sobota, maja 29, 2021

4255. Czytane na gigancie (III)

Kupiłam tę książkę w przeddzień wyjazdu na rehab, bo kocham wszystkie książki Autora. Była dostępna dopiero w dniu premiery, trzy dni później. Dokładnie w tym dniu znalazła się na czytniku.

Delektowałam się nią od pierwszego akapitu. Czy to książka obowiązkowa dla nie­ule­czal­nie chorych? Nie wiem. Śmiem twierdzić, że nie trzeba czekać na chorobę, która da ci czas, by nad sobą pracować — niektóre nie są łaskawe, zabijają w mgnie­niu oka.

Świat potrzebuje twojej uważności, twojej świadomości tego, co się dzieje.

*

Poczucie osamotnienia i izolacji często karmi nasze lęki i umożliwia im wzrost.

*

Kontakt z tym, co piękne i uzdrawiające wewnątrz nas i wo­kół nas, wymaga codziennej pielęgnacji — a tę możemy osią­gać we wszystkich prozaicznych czynnościach.

*

Niebezpiecznie jest pozostawać na poziomie intelektu. Silne emocje są jak sztorm, a pozostawanie w pozycji stojącej podczas sztormu grozi wielkim niebezpieczeństwem. A jednak to właśnie robi większość z nas, gdy zo­sta­je­my wytrąceni z równowagi. Upieramy się, by stać podczas sztormu uczuć, a wówczas jego fala nas zalewa.

*

Mając świadomość nietrwałości, możemy traktować innych z większą miłością i zrozumieniem.

*

Nawet pośród cudów chwili obecnej zdarza się, że nękają cię liczne trud­no­ści; lecz jeśli popatrzysz głęboko, dostrzeżesz, że wciąż masz około 80% pozytywnych rzeczy, z którymi utrzymujesz łączność i które cię cieszą. Dlatego nie pędź. Powróć do chwili obecnej. Postępując tak, pielęgnujesz skupienie i widzisz wszystko głębiej i jaśniej. To ćwiczenie jest bardzo proste, ale niezmiernie ważne.

*

Gdziekolwiek idziesz, twoja praktyka idzie z tobą.

*

Kiedy przyglądamy się uważnie kartce papieru, dociera do nas, że obecny jest w niej cały Kosmos: światło słońca, drzewa, chmury, ziemia, minerały, dosłownie wszystko — poza jedną rzeczą: oddzielnym ja. Kartka papieru nie może być oddzielnie.

*

Droga na zewnątrz prowadzi do wnętrza.

*

Mistrz zen Linji mawiał: „Nie jest cudem chodzenie po wodzie czy ogniu. Cudem jest chodzenie po ziemi”.

Hanh Thich Nhat, Lęk. Co warto wiedzieć, by przetrwać burzę, przeł. Jolanta Kozak i Mariusz Orski, Czarna Owca, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Wszyscy potrzebujemy zmiany na lepsze. Jesteśmy odpo­wie­dzial­ni za siebie nawzajem. Jesteśmy ogrodnikami, tymi, którzy pomagają kwiatom rosnąć. Jeżeli rozumiemy, kwiaty będą rosły pięknie. Dobra wola nie wystarcza; musimy się nauczyć sztuki uszczę­śli­wia­nia innych. Sztuka jest esencją życia, a istotą sztuki jest uważność.

*

Być kochanym to znaczy przede wszystkim być zauważonym jako istnienie.

*

Odkąd rozpoczęła się tak zwana wojna z terroryzmem, wydaliśmy miliardy dolarów tylko na to, by nasilić agresję, nienawiść i lęk. Nie udało się nam zlikwidować agresji, nienawiści i resentymentu, ani w ich zewnętrznych przejawach, takich jak terroryzm, ani, co ważniejsze, w umysłach ludzi. Przyszedł czas, aby przemyśleć ten problem i znaleźć lepszy sposób na osią­gnię­cie pokoju w sobie i na świecie. Jedynie poprzez praktykę głę­bo­kie­go słuchania i łagodnego porozumienia możemy usuwać fałszywe per­cep­cje będące fundamentem lęku, nienawiści i agresji. Fałszywych per­cep­cji nie da się usunąć bronią.

*

Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni, aby praktykować solidność, wolność i współczucie, dzięki którym będziemy w stanie przypominać sobie, że zawsze jest nadzieja.

(tamże)

4254. Czytane na gigancie (II)

Jej druga była moją pierwszą i spowodowała, że ibukosknera nie miał nic do po­wie­dze­nia. Nie patrzyłam, musiałam mieć i pożreć, bo przecież nie przeczytać.

Precyzja, z jaką Autorka przekształca otaczającą rzeczywistość w słowa, frazy i zda­nia, godna jest pozazdroszczenia. Pomysł na wyginanie osi czasu fantastyczny i, jak­by było mało, genialny portret — zachwycona jestem wciąż.

Poczta zawsze wygląda tak samo. Jest jak Polska w skali mikro. Makieta najważniejszych symboli i mieszanina czołowych mitów narodowych. To największy znany mi dom handlowy, który nie jest domem handlowym. Eldorado pełne kalendarzy z przepisami na mięso z siostry Anastazji, ko­lo­ro­wa­nek z sarmatami i naklejkami gratis, ręczników z wyszytymi zło­tą nicią tytułami honorowymi Mąż i Żona oraz foremek do pieczenia droż­dżo­wej baby dla baby. Arsenał gier i zabaw familijnych, w tym obo­wiąz­ko­wo: kart do Piotrusia, podróżnych wersji farmera i domino, oraz anty­stre­so­wych piłek gniotków z balona i mąki – mąki z białych, polskich, hete­ro­sek­su­alnych ziemniaków. Oczywiście chcę mieć wszystko.
     […] W kolejce przede mną czeka jeszcze tylko trzydzieści osiem osób. Ale system obsługi klientów jest sprytny i działa tak, że mało kto daje radę wy­trwać do końca, zachodzi tym samym selekcja naturalna. Niektóre osoby biorą numerek, sprawdzają, ile osób przed nimi, i nie wytrzymują presji, więc wychodzą od razu. Oszacowawszy swoje siły, przekładają najczęściej wizytę na przyszły rok, do którego odliczają dni, wypróbowując w tym cza­sie przepisy karmelitanek na każdy posiłek Anno Domini 2018. Niektórzy ścinają włosy i udają raka (to ja), żeby dostać specjalne punkty i móc szyb­ciej podejść do okienka z niemiłą panią. Oprócz tego kobiety pożyczają na ulicy dzieci, a mężczyźni pożyczają kobiety, które pożyczają dzieci, aby prosić o litość i wysunąć się na czoło kolejki.

*

11 listopada ugotowałam Polsce zupę. Zaprosiłam do mieszkania sto osób, ale niestety przyszło tylko piętnaście (w tym ja). Być może inni bali się wy­cho­dzić tego dnia z domu. Ja też się bałam i bały się moje psy.

*

Znajomy moich znajomych na emigracji spotkał 11 listopada master chefa luksusowej nowojorskiej restauracji. Ten człowiek powiedział mu, że uwiel­bia polską kuchnię i że kucharze na całym świecie szanują ją, po­nie­waż polskie zupy to jedna z najoryginalniejszych rzeczy na świecie. W USA gotuje się tylko znaną wszędzie pomidorówkę, zupę rybną albo dyniową od święta. W Polsce robi się zupę ze wszystkiego, co rośnie, z każ­dej materii organicznej, którą zrodziła ziemia. Z warzyw i owoców, trawy, starego chleba, zepsutej kapusty, krwi, grzybów, rzeczy jadalnych i niejadalnych. Grochówkę w wielkim kotle, niczym skoncentrowaną polskość, i różowe zupy z buraków, przypominające deser. Zupy na ciepło i zimno, na każdą porę roku i dnia – rano zupę mleczną, a na obiad, kolację i lunch zupę wytrawną, kwaśną, słodką, słoną lub ostrą. Zupy wszystkich kolorów i konsystencji. Kremy i zupy z fakturą. Jedyne w swoim rodzaju, zupy jak nigdzie indziej, dzięki którym Polskę można poznać od zupy strony i ona jest dokładnie taka: czasami wydaje się niejadalna, dziwna, taka, że lepiej nie wiedzieć, z czego jest, i aż nie chce się brać jej do ust. Ale nadal roz­my­ślasz o niej, o tej zupie, i zastanawiasz się: co za kraj. Do niczego niepodobny. Polska taka, że lepiej nie wiedzieć.

*

Najgorsze, co można zrobić, kiedy szuka się sensu w życiu, to znaleźć Normalną Pracę. Wiem to z doświadczenia.

*

Nie urodziłam w życiu ani jednego małego powstańca, nie wynalazłam żad­ne­go pierwiastka, nie dorosłam, nie znalazłam męża ani żony, nie na­uczy­łam się rozmawiać z ludźmi, nie byłam ani razu na siłowni Core Fitness, nie upiekłam chleba na zakwasie, nie wzięłam kredytu we frankach i nie wyhodowałam pomidorów na balkonie.


Dorota Kotas
(ur. 1994)

Czasami jestem z siebie mimo wszystko zadowolona. Sama nie wiem, jak to możliwe, ale zdarza się. Wchodzę wtedy w stan wielkiej mobilizacji i pró­bu­ję dobrze wyglądać. Wymyślam dla siebie na później zdania ratunkowe, które mnie pocieszą i uratują, kiedy wszystko wróci do normy. Za­pi­su­ję je sobie na kartkach, a kartki zostawiam potem w różnych miejscach. Na przy­kład wśród przypraw – między oregano a wędzoną papryką trzymam świstek z napisem: „Przecież nie jest tak źle”. W pudełku z pyralginą: „Twój pies na ciebie liczy”. Gdzie indziej znaleźć można też: „Wszystko będzie w mia­rę dobrze” oraz: „Zmyj naczynia”.

*

Codziennie staram się zrobić tylko jedną rzecz, która nada mojemu życiu minimum sensu, ilość niezbędną do przetrwania. Sens jest w cenie; wszyscy go pragną. A ja odkryłam sposób na to, żeby zapewniać go sobie w trybie 24/7 i na poziomie dziesięciu punktów w skali Apgar; nigdy nie jestem na głodzie, bo ta metoda naprawdę działa, ma sens oraz daje go, czyli jest wydajna w dwustu procentach. W skrócie: wszystko polega na tym, żeby nie przesadzać.

Dorota Kotas, Pustostany,
Niebieska Studnia, Warszawa 2020.

4253. Czytanie na gigancie (I)

Czekałam na tę książkę od tej rozmowy. W dniu premiery miałam ją na stosiku i ona zaczęła czekać na mnie. Długo czekała, by być jedyną, którą czytam. Pod­czy­ty­wa­łam, licząc na to, że w końcu zacznie się książka o czymś innym niż wie­lo­krot­nym, do utraty tchu i świa­do­mości orgia­sty­cznym baletem. W końcu zaczęła się książka, a gdy tak się stało, bardzo szybko się skończyła, bo nie była czytana, lecz połykana.

Książka ta była też ostatnim sznureczkiem łączącym mnie z polską polityką. Cztery tygodnie politycznego detoksu za mną. Zdecydowanie lepiej mi się żyje bez. Su­biek­tyw­nik cytatów rozdzieliłam na dwie grupy, by nie mieszały się perspektywy.

Na gigancie zapytałam, skądinąd sympatycznego, zwolennika partii małych ludzi, jak sobie radzi z historią pana Obitka (bit to jedna ósma bajta) i uczciwością fi­nan­so­wą Pinokia. Chciałam dowiedzieć się z pierwszej ręki zwolennika rządzących. Poziom jadu i nienawiści do ludzi, którzy bez zachwytu do rządzących, przekroczył mo­je najśmielsze oczekiwania. Wszystko jasne: jestem zdrajcą narodu. Więcej pytań nie miałam.

Nie ma powrotu, bo nie ma do czego wracać. Niby wszystko jest, ale jest czym innym i gdzie indziej, kiedy indziej. […]
     Dlatego nie ma powrotu do tamtego życia. Muszę zmienić wszystko, nie jakiś modus vivendi ani modus operandi, ale wszystko. Albo umrzeć.

*

Jest jak miękki żółw ukryty w twardej skorupie: nie lubi okazywać uczuć, boi się jak my wszyscy. Ze strachu tłumi emocje, a one wzbierają w nim i szar­pią od środka jak psy. Otępia się, żeby ich nie słyszeć. Dotąd łudziłem się, że nie upadłem jeszcze tak fatalnie jak oni, ale obserwując ten ping-pong terapeuty z Filipem, zapisałem w zeszycie: „Czeka mnie gigantyczna praca”.

*

Przykleiła się do mnie natrętna myśl o niewiarygodnym, hollywoodzkim scenariuszu odwrócenia fatalnego losu i powrocie do życia pełnymi gar­ściami. Starałem się poskromić wybujałą wyobraźnię, ale człowiek nigdy nie traci nadziei. Nawet jeśli to tylko iluzja i chwilowa fascynacja, to nie wytłumaczysz sobie tego, nie ostudzisz zapału. […] Mój entuzjazm to z pew­no­ścią najkrótsza droga do rozczarowania i rozpaczy. Ale z drugiej strony, „jak można porzucić nadzieję?”.

*

[…] wszyscy mamy swoje demony i w tym jesteśmy do siebie podobni. Trzeba uruchomić osobistą duchowość, do niej się odwołać, z niej czerpać. Tylko gdzie ona teraz się podziewa, dokąd zawędrowała, jak się do niej dostać?

*

Czy kiedykolwiek udało się komuś dokonać radykalnej zmiany w sobie? Czy da się wyciąć raka poranionych pokoleń? A może to tylko literackie i fil­mo­we bujdy albo poradnikowe mądrości?
     HARPER: Jak się zmieniają ludzie?
     MORMOŃSKA MATKA: To się wiąże z Bogiem, więc nie jest to miłe. Bóg paznokciem kciuka rozcina skórę od gardła do brzucha, zanurza w tobie swo­ją wielką brudną łapę, chwy­ta twoje krwawiące flaki, a ponieważ one wy­śli­zgu­ją się z tego uścisku, chwyta je mocniej, bezlitośnie i szarpie, szarpie, aż wyrwie ci wszystkie wnętrzności, co za ból! Tego się nie da opisać. A potem wpy­cha je z powrotem, brudne, poskręcane, poszarpane. Sama musisz je po­zszy­wać.
     HARPER: A potem wstać. I iść na spacer.
     MORMOŃSKA MATKA: Na spacer z poskręcanymi flakami.
     HARPER: Tak się zmieniają ludzie.
     // Tony Kushner
, Anioły w Ameryce.

*

Smutek i depresja to żałoba.
     Odbyć żałobę, to zmierzyć się z życiem takim, jakie jest. No filter.

*

Moje trzy prawdziwe związki sam zniszczyłem: pierwszy naiwnością, drugi niewiernością, trzeci nadmiernym, bezbronnym zaangażowaniem. I oto jestem sam jak palec w dupie losu.

*

Heterycy całe życie tkwią w związkach z niekochanym lub niekochającym. Pedały przynajmniej z tym nie mają problemu. Gdy gaśnie uczucie i na­mięt­ność, po prostu rozstajemy się i koniec opowiadania. Nie ogra­ni­cza­ją nas: małżeństwo, hipoteka, teściowie i dzieci.

*

W obliczu zbliżającej się śmierci boimy się samotności, dlatego wolimy zno­sić to, co jest nieznośne. Ale mnie mniej przeraża perspektywa samotnej starości niż życie w ciągłym napięciu, w gnieździe nienawiści. Życie, w któ­rym wywraca się oczami na każde słowo i każdy gest tego drugiego […]. Tej tortury nie zrekompensuje milion szklanek wody podanych do łóżka.

*

Kocham cię, nie mam już żalu,
wyplułem wszystko, zostało puste naczynie,
nie ty je napełnisz.
Amen

*

Moja bliska znajoma Sonia […] napisała:
[…] No więc jestem tą chodzącą ideologią. I tak sobie chodzę i godzę. A wasza walka ze mną „jest piękna, jest obroną fundamentów naszej cywilizacji, wszyst­kiego co w polskości najlepsze” (Lisiewicz). tak, #jestemlgbt

Jacek Poniedziałek, (Nie)dziennik,
W.A.B., Warszawa 2021.

Marni ludzie urządzają marny świat, bo nie wiedzą, że może być inaczej.

*

W Meksyku ludzie tej samej płci mogą zawierać małżeństwa. Restrykcyjnie egzekwuje się prawa kobiet, państwo konsekwentnie walczy z przemocą domową i wszelkimi przejawami nierówności. Ich cywilizacja liczy trzy i pół tysiąca lat. Za rok mają stać się siódmą gospodarką świata, w ciągu dziesięciu lat – piątą. Ale to MY wiemy lepiej. Polacy lubią myśleć o krajach Ameryki Łacińskiej jako o biednych, a co za tym idzie, zamieszkanych przez ludzi zacofanych, prymitywnych, odrażających, brudnych i złych. Rzeczy­wi­stość rozpaczliwie temu przeczy. […] Otrząsamy się na samą myśl o tym, co inne, zamiast dotknąć, powąchać, wziąć do ust, wymieszać ze śliną, powdychać molekuły, zjeść to i przetrawić. My samych siebie nie lubimy, my mamy siebie za gorszych i głupszych, dlatego boimy się kon­fron­tacji z Innym. Nie dopuszczamy myśli, że ten, którego chcieliśmy uznać za gorszego, ma jednak szersze horyzonty, ciekawsze życie, a przede wszystkim więcej luzu. Bo co by wtedy było z nami? Kim byśmy byli, gdyby się okazało, że nie mamy powodu czuć się lepszymi nawet od takich dzikusów Metysów? Tego byśmy nie znieśli, bo my nie umiemy odpuszczać. Przyznanie komuś racji przekracza nasze możliwości. Uznanie Innego traktujemy jak akt kapitulacji, bezradności, słabości, uległości i „miękiszostwa”.

*

Boże, dokąd myśmy doszli, gdzie myśmy się wszyscy znaleźli? W jakiej głębokiej, ciemnej i ponurej dupie?! Gdybym był piętnaście lat młodszy, wyjechałbym z tego piekła. […] Piłsudski miał świętą rację, że naród wspaniały, tylko ludzie kurwy. Czuję podobnie. Kocham i zarazem nienawidzę. […]
     Jeszcze parę lat temu nikomu by to nie przyszło do głowy, nikt by nie uwierzył w ten scenariusz, że przyjdzie opętany żądzą władzy paranoik, rzuci coś o wymianie elit lub o piętnowaniu kulturalnych wrogów, a zahipnotyzowany tłum będzie mu entuzjastycznie bił brawo.

*

Zawsze mnie zastanawia i rozwściecza ciche oswajanie się społeczeństw z okrucieństwem i kłamstwem.

*

Nie chciałbym zagrać po prostu zaciekłego wroga kleru, z politowaniem i satysfakcją patrzącego, jak się młody księżulo ośmiesza naiwnością i niewiedzą o szatanie, aniołach i demonach. Wolałbym raczej pokazać człowieka w rozsypce, okaleczonego przez katolicką większość, zrozpaczonego z powodu nieudanych egzorcyzmów. Chciałbym zagrać kogoś, kogo zatruwają demony pychy, nieczystości i „złości wszelakiej”. Kogoś, kto został zaszczuty przez katolickich sąsiadów, kogoś świadomego pogromów i gwałtów.

*

Wciąż mam w sobie wiarę w kroplę, która drąży skałę, ale na razie widać tylko zapaść, regres i mrok. Jednego życia na tę zmianę nie wystarczy.

*

[…] Jeana-Paula Sartre’a: „Nie jest istotne, co z nas zrobią, ale co sami zrobimy z tego, co z nas zrobiono”. Te słowa towarzyszą Eribonowi, odkąd je po raz pierwszy przeczytał. Chciałoby się powiedzieć: „No to jazda, panowie, do dzieła: róbmy coś z tym, co z nas zrobiono!”.

(tamże)

4252. Ścinki z giganta








poniedziałek, maja 24, 2021

4247. 144/365  //  na gigancie, dzień 22.

nie ma trzech zdań*. było dziewięć osób. i toast: obyśmy za rok spotkali się tu w tym samym wspaniałym składzie.

144/365

______________
  * czasem ostatnia niedziela wraca jeszcze na chwilę pod wie­czór ostatniego poniedziałku.

niedziela, maja 23, 2021

piątek, maja 21, 2021

4244. 141/365  //  na gigancie, dzień 19.

mogę już spokojnie nie doskakiwać do poprzeczki, którą sobie od zawsze bardzo wysoko stawiam. mogę — jak napisała janina bąk — przejść pod nią. nie są to obniżone standardy czy fol­go­wa­nie sobie, lecz przyjemność delektowania się ży­ciem tu i te­raz, gdy zrobiło się wszystko, co było na ten moment możliwe.

141/365

środa, maja 19, 2021

4242. 139/365  //  na gigancie, dzień 17.

nici — nie będzie dziś ani zdjęcia, ani słów. jest istota wyjęta z krio­ko­mo­ry — wiecznie głodna i senna, ale szczęśliwa.

na ostatniej prostej do snu zagadało do mnie to zdjęcie:
     — pamiętasz o delikatności ciała?

139/365

poniedziałek, maja 17, 2021

niedziela, maja 16, 2021

4239. Zaskoczenie (II)

Jabłoń:
(na pierwszym spacerze-rekonesansie,
zaskoczona spotkaniem, cyk i posłała
Sadownikowi namiastkę „ich” kwiatów
)
Dokładnie 23 lata temu Ty,
dzisiaj ja.

4238. Zielnik (XXVIII)

Uparta pięknie.
I piękna.

Naucz się docierać do ciszy w swoim wnętrzu i pamiętać, że wszystko w życiu ma swój cel.
// Elisabeth Kübler-Ross (1926–2004)

Profesora Saxifraga:
Smagliczka górska

4237. U Orzeszka i Białego Kruka (LXXX)

Biały Kruk:
(dziś napisał i zdjątko drzewka
rajskich jabłuszek załączył
)
Nalewka kwitnie.

4236. 136/365  //  na gigancie, dzień 14.

wszystko – co ważne w życiu – przychodzi w swo­im tempie. i w swoim czasie. po­ga­nia­jąc, niczego nie przyspieszysz, tylko prze­oczysz wiele istotnych i pięknych chwil.

136/365

[suplement pikselowy: 10.06.2021]

sobota, maja 15, 2021

4235. 135/365  //  na gigancie, dzień 13.

nawet wobec realnych, dużych ograniczeń wciąż możesz po­trak­to­wać swoje życie w kategoriach potencjału i moż­li­wo­ści. po ostatni swój oddech. ty możesz, dla mnie to brzmi jak plan, nie­pod­le­ga­ją­cy żadnym dyskusjom.

135/365

czwartek, maja 13, 2021

4233. 133/365  //  na gigancie, dzień 11.

czekałam na te zajęcia ponad tydzień. drugi rząd ćwiczących utwo­rzy­łam swoim ferrari, nie rozumiejąc dlaczego. żuraw, lew, góra, niedźwiedź, wyciąganie szczura — pod ko­niec zajęć wie­dzia­łam dlaczego: cyk!

133/365

środa, maja 12, 2021

4232. 132/365  //  na gigancie, dzień 10.

radość jest kluczem do mojego życia — od­kry­łam dziś podczas ćwiczeń w basenie.

gdy ulatnia się radość, to tylko znak, że chcę w tej chwili czegoś innego niż to, co właśnie oferuje mi życie w swym nie­zmie­rzo­nym bo­gac­twie. najczęściej w takich chwilach, niczym roz­ka­pry­szo­ne dziecko, chcę czegoś wię­cej, moc­niej, szybciej, choć wca­le nie wiem po co.

132/365

[suplement pikselowy: 1.07.2021]

wtorek, maja 11, 2021

4231. 131/365  //  na gigancie, dzień 9.

czasem wieczorna złota godzina bywa pierwszą godziną dnia, gdy czuję, że żyję. widok z okna w łazience wynagrodził mi dzisiejszy trud mierzenia się z pierwszym tego roku upałem. wynagrodził z nawiązką.

131/365

niedziela, maja 09, 2021

4229. 129/365  //  na gigancie, dzień 7.

ludzie świętujący życie.
wśród „swoich”. w słońcu.

129/365

Rozwiń w sobie zainteresowanie życiem takim, jakim je widzisz; w ludziach, w rzeczach, w literaturze, w mu­zy­ce — świat jest tak bogaty, wprost tętni skar­bami, pięk­ny­mi duszami i ciekawymi ludźmi. Zapomnij się.
// Henry Miller

sobota, maja 08, 2021

4228. 128/365  //  na gigancie, dzień 6.

przysiąść się do „tu i teraz”. poczuć, jak się roz­py­cha, nie po­zo­sta­wiając miejsca na tęsknotę, strach czy żal. robi to bez słów.

128/365

piątek, maja 07, 2021

4227. 127/365  //  na gigancie, dzień 5.

i co z tego, że jednego chłopaka wolę od wszystkich książek* świata. oczarowana o zgodę na cyk poprosiłam. i cyk.

127/365

______________
  * swoją drogą te skarpetki można przeczytać na dwa spo­so­by: ekstrawagancki i radykalny. zamiana kolejności dwóch słów i ciach – natychmiast zmienia się użyty kwan­ty­fi­ka­tor.

wtorek, maja 04, 2021

4224. 124/365  //  na gigancie, dzień 2.

rodzina: kudłata u babci, jabłoń na gigancie, sadownik chwilowo w ulu. wszystko dla dobra każdego z nich.

a heniutka ma dziś urodziny.

124/365

poniedziałek, maja 03, 2021

4223. 123/365  //  na gigancie, dzień 1.

jestem po raz pierwszy w życiu na księżycu bez barier. wszyscy inni znają się i witają piąty, dziewiąty, nasty raz.

jestem doskonałego zdrowia, mam tylko sm — nauczył mnie dziś pewien pan.

123/365

*  *  *

Sadownik & Jabłoń:
(wcześniej, w drodze na księżyc)

Sadownik:
(prorokuje)
Jeeezuuu, jak ja zdziczeję
przez te cztery tygodnie!

niedziela, maja 02, 2021

4222. Przedskoczek kolonijny (II)

I’griega podesłała buczek, nie anonsując o czym, bo zwykle nie jest to potrzebne. Zareagowałam jak swojego czasu Biały Kruk — uznałam, że nie mam przestrzeni na książkę kucharską lub esej o uzależnieniu od cukrów. Koń wciąż śmieje z moich sko­jarzeń.

Kilka dni później Kaan wyprowadziła mnie z błędu, mówiąc: będziesz zachwycona. Już na pierwszej stronie miałam pewność: to nie jest książka kucharska! Kaan miała rację, byłam bardzo zachwycona od pierwszych akapitów. Gdyby dziś była ładna po­go­da, pognałabym nad jezioro. Ktoś, nie ja, zamówił dziś pogodę barową, a to ozna­cza dla mnie niezmiennie czytanie — co godzinkę jedno ćwiczenie i można było wró­cić do czytania w majestacie prawa i lepiej krążącej w ciele krwi. Wskutek na­tu­ry dzisiejszego dnia książka ta skończyła się przedwcześnie.

Teraz cze­kam na kolejną książkę Autorki. W mię­dzy­cza­sie chwycę pierwszą — Ibu­ko­skne­ra dru­gi rok na nią polował (bezskutecznie). Koniec z po­lo­wa­niem, za­or­dy­no­wa­łam — Ibukosknera obrażony — mam ją już na czytniku. Wsiąknę w nią jutro w dro­dze na turnus rehabilitacyjny.

Brakuje mi historii takich osób jak ja, dlatego postanowiłam, że napiszę jedną. Rok 2020 wydaje się do tego najlepszy! Jest on jednocześnie czasem zamknięcia się w domu i czasem wychodzenia na ulice po to, żeby krzyczeć.

*

Chcę, żeby był to kraj dla wszystkich. Może być nawet dla tych osób, które uważają się za patriotów, trudno, może obok innych w końcu się czegoś nauczą.

*

Niektórym osobom nadal wydaje się, że autyzm to patrzący w okno chło­piec z niebieskim balonikiem. Dziewczyny są w tym systemie nie­wi­docz­ne. Jeśli mogą, to znajdują własne strategie, które pomagają im się przy­sto­so­wać. Lepiej naśladują pożądane zachowania, a może też są wychowywane inaczej, z innymi oczekiwaniami ze strony dorosłych. Wydaje mi się, że jest to konsekwencją męskocentryzmu świata, w którym to chłopiec ma być wzo­ro­wo odważny, waleczny i pewny siebie, a dziew­czyn­ka może być żadna. To świat, w którym dziewczynka może być wypełnieniem ładnej sukienki albo przyjemnym rekwizytem na zdjęciu rodzinnym. Jest głównie swoim wyglądem, niewymagającym widzenia od wewnątrz. Wystarczy, że jest czysta i cicha. Problemem jest też brak wiedzy. A tak naprawdę jest mnóstwo problemów.

*

Jednostkowa perspektywa — dla mnie właśnie na tym polega sens pisania. Czytam tekst, dzięki któremu poznaję czyjąś perspektywę, przez co mój ogląd świata staje się pełniejszy. Im więcej w tym szczegółów osobistych, tym lepiej dla mnie.
     Gdybym była mężczyzną, mogłabym ciągle pisać o sobie i nikt nie miałby mi tego za złe. Nawet gdyby to było sześć tomów o moim życiu, z całym roz­dzia­łem o robieniu kupy w lesie. Wszyscy byliby pod wrażeniem z po­wo­du mo­jej szcze­ro­ści. […] Nie byłoby dylematu, czy mnie wydać, czy czytać i czy to się komuś opłaci. Ale jestem dziewczyną, a to podnosi ocze­ki­wa­nia. Więcej rzeczy jest dla mnie objętych zakazem, a jednocześnie muszę się bardziej starać, bo inaczej moja twórczość zostanie naznaczona jako li­te­ra­tu­ra kobieca, czyli do niczego, bo literatura kobieca nie jest dla ludzi ani o nich. Czy to ma sens?

*

Brakuje mi umiejętności, które podobno nazywają się „miękkie”, ale też wierzę w to, że najlepsze rzeczy — nawet w relacjach — to te, które są kru­che i chrupiące, wyglądają trochę ryzykownie, ale też zawsze są takie same i bardzo transparentne. […] Ja nie mam najlepszych narzędzi. Je­dy­ne, ja­ki­mi dysponuję, to wkrętarka, szlifierka mimośrodowa, wy­rzy­nar­ka i blen­der. W kontaktach międzyludzkich są one właściwie bezużyteczne, cho­ciaż to ostatnie przydaje się trochę do okazywania miłości, która dla mnie po­le­ga na tym, że robi się komuś naleśniki na śniadanie. W tym jestem bardzo dobra. Jak autystyczna Mama Muminka z jednym prostym za­da­niem i ciągle w tym samym ubraniu […].

*

Nie potrafię zmusić się do zajmowania się rzeczami, które mnie nie interesują.

*

Każdy ma trochę inaczej. Na tym polega neuroróżnorodność. Temple Grandin — wysokofunkcjonująca osoba w spektrum i doktorka zoo­tech­ni­ki — przekonuje, że świat potrzebuje wszystkich mózgów. To oczy­wi­ście racja, zgadzam się z nią. Niestety świat nie zawsze daje po sobie po­znać, że potrzebuje mózgów takich jak mój.

*

W moim ciele jest nadal dużo pamięci, której nie ma głowa.

*

Czułam się zdeterminowana. Zamierzałam osiągnąć wszystko, co po­sta­no­wię. To nigdy się nie zmieniło. Jest w tym pewna moc i jest mnó­stwo na­iw­no­ści, ale nigdy się nie poddaję, jeśli chcę coś zrealizować. Wiem, że wszyst­ko, czego chcę, jest nieuniknione. To tylko kwestia czasu. Świat w końcu mi to da. Trzeba tylko trochę się postarać i trochę namęczyć się brakiem. Być może to jedyny skuteczny sposób na życie.

*

Niedoskonałość wydaje mi się pełna życia.

*

Moje uczucia są bardzo fizyczne. Dzięki temu mogę się zorientować, że w ogó­le je mam, bo nie zawsze wiem, czy rzeczywiście czuję się zmęczona, czy tylko myślę, że tak się czuję, czy może coś mi się wydaje. To stany pra­wie nie do odróżnienia, ale da się je rozpoznać w ciele.

*

Sny są niezawodne. To moja ulubiona metoda poruszania się w czasie. Wszystko jest w nich dokładnie takie, jakie powinno być.

*

W kłótniach jestem bezbronna i radykalna. Zazwyczaj zastygam z ka­mien­ną twarzą. Staram się mówić językiem żyrafy, ale to wywołuje jeszcze więk­szą agresję w osobach, z którymi się kłócę. Kiedyś myślałam, że z ksią­żek nauczę się, jak rozmawiać z ludźmi i co im mówić, i już nigdy nie znajdę się w sytuacji konfliktowej, wszyscy będą mnie lubić i wreszcie bę­dzie łatwo. NIE JEST.

*

Miałam kilka momentów, kiedy myśl o śmierci była dla mnie najbardziej pocieszająca ze wszystkich planów na przyszłość.

*

Gdybym mogła, to chyba wolałabym być psem niż sobą. Byłabym wtedy kimś łatwiejszym do rozumienia, nawet dla siebie.

Dorota Kotas, Cukry,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Dla mnie pisanie to najwyższa konieczność. Jedyny w pełni skuteczny sposób na to, żeby zrozumieć, co się dzieje wokół mnie.

*

[…] byliśmy tylko dziećmi i nie mieliśmy zbyt wielu przywilejów, ani nawet statusu prawdziwej osoby, z którą ktoś by się liczył. Nikt nie wierzył w ani jedno nasze słowo.
     W pisaniu jest dla mnie pewna wolność. Pisząc, daję też znać sama sobie, że moje doświadczenie jest ważne.

*

W pewnym sensie uznaję czytanie za najlepszy rodzaj spotkania towarzyskiego.

*

[…]  jak zwykle miałam szczęście. Szczęście towarzyszy mi przez całe życie. Niczego już nawet nie planuję. Po prostu biorę to, co dostaję. Biorę wszyst­ko to, co jest. Najczęściej jest to dobre. Nie zawsze jest takie od razu, ale za­zwy­czaj po jakimś czasie już tak, albo się przyzwyczajam, albo coś zmie­niam. Dzięki temu wszystko jest dobre.

(tamże)