niedziela, sierpnia 04, 2024

5543. Z oazy (CCLXVIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Wakacje, urlopy, wolne. Późno, ale po­sta­no­wi­łam do końca lata poczytać trochę powieści. Porwała mnie okładka. Akcja dziejąca się we Włoszech dobiła targu z moją uwagą. Nie było odwrotu. Wyłącznie przy wy­bie­ra­niu cytatów było trudno, ponieważ fragmenty musiały spełniać warunek nie spojlerowania. Chyba się udało.

Okładka głosi, że to książka o nadziei i odwadze. Dla mnie to przede wszystkim książka o dokonywaniu wyborów i konsekwencji, które z nich wynikają, czasem ogromnych. To również opowieść o tym, że ludzie zawsze mają powód, dla którego zachowują się tak czy inaczej. To zachowanie może wydawać się idiotyczne, ale dzieje się tak wyłącznie dlatego, że albo my, albo owi ludzie nie znamy powodu, dla którego robią to, co robią.

Nie mam dużego doświadczenia w powieściach. Byłam wyłącznie obserwatorką tej hi­storii. Jest czarująca!

Przekonana była, że miłość nie potrzebuje wielu pokoi i drzwi zamykanych na klucz: pierwsze lata małżeństwa upłynęły im w mieszkanku z dwoma sypial­niami, o niskich stropach, i jakże byli w nim szczęśliwi. „Przestrzeń, a w za­sa­dzie jej nadmiar, powiększa tylko dystans dzielący serca: czy kto­kol­wiek słyszał o szczęśliwych księżniczkach zamieszkujących przepastne zamki?” – pomyślała.

🖇

     – Ciociu, ty nie zmawiasz pacierza? – zapytała nieoczekiwanie Lorenza.
     Agata podniosła oczy znad stołu.
     – Nie jestem wierząca – odparła lakonicznie Anna.
     Carlo zakaszlał i rozejrzał się dookoła.
     – Co to znaczy, że nie jesteś wierząca? – naciskała dziewczynka oszoło­miona.
     – Jedzcie, jedzcie, bo wystygnie – przerwała jej Agata.
     Antonio wlepiał spojrzenie w Annę, jakby coś się w nim zacięło, i oderwał od niej oczy dopiero, kiedy poczuł na sobie nieruchomy wzrok żony, wpa­tru­ją­cej się w niego ze zmarszczonymi brwiami. Uśmiechnął się tylko prze­pra­sza­ją­co, złapał za łyżkę, opuścił głowę i zaczął jeść.
     […]
     – Jedno ci powiem, mają rację co do tych z północy – rzuciła tylko, po czym zniknęła mu z widoku za ścianą.

🖇

     – Czy właśnie taką mnie widzisz? – zapytała, marszcząc brwi.
     – A ty tak się czujesz?

🖇

     – Już się robi – zawołał. Odwrócił się w głąb sklepu i wrzasnął: – Gia­co­mino! Bazelii dla zamiejscowej mnie tu przynieś!
     Anna uniosła brew, zaskoczona i wręcz urażona. Czyli to tak na nią wo­ła­li w miasteczku? Zamiejscowa?

🖇

     – Wychodzi na to, że wolisz kobiety.
     – Nie tylko. […]  A poza tym wybacz, skąd ten ton?
     – Jaki ton?
     – Protekcjonalny! Jak gdyby powieściom autorstwa kobiet czegokolwiek brakowało.

🖇

     – Pamiętasz legendę o dębie? – zapytał swojego brata.
     – Oczywiście, że tak – odparł Antonio. Po chwili, naśladując gruby głos ojca, zaczął ją opowiadać. Nawet słów używał tych samych: – Dąb przez wiele wieków uznawano za drzewo złej wróżby, gdyż jako jedyne pośród drzew Królestwa Ziemskiego użyczyło swego drewna na ociosanie krzyża, na którym umarł Pan Jezus.
     Carlo wybuchnął śmiechem:
     – Och, jakbym ojca słyszał!
     Antonio uśmiechnął się tylko i mówił dalej, gestykulując przesadnie:
     – Dopiero wieleset lat później sprzeciwił się temu wierzeniu Święty Fran­ci­szek, który rzekł, że dąb wcale nie był zdrajcą, za jakiego wszyscy go mie­li, a jedynym drzewem, co zrozumiało konieczność poświęcenia się dla zba­wie­nia ludzkości, tak jak wkrótce uczynił Pan Jezus.
     Carlo potrząsnął głową rozbawiony i wyrecytował epilog opowieści jed­no­głośnie z bratem, jak pacierz:
     – Od tamtej pory dąb stał się drzewem takiej świętości, że rozmaite mia­sta włoskie poczęły kłócić się o przyjęcie jego nazwy. Wygrało Lecce, przez starożytnych zwane Lupiae, co z łaciny oznacza dąb oraz wilczycę. I wła­śnie dlatego herb miasta przedstawia wilczycę pod drzewem dębu.

🖇

A tutaj nigdy nikt nie miał dość odwagi, by spróbować.

🖇

     – Co cię tak śmieszy? – zapytał Antonio.
     – Wyobrażasz sobie coś takiego? Syn abstynenta bierze się do pędzenia wina.
     Antonio uśmiechnął się lekko.
     – Może to właśnie dlatego podjąłeś taką decyzję.
     – Myślisz, że mszczę się za wszystkie te okazje, kiedy ojciec zakazywał mi pić? – zażartował Carlo.
     – Nie, ale myślę, że chcesz mu udowodnić, jak bardzo się mylił.
     – Wobec tego nie pozostaje mi nic innego, jak tylko stworzyć najlepsze wino na świecie – oznajmił Carlo, wstając z ziemi. – Wino, którego nawet on chętnie by skosztował.

🖇

     – Jak się miewasz? – zapytał, stając za jej plecami.
     […] 
     Wzruszyła ramionami.
     – Jak ryba bez wody. Tak się miewam.
     Antonio położył dłoń na oparciu ławki i zacisnął mocno palce.
     – Wcześniej wiedziałam doskonale, kim jestem – ciągnęła. – Mia­łam swo­je miej­sca, pracę, moich uczniów… Własne życie, jednym słowem. A teraz? Nie do końca nawet rozumiem, co ci ludzie do mnie mówią.

🖇

Oboje milczeli; lecz właśnie w tym, jak milczeli i siedzieli obok siebie, widać było pełną wzajemnego zaufania bliskość.

🖇

     – Przeczytałam ogłoszenie na tablicy – odparła Anna. – Szukacie listo­no­sza, zgadza się?
     – Tak, proszę pani. Pytacie dla męża?
     Anna uniosła brew.
     – Nie, tak naprawdę to pytam dla siebie.

🖇

     – Kochanie, co ty wygadujesz? Żarty sobie stroisz, prawda? – W pytaniu Carla w równej mierze pobrzmiewały wesołość i zaniepokojenie.
     – Nie, skądże. Dlaczegóż miałabym żartować? – Anna zesztywniała.
     – Toć jesteś kobietą! – wykrzyknęła Agata.
     – I co w związku z tym?
     – Anno, dajże spokój – roześmiał się Carlo. – Któż to słyszał o kobietach listonoszach? To męski fach.
     – A kto tak powiedział? – sprzeciwiła się.
     […] 
     – Taka praca nie przystoi żadnej kobiecie – poparła go stanowczo Agata.
     – Przepraszam, a co w niej takiego nieprzystojnego? – zapytała Anna po­iry­to­wana.
     Carlo odłożył widelec i odparł:
     –  […]  Bądźmy poważni, Anno. Nie ma kobiet listonoszy.
     – Może czas to zmienić – rzekła Anna.

🖇

W domu Carla i Anny z kolei w ruch poszły porcelana i szkło. Dokładniej – poleciały dwa talerze i jeden kieliszek. Anna oskarżyła męża o zachowanie godne poganiacza niewolników. Nie zamierzała akceptować takiego koł­tuń­stwa! Przecież nie poślubiła mężczyzny o tak ciasnym umyśle! Odkąd wrócili na południe, zachowywał się jak imbécile nie do poznania! Nie mu­sia­ła długo czekać na reakcję Carla: co takiego chciała udowodnić, ima­jąc się męskiego zajęcia? – wrzasnął jej w twarz wytrącony z rów­no­wa­gi. Czy nie zdawała sobie sprawy, że stanie się pośmiewiskiem dla całego mia­steczka?

🖇

     – […]  Nadal nie zgadzam się z tym, co sobie wymyśliłaś.
     – Wiem. Ale to już twój problem – odparła, wyciągając z szuflady kre­den­su teczkę zawierającą dokumenty i wypełniony formularz.
     – Myślałem, że jeśli już napotykamy problem, to jest to nasz problem. Czyżbym się mylił?
     – Na to wygląda…

🖇

Powinien być z niej dumny, w końcu to właśnie jej się udało, do diaska. Carlo natomiast zachowywał się tak, jakby niewiele go to obchodziło. Nie posłuchała go, zadecydowała sama i nadal nie chciał jej tego wybaczyć. Na dodatek opowiedział się po stronie tych, którzy wytykali ją palcami. Miała wrażenie, że wszyscy – cały ten chór „nie podołasz”, „przecież jesteś ko­bie­tą”, „to męski fach” – czeka tylko, aż ona, Anna, poniesie porażkę. Tak, by rzeczy mogły wrócić na dawne tory.

🖇

Carlo potrząsnął głową.
     – To nie takie proste, jak ci się wydaje.
     – Właśnie że tak. To proste, braciszku.
     – Jasne, nietrudno być nowoczesnym, kiedy chodzi o żonę kogoś innego.

🖇

     – […]  Nie wie, że nie potrafisz czytać?
     Druga kobieta wydmuchała nos.
     – Nie. Wstydziłam się mu o tym powiedzieć.
     – Rozumiem. Nie ma czego się wstydzić. Nigdy nie jest za późno, żeby nauczyć się czytać.
     – Dla mnie jest.
     – Uwierz mi, wszystkich obowiązuje jednakowa zasada.
     – Nie mnie – powtórzyła Giovanna. – Ja nie widzę słów.
     Anna zrobiła zafrasowaną minę.
     – Mogę ci pomóc. Pomóc zobaczyć słowa.

🖇

     – Teraz pewnie źle o mnie myślisz, co? – zapytała Giovanna, prze­ry­wa­jąc nagle dyktowanie.
     Anna podniosła oczy znad kartki.
     – Źle o tobie myślę? A to niby dlaczego?
     – Przez to wszystko, co każę ci pisać… – zagryzła usta.
     – Och, słuchaj – prychnęła Anna. – Gdyby to mężczyzna pisał takie rze­czy, czy w ogóle byśmy sobie zawracały tym głowę?

🖇

Doskonale wiedział, co tak naprawdę dzieje się w głowie Carla: odcinał się, oddalał, wznosił mur zbudowany z wielu cegiełek udawanej obojętności. Od­kąd pamiętał, była to jedyna linia samoobrony stosowana przez brata, byle tylko osłonić się przed ciosami, które czasem zadawało mu życie.

🖇

     – Jesteś przedstawicielką Poczty Królewskiej, nie możesz przechadzać się po okolicy z gołymi nogami, jak cię pan Bóg stworzył – upomniał ją.
     – Zróbmy tak – odparła Anna, wsuwając korespondencję do sakwy. – Przy­się­gam, że założę z powrotem pończochy, pod warunkiem że od jutra i ty będziesz je nosił.

🖇

     – Poza tym – ciągnął Antonio – zawsze znajduje w sobie siłę, by zacząć od początku.

🖇

„Ze wszystkich istniejących partii akurat musiał wybrać chadecję, niech to szlag” – myślała coraz bardziej poirytowana.
     – Ja krzyżyka na krzyżu nie postawię! – wybuchła, gdy Carlo, podekscytowany jak dziecko, przyniósł do domu karton ulotek wyborczych pachnących jeszcze drukarską farbą.
     – Co ty wygadujesz? – odparł niepewny, czy Anna stroi sobie z niego żarty.
     – Mówię poważnie, możesz mi wierzyć.
     – Nie zagłosujesz na własnego męża przez swoje głupie zasady?
     – To nie jest wyłącznie kwestia moich zasad – syknęła. – Ja na katolików głosu nie oddam, choćby mi śmiercią grozili.
     – Ale to na mnie masz głosować, nie na katolików!
     – Jeśli chcesz mojego głosu, to zmień partię.

🖇

     – Chciałybyśmy zamówić u was spodnie na miarę – wyjaśniła Anna.
     – Jak u tej aktorki – dodała Giovanna.
     – Jakiej aktorki? – zdumiała się Carmela.
     – Katharine Hepburn – odparła Anna. – Kojarzycie ją?
     – Oczywiście, że tak! – oburzyła się lekko Carmela.
     – To doskonale. Marzymy o jej spodniach.

🖇

     – Często tak się dzieje, nie sądzisz? To, co naprawdę ważne, napisane jest między wierszami. Tyle że nie wszyscy potrafią to dojrzeć. Albo świadomie wybierają, by tego nie widzieć…

🖇

Nie idąc na wybory, obrażasz 
w pierwszej kolejności samą siebie.

🖇

     – I jak? Podobało ci się? – zapytał.
     Przysiadła na fotelu obok okna.
     – Wiesz, że żywię uprzedzenia wobec mężczyzn, którzy uzurpują sobie prawo do wiedzy na temat tego, co myślą i czują kobiety, i w dodatku są przekonani, że potrafią o tym opowiedzieć…

🖇

Anna wróciła ze szklanką wody w ręce.
     – Ładna, prawda? – powiedziała, wskazując lalkę ruchem podbródka. – Kupiłam ją kilka miesięcy po tym, jak tu przyjechałam – ciągnęła. – Kra­marz trzymał ją w ukryciu, za rzędem innych kukiełek. Wyróżniała się tylko tą zmarszczką na twarzy. Ja nigdy nie bałam się nie być taka jak wszyscy. I dlatego nadal ją mam, po tych wszystkich latach.

🖇

     – Tato, muszę cię o coś zapytać.
     – Słucham.
     – Co czułeś, kiedy poznałeś mamę? Kiedy się zorientowałeś, że jesteś w niej zakochany?
     Carlo zastanawiał się przez kilka chwil.
     – To było, jakbym… wrócił do domu. Czułem, że mogłem pokazać się z mojej wrażliwej strony, wiedziałem, że ją zrozumie, zatroszczy się o nią i nigdy nie użyje jej przeciwko mnie. Rozumiesz, co mam na myśli?
     Roberto skinął głową.
     – Tak, myślę, że tak…

🖇

     – Chcę wyjść, nie wiem, o której wrócę… Nie pogniewasz się?
     – Pogniewałabym się tylko, gdyby dzień nie ułożył ci się tak, jak sobie zamarzyłaś – odpowiedziała jej Giovanna. – Idź, idź. – Anna cmoknęła ją soczyście w czoło.
     – Dziękuję – szepnęła.

🖇

     – Jesteś najbardziej bezczelnie punktualną osobą, jaką znam – ro­ze­śmia­ła się Anna.
     – Punktualność to cnota tych, którzy są hojni z natury – odparł z pe­wno­ścią w głosie.

🖇

     – […]  Ale musisz mnie zrozumieć, ja nie mam w sobie twojej siły ducha…
     – Owszem, masz – przerwała jej Anna, siadając wyprostowana w łóżku.
     Jej przyjaciółka potrząsnęła głową.
     – Nie, nie mam – powtórzyła, a następnie przysiadła na skraju łóżka, spla­ta­jąc dłonie na kolanach. – Chcesz znać prawdę? Nadal się boję – sze­pnęła.
     – Kogo? Tego idioty?
     – Nie, nie jego. Boję się samej siebie. Tego, jak mogłabym się poczuć, co mogłabym sobie przypomnieć… Nie jestem jeszcze gotowa, ot, tyle.
     Annie wyrwało się przygnębione westchnienie. Spojrzała na Giovannę z czułością.
     – Jesteś, jesteś. Choć może wciąż nie zdajesz sobie z tego sprawy.

Francesca Giannone, Listonoszka z Apulii,
przeł. Agata Pryciak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2024.

Uwielbiała te pierwsze momenty dnia, płynące zgodnie z rytmem jej małych rytuałów: tylko tutaj, w swoim miej­scu na ziemi, w niczym niezmąconej ciszy od­naj­dy­wa­ła wewnętrzny spokój, była w stanie uporządkować myśli.

🖇

     – To nie takie proste. To jak gdyby… jak ci to wy­tłu­ma­czyć? Jakby ktoś rzucił na nią urok. A ja nie znam sposobu, by ją odczarować.
     Roberto zacisnął usta, zastanawiając się nad od­po­wiedzią.
     – Cóż – powiedział wreszcie – może to jedno z tych zaklęć, które znikają, tylko jeśli pokona je inna magia, mocniejsza.
     Anna wzruszyła ramionami.
     – Jeśli tak jest, to i tak nie wiem, co robić.
     – Moim zdaniem wystarczy to, ile dla ciebie znaczy. Nie ma silniejszych zaklęć ponad miłość do drugiej osoby.
     […]  „Może to prawda, że na dłuższą metę czarną ma­gię zwalczyć można tylko dobrymi czarami” – po­my­ślała.

🖇

     – Santé! – podczas gdy aromat z tlącego się w salonie cygara zaglądał do kuchni.

(tamże)

5542. Z oazy (CCLXVII)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Musiał przyjść ten dzień, musiała przyjść ta książ­ka, że skończę czytać i odłożę z ulgą. Przyszedł, przyszła. Zbyt dużo wielkich kwanty­fi­ka­to­rów, kilka generalizacji, z którymi nijak się zgodzić nie mogę. Więc gdy Autor na koniec pyta: [c]zytelniku, co dała ci lektura tej książki? to nie mam za dużo do powiedzenia, choć całkiem sporo pięknych frag­men­tów od­ce­dzi­łam.

Ogromnym szczęściem jest, że to moja trzecia książka Autora, a nie pier­wsza. Gdyby była pierwszą, nie sięgnęłabym po żadną inną jego autorstwa i ominęłyby mnie dwie naprawdę fantastyczne (pierwsza, druga).

[3 z 12] sposobów niezwłocznego praktykowania zmartwychwstania
     1. Zaniechajmy utożsamiania się z myślami pełnymi negacji, oskarżeń, antagonizmów i lęku (na to, że je „mamy”, i tak nic nie poradzimy).
     […] 
     4.
Nie schlebiajmy ani nie wierzmy naszemu fałszywemu „ja”, wytwo­ro­wi naszego umysłu i oczekiwań społecznych.
     […] 
   10.
Zamiast robić dobre uczynki, starajmy się zmieniać systemy, obo­wią­zu­ją­ce procedury i obyczaje społeczne.

🖇

Religia może znacznie opóźnić proces odkrywania naszego prawdziwego „ja”. Jestem księdzem od czterdziestu dwóch lat i naprawdę wiem, o czym mówię.

🖇

[…]  pycha, ambicja i próżność wciąż pozostają tym, czym są; nie przestają być grzechami głównymi, dlatego że popełnia je papież czy prezydent. W Ame­ry­ce „chciwość jest OK” – zazdrościmy ekstrawaganckim bogaczom i ich naśladujemy, a wśród duchowieństwa szerzy się karierowiczostwo (nie jest to moje prywatne zdanie, lecz opinia kilka lat temu wyrażona przez wa­tykańską Kongregację ds. Biskupów). […]  Pomieszanie znaczeń spra­wi­ło, że chrześcijanie wielbią dziś często „zepsuty do cna system”, jak go na­zwa­ła Dorothy Day, całkowicie obojętni przy tym na los ziemi, ginących ga­tun­ków zwierząt czy globalne ocieplenie, jakiekolwiek są jego przyczyny.

🖇

Gdy uczynimy z Boga naszą prywatną własność i sługę interesów grupy, do której należymy, bezkarnie będzie nam wolno nienawidzić, prześladować, torturować i zabijać innych.

🖇

Pobożne osoby często sięgają po język religijny zbyt łatwo, zbyt szybko i zbyt naiwnie, a przecież każde wyznanie ma swój własny język, własne pola minowe i stereotypy.

🖇

Moralistycznie nastawione grupy religijne zawsze wytykają palcami te osoby, które do grupy nie pasują i od których należy trzymać się z daleka. Pod maską fałszywej czystości moralnej kryją się niewolnictwo, seksizm, chciwość władców, duchownych i obywateli chrześcijańskich, pedofilia, podbijanie innych narodów i ciemiężenie lokalnych kultur.

🖇

Na moralizowaniu opiera się funkcjonowanie każdej grupy i każdej jed­no­stki na początkowych etapach ich rozwoju. Wolimy raczej odwołać się do ta­kiej a nie innej formy zachowania, robiąc coś – lub nie – w sposób czysto zewnętrzny, niż przejść radykalną przemianę umysłu i serca.

🖇

Poświęcając się, zawsze na coś „zasługujemy”. Znacznie bardziej, niż chcie­li­by­śmy przyznać, poświęcenie stwarza poczucie uprawnienia, rodzi po­sta­wę roszczeniową i skrywane poczucie wyższości.

🖇

Jeśli religia nie przemienia naszej świadomości, ucząc nas współ­czucia, nie stanowi żadnego rozwiązania, lecz sama jest częścią problemu.

🖇

Carl Gustav Jung, skądinąd często krytykujący chrześcijaństwo, napisał: „to, co dzieje się w życiu Chrystusa, dzieje się zawsze i wszędzie” […].

🖇

Istota wiary polega na odwadze zaufania […].

🖇

We właściwym świetle jawią się nam teraz takie sprawy jak kolor skóry, przynależność do klasy czy grupy społecznej, tożsamość etniczna, orien­ta­cja seksualna, a nawet religia – jako nieistotne przypadłości. Wiemy, że nie mają nic wspólnego z istotą miłości. […] 
     Diamenty ukryte są głęboko pod powierzchnią ziemi i czasu; choć nie­wi­doczne – są, tak jak trop, którym podążamy, i objawiająca się nam obec­ność. A teraz MY jesteśmy także.

🖇

Wszystkie istoty, które kochaliśmy w tym życiu i które nas ko­cha­ły – nie tylko inni ludzie – są realne i mają swoje miejsce w wieczności.

🖇

Na jakiej podstawie możemy sądzić, że tylko my kochamy i tylko nas można kochać? Jeśli bezwarunkowa miłość, lojalność i posłuszeństwo dają wstęp do życia wiecznego, to moja czarna labradorka Wenus z pewnością trafi tam na długo przede mną, ze wszystkimi innymi zwierzętami, które także w warunkach naturalnych z wielkim poświęceniem dbają o swoje małe i któ­re tyle wycierpiały z rąk człowieka. W jakimś sensie zwierzęta po­dą­ża­ją drogą swego przeznaczenia znacznie pokorniej i lojalniej niż my.

🖇

Miłość jest tym, czym jesteśmy i czym się wciąż stajemy, jak ziarno, z którego wyrasta drzewo.

🖇

Odkrycie prawdziwego „ja” to zarazem doświadczenie bezsiły i ogromnej, nieznanej dotychczas mocy, której możemy jedynie pozwolić wzrastać; już samo to wiele mówi o naszym „ja”. Jest ono miłością, urzeczywistniającą się w tej oto wyjątkowej formie zwanej „mną”.

🖇

[…]  podatność na zranienia wyrównuje
płaszczyznę komunikacji.

🖇

Nasze największe tajemnice i najskrytsze pragnienia ujawniamy innym, a nawet sami odkrywamy je zazwyczaj dopiero wówczas, gdy jesteśmy bardzo podatni na zranienie: czując się całkowicie bezpieczni w objęciach czyjejś miłości. […]  Po takich doświadczeniach stajemy się lepsi i dojrzalsi.

🖇

Prawdziwe „ja” i fałszywe „ja” postrzegają wszystko inaczej; oba są ko­niecz­ne. Jedno z nich jest lepsze, większe oraz wieczne.

🖇

Sens tego, co nazywamy życiem, sprowadza się do chwil, w których po­zo­sta­je­my w łączności z naszym prawdziwym „ja”; nasze istnienie jawi nam się wówczas jako wieczne, darmowe, nieskończenie przeobfite i nie­zmien­nie godne zaufania […].

🖇

[…]  doświadczenie przemienienia wydaje się niewyrażalne. Nie da się opo­wie­dzieć o nim komuś, kto sam nie był świadkiem takiej transformacji.

🖇

Modlitwa to trwanie w niewiedzy, rezygnacja z pewności.

🖇

Obrazy przemawiające do nas szczególnie silnie zapraszają nas do głębszej refleksji. Umożliwiają naszej duszy dostęp do Tajemnicy.

🖇

Jak zauważyła kiedyś Helen Keller: „obawiam się czasem, że religia stanowi najczęściej wyraz rozpaczy ludzi, którzy nie znaleźli Boga”.

🖇

Wszyscy jednak mają na myśli jedną, fundamentalną prawdę, odkrywaną na bardzo wiele sposobów. Tak czy inaczej wszyscy wierzymy, że wszech­świat, którego część stanowimy, jest spójny i konsekwentny, a nawet w pew­nym sen­sie życzliwy. Być może to jest właśnie najgłębszy sens wiary, a z pewnością owa wieczysta tradycja, dostępna wszystkim ludziom dobrej woli, którzy uczciwie szukają prawdy.

🖇

Dzięki symbolom możemy wciąż na nowo kształtować, reorganizować i zmieniać to, co w naszym życiu istotne. […]  Człowiek nie może być szczę­śliwy, nie odkrywając coraz głębszego sensu. Symbole mają moc na­da­wa­nia sensów, z którymi budzimy się co rano, by szukać jeszcze większej pełni. […]  Gdy widzimy coraz więcej, wszystko staje się sym­bo­liczne […].

🖇

Metafora zawsze niesie ze sobą więcej treści. Dosłowność oznacza zejście na najniższy, najuboższy poziom znaczeniowy.
     […]
  Właściwe rozumienie symboli to ciężka praca, wymagająca ciągłego otwierania wszystkich naszych wewnętrznych przestrzeni jednocześnie: umysłu, serca i ciała.

🖇

Ze zmartwychwstaniem mamy do czynienia wtedy, gdy jedna chwila objawia sens i znaczenie wszystkich pozostałych chwil.

Richard Rohr, Nieśmiertelny diament. W poszukiwaniu
prawdziwego ja
, przeł. Marek Chojnacki,
Wydawnictwo WAM, Kraków 2013.
(wyróżnienie własne)

Nasza podatność na zranienia okazuje się nam bardzo przydatna na początku podróży – być może nawet tylko tak możemy wyruszyć w prawdziwą podróż duchową.

🖇

[…]  niektórzy starożytni, jak się zdaje, o wiele lepiej niż my pojmowali cuda, wdzięczność i wewnętrzną przy­na­leż­ność do tego, co nas przerasta. Nasz indywidualizm i autonomia uniemożliwiają nam wiarę i radość z tego, że nasz heroizm nie pochodzi od nas, a jedynie przez nas przechodzi.

🖇

Trzeba nie tyle myśleć modlitwę,
ile czuć jej energię.

🖇

[…]  ludzie, którzy ważą się na intymność, zawsze są szczę­śliwsi i bardziej prawdziwi. Można powiedzieć, że jest w nich wiele „uchwytów”, których inni mogą się przy­trzymać i które im samym mogą też posłużyć do uchwy­ce­nia się samych siebie. Ludzie unikający intym­no­ści zawsze – naprawdę zawsze – pozostają uwięzieni w małym świecie, w którym wszystko kręci się wokół nich.

🖇

Ujawnienie się prawdziwego „ja” to w istocie wielkie wy­ja­wienie tajemnicy. Tego rodzaju ryzykowne od­sło­nię­cie się nazywam właśnie intymnością, in­tym­ność zaś jest sposobem komunikowania miłości.

🖇

Rany pozostają z nami na zawsze; są przesłaniem i zdo­by­czą. Wciąż w jakimś sensie „bolą”, dzięki czemu po­zo­sta­je­my czujni i pokorni, lecz nie pozwalają nam już ra­nić innych. Ból przemieniony przestaje być bólem prze­ka­zy­wa­nym dalej.

🖇 🖇

Nic dziwnego, że nie dostrzegamy tego, czego nie nauczono nas szukać ani oczekiwać.

🖇

Od tego, jak szukamy, zależy jednak, co znajdziemy i co będziemy chcieli znaleźć.

🖇

Jesteśmy tym, czego szukamy, i właśnie dlatego szukamy.

🖇 🖇

[…]  nasze cierpienie jest konieczne, bo w przeciwnym razie nie zaufamy drodze, której wybór wydaje się nam sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem.

🖇

Wszystko, co prawdziwie „dobre”, wszystko, co poraża nas swą „prawdziwością”, wszystko, co porywa nas swym pięknem, nie tylko uczy nas, lecz również prze­mienia.

🖇

[…]  we wnętrzu każdego z nas kryje się odpowiedź, której szukamy. […]  Nasze prawdziwe „ja” wie, że nie mamy dokąd tak pędzić. Jesteśmy już u siebie – wolni i spełnieni.

🖇

Życie nie polega na wyrobieniu sobie ory­gi­nal­nej marki, lecz na odkryciu imienia przy­pi­sa­ne­go nam od zawsze.

🖇

[…]  wielu rzeczom trzeba pozwolić obumrzeć – nie dla­te­go, że są złe; być może po prostu nie zawiodą nas tam, dokąd chcemy dojść.

(tamże)

piątek, sierpnia 02, 2024

5541. Nim on pobiegł do swojego życia…

Psia babcia podeszła wczoraj po raz pierwszy w ży­ciu tak blisko jeża. Bez szczekania, z cie­ka­wością i życzliwością, tylko na chwilę. Poprosiłam o cyk.


fot. Hawwa, fragmenty.

5540. 215/366

wspa­niały, nieśpieszny czas. nie podbiegnę, by z bliska cyk. mimo to cyk, by zachować błogosławieństwo ukryte w oddechu motyla.

215/366

*

J.S. Bach, Wariacje Goldbergowskie, Aria,
Lang Lang (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #46.

czwartek, sierpnia 01, 2024

5539. 214/366

być wi­dzianym oznacza istnieć*.
znać kogoś oznacza go rozumieć.

jeśli którykolwiek** z tych warunków nie jest spełniony, ro­dzi­na pochodzenia** jest — nie licz na więcej — jedynie tym, co łączy cię z pokoleniami przodków, którzy życzą ci bez­gra­nicz­ne­go spełnienia.

214/366

_________
   *   mechanika kwantowa na potrzeby psychiki.
  **  czasem nie chcą / nie potrafią zo­ba­czyć osoby, jaką jesteś; czasem na­wet nie próbują cię zrozumieć.

[suplement 3.08.2024]
     – „Jeśli ty mną pogardzasz, to twoja wina, nie moja…” – Skinął głową. – Prawda – westchnął, nie odrywając wzroku znad strony.

Francesca Giannone, Listonoszka z Apulii,
przeł. Agata Pryciak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2024.

środa, lipca 31, 2024

5538. 213/366

po­rażka*** nie ma dobrego piaru, a powinna mieć!

porażka to nie jest ekstremalnie ostry zakręt, z któ­re­go wypada się z hukiem. porażka* to tylko rozwidlenie dróg.

213/366

_________
    *    pomyśl** o swojej największej… ile dobra przyszło po­tem, dzięki temu, że się wydarzyła.
   **   u mnie najlepsze zawsze kiełkowało na roz­cza­ro­wa­niu, odmowie, niemocy czy po­rażce.

  ***  [suplement 1.08.2024] w życiu po­je­dyn­cze­go czło­wie­ka, bo społecznie do­szliśmy do niezdrowego mistrzostwa.

poniedziałek, lipca 29, 2024

5537. Poza słowami (XIII)

*

J.S. Bach, Preludium b-moll, BWV 855a,
Khatia Buniatishvili (fortepian), Alexander Siloti (aranżacja),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #57.

5536. Z oazy (CCLXVI)

Nie­dzielne odliczanie literek, cztery, poślizgnięte na czasie i kolejności donoszenia o prze­czy­ta­nych książkach. Gdy wczoraj wieczorową porą zmierzałam w kierunku spania, dotarła do mnie in­for­macja, że Autor, że świeżynka, jeszcze ciepła nowość wydawnicza. Ibukosknera już spał, więc nie było nikogo, kto mógł­by mnie po­wstrzy­mać, również przed natychmiastową konsumpcją od deski do deski. Peleton suk­ce­sów zamyka fakt, że choć nie mogłam się od tej książki oderwać, udało mi się je­szcze w nie­dzie­lę pójść spać.

     – Tato, chciałbyś byś być nieszczęśliwym milionerem czy szczęśliwym alkoholikiem?
     Zaczęło się – pomyślałem, chociaż być może powinienem uznać, że tak naprawdę się skończyło. Beztroskie dzieciństwo mojego trzyletniego syna zaczęło zamieniać się we wczesną dorosłość. […]
     Studiujemy tyle lat, żeby się dowiedzieć, że nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie trzylatka.

🖇

🖇

     – Tato, dlaczego nie umiesz rysować, skoro ja umiem? Nie chodziłeś do przedszkola?
     – Chodziłem.
     – Tylko się nic nie nauczyłeś?
     Ja pierdolę! Szczęście, że przy dziecku można przeklinać w myślach.

🖇

🖇

     – Tato, a dlaczego nie jesteś szczęśliwy?
     – Bo nie umiem rysować.
     – Ja cię nauczę.
     – Po co?
     – Chyba raczej: jak?
     Na wstępnych lekcjach dowiedziałem się, że kółko może mieć początek i koniec. Że mała czarna kropka może patrzeć nawet na siebie samą oraz tego, że ręce są podobne do grabi i w sumie do tego samego służą.

🖇

🖇

     – Tato, a dlaczego listonosz jest zły?
     – Bo musi rozdawać paczki, a sam rzadko coś dostaje.
     – A święty Mikołaj też jest zły, że nic nie dostaje?
     Też, ale nie daje tego po sobie poznać.

🖇

🖇

W dorastaniu do wyrazów istotna jest relacja. Ona jest nawozem w ich ro­zu­mie­niu. Kaligrafuję MIŁOŚĆ. Patrzę. Nie rozumiem, chociaż bardzo chciał­bym. Skreślam. Teraz wygląda lepiej. Mam uczucie, jakbym uczył się patrzeć od nowa. Być może ziemniak mi wyjaśni, jak podejść do tego, czego nie rozumiem.

🖇

Każde kółko było jak Ensō. Można było po nim poznać, w jakim stanie sku­pie­nia zostało zrobione, ile poświęciło się mu uwagi i jak bardzo opisywało rzeczywistość. Łatwość opisu emocji za pomocą tak prostej figury geo­me­trycz­nej wygląda na szaleństwo, na szczęście zawsze można je zwalić na dziecko. Dorosłemu nie wypada być aż tak szalonym. Szaleństwo dorosłych musi być zawsze ujęte w sztywne ramy.

🖇

🖇

W sumie to tylko kółko. Właściwie nie kółko, tylko niby-elipsa, ale okazuje się, że można narysować ją w sposób przekonujący lub w totalnie zły. W świe­cie ziemniaków nie ma szarości.

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

Filip Zawada, Z punktu widzenia ziemniaka,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2024.

     – Tato, jak to jest być takim i takim?
     – Czyli jakim?
     – Takim jak ty i takim jak ja?
     – Ale ja nie jestem taki jak ty.
     – Skąd wiesz?
     – Bo widzę.
     – Na pewno?

🖇

🖇

     – A co to jest śmierć?
     […]
     – Więc śmierć jest wtedy, kiedy jedna część ciebie jest, a drugiej nie ma, ale obydwie są pełne.
     – Rozumiem.

(tamże)

5535. Z oazy (CCLXV)

Nie­dzielne odliczanie literek, trzy, poślizgnieta na czasie. Książki w moim życiu często przy­po­mi­na­ją ma­trio­szki. Z jednej wyjmuję drugą, podążam za autorem drugiej, by przy trzeciej książce wyłowionego autora, wyjąć z przypisów kolejnego nieznanego mi autora książ­ki z zie­lo­ną okładką, porzucić wspomnianą trzecią książkę i rzucić się w wir owej z zieloną okładką, czyli tą. Książkę franciszkanina porzuciłam na jakiś czas na rzecz literek augustynianina, czyli tych.

Niezapomnianym jest włóczyć się jeszcze raz po tej książce w czasie wzmożenia tkliwości polskiego katolicyzmu. Może katolicka polskość powinna być olimpijską dyscypliną sportową? Wówczas pierwszych dziesięć miejsc byłoby z pewnością naszych, a nawet naszych-naszych. Od jakiegoś czasu mam pewność, że główny problem z religijnymi fun­da­men­ta­li­sta­mi polega na tym, że wszystko traktują śmier­telnie poważnie, monotematycznie i dosłownie. Ponieważ takiego ogra­ni­cze­nia nie jest w stanie wytrzymać rzeczywistość, nie pozostaje im nic innego jak obra­za majestatu.

Wracam do tej książki i ląduję w innym, lepszym świecie. Świecie, którego walczący z ideologiami fundamentaliści nawet nie podejrzewają o istnienie. Piękna, mądra, zapraszająca do doświadczania życia. Pozostawia bez najmniejszych złudzeń — sło­wo może być modlitwą, ale oddech i ciszą są nią zawsze.

Istnieją jednak w życiu głębsze potrzeby i ważniejsze przeżycia niż za­pie­ra­ją­ca dech w piersiach jazda na górskiej kolejce.

🖇

Brama do krainy ciszy jest raną. Cisza obnaża tę ranę. Nie możemy kroczyć ścieżką duchową, nie poznając, czym jest rana ludzkiej kondycji […].

🖇

Wyruszamy na poszukiwanie czegoś, co 
przez całą wieczność szukało nas i znalazło.

🖇

Czym jest cisza? Z pewnością jest czymś więcej niż nieobecnością fizycznego zjawiska dźwięku. Ważniejsze jednak jest, by zdać sobie sprawę, że ta nie­wy­mow­na rzeczywistość, która zawiera się w słowie „cisza”, wskazuje nie na coś, co musimy posiąść jak jakiś program, który można zainstalować w komputerze naszego życia duchowego. Pojęcie „ciszy” wskazuje na coś, co jest już w nas, na czym opierają się wszelkie procesy myślowe: zarówno pre­cyzyjne, zdyscyplinowane myślenie, jak i chaotyczne, mentalne obsesje.

🖇

[…]  zagłębienie się w ciszę uzmysławia nam,
że prawda leży głębiej niż nasze odczucia.

🖇

Kiedy wędrujący umysł uciszy się, kiedy sprzeczne pragnienia się uspokoją, kiedy „namiętności serca” zatrzymają się zachwycone ciszą, wtedy umysł „zrzeka się” swoich praw i następuje wielkie poddanie się, a naszym oczom ukazuje się głębszy wymiar ludzkiej osoby. […]  Ta głębia ciszy jest czymś więcej niż nieobecnością dźwięku.

🖇

Od czasu do czasu spotykam ludzi, którzy czują duży opór przed pracą z oddechem. Poszukując przyczyn tej niechęci, musicie być wobec siebie brutalnie szczerzy. Nierzadko okazuje się, że ci, którzy bronią się naj­moc­niej, mogliby odnieść największe korzyści, pozwalając swojej uwa­dze po prostu spocząć na oddechu. […]
     Ciało to ogromny zbiornik mądrości. Coś tak prostego jak zwykły bez­ruch i oddech czyni ogromną różnicę w odkrywaniu niepoznanej ciszy w głębi nas.

🖇

W modlitwie odkrywamy swój prawdziwy stan posiadania. Zaczynamy stąd, gdzie jesteśmy, pogłębiamy to, co już mamy, i zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy już na miejscu. Już teraz dane jest nam wszystko, ale nie wiemy tego i nie doświadczamy.
Thomas Merton

🖇

[…]  umysł nie potrafi pozostać bezczynny. […]  Kiedy uświadomicie sobie, że wasza uwaga została zawiedziona na manowce przez jakąś myśl, po pro­stu powróćcie na właściwe tory.

🖇

Kontemplacja jest czystym darem.

🖇

„Techniki” stanowią rodzaj kontroli i koncentrują się na z góry założonym rezultacie. Praktyka kontemplacyjna ułatwia proces, który pozostaje poza naszą bezpośrednią kontrolą, jednak nie ma wpływu na jego wynik. […]  Ogrodnictwo i żeglarstwo wymagają umiejętności, których wspólnym mia­no­wni­kiem jest gotowość na przyjęcie czegoś z zewnątrz. Kwalifikacje te są niezbędne, lecz same w sobie nie wystarczają. Tak samo jest z praktyką kon­templacyjną i życiem duchowym w ogóle.

🖇

Weź krótkie słowo, najlepiej o jednej sylabie […]. Im krótsze słowo, tym le­piej, gdyż jest podobniejsze do działania Ducha! Wyraz taki jak BÓG albo MIIŁOŚĆ. Wybierz, który wolisz, albo może jakiś inny, o ile jest krótki. I przytwierdź ten wyraz mocno do serca, tak żeby zawsze tam był, co­kol­wiek się zdarzy.
Anonimowy autor Obłoku niewiedzy.

🖇

W naszym życiu kryje się pewna mądrość, która nie próbuje kontrolować tego, co inni myślą, mówią, robią i za czym się opowiadają. Mądrość, zdro­wie, życie i miłość nie biorą się bowiem z prób rozkazywania wiatrowi, ale z umiejętnego i odpowiedniego w danym momencie ustawiania żagli. Za­miast ulegać pokusie wewnętrznych projekcji filmowych, zamiast ob­my­ślać ko­lej­ne strategie kontrolowania świata, lepiej zwrócić się ku naszej prakty­ce, która jest głęboko osadzona w teraźniejszości.

🖇

[…]  najbardziej pierwotne fundamenty naszej osoby zatopione są w ciszy.

🖇

[…]  myśli, język, obrazy i uczucia nie wystarczą do opisania naszego „ja”, nie sięgają one równie głęboko. Nawet takie pojęcia, jak „ja” czy „ty” są nie­wystarczające. Większość tego, co nazywamy sobą, jest raczej misterną wy­klejanką.

🖇

[…]  jak najmniej czasu spędzajcie, goniąc swoje myśli i ubierając je w fa­buły swoich wewnętrznych filmów, mylnie branych za waszą tożsamość. W prze­ciw­nym razie ominie was życie.

🖇

Zdaje nam się, że aby zaznać spełnienia, musimy wstąpić do klasztoru. Ma­my też wrażenie, że idealny małżonek poprowadzi nas do odkrycia sa­mych siebie. Sądzimy, że prawdziwe „ja” to coś, co można zdobyć. Pło­nie­my gor­li­wą chęcią, by to posiąść. Jednak w miarę jak nasze spojrzenie w świe­tli­sty bez­miar pogłębia się i wyostrza, a modlitwa cichnie i praktyki duchowe opa­da­ją niczym dojrzałe owoce, również zaczną znikać nasze wyobrażenia o kla­szto­rach, katedrach, kanionach, górach i „idealnych partnerach”.

🖇

[…]  wszystkie rozproszenia zawierają w sobie tę cichą głębię, której po­szu­ku­je­my. Mają w sobie łagodny bezmiar Obecności, który wymyka się ści­słe­mu zrozumieniu. Zatem nie możemy się pozbyć rozproszeń, ale mu­si­my roz­luźnić ich uchwyt i odkryć ukryty w nich skarb.

🖇

Najlepszą drogą nauki jest codzienne i hojne poświęcanie czasu na ćwiczenia.

🖇

Rozwój nie oznacza jednak, że od tej pory przestaniemy się zmagać z pro­ble­ma­mi. Przed nami jeszcze wiele długich zmagań. Jednak to, co uległo zmianie, to nasz sposób zmagania się. Z większą jasnością jesteśmy w sta­nie dostrzec, co dzieje się wewnątrz nas w danej chwili. Z ofiary zdarzeń stajemy się ich świadkiem. Sprawy dzieją się tak, jak się działy, my jednak doświadczamy ich inaczej. Ta przemiana ofiary w świadka jest jednym z pierwszych psychologicznych owoców kontemplacyjnej podróży. Jest to głęboko wyzwalające i daje nam poczucie, że w naszym życiu możliwa jest prawdziwa zmiana.

🖇

Jestem starym człowiekiem i miałem już mnóstwo problemów. Większość z nich nigdy się nie zdarzyła.
Mark Twain

🖇

„Ja” przyzwyczajone jest do trzymania wszystkiego w ciasnym uścisku i do tego, że zawsze ma ostatnie słowo na każdy temat. Każdy postęp na drodze kontemplacji rozluźnia uchwyt „ja”, a spotkanie z ciszą pozbawia je głosu. Czasem zatem „ja” zaciska nas w odruchu obronnym, a my, chociaż po­czy­ni­liśmy postępy, mamy wrażenie, że daleko się cofnęliśmy. Lepiej oswoić się z tym poczuciem, że wiecznie jesteśmy na początku drogi.

🖇

Szaleństwo karmi się izolacją. […]  Najważniejsze jest wyciągnięcie dłoni do innych.

🖇

Cisza żyje, rozwija się i wyzwala. Praktykowanie ciszy karmi czujność, świa­do­mość siebie, umiejętność formowania myśli i pozwala nam objąć mi­łosierdziem wszystkich tych, których w innych okolicznościach szybko by­śmy potępili. […]  Kiedy zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy świa­do­mo­ścią, a nie historią odgrywaną w naszej świa­do­mo­ści, nasze życie uwalnia się, upraszcza i gości w nim więcej współczucia.

🖇

Próby, pokusy i zmagania czynią adepta kontemplacji. Usuńcie je, a stra­ci­cie też doskonałą okazję do czynienia postępów i zdobywania mądrości.

Martin Laird OSA, W krainę ciszy. Praktyka
chrześcijańskiej kontemplacji
, przeł. Tomasz Mucha,
Wydawnictwo WAM, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

Radość ciszy mieszka w nas już teraz.

🖇

Odkrywanie krainy ciszy jest sprawą osobistą
i nikt nie może zrobić tego za nas.

🖇

Praktyka duchowa przygotowuje nas, abyśmy pozwolili pewnym rzeczom się wydarzyć.

🖇

[…]  po prostu obserwujmy powstające myśli. Patrzmy, jak przychodzą i odchodzą. To wyrafinowana sztuka.

(tamże)

niedziela, lipca 28, 2024

5534. Z oazy (CCLXIV)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Nie miałam w planie czytać tej książki, ale inte­re­sująca audycja radiowa nie pozostawiła mi zbyt wielkiego marginesu na krę­ce­nie nosem.

To ważna książka. Nawet obowiązkowa, jeśli chce się zrozumieć, dlaczego me­cha­ni­ka umysłu Polaka rządzi się tak dziwnymi prawami, których nie sposób pojąć.

Wielu współobywateli tego kraju, szczególnie tych posiadających mandat społeczny, immunitet, jedyny poprawny światopogląd i sumienie, co im się tak jakoś bardziej niż innym wydaje, że wiedzą, jak nad Wisłą być powinno, to nie są mesjasze, zba­wi­cie­le czy prorocy, to tylko ludzie, których cechuje wielochorobowość psychiczna.

Gdy ludzie tracą kontrolę nad własnym życiem, czują się bezradni i nie­po­trzebni, wówczas zaczynają kurczowo trzymać się wyidealizowanego obra­zu narodu.

🖇

Narcystyczne myślenie o własnym narodzie ma wiele katastrofalnych kon­se­kwencji. Prowadzi do niechęci wobec wszelkich obcych – albowiem ob­cy oczywiście mogą odsłonić nasze niedostatki, pokazać nam, jacy na­pra­wdę jesteśmy. Z drugiej strony wcale nie prowadzi ono do lojalności wobec rodaków – w końcu oni też mogą zagrozić naszym iluzjom na temat wła­sne­go narodu. Jest to więc miłość nie do narodu, ale do jego wyidea­li­zo­wa­ne­go wizerunku.
     Najlepszym przykładem jest stosunek narcyzów do przyrody ojczystej. Ważny jest wizerunek narodu, a nie jego faktyczne zasoby i co naj­waż­niej­sze, „żeby nikt nam się nie wtrącał”. Ekologia jest więc przez narcyzów po­strze­gana jako naruszenie suwerenności. Polacy narcystycznie związani z własnym narodem popierają wycinkę Puszczy Białowieskiej, eksploatację zasobów naturalnych i nie zauważają problemu zanieczyszczenia śro­do­wiska naturalnego.

🖇

Człowiek o silnej orientacji na cierpienia własnego narodu jest skon­cen­tro­wa­ny na unikalności tragedii swoich rodaków („Żaden naród nie był nigdy krzywdzony tak bardzo, jak my!”), nieufny („Historia nauczyła nas, że mu­si­my być podejrzliwi wobec zamiarów innych nacji”), a przyszłość widzi w ciemnych barwach („Nasze istnienie jest nieustannie zagrożone”).

🖇

Psychologowie znad Wisły uświadomili Amerykanom, że nie wszystko, co odkrywają w swoich badaniach, ma status obiektywnej prawdy o czło­wie­ku. Narody z traumatyczną historią, okupowane, podbijane i zniewalane, wykształciły zupełnie inne sposoby reagowania, których dotąd nikt w nauce dobrze nie opisał.

🖇

Psychologia społeczna mówi, że dla większości ludzi „ważne wydarzenia nie mogą być spowodowane przez błahe przyczyny”. Gdy dzieje się na naszych oczach historia, wówczas trudno nam przyjąć, że mamy do czynienia z ja­kimś wydarzeniem losowym, nieszczęśliwym wypadkiem, nad którym na­le­ży przejść do porządku dziennego.

🖇

[…]  opowieść o historii może być narracją postępu (jest coraz lepiej, żyjemy w najwspanialszych możliwych czasach) lub regresu (opowieść o dawnej świetności i upadku). […]  podkreślanie sprawczości da­ne­go na­ro­du w hi­sto­rii to znakomity sposób na motywowanie obywateli do dalszego dzia­ła­nia. […]
     Opowieść heroiczna okresu PRL szybko ustąpiła miejsca opowieści tra­u­ma­tycz­nej. Wszechobecność traumy w edukacji szkolnej, kine­ma­to­gra­fii, popkulturze, w pomnikach i ceremoniach jest uderzająca.

🖇

W powojennej Polsce nie było zatem miejsca na uznanie i mówienie. Bra­ko­wa­ło tego wszystkiego, co współczesna wiedza o PTSD uznaje za pod­sta­wo­we czynniki zdrowienia po traumie, czyli gotowości do konfrontacji ze swo­i­mi przeżyciami, otwartego mówienia o nich, a z drugiej strony – uznania społecznego ze strony najbliższych, ze strony instytucji i państwa. Może tu wła­śnie kryje się źródło problemów dzisiejszej Polski?

🖇

Opowieść o traumie, powtarzana tysiące razy i odmieniana przez wszystkie przypadki, tworzy ramę odniesienia dla całej polityki. Rację ma [filozof, Jacek] Kołtan, gdy twierdzi, że przypominanie o masakrach upra­wo­moc­nia przemoc.

🖇

[…]  podstawowym kluczem do wyjścia z zaklętego kręgu rywalizacji o pa­mięć jest doświadczenie uznania dla historii ze strony innych. Dopóki nie mamy poczucia uznania – wówczas będziemy reagować nad­wra­żli­wo­ścią na jakiekolwiek próby upamiętniania innych, będziemy ich postrzegać jako rywali. Za tym wszystkim kryje się nieświadome założenie, że społeczne uzna­nie dla traumy to ograniczony zasób.

🖇

Narody skrzywdzone nie potrafią odnaleźć satysfakcji z własnych osiąg­nięć. Świadczy o tym z jednej strony „kultura narzekania”, a z drugiej – ciągłe narcystyczne dążenie do uznania ze strony innych. Fundamentalna niepewność co do własnej wartości uniemożliwia odnajdywanie radości w codziennych mniejszych i większych osiągnięciach.

🖇

[…]  aby zrozumieć stratę, trzeba 
zrozumieć, co się straciło
.

🖇

Kiedy koncentrujemy się wyłącznie na historii politycznej, umyka nam praw­dzi­we doświadczenie całych pokoleń Polaków, którzy żyli czę­sto poza polityką albo obok niej. A jednocześnie ich dokonania mogą być dla nas prze­cież powodem do dumy.

🖇

[Bogdan Wojciszke w latach 90. XX wieku twierdził], że funkcjonujemy w spe­cy­ficznej kulturze negatywności, w której wyrażanie entuzjazmu i op­ty­mizmu jest mało akceptowane. Narzekanie zaś – wręcz przeciwnie, sta­no­wi pożądany sposób zachowania. Narzekając, zwiększamy szansę, że roz­mów­ca będzie chciał kontynuować z nami rozmowę i stworzy z nami bliską, głęboką więź. Osoby narzekające odbierane są jako mądrzejsze ży­cio­wo niż te, które z optymizmem patrzą w przyszłość. Narzekanie staje się kulturową normą, bo łatwo się nim zarazić.

[suplement graficzny: 29.07.2024]

Filip Zawada, Z punktu widzenia
ziemniaka
, Znak, Kraków 2024.

🖇

Narzekanie i, szerzej, negatywność w postrzeganiu swoich rodaków, to taki bezpieczny psychologiczny parasol, który ma nas uchronić przed dalszą prze­gra­ną. Niestety ta strategia, choć psychologicznie uzasadniona, czyni sukcesy znacznie mniej prawdopodobnymi.

🖇

[…]  ludzie mają silną tendencję do obwiniania ofiar za los, który ich spotkał.

🖇

Nieumiejętność poradzenia sobie z historią, jej notoryczne zniekształcanie i zafiksowanie się na roli narodu-ofiary, ma swoje konsekwencje również dzisiaj. Historia może być bowiem nauczycielką życia, ale może też być jed­nym wielkim utrapieniem. Może rzucać cień na codzienne fun­kcjo­no­wa­nie, uniemożliwiać zrozumienie otaczającej rzeczywistości, budować nad­wra­żli­wość i nie­uf­ność. Niepoukładana traumatyczna historia zatruwa życie spo­łecz­ne, a polska historia ostatnich dekad dostarcza nam tu wielu zna­mien­nych przykładów.

🖇

Jak wyjść z zamkniętego kręgu traumy historycznej? […]  możemy spróbować unikać nadmiarowej traumatyzacji w naszym co­dzien­nym życiu. Mówić o historii, ale nie żyć historią. Upamięt­niać, ale nie zamieniać naszych szkół w miejsca pamięci.

🖇

Możliwość otwartego mówienia o traumatycznym doświadczeniu ma za­sad­ni­cze znaczenie dla zdrowia, ale też dla odbudowy relacji z innymi ludź­mi. […]  Skoro większość doświadczeń traumatycznych to do­świad­cze­nia spo­łecz­ne, spowodowane przez innych ludzi, to droga do zdrowia psy­chi­czne­go po takich wydarzeniach również wymaga innych ludzi, wspie­ra­ją­cych, godnych zaufania i uważnych.

🖇

[…]  nie ma zdrowienia bez wsparcia społecznego, a to następuje na kilku różnych poziomach: pierwszy to zrozumienie ze strony najbliższych, z któ­ry­mi możemy otwarcie porozmawiać o swoim doświadczeniu. To wymaga oczywiście empatii, zdolności do słuchania, tego, by znaleźli oni czas na nie zawsze łatwe kontakty z osobami straumatyzowanymi. Drugi poziom to ak­ce­pta­cja ze strony całego społeczeństwa. Chodzi tu o to, czy do pew­nych do­świad­czeń wypada się przyznawać, czy historia traumy jest po­wszech­na w danym społeczeństwie i czy straumatyzowanemu człowiekowi nic nie gro­zi za podzielenie się prawdą o swoich doświadczeniach.

🖇

[…]  jak długo będziemy rozpamiętywać historyczne zbrodnie i ludobójstwa, których byliśmy ofiarą, tak długo nie będziemy w stanie inaczej patrzeć na świat niż przez pryzmat teorii spiskowych.

Michał Bilewicz, Traumaland. Polacy w cieniu przeszłości,
Wydawnictwo WAM, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

[…]  ludzie uprzedzeni mogą zgadzać się co do faktów, ale wyjaśniając je, będą zwykle popełniać sy­ste­ma­ty­czny błąd: jeśli „swoi” robią coś złego, to tłumaczymy to sytuacją. Jeśli „obcy” zrobią dokładnie to samo, wów­czas tłumaczymy to ich złą naturą, determinacją do czy­nie­nia zła i cechami charakteru. Odwrotnie jest z do­bry­mi uczynkami.

🖇

Świętość, trauma i martyrologia przeciw życiu, nauce i postępowi. […]  Kiedy […]  zrozumiemy, że historia może być pisana inaczej niż przez pryz­mat cierpień i świę­tości?

🖇

„Co cię nie zabije, to cię wzmocni”, głosi stare po­rze­ka­dło, i zdaje się ono dobrze oddawać naturę wzrostu po­tra­u­ma­tycznego. Pozytywne zmiany, które zachodzą w ludziach po przebytej traumie, następują zwykle w czte­rech głów­nych wymiarach: są to zmiany w po­strze­ga­niu samego siebie, zmiany w relacjach z innymi ludźmi, większe docenianie życia i przemiana duchowa.

🖇

[…]  trauma jest doświadczeniem kruchości życia. Dostrzeżenie tego zwiększa empatię i go­to­wość do pomocy innym.

(tamże)

5533. Z oazy (CCLXIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Od złożenia i opłacenia zamówienia do położenia tej książki na sto­licz­ku w ulu minęło pół roku. Nie czytałam jej, ja ją przeżywałam. Ponieważ prze­ży­wa­nie książki trwa znacząco dłużej niż nawet najwolniejsze jej czy­ta­nie, całość zamieniła się w pełno­wy­mia­ro­wą degustację.

Dotarła do ula cztery dni po śmierci Arny’ego. Towarzyszyło mi podczas jej czytania Jego życz­liwe kiwanie głową i miłość do świata. Komentował co jakiś czas, że to i owo w psy­cho­lo­gii procesu właśnie w analizie jungowskiej ma swoje korzenie, co dziwić nie może, biorąc pod uwagę przeszłość Mindella. Mo­gę po­ku­sić się o po­rów­na­nie: psychologia procesu ma się do analizy jungowskiej jak C do C++ w świecie języków programowania. Psychologia procesu to analiza jungo­wska++, za­nim plus zaczął nam się paskudnie kojarzyć, gdy stał się tępym na­rzę­dziem po­li­ty­cznej ma­ni­pu­la­cji.

Historia pewnego analizowanego rozśmieszyła mnie do łez, więc nie miało dla mnie znaczenia, jak dużo literek będzie trzeba przeklepać, musiałam ją tu mieć. Mam. Jest fantastyczna i przezabawna. Upór zwany oporem to wielka siła.

Symbole spontanicznie tworzy nieświadomość,
świadomość zaś dokonuje ich amplifikacji.

Carl Gustav Jung, Odpowiedź Hiobowi, przeł. Robert Reszke,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.

🖇 🖇

The floods of feeling make no sense to the conscious mind, because the conscious mind did not produce them.

🖇

[…]  learn how to go to the unconscious and become receptive to its mes­sages. It is the only way to find the unknown parts of ourselves.

🖇

Symbols connect us spontaneously to the deep parts of ourselves that we have longed to touch.

🖇

To get a true sense of who we are, become more complete and integrated human beings, we must go to the unconscious and set up communication with it. […]
     Most people, however, do not approach the unconscious voluntarily. They only become aware of the unconscious when they get into trouble with it.

🖇

[…]  the unconscious has the habit of borrowing images from the exter­nal situation and using those images to symbolize something that is going on inside the dreamer.

🖇

Our culture teaches us to focus on the external world, so we jump to the con­clusion that our dreams are talking about something on the outside. This is a collective prejudice we suffer from: We spontaneously assume that only the outer world has any importance.
     The true significance of the inner world becomes more clear when we be­gin to realize that almost everything we do, every reaction we have, every decision we make, every relation we form, ultimately results from our inner qualities and inner dynamics. Everything is controlled by the huge energy systems that propel us from within, that determine most of what we think and do.

🖇

No dream symbol can be separated from
the individual who dreams it.
Gustav Jung

🖇

[…]  we don’t know, we have them [attitudes]. If we are consciously aware of them as our beliefs, we assume that they are right; it rarely occurs to us to question them.
     At a certain point our dreams begin to challenge them and point them out to us, for the process of inner growth demands that we examine consciously everything that motivates us.

🖇

The archetype is present in me,
acting through me,
living its life through mine.

🖇

Most aspects of our shadows, these qualities that we see as “negative”, would in fact be valuable strengths if we made them conscious.

🖇

Our dreams constantly speak to us of
our beliefs and attitudes.

🖇

The dream uses this dramatic image to get your attention and tell you that you need to wake up to something inside you.

🖇

[…]  your dream is composed of energy systems […]. […]  it offers insights and liberates you from patterns you’ve been stuck in […].

🖇

Keep your physical ritual small and subtle, and 
they will be more powerful.

🖇

The best rituals are physical, solitary, and silent: These are the ones that register most deeply with the unconscious.

🖇

Doing a physical act has a magical effect on dream work. It takes your understanding of the dream off the purely abstract level and gives it an immediate, concrete reality. It is a way of putting your dream into the here-and-now of your physical life.

🖇

It may go this way, or 
it might go another way.
Only time will tell.

🖇

Your dreams are concerned with you: what is going on inside you, the invisible energies that are shaping your inner path, the areas of your life where you need to become conscious or make changes.

🖇

Dreams are aimed at the unfinished business of your life, showing what you need to face next, what you need to learn next. In the inner life, we never reach the point at which we can stop learning […].

🖇

Remember, the main function of a dream is to communicate something to you that you don’t know, that you are unaware of, that lives in the un­con­scious. Your dream will not waste your time by telling you what you al­ready know and understand […].

🖇

Every dream is a portrait of the dreamer.

🖇

The unconscious is fair with us. It allows our egos to do exactly what they insist on doing, so long as we take responsibility for our choices and accept the consequences.

🖇

In your dreams, learn to watch for the small details and read what they are saying. They will make the difference in understanding a situation that would otherwise seem ambiguous.

🖇

With the act of writing, you begin to get a better feeling about wherever it really makes sense to you or not.

🖇

[…]  take the time to dream,
remember […]  dreams,
work on […]  dreams […].

[…]  every movement becomes a symbol-in-motion that car­ries the power of the inner world into visible and physical form.
     Whether we are aware of it or not, much of our behavior is symbolic.

🖇

Although we can understand the meaning of symbols with our minds, our understanding is made immeasurably deeper and more concrete when we feel the symbols with our body and our feelings. […]  But if we do something to express the symbol—something that involves our bodies and our emo­tions—the symbol becomes a living reality for us.

🖇

[…]  all our dreams manifest both inwardly and outwardly. It is only our unawareness that prevents us from seeing the subtle connections.

🖇

You can always do a simple physical […].
Light a candle. Do something.

🖇

[…]  dreams that seem small and simple can have earth-shaking impli­ca­tions for the dreamer […].

🖇

In Jung’s model, the feeling function is not connected with emotions […]. When people feel, they are actually assigning value.

🖇

All the interactions we see between the persons in our dreams are forms of communication among the various parts of our total self.

🖇

Most communication in the psyche begins in conflict. The un­con­scious parts our personalities have to fight for “equal time,” for some re­cog­ni­tion, against the dominant attitudes and power systems of the conscious mind.

🖇

Sometimes, in the areas of love and feeling, wild grasses and wildflowers are better than formal gardens.

🖇

From that first act—the crucial movement of the hand and the mind—begins all the magical and amazing unfolding of the inner mysteries that your un­con­scious stands ready to accomplish.

🖇

[…]  the unconscious is powerful: If we are going to approach it, respect and care are in order.

🖇

[…]  the dream and imagination come from the same source in the unconscious.

🖇

If a figure appears in the imagination and seems to have nothing to say at first […]  It is better to ask questions than to lecture or start making pro­nounce­ments, because the basic attitude you want to show is a willing­ness to listen.

🖇

[…]  if you go to the inner place and search, you will find some­one wait­ing for you.
     I had a patient years ago who had terrible time getting started in his Active Imagination. Nothing ever seemed to happen to him in his external life, and the same dull quality carried over into his imagination. He was an absolute blank. So I told him to go [in his mind] to the beach, as I [fre­quent­ly] do, and start walking, and look around and see who he would meet.
     The next week he returned and said: “Yes. I walked on the beach. But no one wanted to talk to me. Nothing happened.”
     So I got mildly upset: “Look! Something has to happen. You walk on the beach long enough and your feet will get blisters. You’ll have to go to the hospital. You’ll fall in love with the nurse and get mar­ried. Something will happen. Now go do it!”
     The following week he returned, looked at me with his absolutely serious, deadpan expression, and said: “The nurse wasn’t any good, so I didn’t mar­ry her.” But at least he got started.

🖇

You don’t know what is going to happen until it happens.

Robert A. Johnson, Inner Work. Using Dreams and
Active Imagination for Personal Growth
,
HarperCollins Publishers, New York 2009.
(wyróżnienie własne)

The unconscious is an enormous field of energy, much larger than the conscious mind.

🖇

Ask questions, express your feelings. […] 
     Probably nothing gets the dialogue going as quickly or on as deep a level as does an expression of feelings.

🖇

It is awesome and frightening to
take your sense of inferiority.

(tamże)