080+200). Dwieście wpisów później, czyli dziś

niepewność,
niełatwość.

są teraz moim chlebem powszednim. co dnia, od 4:50.

     — teraz? — coś we mnie zarechotało — zawsze tak było.
     — no tak — przyznałam — ale dopiero teraz to wiem i rozumiem.

____________
‡ pewna jest tylko śmierć, a łatwe tylko to, co już się umiesz.

*

ale, ale…
no właśnie!

Kiedy wkładasz w coś czas i wysiłek, kiedy robisz postępy, kiedy zdobywasz pewien poziom umiejętności, stajesz się tym, co starasz się osiągnąć.
     To stawanie się to wspaniałe uczucie, ponieważ się na to zasłużyło
.

*

Skoncentruj się na tym, co trzeba zrobić, a każdy dzień, kiedy będziesz się tego trzymać, przyniesie ci zadowolenie.

*

Marzenia szybko umierają, jeśli się ich nie karmi.

Jeff Haden, Mit motywacji, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2019.

*

Barbara Wrońska, Nieustraszeni.

jesteśmy nieustraszeni.
wciąż mamy ten dobry czas,
by zmieniać wszystko jeszcze raz
.

czwartek, maja 16, 2019

3279. Pantoflarz stulecia

Pan Ciasteczko & Jabłoń:
(wczoraj wieczorem omawiali
potrzeby logistyczne przyszłego tygodnia
)

Jabłoń:
(już dawno zarezerwowała sobie cały
przyszły piątek u Sadownika
)

Pan Ciasteczko:
(informuje, że w przyszły czwartek będzie wieczorem
zawodowo poniewierał się, po czym dodaje
)
Pamiętam, że piątek jest Twój. Już zapowiedziałem chłopakom,
że będę się oszczędzał. Zwaliłem na ciśnienie.
Nie jestem wystarczająco odważny,
by powiedzieć, że jestem pantoflarzem.

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)
Ty, pantoflarzem? Dobre!

środa, maja 15, 2019

3278.

Na korkowej tablicy wypatrzyłam powieszony czarno-biały wydruk. Upłakałam się jak norka, a potem zamyśliłam nad wspaniałym drugim dnem obrazka. I wiedziałam, że muszę tu mieć Snoopy’iego.

Skoro ktoś wydrukował, musi być w sieci, pomyślałam. Oczywiście, że jest.

(źródło)

wtorek, maja 14, 2019

3277. Matko Bosko, zimno, mokro

zimno. mokro. w wigilię Zimnej Zośki.
zbyt zimno. zbyt mokro. wieczorem.
tylko gorąca kąpiel… a potem książka.

*

ci dwoje, rozmawiają czy 
słuchają audiobuka? od rana 
chwytają mnie za serce.

ilustr. Lucia Stewart.

*

Tak naprawdę motywacja jest rezultatem. Motywacja to duma z pracy, którą już się wykonało, a to napędza go­to­wość, żeby zrobić jeszcze więcej.

*

Dobre samopoczucie bierze się z zaangażowania.

Jeff Haden, Mit motywacji, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2019.

poniedziałek, maja 13, 2019

3276. W trudnym czasie (II)

Ursula K. Le Guin:
Aby poradzić sobie z problemami, które masz,
potrzebujesz Smoka.

Jabłoń:
(w swoim śnie zdębiała, słysząc te słowa)

Ursula K. Le Guin:
(widząc, pewnikiem głupawą, minę Jabłoni dodała)
Dużego i Wolnego* Smoka!

Jabłoń:
(dwa dni ze snem łaziła, nim poprosiła Kaan o Smoka)

______________
* tzn. autonomicznego, dzikiego, nie zniewolonego.

Autorka: Kaan.

Kaan:
I myślę, że to raczej smoczyca.

*

Dlaczego rzeczy są, jakie są? Czy muszą takie być? Jakie by mogły być, gdyby były inne?”. Stawiając takie pytania, przyznajemy, że rzeczywistość może być przypadkowa, a przynajmniej dopuszczamy możliwość, że nasza percepcja rzeczywistości może być niepełna, nasza interpretacja jej arbitralna albo błędna.
     Wiem, że dla filozofów to, co mówię, jest dziecinnie naiwne, ale mój umysł nie może lub nie chce podążać za filozoficzną argumentacją, a zatem muszę pozostać naiwna. Dla zwykłego umysłu, niewyćwiczonego w filozofii, pytanie: Czy rzeczy muszą być takie, jakie są / jakie są tu i teraz / jakie nam powiedziano, że są, może być ważną kwestią. Otworzenie drzwi, które były zamknięte, to ważny akt
.

*

[…]  pytanie nie ma sensu, jeśli ktoś naprawdę nie chce się czegoś dowiedzieć.

*

Mamy już wszystkie wielkie powieści, jakich teraz potrzebujemy, a w tej właśnie chwili jakiś człowiek — mężczyzna lub kobieta — pisze nową, o której nie dowiemy się, jak była nam potrzebna, dopóki jej nie przeczytamy.

*

Dopóki sami nie ruszyliśmy w tę podróż, nie zrozumieliśmy niczego.

*

Pytanie 14: „Czy realizujesz swoje ukryte pragnienia?”. Znowu mnie poraziło. W końcu nie zaznaczyłam Tak, Częściowo ani Nie, tylko dopisałam: „Nie mam takich; moje pragnienia są rażąco widoczne”.

Ursula K. Le Guin, Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

3275. Czytane w trudnym czasie (I)

Dwie osoby, Duet, który bardzo cenię, jest bezpośrednim słodkim „winowajcą” tego czytania. Już nie jestem pewna, czy pierwsza z tych osób, a może druga ceni sobie twórczość tej Autorki. To właśnie istnienie tego Duetu, samo w sobie, było dla mnie rekomendacją, by zajrzeć do tej książki.

Nie ma to, jak czytać słowa mądrej, starej kobiety, która niejedno widziała, przeżyła, przemyślała i nie boi się powiedzieć. Wszystko w książce jest aktualne, choć od zapisania słów minęło kilka lat. Szkoda, że Autorka już niczego, co dzieje się na świecie, nie skomentuje. Każdy z wybranych przeze mnie cytatów mógłby być najważniejszym i jedynym, nad którym warto zadumać się na dłuższą chwilę.

Dawne, prymitywne Dobre Miejsca były kompensacyjnymi wizjami kontrolowania tego, czego nie możemy kontrolować, posiadania tego, czego nie mamy tu i teraz — uporządkowane, spokojne niebo; raj godzin; wymarzony zamek na piasku. Droga do nich była prosta, choć dramatyczna. Umierało się.

*

[…] sztuka jest głębsza niż koncepcje białych lub czarnych, kobiet lub mężczyzn, Amerykanów i nie. Istoty ludzkie niekoniecznie istnieją wewnątrz (albo pasują do) sztywnych rasowych, płciowych czy narodowych pudełek, w których często bez namysłu je umieszczamy. Błędem jest wymaganie od literatury, by wzmacniała takie konstrukcje. Literatura to dziedzina, gdzie się uwalniamy.
     Potrójne hura i amen
.

*

Demokracja, usilnie negując fakt nierówności, pozwala nam w zaskakującym zakresie zachowywać się, jakby nierówność nie istniała. Ale istnieje i my to wiemy. Jest więc naszym obowiązkiem dbać o to, żeby ta nierówność była jak najmniejsza, nie zgadzać się, żeby założenie nierównej wartości redukowało nasze zwykłe człowieczeństwo, choćby niewiele, choćby nawet przez nierozważne słowo.

*

To kwestia moralnie problematyczna, kiedy osobista decyzja mylona jest z osobistą opinią. Decyzja godna tej nazwy oparta jest na obserwacji, informacji o faktach, na intelektualnej i moralnej ocenie. Opinia — tak kochana przez prasę, polityków i sondaże — wcale nie musi się opierać na informacji. W najgorszym przypadku, niekontrolowana ani przez osąd, ani tradycję moralną, osobista opinia może nie odzwierciedlać niczego oprócz ignorancji, zazdrości i lęku.

*

Myślę, że feminizm istnieje i wciąż będzie istniał wszędzie tam, gdzie kobiety pracują — na swój własny sposób – ze sobą nawzajem i z mężczyznami, i gdzie tylko kobiety i mężczyźni kwestionują męskie definicje wartości, odrzucają wykluczenie płciowe, afirmują współzależność, odrzucają agresję i poszukują wolności, zawsze.

*

[…] energia kobiecej solidarności pochodzi z chęci i potrzeby wzajemnej pomocy oraz — często — z prób uwolnienia się spod ucisku. Nieuchwytność jest istotą płynności.
     Kiedy więc wzajemna współzależność kobiet postrzegana jest jako zagrożenie dla uzależnienia kobiet od mężczyzn, dla przypisanej kobietom roli rodzącej i wychowującej dzieci, służki rodziny i mężczyzn, łatwo jest stwierdzić, że coś takiego nie istnieje. Kobiety nie mają poczucia lojalności, nie rozumieją, na czym polega przyjaźń, i tak dalej. Zaprzeczenie w rękach lęku staje się skuteczną bronią. Idea kobiecej niezależności i współzależności spotyka się z szyderczą nienawiścią ze strony i mężczyzn, i kobiet, które męską dominację uznają za korzystną dla siebie. Mizoginizm w żadnym razie nie występuje wyłącznie wśród mężczyzn. Żyjąc w „męskim świecie”, wiele kobiet nie ufa sobie nawzajem i obawia się siebie o wiele bardziej niż mężczyźni
.

*

[…] I sądzę, że ten sposób myślenia, jaki w końcu przyjmujemy, myślenia, jak zmienić cele z ludzkiej dominacji i nieograniczonego wzrostu na ludzką zdolność przystosowania się i długookresowe przetrwanie, to właśnie przejście z yang do yin. Obejmuje więc zgodę na niestałość i niedoskonałość, cierpliwość dla niepewności i prowizorki, przyjaźń z wodą, ciemnością i ziemią.

*

Są ludzie, którzy potrzebują pomocy.
      Są ludzie, którzy im jej odmawiają, powtarzając, że Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają, albo że biedni i bezrobotni to tylko bezużyteczne obiboki okradające opiekuńcze państwo.
      Są ludzie, którzy nie przeczą istnieniu ubóstwa, ale nie chcą o nim wiedzieć, bo to straszne i co można na to poradzić?
      Ale są też tacy, którzy pomagają
.

*

Starość to nie stan umysłu. To sytuacja egzystencjalna. Czy rozmawiając z kimś sparaliżowanym od pasa w dół, powiedzielibyśmy: „Och, wcale nie jesteś kaleką! Jesteś tylko tak sparaliżowany, jak sam uważasz! Moja kuzynka złamała kiedyś kręgosłup, ale wzięła się w garść i teraz trenuje do maratonu!”?
     […] Strach rzadko jest rozsądny i nigdy łagodny. Zresztą, kogo właściwie pocieszają? Naprawdę chodzi im o zgreda?
      Tłumaczyć mi, że moja starość nie istnieje, to tłumaczyć, że ja sama nie istnieję. Wymażesz mój wiek, to wymażesz moje życie — mnie
.

*

Starość jest dla wszystkich, którzy do niej dotrą. Wojownicy starzeją się tak samo jak mięczaki. Właściwie mięczaki mają większą od wojowników szansę, by się zestarzeć. Starość jest dla zdrowych, twardych, dzielnych, chorych, słabych, tchórzliwych, niekompetentnych. Dla ludzi, którzy co rano przebiegają piętnaście kilometrów, i dla takich, którzy żyją na wózku. Dla tych, którzy krzyżówkę z londyńskiego „Timesa” rozwiązują długopisem w dziesięć minut, i takich, którzy nie bardzo pamiętają, kto jest obecnie prezydentem. Starość mniej jest kwestią sprawności i odwagi, a bardziej szczęścia, czyli długowieczności.

*

[…] jeśli nie można poprosić obywateli, by zrezygnowali ze steku we wtorki, jak można prosić przemysł i korporacje, by zrezygnowały z ogromnych i natychmiastowych zysków, jakie przynosi im destabilizacja klimatu i niszczenie środowiska? Wydaje się, że zrezygnowaliśmy z patrzenia na dłuższy dystans. Że postanowiliśmy nie myśleć o konsekwencjach, o przyczynach i skutkach. Może dlatego czuję się jak wygnaniec. Bo dawniej żyłam w kraju, który miał przyszłość.

*

Charles zbliżył się na odległość ciosu.
     Grzechotnik i ja nie spuszczaliśmy się nawzajem z oczu. Żadne z nas się nie poruszyło.
     — Nie mogę — stwierdził Charles.
     — Też nie mogę — odpowiedziałam.
     — Więc co robimy? — zapytał.
     Grzechotnik zastanawiał się pewnie nad tym samym
.

*

Nauka, błogosławieństwo, może przyjść nietypową ścieżką, sposobem, jakiego nie oczekujemy, nie pragniemy i nie rozumiemy. Możemy tylko o nim rozmyślać.

*

Siedzę na szorstkich czarnych stopniach i staram się odgadnąć sekret, jaki kryją. Nie potrafię.
     Kryją go
.

Ursula K. Le Guin, Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

Nic dziwnego, że dzieci wciąż pytają: „Daleko jeszcze?”. Bo dzieci już tam są. To tylko zabiegani rodzice nie są, muszą mieć te wielkie odległości między miejscami, muszą jechać i jechać, i jechać, żeby tam dotrzeć. Dla dziecka to nie ma sensu. Może dlatego nie widzą krajobrazu. Krajobraz to coś, co leży pomiędzy.
      Trzeba lat, żeby nauczyć się żyć pomiędzy, żeby zorganizować sobie relacje między rzeczami, żeby pojąć ich sens
.

*

O wiele łatwiej jest obwiniać dorosłych, niż stać się jednym z nich.

*

Jakkolwiek świadomi jesteśmy traconych z wiekiem swobody, wyczulenia i radości, nie tak przeżywamy pełny ludzki żywot, że zatrzymujemy się na którymś etapie, ale stając się wszystkim, co czeka w nas, by się stać.

*

Kiedy widzi się osobę, która przeżyła na tym świecie zaledwie dwa lata, jak szuka i znajduje w nim swoją drogę, jak jej ufność wynagradzana jest prawdą, a ona ją akceptuje — to zaiste piękny obraz. I skłonił mnie do rozmyślania przede wszystkim o tym, jak niesamowicie dużo uczymy się od dnia urodzin po dzień ostatni — poczynając od tego, gdzie są koniki, aż po narodziny gwiazd. Jakże bogaci jesteśmy w tę wiedzę i we wszystko wokół nas, czego jeszcze możemy się nauczyć. Jesteśmy krezusami.

(tamże)

niedziela, maja 12, 2019

3274. Życie (II) z psem

Jabłoń:
(wskutek przeczytanej lektury
zamarzyła jajka na miękko
)

Sadownik:
(stuka w pierwsze w specjalnym kieliszku,
drugi, trzeci fragment skorupki zdejmuje i minę robi
)

Jabłoń:
Tylko nie mów mi, że pod skorupką
znalazłeś już psią sierść!

*

Cały sens jajka na miękko polega na pewnych trudnościach w jedzeniu, na uwadze, jakiej wymaga ta czynność, na ceremonii.

*

Doświadczanie jajka na miękko jest każdego ranka takie samo, a jednak zawsze inne. Pozostaje nieskończenie interesujące. Nieodmiennie smakowite, dostarcza niewielkiej, ale znaczącej dawki wysokiej jakości protein. Czegóż można chcieć więcej?

Ursula K. Le Guin, Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

3273. Życie (I)

Kaan:
(w piątek jakby czując pismo nosem)
Kiedy coś znienacka wyszarpie spod nóg dywanik z napisem „poczucie kontroli*”… Zachwianie, czasem upadek. Wstajesz, stoisz na podłodze, bez butów. Zmienia się. Zmienia się kontakt z podłożem, ziemią, sobą, życiem. Stoisz bez izolacji, stoisz bardziej, czujesz bardziej.

Jabłoń:
(od środy bez jakichkolwiek dywaników
pod stopami, usiłuje wstać
)

Kaan:
Nie spiesz się ,
poczuj każdy paluszek,
kawałek po kawałku.

__________________
* w oryg. poczucie nieśmiertelności, ale dywanika z tym napisem to Jabłoń już nie pamięta.

*

Lęk u osoby o moim temperamencie jest zjawiskiem endemicznym i nieuniknionym. Niewiele mogę poradzić, oprócz rozpoznania go i prób niedopuszczenia, by zawładnął mną całkowicie. Jeśli jestem w gniewnym nastroju i zdaję sobie z tego sprawę, mogę zapytać siebie: No i czego się boisz? To daje mi możliwość spojrzenia na własny gniew z zewnątrz. Czasami pomaga oczyścić atmosferę.

*

Moje lęki sprowadzają się do strachu, że nie jestem bezpieczna (jakby ktokolwiek był kiedyś bezpieczny) i nie sprawuję kontroli nad swoim życiem (jakby ktokolwiek kiedyś sprawował taką kontrolę). Czy ten strach przed brakiem bezpieczeństwa i kontroli wyraża się jako gniew, czy też wykorzystuje gniew jako swego rodzaju wyparcie strachu?

*

Yang to kontrola, yin to akceptacja. To wielkie i równe potęgi; żadna nie może istnieć samodzielnie, w obu zawsze trwa proces stawania się tą drugą.

Ursula K. Le Guin, Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

wtorek, maja 07, 2019

3272. Bananowy remanent

Zatrzymuje mnie pierwszy z cytowanych poniżej fragmentów od ponad tygodnia. Wracam do niego z uporem maniaka. Wprawia mnie w odmienny stan. Gada do mnie wielkimi literami. Przyglądam się swoim «bananom» i pytam samą siebie: mogę je już puścić? Chcę iść dalej, czyż nie?

Podobno w Indiach istnieje wyjątkowo sprytny sposób łapania małp. […] Dziura w kokosie jest wycięta tak przemyślnie, że małpa może wsunąć do środka łapę, ale nie może jej wyjąć, mając zaciśnięte palce. Aby uciec, małpa musi po prostu puścić banana. Ale nie chce.
     Jesteśmy inteligentnymi istotami, a jednak nasz umysł często zastawia na nas bardzo podobną pułapkę
.

*

„Puszczanie” jest sposobem na to, by pozwolić rzeczom być, lub też akceptowaniem ich w naturalnej postaci.

Jon Kabat-Zinn, Życie, piękna katastrofa,
przeł. Roman Skrzypczak, wydanie IV,
Czarna Owca, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

*

kwiaty uczą puszczać. chyba.
te irysy.
     rok temu bez dziesięciu dni.
     cztery miesiące temu bez dwóch dni.
     dziś. zatrzymane w pikselu.

jutro. będą już inne. te irysy.

poniedziałek, maja 06, 2019

(3265+6). Bo… (II)

Bo Stehlíka okolice, bo kryminał, bo seria, czyli bez zmian. Skończyłam zaczęty u Bliźniaczej Liczby kryminał i znów smutno, bo nie wiemy, ile czasu upłynie, nim zobaczymy się znów. Wróciłam na amen.

Drugi tom z Mariánem Holiną… dobry, choć zdecydowanie mniej bohaterów, za których dobro trzyma się kciuki. Czy jest trzeci tom? Nie wiem. Na polskim rynku wydawniczym przekładu nie ma. Wracam więc do swoich książek.

Zawsze to samo. Pogoda wyżywa się na biednym świecie, po czym udaje, że nic się nie stało, pomyślała Vanda, wyglądając przez brudną szybę. Po kilkudniowych opadach gęstego śniegu niebo było wysokie, lazurowe, bez chmurki. Rozpościerało się nad Pragą z miną niewiniątka, jakby nie miało nic wspólnego z popękanymi rurami, zimnicą i innymi nieszczęściami.

*

Ludzie obserwują się nawzajem, czasem nawet rozmyślają o nieznajomych. Nieświadomie dostrzegają zmiany. Wszyscy rejestrujemy dużo więcej spraw, niż nam się wydaje. W podświadomości odkładają się trudne do opisania rzeczy. Tajne. Sekrety, które nosimy w głowach lub pod ubraniem. Mamy problem z ich zdefiniowaniem, ale czujemy, że obok nas przeszło właśnie zmartwienie, pożądanie lub smutek.

*

Proste jak strzał w pysk, pomyślał Marián. Dlaczego tak rzadko przychodzą nam do głowy najprostsze rozwiązania? Dlaczego je odpędzamy? Wstydzimy się, że są za mało wysublimowane? Czy zawsze musimy kombinować, dochodząc do najprostszych spraw?

*

Pisał o tym Jung. Synchroniczność. Równoległe pojawienie się kilku zdarzeń, niebędących ze sobą powiązanych przyczynowo, a jednak mających wspólne znaczenie dla obserwatora. Marián interpretował to na swój, charakterystyczny dla śledczego sposób. Jeżeli jakaś, wcześniej ukrywana, informacja miała się pojawić, pojawiała się niemal zawsze w kilku miejscach naraz.

*

Marián wiedział, że to się wydarzy. Kiedy Šotolová nie otrzymała raz odpowiedzi na zadane pytanie, zadawała je ponownie. Pani kapitan nigdy nie zapominała o pytaniach, które ktoś pozostawił bez odpowiedzi.

*

     — Nie mam pojęcia, co ty tu jeszcze robisz – stwierdził, już normalnym tonem. — Nie umiesz po prostu powiedzieć szefowi, żeby się od ciebie odpieprzył?
     — Dobrze wiesz, że umiem — zapewnił go Marián. — Z tym że ciotka Jozefína, której zawdzięczam w życiu wiele dobrego, mówiła, że spławić człowieka można na dwa sposoby. Jeden jest głupi, drugi mądry. Nauczyła mnie tego drugiego.
     Wstał, wziął płaszcz, wyszedł z gabinetu. W drzwiach uśmiechnął się jeszcze do szefa.
     — Dziś ciocia byłaby ze mnie bardzo dumna
.

*

Nikt nie jest niezastąpiony, słyszał bez przerwy. Naprawdę nie miał pojęcia, skąd ludzie biorą takie bzdury. Przecież było na odwrót. Każdy jest niezastąpiony. Po każdym pozostaje luka. Życie było pełne luk.

*

     — Martwy adwokat może poczekać, żywy seryjny morderca nie — wyjaśnił krótko Karoch Divišowi na porannej odprawie w swoim centrum dowodzenia. — Wracasz do Mariána, dupa nam się pali.

*

     — Ale kto tu kogo skrzywdził? — nie rozumiał Diviš.
     — Trudno powiedzieć. Poczucie krzywdy jest bardzo subiektywne, czasami nie da się ocenić tego z zewnątrz — odpowiedział Marián
.

*

     — Gdybym wyznał prawdę już wtedy, w niedzielę, być może jeszcze by tu siedziała — wyszeptał, jakby mówił wyłącznie do siebie. — Może nie tu, może siedziałaby w więzieniu, ale żyłaby. Więzienie da się przeżyć. Śmierci nie.

*

Czesi uwielbiali technologię i obchodzili się z nią właśnie tak, jak ludzie zwykle obchodzą się z czymś, co kochają: impulsywnie, z niemałą dawką kreatywności, i nie mniejszą braku logiki.

Iva Procházková, Roznegliżowane, przeł. Julia Różewicz, Wydawnictwo Afera, Wrocław 2017.

3270. Tam (VII)

z przygodami. XXI wiek w Polsce: gdy padają komputery, pozostaje już tylko modlitwa…

…trzeba czekać. muszą wstać, by żywy człowiek dostał leki. czekał. dostał.

niedziela, maja 05, 2019

(3267+2). Nieścinek (el momento)

wczoraj wypatrzyłam komentarz Saxifragi. kilka razy już wracałam do tego zdjęcia. lubię to, co ono wciąż ze mną robi – a robi uparcie i niezmiennie to samo, choć poza pierwszym razem, wiem, czego i gdzie szukać.

najpierw w oczy wciskają mi się kanapowe wzory i wszystkie możliwe z nimi skojarzenia, potem widzę piękną słoneczną plamę, a dopiero na końcu dostrzegam… chłopców. i już pozostaje mi tylko… zachwyt!

fot. Saxifraga.

*

sychronicznie. dziś spotykam poniższe słowa i uśmiecham się jak wariatka.

Czasami tabliczka przy grocie informuje, że mędrzec wyszła. Przy tych okazjach temat na dany dzień wyznacza Kot. „Myśl o chrząszczach”, proponuje Kot, a ja to robię. Myślenie o chrząszczach okazuje się obejmować bardzo szeroki zakres spraw, zwłaszcza kiedy zalecone jest przez dobrego kota o złych łapach*. Myślę więc o kotach i ich uroczo zabójczych instynktach. Myślę o niełatwym interfejsie człowiek/inny. Gdzieś w głębi siebie, myślę, wszyscy nosimy marzenie Mowgliego: że inne zwierzęta zobaczą nas i zaakceptują jako jedno z nich. A potem sami nie realizujemy tego marzenia, gdy niewłaściwe zwierzęta proszą nas właśnie o to.

[Karen Joy Fowler we wstępie w:]
Ursula K. Le Guin, Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

 
______________
* Nazywamy go grzecznym kotem o złych łapach. To łapy pakują go w kłopoty, powodują głośne krzyki, besztania, chwytania i przenoszenia, które grzeczny kot [Padr] znosi z niezmiennie dobrym humorem… „O co im wszystkim chodzi? Nie strąciłem tego przecież. Łapa strąciła”.

*

     Pard, gdzieś ty był?
     Cisza. Przyjazna obecność. Tajemnica
.

Ursula K. Le Guin, Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

sobota, maja 04, 2019

3268. Raport

13:10. Trzynaście godzin i dziesięć minut. Tyle nam to wszystko wczoraj zajęło.

W samochodzie kilka minut. Pożegnanie z Bliźniaczą Liczbą. Serce pokroiło mi się na zbyt wiele kawałków. Pociąg. Aseos dla pań. Szybka fajka dla panów. Autobus. Tortilla, croquetas, ostatnie kawy: un café solo y un café con leche. Bramki bezpieczeństwa. Kontrola narkotykowa dla pani. Kilometrówka dzienna wykonana w ramach poruszania się po lotnisku. Gate 71. Samolot. Start.

Lądowanie dziesięć minut przed czasem. Toaleta dla pań. Bagaż. Dłuższa fajka dla panów. Przyjemnie chłodno. Taksówka. Pod domem zapach kwitnących drzew i oszałamiająca zieleń. Wybebeszyć z walizki co trzeba i wio do Altówek po Heniutkę. Powrót. Odsikać Kudłatą. Do domku. Kąpiel. Stado w komplecie w sypialni. Padliśmy.

*

Rano na pierwszym nieśpiesznym spacerku, w ciszy warszawskiego poranka przypomniało mi się, że dokładnie dziś są urodziny Heniutki.

środa, maja 01, 2019

3266. Don Quijotes

[…]  jedyna chwila, kiedy wszystko może się zdarzyć, jest właśnie teraz. Zanim naprawdę się zmienimy, musimy zaakceptować człowieka, którym jesteśmy.

*

Akceptacja, o której mowa, oznacza po prostu to, że prędzej czy później musimy przystać na postrzeganie rzeczy takimi, jakie są. Takie podejście przygotowuje grunt pod odpowiednie działanie niezależnie od tego, co akurat się dzieje.

*

[…]  cokolwiek jest przedmiotem naszej uwagi w tej chwili, zmieni się, dając nam okazję do praktykowania akceptacji tego, co pojawi się w chwili następnej.

Jon Kabat-Zinn, Życie, piękna katastrofa,
przeł. Roman Skrzypczak, wydanie IV,
Czarna Owca, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

wtorek, kwietnia 30, 2019

3265. Bo…

Bo Stehlíka okolice, czyli czeska literatura. Bo napisany przez kobietę kryminał. Bo seria z panem podinspektorem, a ja lubię przywiązać się do bohaterów książek. Bo ładnie dwuznaczny wydał mi się tytuł tej książki. Bo u Bliźniaczej Liczby dobrze mi wchodzą kryminały.

Pierwszy tom czeskiej serii kryminałów z Mariánem Holiną… nie zawiodłam się. Natychmiast sprawdziłam, czy jest już dostępny drugi tom… Jest! Siedzę w nim po uszy od dziś.

Nie chciał sugerować niczego, co przyspieszyłoby rozpad ich małżeństwa. Jeśli ma do tego dojść, i tak dojdzie. Związki miały własną dynamikę, długość ich trwania wcale nie musiała zależeć od szczęścia partnerów. Wiedział to z własnego doświadczenia.

*

Wystarczyło mu, że to, co stosuje, działa. Teraz znów będzie musiał wyjaśniać, dlaczego działa. A tego często nie wiedział. Tak jak z intuicją. Bał się, że jeśli zacząłby głęboko dociekać, jakimi drogami chadza intuicja i dlaczego jest tak cholernie niezawodna, mógłby ją spłoszyć.

*

Sztywny, przemądrzały gówniarz z zamiłowaniem do hierarchii, pomyślał Marián. Resztki katolickiego wychowania podsuwały mu teraz początek modlitwy, której kiedyś uczyła go ciocia Jozefína: Panie mój, od którego pochodzi cierpliwość, prawdziwa cierpliwość, święta cierpliwość…

*

Oboje umilkli, czuła, że ich myśli nie mają do siebie daleko.

*

Marián czuł, że dzisiaj też raczej nie wypiją w imię wiecznej przyjaźni.
     — Gdyby ciało znajdowało się na powietrzu… – znów zaczął rejestrować głos Volavki.
     — Gdyby w dupie były ryby — bez ogródek wszedł mu w słowo i zwrócił się do Léblovej. — O której zmarł
?

*

Trąbka Tomasza Stańki wołała tęsknie jak zbudzony w środku nocy ptak. Trochę przelękniony, tkliwy, nie do końca pewny, czy cieszy się z własnego istnienia wśród ciemności. […] Było po północy. Trąbka Stańki była, jak na niemłodą już godzinę, zbyt głośna, ale Marián nie mógł zdobyć się, żeby wstać i ściszyć muzykę. Czuł się bosko, nie chciał przerywać tej chwili.

*

     —Ma Słońce w Baranie i całą masę napiętych aspektów — powiedziała Sabina […].

*

Irytacja Mariána miała tendencje do szybkiego przekształcania się w najzwyklejszy wkurw.

*

Hic sunt leones*, pomyślał.
__________
* Łac. tam żyją lwy. Na dawnych mapach sentencją tą oznaczano niezbadane ziemie.

*

     — Zgadnij, kto tam mieszka!
     — Słuchaj, mówiłem ci już parę razy, że wkurzają mnie takie pytania – westchnął Marián.
     — To nie pytanie, ale wyzwanie! Na szkoleniu o zachowaniu w sytuacji kryzysowej mówiono nam, że aż dziewięćdziesiąt pięć procent populacji mężczyzn chętnie podejmuje wyzwania. — Diviš rozwinął lizaka z papierka i wpakował sobie do buzi. — Ale wiadomo, że ktoś musi stanowić te pozostałe pięć
.

*

     — Nie żyje? — zdumiał się kierownik. — Ale jak?
     — Całkowicie — zapewnił go Diviš
.

*

Planety nie robią nikomu problemów. Człowiek przychodzi na świat z określoną konstrukcją wewnętrzną, a astrologia jest tylko środkiem, który może pomóc w jego interpretacji. Nie można tak wszystkiego upraszczać. Przeczytaj lepiej tego Junga, którego ci zostawiłam na stole!

*

Zaświeciły jej się oczy.
     — Nawet nie wiesz, jak to w tobie lubię. Nie boisz się szybkich rozwiązań.
     — W sensie pochopnych? – zapytał podejrzliwie.
     — Jasnych. Zero marudzenia, wykrętów i usprawiedliwiania się
.

*

Krąg to nasza granica i źródło siły.

*

Marián próbował ekspresowo posegregować fakty i dojść, co może być przyczyną niezadowolenia szefa, ale nic nie przychodziło mu na myśl.

*

— Zaciągnij za mnie hamulec, kiedy zobaczysz, że dojechałem do końca trasy.
     — Skąd będę to wiedziała? — zapytała.
     — To będzie wtedy, gdy nie będę już w stanie malować.
     
[…] Znosił wszystko, dopóki mógł malować. A mógł malować, dopóki miał w głowie obrazy.

Iva Procházková, Mężczyzna na dnie, przeł. Julia Różewicz, Wydawnictwo Afera, Wrocław 2016.

*

Prawda wrzała w niej i wybijała na zewnątrz niepowstrzymanym strumieniem, jej prawda, która wcale nie polegała na faktach, lecz na przeżyciach. Polegała przede wszystkim na przeżyciach, dlatego nie mogła o niej zapomnieć.

*

Jáchym wiedział, że prawda bywa bardziej fantastyczna od fantazji.

(tamże)

3264. kto u steru?

kto w Tobie opowiada Ci dziś historię twojego życia?
przyszło do mnie w nocy.

wczorajszy dzień (poza rehabką) był dniem opowiadanym przez ofiarę, która stoi na równi pochyłej swej choroby i z każdą chwilą stacza się w dół. wczorajszy dzień — na szczęście — minął, a ja mogę wybrać, kto we mnie opowiada moją historię.

Żadna chwila nie jest taka sama jak inna. Każda jest wyjątkowa i każda kryje w sobie wyjątkowe możliwości.

*

Ufność w siebie, we własną podstawową mądrość i dobroć, jest bardzo ważna […] będziesz musiał szanować swoje odczucia, bo ciało będzie podpowiadało, byś się zatrzymał albo zrezygnował […].

*

[…] ostatecznie ciągle musimy żyć własnym życiem, każdą jego chwilą. Praktykując uważność, praktykujemy odpowiedzialność za bycie sobą i uczenie się, jak ufać własnemu istnieniu.

Jon Kabat-Zinn, Życie, piękna katastrofa,
przeł. Roman Skrzypczak, wydanie IV,
Czarna Owca, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, kwietnia 29, 2019

(3262+1). no limits (II)

Dobrostan fizyczny* jest pierwszym
warunkiem koniecznym do szczęścia.

Joseph Pilates
(1883–1967)

_________________
* pod tym samym cytatem dyskusję z Bliźniaczą Liczbą toczyłyśmy. bo jednak po pierwszym zachwycie zgodzić się z Autorem nie mogłam. razem doszłyśmy do wniosku, że nie liczy się norma lecz optymalny, możliwy do osiągnięcia na ten moment stan. teraz wszystko się już zgadza.

piątek, kwietnia 26, 2019

3262. no limits

moja ignorancja nie zna granic. myślałam, że pilates to forma aktywności fizycznej dla pań z nadwyżką czasu i kasy lub kobiet przewrażliwionych na punkcie niemłodniejącego tu i ówdzie ciała. a jeśli już Pilates musiałby być nazwiskiem osoby, to na pewno kobiety… w końcu Kopernik też była kobietą — podpowiada ignorancja nieszczerze — choć z innych powodów.


3261. Świry i zajoby

Tak pięknie, lekko i zabawnie pisać o ludzkich świrach i zajobach — trzeba umieć, by się odważyć. Autorka umie i pięknie, i lekko, i zabawnie, i jeszcze — jakby było mało — odważyła się.

Pewnie w przypadku pewnych ludzi byłoby również odwagą do tej książki zajrzeć. Ale, ale! Nie dotyczy to nikogo, kto zagląda na tego bloga mniej przypadkowo — jestem o tym przekonana w dowolnej liczbie setek procentów.

I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od tego, że przykuł moją uwagę sposób złożenia tytułu (nie chodzi o czcionkę, ta jest fatalna, czy pochylenie).

     — […] Czym się niepokoisz?
     Wszystkim, chciałaby odpowiedzieć. Sobą i nim, tym że możemy żyć razem, ale również oddzielnie i nic się nie dzieje.
     Może dlatego to jest takie okropne. Że to nie jest koniec świata, jak kiedyś myślałam
.

*

— Prawie wszystko robię pod wpływem impulsu. Nie umiem myśleć. Nie umiem się zastanawiać. Kiedy próbuję, odechciewa mi się żyć. Wiec chyba lepiej, że tego nie robię, jak pan uważa? Chyba lepiej, że kupiłam klacz, zamiast wpaść w depresję?

*

Człowiek postępuje rozsądnie wtedy i tylko wtedy,
gdy wszystkie inne możliwości zostały już wyczerpane
.

Edwarda A. Murphy

*

     — Niedobrze — powiedział. — Bolek potrzebuje słońca.
     — Nie mamy na to wpływu. — Myślała, że tym stwierdzeniem uspokoi męża, ale oburzył się tylko:
     — To jest właśnie najgorsze. Że zawsze może się zdarzyć coś, czemu nie można zapobiec.
     — Nie przejmuj się tak. To tylko dynia. Duża dynia, nic więcej.
     Tracisz proporcje ważności rzeczy. – Nie chciała tego powiedzieć, to było niepotrzebne, ponieważ niczego nie mogło zmienić
.

*

     — Gdyby chodziło tylko o rewanż, zabrałbym się za to parę lat temu… — przyznał. — Po prostu nigdy nie byłem niczyim kochankiem, zawsze mężem. I chciałem sprawdzić, jak to jest.

*

Może polubiłby ją, gdyby skupił się na tym, co ma do powiedzenia, ale nigdy nie spróbował. Ona natomiast przestała go lubić właśnie wówczas, kiedy wsłuchała się w jego słowa.
     — Jest kabotynem — oznajmiła matce, mając niespełna dwanaście lat.
     — Nie mów tak o ojcu — oburzyła się żona, którą podobna myśl dopadała niepokojąco często
.

*

     — Są ludzie, którzy lubią zwierzęta – powiedział mężczyzna na odchodnym – jednak ja do nich nie należę.
     Ja też średnio lubię ludzi, ale bywają wyjątki, pomyślał pies. Jesteś co prawda skąpy i niemiły, ale jeszcze cię nie skreślam
.

*

Tak czy owak, byłoby lepiej, aby główny bohater lubił zwierzęta. I żeby nie był chytry. A kobieta otwarta, również na zmiany w życiu. Ciekawe, dokąd mnie to wszystko zaprowadzi, myślał, rozpalając ogień w kominku. Od czegoś trzeba jednak zacząć.

*

     — Martwię się o ciebie. Nie umiesz nawet gotować. Co zrobisz, jak umrę?
     — Zamówię trumnę.
     — Przestań. To nie jest śmieszne.
     — Nie jest. A co powinnam zrobić?
     — Mówiłam o gotowaniu.
     — I o śmierci. Nie wiadomo, która z nas umrze pierwsza. Jesteś w dobrej formie
.

*

Polizał ją po szyi, smakując słoną od morza i potu skórę. Znieruchomiała. Nie umiałby powiedzieć, kto kogo posiadł, nawet gdyby potrafił posługiwać się sprawnie jakimkolwiek językiem.
     […] Kobieta z tatuażem wciąż tkwiła mu pod skórą jak cierń.

*

     — Napije się pani?
     — Szczerze mówiąc, miałam nadzieję, że mnie pan odwiezie — skłamała.
     — Szczerze mówiąc, nie miałem takiego zamiaru — odparował, mrużąc oczy
.

*

Zdziwiła go ta myśl, przyglądał się jej ze wszystkich stron, poddając w wątpliwość nie tyle samo znaczenie i sens, ale fakt, że się w ogóle wykluła.

*

Nie będę go już o nic pytać, postanowił mężczyzna. Przestraszył się, że zaraz dowie się czegoś takiego, z czym nie będzie mógł dalej żyć, wobec czego będzie się musiał określić, a to skomplikuje rzeczy, które przecież są proste.

Anna Onichimowska, Pomiędzy,
Agencja Edytorska EZOP, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

czwartek, kwietnia 25, 2019

3260.

życie to zaangażowanie.
przyszło znad granicy snu i jawy nad ranem.

robienie, zapieprzanie, dotrzymywanie zobowiązań i terminów, jeszcze więcej robienia i zapieprzania, dokręcania śruby i jeszcze więcej działania — to nie jest życie. i kropka.

żyjesz, gdy się w coś angażujesz. żyjesz tylko wtedy.

[…] tak samo jak poczwarka motyla wszystko może rozwijać się tylko we własnym tempie.

*

Dlaczego mamy gnać przez jedne chwile, by dotrzeć do innych, tych „lepszych”? W końcu każda z nich jest chwilą naszego życia wtedy, gdy upływa.

Jon Kabat-Zinn, Życie, piękna katastrofa,
przeł. Roman Skrzypczak, wydanie IV,
Czarna Owca, Warszawa 2018.