niedziela, grudnia 13, 2020

4061. Strajkowe czytanie (VIII)

Wtedy też była niedziela, trzynastego grudnia, i był śnieg, o jakim teraz możemy tylko pomarzyć. Ówczesny prezes zwany generałem zarządził nowy stan skupienia. Ciekawe, czy aktualny prezes, co nikt mu nie wmówi, że czarne jest czarne, już wie, że przeszarżował? Mały człowiek, duży strach, a po wszystkim będzie wielkie sprzątanie.

W tej części nie ma proroczych zdań dotyczących kolejnej odsłony Strajku Kobiet w rocznicę stanu wojennego. Zima to intra­per­so­nal­ny czas na odnalezienie siebie, nawet jeśli wcale się nie zgubiliśmy; na odkrywanie siebie, szczególnie wtedy, gdy nie zgu­bi­li­śmy się nigdy. Ten tom Muminków po­zwa­la z łatwością przetrwać ostat­nie naj­krót­sze dni w tym roku.

     — Widzisz — zaczęła. — Tyle jest tego, co nie znajduje sobie miejsca ani latem, ani jesienią, ani na wiosnę. To wszystko, co jest nieśmiałe i zagu­bio­ne. […] tacy, którzy nigdzie nie pasują i w których nikt nie wierzy… Trzy­ma­ją się na uboczu cały rok. A potem, kiedy jest spokojnie i biało, i kiedy noce stają się długie, a wszyscy posnęli snem zimowym — wtedy wychodzą.

I Muminek ruszył przed siebie, wydeptując pierwsze ślady na moście i dalej, na zboczu góry.
     Były to ślady bardzo drobne, ale stanowcze, i wiodły prosto między drze­wa, na południe.

Potykając się i piszcząc, brnął przez śnieg. I nagle przestraszył się bardzo mroku i samotności.
     Musiał ten strach być gdzieś w pobliżu, od chwili kiedy Muminek obudził się w uśpionym domu, ale dopiero teraz pokazał się na dobre.
     […] Nie miał odwagi podnieść pyszczka znad śladów, które ledwie było widać w ciemności. Wlókł się dalej, popłakując cichutko.
     Aż nagle zobaczył światło.

Błyskawicznie wyskoczyła z pudła; zawahała się przez moment, po czym zdecydowała się na ciekawość, wolała być ciekawa niż przestraszona.

Wpadło się w coś zupełnie nowego i nikt nawet nie zatroszczy się i nie spyta, w jakim świecie żyło się przedtem. Nawet mała Mi nie ma ochoty porozmawiać o prawdziwym świecie.
     — Skąd można wiedzieć, który jest prawdziwy? — powiedziała Too-tiki z nosem przy szybie.

Wszystko jest bardzo niepewne i to właśnie mnie uspokaja.

Ktoś wynosi rzeczy z domu Tatusia.
     — To chyba tylko dobrze — rzekła Too-tiki wesoło. — Masz o wiele za dużo rzeczy wokół siebie. Takich, które wspominasz, i takich, o których marzysz.

     — Aha, więc jestem uratowany — powiedział z rozczarowaniem. — Że też wszystko, co emocjonujące, musi się zawsze kończyć, kiedy się już tego nie boimy i kiedy nareszcie mogłaby z tego wyniknąć dobra zabawa.

Wszystko to istniało, choć nikt nie wiedział dlaczego, i było się wobec tego zupełnie bezradnym.

     — Nie wiem, czy dobrze się stało — powiedział Muminek zaniepokojony.
     — Nie mogło się stać lepiej — odpowiedziała Too-tiki.

Być może mimo wszystko byli z sobą spokrewnieni. A krewni, którzy przyszli w odwiedziny, mogą nieraz zostać na długo. A jeśli to jest przodek, może zostać na zawsze. Kto wie?

Wymagało to trochę czasu, ale decyzja została powzięta. A decyzja to zawsze rzecz pożyteczna.

Tove Jansson, Zima Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2013 roku
beznadziejne.

Goście zaś nadzwyczaj cenili sobie długie, trochę prze­ba­ła­ga­nio­ne przedpołudnia, chwile, kiedy powoli robił się dzień, a oni opowiadali sobie, co im się śniło, i słuchali odgłosów z kuchni, gdzie Muminek przyrządzał kawę.

Nadchodziła wiosna, ale nie tak, jak ją sobie wyobrażał. Już nie ta, która uwolniła go od nieznanego i wrogiego świata, lecz wiosna, która była dalszym ciągiem wszystkiego, co przeżył, przezwyciężył i co sobie przyswoił.
     Chciał, aby wiosna była długa, aby jak najdłużej zachować nastrój oczekiwania.

     — No, proszę — powiedziała Mama Muminka, mrużąc oczy i patrząc w słońce. – Życie jest po prostu zachwycające.

     — Na przyszłą wiosnę muszę obudzić się przed innymi — powiedziała. — Żeby można było mieć spokój i robić to, na co się ma ochotę.

(tamże)

sobota, grudnia 12, 2020

4060. O światach

Kaan:
(dla Szpagacika przyjaciół tchnęła
w szmatki Duszę, a gdy skończyła, cyk
)

Jabłoń:
(zachwycona, że będzie tę Piękność tu mieć)
Muminki by ją pokochały.

     — Czemu nie mówiłaś mi tego w zimie – przerwał Muminek. – To by mnie pocieszyło. Kiedyś powiedziałem: „Tu rosły jabłka”. A ty na to: „Ale teraz rośnie śnieg”. Czy nie rozumiałaś, że ogarniała mnie melancholia?
     Too-tiki wzruszyła ramionami.
     — Wszystko trzeba odkryć samemu — powiedziała. — I również przejść przez to zupełnie samemu.

[…] czy kiedykolwiek będzie mógł jej opowiedzieć o swojej zimie tak, żeby to zrozumiała.

Tove Jansson, Zima Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.

4059. 347/366

dziś. co bezszelestnie
mnie prowadzi? dokąd?

347/366

środa, grudnia 09, 2020

4057. Strajkowe czytanie (VII)

To właśnie cytat z tego tomu (zacny bardzo) spowodował mój powrót do Mu­min­ków. Polityczny w tym tomie jest tylko jeden fragment, choć nie ma w nim nic o pałkach teleskopowych:

Może jednak naprawdę coś się stało… — myślał Muminek, idąc wolno wzdłuż rzeki. — Są przecież Buki i policjanci.

Wstrząśnięta katolicką szczerością redemptorysty, informuję apologetów i świętujących urodziny toruńskiego biznesu, że Muminki polecają się bardzo:

     — Do nieba? — powtórzyła Mi. – Musimy iść do nieba? A jak się można stamtąd wydostać?

A reszta już po ludzku — zwykły dorosło-dzieckowy zachwyt. Należy ostrzec, że tego tomu lepiej nie czytać przed Bożym Narodzeniem w przypadku nasilonych trud­ności z więzami krwi — można wskutek lektury stać się brawurowo odważnym.

     – Tyle jest rzeczy, których się nie rozumie — szepnęła do siebie Mama Muminka. — Ale właściwie dlaczego zawsze miałoby się dziać tak, jakeśmy do tego przywykli?

     — A więc nikt nie będzie się gniewał, jeżeli przez resztę życia będę zapraszała tylko tych, których będę chciała? Chociaż to nie będą moi krewni?
     — Nawet pies z kulawą nogą — zapewnił Muminek.
     Na twarzy Filifionki ukazał się wyraz ulgi.
     — Jakie to proste! — zawołała. — Ach, jak cudownie!

     — A mnie się śniło, że miałam moc nowych krewnych — powiedziała Filifionka. — To byłoby okropne! Właśnie teraz, kiedy pozbyłam się starych!

     — Co masz zamiar z nim zrobić? — pisnęła Mi. — Powiesić go, ugotować czy wypchać?
     — Przestraszyć! — odpowiedział Włóczykij i mocniej przygryzł fajkę.

     — Słuchaj uważnie, co ci powiem — odezwał się Włóczykij.
     — Dobrze — odparł Muminek, czując, jak duch przygody przenika go, głośno łopocząc skrzydłami.

     — Ujdzie — powiedziała Emma. — Przerób teraz to wszystko na biały wiersz. I pamiętaj, że w porządnej tragedii w dawnym dobrym stylu wszyscy muszą być ze sobą spokrewnieni.

     — Wiem, że mam duże stopy — mruknęła Bufka z goryczą.
     — Ja tylko próbuję to jakoś wytłumaczyć — odparł Homek.
     — To kwestia odczucia — odpowiedziała Bufka. — Tego się NIE DA wytłumaczyć!

     — Grunt to spokój! Nie denerwujcie się — przerwała Emma z nieoczekiwaną wyrozumiałością. — Jakoś się to wszystko w końcu ułoży.

     — Czy masz wszystko, czego ci potrzeba? — zapytał Muminek.
     Włóczykij kiwnął głową potakująco.
     — Najzupełniej wszystko — powiedział.

Tove Jansson, Lato Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2013 roku
beznadziejne.

Właściwie żaden z nich nie miał ochoty rozmawiać. Jeszcze nie teraz. Czasu mieli dość; przed nimi było długie i pełne obietnic lato.

Słońce zaszło, lecz teraz, w czerwcu, nie mogło być mowy o prawdziwych ciemnościach. Noc była jasna, pełna marzeń i czarów.

(tamże)

wtorek, grudnia 08, 2020

(4055+1). Czarne piękno

Czarne koty nie mają dobrego piaru STOP. Czarne psy z  powodu swojego umasz­czenia mają o 50% mniejszą szansę na adopcję, gdy trafią do schroniska STOP. Czarne myśli zostaw sobie na czarną godzinę STOP. Czarna rozpacz w czarnej dupie naprawdę za nic ma poprawność polityczną STOP. Czarna owca to jedna z cie­kaw­szych fuch w rodzinie STOP. Czarnym koniem swego życia bądź STOP! I nigdy nie mów mi, że nie lubisz czarnych ptaków.

Ten gawron prawie dwa miesiące czekał. Z jesieni zrobiła się zima. Chcesz czekać do wiosny? Na co? — zapytał dostojnie. Piękny ptak! Czarny STOP. Kocham majestat monochromatycznych ptaków STOP.


fot. Saxifraga, fragment.

Jeżeli czarną nocą czarny kot przebiegnie ci drogę, to nie ma nieszczęścia i wszystko się dobrze zaczyna.

*

Myśli są najbardziej zastanawiającym stanem, jaki towarzyszy czło­wie­kowi. Zawsze przychodzą w najmniej odpowiednim momencie i nie mogą się odczepić. Bardzo często dla świętego spokoju się je zapisuje, żeby nie oszaleć z zamyślenia.

*

Ludzie dzielą się między sobą myślami i część z nich traktują jako własne, a drugiej części nie rozumieją, dlatego też komunikacja dla nas jest rzeczą konieczną, ale niemożliwą.

*

Człowiek jest zły na cały świat, jeżeli coś nie idzie po jego myśli. Dlaczego w takim razie nie jest zły na swoje myśli?

*

Myśli najlepiej zostawić dla samego siebie. Jest coś, co mam na zawsze i nikt mi tego nie odbierze — wolność milczenia.

*

Ponieważ życie jest krótkie, warto uzyskać odpowiedź na chociażby jedno pytanie. I nawet jeżeli odpowiedzią jest ciągle ta sama cisza, to w którymś momencie uda się ją zrozumieć. Mądrość przychodzi tylko w momentach, kiedy się do niej nie przyzwyczajamy.

Filip Zawada, Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2019.

4055. Samo gęste

Od premiery byłam zachwycona przesądem zawartym w tytule, ale nie było takiej możliwości, by ibukowa sknera we mnie wydała na elektroniczną wersję książki trzy i pół dyszki — absurd ma swoje granice. Polowałam na nią ponad rok i w piątek udało się. W niedzielę było po książce pomimo dobrowolnie narzuconego reżimu wolnego czytania.

Zachwyt absolutny. Żelazna dziecięca logika porównywalna do tej z fantastycznej książki pt. Życie przed sobą, tylko zdecydowanie gęściej stosowana, to znaczy: na każdej stronie! Ibukosnerze zmyłam głowę, bo przez jego umiłowanie do sporto­we­go polowania na ceny „nie wyższe niż” prawie mnie ta książka ominęła. Ale upolo­wa­łaś! — bronił się padalec. Ale późno! — nie dawałam za wygraną, wiedząc, że z damską logiką koleś nie ma szans, z moją logiką (jak z każdą indywidualną logiką) mało kto ma jakiekolwiek szanse — w końcu z człowiekiem nawet osioł nie wygra.

Podobno Autorowi dostało się od wielbicieli kotów (nie tylko czarnych), od bie­ga­czy, od Kościoła. Że ten ostatni ma upadłe nie tylko morale, wiedziałam, ale o wiel­bi­cie­lach kotów i biegaczach zdanie mam jak najlepsze, więc pozostałam w za­dzi­wie­niu. Gdyby tylko dorosły człowiek był w stanie przejrzeć się w dziecięcej logice, która z łatwością i niebywałą precyzją namierza absurdy dorosłych idei, świat, w którym przyszło nam żyć, byłby troszkę lepszy. Bóg nie obraził się, dobrze się bawił — założę się. Cytaty cedziły się dwa dni i nijak nie może być ich mniej — Bóg nie pomagał, zajęty był prawem i sprawiedliwością.

Durnota jest prywatną własnością każdego człowieka i każdy kiedyś za nią beknie. Jedni bardziej, inni mniej.

Przyjaźń podobno zostaje na zawsze, jednak miłość, kiedy się jej nie pielęgnuje, mija i zamienia się w coś, czego nie można zobaczyć, nie można poczuć i nie można ponownie rozpalić.

Większość decyzji, które podejmują ludzie, jest albo zła, albo racjonalna. Ale co zrobić, kiedy życie podejmuje decyzje za nas?

Każdy ma jakiś defekt, z którym trzeba żyć i przez cały czas zamieniać go w zalety.

     — Panie Boże, da radę coś zrobić z moim strachem?
     — Nie.
     — Prawdę mówiąc, myślałem, że wymyślisz coś, co mnie zaskoczy, zawsze to robisz.

Żeby poznać prawdę, bardzo często trzeba ją podzielić na drobniejsze części.
     Umarł albo nie umarł.
     Wróci albo nie wróci.

     — I co, żyjesz?
     — Tak.
     — To dobrze, postaraj się zapamiętać ten stan na dłużej!!!

Ci, którzy nie wierzą w Boga, i tak nie chcą sprzedać swojej duszy diabłu. Zawsze mnie to dziwi, bo po co komu coś niepotrzebnego. Pieniądze dają szczęście przynajmniej w chwili, w której je mamy. Skoro dusza nie jest ci do niczego potrzebna, to po co ją trzymać?

Jesteśmy zwykłymi głupkami, bo przyzwyczajenie powoduje obojętność wobec rzeczy, które są naprawdę fascynujące.

Przyjemność jest jak chodzenie tyłem, ale w dobrym kierunku. Ciągle patrzysz na ten sam piękny widok i nie musisz się martwić, że coś się zmienia. Przyjemność to bardzo ryzykowna sprawa.

Dzięki wszystkiemu, co zdarza się nam w życiu, uczymy się bardzo ważnych rzeczy.

Pewnie nikt nie zadał sobie pytania, dlaczego węże nie idą prosto do celu, ale i tak zawsze go osiągają.

Kiedy już się osiągnie podstawową lekkość ducha, to można wszystko. Jednak czasami przychodzą takie dni, kiedy lekkość ciąży i nie wiadomo, co z tym fantem zrobić.

Zawsze jest tak, że kiedy wszystko uporządkuję w głowie, to następnego dnia mój porządek przestaje być aktualny i staje się chaosem. Po­rząd­ko­wa­nie jest głupim przyzwyczajeniem, prowadzi tylko do tego, że spokój roz­trzas­ku­je się na mniejsze kawałki, które później — w nerwach — trzeba poskładać z powrotem.

Ciężko jest być bezsilnością innych ludzi.

     — Dawno cię nie widziałem.
     — Jak to, przecież siedzimy obok siebie?!
     — Ale patrzymy przed siebie.
     Miło jest pogadać z kotem, bo bardzo często wiadomo, jaka będzie odpowiedź na pytanie. Przed nami jest ciemność.

W Boga zaczyna się wątpić, kiedy się patrzy na ludzi.

Ludzie rozchodzą się nie wtedy, kiedy popełniają błędy, ale kiedy kończy się im cierpliwość do swoich słabości.

Dzieci rozmawiające o dorosłych stają się z miejsca głupsze o połowę, a te, które mają na wejściu tylko połowę mądrości, nic nie mówią, bo musiałyby bez mózgu wracać na kolację.

Dzięki religii wiemy mniej o życiu, a więcej o uczuciach. Dzięki religii wiem, co to jest wstyd i złość.

Filip Zawada, Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2019.

Każdy może znaleźć tyle, ile jest w stanie zauważyć.

Krowy nie rozumieją, dlaczego ludzie chodzą do szkoły. Nie rozumieją, że ludzie jako jedyny gatunek na Ziemi nie potrafią nic nie umieć i dzięki temu nigdy nie są w stanie zmądrzeć.

W szkole nie ma Boga, bo jest za duże zamieszanie i starsze osoby od tego boli głowa, i muszą w kółko krzyczeć, żeby było cicho. Bóg krzyczy bardzo cicho.
     — Kochane dzieci, sprawdziłam wasze wypracowania. Nie postawiłam jednak żadnych ocen, bo najpierw muszę się dowiedzieć, kto od kogo ściągał.
     Ja od nikogo nie ściągałem, bo nic nie napisałem. Akurat wczoraj nie miałem bladego pojęcia, kim chciałbym zostać.

Coraz częściej zauważam, że do szkoły chodzą ci, którym nic nie wchodzi do głowy, bo są uczeni przez ludzi z tą samą pustką w głowie.
     — Dlaczego nic nie narysowałeś na tej kartce?
     — Narysowałem — odpowiedziałem bardzo uprzejmie pani nauczycielce.
     — Ale przecież nic na niej nie ma.
     — Jest na niej coś tak dużego, że nie mieści się na kartce […] .
     — A co to jest?
     — To jest fragment nieskończoności.

     — Jak uważasz, synu?
     — Bóg jest dobry, Szatan jest dobry, ale z innymi rzeczami to różnie bywa.
     I cała sprawa skończyła się w kącie. Nawet nie miałem szansy wyjaśnić, że miałem na myśli kota.

     — Może to się siostrze wydać dziwne, ale wiem, kiedy umrę.
     — Kiedy?
     — Kiedyś.
     Ciekawe, że bardziej ją ciekawiło, kiedy to nastąpi, a nie skąd o tym wiem.

Gdybym zawsze chodził w jakimś określonym kierunku, to nie mógłbym dojść dokądkolwiek, a bardzo to lubię.

(tamże)

sobota, grudnia 05, 2020

4054. 340/366

stare i świeże miłości*, niektóre nazywane pasjami, dopro­wa­dzi­ły nas do magicznego punktu** w czasoprzestrzeni. wspólny czas karmił nasze Dusze, czyniąc ten dzień Dniem Otwartych Serc.

po raz pierwszy w życiu trzymałam w rękach dźwięk.

340/366


fot. Paweł Nowicki, fragment,
[dostęp: 5.12.2020], źródło.

_______________
  * poznały nas ze sobą lata temu i prowadziły, czasem z upo­rem maniaka, którego nie sposób było zrozumieć, gdy bolało.
  ** ćwierć wieku temu nie uwierzyłabym w jego istnienie — życie jest wyjątkowo piękne!

*

SoundHealing, Live Gongs & Singing Bowls Session.

piątek, grudnia 04, 2020

4053. U Orzeszka i Białego Kruka (LXXVI)

Biały Kruk:
(dziś napisał i zdjątko przysłał)
Widzisz tę wariatkę?

Jabłoń:
(zasugerowana ojcowskim pytaniem
najpierw na zdjęciu szukała Orzeszka*,
potem Łatki, a gdy wciąż nic, powiększyła
i zobaczyła… grudniowy upór kwiatu szlachetnego
)

Heniutka:
(też się nie poddaje i czeka na śnieg)

__________
  * bo jeden z dwóch genów odpowiedzialnych za szalone pomysły przekazano Jabłoni po kądzieli.


fot. Biały Kruk, fragment.

4052. U Orzeszka i Białego Kruka (LXXV)

Biały Kruk:
(wczoraj o postępach zimy 2020/21 doniósł)

czwartek, grudnia 03, 2020

4051. Strajkowe czytanie (VI)

Śmieszył, ale i umęczył mnie ten tom Muminków — tom, nie część, by powagę, wielkość i rodzaj męski (najważniejszy!) utrzymać. Męska megalomania, narcystyczny rys Tatusia Muminka, męska logika i opowieść, która przypomina lekcje historii wyjęte z polskiego kociołka edu­ka­cyj­ne­go. Wiadomo — historię tworzą (sic!) mężczyźni, kobiet w niej jak na lekarstwo. Tove wraz ze swoją partnerką musiały płakać ze śmiechu, jeśli Tove opowiadała Jej o pomysłach na kolejne rozdziały.

Rozmarzyłam się patriotycznie. Gdy narodowi faszyści będą tworzyć nowy, naj­pol­ski kanon lektur szkolnych, ta część Muminków znajdzie się wśród tych obo­wiąz­ko­wych. Musimy dokopać się do sarmackich korzonków Tove Jansson, bo czy można pięk­niej i prościej wyjaśnić zasadnicze pojęcia? Nie można.

Pojęcie: patriarchat i dlaczego to najlepsza forma stosunków społecznych — naro­dow­ców zaślepia pierwszy plan, ale najpiękniejsze jest… w tle — dlatego uwielbiam tę ilustrację:

Pojęcie: uczucia religijne, a dokładniej: precyzyjna lokalizacja ich obrazy — w ogonie (!) i pewnikiem dlatego mężczyźni mają tkliwsze uczucia religijne:

[…] a nagle poczułem, że coś bardzo ostrożnie skubie mnie w ogon. Każdy, kto ma ogon, wie, jak się dba o tę szczególną ozdobę i jak się błyskawicznie reaguje, gdy grozi jej niebezpieczeństwo czy obraza.

Pojęcie: feminizm i dlaczego jest on tak bardzo zły i straszny — małe rozumki boją się częściej niż duże, a bycie narodowcem zobowiązuje:

Pojęcie: gniew kobiet, że w porządnym katolickim kraju coś takiego nie ma prawa bytu:

     – Czy się gniewam? – zdziwiła się Mimbla. – Za co? Nie mam czasu się gniewać. Osiemnaście czy dziewiętnaście dzieciaków do umycia, położenia spać, ubrania i rozebrania, do nakarmienia, wysmarkania, pocieszenia i Buka wie co. Nie, młody przyjacielu, mnie jest zawsze wesoło!

Pozostałe, wybrane cytaty są o…  życiu i o nas, bo skoro możemy je przeczytać, to jeszcze mamy czego się nauczyć i z pewnością jesteśmy niemożliwi.

A ty, małe, naiwne dziecię, które w swoim ojcu widzisz poważną i pełną godności osobę, przeczytaj tę opowieść o przeżyciach trzech tatusiów i zapamiętaj sobie, że tatusiowie nie różnią się tak bardzo między sobą (w każdym razie nie za młodu).

     — Znowu kłamiesz – powiedziałem. – Wiem doskonale, że przychodzi się na świat w środku swojej mamy, tak jak pest­ka w jabłku.

Nikt się na mnie nie poznał ani nawet ja sam. Zauważyłem, oczywiście, różnicę między mną a innymi Muminkami. Polegała ona przede wszystkim na ich pożałowania godnej niezdolności do zastanawiania się i dziwienia.

Nie ma żadnej wątpliwości, że moim najsilniejszym atutem jest głowa. Cokolwiek bym robił, nigdy nikogo nie znudzę, po prostu nikt nie będzie się kwapił, by mnie oglądać aż do samego dołu, to znaczy do łapek.

To nowe uczucie wydało mi się jednak bardzo ciekawe i uznałem, że mimo wszystko jest ono chyba związane z moimi uzdolnieniami. Zauważyłem, na przykład, że gdy owładnie mną dostatecznie czarna melancholia, gdy wzdy­cham i gapię się na morze, robi mi się niemal przyjemnie. Bo jestem wtedy taki STRASZNIE godny pożałowania! To naprawdę fascynujące przeżycie.

     — Hm — zastanowił się Fredrikson. — A może wręcz przeciwnie, wszystko go obchodzi? Tak sobie, w miarę. Nas obchodzi wyłącznie jedno: ty chcesz być, ja chcę coś robić, mój bratanek chce mieć. A Jok tylko żyje.
     — E tam – powiedziałem. – Żyć potrafi każdy.

Jak to właściwie jest z tym waszym wychowaniem? Czy JESTEŚCIE w ogóle wychowani? A może urodziliście się już niemożliwi?

     — Przysięgam na mój ogon, że nigdy więcej nie będę nikogo ratował po ciemku! – zawołałem.
     — Za późno to mówisz – rzekł Jok. […]
     — Może Buka wróci – szepnął Wiercipiętek z nadzieją w głosie. – Albo ktoś inny, kto będzie na tyle miły, że ją zje. Wybaczcie! Czy to brzydko tak mówić?
     — Owszem – odparł Fredrikson. Lecz po chwili dodał z powagą: – Ale coś w tym jest.

Moje nerwy, moje rzeczy — wszystko w rozsypce… Ach, co za los!

Co wy za życie prowadzicie! Zmiany i przeprowadzki, i kręcenie się w kółko od rana do wieczora! Taka żywotność może być niebezpieczna. Przy­gnę­bie­nie mnie ogarnia na samą myśl o tych wszystkich, co pracują i mozolą się, i o tym, co z tego potem wynika. Miałem krewnego, który studiował try­go­no­metrię, aż mu wąsy odpadły, a kiedy już się wszystkiego nauczył, przysz­ła jakaś Buka i zjadła go. No i leżał potem w brzuchu Buki z całą tą swoją mądrością!

     — Sny to zawracanie głowy — odparła.
     — A skąd to wiadomo? – nie dawałem za wygraną. — Może Muminek, który mi się śnił, jest tym właściwym, a ten, który tu stoi, tylko się pani śni?

     — Z kim mam przyjemność? — zapytałem.
     — Fredrikson — odpowiedział właściciel uszu. — A kim ty jesteś?
     — Muminkiem — odparłem. — Jestem uciekinierem i urodziłem się pod niezwykłymi gwiazdami.
     — Pod jakimi? — spytał Fredrikson z wyraźnym zaciekawieniem, co ogromnie mnie ucieszyło, ponieważ po raz pierwszy ktoś zadał mi inte­li­gent­ne pytanie.

Jedyne, co miało jakieś znaczenie, to to, że znalazłem mojego pierwszego przyjaciela, a tym samym zacząłem naprawdę żyć.

W ciągu mojej długotrwałej przyjaźni z Fredriksonem dziwiło mnie często, że potrafi on uspokajać i przekonywać innych, nie mówiąc właściwie nic ważnego i nie używając górnolotnych słów. Nie jest to całkiem spra­wie­dli­we, żeby jedni tak umieli, a drudzy nie.

Głębokie zamiłowanie Fredriksona do maszyn było zjawiskiem, które nigdy nie przestało mnie zadziwiać. Był nimi urzeczony. Ja natomiast uważam je za coś obrzydliwego. Wprawdzie koło wodne jest sympatyczne i zrozumiałe, ale już zamek błyskawiczny przypomina świat maszyn i przez to samo wzbu­dza we mnie podejrzenia.

     — Czy to nie piękne?! — zachwalał zdenerwowany Wiercipiętek. — Malowałem w największym skupieniu. Całego siebie w to włożyłem.

Tove Jansson, Pamiętniki Tatusia Muminka, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2014 roku
beznadziejne.

Zmierzch zapadał bardzo powoli i ostrożnie, jakby chciał, żeby dzień miał dosyć czasu na położenie się spać.

W nocy śpiewały nowe wiatry. I pachniało inaczej, pachniało odnową.

(tamże)

środa, grudnia 02, 2020

4050. 337/366

porzucona? nie. wolna!

337/366

Otwierały się nowe Niewiarygodne Możliwości, nastawał nowy dzień, w którym wszystko może się zdarzyć, jeżeli tylko ktoś nie ma nic przeciwko temu.

Tove Jansson, Pamiętniki Tatusia Muminka, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.

wtorek, grudnia 01, 2020

4049. Perełka (V)

Zaczęło się w zeszłym tygodniu całkiem niewinnie od rozmowy o matkach. Ro­zmo­wa o matkach z krwi i  kości niewinna całkiem? — pani raczy żartować, Jabłonko! Matka to temat niełatwy. Matka to w jakimś sensie temat na całe życie. Relacja z matką to odrębna galaktyka, to podróże, po których czasem (?) długo się do siebie dochodzi (i vice versa?).

Ścieżka nieśpiesznie we mnie pracowała, Tatuś Mu­min­ka męczył mnie ciut swoim narcyzmem, a czytać się chciało. W sobotni wieczór przypomniało mi się: od ponad pół roku czeka na mnie książka, którą mi poda­ro­wano.

Pamiętam, że dwie audycje na temat tej książki mnie zmęczyły, nie dałam rady ich wysłuchać (sprawdziłam je po przeczytaniu tej książki — wysłuchałam, ale nie było warto). Ta pamięć mnie powstrzymywała bardzo skutecznie.

Powstrzymywała mnie zupełnie niepotrzebnie, bo to piękna książka. Tak, boli. Boli niewyobrażalnie. Bebeszy. Zatrzymuje. Mierzy z bliskością, której być może nigdy nie nazwalibyśmy bliskością.

Rodzina jest najważniejsza. Chociaż nie nasza. A czasami to ja jestem naj­gor­sza. Gorsza od babki, ciotki, a nawet od ojca. Jesteś taka sama jak twój ojciec. Mam coraz więcej lat. Wiem, jak odpyskować. Bo jestem py­ska­ta, naburmuszona i przemądrzała.

Babcia jest bogata, bo zawsze jest u niej coś do chleba.

Jakże przecie nie ulec starszej nieco — bo od szesnastu do czterdziestu pięciu lat — kobiecie, która twierdzi, że jest z nami spokrewniona, i uwodzi nas sło­wami:
     — To ja cię urodziłam, dupę ci podcierałam, a ty tak mi za to dziękujesz?

Matki, jak czarni bohaterowie, wymagają czułości.

Nie, nie pamiętam, co mówiłam. Ale pamiętam jak. Rozmawiały dwie dorosłe kobiety. […] spotkałyśmy się na chwilę bez tych zależności. Byłam taka szczęśliwa, rozmawiając z nią w ten sposób.

Czy przez siebie umierała? Czy przeze mnie? A może przez kogoś innego? Czy przez papierosy? Czy przez płuca? Czy przez większą już ciekawość tamtego świata niż tego? Czy przez brak lekarstw na rozsianego raka drobnokomórkowego płuc?

Byłam twoją córką, więc cię wymyśliłam jako matkę.

Wyznanie — decydująca stawka w terapeutycznym działaniu.
     Ten, kto wyznaje, ryzykuje, że może ponieść jakieś konsekwencje swojego oświadczenia.
     Wyznanie obliguje do słuchania, czyni z odbiorców zakładników prawdy.
     Wyznanie przestało być aktem prawdy, to raczej narcystyczny spektakl.
     Powiedzieć coś niedobrego o swojej matce to zawsze wyznanie, to zawsze nas, córki, wiele kosztuje.

To nieprawda, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Nigdy nie byłam tak słaba jak teraz.

Kiedy w końcu zacznę myśleć te myśli nie do pomyślenia?

W wieku od dwóch do pięciu lat dzieci poznają pojęcie śmierci, ale nie ro­zu­mie­ją, że jest nieodwracalna. Kiedy umiera matka, następuje powrót do tego etapu. Bo odwracalność śmierci odbywa się w snach, w prze­ję­zy­cze­niach, w gestach nieznajomych. Wróciła. Wróci.

     — W życiu bym tego nie włożyła!
     — A po życiu, mamo?
     — Tym bardziej nie.
     Może jednak wcale tak nie było.

W fazie piątej zanikają resztki świadomości. Ten etap trwa od trzech do pięciu minut. Najdłużej utrzymuje się słuch. […]
     Uważajcie na słowa przy świeżo zmarłych!

Wszystko, co się wydarzyło między mną a matką, wy­da­rzy­ło się na wieczność, teraz już to wiem. Choć to zdanie topi się we własnej głębi.

To, że miałam taką trudną matkę, to najlepsze, co mi się w życiu przy­tra­fi­ło. To, że była w moim życiu przez ponad trzydzieści lat. Czasem zwy­czaj­nie się z tego cieszę. I za to dziękuję.

Tymczasem wszystko jest naraz w tej nieobecności: smutek, złość, strach i emocje złożone: tęsknota, miłość, nie­do­wie­rzanie.

Gdy upada złudzenie nieśmiertelności matki, pozostają mi jedynie złudzenia optyczne.

Nigdy nie powiedziałam o niej „stara”. Tylko że się stara. To mówiłam wiele razy. Tak bardzo się starała. Jak to matka. Tyle że bardziej.

Mira Marcinów, Bezmatek,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.

To moja matka zapisała mi miłość do życia, myloną – tak u niej, jak i u mnie — z fascynacją mężczyznami. I kobietami. Przynajmniej w moim przypadku. Tego o niej nie wiem. Czy moją matkę też pociągały kobiety? Jak to sprawdzić?

(tamże)

4048. Perełka (IV)

Przypomniała o swoim istnieniu, utyskując odrobinkę, że leży na stosiku równie długo, co tamta. Przypomniała, gdy sprawdzałam, jak długo tamta na mnie czekała. Ta cze­ka­ła dwa lata i dziewięć miesięcy bez czterech dni. Czekała w życiu, którego już nie ma. Pamiętam jednak, jakby to było wczoraj, dlaczego się na nią skusiłam.

Tytuł, który uruchamia we mnie tylko dobre skojarzenia. Zawijas na okładce i… ktoś we mnie musiał tę książkę mieć. Tak odbył się zakup, a potem było cierpliwe cze­ka­nie książ­ki, bo drukowane literki zawsze cierpliwie czekają, nie tylko na mnie.

Zaczęłam i szybko okazało się, że muszę sobie tę książkę reglamentować po ka­wa­łecz­ku, by na dłużej starczyło. Wszystko, co wiedziałam o Konfucjuszu, to były w naj­lep­szym razie pół-, a najczęściej ćwierćprawdy. O Mencjuszu i Zhuangzi nie słyszałam nawet.

[…]   nauki starożytnych chińskich filozofów zmuszają nas do za­kwe­stio­no­wania wielu naszych przekonań, które uznajemy za pewne. Ich poglądy o tym, jak ludzie podchodzą do świata — jak odnoszą się do innych, jak podejmują decyzje, jak radzą sobie z życiowymi wzlotami i upadkami, jak próbują wywierać wpływ na innych, jakich wyborów dokonują w życiu — są tak samo istotne dziś, jak dwa tysiące lat temu. A nawet bardziej istotne niż kiedykolwiek.

A co jeśli idee, które — jak wierzymy — nas wzmacniają, tak naprawdę nas ograniczają?

Nasz świadomy umysł ma skłonność skupiać się na tym, co „być powinno” — na tym, co wydaje się właściwe. Myślimy, że wiemy, co jest piękne, co wielkie, co cnotliwe, co użyteczne. Czy jednak naprawdę rozumiemy, jak faktycznie przypadkowe są słowa i wartości, od których zależymy?

Życie „jak gdyby” to coś, co wszyscy robiliśmy jako dzieci, a później — w miarę dorastania — w mniejszym lub większym stopniu porzucaliśmy, bo wierzyliśmy, że musimy zachowywać się bardziej autentycznie.

[…]  to właśnie wyłamanie się z naszych schematów życiowych pozwala nam rozwijać inne strony naszej osobowości. Rytuały — jak rozumiał je Konfucjusz — mają w sobie moc przekształcania, bo pozwalają nam na chwilę stać się kimś innym. Na krótki czas tworzą odmienną rzeczywistość, która sprawia, że potem wracamy do swojego zwykłego życia już trochę inni.

Bądź szczery. Bądź autentyczny. Bądź wierny sobie. Te slo­ga­ny współczesności […] .
     Niebezpieczeństwo polega na tym, że to, co odkrywamy, jest zaledwie migawką tego, kim jesteśmy w tym kon­kret­nym czasie i miejscu.

[…]  nie lekceważ tego, co małe, nie zapominaj o wszystkich „proszę” i „dzię­ku­ję”. Zmiana nie nastąpi, dopóki ludzie nie zmienią swojego zacho­wa­nia, a nie zmienią swojego zachowania, jeśli nie zaczną od tego, co małe.

Konfucjusz nie dawał definicji dobra; chciał, aby jego ucznio­wie wiedzieli, że muszą je poczuć w tych wszystkich zmie­nia­jących się sytuacjach, aby zrozumieć, co to znaczy je wy­ra­żać. My wszyscy musimy je także poczuć, a kiedy je rozpoznamy, będziemy mogli je rozwijać.

Każda sytuacja jest jedyna w swoim rodzaju i zmienia się z minuty na minutę […]   Twoje odczytanie sytuacji, twoja zdolność dostrzeżenia szerokiego kontekstu, umiejętność zrozumienia wszystkich złożonych czynników […]  są tym, co pomaga ci zareagować dobrze.

Kiedy ćwiczysz się w przyjmowaniu możliwie najszerszej perspektywy podczas oglądu danej sytuacji i rozumieniu, jak to wpływa na rezultat, nieustannie kształtujesz swój potencjał dobra.

Robimy mnóstwo zwykłych rzeczy, które sprawiają, że czujemy się bardziej żywi. Najprostsza — wziąć głęboki wdech.

Gdy stwarzasz przestrzeń dla zainteresowań, otwierają się przed tobą no­we szanse. […] Jeśli pozostaniesz otwarty na to, jak twoje za­in­te­re­so­wa­nia zmieniają się wraz z upływem czasu, nie będziesz się czuł przez nie za­blo­ko­wa­ny — będziesz bardziej zdolny do tego, aby zmienić swoje życie i plany, a w konsekwencji pozwolić sobie na rozwój.
     Zamiast myśleć: Mogę być wszystkim, czym chcę być, przyjmujesz po­sta­wę: Jeszcze nie wiem, czym mogę się stać. Nie wiesz, dokąd może cię to wszystko doprowadzić. Lecz to, czego się nauczysz o sobie i o tym, co cię ekscytuje, nie będzie abstrakcyjne; to bardzo konkretna wiedza, zrodzona z praktycznego doświadczenia. Wraz z upływem czasu otwierasz ścieżki, których sobie nawet nie wyobrażałeś; wyłaniają się z nich możliwości, jakich nigdy wcześniej nie widziałeś. Z czasem faktycznie stajesz się inną osobą.

[…] docenić moc tkwiącą w pozornej słabości, zrozumieć pułapki różni­co­wa­nia i postrzegać świat jako sieć wzajemnych zależności. Zamiast myśleć, że moc pochodzi z siły, która dominuje nad inną siłą, należy uświadomić sobie, że jeśli chcemy mieć prawdziwą moc, musimy zrozumieć relacje pomiędzy rozmaitymi rzeczami, sytuacjami i ludźmi.

Muzyka pogłębia naszą więź z innymi ludźmi.

Dzięki literaturze przemierzamy ogromne otchłanie czasu i wchodzimy w kontakt z doświadczeniami i punktami widzenia, które w prawdziwym życiu prawdopodobnie nigdy nie stałyby się naszym udziałem. Tak uzyska­na wiedza zapewnia nam dostęp do różnych sposobów angażowania się w świat, ponieważ pozwala wykraczać poza własne życie, głębiej wczuwać się w szeroki strumień ludzkiego doświadczenia i lepiej się do niego odnosić.

Przekonywał [Mencjusz], że — jak na ironię — ograniczają nas właśnie te rzeczy, w których prawdziwość wierzymy, planując sobie życie.

Spontaniczność i kreatywność to nie te wspaniałe wyłomy w życiu, które poza nimi jest zwyczajne i szare. To nieodłączna część tego, jak żyjemy na co dzień; wszystkie chwile mogą być pełne kreatywności i spontaniczności, gdy doświadczamy całego świata jako miejsca otwartego. Osiągamy je nie­ustan­ne, kształtując zdolności do wyobrażania sobie przekraczania naszego doświadczenia.

[…] nie jesteśmy tylko tym, kim jesteśmy: cały czas możemy aktywnie zmieniać się na lepsze.

Michael Puett, Christine Gross-Loh, Ścieżka, przeł. Andrzej Wojtasik,
Wydawnictwo AMBER, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

Jak przeżywasz swoje codzienne życie?
     Dla Konfucjusza wszystko zaczyna się od tego pytania — pytania o rze­czy naj­mniej­sze. I w odróżnieniu od tych wielkich, fundamentalnych kwe­stii, na to pytanie potrafimy odpowiedzieć wszyscy.

Nasze nawyki ograniczają to, co widzimy, odczuwamy, co wiemy i z czym jesteśmy w kontakcie.
     Wszyscy jednak możemy stać się bardziej świadomi naszej skłonności do ograniczania siebie. Widzenie świata oczami kogoś innego pomaga nam wy­zwo­lić się i doświadczyć w bogatszy sposób nawet najbardziej przy­ziem­nych — z pozoru — aspektów świata.

Mencjusz chciał, aby ludzie poczuli dobro „w trzewiach”, wtedy zrozumieją, jak stać się dobrym. Jak to jest „być dobrym” w kategoriach fizycznych odczuć? Co robimy w swoim codziennym życiu, aby to poczuć?

Problemem nie jest po prostu to, że mamy swój punkt widzenia. Ostatecznie ryby, ptaki i jelenie też jakiś mają. Problem powstaje wtedy, gdy za­kła­da­my, że nasz punkt widzenia jest uniwersalny, i zamykamy umysły. Stwa­rza­my sztywne rozróżnienia i nadmiernie stabilne kategorie i wartości.

Xunzi prosi nas, abyśmy zastanowili się, czy żylibyśmy inaczej, gdybyśmy rozumieli, jak wiele z otaczającego nas świata jest w istocie naszym wy­two­rem. Jeśli sami stworzyliśmy świat, którego doświadczamy, nie po­win­ni­śmy pytać siebie, jak odnaleźć w nim swoje miejsce. Powinniśmy pytać, czy dobrze go zbudowaliśmy.

W najbardziej współczesnej interpretacji prawdę musimy odkryć w sobie samych.

(tamże)

4047. Perełka (III)

Jeśli ziścicie to, co w was jest,
wtedy to, co w was jest, ocali was
.

Elaine Pagels, Ewangelie gnostyckie, przeł. Iwona Szuwalska, [w:]
Peter A. Levine, Uleczyć traumę, przeł. Zenon Mazurczak,
Czarna Owca, Warszawa 2015.


fot. Saxifraga, fragment.

*

Trzy pełne dni — perełki wrażeń nanizane na czas. Pławiłam się w zachwycie, za­sta­na­wia­jąc się, jak te cenne drobiazgi za­trzy­mać na blogu. Padłam ze zmęczenia zaraz po niedzielnym powrocie do ula. Perełki sprawiły, że pytanie: co mnie dzisiaj spot­ka? w środku nocy zamieniłam na: co mnie dziś zachwyci?

Nie zachwycił mnie poniedziałek. To, co mnie spotkało, jeszcze trzy dni temu nie zmieściłoby się w mojej głowie. Uczę się na nowo słowa „biznes” — business as usuallevel hard: biznes jak zwykle, czyli po polsku — nie zachwyciło mnie to, ale spotkało.

Pamiętasz to uczucie, gdy byłaś nie dość ważna? Demony przeszłości rozsiadły się, by pogadać. Jestem lata świetlne od czasu, gdy chodziłam z nimi bezwolnie pod pa­chę. Panowie i panie nie mylmy pojęć, nie mieszajmy światów — na tym skoń­czy­ła się ta demoniczna nasiadówka.

Wróć, proszę samą siebie, wróć do perełek. To, co mnie spotkało, nie jest tak ważne jak perełki. To, co mnie spotkało, jest tylko gruntem pod to, co mnie kiedyś zachwyci.

Wracam. Pozbierałam perełki. Dziki nagietek trzy dni mnie zachwycał — niczym diament czekał na oprawę — a teraz pojedynczy jego kwiat mnie leczy. Leczy pięknie, bo uparty.

4046. Zielnik (XVIII)  // Perełka (II)

W piątek, w drodze do Małego Nowego Jorku odebrałam zamówione dzikie nagietki zatrzymane w pikselu. Tak pięknie zaczął się weekend.


fot. Saxifraga, fragment.

Profesora Saxifraga:
Dziki Nagietek
[kwitnie na Sycylii w lutym–marcu]

sobota, listopada 28, 2020

4045. 333/366  // Perełka (I)

jest miłość, która nie życzy sobie nazywania swej natury po imieniu. nie daje się zamknąć w słowach, nie reflektuje na żadne deklaracje — po prostu jest.

są ludzie, z którymi spotkania karmią nią moją duszę.

333/366


Tove Jansson, Muminki, Wielki słownik obrazkowy, polsko-angielski, HarperCollins Polska, Warszawa 2019.

czwartek, listopada 26, 2020

4044. 331/366

ale kwiatki! — to o sytuacji,
ale ziółko! — to o człowieku.

cebulkę wykop, nie przesadzaj!
i niech nie zmyli cię botaniczna metafora.

331/366


fot. Jacek Jopowicz, fragment,
[dostęp: 26.11.2020], źródło.

środa, listopada 25, 2020