poniedziałek, grudnia 21, 2020

4071. Strajkowe czytanie (IX)

Gdy wróciłam do Muminków, sprawdziłam i ku memu zdziweniu okazało się, że właśnie ta (i tylko ta) część utknęła w lekturach obowiązkowych polskiej szkoły. Dlaczego ta, nie uda­ło mi się zrozumieć — polska szkoła jest tworem, którego sensu nigdy nie po­ję­łam. Jestem natomiast pewna, że jak czytało się tylko tę część w trybie „musisz”, to moż­na Muminki znienawidzić.

Gdy zna się bohaterów poprzednich części, zabawa jest przednia — trochę nerwic, natręctw, osobliwości i zawsze dobre zakończenie każdego opowiadania.

     – Nigdy nie jest się zupełnie wolnym, jeśli się kogoś za bardzo podziwia — powiedział nagle Włóczykij. — To wiem.

Tymczasem wyprowadziłem się ze starego mieszkania i zacząłem żyć na dobre! To takie emocjonujące! Kiedy nie miałem imienia, rozumiesz, bie­ga­łem tylko i najwyżej przeczuwałem to czy owo na temat tego czy owego, a wydarzenia trzepotały wokół mnie; czasem były niebezpieczne, czasem nie, ale nic nie było PRAWDZIWE, rozumiesz?
     Włóczykij usiłował coś powiedzieć, ale stworzonko mówiło dalej:      – Teraz jestem osobą, która należy do siebie, i wszystko, co się dzieje, ma znaczenie. Nie dzieje się bowiem „ w ogóle”, ale wydarza się MNIE, Ti-ti-uu. A Ti-ti-uu patrzy na sprawy tak albo inaczej — jeśli rozumiesz, co mam na myśli.
     – Jasne, że cię rozumiem — odpowiedział Włóczykij. — Bardzo dobrze.

     – Zobaczysz: prędko staniesz się dorosły, jeżeli będziesz taki — po­wie­dział Homek. — Będziesz jak tatuś i mamusia, i dobrze ci tak. Będziesz widział i słyszał w zwykły sposób, to znaczy, nic nie będziesz widział ani słyszał, tak to się skończy.

Ja w każdym razie wiem, jak to jest. Świat przed katastrofą zawsze wygląda tak cicho i spokojnie.

Najdziwniejsze zaś było to, że nagle poczuła się zupełnie bezpieczna. Było to bardzo szczególne uczucie i Filifionka uznała, że jest nadzwyczaj przyjemne. Bo właściwie dlaczego miałaby się niepokoić? Katastrofa przecież nareszcie przyszła.

Znów wszystko zepsuli. Powinno być tak: najpierw ma się tajemnicę, a po­tem robi się niespodziankę. Ale gdy mieszka się z rodziną, ani z pierwszego, ani z drugiego nic nie wychodzi. Wszystko wiedzą od początku i od po­cząt­ku nie ma się już z czego cieszyć.

I nie mam już sił zastanawiać się nad tym, co to wszystko ma znaczyć. Ale wygląda na to, że wszystko idzie dobrze.

Tove Jansson, Opowiadania z Doliny Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2013 roku
beznadziejne.

To jest wieczór na piosenkę — pomyślał Włóczykij. – Na nową piosenkę, która składać się będzie w jednej części z nadziei, w dwóch z wiosennej tęsknoty, i której resztę stanowić będzie niewypowiedziany zachwyt, że mogę wędrować, że mogę być sam i że jest mi z sobą dobrze.

(tamże)

sobota, grudnia 19, 2020

4070. 354/366

przyjaźń. jeśli jesteś wobec siebie uczciwy i mówisz: przyjaźń, to tak naprawdę mówisz: miłość.

bo przyjaźń to tylko naczynie na miłość — zrozumiałam.

354/366

[suplement pikselowy: 3.06.2021]

4069. Czekariat (IV)

Przemieszczanie. Właśnie temat spowodował, że obraz stał się czeka­riu­szem — czegoś mi brakowało. Przestał czekać, gdy odnalazły mnie słowa o wędrówce. Nic dodać, nic ująć — mieć pod ręką.


Kaan.

*

Być może dopiero wtedy, gdy nie wiemy, co zrobić,
znajdujemy naszą prawdziwą misję,
i gdy nie wiemy już, jaką pójść drogą,
zaczynamy swą prawdziwą wędrówkę
.

// Wendell Berry

czwartek, grudnia 17, 2020

4068. Choinka w ulu już jest

Pan Ciasteczko:
(wrócony z delegacji, zaparkował na stole
świeżo otrzymanym, nowym wozem
)

Jabłoń:
(popłakała się ze śmiechu)

4067. Czekariat (III)  // Zielnik (XXI)

Najmłodszy czekariusz. Razem z ważką postawili mnie pod ścianą: dziś! Bez dyskusji, bez wymówek, bez czekania.

Temu, co mnie porusza, nie próbuję oporować — poddaję się (w dwóch znaczeniach).

Nasturcja. Uwielbiam. Nasturcja. Niebanalna. Nasturcja. Kolor, który wróci, trzeba tylko trochę poczekać.


fot. Saxifraga, fragment.

4066. Czekariat (II)  // Zielnik (XX)

Decyzja zapadła. Czekające w kolejce nie chcą czekać ani dnia dłużej. Bo na co? Wracam do tego zdjęcia i wracam. Jest dla mnie niczym światełko w tunelu, którego potrzebuję nie tylko w przeciągu coraz krótszych dni. Wracam do tego zdjęcia od ponad dwóch miesięcy i już chcę je mieć pod ręką.

Pozostaje poczekać na oko Profesory, by sprowadziła moją botaniczną igno­ran­cję na właściwe tory.


fot. Saxifraga, fragment.

Profesora Saxifraga:
Nawłoć

4065. Czekariat (I)

     — czy wie pani, że jest pani delikatną ważką? — zapytał, dotykając ją słowami.
     do tej chwili nie wiedziała.

*

Natychmiast stanęła przed moimi oczami. Wspaniała ważka przy­po­mnia­ła, że czeka w blogowych blokach startowych od… prawie czte­rech miesięcy. Przyszedł jej Czas. Skrzydła są, piór nie ma.


fot. Niosąca Pokój.

środa, grudnia 16, 2020

4064. 351/366

cisza zaklęta w odłożonych przedmiotach.
porusza mnie i przypomina o miłości.

uwielbiam sposób, w jaki ona zakłada i zdejmuje
okulary (tylko do czytania).

351/366


fot. Ona.

wtorek, grudnia 15, 2020

niedziela, grudnia 13, 2020

4062. 348/366  // Zielnik (XIX)

szaro i buro od rana, a ona kwitnie, nic sobie z tego nie robiąc. gapię się na nią i próbuję ustalić odpowiedź na dość zasadnicze pytanie.

ile dziesiątek lat zajmuje człowiekowi dojście do tego aza­lio­we­go stanu ducha?

348/366

Gepardzica:
(trzy dni temu)
Jakbyś nie wiedziała,
to jest Azalia.

4061. Strajkowe czytanie (VIII)

Wtedy też była niedziela, trzynastego grudnia, i był śnieg, o jakim teraz możemy tylko pomarzyć. Ówczesny prezes zwany generałem zarządził nowy stan skupienia. Ciekawe, czy aktualny prezes, co nikt mu nie wmówi, że czarne jest czarne, już wie, że przeszarżował? Mały człowiek, duży strach, a po wszystkim będzie wielkie sprzątanie.

W tej części nie ma proroczych zdań dotyczących kolejnej odsłony Strajku Kobiet w rocznicę stanu wojennego. Zima to intra­per­so­nal­ny czas na odnalezienie siebie, nawet jeśli wcale się nie zgubiliśmy; na odkrywanie siebie, szczególnie wtedy, gdy nie zgu­bi­li­śmy się nigdy. Ten tom Muminków po­zwa­la z łatwością przetrwać ostat­nie naj­krót­sze dni w tym roku.

     — Widzisz — zaczęła. — Tyle jest tego, co nie znajduje sobie miejsca ani latem, ani jesienią, ani na wiosnę. To wszystko, co jest nieśmiałe i zagu­bio­ne. […] tacy, którzy nigdzie nie pasują i w których nikt nie wierzy… Trzy­ma­ją się na uboczu cały rok. A potem, kiedy jest spokojnie i biało, i kiedy noce stają się długie, a wszyscy posnęli snem zimowym — wtedy wychodzą.

I Muminek ruszył przed siebie, wydeptując pierwsze ślady na moście i dalej, na zboczu góry.
     Były to ślady bardzo drobne, ale stanowcze, i wiodły prosto między drze­wa, na południe.

Potykając się i piszcząc, brnął przez śnieg. I nagle przestraszył się bardzo mroku i samotności.
     Musiał ten strach być gdzieś w pobliżu, od chwili kiedy Muminek obudził się w uśpionym domu, ale dopiero teraz pokazał się na dobre.
     […] Nie miał odwagi podnieść pyszczka znad śladów, które ledwie było widać w ciemności. Wlókł się dalej, popłakując cichutko.
     Aż nagle zobaczył światło.

Błyskawicznie wyskoczyła z pudła; zawahała się przez moment, po czym zdecydowała się na ciekawość, wolała być ciekawa niż przestraszona.

Wpadło się w coś zupełnie nowego i nikt nawet nie zatroszczy się i nie spyta, w jakim świecie żyło się przedtem. Nawet mała Mi nie ma ochoty porozmawiać o prawdziwym świecie.
     — Skąd można wiedzieć, który jest prawdziwy? — powiedziała Too-tiki z nosem przy szybie.

Wszystko jest bardzo niepewne i to właśnie mnie uspokaja.

Ktoś wynosi rzeczy z domu Tatusia.
     — To chyba tylko dobrze — rzekła Too-tiki wesoło. — Masz o wiele za dużo rzeczy wokół siebie. Takich, które wspominasz, i takich, o których marzysz.

     — Aha, więc jestem uratowany — powiedział z rozczarowaniem. — Że też wszystko, co emocjonujące, musi się zawsze kończyć, kiedy się już tego nie boimy i kiedy nareszcie mogłaby z tego wyniknąć dobra zabawa.

Wszystko to istniało, choć nikt nie wiedział dlaczego, i było się wobec tego zupełnie bezradnym.

     — Nie wiem, czy dobrze się stało — powiedział Muminek zaniepokojony.
     — Nie mogło się stać lepiej — odpowiedziała Too-tiki.

Być może mimo wszystko byli z sobą spokrewnieni. A krewni, którzy przyszli w odwiedziny, mogą nieraz zostać na długo. A jeśli to jest przodek, może zostać na zawsze. Kto wie?

Wymagało to trochę czasu, ale decyzja została powzięta. A decyzja to zawsze rzecz pożyteczna.

Tove Jansson, Zima Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2013 roku
beznadziejne.

Goście zaś nadzwyczaj cenili sobie długie, trochę prze­ba­ła­ga­nio­ne przedpołudnia, chwile, kiedy powoli robił się dzień, a oni opowiadali sobie, co im się śniło, i słuchali odgłosów z kuchni, gdzie Muminek przyrządzał kawę.

Nadchodziła wiosna, ale nie tak, jak ją sobie wyobrażał. Już nie ta, która uwolniła go od nieznanego i wrogiego świata, lecz wiosna, która była dalszym ciągiem wszystkiego, co przeżył, przezwyciężył i co sobie przyswoił.
     Chciał, aby wiosna była długa, aby jak najdłużej zachować nastrój oczekiwania.

     — No, proszę — powiedziała Mama Muminka, mrużąc oczy i patrząc w słońce. – Życie jest po prostu zachwycające.

     — Na przyszłą wiosnę muszę obudzić się przed innymi — powiedziała. — Żeby można było mieć spokój i robić to, na co się ma ochotę.

(tamże)

sobota, grudnia 12, 2020

4060. O światach

Kaan:
(dla Szpagacika przyjaciół tchnęła
w szmatki Duszę, a gdy skończyła, cyk
)

Jabłoń:
(zachwycona, że będzie tę Piękność tu mieć)
Muminki by ją pokochały.

     — Czemu nie mówiłaś mi tego w zimie – przerwał Muminek. – To by mnie pocieszyło. Kiedyś powiedziałem: „Tu rosły jabłka”. A ty na to: „Ale teraz rośnie śnieg”. Czy nie rozumiałaś, że ogarniała mnie melancholia?
     Too-tiki wzruszyła ramionami.
     — Wszystko trzeba odkryć samemu — powiedziała. — I również przejść przez to zupełnie samemu.

[…] czy kiedykolwiek będzie mógł jej opowiedzieć o swojej zimie tak, żeby to zrozumiała.

Tove Jansson, Zima Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.

4059. 347/366

dziś. co bezszelestnie
mnie prowadzi? dokąd?

347/366

środa, grudnia 09, 2020

4057. Strajkowe czytanie (VII)

To właśnie cytat z tego tomu (zacny bardzo) spowodował mój powrót do Mu­min­ków. Polityczny w tym tomie jest tylko jeden fragment, choć nie ma w nim nic o pałkach teleskopowych:

Może jednak naprawdę coś się stało… — myślał Muminek, idąc wolno wzdłuż rzeki. — Są przecież Buki i policjanci.

Wstrząśnięta katolicką szczerością redemptorysty, informuję apologetów i świętujących urodziny toruńskiego biznesu, że Muminki polecają się bardzo:

     — Do nieba? — powtórzyła Mi. – Musimy iść do nieba? A jak się można stamtąd wydostać?

A reszta już po ludzku — zwykły dorosło-dzieckowy zachwyt. Należy ostrzec, że tego tomu lepiej nie czytać przed Bożym Narodzeniem w przypadku nasilonych trud­ności z więzami krwi — można wskutek lektury stać się brawurowo odważnym.

     – Tyle jest rzeczy, których się nie rozumie — szepnęła do siebie Mama Muminka. — Ale właściwie dlaczego zawsze miałoby się dziać tak, jakeśmy do tego przywykli?

     — A więc nikt nie będzie się gniewał, jeżeli przez resztę życia będę zapraszała tylko tych, których będę chciała? Chociaż to nie będą moi krewni?
     — Nawet pies z kulawą nogą — zapewnił Muminek.
     Na twarzy Filifionki ukazał się wyraz ulgi.
     — Jakie to proste! — zawołała. — Ach, jak cudownie!

     — A mnie się śniło, że miałam moc nowych krewnych — powiedziała Filifionka. — To byłoby okropne! Właśnie teraz, kiedy pozbyłam się starych!

     — Co masz zamiar z nim zrobić? — pisnęła Mi. — Powiesić go, ugotować czy wypchać?
     — Przestraszyć! — odpowiedział Włóczykij i mocniej przygryzł fajkę.

     — Słuchaj uważnie, co ci powiem — odezwał się Włóczykij.
     — Dobrze — odparł Muminek, czując, jak duch przygody przenika go, głośno łopocząc skrzydłami.

     — Ujdzie — powiedziała Emma. — Przerób teraz to wszystko na biały wiersz. I pamiętaj, że w porządnej tragedii w dawnym dobrym stylu wszyscy muszą być ze sobą spokrewnieni.

     — Wiem, że mam duże stopy — mruknęła Bufka z goryczą.
     — Ja tylko próbuję to jakoś wytłumaczyć — odparł Homek.
     — To kwestia odczucia — odpowiedziała Bufka. — Tego się NIE DA wytłumaczyć!

     — Grunt to spokój! Nie denerwujcie się — przerwała Emma z nieoczekiwaną wyrozumiałością. — Jakoś się to wszystko w końcu ułoży.

     — Czy masz wszystko, czego ci potrzeba? — zapytał Muminek.
     Włóczykij kiwnął głową potakująco.
     — Najzupełniej wszystko — powiedział.

Tove Jansson, Lato Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2013 roku
beznadziejne.

Właściwie żaden z nich nie miał ochoty rozmawiać. Jeszcze nie teraz. Czasu mieli dość; przed nimi było długie i pełne obietnic lato.

Słońce zaszło, lecz teraz, w czerwcu, nie mogło być mowy o prawdziwych ciemnościach. Noc była jasna, pełna marzeń i czarów.

(tamże)

wtorek, grudnia 08, 2020

(4055+1). Czarne piękno

Czarne koty nie mają dobrego piaru STOP. Czarne psy z  powodu swojego umasz­czenia mają o 50% mniejszą szansę na adopcję, gdy trafią do schroniska STOP. Czarne myśli zostaw sobie na czarną godzinę STOP. Czarna rozpacz w czarnej dupie naprawdę za nic ma poprawność polityczną STOP. Czarna owca to jedna z cie­kaw­szych fuch w rodzinie STOP. Czarnym koniem swego życia bądź STOP! I nigdy nie mów mi, że nie lubisz czarnych ptaków.

Ten gawron prawie dwa miesiące czekał. Z jesieni zrobiła się zima. Chcesz czekać do wiosny? Na co? — zapytał dostojnie. Piękny ptak! Czarny STOP. Kocham majestat monochromatycznych ptaków STOP.


fot. Saxifraga, fragment.

Jeżeli czarną nocą czarny kot przebiegnie ci drogę, to nie ma nieszczęścia i wszystko się dobrze zaczyna.

*

Myśli są najbardziej zastanawiającym stanem, jaki towarzyszy czło­wie­kowi. Zawsze przychodzą w najmniej odpowiednim momencie i nie mogą się odczepić. Bardzo często dla świętego spokoju się je zapisuje, żeby nie oszaleć z zamyślenia.

*

Ludzie dzielą się między sobą myślami i część z nich traktują jako własne, a drugiej części nie rozumieją, dlatego też komunikacja dla nas jest rzeczą konieczną, ale niemożliwą.

*

Człowiek jest zły na cały świat, jeżeli coś nie idzie po jego myśli. Dlaczego w takim razie nie jest zły na swoje myśli?

*

Myśli najlepiej zostawić dla samego siebie. Jest coś, co mam na zawsze i nikt mi tego nie odbierze — wolność milczenia.

*

Ponieważ życie jest krótkie, warto uzyskać odpowiedź na chociażby jedno pytanie. I nawet jeżeli odpowiedzią jest ciągle ta sama cisza, to w którymś momencie uda się ją zrozumieć. Mądrość przychodzi tylko w momentach, kiedy się do niej nie przyzwyczajamy.

Filip Zawada, Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2019.

4055. Samo gęste

Od premiery byłam zachwycona przesądem zawartym w tytule, ale nie było takiej możliwości, by ibukowa sknera we mnie wydała na elektroniczną wersję książki trzy i pół dyszki — absurd ma swoje granice. Polowałam na nią ponad rok i w piątek udało się. W niedzielę było po książce pomimo dobrowolnie narzuconego reżimu wolnego czytania.

Zachwyt absolutny. Żelazna dziecięca logika porównywalna do tej z fantastycznej książki pt. Życie przed sobą, tylko zdecydowanie gęściej stosowana, to znaczy: na każdej stronie! Ibukosnerze zmyłam głowę, bo przez jego umiłowanie do sporto­we­go polowania na ceny „nie wyższe niż” prawie mnie ta książka ominęła. Ale upolo­wa­łaś! — bronił się padalec. Ale późno! — nie dawałam za wygraną, wiedząc, że z damską logiką koleś nie ma szans, z moją logiką (jak z każdą indywidualną logiką) mało kto ma jakiekolwiek szanse — w końcu z człowiekiem nawet osioł nie wygra.

Podobno Autorowi dostało się od wielbicieli kotów (nie tylko czarnych), od bie­ga­czy, od Kościoła. Że ten ostatni ma upadłe nie tylko morale, wiedziałam, ale o wiel­bi­cie­lach kotów i biegaczach zdanie mam jak najlepsze, więc pozostałam w za­dzi­wie­niu. Gdyby tylko dorosły człowiek był w stanie przejrzeć się w dziecięcej logice, która z łatwością i niebywałą precyzją namierza absurdy dorosłych idei, świat, w którym przyszło nam żyć, byłby troszkę lepszy. Bóg nie obraził się, dobrze się bawił — założę się. Cytaty cedziły się dwa dni i nijak nie może być ich mniej — Bóg nie pomagał, zajęty był prawem i sprawiedliwością.

Durnota jest prywatną własnością każdego człowieka i każdy kiedyś za nią beknie. Jedni bardziej, inni mniej.

Przyjaźń podobno zostaje na zawsze, jednak miłość, kiedy się jej nie pielęgnuje, mija i zamienia się w coś, czego nie można zobaczyć, nie można poczuć i nie można ponownie rozpalić.

Większość decyzji, które podejmują ludzie, jest albo zła, albo racjonalna. Ale co zrobić, kiedy życie podejmuje decyzje za nas?

Każdy ma jakiś defekt, z którym trzeba żyć i przez cały czas zamieniać go w zalety.

     — Panie Boże, da radę coś zrobić z moim strachem?
     — Nie.
     — Prawdę mówiąc, myślałem, że wymyślisz coś, co mnie zaskoczy, zawsze to robisz.

Żeby poznać prawdę, bardzo często trzeba ją podzielić na drobniejsze części.
     Umarł albo nie umarł.
     Wróci albo nie wróci.

     — I co, żyjesz?
     — Tak.
     — To dobrze, postaraj się zapamiętać ten stan na dłużej!!!

Ci, którzy nie wierzą w Boga, i tak nie chcą sprzedać swojej duszy diabłu. Zawsze mnie to dziwi, bo po co komu coś niepotrzebnego. Pieniądze dają szczęście przynajmniej w chwili, w której je mamy. Skoro dusza nie jest ci do niczego potrzebna, to po co ją trzymać?

Jesteśmy zwykłymi głupkami, bo przyzwyczajenie powoduje obojętność wobec rzeczy, które są naprawdę fascynujące.

Przyjemność jest jak chodzenie tyłem, ale w dobrym kierunku. Ciągle patrzysz na ten sam piękny widok i nie musisz się martwić, że coś się zmienia. Przyjemność to bardzo ryzykowna sprawa.

Dzięki wszystkiemu, co zdarza się nam w życiu, uczymy się bardzo ważnych rzeczy.

Pewnie nikt nie zadał sobie pytania, dlaczego węże nie idą prosto do celu, ale i tak zawsze go osiągają.

Kiedy już się osiągnie podstawową lekkość ducha, to można wszystko. Jednak czasami przychodzą takie dni, kiedy lekkość ciąży i nie wiadomo, co z tym fantem zrobić.

Zawsze jest tak, że kiedy wszystko uporządkuję w głowie, to następnego dnia mój porządek przestaje być aktualny i staje się chaosem. Po­rząd­ko­wa­nie jest głupim przyzwyczajeniem, prowadzi tylko do tego, że spokój roz­trzas­ku­je się na mniejsze kawałki, które później — w nerwach — trzeba poskładać z powrotem.

Ciężko jest być bezsilnością innych ludzi.

     — Dawno cię nie widziałem.
     — Jak to, przecież siedzimy obok siebie?!
     — Ale patrzymy przed siebie.
     Miło jest pogadać z kotem, bo bardzo często wiadomo, jaka będzie odpowiedź na pytanie. Przed nami jest ciemność.

W Boga zaczyna się wątpić, kiedy się patrzy na ludzi.

Ludzie rozchodzą się nie wtedy, kiedy popełniają błędy, ale kiedy kończy się im cierpliwość do swoich słabości.

Dzieci rozmawiające o dorosłych stają się z miejsca głupsze o połowę, a te, które mają na wejściu tylko połowę mądrości, nic nie mówią, bo musiałyby bez mózgu wracać na kolację.

Dzięki religii wiemy mniej o życiu, a więcej o uczuciach. Dzięki religii wiem, co to jest wstyd i złość.

Filip Zawada, Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2019.

Każdy może znaleźć tyle, ile jest w stanie zauważyć.

Krowy nie rozumieją, dlaczego ludzie chodzą do szkoły. Nie rozumieją, że ludzie jako jedyny gatunek na Ziemi nie potrafią nic nie umieć i dzięki temu nigdy nie są w stanie zmądrzeć.

W szkole nie ma Boga, bo jest za duże zamieszanie i starsze osoby od tego boli głowa, i muszą w kółko krzyczeć, żeby było cicho. Bóg krzyczy bardzo cicho.
     — Kochane dzieci, sprawdziłam wasze wypracowania. Nie postawiłam jednak żadnych ocen, bo najpierw muszę się dowiedzieć, kto od kogo ściągał.
     Ja od nikogo nie ściągałem, bo nic nie napisałem. Akurat wczoraj nie miałem bladego pojęcia, kim chciałbym zostać.

Coraz częściej zauważam, że do szkoły chodzą ci, którym nic nie wchodzi do głowy, bo są uczeni przez ludzi z tą samą pustką w głowie.
     — Dlaczego nic nie narysowałeś na tej kartce?
     — Narysowałem — odpowiedziałem bardzo uprzejmie pani nauczycielce.
     — Ale przecież nic na niej nie ma.
     — Jest na niej coś tak dużego, że nie mieści się na kartce […] .
     — A co to jest?
     — To jest fragment nieskończoności.

     — Jak uważasz, synu?
     — Bóg jest dobry, Szatan jest dobry, ale z innymi rzeczami to różnie bywa.
     I cała sprawa skończyła się w kącie. Nawet nie miałem szansy wyjaśnić, że miałem na myśli kota.

     — Może to się siostrze wydać dziwne, ale wiem, kiedy umrę.
     — Kiedy?
     — Kiedyś.
     Ciekawe, że bardziej ją ciekawiło, kiedy to nastąpi, a nie skąd o tym wiem.

Gdybym zawsze chodził w jakimś określonym kierunku, to nie mógłbym dojść dokądkolwiek, a bardzo to lubię.

(tamże)