niedziela, sierpnia 21, 2022

4734. Z oazy (LII)  //  Panna cotta (LII)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Gdy skończyłam zachwycać się ilustracjami i puen­tą w tamtej książce, coś mnie tknęło. Po sprawdzeniu, że po polsku nie ma nic więcej Autora, klik, klik, spraw­dzi­łam, czy jest coś po włosku, daję radę z książkami dla „dzie­ciów” 3+. Było! Wie­dzia­łam, że właśnie ta książka będzie drugą w ramach pre­zen­tów imieninowych.

Piękna! O czym? O złudzeniu optycznym, że u innych trawa zieleńsza, życie usłane wyłącznie różami bez kolców. Łatwo jest widzieć wyłącznie przywileje innych, gdy społecznie „naumiani” jesteśmy za wszelką cenę kryć trudności, z którymi się mie­rzymy.

Wiewiórka w języku włoskim jest rodzaju męskiego i bardzo mi zależało, by w bar­dzo wolnym tłumaczeniu bohaterem był on, a nie ona, którą łatwo oskarżyć, w ramach stereotypowego myślenia, o bab­skie kapryszenie. Niech rzuci szyszką ten, kto choć przez chwilę nie chciał być kimś innym.


Non voglio più essere uno scoiattolo.
Mai più!
[Nie chcę już być wiewiórem.
Nigdy więcej!]

*


Del resto, nessuno sogna di diventare uno scoiattolo.
Nessuno vuole passare le sue giornate da solo,
saltando da un ramo all’altro in cerca di pigne.
[W końcu nikt nie marzy, by stać się wiewiórem.
Nikt nie chce spędzać swoich dni sam,
skacząc z jednej na drugą gałąź w poszukiwaniu szyszek sosnowych.]

*

Adoro questa nuova vita trascorsa a lavorare tutti insieme
per costruire un mondo migliore.
[Uwielbiam to nowe życie, upływające na pracy z nimi wszystkimi,
by zbudować lepszy świat.]


Nessuno ne parla, ma in realtà la vita da castoro è estremamente faticosa.
Oltretutto, ti ritrovi con i piedi sempre bagnati.
Francamente, speravo in qualcosa di meglio.
[Nikt nie mówi, że w rzeczywistości bobrze życie jest bardzo męczące.
Co więcej, wciąż masz mokre stopy.
Prawdę mówiąc, miałem nadzieję na coś lepszego. ]

*

Finalmente la vita che sognavo:
un sacco di tempo libero, arrotolarsi come palle sotto le foglie.
[W końcu życie, o jakim marzyłem:
dużo wolnego czasu, by zwinąć się
w kulkę pod liśćmi.]

[       dżdżo…

    dżdżownice.

               Ale ohyda!]

*


Mi rendo conto
che in realtà non mi sono mai piaciuti i ricci.
[Uświadomiłem sobie,
że w rzeczywistości nigdy nie lubiłem jeży.]

*


Oh no, lo so!
Voglio essere uno scoiattolo!
[Och nie, to wiem!
Chcę być wiewiórem!]

Olivier Tallec, Avrei voluto,
przeł. z j. francuskiego Maria Pia Secciani,
Edizioni Clichy, Firenze 2022.
(wyróżnienie własne)

sobota, sierpnia 20, 2022

4733. 232/365

może dziś. już wieczorem. skończę się bawić w niedźwiedzia polarnego w afrykańskim zoo — ledwo żywe zwierzę.

232/365

4732. U Białego Kruka (XCVIII)

Choroba odebrała mi żagle i biegówki. Nie odebrała mi jednak możliwości złożenia za­mó­wienia na zachód słońca nad słodką wo­dą zatrzymany w pikselach. Zamówienie zre­a­li­zo­wa­ne. Do­star­czo­ne. Deponuję tu, by mieć zawsze pod ręką.


Biały Kruk, fragment.

4731. Kromeczki (XVI)

Są równie nudni* jak my, czyli od lat, w drugiej połowie sierpnia w to samo miej­sce nad polskie morze mkną. Od lat, w drugiej połowie sierpnia wykrawam z Ich urlo­pu kromeczki. Ot, taka sierpniowa tradycja. Dziś wracają, a to oznacza, że Sta­do z każdym dniem jest bliżej swojej nadmorskiej nudy* w swoim, tym sa­mym miej­scu, we wrześniu, od lat.


fot. Kaan, fragmenty.

______________
  * sprostowanie/uzupełnienie, które za­chwy­ciło Drzewko tak, że o zgodę na zatrzymanie poprosiła i otrzymała, i może tu mieć:

To się nazywa satysfakcjo­na­lizm, a nie nuda :))))
   […] mam tam dokładnie to, cze­go po­trze­bu­ję, na te kilka dni kończących moje lato — wspól­ną radość, dobre chwi­le, wodę, dal, niebo, słoń­ce, desz­cze, zapachy, piach, dzikie ró­że, gorące dni i chłod­ne wie­czo­ry, wspo­mnie­nia, wzru­sze­nia… Nasy­ce­nie. Więcej nie przejem ;)

 //  Kaan.

czwartek, sierpnia 18, 2022

4730. U Białego Kruka (XCVII)

Tamczasem. UPAŁ. Gołębie jeziorne. UPAŁ. Upewniłam się. UPAŁ. Żebrały. UPAŁ. Mnie nie trzeba było prosić, bym chciała je tu mieć. UPAŁ.


Biały Kruk, fragmenty.

4729. Panna cotta (LI)

Tymczasem. UPAŁ. W Małej Danii Stado. UPAŁ. Tęskniące małoduńskie psy. UPAŁ. Kot, który bez słów błyskawicznie wytresował Sadownika. UPAŁ. I passato prossimo w pół­noc­nym pokoju trzyma Drzewko przy życiu. UPAŁ.


fot. Autor(ka) nieznan(y/a).

+ durare, riuscire, costare, succedere,
piacere, giungere, rientrare, esistere,
invecchiare, crescere, sembrare

niedziela, sierpnia 14, 2022

4728. O rodzinnych tajemnicach

Sadownik:
(odebrał telefon, porozmawiał, czerwoną
słuchawkę wcisnął i ryknął ze śmiechu
)
Wysypał się w pierwszym zdaniu!

Sadownik & Jabłoń:
(kibicują dobremu czasowi, więc w tajemnicy
będą trzymać wyjątkowy brak tajemniczości
tajemnicy, którą obgadali*, nim zadzwonił telefon
)

______________
  * zawodowcy!

4727. Z oazy (LI)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Świeżynka. Cała już przeze mnie pogryzdolona, bo gęsta niemiłosiernie to opowieść. Przypomina mi pudełko po czekoladkach, w którym znajdują się szpileczkami przytwierdzone martwe motyle. Nikt tak jak Autor nie umie wydobyć absurdu ze śmiertelnie poważnych zasad rodzinnego współ­istnienia.

Jest przy­naj­mniej kilka kluczy, według których można byłoby wybrać cytaty, które za miesiąc, rok czy dekadę wciąż będą warte uwagi. Zdecydowałam się na jeden z nich — uposta­cio­wie­nie. Nie mogłam utrzymać dyscypliny i dorzuciłam kilka innych frag­ment­ów, bez których nie mogę się tu obyć, choć pasują do tych innych kluczy.

Miłość nie chodzi na pogrzeby. Dzwoniłem i zapraszałem ją trzy razy, w tym raz błagałem (znalazłem jej numer w notatniku mamy. Skąd go wzięła? Do czego miałby się jej przydać? Na co liczyła?). Miłość nie ugięła się (w sumie leży to w jej naturze, ale liczyłem na to, że wskutek wielo­let­niego przebywania w pobliżu człowieka jej charakter stał się bar­dziej łam­li­wy. Mimo wszystko trudno mi było uwierzyć, że można zachowywać się aż tak nieludzko).

*

Strach ma bardzo delikatne ręce i nigdy nie używa rękawiczek. Wykręca jelita i na chwilę zatrzymuje pracę serca, ale wszystko, co robi, jest w do­brym to­nie. Nigdy nie przesadza. Dzięki niemu czułem, że żyję.

*

Udręka starzeje się wolniej niż ludzie. Być może dlatego, że bardziej o siebie dba. Codziennie rano zaraz po krótkim joggingu wypija koktajl z buraka i szpinaku. I chociaż jest niedobry, to się nie krzywi, żeby nie produkować zmarszczek wokół ust. Chce mieć kontrolę nad tym, co wydaje się nie­uchron­ne, i zaskakująco dobrze jej to wychodzi. […]  Udręka jest jedyną istotą, która potrafi nie odpowiedzieć uśmiechem na uśmiech. Nie da się ukryć, że to umiejętność godna podziwu.

*

Wygrana jest najmniejszą częścią przegranej.

*

Samotność najczęściej przesiadywała w przestrzeniach między metalowymi szczeblami balkonowej barierki. Zwieszała nogi w dół i pozwalała im dyn­dać. Zamykała oczy i miała wrażenie, że lata. Był to smutny widok, poka­zu­ją­cy, jak mocno wierzyła w marzenia.

*

Zawsze jestem przygotowany na to, że zmoknę. Czy to nie wystarczająca otwartość na świat?

*

Oczekiwanie pukało zawsze w najmniej odpowiednim momencie. − Widzę, że jest pan zaskoczony, a ja jak zwykle, co miesiąc o tej samej porze przy­cho­dzę i zawsze to samo niedowierzanie widzę w pana oczach. Proszę tu pokwitować. Może światło lepiej zapalić, bo ciemno w tym korytarzu jak w czeluściach piekielnych, a wzrok ma się tylko jeden w życiu. − Ocze­ki­wa­nie zawsze ma mundur, nieśmieszne poczucie humoru i własny długopis.

*

Przyszłość nie pozwala się wściekać na przeszłość, bo to jej korzenie. Idź i nie marnuj czasu.

*

Śmierć zaczynała kuleć. Zapewne jakaś piękność na szpilkach nadepnęła jej na stopę podczas tańca. Nie chciała się do tego przyznać i tylko warczała, kiedy złośliwie komentowałem jej niesprawność.

Filip Zawada, Zatańcz z nią,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

Co trzy sekundy ktoś na świecie traci pamięć. Gdy jest się częścią statystyki, nie czuć strachu, ale kiedy zaczy­na­my na nią patrzeć z bliższej perspektywy, staje się ona czymś tak odległym i niepotrzebnym, że wydaje się tylko zbędnym dodatkiem do niezbędnej rzeczywistości.

*

[…]  koncentracja to nie jest wysiłek, tylko odmiana cierpliwości.

*

     – Znowu wracasz pijany i…
     – Mamo, nie musisz nic mówić. Uspokój się. Alkohol i kurwy nie zawsze idą w parze.
     – Jesteś kochany. Idź się połóż. Przyniosę ci wody.
     Panie Jezu, gdybyś nie wiedział, to tak wygląda niebo. Przynajmniej czasami.

*

Nigdy nie potrafiłem się błąkać. Dopiero kiedy oswoiłem w sobie bezpańskiego psa, poczułem wolność, jaką daje łażenie bez celu.

*

Rozumiesz mnie?
     Pies patrzył, nie oceniając.

*

Trzeba mieć dużo zaufania, żeby ofiarować komuś przestrzeń.

(tamże)

4726. Z oazy (L)  //  Panna cotta (L)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Dwa tygodnie przed imieninami bez pardonu w wymuszeniach robiłam. Nie, nie, nie! Ja nic nie potrzebuję. Poproszę na imie­ni­no­wy prezent tę, tę i tę książkę. Tę od Białego Kruka, tę od rodziców Sado­wni­ka, tę od Sadownika. Nie, nie nie! Nic więcej nie chcę! Na­praw­dę łatwo mnie uszczęśliwić.

Gdy wszystko było dograne i dopięte na ostatni guzik dorzuciłam sierpniowy przy­dział, a z okazji imienin pozwoliłam sobie na wypaśną lekturę. Od tygodnia jestem posiadaczką czterech książkowych bóstw. Reglamentuję czytanie, nie oglądanie.

W tym tygodniu padło na tę od Białego Kruka. Radości nie było końca. Ilustracje pasły moje oczy i duszę, a opowieść stanowi dowód na to, że dzieci, w przeci­wień­stwie do dorosłych, sprawnie posługują się metaforą. To książka nie tylko o tym, że każdy z nas jest inny (to dobrze!), że każdy z nas najczęściej chce pomóc znanymi so­bie, i przynoszącymi nam ulgę, metodami (nie muszą i zwykle nie działają w przy­pad­ku drugiej osoby!), że czasem trzeba poczekać i warto to zrobić. To również książ­ka o tym, że każdy z nas czasem siedzi przestraszony w swoim wewnętrznym pudełku.

A tutti i sorrisi dei bambini che sono il nostro sole
e mettono le ali al cuore.
// Isabella Paglia
  [Dla wszystkich dziecięcych uśmiechów, które są naszym słońcem i dodają sercu skrzydła.]

*

Cosa ci facesse quella scatola chiusa,
in mezzo al bosco, era un mistero.
Una mattina gli qnimali si erano
svegliati e… sorpresa.

C’era uno strano cartone
con due buchi in mezzo!
Tanto grande per starci dentro.
Grande tanto per nascondersi.
  [Co robiło to zamknięte pudełko / w środku lasu było tajemnicą. /
   Pewnego ranka zwierzęta obudziły się i… niespodzianka.

   Dziwny kartonik / z dwoma dziurami na środku boku! /
   Tak duży kartonik, by móc w nim przebywać. /
   Tak duży, by się w nim ukryć.]

*

«Mmm… una scatola con gli occhi?»
         «Come è capitata qui?»
«Quando è arrivata?»
         «Chi ce l’avrà portata?» Si chiedevano
         gli animali incuriositi.
«Secondo me, dentro,
c’è qualcuno
…»
                    La scatola iniziò a tremare.
                    Tutti fecero un balzo indietro.
                    Si, c’era proprio qualcuno!
  [    — Mmm… pudełko z oczami?
              — Tutaj? Jak to się wydarzyło?
       — Kiedy tu dotarło?
              — Kto na to przyniósł? — zastanawiały się zaintrygowane zwierzęta.
       — Według mnie, w środku / ktoś jest
                           Pudełko zaczęło się trząść.
                           Wszyscy zrobili krok w tył.
                           Tak, w pudełku naprawdę było ktoś!]

*

«Se è così, forse gli facciamo paura…»
concluse Gufo.
E tutti fecero un passo indietro.
[ — A jeśli jest tak, może to my przerażamy
tego kogoś… — pod­su­mo­wa­ła Sowa.
  I wszystkie zwierzęta zrobił krok w tył.]

*

*

  [Potrzebowałeś tylko…]

*


  [Najceniejszym, co można mieć,
   najlepszym, czym można być… PRZYJACIEL.]

Isabella Paglia, La scatola, ilustr. Paolo Proietti,
La Margherita edizioni, Carnaredo 2022.
(wyróżnienie własne)

*

4725. Z oazy (XLIX)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Parę osób, i kilku ludzi, przeczytało. Synchro­nicz­nie zdanie przychylne na temat lektury miało. Owa synchroniczność mnie zasko­czy­ła, więc do upolowania za­zna­czyłam. Bez musu, presji i pośpiechu, bo mi TO naz­wi­sko nic nie mówiło, ignorantką w zakresie ruchomych obrazków jestem. Przyszedł moment, gdy za parę groszy mo­głam wejść w posiadanie tej książki. Weszłam, nie łamiąc zasad ruchu drogowego.

Wyjęłam z tej książki fajną metaforę, kilka cytatów, muzyka nieznanego mi do tej pory oraz świadomość, że w jednej produkcji widziałam tego aktora (podobieństwa fizycznego wciąż nie dostrzegam), i chęć, by obejrzeć jeden film z tym aktorem w ro­li głównej. Jak na jedną książkę to całkiem sporo, śmiem twierdzić.

Kochamy zielone światła. Nie kolidują z naszym kierunkiem. Są łatwe. To lato bez butów. Mówią tak i dają nam to, czego chcemy.
     Zielone światła mogą być również zamaskowane jako pomarańczowe i czerwone. Ostrzeżenie, objazd, konieczny przystanek, przerwa, niezgoda, niestrawność, nudności i ból. Stop, nagły skręt, interwencja, porażka, cier­pie­nie, cios w policzek, śmierć. Nie lubimy pomarańczowych i czerwo­nych świateł. Spowalniają nas lub wstrzymują płynność ruchu. Są trudne. To zima bez butów. Mówią nie, ale czasami dają nam to, czego potrzebujemy.
     Aby załapać się na zielone światła, trzeba umiejętności: zamiaru, kontekstu, rozwagi, wytrwałości, przezorności, odporności, szybkości i dyscypliny.

Problemy, z którymi się dzisiaj borykamy, we wstecznym lusterku życia zamieniają się ostatecznie w uśmiech losu. Z czasem wczorajsze czerwone prowadzi do zielonego światła. Każda dekonstrukcja ostatecznie prowadzi do konstrukcji, każda śmierć ostatecznie prowadzi do narodzin, każdy ból ostatecznie prowadzi do przyjemności.

*

„Nie chodzi o to, czy ktoś ma rację, czy nie. Tu chodzi o «Czy rozumiesz?!»”. […]  Podwójny czar afrykańskich przysłów: nie próbują udowodnić, kto ma rację. Próbują się zrozumieć.

*

„Nie chodzi o wygraną lub przegraną, chodzi o to, czy zaakceptujesz wy­zwa­nie”, powiedział Issa, patrząc na mnie z uśmiechem. – Kiedy to zrobiłeś, już wygrałeś.

*

[…]  należała do siebie. Jej własny żywioł. Prawo naturalne. Nazwa własna. Nieunikniona.

*

*

Gdzie tkwią nasze sekrety, blizny, lęki, nadzieje i porażki. […]  Gdzie praw­dziwa miłość troszczy się, rani, rozumie, upada i wstaje. Gdzie nie jest to łatwe, ale możemy uczciwie spróbować.

*

Miejsca są jak ludzie. Każde z nich ma określoną tożsamość.

*

*

Przekroczyłem prawdę. Znalazłem ją? Nie wiem, myślę, że to ona znalazła mnie. Czemu? Ponieważ postawiłem się w miejscu, w którym można było mnie znaleźć. Postawiłem się w miejscu, w którym mogłem ją otrzymać.
     Skąd wiemy, kiedy przekraczamy prawdę lub kiedy prawda nas przekracza?
     Wierzę, że prawda jest wszędzie wokół nas. Anonimowe anioły, motyle, odpowiedzi zawsze są tuż obok, ale nie zawsze je rozpoznajemy, chwytamy, słyszymy, widzimy lub uzyskujemy do nich dostęp – ponieważ nie jesteśmy we właściwym miejscu.

*

[…]  zaakceptowałem, że to wszystko może być po nic, i zre­zygnowałem z robienia czegoś po coś.

*

*

Czas, kiedy dawne czerwone i pomarańczowe w końcu zmieniły kolor na zielony, gdy przeszłe trudne doświadczenia okazały się szczęściem, czas, kiedy zielone światła świeciły jaśniej, ponieważ dałem im więcej mocy. Zrobiłem to, czego potrzebowałem, żyłem, żeby się uczyć. Rozwijałem się.

Matthew McConaughey, Zielone światła, przeł. Adam Pluszka,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

*

Ali Farka Touré, Savane.

sobota, sierpnia 13, 2022

4724. 225/365

upał sprowadził mnie do parteru istnienia i rozsypał.

mogę się załamać — wiem, jak to się robi i gdzie to prowadzi. mogę tego nie zrobić i ruszyć w nowe nieznane.

225/365

4723. U Białego Kruka (XCVI)

Biały Kruk:
(przysłał zrobione na piętrze
zdjątko kwiatka
)

Jabłoń:
(zachwycona światłem zatrzymanym w liściu
i niezadowolona z jego ucięcia bardzo;
sama na górę się nie wdrapie
)
Proszę, popraw, by był cały liść.

Biały Kruk:
(poprawił)

Jabłoń:
(nie śmiała marudzić, że światło znikło,
i wzięła sobie oba zdjęcia
)


Biały Kruk, fragmenty.

piątek, sierpnia 12, 2022

4722. Kromeczka sierpniowa

Nie ma takiego czasu, którego nie byłabym w stanie poczekać, by doczekać się Kaanowych kresek i po­ciąg­nieć pędzla. Uwielbiam płaszczyzny: ko­lo­rów, symboli i przeżyć, które sprawiły, że teraz ja mogę się gapić i w nie­usta­ją­cym za­chwycie tę piękność tu mieć. Ten kwadrat skradł mi serce.


Kaan.

4721. Skąd?

Jabłoń:
(zrozumiała, co przeczytała, kulki
w głowie się zderzyły, więc wnioskuje
)
Aaa, czyli mam Cię w moim życiu
dzięki Heniutce!

Właścicielka:
No rejczel*!

_____________
  *  we współczesnym staropolskim zapisywało się to słowo następująco (w wersji niepatynowanej drugim rodzimym językiem): raczej.

wtorek, sierpnia 09, 2022

4720. 221/365  //  Czekariat (XXVIII)

obcy ludzie z niebywałą łatwością dają sobie prawo, by się na mnie gapić, komento­wać, współczuć, dawać dobre rady; jęczeć mi pro­sto w oczy, oczekując jednocześnie mo­je­go zro­zu­mie­nia i szczerej chęci współ­pracy.

słowa mają moc, ale te, którymi raczą mnie niemoi ludzie, są dla mnie komplet­nie bez zna­cze­nia. waż­ne są wtedy tylko te, których uży­wam, myśląc i mó­wiąc o sobie.

221/365


fot. Saxifraga.

[suplement pikselowy: 11.08.2022]

(4716+3). Zielnik (XXXVIII)

Znałam te kwiaty dzięki pani Marii. Starczyło mi siły i cierp­li­wo­ści, by przewijać i przewijać, i przewijać, by odnaleźć to Jej zdję­cie. Starczyło, bo wiedziałam, gdzie szukać. Nie miałam nerwów, by przewijać dalej, by znaleźć imię tej roślinnej Pięk­no­ści. Oka­za­ła się krewną bobu, fasoli i koniczyny. Po ci­chut­ku liczyłam na Saxifragę kie­dyś tam na osi czasu, bo te­raz waż­niej­sze rzeczy ma na gło­wie, a w za­sa­dzie pod stopami i w dło­niach. Pro­fe­so­ra po­mogła i wszystko stało się jasne! Dziękuję.


fot. Maria Mińska,
[dostęp: 8.08.2022], źródło.

Profesora Saxifraga:
Albicja jedwabista
łac. Albizia julibrissin

poniedziałek, sierpnia 08, 2022

4718. O refleksie językowym

Jabłoń:
(wczoraj koło południa na tarasku w słońcu;
wie, że jeśli chce o własnych siłach się poruszać,
to powinna się stamtąd zwijać, ale siedzi
)

Sadownik:
(staje w drzwiach na taras)
Zmykaj stąd!
Potem będziesz jojczyć.

Biały Kruk:
(z czeluści domu krzyczy)
Używaj feminatywów!
Jojczyć jest męski.
Żeński to pipczyć!

Jabłoń:
(padła ze śmiechu i bez pipczenia
przeniosła się w chłodne miejsce)

4717. Z oazy (XLVIII)

Niedzielne, czyli poniedziałkowe, odliczanie literek, trzy. Dawno, dawno temu tytuł tej książki przykuł moją uwagę. Podczytnik sprawił, że zaznaczyłam do upolowania i zapomniałam o niej, bo pożaru nie było, beletrystyka dla dorosłych to nigdy nie był mój pierwszy wybór. Przyszedł właściwy moment, do przyjęcia cena i miałam tę po­wieść na czytniku. I ode­rwać się nie mogłam. Zdecydowanie jest to książka, która należy do najlepszych prze­czy­tanych przeze mnie w roku 2022.

Cytaty? Wyłącznie samo gęste, najgęstsze.

Dokąd idzie człowiek, który nie wie, dokąd ma pójść?

*

Problemy należy rozwiązywać raczej w Afryce. Przez chwilę Richard wy­ob­ra­ża sobie, jak musiałaby wyglądać lista spraw do załatwienia dla męż­czyzn, których poznał w ciągu ostatnich miesięcy.
     Podczas gdy na jego własnej liście stałoby przykładowo:

  • wezwać montera do naprawy zmywarki,
  • ustalić termin wizyty u urologa,
  • odczytać liczniki,

     to na liście spraw do załatwienia dla Karona stałoby zamiast tego:

  • zlikwidować korupcję, kumoterstwo i pracę dzieci w Ghanie.

     Albo u Apolla:

  • wnieść skargę przeciwko koncernowi Areva (Francja),
  • ustanowić nowy rząd w Nigrze, który nie da się skorumpować albo szantażować zagranicznym inwestorom,
  • utworzyć niezawisłe państwo Tuaregów Azawad (omówić z Yussufem).

     A na liście Rashida można by przeczytać:

  • pogodzić chrześcijan i muzułmanów w Nigerii,
  • przekonać Boko Haram do złożenia broni.

     Na koniec Hermes, analfabeta w złotych butach, i Ali, przyszły pie­lęg­niarz, musieliby wspólnie zatroszczyć się o następujące dwie sprawy:

  • zakaz dostaw broni do Czadu (USA i Chiny),
  • zakaz wydobywania i eksportu ropy naftowej (USA i Chiny).

*

Czyżby to utrzymujący się już tak długo pokój był winien temu, że nowe pokolenie polityków najwyraźniej uwierzyło, iż dotarliśmy do końca hi­sto­rii, uwierzyło, że możliwe jest zakazanie siłą tego wszystkiego, co może skończyć się jakąś zmianą? A może to dystans dzielący jednych od wojen toczonych gdzieś daleko przez drugich sprawił, że ci, którzy w ich wyniku nie ucierpieli, mają pewien deficyt doświadczeń, tak jak pewni ludzie cier­pią na niedobór czerwonych ciałek krwi? Czy pokój, tak upragniony przez ludzkość we wszystkich epokach, a dziś urzeczywistniony w niewielu tylko miejscach na ziemi, prowadzi jedynie do tego, że ci, którzy są bez­piecz­ni, nie chcą się nim dzielić z szukającymi schronienia, lecz bronią go tak agre­syw­nie, że ten pokój sam już niemal wygląda jak wojna?

*

Richard wie, że należy do tych nielicznych ludzi na świecie, którzy mogą wybrać sobie rzeczywistość, w jakiej chcą uczestniczyć.

*

[…]  na tym poziomie wszechświata może wcale nie istnieje żadna od­mien­ność i jakieś dwie różne połówki, gdyż ostatecznie chodzi tylko o te parę pigmentów w materiale, który przez wszystkich ludzi nazywany jest w ich języku skórą, a wtedy przemoc, która się tu właśnie objawia, nie byłaby wcale żadnym zwiastunem burzy w centrum wszechświata, lecz tylko skutkiem absurdalnego nieporozumienia, które jest w stanie skłócić ludz­kość i powstrzymuje ją od uświadomienia sobie, o ileż dłuższy jest oddech planety w porównaniu z oddechem każdego pojedynczego człowieka. Czy ten człowiek ma na sobie spodnie i marynarkę ze zbiórki odzieży, czy mar­ko­wy pulower, drogą czy tanią sukienkę, czy też mundur plus hełm i wi­zjer, to pod tym wszystkim jest przecież zawsze nagi, i jeśli ma szczęście, to za­nim umrze, parę razy uda mu się nacieszyć słońcem albo wiatrem, śniegiem lub wodą, może raz czy drugi zje lub wypije coś dobrego, może kogoś po­ko­cha i będzie też kochany.

*

[…]  adwokat przechodzi prościutko do starożytnych Rzymian: Tunc tua res agitur paries cum proximus ardet!, jest bardzo ucieszony, gdy Richard z apro­ba­tą kiwa głową, i z miejsca mruczy tłumaczenie: Gdy pali się dom sąsiada, to jest też twoja sprawa.

*

Być, czym się wprzód nie było, zowie się urodzić.

Jenny Erpenbeck, Iść, szedł, poszedł, przeł. Eliza Borg,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2020.
(wyróżnienie własne)

Czas odciska się na człowieku, bo ten nie jest ma­szy­ną, którą można włączać i wyłączać. Czas, w którym człowiek niemający żadnego zajęcia nie wie, w jaki spo­sób jego życie ma stać się życiem, wypełnia go od czub­ka głowy po palce u stóp.

(tamże)

4716. Z oazy (XLVII)  //  Panna cotta (XLIX)

Niedzielne, czyli poniedziałkowe, odliczanie literek, dwa. Ostatnia z urodzinowych książek. Zostawiona na deser wisienka na torcie. Książka-wy­zwa­nie podarowana przez Gepardzicę i Smoku, przywieziona wprost z włoskiej stacjonarnej księgarni. Jak dobrze, że we mnie wie­rzą — to moja pierwsza połknięta książka 7+.

Dużo radości lingwistycznej przyniosła, bo w biegu, w praniu, na czucie, intuicyjnie ogarnęłam jeden z tych czasów przeszłych, którego jeszcze na lekcjach nie miałam. Założę się, że końcówki: -vo, -vi, -va, -vamo, -vate, -vano napotykane w żywym tekście cieszą mnie bardziej niż potencjalnego siedmiolatka.

To książka, w trakcie której dogoniła mnie świadomość, że są w Europie kraje, w któ­rych wydaje się przepięknie ilustrowane książki dla dzieci z uchodźcami jako głównymi bohaterami i… jest dumna Polska — mistrz Europy w homofobii, kraj, w którym uchodźcami straszy się nie tylko dzieci.

To książka, z którą mogę być bez końca. Gdy tak wertowałam — piąty, dziesiąty, piętnasty raz — zrozumiałam, o co mi chodzi z tymi szpagacikowymi książkami. Każda z nich — im więcej ma ilustracji, tym szybciej i łatwiej — dotyka delikatnych i arcyważnych miejsc, pełnych dziecięcej radości, wiary, nadziei i miłości. Miejsc, które nie znikają z wejściem w dorosłość czy tkwieniem w dorosłości od lat, doro­sło­ści co zobowiązań ma bez liku. Każda z tych książek ma przynajmniej jedną ilu­stra­cję i jedno zdanie, które niezmiennie karmią mnie ra­do­ścią, wiarą, nadzieją lub mi­ło­ścią albo wszystkim naraz. Ta książka ma wiele takich ilustracji i kilka zdań.

Per allontanare la paura Nabil infilava le mani in tasca a toccava i semi di acacia che il nonno gli aveva regalato prima di partire.
     — Tienili sempre con te. Quando li stringerai in pugno, ti ricorderai della nostra terra e il tuo cuore ritroverà la pace.
[Aby oddalić strach Nabil wkładał ręce do kieszeni i dotykał nasion akacji albicji, które po­darował mu jego dziadek przed podróżą:
     — Trzymaj je zawsze przy sobie. Kiedy ściśniesz je w garści, przypomnisz sobie nasz kraj i twoje serce uspokoi się.]


[Garść nasion]

*

*

*

È arrivato da un Paese lontano insieme ai genitori e al fratello più grande. Hanno fatto un lungo viaggio in mare che non sembrava finire mai come le notti che scendevano sul loro barcone. Nabil ricorda ancora la furia del vento e le onde […].
[Przybył z dalekiego kraju razem z rodzicami i starszym bratem. Za nimi długa morska podróż, która wyglądała na taką, która nigdy się nie skończy, gdy noce zapadały nad łodzią. Nabil pamięta również wściekłość wiatru i fal […].]

*

     — Sei capace di tenere segreto?
     — Certo, per chi mi hai preso? — ribatté Andrea.
Nabil tirò fuori dalla tasca i semi che gli aveva donato il nonno.
     — Sono semi di acacia — gli confidò. — Mi ricordano la mia terra.
     — Perché non li piantiamo qui, nel giardino della scuola? — gli propose Andrea.
 [   — Jesteś w stanie utrzymać tajemnicę?
     — Pewnie, za kogo mnie wziąłeś? — zareagowała Andrea.
     Nabil wyjął z kieszeni nasiona podarowane przez dziadka.
     — To są nasiona akacji albicji — zwierzył się. — Przypominają mi o moim kraju.
     — Dlaczego nie posadzimy ich tutaj, w szkolnym ogrodzie? — zaproponowała chłopcu Andrea.]

*

Lorenza Farina, Un pungo di semi, ilustr. Lucia Ricciardi,
Paoline Editoriale Libri, Milano 2022.
(wyróżnienie własne)

4715. Z oazy (XLVI)

Niedzielne odliczanie literek nie odbyło się. Przywieziony z ula internet postanowił sobie zrobić w Małej Danii wolną niedzielę.

Niedzielne, czyli poniedziałkowe, od­li­cza­nie literek, raz. Ostatnia, póki co, w języku polskim książka Auto­ra. Trochę thrill­er, przez chwilę wstęp do kryminału, a finalnie mądra opowieść drogi. Choć jest to książka dla „dzieciów”, duży człowiek znajdzie w niej wiele trafionych w punkt frag­ment­ów. Bawiłam się świetnie, głośnym śmie­chem budząc Sadowni­czą czujność za ścianą: co się dzieje, kochanie?

*

No i… ta butelka z tym czymś z jagód jałowca jest niesamowita. Nie­sa­mo­wi­cie pusta. Hep! Szkoda.

*

[…] czarny to nie jest prawdziwy kolor, bo gdyby był, to czarno-biały telewizor byłby kolorowym telewizorem.

*

     — Mój paszport! Gdzie jest mój paszport? Chyba się załamię! — jęczy i zaczyna gorączkowo grzebać w swojej torebce z krokodylej skóry. — Mogłam przysiąc, że go spakowałam, ale mam tutaj tylko moje sandały, moje bikini, moje foremki do piasku, moje skrzydełka do pływania, mój niesamowicie wciągający kryminał, moją gumę do żucia, żeby w samolocie nie zrobiło mi się niedobrze…

     — Mój paszport! — Najwyraźniej gęś także się obudziła. — Chyba się za­ła­mię. Gdzie mój paszport? Mogłabym przysiąc, że go spakowałam. Tutaj jest mój parasol od słońca, mój proszek na pchły, moje flamastry, moja lor­netka, moje rozmówki z setkami przydatnych zwrotów na każdą okazję.

*

     — Mam dobre wiadomości dla wszystkich, którzy lubią złe wiadomości — rzuca.

*

Obie owce przyciskają się do siebie, ich białe łebki nieznacznie różowieją, a oczy napełniają się wielkimi łzami. Wszystkie zwierzęta wpatrują się w owce zbaraniałym wzrokiem. W poczekalni jest cicho jak nigdy dotąd. Słychać tylko cichy plusk łez, które kapią na kafelkową podłogę.

Po tych słowach oczy wszystkich w poczekalni wypełniają się łzami i nawet fikus w kącie leciutko drży. Ale niestety zawsze znajdzie się zwierzę, które w tak wzruszającym momencie zacznie chichotać.

*


     — Nie bądź ciągle taki spięty […] — Wyluzuj trochę.
Dobrze jest czasem komuś zaufać.
I na dodatek to jest całkiem przyjemne.

*

W  świetle księżyca pies gna po zaśnieżonym pasie startowym. Jego uszy radośnie powiewają na wietrze. […]
     Pies budzi się z okrzykiem przerażenia. Widzi, że jest w poczekalni, i mi­mo mętliku w głowie próbuje uporządkować sobie wydarzenia ostatniej nocy.

*

Każde zwierzę ma prawo do swoich małych tajemnic.

*

     — Mam po dziurki w nosie mojego paszportu!  Nagle wszystkie [zwierzę­ta] mają po dziurki w nosie swoich paszportów, drą dokumenty i wi­wa­tu­jąc, podrzucają skrawki papieru w powietrze. Dzikie zwierzęta nie po­trze­bu­ją paszportów.

*

     — Jesteście bezczelne, głośne i ciągle się przekrzykujecie. Nie słuchacie, gdy się do was mówi. Wszystko trzeba wam powtarzać trzy razy, poza tym próbowałyście mnie sprzątnąć, ale… — tutaj lis rozkłada szeroko ramiona — ale już nie wyobrażam sobie życia bez was. — Z krzywym uśmieszkiem patrzy na psa. — To bez sensu, ale jest dość bliskie prawdy.

*

     — Co planujesz teraz robić?
     — Nic szczególnego — odpowiada lis.
     — A to się dobrze składa!
     — Dlaczego?
     — Bo ja też nie planuję nic szczególnego.
     Lis i pies patrzą sobie głęboko w oczy.
     — No dalej! — Pies szturcha lisa po koleżeńsku w bok. — Zapytaj mnie po prostu, czy chciałbym ci do­trzy­mać towarzystwa.

Ulrich Hub, Lisy nie kłamią, ilustr. Heike Drewelow,
przeł. Eliza Pieciul-Karmińska,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

piątek, sierpnia 05, 2022

środa, sierpnia 03, 2022

4712. O perwersji

Jabłoń:
(dziś rano z dumą godną przedszkolaka
opowiada Pati o swoim wyskoku
)

Zkemi:
(od dobrych paru dni
w wersji słomiana wdowa
i porzucona chwilowo matka
)

Sadownik & Jabłoń:
(wczoraj u Zkemi, dawno już
po cotygodniowym zastrzyku
)

Jabłoń:
(o godz. 22:55)
Państwo wybaczą…
najpóźniej za dziesięć minut
muszę do domu, by swoją porcję
wieczornych ćwiczeń zdążyć
zrobić przed północą.

Zkemi & Sadownik:
(pozostali dłuższą chwilę
w poznawczym szoku
)

Pati:
To już perwersja!

Pati & Jabłoń:
(ruszyły w rehabilitacyjne tango i dobrze im szło)

wtorek, sierpnia 02, 2022

4711. 214/365  //  Czekariat (XXVII)

     — nie jest łatwo — do­świad­czo­ny ży­ciem głos marudził do znu­dze­nia.
     — zastanów się, tak naprawdę nigdy nie było łatwo — za­pro­te­sto­wał do­świad­czo­ny tym samym życiem, drugi głos, pró­bu­jąc spro­wa­dzić maru­de­ra na Ziemię — różnica polega na tym, że dawniej każde nie­łatwo było doprawione szcze­nię­cą wiarą, że „w przy­szłości będzie łatwiej”. teraz, po latach, nadzieję rozpala sam fakt istnienia przy­szłości, której fundamenty, nie zawsze w łatwy spo­sób, wzno­simy już dziś.

214/365

*

Zahipnotyzowana jestem tym zdjęciem od trzech tygodni. Jest dla mnie metaforą wszyst­kiego, co do zaoferowania ma życie. Jest metaforą wszyst­kiego, czego potrzebuję do satys­fak­cjo­nu­ją­ce­go życia: miłości, pasji, piękna i… „lin* wspinaczkowych”. Tych ostat­nich, by nie utknąć w miejscu.


fot. Saxifraga, fragment.

____________
  *  np. ludzi, wierszy, kamieni.

poniedziałek, sierpnia 01, 2022

4710. 213/365

psia starość ułożyła mi się pod nogami. bezbronna i ufna. patrzę i wciąż w tej psiej twarzy widzę tę małą, pięcio­i­pół­ki­lo­gra­mo­wą kuleczkę, którą wniosłam do ula — wtedy był przy­tu­liskiem — cztery tysiące czterysta dziewiętnaście dni temu.

213/365

niedziela, lipca 31, 2022

4709. Z oazy (XLV)

Niedzielne odliczanie literek, cztery. Przyszła do mnie informacja o tej książce cał­kiem przypadkiem, w postaci czerstwej nowości. Natychmiast klik, klik zrobiłam. Rzuciłam wszystko inne, co aktualnie się czytało w ulu. Oj, potrwa, nim te na­po­czę­te, warte grzechu i przemyśleń, grube cegły skończę. Warto było rzu­cić wszystko. Polecam ten proceder.

Autor. Musieli go wyrzucić i przekląć, musieli, nie mieli wyjścia, bo nie nadawał się, nie straszył, nie groził. Kościół katolicki to nie jest miejsce dla mistyków.

Czym są te dobre rzeczy? To miłość pracy, którą lubisz robić z miłości do niej samej; ukochanie śmiechu i bliskości z ludźmi, do których nie przy­wie­rasz i od których emocjonalnie nie zależysz, lecz cieszysz się ich towa­rzyst­wem.

*

[…]  modlitwa może być tak prostą sprawą, jak wdech i wydech.

*

Jest o wiele za dużo mów o Bogu; świat ma ich dość. Jest za mało świa­do­mo­ści, za mało miłości, za mało szczęścia, lecz tych słów również nie uży­waj­my. Jest za mało porzucania złudzeń, odchodzenia od błędów, zrywania z przywiązaniami i okrucieństwem, za mało świadomości.
     Z tego właśnie powodu, a nie z braku religii cierpi świat.

*

Pies jest psem, róża różą, gwiazda gwiazdą; wszystko jest po prostu tym, czym jest. Tylko dorosły człowiek może być jednym, a udawać, że jest kimś innym.

*

Dużą część życia tracimy, reagując na etykietki, nasze własne i innych ludzi.

*

Jeden z powodów, dlaczego nie postrzegamy ludzi wyraźnie, jest oczywisty — wtrącają się nasze emocje, uwarunkowanie, nasze sympatie i antypatie. Musimy borykać się z tym faktem. Musimy się jednak borykać także z pew­ny­mi rzeczami, które są o wiele bardziej fundamentalne — naszymi ideami, wnioskami, pojęciami. Uwierz, że każde pojęcie, które miało nam pomóc w utrzy­maniu kontaktu z rzeczywistością, w ostatecznym rozrachunku sta­je się przeszkodą.

*

Wszyscy mistycy — niezależnie od teologii i niezależnie od re­li­gii — są jed­no­myśl­ni co do jednej rzeczy: wszystko jest dobrze. Choć wszystko jest chaosem, to wszystko jest dobrze.

*

Szczęście nie jest osiągnięciem; miłość nie jest osiągnięciem; świętość nie jest osiągnięciem. Każde z nich jest łaską — łaską zwaną świa­do­mo­ścią, łaską zwaną patrzeniem, obserwowaniem i zrozumieniem.

*

Nie ma powodu, aby się zniechęcać.

*

Miłość i wolność możemy bowiem znaleźć jedynie wtedy, gdy cieszymy się każdą nutą w chwili, gdy ona się zjawia, a potem pozwalamy jej odejść, aby być w pełni chłonnymi na nuty, które po niej następują.

*

Nie liczy się to, czy się zgadzasz, czy nie, ponieważ zgoda bądź niezgoda są powiązane ze słowami, pojęciami albo teoriami, nie mają nic wspólnego z prawdą. Prawdy nigdy nie wyraża się w słowach. Prawdę dostrzega się nagle, jako wynik pewnej postawy.

*

Rzeczy, które nazywam niemiłymi, niechcianymi
szukam dobra, które z nich płynie
ziaren wzrostu, które niosą
i znajduję powód, aby także za nie dziękować.

*

एंथनी डि मेलो
(1931–1987)

Anthony de Mello, Przestań siebie naprawiać,
przeł. Justyna Grzegorczyk, Zysk i S-ka, Poznań 2022.
(wyróżnienie własne)

Jeśli nazwę ją „kobietą”, jest to prawda, ale w tej osobie jest o wiele więcej rzeczy, które nie pasują do pojęciakobieta”.

(tamże)