niedziela, lipca 07, 2024

5517. Z oazy (CCLX)  //  Panna cotta (CXXXI)

Nie­dzielne kilkutygodniowe odliczanie literek, dwa. Dwa miesiące temu z hakiem drugą dobę zaklinałam rzeczywistość: to nic poważnego, tylko bardzo się po­tłuk­łam. Po kilku godzinach od ostatecznego zatrzaśnięcia walizki, po prawie dwóch godzinach spę­dzo­nych na lotnisku, gdy nic już nie pomagało — ani ciastko, ani ka­wa, ani świeżo odkryte chinotto — Sadownik wziął sprawy w swoje ręce i zaciągnął mnie do lotniskowej księgarni.

Wybierałam, przebierałam, wybrałam. Mogłam odpuścić chudziutkie książeczki, ale za nic nie zrezygnowałabym z kreski, która mnie zatrzyma, złapie za trzewia i prze­nie­sie bez­po­śred­nio do świata zachwytów. W ten sposób padło na tę książkę. W dro­dze do ula wyczytałam pierwsze rozdziały i wszystkie ilustracje.

Czytałam długo, na raty, wielokrotnie, bo kości potrzebuja czasu, by się zrosnąć. Są ludzie, ktorzy chętnie wróciliby do liceum, podstawówki czy nawet przedszkola. Nigdy do nich nie należałam. Całe szczenięce życie, podobnie jak młodziutcy bo­ha­te­rzy tej książki, chciałam być już duża, samo­sta­no­wić o sobie, ruszyć w swoje morze.

I ja, i młodziutkie pingwiny mieliśmy tylko jedno do roboty: czekać. Pingwiny dorosły. Kość się zrosła. A ilustracje wciąż mnie zachwycają.

I loro papà, Claudio e Nerone, erano amici e quando si fermavano a chiac­chie­rare, becco a becco, anche Otto e Leo si ritrovavano quasi becco a becco.
[Ich tatuśki, Claudio i Nerone, byli przyjaciółmi i kiedy zatrzymywali się dziób w dziób, by po­ga­dać, również Otto i Leo spotykali się prawie dziób w dziób.]

     — Come fai a sapere che siamo a testa in giù? — gridò Otto a Leo una mattina.
     — L’ha detto il tuo papà al mio, — rispose Leo. — Tuo padre sa tutto.
     — Cosa? — strillò Otto.
[   — Skąd wiesz, że jesteśmy do góry nogami? — krzyknął Otto do Leo pewnego ranka.
     — Twój tata powiedział to mojemu — odpowiedział Leo. — Twój tata wie wszystko.
     — Co? — wrzasnął Otto.]

🖇

     — Caduto giù da dove?
     — Dal mondo. Leo dice che siamo a testa in giù.
     — Be’, è vero. Abitiamo in Antartide, al Polo Sud. Però non siamo proprio a testa in giù.
     — Perché no?
     — Perché lo dico io.
[   — Spadł tu na dół skąd?
     — Ze świata. Leo mówi, że żyjemy do góry nogami.
     — Cóż, to prawda. Mieszkamy w Antarktydzie, na biegunie południowym. Choć właściwie nie jesteśmy do góry nogami.
     — Czemu nie?
     — Bo tak mówię ja.]

🖇

     — Non credo che mi abituerò mai ad avere tanto freddo, — disse Otto.
     — Vedrai, vedrai. Finché sei piccolo ti aiuterò io a tenerti al caldo, e quando diventerai grande sarai coperto di grasso come me. Noterai una bella differenza.
[   — Nie sądzę, że kiedykolwiek przyzwyczaję się, że jest mi tak okrutnie zimno — powiedział Otto.
     — Zobaczysz, zobaczysz. Dopóki jesteś mały, pomogę ci utrzymać ciepło, a gdy urośniesz będziesz pokryty tłuszczykiem jak ja. Zauważysz tę fantastyczną różnicę.]

Otto alzò gli occhi verso Claudio.
     — Diventerò davvero grasso come te?
     — Certo, tutti i pinguini grandi sono grassi.
     — Ah, sì? — Disse Otto. — E va bene, allora vuol dire che mi abituerò.
[   Otto podniósł oczy na Claudia.
     — Stanę się naprawdę tak gruby jak ty?
     — Pewnie, wszystkie dorosłe pingwiny są grube.
     — Ach, tak? — Powiedział Otto. — I dobrze, w takim razie przyzwyczaję się.]

🖇

 [Nie możesz mnie zostawić, potrzebuję❤️cię]

🖇

     — Ehi, come ti chiami?
     — Gustavo. Posso giocare con voi la prossima volta?
     — Potrai giocare con noi quando tuo papà ti darà il permesso. Non sei ancora abbastanza grande.
     — Fuori non sono tanto grande, ma dentro sono enorme, — rispose Gustavo.
[   — Ej, jak masz na imię?
     — Gustavo. Mogę pobawić się z wami następnym razem?
     — Będziesz mógł bawić się z nami, kiedy pozwoli ci na to twój tata. Nie jesteś jeszcze dość duży.
     — Na zewnątrz nie jestem bardzo duży, ale wewnątrz jestem ogromny — odpowiedział Gustavo.]

🖇

[Otto i Leo zebrali maluchy w kółku.]

🖇

     — Oh, e va bene, — diceva Gustavo, tornando verso il gruppo. — Però so benissimo badare a me stesso. E tu sei un saputello, Otto.
     […]
     — […]  Claudio, io sono un saputello?
     — Sì, — confermò Claudio. — Un po’ sì.
[   — OK, OK — powiedział Gustavo, wracając do grupy pingwiniej młodzieży młodszej. — Ale umiem świetnie zadbać o siebie. A ty jesteś mądralą, Otto.
     […]
     — […]  Claudio, jestem mądralą?
     — Tak — potwierdził Claudio. — Troszkę tak.]

🖇

     — Sì, Otto, cosa c’è?
     — Ho una stranissima sensazione nella pancia. Mi sta chiedendo qualcosa. Cos’è?
     — Hai fame, credo.
     — Cos’è la fame?
     — È quando ti sembra che la pancia ti chieda qualcosa.
[   — Tak, Otto, co jest?
     — Mam dziwne uczucie w brzuchu. Prosi mnie o coś. Co to?
     — Myślę, że jesteś głodny.
     — Co to jest głód?
     — To jest kiedy wydaje ci się, że twój brzuch prosi cię o coś.]

🖇

Alex, questo è Gustavo: ha la lingua lunga, ma è un tipo molto simpatico.
     — […] Alex guardò timidamente il pinguino.
     — Se parli tanto, sarai anche capace di raccontare storie! Io adoro le storie. Dai, solo una! Per favore.
     Gustavo guardò Otto senza sapere che fare.
     — Non ho mai raccontato una storia: da dove la tiro fuori?
     — Dalla tua zucca. Sono sicuro che ce ne sono un sacco, lì dentro. Comincia con “C’era una volta” e vai avanti.
[   — […] Alex, to Gustavo, ma długi język, ale to bardzo miły koleś.
     Alex spojrzał nieśmiało na Gustavo.
     — Jeśli mówi dużo, będzie mógł również opowiadać historie! Uwielbiam opowieści. No, weź, tylko jedną! Proszę.
     — Gustavo spojrzał na Otto, nie mając pojęcia, co robić.
     — Nigdy nie opowiadałem żadnej historii, skąd mam ją wziąć?
     — Z twojej dyni. Jestem pewny, że jest ich tam w środku twej głowy całkiem sporo. Zacznij od „Pewnego razu był_ sobie” i samo pójdzie dalej.]

🖇

     — Otto! — chiamò Alex. — […]  io ho freddo, freddissimo.
     — Sì, Alex, lo so. Viviamo in un posto freddo, come vedi. Ti abituerai.
     — Tu ti sei abituato, Otto?
     — Be’, non proprio.
[   — Otto! — zawołał Alex. — […] zimno mi, obrzydliwie zimno.
     — Tak, wiem. Jak widzisz, żyjemy w miejscu, w którym jest zimno. Przyzwyczaisz się.
     — Ty się przyzwyczaiłeś, Otto?
     — Cóż, właściwie nie.]

🖇

I pinguini si aiutano a vicenda.
[Pingwiny pomagają sobie nawzajem.]

🖇

     — […] Come ti chiami? Mi sembra assurdo conoscere qualcuno e non sapere il suo nome. Io sono Otto.
     — Veramente un nome non ce l’ho, — disse il cucciolo. — La mia mamma mi ha sempre chiamato solo Ciccio.
[   — […] Jak masz na imię? Wydaje mi się szaleństwem znać kogoś i nie znać jego imienia. Ja mam na imię Otto.
     — Naprawdę nie mam imienia — odpowiedział foczy szczeniaczek. — Moja mam zawsze nazywała mnie Ziomek.]

🖇

Ma allora tu sei già stato in mare… È divertente?
[Ale byłeś już w morzu… Fajnie tam jest?]

     — Vorrei essere una foca, i pinguini ci mettono così tanto a diventare grandi! Ma non importa… mi abituerò!
[   — Chciałbym być foką, pingwiny potrzebują tak dużo czasu, by stać się duże! Ale nieważne… przyzwyczaję się!]

🖇

[dorosłe pingwiny nadal przynosiły z morza coś do jedzenia]

🖇

     — […] Forse sto davvero diventando vecchio. Sono stanco. Adesso basta con le domande.
     — Ancora una, per favore, Giustino! Una sola! — lo supplicò Otto.
     — E va bene, una, — concesse Giustino.
     — Voglio solo sapere quando potrò scivolare sulla pancia, — chiese Otto. — Ho visto i grandi che lo facevano, e andavano così veloce? Sembra divertentissimo.
     — Potrai scivolare quando avrai le penne da adulto, — rispose Giustino.
     — E quando mi verranno?
     — Questa è un’altra domanda, — replicò Giustino. — Avevo detto una.
[   — […] Może naprawdę się starzeję. Jestem zmęczony. Koniec z pytaniami.
     — Jeszcze jedno, proszę, Giustino! Tylko jedno! — błagał Otto.
     — Dobrze, ale tylko jedno — zgodził się Giustino.
     — Chcę tylko wiedzieć, kiedy będę mógł ślizgać się na brzuchu? — zapytał Otto. — Widzia­łem, jak robiły to dorosłe pingwiny. Poruszały się dzięki temu tak szybko. Wygląda to prze­za­bawnie.
     — Będziesz mógł się ślizgać, kiedy będziesz miał pióra dorosłego pingwina — odpowiedział Giustino.
     — A kiedy tak się stanie?
     — To jest drugie pytanie — odparł Giustino. — Zgodziłem się na jedno.]

🖇

     — Otto, — balbettò il piccolo. — Devo dirti una cosa.
     — Ti ascolto, — rispose Otto. — Cosa mi devi dire?
     — Tu… — Alex deglutì. — Tu… sei tutto spelacchiato!
     […]
     — Evviva! — strillò, lasciando Alex a bocca aperta.
     — Ma come, non sei preoccupato? — chiese il piccolo.
     — Preoccupato? — rise Otto. — Quando perdi le piume, vuol dire che stai crescendo!
[   — Otto — zająkał się pingwinowy maluch. — Muszę ci coś powiedzieć.
     — Słucham cię — odpowiedział Otto. — Co musisz mi powiedzieć?
     — Ttty… — Alex przełknął. — Ty… jesteś cały wyłysiały!
     […]
     — Hura! — wykrzyknął Otto, pozostawiając Alexa z otwartym dziobem.
     — Jak to, nie jesteś zmartwiony? — zapytał pingwinek.
     — Zmartwiony? — uśmiał się Otto. — Kiedy tracisz puch, to znaczy, że rośniesz!]

🖇

     — Cos’hai scoperto? — chiese Otto.
     — Che saremo presto in grado di andare in mare da soli, — rispose Leo.
[   — Co odkryłeś? — zapytał Otto.
     — Że niedługo będziemy w stanie ruszyć sami w morze — odpowiedział Leo.]

🖇

     — Nuotare? — disse Leo. — Cosa vuol dire?
     — È come volare, ma nell’acqua. Bisogna muovere le ali, me l’ha spiegato Claudio. È la cosa che sanno fare meglio i pinguini. Non vedo l’ora di provare, ma dobbiamo aspettare finché non avremo perso queste piume.
[   — Pływać? — powiedział Otto. — Co chcesz powiedzieć?
     — To jak latać, ale w wodzie. Trzeba ruszać skrzydłami, wyjaśnił mi to Claudio. Pingwiny robią to świetnie. Nie mogę się doczekać, by spróbować, ale musimy poczekać, aż stracimy puch.]

🖇

 [morze jest pełne jedzenia.]

🖇

[Otto spotkał ją (Giusi
na granicy dwóch kolonii pingwinów.]

🖇

Lei lo salutò con un: — Ehi, hai perso tutte le piume, adesso sei pronto!
     Otto la guardò a bocca aperta. — Tutte? Davvero?

[   Przywitała go słowami: — Ej, straciłeś cały puch, teraz jesteś gotów!
     Otto patrzyl na nią z otwartym dziobem. — Cały? Naprawdę?]

🖇

     — Grazie, Giusi. Devi avere avuto un ottimo papà, se ti ha spiegato tutte queste cose.
     — Sì, infatti. Ma quasi tutto il mio gruppo pensa che io sia una saputella.
     — Anche a me dicono la stessa cosa, — replicò Otto. — Sai che è proprio bello incontrare qualcuno come te?
[   — Dzięki, Giusi. Musiałaś mieć fantastycznego tatę, skoro wyjaśnił ci wszystkie te sprawy.
     — Tak, w rzeczy samej. Ale prawie cała moja grupa uważa, że jestem mądralą.
     — O mnie też mówią dokladnie to samo — odrzekł Otto. — Wiesz, że bardzo fajnie jest spotkać kogoś jak ty?]

🖇

     — Ehi, Otto! Sei un pinguino vero, tutto nero e bianco e giallo! E io?
     — Hai solo due ciuffetti di piume sulla schiena.
     — Oh, Otto, toglimeli con il becco, — lo supplicò Leo. — Ti prego!
     — No, — disse Otto. — Non ti farei un gran favore: le penne sotto potrebbero non essere ancora pronte.
     — Oh, okay, signor so-tutto-io. Me le farò togliere da qualcun altro.
     — No, Leo, aspetta. Il problema è che le penne devono essere ben impermeabili prima di andare in mare, altrimenti potresti annegare!
[   — Ej, Otto! Jesteś prawdziwym pingwinem, wszystko jak spod igły: czarne, i białe, i żółte! A ja?
     — Masz jeszcze tylko dwie kępki puchu na plecach.
     — Och, Otto, wyrwij mi je dziobem — błagał go Leo. — Proszę cię!
     — Nie, — powiedział Otto. — Nie wyświadczę ci tej przysługi: pióra pod spodem mogą nie być jeszcze gotowe.
     — Och, OK, panie wiem-wszystko-ja. Usunie mi je ktoś inny.
     — Nie, Leo, poczekaj. Problem polega na tym, że pióra powinny być doskonale wodoodporne, nim pójdziemy w morze, w przeciwnym razie mógłbyś utonąć!]

🖇

     — Annegare? Mi avevi detto che i pinguini nuotano bene.
     — Infatti. Quando le penne sono pronte. Non dovrai aspettare ancora per molto.
     — Uffa, sempre aspettare, — si lamentò Leo. — Possibile che non si debba fare altro?
     — È proprio così. Io, per esempio, devo aspettare te prima di poter andare in mare. Non ci vado senza di te.
     — Oh, Otto, davvero mi aspetterai?
     — Certo, — sorrise Otto. — Mi abituerò.
[   — Utonąć? Mówiłeś, że pingwiny świetnie pływają.
     — Rzeczywiście. Gdy pióra są na to gotowe. Nie będziesz musiał długo jeszcze czekać.
     — Jejku, czekać, cały czas czekać — poskarżył się Leo. — Czy to możliwe, że nic innego nie trzeba robić?
     — Dokładnie tak. Ja, na przykład, muszę najpierw poczekać na ciebie, by móc ruszyć w morze. Nie pójdę tam bez ciebie.
     — Och, Otto, naprawdę na mnie zaczekasz?
     — Pewnie — uśmiechnął się Otto. — Przyzwyczaję się.]

🖇

Dai, è facile!
[Dawaj, to łatwe!]


[Musisz zanurkować, by ją złapać, o tak. / spotyka rybę… otwiera dziób i…]

🖇

Giusi gli si avvicinò. — Allora, Otto, ti piace essere un pinguino?
     — Mi abituerò. — rispose lui felice.
[Giusi zbliżyła się do niego.
     — Więc, Otto, lubisz być pingwinem?
     — Przywyknę — odpowiedział szczęśliwy.]

Jill Tomlinson, Il pinguino che voleva diventare grande,
ilustr. Anna Laura Cantone, z j. ang. przeł. Chiara Gandolfi,
Giangiacomo Feltrinelli Editore, Milano 2023.

5516. Z oazy (CCLIX)

Nie­dzielne kilkutygodniowe odliczanie literek, raz. Istnienie tej książki wyjęłam pod­czas czytania tej. Klik, klik i miałam. To nie jest książka na dwa wieczory, bo możliwe jest przeczytanie jej w niecałą noc. Oznaczałoby to jednak jednocześnie utratę moż­li­wo­ści przeglądania się w zdaniach, akapitach i rozdziałach.

Nie, nie wszystko, o czym mowa w tej książce, będzie z Tobą rezonować; może być tak, że niewiele stwier­dzeń postawi Ci przed oczami wydarzenia z Twego życia, któ­rych nie zaszczycił_ś swoją uwagą od wieków, ale… Stawiam dolary przeciwko orze­chom, że przynajmniej je­den fragment da Ci do myślenia/czucia i zderzą się w Twej głowie kulki z godnym pozazdroszczenia dźwiękiem: bingo!

Nie śpieszyłam się, czytając. Nie śpieszyłam się, wybierając fragmenty, które chcę tu mieć. Cała przyjemność mądrość obcowania z tą lekturą była po mojej stronie.

Kiedy już złapiesz się na haczyk alkoholizmu, wydaje ci się, że świat wy­glą­da właśnie tak, jak sobie ustaliłeś. A ustalać musisz, bo przecież tak na­praw­dę nie widzisz rzeczywistości, do czego pod żadnym pozorem nie mo­żesz się przyznać. […].
     Właśnie to zaślepienie, przejawiające się w kompletnym braku kontaktu z rzeczywistością, jest cechą tej choroby. […] Zanim jednak znalazłam roz­wią­za­nie, przewędrowałam z zawiązanymi oczami, mimo że już na trze­źwo, szmat drogi, przewracając się, raniąc, gubiąc trop i znowu wra­ca­jąc na szlak. Ostatni odcinek przed metą przebyłam w całkowitej beznadziei.

🖇

Tajemnica i zarazem tragedia tej choroby polega na tym, że zło jest i nie jest zawinione. A granica jest płynna. W żadnym razie nie zdejmuje to od­po­wie­dzial­no­ści z alkoholika. Pokazuje tylko jego zagubienie.

🖇

Na terapii poznałam dziewczynę, która jednym tchem po­tra­fi­ła wymienić piętnaście sławnych nazwisk branżowych. Pięt­na­stu trupów, którzy za­ła­twi­li się alkoholem. Ale zanim to się stało, osiągnęli szczyty intelektualne i artystyczne. London, Faulkner, Fitzgerald, Heming­way, Chandler, Hła­sko, Osiec­ka, Kofta, Wojaczek, Kaczmarski, Jerofiejew, Fallada, Lowry, Hammett, Capote. Tasowała te nazwiska niczym wizytówki wpływowych przyjaciół, a może nawet krewnych. […] na ze­wnątrz wyglądało to jak za­czep­na deklaracja: tak, jestem niegrzeczna i nieznośna, ale przecież Heming­way też był. I Bukowski. I Baudelaire. Wielcy ludzie mogą być nieznośni.

🖇

Półśrodki – gwóźdź do trumny emocjonalnych kloszardów, tych, którzy nie mają nic do stracenia, bo niczego już nie posiadają, ale wciąż jeszcze udają, że są panami sytuacji.

🖇

Miałam być grzeczną i czystą dziewczynką. Niesprawiającą kłopotów. Pomoc­ną. Rezolutną. Taka dziewczynka to prawdziwy skarb dla rodziców i dziadków. I w ogóle dla całej okolicy, dla lokalnej społeczności. Właściwie grzeczna dziewczynka to skarb narodowy. Można się nią pochwalić i sporo rzeczy załatwić sobie w życiu. Grzeczne dziewczynki mówią dzień dobry, przepraszam i dziękuję. Wdzięcznie się uśmiechają, nie zadają kłopotliwych pytań, w ogóle nie odzywają się nieproszone. Są uważne i w najbardziej odpowiednim momencie wkraczają do akcji, przejmując nieswoje obo­wiąz­ki i odpowiedzialności.

🖇

Grzeczne dziewczynki są wyprodukowane na potrzeby innych. Są od­dzie­lo­ne od swoich ciał, zatem można zrobić z nimi wszystko, nie zareagują, nie odpowiedzą, bo nie czują. A nawet jeśli czują, i tak nic nie powiedzą, są wy­szko­lo­ne, mają świadectwo ukończenia kursu dla milczących, zawsze chęt­nych dziewczynek. Dyplom, oprawiony w śliczną pozłacaną ramkę, do po­wie­sze­nia na ścianie pomiędzy pozostałymi niepotrzebnymi i kom­pli­ku­ją­cy­mi życie trofeami, zdobytymi na dodatkowych kompletach, seminariach i szkoleniach na kogoś innego niż prawdziwa ja.
     […]
     Człowiek bez „nie” ma w rękach, w głowie, potężną broń, wymierzoną przeciw krzywdzicielom i światu, a tak naprawdę skierowaną przeciwko sobie. […] miotam się, ale znoszę. Nikt by nie zniósł, a ja znoszę. Tak oto jed­no splatało się z drugim, nieumiejętność wyrażania własnych potrzeb i strach przed odrzuceniem z łatanym byle czym poczuciem niższości i mści­wo­ścią. Z tego złożony jest człowiek bez „nie”.

🖇

Nie mówić, nie pytać, nie komunikować, nie pokazywać. Udawać, że wszystko jest w porządku, że nad tym panuję, mam kontrolę. Nad niczym oczywiście kontroli nie miałam, ale nikt nie powinien o tym wiedzieć. Potrafiłam ją zagrać. Zorientować mógł się tylko ktoś, kto dobrze wiedział, o co chodzi. Ktoś, kto sam kiedyś tak udawał, zrozumiał dlaczego, a potem przestał.

🖇

Myślałam, że wiem o co chodzi. Nie miałam pojęcia. Bo w tej kwestii wy­star­czy­ło drobne przesunięcie, by niby precyzyjnie wyznaczone linie rów­no­le­głe spotkały się w chaotycznej kolizji. […] grałam w ulubioną grę tych, któ­rzy niby chcą, ale jednak wcale nie, a na pewno nie tego, o co py­ta­ją i o co jakoby proszą. Zawracają ci głowę, żeby się poużalać, pokotłować w swojskim, wygodniutkim błotku, wciągnąć cię do tej ponurej zabawy, a nie żeby poznać rozwiązanie, zastosować się do rady i wyjść z bajorka. Gra w tak, ale[…].

🖇

Poczucia odrzucenia, niespełnienia, pustki, rozpaczy, ogromnego żalu, ko­szma­ru poczucia winy, zadziwiającego braku siły woli, zupełnego nie­li­cze­nia się mnie ze mną.

🖇

Kiedy jesteś w środku pędzącego na zatracenie pojazdu, niewiele widzisz. […] Dopiero pod przymusem zaczęłam […] widzieć. Nie był to przyjemny widok, ale bez wysiłku przedzierania się przez moje bagno, nie mogłabym dojść tam, gdzie dziś jestem.

🖇

„O co chodzi, nie chcesz pić, to nie pij! Wystarczy powiedzieć nie”. Otóż nie, nie wystarczy. Czy ma to związek z silną wolą? Wątpię, by to pojęcie miało jakiekolwiek odniesienie do uzależnienia. Nie chodzi o brak woli. Chodzi o brak siły, by tę wolę wprowadzić w życie, by decyzję utrzymać i zre­a­li­zo­wać. Zwłaszcza gdy pojawia się sygnał, zagra łowiecka trąbka. Ogary ru­sza­ją i już nic nie masz do powiedzenia. Później się dowiedziałam, że muszę zrobić wszystko, by nie dopuścić do usłyszenia tego sygnału, zdra­dziec­kie­go śpiewu syren. Póki te mityczne suki milczą, jestem bezpieczna. Muszę trzy­mać się poza polem rażenia ich głosu, zatykać uszy.

🖇

[…] lęk nie znosi konkretów, faktów i realiów,
lęk karmi się niewiadomą.

🖇

Aż zrozumiałam, że czekanie jest stanem umysłu, że jest wielu takich jak ja, którzy ślizgają się zaledwie po powierzchni teraźniejszości, wypatrując na­stęp­ne­go momentu i oczekując, że właśnie on będzie bardziej sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cy, że za następnym zakrętem zdarzy się coś wartego uwagi, coś cie­kaw­sze­go niż to teraz, dopiero za kolejną górą odsłoni się prawdziwie za­pie­ra­ją­cy dech w piersi widok. Jeszcze nie ten, jeszcze nie to, jeszcze nie teraz. […]
     Okazało się, że to tylko kwestia zmiany perspektywy. Aż. Bo zajęło mi to zbyt wiele czasu.

🖇

Już nie mogło być tak, jak dawniej, już wiedziałam, że tym razem ten nu­mer nie przejdzie. Coś trzeba zrobić. Coś muszę zrobić. Coś. Niech coś się wy­da­rzy. Boże, gdybym teraz miała umrzeć… w takim głupim miejscu. Taka… niezrobiona, nawet niezaczęta.
     No, to się ulitował, postanowił mnie dokończyć. Nie osobiście, przecież ten, którego imienia wolałam nie wypowiadać, podobno mówi i działa przez innych ludzi. Potrzebny był podstęp, czyli tak zwany przypadek. Sze­reg przypadków, bo komuś tak niezwykłemu, tak nienasyconemu i tak nie­do­wierzającemu jak ja nie wystarczył jeden. […] Gdzieś, przy okazji, mi­mo­wol­nie, natknęłam się na informacje, których nie szukałam, szukając czegoś całkiem innego – moc jungowskiej synchroniczności (określanej też jako serendipity) nie przestaje mnie zadziwiać – a wylądowałam z czymś, co odmieniło moje życie.

🖇

Musiałam odkryć ten błąd, niedokręconą śrubkę. Stos źle zainstalowanych pod­ze­spo­łów, wciśniętych na siłę, wepchniętych byle gdzie, przy­twier­dzo­nych byle jak, w pijanym widzie przez niedouczonych monterów, uda­ją­cych wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Żeby ruszyć z miejsca, mu­sia­łam rozplątać cały mechanizm, moje poczucia i przekonania o wszyst­kim, o mnie, ludziach, świecie, Bogu. Musiałam zacząć w tym na serio i z uwa­gą grzebać, wyciągać na wierzch każdy, najmniejszy nawet kabelek, włosowate naczynko myśli i sądów. […]
     Anonimowi Alkoholicy mówią, że na samym początku potrzebne są tylko trzy rzeczy: gotowość, uczciwość wobec siebie i otwarty umysł.
     Gotowość, jakakolwiek i do czegokolwiek, wynikała u mnie zawsze z cier­pie­nia, z dojścia do muru i walenia weń głową do krwi, do strzępów skóry znaczących ceglaną powierzchnię niedyskretną pieczęcią rozpaczy i bezsiły. I, prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, by jakikolwiek alkoholik zaczął robić cokolwiek z własną chorobą bez tego przymusu. Nie spotkałam nigdy prawdziwego alkoholika, który przyszedłby na terapię do ośrodka leczenia odwykowego czy mityng do Anonimowych Alkoholików, bo nie miał lep­sze­go pomysłu, bo noc taka piękna, a on się nudził, bo miał taki kaprys, bo przygoda wzywa.

🖇

Zdałam sobie sprawę, że dokonując dowolnego wyboru, zawsze pozbawiam się innego rozwiązania. Strata zatem jest pewna. Nie chciałam już dłużej uda­wać, że mogę mieć wszystko, wystarczy się tylko bardziej postarać albo poczekać na lepszy moment.

🖇

Nie jest łatwo porzucić […] komfort, nawet jeśli pod prze­ście­ra­dłem wyczuwasz lekko uwierający kamyczek. A potem drugi i trzeci.

🖇

Zmiana perspektywy była możliwa dopiero wtedy, gdy przyjęłam, że każdy rozwój wymaga wysiłku, że aby coś osiągnąć, muszę coś zrobić, choćby wspiąć się na palce. Czasem, później, ten wysiłek oka­zy­wał się tak nie­wiel­ki. Chodziło tylko o to, żeby zacząć, podjąć działanie…

🖇

Zdzieranie przekonań trwa latami,
warstwa po warstwie,
nie da się tego przyspieszyć.

🖇

Słyszę „Bóg”, czytam „Bóg” i wiem doskonale, że to nie ma znaczenia, bo nie­wykluczone, że wszyscy mówimy lub myślimy o tej samej Sile, albo chociaż ją przeczuwamy, nawet jeśli nie umiemy nazwać.

🖇

Potrzebowałam pomocy tej ogromnej Siły, w którą wierzyłam. Trzeba było tylko rozprawić się ze starymi przekonaniami, dostrzec w Niej pomoc i wspar­cie, a nie bezduszną Moc, idącą jak taran przez moje życie, karzącą za każde odstępstwo od Jej wielkiego planu stworzenia. Wina i kara? Nie. Nie istnieje nic takiego. Są tylko odpowiedzialność i konsekwencje. Odkąd zaczęłam drążyć i badać, prostować definicje, wiedziałam, że odpo­wie­dzial­ność jest pojęciem podstawowym, że jest czymś, co mi służy (choć wcześniej z całego serca jej nienawidziłam), co jest dla mnie, a przede wszystkim, co po prostu jest. Jak rzeczywistość.

🖇

Nieruszana, nieużywana gotowość,
dezaktualizuje się i wietrzeje.

🖇

To, jak o czymś, o kimś mówię, nie tylko ujawnia mój do tego stosunek, ale też modeluje go, w pewien sposób stwarza.

🖇

Opiekuńczy. Hojny. Nieograniczony. Wspólny. Dlaczego wspólny? Skąd mi się to wzięło? Czuję, że jest bardziej wspólny niż osobisty i prywatny. Że wię­cej daje wszystkim, jako całości, niż pojedynczym stworzeniom. […]
     Gdy staję się częścią całości, mogę czerpać z mocy.

🖇

Miłość to wierność, odpowiedzialność, wiara, zaufanie i troska.

🖇

Nie miałam wtedy pojęcia, bo i skąd, jakie owo nieszczęście daje mi możli­wo­ści. Wypadały mi z rąk kolejne podpórki […]. Zostałam sama ze sobą. Z sobą-nikim. Teraz mogłam coś zacząć. Jeszcze nie wiedziałam co ani jak, ani nawet, że to ten moment. Nadal poruszałam się jakby na oślep, nie­świa­do­mie, ale z perspektywy czasu sądzę, że byłam prowadzona od zdarzenia do zdarzenia, od przypadku do przypadku. Od upadku do ratunku.

🖇

W życiu nie ma prób. Żyjesz i już. Twoje decyzje i wybory płyną dalej, rozlewają się na innych, na rzeczywistość.

🖇

Kobiety w ogóle uzależniają się szybciej niż mężczyźni i alkohol ma na nie dużo bardziej szkodliwy wpływ. Uzależnione poważniej chorują i szybciej się degradują. Ta teoria jak najbardziej mnie przekonuje, znajdując po­twier­dze­nie w biologicznej budowie kobiecego ciała: alkohol rozpuszcza się w wodzie, nie w tłuszczu, procentowa zawartość tłuszczu w ciele kobiety jest większa niż w ciele mężczyzny, zatem ta sama ilość czystego alkoholu wprowadzona do organizmu ważących tyle samo kobiety i mężczyzny uzy­ska większe stężenie w ciele kobiecym. Większe stężenie to większa trucizna. Jeśli dodać do tego, że u kobiet metabolizm alkoholu zachodzi wolniej, czyli dłużej przebywa on (a dokładniej aldehyd octowy, dużo bardziej toksyczny niż sam etanol, produkt rozkładu alkoholu) w ich ciałach, wychodzi dość pro­ste równanie. Bardzo niekorzystne dla kobiet. Nie ma to nic wspólnego z dyskryminacją, to rzeczywistość, banalne fizjologiczne fakty. A z faktami się nie dyskutuje, choć ja próbowałam. Długo i zażarcie. Przegrałam. Na szczęście na tyle wcześnie, że nie zdążyłam przegrać życia.
     Alkoholizm to cholernie demokratyczna choroba. Być może kobiety, przy­naj­mniej niektóre, muszą mierzyć się z boleśniejszymi stereotypami i pokonywać większe przeszkody w trzeźwieniu – żony alkoholików same wysyłają mężów na mityngi AA czy spotkania terapeutyczne, mę­żo­wie al­ko­ho­liczek… O ile jeszcze przy nich są, mówią raczej: „Bierz się za dom i ro­dzi­nę, nadrabiaj, sobą już się zajmowałaś, chlając”. Jednak jeśli chodzi o sa­mą istotę alkoholizmu, a mówiąc ściśle owo duchowe zwichnięcie, które pcha do poszukiwań ulgi za wszelką cenę, nie ma specjalnych różnic. Ducha mamy jednakiego rodzaju. Wierzę, a wiara ta poparta jest do­świad­cze­niem, że uzdrawia się go metodami niezależnymi od płci, wieku, rasy, wyznania, wykształcenia i stanu posiadania.

Mika Dunin, Alkoholiczka,
Wydawnictwo WAM, Kraków 2020.
(wyróżnienie własne)

Nikt nie był przecież w stanie
uratować mnie… przede mną.

🖇

[…] dotrzeć do […] najgłębszego sensu. Patrzeć pod świa­tło, jak w źdźbło trawy, które rozpływa się w ja­rzą­cych promieniach słońca, ale dzięki temu, że gubi swój kontur, odsłania nowy wymiar, wewnętrzny, zagadkowy.

🖇

[…]  jest głęboki sens
        w przyznaniu się do siebie […].

🖇

Usłyszałam kiedyś, że alkohol był nie tylko lekarstwem, ale też ratunkiem. Być może uchronił mnie przed sza­leń­stwem, więzieniem lub samobójstwem […]. Gdy­by nie alkoholizm i to, do czego mnie doprowadził, gdy­by nie stan, który był nie do znie­sie­nia i nie do unie­sie­nia, nig­dy bym nie szukała czegoś innego. Możliwe, że grzecznie i bezrefleksyjnie tkwiłabym w […]. A jednak przytrafiła mi się ta przypadłość i sprawy potoczyły się inaczej.

🖇

Anonimowi Alkoholicy mówią, że w rękach Boga ciem­na przeszłość jest największą wartością, jaką po­siadamy. Jest kluczem do szczęśliwego, warto­ścio­we­go życia innych. Ktoś może się czegoś na moich błę­dach nauczyć. Z prawdziwą, niezafałszowaną re­tu­szem i lukrem przeszłością staję się żywym dowodem na dzia­ła­nie Boga. Albo, jeśli kto woli, sił opiekuńczych, na­tu­ral­ne­go porządku świata, kosmicznej energii. Zobaczcie, gdzie byłam, jaka byłam i kim byłam. Zobaczcie, jaka jestem teraz. Cuda się zdarzają.

(tamże)

sobota, lipca 06, 2024

5515. Czekariat (XCI)


Kaan.

[…]  chcę łapać siebie,
która się sobie wymykam.

Katarzyna Michalczak, Gdzie zgłosić dzikie zwierzę,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.

5514. Czekariat (XC)


Kaan.

Kiedy idziesz przed siebie, zawsze coś znajdziesz.

Katarzyna Michalczak, Gdzie zgłosić dzikie zwierzę,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

5513. Czekariat (LXXXIX)


Kaan.

Rzeczywistości, zaskakuj mnie. Rzeczy­wi­sto­ści, zadziwiaj mnie. Spra­wiaj, że kręci mi się w głowie od poczucia, że nic nie wiem i nic nie rozumiem, że kolejny raz przestawiam sobie świadomość. Jestem na tak. Kocham nowości.
     Tylko nie każ mi, rzeczywistości, wstydzić się za moje nie­ade­kwat­ne ataki gniewu, za moje nieuzasadnione wybuchy euforii.
     To nie moja wina: ja się staram, ale nie zawsze wychodzi.

Katarzyna Michalczak, Gdzie zgłosić dzikie zwierzę,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

5512. Czekariat (LXXXVIII)


Kaan.

Pozwalam sobie na to, jeśli to czuję. Nie umiem sobie tego odmówić.
     Po prostu staram się pamiętać, że to minie tak szybko, jak się pojawiło.
     I że ta nagła utrata będzie bolała.
     I że nie umiem inaczej: tak, to jest naj­waż­niej­sze, czego się nauczyłam.

Nie umiem inaczej.

Katarzyna Michalczak, Gdzie zgłosić dzikie zwierzę,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

5511. Czekariat (LXXXVII)


Kaan.

[…]  pewne rzeczy są dla nas niedostępne, ale za to dostępne są inne rzeczy. I że świat cały czas może być dla nas przyjemny, atrakcyjny – na naszych zasadach. A pewnych spraw się nie przeskoczy.

Katarzyna Michalczak, Gdzie zgłosić dzikie zwierzę,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.

5510. Czekariat (LXXXVI)


Kaan.

Wyjdę z tego kryzysu: w końcu jestem rzeką.

Katarzyna Michalczak, Gdzie zgłosić dzikie zwierzę,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

5509. Czekariat (LXXXV)

Jestem wyszkolona w czekaniu. Wyszkolona wzo­ro­wo. W czekaniu na lekarza. Na pomoc. Na tabletkę. Na chłod­niej­szy dzień. Na wspólną chwilę. Na książ­kę. Na sen. Na rozmowę. Na bólu koniec. Na sens. Na wyjście z domu. Na, szturchający moją dłoń, psi nos. Na dobro. Na właściwy moment. Ja to wszyst­ko umiem jak mało kto. A mimo to.

Z trudem czekało mi się, aż kromeczki z tego­rocz­ne­go pleneru wybiorą dla siebie książkę. Jest! Nie, to jednak nie ta. Ta! Nie! Kręciły nosem. Stra­ci­łam nadzieję, choć jednocześnie wierzyłam, że do końca roku na coś się zdecydują.

Odpuściłam. Nie naciskałam. Żadnych ner­wo­wych ruchów i po­sztur­chi­wa­nia. Minął prawie miesiąc, choć wrażenie, jakie zrobiła na mnie ta kro­meczka, wciąż jest bardzo świeże. Dziś, coś potrzebowałam spraw­dzić, na szybko odnaleźć pewien fragment i, wiedziałam w oka mgnie­niu, wybrały!


Kaan.

Osoba twórcza, zwłaszcza ta o genderze ko­bie­cym, albo zostanie uzna­na, albo zostanie wy­gna­na. Nie ma trzeciej drogi. A ten wybór nigdy nie dokonuje się ostatecznie. Zawsze ostatecznie oka­zu­je się, że cały czas balansuje na granicy.
     Ale właściwie niezależnie od tego, która opcja się wydarzy – osoba twórcza kończy jako wiedźma.
     Bo jest jej za mało, wciąż za mało. I tam, i tu.
     Twórczość realizuje się w duchowości, i dla wiedźmy nie ma miej­sca w głównym nurcie.

Katarzyna Michalczak, Gdzie zgłosić dzikie zwierzę,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.

5508. 188/366

litania do innego czucia własnego życia.
     perspektywa — można zmienić,
     nastawienie — można zmienić,
     podejście — można zmienić.
w imię ojca, syna i ducha świętego*, amen.

188/366

_________
  *  w wolnym tłumacze­niu: czując za ple­ca­mi wsparcie tych, które i którzy na­ni­za­ni na naszą genealogiczną żyłkę byli tu przed nami; po­ko­le­nie po pokoleniu cier­pli­wie i rów­no­mier­nie rozłożeni na osi cza­su, wciąż tu — we mnie — są.

czwartek, lipca 04, 2024

5507. 186/366

do wczoraj, przez długi czas, dzień po dniu, zniechęcona nie wiedzieć czym albo wszyst­kim, włóczyłam się po swoim życiu, prze­sia­du­jąc bez prze­konania w jednym czy dru­gim ką­cie, przy­stając przy mniej­szym lub większym konflikcie we­wnętrz­nym, mie­rząc się z tym, co wydaje się nie­uniknione.

nie spo­ty­ka­łam zbyt dużo liter, żadne z na­pot­ka­nych nie przy­no­si­ły ukojenia, po­zo­sta­wia­ły po sobie tylko tęsknotę za ta­ki­mi, któ­re wska­zu­ją wprost na światło, są­czą­ce się zza ledwo co uchy­lo­nych drzwi, których ist­nie­nia nawet nie przeczuwałam.

otępienie zachwytu życiem zatrzymał dziś listek botwinki.

186/366

[…]  znajdowałem się na łasce
        tak wielu znaków zapytania […].

James Baldwin, Następnym razem pożar,
przeł. Mikołaj Denderski, Karakter, Kraków 2024.

☆ ☆

[…]  każdy z nas sam dla siebie jest wielką zagadką; musimy szukać samych siebie po często nieoczywistych śladach.

porzuć wszystko, co wiesz.
[…]
zmów starą modlitwę dzikiej miłości,
otwórz szeroko ramiona.

 //  David Whyte, fragm. Tilicho Lake.

Jest w nas coś, co trwa pomimo wszystkich zmian i zmagań, pomimo zgiełku bitew, w których ścierają się absolutne rze­ko­mo racje.

Richard Rohr, Nieśmiertelny diament. W poszukiwaniu
prawdziwego ja
, przeł. Marek Chojnacki, WAM, Kraków 2013.

niedziela, czerwca 30, 2024

5505. O perspektywie…

Sadownik:
(na rekonesans Wschodniego Festiwalu Fotografii
pojechał i, między innymi, zdjęcie pięknej łazienki przywiózł)

Jabłoń:
(widząc rekwizyt nie każdej łazienki,
uwzględniwszy osobiste doświadczenie,
obśmiała się, bo zobaczyła potencjał na cztery
stanowiska do rehabilitacji neurologicznej
)

🍆

sobota, czerwca 29, 2024

5504. 181/366

zarzut sensowny. reakcja nieadekwatna. bingo*!

181/366

__________
  *  gada lematami… zderzyły się w gło­wie kulki, gada… w samoobronie, gdy czuje, że ją znikają.
     aktualizacja zakończona: już wie, że nie mogą jej zniknąć; znika ją tylko prze­szłość, jeśli jej na to pozwoli.

Alice Merton, No Roots.

poniedziałek, czerwca 24, 2024

5503. 176/366

bezgraniczna, nie­wysławialna, ale wy­czu­wal­na do szpiku je­stes­twa, ma swój rytm, czasem ledwo już wyczuwalne tętno. wraca, zataczając kolejne sępie koła. żałoba.

176/366


fot. Hawwa, fragmenty.

*


Camille Saint-Saëns, Łabędź [z:] Karnawał zwierząt,
Yo-Yo Ma (wiolonczela), Kathryn Stott (fortepien),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #79.


Autor(ka) nie do ustalenia.