czwartek, marca 02, 2017

2251. Znaczący drobiazg

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

(wczoraj wieczorową porą)
Pan Ciasteczko:
(wyrwał się ze służbowej kolacji i dzwoni)

Sadownik-Solenizant & Jabłoń:
(rozmawiają o tym, co jest)

Jabłoń:
I mam dla Ciebie jeszcze jeden prezent:
puściłam się!
(i wyjaśnia, co to znaczy)

__________
‡ Na rehabce z Magą Jabłoń ćwiczy na trampolinie, trzymając się linki asekuracyjnej. Obok przechodzi Oj Tè, idący do swojego pacjenta, i pyta: a czemu się trzyma? Jabłoń odpowiada, że jej głowa kurczowo trzyma się tego sznurka. Oj Tè poszedł, a Jabłoni z przekory wykiełkowało: a może mogę się puścić choć na chwilę?
     Jedno ćwiczenie robię już bez linki. Poinformowałam Oj Tè, że gdyby potrzebował rekomendacji jako Kusiciel, to Jabłoń podpisze się pod nią z przyjemnością.

mój stan posiadania na wczoraj wieczór:

licznik: 5700 powtórzeń.

środa, marca 01, 2017

2250. Nieśpiesznik (I)

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj Gepardzica zapytała mnie, czy znam tego Autora i jego książkę. Wcześniej zapytał Ją o to Smoku. Nie, nie miałam pojęcia. Nie zauważyłabym. Przegapiłabym. I szkoda byłaby niepowetowana.

Skoro Gepardzica mówi: będzie ci się podobać, skoro Smoku tak mówi, nie patrzyłam. Zasadę dusigrosza książkowego łamałam z perspektywą na literkową rozkosz — czyż nie po to tworzymy zasady? Zrujnowałam trzydzieści parę złotych w ostatnim dniu lutego, nie patrząc na bilans zamknięcia miesiąca. Nabyłam obydwie książki tego Autora. I?

I. I czytam je, tak jak były wydane. I nie śpieszę się. Pierwsza książka jest też (!) o chodzeniu, co ubawiło mnie setnie na dzień dobry mówione wieczorem. Są w niej ulice, po których chodzę. Są miejsca, których już nie ma. Jest zaklęta w zdania i akapity niezwykła i niebanalna uważność Autora. Jest wzruszenie czytelnika lub jego szczery śmiech. Jest również piesiurka, która w książce nie gubi sierści.

Piękne jest to, że czytając książkę teraz, kończy się ją przemierzając z Autorem późną jesień i zimę. Zamknęłam książkę u progu pięknej wiosny. Idę do drugiej książki. Idę ją czytać bardzo powoli, bo trzeciej póki co nie ma.

Tak. Uwaga jest procesem wymagającym bardzo pojemnego RAM-u. Żeby się skupić, trzeba oczyścić umysł z myśli, planów, zmartwień i pośpiechu. Skupienie jest odprężeniem. Uwaga nie pojawia się wtedy, gdy ktoś komuś zwraca uwagę, ani tam, gdzie słychać krzyk „Uważaj!”. Uwaga to zauważanie.
     Opowiadali o którymś z wielkich cadyków, że kiedy uczniowie pytali go o sekret jego mądrości, on odpowiedział: „To proste. Jak siedzę, to siedzę, jak stoję, to stoję, jak idę, to idę”. Na to uczniowie: „Ale nauczycielu, przecież my robimy to samo co ty!”. A on: „Nie. Wy jak siedzicie, to już stoicie, a jak stoicie, to już idziecie”.
     Uwaga jest trudną postacią miłości.

*

W mieście nigdy nie jest naprawdę cicho ani naprawdę ciemno. Nawet w nocy i nawet za zamkniętymi oczami.

*

Kostka bauma, największy zwycięzca transformacji. Nie cierpię dziwki. Jest już właściwie wszędzie. Z jakichś względów nie umieją jej u nas położyć równo.

*

Miała długie nogi i pięknie rozkładała je na boki, żeby nie przeszkadzały jej w locie. Była komarem. Dostała się między szyby mojego starego podwójnego okna i starała się znaleźć jakąś przerwę w szkle. Moje okno ma dolne lufciki otwierane na boki. Ramy są spaczone Zewnętrzny lufcik od czterech lat nie był otwierany, bo mógłby się z powrotem nie zamknąć. Wewnętrzny od równie dawna nie był zamykany. Ona była na tym świecie najwyżej od miesiąca.

*

Latający obrazek, motyl pawik fruwał tuż nad trawnikiem Towarowej, koło gruszy.

*

Na latarni koło ujścia Traugutta do Krakowskiego wisi szczątek drukowanego ogłoszenia, w którym wróżka anonsuje „Nie daję nic do środka, ale obiecuję spokojny sen”.

Michał Cichy, Zawsze jest dzisiaj,
Czarne, Wołowiec 2014.
(wyróżnienie własne)

2249. bez mentalnego cukru

nie mam dzieci — powiedziała jakiś czas temu w pierwszym zdaniu.
nie mam zgody ja, by definiować człowieka bezami.

bez pracy.
bez wykształcenia.
bez cukru.
bez glutenu.
bez lukru.
bez różu.
bez mężczyzny.
bez kobiety.
bez nałogów.
bez zobowiązań.
bez zwierząt.
bez makijażu.
bez prawa jazdy.
i co jeszcze niby jest tak piekielnie ważne?

bezy to wyrób cukierniczy, nie miernik sensu, człowieczeństwa czy szczęścia.

wtorek, lutego 28, 2017

2248. Chwila, nie książka

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wszystko, co w tytule ma chodzenie, jest dla mnie od dłuższego czasu potencjalnie interesujące. Gdy wpadł mi do ręki ten tytuł, rzuciłam to, co czytałam, by przejść tę książkę od początku do końca.

Błyskotliwa. Bardzo ważna między wierszami. Niuans goni w tej książce niuans. Uczucia niepopularne, ale nie nieistniejące, kryją się między znakami interpunkcyjnymi, czekając na człowieka, który je zauważy, dotknie, uzna za znane.

[…] bardzo cienka jest granica między wstydem a nieuprzejmością.

*

     — Myślę, że to siedzi trochę… — Zamilkłam na sekundę zawstydzona, po czym dokończyłam najcichszym możliwym szeptem: — w psychice.

*

[…] czytałam, że po powrocie z podróży w kosmos jest się młodszym, niż gdyby zostało się na ziemi, bo czas jest pojęciem względnym. Jeden dzień z Epsilonem to przykładowo nie to samo, co jeden dzień bez niego.

*

Doskonale pamiętam małą, dziwną dziewczynkę z orkiestry dętej szkoły Lutvann. Szła za główną orkiestrą, która grała, a przed orkiestrą początkujących, która tylko wlokła się z tyłu.

*

Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Epsilon wyglądał tak bardzo inaczej niż w domu. Jeśli się zastanowić, to był też zabawniejszy, i to w dobry sposób. […] poczułam całkowity spokój, bo zrozumiałam, że zazdroszczę tylko sobie samej, to ja z nim byłam.

*

     — Mam przestać pytać?
     — Przestań czekać, Matheo.

*

Na stoliku koło kanapy leży talia kart, którą gram w Piotrusia. Nie zdarza się to często, bo ja jestem niecierpliwa, a Epsilon chciwy. Poza tym niezbyt pasuje, kiedy Epsilon przed każdym ruchem traci kilka minut na rachunek prawdopodobieństwa, natomiast na nie chcę grać, jeżeli nie ma o co.

*

     — Nienawidząc człowieka, nienawidzimy w jego obrazie czegoś, co tkwi w nas samych — powiedziałam, kiedy marudził, że nie zamykam za sobą szafek. — Nie martwi nas to, czego w nas nie ma.

*

Epsilon mówi, że statystycznie najbardziej prawdopodobna jest śmierć w łóżku.
     Może powinnam wstać.

Kjersti Annesdatter Skomsvold, Im szybciej idę, tym jestem mniejsza,
przeł. Katarzyna Tunkiel, Media Rodzina, Poznań 2014.

2247.

między kulturą a naturą. w sobotę
między toaletą a wystawą.

w Instytucie Fotografii Fort.

sobota, lutego 25, 2017

2246. I ćwiczę!

Jabłoń:
(schodzi z bosu, odwraca się i widzi Sadownika)

Sadownik:
(stoi na progu pokoju i uśmiecha się)

Jabłoń:
(dociera do niej, że Sadownik stał tam dłuższą chwilę)
Kochanie, ćwiczenie to czynność intymna!

Sadownik:
(wyciąga ręce)
Chodź tu do mnie, Intymniaku!

(2240+5). Idę!

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przedwczoraj. Na rehab i z powrotem. Z kulami niesionymi w ręku na wszelki wypadek, gdyby były potrzebne. Nie były. Dumna byłam, gdy po wszystkim stanęłam pod drzwiami naszego ula.

Wczoraj. Załatwić coś w Śródmieściu, a potem na Ochocie. Decyzja zapadła. Kule zostały w domu. I duma, i szczęście, i wolne ręce. Czekałam na ten dzień, marzyłam. A on przyszedł po cichutku. Reks! A wieczorem czytałam słowa, pod którymi kryje się doświadczenie, którego smak wciąż poznaję.

Teraz znalazłem się w środku czegoś zupełnie nowego. Stojąc przed lustrem, widziałem zmiany zachodzące w moim ciele. Nocą, w ciszy mógłbym przysiąc, że słyszę, jak to ciało się rozwija. Niedługo odzieję się w nowe ja, znajdę się w miejscu, gdzie nie byłem nigdy przedtem.

*

Lubiłem samo doznanie poruszania się po mieście na własnych nogach.

*

Żadnych „jeżeli”, „i” czy „ale” — wpadłem jak śliwka w kompot.

Haruki Murakami, Na południe od granicy, na zachód od słońca,
przeł. Aldona Możdżyńska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013.
(wyróżnienie własne)

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 5400 powtórzeń.

(2242+2=2211+33). Nieoczywistości (II)

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wielkim japońskim poetą jest — pomyślałam. Choć pisze prozę.

Ponieważ temat, pomysł, okoliczność spotkałam całkiem niedawno w damskim pisaniu, ciekawa byłam męskiej perspektywy — zajrzeć na chwilę za kotarkę oddzielającą jedną płeć od drugiej. Dałam upolować się tej książce.

To powieść, może? Powiastka? A może również baśń, która odsłania pragnienia i naszą bezbronność, pozwala im być? Dotyka czegoś delikatnego, niewysłowialnego. Dotyka kamienia węgielnego człowieczeństwa? Biada tym, dla których życie oczywistością jest — ta książka o tym nie jest.

Jeśli wystarczająco długo patrzy się na deszcz i nie myśli o niczym, człowieka stopniowo ogarnia uczucie, że jego ciało się uwalnia, otrząsa z rzeczywistości świata. Deszcz ma hipnotyzującą moc.

*

     — Dlaczego tak się we mnie wpatrujesz? — pytała.
     — Bo jesteś ładna — odpowiadałem.
     — Jesteś pierwszą osobą, która mi to mówi.
     — Tylko ja o tym wiem — mówiłem. — A możesz mi wierzyć, że wiem, co mówię.

*

Przez jakiś czasto okres, którego długości nie da się zmierzyć. Przynajmniej nie może tego uczynić osoba, która czeka.

Haruki Murakami, Na południe od granicy, na zachód od słońca,
przeł. Aldona Możdżyńska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013.

piątek, lutego 24, 2017

2243.

— podoba ci się? interesuje cię? porusza?
— tak.
— ale co?

*

— podoba ci się? interesuje cię? porusza? głupie pytania, co?
— tak.
— ale co ci się podoba? co cię interesuje? co cię fascynuje? co cię porusza?
— …
— i co jeszcze?

2242. Na marginesie czytania

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

(przy porannej kawie)
Jabłoń:
Pod tym byśmy się podpisali?
(czyta na głos poniższy fragment)

Nie wiem dlaczego, ale tak już jest. Dla mnie granica oddzielająca świat rzeczywisty od świata marzeń zawsze była płynna i za każdym razem, kiedy zadurzenie podnosiło swój potężny łeb, nawet we wczesnej młodości, piękna twarz nie wystarczała, by mnie podkręcić.

Haruki Murakami, Na południe od granicy, na zachód od słońca,
przeł. Aldona Możdżyńska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013.

Sadownik:
Tak.

Jabłoń:
(po chwili w zachwycie czyta Sadownikowi położone zaraz obok literki)

Zawsze pociągało mnie nie wymierne, zewnętrzne piękno, lecz coś ukrytego gdzieś głęboko, coś dotykającego absolutu.

Jabłoń:
(z udawaną niepewnością)
Ale to było już chyba o miłości na całe życie?

Sadownik:
(w konwencji dziewiczej niewiedzy)
No, ale o tym to ja nic nie wiem.

Jabłoń:
(ryknęła miłośnie)

czwartek, lutego 23, 2017

2241. Odkurzona

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ikona. Autorytet. Z perspektywą czterdziestu lat praktyki. Nie czyta się tej książki, ją się pochłania. Dopiero rozdział Autoportret dusi silnik do obsługiwania literek — jak dobrze, że jest prawie ostatni.

Wolałabym na przykład nie wiedzieć, że ów mądry człowiek na swoim biurku trzyma zdjęcie/obrazek małpki, która zakrywa uszy, by nie słyszeć i zasłania oczy, by nie widzieć rzeczywistości — dla mnie ów „największy” polski święty, co z obrazka/zdjęcia patrzy, jest mordercą w białych rękawiczkach, i patronem pedofili, pomijając oczywistość, że był zwykłym mizoginem, w końcu katolicyzm zobowiązuje.

Uwierz, że warto żyć, a twoja wiara
pomoże to urzeczywistnić
.

William James
(1842–1910)

*

Fajnie jest, gdy człowiek potrafi przekazać uczucia zwierzęciu i dostać je też od niego

*

[Robert D. Gamble] Z czasem dostrzegłem, że w Polsce jest tendencja do perfekcjonizmu. Tworzone są ideały. Zawiesza się je gdzieś wysoko, a rzeczywistość nie ma z nimi wiele wspólnego. Dziurę między ideałami a codziennością najłatwiej załatać hipokryzją.

*

Nie wolno jednak poddawać się frustracji i trzeba robić swoje na tym obszarze, na który ma się wpływ. […] mówię sobie, że dzisiaj w tej właśnie chwili, muszę się pogodzić z rzeczywistością. A co będzie dalej? Zobaczymy. Okoliczności się zmieniają

*

To nie sztuka przestać pić. Ale się zmienić.

*

Mówi: „A teraz pracuj nad sobą. Dostałeś narzędzia, wiedzę i wiesz, co z tym zrobić”. Różnie to potem wychodzi. Zależy od człowieka. Dla każdego alfabet ma dwadzieścia cztery litery, ale jeden zrobi z niego bestseller, drugi — paszkwil, a trzeci będzie go dukać do końca życia.

*

Człowiek w pewnym sensie powinien być egoistą w trosce o własne zdrowie, równowagę. […] Jak odmówię, świat się nie zawali, a jak nawet się zawali, to byle nie na mnie

Bohdan Woronowicz w rozmowie z Karoliną Prewęcką,
Dasz radę! O pokonywaniu uzależnień,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

2240.

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

czwarta rano to nie jest pora na spotkanie z dobrymi wróżkami. to czas, gdy na brzegu łóżka rozsiadają się całymi stadami wątpliwości. ale dziś w nocy było po raz pierwszy w mym życiu inaczej.

większe ode mnie. siła wyższa. bóg. może, ale żaden z tych, co dorabiają w monoteistycznych religiach. pamięć i mądrość mego ciała, które regeneruje się, oddycha, wiedząc najlepiej, jak robić jedno i drugie. a dopiero na końcu ja. zaopiekowana kruchość. odczuwająca piękno życia. również tego o czwartej nad ranem.

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 5300 powtórzeń.

wtorek, lutego 21, 2017

2239.

Dopóki ktoś nie pokocha psa,
część jego duszy pozostaje w uśpieniu.

Anatole France
(1844–1924)

_____________
‡ a ja sobie myślę: psa, kota, człowieka, małego, dużego, na dobre i złe.

2238. Na głos czytane

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Książka wpadła w nasze ręce przez przypadek z okazji Dnia Pizzy, który postanowiła świętować pewna księgarnia internetowa kawałek po kawałeczku. Tego dnia co godzinę księgarnia proponowała książkę za dwanaście złotych. Ta byłą jedną z propozycji. Zaryzykowałam.

Dawno tego u nas nie grano. Od początku do końca przeczytaliśmy sobie tę książkę na głos. Czytali kolejno lektorka, lektorka, lektorka, lektor i lektorka. Zajęło nam to w sumie kilka wieczorów, kawałek drogi do Małej Danii, większość drogi powrotnej do naszego ula i jeszcze drobny kawałek jednego popołudnia przy kawie.

Wszyscy moi rozmówcy mieli coś wspólnego, jakiś ciężar, który widać było w ich spojrzeniach. Jakąś nieobecność. Łączyła ich też dziwna wewnętrzna siła, rodzaj energii, która każdemu z nich pozwoliła na przetrwanie i poradzenie sobie w tych trudnych chwilach.
Łączyło ich też coś jeszcze — całkowity brak chęci odwetu. Gniewu
.

*

Chciałem wczuć się w atmosferę tamtych przeklętych czasów i jednocześnie próbowałem pozostać bezstronny. Szybko zdałem sobie sprawę, jak bardzo to trudne. Jak bardzo przeszkadza współczucie dla ofiar. Dla KTÓRYCH ofiar? Dla ofiar SS? Armii Czerwonej? A dlaczego nie po prostu — dla ludzi? Tak łatwo pojawia się chęć relatywizacji, pójścia na skróty i ocen. Historycznych. Moralnych. Jedyne wyjście, by pozostać bezstronnym, to zachować dystans i szacunek. I chłód.

*

Prawdziwa przygoda zaczyna się wtedy, gdy coś pójdzie nie tak” — głosi powiedzenie, które kiedyś usłyszałem w Explorers Club. Ma ono przypominać, że niejedna wyprawa wyczyniała przeróżne „hece” — poczynając od Kolumba, który pomylił Amerykę z Indiami.

Marcin Jamkowski, Duchy z głębin Bałtyku. Steuben, Gustloff, Goya,
Świat Książki, Warszawa 2010.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, lutego 20, 2017

2237. O drzewnej naturze

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

W weekend dotarło do mnie, że gdy otwieram usta, nie mówię, nie wyrażam swojego zdania, nie przedstawiam swojego subiektywnego stanowiska. Ci, do których mówię, czują się atakowani, postawieni pod ścianą, idzie powódź, nawet jeśli pytam o coś z najczystszej ciekawości. Nie słyszą wcale argumentów, opinii, perspektywy, oni słyszą szum nadciągającej groźnej wody, która zaraz ich dopadnie, zatopi, a jak nie zatopi, to przynajmniej niebezpiecznie podtopi. Temat rozmowy całkowicie nieistotny, role rozdane nim wydam z siebie jakikolwiek dźwięk. Napieram, a oni walczą o życie, tożsamość i sens.

Dla siebie tajemnicę postanowiłam rozwikłać. Zapytałam wprost Sadownika, jakim cudem On mnie słyszy, rozmawia i nie tonie, bo miłością nie wszystko można wytłumaczyć. Długo się śmiał, nim odpowiedział.

Taka już jesteś, masz naturę walca — dodał na koniec.

niedziela, lutego 19, 2017

2236. Bez recepty

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Egzotycznych krajów chce się najbardziej zimą. Podobno. Nie wiem. Czy Polska graniczy z egzotycznym krajem? Oczywiście!

Czechy to dla statystycznego Polaka egzotyka mentalna pełną gębą. Pomyślałam tak po przeczytaniu tej książki. Nie mieści się w głowie, że wystarczy kilka setek kilometrów od serca cierpiących za narody i społeczne szaleństwo zmienia całkowicie swój koloryt i kształt. To książka-odtrutka na polskie choroby urojone: tkliwe uczucia religijne i moralne wzdęcia.

Rykoszetem dostało się i mi. Zachorowałam. Wtopiłam. Poległam. Padłam ofiarą bezgranicznej miłości do Szczygłowego pisania. Leczyć się z tego nie będę.

W Czechach najważniejsza jest pohoda. Słowo bardziej przydatne niż „ideologia” czy „honor”. Pohoda to dobry nastrój, spokój, pogodne usposobienie, przytulność miejsca, bezkonfliktowe związki. Słowem nie robić ludziom i sobie przykrości. Pohoda lubi piwo.
     „Wszystko
wpohodie” — może powiedzieć człowiek po stosunku, gość do kelnera po przyniesieniu dań, aktorka do koleżanki po pierwszym akcie. „Wszystko w pohodie” — to jedno z najbardziej pożądanych wyznań. […] Na pierwszym miejscu Czech stawia bowiem samopoczucie. Wyssać z każdego drobiazgu coś pozytywnego.

*

Była taka polska piosenka: „Człowiek nie jest sam, nagle spotka drugiego i wie, że jego dno to raj.

*

Tramwaj jechał wzdłuż Wełtawy, a blondynce na głębokim dekolcie podskakiwał duży krzyż. Na przystanku wsiadła brunetka z sześcioma kolczykami w nosie, cmoknęły się w policzek, wsiadająca przyjrzała się biżuterii koleżanki i wypaliła:
     — Co to jest?
     — Jezus na krzyżu. Srebrny! Babcia mi dała.
     — I ty zamierzasz tego trupa nosić?!

*

[Hrabal] Wszystko, co spotykam, jest silniejsze niż ja. Muszę potem dojść do siebie, oprzytomnieć.

*

     — Podejrzewałem, że pan żyje — mówię. — W związku z tym przywiozłem prezent.
     Wyciągam fartuch kuchenny z ceraty. Zakładany na szyję i wiązany z tyłu. Kupiony w Tate Modern Gallery, specjalnie z myślą o Bondym. Jest czaro-biały a z przodu ma naturalnej wielkości nagie męskie pośladki.
     — Kurwa fix — wykrzykuje Egon Bondy — będę miał dupę i z przodu, i z tyłu!
     (Justyna wiąże Bondy’emu troczek na plecach).
     Gospodarz staje wyprostowany na baczność i oznajmia:
     — Teraz w nim będę wykładał filozofię.

Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011.
(wyróżnienie własne)