niedziela, maja 12, 2019

3274. Życie (II) z psem

Jabłoń:
(wskutek przeczytanej lektury
zamarzyła jajka na miękko
)

Sadownik:
(stuka w pierwsze w specjalnym kieliszku,
drugi, trzeci fragment skorupki zdejmuje i minę robi
)

Jabłoń:
Tylko nie mów mi, że pod skorupką
znalazłeś już psią sierść!

*

Cały sens jajka na miękko polega na pewnych trudnościach w jedzeniu, na uwadze, jakiej wymaga ta czynność, na ceremonii.

*

Doświadczanie jajka na miękko jest każdego ranka takie samo, a jednak zawsze inne. Pozostaje nieskończenie interesujące. Nieodmiennie smakowite, dostarcza niewielkiej, ale znaczącej dawki wysokiej jakości protein. Czegóż można chcieć więcej?

Ursula K. Le Guin, Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

3273. Życie (I)

Kaan:
(w piątek jakby czując pismo nosem)
Kiedy coś znienacka wyszarpie spod nóg dywanik z napisem „poczucie kontroli*”… Zachwianie, czasem upadek. Wstajesz, stoisz na podłodze, bez butów. Zmienia się. Zmienia się kontakt z podłożem, ziemią, sobą, życiem. Stoisz bez izolacji, stoisz bardziej, czujesz bardziej.

Jabłoń:
(od środy bez jakichkolwiek dywaników
pod stopami, usiłuje wstać
)

Kaan:
Nie spiesz się ,
poczuj każdy paluszek,
kawałek po kawałku.

__________________
* w oryg. poczucie nieśmiertelności, ale dywanika z tym napisem to Jabłoń już nie pamięta.

*

Lęk u osoby o moim temperamencie jest zjawiskiem endemicznym i nieuniknionym. Niewiele mogę poradzić, oprócz rozpoznania go i prób niedopuszczenia, by zawładnął mną całkowicie. Jeśli jestem w gniewnym nastroju i zdaję sobie z tego sprawę, mogę zapytać siebie: No i czego się boisz? To daje mi możliwość spojrzenia na własny gniew z zewnątrz. Czasami pomaga oczyścić atmosferę.

*

Moje lęki sprowadzają się do strachu, że nie jestem bezpieczna (jakby ktokolwiek był kiedyś bezpieczny) i nie sprawuję kontroli nad swoim życiem (jakby ktokolwiek kiedyś sprawował taką kontrolę). Czy ten strach przed brakiem bezpieczeństwa i kontroli wyraża się jako gniew, czy też wykorzystuje gniew jako swego rodzaju wyparcie strachu?

*

Yang to kontrola, yin to akceptacja. To wielkie i równe potęgi; żadna nie może istnieć samodzielnie, w obu zawsze trwa proces stawania się tą drugą.

Ursula K. Le Guin, Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

wtorek, maja 07, 2019

3272. Bananowy remanent

Zatrzymuje mnie pierwszy z cytowanych poniżej fragmentów od ponad tygodnia. Wracam do niego z uporem maniaka. Wprawia mnie w odmienny stan. Gada do mnie wielkimi literami. Przyglądam się swoim «bananom» i pytam samą siebie: mogę je już puścić? Chcę iść dalej, czyż nie?

Podobno w Indiach istnieje wyjątkowo sprytny sposób łapania małp. […] Dziura w kokosie jest wycięta tak przemyślnie, że małpa może wsunąć do środka łapę, ale nie może jej wyjąć, mając zaciśnięte palce. Aby uciec, małpa musi po prostu puścić banana. Ale nie chce.
     Jesteśmy inteligentnymi istotami, a jednak nasz umysł często zastawia na nas bardzo podobną pułapkę
.

*

„Puszczanie” jest sposobem na to, by pozwolić rzeczom być, lub też akceptowaniem ich w naturalnej postaci.

Jon Kabat-Zinn, Życie, piękna katastrofa,
przeł. Roman Skrzypczak, wydanie IV,
Czarna Owca, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

*

kwiaty uczą puszczać. chyba.
te irysy.
     rok temu bez dziesięciu dni.
     cztery miesiące temu bez dwóch dni.
     dziś. zatrzymane w pikselu.

jutro. będą już inne. te irysy.

poniedziałek, maja 06, 2019

(3265+6). Bo… (II)

Bo Stehlíka okolice, bo kryminał, bo seria, czyli bez zmian. Skończyłam zaczęty u Bliźniaczej Liczby kryminał i znów smutno, bo nie wiemy, ile czasu upłynie, nim zobaczymy się znów. Wróciłam na amen.

Drugi tom z Mariánem Holiną… dobry, choć zdecydowanie mniej bohaterów, za których dobro trzyma się kciuki. Czy jest trzeci tom? Nie wiem. Na polskim rynku wydawniczym przekładu nie ma. Wracam więc do swoich książek.

Zawsze to samo. Pogoda wyżywa się na biednym świecie, po czym udaje, że nic się nie stało, pomyślała Vanda, wyglądając przez brudną szybę. Po kilkudniowych opadach gęstego śniegu niebo było wysokie, lazurowe, bez chmurki. Rozpościerało się nad Pragą z miną niewiniątka, jakby nie miało nic wspólnego z popękanymi rurami, zimnicą i innymi nieszczęściami.

*

Ludzie obserwują się nawzajem, czasem nawet rozmyślają o nieznajomych. Nieświadomie dostrzegają zmiany. Wszyscy rejestrujemy dużo więcej spraw, niż nam się wydaje. W podświadomości odkładają się trudne do opisania rzeczy. Tajne. Sekrety, które nosimy w głowach lub pod ubraniem. Mamy problem z ich zdefiniowaniem, ale czujemy, że obok nas przeszło właśnie zmartwienie, pożądanie lub smutek.

*

Proste jak strzał w pysk, pomyślał Marián. Dlaczego tak rzadko przychodzą nam do głowy najprostsze rozwiązania? Dlaczego je odpędzamy? Wstydzimy się, że są za mało wysublimowane? Czy zawsze musimy kombinować, dochodząc do najprostszych spraw?

*

Pisał o tym Jung. Synchroniczność. Równoległe pojawienie się kilku zdarzeń, niebędących ze sobą powiązanych przyczynowo, a jednak mających wspólne znaczenie dla obserwatora. Marián interpretował to na swój, charakterystyczny dla śledczego sposób. Jeżeli jakaś, wcześniej ukrywana, informacja miała się pojawić, pojawiała się niemal zawsze w kilku miejscach naraz.

*

Marián wiedział, że to się wydarzy. Kiedy Šotolová nie otrzymała raz odpowiedzi na zadane pytanie, zadawała je ponownie. Pani kapitan nigdy nie zapominała o pytaniach, które ktoś pozostawił bez odpowiedzi.

*

     — Nie mam pojęcia, co ty tu jeszcze robisz – stwierdził, już normalnym tonem. — Nie umiesz po prostu powiedzieć szefowi, żeby się od ciebie odpieprzył?
     — Dobrze wiesz, że umiem — zapewnił go Marián. — Z tym że ciotka Jozefína, której zawdzięczam w życiu wiele dobrego, mówiła, że spławić człowieka można na dwa sposoby. Jeden jest głupi, drugi mądry. Nauczyła mnie tego drugiego.
     Wstał, wziął płaszcz, wyszedł z gabinetu. W drzwiach uśmiechnął się jeszcze do szefa.
     — Dziś ciocia byłaby ze mnie bardzo dumna
.

*

Nikt nie jest niezastąpiony, słyszał bez przerwy. Naprawdę nie miał pojęcia, skąd ludzie biorą takie bzdury. Przecież było na odwrót. Każdy jest niezastąpiony. Po każdym pozostaje luka. Życie było pełne luk.

*

     — Martwy adwokat może poczekać, żywy seryjny morderca nie — wyjaśnił krótko Karoch Divišowi na porannej odprawie w swoim centrum dowodzenia. — Wracasz do Mariána, dupa nam się pali.

*

     — Ale kto tu kogo skrzywdził? — nie rozumiał Diviš.
     — Trudno powiedzieć. Poczucie krzywdy jest bardzo subiektywne, czasami nie da się ocenić tego z zewnątrz — odpowiedział Marián
.

*

     — Gdybym wyznał prawdę już wtedy, w niedzielę, być może jeszcze by tu siedziała — wyszeptał, jakby mówił wyłącznie do siebie. — Może nie tu, może siedziałaby w więzieniu, ale żyłaby. Więzienie da się przeżyć. Śmierci nie.

*

Czesi uwielbiali technologię i obchodzili się z nią właśnie tak, jak ludzie zwykle obchodzą się z czymś, co kochają: impulsywnie, z niemałą dawką kreatywności, i nie mniejszą braku logiki.

Iva Procházková, Roznegliżowane, przeł. Julia Różewicz, Wydawnictwo Afera, Wrocław 2017.

3270. Tam (VII)

z przygodami. XXI wiek w Polsce: gdy padają komputery, pozostaje już tylko modlitwa…

…trzeba czekać. muszą wstać, by żywy człowiek dostał leki. czekał. dostał.

niedziela, maja 05, 2019

(3267+2). Nieścinek (el momento)

wczoraj wypatrzyłam komentarz Saxifragi. kilka razy już wracałam do tego zdjęcia. lubię to, co ono wciąż ze mną robi – a robi uparcie i niezmiennie to samo, choć poza pierwszym razem, wiem, czego i gdzie szukać.

najpierw w oczy wciskają mi się kanapowe wzory i wszystkie możliwe z nimi skojarzenia, potem widzę piękną słoneczną plamę, a dopiero na końcu dostrzegam… chłopców. i już pozostaje mi tylko… zachwyt!

fot. Saxifraga.

*

sychronicznie. dziś spotykam poniższe słowa i uśmiecham się jak wariatka.

Czasami tabliczka przy grocie informuje, że mędrzec wyszła. Przy tych okazjach temat na dany dzień wyznacza Kot. „Myśl o chrząszczach”, proponuje Kot, a ja to robię. Myślenie o chrząszczach okazuje się obejmować bardzo szeroki zakres spraw, zwłaszcza kiedy zalecone jest przez dobrego kota o złych łapach*. Myślę więc o kotach i ich uroczo zabójczych instynktach. Myślę o niełatwym interfejsie człowiek/inny. Gdzieś w głębi siebie, myślę, wszyscy nosimy marzenie Mowgliego: że inne zwierzęta zobaczą nas i zaakceptują jako jedno z nich. A potem sami nie realizujemy tego marzenia, gdy niewłaściwe zwierzęta proszą nas właśnie o to.

[Karen Joy Fowler we wstępie w:]
Ursula K. Le Guin, Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

 
______________
* Nazywamy go grzecznym kotem o złych łapach. To łapy pakują go w kłopoty, powodują głośne krzyki, besztania, chwytania i przenoszenia, które grzeczny kot [Padr] znosi z niezmiennie dobrym humorem… „O co im wszystkim chodzi? Nie strąciłem tego przecież. Łapa strąciła”.

*

     Pard, gdzieś ty był?
     Cisza. Przyjazna obecność. Tajemnica
.

Ursula K. Le Guin, Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

sobota, maja 04, 2019

3268. Raport

13:10. Trzynaście godzin i dziesięć minut. Tyle nam to wszystko wczoraj zajęło.

W samochodzie kilka minut. Pożegnanie z Bliźniaczą Liczbą. Serce pokroiło mi się na zbyt wiele kawałków. Pociąg. Aseos dla pań. Szybka fajka dla panów. Autobus. Tortilla, croquetas, ostatnie kawy: un café solo y un café con leche. Bramki bezpieczeństwa. Kontrola narkotykowa dla pani. Kilometrówka dzienna wykonana w ramach poruszania się po lotnisku. Gate 71. Samolot. Start.

Lądowanie dziesięć minut przed czasem. Toaleta dla pań. Bagaż. Dłuższa fajka dla panów. Przyjemnie chłodno. Taksówka. Pod domem zapach kwitnących drzew i oszałamiająca zieleń. Wybebeszyć z walizki co trzeba i wio do Altówek po Heniutkę. Powrót. Odsikać Kudłatą. Do domku. Kąpiel. Stado w komplecie w sypialni. Padliśmy.

*

Rano na pierwszym nieśpiesznym spacerku, w ciszy warszawskiego poranka przypomniało mi się, że dokładnie dziś są urodziny Heniutki.

środa, maja 01, 2019

3266. Don Quijotes

[…]  jedyna chwila, kiedy wszystko może się zdarzyć, jest właśnie teraz. Zanim naprawdę się zmienimy, musimy zaakceptować człowieka, którym jesteśmy.

*

Akceptacja, o której mowa, oznacza po prostu to, że prędzej czy później musimy przystać na postrzeganie rzeczy takimi, jakie są. Takie podejście przygotowuje grunt pod odpowiednie działanie niezależnie od tego, co akurat się dzieje.

*

[…]  cokolwiek jest przedmiotem naszej uwagi w tej chwili, zmieni się, dając nam okazję do praktykowania akceptacji tego, co pojawi się w chwili następnej.

Jon Kabat-Zinn, Życie, piękna katastrofa,
przeł. Roman Skrzypczak, wydanie IV,
Czarna Owca, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

wtorek, kwietnia 30, 2019

3265. Bo…

Bo Stehlíka okolice, czyli czeska literatura. Bo napisany przez kobietę kryminał. Bo seria z panem podinspektorem, a ja lubię przywiązać się do bohaterów książek. Bo ładnie dwuznaczny wydał mi się tytuł tej książki. Bo u Bliźniaczej Liczby dobrze mi wchodzą kryminały.

Pierwszy tom czeskiej serii kryminałów z Mariánem Holiną… nie zawiodłam się. Natychmiast sprawdziłam, czy jest już dostępny drugi tom… Jest! Siedzę w nim po uszy od dziś.

Nie chciał sugerować niczego, co przyspieszyłoby rozpad ich małżeństwa. Jeśli ma do tego dojść, i tak dojdzie. Związki miały własną dynamikę, długość ich trwania wcale nie musiała zależeć od szczęścia partnerów. Wiedział to z własnego doświadczenia.

*

Wystarczyło mu, że to, co stosuje, działa. Teraz znów będzie musiał wyjaśniać, dlaczego działa. A tego często nie wiedział. Tak jak z intuicją. Bał się, że jeśli zacząłby głęboko dociekać, jakimi drogami chadza intuicja i dlaczego jest tak cholernie niezawodna, mógłby ją spłoszyć.

*

Sztywny, przemądrzały gówniarz z zamiłowaniem do hierarchii, pomyślał Marián. Resztki katolickiego wychowania podsuwały mu teraz początek modlitwy, której kiedyś uczyła go ciocia Jozefína: Panie mój, od którego pochodzi cierpliwość, prawdziwa cierpliwość, święta cierpliwość…

*

Oboje umilkli, czuła, że ich myśli nie mają do siebie daleko.

*

Marián czuł, że dzisiaj też raczej nie wypiją w imię wiecznej przyjaźni.
     — Gdyby ciało znajdowało się na powietrzu… – znów zaczął rejestrować głos Volavki.
     — Gdyby w dupie były ryby — bez ogródek wszedł mu w słowo i zwrócił się do Léblovej. — O której zmarł
?

*

Trąbka Tomasza Stańki wołała tęsknie jak zbudzony w środku nocy ptak. Trochę przelękniony, tkliwy, nie do końca pewny, czy cieszy się z własnego istnienia wśród ciemności. […] Było po północy. Trąbka Stańki była, jak na niemłodą już godzinę, zbyt głośna, ale Marián nie mógł zdobyć się, żeby wstać i ściszyć muzykę. Czuł się bosko, nie chciał przerywać tej chwili.

*

     —Ma Słońce w Baranie i całą masę napiętych aspektów — powiedziała Sabina […].

*

Irytacja Mariána miała tendencje do szybkiego przekształcania się w najzwyklejszy wkurw.

*

Hic sunt leones*, pomyślał.
__________
* Łac. tam żyją lwy. Na dawnych mapach sentencją tą oznaczano niezbadane ziemie.

*

     — Zgadnij, kto tam mieszka!
     — Słuchaj, mówiłem ci już parę razy, że wkurzają mnie takie pytania – westchnął Marián.
     — To nie pytanie, ale wyzwanie! Na szkoleniu o zachowaniu w sytuacji kryzysowej mówiono nam, że aż dziewięćdziesiąt pięć procent populacji mężczyzn chętnie podejmuje wyzwania. — Diviš rozwinął lizaka z papierka i wpakował sobie do buzi. — Ale wiadomo, że ktoś musi stanowić te pozostałe pięć
.

*

     — Nie żyje? — zdumiał się kierownik. — Ale jak?
     — Całkowicie — zapewnił go Diviš
.

*

Planety nie robią nikomu problemów. Człowiek przychodzi na świat z określoną konstrukcją wewnętrzną, a astrologia jest tylko środkiem, który może pomóc w jego interpretacji. Nie można tak wszystkiego upraszczać. Przeczytaj lepiej tego Junga, którego ci zostawiłam na stole!

*

Zaświeciły jej się oczy.
     — Nawet nie wiesz, jak to w tobie lubię. Nie boisz się szybkich rozwiązań.
     — W sensie pochopnych? – zapytał podejrzliwie.
     — Jasnych. Zero marudzenia, wykrętów i usprawiedliwiania się
.

*

Krąg to nasza granica i źródło siły.

*

Marián próbował ekspresowo posegregować fakty i dojść, co może być przyczyną niezadowolenia szefa, ale nic nie przychodziło mu na myśl.

*

— Zaciągnij za mnie hamulec, kiedy zobaczysz, że dojechałem do końca trasy.
     — Skąd będę to wiedziała? — zapytała.
     — To będzie wtedy, gdy nie będę już w stanie malować.
     
[…] Znosił wszystko, dopóki mógł malować. A mógł malować, dopóki miał w głowie obrazy.

Iva Procházková, Mężczyzna na dnie, przeł. Julia Różewicz, Wydawnictwo Afera, Wrocław 2016.

*

Prawda wrzała w niej i wybijała na zewnątrz niepowstrzymanym strumieniem, jej prawda, która wcale nie polegała na faktach, lecz na przeżyciach. Polegała przede wszystkim na przeżyciach, dlatego nie mogła o niej zapomnieć.

*

Jáchym wiedział, że prawda bywa bardziej fantastyczna od fantazji.

(tamże)

3264. kto u steru?

kto w Tobie opowiada Ci dziś historię twojego życia?
przyszło do mnie w nocy.

wczorajszy dzień (poza rehabką) był dniem opowiadanym przez ofiarę, która stoi na równi pochyłej swej choroby i z każdą chwilą stacza się w dół. wczorajszy dzień — na szczęście — minął, a ja mogę wybrać, kto we mnie opowiada moją historię.

Żadna chwila nie jest taka sama jak inna. Każda jest wyjątkowa i każda kryje w sobie wyjątkowe możliwości.

*

Ufność w siebie, we własną podstawową mądrość i dobroć, jest bardzo ważna […] będziesz musiał szanować swoje odczucia, bo ciało będzie podpowiadało, byś się zatrzymał albo zrezygnował […].

*

[…] ostatecznie ciągle musimy żyć własnym życiem, każdą jego chwilą. Praktykując uważność, praktykujemy odpowiedzialność za bycie sobą i uczenie się, jak ufać własnemu istnieniu.

Jon Kabat-Zinn, Życie, piękna katastrofa,
przeł. Roman Skrzypczak, wydanie IV,
Czarna Owca, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, kwietnia 29, 2019

(3262+1). no limits (II)

Dobrostan fizyczny* jest pierwszym
warunkiem koniecznym do szczęścia.

Joseph Pilates
(1883–1967)

_________________
* pod tym samym cytatem dyskusję z Bliźniaczą Liczbą toczyłyśmy. bo jednak po pierwszym zachwycie zgodzić się z Autorem nie mogłam. razem doszłyśmy do wniosku, że nie liczy się norma lecz optymalny, możliwy do osiągnięcia na ten moment stan. teraz wszystko się już zgadza.

piątek, kwietnia 26, 2019

3262. no limits

moja ignorancja nie zna granic. myślałam, że pilates to forma aktywności fizycznej dla pań z nadwyżką czasu i kasy lub kobiet przewrażliwionych na punkcie niemłodniejącego tu i ówdzie ciała. a jeśli już Pilates musiałby być nazwiskiem osoby, to na pewno kobiety… w końcu Kopernik też była kobietą — podpowiada ignorancja nieszczerze — choć z innych powodów.


3261. Świry i zajoby

Tak pięknie, lekko i zabawnie pisać o ludzkich świrach i zajobach — trzeba umieć, by się odważyć. Autorka umie i pięknie, i lekko, i zabawnie, i jeszcze — jakby było mało — odważyła się.

Pewnie w przypadku pewnych ludzi byłoby również odwagą do tej książki zajrzeć. Ale, ale! Nie dotyczy to nikogo, kto zagląda na tego bloga mniej przypadkowo — jestem o tym przekonana w dowolnej liczbie setek procentów.

I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od tego, że przykuł moją uwagę sposób złożenia tytułu (nie chodzi o czcionkę, ta jest fatalna, czy pochylenie).

     — […] Czym się niepokoisz?
     Wszystkim, chciałaby odpowiedzieć. Sobą i nim, tym że możemy żyć razem, ale również oddzielnie i nic się nie dzieje.
     Może dlatego to jest takie okropne. Że to nie jest koniec świata, jak kiedyś myślałam
.

*

— Prawie wszystko robię pod wpływem impulsu. Nie umiem myśleć. Nie umiem się zastanawiać. Kiedy próbuję, odechciewa mi się żyć. Wiec chyba lepiej, że tego nie robię, jak pan uważa? Chyba lepiej, że kupiłam klacz, zamiast wpaść w depresję?

*

Człowiek postępuje rozsądnie wtedy i tylko wtedy,
gdy wszystkie inne możliwości zostały już wyczerpane
.

Edwarda A. Murphy

*

     — Niedobrze — powiedział. — Bolek potrzebuje słońca.
     — Nie mamy na to wpływu. — Myślała, że tym stwierdzeniem uspokoi męża, ale oburzył się tylko:
     — To jest właśnie najgorsze. Że zawsze może się zdarzyć coś, czemu nie można zapobiec.
     — Nie przejmuj się tak. To tylko dynia. Duża dynia, nic więcej.
     Tracisz proporcje ważności rzeczy. – Nie chciała tego powiedzieć, to było niepotrzebne, ponieważ niczego nie mogło zmienić
.

*

     — Gdyby chodziło tylko o rewanż, zabrałbym się za to parę lat temu… — przyznał. — Po prostu nigdy nie byłem niczyim kochankiem, zawsze mężem. I chciałem sprawdzić, jak to jest.

*

Może polubiłby ją, gdyby skupił się na tym, co ma do powiedzenia, ale nigdy nie spróbował. Ona natomiast przestała go lubić właśnie wówczas, kiedy wsłuchała się w jego słowa.
     — Jest kabotynem — oznajmiła matce, mając niespełna dwanaście lat.
     — Nie mów tak o ojcu — oburzyła się żona, którą podobna myśl dopadała niepokojąco często
.

*

     — Są ludzie, którzy lubią zwierzęta – powiedział mężczyzna na odchodnym – jednak ja do nich nie należę.
     Ja też średnio lubię ludzi, ale bywają wyjątki, pomyślał pies. Jesteś co prawda skąpy i niemiły, ale jeszcze cię nie skreślam
.

*

Tak czy owak, byłoby lepiej, aby główny bohater lubił zwierzęta. I żeby nie był chytry. A kobieta otwarta, również na zmiany w życiu. Ciekawe, dokąd mnie to wszystko zaprowadzi, myślał, rozpalając ogień w kominku. Od czegoś trzeba jednak zacząć.

*

     — Martwię się o ciebie. Nie umiesz nawet gotować. Co zrobisz, jak umrę?
     — Zamówię trumnę.
     — Przestań. To nie jest śmieszne.
     — Nie jest. A co powinnam zrobić?
     — Mówiłam o gotowaniu.
     — I o śmierci. Nie wiadomo, która z nas umrze pierwsza. Jesteś w dobrej formie
.

*

Polizał ją po szyi, smakując słoną od morza i potu skórę. Znieruchomiała. Nie umiałby powiedzieć, kto kogo posiadł, nawet gdyby potrafił posługiwać się sprawnie jakimkolwiek językiem.
     […] Kobieta z tatuażem wciąż tkwiła mu pod skórą jak cierń.

*

     — Napije się pani?
     — Szczerze mówiąc, miałam nadzieję, że mnie pan odwiezie — skłamała.
     — Szczerze mówiąc, nie miałem takiego zamiaru — odparował, mrużąc oczy
.

*

Zdziwiła go ta myśl, przyglądał się jej ze wszystkich stron, poddając w wątpliwość nie tyle samo znaczenie i sens, ale fakt, że się w ogóle wykluła.

*

Nie będę go już o nic pytać, postanowił mężczyzna. Przestraszył się, że zaraz dowie się czegoś takiego, z czym nie będzie mógł dalej żyć, wobec czego będzie się musiał określić, a to skomplikuje rzeczy, które przecież są proste.

Anna Onichimowska, Pomiędzy,
Agencja Edytorska EZOP, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

czwartek, kwietnia 25, 2019

3260.

życie to zaangażowanie.
przyszło znad granicy snu i jawy nad ranem.

robienie, zapieprzanie, dotrzymywanie zobowiązań i terminów, jeszcze więcej robienia i zapieprzania, dokręcania śruby i jeszcze więcej działania — to nie jest życie. i kropka.

żyjesz, gdy się w coś angażujesz. żyjesz tylko wtedy.

[…] tak samo jak poczwarka motyla wszystko może rozwijać się tylko we własnym tempie.

*

Dlaczego mamy gnać przez jedne chwile, by dotrzeć do innych, tych „lepszych”? W końcu każda z nich jest chwilą naszego życia wtedy, gdy upływa.

Jon Kabat-Zinn, Życie, piękna katastrofa,
przeł. Roman Skrzypczak, wydanie IV,
Czarna Owca, Warszawa 2018.

środa, kwietnia 24, 2019

3259. Rozkwitający

Jabłoń:
(czytała na głos Sadownikowi poniższy fragment)

Wiemy, że ludzie są najszczęśliwsi, gdy stają wobec odpowiednich wyzwań — a więc gdy próbują osiągnąć cele, które są trudne do zrealizowania, ale pozostają w ich zasięgu. Wyzwanie i zagrożenie to nie to samo. Ludzie rozkwitają w obliczu wyzwań i więdną w obliczu zagrożeń.

Jon Kabat-Zinn, Życie, piękna katastrofa, wydanie IV,
przeł. Roman Skrzypczak, Czarna Owca, Warszawa 2018.

Sadownik:
Rozkwitam czy więdnę?

Jabłoń:
A jak myślisz?

*

Autorka: Kaan.

3258.

Ale to, co nam się wymyka, jest ważniejsze, niż nam się wydaje.

Jon Kabat-Zinn, Życie, piękna katastrofa, wydanie IV,
przeł. Roman Skrzypczak, Czarna Owca, Warszawa 2018.

3257. W drodze po „dzień”

Lusi powiedziała: pewnie na to za wcześnie, ale co tam… I opowiedziała mi o tym, że gdy Ona zachorowała ponad trzydzieści lat temu, mając trzydzieści sześć lat, ktoś powiedział jej:
     — Przyjdzie taki dzień, że będziesz dziękować Bogu za SM.

Przyszedł taki dzień, kontynuowała Lusi. Nie pozostaje mi nic innego, jak wierzyć, że i w moim życiu przyjdzie… taki dzień.

*

Poleconą broszurkę przeczytałam jeszcze w grudniu, ale dopiero teraz czuję, że mogę się na jej temat zająknąć. Można bez niej żyć, ale i kilka wartych zapamiętania zdań wyjąć. Więc wyjęłam, aktywnie czekając na… dzień.

Choroba pojawia się zawsze w nieodpowiednim momencie, zaburzając normalny bieg życia. Sprawia, że jesteśmy przepełnieni strachem, niepewnością i bólem. […] Nie jest ona wyrokiem czy karą, ale wyzwaniem losu, pojawiając się zmusza do wprowadzenia w życiu zmian.

*

W momencie otrzymania diagnozy rozpoczyna się nowy etap życia, to czas szukania drogi do samego siebie i samoakceptacji.

*

Choroba skłania do refleksji i zmusza do widzenia świata oraz samego siebie z innej perspektywy.

*

[…] nie ma ludzi idealnych. Są za to wyjątkowi, bo każdy z nas ma wielkie możliwości, ale tylko mała garstka z nich korzysta.

*

Widocznie musiałam się znaleźć w trudnej sytuacji, aby zacząć podejmować wyjątkowe i odważne decyzje. Wiem jednak, że było warto.

*

Jeśli się jednak nie poddamy, choroba ma nam wiele do zaoferowania.

*

Przede mną otwierał się nowy etap życia. […] Przyszłość zapowiadała się ekscytująco.

*

SM to choroba o tysiącu twarzach i każdy przechodzi ją inaczej.

*

Choć wszystko zależy od nas, nie jesteśmy sami.

*

[…] potrzebuję opieki i wsparcia.

Beata Peszko, Stwardnienie rozsiane.
Jak odnalazłam nadzieję i drogę ku zdrowiu
,
Wydawnictwo KOS, Katowice 2011.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, kwietnia 22, 2019

3256. Wielkanoc 2019

Wielkaniemoc. Dopiero dziś wróciłam do żywych
i takie cudo na mnie czekało od Wielkiej Soboty.

Hełmus Skorupus na hulajnodze
Śpieszy z jajami na jednej nodze
                By dowieźć koszyk każdemu z Was
                Hełmus Skorupus zawsze na czas
Wiatr ma we słuchach i pod omykiem
Cholera jasna, a co z koszykiem?!
                Co to za trzaski i co za pisk taki?
                Z jajek wykluły mu się kurczaki!
Pisklęta kwilą, Skorupus w pędzie
Oj Wielkanocy chyba nie będzie
                Nagle olśnienie i myśl nagła taka
                Miast wpieprzać jaja hoduj kurczaka!
I z takim hasłem Skorupus jedzie
Wspomnijcie o nim dziś przy obiedzie
.

3255. Wielki Piątek

Sadownik:
Tylko popatrz, wszystko jasne,
moja alkoholiczko!

*

Jabłoń:
(już pod odpowiednią bramką jakiś czas)
Na lotnisku zawsze panuje to samo uczucie.
Według Ciebie jakie?

Sadownik:
Zniecierpliwienie.

Jabłoń pozostała zadziwiona odpowiedzią Sadownika, bo zawsze na lotniskach pławi się w nadziei.