piątek, września 11, 2026

6213. 254/365

nim jutro po raz pierwszy w ży­ciu nie będę bać się podczas na­bo­żeństwa w kościele ka­to­lickim. bez strachu, że nie klęknę, gdy należy; że nie wstanę, gdy trzeba; nie dygnę, nie po­der­wę się — to jest moja niebywała supermoc, po­da­ro­wa­na mi przez wózek inwalidzki.

dziś podczas rehabki, nim ruszymy w drogę, nim przyjdzie ju­tro, no cóż, dwa motyle na ba­lu­stra­dzie balkonu i jeśli o mnie chodzi, wszyst­ko było jasne.

254/365


[asystencja: Sadownik] 


[…]  kiedy to się zaczyna dziać, musisz być otwarty na wszystko […]. — Musisz skupić się na elementach życia, na które zazwyczaj nie zwracasz większej uwagi… jak na przy­kład balon na suficie. Jeśli to zrobisz, uko­cha­ne osoby, które czuwają nad tobą, prze­ka­żą ci potrzebne wiadomości.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

czwartek, września 10, 2026

6212. 253/365

szczęściarz z dwoj­giem żyjących rodziców wy­szedł z ula rano do­kład­nie tydzień temu. miał wró­cić, nie wróci.

łamie mi serce myśl, że dziś późnym po­po­łudniem po raz pierw­szy wejdzie do ula osie­ro­co­ny przez rodziciela mój naj­uko­chań­szy człowiek.

253/365


Na dobre rzeczy długo się czeka, te złe zda­rza­ją się w mgnieniu oka. Jest jesień, pora strat.

Agnieszka Taborska, Bez skóry. Jak rozmawiać z ludźmi
w żałobie
, Wydawnictwo Znak, Kraków 2026.

środa, września 09, 2026

6211. O marudzeniu doczesnego świata…

Jabłoń:
(w rozmowie telefonicznej nie wytrzymała i komentuje
zawartość otrzymanego od Sadownika ememesa
)
Bardzo Cię przepraszam, że o tym wspominam, ale
wiesz, ile jest błędów w tym* nekrologu?

Sadownik:
(pierwszy raz od tygodnia zaśmiał się)
A jak myślisz,
dlaczego ci go wysłałem?

🌱

__________
  *   wyprodukowanym przez zakład po­grze­bo­wy z za­an­ga­żo­wa­niem, rzetelnie i pro­fe­sjo­nal­nie, ukształtowanym nie przez AI, lecz przez mądrość rynku, panie Petru, „mon­drość” ryn­ku, co się sam reguluje. Trzydzieści lat tradycji, a według KRS-u 62 lata dzia­łal­no­ści, no, no, duma.
     To ignorancja, nie innowacja.

6210. 252/365

bej­bi-ogóreczki. każdy z nich Jego dłonią umieszczony w słoiku niecałe trzy tygodnie temu.

słoik na stole w kuchni ula — nie do pojęcia metafizyka rzeczy, któ­re bez uszczerbku przetrwały koniec naszego świata.

252/365

Chociaż każdy z nas wyrusza w kierunku swo­jej własnej przy­go­dy, nie piszemy mi­liar­dów niepowiązanych ze sobą historii. Nie — wszyscy stanowimy część tej samej.
     Czasami trudno jest nam pojąć, do jakiego stopnia je­steśmy ze sobą połączeni.

Nigdy nie jesteśmy sami, gdy kierujemy naszym życiem i szukamy swojej drogi. Prowadzą nas siły miłości.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.


Od Drugiej Strony oddziela nas znacznie cieńsza granica, niż nam się wydaje. Są tam […]. To ci sami ludzie, którzy czuwali nad nami za życia. Nadal to robią, prowadząc nas.

(tamże)

wtorek, września 08, 2026

6209. 251/365

ona była* Jego, a On był jej 52 lata i półtora miesiąca.
     on miał* Go po tej stro­nie tę­czy o rok bez dwóch dni dłużej, niż ja miałam bia­łe­go kruka.
     byłam* Jego synową przez 23 lata i dwa mie­sią­ce bez jed­ne­go tygodnia.

251/365

__________
   *   protestuję! wciąż jest mężem, tatą, teściem, bo przecież śmierć niczego nie kończy, tylko zmienia.

poniedziałek, września 07, 2026

niedziela, września 06, 2026

6207. 249/365

tryb za­daniowy znieczuli w ciągu dnia.

najgorszy jest ten mo­ment rano, zaraz po prze­bu­dzeniu. nie, nie przyśniła nam się ta niemożliwa do zrozumienia i do opi­sa­nia stra­ta — ona jest faktem i trzeba przeżyć ten, tyl­ko ten je­den dzień, nawet jeśli nie wia­do­mo, jak to zrobić, jak unieść ten ciężar.

249/365

sobota, września 05, 2026

6206. [']   // 248/365

zadzwonił z samego rana i za­czął rozmowę słowami: nie będzie już

potem na jednym wdechu wymienił nie­prze­bra­ną liczbę rzeczy, które już się nie wy­da­rzą, które nie będą nam już dane.

śmierć uruchomiła nieznane, najgłębsze po­kła­dy miłości, by mogły zająć się nami wszyst­ki­mi, bo nasz świat już nigdy nie będzie taki, jaki był jeszcze wczoraj wieczorem.

248/365

piątek, września 04, 2026

6205. Z oazy (CDLXXI)

Zajęła mi dwie kawy. Wycisnęła gros łez. Fusy wrażeń opadały kilka dni. Ta dro­bin­ka książkowa to duży kaliber. Każde zdanie waży. Każdy ukłon jest znaczący.

Niestety, bezduszność, niezrozumienie, bezmyślność i strach przebrane za głupotę prezentowane z całą swoją mocą bez ograniczeń wobec terminalnie chorych czy lu­dzi w żałobie jest dokładnie taka sama tam, na Dalekim Wschodzie, jak tu, w środku Europy. Przekształcenie tej głupoty na akapity — bez zbędnych słów, trafiając pre­cy­zyj­nie w punkt — da się zamknąć w dwóch słowach: chapeau bas!

A reszta? Reszta jest miłością. Miłością, która… trwa.

Sięgam po powieści, będąc tego w pełni świadoma. Wybieram nie te banalne, oparte na powszechnym wyobrażeniu o świecie, lecz takie, które z uważnością opowiadają o niepowtarzalnych losach jednostki.

Dobra powieść nie składa się wyłącznie z tego, co napisano wprost. Jej prawdziwa siła tkwi również w tym, co zostało przemilczane.

Relacja między ludźmi nie kończy się wraz ze śmiercią jednej z osób. Trwa dalej i nieustannie się zmienia. To właśnie ta piękna rozłąka nas łączy. To ciągle zmieniająca się relacja jest prawdziwą miłością.

Yumi Toyozaki


Za cel [Nao-Cola Yamazaki] stawia sobie „pisanie o rzeczach, o których nikt inny nie napisze, słowami, które zrozumie każdy czytelnik”.

🖇🖇

Ruch jest fascynujący. Kiedy skupiam się na ruchu, znika gdzieś wrażenie istnienia rzeczy. […]  Czterdziestokilkuletni mężczyzna zeskakujący ze stop­ni musi wyglądać dziwnie. Być może to za sprawą ciepłej, kwietniowej po­gody, aż rwę się do ruchu. Ostatnio przestało mnie obchodzić zdanie in­nych. Co złego w tym, że dorosły facet sobie podskakuje?

🖇

Nie twierdzę, że wybraliśmy najlepszą z możliwych dróg. Gdyby ktoś za­py­tał mnie, czy żałuję, odpowiedziałbym: tak, noszę w sercu żal. Ale w tej sa­mej chwili miałbym ochotę sam sobie zaprzeczyć. Bo nawet jeśli nie była to najlepsza z dróg, to czy ktoś naprawdę wie, jaka byłaby ta najlepsza? Czy w ogóle istniała? A jeśli istniała, to czy to coś złego, że wybraliśmy własną, inną niż droga większości?

🖇

Żona nie wybrała dla siebie złego losu na loterii. To nie była kwestia jej decyzji. Musiała przejść drogę, która została jej wyznaczona. I nie miała możliwości, by ją zmienić.

🖇

W małżeństwie nie chodzi o wyłączność na drugą osobę,
ale o zaufanie do jej otoczenia.

🖇

Nawet jeśli robimy coś, co następne pokolenia uznają za zbędne, i zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy przez to trochę staroświeccy, nie czujemy się przez to ubożsi. Po prostu żyjemy swoim życiem, na swoich zasadach.

🖇

Postawienie diagnozy nie sprawiło, że żona przestała być sobą. Nie za­czą­łem patrzeć na nią wyłącznie przez pryzmat jej choroby ani traktować jak jedną z wielu osób skazanych na ten sam los. Może to dlatego, że lekarz nie używał wyliczeń procentowych. Wielu ludzi […]  szybko przechodzi do sta­ty­styk. „X procent chorych dożywa Y lat”. Świat jest pełen takich liczb. Dla lekarzy czy naukowców tego typu wyliczenia mają niewątpliwie zna­cze­nie. Ale co z pacjentami, którzy żyją swoim jedynym, niepowtarzalnym życiem? Zgadywanie, jak na loterii, ile czasu im zostało, jest absurdalne.

🖇

     — O, widzę, że się myjecie. Super! — rzuca z szerokim uśmiechem, zu­peł­nie jakby rozmawiała z pięciolatką.
     Czy żonie nie przeszkadza, że ktoś dwadzieścia lat młodszy traktuje ją jak dziecko? Do tego nie jest prawdą, że „się myjemy”. Myje się sama, ja tylko asystuję.
     […] 
     Czy, chorując, oddalamy się od naszego rzeczywistego wieku? Pacjentów traktuje się jak dzieci, chociaż wyglądem zaczynają przypominać sta­rusz­ków. Ale może jeszcze większym absurdem jest przywiązywanie wagi do daty urodzenia i dziwienie się, „jak rzadko zdarza się zachorowanie na tę chorobę już po czterdziestce”? Powracające pytania w rodzaju „Dlaczego tak młodo?” albo „Nie palił, więc czemu?” próbują nadać chorobom sens i wpasować je w narrację o przyczynie i stosownej konsekwencji. Według samego chorego i jego rodziny tego typu rozważania nie prowadzą do ni­cze­go, co dawałoby nadzieję.
     Trzeba odnaleźć swoją własną, nową historię.
     Zapomnieć o wieku. O przyczynach i konsekwencjach również.

🖇

     — Przy stacji zakwitły też wiśnie. Cała aleja wzdłuż głównej ulicy jest w kwiatach. W przyszłym roku pójdziemy pooglądać je razem.
     — Mhm.
     Na jej twarzy błąka się niepewny uśmiech.
     […]  Do tej pory mój sposób na zachowanie pogody ducha stanowiło pa­trzenie z nadzieją w przyszłość. Nie wiem jeszcze, jak w obecnej sytuacji pielęgnować w sobie tę pogodę ducha, skoro nie mogę już mówić o tym, co przed nami.

🖇

Ludzie są ciekawi śmierci. Chcą wiedzieć, kiedy przyjdzie. Czują pewną przy­jemność, współczując tym, którzy już stoją u jej progu.

🖇

Wierzą [większość współczesnych Japończyków], że każdy powinien przeżyć co najmniej tyle, ile wynosi obecna średnia długość życia. W końcu tak jest sprawiedliwie. Tymczasem przecież niektórzy tracą to prawo — dla nich od­li­czanie zaczyna się wcześniej. Wtedy szuka się przyczyn, dlaczego akurat ta osoba zaczęła umierać szybciej. Bo grzeszyła? Nie chodziła na badania? Źle się odżywiała? Paliła papierosy? Słowa „rokowanie” używa się wy­łącz­nie wobec tych, u których odliczanie już się rozpoczęło. Jakby ludzie chcieli w ten sposób postawić jakąś niewidzialną granicę. Jakby tylko ci, którym lekarz przedstawił rokowania, mierzyli się ze śmiercią. A cała reszta wciąż miała przed sobą życie.

🖇

„Zachorowała na raka — to pewnie kara za coś” albo przeciwnie: „Nie zro­biła nic złego, a mimo to spotkało ją nieszczęście”.

🖇

Na początku wierzyłem, że opowieści o budzącej się do życia przyrodzie spra­wią jej odrobinę radości. Teraz boję się, że mogą brzmieć jak prze­chwał­ki — jakbym chciał powiedzieć, że ja wciąż mogę to wszystko prze­ży­wać, a ona już nie. Nie chcę, by poczuła, że życie toczy się dalej nawet bez niej, dlatego trzymam język za zębami.

🖇

     — […]  Nie oczekuję od nikogo zrozumienia ani niczego takiego. Po prostu chcę się spotkać. Czy naprawdę osoba chora powinna zamykać się w czte­rech ścianach? Przecież to absurd… Nawet jeśli nie jestem w pełni sił, to wciąż chcę być częścią społeczeństwa. Chorzy to też ludzie.
     Mówi powoli, cicho, z przerwami, ale w jej głosie wybrzmiewa sta­now­czość.
     — Rozumiem.

🖇

     — A czy coś cię boli?
     Tym razem to ja zapytałem.
     — Nie mogę powiedzieć, że nie boli. Ale ból nie oznacza wcale, że jestem nieszczęśliwa. […]
     Odpowiada powoli, ważąc każde słowo.
     — Rozumiem.
     Rozwiązuję krawat i chowam go do teczki.
     — Wiesz… życie to droga. Staram się nie porównywać jej ani z cudzymi ścieżkami, ani nawet z tą, którą sama kiedyś szłam. Nie wybiegam myślami w przyszłość, lecz skupiam się na tym, co mam tu i teraz przed sobą. Dzięki temu łatwiej mi przyjąć, że ból jest częścią mojego świata. I nawet mimo bólu są chwile, gdy czuję się szczęśliwa.

🖇

     — Przepraszam za kłopot.
     — Ależ robię to z własnej woli.

🖇

Nie zgadzam się z traktowaniem śmierci jako punktu kulminacyjnego. To nie ona jest najważniejsza. Nie przychodzę do szpitala, by czekać na jej na­dej­ście, lecz po to, aby być z żoną tu i teraz, razem. Chciałbym móc to wy­krzy­czeć zarówno lekarzowi, jak i każdemu z osobna.
     Moment przekroczenia mety w maratonie może być wyjątkowy, ale to nie znaczy, że dla zawodnika liczą się tylko osoby stojące na finiszu. Równie ważni są ci, którzy towarzyszyli mu podczas treningów, wspierali na star­cie i kibicowali w trakcie biegu. Każda chwila ma swoją wartość. Życie ludz­kie zmierza ku nieuchronnej mecie, nie oznacza to jednak, że tylko ona się liczy.

🖇

Dlaczego tak bardzo zależy jej na przekazaniu tego słowa – „dziękuję”? Czy rzeczywiście czuje głęboką wdzięczność? A może po prostu chce pozostać so­bą — kimś, kto potrafi podziękować, kimś, kto do samego końca za­cho­wu­je człowieczeństwo?

🖇

Czytałem kiedyś, że nawet jeśli pacjent przestaje oddychać, to do samego końca wszystko słyszy.
     — Kocham cię — szepczę.

🖇

Odchodzi — przechodzi mi przez myśl. Staje się kimś innym. Oddala się.

🖇

„Nie robiła badań kontrolnych, więc to musiało się tak skończyć”. Albo: „Robiła badania, a i tak zachorowała”.
     Byle tylko znaleźć jakąś zależność. A kiedy wreszcie uda się połączyć kropki, na twarzach rozmówców pojawia się satysfakcja.

🖇

[…]  kiedy ktoś zaczyna traktować naszą historię jak przestrogę i sugeruje, że wystarczyłoby się zbadać, aby zapobiec tragedii — mam ochotę sta­now­czo zaprotestować.
     — Czy nie dało się tego wykryć wcześniej?
     — Nie można było operować?
     — Lekarze mówili, ile jej zostało?
     Gdy słyszę takie pytania, odbieram je jako próbę narzucenia mi swojej wersji wydarzeń.
     Tylko że historia żony była inna. A mimo to teraz, po jej śmierci, oto­cze­nie zaczyna postrzegać jej odejście przez pryzmat jakichś ste­reo­ty­po­wych ogólników. Te obce narracje przeciekają mi przez palce niczym lepka, gęsta maź.
     […]
     Nie chcę ani mówić, ani słuchać takich rzeczy.

🖇

Określenie godziny zgonu to medyczna formalność — coś, co należy do świa­ta lekarzy. Dla reszty z nas nie musi mieć aż takiego znaczenia.

🖇

[…]  robienie wszystkiego, co w naszej mocy, by żyć jak najdłużej, to słuszna postawa. Ale niezależnie od tego, co robimy, śmierć jest nieunikniona. Każ­dy kiedyś umrze. […]  Chciałbym wierzyć, że nawet po jej [śmierci] na­dej­ściu czeka coś więcej.

🖇

Uświadomiłem sobie, że nie ma znaczenia, co pomyślą inni. Nie musimy być typowym małżeństwem […].

🖇

Dobrze rozumiem, że przyzwyczajenia potrafią być silniejsze niż logika. Rytu­ały, które zakorzeniają się w codzienności, mogą towarzyszyć nam aż do końca życia. Pozwalają myśleć: „Tak, dzisiaj znów jestem sobą. Żyję po swojemu”.

🖇

     — Wiecie… chyba coś do mnie dotarło. Nawet jeśli nie ma nic waż­niej­sze­go niż rodzina, to może nie chodzi o to, by spędzać z nią każdą chwilę? Przez całe życie wspiera nas tyle osób, a przecież nie ze wszystkimi łączą nas bliskie relacje…

Nao-cola Yamazaki, Piękna rozłąka,
przeł. Marta Klimiuk-Nikkarinen,
Wydawnictwo Tajfuny, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

Każda relacja — głęboka czy przelotna, z bliska czy z daleka, ma swoją wartość. Liczy się to, że istnieje.
     Odchodząc, zostawia za sobą jasny ślad.

🖇

     — Dziękuję — wyduszam z siebie najbezpieczniejsze słowo, na jakie mnie stać.

🖇

Każdy rozumie słowo „rodzina” trochę inaczej.

🖇

Wierzę, że możemy żyć szczęśliwie i nie wybiegać my­śla­mi w przyszłość. Może jeszcze nie wiemy jak, ale je­stem przekonany, że znajdziemy sposób.

(tamże)

czwartek, września 03, 2026

6204. Z oazy (CDLXX)

Książki o niewybranym osobiście podróżowaniu po jednokierunkowych życiowych drogach dobrze jest, nim dotrze się do ich ostatnich stron, odkładać na chwilę, chwil­kę czy chwilunię. Dobrze jest zrobić przerwę, by poćwiczyć, pogapić się w nie­bo lub wsiąknąć w wersy.

Dawno mnie tak nie dotknęła poezja. Czytałam kolejne wiersze powolutku. Czułam, jak coś w środku mnie drży podczas tego czytania. Była to mi nieznana do tej pory reakcja na litery układane w strofy.

Jeśli istnienie jest ranliwe, jeśli – jak pisał Kafka – rana jest naszym wyposażeniem na życie (a wyraźne ślady tego przekonania znaj­du­je­my w wierszach Jaglarza), pozostaje mieć staranie o wszystko-co-jest, cierpliwie i bez dzielenia na mniej i bardziej ważne istoty, trzeba nam praktykować doglądanie.

[…]  znaki i symbole nie są ograniczone gramatyką.

Gromadzenie rozproszonego, bliźnienie ran, sprawowanie pieczy po­ma­ga­ją scalić świat. W tym sensie doglądanie jako praktykowanie troski jest aktem poetyckim: ratuje świat przed ranami pogromów i narastającą nienawiścią.

Tadeusz Sławek


Książka ta nie powstałaby, gdyby nie […]. Kolejność jest przy­pad­ko­wa. Ale Wasza pomoc przypadkowa nie była i uratowała moje życie, mój język, moją poezję.
     Dziękuję.

🖇🖇

o zmierzchu syty przyjmij mnie
tylko rozbiorę się a ubrania cicho osuną się na stopy

🖇

takim jak ja przyszło urodzić się dwukrotnie ale raz umrzemy
jedna miłość jedno serce w nas ustanie do którego rośliśmy
          […] 
gdyby nie to wygnanie poza litery własnego imienia
w końcu poza ciało nie umiałbym nazwać rzeczy tego świata
kiedy nadałem sobie imię jak zrozpaczony adam
odkryłem korelacje słów i zdolność liter do łączenia się w koralowce
          […]
          zjednoczony jestem z uchodźcami ludźmi w drodze
          żyję w przestrzeni zakazu grzechu aberracji mniejszości wyjątku
          mój dowód nie przedstawia mnie samego
          nie dowodzi mojej tożsamości jest listem z poprzedniego życia
          telegramem który zdradza moją porzuconą płeć

🖇

jak nazwać tą męskość która nie odziera ze skóry
nie zabija nie jest przodkiem adama
widzi rzeczy i istoty odmienne od niej samej
widzi je więc dozwala im się zbliżyć
a potem jest jak ślepy pies daje się dotknąć
wyswobadza się ze skafandra boga

🖇

[…]  odchodzę i nie odwracam się
[…] 
będę pokorny i pracowity schylę się nisko jak trzeba
żeby ugasić we mnie te dymy gryzące

🖇

noli me tangere
/łac. nie zatrzymuj mnie/

🖇

nie sprostałem twojej mądrości nie zjednałem tajemnic
i choćbym chciał mieć spocone taneczne ciało koni które karmię
stoję nieruchomo i patrzę na samego siebie i chciałbym zobaczyć
to co widzą gzy zawisające nade mną czujnie tak blisko

🖇

zrastam się teraz […]  okrywam nowym futrem skórą
spiętą szwami drenami w ranach obniżającym się głosem imieniem
którym mnie już wołają którego ich nauczyłem tak mnie wzywajcie
nie wyrosłem z was jestem z innej gromady niebiosa trzaskające

🖇

oddałem przeszłe słowa trzeba mi znaleźć inne źródła
wody inne w których wychowam się na powrót
[…] 
już tylko ślady rozmakające w ścieżkę w drodze
do coraz mniej gramatycznego słowa tam tam dalej chodźmy

🖇

sprowadź tylko tego jednego który pragnie mnie odkryć i nazwać

🖇

schodzimy się w tym samym punkcie doliny w ciszę która znaczy przygodę
albo miłość albo inne jeszcze słowa niezapisane przez ludzki język

🖇

teraz świat jak oko zaćmy nie zajrzysz głębiej niż sięgają płomienie

🖇

zacznę od liścia […]  zacznę od boga bo skłócił się
ze sobą zacznę od hioba zacznę od psa bo mam jego miłość
tak jestem posiadaczem ziemskich rynsztunków jestem
zbieraczem poławiaczem zdarzeń zacznę od ciała
bo spoglądam tylko do wewnątrz
          zacznę od zwierząt by na nich skończyć bo jestem ich opowieścią
          tyle słów ułożonych w sekrecie tyle tajemnic odłożonych w czasie

🖇

nie kładź się wstań i idź odegnaj otrzymane słowo
[…] 
przemilczysz własną skończoność odrywającą się
od drzewa jak dojrzałe jabłko
na razie idź i bądź wdzięczny bądź ucieczką lisa
gonitwą psa jego snem na deskach

🖇

[…]  jest we mnie strach tańczących
płomieni jeszcze zazdroszczę ciała prometeuszowi spętanego
grawitacją wiem i o tobie ale jak zaufać kiedy rozumiem
do czego sam zdolny jestem

🖇

[…]  jest w tobie tyle cierpliwości
chociaż widziałem z ukrycia jak siadasz ze zwieszoną głową
a psy próbują polizać cię po twarzy […]

🖇

ogołocony z przyczyn poddaję się transfuzji myśli
które jednoczą we mnie to narodzone bycie
wypełniam je słowem które jest odpowiedzią
na mroki przyszłych czasów transkrypcją która otwiera płeć
i tożsamość na bycie narzędziem pojednania

🖇

Wszystko, czego usilnie staramy się nie dopuścić do siebie,
znajduje się już w środku.

   — Báyò Akómoláfé

Stanisław Kalina Jaglarz, Trzody,
Wydawnictwo Znak, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

nie szukam pocieszenia nie tobie dane jest zjednać mnie
przyjacielu z tą pustką którą tak gniewnie głaszczę

🖇

może słyszałem to co miałem usłyszeć popołudniowe
           pogawędki wyznania miłości
dudnienie własnego serca

🖇

jak daleko od siebie już jestem w tym gąszczu
popiołów rwących jak rzeka […] 

🖇

bo jesteśmy tak jak każdy z nas
           uniesieni tym samym wdechem

🖇

wychylony poza granice pojmowania siebie
jako to co z głębi ludzkie chciałbym zjednoczyć w sobie
to co odmienne inne żywe

🖇

odprowadzam cię łasko do twoich kryjówek

(tamże)

środa, września 02, 2026

(6201+2). Neuronowy suplement

Perypetie mózgu mają tu swój osobisty znacznik, bo okolice mózgu to czyjeś życie, czyjś los, ale też ogromna zachwycająca tajemnica.

Trzy poniższe fragmenty — dla jednych ciekawostka, dla innych źródło na­dziei lub za­chwy­tu — nie chcia­łam, by wtopiły w „niemózgowy-wielowybór”.

Pamięć jawna działa, gdy zajmujemy się takimi rzeczami jak nauka do eg­za­minu, zapamiętywanie faktów i twarzy. Jest bardziej przejrzysta i bar­dziej celowa. Pamięć niejawna nie jest świadoma. Odnosi się do uczuć, pa­mięci zakodowanej w mięśniach i znanych zachowań, jak poruszanie się po okolicy, w której żyjemy od wielu lat. Na przykład nauka teorii muzyki opie­ra się na pamięci jawnej, a brzdąkanie akordów na gitarze, na której gramy od dziesiątków lat, na pamięci niejawnej. Neurolodzy prze­pro­wa­dzi­li niezliczone badania tych dwóch form pamięci; istnieje wiele niezbitych dowodów na to, że uczestniczą w nich różne drogi nerwowe i że angażują dwie bardzo różne części mózgu. Kiedy patrzymy na to z zewnątrz, wydaje się to ciekawe, ekscytujące. Z wewnątrz ma w sobie coś dziwnego.

[…]  mózg i umysł ciągle mnie fascynują. Teraz mam okazję obserwować proces sta­rzenia się i mimo bólu i zażenowania jestem zaintrygowany.

[…]  podświadoma pamięć jest znacznie mniej podatna na spustoszenia zwią­za­ne ze starością, a nawet demencją, niż pamięć świadoma. Często za­po­minamy twarze, imiona i słowa, lecz w dalszym ciągu czujemy głęboką więź z ludźmi, pamiętamy słowa znajomej piosenki, umiemy jeździć na ro­we­rze. Może w miarę utraty świadomej pamięci nauczę się bardziej po­le­gać na pamięci nieświadomej, patrzeć na nią nie z podejrzliwością, tylko z ulgą, i ufać jej, gdy się pojawi […].

Irvin D. Yalom, Benjamin Yalom, Godzina serca.
Spotkania „tu i teraz”
, przeł. Tomasz Wyżyński,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2026.

6202. 245/365

zachwycił mnie usłyszany strzęp rozmowy telefonicznej pro­wa­dzo­nej za ścianą w świecie bran­ży ciastkarskiej.
     — dawaj, marudź! zobaczymy, co z tym zrobię.

245/365


Najprawdopodobniej nigdy nie poznamy prawdy. Ale mo­że­my odkryć prawdę o tym, co się dzieje w tej chwili. Więc zaj­mij­my się nami, tobą i mną. Co sprawia, że tak trudno ci te­raz mówić?

Irvin D. Yalom, Benjamin Yalom, Godzina serca.
Spotkania „tu i teraz”
, przeł. Tomasz Wyżyński,
Czarna Owca, Warszawa 2026.

6201. Z oazy (CDLXIX)

Powinnam od dawna wiedzieć, że im szybciej połknę książkę, tym dłużej będę krzu­sić się przy wybieraniu fragmentów, które chcę mieć pod ręką. Nie inaczej było tym razem. Było gorzej.

Nie spodziewałam się juz żadnej świeżynki z rąk tego Autora. Mają więc rację, gdy grzmią: nigdy nie mów nigdy! Dla mnie to książka o mierzeniu się z tym, co przy­no­si ży­cie, a potrafi przynieść niewyobrażalne. Autor radzi sobie fantastycznie z tym, co zaserwowało mu życie wraz z przywilejem długiego życia. Sposób, w jaki pod­cho­dzi do swoich niemalejących ograniczeń, jest imponujący.

Byłam pewna, że utknęłam z powodu wpisu podzielnego przez dziesięć, który, będąc podzielnym przez sto, waży jakby więcej, więc wymaga więcej. Realny powód był in­ny. Była nim niemoc de­cy­zyj­na — życie w rozkroku: chcę czy nie chcę, to czy owo, tak czy nie? Poniższy wy­bór jest trzecim wyborem, wyborem ustanowionym przez chwile dzisiejszego dnia ze świadomością, że jutrzejszy byłby inny, tylko że mi się już nie chciało czekać na jutro.

„Jak to jest, gdy ma się ojca psychiatrę?” Zadawano mi to pytanie wie­lo­krotnie, setki razy. Często robiły to osoby mające różnego ro­dza­ju uprzedzenia, sceptycznie nastawione do psychoterapii (jakby wy­cho­wał mnie zawodowy oszust) albo zatroskane, że przez całe dzieciństwo byłem obserwowany przez specjalistę z zakresu zdrowia psychicznego (i musiałem cierpieć z tego powodu), a także takie, które być może za­kła­da­ły, że nauczono mnie sekretnych technik manipulacji psy­cho­lo­gicz­nej (i postrzegały mnie jako dziwadło, od którego lepiej trzymać się z daleka). Najczęściej mówiłem, że nie mogę udzielić wnikliwej odpowiedzi, ponieważ nigdy nie miałem ojca niebędącego psychiatrą, więc brakuje mi materiału do porównań. Po prostu obracałem się w takim świecie.

Benjamin Yalom

Musimy być dostatecznie odważni, by stać się „akrobatami serca” zdolnymi do intymnego zaangażowania się i głębokiej szczerości […].

🖇🖇

Nie jestem wielkim fanem żadnego z tych słów [pacjent/klient] — pierwsze sugeruje chorobę, a drugie relację handlową. […]  Wolę myśleć o sobie jako o towarzyszu podróży – kimś, kto może nieco lepiej rozumieć drogę, którą podążamy.

🖇

W moim podejściu do terapii szczera więź między terapeutą a pacjentem jest medium, dzięki któremu dokonujemy odkryć, uczymy się, zmieniamy i leczymy.

🖇

Psychiatria coraz chętniej promowała leki jako metodę leczenia chorób psy­chicznych, natomiast ja byłem orędownikiem nawiązywania relacji mię­dzy­ludz­kich. Psychoterapeuci często uczą się technik mających na celu zwal­cza­nie objawów, jak terapia poznawczo-behawioralna albo terapia skon­cen­tro­wana na rozwiązaniach, ja jednak kładłem nacisk na ciekawość i głę­boki związek osobisty.
     Poświęcenie w dzieleniu się tym, czego się nauczyłem, zawsze było po­tężną siłą popychającą mnie do przodu.

🖇

Nie używam tego słowa [intymność] w znaczeniu seksualnym lub fi­zycznym, choć taki jego sens jest obecnie po­wszech­ny. Mam na myśli bliskość, szczerość, serdeczność — wyrazy ozna­cza­ją­ce ciepły, bliski kontakt między dwojgiem ludzi.

🖇

Uważam, że w trakcie terapii zajmuję się poważnymi problemami: po­szu­ki­wa­niem sensu życia i tożsamości, rozumieniem własnych impulsów i za­cho­wań. W większości przypadków nie da się szybko osiągnąć tych celów. A jednak w sferze zdrowia psychicznego, zwłaszcza w Stanach Zjed­noczonych, stosuje się coraz krótsze metody terapeutyczne. Presja na to nie wynika z troski o lepsze wyniki leczenia pacjentów; jest ona w dużej mierze efektem nacisku firm ubezpieczeniowych, które nie chcą płacić za więcej niż osiem lub dwanaście sesji i zdecydowanie wolą tak zwane modele oparte na dowodach, jak terapia poznawczo-behawioralna.

🖇

[…]  od dawna opowiadam się za terapią długoterminową. Dlaczego? Jest wiele powodów, a najważniejszy z nich sprowadza się do tego, że jestem najbardziej zainteresowany tym, by ludzie naprawdę nauczyli się czegoś o sobie — a to wymaga czasu.

🖇

     — Hej, nie słuchał mnie pan? Spał pan? […]
     — Słyszałem wiele teorii na temat zarządzania zmianą. O surwiwalu na pustkowiu. O programach leczenia uzależnień. O medytacji i lekach. Ale […]  nie usłyszałem ani jednego słowa o zrozumieniu samego siebie, współ­czu­ciu dla siebie i tego, przez co przeszłaś. Zdaję sobie sprawę, że moje ro­zu­mie­nie terapii może być trochę nietypowe, lecz uważam, że naszym ce­lem powinno być coś więcej niż zarządzanie.

🖇

     — Pozwól, że podzielę się szczerym, osobistym odczuciem na twój temat.
     Szeroko otworzyła oczy, zaskoczona i pełna lęku jak prawie każdy, gdy to proponuję. Wierzę, że postępuję słusznie, ponieważ większość z nas nigdy nie otrzymuje naprawdę szczerych informacji zwrotnych od innych.

🖇

[…]  mądrość może zmniejszyć cierpienie. Niewykluczone jednak, że ludzie zastanawiali się nad tymi pytaniami [na temat sensu życia] przez tysiące lat dlatego, że nikt nie jest w stanie udzielić pełnej odpowiedzi. Nieroz­wią­zy­wal­ne pytania są wieczne, dręczenie się nimi jest naszym przeznaczeniem, nieuniknioną częścią człowieczeństwa.

🖇

Jeśli sześćdziesiąt lat analizowania cudzych zmagań wewnętrznych czegoś mnie nauczyło, to tego, że zewnętrzne pozory pewności siebie i sukcesu czę­sto mają niewielki związek z tym, czym są naprawdę. Nigdy nie wiadomo, kto rozpaczliwie potrzebuje aprobaty albo pragnie czuć się kochanym.

🖇

     — […]  Odpowiedzi na moje pytania mogą być ryzykowne, ale bez wa­ha­nia się pan na to zdecydował. Jak pan to robi?
     — Cóż, jestem w takim momencie życia, gdy nie jest to takie trudne. Czę­ścio­wo bierze się to stąd, że nie przejmuję się już tak bardzo tym, co inni o mnie myślą. Jestem tym, kim jestem, i raczej nie zmieni się to zbytnio w wie­ku dziewięćdziesięciu lat.

🖇

Musisz się zaangażować i odkryć,
co jest skuteczne i co cię inspiruje.

🖇

[…]  to okropne, gdy kobiety czują wstyd z powodu swojego wyglądu. To jeden z najbardziej szkodliwych psychologicznie aspektów naszej kultury i sytuacja pogorszyła się w okresie kilkudziesięciu lat mojej praktyki te­ra­peutycznej.

🖇

     – […]  dlaczego tak szybko odrzucasz ten pomysł, zamiast okazać ciekawość? Nowa perspektywa powinna budzić zainteresowanie.

🖇

     – Więc przeformułowanie pojawiających się myśli nie jest dobrym po­dejściem?
     – To ich nie powstrzyma. Są znacznie głębiej zakorzenione. […]  Te myśli są prawdziwe. Wszyscy umrzemy […]. Najważniejszym pytaniem wydaje mi się to, jak najlepiej przeżyć czas, którym dysponujemy.

🖇

[…]  proszę pamiętać, że jesteś człowiekiem
i że możesz mieć w sobie sprzeczności.

🖇

Jedną z głównych przyczyn lęku egzystencjalnego jest samotność we wszech­świe­cie, niemożność podzielenia się swoimi doświadczeniami z innymi.

🖇

Zabawne, jak często moje potknięcia stwarzają doskonałe okazje.

🖇

[…]  wszyscy żyjemy w niepewnym świecie i mamy do czynienia z fun­da­men­tal­ny­mi cechami życia, które kategoryzuję jako: Śmierć (możemy żyć w pełni tylko wtedy, gdy jesteśmy świadomi, że nieuchronnie umrzemy), Wolność (mamy ogromną swobodę i ostatecznie jesteśmy odpowiedzialni za własne wybory życiowe), Samotność (rodzimy się sami i umrzemy sami, a jednak pragniemy bliskości i ciepła) oraz Bezsens (żyjemy w niejasnym świecie, w którym nie istnieje żaden absolutny zestaw wartości, a mimo to pragniemy przeżyć życie w sensowny sposób).

🖇

Dotknąłem pasji i pragnienia, co pomogło mu się otrząsnąć z frustracji i bezradności.

🖇

Obecnie często myślę o śmierci, ale rzadko kiedy przytłacza mnie strach lub niepokój. To raczej obecność czegoś, co pojawia się i nalega, by nawiązać kontakt, a potem znika. Nie uważam już tego za przerażające; jestem pe­wien, że jedną z ważnych przyczyn jest moja gotowość do nawiązania z tym czymś kontaktu mimo niepokoju – gotowość do uznania, że śmierć jest nie­unik­nio­na, spojrzenia jej prosto w oczy.

🖇

Reguła brzmi następująco: „Im mniej żałujemy, jak żyliśmy, tym mniejszy lęk przed śmiercią odczuwamy”. Nie jest to nowa myśl. […]  Ale z pewnością nabrało to dla mnie nowego znaczenia, gdy mój związek ze śmiercią stał się bardziej… osobisty.

🖇

Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, co przyniesie ten eksperyment, co samo w sobie wydawało się intrygujące. […]  Czy […]? Czy […]? Dowiem się tego z czasem. Z pewnością będzie to coś nowego, a w moim wieku nie należy drwić z nowości.

Irvin D. Yalom, Benjamin Yalom, Godzina serca.
Spotkania „tu i teraz
, przeł. Tomasz Wyżyński,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

[…]  kryje się w tym ciekawa historia, nawet jeśli
jeszcze nie wiem, o co chodzi.

🖇

     — […]  Co dalej? — Umilkłem. Pytanie wisiało w po­wietrzu.

(tamże)

6200. Kromeczka (XXIX)  // Czekariat (CXLIII)


fot. Kaan, fragment.

     — Jestem.
     Unoszę lekko rękę na powitanie.
     — Jesteś.

Nao-cola Yamazaki, Piękna rozłąka,
przeł. Marta Klimiuk-Nikkarinen,
Wydawnictwo Tajfuny, Warszawa 2026.

poniedziałek, sierpnia 31, 2026

6199. —


[asystencja: Pati] 

A motyl jest ważny, bo od chwili, gdy go zobaczyłem, świat zaczął się po­ka­zywać od swojej lepszej strony. Nie od razu, nie tak zupełnie, ale zaczął. Smutek ustępował drobnym ra­dościom.

Krzysztof Środa, Rzeczy zdarzające się w podróży,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025.

6198. Panna cotta (CCVI) // W warzywniaku (XXI)

/Każdego dnia czworakuję./
Ogni giorno vado a gattoni.
/dosł. Każdego dnia idę na kocury./

🍆

6197. 243/365

w tym samym kierunku idzie­my, nawet jeśli wcale się nie ru­sza­my. różnymi drogami, z róż­nymi rekwizytami, z ładunkiem różnych doświadczeń życiowych, na różnych etapach się znaj­du­jąc. mówią: szczęście, mówią: pech, a to tylko różne: drogi, rekwizyty, etapy, do­świad­czenia — kierunek identyczny.

243/365

drzewo życia wdzięcznie udziela schronienia

droga nie jest powrotem który znasz

czy łudzę się na próżno że jestem potrzebny tej chwili

Stanisław Kalina Jaglarz, Trzody,
Wydawnictwo Znak, Warszawa 2026.

czwartek, sierpnia 27, 2026

6196. Panna cotta (CCV)

Pięć lat później przypomniała mi się pierwsza słuchana ze zrozumieniem piosenka po włosku. Przypomniał mi się mój zachwyt każdym zwierzęciem i onomatopejami, ale przypomniała się również niemoc Sadownika, bo ile razy pod rząd można słu­chać tej samej piosenki, zwłaszcza gdy się jej samemu nie wybrało?

Wszystko przez to, że drugi tydzień zachwycają mnie… izolacje Luciano. Puenta tego ruchu… rewelacyjna! Niemoc Sadownika przemieniona w decyzję, odrodzona moc.

Poddałam się. Nie odczepią się ode mnie, ani oryginał, ani Rosso, jeśli ich tu nie zo­sta­wię. A gdy po raz nie-wiem-który odtwarzam poniższe, uznałam z zachwytem, że nie do­ce­nia­łam tekstu (sic!) tej piosenki. Przepięknie tłumaczy i ilustruje to, czego w ję­zyku polskim 1:1 nie ma. Perełka, po prostu gramatyczna perełka!

Luciano Rosso, El Pollito Pío, 10 years later!

*

Pulcino Pio, Il Pulcino Pio

in radio c’è un pulcino
[…]  c’è una gallina
[…]  c’è anche un gallo
[…]  c’è un tacchino
[…]  c’è un piccione
[…]  c’è anche un gatto
[…]  c’è anche un cane
[…]  c’è una capra
[…]  c’è un agnello
[…]  c’è una mucca
[…]  c’è anche un toro
e il toro muu e la mucca moo
l'agnello bee e la capra meee
e il cane baubau e il gatto miao
e il piccione tru e il tacchino glu glu glu
e il gallo corococo e la gallina coo
e il pulcino pio, e il pulcino pio
[…]
in radio c’è un trattore

środa, sierpnia 26, 2026

6195. 238/365

sło­wa nigdy nie obejmą całego do­świad­cze­nia, nie uchwy­cą jego esencji, nie usidlą istoty, nie zatrzymają nawet jego cienia, nie zniewolą.

mogą* je zniekształcić, zakłamać, od czci i wia­ry odsądzić.

ale są też takie, które są zaklęciami**, czynią cuda.

238/365

__________
   *   oczywistym przecież jest, że wszyscy, każdy, zawsze, nigdy…
  **  kocham cię, przepraszam, wybacz mi, proszę, dziękuję.

Ten lęk. Przecież wszystko, na co patrzę, i wszystko, co słyszę, i wszystko, co pomyślę – jest moim lękiem skrzywione, spa­czo­ne, zdeformowane. Ten świat w moich oczach i w moich uszach, i w moich myślach to zu­peł­nie jak gabinet krzywych luster w we­so­łych miasteczkach. Z tym tylko, z tym jednym nie do odsunięcia, nie do przesunięcia małym „tylko”, że tam to jest komiczne, a tu tra­gicz­ne. Tam to jest zabawa, a tu za­gła­da. Na pewno wszystko wyglądałoby inaczej, gdy­bym nie lękał się.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

It is morning, and again
I am the lucky person to be in it

   — Mary Oliver (1935–2019)

niedziela, sierpnia 23, 2026

6194. 235/365

     — hmmm, a mo­że by*?
     świadomość, ciut zdziwiona, od nie­chce­nia pod­nio­sła lewą po­wie­kę, spojrzała w kie­runku źródła pytania i z życz­li­wo­ścią zadała tylko jed­no swoje:
     — no, no, ale po co**?
     — no, tak.

235/365

__________
   *  zadzwonić, zapytać, powiedzieć etc. (wstaw, co chcesz).
  **  natychmiast przypomniała mi się opo­wieść Sadownika o pewnym profesorze, któ­ry słynął z tego, że na se­mi­na­riach miał do prezentującego swoją pracę studenta nie­rzad­ko tylko jedno pytanie: a gdzie w tym wszystkim jest fizyka?

     — Okej. […]  Więc to moja wina… […]
     — Miałaś w tym swój udział, ale tylko udział — od­parłem.

Irvin D. Yalom, Benjamin Yalom, Godzina serca.
Spotkania „tu i teraz”
, przeł. Tomasz Wyżyński,
Czarna Owca, Warszawa 2026.

[suplement 23.08.2026]
oddalam się odmykam już zawias uszkodzony
jest tyle ran zadanych ile oczu patrzących na nie

Stanisław Kalina Jaglarz, Trzody,
Wydawnictwo Znak, Warszawa 2026.