






Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
piątek, września 18, 2020
czwartek, września 17, 2020
3954. 261/366 // Dzień 11.
tylko nasza — cała plaża.
wytropione, przywleczone i ogryzione z ogromnym entuzjazmem w okolicach naszych stóp — wszystkie badyle.
i pragnienie — by wrócić tu za rok.
261/366

Morze zawsze mnie uspakajało, a pies, który biega wzdłuż niego jak szalony, jest jedną z najbardziej wzruszających rzeczy, jakie istnieją.
Eva Meijer, Granice mojego języka. Esej o depresji,
w serii Biała Plama, przeł. Robert Pucek,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2019.
środa, września 16, 2020
3953. 260/366 // Dzień 10.
każda chwila to pewna obfitość — świadomość trzasnęła mnie po plecach metafizyczną ścierką w groszki.
na chwile można narzekać, można od nich wymagać, można im złorzeczyć, można tupać, płakać i krzyczeć. można też skrytą w nich obfitością poczęstować się* — dotarło do mnie.
260/366

___________
* przechytrzyliśmy dziś upał, razem na plaży byliśmy dopiero bardzo późnym popołudniem.
[suplement pikselowy: 7.01.2021]

wtorek, września 15, 2020
3952. 259/366 // Dzień 9.
wtedy dzień 7. —
dwa lata i dwa dni temu cyk.
dwa lata i dwa dni później, czyli dziś
pod tą samą kapliczką. cyk.
259/366

poniedziałek, września 14, 2020
3951. 258/366 // Dzień 8.
dwie samotności. on, jeszcze nie wdowiec,
z psem sam idzie brzegiem morza.
ona, jeszcze żywa, sama na leżaczku.
*
on, ona,
pies. razem.
na plaży.
*
słońce na twarzach, wiatr we włosach. on, ona,
pies. wspólne doświadczanie chwili, piękna, tajemnicy życia.
258/366

niedziela, września 13, 2020
3950. U Orzeszka i Białego Kruka (LXXI)
Biały Kruk:
(napisał i zdjątko przysłał)
A w Małej Danii…
…pod świerkami takie cuda się zdarzają…

Biały Kruk:
(kilka godzin wcześniej sms przysłał,
że jesień… dla Jabłoni początek zimy…)
Żurawie startują :(((((
sobota, września 12, 2020
3948. 256/366 // Dzień 6.
ani jednej chmurki na niebie. zahipnotyzowała mnie starsza kobieta*. kolory zrobiły to samo.
256/366

___________
* nie zapytałam jej o zgodę i nie miałam się z tym źle. nie wiem, czy to dobrze. w końcu to czyjaś babcia, matka, przyjaciółka, ale (założę się!) nie kobieta na gigancie, chyba że wewnętrznym.
Sadownik:
(gdy zobaczył to zdjęcie)
Jak na Twoje zdjęcie,
tej kobiety jest tu za dużo.
piątek, września 11, 2020
3947. 255/366 // Dzień 5.
pięć etapów żałoby, każdy z członków rodziny na innym — napisałam dwadzieścia dwa dni temu, godząc się z tym faktem.
pięć etapów, każdy z nich przynajmniej dwa razy w ciągu godziny to mój osobisty plażowy standard — tylko chmury czasami są szybsze. i chmury, i ja milczymy i rozkoszujemy się następującymi po sobie chwilami.
255/366

czwartek, września 10, 2020
3946. 254/366 // Dzień 4.
duło, gapiłam się na trawiasty upór w dyskusji z żywiołem. wiatr swoje, wysoka trawa na wydmach swoje. piękna, zapierająca dech w piersiach przypowieść o życiu, wartościach i celach.
254/366

środa, września 09, 2020
3945. 253/366 // Dzień 3.
dobrze jest wrócić do miejsc, gdzie było się wyjątkowo szczęśliwą. nie jest łatwo wrócić do tych miejsc, gdy jest się coraz bardziej ograniczoną ruchowo, bo wciąż pamięta się tamten czas.
tamto łatwe szczęście wymaga teraz dodatkowych zabiegów, logistyki, czasu, chęci i sił — łzy nie pomagają, chyba że ze szczęścia.
253/366

wtorek, września 08, 2020
poniedziałek, września 07, 2020
niedziela, września 06, 2020
3941. Skończone nad ranem w Małej Danii
Tak już mam. Strony tytułowe i redakcyjne oglądam dość dokładnie. Interesuje mnie tytuł oryginału, upływ czasu pomiędzy ukazaniem się pierwszego wydania a tłumaczeniem i takie tam. Czytając esej o depresji wypatrzyłam istnienie serii wydawniczej Biała Plama. Klik, klik… kilka tytułów wciąż na stosiku czytelniczym zalega (napoczęte, przetrawione w połowie), jedna dawno za mną. Klik, klik… filmik z czytanym początkiem, ale klik, klik… wolę podczytnik i darmowy fragment. Upłakałam się jak norka — muszę to mieć!
Czterdzieści opowieści, a w nich co najmniej kilkanaście powodów, dla których życie (przedgrobowe) jest piękne — o tym jest ta książka.
[cała pierwsza opowieść]
Jabłoń:
(wczoraj czytała Sadownikowi
fragment z pierwszej opowieści)
W życiu pozagrobowym przeżyjesz powtórnie wszystkie swoje doświadczenia, ale tym razem zdarzenia będą ułożone w nowym porządku — wszystkie chwile podobne do siebie zostaną połączone.
[…] Piętnaście miesięcy zajmie ci szukanie zgubionych przedmiotów. Osiemnaście — stanie w kolejce. Dwa lata będziesz się nudzić, wyglądając przez okno autobusu lub siedząc w terminalu lotniska. Przez rok będziesz czytać książki.
David Eagleman, Suma. Czterdzieści opowieści
o życiu pozagrobowym, przeł. Krzysztof Środa,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)
Sadownik:
Nieprawda! W twoim przypadku
to będzie dużo dłużej!
— Czy jestem wystarczająco odważny?
Przed tobą wielka podróż. Po drodze będziesz musiał stawić czoła własnym lękom i przemóc je, znaleźć źródła zwątpienia i je przekroczyć, poznać szczyty własnej arogancji i z nich zstąpić, rozpoznać chmury litowania się nad samym sobą i je rozproszyć.
☟
Są trzy śmierci. Pierwsza, kiedy ciało przestaje funkcjonować. Druga, kiedy zostaje złożone do grobu. Trzecia to jakaś chwila w przyszłości, w której ktoś wymawia twoje nazwisko po raz ostatni.
[…]
Teraz ze ściśniętym sercem czeka na upadek własnego mitu. Tak właśnie dzieje się w poczekalni — ponieważ żyjemy w głowach tych, którzy nas pamiętają, tracimy kontrolę nad własnymi biografiami i stajemy się tymi, za których oni chcą nas uważać.
☟
Gdy znajdziesz się w zaświatach, tamtejsi technicy poinformują cię, że stoisz przed wielką szansą — możesz dokonać w swoim dawnym życiu jednej dowolnej zmiany, a potem przeżyć je jeszcze raz.
☟
Kiedy umierasz, jesteś opłakiwany przez wszystkie atomy, z których byłeś zbudowany. Do tej pory były ze sobą złączone przez lata w społecznościach, takich jak skóra czy śledziona. Ale nie giną wraz z twoją śmiercią — po prostu się rozchodzą w różne strony, jak zdemobilizowani żołnierze, żałując, że ten szczególny czas, który spędziły razem, właśnie się zakończył.
☟
Będziesz tracił samego siebie, ale nie przejmiesz się tym.
☟
Po śmierci nie będziesz oceniany na tle innych ludzi, ale na tle samego siebie, a konkretnie — na tle tego, kim mogłeś być. Zaświaty wyglądają mniej więcej tak samo jak świat, który znałeś do tej pory, tyle tylko, że teraz żyją w nim wszystkie wersje ciebie, które kiedyś były możliwe.
☟
Gdyby ludzie potrafili strząsnąć z siebie całkowicie bagaż własnych tradycji, mądrości przodków, piosenek wyuczonych w dzieciństwie — myśli Bóg — znaleźliby się w miejscu, z którego widać właściwą odpowiedź.
☟
Dzisiejsze bogactwo danych umożliwia rekreatorom rekonstrukcję tak wierną, że w życiu pozagrobowym jesteś doskonałą repliką oryginału. Wszystko wygląda tak realnie, że tylko czasem, tknięty poczuciem déjà vu, zastanawiasz, czy nie przeżyłeś już kiedyś tego wszystkiego. Nigdy się nie dowiesz, czy dzieje się to po raz pierwszy, czy też odgrywasz historię z odległej przeszłości.
David Eagleman, Suma. Czterdzieści opowieści o życiu pozagrobowym,
w serii Biała Plama, przeł. Krzysztof Środa,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2017.

W zaświatach wszystko istnieje jednocześnie we wszystkich możliwych stanach, nawet w stanach wzajemnie się wykluczających. Kiedy zjawiasz się tu po ziemskim życiu, w którym wybór jednej opcji sprawiał, że pozostałe opcje znikały, przeżywasz szok. Gdy wybierałeś życie z jedną kobietą, traciłeś pozostałe. Gdy wybierałeś jedne drzwi, nie mogłeś jednocześnie wejść drugimi.
Tutaj możesz cieszyć się wszystkimi możliwościami naraz, prowadząc życia równoległe względem siebie. […]
[…]
— To wszystko jest zbyt skomplikowane dla marnego ludzkiego mózgu — wyznasz.
Anioł podrapie się po głowie i zaproponuje:
— Może w takim razie uprościmy to wszystko i ograniczymy się do spraw związanych z pracą.
[…]
— Nie daję rady — powiesz aniołowi. — Za dużo pracy naraz.
— To może wymyślimy jeszcze prostszą sytuację. Może po prostu zamkniemy cię w jednym pokoju z kochanką?
No i stało się. Jednocześnie rozmawiasz z nią czule i myślisz o czymś innym. Ona ci się oddaje i nie oddaje zarazem. Nie lubisz jej, a zarazem kochasz ją bezgranicznie. Ona z kolei w tym samym czasie podziwia cię i zastanawia się, czy nie byłoby jej lepiej z kimś innym.
— Dziękuję — mówisz aniołowi. — Do tego jestem przyzwyczajony.
(tamże)
sobota, września 05, 2020
3939. 249/366 // 29. dzień wilegiatury
z nieszczęścia szczęście,
z niemocy moc.
wywieść, wywlec, dowieść,
dotknąć, poczuć.
kto ci zabroni?
249/366
Amy Macdonald, This Is the Life.
[suplement pikselowy: 9.09.2021]

3938. Serio? Serio!
Od zawsze. Uwielbiam sens, który dla mnie skrywa ten cytat:
Granice mego języka wskazują
granice mego świata.
Ludwig Wittgenstein
(1889–1951)
Więc. Raz. Gdy zobaczyłam tytuł, który natychmiast skojarzył mi się z powyższym cytatem, moja uwaga została pochwycona.
Ponieważ. Dwa. Obrodziło domorosłymi psychiatrami wokół mnie (również z literami przed nazwiskiem): masz depresję, masz depresję, a stwierdzenie: wyjmij kryteria diagnostyczne i powiedz mi, na podstawie czego tak twierdzisz (służę starym, ale jarym DSM-IV) ociera się zbyt mocno o logikę i arytmetykę i nie kwalifikuje się tym samym na rzeczowy argument w dyskusji ze mną w roli wariatki. Z tej przyczyny, wobec i zatem podtytuł przykuł moją uwagę na dobre, a treść podczytnika zapadła we mnie decyzją. Biorę!
Ajuści! Trzy. I po książce, bo wszystkie inne (zacne, mądre, potrzebne i napoczęte) rzuciłam w kąt. Jest to książka piękna, ważna, mądra i nie o biciu piany. Lektura obowiązkowa dla wszystkich, nie tylko dla tych, którym z łatwością przychodzi ferowanie diagnozami. Książka może leczyć z wielu pomysłów kształtowanych przez kulturę młodości i wiecznej szczęśliwości — mnie wyleczyła z pomysłu samobójstwa.
Drzewa, które rosną bez przeszkód, stoją dumnie wyprostowane. Ich gałęzie kierują się najpierw w górę, później na boki, a na koniec nieco w dół, tak żeby mogły się ugiąć pod ciężarem deszczu i śniegu. Jednak większość dorosłych drzew coś w swoim życiu przecierpiała — upadło na nie inne drzewo, pod ciężarem śniegu bądź zamarzającego deszczu złamały się niektóre gałęzie, zaatakowały je grzyby, dzięcioły lub chrząszcze porobiły w ich pniu dziury. Wskutek tych wydarzeń ich kształt uległ zmianie, pozostały blizny. Podobnie odbywa się to w naszym życiu i również nasz kształt jest wynikiem takich doświadczeń. Nikt nie pozostaje całkiem nienaruszony.
✁
[…] myślenie, które wychodzi od standardu i wszystko inne nim mierzy, jest represyjne.
✁
Tymczasem, niezależnie od tego, czy masz raka czy depresję, powrót do zdrowia często absolutnie nie zależy od ciebie. Można to odczuwać jako walkę, ale nie zawsze to, jak dzielnie walczysz, ma wpływ na wynik. […] Są rzeczy, które możesz robić, aby stawić jej czoło, […] ale w ostatecznym rozrachunku nie zależy to tylko od ciebie.
✁
Język jest piękny i trudny właśnie dlatego, że nigdy nie można powiedzieć tego, co się chce powiedzieć. Zawsze mówi się więcej lub mniej. Mniej, albowiem słowo, jak powiada Wittgenstein, jest drogowskazem, a nie rzeczą, na którą wskazuje, i więcej, ponieważ język wynosi nas ponad to, co indywidualne — słowa niosą w sobie rozmaite kulturowe i społeczne znaczenia — i może opisywać nowy świat.
✁
Doświadczenia, dzięki którym możemy zrozumieć, że życie nie jest czymś oczywistym, również owo życie pogłębiają.
✁
Samobójstwo jest dziełem rozpaczy (dojmującej i wyrafinowanej rozpaczy) […]. […] po próbie zakończonej powodzeniem zostaje nie tylko trumna, muzyka pogrzebowa i mowy, załatwianie i płacenie, ale również wielkie poczucie winy i cierpienie tych, którzy żyją dalej. Poczucie winy i cierpienie pozostawiają ślady, które niczym koleiny ciągną się przez całe ich życie. Chociaż ich krawędzie się z czasem ścierają, koleiny nie znikają, podobnie jak nie znika żałoba, która przybiera tylko inną formę, i nadal mają wpływ na to, co się wydarza.
Eva Meijer, Granice mojego języka. Esej o depresji,
w serii Biała Plama, przeł. Robert Pucek,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Co się wydarza, musi się wydarzyć i musimy w tym uczestniczyć. Wzorce, jakie w tym odkrywamy, pochodzą raczej od nas samych, przez co jednak nie są mniej prawdziwe.
✁
Róbmy wszystko, co może pomóc nam przetrwać, dojść tam, gdzie chcemy się znaleźć — tak jakby męstwo nie było czymś wielkim i gwałtownym, co trudno z siebie wykrzesać, ale po prostu czymś, co pomimo lęku pozwala nam działać. Jeżeli coś wydaje się warte zachodu, starajmy się. Przyszłość jest tuż za rogiem.
✁
Historie, które ludzie opowiadają sobie i innym, zmieniają się wraz z nimi. I zmieniają nas — zarówno nasze własne opowieści, jak i opowieści innych.
✁
Zaraz pójdziesz spać, zostaniesz przeniesiona w inne miejsce, a jak wrócisz, wszystko zacznie się na nowo. „Na nowo” to słowa, które obiecują zarówno powtórzenie, jak i coś nowego — słowa, z którymi musisz spróbować się zaprzyjaźnić.
(tamże)
piątek, września 04, 2020
3937. 248/366
perspektywa. priorytety.
czas na zmianę.
248/366
[…] nie zawsze da się dzielić swoimi przeżyciami — tego nie możemy oczekiwać od każdego ani nawet od siebie samych.
*
Jesteśmy zawsze w ruchu i największe znaczenie dla naszego rozwoju ma to, że możemy wciąż na nowo rozumieć samych siebie, rozumieć inaczej i dzięki temu się zmieniać.
Eva Meijer, Granice mojego języka. Esej o depresji,
w serii Biała Plama, przeł. Robert Pucek,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2019.
3936. Znów razem
Pan Ciasteczko:
(magnesiki kupił dwa)
Jabłoń:
(wiedziała tylko o jednym,
i że zawisł na lodówce w ulu już)
*
Sadownik:
(dziś podarował niespodziankę)
Jabłoń:
(zachwyciła się krojem liter i kamieniem)

Sadownik:
A wiesz, co tu jest napisane?
Jabłoń:
Nie… znam tylko:
non omnis moriar.
Sadownik:
Lepiej sprawdź i zapamiętaj!
(po chwili)
Jabłoń:
(gdy już sprawdziła)
A Ty wiedziałeś, jak go kupowałeś?
Pan Ciasteczko:
(wiedział, bo non omnis moriar,
veni, vidi, vici i lekcje włoskiego)
Jabłoń:
(pod wrażeniem)
czwartek, września 03, 2020
3935. 247/366
psychika jest ważna w ustach wyrobnika medycyny zachodniej brzmi jak cierpienie uszlachetnia. bo jak trwoga, to do boga… innowierców.
choć na mój temat — w sytuacji nie do pozazdroszczenia — dobrze, że mnie tam nie było, gdy padły te trzy słowa*.
247/366
__________
* psychika jest ważna, nawet bardzo ważna, ale nie da rady zastąpić leczenia (choćby objawowego) — medycy zdziwieni?
wtorek, września 01, 2020
3934. 245/366
“it’s over. let it go.”*
zarezonowało.
245/366
__________
* [w:] reż. Thomas Carter, Trener, 2005.
3933. Uf, po!
Madame Fanaberia — moje osobiste wrażenie po przeczytaniu dwóch podetkanych pod nos wywiadów z wielką, żyjącą pisarką — uświadomiła mi, że literaturę tworzą, w zdecydowanej większości, ludzie uprzywilejowani społecznie przez los, pozbawieni świadomości posiadanych przywilejów, co psychologicznie jest oczywiste, ale w czasach pandemii przy odrobinie empatii do szału może doprowadzić.
Ciąg skojarzeń towarzyszący czytaniu tej książki: madame Fanaberia, wielka literatura, Proust, Sołżenicyn, Proust — wspaniałe towarzystwo! Przeczytałam, zmęczyłam, przypomniałam sobie, kto mi ją polecił, ale po co? Nie pamiętam. Kilka fajnych pomysłów, kilka scen, jedna robiąca piorunujące wrażenie — dla niej na pewno warto przeczytać, ale nie wracać.
W tym moim prostym przejściu przez życie, jeśli umyka mi znaczenie i doniosłość chwil, dzieje się tak być może dlatego, że w każdym momencie ja też im „umykam”, uciekając do zamkniętego świata, sekretnego i własnego w najściślej pojmowanej intymności.
☂
Myślę, że przeżywać czy śnić jakieś zdarzenie to jedno i to samo, a prawdziwe życie powszednie jest równie oszałamiające i dziwne, jak to ze snu.
☂
Oto dlaczego nic nie rozumiem z tego, co dzieje się wokół mnie, i dalej „spadam” w życiu pośród zdarzeń i scenerii, pośród chwil i ludzi, kolorów i muzyki, coraz szybciej, sekunda po sekundzie, coraz głębiej, bez sensu, jak w studni ze ścianami wymalowanymi w zjawiska i w figury ludzi, w której moje „spadanie” jest tylko zwykłym przejściem i zwykłą trajektorią w próżni, stanowiąc jednak coś, co w dziwny i bezzasadny sposób można by nazwać „przeżywaniem własnego życia”…
☂
Wszystko, co się dzieje, jest logiczne, z chwilą, w której się wydarza i staje się widoczne, nawet jeśli dzieje się we śnie, podobnie jak wszystko, co niespotykane i nowe, jest nielogiczne, nawet jeśli ma miejsce w rzeczywistości.
☂
Cóż, niezależnie od tego, jaki byłby mój własny „sposób” i ból albo nieświadomość mojej śmierci, wszystko wokół mnie nadal pozostanie nieruchome w dokładnie zdefiniowanych kształtach i objętościach i może gdzieś na ulicy w tym momencie przystanie jakiś człowiek, wyjmie z kieszeni pudełko zapałek i zapali papierosa.
☂
Cóż, każda chwila mojego życia, każdy ruch, który czynię, każdy ból, który czuję, wszystko, co zdaje mi się, że zdarza się w moim życiu, każde wydarzenie, które uważam za niezwykle ważne dla mnie, jest tylko zagubionym atomem w rozległym oceanie wydarzeń całego świata.
☂
[…]
aby „uciec” od bólu.
Cóż, zaobserwowałem właśnie, że to tworzy w sobie udrękę cierpienia, a wniosek był prosty: mianowicie aby uciec od bólu, nie powinieneś dążyć do „ucieczki” od niego, lecz przeciwnie — „zająć się” nim najstaranniej, jak to możliwe. Jak najstaranniej, jak najbliżej.
☂
Wyrażenie „niespełna rozumu” uważam za bardzo trafne na określenie bycia świadkiem wydarzeń świata w sytuacji lekkiego dystansu, bez pełni rozumu.
☂
Na stacjach podróżni próbowali wejść do mojego przedziału i szybko wycofywali się, wyjaśniając innym:
— W środku jest chory… inwalida…
Teraz dobitniej docierało do mnie to, że jestem chory, że jestem poza żywym i codziennym światem ludzi zdrowych.
☂
A gdy cierpienie osiągnęło punkt szczytowy, zaczęło odpuszczać. W ciele jednego chorego nie ma miejsca na cały ból świata ani na wszystkie możliwe powikłania. W końcu albo chory musi umrzeć, albo następuje poprawa, która pozwala mu pozostać dalej „chorym”…
☂
Cała rzeczywistość jest do mojej dyspozycji pod warunkiem, że wdycham ją głęboko i wydycham w tym samym czasie, bez planów i iluzji.
Max Blecher, Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny,
przeł. Joanna Kornaś-Warwas,
Książkowe Klimaty, Wrocław 2018.

W czasie, który „jeszcze nie upłynął”, drzemią wszystkie zdarzenia, wszystkie uczucia, myśli, sny, które jeszcze się nie zdarzyły i z których całe pokolenia ludzi czerpią dla siebie niezbędną rzeczywistość, sen oraz szaleństwo. Ogromne rezerwy demencji świata, którymi będzie się żywiło tylu marzycieli! […]
To nieznany magazyn rzeczywistości, pełen mroków i niespodzianek.
(tamże)
poniedziałek, sierpnia 31, 2020
3932. 244/366
element rehabilitacji. głaszczę psa. trud lewej dłoni nagradzany jest natychmiast ruchem ogona.
244/366
niedziela, sierpnia 30, 2020
3930. 243/366
chciałabym wiedzieć co dalej. chciałabym się nie bać.
z oślim uporem staram się znaleźć odpowiedź wyłącznie na jedno pytanie: co teraz?
243/366
— Czego pan chce?
W tym momencie zupełnie nie wiedziałem, co zamierzam powiedzieć.
— Chciałbym rozmawiać z właścicielem zamku…
Max Blecher, Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny,
przeł. Joanna Kornaś-Warwas,
Książkowe Klimaty, Wrocław 2018.
sobota, sierpnia 29, 2020
3929. 240–242/366
trzy zdania. jeden ból. dwa dni z głowy.
240–242/366
[…] życie kondensuje się czasami w pewnych małych czynach i staje się wówczas dziesięciokrotnie, tysiąckrotnie trudniejsze i intensywniejsze niż zwykle, jak owe jądra materii gwiezdnej, które pływają w przestrzeni kosmicznej i o których dowiadujemy się, że z kolei ich materia jest tysiąc razy gęstsza niż materia naszej planety.
Max Blecher, Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny,
przeł. Joanna Kornaś-Warwas,
Książkowe Klimaty, Wrocław 2018.
czwartek, sierpnia 27, 2020
3928. Piękna i Bestia // Arachnolog
Onemu:
(zidentyfikował)
Tygrzyk paskowany.
Pan Ciasteczko:
(cyk i przysłał zdjątko)

*
Pan Zefir — Arachnolog
[aktualizacja: 28.08.2020]
na zajęciach praktycznych z anatomii.

fot. Saxifraga, fragment.










