sobota, marca 18, 2017

2270.

po raz pierwszy. zamiast czarnych myśli. w środku nocy. poczucie głębokie. że.

ja i moje ciało gramy w tej samej drużynie. i nigdzie nam się nie śpieszy. się.

reksio należy. pomyślałam.

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 7200 powtórzeń.

czwartek, marca 16, 2017

2269. Męski Pudelek z iesbeenem

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Damski już był. Ścieżki były więc przetarte. Zachwyciła mnie radiowa rozmowa z Autorem, a ponieważ lubię sposób, w jaki zadaje On pytania, byłam ciekawa jego zdań oznajmiających. Nie patrzyłam na nic, nabyłam.

I płakałam ze śmiechu. I czytałam na głos fragmenty Sadownikowi, byśmy mogli pośmiać się razem. Czasem ten śmiech był przez łzy. Z każdym nadchodzącym rokiem będzie coraz trudniej uwierzyć, że był taki czas, jak ten zamknięty w literkach tej książki, ale mamy to czarno na białym dzięki czarno-czerwonemu wydawnictwu.

Bogusław Bagsik, ten od Art.-B, gdy w kawiarni Mozaika zagadnął go jakiś facet.
     — Czy pan Bogusław Bagsik?
     — Nie. To tylko przypadkowa zbieżność imienia, nazwiska i twarzy
.

*

     — Potrzebuję kroków na śniegu — rzucił kiedyś od progu reżyser znany ze swej upierdliwości.
     — Proszę uprzejmie — podałem mu trzy taśmy z różnymi krokami na śniegu. Wrzucał je kolejno na stół monterski i odtwarzał. Kroki jak kroki, śnieg ładnie skrzypiał, wydawało się, że tego mu właśnie trzeba, ale reżyser kręcił głową z niezadowoleniem.
     — To nie to, drętwe te kroki i śnieg stary — narzekał. — Potrzebuję czegoś innego, takie kroki z sercem chodzone i śnieg tegoroczny, świeży, nieubity. Rozumiesz?
     Nic nie rozumiałem, ale skoro chce świeże, to będzie je miał. Akurat popadało śniegiem
.

*

     — Szefie, potrzebujemy parę złotych — zagaił chrypliwie ten wyższy.
     — Ja też — przyznałem szczerze.
     — Ale nam potrzeba na flaszkę — uzmysłowił mi, że sprawa jest poważna.

*

Warunki do gry miał, delikatnie mówiąc, średnie. Niski wzrost i duża nadwaga, ale rozbrajał przeciwników bajeczną techniką. Po boisku toczył się jak kulka, ale z niebywałą szybkością.

*

     — Dlaczego wagarujesz? — spytał ojciec.
     — Nie wiem — odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
     — Dlaczego się nie uczysz? — zapytała mama.
     — Nie wiem — odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
     Rodzice spojrzeli po sobie porozumiewawczo. Oni przecież dobrze wiedzieli, że wagaruję i nie uczę się z powodu ogarniającego mnie dekadentyzmu i nieprzystosowania. Nie wiedzieli jedynie, jak mnie z tego wyciągnąć. Wybrali łagodną formę wychowawczą, czyli rozmowę. Ale ja rozmowny nie byłem.

*

Uwodził dla sportu i raczej platonicznie. Satysfakcję sprawiało mu, że babka nie odrzucała jego amorów, a nawet wychodziła z nim na taras, aby tak rozmawiać przy papierosie. I na rozmowie się kończyło, a Wiesiek sobie odhaczał kolejną zauroczoną kobietę.
     — Mógłbym je wszystkie mieć — chwalił się.
     — To czemu nie masz? — pytał rezolutnie Pawka.
     — Człowieku, bo nie chcę. Nie sztuka iść z kobietą do łóżka. Sztuka to móc, a nie iść. I tak tego nie zrozumiesz.
     — Nie rozumiem — zgadzał się Pawka, który lubił kobiety, ale nie miał do nich szczęścia
.

Piotr Pytlakowski, Wspomnienia konduktora wagonów sypialnych,
Czarne i Czerwone, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

(1777+491). Tadam!

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Po roku bez miesiąca i czterech dni — jednym słowem: wczoraj — to samo zdziwienie, niedowierzanie i ten sam uwierający trzewia znak zapytania. Maga zadała ćwiczenie:
     — Tu, po materacykach truchcik.
     — Żeboco? Ja?

Ja. Dłuższą chwilę na skraju niebieskiego materaca trawiłam polecenie. Jak to się robi? Jak to zacząć? Nie wierzę! Tylko dwa, trzy kroczki. Dam radę. Maga nie zadaje mi niczego, na co nie jestem gotowa. Poszła! To znaczy truchtnęła! Zadziwiona.

Niesamowite wrażenie. Mięśnie inaczej pracują. I ten ułamek sekundy poczucia lekkości. Miodzio!

A wieczorem kulminacja. Usłyszałam na nowo piosenkę Pana Młynarskiego, nim dowiedziałam się, że odszedł. Ludzie po śmierci przemawiają do nas bardziej, głębiej, sensu dotykają w nas. Ta piosenka jest od wczoraj moim hymnem.

A dziś? Wstałam wcześniej, by nim pójdę do pracy… poćwiczyć!

Wojciech Młynarski, Róbmy swoje.

róbmy swoje!
póki jeszcze ciut się chce

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 7000 powtórzeń.

wtorek, marca 14, 2017

2267.

to w nas, co nie poddaje się rozpaczy, rutynie, zmęczeniu. pomyślałam, wracając do ula autobusem wieczorem. wciąż jest.

[suplement pikselowy: 7.07.2022]

(2261+5). Bez łez nie podchodź!

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Skąd ty bierzesz te książki? Zapytał. Z innych książek.
Odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Tamtą wyjęłam z tej.
Tę, o której poniżej, z czytanej niedawno.

*

Na beznadzieję, co rozdyma obiektywne trudności do subiektywnie ogromnych rozmiarów. Na obniżony nastrój, którym żywi się niepokój i niepewność. Po tej książce wszystko nabiera właściwych rozmiarów, ustawia się we właściwym porządku. Być może nigdy się nie uda, ale nie widzisz już powodu, by rezygnować dziś. Niczym suchy alkoholik, jak mantrę powtarzam: ważne jest tylko dziś.

Kiedy doświadcza nas nieszczęście, wyczerpanie jest dodatkowym nieszczęściem. Będąc zmęczonym, nic nie można zrobić, nic postanowić.

*

Jak zatem będziemy się porozumiewać? Przecież to takie ważne, powiedzieć, czego się chce, co się myśli i lubi. Trzeba mówić, żeby wyrazić siebie i żeby zrozumieć się wzajemnie. Rozmowa tworzy bliskość.

*

Jak ona to robi, że wszystko znosi z uśmiechem? Skąd w niej ten spokój, skąd czerpie siły, aby znosić tak wiele przeciwności losu? […] Thaïs nie „choruje”, lecz po prostu żyje swoim życiem. Walczy o to, co może zmienić, poddając się temu, co nieuchronne.

*

Każdy ma swój własny Mount Everest.

*

Zastanawia mnie jedno: czy Syzyf się złościł, złorzeczył, walił z wściekłością w ziemię, kiedy skała, którą z tak wielkim trudem wtaczał pod górę, wymykała mu się z rąk i staczała w dół? Czy może po prostu, niewzruszony, niestrudzony, podnosił kamień i — jak gdyby nigdy nic — od nowa rozpoczynał wędrówkę na szczyt?

*

Myślę, że w głębi serca zdajemy sobie sprawę, że pytanie „dlaczego” doprowadza do szaleństwa. Z jednej prostej przyczyny: nie ma na nie odpowiedzi.

*

Kiedy nie można dodać dni do swojego życia,
trzeba dodać życia swoim dniom
.

Jean Bernard
(1907–2006)

*

Thérèse ma diametralnie różny od naszego stosunek do czasu. Dziwi się, że my nieustannie gdzieś się śpieszymy, że wściekamy się, kiedy musimy zaczekać, że irytujemy się, stojąc w kolejkach. Thérèse nigdy nie ma poczucia straty czasu. Żyje tym, co akurat robi. I cieszy się każdą chwilą swojego życia. […] dla Thérèse czas oczekiwania nie jest czasem straconym; jest stanem istnienia, który niesie w sobie swoje własne bogactwo. Ilekroć Thérèse musi czekać, nie odkłada swego życia na bok. Po prostu żyje w innym rytmie, to wszystko.

*

Pięć zmysłów to luksus: luksus, z którego nie zdajemy sobie sprawy.

*

Czy ktoś powiedział, że życie to pasmo rozstań? Od narodzin do śmierci. Rozstań fizycznych i psychicznych. Rozstań tymczasowych i ostatecznych. Dyskretnych i bardziej głośnych. Łagodnych i gwałtownych. Pełnego rozdarcia i bólu oddalania się od siebie i walki o wolność

Anne-Dauphine Julliand, Ślady małych stóp na piasku.
Poruszająca opowieść o sile rodzicielskiej miłości
,
przeł. Sylwia Filipowicz,
Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2014.
(wyróżnienie własne)

niedziela, marca 12, 2017

2265. Wyborowa

Sen jest lekiem. Drzemka w ciągu dnia ma dobroczynne właściwości. Na granicy snu zwykle znajdują mnie rozwiązania i inspiracje. Mogłabym zdrzemnąć się, bo mamy dziś całkowicie wolne przed trudnym tygodniem. Mogłabym, ale mając wybór, wybieram… ćwiczenia. Hoduję potwora! Pomyślałam.

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 6600 powtórzeń.

2264. NIE, czyli TAK

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

La uwielbia jego książki. La jest mądrą i wrażliwą kobietą, więc Jej uwielb niesie informację, która jest dla mnie znacząca. Kilka miesięcy temu zaznaczyłam Autora jako jednego z tych, na których poluję. I wczoraj rano osiołkowi w żłoby dano. Wybrałam i zaraz po śniadaniu rzuciłam się na nią. Po Jak… (I) i Jak… (II) przeczuwałam pismo nosem, że mogę znaleźć w tej książce coś, co bardzo może przydać się w kontaktach z dorosłymi dziećmi. Byłam ciekawa też, jak to się ma do mojego doświadczenia. Nie pomylił się mój nos. Teraz jest i po książce, i po niedzielnej kawce. Czekam na nowe.

[…] chcę krótko wyjaśnić, dlaczego NIE jest koniecznym warunkiem płynącego z serca TAK. Otóż, człowiek tylko wtedy może z pełnym przekonaniem na coś się zgodzić, jeśli czuje, że ma także możliwość niegodzenia się. […]
     Kiedy nie możemy powiedzieć NIE — a przynajmniej tak się czujemy — pozostaje nam wybór spośród trzech równie niezadowalających możliwości: powiedzieć TAK bez przekonania, skłamać albo zrezygnować.

*

Osobiste NIE to pod każdym względem najlepsze NIE. Nikt nie zostaje przez nie obrażony i wywiera najsilniejsze wrażenie — a już sama droga do niego jest cenna. […]
     Osobiste NIE wypływa z naszych indywidualnych wartości, doświadczeń, uczuć i granic — a jego głównym motorem jest nasza odpowiedzialność za siebie. […]
     […] jest to raczej TAK powiedziane w stronę własnych potrzeb i uczuć.

*

Najlepszym prezentem, jaki rodzice mogą dać dziecku, jest świadomość, że myślą to, co mówią, i mówią to, co myślą.

*

Sztuka mówienia NIE dorosłemu partnerowi nie różni się niczym od sztuki mówienia NIE dziecku. Obie zasadzają się na zdolności i woli mówienia z czystym sumieniem TAK samemu sobie. Wielu z nas musi cierpliwie czekać, aż owo czyste sumienie przebije się przez pokłady poczucia winy i lęku. Mamy prawo mówić TAK i NIE wtedy kiedy tego chcemy — ale prawo to opiera się na naszej inicjatywie. Nikt nie przyniesie nam go na srebrnej tacy.

Jesper Juul, „Nie” z miłości. Mądrzy rodzice — silne dzieci,
przeł. Dariusz Syska, Wydawnictwo MiND, Podkowa Leśna 2011.
(wyróżnienie własne)

sobota, marca 11, 2017

2263. Z pamiętnika królika doświadczalnego

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Rekomendacja. Małe grzebanie w necie. Dwa Tedy. Portal ibukowy. I nabyłam tę książkę łamiąc regułę kupowania książek we właściwej cenie.

Sama nie wiem, czy stan, w którym jestem od prawie tygodnia — absolutnej euforii i niezaspokojonego apetytu na życie, nawet gdy padam na dziób — jest efektem pójścia w tango, czy rozpoczęcia, skończonej dziś książki. A może te dwie okoliczności jednocześnie, choć każda na swój sposób, sprawiły, że zrobiłam odkrycie życia?

Pamiętam, w poniedziałek po rehabce stałam na przystanku naćpana endorfinami. Strzelił mi do głowy pomysł, który natychmiast postanowiłam eksperymentalnie wprowadzić w życie poprzez bycie swoim osobistym królikiem doświadczalnym. W efekcie od prawie tygodnia praktykuję „bycie łagodną dla siebie”.

Bycie łagodnym dla siebie przez całe moje dotychczasowe życie nie wchodziło w grę, bo było utożsamiane z pobłażliwością i folgowaniem swoim zachciankom. Na ten moment wiem, że bycie łagodną dla siebie oznacza bycie uważną na to, co się ze mną dzieje; bycie otwartą i gotową, by spotkać w sobie trudne i z nim po prostu być, a nie reperować, znajdować rozwiązania. Dzięki temu staję się prawdziwsza, pełniejsza i szczęśliwsza. Nie ruszając się fizycznie z miejsca, wylądowałam w zupełnie nowym świecie. Świecie, o którego istnieniu nie miałam pojęcia.

Co stanowi większe ryzyko? Czy rezygnacja z tego, co pomyślą ludzie, czy z tego, co sami czujemy, w co wierzymy i kim jesteśmy?

*

Wątpliwości są jak dzieci — jeśli będziemy je ignorować, staną się głośniejsze. Najlepiej po prostu przyjąć je do wiadomości. I zapisać. Wiem, że jest to przeciwne naszej intuicji, ale przyjęcie ich do wiadomości i zapisanie wcale nie daje im więcej siły. W ten sposób to my zaczynamy panować nad sytuacją. Mamy okazję powiedzieć: „Rozumiem. Widzę już, czego się boję, ale i tak to zrobię”.
     
[…] By pokonać wątpliwości, musimy uwierzyć, że jesteśmy kimś w dostatecznym stopniu, i przestać się przejmować oczekiwaniami innych ludzi.

*

Wybierzmy coś, czego się boimy albo o czym od dawna marzyliśmy. Nigdy nie wiadomo, gdzie znajdziemy jakąś ważną inspirację.

*

Wystarczalność nie jest czymś zawieszonym miedzy nadmiarem i ubóstwem. Nie jest też miarą tego, czego mamy za mało lub za dużo. Wystarczalność nie jest ilością, jest ona doświadczeniem, tworzoną przez nas deklaracją, że wiemy, iż czegoś nam wystarczy i że my też jesteśmy wystarczająco dobrzy dla świata.
     Wystarczalność jest czymś, co mamy w głowach. Jest świadomością, którą możemy przywołać, uwagą i celowym wyborem myślenia o sytuacji, w której żyjemy.

*

Tworzenie własnej historii może być trudnym zadaniem, ale i tak jest to łatwiejsze niż ciągła ucieczka. Uznanie własnej słabości jest ryzykowne, ale mniej niebezpieczne niż wyrzeczenie się miłości, poczucia przynależności i radości — tych doświadczeń, które sprawiają, że jesteśmy bardziej podatni na ciosy. Tylko jeśli wystarcza nam odwagi, by zbadać ciemność, potrafimy odkryć nieskończoną moc światła.

Brené Brown, Dary niedoskonałości. Jak przestać się przejmować tym,
kim powinniśmy być, i zaakceptować to, kim jesteśmy
,
przeł. Krzysztof Puławski, Media Rodzina, Poznań 2012.
(wyróżnienie własne)

*

Brené Brown, The power of vulnerability.

2262. U Orzeszka i Białego Kruka (XIV)

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pomysł zrodził się w głowie Białego Kruka. On też wypatrzył Duszę nowego członka rodziny na jakimś portalu aukcyjnym. Sadownik ją odebrał i powiózł do Małej Danii. Orzeszek w farbiarni metali wybrała kolor o magicznej nazwie katalogowej: miętowy. Tak rodzi się chłopiec, trójwymiarowe, użytkowe puzzle, jeszcze jeden owoc miłości, pomyślałam. Dostał ode mnie imię: Miętus. Dwa dni temu dostałam jego zdjęcie prenatalne. Gdy już się urodzi, będzie symbolem miłości, nadziei i zaufania.

(fot. Biały Kruk, fragment)

środa, marca 08, 2017

2261. Przeciw licytacji

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Łatwiejsze życie to fraza, która w tej książce pojawia się nie raz. Łatwiejsze życie w kontekście bezdzietnych oznacza egoizm, hedonizm i sztuczne szczęście — ćwiczyłam to!

Łatwiejsze życie w kontekście dzietnych oznacza życie rodziców prawidłowo rozwijających się dzieci. Oniemiałam, jak to przeczytałam. Naprawdę można tak myśleć? Jak zwykle i do znudzenie napiszę to, co pisałam w kontekście pierwszego łatwiejszego życia: nie łatwiejsze, inne. Nie znajdziesz w tej książce ani jednego obcego ci uczucia.

Od połowy prawie do końca miałam dość, ale uruchomiły się we mnie geny po Orzeszku: zaczęłaś, skończ. Pytałam samą siebie: po co sobie to robisz? Trzymała mnie moja osobista nadzieja, że może pod koniec trafię coś, dla czego warto było przejść przez wszystkie raniące, ograniczające, autoagresywne pomysły i przekonania. Było warto, choć nie sądzę, bym komukolwiek poleciła tę książkę.

Polecić mogę cytowane za Ewą Błaszczyk słowa: kradnijmy czas!

„Jak sobie poradzimy w przyszłości?”. Tak samo jak teraz. Dzień za dniem. Problem za problemem. Trudność za trudnością.

*

Zawieram umowę z samą sobą i obiecuję sobie, że siebie nie opuszczę, że będę o siebie dbała, że będę sobie wybaczać słabości, błędy i łzy, do których przecież mam prawo, bo tylko dzięki nim mogę się czegoś nauczyć i pójść dalej.
     I tak bez końca, bez końca

*

Czasami dopiero po przejściu huraganu uruchamia się w nas wielka moc, dzięki której wszystko staje się możliwe. Sprzyja nam także i motywuje to, że nie mamy innego wyjścia.

*

Nie będzie jak dawniej. Będzie inaczej.

*

Aby się do siebie zbliżyć, nie wystarczy przytulić się do siebie. Trzeba — będąc na samym dnie rozpaczy — znaleźć w sobie dość siły, aby osuszyć łzy drugiego. Zwrócić się ku niemu i spróbować pojąć jego sposób przeżywania bólu.

Hanna Berełkowska, Nie mażę się, ale marzę o…,
Media Rodzina, Poznań 2014.
(wyróżnienie własne)

2260. Pracując

(wczoraj)
Jabłoń:
Herbatkę?

Pan Ciasteczko:
Czystek.

Jabłoń:
Dzbanek i turczynka?

Pan Ciasteczko:
Tak.

*

(dziś)

fot. Sadownik (fragment).

wtorek, marca 07, 2017

(2258+1).

tak. czuję to. jestem niebezpieczna.
dla konwenansów, zasad, obrzędów, norm i reguł.
jestem fantastycznie niebezpieczna!

2258.

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

nieobecność uczestnicząca. przyszło mi do głowy. to wydarzenia przebrzmiałe, często odległe, które wciąż z nami są. to ludzie, którzy nie zakorzenili się w naszym życiu, ale w jakiś dziwny sposób, choć nieobecni, mają wpływ na nasze wybory, zakrzywiają rzeczywistość, dotykają przekonań i poczucia szczęścia.

niesamowitą jest chwila, gdy uświadamiasz sobie, że tak, że już, naprawdę coś puściło i nie ma po nich emocjonalnego śladu. jesteś ty i zachwyt smakiem życia.

nic cię już nie zatrzyma!

niedziela, marca 05, 2017

2257. Poszłam!

— Idziesz z nami?
— Nie. Idę w miłosne tango relacyjne.
— ??? Przecież ty masz męża!
— No właśnie z nim idę.

(2250+6). Nieśpiesznik (V)

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Teraz! Jest najlepszy czas na tę książkę. Zaczyna się ona bowiem zimnem, które będzie trwało. Czytelniczka lub czytelnik w każdej chwili mogą zrobić mały myk, zamknąć książkę na chwilę i na powrót znaleźć się w świecie wiosennej obietnicy roku 2017: ptaki już śpiewają, koty drą się w niebogłosy, czekamy na forsycje, magnolie i mlecze — wszystko, co najlepsze, wciąż przed nami!

Z kolejnymi stronicami przedzieramy się przez następujące po sobie zimne dni, przechodzimy płynnie w luty, wpadamy w marzec, mijamy święta, kwiecień i majówkę — znów jesteśmy wygrani: kwiecień, majówka, czerwiec wciąż przed nami!

Kalendarz jest tylko ramą tej książki — ważne są dni, promienie słońca; ważniejsi wydają się ludzie i to ci nadzwyczajnie zwyczajni, sponiewierani przez innych, los i czas — ludzie mimo to wszystko, a może dzięki temu, głęboko dotykający sensu.

Najważniejsze zaś jest to, co ta książka z nami robi. Dla mnie to jedna z najważniejszych książek w tym roku. Jak cudownie, że Gepardzica i Smoku mieli nie tylko przeczucie, ale pewność, że to książka dla mnie.

Praktykuję starożytną sztukę siedzenia na miejscu, bo ona jest sztuką, tak ja sztuką jest podróżowanie. Sztuka siedzenia wymaga dojścia do ładu z pewną odmianą wewnętrznego niepokoju, który zryw człowieka z miejsca. Który powoduje, że człowieka nosi. Sztuka siedzenia wymaga wyzbycia się iluzji, że życie jest gdzie indziej.

*

Od pytania „co tam?” może się równie dobrze zacząć krótka rozmowa o niczym, jak i jedna z tych głębokich rozmów, które zmieniają życie.
     Skąd bierze się zadomowienie?
     Jak zakorzenia się człowiek?
     
Jaką drogą otoczenie przechodzi do wnętrza?
     W jaki sposób pobliże staje się miłością?

*

Kiedy wraca do siebie, zawsze tą samą ulicą […] czuję zawsze to samo wzruszenie: powrót na miejsce, do środka świata. Zapuszczanie korzeni jest procesem wewnętrznym. Musiałem na dobre zadomowić się w sobie, żeby zadomowić się w okolicy. Przestałem chcieć być kimś innym. Wróciłem do siebie.
     To idzie w obie strony. Praca ze sobą przynosi stopniowe i subtelne zmiany w obrazie świata. Praca nad podejściem do świata przynosi skutki wewnętrzne
.

*

[…] uważa się, że źródłem szczęścia jest wybór. Ale dla mnie ważniejsza jest zgoda na to, czego się nie wybiera. Przyjęcie pełni własnego losu.

*

Kiedy patrzę na przedmiot, on to spojrzenie odwzajemnia. […] Spojrzeń na rzeczy świata pierwszym okiem. Widzenie bez wypatrywania, wiedza bez myślenia, odpowiedź bez stawiania pytań. Moje istnienie nabiera wtedy kruchej i przelotnej doskonałości, której źródłem jest otoczenie.

*

Wielu mieszkańców świata sprzeciwia się światu. Żądają świata lepszego, niż jest. Żyją sprzeciwem.
     Świat nie reaguje ani na ludzkie „nie”, ani na „tak”, ale reaguje na nie ten, kto wypowiada to „nie” lub „tak”. Ludzie niepogodzeni ze światem są niepogodzeni ze sobą.
     Życie w zgodzie ze światem wydaje mi się głębsze, bardziej drożne, spokojniejsze i pełniejsze szacunku dla istnienia. Życie w proteście jest podobne do pozostawania w skurczu. Sprzeciw wobec tego, na co nie ma się wpływu, nosi cechy samookaleczenia.

     […]
     Sprzeciw nie oddala nieszczęść ani nie przynosi szczęścia. Zgoda nie oddala nieszczęść, ale otwiera drogę szczęściu.

*

Ta niepozorna chwila dobrze ukrywa przed nami fakt, że wydarza się pierwszy i jedyny raz od Wielkiego Wybuchu.

Michał Cichy, Pozwól rzece rzece płynąć,
Czarne, Wołowiec 2017.
(wyróżnienie własne)

(2250+5). Nieśpiesznik (IV)

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sen o jeżdżeniu wysokim volvo w automacie — nie bez problemów, ale ze szczęśliwym finałem. Prosty i czytelny sen. Zaciekawiło mnie, po co do mnie przyszedł teraz.

Jakieś osobiste skojarzenia z volvo? — zapytałam samą siebie. Onemu. Jaki jest? Niezwykły i czarujący. Uwodzi mnie jego spokój. Uwielbiam nastrój, który tworzy jego osoba. Żeby sprawa była jasna, ma swoje za uszami, ale wolę upijać się tym czymś w nim, co porywa, ożywia. Najbardziej charakterystyczne i znaczące dla mnie w jego jestestwie uchwycić, zatrzymać w słowach. Mam! To sposób, w jaki patrzy. Zobaczyłam Indianina o imieniu Patrzący daleko. Gdy patrzę tak, jak Onemu patrzy, coś się we mnie zmienia, przemienia — tego mi dziś było trzeba.

Wraca do mnie volvo i Patrzący daleko, gdy natykam się na poniższy cytat, wybierając te najważniejsze na tu i teraz.

Jedna z dróg do spokoju prowadzi poprzez widzenie tego, co zwykłe. Spokój jest najczystszym z dóbr. Nigdy nie jest go za dużo, nigdy się nie wyczerpuje i zawsze może być głębszy. To on daje miejsce pod wszystko pozostałe. Jest jedyną rzeczą, o którą warto się starać. A kiedy się o niego postaramy, inne rzeczy zaczynają przychodzić bez starań.

Michał Cichy, Pozwól rzece płynąć,
Czarne, Wołowiec 2017.

sobota, marca 04, 2017

2254. Nad ranem

mądrość. na granicy snu i jawy. opadła słowami na budzącą się świadomość. pozostaję pod ich wrażeniem.

angażuj się. mocno i bardzo. ale adekwatnie do roli. nie zawsze bardzo osobiście.

nie stawiaj znaku równości między „bardzo i mocno” a „osobiście”. najczęściej go tam nie ma.

(2250+2). Nieśpiesznik (II)

 wpis przeniesiony 28.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

W pierwszej dużo ulic, asfaltu, trylinki i płyt chodnikowych. W drugiej dużo celsjuszy, sierści i ludzi. Przyrzekłam sobie nie śpieszyć się z drugą, delektować się, odkładać, pozwolić wybrzmieć do końca pojawiającemu się poruszeniu.

Przystanek pierwszy. Dwa dni temu. Pierwsza nie doprowadziła mnie do łez, a ta i owszem. Pomyślałam o Wspaniałych z Małej Danii. Pomoczyły mi się oczy.

Był pogodny, łagodny, spokojny i dobroduszny. Dostojeństwo tego łaciatego kundla było nieskończone. […]
     Cztery lata spędziliśmy razem.
     Wielu z nas ma przy sobie najlepszych nauczycieli uczuć, jacy chodzą po ziemi. Codzienne ćwiczenia z tego, jak można się cieszyć na powrót bliskiego do domu. Zwyczajni profesorowie więzi. I mistrzowie odwiązania, bo ich czas trwa krócej niż nasz, i to oni szkolą nas z odchodzenia
.

Michał Cichy, Pozwól rzece płynąć,
Czarne, Wołowiec 2017.
(wyróżnienie włąsne)


nosy od prawej: Docent, Kumpel, Zuzia,
fot. Sadownik (fragment), 26.12.2007,
ogony od lewej: Zuzia, Kumpel, Docent.