to, co nas powstrzymuje, to nie rzeczywistość. tylko to, co o niej myślimy. przyszło do mnie i zachwyciło.
143/365

Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
to, co nas powstrzymuje, to nie rzeczywistość. tylko to, co o niej myślimy. przyszło do mnie i zachwyciło.
143/365

mogę już spokojnie nie doskakiwać do poprzeczki, którą sobie od zawsze bardzo wysoko stawiam. mogę — jak napisała janina bąk — przejść pod nią. nie są to obniżone standardy czy folgowanie sobie, lecz przyjemność delektowania się życiem tu i teraz, gdy zrobiło się wszystko, co było na ten moment możliwe.
141/365

nici — nie będzie dziś ani zdjęcia, ani słów. jest istota wyjęta z kriokomory — wiecznie głodna i senna, ale szczęśliwa.
na ostatniej prostej do snu zagadało do mnie to zdjęcie:
— pamiętasz o delikatności ciała?
139/365

kilkanaście dni temu spotkało nas w pierwszej rozmowie moje ferrari — zachwyciło go. dziś miał piekną koszulkę — zachwyciła mnie. cyk.
137/365

Jabłoń:
(na pierwszym spacerze-rekonesansie,
zaskoczona spotkaniem,
cyk i posłała
Sadownikowi namiastkę „ich” kwiatów)
Dokładnie 23 lata temu Ty,
dzisiaj ja.

Uparta pięknie.
I piękna.
Naucz się docierać do ciszy w swoim wnętrzu i pamiętać, że wszystko w życiu ma swój cel.
// Elisabeth Kübler-Ross (1926–2004)
Profesora Saxifraga:
Smagliczka górska
Biały Kruk:
(dziś napisał i zdjątko drzewka
rajskich jabłuszek załączył)
Nalewka kwitnie.

wszystko – co ważne w życiu – przychodzi w swoim tempie. i w swoim czasie. poganiając, niczego nie przyspieszysz, tylko przeoczysz wiele istotnych i pięknych chwil.
136/365

[suplement pikselowy: 10.06.2021]

nawet wobec realnych, dużych ograniczeń wciąż możesz potraktować swoje życie w kategoriach potencjału i możliwości. po ostatni swój oddech. ty możesz, dla mnie to brzmi jak plan, niepodlegający żadnym dyskusjom.
135/365

czekałam na te zajęcia ponad tydzień. drugi rząd ćwiczących utworzyłam swoim ferrari, nie rozumiejąc dlaczego. żuraw, lew, góra, niedźwiedź, wyciąganie szczura — pod koniec zajęć wiedziałam dlaczego: cyk!
133/365
radość jest kluczem do mojego życia — odkryłam dziś podczas ćwiczeń w basenie.
gdy ulatnia się radość, to tylko znak, że chcę w tej chwili czegoś innego niż to, co właśnie oferuje mi życie w swym niezmierzonym bogactwie. najczęściej w takich chwilach, niczym rozkapryszone dziecko, chcę czegoś więcej, mocniej, szybciej, choć wcale nie wiem po co.
132/365
[suplement pikselowy: 1.07.2021]

czasem wieczorna złota godzina bywa pierwszą godziną dnia, gdy czuję, że żyję. widok z okna w łazience wynagrodził mi dzisiejszy trud mierzenia się z pierwszym tego roku upałem. wynagrodził z nawiązką.
131/365
ludzie świętujący życie.
wśród „swoich”. w słońcu.
129/365
Rozwiń w sobie zainteresowanie życiem takim, jakim je widzisz; w ludziach, w rzeczach, w literaturze, w muzyce — świat jest tak bogaty, wprost tętni skarbami, pięknymi duszami i ciekawymi ludźmi. Zapomnij się.
// Henry Miller
przysiąść się do „tu i teraz”. poczuć, jak się rozpycha, nie pozostawiając miejsca na tęsknotę, strach czy żal. robi to bez słów.
128/365
i co z tego, że jednego chłopaka wolę od wszystkich książek* świata. oczarowana o zgodę na cyk poprosiłam. i cyk.
127/365
______________
* swoją drogą te skarpetki można przeczytać na dwa sposoby: ekstrawagancki i radykalny. zamiana kolejności dwóch słów i ciach – natychmiast zmienia się użyty kwantyfikator.
nigdy nie było inaczej. bardzo dobrze sobie radzisz. jak ci z tym?
125/365
rodzina: kudłata u babci, jabłoń na gigancie, sadownik chwilowo w ulu. wszystko dla dobra każdego z nich.
a heniutka ma dziś urodziny.
124/365
jestem po raz pierwszy w życiu na księżycu bez barier. wszyscy inni znają się i witają piąty, dziewiąty, nasty raz.
jestem doskonałego zdrowia, mam tylko sm — nauczył mnie dziś pewien pan.
123/365

* * *
Sadownik & Jabłoń:
(wcześniej, w drodze na księżyc)
Sadownik:
(prorokuje)
Jeeezuuu, jak ja zdziczeję
przez te cztery tygodnie!
I’griega podesłała buczek, nie anonsując o czym, bo zwykle nie jest to potrzebne. Zareagowałam jak swojego czasu Biały Kruk — uznałam, że nie mam przestrzeni na książkę kucharską lub esej o uzależnieniu od cukrów. Koń wciąż śmieje z moich skojarzeń.
Kilka dni później Kaan wyprowadziła mnie z błędu, mówiąc: będziesz zachwycona. Już na pierwszej stronie miałam pewność: to nie jest książka kucharska! Kaan miała rację, byłam bardzo zachwycona od pierwszych akapitów. Gdyby dziś była ładna pogoda, pognałabym nad jezioro. Ktoś, nie ja, zamówił dziś pogodę barową, a to oznacza dla mnie niezmiennie czytanie — co godzinkę jedno ćwiczenie i można było wrócić do czytania w majestacie prawa i lepiej krążącej w ciele krwi. Wskutek natury dzisiejszego dnia książka ta skończyła się przedwcześnie.
Teraz czekam na kolejną książkę Autorki. W międzyczasie chwycę pierwszą — Ibukosknera drugi rok na nią polował (bezskutecznie). Koniec z polowaniem, zaordynowałam — Ibukosknera obrażony — mam ją już na czytniku. Wsiąknę w nią jutro w drodze na turnus rehabilitacyjny.
Brakuje mi historii takich osób jak ja, dlatego postanowiłam, że napiszę jedną. Rok 2020 wydaje się do tego najlepszy! Jest on jednocześnie czasem zamknięcia się w domu i czasem wychodzenia na ulice po to, żeby krzyczeć.
*
Chcę, żeby był to kraj dla wszystkich. Może być nawet dla tych osób, które uważają się za patriotów, trudno, może obok innych w końcu się czegoś nauczą.
*
Niektórym osobom nadal wydaje się, że autyzm to patrzący w okno chłopiec z niebieskim balonikiem. Dziewczyny są w tym systemie niewidoczne. Jeśli mogą, to znajdują własne strategie, które pomagają im się przystosować. Lepiej naśladują pożądane zachowania, a może też są wychowywane inaczej, z innymi oczekiwaniami ze strony dorosłych. Wydaje mi się, że jest to konsekwencją męskocentryzmu świata, w którym to chłopiec ma być wzorowo odważny, waleczny i pewny siebie, a dziewczynka może być żadna. To świat, w którym dziewczynka może być wypełnieniem ładnej sukienki albo przyjemnym rekwizytem na zdjęciu rodzinnym. Jest głównie swoim wyglądem, niewymagającym widzenia od wewnątrz. Wystarczy, że jest czysta i cicha. Problemem jest też brak wiedzy. A tak naprawdę jest mnóstwo problemów.
*
Jednostkowa perspektywa — dla mnie właśnie na tym polega sens pisania. Czytam tekst, dzięki któremu poznaję czyjąś perspektywę, przez co mój ogląd świata staje się pełniejszy. Im więcej w tym szczegółów osobistych, tym lepiej dla mnie.
Gdybym była mężczyzną, mogłabym ciągle pisać o sobie i nikt nie miałby mi tego za złe. Nawet gdyby to było sześć tomów
o moim życiu, z całym rozdziałem o robieniu kupy w lesie. Wszyscy byliby pod wrażeniem z powodu mojej szczerości. […] Nie byłoby dylematu, czy mnie wydać, czy czytać i czy to się komuś opłaci. Ale jestem dziewczyną, a to podnosi oczekiwania. Więcej rzeczy jest dla mnie objętych zakazem, a jednocześnie muszę się bardziej starać, bo inaczej moja twórczość zostanie naznaczona jako literatura kobieca, czyli do niczego, bo literatura kobieca nie jest dla ludzi ani o nich. Czy to ma sens?
*
Brakuje mi umiejętności, które podobno nazywają się „miękkie”, ale też wierzę w to, że najlepsze rzeczy — nawet w relacjach — to te, które są kruche i chrupiące, wyglądają trochę ryzykownie, ale też zawsze są takie same i bardzo transparentne. […] Ja nie mam najlepszych narzędzi. Jedyne, jakimi dysponuję, to wkrętarka, szlifierka mimośrodowa, wyrzynarka i blender. W kontaktach międzyludzkich są one właściwie bezużyteczne, chociaż to ostatnie przydaje się trochę do okazywania miłości, która dla mnie polega na tym, że robi się komuś naleśniki na śniadanie. W tym jestem bardzo dobra. Jak autystyczna Mama Muminka z jednym prostym zadaniem i ciągle w tym samym ubraniu […].
*
Nie potrafię zmusić się do zajmowania się rzeczami, które mnie nie interesują.
*
Każdy ma trochę inaczej. Na tym polega neuroróżnorodność. Temple Grandin — wysokofunkcjonująca osoba w spektrum i doktorka zootechniki — przekonuje, że świat potrzebuje wszystkich mózgów. To oczywiście racja, zgadzam się z nią. Niestety świat nie zawsze daje po sobie poznać, że potrzebuje mózgów takich jak mój.
*
W moim ciele jest nadal dużo pamięci, której nie ma głowa.
*
Czułam się zdeterminowana. Zamierzałam osiągnąć wszystko, co postanowię. To nigdy się nie zmieniło. Jest w tym pewna moc i jest mnóstwo naiwności, ale nigdy się nie poddaję, jeśli chcę coś zrealizować. Wiem, że wszystko, czego chcę, jest nieuniknione. To tylko kwestia czasu. Świat w końcu mi to da. Trzeba tylko trochę się postarać i trochę namęczyć się brakiem. Być może to jedyny skuteczny sposób na życie.
*
Niedoskonałość wydaje mi się pełna życia.
*
Moje uczucia są bardzo fizyczne. Dzięki temu mogę się zorientować, że w ogóle je mam, bo nie zawsze wiem, czy rzeczywiście czuję się zmęczona, czy tylko myślę, że tak się czuję, czy może coś mi się wydaje. To stany prawie nie do odróżnienia, ale da się je rozpoznać w ciele.
*
Sny są niezawodne. To moja ulubiona metoda poruszania się w czasie. Wszystko jest w nich dokładnie takie, jakie powinno być.
*
W kłótniach jestem bezbronna i radykalna. Zazwyczaj zastygam z kamienną twarzą. Staram się mówić językiem żyrafy, ale to wywołuje jeszcze większą agresję w osobach, z którymi się kłócę. Kiedyś myślałam, że z książek nauczę się, jak rozmawiać z ludźmi i co im mówić, i już nigdy nie znajdę się w sytuacji konfliktowej, wszyscy będą mnie lubić i wreszcie będzie łatwo. NIE JEST.
*
Miałam kilka momentów, kiedy myśl o śmierci była dla mnie najbardziej pocieszająca ze wszystkich planów na przyszłość.
*
Gdybym mogła, to chyba wolałabym być psem niż sobą. Byłabym wtedy kimś łatwiejszym do rozumienia, nawet dla siebie.
Dorota Kotas, Cukry,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Dla mnie pisanie to najwyższa konieczność. Jedyny w pełni skuteczny sposób na to, żeby zrozumieć, co się dzieje wokół mnie.
*
[…]
byliśmy tylko dziećmi i nie mieliśmy zbyt wielu przywilejów, ani nawet statusu prawdziwej osoby, z którą ktoś by się liczył. Nikt nie wierzył w ani jedno nasze słowo.
W pisaniu jest dla mnie pewna wolność. Pisząc, daję też znać sama sobie, że moje doświadczenie jest ważne.
*
W pewnym sensie uznaję czytanie za najlepszy rodzaj spotkania towarzyskiego.
*
[…] jak zwykle miałam szczęście. Szczęście towarzyszy mi przez całe życie. Niczego już nawet nie planuję. Po prostu biorę to, co dostaję. Biorę wszystko to, co jest. Najczęściej jest to dobre. Nie zawsze jest takie od razu, ale zazwyczaj po jakimś czasie już tak, albo się przyzwyczajam, albo coś zmieniam. Dzięki temu wszystko jest dobre.
(tamże)
Nie patrzyłam i w piątkowy ranek miałam wszystkie cztery części cyklu Elfie pogotowie na czytniku. Po pierwszej części miałam nadzieję na podobny poziom zachwytu w każdej z kolejnych. Nie udało się.
Drugą częścią byłby zachwycony obecny minister antyedukacji: prawie wszystkie grafiki to jeden wielki stereotyp rodem z XIX wieku. Trzecia traktuje żałobę tak wąsko, jakby była książeczką pisaną dla dzieci zbyt głupich, by mogły cokolwiek zrozumieć. Czwarta miała przynajmniej kilka grafik, które zachwyciły mnie na otarcie łez niespełnienia.
Poza subiektywnym wyborem całą resztę polecam wielbicielom ministra, co gienderom się nie kłania.
Każdy jest zdania, że przebaczenie to cudowny pomysł, dopóki samemu nie musi się czegoś przebaczyć.
// C.S. Lewis

Przebaczanie wymaga i odwagi, i siły. Na pewno znajdziesz je w sobie.
⚾
Odkryj, dlaczego nie chcesz przebaczać. Trzeba ogromnego wysiłku, aby zapanować nad swoimi demonami. Czyż nie prościej wykorzystać tę energię na zrozumienie i radosną akceptację życia?
⚾
O przebaczeniu myśl jak o sile przetrwania. Ono pomoże odnaleźć drogę w ciemnych lasach nieporozumienia, bólu, nienawiści, goryczy.
⚾
Przebaczyć można każdą krzywdę. Postanowiłeś inaczej? Zastanów się. Taka decyzja ma ogromną niszczącą siłę.
⚾
Nikt nie ma takiej siły, aby odebrać ci radość życia. Tylko ty wybierasz: uraza czy nadzieja? Bierz odpowiedzialność za swoje uczucia; pielęgnuj swoją siłę.

Niech czyny kogoś innego nie kształtują twojego życia.
David W. Schell, O przebaczaniu. Elfie pogotowie,
ilustr. R.W. Alley, przeł. Ernest Bryll i Marta Bryll,
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2016.

⚾ ⚾ ⚾
Tylko wtedy, gdy pozwolimy sobie przeżyć żałobę, możemy ruszyć naprzód. Naprzód — nie powracając do rozgoryczenia i zaciekłości. Naprzód — do świadomego przyjęcia smutku w naszym życiu, do bogatszego zrozumienia, nowych potrzeb i celów, do głębszej duchowości i odnowy samych siebie.
⚾
Płacz. Łzy to przecież
świadkowie miłości.
Płacz pomaga i koi.
Niech twoje łzy mówią,
może i boleśnie, o tym,
jak wielką poniosłeś stratę. Niech powoli zmyją twój smutek.

Przeżywaj żałobę na swój sposób.
Drogi żalu są niepowtarzalne.
Biegną przez życie, twój
charakter, przez ciebie samego.
Nie słuchaj więc tych, którzy
określają, co, jak i przez
ile czasu powinieneś odczuwać.

Zapłacz nie tylko nad tym,
co było, ale i nad tym,
co mogłoby być. A potem
czule i z troską pozwól odejść
tym uczuciom.
⚾
Najmniejszy krok traktuj jako
początek, sposób na odmianę
życia […]
⚾
W pewien sposób nigdy
do końca nie dojdziemy do siebie
po wielkiej stracie.
Ona zmienia nas na zawsze.
Ale to od nas zależy,
czy zmieni nas na lepsze.

[…] Nie zawsze mamy
władzę nad tym, jak biegnie
nasze życie. Ale możemy
nauczyć się czuć jego rytm,
usłyszeć jego pieśń.
Karen Katafiasz, Terapia żałoby. Elfie pogotowie,
ilustr. R.W. Alley, przeł. Ernest Bryll i Marta Bryll,
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2016.

⚾ ⚾ ⚾
Praktykuj sztukę mówienia „nie”.
Kiedy wykluczasz coś ze swojego
życia, zdobywasz przestrzeń
na pełniejsze włączenie
czegoś innego.

Nie oczekuj zbyt wiele
od większego i zbyt mało
od mniejszego. Na odwrót
— spodziewaj się wiele
od mniejszego.
Nie zawiedziesz się.

Trenuj bycie zadowolonym.
Niech zadowolenie stanie się
pracą i nagrodą twojego życia.

Ucz się od najstarszych
istnień ziemi: drzew.
Imponują kwiatami i kolorami,
ale też dobrze wiedzą,
kiedy odrzucić wszystko
i przestać oszałamiać.
Linus Mundy, Pochwała prostego życia. Elfie pogotowie,
ilustr. R.W. Alley, przeł. Ernest Bryll i Marta Bryll,
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2017.

Czwartkowy wieczór. Rzuciłam okiem na półkę z książkami Mamy Sadownika. A tam: przeczytane przeze mnie dawno temu, nieprzeczytane nigdy w przeszłości i przyszłości, bo nie moja bajka. I! Grafika przykuła moje oko, chwyciła mnie za serce, zaciekawił tytuł. Myk, myk i było po książeczce.
Piątkowy ranek. Klik, klik, a kto zabroni mieć nadzieję? Nie dosyć, że jest dostępna w ibuku, to jeszcze są trzy kolejne części! Klik, klik i miałam wszystkie. Niech bardzo mądre długonose stworzenia zabiorą cię w podróż. Mnie zabrały.
Zaufaj sobie. W głębi duszy dobrze wiesz, czego naprawdę potrzebujesz i czego pragniesz.

*
Nie bój się mieć dobre zdanie o tym, co myślisz.

*
Jeśli czegoś pragniesz, to pragnij. Nie zniechęcaj się. Nawet gdy tego nie uzyskasz, samo pragnienie jest czymś cennym.

*
Widzisz smutek na czyjejś twarzy — weź głęboki oddech. Spokojnie. Pamiętaj: uszczęśliwianie innych nie jest twoim obowiązkiem.

*
Nie bądź zbyt surowy dla siebie. Pomyśl, czego pragniesz, i postaraj się o to.

*
Miej zawsze chwilę dla siebie. […]

Cherry Hartman, Bądź dla siebie dobry. Elfie pogotowie,
ilustr. R.W. Alley, przeł. Ernest Bryll i Marta Bryll,
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2016.

Bo eseje Sontag uwielbiam — za precyzję, błyskotliwość i trafianie w punkt. Bo zachwyciła mnie książka Autorki, przy okazji kilka dni temu zwracając uwagę, że mam przed sobą jeszcze jedną jej książkę. Mój wewnętrzny Ibukosknera zemdlał, jak zobaczył cenę elektronicznej wersji książki — i dobrze, bo nie miałam zamiaru negocjować. Bo, bo, bo. To wszystko bez znaczenia, tę książkę się połyka. I kto by pomyślał, że o Susan można jeszcze na nowo i pięknie poczytać i… ciut odbrązowić Ikonę.
Uśmiechnęłam się, gdy Autorka napisała, że Susan nauczyła ją delektować się filmami z pierwszych rzędów. Mnie tego nauczyły studia Sadownika.
Jest tylko jedno, raczej osobnicze „ale”. Gdybym najpierw czytała tę książkę, nie jestem pewna, czy sięgnęłabym po książkę syna Sontag. Nie biłabym się o nią, nie ściągałabym zza wielkiem wody i… trochę bym straciła.
Jest jeszcze jedno, obiektywne „ale” — ta książka wystarczyła tylko na jedną popołudniową kawę, dwie godziny nocy i kawałek podróży do Małego Nowego Jorku. Jeśli więc chcesz książkę na kilka wieczorów, to ta nie spełni tego kryterium.
Ileż godzin spędziłyśmy, paląc i rozmawiając. Było to dla mnie niewyobrażalne: najbardziej zajęta, najbardziej produktywna osoba, jaką znałam, jakimś cudem zawsze miała czas na długą rozmowę.
*
Myśl, że gdziekolwiek może nie pasować z powodu wieku, do niej nie docierała — podobnie jak myśl, że mogłaby gdzieś być zbędna.
*
— Powiedz Sigrid, jaka byłam, kiedy mnie poznałaś. No, powiedz!
— Była idiotką — odparła Fornés.
Kiedy Susan przestała się śmiać, zwróciła się do mnie:
— Chciałam tylko powiedzieć, że i dla ciebie jest jeszcze nadzieja.
*
[…] mężczyzna, który zachowywałby się tak jak Susan, nauczyłby się już dawno temu, zapewne z pomocą pięści innego mężczyzny, co nieco na temat szacunku dla ludzi.
*
— Kobiecie j e s t trudniej — przyznawała.
Czyli należy: być poważną, brać siebie na poważnie, sprawić, by inni traktowali ją poważnie. Susan jeszcze w dzieciństwie postawiła na swoim. Pozwolić, by płeć jej przeszkodziła? Nie ma mowy! Ale większość kobiet jest zbyt nieśmiała. Większość kobiet boi się okazywać stanowczość, wyglądać zbyt inteligentnie, wykazywać się ambicją i pewnością siebie. Boją się, że ktoś uzna je za niekobiece. Nie chcą być postrzegane jako twarde, zimne, aroganckie czy egoistyczne. Wolą nie wyglądać męsko. Zasada numer jeden: zignorować takie problemy.
*
[…]
nie chciała nosić torebki. […]
— Dlaczego wydaje się nam, że bez torebki czułybyśmy się zagubione? Mężczyźni nie noszą torebek, jak zauważyłam. Dlaczego kobiety obarczają się takim brzemieniem? Dlaczego nie włożą ubrań z kieszeniami wystarczająco dużymi, by wsadzić tam klucze, portfel i papierosy, jak robią to mężczyźni?
*
To od Susan po raz pierwszy się dowiedziałam, że film oglądany z miejsca blisko ekranu może być o wiele bardziej ekscytujący.
*
— No i proszę — mówi, przytulając się do Josifa. — Jeszcze nawet nie w średnim wieku, a już walnięci dwiema najbardziej zabójczymi chorobami na świecie.
[…]
— Co byśmy dali za te zwyczajne smutki!
Josif wzrusza tylko ramionami.
— Uwierz: tych również jej nie brakowało.
I po dłuższej chwili zamyślony dodaje:
— Wiesz, ostatecznie to wszystko nie ma znaczenia, to, co przydarza ci się w życiu. Ani cierpienie. Ani szczęście czy nieszczęście. Ani choroba. Ani więzienie. Nic.
To dopiero europejskie.
Sigrid Nunez, Sempre Susan. Wspomnienia
o Susan Sontag, przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)
