niedziela, sierpnia 06, 2017

2487. Wtedy i teraz

 wpis przeniesiony 2.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Są pytania, na które nie ma odpowiedzi szybkich, łatwych i przyjemnych. Są pytania, na które nie ma odpowiedzi w ogóle. W drodze, w której jestem, od kilku dni towarzyszą mi słowa Autora. I wciąż poruszają, wzruszają, tłumaczą jakoś świat i szaleństwo życia:

Spodziewalibyśmy się odpowiedzi, a tymczasem jej nie ma. Pozostaje tylko doświadczenie. Ono jest odpowiedzią.

Jarosław Mikołajewski, Terremoto,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

I wracają z uporem maniaka, więc upuszczam je tu. W drodze, w której jestem. W drodze, w której jest Georginia. Reksio! Dla nas.

Uśmiecham się na samo wspomnienie domowych konsekwencji naszych pierwszych pogaduch. Tak, są takie kwestie, w których rozumiemy się bez słów, nawet jeśli pięć godzin to mało, by się nagadać. Nie udało mi się wtedy wytłumaczyć tego zjawiska Sadownikowi.

mój aktualny stan posiadania:

sobota, sierpnia 05, 2017

2486. Na kawie poza domem

 wpis przeniesiony 2.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

rano. nim upał odejmie mi nogi i ochotę do życia — pomyślałam. nim miejsce zaludni się ponad miarę. tak. na kawę poszłam. na mojej ulubionej kanapie, przy mieszaniu kawy, w poczuciu wdzięczności wobec życia, przyszły — zupełnie nie wiedzieć skąd — słowa:

sens swego życia. możesz odszukać, odnaleźć, odkryć. sama.
    gdy ci się to uda, musisz go ucieleśnić, wcielić w życie, ogacić. sam.
    nikt nie zrobi tego za ciebie tak jak trzeba, choć wielu będzie próbowało twemu życiu nadać „właściwy” kształt.

to niesamowite jak wielu będzie próbowało. fantastyczne jest jednak to, jak to coś w nas, co wie, czego chce, umie nie poddać się namowom, dobrym, acz beznadziejnym dla nas, radom. patrzę w przeszłość i uśmiecham się do swego doświadczenia. patrzę w przyszłość z wiarą.

*

w tym samym miejscu kilkadziesiąt minut później usłyszałam poniższą piosenkę. porwała mnie ciut. głosem, rytmem, słowem i frazą. łomolę.

Rag'n'Bone Man, Human.

i’m only human after all
you’re ony human after all

piątek, sierpnia 04, 2017

(2481+4). Druga

 wpis przeniesiony 2.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pierwsza. Trzecia. Czwarta. Przedwczoraj wieczorem i wczoraj do południa ta. Druga. Klamra do pierwszej? Kontynuacja pierwszej na inny temat w tym samym kraju? Ale też o miejscach, których już nie ma, a których hojności Gepardzica doświadczyła — to był dla mnie również powód, by przeczytać Drugą. Było więc o miejscach bliskich sercu bliskim mojemu sercu ludziom.

Ta książka to również spotkanie z niesamowitym człowiekiem — Lucą Cari. We wszystkich fragmentach, gdzie się pojawia, czytając, oczami wyobraźni zobaczysz oszczędnego i precyzyjnego — nie tylko w słowach, ale przede wszystkim w ruchach — człowieka. Widok ten karmi, dotyka czegoś bardzo dobrego, pełnego nadziei i wiary w osobie czytającej; czegoś, co pragnie stawać się lepszym. Nie możesz pewnie zbyt wiele, zwykły zjadaczu chleba, ale jak wiele możesz wokół siebie, dla kogoś obok, znanego i nieznanego. Słowo reportera może przeżłobić. — przeczytasz w tej książce. Niech żłobi, niech zmienia.

Chcę, by wiedział, że mam ważne powody.
     Kłopot w tym, że wiem, że powody są ważne, ale nie wiem jakie.
     Jak zwykle nie mam też szczegółowego planu wyprawy ani wypowiedzi. Jadę, nie wiedząc, co zobaczę. Inaczej bym nie jechał. Otwieram usta, nie wiedząc, co chcę powiedzieć. Inaczej, bym nie mówił
.

*

Niech będzie jasne: nie cierpię pocieszeń ani przesuwania akcentów. Nie znoszę wykrętnych rozwiązań. Doceniam natomiast rozpychanie myślenia. […] czuję, że jest szansa na ważną rozmowę, w której nie padają słowa „wiara”, „niewiara”. Gdzie jest miejsce na najświętszą ludzką niezgodę. Nieobojętność.

*

Polskiego zakonnika w Rzymie rozpoznam zawsze bez pudła, podchodzę więc i pytam, czy wie, co kapłani mówią we Włoszech ludziom, którzy przeżyli trzęsienie ziemi.
     — Myślę — odpowiada z nadaktywną radością — że mówią to, co my wszyscy mówimy. Że Bóg jest miłością.
— Bóg jest miłością — powtarza, oddzielając sylaby.
     — A nie pomyślał ojciec — pytam — że jest na odwrót? Że to miłość jest Bogiem
.
     Cisza
.

*

Dla Giacoma Leopardiego, wielkiego rówieśnika Adama Mickiewicza, klęski żywiołowe sprowadzały się do jednego; ludzkiej solidarności. Wyzwolić w sobie siłę i wolność przesłania, jakie janowiec, kwiat rosnący na „warunkach śmiesznych” (André Breton), na pustynnej ziemi Wezuwiusza, ma dla innych kwiatów: jestem, trwam wbrew wszystkiemu. Póki mogę kwitnę na żółto.

*

Bo trzęsienie ziemi zabija nie tylko losy, lecz także ich hipotezy.
     Każdy ma tutaj swoją tajemnicę, nieznanego nawet jemu samemu. Każdy poniósł jakieś konsekwencje. Często ukryte i nie do pomyślenia
.

*

24 sierpnia 2016 i potem, 30 października, chrześcijaństwo i czas archaiczny spotkały się w jednym miejscu, żeby rozpocząć wspólną drogę. Razem ze zwierzętami. I z kamieniami. Z ziemią.

*

Kataklizm, który dotyczy nas z bliska, Luca nazywa laboratorium serca. Bo pokazuje, co w życiu jest naprawdę ważne.
     Nie pamiętasz dnia, w którym tsunami pogrążyło Japonię, ale pamiętasz, co robiłeś, kiedy powódź zalała ci podwórko
.

*

[…] mamy ponad godzinę, jest więc szansa, by pogadać. Albo pomilczeć.

*

Luca Cari.

(źródło)

*

[Luca Cari] Należy do mężczyzn, którzy nie lubią pytać o drogę. Nie chcą dawać komuś satysfakcji, że ten wie lepiej. Tym też się różnimy, wciąż na moją niekorzyść — że ja nie mam męskiego honoru. Mam w nosie, czy ludzie wiedzą, że mój zmysł orientacji jest poniżej zera.

*

Kamienie jak ziarna rozerwanego różańca.

*

Podnoszę z ziemi kamienie. Biorę — znów nie wiem po co. Zawsze zabieram kamienie z miejsc, które coś dla mnie znaczą.
     […]
     Modlę się jakimś psim, pogańskim językiem niemowy, żeby te ukruszone kamienie i cegły stały się kiedyś słowami. Tymczasem zaciskam je w dłoni.

Jarosław Mikołajewski, Terremoto,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2017.

czwartek, sierpnia 03, 2017

2484. Kura przez ‘w’!

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

   — stan skupienia?
   — złość i bezsilność.

na konowała z miasta scyzoryków, który wypisał Pacjentkę dobę po trudnej operacji ortopedycznej, nie dając jej recepty na leki przeciwbólowe. W wypisie jak wół lek był, a lekarzyna, że lek bez recepty do kupienia. Sadownik w warszawskiej aptece dowiedział się, że ten lek nigdy nie był bez recepty. Ma skurwielik szczęście, że nie pracuje w warszawskim szpitalu — poszłabym i burdę bym zrobiła. Nie ma nikogo, kto mógłby mi wytłumaczyć dupogłowego buca-specjalistę ze szpitala zespolonego. Zespolonego? O tak, zdecydowanie ten szpital ma część urojoną. Kura przez ‘w’!

Lepiej rozumiem lekarzy, ale czynu tego malutkiego bożka ogarnąć rozumkiem nie mogę.

środa, sierpnia 02, 2017

(2481+2). Czwarta

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Po pierwszej, trzecia. Po trzeciej czwarta. Ta, czyli opowiadania.

Ta, bo pierwsze zdanie w podczytniku do niej brzmiało: „Czytając te opowiadania Wisława Szymborska śmiała się i wzruszała”. Pomyślałam o Gepardzicy, czy by się śmiała — dowiem się, jak wróci z urlopu. Ja chwilami płakałam ze śmiechu. W wielu miejscach czytałam z zapartym tchem, ciekawa jak to się skończy.

Teraz mogę powolutku brać się za drugą.

Choć nie, mówię bzdury — wcale nie myślałam, że się upiecze. Nic nigdy mi się nie upiekło. A już taka zbrodnia jak ta, żeby w Wigilię chcieć być sama — no nie…! Byłabym naiwna jak dziecko, gdybym wierzyła, że coś takiego ujdzie mi płazem

*

Ale co to mój boże z największej litery mój Boże więc co robisz że tego nie widzisz!

*

     — Widzi ksiądz, to bardzo dziwne uczucie, ale ja dopiero teraz, kiedy mam dziewięćdziesiąt lat, czuję, że naprawdę dojrzewam i wiem, co mam robić. Jest tak, jak gdybym śnił przez to całe życie i dopiero teraz rozumiem, co mi powtarzali rodzice, co było w podręcznikach szkolnych, co mówili pisarze w książkach, które niby czytałem, ale nigdy nie byłem we wnętrzu ich słów.

*

[…] ja się zgadzam na wszystko, co ma zdarzyć się dalej niż jutro. „Pójdzie pani ze mną na lunch?”. „Nie”. „A za tydzień?”. „Pójdę”. Bo dla mnie za miesiąc czy za tydzień nie istnieje.

*

     — Can you swim? — pytała pani De Mattei.
     — No, I can.
     — No, I can’t. Powtórz.
     — No, I can’t.
     — Can you drive a car?
     — No, I can.
     — No, I can’t. Powtórz.
     — No, I can’t.
     — Can you fly?
     — Yes, I can’t.
     — Yes, I can albo No I can’t. Powtórz.
     Zanchini zawahał się.
     — Yes, I can — powiedział po dłuższej chwili
.

Jarosław Mikołajewski, Dolce vita,
Wydawnictwo AGORA, Warszawa 2012.

(2481+1). Trzecia

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Po pierwszej nie mogłam zabrać się od razu za drugą. Potrzebowałam pozwolić przeczytanym literkom pierwszej, spotkanym dzięki niej osobom i ideom, ułożyć się, przeżyć, odcisnąć w moim sposobie postrzegania świata.

Sięgnęłam po tego samego Autora, ale po jego wiersze, czyli po trzecią. Była przyjemność. Było rozbawienie brakiem znaków interpunkcyjnych. Były zaduma i poruszenie.

jestem wszystkim czym jestem
wszystkim czym nie jestem

proszę o wsparcie
nie umiem na nas wszystkich zarobić

*

własna twarz
przypomina mi życie
moje całe
w tej jednej chwili której
też już nie ma

*

co ty tu robisz zapytali zmarli
przecież żyjesz
a ostatnich wyników
tylko pozazdrościć

*

nie ma jej na zdjęciu
ale zawsze wiem
kiedy jest

*

nieba haratanie

kretynizm ogni sztucznych

straszenie psów i dzieci
które są we mnie

*

miłość do świata
ma być wypoczęta

*

panie który jesteś
w chwili gdy cię nie ma
bez przerwy na opak
i nigdy na temat


co nigdy cię nie ma
w chwili gdy się zjawiasz
który już sprawiłeś
to co sprawiasz


który już mi dałeś
co właśnie odkrywam
i dawno zabrałeś
czego się wyzbywam

Jarosław Mikołajewski, Żebrak,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.

2481. Pierwsza

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Za dużo czytasz — diagnozę postawił wczoraj Biały Kruk. Za dużo to jest stopni Celsjusza, a lawinie literek, która zeszła, trochę Biały Kruk jest „winny”.

Trzy książki. Trzy różne gatunki. Autor jeden. W niepełne trzy dni. „Przez” Białego Kruka i temperaturę, która skutecznie zwala mnie z nóg.

Prolog. Przyczyna: wolno jem. Żuję długo. Przerwy na zamyślenia między i w trakcie kęsów robię. Tak mam i już. Niedzielne śniadanie w Małej Danii wszyscy połknęli, zebrali naczynia, polecieli do swoich spraw. Skutek: dopijałam samotnie miętę cytrynową w towarzystwie rozmowy Michała Nogasia z Autorem (DF, 24.07.2017). Kilka zdań Autora spowodowało, że książki, których okładki do tej pory skutecznie mnie od siebie odrzucały, zapragnęłam przeczytać. Pierwsza, czyli ta poniżej, mnie zachwyciła wiarą, nadzieją, miłością, sensem i czynem, nie cierpieniem.

Epilog. Drugą powolutku zacznę dziś wieczorem, ale po drodze z ciekawością przeczytałam trzecią i czwartą. Jest jeszcze piąta, ale dopiero po drugiej.

Modlę się za oraz do.

*

W kontaktach z uchodźcami Europejczycy najbardziej boją się świerzbu. A świerzb to jest głupstwo. Natychmiast go wyłapujemy i leczymy od ręki jednorazową dawką leku. Często powtarzam, że wolę mieć cztery razy do roku świerzb niż raz grypę, bo na grypę się umiera, a na świerzb nikt nigdy jeszcze nie umarł.

*

Lampedusańczycy są porządni, uczynni. Ale system niesienia pomocy funkcjonuje i bez nich. Nie funkcjonuje cała reszta. Ratujemy tych ludzi, bo ratować i pomagać jest rzeczą słuszną. Konieczną. Bóg wie, ilu utonęłoby w morzu bez tej pomocy. Ale dlaczego pozwala się im podejmować takie ryzyko? Dlaczego pozwala się im decydować na taką podróż? Dlaczego wzbogacamy tych sukinsynów po drugiej stronie, którzy organizują przeprawy? Tych bandytów? Powiedziałem kiedyś prowokacyjnie: zmieńmy to, sami zarabiajmy na uchodźcach. Wydajemy górę pieniędzy: na okręty wojskowe, helikoptery, lekarzy, policję. Ile milionów idzie na to wszystko? A ci biedacy i tak wciąż cierpią, wciąż giną. Powiedzmy im: po co masz płacić tym, którzy nie gwarantują ci bezpieczeństwa? Zapłać nam, my przewieziemy cię bezpiecznie i komfortowo. Zarobilibyśmy krocie! To oczywiście prowokacja, ale te sukinsyny biorą do kieszeni za jeden duży transport od miliona do półtora miliona euro. Syryjczycy płacą pięć, sześć tysięcy euro na głowę. Pomnóż to przez setki osób. Na razie bandyci wciąż się bogacą, my wciąż wydajemy pieniądze na pomoc, a ci biedacy wciąż umierają w morzu.

*

Nie, na Lampedusie nikt nam nie pomaga… Pani burmistrz? A skąd! Ma ważniejsze rzeczy na głowie. Nigdy tu nawet nie zajrzała… Ksiądz? Nic podobnego! Papież sobie, proboszcz sobie. Nie sądzę, żeby zajrzał do Pochwalony bądź, ekologicznej encykliki papieża Franciszka.
     Wiesz, co powiedział mi ksiądz z Linosy? To było wtedy, kiedy umierał mój stary pies. Dogadzałam mu na koniec życia, jak tylko mogłam. Któregoś razu wzięłam go na ręce, bo sam już nie chodził, i zabrałam do rzeźnika. Stanęłam w kolejce i rozmawiałam z nim tak, jak rozmawia się z członkiem rodziny. „Co byś zjadł? Czy masz apetyt na coś, czego nigdy w życiu nie jadłeś, a zawsze chciałeś?”. W końcu postanowiłam kupić mu pierś kurczaka. W kolejce stał przed nami ten ksiądz, słyszał naszą rozmowę. W pewnej chwili odwrócił się i powiedział: „Wiesz, ja należę do gatunku, który karmi ludzi”. Na co ja: „A ja należę do gatunku, który karmi głodnych”.

*

Giacomo jest artystą, pieśniarzem, poetą. […] wiersz […]
     Jesteśmy tym samym pyłem, który błąka się
               po wszechświecie, czekając na miłość
[…]

     — Radykał — pyta Giacomo. — Dlaczego? Bo jestem krytyczny? Owszem, jestem. Głównie wobec siebie.

*

Jest biblioteka, ale to jeszcze nie kultura. Kultura to czytanie, rozmowa, próba rozumienia, wymiana myśli.

*

     – Odnoszę wrażenie – mówi – że tak naprawdę zależy nam jedynie na tym, by ratować nie ludzi, tylko własne sumienia. A to mnie nie interesuje. Ja już jestem zbawiony. Albo skończony, nie wiem. W każdym razie to, co teraz robimy, jest egoistyczne. Każdy myśli tylko o tym, jak pokazać swoje człowieczeństwo i humanitaryzm. Tymczasem wszyscy, dosłownie wszyscy jesteśmy współwinni.
     Sprawiliśmy, że uchodźcy nie mają innego wyboru. Muszą uciekać, bo stracili dom i rodzinę, pracę, ziemię, wodę i powietrze. Co więc mają robić?
     Zresztą dla mnie nie istnieje coś takiego jak imigranci. Są osoby. Już sam podział na my i oni jest początkiem nieporozumienia.

*

[…] siadam na ziemi, przytulam psy. Któregoś popołudnia zasypiam przy jednym z nich. Gigant o żółtej sierści przyjmuje to jak pieszczotę, która należy się wszystkim stworzeniom.

*

[…] w tych rzeczach jest nić. I rozumiem, że rzeczy nie rodzą się po nic, nie przychodzą znikąd. Jest w nich zawsze jakaś historia, rodowód, węzeł. A ludzie żyją tak, jak gdyby wczoraj nigdy nie istniało. […] Żyje każdy przedmiot. Ma energię, temperaturę. Ustanawia związek pomiędzy sobą a tymi, którzy na niego patrzą.

*

Pytam, co mówi mieszkańcom wyspy, u której brzegów umierają uchodźcy. Co im próbuje przekazać.
     — Mówię, że to, co teraz się dzieje, to dla nich wielka szansa. Na najbliższej mszy powiem im, że przyszedł do mnie Polak, żeby porozmawiać. I gdybym powiedział mu prawdę, czyli że nie mam czasu, bo jestem umówiony, to ten Polak poszedłby do kogoś innego. A ja pozostałbym z moim niespotkaniem. Nie dowiedziałbym się, co straciłem. A straciłbym informację, że jestem kapłanem, od którego ktoś oczekuje, że coś powie ludziom w tej trudnej sytuacji
. […]
     Co jeszcze?... Powtórzę im to, co mówię codziennie: że ci ludzie z Afryki przychodzą, żeby powiedzieć nam, jak nas odbierają, kim dla nich jesteśmy. I po to, żebyśmy sprawdzili, czy znajdujemy w sobie tę łaskę, którą oni w nas dostrzegają, i czy potrafimy jej sprostać.
     Kiedy ludzie milionami uciekają z Afryki do Europy, mówią nam, że dla nich jesteśmy bogaci i szczęśliwi. Inaczej by się tu nie zjawiali. Nie uciekaliby do nas od biedy. Mówią, że z ich perspektywy żyjemy w braterstwie i pokoju. Bo inaczej nie uciekaliby do nas od wojny.
     I kiedy oni zadają nam swoje pytanie, bez słów, samym pojawieniem się w naszych domach, jesteśmy zdezorientowani. Bo my myślimy na ogół o sobie jako o źle opłacanych, niedocenianych, pomijanych, przepracowanych, poddawanych przemocy
.
     […]
     — …mówię wiernym, że najpoważniejszą przyczyną życiowej stagnacji jest czekanie na tę właściwą, dobrą okazję do prawdy i odwagi. Powtarzanie sobie, że „mamy oczekiwać innego”. Każda chwila jest tą okazją, innej może nie będzie. Ta chwila jest okazją jedyną: to, że miliony uchodźców widzą Europę, w tym Lampedusę, jako krainę dobrobytu, pokoju i wolności. I to w tej chwili musisz zmierzyć się z tym wyobrażeniem, jakie mają o tobie.

Jarosław Mikołajewski, Wielki przypływ,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

wtorek, sierpnia 01, 2017

2480. Wróżba z konsekwencji pogody

(Bijemy rekordy temperatury)
Heniutka:
(robi profesurę z leżenia na parkiecie w ciągach powietrza)

Jabłoń:
(patrzy na piesę)
Wczoraj, jak wracałam wieczorem do domu, czarny kot
przebiegł mi drogę, a co znaczy, gdy na twej drodze leży czarny pies?

Sadownik:
Jaki pies? Suka!
A wczoraj, skąd wiesz, że to nie była kotka?

Jabłoń:
A to gorzej czy lepiej?

(2462+16+1). Miłośnie, czyli druga degustacja #3

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pierwsze wrażenie — gdy tylko zobaczyłam fragment tytułu, przeraziłam się, że Gepardzica postanowiła rocznicowo nauczyć mnie gotować. Mityczny Syzyf nie podjąłby się tego zadania, ale w sumie jest przecież powiedzenie, że gdzie diabeł nie może, babę pośle.

Pierwsze wrażenie — gdy otworzyłam książkę po raz pierwszy. Poniższa ilustracja niezmiennie wywołuje mój uśmiech wielością warstw, które za każdym razem widzę, i ambiwalencją, którą może wzbudzać bez najmniejszego problemu.

Pierwsze wrażenie, pierwszy dotyk, nieostatni zachwyt. Wszystko w hamaku. Przy kawie.

Jacek […] Słyszałem taką historię, że na jednym z warsztatów miały być zaprezentowane wspomnienia, które dają siłę w życiu. Dziewczyna opowiedziała o swojej babci. Kiedyś z siostrą ugotowały danie. I okazało się ono tak obrzydliwe, że ani ojciec, ani matka, ani pies nawet tego nie chcieli jeść, a babcia zjadła i powiedziała, że bardzo dobre.
Katarzyna Bohaterska babcia.
Jacek I ta dziewczyna, gdy potrzebuje siły, inspiracji do tego, że czemuś można dać radę, to przypomina sobie wtedy babcię.
Katarzyna Podobnie było z moim bratem, starszym ode mnie. Rodzice wychodzili, a on miał się mną zająć, bo leżałam przeziębiona w łóżku. I on powiedział, że jak rodzice pójdą, to ugotujemy najlepszą potrawę świata. Bardzo mnie to zainspirowało. Wziął moździerz i wrzucaliśmy tam wszystko. Czekoladę, cukierki, migdały, masło, kawałek ciasta. Wrzucając każdą kolejną rzecz, wpadaliśmy w ekstazę. W naszym przekonaniu to było tak pyszne, ponieważ wszystko, co jest dobre, razem zmieszane musi być superdobre. Niestety, nawet kibel tego nie chciał połknąć.
Jerzy Tak samo mój pierwszy alkohol. Znalazłem jakąś miętową wódkę w spiżarni. Wrzuciłem do tego czekoladę tartą, zmieszałem. Same smaczne rzeczy, ale…
Jacek Mimo to człowiek się uczy, jak dodawać składniki. I potem już jest tylko samo dobre, wstrząśnięte, niezmieszane.

*

Jerzy Bralczyk, Katarzyna Lengren, Jacek Wasilewski, Rozmowy przy stole,
ilustr. Lech Majewski, Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2017.

(2462+16). Ucztowałam, czyli druga degustacja #2

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Uczta jest jednocześnie wspólnotą i podarkiem — powiedział Jacek Wasilewski w książce, którą z Sadownikiem otrzymaliśmy w ramach ślubnej rocznicy. Gdyby nie Gepardzica i Smoku, dziękuję jeszcze raz, przegapiłabym tę wydawniczą piękność. Mogę tylko napisać, że ten podarek jest ucztą nad ucztami.

Wydzielałam sobie literki, ilustracje, dotykanie pięknego papieru i przewracanie kolejnych kart. Wydzielałam przy porannej kawie powolutku, wiedząc, że robię to bezskutecznie — książka się skończy tak czy inaczej. Stało się, pierwsze czytanie, uśmiechy i zachwyt za mną.

Jacek […] Moja żona czasami zachęca, że może bym coś ugotował, odbieram to jednak jako wołanie o opiekę i czułość niż wezwanie do gara. Za to mam pełną wolność zmywania, co podpada pod hasło „wolność to uświadomiona konieczność”.

*

Jerzy À propos ryb… czy rozróżniacie ich smaki?
Katarzyna Nie! Łososia tylko poznaję.
Jerzy Łososia po kolorze. Węgorza po kształcie.
Katarzyna Flądra jest mała i płaska.
Jacek No i karp jest nie do podrobienia. A sardynkę poznaje się po oleju.
Katarzyna I po puszce! Chyba nie jesteśmy znad morza…
Jerzy Ja odróżniam śledzie w śmietanie od śledzia z cebulą.
Katarzyna A ja odróżniam wszystkie śledzie, bo ich nie lubię.

*

Jacek Czyli nie jesteś wegetarianką z powodów kalorycznych?
Katarzyna Przekonywałam koleżanki, dlaczego powinny zostać wegetariankami. Mówię: „Wyobraź sobie, że jesteś na bezludnej wyspie. Są tam różne ryby, kraby, zwierzęta, i musisz teraz iść i zabić cielaka. Ja nie zabiję świni, więc jej nie jem”.

*

Jacek Rodzajem alkoholu można więc stopniować zażyłość. Piwo można wypić z każdym. Whisky jest biznesowa i można przy niej nawet kłamać, ale już przy wódce kłamać to…
Jerzy To zaprzecza samej idei.
Katarzyna U mnie lansowało się w domu, że dama wódki nie pije. U Michaiła Bułhakowa był więc ten cudowny spirytus. „To wódka? — słabym głosem zapytała Małgorzata. — Na litość boską, królowo, czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus
”.

*

Jerzy […] Jak leżą wielkie kanapki, to nikt nie weźmie, a jak leży siedemnaście małych, to zjesz szesnaście.
Katarzyna Jedną zostawisz, żeby było widać, że nie jesteś łakomczuchem, tak? Małe kanapki są w porządku, ja tylko małych pieniędzy nie lubię, reszta mała może być
.

*

Katarzyna Wielkie bogactwo i wielka bieda mają coś wspólnego — tak samo są izolowane. Bogaty nie wsiądzie do autobusu, ponieważ boi się, że go okradną i porwą, biedny zaś nie ma na bilet i śmierdzi. Powody nie są ważne, ale jeden i drugi nie jeździ autobusem.

*

Jerzy […] Bardzo lubię zmywać!
Katarzyna Agatha Christie powiedziała, że większość tych swoich krwawych książek wymyśliła przy zmywaniu, ponieważ uważała to za okrutne zajęcie! Podzielam jej zdanie…
Jerzy Ja nie znoszę tylko prasowania i mycia okien.
Katarzyna To wymyślaj wtedy kryminały.
Jacek Najlepiej kryminały językoznawcze. Z morderczym podmiotem.
Katarzyna I dopełnieniem jako ofiarą
.

*

Jerzy Bralczyk, Katarzyna Lengren, Jacek Wasilewski, Rozmowy przy stole,
ilustr. Lech Majewski, Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2017.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, lipca 31, 2017

2477. Akty z przeszłości

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pozostaję pod wrażeniem słów Profesora Snydera. Moi bliscy wiedzą, że normalna całkiem nie jestem z wielu powodów. Najskromniejszym z nich jest miłość do przecinków. Cenię słowa, światło i pauzy między nimi, pozostawione na zrozumienie, przeżycie i uczucia. W książeczce Profesora jest o słowach i jest przepięknie napisane. Amerykański Profesor, mówiący po polsku, przypomniał mi o pewnej przygodzie sprzed siedemnastu lat.

Zimą, przed Bożym Narodzeniem byłam na miesięcznym stażu we Francji. Przywiozłam sobie stamtąd kilka przekleństw po francusku; jeszcze większy osobisty upór, dotyczący tego, co chcę robić; wiele płyt, w tym świeżutko wydanego, nowo odkrytego przeze mnie Richarda Galliano i serdeczną nienawiść do frazy: „tu jest Francja; tu się mówi po francusku”.

Dopiero dziś, w świetle słów Profesora Snydera, odkryłam, dlaczego każdego późnego popołudnia podczas stażu, gdy wysiadałam z uniwersyteckiego autobusu, tak wielką przyjemność sprawiała mi wymiana słów i uśmiechów z kierowcą:

Merci. [akt wdzięczności]
Au revoir
! [akt nadziei]

Dziękuję. Do widzenia. Jak wiele dla mnie dziś, teraz, od dzisiaj znaczą. Magiczne słowa. Zaklęcia. W wielu językach. Wytrychy do dobrej przyszłości. Modlitwa i łaska.

*

Piotr Kostrzewa's Big Band, Libertango.

niedziela, lipca 30, 2017

(2469+7). Zamyślenie niedzielne

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jak to, co przychodzi ze mną na świat,
może znaleźć dla siebie miejsce na tym świecie
?

*

Świat to w większej mierze czasowniki niż rzeczowniki. W jego skład nie wchodzą tylko przedmioty i rzeczy; jest on pełen również wszelkiego rodzaju użytecznych, zabawnych i intrygujących możliwości. Wilga nie widzi gałęzi, lecz okazję, by usiąść; kot nie widzi rzeczy, którą my nazywamy pustym pudełkiem, lecz okazję do schowania się i obserwowania świata z ukrycia. Niedźwiedź nie wyczuwa zapachu plastra miodu, lecz sposobność, by zdobyć smakowity posiłek. Cały świat nieustannie kipi, musuje, brzęczy i rozkwita wszelkiego rodzaju informacjami, które są zawsze obecne i dostępne na wyciągnięcie ręki.

James Hillman, Kod duszy. W poszukiwaniu charakteru
człowieka i jego powołania
, przeł. Jerzy Korpanty,
Wydawnictwo Laurum, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

sobota, lipca 29, 2017

2475. U Orzeszka i Białego Kruka (XIX)

w Małej Danii. dwie utykające.
w słonku na tarasie. jedna drugiej zdjątko machnęła.

(2471+3). Książka roku 2017 (poziom społeczny), #3

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj, pozostała część, od lekcji 15. Wcisnęłam książkę wieczorem Białemu Krukowi. Dziś przy śniadaniu powiedział, że chce mieć swój egzemplarz.

To naprawdę najważniejsza książka roku 2017 dla nas jako Wspólnoty Kraju, Kontynentu, Świata. Nie opuszcza mnie świadomość, jak wiele mogę i możemy zrobić. Na pierwszy ogień poszła życzliwość, ale i zlecenie stałe. To niesamowite, jak wiele możemy dać, również małych bardzo dużo znaczących rzeczy: gestów, słów czy uwagi. Człowiek — to może brzmieć dumnie i bez fałszywej nuty.

Świadomość, że bez względu na rozwój zdarzeń przyczyniasz się do pożytecznych działań, daje satysfakcję. […] Jeżeli jesteśmy dumni z naszych działań i poznajemy w ich trakcie innych, którzy też czerpią z nich radość, budujemy społeczeństwo obywatelskie.

*

Kiedy politycy powołują się dziś na terroryzm, mówią, rzecz jasna, o rzeczywistym niebezpieczeństwie. Gdy jednak próbują nas wytresować tak, abyśmy wyrzekli się wolności w imię bezpieczeństwa, powinniśmy mieć się na baczności. […] Ludzie, którzy zapewniają cię, że bezpieczeństwo możesz zyskać jedynie za cenę wolności, chcą ci zwykle odebrać i jedno, i drugie.

*

Symbolicznym momentem, kiedy rząd Hitlera, który doszedł do władzy metodami w większości demokratycznymi, stał się przerażająco permanentnym reżimem nazistowskim, był pożar Reichstagu. To archetypiczny przykład zarządzania strachem.
     […]
     Tyrani wyciągają z pożaru Reichstagu następującą lekcję: chwilowy wstrząs umożliwia wieczne podporządkowanie. Dla nas lekcja powinna brzmieć tak: naturalny strach i żałoba nie mogą otwierać drogi do zniszczenia naszych instytucji. Odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu czy nieprzeżywaniu żałoby. Polega natomiast na niezwłocznym rozpoznaniu technik zarządzania strachem i stawienie im oporu od momentu samego ataku — właśnie wtedy, kiedy jest to najtrudniejsze.

*

Gdy w ataku terrorystycznym na Paryż w listopadzie 2015 roku zginęło 130 osób, a 368 zostało rannych, założyciel powiązanego z Kremlem ośrodka analitycznego oświadczył z zadowoleniem, że terroryzm poskutkuje zbliżeniem Europy z faszyzmem i Rosją. Innymi słowy uznał, że zarówno fałszywy, jak i rzeczywisty islamski terroryzm w Europie Zachodniej jest w interesie Rosji.

*

Prezydent [Stanów Zjednoczonych] jest nacjonalistą, a to wcale nie oznacza tego samego, co bycie patriotą. Nacjonalista zachęca nas do ulegania najgorszym instynktom, a następnie mówi nam, że jesteśmy najlepsi. […]
     Z kolei patriota chce, żeby naród dorównał wyznawanym przez niego ideałom, co oznacza żądanie, abyśmy byli jak najlepsi. Patriota musi liczyć się z realnym światem, który jest jedynym miejscem, gdzie jego kraj może zostać otoczony miłością i troską. Patriota wyznaje uniwersalne wartości i standardy, według których mierzy swój naród, zawsze życząc mu dobrze, a zarazem pragnąc, aby stawał się jeszcze lepszy.
     […] Historia i doświadczenie odsłaniają przed nami mroczne wizje możliwej przyszłości. Nacjonalista oświadczy, że „to nie może się zdarzyć tutaj”, co jest pierwszym krokiem w stronę katastrofy. Patriota powie, że to może się zdarzyć tutaj, ale nie dopuścimy do tego.

Timothy Snyder, O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku,
przeł. Bartłomiej Pietrzyk, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

piątek, lipca 28, 2017

2473. Perełki dwie

// po-superwizyjna perełka:
świadomość
    jest skutkiem ubocznym
kontaktu
[prawdziwego z drugą osobą].

*

Olśniły mnie te Akuszera słowa w środę. Dziś na rehabce, gdy leżałam na stole, Oj Tè innemu pacjentowi zadał ćwiczenie, a potem powiedział jedno słowo:

próbuj!

Usłyszałam je nie po raz pierwszy, ale pierwszy raz jako magiczne zaklęcie.
Próbuj, próbuj, próbuj! Jaki to ma fenomenalny smak! Reksio!

mój aktualny stan posiadania:

czwartek, lipca 27, 2017

(2471+1). Książka roku 2017 (poziom społeczny), #2

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Format A6, czyli czwarta część typowej kartki papieru do drukarki, połowa rozmiaru najczęściej używanych przez uczniów zeszytów. Ale książka wielka i niebywale ważna — niezbędnik na czas, w którym przyszło nam żyć. Dziś, lekcje 8–14. Otwierają oczy. Ostatni zacytowany fragment przypomniał mi arcyważne i arcymądre słowa Jacka Dehnela.

Podążać za innymi jest łatwo. Robiąc lub mówiąc coś innego, możesz czuć się dziwnie, ale to uczucie niepokoju jest warunkiem wolności.

*

Na długo przed II wojną światową liczne kraje europejskie porzuciły demokrację na rzecz różnych form prawicowego autorytaryzmu. Pierwszym państwem faszystowskim w 1922 roku stały się Włochy, które zawarły sojusz wojskowy z III Rzeszą. Węgry, Rumunia i Bułgaria sprzyjały Niemcom w zamian za obietnice wymiany handlowej i zdobyczy terytorialnych. W marcu 1938 roku żadne z wielkich mocarstw nie zgłosiło sprzeciwu, gdy Niemcy zajęli Austrię.

*

[Victor Klemperer zauważył], że język Hitlera wyklucza możliwości legalnego sprzeciwu: określenie „naród” zawsze oznaczało te a nie inne grupy ludzi (prezydent [Stanów Zjednoczonych] także używa tego słowa w ten sposób), kontakty były nieodmiennie „zmaganiami” (prezydent mówi o „wygrywaniu”), a każda próba pojmowania świata w inny sposób przez wolnych ludzi była „szkalowaniem” przywódcy (lub, jak ujmuje to prezydent, „zniesławieniem”).

*

Ponad pół wieku temu klasyczne powieści o totalitaryzmie ostrzegały przed dominacją ekranów, eliminacją książek, zawężeniem słownictwa i w rezultacie — ubóstwem myśli. […]
     Wpatrywanie się w ekrany jest być może nieuniknione, ale dwuwymiarowy świat nie ma większego sensu, jeżeli nie jesteśmy w stanie czerpać ze skarbnicy pojęć zbudowanej gdzie indziej.

*

Postprawda jest przedfaszyzmem.

*

Poddajemy się tyranii, kiedy wyrzekamy się różnicy między tym, co chcemy usłyszeć, a tym, co rzeczywiście jest prawdziwe. To wyrzeczenie się rzeczywistości może wydawać się naturalne i przyjemne, ale jego wynikiem jest nasz upadek jako jednostek, a tym samym upadek każdego systemu politycznego, który opiera się na indywidualizmie.

*

Niezależnie od tego, czy jest mowa o faszystowskich Włoszech w latach 20. XX wieku, nazistowskich Niemczech lat 30., ZSRR w epoce Wielkiego Terroru lat 1937–1938 czy czystkach w komunistycznej Europie Wschodniej w latach 40. i 50., ci, którzy obawiali się represji, zapamiętali, jak traktowali ich sąsiedzi. Wielkiego znaczenia nabierały wtedy gesty w normalnych sytuacjach banalne — uśmiech, uścisk dłoni czy pozdrowienie. Jeżeli przyjaciele, koledzy i znajomi odwracali wzrok lub przechodzili na drugą stronę ulicy, aby uniknąć kontaktu, strach narastał. Możesz nie być pewien, kto dziś czuje się zagrożony […] lub poczuje się tak jutro. Jeżeli jednak potraktujesz serdecznie wszystkich, niektórzy z pewnością poczują się lepiej.

Timothy Snyder, O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku,
przeł. Bartłomiej Pietrzyk, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

2471. Książka roku 2017 (poziom społeczny), #1

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Niniejszy tekst został napisany w grudniu 2016 roku i skierowany do obywateli Stanów Zjednoczonych. Jeśli odpowiada późniejszym wydarzeniom, potwierdza to tylko tezę, że warto czerpać naukę z historii w krytycznych momentach — tak rozpoczyna się ta książka, nie próbując nawet antycypować tego, co nas czekało w Polsce w lipcu 2017. To, co jest teraz, potwierdza nie tylko tezę, ale zmusza, nie bez strachu, by przyznać, że to, co przeżywaliśmy ostatnio, to jeden z wielu krytycznych momentów, nie ostatni. Czytam powolutku. Dziś, lekcje 1–7.

To książka roku — myślę sobie — dla Nas jako Społeczeństwa.

Historia się wprawdzie nie powtarza, ale udziela lekcji. Debatując nad amerykańską konstytucją, ojcowie założyciele wyciągali wnioski z znanych im wydarzeń z przeszłości. […] Wiedzieli przy tym, że Arystoteles ostrzegał przed niestabilnością wynikającą z nierówności, a Platon uważał, że demagodzy wykorzystują wolność słowa, by stać się tyranami.

*

Zarówno faszyzm, jak i komunizm były reakcją na globalizację: na rzeczywiste i dostrzegane nierówności będące jej wynikiem oraz na pozorną bezradność demokracji w ich usuwaniu.

*

To instytucje pomagają nam zachować przyzwoitość. One też potrzebują jednak naszej pomocy. […] Wybierz zatem instytucję, na której ci zależy — sąd, gazetę, ustawę czy związek zawodowy — i stań po jej stronie.

*

Utrwalenie nowego porządku nazistowskiego zajęło niecały rok. Przed końcem 1933 roku Niemcy stały się państwem jednopartyjnym, w którym upokorzono wszystkie najważniejsze instytucje. Aby utwierdzić nowy ład, w listopadzie władze przeprowadziły wybory parlamentarne (bez udziału opozycji) oraz referendum (w którym „prawidłowa” odpowiedź była oczywista).

*

Partie, które zmieniły w końcu kształt państw i wyeliminowały rywali, nie były wszechmocne od samego początku.

*

Bohater powieści Davida Lodge’a mówi, że kochając się ostatni raz, nie wiesz, że ten jest ostatni. Podobnie jest z wyborami.

*

Symbole dnia dzisiejszego umożliwiają nastanie rzeczywistości jutra. Zwracaj uwagę na swastyki i inne oznaki nienawiści. Nie odwracaj wzroku i nie przyzwyczajaj się do nich. Usuwaj je sam i dawaj przykład innym.

*

Życie jest polityką — nie dlatego, że świat przejmuje się tym, co myślisz, ale dlatego, że reaguje na to, co robisz. Nasze drobne decyzje stanowią rodzaj głosu, mogą zwiększać lub zmniejszać prawdopodobieństwo wolnych i uczciwych wyborów w przyszłości.

*

Kiedy przywódcy polityczni dają negatywny przykład, wynikające z etyki zawodowej zobowiązania do właściwego postępowania nabierają dodatkowego znaczenia. Trudno jest zniszczyć państwo prawa bez prawników lub urządzić procesy pokazowe bez sędziów. Reżimy autorytarne potrzebują posłusznych urzędników, a dyrektorzy obozów koncentracyjnych poszukują biznesmenów zainteresowanych tanią siłą roboczą.

Timothy Snyder, O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku,
przeł. Bartłomiej Pietrzyk, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

*

Jak ty trafiasz na te wszystkie książki? Pyta mnie czasem Biały Kruk. Na tę napatoczyłam się tak: Manifestacja to jedyna szansa.

2470. Mały piątek w ulu

Stado:
(w komplecie od godziny)

Jabłoń:
Lubię, jak wyjeżdżasz.
Uwielbiam, jak wracasz!

Sadownik:
(puszcza oko)
Ale jak jestem, to jest kiepsko?

Jabłoń:
Bardzo!

2469. Ucieczka wewnętrzna

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie zapytałam: „czemu ja?”. Nie pytałam: „co teraz?”. Utknęłam w teraźniejszości, pomiędzy tymi pytaniami o przeszłość i przyszłość, nie chcąc zrobić ani jednego kroku naprzód. Nie miałam nic do powiedzenia. Pozwoliłam sobie nie móc i nie wiedzieć. Przez prawie czterdzieści osiem godzin ciągiem.

Zatrzymałam się, ale nie w sensie kardiologicznym. Zastygłam w sobie. Nie rzuciłam się nawykowo w wir „muszę”, „trzeba” i „należy”. Nie porzuciłam siebie. Potrzebowałam dać sobie czas, a nie nerwowo spoglądać na zegarek. Byłam tylko dla siebie — luksus, nie egoizm. Potrzebowałam ukojenia. Znalazłam. Wróciłam.

[…] w mitycznym równaniu czas nie odgrywa żadnej roli. („Mit […] to coś, co nigdy się nie zdarzyło, ale jest zawsze”).

*

Poszukiwanie naszego żołędzia wpływa na to, w jaki sposób postrzegamy samych siebie oraz siebie nawzajem, pozwalając nam odnajdywać piękno w tym, co widzimy i tym samym kochać to, co widzimy.

*

[…] piękno, z definicji, hamuje ruch.

*

Każdy zwrot losu daje się interpretować, ale także każdy zwrot losu ma swoje piękno.

*

Symptom chce, żeby na niego patrzono i żeby go oglądano, a nie tylko próbowano go zbadać i zrozumieć.

James Hillman, Kod duszy. W poszukiwaniu charakteru człowieka
i jego powołania
, przeł. Jerzy Korpanty,
Wydawnictwo Laurum, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

2468. Nie, nawet do śniadania nie!

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczorajszy ranek. Hygge? W ulu jedno okno wygląda jak kombinacja szwedzko-duńska. Nasze stopy zachowują się iście po szwedzku od lat. Więc? Hygge! Hygge po polsku? Dawaj! W podczytniku Mann, Owsiak i Rusinek — biorę!

Tytuł? Świetny. Pomysł? Fantastyczny:

Dlaczego zachwycamy się duńską sztuką szczęścia, a nie pamiętamy o naszej starej dobrej filozofii jakoś to będzie?”
     — Hej, Beata, mam tak samo!
     — Dorota, widziałaś ten post?
     — A wiesz, myślałam o tym kilka dni temu.
     — Ula, co Ty na to?
     Kilka dni później spotkaliśmy się na kawie
.

Mann. Trzyma poziom. Owsiak zaskakuje jak zwykle. Rusinek doskonały. Łona — odkrycie. I to by było prawie na tyle, nie licząc kilku błyskotliwych zdań. Zdjęcia bez spójnego pomysłu wybrane — może marudzę w kwestii gustów, a nie powinnam. To nie książka — może w pośpiechu pisana — to nawet nie broszura, lecz rozprawka maturalna, informacja turystyczna, historyczno-mityczno-religijny bazgroł i humor z uczniowskiego zeszytu:

To również wyjątkowe miasto studenckie, bo unosi się nad nim korzenny zapach pysznych pierników, tak zwanych katarzynek.

Wydawnictwo. Znakomite. Puściło bąka. Co zrobić. Zdarza się.

Polska to taki kraj w Europie Środkowej, który w każdym stuleciu pojawiał się na mapie w trochę innym miejscu.

*

Polska, która w XVI wieku zyskała miano „kraju bez stosów”, po hebrajsku nazywa się „Polin”, miejsce, w którym spokojnie można się zatrzymać.

*

     — Gdzie leży Polska?
     — Polska nie leży. Polska pracuje.
     To prawda. Jak regularnie potwierdzają badania, jesteśmy jednym z najdłużej pracujących narodów w Europie
.

*

By osiągnąć szczęście w polszczyźnie, trzeba się nieźle nagimnastykować. Wystarczy przyjrzeć się literom, z których się składa. Kolejno: dwa dwuznaki, e z ogonkiem, s ze znakiem miękkości, c też zmiękczone, ale przez i (z kropeczką!) oraz e. Wysiłek włożony w sam proces wyartykułowania słowa szczęście jest niemały. Nic dziwnego, że nie tak łatwo nas zadowolić. Może bycie szczęśliwym w Polsce jest przez to procesem nieco bardziej złożonym, niż — chociażby — bycie happy?

*

[Michał Rusinek przytacza słowa Stephena Burgena] […] więcej przeklina się w krajach, w których obywatele deklarują się jako ludzie religijni, gdzie przeklinanie jest grzechem. Natomiast wulgaryzmów zazwyczaj unika się tam, gdzie przeklinanie uważa się po prostu za zaśmiecanie języka, a nie łamanie tabu. Świadomość istnienia normy religijnej kusi nas do tego, by ją przekraczać.

*

[Łona] […] cała Polska „zaklęta jest w słowie gdyby. Nic w tym dziwnego — łączy ono wiele narodowych pierwiastków: z jednej strony — spontaniczność i chęć przewidzenia przyszłości, z drugiej zaś — słomiany zapał i zrzucanie odpowiedzialności na innych.

*

[Jerzy Owsiak] Trzy razy mnie wszyscy przekonywali, rok po roku, że to się nie uda: „Jurek, wyszło, ale nie próbuj kolejny raz, bo będzie kicha. Wiesz, Polacy mają słomiany zapał”. Ale lubimy też zaskakiwać samych siebie. Czasem nawet nie wiemy, co może nas zjednoczyć.[…] Myślę, że nie ma piękniejszych czasów — przynajmniej dla mnie — niż te, w których żyjemy.

*

[…] nasza życiowa filozofia: jakoś to będzie.
     Na czym ona polega? To niezachwiana wiara, że tak czy inaczej ze wszystkimi trudnościami jakoś sobie poradzimy.

Beata Chomątkowska, Dorota Gruszka, Daniel Lis, Urszula Pieczek,
Jakoś to będzie. Szczęście po polsku, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)