wtorek, grudnia 05, 2017

2677. O kolejności

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     rozumieć†. poczuć‡.
     a potem czuć, by zrozumieć.
tylko to mnie leczy•.

______
† co mam zrobić.
‡ to, co dzieje się ze mną, gdy to robię (dokładnie, poprawnie, uważnie).
• w każdym aspekcie mojego życia.

*

Poprosiłam Oj Tè o wersję „–1” ćwiczenia, którego w bazowej wersji „zero” moje ciało ogarnąć nie może. Ja i moje ciało pozostajemy w zachwycie. Dla normalnego człowieka to żadne ćwiczenie, ale dla mnie jest w sam raz. Niełatwe, ale wykonalne — wyzwanie wzbudzające radość — ¡el reksio!


Tengo cuarenta y tres reksios:

2676.

na skraju drogi donikąd stanąć.
      wziąć głęboki wdech, a potem.
      wydech. wolno. z ulgą i wdzięcznością,
      że ja, tu, teraz.
na skraju drogi. niby donikąd.
      ruszam przecież w swoją drogę.

2675. Perliło się nam (V)

Działo się. Dużo. Intensywnie.
Trawiłam. Wchłaniałam.
Słowa musiały poczekać. Do dziś. Tych nie chciałabym zgubić.

// po-superwizyjna perełka:
gdy realizujesz swoje pragnienie,
odwiązujesz się od swojego krytyka wewnętrznego
*.

JiM

____________
* ma swoje miejsce tu :). może nawet powinien mieć swój znacznik.

piątek, grudnia 01, 2017

2674. U Orzeszka i Białego Kruka (XXIV)

W weekend u Orzeszka i Białego Kruka zachwycałam się pomysłem na zasuszenie badyla. Dziś Biały Kruk zaskoczył mnie wiadomością, że Suszek w wazoniku… zakwitł!

(fot. Biały Kruk)

2673. Boleśnie inteligentna szydera

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Należę do małego nieformalnego Klubu czytających regularnie Autora w Dużym Formacie. Nie dziwiło mnie więc wcale, jak któregoś pięknego dnia strzeliło mej osobie do łba, by upolować książkę tę, by ciut dłużej niż na kilku szpaltach półstrony pobyć w świecie Ostroumysłu.

Kilku bohaterów tej książki pochodzi z zacnej miejscowości Mąciwody, ale mąciwodą pierwszej klasy jest sam Autor, który bezczelnie i bezgranicznie używa intelektu nie na pohybel, lecz ku uciesze czytającej. Intelekt, w połączeniu ze spostrzegawczością oraz zdolnością do analizy i syntezy, jest zabójczą bronią — pomyślałam, gdy po raz kolejny natknęłam się w książce na termin robotnik biurowy. Jest to broń reglamentowana i ściśle koncesjonowana przez Naturę, która za nic ma arogancję władzy i majestat miłościwie nam panujących. Robotnik biurowy i wszystko wiadomo o czasach, w których przyszło nam żyć. Robotnik biurowy i wiesz, i „odwiedzieć” się już nie możesz, bo sensu nie dokleisz, nie dosztukujesz wizji, misji i podniosłego celu dźwigania na swych barkach świata, co z kolan sam z siebie powstać nie może.

Na przystawkę, danie główne, ale i deser pierwszy, drugi i ten ostatni Autor serwuje relacje w krzywym zwierciadle rzeczywistości — miodzio! Sam pomysł na cykl z zawartością tego samego składnika w finale każdego opowiadania — wyborny, by utrzymać się w konwencji uczty.

[…] od czasu boomu edukacyjnego student nie musiał wyglądać, jak dawniej student wyglądał, dziś student mógł wyglądać jak alfons, jak diler narkotykowy, jak kibol – zresztą niewątpliwie była wśród herosów boomu edukacyjnego mnogość dilerów i kiboli, koksiarzy i chuliganów, a przynajmniej tych, których głównym talentem była zaradność życiowa.

*

Zdarzało się, że do jego pracodawcy wpływały skargi od pasażerów na chamskiego kierowcę, ale pan Marek był zbyt cennym pracownikiem […]. Najwyżej kierownik zajezdni zdobywał się na przyjacielską reprymendę: „Weź, kurwa, Marek, spróbuj być, kurwa, czasami kulturalny, bo się, kurwa, w końcu ktoś z ratusza do nas dopierdoli; oni tam ochujeli ostatnio na punkcie komfortu mieszkańców, jakby, kurwa, nam się jakiś komfort pracy nie należał”.

*

[…] czysta bezczelność ich konstytuowała, bezczelnie się rozsiedli w wannie, bezczelnie patrzyli na niego i bezczelnie się uśmiechali, bez wątpienia bezczelnie szli przez życie i brali to, co im się należało, a także to, co im się nie należało, ponieważ uważali, że wszystko im się należy. Byli pięknymi chamami i pomyślał, że on nigdy chyba nie był bezczelny, zawsze nad bezczelnością górę brała nieśmiałość – niestety wynik domowego wychowania: jak się przez całą młodość słyszało, że się do niczego nie nadaje, to trudno wzbudzić w sobie bezczelność. […] Bardzo cierpiał z tego powodu, ponieważ jego niezrealizowanym marzeniem było zostać prawdziwym bezczelnym, egoistycznym chamem.
     Muszą dobrze się bawić w życiu, pomyślał, są pozbawieni uczuć wyższych, refleksji metafizycznej, nie interesuje ich teatr ani literatura, choć na pewno chodzą do kina albo oglądają filmy spiracone z sieci, są szczęśliwi.

*

Dla dobra nas wszystkich; dobro większości jest najważniejsze. […] Demokracja na tym polega, że większość ma rację i sprawiedliwość jest po stronie większości. […] sprawy zaszły za daleko, nie uchodziło tchórzyć, szło o wspólne dobro, demokracja polega na tym, że trzeba poświęcić jednostkę dla większości, a życie mieszkańców kamienicy było najważniejsze.

*

Byłem pięćdziesięcioletnim mężczyzną usiłującym sobie przypomnieć ciała koleżanek ze szkoły i byłem pięćdziesięcioletnią kobietą próbującą przywołać obraz własnego ciała sprzed ponad trzydziestu lat i oboje nic nie pamiętaliśmy.

*

     — Mariola! — zawołała matka. — Jak ty się wyrażasz; jak ty się zachowujesz! Przy rodzicach i przy księdzu!
     — To jest mój brat, a nie jakiś obcy ksiądz; z bratem mogę rozmawiać wprost i szczerze — odparowała Mariola.
     — To nie tylko twój brat, ale ksiądz, to jest duchowny, któremu należy się szacunek! — podniosła jeszcze trochę swój słaby głos matka, albowiem bardziej szanowała syna niż córkę. Bardziej także dlatego, że syn był duchownym; gdyby był kierowcą pekaesu, hydraulikiem bądź listonoszem, to też by go oczywiście kochała, ale na pewno o wiele mniej szanowała.
     Ojciec naturalnie milczał; milczał w sposób iście cmentarny, albowiem znajdował się na rozdrożu – duchowym i światopoglądowym
.

Krzysztof Varga, Egzorcyzmy księdza Wojciecha,
Wielka Litera, Warszawa 2017.

2672. Śniegu druga odsłona

jadąc tramwajem…

2671. Z pamiętnika Hipochondrii

(pierwsze cztery na przestrzeni kilku lat były równie znamienite i solidne)
Hipochondria Piąta:
(pisze do Wiedźm)
I nic nie bolało.
Strach ma ogroooomne oczyska.

Gepardzica:
No! Pięknie!
Czy można liczyć na miesiąc spokoju?
Czy jeszcze coś planujesz w tym roku?

Hipochondria Piąta:
(odczytała Sadownikowi słowa Gepardzicy)

Sadownik:
Celniej nie dało się tego ująć.

Jabłoń:
(jeszcze przed zabiegiem, rano w tramwaju,
została oświecona osobistą myślą, że przecież może wszystko
to, co robi, i jeszcze więcej, nie chorując wcale
)

wtorek, listopada 28, 2017

(2667+2). Niech! Toast za Krytyka Wewnętrznego

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Krytyk wewnętrzny jest jedną z moich ulubionych figur wewnętrznych. W moim przypadku facet, wyszczekany, spostrzegawczy i z refleksem, nie do zdarcia. Czasem się kumplujemy. Częściej z uśmiechem podstawia mi nogę, żebym przypadkiem nie przeoczyła, nie zachwyciła się zbyt. Bywa tu.

1517. Czasem? 2370. Często? 2206. Lubi… 2652, 2604, 2031, 1954, 1697.

Zagadał do mnie książką, odsłonił się, coś o sobie powiedział. Dziękuję, Stary!

Ile w tobie ambiwalencji, tyle mojej siły. Innymi środkami nie dysponuję.

Marek Nocny, Kontroler snów,
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2007.

(2667+1). Niech! Toast za drogę na osobisty Everest

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czasem nie jest łatwo. Czasem jest źle. Czasem Nadzieja opuszcza, Wiara bierze wolne i tylko Miłość trwa. Tak było wczoraj. A osobisty Everest… czeka!

Te kawałki wybrałam na drogę. Flauta nie trwa wiecznie.

Errare aude*
____________
* miej odwagę błądzić.

*

     — Czego panu tu szuka?
     — Wyjścia. — powiedział Rastaman.
     — Zawsze są różne wyjścia. Gdzie pan chce iść?

*

[…] warto obstawiać tylko to, co w ludziach najlepsze.

*

[…] w każdej minucie od nowa przechodząc do porządku nad niepewnością.

*

[…] właśnie tak, próbuj każdego sposobu i nie zniechęcaj się.

*

Wyjście, jeśli wierzyć Młodemu, powinno się znaleźć za sprawą samego szukania.

*

To się właśnie doskonale składa, że tak nic się nie składa.

Marek Nocny, Kontroler snów,
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2007.
(wyróżnienie własne)

2667. Niech! Toast za Magdalenę Tulli

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pierwsza. Wcale nie tak dawno. Druga. Trzecia. Zaraz po pierwszej. Czwarta. Tę, moją Szóstą, odłożyłam na rzecz Piątej. Wróciłam do Szóstej, skończyłam. Zostały jeszcze trzy. Jedna idzie pocztą, na dwie pozostałe przyjdzie jeszcze polować.

Magdalena Tulli w Pierwszej powiedziała Tej Książce: zgoda, napiszę cię, ale się na tobie nie podpiszę. I tak się stało. Dobrze, że się porozumiały, znalazły kompromis, bo to fantastyczna powieść. To książka, po której masz ochotę na każdą trudność, problem i wyzwanie, przed którymi postawiło Cię Twoje Życie — nie marudzisz, nie ociągasz się, masz apetyt na więcej! U mnie tak się stało.

Mniejsza o rynek reklamy. Idzie tu o coś więcej, o system krążenia dóbr i pieniędzy. O tempo kupowania i wyrzucania, które da się utrzymać dzięki powszechnemu uśpieniu. Na jawie ludzie potrzebują niewiele i pilnują swoich spraw. Za to uśpieni oddadzą ci bez oporu wszystko, czego zechcesz. A to dopiero początek.

*

„Nie pozwól, żeby używały cię przedmioty, których potrzebujesz”. Pozwalał, póki szukał nadziei w ucieczce. Lecz przecież istnieje coś takiego, co nie jest towarem i nigdy nim nie będzie. Tym czymś są jego własne, prawdziwe uczucia. Potrzeba tylko przytomności, żeby nie tracić z nimi kontaktu. Przytomności, a nie narkozy.

*

Ciąg luster z trzech stron, oszukańcze wrażenie nieskończonej przestrzeni […]. […]
     […]
     — Spójrz jak te lustra odbijają się jedne w drugich. Odbicia są nie rozdzielenia. Właśnie tak to działa. Ale w odbiciach nie ma wszystkiego. Poza nimi istnieją jeszcze emocje i pragnienia.

*

Wygrał ten, kto przegrał. I na odwrót.

*

Wszystko wygląda tu bardzo dobrze, póki się ignoruje szczegóły.

*

Człowiek nie umiera bez powodu. Nawet głupie drzewko bez powodu nie uschnie.

*

[…] jego myśl obmacywała bolące miejsce pozostałe po stracie: jaki jest stan tej rany? Zasklepia się ładnie czy może właśnie znów się odtworzyła? Co wypłynie dziś na wierzch: gniew, żal czy tęsknota?

Marek Nocny, Kontroler snów,
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2007.
(wyróżnienie własne)

niedziela, listopada 26, 2017

2666. Pułapka formalnej bliskości

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — Nie mogę — zakłopotany przyznał szczerze. Nie chciał ani chwili dłużej ty-kać czy być ty-kanym. — Gdy mówisz do mnie po imieniu, przekraczasz granicę mojej strefy osobistej…
     — Przecież jestem twoim bratem?
     — Bratem, nie rodziną
.

Co było dalej? Nie wiem. Obudziłam się.
Jak postanowili się do siebie zwracać? Nie dowiem się. Szkoda.