jest wiele powodów, by kochać stolicę.
od wczoraj mam jeszcze jeden: lemoniada w pretekście.


Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
jest wiele powodów, by kochać stolicę.
od wczoraj mam jeszcze jeden: lemoniada w pretekście.


Sadownik & Jabłoń:
(poszli zapalić światełko prof. Osiatyńskiemu)

*
Jabłoń:
(ledwo żywa, już po powrocie do domu, na granicy łez)
Podaj mi jeden argument „za”, jeśli chodzi o ten spacer,
żebym nie wpadła w czarną rozpacz.
Sadownik:
Tylko jeden?
Jabłoń:
Jeden wystarczy.
Sadownik:
Przeszłaś!
przekrzyczała go, mówiąc szeptem:
— pozwól sobie zostawić to wszystko.
[suplement pikselowy: 22.04.2021]

wpis przeniesiony 30.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Gdy zaczynaliśmy chodzić na Wojskowe Powązki, paliliśmy dwa światełka: Tuwimowi i Broniewskiemu. Potem doszły te zapalane dla Leonida Teligi i Macieja Zębatego. Od dziś będziemy palić światełko dla prof. Osiatyńskiego. Nie napisze już żadnej książki.
Sensem i celem życia jest
pomnażanie
ilości życzliwości między ludźmi.
Wiktor Osiatyński
(1945–2017)

(fot. Radek Pietruszka, fragment)
wpis przeniesiony 30.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Są dni, kiedy trudno uwierzyć, że to, co się wydarza, ma jakikolwiek sens. W takie dni bardzo łatwo zwątpić, że w tym, co przydarza się po raz drugi, trzeci, piąty, setny… jest coś, czego właśnie teraz najbardziej potrzebuję.
Prawie zwątpiłam, prawie stałam na krawędzi myśli, że może to coś, co zdarza się po raz drugi, trzeci, piąty, setny… wydarza się, bo jestem głupia, niekompetentna, nic nie rozumiem i w życiu nie pojmę tego, co każdy „normalny” człowiek rozumie w mig.
Wczoraj, gdy zatrzymałam się i odstąpiłam od egzekucji powyższej myśli, spotkałam piękne zdanie:
Pod kamieniami ulicznymi leży piasek plażowy.
Leena Krohn, Pelikan. Opowieść z miasta,
przeł. Iwona Kosmowska, ilustr. Manuel Blázquez,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2016.
Wczoraj nim wyszłyśmy. Ona
poszła do toalety. Ja
czekając, obejrzałam ściany.

Zawyłam z zachwytu.

Jabłoń:
(po obejrzeniu, po sfotografowaniu)
Czy w związku z tymi grafikami,
można do państwa przyjść z grzecznym psem?
Pan Sekretnego Miejsca:
(uśmiechnął się pięknie)
Można też z niegrzecznym.
wpis przeniesiony 30.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Chyłkę na bok odłożyłam, bo w niedzielę wieczorem okazało się, że już jest w ibuku inna książka. Wiedziałam, że wyjdzie i kiedy. Nie wiedziałam, z jakim opóźnieniem będzie dostępna wersja elektroniczna. Jest! Coś we mnie zachwyciło się w niedzielny wieczór, że już! Wczoraj wieczorem było po wszystkim.
Po, jak to nazwałam, psychozie XXI wieku, byłam zawartości tej książki ciekawa, jako zjawiska i nie zawiodłam się. Jak zwykle życie napisało scenariusz, jakiego nie wymyśliłby żaden człowiek.
Działanie i wybory każdej z osób — mniej lub bardziej odpowiedzialnej za taki czy inny stan rzeczy — występujących w tym reportażu, są do bólu logiczne i prawie zawsze pełne dobrych intencji. Logika może zaskoczyć, aż ma się ochotę powiedzieć: ale kwiatki!
Książka dotyka mojego osobistego fioła: na ile jesteśmy tworzeni przez kulturę, w której żyjemy, a na ile znamy siebie i dokonujemy wyborów zgodnych z tym, kim jesteśmy?
Ja osobiście nie wierzę, że fantastyczna praca, apartament, wypasiony wóz, elegancki mąż, piękna żona i stadko udanych dzieci uszczęśliwi wszystkich. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że tak nie jest. Tak, kultura, w której żyjemy, ma zawsze na nas pomysł, ale jaki pomysł na siebie mamy ty i ja?
— Pewnie miałeś problemy z kolegami z klasy? — pytam.
— Nie, nie miałem żadnych — odpowiada.
— Żadnych problemów? — dziwię się.
— Żadnych kolegów — precyzuje.
*
— […] Co innego, kiedy wprost ci odmówi, a co innego, kiedy tylko tobie się wydaje, że on nie chce rozmawiać. Próbuj dalej, aż usłyszysz odmowę.
— Co jeśli odmówi, kiedy będę przy bramie? — pytam.
— To świetnie, masz pięć minut rozmowy. Jeśli przyjmie cię w drzwiach — piętnaście minut, a kiedy wpuści cię do korytarza, możecie rozmawiać nawet pół godziny. Jeśli pozwoli ci usiąść w środku na kanapie — idealnie, wtedy posiedzisz już, ile zechcesz.
— A co, jeśli nie porozmawia nawet przez pięć minut.
— Wtedy napisz do niego list. Ale odręcznie.
*
Ale każda wada ma swoją zaletę.
*
Wiem, wiem, komu by się chciało tak długo szukać. Ale to kwestia uporu, wytrwałości, masz to w sobie albo nie masz. Taki wewnętrzny głos, który mówi: „Idź do przodu, nie zatrzymuj się”.
*
Samo życie: znajdujesz kogoś wtedy, kiedy właściwie przestałeś szukać.
*
Notuję: „Każdy z nas ma aspergera. Aspergerowcy mają go bardziej”.
[…]
Notuję: „Dla ciebie coś jest oczywiste, dla niego może nie być. Objaśniaj, co masz na myśli”.
Kamil Bałuk, Wszystkie dzieci Louisa,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2017.

co jest dla mnie łatwe?
co jest dla mnie trudne?
dziś.
co jest możliwe, a co niemożliwe?
uśmiecham się. do tych pytań. do odpowiedzi. do siebie, do możliwości i nadziei. uśmiecham się. pierwszego dnia po wyruszeniu z bazy. Reksio!
mój aktualny stan posiadania:
wpis przeniesiony 30.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
pretekst Sadownika: pizza.
pretekst Jabłoni: szparagi.
pretekst wspólny: to drugie miejsce — o którym wiemy od dłuższego czasu — odwiedzić, bo lubimy dobre miejsca, z dobrymi ludźmi, z dobrymi pomysłami — z sercem po prostu.

post factum: postanowiono, że w wolne niedziele w ulu nie gotujemy.
wpis przeniesiony 30.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Zaczęło się we wtorek, gdy wracaliśmy do ula. Na godzinkę każde z nas wsadziło oczy lub uszy w swoją książkę. Sadownik co chwilę ryczał ze śmiechu, zdejmował słuchawkę i cytował to, z czego się śmiał. Po cytacie z trzeciego tomu, który brzmiał mniej więcej tak: są trzy rodzaje kłamstwa: prognoza pogody, komunikat dyplomatyczny i statystyka, uznałam swoją osobę za gotową, by ruszyć na spotkanie z Chyłką i Zordonem. Od kilku dni, choć jesteśmy w różnych tomach, rozumiemy się jak łyse czytające konie, gdy pada pytanie: chyłkujemy?
A książka? Pierwsza z pięciu części jest tylko i wyłącznie namacalnym dowodem na to, że są książki, po których nie zostaje nic, poza wspomnieniem czystej przyjemności czytania.
[…] zamiast posłużyć się pojęciem „redakcja tekstu”, pisał o „paralingwistycznych środkach wyrazu związanych ze zorganizowaniem wypowiedzi pisemnej w przestrzeni dwuwymiarowej znakami graficznymi”.
*
— Czekaj, czekaj. Ustalmy coś. To ma być profesjonalny briefing. Masz do mnie mówić, jakbym była klientem. To jest, jakbym była ostatnią, skończoną kretynką.
*
— Chcesz sprawiedliwości? — zapytała.
— Sprawiedliwością jest przeżyć to, co uczyniło się innym.
Uniosła brwi.
— Biblia.
— Nie, Arystoteles.
*
— Aha — potwierdziła, zatrzymując nagranie. — Oboje jesteśmy winni zbrodni noszenia klapek na oczach.
*
— Zależy.
— Co „zależy”? Albo były, albo nie.
— W prawie wszystko „zależy” — wtrącił Oryński gasząc papierosa.
Remigiusz Mróz, Kasacja,
Czwarta Strona, Poznań 2015.

wpis przeniesiony 30.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Mamy dla ciebie turczynkę. Powiedziałam. I oniemiałam z wrażenia, widząc, co się dzieje. Dorosły, bardzo dorosły człowiek skulił się w sobie i cofnął. Gdyby nie wystarczyła mi odpowiedź jego ciała — a wystarczyła — w ogólnie przyjęty sposób komunikowania się powiedział: niczego nie potrzebuję.
Trawiłam tę wymianę werbalnych i niewerbalnych komunikatów krótką chwilę, myśląc o sobie. Ile razy mówiłam nie, nie wiedząc, czemu konkretnemu mówię nie? Nie, bo będzie dużo ludzi. Nie, bo nie będzie, gdzie zaparkować. Nie, bo będzie lało. Nie, bo kiepsko chodzę. Naprawdę? Przed oczami przebiegło mi wiele sytuacji, gdy na dzień dobry kategorycznie odmówiłam. Dotarło do mnie.
Nie muszę powiedzieć „tak”, ale mogę dowiedzieć się, o co chodzi, mogę wyjść, wrócić wcześniej, nie zjeść, nie polubić, ale, na Boga, nie przepuszczę okazji!
Zdziwisz się, Jabłonko, co świat chce ci zaofiarować! Zdziwisz się nie raz.
*

wpis przeniesiony 30.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Drugi sezon na szparagi w moim życiu uważam za otwarty. Byłam nie w siódmym, lecz w trzydziestym piątym niebie, bo to romesco rozsmakowało mnie w kozim serze.
Nie byłam jedyną osobą, która bezczelnie sfotografowała to, co miała na talerzu. Z panem, siedzącym stolik obok, wymieniliśmy wrażenia dotyczące dań, które mieliśmy przywilej zjeść w tym miejscu. On fotografował, by skusić znajomych. Ja, bo szparagi, pierwsze w tym roku.

wpis przeniesiony 30.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Tak, tak, tak! Te wiersze wczoraj mnie rehabilitowały.
Te wiersze będą mnie rehabilitować jeszcze nie raz, gdy stracę nadzieję.
accept yourself
as you were designed
*
jeśli urodziłaś się
tak słaba by upaść
urodziłaś się
tak silna by wstać
*
i thank the universe
for taking
everything it has taken
and giving to me
everything it is giving

*
jeśli
jesteś
czuła
jesteś
potężna
*
you look at me and cry
everything hurts
i hold you and whisper
but everything can heal
Rupi Kaur, Mleko i miód. Milk and Honey,
przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)
wpis przeniesiony 30.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Niektóre wiersze wolę po angielsku, a niektóre w tłumaczeniu i nic na to nie poradzę.
Ile osób, których od dziesięcioleci nie ma w moim życiu, na chwilę wczoraj wróciło. Szkoda, że nie znałam tych wierszy (pewnie wtedy ich jeszcze nie było na świecie), gdy było mi bardzo trudno i bardzo źle.
[…] siedzę cicho. i uśmiecham się łagodnie
drżącymi ustami myśląc. jakie to tragiczne.
gdy widzisz coś tak wyraźnie a ta druga osoba
nie.
*
don’t mistake
salt for sugar
if he wants to
be with you
he will
it’s that simple
*
byłaś smokiem na długo zanim
zjawił się on i powiedział
że możesz fruwać
pozostaniesz smokiem
długo po jego odejściu

*
people go
but how
they left
always stays
*
the way they
leave
tells you
everything
*
sometimes
the apology
never comes
when it is wanted
and when it comes
it is neither wanted
nor needed
– you are too late
*
losing you
was the becoming
of myself
Rupi Kaur, Mleko i miód. Milk and Honey,
przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)
wpis przeniesiony 30.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Wczoraj wieczorem skończona i zaczęta jeszcze raz książka. Wiele wierszy w tym tomiku chcę mieć już zawsze pod ręką.
wszyscy się rozwijamy gdy
zauważamy jak silne
i olśniewające są kobiety
wokół nas

*
to że widzisz tu piękno
[…]
oznacza że piękno jest tak głęboko
zakorzenione w tobie
że chcąc nie chcąc
widzisz je wszędzie
Rupi Kaur, Mleko i miód. Milk and Honey,
przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017.

wpis przeniesiony 30.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Z Bliźniaczą Liczbą o pewnej książce rozmawiałam. Szukałam, szukałam. Jest nie do zdobycia. Szukałam, szukałam i znalazły mnie wiersze i szkice. Odłożyłam na bok to, co czytam, i pozwalam sobie, by zatrzymały mnie te literki i kreska. Pozwalam, by mnie dotykały.
Tak pięknego zamknięcia majówki — dziś, w przeddzień Heniutki urodzin i dwanaście dni przed pierwszym wieczorem dwudziestego roku z Sadownikiem — nie mogłam spodziewać się na jej początku.
you’ve touched me
without even
touching me
*
kim dla ciebie jestem pyta
kładę ręce na jego kolanach
i szepczę jesteś
wszystkimi nadziejami
jakie kiedykolwiek miałam
w ludzkiej postaci
*
nie ma nic bezpieczniejszego
niż twój głos
gdy mi czytasz

*
pyta czym się zajmuję
mówię mu że pracuję w małej firmie
produkującej opakowania…
przerywa mi w pół zdania
nie nie pytam co robisz żeby płacić rachunki
pytam co cię doprowadza do szaleństwa
co nie pozwala ci spać w nocy
*
you might not have been my first love
but you were the love that made
all the other loves
irrelevant
Rupi Kaur, Mleko i miód. Milk and Honey,
przeł. Anna Gralak, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017.
wpis przeniesiony 30.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Tydzień temu Pan Ciasteczko był na zawodowej, mocno męskiej kolacji. Następnego dnia Sadownik wrócił do ula i od progu zapytał, czy mamy ciepłe króliki. Ustaliliśmy o jaką książkę chodzi. Ustaliliśmy, że nie mamy, że Pan Ciasteczko dużo dobrego o niej na kolacji słyszał, co Jabłoń w osłupienie wprawiło i, że Sadownik chce ją przeczytać. Pyk, pyk. Klik, klik. I była. Sadownik zachwycony książką. Wzięłam i ja. Po drodze odpoczęłam zachwytem przy Jedwabiu.
O tej książce wiedziałam, gdy tylko wyszła, ale od początku coś we mnie mówiła „e, nie”. I ten kawałek mnie nie przekonał się do tej książki. Może dlatego, że Pani Alicja Gawlikowska-Świerczyńska z natury jest Tygryskiem, a ja Kłapouchym. Może dlatego, że bliżej mi wewnętrznie do Marka Edelmana. Może dlatego, że książka ta jest, niczym grubą kredką malowaną, laurką kreślona przez i dla rozmówczyni autora — chwilami nie do wytrzymania: stereotypy, stereotypy i wszechobecne wielkie kwantyfikatory. Z pewnością dlatego, że bardzo bliskie relacje są mi potrzebne do życia jak powietrze i nie zamieniłabym ich na żadne chorobliwe wieczne widzenie pozytywów. Co nie znaczy, że nie wzięłam czegoś dla siebie, trzy kłaczki z tygrysiego futerka włożyłam do kłapouchowej kieszonki możliwości.
Są w tej książce dwa–trzy pęknięcia na gładkiej powierzchni och-jak-pięknie i nie pozostawiają one wątpliwości, co do swojej prawdziwości i szczerości. Dla nich warto przebrnąć przez tę książkę, ale jeśli miałaby to być jedyna pozycja książkowa na ten temat, to zdecydowanie mówię „nie”.
[…] człowiek może przeżyć więcej, niż mu się wydaje.
*
Proszę pana: CHLEB NAJWAŻNIEJSZY. Do końca życia nie zapomnę, jak pod koniec pobytu w obozie śniło mi się, że mam na własność cały bochenek chleba.
*
Zawsze doszukiwałam się stron pozytywnych. Nie było tam przyjemnie, ale czy wszystko, co nas spotyka na co dzień, jest przyjemne? […] Takie były warunki i ktoś by powiedział, że to było piekło. A ja uważam, że to miejsce, w którym trzeba przeżyć.
*
[…] nie ma sytuacji, w której — jak to się mówi — trzeba złożyć broń.
*
Człowiek trzyma się ludzi, którzy znają naszą przeszłość.
Dariusz Zaborek, Czesałam ciepłe króliki.
Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 30.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Sadownik:
(dwa dni temu)
Coś ci wysłałem.
Jestem ciekaw twojego zdania.
Jabłoń:
(do wieczora przeczytała)
Sadownik:
(do wieczora przeczytał po raz drugi)
Sadownik & Jabłoń:
(długo w ostatni kwietniowy wieczór o tej książce rozmawiali)
*
I była ta rozmowa nie tylko długa, ale również zaskakująca i głęboka, bo każde z nas na co innego w tym opowiadaniu zwróciło uwagę.
Kiedy nie potrafisz wyrazić czegoś jednym słowem, posługujesz się całą historią. Tak się to robi. Od wieków.
*
Należałoby może wyjaśnić, że jest to historia dziewiętnastowieczna: aby nikt nie spodziewał się samolotów, pralek i psychoanalityków. Nie ma ich tutaj. Może innym razem.

(Autor, fot. źródło)
*
Nie tracąc zimniej krwi Baldabiou przemyślał sytuację i doszedł do wniosku, że problemu nie trzeba rozwiązywać, trzeba go obejść.
*
— Wcześniej czy później komuś przecież będziesz musiał wyznać prawdę.
Powiedział to cicho, z wysiłkiem, bo nigdy nie wierzył, że prawda może się na coś przydać.
*
— Może po prostu czasami życie przybiera taki obrót, że człowiek nie ma już właściwie nic do powiedzenia.
Powiedział.
— Już nic, aż do końca.
*
W ciemności drobnostką było kochać się z nią, ale nie ją kochać.
*
— A gdzie jest właściwie ta Japonia? Prosto przed siebie, w tamtą stronę. Na samym końcu świata.
[…]
[…] stanął u bram Lavilledieu. Zatrzymał się, podziękował Bogu i wszedł do miasteczka pieszo, licząc kroki, aby każdy miał swoją nazwę i aby nigdy ich nie zapomnieć.
— Jaki jest koniec świata? — zapytał go Baldabiou.
— Niewidoczny.
*
I z rozmysłem zatrzymał Czas na tyle czasu, ile było mu trzeba.
Alessandro Baricco, Jedwab,
przeł. Halina Kralowa, Czytelnik, Warszawa 2004.
(wyróżnienie własne)


wpis przeniesiony 30.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Ponadnormatywny wzrost, poza ewidentnymi wadami, ma również pewne zalety. Na przykład nikt nie zasłania ci w kinie, w teatrze lub na koncercie. Ale to wszystko pikuś, od dziś mam argument za; argument nad argumentami, który uśmiał i zachwycił mnie i Sadownika, Sadownika i mnie:
Jabłoń to jabłoń, nie porzeczka!
I wszystko stało się dla nas jasne, również w kwestii charakteru.
Ago, dziękujemy!