
lubię ten obraz. wspomnienie dla jednych, marzenie dla drugich, dla trzecich marzenie niedoścignione. i teraźniejszość — Gonia w kolejce do sklepiku w depeesie, a ja cyk.
329/365
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?

lubię ten obraz. wspomnienie dla jednych, marzenie dla drugich, dla trzecich marzenie niedoścignione. i teraźniejszość — Gonia w kolejce do sklepiku w depeesie, a ja cyk.
329/365

— wiesz, jeszcze nie jestem ciężarem dla rodziny — powiedział z nieukrywaną dumą w głosie.
nie wiedziałam, czy mam usunąć pierwsze trzy słowa oraz przecinek z jego wypowiedzi i postawić na końcu kropkę. a może znak zapytania?
328/365

Nasz oddech zawiera w sobie jeszcze jakąś inną niewidzialną energię – potężniejszą i silniej oddziałującą niż jakakolwiek molekuła znana zachodniej nauce.
James Nestor, Oddech. Naukowe poszukiwania
utraconej sztuki, przeł. Patrycja Przełuska,
Wydawnictwo Galaktyka, Łódź 2021.
Wczoraj zdjątko przysłał, nim dziś zasypało Małą Danię na całego.

Biały Kruk, fragment.
Dwuniedzielne odliczalnie literek, cztery. Czy to już tradycja? Pierwszą książkę o Pandzie i Smoku zamówiłam rok temu, jeszcze w ulu, ale przyszła do mnie i towarzyszyła mi na zeszłorocznym, listopadowym gigancie. Drugą książkę o Pandzie i Smoku, czyli tę, zamówiłam na tym turnusie giganta i szczęśliwie trafiła w moje ręce w ostatni piątek, wróżąc wspaniały weekend.
Zupełnie inna niż pierwsza część, choć ci sami bohaterzy, ale równie doskonała. Tak samo pięknie wyciska łzy wzruszenia. Zryczała mnie okrutnie…
The story begins with change […] and ends with change […]. Both of these changes are scary, but both could be considered necessary to move through life and become less fearful and more content.
When I first set out to create the book, I decided to base it on the idea of a spiritual journey which starts not simply with discontent, but the acknowledgement of this discontent and the desire to do something about it.
// z posłowia.
* * *
*
*
*
*
*
‘Something needs to change, my little friend,’
said Big Panda.
‘But if making the change was easy,
it probably wouldn’t make very much difference.’

Great change requires great effort.
*
*
*
Even the greatest storm will pass...
*
‘This is not where we would
choose to be,’ said Big Panda,
‘but it is where we are...
And if you try to forget about what has
happened, just for a moment,
and look around,
you might see that this is
one of the most beautiful moments
we have ever experienced.’
*
*
I just trust in life to take us where we need to be.
*
*
And he began to feel that the emptiness inside him
was like a cup waiting to be filled.
Filled with all the wonders the world had to offer.
There was pain, of course,
but there was much beauty too.
*
‘It seems that the more I unclench my hand,’ said Tiny Dragon,
‘the more the world seems to place into it.’
*
‘But you always seem to know the answers,’ said Tiny Dragon.
Big Panda grinned.
‘Well, I have made a lot more mistakes than you.’
*
James Norbury, The Journey. A Big Panda and Tiny Dragon,
Michael Joseph, London 2022.
(wyróżnienie własne)

Dwuniedzielne odliczalnie literek, trzy. Ostatnia, skończona przed gigantem książka. Polska to nie jest kraj dla głuchych ludzi! To w ogóle nie jest kraj dla kogokolwiek poza politykami i embrionami. Ta książka jest pozycją obowiązkową dla osób słyszących. Niesłyszący i ich dzieci znają jej zawartość niestety z autopsji. To opowieść o dyskryminacji od a do żet, milion razy bardziej dojmującej niż ta, której doświadczam, wynikającej z wysokich krawężników czy królującego wszędzie w Polsce, niczym symbol wyższego statusu społecznego, chociaż jednego (pierdolonego!) schodka, schodeczka, schodunia do prawie każdego lokalu.
Język migowy pozostanie dla mnie w tym życiu marzeniem niespełnionym. Nie dam już rady zamigać nawet tego, co znam: dzień dobry, dziękuję czy do widzenia — miganych szczerych, dobrych intencji i życzeń — znaków, które podarowały mi w tym życiu kilka wzruszeń.
Zaskakującym może wydać się fakt, że miłość do języka włoskiego zawdzięczam… kulturze Głuchych! Nie rozumiejąc zupełnie nic, zakochałam się w tym języku, wdzięczna za ekspresję niewerbalną, na jaką pozwala mężczyznom, dla których jest pierwszym językiem. Nic się nie zmieniło — może poza tym, że więcej rozumiem — bo wciąż uwielbiam tę rozmowę z Mauro Iandolo, sprawdziłam chwilkę temu.
Głusza – to miejsce z dala od ludzi. Po naradach z głuchymi bohaterami tej książki zdecydowaliśmy, że słowo „głusza” przetłumaczymy na PJM, używając określenia „pusto dookoła”.
To właśnie ten znak miga postać na okładce.
*
Na początku nie było słów – tak zaczynają się historie ludzi głuchych.
*
Cisza. Dziwne słowo. Słyszący mówią, że głusi „żyją w świecie ciszy”. Daniel nigdy tak o swoim świecie nie myślał.
Pytał słyszących, czym jest dla nich cisza. Mówili, że jest wtedy, gdy szumi morze, albo że kojarzy się im ze śmiercią.
Kiedy nosił aparaty słuchowe i później, po wszczepieniu implantu ślimakowego, odbierał jakieś dźwięki, których nie rozumiał. Hałas, zbyt dużo odgłosów naraz, których nie potrzebował, które nic mu nie dawały. Przypomniał sobie, że po zdjęciu aparatów albo zewnętrznej części implantu wszystko wracało na swoje miejsce.
A więc to jest ta cisza.
*
[…] głusi nie są niemi, bo mają swój język.
*
Jedno z pierwszych pytań, jakie zadają słyszący: głusi nie słyszą, ale przecież chyba mogą nauczyć się czytać?
Gdy dowiadują się, że nie – nie wszyscy głusi w Polsce potrafią ze zrozumieniem czytać po polsku – słyszący dziwią się jeszcze bardziej: przecież to Polacy, kończą polskie szkoły, żyją w kraju, w którym wiadomości, pisma urzędowe, diagnozy i wyroki są po polsku. Jak to możliwe, że nie znają polskiego?
Żeby to zrozumieć, trzeba cofnąć się do samego początku. Czyli do momentu narodzin głuchego dziecka.
*
– Jestem głuchy. Piszę „Głuchy” przez duże G, gdy chcę podkreślić odrębność kultury Głuchych, ich języka i wspólnego doświadczenia. Kiedy mówię o mojej głuchocie w kontekście medycznym, zapisuję słowo „głuchy” małą literą. Dzisiaj jest takie modne słowo „nienormatywni”. Głusi są właśnie nienormatywni. Oni są normalni, ale inni niż reszta – precyzuje Bartosz [Marganiec].
*
– Kiedy jesteśmy sami ze sobą, głusi z głuchymi, możemy do siebie migać, nie czujemy się inni – powiedział mi jeden z głuchych rozmówców. – Jesteśmy niepełnosprawni tylko wtedy, gdy jesteśmy między wami, słyszącymi.
Być może Amanda zostawiła mnie na chwilę w stołówce, bo uznała, że najlepiej poznam to miejsce, jeśli zostanę sama wśród głuchych.
I gdy poczuję przez chwilę to, co oni – samotność wśród ludzi.
*
– Espresso or cappuccino? – zapytał głośno mężczyzna, nie spuszczając oczu z moich ust.
– Double espresso – odpowiedziałam głośniej niż zwykle.
Mężczyzna uśmiechnął się, puknął dłonią w ucho i za kilka minut przyniósł cappuccino. Głusi mają tak na co dzień: proszą o jedno, lecz nie rozumieją się ze słyszącymi, więc dostają co innego.
*
„Tłumaczka skradła show”, „widzowie pokochali migającą tłumaczkę” – gdy słyszący piszą o tłumaczeniach debat prezydenckich czy koncertów, głusi reagują sprzeciwem. Dla nich to, co się dzieje, nie jest żadnym spektaklem, jest zwykłym użyciem języka. Języka, który był przez blisko trzy stulecia uznawany przez słyszących pedagogów za gorszy od mówionego.
*
Gdyby głusi mieli wybrać człowieka, od którego wszystko się zaczęło, byłby nim ksiądz Charles-Michel de l’Épée nazywany ojcem głuchych. […] Dla nich de l’Épée był człowiekiem, który jako jeden z pierwszych powiedział: macie prawo do własnego języka.
*
– Czy wiesz, jaka jest różnica między głuchymi dziećmi, które chodzą do szkół dla głuchych z internatem, wracają do domu tylko na weekendy, święta i wakacje, a głuchymi dziećmi, które są w szkołach integracyjnych, czasami z tłumaczem? – miga na filmie Miller. – Te pierwsze mają dostęp do języka migowego. Od rana do wieczora kwitnie ich życie towarzyskie. Ale są z dala od swojej rodziny. Te drugie mieszkają z rodziną, czasami głuchą, jednak w szkole nie mają przyjaciół, a wieczorami brakuje im kontaktów z rówieśnikami. Co jest gorsze?
*
Niektórzy mówią, że głuche dziecko, które przychodzi na świat w głuchej rodzinie, ma szczęście. Dostaje coś, do czego dzieci w rodzinach słyszących nie mają początkowo dostępu: język.
– Język głuchych dzieci z głuchych rodzin widać po oczach – mówi nauczycielka ze szkoły dla niesłyszących. – I po tym, jak migają. Bez zawahania, dumnie. To dzieci z rodzin dynastycznych, w których głuchota sięga kilku pokoleń.
*
– Zdarza się, że głusi odkrywają jeszcze jedno – dodaje Wiśniewska-Jankowska. – Jako dorośli zdają sobie sprawę, że to oni musieli się dopasować do słyszących. A jeśli ani ich matka, ani ojciec nie nauczyli się dla nich języka migowego, to znaczy, że nie uznali kontaktu z nimi za na tyle cenny, by włożyć w niego wysiłek. […] Głusi uświadamiają sobie, że zostali opuszczeni językowo.
*
Znaki miga się przy różnych częściach ciała: na czubku głowy, na tle korpusu, z prawej lub lewej strony twarzy, poniżej pasa. Niektóre znaki, jak na przykład „pies”, miga się tuż przy udzie. Żeby to pokazać, moja nauczycielka kieruje na chwilę kamerę w dół i miga „pies”.
To nieprawda, że znaki języka migowego są intuicyjne.
*
Zapytała o implant z taką pretensją, jakby mój głos należał do niej. Nie była ciekawa, jak żyję, co robię. Jako głuchy zostałem zredukowany do głosu.
Zastanawia się przez chwilę i dodaje: – To tak, jakby najważniejszym celem głuchego było nauczyć się być jak słyszący.
*
„Słyszaki” – mówią czasem głusi o słyszących.
*
– Jako były uczeń szkół dla głuchych, wiem, że dla głuchego dziecka ważne jest, by nie koncentrować się tylko na tym, czy dobrze posługuje się językiem polskim. Trzeba w nie uwierzyć i pokazywać możliwości. Głuche dziecko musi po prostu dostać pierwszy język – język migowy. Dopiero kolejnym krokiem jest nauczanie języka drugiego – języka polskiego, a drogą do polszczyzny jest polski pisany – mówi Marek Krzysztof Lasecki, malarz, grafik, nauczyciel w szkole przy Łuckiej oraz inicjator i współzałożyciel Grupy Artystów Głuchych, głuchy od urodzenia.
*
Ręce migających mogą szeptać. Poruszają się dyskretnie, niezauważalnie, ruchy są ograniczone. Głusi mówią, że miga się wtedy nisko, by inni nie mogli zobaczyć dłoni.
*
„Migasz jak głuchy” – to największy komplement dla tłumacza.
*
Przez ostatnie trzydzieści lat wyjaśniałam [Eunika Lech]: głusi nie potrafią czytać ze zrozumieniem po polsku. Przynajmniej większość z nich. Dlatego nie doczytają informacji w internecie, nie zgooglują. Język polski jest dla nich trudny, obcy. Bez tłumacza nie zrozumieją, co się dzieje.
*
„Kwarantanna” – nowe słowo dla głuchych. Od razu widać, którzy tłumacze mają stały kontakt z głuchymi. Jeśli literują nowy termin, oznacza to, że nie mają. Jeśli migają dwa krzesełka, nad nimi daszek – mają. Taka jest zasada: nowe słowa na początku się literuje, ale głusi szybko wymyślają na nie znak, trzeba tylko wiedzieć jaki.
*
Uzdrowienie chorych…
– Migam: „chory”, „zdrowy” i „już”. Dodanie znaku „już” na końcu zdania oznacza, że coś się dokonało, w tym przypadku chorzy ozdrowieli – mówi tłumaczka.
– Można też zamigać literkę „u”, a potem „zdrowy”, czyli „uzdrowić” – twierdzi ksiądz, który był na kursie SJM i tam poznał takie rozwiązania.
Ucieczko grzesznych…
– Tłumaczenie nabożeństw jest bardzo trudne. Myślę, że rzadko zastanawiamy się nad znaczeniem słów, odmawiając modlitwę, często ją „klepiemy” – nie wytrzymuje Bożena. – Gdy zaczynamy ją tłumaczyć, okazuje się, że sporo tu pustych zdań. Bywa, że największym wyzwaniem są kazania. „Umiłowani w Chrystusie” – jak to przetłumaczyć? Migam: „Moi mili”. „Ucieczko grzesznych” − trzeba zamigać „grzech” i „uciekać”.
– Tak, „grzech” i „uciekać” – ksiądz rozkłada bezradnie ręce.
[…]
Amen.
– Ręce złożone – zgadzają się i tłumaczka, i ksiądz.
[…]
W naszym kościelnym miganiu dużo jest starych znaków, zabytków języka, które głusi przekazywali sobie z pokolenia na pokolenie. Jednym z nich jest słowo „grzech”.
Anna Goc, Głusza,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2022.

Każda głucha osoba ma swój znak migowy, czyli przydomek, który zastępuje imię i nazwisko. Może być związany z nazwiskiem, cechami charakteru, wyglądem, wykonywanym zawodem.
Znaki migowe dostają też słyszący.
Donalda Tuska miga się jak Kaczora Donalda, od dzioba.
Jarosława Kaczyńskiego jak kaczkę, naśladuje się płetwy.
Aleksander Kwaśniewski to kwaśny.
Angela Merkel – dłonią wskazuje się bruzdę na policzku, która pojawia się przy uśmiechu.
Donald Trump – robi się falę nad głową, co ma nawiązywać do jego fryzury.
Świętego Piotra miga się jak klucze, bo katolicy wierzą, że ma klucz do nieba.
*
Historia ciągle się powtarza: trudności komunikacyjne ludzi głuchych trzeba uświadamiać od nowa. Głusi czasem żartują, że urzędnikom i politykom zajmuje średnio cztery lata zorientowanie się, na czym polega bycie głuchym.
Jeśli po czterech latach przychodzą nowi, wszystko trzeba zaczynać od początku.
*
Z raportu powstałego w ramach prac Komisji Ekspertów ds. Osób z Niepełnosprawnością przy Rzeczniku Praw Obywatelskich opublikowanego w 2014 roku: „W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich prawo osób głuchych do edukacji w najdogodniejszym dla nich języku – polskim języku migowym – nie jest w Polsce realizowane”.
I tak jest do dziś.
*
Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych przyjęło Konwencję ONZ o prawach osób niepełnosprawnych pod koniec 2006 roku, polski rząd podpisał ją kilka miesięcy później, a we wrześniu 2012 roku Polska ratyfikowała konwencję. Ale od tego czasu niewiele się zmieniło.
*
– Czytam na głos, bo tego oczekuje ode mnie Rzeczpospolita Polska – wyjaśnia Daniel Kotowski, artysta wizualny. – Zgodnie z artykułem dwudziestym siódmym Konstytucji RP „w Rzeczypospolitej Polskiej językiem urzędowym jest język polski”. A więc ja, obywatel głuchy od urodzenia, mam mówić po polsku. Nawet jeśli nie potrafię, mimo że przez kilkanaście lat próbowałem się nauczyć. Nawet jeśli nie słyszę swojego głosu.
*
[…] Andrzej Duda obiecał nam, że wprowadzi do konstytucji zapis, że PJM jest językiem urzędowym w Polsce.
Głusi ciągle czekają na spełnienie tej obietnicy.
(tamże)
Dwuniedzielne odliczalnie literek, dwa. Znów, gdyby nie wojna, ten wpis miałby tytuł: Gwiazdka w listopadzie II, bo dziewięć dni temu zostałam obdarowana drukowanymi włoskimi literkami. Tę książeczkę też połknęłam jeszcze w „zaprzeszły” piątek, nim Sadownik zdążył rozpakować swoją walizkę. Nim spakował moją, miałam wszystkie ilustracje nie tylko w pamięci podręcznej, ale również w sercu.
Alma i Pan Ciasteczko mają kilka wspólnych zdjęć. Wszystkie uwielbiam. Na nich od obojga bije radość istnienia, spokój i niebywałe ciepło, choć fizycznie pod każdym względem, w dość przerysowany sposób, są diametralnie różni. Od Almy do mnie dwa uściski dłoni, wiele dobrych słów i myśli, zastrzyki, których nie można kupić w Polsce oraz marzenie, by przy jednym stole przy czymś pysznym razem usiąść. Jakby było mało, teraz jeszcze ta książeczka, która jest najwspanialszym listem z najlepszymi życzeniami. Powiedzieć grazie, to nie powiedzieć nic.

Read, Exercise, Dream!
Leggi, esercita, sogni!
* * *

[Dla ciebie chciałabym zawsze pogodnego nieba / i beztroski.]
*
Per te vorrei abbraci a non finire
[Dla ciebie chciałabym uścisków bez końca]
*
Vorrei una cima da conquistare
[Chciałabym szczytu do zdobycia]
*
sorrisi in amicizia e tenerezza.
[uśmiechów w przyjacielskich relacjach i czułości.]
*

[i czegoś, co cię zaskoczy.]
*
e il sapore delicato
della lentezza.
[i delikatnego posmaku nieśpiechu]
*

[Dla ciebie chciałabym skarbów bez końca]
*
e piccole sfide da affrontare.
[i małych wyzwań do pokonania.]
*

[Chciałabym ochrony na każdą okazję]
*
Tutto questo vorrei
[Wszystkiego tego chciałabym]
e forse anche
di più…
[a może nawet
więcej…]
perché quello
che conta per me
[ ponieważ tym,
co liczy się dla mnie,]
sei tu!
[jesteś Ty!]
*

[Chciałam dla ciebie chwil / intensywnego piękna]
Amy Krouse Rosenthal, Per te vorrei…, ilustr. Tom Lichteheld,
z j. angielskiego przeł. Marinella Barigazzi,
Nord-Sud Edizione, Milano 2021.

*

Dwuniedzielne odliczalnie literek, raz. Gdyby nie wojna, ten wpis miałby tytuł: Gwiazdka w listopadzie. Dziewięć dni temu zostałam obdarowana, w niewyobrażalny dla mnie wręcz sposób, stosikiem łacińskich literek ułożonych na włoską manierę. Dwie książeczki — będące największym zaskoczeniem ze względu na osoby, które o mnie pomyślały — połknęłam jeszcze w „zaprzeszły” piątek, nim Sadownik zdążył rozpakować swoją walizkę. Nim spakował moją, miałam je przeczytane kolejne trzy razy.
El Sciur i Pan Ciasteczko nie raz sobie dłonie podali, in bocca al lupo! Od El Sciura do mnie dwa uściski dłoni, crepi il lupo, i od dziewięciu dni jedna książeczka, viva il lupo!
Potwór Złościożerca to dla mnie druga książeczka o złości. Lepsza. Doskonała! I gdy Autorzy tekstu i ilustracji emocjom przyporządkowują kolory, ja — poza pozyskaniem nowych słów — zabawiłam się w przyporządkowanie uczuciom i emocjom… zwierząt! Twoja złość, radość, strach, miłość… gdyby były zwierzętami, to jakimi?
se le emozioni sarebbero gli animali? secondo me, la paura sarebbe un pipistrello piccolo, la gioia sarebbe un grande pappagallo, la tristezza sarebbe un panda, la felicità sarebbe una tartaruga e la calma, senza dubbio, sarebbe una balena.
[jeśli emocje byłyby zwierzętami? według mnie strach byłby małym nietoperzem, radość byłaby dużą papugą, smutek byłby pandą, szczęście byłoby żółwiem, a spokój na pewno byłby wielorybem.]
* * *
[…] oche […] pavoni […] topolini,
fenicotteri, lepri e tanti altri animali.
[gęsi, pawie, myszki,
flamingi, zające i wiele innych zwierząt]
*
Nella vita ci sono e ci saranno sempre dei mostri sul nostro cammino, ma siamo noi a scegliere come affrontarli: se combattendoli o provano a conoscerli.
[W życiu są i zawsze znajdą się na naszej drodze potwory, ale to właśnie my mamy wybór, jak się z nimi zmierzyć: walczyć z nimi czy spróbować je poznać.]
*
— Sei brutto! Sei cattivo! Ci fai paura, vattene subito!
Più i pavoni lo trattavano male, più il mostro diventava grosso, rabbioso e violento.
[ — Jesteś brzydki! Jesteś zły! Straszysz nas, wynoś natychmiast!
Im gorzej pawie traktowały go, tym większy stawał się potwór, jeszcze bardziej wściekły i agresywny.]

*
Tanti anni fa vivevo con uno stregone che si era stancato di incontrare persone maleducate. Così un giorno decise di punirle e, per riuscire nell’intento, mi trasformò in un mostro: ogni volta che incontravo una persona che mi trattava male per via del mio aspetto fisico, diventavo sempre più grande e spaventoso.
[Wiele lat temu mieszkałem z czarownikiem, który zmęczył się spotykaniem ludźmi źle wychowanych. Więc pewnego dnia postanowił ich ukarać, w tym celu zamienił mnie w potwora: za każdym razem, gdy spotykałem osobę, która mnie źle traktowała z powodu mojego wyglądu fizycznego, stawałem się zawsze większy i przerażający.]
*
— Mi dispiace molto per tutto quello che è successo — gli disse. — Voglio che tu sappia che qui sei il benvenuto. Mi farebbe molto piacere conoscerti e sapere come posso aiutarti.
Per ogni parola di gentilezza, comprensione e accettazione che sentiva, il mostro diventava un po’ più piccolo e docile.
[ — Bardzo mi przykro z powodu wszystkiego, co się wydarzyło — powiedział Złościożercy. — Chcę, żebyś wiedział, że jesteś tu mile widziany. Byłoby mi bardzo miło cię poznać i dowiedzieć się, jak mogę ci pomóc.
Z każdym słowem pełnym dobra, zrozumienia i akceptacji, które słyszał, potwór stawał się mniejszy i łagodny.]
*
Che sorpresa fu per tutti vedere che, con ogni parola, pensiero o gesto di accoglienza e gentilezza, il mostro continuava a rimpicciolirsi. Allora il re fenicottero si rivolse a quel mostrino ormai piccolo e poco minacciosa:
— Perché non ti fermi qui con noi? Ci farebbe piacere conoscere la tua storia…
E fu in quel momento che… PUFF!
Il mostricattolo si trasformò in un bellissimo camaleonte variopinto.
— Incredibile! — esclamarono in coro gli animali del castello davanti a quel prodigio.
[Cóż to było za zdziwienie dla wszystkich, zobaczyć, że z każdym słowem, myślą lub gestem akceptacji i dobroci potwór ciągle się kurczył. Król Flaming zwrócił się do potworka, w tej chwili malutkiego i mało groźnego:
— Dlaczego nie zatrzymasz się tutaj u nas. Byłoby dla nas przyjemnością, poznać twoją historię…
I w tamtej chwili… PUFF!
Malutkie potworątko zamieniło się w przepięknego, wielokolorowego kameleona.
— Niewiarygodne! — wykrzyknęły chórem zwierzęta, widząc ten cud.
]
*
*
Quando combattiamo contro una cosa, la rafforziamo. La rabbia e l’odio che le riversiamo addosso, la fanno crescere. Se invece ci avviciniamo con curiosità, gentilezza e amore, è più facile che quella stessa cosa mostri il suo lato migliore, proprio come il camaleonte portafortuna ha fatto con noi.
[Kiedy walczymy z czymś, wzmacniamy to. Złość i gniew, którymi siebie obrzucamy, rosną. Tymczasem, jeśli zbliżymy się z ciekawością, dobrocią i miłością, łatwiej tej samej rzeczy pokazać swoją najlepszą stronę, dokładnie tak, jak kameleon na szczęście zrobił to z nami.]
*
D’altro parte, con la sua saggezza, aveva sempre trovato il modo per risolvere i loro problemi…
[Z drugiej strony, z jego mądrością, król Flaming zawsze znajdował sposób, by rozwiązać ich problemy…]
*
Luca Mazzucchelli, Il mostro mangiarabbia, ilustr. Giulia Telli,
Giunti Editore, Firenze/Milano 2022.
(wyróżnienie własne)

Le emozioni negative non esistono. Di negativo c’è quello che decidiamo di farcene dei nostri vissuti.
[Negatywne emocje nie istnieją. Negatywne może być tylko to, co z nimi zrobimy w naszym życiu.]
(tamże)
*


pierwszy dzień. wyzwanie podjęte.
pełna, totalna praktyka oddechu.
317/365
Biały Kruk:
(wczoraj przysłał zdjątko
wykonania dania z nowego przepisu)
Jabłoń:
Bóstwo!!!
Biały Kruk:
A jak smakowało!
Jabłoń:
Zapisuję się na degustację!
Biały Kruk:
Tak myślałem.

Biały Kruk, fragment.
Kaan & Jabłoń:
(wczoraj o fryzurach, które lubią na swoich głowach,
rozmawiają przy okazji tykania różnych kanonów)
Kann:
Moja „kolekcja szpilek” to
bluzy z kapturem.
Jabłoń:
(kupiła na pniu i musi mieć to zdanie tu, w swojej kolekcji,
nie tylko z powodu słabości do,
jak mawiają najbliżsi, zębów na dupie)
Kaan.
Czasem można dostrzec ducha nawet
w krągłości ceramicznej filiżanki.
Toko-pa Turner
państwo dumne.
margines stał się normą.
państwo dumni?
315/365
Wkurwia mnie już ta cała Niepodległość! A jeszcze bardziej wkurwia mnie to, że tak łatwo odgradzamy się od tej bandy demolującej co roku Warszawę. Jasne, my nie demolujemy. My jesteśmy aktywistami, pomagamy sąsiadom, tworzymy ruchy miejskie, dokarmiamy podwórkowe koty. A oni to barachło, to nie nasze. Ktoś ma coś zrobić, ich ma nie być, mają zniknąć i kropka. Też mnie wkurwiają, smucą, to jasne. Też mam dość ich święta niepodległości. Tylko że jestem prawie pewny – a naprawdę rzadko mi się to zdarza – że za nich też trzeba czuć się odpowiedzialnym. Bo co? Bo są za mało obywatelscy, za mało prospołeczni, bo kotów nie dokarmiają? Nie wiem, jak się wyciąga rękę do takich osób, nie wiem, co trzeba zrobić. Nie wiem, jak powinna wyglądać nauka historii i obywatelskości w szkołach, jak powinna wyglądać polityka historyczna, jak zrobić, żeby każdy miał podobne szanse na starcie i na mecie nie musiał pluć na tych, którym udało się szybciej i lepiej. Ale przecież ci chłopcy w ONR nie wzięli się chyba z ulicy?
Patryk Pufelski, Pawilon małych ssaków,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)
*
[…]
nacjonalizm jest dumą z cudzych zasług
i nienawiścią do ludzi, których się nigdy nie spotkało.
Ewa Wilk, Używka narodowa,
Polityka, 46/2022.

dziś,
w sześćdziesiątą rocznicę pierwszej randki, lampeczkę na cmentarzu zapalił.
dziś
zaczęłam piąty rok życia
z diagnozą.
jakim cudem chce się nam obojgu jeszcze* żyć?
313/365
__________
* choć nie zawsze.