niedziela, września 18, 2022

4757. Z oazy (LIX)  //  Panna cotta (LVI)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Tą książką zamknęłam konsumpcję imieni­no­we­go prezentownika. Podobno jutro mają zacząć w ulu grzać, a ja już dziś, to pewne, mogę zacząć pisać list do Babbo Natale w sprawie nowej dostawy pięknych książek przy okazji gwiazdkowych prezentów.

Nie mam pojęcia, jakim cudem Włochom udaje się w książkach dla dzieci, bez dy­dak­tycz­nego smrodku, zawrzeć odrobinę mądrości życiowej. Drobinka całkiem spo­ra, będąca sednem tej książki, nie wiedzieć czemu, bywa trudna do pojęcia dla wielu dojrzałych i przejrzałych.

Można też dzieci traktować poważnie i zamiast żółtego ptaszka lub małej ptaszyny powiedzieć Bogatka i Strzyżyk. Jaką radochę ma duże dziecko, by wymyślić, jak do­wie­dzieć się, o jaki gatunek ptaka chodzi w przypadku słowa Lui, którego pod­sta­wo­we znaczenie to ordynarny zaimek (on)? Ogromną!

Ma come, la felicità si vende?
Certo! In barattolo piccolo, grande o confezione famiglia.
[Ale jak to, sprzedaje się szczęście?
  Oczywiście! W małych słoiczkach, dużych i w opakowaniach rodzinnych.]

*

[…]  il signor Piccione, il venditore di felicità.
[Pan Gołąb, sprzedawca szczęścia.]

Ecco, il signor Piccione ha parcheggiato il suo furgoncino
e già sale a trovare il primo cliente.
[Oto Pan Gołąb zaparkował swoją furgonetkę
 i już wspina się, by spotkać się z pierwszym klientem.]

*

     — La felicità in barattolo! Che enorme sciocchezza! — esclama il signor Fagiano.
Più tardi, ne ordinerà due barattoli su internet.
[   — Szczęście w słoiku! Co za bezgraniczna głupota! — krzyczy Pan Bażant.
    Później zamawia w internetach dwa słoiki tego specyfiku.]

*

*

Il signor Lui prova a trattare sul prezzo, perché lui
felice lo e già, ma vorrebbe un barattolo di scorta.
Il signor Piccione però è irremovibile: niente sconti!
La felicità non si dà via a metà prezzo!
[ Pan Świstunek-Pierwiosnek (Phylloscopus collybita) próbuje negocjować cenę, ponieważ
  już jest szczęśliwy, ale chciałby zapasowy słoik.
  Pan Gołąb jednak jest niewzruszony: żadnych rabatów!
  Szczęścia nie daje się za połowę ceny!]

*

*

Finito il suo giro, il signor Piccione rimonta sul suo furgoncino,
ma nell’andarsene fa cadere un barattolo a terra.
E lì, lo raccoglie il signor Topo.
[Kończąc swój objazd Pan Gołąb wsiada do swojej furgonetki,
 ale nim odjedzie, upuszcza słoik na ziemię.
 Stamtąd podnosi go Pan Myszek.]


Il signor Topo corre a casa con il barattolo.
Lo apre e scopre che è VUOTO.
Proprio come tutti GLI altri.
[Pan Myszek biegnie do domu ze słoikiem.
 Otwiera go i odkrywa, że jest PUSTY.
 Całkiem tak samo jak TE wszystkich innych.]


Il signor Topo è felicissimo!
Un barattolo vuoto era proprio quello che voleva.
[Pan Myszek jest przeszczęśliwy!
 Pusty słoik był dokładnie tym, czego chciał.]


Davide Calì, Il venditore di felicità, ilustr. Marco Somà,
Kite Edizioni, Padova 2018.

specie di uccelli:
l’anziana signora Pettirossa, il signor Storno,
la signora Upupa, la signora Cinciallegra,
la signora Scricciolo, la signora Quaglia
gatunki ptaków:
starsza Pani Rudzik, Pan Szpak,
Pani Dudek, Pani Bogatka,
Pani Strzyżyk, Pani Przepiórka

4756. Z oazy (LVIII)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Zaznaczyłam do upolowania, bo beletrystyka, a na nią czekać umiem. Nie musiałam, bo zostałam książką ob­darowana.

Po fan­ta­stycz­nym początku, przyzwoitym środku, który gładko przeszedł w przy­nud­ną koń­ców­kę z jedną arcyważną rozmową, dla której warto było trwać w czy­ta­niu, puenta, która poniża nie tylko intelekt. Ważna powieść, która nie dała ra­dy utrzy­mać swo­je­go ciężaru. Było mi z tego powodu bardzo przykro. I tyle.

Adam pije kolejną butelkę, jakby szukał dna, jej albo swojego własnego. […]  Pod powiekami widzi swojego pięknego człowieka […].

*

     – Niezręcznie – przerwał ciszę Adam.
     – Miło – odparł Jerzy i się uśmiechnął.

*

Ale Adam wiedział, że to bzdury. Że Maciej strasznie jest zagubiony w swej samotności, bo żonę odsunął na kilometr, a ona jego na drugi, i wytłu­ma­czeń jakichś potrzebuje, by tę pustą przestrzeń wypełnić. Żeby tam było coś pomiędzy nimi, a nie przepaść sama. Tak żonę Maćka matka nauczyła, a Maćka ojciec. Zasada taka, której nawet ich miłość nie mogła prze­kro­czyć. Zasada święta, to i Maćkowi nawet nie mówił, co o tym myśli, żeby mu już w dojrzałym wieku nie mącić w głowie. Za późno było, więc przy­ta­ki­wał jedynie, żeby lżej się koledze zrobiło na duszy. Żeby ten szacunek na­dal zapełniał mu pustkę. Zresztą Adam wiedział, że tych powinności żon już od lat nie ma, ot, męskie złudzenie, czasem potwierdzane przez tę czy tamtą babę, ale to już koniec.

*

Popsuł się świat przez jedną noc jakby mocniej.

*

     – Ale nie przypadkiem ci to mówię – podjął Stanisław, przerywając długą już ciszę i wytrącając Adama ze skupienia. – Nienawidzili wtedy i nienawidzą teraz. I będą, za to czy owo. Trzeba odpuścić. Nic nie poradzisz.

*

Zabrakło słów, żeby ta rozmowa mogła trwać dłużej.

*

Cudne to ciało. Ludzkie takie i ludzkie to jego pożądanie. Piękny chłopiec, nagi, jego oczy, nawet jego płacz. Męski płacz, męskie wycie właściwie. Śni Adam i czuje, jakby wreszcie życia dotykał. I pragnie go bardziej.

*

Jak łatwo stadem przepędzić człowieka z grupy. Wypchnąć z własnego otoczenia. Jak łatwo w kimś wszystko zdusić.

*

Wszystko się ułoży. Przecież nie mogli go zabić. Za miłość mieli zabić? — myśli sobie, ale nie ma pewności. Raczej myśli tak dla własnego spokoju.

*

Święte mu się to miejsce wydaje. Wolne od wrzasku. Godne tylko czułości.

*

Myśli o tej nadziei i nawet się jej na chwilę złapał. Przyjemna jest, po­wstrzy­mu­je dreszcze zimna.

Tomasz Maruszewski, Wrzaski,
Wydawnictwo SQN, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

Musi się ukoić, przeżyć to wreszcie, a wtedy przyjdzie jakiś plan. Uda się, może.

*

Siedzi na podłodze i płacze, bo nie wie, co się dzieje ani jak się skończy. […]  Wyobraźnia może szaleć, nerwy też mogą puszczać. Głowa różne rzeczy może wymyślać, do­bre, ale i złe też. Że od wrzasków i przepicia to prze­cież i można oszaleć.

*

[…]  chwycić w dłoń nieznane.

(tamże)

4755. Z oazy (LVII)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Dlaczego chciałam tę książkę przeczytać? Nie pa­miętam, potwornie długo czekałam na przyzwoitą cenę. Samo czytanie kolejnych rozdziałów też nie ułatwiało zna­le­zie­nia odpowiedzi na to pytanie. Książka o pa­mię­ci niepamięci i niepamięci pa­mięci, okraszona tym, co wnosi do życia jed­nost­ki twór zwany dalszą rodziną. Oczy­wiste rzeczy na łonie ży­cia rodzinnego zamieniają się w slalom między nieoczy­wi­sty­mi przeszkodami, całkowicie real­ny­mi i nie do prze­sko­cze­nia. Pytania są dwa. Czemu mnie to nie dziwi? I czemu chciałam o tym czy­tać? Dwa razy należy powtórzyć, odpo­wia­da­jąc tymi samymi słowami: nie wiem. I już się nie dowiem. I nie szkodzi.

Pod wieloma względami był na pewno lepszy niż ojciec, nie dlatego że z mo­im ojcem jest coś nie tak, ale dlatego że tak jest skonstruowane życie. Ojciec bywa surowy, dziadek nigdy surowy być nie powinien, chociaż mój często jest, ale jakoś da się tę surowość wybaczyć, pominąć, zapomnieć. W moich myślach i wspomnieniach mój dziadek jest wszystkim tym, czym są dziad­ko­wie dla swoich wnuków – skórą obciągniętą na kościach, nadającą kształt niekształtnej materii, kuli światła, ciepła i dobroci.

*

Nie zmienia to jednak faktu, że dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą […].

*

     – Wie pani, mój dziadek dzisiaj umarł.
     Gram cyniczną i skurwysyńską kartą, wyciągam asa z rękawa. Jednak nie z cynizmu czy skurwysyństwa, ale z bezsilności.

*

Gdzie przebiega granica pomiędzy byciem dzieckiem a byciem dorosłym człowiekiem i jak wygląda rytuał przejścia?

*

To wszystko jest już nieistotne, już się nie wydarzy, można na każdym z tych planów przybić urzędową czerwoną pieczątkę z dużym napisem „ANULOWANO” w grubej czerwonej ramce.

*

Trochę szukam, trochę marudzę, trochę odwlekam to w czasie.

*

Dobra, już kurwa. Już wystarczy. Pomyliłem się, OK? Może skupiłem się na tym DDA, bo chciałem jednak coś mieć od dziadka. Cokolwiek. Skoro nie samowar, nie dziennik, w którym spisywał przemyślenia na temat kartek żywnościowych dla ludzi produkujących sofiksy czterdzieści lat temu, no to chociaż może jakąś traumę.

*

I uświadamiam sobie, że dużo trudniejszy, ale dużo bardziej racjonalny jest proces tworzenia sobie beztroski i spokoju na tyle, na ile to jest możliwe, ale tu i teraz.

*

W psychoterapii jest kilka rozmaitych podejść do tego zagadnienia. Nie­któ­rzy twierdzą, że wszystko wynosimy z domu rodzinnego. Inni - że połowę. Jeszcze inni, że jakieś dwadzieścia pięć, może trzydzieści procent. Całą resz­tę wypełniają nasze własne doświadczenia, to, co trafia nam się mniej­szym czy więk­szym przypadkiem, przy naszym mniejszym lub większym udziale. […]  Na pewno coś jednak stamtąd wyniosłem. Coś nieuchwytnego. Szukam czegoś, czego i tak bym nie rozpoznał, gdybym to znalazł, jak ktoś, kto na hałdzie ma znaleźć jedną konkretną bryłkę węgla, którą zna z opisu, ale nie dostał do ręki zdjęcia porównawczego.

Michał Turowski, Dziadka nie ma,
Instant Classic, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

sobota, września 17, 2022

4754. 260/365

     — chciałabym, by było jak kiedyś…
     — wiesz, że to chciwość?
     — wiem, ale cudownie byłoby poskakać na skakance.

260/365

[suplement pikselowy: 22.09.2022]

piątek, września 16, 2022

4753. Męskie pogaduchy i damskie rechoty

Sadownik:
(rano do Drzewka)
Ja nie wiem, dlaczego jestem
taki dobry dla ciebie…

Biały Kruk:
(krzyczy z kuchni)
Pracujesz na czwartą aureolę!

Sadownik:
Niech mi Tata powie,
co ja z nią zrobię?

Biały Kruk:
Jakby nie było, to OZE!

Jabłoń:
(nie komentuje, rechocze)

♔  ♕  ♔

Sadownik:
(wieczorkiem o swoich planach podyplomowej edukacji
opowiada, a na końcu dodaje żelazne usprawiedliwienie
)
Jak się ma taką żonę…

Biały Kruk:
Ja ci jej nie wciskałem!

Sadownik:
Ale mnie Tata nie ostrzegł!

Jabłoń:
(nie komentuje, rechocze)

wtorek, września 13, 2022

4751. O seksizmie

Sadownik & Jabłoń:
(w drodze na obiad dojeżdżają do
mało używanego poza sezonem skrzyżowania
)

Sadownik:
(o psie wylegującym się na skrzyżowaniu,
który tylko podniósł głowę i leniwie patrzy
na podjeżdżający i mijający go samochód
)
Twardziel!

Jabłoń:
Skąd wiesz, że to nie twardzielka?

Sadownik:
Jeśli tak, to idiotka!
(po chwili dodaje)
Wiem, wiem, to seksizm
w najczystszej formie.

4750. Panna cotta (LV)

Jabłoń:
(zachwyt czasem passato prossimo wyraziła, bo
dzięki niemu przeszłość bogactwem się staje
)

ho scritto.  
hai scritto.  
ho letto.*

Alma:
(w odpowiedzi zrobiła Drzewku dzień słowami)
the past and the future are
continuously collapsing into
the present.

______________
  *  napisałam. / napisałaś. / przeczytałam.

*  *  *

Sadownik:
(już nie może słuchać tej piosenki)

Jabłoń:
(dziwi się bardzo)
Czemu? Piękna aranżacja,
piękna piosenka i pięknie
o miłości!

Lucio Dalla, Canzone.

canzone, cercala se vuoi
dille che non mi perda mai

4749. Z oazy (LVI)

Niedzielne odliczanie literek we wtorek? Gorzej, to jest bardzo czerstwe niedzielne odliczanie literek, trzy, sprzed dwóch tygodni i dwóch dni. Zaległa we mnie ta książ­ka i nijak zająk­nąć się na jej temat nie umiałam. Trzeba było czekać.

Stawanie naprzeciwko osób, które utknęły w starotestamentowym przekonaniu, że choroba jest konsekwencją złych czynów, było dla mnie trudne. Stawanie na­prze­ciw­ko osób, które twierdzą, że ciężkie choroby są konsekwencją bardzo złych czy­nów, po tej książce stało się łatwizną!

[…]  doświadczenie ludzi nie zgadza się zwykle z tym pomysłem – za dobre nagroda, za złe kara.

[…]  historia opowiedziana w tej księdze [Księga Hioba]  to przypowieść, fabuła przedstawiająca pewne prawdy o świecie.

Nie bój się tego. Nie bój się rodzących w Tobie pytań, sprze­ciwów, buntów. One są potrzebne, by przyszło nowe.

[…]  dotarło do mnie główne pytanie tej księgi. A jak się zna pytanie, wtedy można szukać odpowiedzi, bo dopóki się nie wie, o co zapytać, trochę nie wiadomo, co robić z daną rzeczywistością.

Nietzsche powiedział kiedyś bardzo ciekawe zdanie o tym, że Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje, a czło­wiek odpłacił Mu tym samym.

[…]  nie oszukujmy się: mowy nienawiści bardzo dużo jest w sa­mym Kościele. Gdzie? Kiedy się jednych na drugich szczuje, kiedy się jednych przeciwko drugim nakręca. To jest właśnie to! Kościelna mowa nienawiści, jak słusznie zauważył to kiedyś biskup Ryś, wzięła się ze stra­chu, który ma dwa powody. Pierwszy z nich już znamy: jak wszystko odpu­ści­my, to świat nam się rozwali. Czyli jest to strach przed tym, że wszystko wymknie się spod kontroli. Drugi z nich jest znacznie gorszy. U jego pod­staw jest lęk przed tym, że skoro system „dobro nagroda, zło kara” nie dzia­ła, to nieszczęście też nas może spotkać, mimo prawego życia, a tego byśmy nie chcieli. Tu jest ukryty ten drugi strach.

Bogu zupełnie obca jest logika coś za coś.

Bóg […]  czasem tak ma, że daje komuś coś, co mu się bardzo przydaje, a w oczach świata jest głupie, niepozorne, wręcz żadne.

Czy deszcz także ma ojca?
A kto zrodził krople rosy?
Hi 38,28 

Na tym słowie ufam, de facto kończy się wiara. […]  Jasne, że trzeba myśleć. […]  Tylko co innego jest myśleć, a co innego jest robić z tego oskarżenie, a tak zrobił Hiob.

[…]  nie wolno własną miarą patrzeć na cierpienie kogoś dru­gie­go. Czasem chce się nam powiedzieć innym, że przesadzają. I uwaga! Zda­rza się oczy­wiś­cie, że ktoś naprawdę przesadza. Natomiast nie przyjmujmy tego za pew­nik. Coś co dla Ciebie nie jest ani bardzo dotkliwe ani straszne, dla ko­goś może być końcem świata.

[…]  w cierpieniu drugiego człowieka naprawdę nie są ważne słowa. Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest po prostu z tym kimś być tam, gdzie on jest.

Gwarantuję Ci, że jeśli przestaniesz wierzgać, czyli mówić, że ma być inaczej, a zaczniesz Go szukać w tym, co Ci się przydarza, to doznasz wyzwolenia.

Adam Szustak OP, Targ zamknięty. Lekcje Hioba,
ilustr. Jacek Hajnos, Wydawnictwo RTCK*, Nowy Sącz 2018.
(wyróżnienie własne)

_____________
* akronim: rób to, co kochasz.

W tym wszystkim chodzi więc o miłość.

(tamże)

piątek, września 09, 2022

4748. 252/365

trzeba mieć siłę, by się kłócić; trzeba też mieć wiarę i nadzieję na zmianę oraz bazowe poczucie bezpieczeństwa, by kłócić się otwarcie.

wczoraj nie miałam siły, ale pokłóciłam się okrutnie o nie­po­trzeb­ną mi do niczego nadopiekuńczość i pouczanie. uśmie­cham się dziś do wczorajszej kłótni, bo jest dowodem na to, że nadzieję na zmianę miałam.

252/365

czwartek, września 08, 2022

4747. 251/365

mężczyzna nadskakujący kobiecie w wysokiej ciąży. skoja­rze­nia społecznie mile widziane: spełnienie, przyszłość, nadzieja na lepszy czas. a widzisz* symbol permanentnego nie­do­stat­ku wy­star­cza­ją­cej ilości troski na świecie?

251/365

____________
  *  zobaczyłam dziś po raz pierwszy w życiu.

środa, września 07, 2022

4746. 250/365

nad ranem gość audycji radiowej powiedział, że drugi tydzień radość ogromną mu przynosi deszcz, bo wcześniej przez pięć­dzie­siąt dni u niego, gdzieś w świecie, nie padało wcale. i strze­li­ło mi do łba pytanie, które zrobiło mi dzień, gdy próbowałam na swoje potrzeby znaleźć odpowiedź:
     gdzie, przy czym jest twoja uwaga i wdzięczność?

250/365

niedziela, września 04, 2022

piątek, września 02, 2022

(4742+1). 245/365

kilkadziesiąt lat temu — powiedziała mi dziś – przytuliła się do rodziny Rodziców Orzesz­ka. wczoraj, z okazji Jej setnych uro­dzin Jej Rodzina przytuliła nas. byliśmy tam w imieniu włas­nym, Orzeszka, Rodzi­ców Orzeszka i miejsca, które łączyło nasze losy.

245/365