wtorek, września 13, 2022

4751. O seksizmie

Sadownik & Jabłoń:
(w drodze na obiad dojeżdżają do
mało używanego poza sezonem skrzyżowania
)

Sadownik:
(o psie wylegującym się na skrzyżowaniu,
który tylko podniósł głowę i leniwie patrzy
na podjeżdżający i mijający go samochód
)
Twardziel!

Jabłoń:
Skąd wiesz, że to nie twardzielka?

Sadownik:
Jeśli tak, to idiotka!
(po chwili dodaje)
Wiem, wiem, to seksizm
w najczystszej formie.

4750. Panna cotta (LV)

Jabłoń:
(zachwyt czasem passato prossimo wyraziła, bo
dzięki niemu przeszłość bogactwem się staje
)

ho scritto.  
hai scritto.  
ho letto.*

Alma:
(w odpowiedzi zrobiła Drzewku dzień słowami)
the past and the future are
continuously collapsing into
the present.

______________
  *  napisałam. / napisałaś. / przeczytałam.

*  *  *

Sadownik:
(już nie może słuchać tej piosenki)

Jabłoń:
(dziwi się bardzo)
Czemu? Piękna aranżacja,
piękna piosenka i pięknie
o miłości!

Lucio Dalla, Canzone.

canzone, cercala se vuoi
dille che non mi perda mai

4749. Z oazy (LVI)

Niedzielne odliczanie literek we wtorek? Gorzej, to jest bardzo czerstwe niedzielne odliczanie literek, trzy, sprzed dwóch tygodni i dwóch dni. Zaległa we mnie ta książ­ka i nijak zająk­nąć się na jej temat nie umiałam. Trzeba było czekać.

Stawanie naprzeciwko osób, które utknęły w starotestamentowym przekonaniu, że choroba jest konsekwencją złych czynów, było dla mnie trudne. Stawanie na­prze­ciw­ko osób, które twierdzą, że ciężkie choroby są konsekwencją bardzo złych czy­nów, po tej książce stało się łatwizną!

[…]  doświadczenie ludzi nie zgadza się zwykle z tym pomysłem – za dobre nagroda, za złe kara.

[…]  historia opowiedziana w tej księdze [Księga Hioba]  to przypowieść, fabuła przedstawiająca pewne prawdy o świecie.

Nie bój się tego. Nie bój się rodzących w Tobie pytań, sprze­ciwów, buntów. One są potrzebne, by przyszło nowe.

[…]  dotarło do mnie główne pytanie tej księgi. A jak się zna pytanie, wtedy można szukać odpowiedzi, bo dopóki się nie wie, o co zapytać, trochę nie wiadomo, co robić z daną rzeczywistością.

Nietzsche powiedział kiedyś bardzo ciekawe zdanie o tym, że Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje, a czło­wiek odpłacił Mu tym samym.

[…]  nie oszukujmy się: mowy nienawiści bardzo dużo jest w sa­mym Kościele. Gdzie? Kiedy się jednych na drugich szczuje, kiedy się jednych przeciwko drugim nakręca. To jest właśnie to! Kościelna mowa nienawiści, jak słusznie zauważył to kiedyś biskup Ryś, wzięła się ze stra­chu, który ma dwa powody. Pierwszy z nich już znamy: jak wszystko odpu­ści­my, to świat nam się rozwali. Czyli jest to strach przed tym, że wszystko wymknie się spod kontroli. Drugi z nich jest znacznie gorszy. U jego pod­staw jest lęk przed tym, że skoro system „dobro nagroda, zło kara” nie dzia­ła, to nieszczęście też nas może spotkać, mimo prawego życia, a tego byśmy nie chcieli. Tu jest ukryty ten drugi strach.

Bogu zupełnie obca jest logika coś za coś.

Bóg […]  czasem tak ma, że daje komuś coś, co mu się bardzo przydaje, a w oczach świata jest głupie, niepozorne, wręcz żadne.

Czy deszcz także ma ojca?
A kto zrodził krople rosy?
Hi 38,28 

Na tym słowie ufam, de facto kończy się wiara. […]  Jasne, że trzeba myśleć. […]  Tylko co innego jest myśleć, a co innego jest robić z tego oskarżenie, a tak zrobił Hiob.

[…]  nie wolno własną miarą patrzeć na cierpienie kogoś dru­gie­go. Czasem chce się nam powiedzieć innym, że przesadzają. I uwaga! Zda­rza się oczy­wiś­cie, że ktoś naprawdę przesadza. Natomiast nie przyjmujmy tego za pew­nik. Coś co dla Ciebie nie jest ani bardzo dotkliwe ani straszne, dla ko­goś może być końcem świata.

[…]  w cierpieniu drugiego człowieka naprawdę nie są ważne słowa. Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest po prostu z tym kimś być tam, gdzie on jest.

Gwarantuję Ci, że jeśli przestaniesz wierzgać, czyli mówić, że ma być inaczej, a zaczniesz Go szukać w tym, co Ci się przydarza, to doznasz wyzwolenia.

Adam Szustak OP, Targ zamknięty. Lekcje Hioba,
ilustr. Jacek Hajnos, Wydawnictwo RTCK*, Nowy Sącz 2018.
(wyróżnienie własne)

_____________
* akronim: rób to, co kochasz.

W tym wszystkim chodzi więc o miłość.

(tamże)

piątek, września 09, 2022

4748. 252/365

trzeba mieć siłę, by się kłócić; trzeba też mieć wiarę i nadzieję na zmianę oraz bazowe poczucie bezpieczeństwa, by kłócić się otwarcie.

wczoraj nie miałam siły, ale pokłóciłam się okrutnie o nie­po­trzeb­ną mi do niczego nadopiekuńczość i pouczanie. uśmie­cham się dziś do wczorajszej kłótni, bo jest dowodem na to, że nadzieję na zmianę miałam.

252/365

czwartek, września 08, 2022

4747. 251/365

mężczyzna nadskakujący kobiecie w wysokiej ciąży. skoja­rze­nia społecznie mile widziane: spełnienie, przyszłość, nadzieja na lepszy czas. a widzisz* symbol permanentnego nie­do­stat­ku wy­star­cza­ją­cej ilości troski na świecie?

251/365

____________
  *  zobaczyłam dziś po raz pierwszy w życiu.

środa, września 07, 2022

4746. 250/365

nad ranem gość audycji radiowej powiedział, że drugi tydzień radość ogromną mu przynosi deszcz, bo wcześniej przez pięć­dzie­siąt dni u niego, gdzieś w świecie, nie padało wcale. i strze­li­ło mi do łba pytanie, które zrobiło mi dzień, gdy próbowałam na swoje potrzeby znaleźć odpowiedź:
     gdzie, przy czym jest twoja uwaga i wdzięczność?

250/365

niedziela, września 04, 2022

piątek, września 02, 2022

(4742+1). 245/365

kilkadziesiąt lat temu — powiedziała mi dziś – przytuliła się do rodziny Rodziców Orzesz­ka. wczoraj, z okazji Jej setnych uro­dzin Jej Rodzina przytuliła nas. byliśmy tam w imieniu włas­nym, Orzeszka, Rodzi­ców Orzeszka i miejsca, które łączyło nasze losy.

245/365

niedziela, sierpnia 28, 2022

(4357+384). Fryzyjskie chwile (II)


4740. Z oazy (LV)  //  Panna cotta (LIV)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Jakiś czas temu na rekonesans się wybrałam. Chciałam dowiedzieć się, czy coś jeszcze dla „dzieciów” wydała ta Autorka. Gdy zo­ba­czy­łam, że księżyc w tytule, zajrzałam i zawyłam. Niepospolity format. Nie­na­chal­ne kolory. Przyciągająca oko estetyka. Nie przeczuwałam, co mnie wraz z książ­ką spotka. Był jednak mały problem.

Polegał na tym, że zamówienie imieninowe — od Sadownika, Białego Krukaro­dzi­ców Sadownika — już było w drodze. Przypomniało mi się, że deputat sierp­nio­wy, że okrasić go można imieninowym świętowaniem i po konsultacji z Sadownikiem, czy mogę wydać dwa ciuty więcej, niż zwykle jest przewidziane w ramach mie­sięcz­ne­go przydziału na włoskie książki, szła do mnie. Doszła.

Przy czwartej ilustracji (pierwsza poniżej) coś mnie tknęło, zaiskrzyło na złączach, tworząc skojarzenie z japońskim malarstwem. Na ostatniej stronie, czytając tekst „dla du­żych”, ułożony w regularne akapity, okazało się, że wrażenie słusznie wiodło mnie na wschód. Dziwiłam się, że nie zrobiło tego nazwisko na okładce. Nie na dar­mo mówią, że dobry rysunek/obraz jest wart tysiąc słów. Hmmm, tylko małpa z ilu­stra­cji, nie wiedzieć czemu, została w warstwie słownej nazwana pawianem. Nie znam się na gatunkach małp, ale na pewno nie jest to pawian, więc w wolnym tłu­ma­cze­niu pozostanie małpą.

Dla mnie to książka o postawach wobec nieszczęść (tych realnych i wyima­gi­no­wa­nych), które od czasu do czasu są rzeczywistym wystrojem każdego ludzkiego życia.

W warstwie obrazu to nie książka, lecz album.

[Koson Ohara]  Il suo vero nome era Mateo Ohara, nato in Giappone, nella prefettura di Ishikawa, il 9 febbraio 1877, nel decimo anno dell’era Meiji.
[Jego prawdziwe nazwisko brzmiało Mateo Ohara, urodził się w Japonii w prefekurze Ishikawa 9 lutego 1877, dziesiątego roku okresu Meiji.]

*

Ecco quello che successe uno strano giorno di settembre.

Alle oche arrivò voce che la luna quella notte
no si sarebbe presentata
all’appuntamento nel cielo.
[Oto co się wydarzyło pewnego dziwnego dnia we wrześniu.
Gęsi dowiedziały się, że księżyc tej nocy / nie pojawi się / na spotkaniu na niebie.

*


Al contrario il babbuino
è molto riflessivo
e non si fa mai prendere
dal panico.

E quindi
non si mosse.
[Przeciwnie, małpa / jest bardzo rozważna
i nigdy nie panikuje. / / Z tego powodu / się nie rusza.]

*

Il babbuino guardava,
rideva,
e non si muoveva.
[Małpa patrzyła, / śmiała się / i nie poruszyła się.]

*

     — Ehi, Rana! / Fai qualcosa presto!
Stasera la luna non ci sarà, lo hanno detto le oche!
     — E allora?
[   — Hej, Żabo! / Szybko, zrób coś! / Dziś wieczorem   
nie będzie księżyca. Powiedziały o tym gęsi.  
   — Co z tego?]

*

E infatti l’anatra,
che è parente delle oche,
sentì e trasmise il messaggio immediatamente.
[I rzeczywiście, kaczka, / która jest krewną gęsi,
usłyszała i przekazała wiadomość natychmiast.]

*

     — Ehi, Gufo! / Fai qualcosa! / Stasera 
la luna / non ci sarà, / lo hanno detto / le oche!
[   — Hej, Sowo! / Zrób coś! / Dziś wieczorem   
nie będzie księżyca. Powiedziały o tym gęsi.]


     — Non è un mio problema,
vattene piccoletta!
[   — To nie jest mój problem   
spadaj, maleńka!]

*


Allora il babbuino,
dopo averci molto pensato,
decise di scendere dal suo albero.
[Małpa / po tym, jak długo myślała, / zdecydowała się zejść ze swojego drzewa.]

*

La luna, che era molto comprensiva,
salì veloce in cielo per far smettere
di quaqquare le ache, far dormire la tigre,
indicare la strada alle lucciole
e rilassare i pesci.
[Księżyc, który był bardzo wyrozumiały, / pojawił się szybko na niebie, by zatrzymać / gęganie gęsi, umożliwić spanie tygrysowi / wskazać drogę robaczkom świętojańskim / i zrelasować ryby.]

Cristina Petit, La notte in cui la luna sparì, ilustr. Koson Ohara,
Pulce Edizioni, Santarcangelo di Romagna 2021.

4739. Z oazy (LIV)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Najpierw długo na tę książkę polowałam. Potem długo na stosiku czekała. Argumenty „za” czytaniem jej teraz były dwa: to ostatnia, póki co, prze­tłu­ma­czo­na na język polski książka tej Autorki oraz dziwne umysłowe prze­konanie, że w let­nim czasie wypadałoby przeczytać więcej zaległych powieści. Wzię­łam, bo ostatecznie to opowieść tylko na ząb.

W jednej trzeciej zaczynałam żałować: czy ta Autorka musi zawsze takie kobiety i ta­kich mężczyzn wciągać w fabułę, a jeśli nie całkiem takietakich, to jakoś wciąż obrzy­dli­wie do nich podobnych. Haczyk jednak połknęłam i czytałam, bo ciekawa bym, jak się ta historia skończy i… Puenta tej po­wieści mnie zachwyciła. Dla mnie to zdecydowanie najlepsza książka Autorki.

W bo­nu­sie, dzięki tej książce, trochę malarstwa się naoglądałam, a nawet dwa niesamowite dzieła tu przywlokłam.

Franz von Stuck, Zmysłowość, ok. 1891.

     – Chcę, byście zapamiętali – powiedziała – że od obrazów, które mają po sto dwadzieścia, sto trzydzieści lat, nie można wymagać współczesnej poprawności politycznej. Nie jesteśmy tu po to, żeby oceniać, czy artyści tamtej epoki źle postrzegali kobiety i czy te obrazy ranią wasze uczucia. Jesteśmy tu po to, by zrozumieć, dlaczego wyglądają właśnie tak.


Gustav Adolf Mossa, Elle, 1905.

*

[…]  czekała, żeby on coś powiedział, cokolwiek, ale pytanie było konieczne: coś, co sczepiłoby ich życia jedno w drugie na kolejną chwilę. Wtedy nigdy nie spytał, ale teraz tak.
     – Co robisz wieczorem?

*

Zwykli ludzie są tak rozpieszczeni przez swoje zwykłe życiorysy, że nawet się nad nimi nie zastanawiają.

*

W społeczeństwie mężczyźni stanowili większość zarówno na szczycie, jak i na dnie: jest więcej męskich geniuszy i szefów firm, ale także więcej nie­wydolnych, wykolejonych i kryminalistów.

*

Nawet się nie zdziwiła. Później pomyślała, że być może to jest najsmutniejsze ze wszystkiego, że nawet się nie zdziwiła.

*

Kobiety, którym się nie uda, traktuje się jako biologicznie przegrane. Z kolei mężczyznom wolno robić to, na co mają ochotę, za nic nie brać odpo­wie­dzial­no­ści, a później i tak pewnego pięknego dnia stać się głową przy­kład­nej rodziny.

*

Na rzeczy się nie zasługuje. Człowiek może uważać, że za­słu­żył na ocenę albo pochwałę, jeśli ciężko na coś pracował, ale w rze­czy­wistości życie składa się z sytuacji, w których wkład i wysiłek nie stoją w żadnej proporcji do rozdania. […]
     Na rzeczy się nie zasługuje.
     […]
     Życie tak nie działa.

*

Było to tak wspaniale urządzone, aż trudno nie wierzyć w Boga – często miała wobec przyrody takie poczucie. Wszystko jest zorganizowane z taką perfekcją, że niemożliwe, by ktoś tego nie wymyślił, że nie było to wynikiem czyichś dokładnych i pełnych troski obliczeń.
     Ale to czas był bogiem.

*

Może była to miara kompetencji do życia, to, jak dobrze czło­wiek potrafi się raz za razem przystosowywać do szybko zmie­niającej się sytuacji i się nie załamać, nie oszaleć.

*

Jak rozdzielić winę? To kara boska, większość była co do tego zgodna, ale za co? Kto do tego doprowadził? Protestanci, katolicy i jezuici – wszyscy twierdzili, że to wina tych drugich.
     Karolina pomyślała, że Bóg by się przydał, życie byłoby bardziej znośne, także w najgorszych chwilach. Niezależnie od tego, jak bezzasadne mogą się wydać wyroki boskie, można przynajmniej bezpiecznie oprzeć się na prze­ko­na­niu, że nic nie dzieje się bez przyczyny.
     Z braku Boga trzeba próbować znosić życie na własną rękę.

*

[…]  poczuła się potwornie nieistotna. Wiedziała już, że nig­dy nie będzie ważniejsza od dzieci dla kogokolwiek, kto je miał.

*

[…]  po prostu trzeba zostawić ten incydent za sobą i ruszyć dalej.

*

Zmusiła się, żeby się nie roześmiać, gdy na niego patrzyła, rósł w niej pusty, gorzki śmiech. Nie wiedziała, czy to śmiech zwycięzcy, czy przegranego.

*

„Nawet jeśli ich teraz nie widać – myśli – są rzeczy, które czekają na mnie gdzieś za mgłą”. Nie wie jeszcze, co to za rzeczy, teraz nie da się nawet zga­dy­wać, ale mgła opadnie.

*

Wydaje mi się, że Bóg jest Niemcem.
W każdym porządku jest jakaś łaska.
Jonathan Johansson

Therese Bohman, O zmierzchu, przeł. Justyna Czechowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Wytwarzanie bliskości należało do wiel­kich ta­jem­nic człowieka – a przy tym była to taka piękna tajemnica, taka pierwotna, taka ro­ze­drga­na i intymna: cicha zgoda na to, że obok siebie leży dwoje ludzi tak bardzo autentycznych wobec siebie jak to tylko możliwe.

*

     – To, czy jesteś nieudacznicą, jest kwestią per­spek­ty­wy. To, co dzisiaj wydaje ci się nie­po­wo­dze­niem, na pew­no za jakiś czas przestanie nim być. Może nawet zamieni się w coś fajnego. Jak to się mówi, nie każdy mężczyzna, który potrafi zbudować dom, odbuduje ruinę.
     – Nigdy tego nie słyszałam.
     – Ale tak się mówi.

*

[…]  że też z prostych, tanich składników i wolnej chwili można było stworzyć coś, co nie smakuje ani prosto, ani tanio.

(także)

sobota, sierpnia 27, 2022

4738. U Białego Kruka (XCIX)  //  239/365

Sadownik:
(dojechał do Małej Danii)

Biały Kruk:
(po postawieniu swojego dzieła na stół agituje)
Francuskie wino! Francuskie danie!
Francuskie pieski do stołu!

Jabłoń:
(gdy „dobiegła”, szybko cyk, by zatrzymać chwilę,
panowie poganiali, a pogoda myślała, że rozpieszcza
)

serce sercu za jego odruch jakiś czas temu podarowało wino. dziś był właściwy moment, właściwe danie i wyborne to­wa­rzystwo. świętowaliśmy życie.

239/365

poniedziałek, sierpnia 22, 2022

niedziela, sierpnia 21, 2022

4735. Z oazy (LIII)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Przez przypadek wpadła mi w ręce — skan­dy­naw­skie nazwisko mówiło: dawaj! Nie prze­czy­tałam, połknęłam. Gdy szukałam do­dat­ko­wych informacji o książce, sieć uświa­do­mi­ła mi, że ja czytam i lubię fan­ta­sty­kę nau­ko­wą (!), bo… dystopia, którą uwielbiam jako formę rysowania świata, jest re­pre­zen­tan­tem tego gatunku li­te­rac­kie­go. Nie jestem pewna, co zrobiło na mnie większe wra­że­nie: ta informacja czy ta powieść.

Fabuła wbiła mnie w fotel. Gęsta, mocna i powalająca. O konsekwencji pomysłu, że dzietni są więcej warci niż bezdzietni. Doskonała książka.

     — Na pewno zdarzały się wam sytuacje — powoli mówiła dalej, znów wodząc spojrzeniem po naszych twarzach i zatrzymując się na chwilę przy każdej z osobna — że ludzie czuli się niepewnie w waszym towarzystwie, byli nerwowi, może wystraszeni, a czasem nawet okazywali pogardę lub szydzili. Czyż nie? Przypominacie sobie takie przeżycia? […]  Większość z was dopiero po przybyciu do jednostki banku rezerw będzie miała mo­żli­wość doświadczyć przynależności, poczucia wspólnoty z innymi oso­ba­mi, które dla nas, ludzi potrzebnych, często jest czymś oczywistym.

*

     — Ludzie, którzy czytają książki — ciągnął — mają skłonności do tego, by stać się zbędnymi. W znacznym stopniu.
     — Doprawdy? — spytałam.
     — Właśnie tak — potwierdził.

*

Dużo myślałam o tym, co powiedziała Alice: „Chyba nie zapomniałaś, jak to jest, stracić przyjaciółkę z powodu dziecka?”. Oczywiście, że nie zapo­mnia­łam tego uczucia nagłego wyrzucenia z kręgu bliskich osób, zepchnięcia na odległy margines. Bycia traktowaną jak osoba drugiej, trzeciej, czwartej, ostatniej kategorii przyjaciół. Jak ktoś głupszy, mniej wartościowy. Bycia odsuniętą — a mimo to, paradoksalnie, postrzeganą jako coś oczywistego. Ci z moich dawnych przyjaciół tam na zewnątrz, którzy zostali rodzicami, zwykle chcieli się nadal ze mną spotykać, więk­szo­ści nawet bardzo na tym zależało, żeby kontakt utrzymać, ale kiedy się widywaliśmy, byli zdy­stan­so­wa­ni, czasem protekcjonalni, trudno było do nich dotrzeć, jakby byli otuleni jakąś niewidzialną watą, przynajmniej gdy ich dziecko było w okresie nie­mo­wlęc­twa. […]  Mężczyźni byli pochłonięci, oczywiście, ale to kobiety spra­wia­ły wrażenie, jakby nałykały się valium: rozmawiały, śmiały się, kiwały głowami z uśmiechem, a równocześnie były jakby nieobecne. Jakby kon­cen­tro­wały całą swoją energię i zainteresowanie światem tylko na tym jed­nym: na dziecku.

*

[…]  nie ma silnych ludzi. Wszyscy są słabi. Niektórzy są co prawda bardziej samodzielni niż reszta, ale to nie znaczy, że są silni.

*

     — Miałaś rację, Elso, rzeczywiście chodzę jak kaczka i jestem wy­wyż­szo­na, cholernie ważna i zadowolona z siebie, jak tamte potrzebne dorodne sa­micz­ki na zewnątrz. […]  I nic nie mogę na to poradzić. Nie mam nad tym kon­tro­li, po prostu tak jest. Jestem we władzy hormonów!
     — Okej — powiedziała Elsa. — Rozumiem. Rozumiem, że to jest coś, czego nie zrozumiem. Nie miałabyś ochoty pójść popływać, zamiast siedzieć tu i opo­wia­dać o niepojętych sprawach?

*

Szło opornie, ale często tak bywało, kiedy zabierałam się za coś nowego: ciężko, opornie, niepewnie, jak gdybym jechała pod górę rowerem z zardzewiałym łańcuchem, który w każdej chwili może pęknąć.

*

     — Ależ moja kochana… — powiedziała Alice i odstawiła kubek.
     — Przepraszam! — wychlipałam. — Powinnam być silna. Silna dla ciebie. Ale nie mogę, nie mogę się pogodzić z myślą, że cię stracę!
     — Ja wiem, Dorrit — odparła spokojnie. — Ta świadomość dużo dla mnie znaczy. I w zupełności wystarczy. Nie musisz wcale być silna.
     Pierwszy raz w życiu ktoś mi powiedział, że nie muszę być silna.

*

A to, że nie zauważyłaś tych drzwi przedtem, znaczy tylko, że nigdy przedtem nie szukałaś wyjścia.

*

Skóra mi cierpła na samą myśl o mieszkaniu w takim miejscu, gdzie mia­ła­bym być wciśnięta pomiędzy rodziny, które hałaśliwie zagarniały prze­strzeń dla siebie, rozrastały się jak drożdżowe ciasto, tłamsząc wszyst­ko, co było pojedyncze, co nie chciało lub nie mogło być tak głośne i ekspansywne jak one, dlatego stawało się niewidzialne, unicestwione — stawało się niczym.

*

[…]  należy próbować żyć, jakby się wierzyło, że wszystko, co człowiek tworzy, ma prawo istnieć, gdzieś istnieć.

*

     — Tak — odparłam. — Jeśli porównać to z tym, jak byliśmy traktowani na zewnątrz, w społeczeństwie. Tutaj mogę być sobą, na każdym poziomie, całkiem otwarcie, nie jestem odrzucana ani wyśmiewana, nie muszę się bać, że nikt nie potraktuje mnie poważnie. Byłam postrzegana jako dzi­wa­dło, jakieś UFO, kłopotliwe piąte koło u wozu, z którym ludzie nie wie­dzie­li co zrobić.

Ninni Holmqvist, Jednostka, przeł. Alicja Rosenau,
Helion, Gliwice 2019
(wyróżnienie własne)

[…]  relacja ze zwierzęciem jest o wiele bardziej fizyczna niż związek z innym człowiekiem. Nikt nie zrozumie psa, pytając go o to, co myśli albo jak się czuje, trzeba go ob­ser­wo­wać i nauczyć się mowy jego ciała. I wszystkie waż­ne rzeczy, które chce się mu przekazać, trzeba wy­ra­zić działaniem, postawą, gestami czy głosem.
     Do człowieka natomiast zawsze można dotrzeć przez rozmowę. Łatwo tworzy się most między ludźmi, most powiadomień, wyjaśnień i zapewnień.

*

[…]  nigdy nie rozumiałam sensu wygrywania tylko dla samego zwycięstwa. Jaki ma sens inwestowanie całej energii w to, żeby być lepszym od innych w tej jednej jedynej, właściwie nic nie znaczącej rzeczy? Po co to robić? Rozumiesz?

(tamże)