czwartek, września 24, 2026

6232. 267/365  // na gigancie, dzień 12.

smu­tek — nie udawaj, że go nie zauważasz, nie przepędzaj go, nie poganiaj. wypij z nim zimową herbatę, nie oczekując, że to zaraz coś zmieni. niech siedzi przy stole, ile potrzebuje, a ty wyjdź na dwór i spójrz w niebo.

267/365

🍅
Objawienie to odsłonięcie rzeczywistości. […]  Objawienie prze­ry­wa zatem codzienny strumień czasu i pojawia się jako szczególna chwila, w której możemy intuicyjnie uchwy­cić głębszą, bardziej istotną rzeczywistość ukrytą w rzeczach lub osobach.
   — Czesław Miłosz

[w:] Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

środa, września 23, 2026

6231. 266/365  // na gigancie, dzień 11.

     — jesteś fizycznie bezpieczna?
     — tak.
     — to śmia­ło, włącz ciekawość i lecisz!

266/365

🍅
Miłość […]  nie skończyła się wraz z jego przej­ściem na Dru­gą Stronę. Ta miłość trwa jak potężna siła […]. Ukochane osoby po Dru­giej Stronie bardzo się starają, aby wy­sy­łać nam zna­ki, które pozwalają wierzyć w trwałość tej miłości i po­zo­sta­wać na nią otwartymi, kiedy najbardziej jej po­trze­bu­jemy.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

wtorek, września 22, 2026

6230. 265/365  // na gigancie, dzień 10.

alternatywny tytuł wpisu:
6230. Panna cotta (CCVII)

una canzone. l’ho pescata alla ra­dio qualche giorno fa. è con la canzone che la mia anima sta guarendo.

265/365

[pl] piosenka. wyłowiłam ją z radia kilka dni temu. to przy tej piosence zdrowieje moja dusza.

🍅
Ci, których straciliśmy w znaczeniu fi­zycz­nym, nadal są z na­mi w znaczeniu ener­ge­tycz­nym. Możemy zabrać ukochane oso­by w naszą podróż przez życie.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

Vasco Rossi, Se ti potessi dire.

se ti potessi dire
quante volte ho pianto per capire
[…]
se potessi raccontarti per davvero
le abitudini di cui non vado fiero
le malinconie, le nostalgie perfino dei rimpianti
          per le cose che se avessi adesso ancora qui davanti
le rifarei esattamente così sì
stessi errori stesse passioni
e le stesse, stesse, stesse delusioni
, sì
vivere per amare / vivere per sognare
vivere per rischiare / e vivere per diventare
vivere per adesso / vivere lo stesso
vivere per errore / e vivere con passione
vivere solamente / vivere continuamente
vivere senza ricordo / e senza rimpianto
[…]
se ti potessi dire

poniedziałek, września 21, 2026

6229. 264/365  // na gigancie, dzień 9.

dołączy­łam, milczeliśmy. pierwszy raz, choć to mój dzie­wiąty turnus. milczeliśmy razem.

264/365

🍅
Im więcej o tym myślę, tym bardziej czuję, że nie ma większej sztuki, niż kochać ludzi.
   — Vincent Van Gogh

[w:] Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

niedziela, września 20, 2026

6228. 263/365  // na gigancie, dzień 8.

jest ru­tyna*. jest samodyscyplina*. i oczy sze­ro­ko otwarte, by nie przegapić niczego, co spon­ta­nicz­nie przychodzi, by karmić moją duszę, uruchamiać wdzięcz­ność, czynić mnie żywą.

263/365

_________
  *  naturalne inhibitory, skutecznie po­wstrzy­mujące kieł­ko­wa­nie tęsknot.

🍅
Najmniejsza kropla rosy i naj­po­tęż­niej­sza fala oce­anu — wszyst­kie są częścią tej samej wspaniałej historii wza­jemnych po­wiązań.
     To samo dotyczy ludzi. Siły Wszechświata, które kierują wo­dę ku wodzie, starają się kie­ro­wać nas w stronę innych lu­dzi — ludzi, któ­rych potrzebujemy i kochamy. Ludzi, z któ­ry­mi mają skrzyżować się nasze drogi.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

6227. Z oazy (CDLXXIV)

Pierwszy tomik tam. Wybierając z drugiego to, co chcę zachować tu dla siebie, po­myślałam o potencjalnym niefantomowym bólu poety, gdyby widział, co ja z jego wierszami zro­bi­łam po tym, gdy je po swojemu przeczytałam i przeżyłam. Per­spek­ty­wa innego ży­cio­we­go doświadczenia, drugiej płci, innych sposobów myślenia i za­chwy­cania się światem niczego nie usprawiedliwiają — poeta zgrzytałby zębami jak nic. A ja w tym czasie przycięłam, wycięłam, wydłubałam i mam tu pod ręką.

Przecinki. Pozostanie dla mnie tajemnicą, czy ich brak to aby na pewno maniera lub styl pisania. Powiedziałabym styl, gdyby nie było ich wcale. Czyżby — myślę sobie po cichutku — te, które są, zdradzały poetę?

Po wszystkim zadumałam się i doszłam do następującego wniosku. Nie sądzę, bym przeczytała oba tomiki tak, jak je poeta napisał. Może właśnie z tego powodu kanon lektur tworzą zwykle nieżyjący pisarze i pisarki, martwi poeci i poetki. Żadna z tych, za życia bardzo twórczych, osób nie wścieknie się już z powodu swojego stanu nie­ży­cia, że odebraliśmy ich literki zupełnie na opak, że za to faux pas nie mamy nawet zamiaru przepraszać.

A ten poeta? Niech długo żyje, dużo przeżyje, nim zaświta mu w głowie myśl am­bit­na, ale i śmier­cio­nośna (patrz akapit wyżej), by do kanonu lektur wkręcić się lub wbić. A ja? Czekam na kolejny tomik.

co uchodzi za dom, to zawsze dzieło twoich rąk.
             Ile więcej trzeba, żeby nie wyparować z samego siebie,
             nie sturlać się w słowa, żeby zostało coś z tych mąk
             dla mnie, dla ciebie?

🖇

Od dzisiaj będziemy mówili już tylko, jak jest;
jak było, wie każdy, jak będzie — też,
pozostaje tylko zaprzeczyć, jakoby to miało
cokolwiek wspólnego z tobą, ze mną
nie będzie łatwo, a tym bardziej trudno, bo wiesz,
lepiej walić prosto z mostu,
na główkę, bez bajeru, tak po prostu.

🖇

„Czy naprawdę dzisiaj, tutaj, na takim, a nie innym krańcu świata, ze łzą jak oceany wyschłe
chcesz się sprzeczać? I to o czas? Lepiej przypomnij mi świat sprzed oranży i purpur”.
To chodź, dziś opowiem ci o czasach, gdy tęcza była drogą między słońcem a zielenią.

🖇

Co przemienia wściekłość w żal
buszującą w zbożu

🖇

Kto by na to wpadł, że wiersz można zaciukać
i choć nie mieści się to w żadnym paragrafie,
winnego wskazać nie sztuka —

🖇

Każdy gest na tyle wykwintny,
żeby go akurat pomylić z obelgą —
nigdy bowiem nie mówimy tak tylko;

🖇

Po co ograniczać się horyzontem: co ma się zdarzyć, to nie utonie,
[…] 
Masz tu, wklej nazwisko i zdefiniuj płeć;
imię możesz sobie wpisać, jeśli tylko chcesz.

🖇

i co też komu zrobiłem złego,
żeby kończyć jako przystawka na obiedzie
pełnym byle czego?

🖇

Chançon i basta
   Szanuj kundla swojego
   jak i on ci odpuszcza
   żywota twego zgliszcza.

🖇

i w żadną spójną całość los mi się nie składa —
             a jak już tak wyszło, to nie pożałowałem.

🖇

Czy to tak wolno, czy to wypada, to, dalibóg, jest grzechem
wyrywać kochankę z korzeniami od roku kwi-kwi-kwi-
tnącą na poletku innego. Że niby to takie qui pro quo, pourquoi pas, aserejé.

🖇

333 słów,
z nich uklepiesz świat,
z którym ci na trochę będzie za pan brat.

Wit Pietrzak, Wyimki/przeływ,
Dom Literatury w Łodzi, Łódź 2022.

Każdy egzemplarz książki powinien posiadać erratę,

(tamże)

6226. Z oazy (CDLXXIII)

Nie widziałam Go prawie dwadzieścia lat. Po pogrzebie spojrzeliśmy sobie w oczy; obiecaliśmy wzajemnie, że nie przepadniemy w naszych osobistych życiach cał­ko­wi­cie, nie dając znaku życia przez kolejne dziesiątki lat, że spotkamy się, nim kolejny pogrzeb nie będzie dyskutował z naszymi na sztorc zabitymi obowiązkami ka­len­da­rzami.

Tomik żyjącego łódzkiego poety obiecał na poczcie nadać zaraz w poniedziałek. W czwartek przesyłka le­ża­ła na moim łóżku. Gdy wróciłam na poziom umieralni po wszystkich prze­wi­dzia­nych na ten dzień pro­ce­du­rach medycznych, rozdarłam ko­per­tę i okazało się, że w środku tomiki były dwa.

Złapałam oddech, porzuciłam ośrodek, pognałam do baru na kawę i… pasłam duszę. Postanowiłam czytać chronologicznie, więc na pierwszy ogień poszła twórczość po­ety-mło­dzień­ca ciut podstarzałego, czyli chwilę po trzydziestce.

Kilka zabaw słowem podchwyciłam, zachwyciłam się i świetnie się bawiłam. Zgor­szył mnie wers śmierdzący oblizującym się obleśnie facetem w niemocy po pięć­dzie­siąt­ce, fuj! Zniesmaczył wiersz podyktowany przez bezczelnie nieświadomego swo­ich przywilejów białego heteroseksualnego mężczyznę. Nie będzie więc tu ani tego wersu, ani wspomnianego wiersza. Jest tu piękno, ktore chcę mieć w razie czego pod ręką, bo dobre słowo nie zaszkodzi.

🖇

Nie do końca wiedząc, co jest poezja, przeliczał
trafne wersy na kilokalorie, a wcale nie było to takie proste.
Ile, na ten przykład, ma wiersz powyżej? No
i jaką przybrać skalę? Od tic taca do cielaka
powiedzmy? Czyta więc, co popadnie
by potem skrupulatnie ułożyć menu
uzupełniając je o niezbędne
dla zdrowego rozwoju suplementy.
Język, niezwykle prężny mięsień, zazwyczaj
obojętny na indeksy glikemiczne, tuczy
podlewając oliwą jak świnię na rożnie
po to żeby — gdy dojdzie — zaserwować go
efektownie, nieodzownie
z jabłkiem zatkniętym w pysku.

🖇

Do kogo mówisz, kiedy słuchasz głosów?

🖇

Podobnie jak poliester, lycrę, anilanę
pozyskuję języki w drodze syntezy
wyrazów, które postawione pod ścianę
odmieniają się przez najprostsze przypadki.
Trochę odkształca je wysokie ciśnienie
skrajnych okoliczności, dając
nieprzewidziane wyniki, głównie jednak —
znawcy tematu wyrażą zaskoczenie —
             okazują się mało podatne na mechacenie
             elektryzację, no i nigdy nie przylegają
             do ciała ani żadnej rzeczy, która
             z niego jest
. Bez wątpienia
             mięcie to największa ich słabość
             bo raz je wystarczy przepracować
             by rozlazła się wszelka gładkość
             która z pozoru mogłaby być modelowa.
Wysnuwam te poliestrowe słowa
z przepoconego gardła, żeby
samego siebie odkryć od nowa
i, choć zapewne zbyt mało stanowczo
jakże wiarygodnie. Trzeba tylko pamiętać
żeby nie przepierać ich za często
każdy bowiem wie, że łatwo tracą kolor.

🖇

Domy dzieci
   Podwórko ciężko zasypiało latem. Dudniło
   stękało: „Faul — jaki faul!”. […] 
                […]  Pod wieczór rozpaczliwie
                nas ubywało, kolejni, wleczeni przez starych — znikali.
                Mnie na ogół zabierali na końcu. Tylko we wtorki, tak
   mi się zdaje, Łuki wpadał po południu. „A to farciarz”
   — myślałem i w duchu mu zazdrościłem, że nigdy
   nie widzieliśmy, żeby ktoś przyszedł po niego.
   Po kolacji słyszałem czasem, jak ćwiczył
   rzuty osobiste, często zwane też wolnymi.

🖇

Jak to się stało, że nie poznaję
w nich ludzi, a pamiętam
że kiedyś tłumaczyła mi
wzory Viete’a, aż nie chciało się wierzyć.
Siedzę przy stole i czuję, jak mi lata
minęły między obiadem a herbatą.

🖇

Kwestia języków też się jakoś rozwiązała.
Niektórzy wprawdzie mieli kłopot z wysłowieniem się jak należy
więc wyjęzyczali się jak mogli. […]

🖇

ale nie wiedziałem, że dom ów domem już nie jest
toteż schowałem klucz, narzuciłem na głowę kaptur i poszedłem dalej
ulicą która ulicą jest już tylko z nazwy.

🖇

Małe ojczyzny tanio sprzedam
   […]
   brnął na swoje miejsce, „Excuse me, excuse me”
   — fałszował pod nosem, a mijając mnie
   ni stąd ni zowąd: „Posuń się, kurwa”. Krew mnie
   znienacka w pysk się cała zbiegła, Mruknałem tylko;
   „I’m sorry”, i nachylilem się, by szepnąć słówko
   Hughowi (pojęcia nie mam, jak to wymówić).

🖇

Cztery kier
   Wykładam się niespodziewanie słowo po słowie
   może mnie zrozumiesz akurat na właściwy opak
   […]
   Wszystko po to, „nie powiem — mówię na próbę —
                   dopóki nie skończysz”, żeby nie dało się o tym
                   napisać, a jeśli już, to tylko we wspólnym języku.

🖇

Rozpływa się, jak topniejący o poranku sopel lodu, niechęć
do czarno-białych, kategorycznych sądów, co upadlają żywych i umarłych
[…]
Kropla do kropli wzbieram zrozumieniem, które w czystych
już łzach wyleję
, nim zastygną w mający o poranku stopnieć
sopel lodu, o ile łatwiejszy do pochwycenia.

🖇

W chwilę po zapadnięciu, decyzja każe
myśleć: jakoś to będzie
[…]
bo życie sprowadza się do chwil, jak ta utrwalonych w sennej marze
intymnie i kapitalnie drążących myśli, dopóki ich znamię
nie utrwali się na dobre i złe, czekam, aż na nowo poustawia wszystko we mnie.

Wit Pietrzak, Stabilne,
Dom Literatury w Łodzi, Łódź 2016.
(wyróżnienie własne)

Rozklekotał mi się język zdecydowanie
zbyt nieortodoksyjnie, żeby mogła z tego być poezja
więc chodu w prozę za życia […] 

🖇

Uwielbiam twoje dyftongi, Kochanie. […]

(tamże)

6225. Z oazy (CDLXXII)

Tamta książka jest i raczej pozostanie najmocniejszą książką, jaką prze­czytałam i przeczytam w tym roku. Z pewnością jest najmocniejszą wśród tych, które prze­czyta­łam w ciągu ostatnich pięciu lat, wy­prze­dza­jąc wspaniałą powieść Apeirogon (zrodzoną z dwóch nieszczęść, mających to samo źródło). Obie, ta tu razem z tam­tą, autorstwa Francesci Albanese, stanowią dla mnie książkowy dyptyk must read.

W XXI wieku by nie być posądzonym o rasizm, tylko osoba czarnoskóra może użyć w swej wypowiedzi murzyna. Podobnie, by nie być posądzonym o dyskryminację, tylko oso­ba z nie­peł­no­spraw­no­ścią może wobec siebie użyć słowa kulawy. Przez ana­lo­gię bez posądzenia o an­ty­semityzm, tylko Izraelczyk może nazwać po imieniu to, co dzieje się w Izraelu i na Okupo­wa­nych Terytoriach Palestyńskich. Nazwał.

Markowi Edelmanowi
•
Uważam, że w kategorii cierpienia najbardziej skraj­ne sytuacje, w jakich może się znaleźć czło­wiek, nie dotyczą już Żydów.
   — Romain Gary, 1970.

🖇🖇

W kwietniu 1944 r. Julian Tuwim wypowiedział swoją skargę My, Żydzi polscy…, która zaczynała się tak: „Gdyby jednak przyszło do uza­sad­nia­nia swej narodowości, a raczej narodowego poczucia, to jestem Po­la­kiem dla najprostszych, niemal prymitywnych powodów, przeważnie ra­cjo­nal­nych, częściowo irracjonalnych, ale bez «mistycznej» przyprawy. Być Polakiem — to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej. […]  Polak – bo się w Polsce uro­dzi­łem, wzrosłem, wychowałem, uczyłem; bo w Polsce byłem szczęśliwy i nieszczęśliwy; bo z wygnania chcę koniecznie powrócić do Polski […]”.

🖇

Państwo Izrael zdefiniowało mnie jako Żyda nie dlatego, że wypowiadam się w języku żydowskim, podśpiewuję ży­dow­skie piosenki, konsumuję ży­dow­skie potrawy, piszę żydowskie książki czy wykonuję jakieś inne ży­dow­skie czynności. Nie, zostałem spisany jako Żyd, ponieważ to państwo, grze­biąc w moich dokumentach, skonstatowało, że moja matka była Żydówką. Owszem, była Żydówką, ponieważ moja babka też była Żydówką, a to dzię­ki temu że moja prababka… i tak dalej, i dalej przez pokolenia aż do zarania dziejów.
     Gdyby jednak się zdarzyło, że tylko mój ojciec zostałby uznany za Żyda, a moja matka, w świetle prawa izraelskiego byłaby określona jako nie-Ży­dów­ka, byłbym zarejestrowany jako osobnik narodowości austriackiej.

🖇

Uparcie chciałem być Żydem wraz z Leonem Blumem, Julianem Tuwimem i tyloma innymi, którzy zaakceptowali tę tożsamość ze względu na prze­śla­do­wa­nia, oprawców, zbrodnie i pomordowanych.
     Ponieważ źle znoszę fakt, że prawo izraelskie narzuca mi przynależność do jakiejś fikcyjnej wspólnoty etnicznej, a jeszcze gorzej konieczność pre­zen­to­wa­nia się reszcie świata jako członek klubu wybranych, przeto oświad­czam, że chcę podać się do dymisji i przestać uważać siebie za Żyda.
     […]  W obliczu tragicznych wydarzeń XX w. jestem zdecydowany trzy­mać się z daleka od tego hermetycznego i prestiżowego klubu, do którego inni ludzie nie mają ani możliwości, ani powołania, żeby tam wstąpić.
     Moja odmowa bycia Żydem czyni ze mnie przedstawiciela gi­ną­ce­go ga­tun­ku. Podkreślając, że jedynie moja przeszłość była żydowska, że moja te­raźniejsza codzienność jest, na dobre i na złe, izraelska i że w końcu moją przyszłość i przyszłość moich dzieci – jakiej bym sobie życzył – wyznaczają zasady uniwersalne, otwarte i szlachetne, zdaję sobie sprawę, że sprze­ci­wiam się dominującej tendencji nakierowanej na etnocentryzm.
     Jako historyk czasów najnowszych pozwolę sobie wyrazić przy­pusz­cze­nie, że dystans kulturowy między moim prawnukiem a mną będzie nie mniej­szy od tego, jaki dzielił mnie od mojego pradziadka. Tym lepiej! Zauwa­żam jednak z przykrością, że wielu ludzi wierzy, iż ich potomkowie będą do nich podobni w każdym calu, ponieważ w ich przekonaniu narody są wieczne, no a już szczególnie naród-rasa, taki jak ich żydowski naród.

🖇

Odnoszę coraz większe wrażenie, że pod kilkoma względami Hitler wyszedł zwycięsko z II wojny światowej. Rzecz oczywista, został po­ko­na­ny mi­li­tar­nie i politycznie, ale po upływie kilku lat jego zdeprawowana ideologia prze­sączała się, przesączała… aż wypłynęła na nowo na po­wierzch­nię, obja­wiając się obecnie w postaci napięć, silnych i groźnych.

🖇

Jestem świadomy tego, że żyję w najbardziej rasistowskim społeczeństwie w świecie zachodnim. Oczywiście, rasizm jest wszechobecny, ale w Izraelu jest on obecny w duchu prawa, naucza się go w szkołach, rozpowszechnia w mediach. I co najgorsze, rasiści nie zdają sobie sprawy z tego, że są ra­si­sta­mi i nie poczuwają się do winy. W efekcie Izrael stał się szczególnie ce­nio­nym punktem odniesienia dla większości nurtów skrajnie prawicowych na świecie, którym wcześniej bliski był antysemityzm…

🖇

Poprzez moje życie codzienne, moją podstawową kulturę — jestem Izrael­czy­kiem. Nie odczuwam z tego powodu dumy, podobnie jak nie odczuwam dumy z faktu, że jestem mężczyzną o ciemnych oczach, średniego wzrostu. Odczuwam natomiast wstyd za Izrael, szczególnie wtedy, kiedy wi­dzę okrut­ną kolonizację dokonywaną przez siły wojskowe, ko­lo­ni­za­cję, której ofiarami są słabi, bezbronni, ci, co nie należą do „na­ro­du wybranego”.

🖇

Kontakty z innym człowiekiem, obywatelem drugiej kategorii w Izraelu, to niezmienny kontakt z tym, który żyje w ciągłym poczuciu krzywdy, na sa­mym dole syjonistycznego łańcucha aktów łaski. Co gorsza, ta uciskana społeczność, żyjąca od ponad pięćdziesięciu lat pod okupacją, po­zba­wiona praw politycznych i obywatelskich na terytorium, które „pań­stwo żydowskie” uznało za swoje, została opuszczona przez mię­dzy­na­ro­do­wą politykę.

🖇

Wydaje się i to w coraz większym stopniu, że jest już za późno; każda po­waż­na możliwość politycznego rozwiązania konfliktu jest z miejsca utrą­ca­na. Izrael przyzwyczaił się do tej sytuacji i nie jest zdolny do od­stą­pie­nia od swojej dominacji kolonialnej wobec drugiego na­ro­du. A świat zewnętrzny, niestety, nie robi tego co powinien: wy­rzu­ty su­mie­nia i niewłaściwe rozpoznanie sytuacji przeszkodziły politykom w prze­ko­na­niu Izraela do wycofania się na granice uzyskane w 1948 roku. Izrael nie jest również gotów do oficjalnego przyłączenia podbitych terytoriów, po­nie­waż w takim przypadku powinien zapewnić okupowanej społeczności równe prawa obywatelskie i tym samym przekształcić się w państwo dwu­na­ro­do­we. Niestety, mitologiczny wąż, który połknął ofiarę, woli się nią udła­wić niż z niej zrezygnować…

🖇

Kiedy państwo, którego jestem obywatelem, dokonuje spisu swoich miesz­kań­ców, moją narodowość definiuje słowem „Żyd” i tym samym ustanawia siebie jako państwo „narodu żydowskiego”. Innymi słowy, jego założyciele i ustawodawcy uznali, że to państwo jest zbiorową własnością „Żydów z ca­łego świata” — bez względu na to, czy są oni wierzącymi czy też nie są — a nie uzewnętrznieniem konstytucyjnej i demokratycznej suwerenności ogó­łu obywateli, którzy to państwo zamieszkują.

🖇

Historia najnowsza obfituje w dziwactwa i śmiesznostki. Nacjo­na­lizm et­no­re­ligijny, jaki pojawił się na początku XIX w. narzucił Heinrichowi Hein­emu konieczność przejścia na wiarę chrześcijańską, żeby można go by­ło uznać za Niemca, z kolei polski nacjonalizm lat 30. XX w. odmówiłby uzna­nia mego ojca za pełnoprawnego Polaka, o ile ten nie zostałby ka­to­li­kiem. W podobny sposób syjoniści z początku XXI w., zarówno w Izraelu, jak i poza jego granicami, odrzucali całkowicie zasadę narodowości izra­el­skiej, uznając jedynie narodowość żydowską. […]
     W państwie Izrael każda forma definicji żydowskości jest głę­bo­ko zwodnicza, przesycona złą wolą i arogancją. […]  termin „Żyd” w przeciwieństwie do terminu „Izraelczyk” wyklucza wyraźnie nie-Żydów ze społeczeństwa, w interesie którego to państwo zostało powołane.

🖇

W jednej ze szkół na przedmieściach Paryża mały Mohammed uchodzi za niezrównanego geniusza. Znakomity w arytmetyce, niedościgniony we fran­cus­kim. Pewnego dnia nauczycielka pyta go wprost: Czy chciałbyś, żebym nazywała ciebie Piotrem? Twarz chłopca rozpromienia się i z ra­do­ścią przystaje na tę propozycję. Tego samego dnia, kiedy Mohammed/Piotr wraca do domu, mama zwraca się doń: Mohammed, idź do sklepu i kup dwa kartony mleka. Chłopiec odpowiada, że teraz ma na imię Piotr i od­ma­wia wykonania polecenia. Wieczorem po pracy wraca ojciec, zasiada w fo­te­lu i prosi syna, żeby przyniósł mu butelkę wody z lodówki. Chłopiec od­ma­wia i ponownie wyjaśnia, że teraz nazywa się Piotr. Zdenerwowany ojciec podrywa się z fotela i wymierza chłopcu policzek; sygnet, który ojciec miał na palcu, zadrasnął skórę dziecka. Następnego dnia w szkole nauczycielka patrząc na chłopca pyta: Piotruś, co się stało, skąd ta szrama na policzku? Chłopak z zawstydzoną miną odpowiada: To Arabowie mnie pobili…
     Rzecz jasna, tę anegdotkę opowiadają sobie Francuzi, a nie Arabowie. Niezależnie od tego, co ona ujawnia, dobrego i złego, na temat „otwartości” narodowej Francuzów, ta historyjka nie mogłaby być po­wta­rza­na w Izra­elu, z uwagi na dyskryminacyjny charakter polityki izraelskiej. Ale zachęca do refleksji nad pojęciem tożsamości, wizerunkiem siebie samego, ryzykiem związanym z zerwaniem ze swoją tożsamością, a także nad możliwością zmiany tożsamości, nad jej widoczną zależnością od innych.
     […]  Tożsamość jest odpowiedzią na potrzeby psychologiczne, stałe i ahi­sto­ryczne, wspólne wszystkim ludziom, natomiast jej formy i odmiany za­le­żą z jednej strony od danych naturalnych (płeć, kolor skóry, wzrost itp.), z drugiej zaś od warunków zewnętrznych, inaczej mówiąc, spo­łecz­nych. Człowiek określa swoją tożsamość przez codzienne do­świad­cze­nia i relacje z innymi. Nosi ją niejako i nie może bez niej żyć. Tożsamość jest warunkiem wejścia w komunikację z drugim człowiekiem.

🖇

[…]  na początku lat 80. XX w. nie znałem jeszcze tego bezkompromisowego domagania się żydowskiej wyłączności w kwestii zbrodni nazistowskich. […]  Ile osób zamordowali naziści w obozach koncentracyjnych, w obozach zagłady, dokonując innych niekonwencjonalnych zbrodni?
     I zawsze padała ta sama odpowiedź: 6 milionów. Kiedy wyjaśniałem, że moje pytanie dotyczy liczby wszystkich pomordowanych, a nie tylko liczby Żydów, moi rozmówcy wyrażali zdziwienie i rzadko który znał wła­ści­wą odpowiedź.

🖇

Nigdy nie miałem upodobania do przywoływania cierpień przeszłości i nie myślałem o rekompensacie za doznane krzywdy. Należę do tych, którzy usiłują raczej wyartykułować i zahamować, a przynajmniej zredukować nadmiar niesprawiedliwości czasów obecnych. Myślę też, że prześladowani i ofiary z przeszłości powinny ustąpić pierwszeństwa prześladowanym dnia dzisiejszego i prześladowanym jutra. Wiem dobrze, że historia staje się często areną, na której dochodzi do zamiany ról między my­śli­wym a zwierzyną, mocnym a słabym.

🖇

Utworzenie państwa Izrael, jego sukcesy wojskowe i ekspansja terytorialna pociągnęły za sobą większość obozu religijnego, który uległ przyspieszonej i radykalnej nacjonalizacji. […]  Kiedy tradycja etyczna wewnątrz­wspól­no­to­wa łączy się z władzą religijną, narodową lub partyjną, nieodmiennie ro­dzi to głęboką niesprawiedliwość wobec tych, którzy nie wchodzą w skład tej wspólnoty.

🖇

W naszych czasach nie odnajdujemy prawie wcale protestów ze stro­ny instytucji żydowskich skierowanych przeciwko aktom nie­spra­wie­dli­wo­ści popełnianych codzienne pod okupacją izraelską.

🖇

Dosyć znana anegdotka w stylu jidysz, pełna autoironii, piętnuje we­wnątrz­wspól­no­to­wy charakter żydowskiej moralności. Matka Żydówka towarzyszy swojemu synowi zwerbowanemu do armii carskiej podczas woj­ny krym­skiej. W chwili rozstania szepcze synowi do ucha: Zabij Turka, a potem usiądź spokojnie i coś zjedz. Dobrze, mamo – odpowiada syn. I nie zapominaj – dodaje matka – żebyś zawsze odpoczywał po każdym ataku, jak już zabijesz tych Turków! Tak mamo – odpowiada rekrut i po chwili wa­ha­nia pyta: A jeżeli to Turek mnie zabije? Matka otwiera szeroko oczy ze zdu­mie­nia: A dlaczego on miałby ciebie zabić? Przecież nic mu nie zrobiłeś!

🖇

Zgodnie z duchem swoich praw państwo Izrael należy w większym stopniu do znakomitych osobistości niebędących Izraelczykami niż do ogółu oby­wa­te­li, którzy to państwo zamieszkują. […]  Jerozolima jest ich własnością. Nie muszą więc poznawać jej historii, geografii, ani uczyć się jej języków (he­braj­skie­go lub arabskiego), pracować tam, płacić podatków, czy broń Boże, zaciągnąć się do armii izraelskiej! Nie, wystarczy tylko, że przyjadą z krót­ką wizytą do Izraela, żeby uzyskać dowód osobisty, nabyć jakąś niewielką nieruchomość, zanim powrócą do swojej narodowej kultury i do swojego języka ojczystego, pozostając na wieczność właścicielami państwa ży­dow­skie­go. Co za szczęście urodzić się z matki Żydówki!

🖇

Być Żydem w Izraelu oznacza być obywatelem uprzywilejowanym, cie­szą­cym się korzyściami odmawianymi tym, którzy nie są Żydami, zwłaszcza Arabom. Tylko Żyd może utożsamiać się z państwem, które nazywa siebie odbiciem żydowskiej tożsamości. Tylko Żyd może kupować ziemię, podczas gdy obywatel nieżydowski nie ma prawa jej nabyć. Tylko Żyd, nawet jeżeli przebywa w Izraelu tymczasowo i kiepsko posługuje się hebrajskim, może zostać zarządzającym Banku Izraelskiego, centralnego banku tego pań­stwa, który nie zatrudnia żadnego obywatela izraelskiego o pochodzeniu arabskim. Tylko Żyd może zostać ministrem spraw zagranicznych i re­zy­do­wać na stałe w osiedlu usytuowanym poza prawnymi granicami Izraela, obok sąsiadów Palestyńczyków pozbawionych praw cywilnych, tudzież suwerenności. Tylko Żyd może założyć osady na terytoriach, które do nas nie należą, może również poruszać się na terenie Judei i Samarii po dro­gach gra­nicz­nych, gdzie miejscowi mieszkańcy – wewnątrz swojej ojczyzny – nie mogą przemieszczać się swobodnie. Tylko Żyd nie zo­sta­nie za­trzy­ma­ny przy szlabanie drogowym, nie będzie torturowany, nikt nie będzie prze­szu­ki­wać nocą jego domu, nie stanie się przez pomyłkę celem strzału, nie ujrzy ruin swego domostwa, zburzonego przez pomyłkę… Wszystkie te dzia­ła­nia, narastające od prawie pięćdziesięciu lat, są po­dej­mo­wa­ne wy­łącz­nie wobec Arabów.

🖇

Czuję zmęczenie, czuję jak ostatnie liście rozumu opadają z drzewa naszych działań politycznych, pozostawiając nas bez osłony wobec ka­pry­sów zahip­no­ty­zo­wa­nych szarlatanów. Jednocześnie nie jestem fi­lo­zo­fem meta­fi­zy­kiem, lecz historykiem, który podejmuje próby porównań, toteż nie mogę so­bie pozwolić na taki zupełny fatalizm. Wierzę, że skoro ludzkość wy­szła z XX w. bez wojny atomowej, wszystko jest możliwe, nawet na Bli­skim Wscho­dzie. Warto przypomnieć słowa Theodora Herzla, tego hi­sto­rycz­ne­go marzyciela odpowiedzialnego za moją izraelską naro­do­wość: „Jeżeli tyl­ko czegoś naprawdę chcesz, to nie będzie to legendą”.

Shlomo Sand, Dlaczego przestałem być Żydem.
Spojrzenie Izraelczyka
, przeł. Iwona Badowska,
Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

sobota, września 19, 2026

6224. 262/365  // na gigancie, dzień 7.

dziś, mój siód­my dzień na gigancie — ¼ turnusu za mną.

jutro, siódmy dzień sadownika na urlopie wytchnienowym — nie licząc jutra, będzie miał jeszcze ½ urlopu przed sobą.

ani dziś, ani jutro nie wolno jeszcze nikomu tęsknić.

262/365

🍅
Kiedy tracimy […], wszystko się zmienia.
Ale nie wszystko się kończy.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

piątek, września 18, 2026

6223. 261/365  // na gigancie, dzień 6.

a gdy­by każde, nawet najmniejsze, słowo mia­ło moc mo­dli­twy…

czy uważałbyś na słowa, uważniej je wybierał, obchodził się z nimi z większym wyczuciem? a może omijałbyś niektóre, prze­mil­czał, nie wypowiedział, nie wykrzyczał w złości, cze­ka­jąc, w ja­kie błogosławieństwo przemienią się, jeśli tylko dasz radę utrzy­mać w sobie ciszę?

261/365

🍅
Twoje serce zna drogę. Biegnij w tę stronę.
   — Rumi

[w:] Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

czwartek, września 17, 2026

6222. 260/365  // na gigancie, dzień 5.

kie­dy tak naprawdę ruszyłam w podróż, w któ­rej jestem do dzi­siaj? przesuwam pa­cior­ki czasu w tył i już wiem, to było 28 lat temu. siedząc w pociągu do stolicy, płakałam i powtarzałam so­bie, że będę spotykać już tylko dobrych* ludzi.

260/365

___________
  *  dobroć jednego z nich polegała na tym, że szczerze po­wie­dział, co myśli o kobietach w nauce. miałam szczęście, bo to, że nie ogar­niał po­litycznej po­prawności za­oszczę­dzi­ło mi dużo czasu, w któ­rym mógłby prze­cież próbować z pro­mo­tor­ską troską wma­wiać mi, że wcale nie myśli tak, jak myśli.
     tak, tak, tak, głupcom na naszej drodze też należy się wdzięcz­ność, zwłaszcza gdy dadzą się łatwo zidentyfikować.

🍅
Pamiętaj, nasza praca polega na tym, aby być płomieniem.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

środa, września 16, 2026

6221. Kromeczki (XXX)  // Czekariat (CXLV)


fot. Leány, fragmenty.

Opowiadam ci to,
aby złamać ci serce,
ale tylko dlatego,
żeby się otworzyło i nigdy już nie zamknęło
na całą resztę świata.

   — Mary Oliver (1935–2019)

[w:] Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

6220. Czekariat (CXLIV)


fot. Leány, fragment.

Pomyślmy o tym, co się dzieje, gdy wychodzimy z ja­sne­go świa­tła sło­necz­ne­go do zaciemnionego pokoju. Przez chwilę nic nie wi­dzi­my, po­nie­waż nasze oczy potrzebują czasu, aby się dostosować, ale kiedy jest już po, ciemność znika i zaczynamy widzieć światło, które zawsze tam było.
     […]  Bo choćby wszystko wydawało się stracone, możemy do­strzec w ciemności światło, które oświetla nam drogę na zewnątrz.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

6219. 259/365  // na gigancie, dzień 4.

za ilo­ma rzeczami, rolami, obowiązkami pró­bo­wa­łam się skryć w swoim życiu, by czuć się ważna, potrzebna czy bezpieczna?

musiał mi los te wszystkie zabawki ode­brać, bym zobaczyła, że wcale nie są mi po­trzeb­ne, by wieść odważne, szczę­śli­we ży­cie. dobre ży­cie, którego sens widzę co­raz wy­raźniej.

259/365

🍅
Imię, które zostało ci nadane, jest twoje, ale nie jest wszyst­kim, czym jesteś. Podobnie jak poglądy na temat twojego życia, które są poglądami innych.

•

Najważniejsze jest to, abyśmy otworzyli drzwi i mieli odwagę zacząć od nowa.
     […]  najważniejsze jest, aby wyruszyć w tę podróż.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

wtorek, września 15, 2026

6218. 258/365  // na gigancie, dzień 3.

obdarowana. 
za­trzymana.
cyk!

258/365

🍅
[…]  dostrzec to, co mogłoby istnieć, zamiast zastanawiać się nad tym, co jest niemożliwe.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

poniedziałek, września 14, 2026

6217. Nim ruszył wytchnąć…

Jabłoń:
(w ostatniej chwili, gdy może zadzwonić,
nim Sadownik ruszy w drogę, by zainstalować się
na swoim urlopie wytchnieniowym
)
I jak Ci samemu w ulu?

Sadownik:
Gdy szedłem rano zrobić sobie kawę,
nikt mi nie jateżował*.

_________
  *  ja-też-ować (popularny czasownik w ulowym idiolekcie, używany jedynie w 1. os. lp.).

❦
[…]  aby móc zatroszczyć się o drugą osobę, najpierw trzeba odpowiednio zadbać o siebie i swoją codzienność. Trzeba mieć nadzieję…

Nao-cola Yamazaki, Piękna rozłąka,
przeł. Marta Klimiuk-Nikkarinen,
Wydawnictwo Tajfuny, Warszawa 2026.

6216. 257/365  // na gigancie, dzień 2.

obdarowana po­mocą, pamięcią.
bezcenne gesty. innymi słowy,
ogromny pomidor malinowy.

257/365

🍅
Wskazówki i miłość są zawsze obecne.

•

Nikt z nas nie prowadzi samotnego życia bez znaczenia. […]  jesteśmy powiązani z innymi ludźmi, również z ty­mi, którzy przyszli tu przed nami — w majestatycznej mo­za­ice światła i energii, jaką jest egzystencja.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.

niedziela, września 13, 2026

6215. 256/365  // na gigancie, dzień 1.

     — cze­go chcesz, jaki masz cel? jaki jest plan na naj­bliż­sze czte­ry tygodnie?
     — pomidor, pomidor, pomidor.

256/365

🍅
W końcu trzeba zdecydować się na działanie, zacząć wreszcie się zbliżać do otwartej rany.

Patti Smith, Chleb aniołów, przeł. Dariusz Żukowski,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.

sobota, września 12, 2026

6214. ['] ['] [']

Pierwszy raz „spotkałam” Ta­tę — wówczas jedynie Tatę Sadownika — póź­ną wieczorową porą w maju 1998 roku. Długo patrzyłam na foto­gra­fię, na której zatrzymano chwilę pełną ojcowskiej miłości. Na zdjęciu męż­czyzna z oszałamiająco gęstą, pięknie przystrzyżoną brodą z wy­ciąg­nię­ty­mi ku nie­bu ramionami, ze swoim maleńkim synkiem w dłoniach. Do dziś z Sadow­ni­kiem uwielbiamy to zdjęcie.
     […]
     Z czym chciałabym, byśmy zostali po tej stronie tęczy do końca na­szych dni? Byśmy za każdym razem, stawiając przed kimś pełen talerz lub gdy ta­ki talerz będzie stawiany przed nami, w tym prostym i niby oczy­wi­stym geście nieustannie szukali miłości. Powinna tam być — tego uczył Tata bez słów, uczył zawsze. Na zawsze.

Mój Drugi Tata
(1949–2026)

piątek, września 11, 2026

6213. 254/365

nim jutro po raz pierwszy w ży­ciu nie będę bać się podczas na­bo­żeństwa w kościele ka­to­lickim. bez strachu, że nie klęknę, gdy należy; że nie wstanę, gdy trzeba; nie dygnę, nie po­der­wę się — to jest moja niebywała supermoc, po­da­ro­wa­na mi przez wózek inwalidzki.

dziś podczas rehabki, nim ruszymy w drogę, nim przyjdzie ju­tro, no cóż, dwa motyle na ba­lu­stra­dzie balkonu i jeśli o mnie chodzi, wszyst­ko było jasne.

254/365


[asystencja: Sadownik] 

❦
[…]  kiedy to się zaczyna dziać, musisz być otwarty na wszystko […]. — Musisz skupić się na elementach życia, na które zazwyczaj nie zwracasz większej uwagi… jak na przy­kład balon na suficie. Jeśli to zrobisz, uko­cha­ne osoby, które czuwają nad tobą, prze­ka­żą ci potrzebne wiadomości.

Laura Lynne Jackson, Ścieżki. Jak zaufać prowadzeniu,
które przychodzi z drugiej strony
, przeł. Marcin Masłowski,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.