niedziela, maja 22, 2022

4630. na gigancie, dzień 22.  //  142/365

Bruno i kilka ludzkich wcieleń — ocaleńcy z wielu nie do po­za­zdrosz­cze­nia sytuacji — wygrali dziś wspólną, dobrą chwilę jesz­cze przed śniadaniem.

od wczoraj tęsknota za człowiekiem depcze mi po piętach. od dziś kudłaty jej rodzaj chodzi ze mną krok w krok.

142/365

sobota, maja 21, 2022

4629. na gigancie, dzień 21.  //  141/365

*

wzruszyła mnie do łez ich miłość.
przyjechał i zapytał:
     — rybko, jak się dziś masz?

razem od szesnastego roku życia, w przyszłym roku skończą w sumie 150 lat.

141/365

czwartek, maja 19, 2022

środa, maja 18, 2022

4624. na gigancie, dzień 18.

The difficulty for people with disabilities has two parts really—living our ordinary, but difficult lives, and changing structures, beliefs, and attitudes that prevent us from living ordinary.

Nancy L. Eiesland, The Disabled God.
Towards a Liberatory Theology of Disability
,
Abingdon Press, Nashville 1994.

wtorek, maja 17, 2022

4623. Panna cotta (XL)


[Odkryj kim jesteś / i nie bój się  
być tą osobą
.]

[dostęp: 17.05.2022], źródło.

4622. Michelin ★

Na gigancie pięćdziesiąt parę osób. W naturalny sposób podzieliliśmy się na grupy, podgrupy i duety. Wszystkie grupy mają swoje rytuały. Podgrupa, do której przy­na­le­żę, wśród kilku swoich rytuałów ma picie kawy w słońcu na tarasie godzinkę po obie­dzie. I ga­da­my, gadamy, gadamy. Przerobiliśmy już temat urn, tru­mien i młyn­ków do ko­ści. Na tym teoretycznym podkładzie przyśnił mi się ostatniej nocy kom­pen­su­ją­cy, „ku­li­nar­ny” sen, który rozbawił dziś wszystkich przy popołudniowej ka­wie. Śmiech każ­de­go, no­men omen, członka grupy był fantastycznie znaczący. ★

*

[sen]
Moja podgrupa:
(w słonku wygrzewa kości)

(niedaleko)
Starsza Pani na wózku:
(nieznana nam, ewidentnie ma ochotę
przyłączyć się do naszej grupy
i, gdy u nas zapada cisza, głośno mówi
)
Nigdy nie miałam w ustach penisa…

Komuś z mojej grupy:
(wyrwała się gwiazdka Michelin)
Żałuj!

Zygmunt:
(byłby zachwycony)

4621. na gigancie, dzień 17.

Japońskie „tak” [hai] bowiem oznacza zwykle „Tak, usłyszałem cię”, a nie „Tak, zgadzam się z tobą”.

Allan i Barbara Pease, Mowa ciała,
przeł. Joanna Grabiak, Rebis, Poznań 2017.
(wyróżnienie własne)

niedziela, maja 15, 2022

4619. Z oazy (XVI)

Książka, która masakruje. Czasem robi to jednym zdaniem. Tych zdań tu nie ma.

Wybrałam mało fragmentów, by nie rozcięńczyć ciężaru gatunkowego opisywanych doświadczeń. Doświadczeń, które nie są jednostkowe, nie są zmyślone na potrzeby opowieści. Te doświadczenia przytrafiły się komuś, kogo znasz lub mijasz od czasu do czasu na ulicach swojeg miasta — założę się.

Połowa giganta. Czas upuścić wrażenia czytelnicze, by z pustą filiżanką ruszyć w trzeci, przedostatni tydzień turnusu.

Pierwsza podchodziła do nas matka; ojciec zwykle pozostawał pod ścianą i tłamsił spocone dłonie. Matka. To ona miała wybierać. Kobieta niezdolna do zostania matką przyszła tutaj, by wziąć jedno z nas i zaprowadzić do swo­je­go świata. Reguła matrioszek – każda ma w sobie następną, dziew­czy­na zostaje matką i rodzi dziewczynkę, która dorasta i rodzi dziewczynkę, która rodzi dziewczynkę, która rodzi. Nigdy nieprzerwana nić odtwarzania rodu. Zastanawiam się, czy matki przychodzą do bidula, by uratować jedno z nas, czy też szukają ratunku dla siebie.

*

Kiedy ludzie lub rzeczy się zmieniają, ta zmiana pozostaje nie­widoczna dla postronnych obserwatorów. Jedynie dy­stans czasu umieszcza wszystko w perspektywie i pomaga nam odkryć zmiany.
     Co się zmieniło w moim życiu, od kiedy miałam osiemna­ście lat? Dziesięć? Pięć?…

*

Pamiętam, jak kiedyś w tramwaju Naja oparła mi głowę na ramieniu i po­czu­łam, jak ciężki był dla niej mijający dzień. Pocałowałam ją w czoło z na­dzie­ją ulżenia zmęczeniu. Uśmiechnęła się i wzięła mnie za rękę. W tym mo­men­cie doznałam wrażenia pełni. Każda z nas uzupełniała tę drugą; wle­wa­ła w nią swoją miłość jak w kruche porcelanowe naczynie i wypeł­nia­ła pustkę. […]   Jak wam nie wstyd! […]
     Było mi wstyd. W tym momencie poczułam prawdziwy, głęboki, bolesny wstyd wywołany tym, że na moment zrzuciłam opończę, która sprawia, że jestem niewidzialna, że pozwoliłam sobie na to, by być zwyczajną dziew­czy­ną. Dziewczyną, która jest jak wszystkie inne; dziewczyną, która kocha nie­za­leżnie od tego, czy jest w tramwaju, na ulicy czy w sklepie.
     Czy nasza miłość była inna? Tak. Była tak samo inna, nie­po­wta­rzal­na i jedyna, jak każda miłość na świecie.

*

Co jest rzeczywiste – to, co zostało skartografowane, czy to, co od tylu lat budzi w mojej świadomości koszmary?
     […]   Dławię się własnymi myślami i wszystko zwracam. Potem odczuwam ulgę i postanawiam: wszystkie mapy i globusy wyrzucę na śmieci. Zaraz jutro.

*

     — […]   Coś ci się wydarzy – jakaś trudność, nie wiadomo. Ale nic się nie bój! To minie i potem przyjdzie nowe życie, zobaczysz!
     — Lepsze?
     — Czy będzie lepsze, to nie wiem. Niektóre rzeczy, pani, nie są wypisane na dłoniach. One są tutaj – dotknęła najpierw swojego serca, potem głowy. – O niektórych rzeczach człowiek sam decyduje przez to, jak czu­je i myśli.
     — A dlaczego to musi być trudność? Czy nie może mi się zdarzyć coś dobrego, jakiś początek nowego życia?
     — Kto zwraca uwagę na dobre rzeczy, pani? Kto ma oczy, żeby je widzieć?

*

Rzeczy działy się, zanim zaczynały się dziać.

Natalia Delewa, Niewidzialni, przeł. Hanna Karpińska,
Wydawnictwo Wyszukane, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Cztery minuty wystarczą, by pokochać nieznajomego. Spojrzenie przez granice to projekt Amnesty Inter­na­tio­nal Polska, rozpoczęty w 2016 roku. Związany on jest z teorią Arthura Arona, według której patrzenie sobie w oczy przez dokładnie cztery minuty zbliża ludzi bardziej niż cokolwiek innego w świecie.
     […]
     Kampania powstała w reakcji na nastroje panujące w wielu europejskich miastach w stosunku do rodzin przybywających w poszukiwaniu schronienia. Według organizatorów dość stanąć z kimś twarzą w twarz i po­patrzyć mu w oczy, by zobaczyć nie uchodźcę bez tożsamości, lecz człowieka takiego samego jak ty, który kocha, cierpi i marzy.

(tamże)

4618. Panna cotta (XXXIX)  //  Z oazy (XV)

Dla dzieci w wieku 3+. O byciu nieznośnym, o miłości, ale i o… śmierci.

Piękny w tej książce jest giender zastosowany w praktyce: Płeć Maxi i Mini nie ma w tej opowieści żadnego znaczenia, choć uczucia, wątpliwości i pytania mają zde­cy­do­wa­nie ludzką naturę.

Jabłonko, a dlaczego tę książkę wybrałaś? Bo rozumiałam cały tytuł. Bo bohaterami były duży i mały lisek. Bo okładka przypominała mi najpiękniejszą książkę o miłości rodzicielskiej, jaką mam na półce. Bo czułam pismo nosem, że będzie wspaniała?

A ilustracje? Boskie! — w każdym znanym mi języku. Ilustratorką jest sama Autorka.

Maxi entra e chiede:
«Oh perbecco, che succede?»
[Maxi wchodzi i pyta:
     — O, rany! Co się dzieje?]

*


[po lewej: Maxi (nim zaczął się hałas i opowieść) / po prawej:
[     — Jestem Mini, rozrabiaka, i nikt mnie nie kocha!]

*


[Maxi na to:
     — Moje Mini, / ale ja jestem z tobą!
I wiesz, że kocham cię
nawet jeśli… jesteś rozrabiaką.]

*


io per sempre ti amerò!»
[Maxi na to:
     — Rzecz jasna! / Między nami nie zmieni się nic.
Czy będziesz owadem czy nie… / będę cię kochać na zawsze!]

*


[     — A jeśli będę… / krokodylem?]

*


[ A jeśli odejdę, jeśli odejdziesz ty?
  Czy wówczas również nie będzie już miłości?
  A może ona przetrwa?
  Czy miłość istnieje zawsze?]

*

«Guarda come brillano
  le stelle nella notte
  benché molte di loro
  da tempo siano morte»
  [   — Popatrz, jak świecą / gwiazdy w nocy,
   chociaż wiele z nich / od dawna nie istnieje.]

«Finché le stelle splendono
  nel cielo buio e nero
  l’amore sarà vivo
  per sempre e per davvero.»
  [   — Tak długo jak gwiazdy lśnią
   na ciemnym, czarnym niebie,
   miłość będzie żywa
   na zawsze i naprawdę
.]

Debi Gliori, Ti voglio bene anche se…,
z j. angielskiego przeł. Chiara Carminati,
Mondadori Libri, Milano 2014.
(wyróżnienie własne)

*

4617. na gigancie, dzień 15.  //  135/365

nasze kwiaty. nasz dzień. odrobina wspólnego czasu przy wspólnej kawie, nim ruszył do ula.

135/365

czwartek, maja 12, 2022

4614. Zielnik (XXXVI)

Wypatrzyła tę piękność. Cyk! I podzieliła się pikselkiem. Teraz już tylko na Profesorę czekamy…


fot. Niosąca Pokój.

4613. na gigancie, dzień 12.  //  132/365

Bruno. oczywiście, że zaczepiłam Jego panią. na koniec dzi­siej­sze­go spotkania powie­dzia­łyśmy sobie: do zobaczenia jutro!

132/365

poniedziałek, maja 09, 2022

4610. na gigancie, dzień 9.

*

you pull hope from defeat in the night.
[…]
we are the people
     we've been waiting for
!
broken bells at a broken church.
heart that hurts is a heart that works.
from a broken place
that's where the victory is won
.

Martin Garrix, Bono & The Edge, We Are the People.

sobota, maja 07, 2022

4608. na gigancie, dzień 7.  //  127/365

«mi scusi, la vita mia, può portarmi l’allegria?»
«certo, ecco qui!»
«grazie mille!*»

127/365

___________
  * w niedosłownym, ale wiernym, tłumaczeniu:
     — przepraszam, moje życie, czy mogłobyś przynieść mi radość?
     — oczywiście, oto ona
!
     — dzięki stokrotne
!

alternatywny tytuł wpisu:
4608. Panna cotta (XXXVIII)

środa, maja 04, 2022

4605. na gigancie, dzień 4.  //  124/365

dziesięć miesięcy i jeden dzień po swojej śmierci po raz pier­wszy przyśniła mi się moja Mama. obudziłam się oczy­wi­ście na progu, a za progiem takie coś mnie spotkało:

radości, miłości, zdrowia, sensu — pragniesz, ale czy umiesz przyjąć? czy umiesz wypatrzeć, usłyszeć, poczuć drobiny tego, czego pragniesz, w chwili*, która właśnie teraz trwa? wy­pa­trzeć, usłyszeć, poczuć i… przyjąć!

124/365

___________
  *  nie dotyczy sytuacji wynikającej z przemocy fizycznej, psychicznej, ekonomicznej.

[suplement pikselowy: 5.05.2022]

poniedziałek, maja 02, 2022

4604. na gigancie, dzień 2.

Wychodzenie poza kontury rzeczywistości możliwe jest je­dy­nie poprzez wyobraźnię i to właśnie ona rozbudza w nas myś­li i nastroje.

Natalia Delewa, Niewidzialni, przeł. Hanna Karpińska,
Wydawnictwo Wyszukane, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

sobota, kwietnia 30, 2022

czwartek, kwietnia 28, 2022

4600. 118/365

z Nim ja. pod gołym niebem dwie przecznice od ula. nadzieja i szczęście grzały w słoń­cu kości, mrucząc w na­szym to­wa­rzystwie.

118/365

4599. Panna cotta (XXXVII)

Jabłoń:
(zaskoczyła samą siebie pod urzędem ds. kulawych,
gdy pewna pani zapytała, jak dojechać na ulicę Stawki
)
Weźmie pani tramwaj 35…

Jabłoń:
(po chwili, w szoku, gdy do niej
dotarło dosłowne tłumaczenie
*)
Słyszałeś??? Co ja powiedziałam!!!
Przecież tak się nie mówi po polsku!

Sadownik:
(popłakał się ze śmiechu)
Dałaś czadu!

___________
    * prendi il tram numero trentacinque,
poprawne tłum.: wsiadasz do tramwaju 35,
dosłowne tłum.: bierzesz tramwaj 35.

splendidamente!
[wspaniale!]

poniedziałek, kwietnia 25, 2022

4598. 115/365

popatrzyła na mnie z kudłatą troską w oczach.

wie trochę o sta­rości, ja wiem trochę o cho­ro­wa­niu — nie roz­ma­wia­my ani o jed­nym, ani o drugim. zanurzone w ta­jem­ni­cy prze­mijania wciąż mamy wiele wspólnych, dobrych chwil w cią­gu dnia.

115/365

[suplement pikselowy: 28.04.2022]

4597. Z oazy (XIV)

Długo czekałam na tę książkę, bo cena ibuka nie tylko ibukosnerze nie mieściła się w głowie, nie mieściła się również mi. Przyszedł dzień promocji, chwilowej obniżki i ibukosknera szturchnął mnie: dziś! Nie dyskutowałam.

I dobrze, że nie dyskutowałam. Nie ma bowiem z czym dyskutować. Trzeba prze­czy­tać i… nie ustawać!

Być upartym to stawiać krok za krokiem. Być upartym to zawzięcie trzymać się mającego rację bytu i pasjonującego celu. Być upartym to ca­ły­mi dniami, tygodniami i latami angażować się w wykonywanie trudnych ćwiczeń. Być upartym to upaść siedem razy i podnieść się osiem.

*

Możesz pielęgnować zainte­re­so­wania. Możesz przyswoić nawyk codzien­ne­go ćwiczenia na poziomie prze­wyższającym umiejętności; powiązać swoją pracę z ideą wykraczającą poza osobiste korzyści. I możesz uczyć się nie porzucać nadziei, kiedy wszyst­ko wydaje się stracone.

Angela Lee Duckworth, Upór. Potęga pasji i wytrwałości,
przeł. Piotr Cieślak, Wydawnicwto GALAKTYKA, Łódź 2016.
(wyróżnienie własne)

Wyzwanie pisania
to ujrzeć swoją miernotę na kartce.
Ujrzeć swoją lichotę,
a potem iść spać.

Obudzić się nazajutrz,
wziąć tę miernotę i tę lichotę na warsztat
i poprawić,
i uczynić ją nie tak mierną i nie tak lichą.

A potem znów iść spać.
A gdy przyjdzie kolejny dzień,
poprawić ją jeszcze trochę
i uczynić znośną.
A potem zasnąć kolejny raz.

I zrobić to znowu,
by stała się może przeciętna.
I raz jeszcze,
a jeśli los ci sprzyja,
to może wyjdzie dobra.

Jeśli to wszystko zrobisz,
to już sukces
.
// Ta-Nehishi Coates

(tamże)

*  *  *


Angela Lee Duckworth, Grit.
The Power of Passion and Perseverance
.

sobota, kwietnia 23, 2022

4596. Z oazy (XIII)

Zalega na stosiku wrażeń kilkanaście dni. Trudno odcedzić cytaty? A może zrobiło się zbyt trudno, by zatrzymywać tu książki? Może trzeba się już tylko cieszyć tym, że mam jeszcze siłę i ochotę, by je czytać? Więc?

Jeśli zbyt trudno, trzeba iść dalej bez wybieranych cytatów, bez książek tu, bez aka­pi­tów i strof. Czyli co, odpuszczamy i żyjemy to, co daje się jeszcze żyć?

Jeszcze nie.

Niepijący alkoholicy, nieznani osobiście, to długa lista Osób, które mnie od po­nad dwu­dzie­stu lat dużo o życiu nauczyły. Gdy więc ta książka pojawiła się w nowościach książek elektro­nicz­nych, wiadomo było, że ibukosknera nic nie będzie miał do po­­wie­dze­nia, a książka, zaraz po nabyciu, trafi na sam szczyt wirtualnego stosiku lek­tur do przeczytania od zaraz. Tak też się stało.

Test na alkoholika… nie znałam — rewelacyjny! Chciałabym zobaczyć wysoko­funk­cjo­nu­ją­cego alkoholika, który oczywiście nim nie jest, jak sobie z tym testem radzi. Proste rzeczy są piękne, bo są tak pięknie proste!

To dla mnie pierwsza książka o alkoholizmie, którą czytam jako osoba nieuleczalnie chora. Są rzeczy bardzo podobne w światach trzeźwiejących i moim. Przede wszyst­kim: dbaj i troszcz się wyłącznie o dziś. To czasem jedyny sposób, by utrzymać się na powierzchni.

Dzienna porcja alkoholu, którą zdolny jest metabolizować ludzki organizm (bez względu na płeć i masę ciała), wynosi 25 mili­gra­mów. Taka ilość alko­ho­lu etylowego znajduje się w pięćdziesiątce czystej wódki, lampce wina lub w jednym półlitrowym piwie. Każda dodatkowa porcja tego organicznego związku chemicznego jest, z punktu widzenia pracy naszego organizmu, nadużyciem. Najprostszy test na alkoholizm za­kła­da spożywanie właśnie tej dziennej dawki – ani grama wię­cej, ani mniej – dokładnie przez trzy­dzie­ści dni. Jeśli zdolna, zdolny jesteś przez miesiąc pić codziennie wy­łącz­nie tyle alkoholu i nie sięg­niesz za którymś razem po dawkę dodatkową, nie jesteś uzależ­nio­na/y. Zapra­wio­ne­mu w boju pijakowi łatwiej jest zachować trzy­dzie­ści dni cał­ko­wi­tej abstynencji, aniżeli porcjować sobie alko­hol w ta­ki właśnie sposób.

*

Jak można nie trafić z autodiagnozą, jeśli w stwierdzeniu: „alko­ho­lizm to choroba ciała, umysłu i ducha” ukryta odpowiedź na py­ta­nie „dlaczego piję”, brzmi: „z powodu wszystkiego” lub „z jakie­go­kol­wiek powodu”.

*

On sam i świat wydawali mu się tworami nierzeczywistymi i skazanymi na ciężkie, milczące współistnienie – skutek jakiegoś fatalnego nie­do­po­wie­dze­nia lub sprzeczki, których przyczyn i przebiegu ani świat, ani on nie po­tra­fi­li sobie przypomnieć.

*

Tutaj zrozumieliśmy, że musimy się leczyć, właśnie i przede wszystkim dlatego, że jesteśmy chorzy nieuleczalnie.

*

Są dwa dni w tygodniu, o które nie powinniśmy się martwić, dwa dni, które powinny być wolne od lęku i niepewności. Jednym z nich jest wczoraj, ze swo­imi błędami i kłopotami, ze swoimi bólami i cierpieniami. Wczo­raj mi­nę­ło już na zawsze i nie mamy nad tym kontroli. […]
     Drugim dniem, o który nie powinniśmy się martwić, jest jutro, z moż­li­woś­cią niepowodzeń i ciężarów, z wieloma przyrzeczeniami i słabym ich dotrzymywaniem. Dzień jutrzejszy jest również poza zasięgiem naszej kontroli. […]
     Pozostaje nam tylko jeden dzień – dzisiaj. Każdy człowiek jest zdolny staczać bitwy jednego dnia.

*

I podobnie jak trudno precyzyjnie odnaleźć moment (jeśli jest to moment), w którym staliśmy się alkoholikami, tak samo trudno – na osi toksycznego istnienia – wyznaczyć ostatnie dno, po dotknięciu którego możemy już tylko wydobywać się na powierzchnię.

*

Większość tutaj wróci, dobrze o tym wiem. Statystyka mojego ośrodka mó­wi, że rok w trzeźwości wytrzymuje tylko jedna osoba na dziesięć. Zwykle wracają po dwa, czasem trzy razy, zanim zapijaczonym łbem ude­rzą w to swoje ostatnie dno, z którego wydźwignąć się można już tylko cudem albo jakimś nadludzkim wysiłkiem. I wiesz co? Im się to dopiero wtedy udaje, kie­dy nikt nie daje im już żadnej nadziei, kiedy zostają sami i kiedy wreszcie muszą się z tym zmierzyć bez żadnej ochrony i współuzależnionego wsparcia.

*

Stabilizacja to walka i praca,
czymże bez kamienia byłby los Syzyfa?

*

Faza muru (od czterdziestu pięciu dni do czterech miesięcy) to – jak sama nazwa wskazuje – czas, który cechuje poczucie daremności podejmo­wa­nych wysiłków. Trzeźwość przedłuża się, a obiecywanych cudów jakoś brak. Ogarnia nas apatia, uderzają fale powracającego, paraliżującego stra­chu przed przyszłością, która – jeśli wyglądać ma jak to, co prze­ży­wa­my teraz – przeraża. Dopada nas poczucie bezsensu i rezygnacji. Na szczę­ście, powtarzać należy sobie, dyskomfort psychiczny jest w tej sytuacji zja­wis­kiem zrozumiałym, logicznym i naturalnym. Pokonywanie oporu, muru przeszkód wystających z każdego zakamarka codzienności jest nie­od­łącz­ną częścią procesu trzeźwienia.

*

[…]  ciekawi tego, czy kogoś ciekawimy.

*

Trzeźwy alkoholizm to wysokogórska wspinaczka. Na drogę dostaniesz czekan, raki i linę, odbędziesz szkolenie z wykorzystywania tego ekwi­pun­ku. Musisz „tylko” znaleźć siłę, by trenować codziennie, od rana do wieczora i w nocy przede wszystkim.

*

Tak, pamiętam, kiedy mówiłeś mi, że cierpliwość popłaci, ale prze­stra­szy­łam się wtedy, bo ja w stanach niepokoju miewam chwile, w których tracę panowanie i wyrywam się ze swoich objęć.

*

Pod koniec dnia sprawdzaj swoje osiągnięcia. Pamiętaj, dobrze skonstruowany plan to taki, którego nie udało ci się w stu procentach wykonać.

*

Biesiadną salę wspierają dwie kolumny wież, filary tego czasu, prawidła tej przestrzeni. Jednej na imię Przeszłość, drugiej Przyszłość, a między nimi zwi­sa wątły most linowy, a na nim chwiejna i niebezpieczna wędrówka do celu.

*

Lubieżnie ocieramy się o świat, by doświadczać go wielokrotnie i każdym zmysłem. […]  Smakujemy go i kochamy, chorujemy na niego i boimy się go, ale w końcu mamy tę jedną, absolutnie nie­pod­wa­żal­ną refleksję, że oto świat, w którym przychodzi nam „być”, na pewno jest. […] 
     Damy tu sobie radę.

*

Uczucie lęku to znak. A znak to coś, czego funkcją jest wskazywanie czegoś, co znajduje się poza znakiem. Znaczenie znaku nie może być nim samym, wówczas znak przestałby być znakiem. Lęk wskazuje wobec tego na coś, czym nie jest. Pochodzi z jakiegoś źródła, jest czegoś efektem lub sygnałem nadchodzenia czegoś, ale na pewno nie jest znakiem lęku. Aby pokonać ów lęk (znak), należy nauczyć się go oswajać (rozumieć) oraz pogodzić się z tym, że będzie on wracał, uderzając w nas raz z większą, raz z mniejszą mocą.

Jakub Zając, HALT. Zapiski z domu trzeźwienia,
Wielka Litera, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Szatan jest po to, aby stwarzać zadania.
     Bóg jest po to, aby powierzać je Człowiekowi. Czło­wiek jest po to, aby je wykonać.
     Opowieść o Szatanie, Bogu i Człowieku jest po to, by pokazać, że Bóg wierzy w Człowieka i pozwala mu sa­me­mu mierzyć się z Szatanem.
     Opowieść jest po to, by dowieść, że Człowiek potrafi z tej walki wyjść zwycięsko.
     Opowieść jest po to, by wysłuchawszy jej, powtarzać. Opowieść jest po to, by ją powtarzać.

*

Trzeźwość to wędrowanie po przedmieściach Ziemi Obiecanej.

*

Do walki z panterą swej zachłanności, wilczycą pra­gnie­nia i lwem pychy nieodzowny jest przewodnik. On zostawić cię może samego dopiero w chwili, kiedy zo­ba­czysz przed sobą niebo, a opiekę nad tobą przejmie ktoś stojący ponad nim.

*

Pomocą w poradzeniu sobie z tymi dwiema prze­szkodami (lękiem przed nieznanym i oceną in­nych) jest zaciekawienie się zachodzącą w nas przemianą.

(tamże)

piątek, kwietnia 22, 2022

4595. Odkąd? Odtąd!

Odkąd jestem rodzicem… czytam w prywatnej korespondencji i czuję, że zaczynam kołować wokół tematu, który kosztował mnie społecznie w chuj dużo, bo taki mamy w tym kraju klimat. Czytam dalej i własnym oczom nie wierzę, bo człowiek bystry i wra­żliwy do mnie skrobnął kilka słów. I… w końcu rozumiem! Ale nim zro­zu­mia­łam, nie mogłam pojąć, że można tego lub tamtego nie zauważać lub nie czuć, nim zostało się rodzicem. Jak to możliwe? Możliwe, nawet jeśli ja pojąć tego nie mogę.

Odkąd jestem rodzicem… oznacza ni mniej, ni więcej, że bez doświadczenia ro­dzi­ciel­stwa być może ktoś lub ktosia nie dostrzegliby jakiegoś zjawiska społecznego, nie dostrzegliby subtelności takich czy innych kolorów, dźwięków i uczuć.

Odkąd jestem rodzicem… Problem z tym stwierdzeniem polega na tym, że wy­po­wia­da­jące te słowa osoby w wielu wypadkach w mgnieniu oka dokonują generalizacji, że nie da się do­strzec tego czy tamtego bez bycia rodzicem, skoro w ich przypadku tak było. Dlacze­go nie przyjdzie im do głowy, że do miejsca zrozumienia, do którego dotarli, można dojść innymi ścieżkami? Że można bywać w tych miejscach, nim np. skończyło się podstawówkę? Nie znajduję odpowiedzi.

4594. Propozycja nie do odrzucenia

Pan Ciasteczko:
Będziesz moim królikiem?
(czytaj: posłuchasz mojej prezentacji?)

Jabłoń:
(znana z profesjonalnego dopie-
przania się do wszystkiego
)
Ja? Umiem być tylko świnią…

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli fajnym śmiechem, za któ-
rym oboje bardzo już tęsknili
)

środa, kwietnia 20, 2022

4593. 110/365

nie chcieliśmy wcale wykrzyczeć tych słów. padły niczym dęby powalone piorunem, nim nastała przeraźliwie głucha cisza.

inna cisza, ta po burzy, a w niej głęboki spo­kój — je­dy­ne miejsce, w któ­rym jeszcze wyczuwam puls naszego „my”.

110/365

sobota, kwietnia 16, 2022

4592. nie wierzę ci

w wiecznym grymasie niemocy i przymusu
małomiasteczkowa mentalności
wsią podszyta, przesiąknięta przesiedleniami,
zaborami i duchem króla Ćwieczka… pieprz się!
// Sól w oku

4591. 106/365

co ma się stać z doczesnymi szczątkami za­in­te­re­so­wanych po ich śmierci? jeśli czynności legalne i możliwe do wykonania, jeśli wer­bal­nie i na serio wyrażona za życia wola, to nie ma dyskusji, gdy przyjdzie czas.

potępieni ci, którzy się sprzeciwili, nie usłu­cha­li, nie wy­ko­na­li tego ostatecznego ży­cze­nia zmarłego, amen i basta, i иди на хуй!

106/365

piątek, kwietnia 15, 2022

4590.105/365

ten dzień*, gdy postanawiasz spojrzeć na życie i to, co ono przynosi, w nowy, nieznany do tej pory sposób. właśnie ten dzień jest po­cząt­kiem nowego. tego nowego, o którym do tej pory tylko marzyłam.

105/365

__________
  * wydarzył się dwa dni temu i trwa.

czwartek, kwietnia 14, 2022

4589. 104/365

urodziłam się dla jednego mężczyzny, jednej kobiety i jednego psa — już to wiem. kocham też: w nim chłopca, w niej dziew­czyn­kę, a w psie szczeniaka. zostało mi tylko jedno: dowiedzieć się, po co jeszcze tu jestem.

104/365

środa, kwietnia 13, 2022

4588. Panna cotta (XXXVI)


[Odwagą / składa się  
z małych kroków  
czynionych bez ustanku
.]

[dostęp: 13.04.2022], źródło.

4587. Z oazy (XII)

Czytam z wypiekami na twarzy. Delektuję się tą książką, ni­czym spełnieniem naj­więk­sze­go marzenia. Czytam, za­chwy­cam się i wciąż do niej wracam. Dla mnie nie jest to pod­ręcz­nik akademicki, o czym po­infor­mo­wa­ła mnie Mama Malinki, gdy piałam z zachwytu, jak fantastyczną książ­kę odkry­łam.

Dla mnie jest to najczęś­ciej… powieść przygodowa! Czasem kryminał lub kom­pen­dium wiedzy o świecie. Popłakałam się ze śmiechu, czytając ten fragment. I? Muszę go tu mieć, by nikt nig­dy nie próbował mi wmówić, że interpunkcja jest nud­na lub głupia. Inter­punk­cja jest fascynująca! A ja wciąż mam wiele do nauczenia. Nie py­taj­cie mnie, ilu przecinków brakuje w pier­wszych dwóch tysiącach wpisów na tym blogu? Czasem mnie świerzbi, ale nie starczyłoby mi życia, by uzu­peł­nić wszystkie braki.

W podanych zdaniach należy rozwiązać problem interpunkcyjny szeregu przydawkowego. […]  Symbolem □ oznaczono miejsce wymagające podję­cia decyzji:

*

Kapitan wskazał na wąski skalny płaskowyż.
     Płaskowyż skalny nie musi być wąski – chociaż często właśnie taki jest. Zamiast się zastanawiać, czy warto postawić na stereotyp, należy prze­sta­wić wyrazy, aby się pozbyć szeregu przydawkowego: Kapitan wskazał na wąski płaskowyż skalny. Dzięki zestawieniu płaskowyż skalny, częstemu w tekstach, problem interpunkcyjny rozwiązał się sam.

*

Obok leżały pióra, sterta puchu oraz oskubane różowe ciała kilku ptaków.
      Powtórka z biologii: po oskubaniu ciała ptaków są różowe. Trzeba do­strzec tę redundancję i postawić przecinek. Inna decyzja skutkuje błędem interpunkcyjnym.

Rozgrzane falujące powietrze zniekształcało nieco obraz.
     Powtórka z fizyki: rozgrzane powietrze zawsze faluje. Przydawki ma­ją wspólną cechę znaczeniową. Trzeba między nimi postawić przecinek.

Wyglądał jak upiorny przerośnięty dzieciak bawiący się makabrycznymi zabawkami.
     Wyraźna redundancja dwóch przydawek wyrażających grozę i po­łą­czo­nych z rzeczownikiem budzącym podobne skojarzenia w tym kontekście. A jest jeszcze ciąg dalszy tego zdania… Ogrom bezdyskusyjnej re­dun­dan­cji przekłada się na wyrazisty, obligatoryjny przecinek.

Tomasz Karpowicz, Kultura języka polskiego.
Wymowa, ortografia, interpunkcja
, PWN, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

wtorek, kwietnia 12, 2022

4586. [*]  //  102/365

kochałam patrzeć, jak przy świątecznym stole rozpierdala rodzinny system. słowem, gestem, nieobecnością. zawsze z niesa­mowitym wdziękiem.

102/365

Jacek Budyń Szymkiewicz
(1974–2022)

Jacek SzymkiewiczAutor(ka) zdjęcia nie do ustalenia, źródło.

sobota, kwietnia 09, 2022

4585. 99/365  //  Panna cotta (XXXV)

puszczam listki drobniutkie,
nieśpiesznie. wyrzynają się
niczym zęby. trochę boli, ale
cieszy ogromnie.

99/365

auguri, Il Melo*!
[wszystkiego najlepszego!]

___________
  * Jabłoń po włosku jest rodzaju… męskiego! mój Animus zachwycony, że jego ślad ma odbicie w języku.