środa, sierpnia 15, 2018

2972. trzy słowa i… nowy świat

 wpis przeniesiony 9.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

trzy magiczne słowa:
wybór. wysiłek. odpoczynek.
pakiet — receptura — magiczna mikstura — wio.

*

wybór. zdziwiona jakby nielekko. bo wybór? ale jak to? szkoła, zawód, praca, miasto, partner — przecież już dawno zdecydowała. wybrała. amen. i kropka. znów wybierać? ale co? codziennie? każdego dnia częściej niż myśli?

wybór. taki przez malutkie wu. jakie poczucie wolności, a nie zasranego obowiązku, daje.

wysiłek. „sie wie”. ale! nie chodzi o taki, co stąd do wieczności, co zdrowie i przyjaciół zabiera.

wysiłek. trzydzieści sekund. piętnaście powtórzeń. pół godziny. ani grama więcej.

odpoczynek. obowiązkowy, nienegocjowalny, niewymienialny na „jeszcze tylko to”.

odpoczynek — mus, jeśli nie umiesz teraz inaczej, nim nie wejdzie ci w krew.

*

niektórzy musieli dwa razy nogę połamać, by odkryć i zrozumieć do szpiku kości ten schemat — żadnego z tych słów nie można wyrzucić, pominąć, przesunąć, powielić po wielokroć. to znaczy można, ale to nie najlepiej się skończy.

wio. ¡el reksio! też.


Tengo cincuenta y dos reksios:

2971. O smaku skończoności

 wpis przeniesiony 9.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Boli, gdy czyta się tę książkę. Dzięcięca naiwność granicząca z żelazną, bo dziecięcą, logiką, magiczne myślenie, ale też niedająca się oszukać dziecięco świeża spostrzegawczość. Boli. Dotyka czegoś w dorosłym życiu i doświadczeniu, nie pozwala przejść obojętnie obok. Po tej książce raczej się milczy, niż rozrzuca słowa. Boli. I tak ma być.

     — Ale to chyba nic złego bać się śmierci — powiedziałem.
     — To w ogóle nic złego bać się
.
     — Pani jest łatwiej, bo miała pani już dawno umrzeć.
     — Możliwe.
     — I naprawdę się pani nie boi śmierci?
     — Nie.
     — Bo ją pani widziała?
     — Bo na pewno przyjdzie. A teraz ważne jest, żebyśmy się skupili i zrobili najlepsze ciasto, na jakie nas stać
.
     — Ale tak naprawdę to co jest ważne?
     — Tak naprawdę w tej chwili nie ma nic ważniejszego od zrobienia ciasta.
     Dziwna kobieta, ale chyba faktycznie tak uważała
.

*

I jeszcze wykombinowałem, że skoro dziadek nie był Żydem, to zostaje połowa, tata też nie był i już jest ćwierć, więc jestem Żydem tylko w jednej czwartej, tyle że nie wiem, kim jest reszta mnie, no i do tego dochodzi bycie w całości Polakiem, bo ciotka mówiła, że Żydzi są i Amerykanami, i Holendrami, i kimś tam jeszcze. Nawet podobno Niemcami, ale to akurat nie może być prawda.

*

Leżałem, słuchałem nocy i myślałem, że chciałbym dorwać tego, kto to wszystko zaczął, tę sprawę z Żydami, Arabami, Polakami, Amerykanami i całą resztą. Kto był pierwszym Żydem i skąd o tym wiedział, albo kto go tak nazwał, bo przecież ktoś to wszystko kiedyś wymyślił.

*

Chciałem jej powiedzieć, żeby się nie martwiła. Tylko nie zawsze, jak coś czułem, to umiałem o tym powiedzieć, ale im bardziej czułem, tym bardziej chciałem mówić — wtedy czasami wybierałem inny temat, było tylko ważne, żeby też wywoływał emocje.
     — Jak się zabiła babcia?
     — Dlaczego chcesz to wiedzieć?
     — Czy w tej rodzinie, zanim ktoś mi odpowie, jeśli w ogóle, to musi pytać dlaczego
?

*

Zawsze myślałem, że tak już jest, że niektóre kobiety mieszkają z innymi kobietami, ale dopiero w szkole mi August powiedział ze śmiechem, że to są lesby i że tak samo jak pedałów, niektórzy ich nie lubią. Nie wiedział dlaczego. Wtedy mama zaprowadziła mnie do Estery, żebyśmy sobie porozmawiali o tym, kogo można kochać i że kogo się chce, jak się jest dorosłym, chociaż zawsze się znajdzie ktoś, komu to nie pasuje. Proste, temat skończony, potem do niego nie wracaliśmy, ale w szkole chłopaki czasami cały czas się wyzywają od pedałów, tyle że my z Augustem nie, przez ciotkę, bo ostatecznie jest w porządku.

*

     — To co, za zdrowie — powiedziała mama.
     — I za tych, co przeżyli — dodała pani Maria.
     — I za tych, co nie. — To dziadek
.

*

No i na chwilę mak zasiał ciszę, jak się mówi.

*

Czasami sobie myślę, że ten cały alshajmer to wcale nie taka głupia choroba, wygodna, bo człowiek spokojnie zapomina sobie, każdego dnia coś i coś, a przecież są takie rzeczy, których nikt nie chce pamiętać, i dziadek ma to po prostu z głowy, na dobre. A o całej reszcie już my mu przypomnimy.

*

Jak się ma za dużo, to nic nie jest ważne.

*

[…] patrzyliśmy raczej na siebie, tak żeby zobaczyć, co ten drugi robi, a nie, jak mu jest.

*

Nie wiedziałem, jak się mówi z mężczyzną o takich rzeczach, on zresztą też nie wiedział. W tym milczeniu między nami, w tym trzymaniu się obok siebie, pomimo tego, że zazwyczaj mieliśmy różne tempo, w tym, że szedłem poboczem, a on środkiem drogi, chociaż zawsze szedł drugim poboczem, było w tym wszystkim coś o miłości.

*

Czasami wydaje mi się, że nie poruszam się w czasie jak dawniej. Bo chociaż wszystko pędziło do przodu, kolejne dni i trawa na polu dziadka, to coś we mnie się zatrzymało. I było uparte, nie chciało już iść.
     Zimny wiatr ze środka, który czułem każdego dnia, zmieniał się w kamień, coraz cięższy i cięższy. Bo można umrzeć
.

*

     — Chcesz porozmawiać? — zapytała, wstawiając wodę na herbatę.
     — Gadaniem to się niczego nie załatwi. — Słyszałem, jak w szkole tak mówiła jedna nauczycielka do drugiej.
     — Przeciwnie.
     I miała na to kilka dowodów, bo uważała, że język jest pierwszy, w sensie nie w buzi, że słowami można zmienić świat
.

*

[…] w kolacji mieszkała przyszłość, ze swoimi obietnicami tego, jak inaczej mogą smakować potrawy, których nigdy nie jedliśmy.

Robert Rient, Duchy Jeremiego,
Wielka Litera, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

Ten ruch, na który nie mam wpływu, chociaż wydaje się łatwy. Zostawić za sobą kawałek podłogi i ruszyć dalej.

(tamże)

poniedziałek, sierpnia 13, 2018

2970. Szybkie recenzje

Jabłoń:
(przy niedzielnym deserze)
No! To Odznakę Ozdoby Ogniska Domowego zdobyłam!

Sadownik:
Gdybym miał kolorową drukarkę, wydrukowałbym ci dyplom.

*

Sadownik & Jabłoń:
(potem poszli do kina na „Zimną wojnę”,
zachwycili się zdjęciami i światłem,
a po wyjściu nawzajem zadali sobie pytanie
)
O czym właściwie był ten film?

2969. O polskim niewolnictwie

 wpis przeniesiony 9.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Konflikt izraelsko-palestyński mamy od jakiegoś czasu w ulu opanowany. Żyjemy ze sobą (szczęśliwie dość) wśród (pomimo?) zasadniczych różnic: temperaturowych (Sadownik zapina kurtkę przy –20ºC, Drzewko w wełnianych skarpetkach lata po ulu prawie cały rok), płci (mężczyzna i kobieta — to rodzi czasem wielkie konflikty!), czytelniczych (Sadownik głównie słucha książek, Drzewko obcuje z typografią).

Największą, dzielącą nas różnicą, są poglądy społeczno-ekonomiczne. Kompletnie nie wiem, jak to się stało, że mieszkam z zakutym neoliberalnym łbem, co oburza się na dodatkowe opodatkowanie zarobków powyżej miliona. Dolewam oliwy do ognia, pytając, jaki zawód daje rok w rok takie dochody i jakie za tym stoją korzyści dla całego społeczeństwa, bo chyba nie chodzi o pracę chirurga czy nauczyciela? I oboje rozpalamy się… Nie stać nas — peroruje Sadownik. A Szwecję po II Wojnie Światowej było stać? — pyta Drzewko. I płoniemy… Konsensusu na horyzoncie nie widać.

Judt stanąłby po mojej stronie — pomyślałam z przekąsem wczoraj, nim wróciłam do książki, o której poniżej.

fragment fot. źródło.

Zajmuję się ostatecznie tym, co zawsze chciałem robić — i jeszcze mi za to płacą. Większość ludzi nie ma takiego szczęścia. Praca w większości zawodów jest przeważnie uciążliwa, nie przynosi bogactwa ani nie zapewnia utrzymania. A jednak (jak nasi przodkowie z epoki wiktoriańskiej) znów uważamy bezrobocie za stan wstydliwy, coś w rodzaju skazy charakteru. Świetnie zarabiający spece są pierwsi do prawienia „księżniczkom na zasiłku” kazań o moralnej ohydzie finansowej zależności, niestosowności pobierania świadczeń z kasy publicznej oraz zaletach ciężkiej pracy. Powinni przez jakiś czas sami spróbować, jak smakuje.

*

Najlepszym miernikiem niewoli, w jakiej ideologia utrzymuje ludzi, jest ich zbiorowa niezdolność do wyobrażenia sobie innych rozwiązań. Świetnie wiemy, że ślepa wiara w nieregulowany rynek jest zabójcza. Bezwzględne stosowanie w słabych krajach rozwijających się postanowień znanych do niedawna jako „konsensus waszyngtoński”, kładących nacisk na surową politykę fiskalną, prywatyzację, niskie cła i deregulację, pozbawiło miliony ludzi środków utrzymania. Tymczasem rygorystyczne przestrzeganie „zasad handlowych” dotyczących dostępności podstawowych leków doprowadziło do znacznego skrócenia średniej długości życia w wielu regionach świata. Ale, jak głosi nieśmiertelna maksyma Margaret Thatcher, „nie ma innego wyjścia”.

Tony Judt, Pensjonat pamięci, przeł. Hanna Jankowka
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

Tak, chciałabym by Sadownik przeczytał książkę Szymaniaka. Nie ma jej jednak w audiobuku, więc na razie jestem bez szans. To książka nie o szaleństwie ekonomicznym ( I, II, III), lecz o neoniewolnictwie wyhodowanym w świetle rodzimego, kreatywnie podkręconego do granic możliwości, neoliberalizmu. To książka o patriotycznym, białym, polskim niewolnictwie, o świecie, w którym żyjemy Ty i ja, w którym najprawdopodobniej mamy „dużo lepiej”, a to oznacza, że przynajmniej nie powinniśmy zamykać oczu.

Książka obowiązkowa dla tych, którzy uważają, że na ich krwawicy pasą się bezdomni, bezrobotni i kobiety, które „dzięki” 500+ „zostały” w domu, czyli wykluczani. Ja kwituję te zapędy jednym zdaniem: zamień się, skoro to takie fantastyczne życie. Ale! Nie ma żadnego „ale”, zamień się! Choćby na tydzień.

Przez lata wmawiano nam, że ten, co daje pracę, jest dobroczyńcą, bohaterem narodowym, a ten, co łaskawie został zatrudniony, powinien być bezkrytyczny, wdzięczny i całować po rękach swojego pana. Teraz mamy efekty. Zysk jest ważniejszy od człowieka, a przecież nie tylko firmy, ale i pracownicy płacą podatki — mówi Iwona Mandat i zamyśla się na dłuższą chwilę. — Społeczeństwo tak nauczono, że jak ktoś zarabia mało, to na pewno jest niewykształcony i to jego wina, bo się mało uczył. Mówią mu: „Każdy jest kowalem swojego losu, jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”. W naszym kraju panuje przekonanie, że jak ktoś nie jest szefem firmy, to sam sobie winien, bo mógł się bardziej postarać. A życie nie jest takie czarno-białe — dodaje.

*

[…] siłą polskiej gospodarki jest jej słabość, czyli niskie koszty pracy. A na te składają się między innymi kiepskie wynagrodzenia, liczne umowy śmieciowe i brak pakietów socjalnych.

*

Z wyliczeń ekspertów Fundacji Kaleckiego wynika, że zwolnienia podatkowe w latach 1998–2013 we wszystkich specjalnych strefach ekonomicznych w Polsce wyniosły łącznie 14,6 miliarda złotych. Gdyby zaś zwolnienia podatkowe z lat 2010–2012 przeliczyć na utworzone miejsca pracy, to okazałoby się, że za jedno z nich z kieszeni podatnika zapłacono 139 tysięcy złotych.

*

Nie mamy prawa mówić. Nie mamy prawa mieć swojego zdania. Nie mamy prawa się popsuć. Mamy prawo zapierdalać — mówi Krzysztof. — Niedawno przyszedł do nas menedżer. Pochwalił nas, bo okazało się, że jesteśmy tańsi od Chińczyków i najwydajniejsi na świecie. Tylko że to się w żaden sposób nie przekłada na nasze wynagrodzenia. Na koniec powiedział, że czuje do nas respekt. Nie szacunek, ale respekt, bo tacy jesteśmy zajebiści.
     Arkadiusz uważa, że kiedy władzę w firmie przejęli Polacy, to Toyota zamieniła się w typowy polski zakład
.

*

Pan Henryk uważa, że Polacy robią zakupy tam, gdzie jest tanio, bo za mało zarabiają. Nie widzą jednak, że ich oszczędności wynikają głównie z tego, że sieci handlowe przerzuciły koszty na pracowników, dostawców i system emerytalny, a same mają się świetnie.

*

Obiecywali nam wolny rynek, równe szanse. Niewidzialna ręka wszystko wyreguluje. A potem wyszło, że ta niewidzialna ręka to pacynka sterowana przez tych, co mają pieniądz — dodaje.

*

Widzi pan, jak się tyle pracuje, to już się nie ma czasu na życie. Człowiek wraca do domu i jedyne, co chce, to spać. Ale i to nie zawsze można, bo przecież są obowiązki. A to zakupy trzeba zrobić, a to posprzątać, czasem gniazdko naprawić. Jak spać nie ma kiedy, to o książkach się nie myśli. Piramida Maslowa, panie.

*

— Myślałem, że w Polsce jest inaczej niż na Ukrainie, gdzie bogaty zawsze ma rację i wygrywa z biedniejszym, bo stać go na łapówki. Myślałem, że u was jest uczciwiej niż u nas. Myślałem, że wy macie Europę, że jesteście już Zachodem, ale wyszło, że jesteście Zachodem, ale dzikim — dodaje [Oleg].

*

Polski kapitalizm prawie każdego skrzywdził. Prekariusza, bo dał mu groszową płacę i poczucie, że jest śmieciem w oczach swojego pracodawcy, że jego praca jest nic niewarta, a na jego miejsce czeka 20 chętnych, więc jak się nie podoba, to wypierdalaj. Menedżera, bo dał mu duże pieniądze, poczucie wartości, ale zapędził w ciężką orkę, pracę non stop i poczucie, że skoro nie jesteś prekariuszem, zarabiasz 10 razy więcej niż wszyscy, to sprzedałeś duszę i musisz teraz odpracować ten cyrograf.

*

[prof. Andrzej Szahaj] Warszawa jest wielkim beneficjentem zmian i to jest paradoksalnie pewien problem dla Polski, bo polskie elity ekonomiczne, polityczne, naukowe i medialne żyją w miejscu, które odniosło wielki sukces. Z tego punktu widzenia trudno dostrzec, że nie wszędzie jest tak dobrze. Warszawa to taka bańka, przez którą trudno bez wysiłku się przebić i zobaczyć, co jest poza nią. A to często zupełnie inny świat.

Marek Szymaniak, Urobieni. Reportaże o pracy,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018.

niedziela, sierpnia 12, 2018

(2967+1). Chwila

 wpis przeniesiony 9.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

na suficie przy porannej kawie wypatrzone.

Każde miejsce może być głuszą w porównaniu z jakimś innym.

*

Co to znaczy być kochanym przez pociąg? Miłość, jak mi się wydaje, to taki stan, w którym człowiek jest sobą, czerpiąc z tego najgłębsze zadowolenie. Jeśli brzmi to paradoksalnie, przypomnijmy sobie przestrogę Rilkego: miłość polega na tym, że zostawiamy ukochanej osobie przestrzeń, w której może być sobą, zapewniając zarazem bezpieczeństwo, by mogło rozkwitać jej Ja. […] Najszczęśliwszy byłem wtedy, kiedy sam dokądś podążałem, a im dłużej to trwało, tym lepiej. Spacer sprawiał przyjemność, jazda rowerem — radość, fajnie było jechać autobusem. Ale pociąg zapewniał istny raj.

*

Najbardziej chyba przygnębiającym skutkiem mojego schorzenia – bardziej nawet przytłaczającym niż jego konkretne, codzienne objawy — jest świadomość, że już nigdy nie pojadę pociągiem. Ciąży mi ona jak wieko z ołowiu, wtłaczając mnie coraz głębiej w ponurą świadomość końca, jaka towarzyszy naprawdę śmiertelnej chorobie: zdaję sobie sprawę, że niektórych rzeczy nigdy już nie będzie. To coś więcej niż utrata przyjemności, odebranie wolności, a szczególnie nowych doświadczeń. Jak się wyraził Rilke, jest to utrata siebie — a przynajmniej tej lepszej części siebie, która najłatwiej odnajdywała spokój i zadowolenie. Nie będzie już Waterloo, wiejskich stacyjek, nie będzie samotności. Nie będzie stawania się, tylko niekończące się trwanie.

Tony Judt, Pensjonat pamięci, przeł. Hanna Jankowka
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

2967. O żeż, co za książka!

 wpis przeniesiony 9.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czysty przypadek. A może synchroniczność? W środku tego tygodnia statystyki ibukowego portalu „doniosły”, że Judt się kupuje, zaznacza do upolowania. Judt? Nie, książek historycznych nie czytam — splot neuronów zupełnie nie mój. Co mnie podkusiło, by klik, klik i dowiedzieć się, że ta książka, to wydawnictwo, tylko sześć lat temu, czyli wydawniczy wiek temu? Nie wiem, ale klik, klik, na stronie wydawnictwa poznawczy error — że książka w papierzu niedostępna (rozumiem), i… że ibuk niedostępny też, cóż to znaczy? W desperacji w przeszukiwarkę isbn ibuka wklepałam wraz z frazą „gdzie mogę kupić” i… dziewictwo złodziejskie stracone — mam książkę za jednym klik (a nie klik, klik, blik) na dysku, tyle że w pedeefie — nie byłam brzydliwa, skoro inaczej się nie da (dziwny ten kapitalizm).

„Mężczyzna musi być twarda” głosi stereotyp… dzięki Bogu niektórych stereotypy nie interesują. Historyk… gatunek człowieka zupełnie mi nieznany i niespotykany w moich drzewnych światach i powidokach. I masz! Tak pięknej i tak mądrej książki — delikatnością, wrażliwością i intelektem pisanej — nie czytałam od wieków wydawniczych. Łzy wzruszenia, śmiech, zaduma — wszystko było. Wciąż jest!

Wszystko było, również niezgoda z perspektywą Autora w jednym z rozdziałów. Wszystko umożliwił cudownie deszczowy dzień — niezbędna wczoraj synchroniczność?

Dla mnie najmilszą częścią zimowych wakacji były zawsze wczesne popołudnia, kiedy porzucało się monotonne rozrywki na śniegu na rzecz ciężkich foteli, gorącego wina, treściwego wiejskiego jadła i długich wieczorów spędzanych we wspólnej sali, gdzie można się było odprężyć w towarzystwie obcych ludzi. […] Podczas tamtych wakacji [Rachel Roberts] nauczyła mnie pokera, różnych sztuczek z kartami oraz tylu brzydkich słów, że nie starczyło mi czasu, żeby je zapomnieć.

*

Co noc, przez kolejne dni, tygodnie, miesiące, a teraz już ponad rok, wracam do tego pensjonatu. Przemierzam znajome krótkie korytarze z wytartymi kamiennymi stopniami, zasiadam w jednym z dwóch, a może trzech foteli — tak się pomyślnie składa, że nikt ich nie zdążył zająć. I wtedy, gdy z życzenia z dość niezawodną pewnością rodzi się myśl, wyczarowuję, segreguję i porządkuję opowieść, wywód albo przykład, które planuję wykorzystać w czymś, co napiszę następnego dnia.

*

Kto w takich warunkach potrafiłby się lepiej spisać? Odpowiedź brzmi oczywiście „lepszy ja” i zaskakujące, jak często życzymy sobie, żeby być lepszą wersją nas samych, wiedząc aż nazbyt dobrze, jak trudno było się stać tym, kim jesteśmy.

*

O wartości tych szkiców przesądza zasadniczo impresjonistyczny efekt: fakt, że udało mi się powiązać i przepleść prywatne z publicznym, wyrozumowane z intuicyjnym, przypomniane z odczuwanym.

*

Nie traci się̨ chęci, żeby się̨ przeciągnąć, schylić, wstać, położyć, pobiec, czy nawet pogimnastykować. Kiedy jednak przychodzi taka ochota, nie jesteś w stanie nic, dosłownie nic zrobić, możesz tylko szukać jakiejś drobnej namiastki albo znaleźć sposób na stłumienie tej myśli i towarzyszącej jej pamięci mięśni.

*

Przyjemności, jakie daje lotność umysłu, są znacznie przeceniane — jak się teraz przekonuję — przez tych, którzy nie muszą polegać wyłącznie na nich. To samo można powiedzieć o dyktowanych dobrymi intencjami zachętach do poszukiwania niefizycznej kompensacji fizycznej niemocy. Daremne starania. Strata jest stratą, nic nie zyskamy, nadając jej przyjemniejszą nazwę. Moje noce są ciekawe, ale mógłbym obejść się bez nich.

*

Tony Judt
(1948–2010)

fot. źródło.

*

[…] przez trzy pokolenia uczniów zwany: „Joe”. Ten wychudły mizantrop miał za sobą jakieś nieokreślone przejścia wojenne — albo to my tak tłumaczyliśmy sobie jego nieprzewidywalne nastroje i pozorny brak poczucia humoru. Tak się składało, że Joe miał sardoniczne wyczucie absurdu i, jak się później przekonałem, był bardzo ludzki. Ale jego wygląd zewnętrzny – całe metr osiemdziesiąt, od za dużych półbutów do rozczochranych, przerzedzonych włosów — budził strach w nastoletnich chłopcach, co dla pedagoga było nieocenionym atutem.

*

Nie było pochwał, nie było ciepłej, mętnej poufałości, nic nie łagodziło ciosu, który miał nastąpić. Joe zamaszystym krokiem podchodził do stołu, ciskał książki, a sam rzucał się do tablicy (albo rzucał kredą w któregoś z nie dość uważnych uczniów) i dawał z siebie wszystko: pięćdziesiąt minut intensywnej, nieprzerwanej, skoncentrowanej lekcji języka.

*

Dziś ktoś taki jak Joe nie mógłby funkcjonować. Miał szczęście, że nie musiał zarabiać na życie uczeniem we współczesnej szkole średniej — nawet jak na tamtą epokę był haniebnie niepoprawny politycznie. Świetnie rozumiejąc, że jedyną konkurencją dla jego monopolu na naszą uwagę może być zainteresowanie płcią przeciwną, brutalnie tłumił nasze kiełkujące popędy: „Jeśli chcecie dokazywać z dziewczynami, nie marnujcie mojego czasu! Możecie je mieć, kiedy zechcecie, ale tu macie jedyną szansę na nauczenie się języka, a jednego z drugim nie da się pogodzić. Jak zobaczę któregoś z dziewczyną, fora ze dwora!”.

*

Zdumiewająco wielu z nas podjęło pracę w zawodach odpowiadających naszym talentom i zainteresowaniom, które wcześnie dały znać o sobie. Rocznik 1966 wyróżnił się, jeśli chodzi o wybór drogi zawodowej: ani przedtem, ani potem nie było grupy, z której tak wielu znalazło zatrudnienie w oświacie, służbie publicznej, dziennikarstwie wysokich lotów, kulturze i wolnych zawodach nieprzynoszących dużego zysku.

*

[…] uważnie wysłuchał wszystkiego, co miałem do powiedzenia, traktując to nadzwyczaj poważnie, po czym spokojnie i stanowczo dokonał krytycznego rozbioru w sposób, który mogłem zarówno zaakceptować, jak i uszanować.
     Na tym polega uczenie, a także określony rodzaj liberalizmu — taki, który w dobrej wierze podejmuje dyskusję z krytycznymi (lub zwyczajnie błędnymi) opiniami mieszczącymi się w szerokim spektrum politycznym.

*

Równość szans i równość wyników to nie to samo. […]
 Moje pokolenie uważało się za radykalne, a zarazem elitarne. Jeśli wydaje się to sprzeczne, to jest to niekonsekwencja wywodząca się z określonej odmiany liberalizmu, którą przyswajaliśmy sobie w trakcie naszych studiów. Tak właśnie niekonsekwentny był patrycjusz Keynes, kiedy dla dobra ogółu finansował Royal Ballet i zakładał Arts Council, pilnując przy tym, by obiema instytucjami kierowali prawdziwi znawcy. Jest to niekonsekwencja merytokracji: dać każdemu szansę, po czym zapewniać przywileje utalentowanym.

*

Już niedługo przekładanie istnienia na myśl, myśli na słowa, a słów na porozumienie stanie się dla mnie zbyt trudne. Będę uwięziony w retorycznym krajobrazie swoich wewnętrznych refleksji.
 Choć bardziej dziś współczuję ludziom zmuszonym do milczenia, nadal pogardzam kulawym językiem. Gdy sam nie mogę się już komunikować z otoczeniem, bardziej niż kiedykolwiek doceniam znaczenie aktywnej komunikacji dla życia społecznego: jest nie tylko środkiem, dzięki któremu tworzymy wspólnotę, ale i częścią tego, co wspólnota oznacza. Bogactwo słów, w jakim zostałem wychowany, stanowiło samo w sobie publiczną przestrzeń, a odpowiednio zachowanych publicznych przestrzeni właśnie nam dzisiaj brakuje. Jeśli słowa zniszczeją, co je zastąpi? Są wszystkim, co mamy.

*

Jedni mężczyźni zmieniają żony. Niektórzy zmieniają samochody. Jeszcze inni zmieniają płeć. W kryzysie wieku średniego chodzi o to, by robiąc coś szokująco odmiennego, wykazać, że młodość jeszcze trwa. „Odmienny” to co prawda pojęcie względne — ktoś, kto zmaga się z takim kryzysem, robi przeważnie to samo co wszyscy inni, i stąd wiemy, że mamy do czynienia z kryzysem wieku średniego. Mój się jednak trochę różnił. […] Poradziłem sobie wszakże na swój sposób. Nauczyłem się czeskiego.

*

[…] dzięki nauce czeskiego stałem się zupełnie innym naukowcem, historykiem i człowiekiem. Czy byłoby inaczej, gdybym na przykład wybrał język polski? Moi przyjaciele z pewnością tak uważali — dla nich czeski był  m a ł y m  językiem słowiańskim (podobnie rosyjscy koledzy wyrażali się później o polskim). W sposób niewytłumaczalny wybrałem specjalizację w czymś, co dla nich było odpowiednikiem, dajmy na to, historii Walii. Ja odczuwałem to inaczej — specyficznie polskie (lub rosyjskie) poczucie kulturalnej wielkości było czymś, czego właśnie chciałem uniknąć. Wolałem takie typowo czeskie cechy, jak zwątpienie, kulturowa niepewność, sceptyczna autoironia.

Tony Judt, Pensjonat pamięci, przeł. Hanna Jankowka
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

Nasza wiedza o ruchach ideologicznych i politycznych wystarczy, by nieufnie traktować wykluczającą solidarność we wszystkich jej odmianach. Należy dystansować się nie tylko od jawnie niesympatycznych izmów — faszyzmu, jingoizmu, szowinizmu — ale i od bardziej kuszących wersji: oczywiście komunizmu, lecz także nacjonalizmu i syjonizmu. Jest jeszcze duma narodowa. Dwieście lat z górą po tym, jak po raz pierwszy sformułował to Samuel Johnson, patriotyzm — o czym może zaświadczyć każdy, kto ostatnią dekadę spędził w Ameryce — wciąż stanowi ostatnie schronienie łajdaka.

*

[…] zdecydowane, bezwarunkowe rodzaje lojalności – wobec kraju, Boga, idei czy człowieka – zaczęły mnie przerażać. Cienka powłoka cywilizacji zależy od iluzorycznej być może wiary w nasze wspólne człowieczeństwo. Czy jest jednak iluzoryczna, czy też nie, dobrze będzie się jej trzymać. Ta właśnie wiara — hamująca złe postępki — pierwsza pada ofiarą wojen lub zamieszek.
 Przypuszczam, że wkraczamy w niespokojny czas. Nie tylko terroryści, bankierzy czy klimat zniszczą nasze poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Sama globalizacja — ta „płaska” ziemia z tak wielu fantazji o pokoju — stanie się źródłem strachu i niepewności dla miliardów ludzi, którzy zwrócą się do swoich przywódców o obronę.

*

Dziś powiedzielibyśmy, że urodzili się [dziadkowie Autora] w krajach, które później stały się Polską i Litwą. Żadne z tych nowo powstałych państw nie podałoby ręki – a tym bardziej nie przyznało obywatelstwa — parze belgijskich Żydów.

*

Pamięć to kiepska podstawa dla zbiorowego przedsięwzięcia.

(tamże)

sobota, sierpnia 11, 2018

2966. O empatii

Statystycznie ja i mój pies mamy po trzy nogi.
Autor(ka) mi nieznan(y/a).

Jabłoń:
(filozoficznie, po tym, gdy przekonywała, że się stara)
Statystystycznie każde z nas złamało nogę raz.

Sadownik:
Ale to ja dwa razy byłem w czarnej dupie!

piątek, sierpnia 10, 2018

2965. Piękna akcja

Tramwajem po długiej przerwie daleko jechałam i spotkałam takie cuda. Maria Skłodowska-Curie była process workerką!

Niczego w życiu nie należy się bać,
należy to tylko zrozumieć.

Maria Skłodowska-Curie

*

2964. O ekonomicznym szaleństwie (III)

 wpis przeniesiony 9.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Upolowałam wiele miesięcy temu. Dwie próby podejścia zrobiłam — odpadłam. Trzecia próbę podjęłam, bo poluję i ostrzę zęby na najnowszą książkę o polskiej pracy. Trzecia próba nie uchroniła mnie przed tym, że znów w jednym z rozdziałów odpadłam. Wróciłam. Skończyłam.

To trzecia książka o tej tematyce, która ukazała się w roku 2017 (pierwsza, druga). Ile jeszcze musi się ich ukazać, by wrócił rozum? Ile upłynie wody w Wiśle, nim zaczniemy odmieniać przez wszystkie przypadki słowo „człowiek” zamiast rzeczownika „przedsiębiorca”?

Anonimowy urzędnik: — Są specjalistami w radzeniu sobie w życiu, chwała im za to.
     Adam Mrozowicki
[socjolog z UW] aż takim optymistą nie jest.
     — Dobrze, pracują, zarabiają pieniądze. Ale twierdzenie, że to jest taka praca jak każda inna, kiedy ktoś jedzie dorywczo pracować za granicę czy zbiera runo leśne, to trochę pokazuje, jak bardzo upadliśmy, myśląc o tym, czym jest praca
.

*

Przez lata naukowcy, ekonomiści i socjologowie powtarzali, że Polacy są mało mobilni, że nie są skłonni się przeprowadzać za pracą, że nie znają języków i są słabo wykształceni. Do tego mało przedsiębiorczy, a przedsiębiorczość miała być plastrem na wszystkie rany po transformacji. […]
     Ale te mity dziś się wyczerpują.
     — No bo już wyjeżdżaliśmy, już wróciliśmy, już firmy zakładaliśmy, już się wykształciliśmy i co jeszcze mamy zrobić, żeby było normalnie? — zastanawia się Mrozowicki
. — A może normalnie już było i nie będzie?

*

Gdyby zwolnienia lekarskie liczyć w dniach — a ZUS tak je właśnie zlicza — w 2016 roku mężczyźni wykorzystali cztery miliony dni zwolnień L4 na korzonki.
     Kobiety trochę mniej, ponad trzy miliony. Za to zwolnienia z powodu opieki położniczej to ponad dwadzieścia milionów dni
.

*

Czytałam o tym w gazetach i na biznesowych portalach:
     w Polsce spada bezrobocie,
     w Polsce nie ma bezrobocia,
     w Polsce bezrobocie jest najniższe od dwudziestu pięciu lat.
     Niektórzy dodawali, że praca leży na ulicy i że nie pracuje tylko ten, kto nie chce.
     Tylko że te słowa nic nie znaczą
.

*

Bezrobocia nie ma.
     Nie ma więc miliona trzystu osób, które są zarejestrowane w urzędach pracy.
     Nie ma również ponad dwóch milionów osób, które wyjechały z Polski i pracują w którymś z krajów Unii Europejskiej. To ostrożne szacunki, bo GUS wlicza do swoich statystyk tylko tych, którzy wyjechali na dłużej niż trzy miesiące.
     Mniej więcej tyle samo, ile osób bezrobotnych, jest pracowników, których wynagrodzenie nie przekracza najniższej krajowej: milion trzysta osób, czyli trzynaście procent wszystkich zatrudnionych, dostaje pensję minimalną. Milion trzysta to chyba jakaś stała wartość na polskim rynku pracy, bo dokładnie tyle samo jest osób, z którymi w 2015 roku podpisano umowę o dzieło albo zlecenie i które jednocześnie nie były zatrudnione nigdzie indziej
.

*

Pracodawcy od jakichś dwóch–trzech lat coraz głośniej powtarzają, że nie mogą znaleźć rąk do pracy. To ich zdaniem świadczy o tym, że jest rynek pracownika.
     […]
     — Tu, w Wielkopolsce, jest rynek pracownika — usłyszałam w fabryce Amiki we Wronkach.
     — A ile płacicie?
     — Minimalną
.

*

Według prognoz emerytury wypłacane z ZUS będą coraz niższe. To jest problem. O tym się mówi, o tym się pisze. Za to mało kto zadaje pytanie, w jakim stopniu uśmieciowienie umów przełoży się kiedyś na zdrowie ludzi, którzy mają dziś lat dwadzieścia czy trzydzieści.

*

Praca widziana okiem fotografów wstawiających stockowe zdjęcia ilustracyjne to dużo śmiechu, dużo kawy i ładni ludzie w marynarkach dobranych pod kolor biurka.

*

Kiedy się szuka synonimu dla słowa „praca”, internetowe słowniki podpowiadają: aktywność, babranina, harówa, chleb, dłubanina, dorobek, działalność, dzieło życia, harówka, katorga, kierat, krwawica, krzątanina, orka, papranina, partanina, produkcja, radosna twórczość, mitręga, trud, znój, wysiłek, zachód, obciążenie, obowiązek, służba, rola, zadanie, zaangażowanie, cel, misja.
     Słowo „pracować” też ma swoje synonimy: chałturzyć, chodzić jak koń w kieracie, harować jak dziki osioł, harować jak koń, jak wół, jak cała trzoda, krzątać się, mozolić, orać, robić, ryć, ślęczeć, trudnić się, zachrzaniać, zapieprzać.
     Zwyczajne „mieć pracę” również się pojawia, ale określeń nacechowanych negatywnie jest więcej
.

Olga Gitkiewicz, Nie hańbi,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2017.

czwartek, sierpnia 09, 2018

2963. Miniczytanie

 wpis przeniesiony 9.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Te miniaturki mają ponad ćwierć wieku. Za niecały tydzień piąta rocznica śmierci Autora — nie mógł przewidzieć jednego czy drugiego misiewicza. Nie wiedział, że nie może, więc to zrobił. W efekcie nie sposób nie widzieć w tych drobiazgach polityki+. Nie ma w tej książce nazwisk, ale nie da się nie wypatrzeć kompetencji wielu ministrów+ i pełniącego obowiązki+ prezydenta.

     — Panowie — powiedział Prezes. — Nie ma już co dłużej ukrywać. My, Zarząd Spółdzielni „Jasna Przyszłość”, jesteśmy organizacją przestępczą.
     […]
     — A gdybyśmy się potępili z całą stanowczością?
     — To też już było i też za mało. Teraz trzeba radykalnie. Proponuję, abyśmy się rozwiązali.
     — A jak nas złapią?
     — Nie ma obawy. Zawiążemy się z powrotem jako Komisja do Badania Przestępczej Działalności Zarządu Spółdzielni
Jasna Przyszłość”.

*

Zastaliśmy poetę, kiedy akurat wylegiwał się na kanapie. Jakby nie wiedział, że na miękkim się marnuje.
     — Dobrze się czujesz? — zapytał Prezes chytrze.
     — Dziękuję, nieźle.
     — A co, nie mówiłem? — zawołał Referent tryumfalnie. — Nic dziwnego, że nie tworzy
.

*

     — Ja po angielsku — zgłosił się Referent.
     — No więc słuchamy
.
     — Okej — powiedział Referent, po czym napił się wody i zamyślił się.
     — Dlaczego pan nic nie mówi? Czekamy.
     — Właśnie powiedziałem, to było po angielsku.
     — Ale może coś jeszcze

     — Video, bisnes, fifty fifty… — rozgadał się Referent.

*

Staliśmy wszyscy przy barze zajęci konsumpcją produkcji.
     — Wiosna idzie — powiedział Księgowy.
     — Skąd wiesz? — zapytaliśmy zdziwieni. — Przecież mamy dopiero połowę maja.
     — Jak to skąd, z obserwacji przyrody: wódkę podają coraz cieplejszą
.

*

Nasz Prezes obchodził imieniny. W celu upamiętnienia postanowiliśmy zasadzić dąb imienia Prezesa.
     Jak to będzie miło, kiedy przyszłe pokolenia popatrzą na dąb i pomyślą o Prezesie. A dąb będzie szumiał o dawnych czasach, kiedy to żył nasz Prezes
.
     […]
     Na drugi dzień patrzymy przez okno jak zwykle i widzimy, że koło drzewka kręci się pies. Dobre pół godziny trzymał nas w napięciu, a potem obwąchał drzewko i zbezcześcił.


// Edward Dziewoński, Dąb dla prezesa,
// podesłał Biały Kruk, obdarowany książką i obietnicą śmiechu do łez.

*

Pewnego razu poszedłem do lokalu o złej reputacji, ponieważ chciałem dać zły przykład młodzieży. Stoję więc przy barze i daję.

*

     — W poczekalni siedzi dziwny klient. Ani się nie dopomina, żeby go wpuścić do Prezesa, ani nie narzeka, że tak powoli załatwiamy. Co mam robić?

*

Tymczasem zaczęliśmy tracić prestiż.

*

[…] bo Prezes rzeczywiście zadoił pierwszorzędnie. Ale mimo to żadnych rezultatów nie było.
     — Niemleczna, czy co? — zdziwił się Prezes i otarł pot z czoła.
     — Wtedy jeden chłop starszawy odchrząknął, przestąpił z nogi na nogę i powiedział nieśmiało:
     — Ta, panie, przecież to jest byk!
     — A, to przepraszam — powiedział Prezes i przestał.
     Do miasta wróciliśmy w milczeniu. Jednak wszystko zależy od tego, kogo się doi
.

*

Dyskusja trwała, ale nie obiecywała wyników.

*

Otworzyli u nas na rynku strzelnicę sportową. Jeden strzał pięćdziesiąt groszy. Można wygrać Kościuszkę z gipsu, kota, a nawet butelkę wina z borówek eksportowych.
     Kościuszko nas nie interesował, choć owszem, dzielny był wódz. Kot także nieciekawy. Natomiast wino przyciągnęło naszą uwagę.
     — Opłaci się — obliczył Księgowy. — Butelka wina za pięćdziesiąt groszy. To lepsze niż dobrobyt. Za sto złotych dwieście butelek. Wystarczy na dwa do trzech dni. Który z kolegów dobrze strzela
?

*

     — Nie oglądaj się na niego... — szepnął Referent. — To zwraca uwagę.
     — Kiedy on
[pies] się nie patrzy.
     — Nie patrzy się, bo ćwiczony.
     Pies leżał koło studni, tyłem do nas i nie odwracał głowy. To potwierdziło nasze podejrzenia
.

*

Wezwał nas Prezes i oznajmił:
     — Panowie! Ważna inwestycja, założą nam windę.
     Zdziwiliśmy się początkowo, bo u nas był tylko parter.
     — Trudno — oświadczył Prezes. — Modernizacja. Nie możemy się uchylać
.


Edward Dziewoński, Winda.

Sławomir Mrożek, Czekoladki dla Prezesa,
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

środa, sierpnia 08, 2018

2962. O szczelinach też

 wpis przeniesiony 9.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Niecałe trzy tygodnie temu kucharząc, słuchałam rozmowy z moją ulubioną tłumaczką z języka szwedzkiego. Natychmiast zaznaczyłam książkę do upolowania, mając w garści jeszcze jeden argument: dystopia (mniam, mniam). Chwilę trwało, ale upolowałam ją w niedzielę i zaczęłam z nią nowy tydzień.

To książka o grupowym strachu, który do szaleństwa prowadzi. To książka o próbie kontrolowania tego strachu przez władzę (choćby chwilową, wynikającą z przemocy). Ale są w tej książce również szczeliny wypełnione delikatnością, nadzieją, miłością, dobrocią, choćby przez ułamek sekundy, między dwoma zdaniami.

     — Trochę się jednak boję, wiesz? — powiedziałem.
     — Czego?
     — Tego, jak wygląda świat
.

*

     — Dlaczego tu przyjechałaś? — wyszeptałem w szczelinę w kamieniu.
     Nigdy nie opowiadała mi zbyt wiele o podróży tutaj ani o rodzinie, którą zostawiła w Gambii. Z tego, co wiedziałem, przemierzyła nielegalnie Morze Śródziemne i gdy w meczecie modliliśmy się za rodziny członków zgromadzenia, które zginęły podczas podobnych przepraw, zawsze potem płakała, bezradnie przy tym zawodząc
.

*

Kraj, co do którego nie miałem pewności, czy wystarczy mi odwagi, by w nim zostać. Nie byłem tylko drugim pokoleniem, które szukało dla siebie przyszłości na zachodnich ekranach. Nosiłem w sobie odłamki innego świata, innej gramatyki porządkującej czas i miejsce. Byłem muzułmaninem i w ciągu ostatnich lat zaczynałem wierzyć, że w Szwecji czyniło to ze mnie potwora.

*

     Jestem tobą. To o tym miałeś pamiętać.
     Jesteśmy tym samym
.

*

Rozpoznawałem w jej sposobie mówienia coś, co przypominało moją mamę i inne osoby z jej pokolenia — tych, którzy myśleli, że mogą tu przyjechać i stać się Szwedami, w przeciwieństwie do nas, ich dzieci.

*

Isra mówiła, że żyjemy w czasach, w których każdy kamień na ziemi był świadkiem tylu ludzkich okrucieństw, że mógłby rozpaść się na kawałki.

*

Zwróciła uwagę, że przyglądam się dywanowi leżącemu pod stolikiem. Miał skomplikowany geometryczny czerwono-czarny wzór i był chyba jedyną rzeczą w pokoju, która nie symbolizowała szwedzkiej wyższej klasy średniej.
     — Nomadowie w górach tkali go na krosnach, które składali za każdym razem, gdy się przenosili — wyjaśniła. — Dlatego są na nim pewne nieregularności. — Pokazała na kilka linii, które nie były do końca symetryczne. — Przywieźliśmy go ze sobą z naszego mieszkania w Damaszku
.
     […]
     — Możliwe, że wszyscy uchodźcy są trochę szaleni. — Roześmiała się, ale nie było w tym radości. — Ponieważ straciliśmy świat, który nadawał nam sens.

*

Gdy tak siedziałem, czułem chłód przenikający świat. Cokolwiek bym powiedział, byłoby kłamstwem. Cokolwiek bym powiedział, byłoby prawdą.

*

Czy nie istniała na tym świecie siła, która biegła głębiej niż wierzchnia warstwa wydarzeń?

*

[…] wpatrywała się we mnie z jakiegoś utraconego miejsca w swoim wnętrzu.

*

     — Jesteśmy wierszem miłosnym — powiedziała. — Wiesz o tym?

*

„Wiersz miłosny od Boga”, wyszeptałem, i zwierzę zniknęło w zaroślach w kilku zgrabnych podskokach. Córka spojrzała na zimne cienie drzew.
     — Czy wszystkie zwierzęta są wierszami miłosnymi? — zapytała
.

*

Czy kiedykolwiek poszukiwałeś
zaginionej połówki?
fragmentu, który nie jest kształtny,
elegancki, prosty.
Ale połówki brzydkiej, ciężkiej, szorstkiej
.

Shailja Patel, Migritude

*

Rozłożyliśmy plandeki, ponieważ dywaniki modlitewne były symbolami religijnymi i jako takie były zabronione. Usiadłam i poczułam wiatr na twarzy. […] Modliłam się bez słów, siedziałam z dłońmi złożonymi w miseczkę i wysyłałam wszystko w górę.

*

[w sali modlitw] Przycisnąłem czoło do dywanu. Uległość lejącej się wody, oderwanie od siebie samego.

*

[…] rozczulające marzenia o męczeństwie, ostatecznie tak fałszywe. Nie potrafi nawet objąć myślą swojego własnego końca. Czuje ciężar wnętrzności naciskających na miednicę.

*

Wściekłość to tylko teatr, próba nadania sensu.

Johannes Anyuru, Utoną we łzach swoich matek,
przeł. Dominika Górecka, Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

Któregoś dnia wczesnym latem na lotnisku na obrzeżach Tokio w latach pięćdziesiątych pojawiła się kobieta z paszportem wystawionym przez nieistniejący kraj. Kiedy celnik zwrócił jej na to uwagę, poprosiła go o atlas, otworzyła na stronie z Europą i przesunęła palcem wzdłuż granicy hiszpańsko-francuskiej. Twierdziła, że jej ojczyzna znajduje się gdzieś na wysokości Andory, i bardzo się zdenerwowała, nie mogąc jej znaleźć. Jej paszport był zużyty, pełen pieczątek z wielu lotnisk, mówiła w kilku językach i miała różne europejskie waluty w portfelu. Wezwano policję. Gdy zajęli się sprawdzaniem jej rzeczy osobistych, zamknęli ją w pokoju na lotnisku, ponieważ wpadła w histerię, że jej kraj rodzinny najwyraźniej przestał istnieć.
     Gdy po jakiejś godzinie otworzyli drzwi pokoju, kobieta zniknęła bez śladu.
     Podobne zdarzenia miały miejsce kilkakrotnie w ciągu kolejnych dekad. Ludzie opowiadali szczegółowo i wiarygodnie o krajach, których nie było. Za każdym razem, gdy czytałem którąś z tych historii, myślałem o tym, jak straszna musi to być samotność: nie móc dzielić swojego świata z nikim innym
.

(tamże)

poniedziałek, sierpnia 06, 2018

2960. Bliźniacze czytanie

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dwa tygodnie temu o tej książce nie miałam pojęcia. Prawie dwa tygodnie temu Bliźniacza Liczba i Zalo zamontowali nową półkę na książki, likwidując w ten sposób stosik książek w papierzu. Powieść, która na Bliźniaczej Liczbie wrażenie zrobiła, odnalazła się w dwóch egzemplarzach — oba po hiszpańsku, dla mnie: niestety. Klik, klik, Bliźniacza Liczba wyklikała i podarowała mi tę książkę w ibuku, w języku polskim.

Bliźniaczo, co wcale mnie nie zdziwiło, jestem książką zachwycona. Pod jej koniec przyszło mi do głowy: jakie przekonanie, idea zmarnowały nam kawałek życia? Przekonania, idee, które mamiły upragnioną normalnością lub przynależnością do grupy, społeczności? W czasach mojej młodości były to wkrętki dotyczące kobiecości, męskości — ha, ha, hi, hi! Dzisiejsza młodzież ma jeszcze do dyspozycji patriotyzm, wyklęty.

Jeśli chodzi o tłumaczenie, nie bardzo rozumiem, nawet teraz po książce, czym jest i jaką pełni rolę zabieg polegający na tym, że bohaterzy nie chodzą po ulicach Lasarte, López Allué czy Añorga, tylko po calles.

Ostrzec należy, że słowniczek słów baskijskich na końcu do szału doprowadza, gdy czyta się ibuka, polskiej furii można dostać, gdy słowa tam nie ma, choć w książce pojawia się ono kilkanaście razy, mecagüendiós. No i… tytuł!

Tytuł. Najpierw myślałam, że to imię; do końca czekałam na postać. Potem pomyślałam, że może to baskijskie słowo — nie ma go w słowniczku. Na końcu w desperacji zapytałam Bliźniaczą Liczbę — na to, że to hiszpańskie słowo nie wpadłam; nie pomyślałam, że maniera nietłumaczenia tytułów dotknęła również hiszpańskojęzycznych autorów, kura przez wu!

Ale te wszystkie trudności są nieważne, bo książka i pomysł na nią doskonałe — bohaterzy, relacje między nimi, niełatwa przeszłość i czas… wciągają od pierwszej zdania w rozdziale pierwszym: Idzie, biedaczka, zrujnować sobie z nim życie.

W czasach ich młodości władzę mieli Franco, księża i strach przed tym, co powiedzą ludzie.

*

Ogródek działkowy stał się moją religią — stwierdził pewnego dnia w Pagoecie w odpowiedzi na kpiny przyjaciół. Kiedy umrze, niech Bóg nie wyjeżdża mu z żadnym rajem ani innymi bzdurami, wystarczy, że da mu ogródek taki jak ten, który uprawia teraz.

*

     — To nie jest odpowiedź.
     — Nie nadaję się do małżeństwa, mamo. To wszystko. Nie mógłbym też być rzeźbiarzem ani rugbistą, a mimo to nie pytasz mnie, co sądzę o tych dziedzinach
.

*

Cisza. Agresywna? Wroga? Nie, raczej przeładowana znakami zapytania, zdumieniem. Czy na pewno?

*

Na biurku stał kalendarz z kartkami do wyrywania. Wyrwał tę z poprzedniego dnia i przeczytał, co było napisane na jej odwrocie. Potem zanotował, ile dni wytrzymał bez palenia papierosów: sto czternaście. Dumnie przekładał swoją wytrwałość na liczby […].

*

     — […] Co o tym myślisz?
     — To samo. Ale wściekałaś się, gdy o tym mówiłem.
     — Co ty możesz wiedzieć o uczuciach matki
?
     — A co z tym, co czuje ojciec?

*

     — Nikogo nie obchodzi twoje zdanie.
     — Mnie obchodzi. Wiem, co mówię.
     — Co ty tam wiesz
!

*

     — Nie palisz, prawda?
     — On tylko czyta książki – odpowiedział za brata Joxe Mari
.

*

     — Nie wychowałem mojego syna na mordercę.
     — Wychowałeś? Kogo ty wychowywałeś? Nigdy nie widziałam, żebyś zajmował się dziećmi. Pół życia spędziłeś w barze, a drugie pół na rowerze.
     — I codziennie, kurwa mać, chodziłem na wakacje do odlewni!
     Spojrzeli na siebie z pogardą, dystansem? W każdym razie bez serdeczności
.

*

Terroryści byliby zachwyceni, gdybyśmy dali się sprowokować. Mieliby wtedy dowody na istnienie wojny, która rozgrywa się tylko w ich umysłach.

*

W tym kraju zbyt wiele rzeczy próbuje się naprawiać przemocą.

*

Nagle niespodziewanie zaczął padać silny deszcz. Gdzie? We wspomnieniach.

*

Nie ma znaczenia, czy powiem to głośno, czy cicho, bo cały czas myślę to samo.

*

Błąd natury — możemy zamknąć oczy, kiedy nie chcemy czegoś widzieć, ale powinniśmy też mieć zastawki w kanałach usznych, żeby po ich zasunięciu nie słuchać tego, czego nie chcemy.

*

[…] życie trzeba wypełniać sensem, porządkiem i nadać mu kierunek, każdego ranka znajdować naprawdę stymulujący powód, żeby wstać z łóżka, i jeśli nawet bez entuzjazmu, to przynajmniej z energią. I nie pozwolić, żeby ze zwykłej bezczynności człowiekowi skostniały nawet myśli.

*

Tkwił w milczeniu — onieśmielony, zamyślony. Zbierał ciszę w swoim wnętrzu, z przeszłości w teraźniejszość, w przeciwieństwie do Bittori, która uporczywie gadała, psując wszelką intymność miejsca i chwili.

*

Sprawiał wrażenie spokojnego, ale to był spokój przewróconego drzewa. Stał się samotnikiem, z wyboru.

*

Uważa, że powodów było wiele. I powodów tych powodów, które prowadziły do kolejnych powodów i obecnej sytuacji, kiedy siedzi zamknięty w czterech ścianach celi, przytłoczony ciężarem tego, co zrobił w imię zasad wymyślonych przez innych i za co posłusznie i naiwnie wziął na siebie odpowiedzialność.

*

Pomyślał: prośba o wybaczenie wymaga dużo więcej odwagi niż strzelanie z broni czy podkładanie bomb. To każdy potrafi — wystarczy być młodym, łatwowiernym i krewkim. Nie wystarczy być chojrakiem, żeby szczerze przeprosić, chociaż tylko słowami, za popełnione okrucieństwa.

*

Podwiózł matkę najbliżej jak się dało bramy wejściowej. […] WKRÓTCE POWIEDZĄ O WAS TO, CO TERAZ ZAZWYCZAJ MÓWIĄ O NAS: UMARLI! Makabryczne, a zarazem takie banalne. Ludzie tak bardzo opierają się przed oddaniem światu pożyczonych atomów. W rzeczywistości to życie jest rzadkim i wyjątkowym stanem!

*

Trudny język [o języku niemieckim]. Nie mieściło się jej w głowie, że we współczesnych czasach ludzie spotykający się w piekarni, szpitalu czy rozmawiający ze sobą przez okno używali deklinacji niczym starożytni Rzymianie.

Fernando Aramburu, Patria, przeł. Karolina Jaszecka,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2018.
(wyróżnienie własne)

piątek, sierpnia 03, 2018

2959. Wyprzedzając upał

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

brak. za mało. nie zdążysz. zabraknie. nie starczy. czas słusznie miniony, a wewnętrznie realne półki z octem. z tej perspektywy zawsze jest nie dość. tej logice wymykają się bez zniekształcenia jedynie szczęśliwe zbiegi okoliczności — fakty, którym nie sposób zaprzeczyć. wymknij się i ty — szepnęła.

(o czwartej trzydzieści rano na spacerze z Heniutką,
po rozmowie o upale i życiu z panem, który na nogach od trzeciej, usłyszała
)
Niech Bóg ma panią w opiece!
Jabłoń:
(najpierw poczuła, a potem odpowiedziała)
Niech nas ma w opiece!

czwartek, sierpnia 02, 2018

(2579+379). Degustacja #10 (koniec)

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Niecały rok temu skończyłam ostatni rozdział, ale ponieważ czytałam tak, jak autor pisał, posłowie musiało poczekać do sierpnia 2018. Niecały rok temu nie miałam pojęcia, że będę tę książkę kończyć tak, jak zaczynałam — rehabilitacyjnie. Spędziłam z tą książką dwa lata bez trzech dni z przerwami na inne książki, zajęcia i… rehabkę.

W każdy z powyższych trzech sposobów mógłby zacząć się ten wpis, by z kronikarskiej potrzeby powiedzieć: skończyłam. Rehabka jeszcze trwa.

Za każdym razem, kiedy coś dodawałem, zadawałem sobie pytanie: „O co mi teraz chodzi?”.

*

Musiałem wielokrotnie zaglądać do tekstu przez dłuższy czas, inaczej nie byłbym w stanie przebadać wszystkich ukrytych w nim warstw.

*

Wielu ludzi bardzo mi pomogło, choćby przez zachętę.

*

Na koniec chciałbym zadedykować tę książkę wszystkim biegaczom, których spotykam po drodze — tym, którzy mnie wyprzedzają, i tym, których sam wyprzedzam. Bez was wszystkich nie wytrwałbym w bieganiu
Haruki Murakami
sierpień
2007

Haruki Murakami, O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu,
przeł. Jędrzej Polak, Muza, Warszawa 2010.
(wyróżnienie własne)

2957.

możesz się krytykować. albo.
możesz poprosić o pomoc.

wybieraj.

wtorek, lipca 31, 2018

2956. Rozwód

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

wieczór. dwa dni temu. telefon. numer nieznany. człowiek — po drugiej stronie zestawionego połączenia — znany (?) lata świetlne temu.

rozmowa. dwadzieścia lat od „że cię nie opuszczę aż do śmierci” plus kilka przed. razem więcej niż dotychczasowa połowa życia dzwoniącej do mnie osoby. rozwód.

drugi dzień przed oczami mam nieaktualne już dane — błysk w oczach człowieka, który kilka lat temu przy kawie o drugiej połowie wspomniał. rozwód. a błysk? rozwód.

w poznawczym dysonansie tkwię drugą dobę. związek?…. z drugą osobą?… doszłam tu: gwarancji brak. jednak jeśli po małżeńskiej przysiędze ludzie nie staną się rodzicami lub przyjaciółmi, to pewność z cienia wylezie na bank. rozwód.

niedziela, lipca 29, 2018

2955.

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tę muzykę pisze się dokładnie wtedy, kiedy się ją gra, nie można jej poprawić. Musi być inne podejście do błędu. W improwizacji błędów nie ma. Są za to uzasadnienia. To, co można by nazwać błędem, dla nas jest po prostu innym rozwiązaniem, które trzeba odpowiednio uzasadnić w dalszej części utworu.[…] Ta fałszywa nuta stała się piękna.
//  Tomasz Stańko, 1942–2018

sobota, lipca 28, 2018

2954. No, weź!

Paweł Domagała, Weź, nie pytaj.

weź, nie świruj,
weź, się przytul,
weź, tu przy mnie,
weź, tu trwaj.
weź, nie młodniej,
weź, się starzej,
razem ze mną
zawsze bądź
!

2953. W trzech odsłonach o jednej

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj doniosłam Sadownikowi, że przedwczoraj wieczorem boską książkę kupiłam za grosze i podczytuję „pomiędzy”. Diagnozę postawił natychmiast, godną dziewięćdziesięciu groszy i siedmiu złotych: nie jesteś normalna. Nie od dziś. I nie pierwszy raz mi to powiedział. Nie pierwszy raz z radością, że mnie zachwyca i to, i owo, i On, i Jego perspektywa widzenia świata.

*

Jabłoń:
(o rewelacjach książkowych zawsze powie,
nie zawsze spotka się ze zrozumieniem; wczoraj
powiedziała i obiecała podrzucić na wspólną półkę
)

Biały Kruk:
(jakiś czas potem)
Ściągnąłem, zajrzałem, świetne! Dzięki.

Jabłoń:
(odpisuje grubo za połową poradnika)
Mnie zachwyca!!!

Biały Kruk:
Ano!

Jabłoń:
Czyli po Tobie (genetycznie) mam tego świra? ;) <3

Biały Kruk:
Jak to było z tym gienem? Nie wydłubiesz…

*

Czasem podróżuję po tym blogu; uwielbiam dialogi — zawsze wywołują uśmiech na mojej twarzy. Świerzbią mnie ręce, świerzbią okrutnie, gdy trafiam na wpisy (pierwsze z tysiąca? a może ciut więcej?) z ciągłym tekstem, bo najchętniej zamiast czytać… poprawiałabym przecinki, poprawiałabym namiętnie.

Ten blog sprawił, że od lat zwracam uwagę na to, gdzie i dlaczego ludzie stawiają przecinki — metodą chałupniczo‑gospodarską uczyłam się je stawiać. Przez lata potrzebowałam takiej książki, ale cieszę się, że poszukała i odnalazła mnie dopiero teraz — delektuję się nią, smakuję — jest wspaniała!

Ile wart jest przecinek w tekście? Według anegdoty tyle, ile ludzkie życie. W anegdocie na moment przed egzekucją wpada posłaniec z wiadomością: „Ułaskawić, nie można powiesić”. Gdyby przecinek postawiono dwa słowa dalej, historia nie zakończyłaby się szczęśliwie.

*

W naszym systemie interpunkcyjnym mamy 10 znaków. Wśród nich są takie, które stosuje się bardzo często; nie można właściwie bez nich żyć, a na pewno nie można bez nich pisać. Przede wszystkim są to: kropka [.] i przecinek [,], dalej znak zapytania [?], wykrzyknik [!], może też dwukropek [:] i myślnik (pauza) [—]. Innych używamy rzadziej lub nawet bardzo rzadko: to wielokropek [...], nawias [( )], cudzysłów [„ ”], średnik [;].

*

Oj nie — są rzeczy, których nie da się załatwić nawet miliardami papierosów, konserw i innych darów. (A. Bobkowski)
     O tym, jak istotne może być umieszczenie przecinka między tymi wyrazami, niech przekonają nas poniższe cytaty:
     Oj nie, dziś
! (Ktoś upiera się, aby coś odbyło się koniecznie dziś).
     Oj, nie dziś! (Ktoś prosi, aby coś nie odbyło się dziś).

*

Tak a tak mówiłeś, to a to czyniłeś, i wszystko to było prawdą... (Z. Kossak)

*

Jak wyznać, jak powiedzieć, że król... że król był... o nie, nigdy, przenigdy, lepiej śmierć... że król... o nie, ach, nie, o nie... ha... że król sprzedajny! (W. Gombrowicz)
     — Proszę wybaczyć... Przykro mi — ale... — resztę zaś dopowiedziałem wymownym milczeniem. (W. Gombrowicz)

*

Jaki przyjdzie, a jaki pójdzie?
[polityka? książka-prorok?]

*

Ale ja nie mam nic do niego, tylko czy można tak od razu mówić na człowieka „element szkodliwy”?! (I. Newerly)

*

I ty nazywasz to przyjaźnią!?

*

Mała litera po znaku zapytania oznacza, że postawiono go zamiast innego znaku interpunkcyjnego (przecinka, średnika lub dwukropka).
     […]
     Proszę pana o to, jak potrafi prosić w pewnych życiowych wypadkach tylko, słyszy pan? tylko mężczyzna mężczyznę! (M. Choromański)

*

Dosyć! Dosyć! Dosyć tego!!!
     Pić kawę w tej chwili, bo ci łeb rozwalę, ty galareto! Milczeć!!! Ani słowa więcej!! Nie myśleć nic
! (S.I. Witkiewicz)

Alina Gałązka, Jerzy Podracki, Gdzie postawić przecinek?
Poradnik ze słownikiem, PWN, Warszawa 2010.
(wyróżnienie własne)

To zresztą ciekawe: na jakich zasadach indywidualności wybitne, żyjące w odmiennych kulturach, a często i czasach, dochodzą do wspólnych doświadczeń. (C. Miłosz)

*

Nie rozumiem swojego życia (kto rozumie?). (C. Miłosz)

*

(Co za głupota! W takiej chwili! Co jest w tym, że głupota nie odstępuje mię na krok? Straszne znużenie rozlało się po mnie jak oliwa). (W. Gombrowicz)

*

(O, o! — Co to im się marzy! Jakieś spacery! Nie można pozwolić!) (W. Gombrowicz)

*

Dbać tyle, co pies o piątą nogę. Co ma wisieć, nie utonie. Co się stało, nie odstanie.

(tamże)

piątek, lipca 27, 2018

2952.

Kortez, Nic tu po mnie.

bo nic tu po mnie, jeśli nie ma cię… też.

dalszy ciąg, następna część,
to wszystko co przed nami jest,
twarzą w twarz, zawsze wprost, bez przerw
.

*

to niesamowite, że przy deserze — małej motoryce — spotykam piękne, nieznane mi jeszcze piosenki. tak było i „tą razą”. do łez.

2951. Kamienne czytanie

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wiedziałam o tej książce. Wiedziałam, gdy była jeszcze zapowiedzią wydawniczą, ale dopiero rozmowa z młodą kobietą w autobusie na jej temat spowodowała, że zaznaczyłam ją jako książkę do upolowania. Owa dziewczyna, będąc w środku papierowej wersji, powiedziała: to straszna książka, ale nie można się od niej oderwać.

Upolowałam i niezbyt długo leżała na czytelniczym stosiku. Jest książką przejmującą, poruszającą do szpiku kości. Dopiero czytając ją, dotarło do mnie, że wszystko, co kocham w Japonii albo podały mi Cudzoziemki kochające jakoś ten kraj, albo Japończycy, których męskie doświadczenie ma się do tego kobiecego jak pięść do nosa.

W przeciwieństwie do wszystkich moich japońskich wypadów w głąb, przy tej książce trzeba było wynurzać się i brać głęboki oddech. Jako kobieta jestem zachwycona, że jestem gaijin (cudzoziemką), że los oszczędził mi urodzenia się w Japonii — zrozumiałam to od pierwszych zdań i akapitów tej książki.

Historia zatacza koła — Japonia wstawała z kolan ciut ponad sto pięćdziesiąt lat temu; teraz podobno wstajemy my; ciekawe, że w obu przypadkach nie skończyło się to najlepiej dla kobiet.

Kobietom, które nie spełniają społecznych oczekiwań, przykleja się różne łatki, jak choćby „przegranego psa” — makeinu. Każdy rok bez męża sprawia, że wiele z nich stacza się, w mniemaniu niektórych, do poziomu zwierząt.

*

Największą hańbą jest jednak zostanie umazume — kobietą kamieniem. Tą, która nie wydała na świat potomka. Do tej pory wielu uważa, że płodność zależy głównie od kobiety. „Żona powinna odejść, jeśli po trzech latach nie urodzi dziecka” — mówią.

*

[…] zdradziła swoje marzenie ojcu.
     — Co za głupi pomysł! To nie miejsce dla kobiet i dzieci! — oburzył się.
     Kiedy powiedziała mu, że pragnie uczyć się dalej, sprzeciwił się od razu.
Zbyt dużo nauki zrobi z ciebie nieszczęśliwą kobietę!
     Nie dyskutował z nią. Nie czuł takiej potrzeby
.

*

Japoński rząd nie przeprowadził oficjalnych badań na temat analfabetyzmu od 1948 roku. Mimo to media wciąż powtarzają, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent Japończyków potrafi czytać i pisać. Według Hikari to mrzonki. […]
     — Wielu z moich uczniów nie rozumie nawet idei zeszytu w linie. Traktują je jak losowy wzorek na kartce. Niektórym z trudem przychodzi zapisanie własnego imienia — tłumaczy, lekko zawstydzona.
     — Nie umieją liczyć ani rozwiązywać nawet prostych równań. Zamiast matematyki mają zajęcia z szybkiego wykonywania rachunków na kalkulatorze
.

*

Ze słownika wykreślono słowo „dyskryminacja”, zastępując je „osobistym wyborem”.
     — Przecież teraz każda kobieta może wybrać własną drogę kariery — tłumaczono
.

*

Aż trudno uwierzyć w to, że w Japonii istnieją miejsca, gdzie prawie każda osoba homo-, bi- czy transseksualna nigdy nie poznała nikogo, kto otwarcie mówiłby o swojej odmiennej seksualności. Miejsca, gdzie ludzie nie są sobie w stanie wyobrazić, kim dla kobiety może być kobieta, jeśli nie jest ani siostrą, ani kuzynką, ani koleżanką.

*

Jak tworzy się stereotyp czegoś, co nie istnieje? Jak wyobrazić sobie kogoś, kogo się nigdy nie widziało, nie słyszało ani nie spotkało?
     — Ludzie powtarzają ciągle, zwłaszcza w firmach o tradycyjnym podejściu: „Wśród nas nie ma takich ludzi”. Tak jakby byli w stanie nas rozpoznać po wyglądzie czy po oczach.
     Może właśnie z tego wynika cisza nad problemem? Z braku stereotypów, a raczej przekonania o ich braku? Z poczucia, że każdy może być tym, że nigdy nic do końca nie wiadomo? Że lesbijką może być kobieta z dzieckiem, córka, ciocia, babcia
?

*

Hakuo Yanagisawa, minister zdrowia, pracy i opieki społecznej, nie owijał w bawełnę [w 2007] — kobiety od piętnastego do pięćdziesiątego roku życia nazwał „maszynami do rodzenia dzieci” i stwierdził, że powinny postarać się wyprodukować więcej dzieci na głowę.
     Dwieście lat wcześniej podobne stwierdzenie wymknęło się Napoleonowi
.

*

„Powinnaś”. „Lepiej by było”. Lista rad jest długa.
     — Jak mam sprawić, żeby ludzie w urzędzie przestali mówić do mnie jak do głupka? — pyta Eriko, kiedy zostajemy same. — Żeby się mnie nie brzydzili? Traktowali poważnie? Przestali ignorować?
     Nie ignorują jej całkowicie. Dają jej pieniądze. Gdyby umarła na ulicy, popsułaby statystyki
.

*

Bezdomnym, którzy po zwolnieniu z dorywczej pracy, po chorobie, śmierci bliskiego czy innej życiowej katastrofie stanęli jakoś na nogi, podcina się je raz jeszcze. I jeszcze. Zbieranie puszek? Gazety? Butelki? Papier? Cokolwiek, co można zanieść własnymi siłami do skupu? Zakazane w siedemnastu z dwudziestu trzech dzielnic Tokio. Nielegalne także w wielu miastach — w Kamakurze, Jokohamie czy Odawarze — ponoć w trosce o bezpieczeństwo tych, którzy nie życzą sobie, aby w ich okolicy kręcili się bezdomni. Żeby nie zbrukali swoją obecnością wypolerowanych na błysk ulic, nie zbezcześcili spojrzeniem przytulnych domów.

*

[…] kobiety nie mogą wejść między innymi na górę Ōmine. Główny kapłan świątyni na jej szczycie nie widzi w tym jednak problemu: „Japonia ma długą tradycję, zgodnie z którą są góry dostępne tylko mężczyznom, a inne tylko kobietom. […] Na górze Ōmine żyją samice zwierząt i zarówno żeńskie, jak i męskie drzewa. Więc to nie dyskryminacja”.

*

Gdy się buntują („nie będę mówić o sobie watashi, nie będę uległa, nie będę usługiwać mężczyźnie!”), są spychane na margines. Ludzie mówią wtedy: Onna datera ni — mimo że jest kobietą. Bo kobiety mają czelność być takie, jakie (w ich mniemaniu) nie powinny być.
     Nikt nie mówi: otoko datera ni — mimo że jest mężczyzną.

*

Mimo dyskryminacji w pracy i poza nią, mimo seksualizacji ich ciał, mimo ekonomicznego marazmu, zmęczenia, nieprzyjaznego im prawa.
     Są różne: biedne, bogate, chore, zdrowe, młode, stare, z pracą, bezrobotne. Ale każda z kobiet, z którymi rozmawiałam, miała w sobie jedno: siłę
.

Karolina Bednarz, Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018.
(wyróżnienie własne)

* * *

W tej książce znalazłam imię dla Heniutkowej „siostry” — teraz już tylko potrzebuję zacząć biegać, by mogła do nas przyjść. Też będzie czarna…

czwartek, lipca 26, 2018

wtorek, lipca 24, 2018

2949. O świadomości obfitości

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

nie był tam, ale czytał, że kiepskie to miejsce.
był przejazdem, ale go nie zachwyciło, wrócił.
był, odnalazł tam sens i smak swojego życia.

*

film. kino. setka widzów. po filmie każdy ma swój osobisty zestaw wrażeń. on nie był, nie widział, ale czytał, że kiepski ten film.

film. kino. setka widzów. obfitość, z której każdy wybierze składniki na swoje wrażenia. obfitość? obfitość, bo wyobraź sobie, że.

film. setka widzów. proszę państwa, to już 125. projekcja tego filmu w naszym kinie. z tego powodu mamy do państwa dyspozycji już tylko 300 gramów radości, 3 kilogramy zadumy i siedem szczypt smutku — kto pierwszy, ten lepszy, miłego oglądania. o! dla pana już nie starczyło radości.

*

obudziłam się z poczuciem życiowej obfitości. obfitości, z której wybiorę jutro składniki dnia, z której wybrałam składniki dziś. bo z dniem jest jak z tamtym miejscem i kinem — ode mnie zależy, co wezmę, na co zwrócę uwagę, co mnie zmieni.

1,77 km w 33 minuty.

poniedziałek, lipca 23, 2018

2948. scontrum dnia

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

„małyszki” pod prądem. na rehabce.
chodzenie z kijami w asyście Sadownika. do łez.
motoryka mała*. na deser.

________________
* macała narzędzie, które wydawało się beznadziejnie niepotrzebne, bo Jabłoń nie znosi symetrii. narzędzia zastosowanie wypatrzyło się samo na parapecie.

*

Avishai Cohen Trio, Remembering.