niedziela, lipca 28, 2024

5532. —

[…]  not all dialogue is verbal or spoken.

Robert A. Johnson, Inner Work. Using Dreams and
Active Imagination for Personal Growth
,
HarperCollins Publishers, New York 2009.

*

Robert Schumann, Kinderszenen,
op. 15, Träumerei, Paul Ji (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #54.

sobota, lipca 27, 2024

5531. Poza słowami (XII)


fot. Sadownik, fragment.

*

Johannes Brahms, Tańce węgierskie, nr 5 g-moll na orkiestrę,
Budapest Symphony Orchestra, István Bogár (dyrygent),
Martin Schmeling (orkiestrator),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #4.

*

Johannes Brahms, Tańce węgierskie, nr 5 g-moll na orkiestrę,
Budapest Festival Orchestra, Iván Fischer (dyrygent),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #93.

czwartek, lipca 25, 2024

5530. Czekariat (XCIII)

Czekariusz-re­kordzista. Ten wspaniały płanetnik czekał pra­wie cztery lata. Przy­szedł Jego dzień.

Bo dziś w rachubę wchodzili tylko bo­go­wie, mityczne po­sta­cie i mistrzowie, by zro­zu­mieć, co tu się dzieje, by nie utknąć w ro­li ofiary, by ruszyć w dalszą drogę.

Jednak nim. Nad ranem padał piękny, dźwięczny deszcz.


Autor(ka) nie do ustalenia,
[dostęp 25.07.2024], źródło.

Let us begin, then, and re­member: Even the smallest effort is of value... what matters is that we persevere.

Robert A. Johnson, Inner Work. Using Dreams and
Active Imagination for Personal Growth
,
HarperCollins Publishers, New York 2009.
(wyróżnienie własne)

Teraźniejszy moment jest bramą bez bram, otwierającą się na niewytyczoną ścieżkę.

Martin Laird OSA, W krainę ciszy.
Praktyka chrześcijańskiej kontemplacji
,
przeł. Tomasz Mucha, WAM, Kraków 2024.

5529. 207/366

dużo stra­cił, będąc takim, jakim był — oznaj­mi­ła.

nie zgo­dzi­łam się z tym stwier­dze­niem. nic nie stracił, po pro­stu wybrał inaczej.

207/366


Autor(ka) nie do ustalenia.

*

J.S. Bach, Dwugłosowa inwencja nr 8 F-dur,
János Sebestyén (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #100.

niedziela, lipca 21, 2024

5528. 203/366

     — niczego w życiu nie dostał_m za dar­mo — z neoliberalnie zabarwioną dumą, licząc na drzewne zrozumienie, użalił_ się nie­wła­ściwej oso­bie.
     — NICZEGO? niczego to byś nie zrobił_, nie zdobył_, nie osiąg­n_ł_, gdyby ktoś nie podarował ci życia, uwagi, troski, mi­ło­ści, a skoro ze mną rozmawiasz, to dał i to cał­kiem za dar­mo*, nie wspo­mi­na­jąc o bia­łej skórze i talentach.

203/366

________
  *  najcenniejsze rzeczy w życiu są wy­łącz­nie za darmo.

*

Andrzej Grabowski, Fest, że się jest.

bo naprawdę fest
jest to że się jest
tak naprawdę fest
jest to że się jest
że się jest

sobota, lipca 20, 2024

5527. Czekariat (XCII)  // 202/366

światło zsuwające się miękko po po­wierzch­ni lub opadające cicho na kontur, na chwil­kę, tuż obok. dotyka we mnie cze­goś nie­oczy­wi­ste­go, co wyjątkowo żywe mimo upału jest.

dotyka, uśmiecha, karmi, zaskakuje, po­my­śla­łam więc, że dłu­go będzie czekało na swo­je słowa, a ono miało zupełnie inny plan.

202/366


fot. Saxifraga, fragment.

In every mystery there is always a tiny clue, noticed only by the most observant, that leads to the solution.

*

[…]  your dream has come to challenge you, help you grow, wake you up to what you need to learn and where you need to change.

*

Remember, the main function of a dream is to communicate something to you that you don’t know, that you are unaware of, that lives in the unconscious. Your dream will not waste your time by telling you what you already know and understand […].

*

Talking tends to put the whole experience back on an abstract level.

Robert A. Johnson, Inner Work. Using Dreams and
Active Imagination for Personal Growth
,
HarperCollins Publishers, New York 2009.
(wyróżnienie własne)

5526. —

Give yourself time and experience, keep interacting with the symbols, return to the dream from time to time, and all will come clear.

Robert A. Johnson, Inner Work. Using Dreams and
Active Imagination for Personal Growth
,
HarperCollins Publishers, New York 2009.

wtorek, lipca 16, 2024

5525. 198/366   // Łódeczka dla Białego Kruka

nim. niech! tylko i aż tego byś dla nas chciał, wiem.

198/366


Autor(ka) nie do ustalenia.

*

Jean Sibelius, Etiuda a-moll, op. 76,
Jian Wang (wiolonczela), Göran Söllscher (gitara),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #43.

W każdej chwili żyjmy,
„osiągając mądrość serca” […].

Hezychiusz [w:] Martin Laird OSA, W krainę ciszy.
Praktyka chrześcijańskiej kontemplacji
,
przeł. Tomasz Mucha, WAM, Kraków 2024.

5524. Bez dziś, pięć ostatnich dni…

☆ ______________________czwartek

Jabłoń:
(podczas rehabki z Pati idzie
za tym, co jej do łba strzeliło
)
Ten kurs jutro… zaczynasz o dziewiątej, prawda?
Co myślisz o naszej pracy jutro o 6:15?

🍆

☆ ______________________weekend

Pati:
(od piątku do niedzieli kursowała się)

(a 300 km dalej wymarzony,
dobrze zaplanowany
)
Czas:
(w nielicznych pikselach)


fot. Catty (lewe) & Sadownik (asystencja, prawe), fragmenty.

Nie wierzę w bajki, ale
wierzę w marzenia.

Gareth Southgate, ME 2024

☆ ___________________poniedziałek

Jabłoń:
(z samego rana owoce kursu spożyła, w efekcie czego jej układ
wegetatywny miał sporo do powiedzenia na wysokim C
)

Sadownik:
(przed drugą porcją rehabilitacji,
dwie godziny później, ze znawstwem
tłumaczy Rysi, co się dzieje, bo Jabłoń
bez powodu roni krokodyle łzy litrami
)
Zachowuje się, jakby miała PMS
lub była w pierwszym trymestrze ciąży.

Jabłoń:
Skąd ty wiesz takie rzeczy?

Sadownik:
(w roli partner/mąż, czyli
relacyjny długodystansowy kombatant
wspomina o braciach broni
)
Mam kolegów.

Jabłoń:
(popłakała się ze śmiechu, ale i z dumy,
że nie wziął tego z wikipedii
)

Jabłoń:
(wieczorem, umęczona całodniowym, szerokim
wachlarzem reakcji układu wegetatywnego
siedzi na krawędzi łóżka i nie wie, co ze sobą zrobić
)

Sadownik:
(puścił oko do Drzewka)
Już nie kochasz Pati?

Jabłoń:
(uśmiechnęła się, bo przecież wie,
że to wszystko dla jej dobra
)
Kocham, ale dziś to trudna miłość.

🍆

poniedziałek, lipca 15, 2024

5523. 197/366

wczoraj. pierwszy raz dla Was, a nie tylko dla Ciebie, Biały Kruku. odrobina Małej Danii.

197/366

To, że kochamy, nie znaczy, że nie spotka nas zawód. Ale miłość pomoże nam zmie­rzyć się z nim i nie stracić serca.

bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Filtry, Warszawa 2023.

Zamknęła oczy, by mocniej po­czuć obec­ność Miłości i towa­rzy­szą­ce­go jej Zro­zu­mie­nia, które było głębsze i łagod­niej­sze niż oddech ziemi i nieba.

George Eliot [w:] Martin Laird OSA, W krainę ciszy.
Praktyka chrześcijańskiej kontemplacji
,
przeł. Tomasz Mucha, WAM, Kraków 2024.

piątek, lipca 12, 2024

5522. 194/366

dziś, czyli rok, miesiąc i trzy dni później. cyk. nim ruszyliśmy w tę samą drogę co wtedy, by świętować dwie inne rocznice.

194/366

środa, lipca 10, 2024

5521. 192/366

niewypalona wtedy do końca, dowiedziałam się dziś.

na pa­ra­pe­cie jest pamięcią o przyjaźni, któ­rą podarował Wam los. po­prosiłam o cyk.

192/366


fot. Thorsten, fragment.

*

Ludwig van Beethoven, Kwintet na instrumenty dęte Es-dur,
Adagio maestoso, Ottó Rácz (obój), József Vajda (fagot),
Sándor Berki (róg), János Keveházi (róg), Jenő Keveházi (róg),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #65.

poniedziałek, lipca 08, 2024

5520. 190/366  // Panna cotta (CXXXII)

zielony ład w głowie bo. zamiast osi OX, OY i OZ nowy układ odniesienia bo. uwaga przystąpiła do wdrożenia triażu:
   a)  czas — czy na pewno chcę go na TO poświęcić,
   b)  energia — czy naprawdę chcę ją TAM włożyć,
   c)  intencja — czy mam jasność, dlaczego chciałabym, by wydarzyło się TO TAM TERAZ.

190/366


Autor(ka) nie do ustalenia.

[  — zmieniłeś się! co zrobiłeś*?
    — podjąłem* decyzje!]

__________
  *  dosł. co wziąłeś? / [wziąłem] decyzje!
bo Włosi biorą kawę i makaron, i autobus, i notatki, i decyzje, czyli zamawiają kawę, jadą autobusem, robią notatki i po­dej­mu­ją decyzje.

mozzarella w 126p:
mozzafiato!
[zapierające dech!]

5519. Z oazy (CCLXII)

Nie­dzielne kilkutygodniowe odliczanie literek, cztery, poślizgnięte na kilkanastu godzinach. Poślizgnięte, bo zaskoczyła mnie liczba fragmentów, które muszę tu mieć.

Oryginał tej książki jest dziś niewiele młodszy od Junga, gdy ją wydał. Po piętnastu latach od papierowej publikacji po polsku, trzytygodniowe czekanie na publikację wersji elektronicznej było raczej zeptoczekaniem.

Czytałam z ogromną przyjemnością, chwilami opadniętą szczęką, opis wszystkiego tego, co wystaje z jednej czy drugiej księdze Biblii, gdy czytać ją z analityczną lupą w ręku. Momentami obrazoburcza to książka dla tych, którzy hołdują dosłowności.

Po przeczytaniu tej książki aż chce się świętować własną niedoskonałość, bo tylko dzięki niej wszystko, co warte odkrycia, jest wciąż przed nami. Jest i będzie po na­szych dni kres.

Jung posadził na swojej kozetce Boga i Hioba.

Boski paradoks polega na tym, że ograniczają Boga wszech­moc, wszechwiedza i wszechobecność.

Człowiek rezerwuje sobie prawo do jakiegoś «ale», nawet w obliczu boskiej decyzji.

Olga Tokarczuk

🖇🖇

[…]  na niniejszych stronicach mowa będzie o czcigodnych przedmiotach wiary religijnej, a niezależnie od tego, kto takowe sprawy omawia, osobnik ów zmierza w kierunku niebezpieczeństwa, iż zostanie rozerwany na strzę­py przez dwa stronnictwa, które wiodą tu spór. Spór ten polega na oso­bli­wym założeniu, iż coś jest „prawdziwe” tylko wtedy, gdy jawi się lub jest przedstawiane jako fakt fizyczny. […]  obie strony mają rację i nie mają ra­cji […]. „Fizyczny” to niejedyne bynajmniej kryterium prawdy, istnieją bowiem także prawdy psychiczne, których fizycznie niepodobna wyjaśnić, dowieść czy zanegować. […]  wiara […]  stanowi fakt psychiczny, którego nie sposób zanegować i który nie wymaga udowodnienia.

🖇

Jeśli na przykład mówimy „Bóg”, dajemy w ten sposób wyraz obrazowi czy pojęciu, które w miarę upływu czasu przeszło wiele przemian. […]  Można przecież wyobrażać sobie Boga jako wiecznie płynące, żywe oddziaływanie, przechodzące przemiany w nieskończonym nurcie postaci, równie dobrze można zaś wyobrażać go sobie jako wiecznie nieporuszony, niezmienny byt.

🖇

Ta podwójna perspektywa, jaką należy przyjąć w stosunku do każdego w mia­rę samodzielnego organizmu, powoduje rzecz jasna, że mamy do czy­nienia z podwójnym rezultatem: z jednej strony otrzymujemy opis tego, co ja czynię z przedmiotem, z drugiej zaś opis tego, co on (ewentualnie ze mną) czyni.

🖇

[…]  żadna z mych refleksji nie odsłania 
tego, co niepoznawalne
.

🖇

Dla człowieka wczesnej starożytności sprawa przedstawiała się nieco ina­czej: jego bogowie w pełni dysponowali po prostu wszystkimi atrybutami – dotyczy to zarówno cnót, jak i grzechów – toteż można ich było karać, przy­wiązywać, oszukiwać i podjudzać nawzajem przeciwko sobie, a mimo to nie tracili miru, jakim się cieszyli, a jeśli go tracili, to nie na długo.

🖇

[…]  z wolna zaczęłaby się budzić niewysłowiona tęsknota do czegoś, co spra­wi, że Ja Sam zacznę czuć własne istnienie. Dlatego wszystko, co pier­wotne – nawet człowiek, nim stał się kanalią – promieniało wzruszającym, ba, magicznym pięknem, albowiem in statu nascendi „wszystko swego ro­dza­ju” było cenne, wewnętrznie upragnione, zalążkowo subtelne – było obrazem nieskończonej miłości i dobroci Stwórcy.

🖇

Księga Hioba przedstawia pobożnego i wiernego, lecz doświadczonego przez Boga człowieka na widocznej z daleka scenie, na której przed oczami i uszami całego świata zdaje on sprawę z tego, co go spotkało.

🖇

[…]  morze nieświadomości pałało blaskiem wielu „oczu”.

🖇

Ale na czym polega jego wina? Jedyne, co można by mu zarzucić, to opty­mizm, z jakim wierzył, że może apelować do boskiej sprawiedliwości.

🖇

[…]  co takiego ma człowiek, czego nie miałby również Bóg? Mimo że nik­czem­ny, słaby i bezbronny wobec potężnego bóstwa, ma on – jak już wskazano – nieco bardziej wyostrzoną świadomość, zrodzoną na gruncie autorefleksji: jeśli chce przeżyć, zawsze musi zdawać sobie sprawę ze swej niemocy wobec potężnego Boga. Ten ostatni nie musi przed­się­brać takich środków ostrożności, ponieważ nigdy nie staje w obliczu prze­szkody nie do pokonania, w obliczu czegoś, co mogłoby dać mu asumpt do wahania, a tym samym do namysłu nad samym sobą. Czyżby więc Jahwe podejrzewał, że człowiek posiada co prawda małe, lecz bardziej sku­pione światło niż on, Bóg? Być może zawiść tego rodzaju tłumaczyłaby zachowanie Jahwe.

🖇

Do udręk fizycznych przyjaciele Hioba ze wszech sił dorzucają udręki mo­ral­ne i miast porzuconemu przez wiarołomnego Boga nieszczęśnikowi przy­najmniej dodawać serdecznej otuchy, moralizują w sposób aż nazbyt ludz­ki, czyli tępawo, pozbawiając go ostatniej pociechy, jaką mógłby czer­pać z em­pa­tii i ludzkiego zrozumienia – nie można tu stłumić podejrzeń, że i w tym maczał palce Jahwe.

🖇

Pilną koniecznością stała się autorefleksja, aby zaś stała się ona możliwa, potrzebna była mądrość: Jahwe musiał przypomnieć sobie swą wiedzę ab­so­lut­ną, jeśli bowiem Hiob poznawał Boga, również Bóg musiał poznać sa­me­go siebie. Nie mogło już być tak, że po całym świecie rozeszły się po­głos­ki o antynomicznej naturze Jahwe i tylko on sam nic o tym nie wiedział. Kto poznaje Boga, wywiera nań wpływ. Klęska próby zniszczenia Hioba sprawiła, że Jahwe się zmienił.

🖇

W Starym Testamencie dęby i terebinty to drzewa wyroczne – w drzewie lub obok drzewa pojawia się Bóg.

🖇

Podczas gdy stworzenie nieświadome, takie jak zwierzę, roślina, kryształ, funkcjonuje według naszej wiedzy w sposób zadowalający, człowiek ciągle w jakiś sposób kuleje.

🖇

[…]  twierdzenia szczególnie pozytywne i kategoryczne pojawiają się zwłasz­cza wtedy, gdy należy zagłuszyć ciche wątpliwości, jakie dają o sobie znać gdzieś w tle.

🖇

Ba, wszystko wskazuje na to, że właśnie próba dopomożenia dobru w osta­tecz­nym i absolutnym tryumfie musi doprowadzić do groźnego wezbrania zła, a tym samym do katastrofy.

🖇

Drażliwość, kapryśność, wybuchy afektów to klasyczne symptomy chro­nicz­nej cnotliwości.

🖇

Czym byłaby religia bez mitu, skoro – jeśli w ogóle coś znaczy – jest ona tą właśnie funkcją, która wiąże nas z żywym mitem?
     […]  Ale mit nie jest fikcją – polega on na permanentnie powtarzalnych faktach, które można obserwować stale na nowo. Mit przydarza się czło­wie­ko­wi, ludzie zaś miewają losy ukształtowane w formie mitu tak samo jak greccy bohaterowie.

🖇

Dla wierzącego chrześcijanina jest on wszystkim, tylko nie symbolem, czyli formą wyrazu czegoś niepoznawalnego czy jeszcze nie do poznania. A jed­nak Chrystus jest w sposób naturalny symbolem.

🖇

Droga, u której kresu znajduje się doskonałość,
nie wiedzie już dalej w przyszłość […].

🖇

In confinio mortis, pod koniec długiego, barwnego życia często otwiera się spojrzenie na dale, z których istnienia dotychczas nie zdawaliśmy sobie spra­wy, a wtedy człowiek taki nie żyje już sprawami codzienności, pe­ry­pe­tia­mi stosunków osobistych, lecz wizją bezmiernych przestrzeni od­wiecz­ne­go ruchu idei.

🖇

Pochopna decyzja zrodzona w umyśle współczesnego Herostratesa wy­star­czy, by sprowadzić na świat globalną katastrofę. Nić, na jakiej zawisł nasz los, zrobiła się ostatnio bardzo cienka. To nie natura, lecz „geniusz czło­wie­ka” zawiązał ten fatalny stryczek, na którym w każdej chwili może zawisnąć.

🖇

Jeśli ktoś pozytywnie wyznaje przekonania religijne, czyli jeśli  wierzy, wąt­pli­wość odczuwa jako coś bardzo nieprzyjemnego, toteż się jej lęka. Z tego względu ludzie woleliby raczej nie poddawać przedmiotu wiary analizie. Jeśli dany człowiek nie podziela żadnych przekonań religijnych, niechętnie przyznaje się do poczucia jakiegoś braku, woli odwoływać się do swego oświe­ce­nia, czy przynajmniej do szlachetnego wolnomyślicielstwa swego agnostycyzmu. […]  A przecież obaj – człowiek tzw. oświecony i agnostyk – nieświadomie czują, jak bardzo niedostateczne są ich argumenty.

🖇

[…]  człowiek nigdy nie  p o s i a d a  przekonania
metafizycznego, […]  to  o n o    g o    p o s i a d a.

🖇

Nowy dogmat oznacza odnowienie nadziei na spełnienie poruszającej głę­bię duszy tęsknoty za ukojeniem i zrównoważeniem niebezpiecznie na­pię­tych przeciwieństw.

Carl Gustav Jung, Odpowiedź Hiobowi, przeł. Robert Reszke,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

Jahwe widzi w Hiobie coś, czego my z pewnością byśmy w nim nie dostrzegli, coś, co raczej przypisalibyśmy Bogu: równą sobie potęgę, która prowokuje bóstwo do urządzenia imponującej parady demonstrującej prze­ciw­ni­ko­wi cały aparat władzy. Jahwe projektuje na Hio­ba własne niedowiarstwo, które nie jest mu miłe, po­nie­waż sprawia, że sam na siebie spogląda niezwykle kry­tycz­nym wzrokiem. Jahwe obawia się tego, al­bo­wiem wyłącznie wtedy, gdy coś napawa nas lękiem, przy­ta­cza­my jawne dowody swej siły, możliwości, odwagi i nieustraszoności.

🖇

Nieświadoma dusza ludzka widzi właściwie, nawet wte­dy, gdy umysł świadomy jest zaślepiony i bezsilny: dra­mat ów dokonał się raz na zawsze, doszło do ob­ja­wie­nia podwójnej natury Jahwe, ktoś widział to i zapisał. Obja­wie­nie tego rodzaju, niezależnie od tego, czy dotarło do świadomości ludzkiej, czy nie, nie mogło pozostać bez skutków.

🖇

Lepsza jest mądrość niż siła
(Koh 9,16).

🖇

[…]  bardzo późno uprzytomniono sobie (chociaż za­pew­ne proces ten ciągle jeszcze trwa), iż Bóg jest po prostu rzeczywistością, a zatem – i to wcale w nie naj­mniej­szej mierze – także człowiekiem. Ten proces uświa­do­mie­nia trwa z wieczności w wieczność.

🖇

Mądrość bowiem jest duchem miłującym ludzi (Mdr 1,6).

🖇

Obie te natury, boska i ludzka, przenikają się w taki spo­sób, iż jakakolwiek próba odseparowania ich od siebie ka­leczy je obie: bóstwo rzuca cień na człowieka, człowiek zaś jako osobowość empiryczna jest wręcz niepojęty.

🖇

Doprawdy, bardzo pobożni byli ci wszyscy, którzy twierdzili, że samopoznanie to gościniec wiodący do poznania Boga.

🖇

Życie Ducha Świętego przejawia się właśnie w tym, iż jest on aktywny i oddziaływa w ten sposób, że nie tylko potwierdza to, co istnieje, lecz prowadzi ku czemuś więcej.

🖇

Konfrontacja pomiędzy świadomością i nie­świa­do­mo­ścią dba o to, by światło, które w ciemnościach świeci, nie tylko zostało ogarnięte przez ciemności, lecz aby także ono samo je ogarnęło.

(tamże)

niedziela, lipca 07, 2024

5518. Z oazy (CCLXI)

Nie­dzielne kilkutygodniowe odliczanie literek, trzy. Urzekł mnie i uwiódł tytuł. Kompletnie nie skojarzyłam nazwiska Autorki. Nasze pierwsze literkowe spotkanie miałyśmy połtora roku temu. Dowiedziałam się tego z pierwszego rozdziału.

Było tak jak wtedy. Mimo tego, że z literkami ostatnio nie było mi po drodze, mimo prób powstrzymywania łakomstwa na akapity, gdy książka mnie w ekspresowym tempie wciągnęła, nie na długo starczyło mi tej lektury.

Inność, nie­dopasowanie czasem dostaje etykietę. Nie zmniejsza to bólu, tylko go sankcjonuje, czasem pozwala zrozumieć. Nie przesadzę, pisząc, że podobnie jest z nieuleczalnymi chorobami. Nazywasz je, rozumiesz konsekwencje, ale na pewnym poziomie nie chwytasz.

Mam kolosalne szczęście, bo w trakcie mojego życia nasza kultura prze­obra­zi­ła się na tyle, że pojawiła się jakakolwiek otwartość na inne niż ogól­nie przyjęte sposoby przetwarzania świata w umyśle.

🖇

Upodmiotowienie obiektu, […], odchodzenie od uniwersalizowania do­świad­czeń i przekonań, […], docenienie komunikatu „ja” jako podstawy w porozumiewaniu się, uznanie narracji rodzaju żeńskiego, narracji uwa­ża­nej za kobiecą, za równie uprawnioną – ocaliły mi życie.
     Gdyby nie one, przepadłabym.
     Umysł osoby zsocjalizowanej do bycia kobietą, która ma ADHD, jest jak­by do kwadratu kobiecy. Oczywiście w takim ujęciu „kobiecości”, jakie funk­cjo­nu­je w naszej kulturze. Wszystkie wady sposobu myślenia i po­stę­po­wa­nia przy­pi­sy­wa­ne kobietom przy ADHD jeszcze się po­tę­gują. Skakanie z wąt­ku na wą­tek, trudności z prowadzeniem wywodu, nietypowy sposób podejmowania decyzji, bardzo mocne przeżywanie emo­cji, impulsywność… Mogę jeszcze długo wymieniać.

🖇

Diagnozy są mi potrzebne, bo aktywnie żyję w społeczeństwie, które się nimi kieruje i ich używa. Są mi potrzebne, żebym mogła mieć poczucie, że poruszam się po rzeczywistości na zasadach, które zostały ogólnie przyjęte. Mogę czasem od nich odstąpić, ale ogólnie – mam bilet. Nie jadę już na gapę.
     […]  poczucie, że coś wskoczyło na swoje miejsce, to poczucie, które się zyskuje, gdy uznaje się coś za prawdę – jest nie do pod­ro­bienia.

🖇

Nikt nie ma pojęcia, ile kosztuje mnie bycie taką jak inni.

🖇

Piszę to wszystko i widzę, jak można to odebrać: mam dobre życie – i na­rze­kam. Mam tyle darów – a męczy mnie dbanie o nie.
     Ale czy to, że mnie męczy, znaczy, że nie doceniam?
     Bynajmniej. To się nie wyklucza.
     Jestem taka wdzięczna za to wszystko.
     I tak cholernie męczy mnie codzienne pamiętanie, że żeby rosło, trzeba podlewać. W ogóle nie robię tego odruchowo.

🖇

Potrzebuję ich [emocji], żeby w ogóle coś zacząć rozumieć i żeby zyskać mo­ty­wa­cję – bez intensywnych przeżyć jestem jak drętwy patyk. Coś musi mnie poruszyć, żeby w ogóle zyskać moje zainteresowanie. Coś – i tak samo ktoś.

🖇

Kiedy piszę, najbardziej nudzi mi się przy pisaniu słowa „naj­praw­do­po­dob­niej” – jest takie nieskończenie długie i mało fascynujące, ponadto trzeba się skupić, żeby litery postawić we właściwej kolejności, bo w taki trudny do prze­wi­dzenia sposób się powtarzają.

🖇

Ludzie to upojne przygody

🖇

[…]  zadając samej sobie pytania, żeby móc opisać w książce odpowiedzi, uświadamiałam sobie coraz wyraźniej i dobitniej, jak mocno odstaję. Jak strasznie się różnię. I jak wiele kosztuje mnie każdego dnia, żeby dawać ra­dę się dopasować.

🖇

Dwa fakty: psy intensywniej doznają bodźców zmysłowych niż ludzie – i za­ra­zem żyją krócej. A co, jeśli to jest ze sobą powiązane? Co, jeśli to dla­te­go komputery żyją najdłużej – bo nie dopuszczają do siebie bodźców z oto­cze­nia? Są zamknięte na przetwarzanie bezpośredniej rzeczywistości i stąd bierze się ich trwanie? Czy poznanie zmysłowe powoduje, że szybciej zuży­wa się nasza mana?

🖇

Nie każdą osobę zainteresuje to, co ja uważam za fascynujące.
Do tej pory muszę sobie to powtarzać.

🖇

Uznać uczucia, ale zarazem pokazać, że nie są one centrum świata. Że jest prócz nich coś takiego jak rozsądek, wolna wola, samokontrola, mo­ty­wa­cja, wyższe cele.
     Pierdolona praca poznawczo-behawioralna, dzień po dniu.

🖇

[…]  „gdybym mogła, tobym uciekła” – ale jednak fakty są takie, że nie uciekłam. […]  Potrzebna mi jest do życia jakaś zgoda na mnie, bliskość, akceptacja.

🖇

Zawsze można uciec bardziej, śmierć wcale nie jest ostateczną ucieczką; jest nieodwołalnym zamknięciem sobie drogi ucieczki.

🖇

Myślałam, że mam wiele specyficznych cech – jedna stoi na drugiej, a na niej kolejna i kolejna, zaraz ta piramida się przewróci, muszę trzymać się z całych sił w ryzach, żeby do tego nie doszło. Myślałam, że jedyne, co mogę z tą piramidą zrobić, to ujarzmiać te aberracje i jak najudatniej ukrywać je przed innymi, żeby ludzi do siebie nie zrazić.
     Tymczasem to zaburzenie. W rozumieniu naszej kultury. Zaburzenie z punktu widzenia naszych reguł społecznych. Zaburzenie w rozumieniu: inny mózg. Mózg inny niż u większości.

Ta świadomość daje mi poczucie uwolnienia – i przygnębia.

🖇

[…]  od lat jest dla mnie oczywiste, że muszę wydeptywać labirynty ścieżek tam, gdzie inni idą sobie prostą drogą, pogwizdując.

🖇

Rozmawiam z koleżanką czy znajomym i powtarzam sobie: spokojnie, nie naciskaj, nie przyśpieszaj […]   – tam jest tylko jedna myśl naraz! Szanuj to. Ty tego nie rozumiesz, nie mieści ci się to w głowie, ale tak po prostu jest.

🖇

Ufać sobie – i zarazem stale nie dowierzać.
Odnajdywać balans nad przepaścią.

🖇

I dopiero teraz uświadamiam sobie, jak bardzo każdy mój dzień jest walką z motywacją. Bo ja CHCĘ coś zrobić i to CHCĘ jest większe niż CHCĘ TE­RAZ – ale jak ogromnie większym muszę je uczynić, żeby to się mogło udać.

🖇

Brakujący puzzel? Nie znajdę go 
Role społeczne – to nie dla mnie.

🖇

W sumie dobrą miałam dotąd strategię: olać to, na co nie mam wpływu, kompletnie zignorować trudności z uwagą i na oślep, po stratach, brnąć do celu, jakikolwiek by był. Byleby był mój.
     Teraz zaczęłam skupiać się na tym, w jaki sposób działam. Obserwuję ten proces – i załamuję ręce.

🖇

Na pewno jest wiele osób, które […]  są w gorszej sytuacji niż ja.
     To nie zmienia prawdziwości mojego cierpienia.

🖇

Wiedza umyka, zostaje tylko kreatywność; jak czekoladki w pudełku, którym potrząśniesz na słońcu…

🖇

Czy kreatywnością są rzeczy, które są na nic?

🖇

Doszłam do tego, żeby pracować nad tym, co ze mnie wypływa, żeby do­pie­szczać to, co mi się pojawia – po to, żeby innym się podobało. Wtedy czuję się przydatna. Czy to dobrze, czy źle? Może i tak, i tak. A może ani, ani.

🖇

[…]  nie rozumiem wielu oczekiwań, jakie się formułuje wobec mnie; nie wyłapuję ich. Kiedy jestem z ludźmi, mój mózg prowadzi mnie w zupełnie inne rejony niż te, w których powinnam być zgodnie z oczekiwaniami.

Katarzyna Michalczak, Gdzie zgłosić dzikie zwierzę,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

„Dlaczego ten x jest poza nawiasem”? „Bo taka jest treść zadania” „Czy jeśli ta operacja nazywa się badaniem prze­bie­gu zmienności funkcji, to analogicznie można by zbadać przebieg wartości przeznaczenia?” „Nie wiem”.

🖇

Babcia opowiadała mi o płanetniku, który zeskakiwał z chmury i wraz z nim na ziemię spadała ściana deszczu. Ona naprawdę w to wierzyła. Przesądy, zabobony. Wierzyłam w płanetnika razem z nią. Jakże ja już mam do­syć tej całej racjonalności! To nie tak, że ją od­rzu­cam – no bo jednak dzięki niej jakoś odnajdujemy się w uwspól­nio­nej rzeczywistości. Jest przydatna, jest prak­tycz­na. Ale muszę uczciwie przyznać: racjonalność mnie nie uwodzi.

🖇

Ma doktorat, a nie zna na pamięć tabliczki mno­że­nia. Wyrzućmy ją na śmiesznik.
     To nie musi nazywać się ADHD. To może nazywać się zupełnie dowolnie. RWEW, MNUN, BFCF, GZDZ, INAN. Jakie jest rozwinięcie skrótu INNA?
     Ale ja mam coś. Mam coś. Mam to. Mam to, mam ten jeden jedyny łup.
     Nie bój się, moje mini-mini.
     Nie dam cię zgłosić.
     Nie pozwolę.
     Szybko!
     Ja zmylę ich czujność, a ty – uciekaj. Rób to, co chcesz robić.
     Jakeicu. Zrówt.

(tamże)

5517. Z oazy (CCLX)  //  Panna cotta (CXXXI)

Nie­dzielne kilkutygodniowe odliczanie literek, dwa. Dwa miesiące temu z hakiem drugą dobę zaklinałam rzeczywistość: to nic poważnego, tylko bardzo się po­tłuk­łam. Po kilku godzinach od ostatecznego zatrzaśnięcia walizki, po prawie dwóch godzinach spę­dzo­nych na lotnisku, gdy nic już nie pomagało — ani ciastko, ani ka­wa, ani świeżo odkryte chinotto — Sadownik wziął sprawy w swoje ręce i zaciągnął mnie do lotniskowej księgarni.

Wybierałam, przebierałam, wybrałam. Mogłam odpuścić chudziutkie książeczki, ale za nic nie zrezygnowałabym z kreski, która mnie zatrzyma, złapie za trzewia i prze­nie­sie bez­po­śred­nio do świata zachwytów. W ten sposób padło na tę książkę. W dro­dze do ula wyczytałam pierwsze rozdziały i wszystkie ilustracje.

Czytałam długo, na raty, wielokrotnie, bo kości potrzebuja czasu, by się zrosnąć. Są ludzie, ktorzy chętnie wróciliby do liceum, podstawówki czy nawet przedszkola. Nigdy do nich nie należałam. Całe szczenięce życie, podobnie jak młodziutcy bo­ha­te­rzy tej książki, chciałam być już duża, samo­sta­no­wić o sobie, ruszyć w swoje morze.

I ja, i młodziutkie pingwiny mieliśmy tylko jedno do roboty: czekać. Pingwiny dorosły. Kość się zrosła. A ilustracje wciąż mnie zachwycają.

I loro papà, Claudio e Nerone, erano amici e quando si fermavano a chiac­chie­rare, becco a becco, anche Otto e Leo si ritrovavano quasi becco a becco.
[Ich tatuśki, Claudio i Nerone, byli przyjaciółmi i kiedy zatrzymywali się dziób w dziób, by po­ga­dać, również Otto i Leo spotykali się prawie dziób w dziób.]

     — Come fai a sapere che siamo a testa in giù? — gridò Otto a Leo una mattina.
     — L’ha detto il tuo papà al mio, — rispose Leo. — Tuo padre sa tutto.
     — Cosa? — strillò Otto.
[   — Skąd wiesz, że jesteśmy do góry nogami? — krzyknął Otto do Leo pewnego ranka.
     — Twój tata powiedział to mojemu — odpowiedział Leo. — Twój tata wie wszystko.
     — Co? — wrzasnął Otto.]

🖇

     — Caduto giù da dove?
     — Dal mondo. Leo dice che siamo a testa in giù.
     — Be’, è vero. Abitiamo in Antartide, al Polo Sud. Però non siamo proprio a testa in giù.
     — Perché no?
     — Perché lo dico io.
[   — Spadł tu na dół skąd?
     — Ze świata. Leo mówi, że żyjemy do góry nogami.
     — Cóż, to prawda. Mieszkamy w Antarktydzie, na biegunie południowym. Choć właściwie nie jesteśmy do góry nogami.
     — Czemu nie?
     — Bo tak mówię ja.]

🖇

     — Non credo che mi abituerò mai ad avere tanto freddo, — disse Otto.
     — Vedrai, vedrai. Finché sei piccolo ti aiuterò io a tenerti al caldo, e quando diventerai grande sarai coperto di grasso come me. Noterai una bella differenza.
[   — Nie sądzę, że kiedykolwiek przyzwyczaję się, że jest mi tak okrutnie zimno — powiedział Otto.
     — Zobaczysz, zobaczysz. Dopóki jesteś mały, pomogę ci utrzymać ciepło, a gdy urośniesz będziesz pokryty tłuszczykiem jak ja. Zauważysz tę fantastyczną różnicę.]

Otto alzò gli occhi verso Claudio.
     — Diventerò davvero grasso come te?
     — Certo, tutti i pinguini grandi sono grassi.
     — Ah, sì? — Disse Otto. — E va bene, allora vuol dire che mi abituerò.
[   Otto podniósł oczy na Claudia.
     — Stanę się naprawdę tak gruby jak ty?
     — Pewnie, wszystkie dorosłe pingwiny są grube.
     — Ach, tak? — Powiedział Otto. — I dobrze, w takim razie przyzwyczaję się.]

🖇

 [Nie możesz mnie zostawić, potrzebuję❤️cię]

🖇

     — Ehi, come ti chiami?
     — Gustavo. Posso giocare con voi la prossima volta?
     — Potrai giocare con noi quando tuo papà ti darà il permesso. Non sei ancora abbastanza grande.
     — Fuori non sono tanto grande, ma dentro sono enorme, — rispose Gustavo.
[   — Ej, jak masz na imię?
     — Gustavo. Mogę pobawić się z wami następnym razem?
     — Będziesz mógł bawić się z nami, kiedy pozwoli ci na to twój tata. Nie jesteś jeszcze dość duży.
     — Na zewnątrz nie jestem bardzo duży, ale wewnątrz jestem ogromny — odpowiedział Gustavo.]

🖇

[Otto i Leo zebrali maluchy w kółku.]

🖇

     — Oh, e va bene, — diceva Gustavo, tornando verso il gruppo. — Però so benissimo badare a me stesso. E tu sei un saputello, Otto.
     […]
     — […]  Claudio, io sono un saputello?
     — Sì, — confermò Claudio. — Un po’ sì.
[   — OK, OK — powiedział Gustavo, wracając do grupy pingwiniej młodzieży młodszej. — Ale umiem świetnie zadbać o siebie. A ty jesteś mądralą, Otto.
     […]
     — […]  Claudio, jestem mądralą?
     — Tak — potwierdził Claudio. — Troszkę tak.]

🖇

     — Sì, Otto, cosa c’è?
     — Ho una stranissima sensazione nella pancia. Mi sta chiedendo qualcosa. Cos’è?
     — Hai fame, credo.
     — Cos’è la fame?
     — È quando ti sembra che la pancia ti chieda qualcosa.
[   — Tak, Otto, co jest?
     — Mam dziwne uczucie w brzuchu. Prosi mnie o coś. Co to?
     — Myślę, że jesteś głodny.
     — Co to jest głód?
     — To jest kiedy wydaje ci się, że twój brzuch prosi cię o coś.]

🖇

Alex, questo è Gustavo: ha la lingua lunga, ma è un tipo molto simpatico.
     — […] Alex guardò timidamente il pinguino.
     — Se parli tanto, sarai anche capace di raccontare storie! Io adoro le storie. Dai, solo una! Per favore.
     Gustavo guardò Otto senza sapere che fare.
     — Non ho mai raccontato una storia: da dove la tiro fuori?
     — Dalla tua zucca. Sono sicuro che ce ne sono un sacco, lì dentro. Comincia con “C’era una volta” e vai avanti.
[   — […] Alex, to Gustavo, ma długi język, ale to bardzo miły koleś.
     Alex spojrzał nieśmiało na Gustavo.
     — Jeśli mówi dużo, będzie mógł również opowiadać historie! Uwielbiam opowieści. No, weź, tylko jedną! Proszę.
     — Gustavo spojrzał na Otto, nie mając pojęcia, co robić.
     — Nigdy nie opowiadałem żadnej historii, skąd mam ją wziąć?
     — Z twojej dyni. Jestem pewny, że jest ich tam w środku twej głowy całkiem sporo. Zacznij od „Pewnego razu był_ sobie” i samo pójdzie dalej.]

🖇

     — Otto! — chiamò Alex. — […]  io ho freddo, freddissimo.
     — Sì, Alex, lo so. Viviamo in un posto freddo, come vedi. Ti abituerai.
     — Tu ti sei abituato, Otto?
     — Be’, non proprio.
[   — Otto! — zawołał Alex. — […] zimno mi, obrzydliwie zimno.
     — Tak, wiem. Jak widzisz, żyjemy w miejscu, w którym jest zimno. Przyzwyczaisz się.
     — Ty się przyzwyczaiłeś, Otto?
     — Cóż, właściwie nie.]

🖇

I pinguini si aiutano a vicenda.
[Pingwiny pomagają sobie nawzajem.]

🖇

     — […] Come ti chiami? Mi sembra assurdo conoscere qualcuno e non sapere il suo nome. Io sono Otto.
     — Veramente un nome non ce l’ho, — disse il cucciolo. — La mia mamma mi ha sempre chiamato solo Ciccio.
[   — […] Jak masz na imię? Wydaje mi się szaleństwem znać kogoś i nie znać jego imienia. Ja mam na imię Otto.
     — Naprawdę nie mam imienia — odpowiedział foczy szczeniaczek. — Moja mam zawsze nazywała mnie Ziomek.]

🖇

Ma allora tu sei già stato in mare… È divertente?
[Ale byłeś już w morzu… Fajnie tam jest?]

     — Vorrei essere una foca, i pinguini ci mettono così tanto a diventare grandi! Ma non importa… mi abituerò!
[   — Chciałbym być foką, pingwiny potrzebują tak dużo czasu, by stać się duże! Ale nieważne… przyzwyczaję się!]

🖇

[dorosłe pingwiny nadal przynosiły z morza coś do jedzenia]

🖇

     — […] Forse sto davvero diventando vecchio. Sono stanco. Adesso basta con le domande.
     — Ancora una, per favore, Giustino! Una sola! — lo supplicò Otto.
     — E va bene, una, — concesse Giustino.
     — Voglio solo sapere quando potrò scivolare sulla pancia, — chiese Otto. — Ho visto i grandi che lo facevano, e andavano così veloce? Sembra divertentissimo.
     — Potrai scivolare quando avrai le penne da adulto, — rispose Giustino.
     — E quando mi verranno?
     — Questa è un’altra domanda, — replicò Giustino. — Avevo detto una.
[   — […] Może naprawdę się starzeję. Jestem zmęczony. Koniec z pytaniami.
     — Jeszcze jedno, proszę, Giustino! Tylko jedno! — błagał Otto.
     — Dobrze, ale tylko jedno — zgodził się Giustino.
     — Chcę tylko wiedzieć, kiedy będę mógł ślizgać się na brzuchu? — zapytał Otto. — Widzia­łem, jak robiły to dorosłe pingwiny. Poruszały się dzięki temu tak szybko. Wygląda to prze­za­bawnie.
     — Będziesz mógł się ślizgać, kiedy będziesz miał pióra dorosłego pingwina — odpowiedział Giustino.
     — A kiedy tak się stanie?
     — To jest drugie pytanie — odparł Giustino. — Zgodziłem się na jedno.]

🖇

     — Otto, — balbettò il piccolo. — Devo dirti una cosa.
     — Ti ascolto, — rispose Otto. — Cosa mi devi dire?
     — Tu… — Alex deglutì. — Tu… sei tutto spelacchiato!
     […]
     — Evviva! — strillò, lasciando Alex a bocca aperta.
     — Ma come, non sei preoccupato? — chiese il piccolo.
     — Preoccupato? — rise Otto. — Quando perdi le piume, vuol dire che stai crescendo!
[   — Otto — zająkał się pingwinowy maluch. — Muszę ci coś powiedzieć.
     — Słucham cię — odpowiedział Otto. — Co musisz mi powiedzieć?
     — Ttty… — Alex przełknął. — Ty… jesteś cały wyłysiały!
     […]
     — Hura! — wykrzyknął Otto, pozostawiając Alexa z otwartym dziobem.
     — Jak to, nie jesteś zmartwiony? — zapytał pingwinek.
     — Zmartwiony? — uśmiał się Otto. — Kiedy tracisz puch, to znaczy, że rośniesz!]

🖇

     — Cos’hai scoperto? — chiese Otto.
     — Che saremo presto in grado di andare in mare da soli, — rispose Leo.
[   — Co odkryłeś? — zapytał Otto.
     — Że niedługo będziemy w stanie ruszyć sami w morze — odpowiedział Leo.]

🖇

     — Nuotare? — disse Leo. — Cosa vuol dire?
     — È come volare, ma nell’acqua. Bisogna muovere le ali, me l’ha spiegato Claudio. È la cosa che sanno fare meglio i pinguini. Non vedo l’ora di provare, ma dobbiamo aspettare finché non avremo perso queste piume.
[   — Pływać? — powiedział Otto. — Co chcesz powiedzieć?
     — To jak latać, ale w wodzie. Trzeba ruszać skrzydłami, wyjaśnił mi to Claudio. Pingwiny robią to świetnie. Nie mogę się doczekać, by spróbować, ale musimy poczekać, aż stracimy puch.]

🖇

 [morze jest pełne jedzenia.]

🖇

[Otto spotkał ją (Giusi
na granicy dwóch kolonii pingwinów.]

🖇

Lei lo salutò con un: — Ehi, hai perso tutte le piume, adesso sei pronto!
     Otto la guardò a bocca aperta. — Tutte? Davvero?

[   Przywitała go słowami: — Ej, straciłeś cały puch, teraz jesteś gotów!
     Otto patrzyl na nią z otwartym dziobem. — Cały? Naprawdę?]

🖇

     — Grazie, Giusi. Devi avere avuto un ottimo papà, se ti ha spiegato tutte queste cose.
     — Sì, infatti. Ma quasi tutto il mio gruppo pensa che io sia una saputella.
     — Anche a me dicono la stessa cosa, — replicò Otto. — Sai che è proprio bello incontrare qualcuno come te?
[   — Dzięki, Giusi. Musiałaś mieć fantastycznego tatę, skoro wyjaśnił ci wszystkie te sprawy.
     — Tak, w rzeczy samej. Ale prawie cała moja grupa uważa, że jestem mądralą.
     — O mnie też mówią dokladnie to samo — odrzekł Otto. — Wiesz, że bardzo fajnie jest spotkać kogoś jak ty?]

🖇

     — Ehi, Otto! Sei un pinguino vero, tutto nero e bianco e giallo! E io?
     — Hai solo due ciuffetti di piume sulla schiena.
     — Oh, Otto, toglimeli con il becco, — lo supplicò Leo. — Ti prego!
     — No, — disse Otto. — Non ti farei un gran favore: le penne sotto potrebbero non essere ancora pronte.
     — Oh, okay, signor so-tutto-io. Me le farò togliere da qualcun altro.
     — No, Leo, aspetta. Il problema è che le penne devono essere ben impermeabili prima di andare in mare, altrimenti potresti annegare!
[   — Ej, Otto! Jesteś prawdziwym pingwinem, wszystko jak spod igły: czarne, i białe, i żółte! A ja?
     — Masz jeszcze tylko dwie kępki puchu na plecach.
     — Och, Otto, wyrwij mi je dziobem — błagał go Leo. — Proszę cię!
     — Nie, — powiedział Otto. — Nie wyświadczę ci tej przysługi: pióra pod spodem mogą nie być jeszcze gotowe.
     — Och, OK, panie wiem-wszystko-ja. Usunie mi je ktoś inny.
     — Nie, Leo, poczekaj. Problem polega na tym, że pióra powinny być doskonale wodoodporne, nim pójdziemy w morze, w przeciwnym razie mógłbyś utonąć!]

🖇

     — Annegare? Mi avevi detto che i pinguini nuotano bene.
     — Infatti. Quando le penne sono pronte. Non dovrai aspettare ancora per molto.
     — Uffa, sempre aspettare, — si lamentò Leo. — Possibile che non si debba fare altro?
     — È proprio così. Io, per esempio, devo aspettare te prima di poter andare in mare. Non ci vado senza di te.
     — Oh, Otto, davvero mi aspetterai?
     — Certo, — sorrise Otto. — Mi abituerò.
[   — Utonąć? Mówiłeś, że pingwiny świetnie pływają.
     — Rzeczywiście. Gdy pióra są na to gotowe. Nie będziesz musiał długo jeszcze czekać.
     — Jejku, czekać, cały czas czekać — poskarżył się Leo. — Czy to możliwe, że nic innego nie trzeba robić?
     — Dokładnie tak. Ja, na przykład, muszę najpierw poczekać na ciebie, by móc ruszyć w morze. Nie pójdę tam bez ciebie.
     — Och, Otto, naprawdę na mnie zaczekasz?
     — Pewnie — uśmiechnął się Otto. — Przyzwyczaję się.]

🖇

Dai, è facile!
[Dawaj, to łatwe!]


[Musisz zanurkować, by ją złapać, o tak. / spotyka rybę… otwiera dziób i…]

🖇

Giusi gli si avvicinò. — Allora, Otto, ti piace essere un pinguino?
     — Mi abituerò. — rispose lui felice.
[Giusi zbliżyła się do niego.
     — Więc, Otto, lubisz być pingwinem?
     — Przywyknę — odpowiedział szczęśliwy.]

Jill Tomlinson, Il pinguino che voleva diventare grande,
ilustr. Anna Laura Cantone, z j. ang. przeł. Chiara Gandolfi,
Giangiacomo Feltrinelli Editore, Milano 2023.

5516. Z oazy (CCLIX)

Nie­dzielne kilkutygodniowe odliczanie literek, raz. Istnienie tej książki wyjęłam pod­czas czytania tej. Klik, klik i miałam. To nie jest książka na dwa wieczory, bo możliwe jest przeczytanie jej w niecałą noc. Oznaczałoby to jednak jednocześnie utratę moż­li­wo­ści przeglądania się w zdaniach, akapitach i rozdziałach.

Nie, nie wszystko, o czym mowa w tej książce, będzie z Tobą rezonować; może być tak, że niewiele stwier­dzeń postawi Ci przed oczami wydarzenia z Twego życia, któ­rych nie zaszczycił_ś swoją uwagą od wieków, ale… Stawiam dolary przeciwko orze­chom, że przynajmniej je­den fragment da Ci do myślenia/czucia i zderzą się w Twej głowie kulki z godnym pozazdroszczenia dźwiękiem: bingo!

Nie śpieszyłam się, czytając. Nie śpieszyłam się, wybierając fragmenty, które chcę tu mieć. Cała przyjemność mądrość obcowania z tą lekturą była po mojej stronie.

Kiedy już złapiesz się na haczyk alkoholizmu, wydaje ci się, że świat wy­glą­da właśnie tak, jak sobie ustaliłeś. A ustalać musisz, bo przecież tak na­praw­dę nie widzisz rzeczywistości, do czego pod żadnym pozorem nie mo­żesz się przyznać. […].
     Właśnie to zaślepienie, przejawiające się w kompletnym braku kontaktu z rzeczywistością, jest cechą tej choroby. […] Zanim jednak znalazłam roz­wią­za­nie, przewędrowałam z zawiązanymi oczami, mimo że już na trze­źwo, szmat drogi, przewracając się, raniąc, gubiąc trop i znowu wra­ca­jąc na szlak. Ostatni odcinek przed metą przebyłam w całkowitej beznadziei.

🖇

Tajemnica i zarazem tragedia tej choroby polega na tym, że zło jest i nie jest zawinione. A granica jest płynna. W żadnym razie nie zdejmuje to od­po­wie­dzial­no­ści z alkoholika. Pokazuje tylko jego zagubienie.

🖇

Na terapii poznałam dziewczynę, która jednym tchem po­tra­fi­ła wymienić piętnaście sławnych nazwisk branżowych. Pięt­na­stu trupów, którzy za­ła­twi­li się alkoholem. Ale zanim to się stało, osiągnęli szczyty intelektualne i artystyczne. London, Faulkner, Fitzgerald, Heming­way, Chandler, Hła­sko, Osiec­ka, Kofta, Wojaczek, Kaczmarski, Jerofiejew, Fallada, Lowry, Hammett, Capote. Tasowała te nazwiska niczym wizytówki wpływowych przyjaciół, a może nawet krewnych. […] na ze­wnątrz wyglądało to jak za­czep­na deklaracja: tak, jestem niegrzeczna i nieznośna, ale przecież Heming­way też był. I Bukowski. I Baudelaire. Wielcy ludzie mogą być nieznośni.

🖇

Półśrodki – gwóźdź do trumny emocjonalnych kloszardów, tych, którzy nie mają nic do stracenia, bo niczego już nie posiadają, ale wciąż jeszcze udają, że są panami sytuacji.

🖇

Miałam być grzeczną i czystą dziewczynką. Niesprawiającą kłopotów. Pomoc­ną. Rezolutną. Taka dziewczynka to prawdziwy skarb dla rodziców i dziadków. I w ogóle dla całej okolicy, dla lokalnej społeczności. Właściwie grzeczna dziewczynka to skarb narodowy. Można się nią pochwalić i sporo rzeczy załatwić sobie w życiu. Grzeczne dziewczynki mówią dzień dobry, przepraszam i dziękuję. Wdzięcznie się uśmiechają, nie zadają kłopotliwych pytań, w ogóle nie odzywają się nieproszone. Są uważne i w najbardziej odpowiednim momencie wkraczają do akcji, przejmując nieswoje obo­wiąz­ki i odpowiedzialności.

🖇

Grzeczne dziewczynki są wyprodukowane na potrzeby innych. Są od­dzie­lo­ne od swoich ciał, zatem można zrobić z nimi wszystko, nie zareagują, nie odpowiedzą, bo nie czują. A nawet jeśli czują, i tak nic nie powiedzą, są wy­szko­lo­ne, mają świadectwo ukończenia kursu dla milczących, zawsze chęt­nych dziewczynek. Dyplom, oprawiony w śliczną pozłacaną ramkę, do po­wie­sze­nia na ścianie pomiędzy pozostałymi niepotrzebnymi i kom­pli­ku­ją­cy­mi życie trofeami, zdobytymi na dodatkowych kompletach, seminariach i szkoleniach na kogoś innego niż prawdziwa ja.
     […]
     Człowiek bez „nie” ma w rękach, w głowie, potężną broń, wymierzoną przeciw krzywdzicielom i światu, a tak naprawdę skierowaną przeciwko sobie. […] miotam się, ale znoszę. Nikt by nie zniósł, a ja znoszę. Tak oto jed­no splatało się z drugim, nieumiejętność wyrażania własnych potrzeb i strach przed odrzuceniem z łatanym byle czym poczuciem niższości i mści­wo­ścią. Z tego złożony jest człowiek bez „nie”.

🖇

Nie mówić, nie pytać, nie komunikować, nie pokazywać. Udawać, że wszystko jest w porządku, że nad tym panuję, mam kontrolę. Nad niczym oczywiście kontroli nie miałam, ale nikt nie powinien o tym wiedzieć. Potrafiłam ją zagrać. Zorientować mógł się tylko ktoś, kto dobrze wiedział, o co chodzi. Ktoś, kto sam kiedyś tak udawał, zrozumiał dlaczego, a potem przestał.

🖇

Myślałam, że wiem o co chodzi. Nie miałam pojęcia. Bo w tej kwestii wy­star­czy­ło drobne przesunięcie, by niby precyzyjnie wyznaczone linie rów­no­le­głe spotkały się w chaotycznej kolizji. […] grałam w ulubioną grę tych, któ­rzy niby chcą, ale jednak wcale nie, a na pewno nie tego, o co py­ta­ją i o co jakoby proszą. Zawracają ci głowę, żeby się poużalać, pokotłować w swojskim, wygodniutkim błotku, wciągnąć cię do tej ponurej zabawy, a nie żeby poznać rozwiązanie, zastosować się do rady i wyjść z bajorka. Gra w tak, ale[…].

🖇

Poczucia odrzucenia, niespełnienia, pustki, rozpaczy, ogromnego żalu, ko­szma­ru poczucia winy, zadziwiającego braku siły woli, zupełnego nie­li­cze­nia się mnie ze mną.

🖇

Kiedy jesteś w środku pędzącego na zatracenie pojazdu, niewiele widzisz. […] Dopiero pod przymusem zaczęłam […] widzieć. Nie był to przyjemny widok, ale bez wysiłku przedzierania się przez moje bagno, nie mogłabym dojść tam, gdzie dziś jestem.

🖇

„O co chodzi, nie chcesz pić, to nie pij! Wystarczy powiedzieć nie”. Otóż nie, nie wystarczy. Czy ma to związek z silną wolą? Wątpię, by to pojęcie miało jakiekolwiek odniesienie do uzależnienia. Nie chodzi o brak woli. Chodzi o brak siły, by tę wolę wprowadzić w życie, by decyzję utrzymać i zre­a­li­zo­wać. Zwłaszcza gdy pojawia się sygnał, zagra łowiecka trąbka. Ogary ru­sza­ją i już nic nie masz do powiedzenia. Później się dowiedziałam, że muszę zrobić wszystko, by nie dopuścić do usłyszenia tego sygnału, zdra­dziec­kie­go śpiewu syren. Póki te mityczne suki milczą, jestem bezpieczna. Muszę trzy­mać się poza polem rażenia ich głosu, zatykać uszy.

🖇

[…] lęk nie znosi konkretów, faktów i realiów,
lęk karmi się niewiadomą.

🖇

Aż zrozumiałam, że czekanie jest stanem umysłu, że jest wielu takich jak ja, którzy ślizgają się zaledwie po powierzchni teraźniejszości, wypatrując na­stęp­ne­go momentu i oczekując, że właśnie on będzie bardziej sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cy, że za następnym zakrętem zdarzy się coś wartego uwagi, coś cie­kaw­sze­go niż to teraz, dopiero za kolejną górą odsłoni się prawdziwie za­pie­ra­ją­cy dech w piersi widok. Jeszcze nie ten, jeszcze nie to, jeszcze nie teraz. […]
     Okazało się, że to tylko kwestia zmiany perspektywy. Aż. Bo zajęło mi to zbyt wiele czasu.

🖇

Już nie mogło być tak, jak dawniej, już wiedziałam, że tym razem ten nu­mer nie przejdzie. Coś trzeba zrobić. Coś muszę zrobić. Coś. Niech coś się wy­da­rzy. Boże, gdybym teraz miała umrzeć… w takim głupim miejscu. Taka… niezrobiona, nawet niezaczęta.
     No, to się ulitował, postanowił mnie dokończyć. Nie osobiście, przecież ten, którego imienia wolałam nie wypowiadać, podobno mówi i działa przez innych ludzi. Potrzebny był podstęp, czyli tak zwany przypadek. Sze­reg przypadków, bo komuś tak niezwykłemu, tak nienasyconemu i tak nie­do­wierzającemu jak ja nie wystarczył jeden. […] Gdzieś, przy okazji, mi­mo­wol­nie, natknęłam się na informacje, których nie szukałam, szukając czegoś całkiem innego – moc jungowskiej synchroniczności (określanej też jako serendipity) nie przestaje mnie zadziwiać – a wylądowałam z czymś, co odmieniło moje życie.

🖇

Musiałam odkryć ten błąd, niedokręconą śrubkę. Stos źle zainstalowanych pod­ze­spo­łów, wciśniętych na siłę, wepchniętych byle gdzie, przy­twier­dzo­nych byle jak, w pijanym widzie przez niedouczonych monterów, uda­ją­cych wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Żeby ruszyć z miejsca, mu­sia­łam rozplątać cały mechanizm, moje poczucia i przekonania o wszyst­kim, o mnie, ludziach, świecie, Bogu. Musiałam zacząć w tym na serio i z uwa­gą grzebać, wyciągać na wierzch każdy, najmniejszy nawet kabelek, włosowate naczynko myśli i sądów. […]
     Anonimowi Alkoholicy mówią, że na samym początku potrzebne są tylko trzy rzeczy: gotowość, uczciwość wobec siebie i otwarty umysł.
     Gotowość, jakakolwiek i do czegokolwiek, wynikała u mnie zawsze z cier­pie­nia, z dojścia do muru i walenia weń głową do krwi, do strzępów skóry znaczących ceglaną powierzchnię niedyskretną pieczęcią rozpaczy i bezsiły. I, prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, by jakikolwiek alkoholik zaczął robić cokolwiek z własną chorobą bez tego przymusu. Nie spotkałam nigdy prawdziwego alkoholika, który przyszedłby na terapię do ośrodka leczenia odwykowego czy mityng do Anonimowych Alkoholików, bo nie miał lep­sze­go pomysłu, bo noc taka piękna, a on się nudził, bo miał taki kaprys, bo przygoda wzywa.

🖇

Zdałam sobie sprawę, że dokonując dowolnego wyboru, zawsze pozbawiam się innego rozwiązania. Strata zatem jest pewna. Nie chciałam już dłużej uda­wać, że mogę mieć wszystko, wystarczy się tylko bardziej postarać albo poczekać na lepszy moment.

🖇

Nie jest łatwo porzucić […] komfort, nawet jeśli pod prze­ście­ra­dłem wyczuwasz lekko uwierający kamyczek. A potem drugi i trzeci.

🖇

Zmiana perspektywy była możliwa dopiero wtedy, gdy przyjęłam, że każdy rozwój wymaga wysiłku, że aby coś osiągnąć, muszę coś zrobić, choćby wspiąć się na palce. Czasem, później, ten wysiłek oka­zy­wał się tak nie­wiel­ki. Chodziło tylko o to, żeby zacząć, podjąć działanie…

🖇

Zdzieranie przekonań trwa latami,
warstwa po warstwie,
nie da się tego przyspieszyć.

🖇

Słyszę „Bóg”, czytam „Bóg” i wiem doskonale, że to nie ma znaczenia, bo nie­wykluczone, że wszyscy mówimy lub myślimy o tej samej Sile, albo chociaż ją przeczuwamy, nawet jeśli nie umiemy nazwać.

🖇

Potrzebowałam pomocy tej ogromnej Siły, w którą wierzyłam. Trzeba było tylko rozprawić się ze starymi przekonaniami, dostrzec w Niej pomoc i wspar­cie, a nie bezduszną Moc, idącą jak taran przez moje życie, karzącą za każde odstępstwo od Jej wielkiego planu stworzenia. Wina i kara? Nie. Nie istnieje nic takiego. Są tylko odpowiedzialność i konsekwencje. Odkąd zaczęłam drążyć i badać, prostować definicje, wiedziałam, że odpo­wie­dzial­ność jest pojęciem podstawowym, że jest czymś, co mi służy (choć wcześniej z całego serca jej nienawidziłam), co jest dla mnie, a przede wszystkim, co po prostu jest. Jak rzeczywistość.

🖇

Nieruszana, nieużywana gotowość,
dezaktualizuje się i wietrzeje.

🖇

To, jak o czymś, o kimś mówię, nie tylko ujawnia mój do tego stosunek, ale też modeluje go, w pewien sposób stwarza.

🖇

Opiekuńczy. Hojny. Nieograniczony. Wspólny. Dlaczego wspólny? Skąd mi się to wzięło? Czuję, że jest bardziej wspólny niż osobisty i prywatny. Że wię­cej daje wszystkim, jako całości, niż pojedynczym stworzeniom. […]
     Gdy staję się częścią całości, mogę czerpać z mocy.

🖇

Miłość to wierność, odpowiedzialność, wiara, zaufanie i troska.

🖇

Nie miałam wtedy pojęcia, bo i skąd, jakie owo nieszczęście daje mi możli­wo­ści. Wypadały mi z rąk kolejne podpórki […]. Zostałam sama ze sobą. Z sobą-nikim. Teraz mogłam coś zacząć. Jeszcze nie wiedziałam co ani jak, ani nawet, że to ten moment. Nadal poruszałam się jakby na oślep, nie­świa­do­mie, ale z perspektywy czasu sądzę, że byłam prowadzona od zdarzenia do zdarzenia, od przypadku do przypadku. Od upadku do ratunku.

🖇

W życiu nie ma prób. Żyjesz i już. Twoje decyzje i wybory płyną dalej, rozlewają się na innych, na rzeczywistość.

🖇

Kobiety w ogóle uzależniają się szybciej niż mężczyźni i alkohol ma na nie dużo bardziej szkodliwy wpływ. Uzależnione poważniej chorują i szybciej się degradują. Ta teoria jak najbardziej mnie przekonuje, znajdując po­twier­dze­nie w biologicznej budowie kobiecego ciała: alkohol rozpuszcza się w wodzie, nie w tłuszczu, procentowa zawartość tłuszczu w ciele kobiety jest większa niż w ciele mężczyzny, zatem ta sama ilość czystego alkoholu wprowadzona do organizmu ważących tyle samo kobiety i mężczyzny uzy­ska większe stężenie w ciele kobiecym. Większe stężenie to większa trucizna. Jeśli dodać do tego, że u kobiet metabolizm alkoholu zachodzi wolniej, czyli dłużej przebywa on (a dokładniej aldehyd octowy, dużo bardziej toksyczny niż sam etanol, produkt rozkładu alkoholu) w ich ciałach, wychodzi dość pro­ste równanie. Bardzo niekorzystne dla kobiet. Nie ma to nic wspólnego z dyskryminacją, to rzeczywistość, banalne fizjologiczne fakty. A z faktami się nie dyskutuje, choć ja próbowałam. Długo i zażarcie. Przegrałam. Na szczęście na tyle wcześnie, że nie zdążyłam przegrać życia.
     Alkoholizm to cholernie demokratyczna choroba. Być może kobiety, przy­naj­mniej niektóre, muszą mierzyć się z boleśniejszymi stereotypami i pokonywać większe przeszkody w trzeźwieniu – żony alkoholików same wysyłają mężów na mityngi AA czy spotkania terapeutyczne, mę­żo­wie al­ko­ho­liczek… O ile jeszcze przy nich są, mówią raczej: „Bierz się za dom i ro­dzi­nę, nadrabiaj, sobą już się zajmowałaś, chlając”. Jednak jeśli chodzi o sa­mą istotę alkoholizmu, a mówiąc ściśle owo duchowe zwichnięcie, które pcha do poszukiwań ulgi za wszelką cenę, nie ma specjalnych różnic. Ducha mamy jednakiego rodzaju. Wierzę, a wiara ta poparta jest do­świad­cze­niem, że uzdrawia się go metodami niezależnymi od płci, wieku, rasy, wyznania, wykształcenia i stanu posiadania.

Mika Dunin, Alkoholiczka,
Wydawnictwo WAM, Kraków 2020.
(wyróżnienie własne)

Nikt nie był przecież w stanie
uratować mnie… przede mną.

🖇

[…] dotrzeć do […] najgłębszego sensu. Patrzeć pod świa­tło, jak w źdźbło trawy, które rozpływa się w ja­rzą­cych promieniach słońca, ale dzięki temu, że gubi swój kontur, odsłania nowy wymiar, wewnętrzny, zagadkowy.

🖇

[…]  jest głęboki sens
        w przyznaniu się do siebie […].

🖇

Usłyszałam kiedyś, że alkohol był nie tylko lekarstwem, ale też ratunkiem. Być może uchronił mnie przed sza­leń­stwem, więzieniem lub samobójstwem […]. Gdy­by nie alkoholizm i to, do czego mnie doprowadził, gdy­by nie stan, który był nie do znie­sie­nia i nie do unie­sie­nia, nig­dy bym nie szukała czegoś innego. Możliwe, że grzecznie i bezrefleksyjnie tkwiłabym w […]. A jednak przytrafiła mi się ta przypadłość i sprawy potoczyły się inaczej.

🖇

Anonimowi Alkoholicy mówią, że w rękach Boga ciem­na przeszłość jest największą wartością, jaką po­siadamy. Jest kluczem do szczęśliwego, warto­ścio­we­go życia innych. Ktoś może się czegoś na moich błę­dach nauczyć. Z prawdziwą, niezafałszowaną re­tu­szem i lukrem przeszłością staję się żywym dowodem na dzia­ła­nie Boga. Albo, jeśli kto woli, sił opiekuńczych, na­tu­ral­ne­go porządku świata, kosmicznej energii. Zobaczcie, gdzie byłam, jaka byłam i kim byłam. Zobaczcie, jaka jestem teraz. Cuda się zdarzają.

(tamże)