czwartek, września 03, 2026

6204. Z oazy (CDLXX)

Książki o niewybranym osobiście podróżowaniu po jednokierunkowych życiowych drogach dobrze jest, nim dotrze się do ich ostatnich stron, odkładać na chwilę, chwil­kę czy chwilunię. Dobrze jest zrobić przerwę, by poćwiczyć, pogapić się w nie­bo lub wsiąknąć w wersy.

Dawno mnie tak nie dotknęła poezja. Czytałam kolejne wiersze powolutku. Czułam, jak coś w środku mnie drży podczas tego czytania. Była to mi nieznana do tej pory reakcja na litery układane w strofy.

Jeśli istnienie jest ranliwe, jeśli – jak pisał Kafka – rana jest naszym wyposażeniem na życie (a wyraźne ślady tego przekonania znaj­du­je­my w wierszach Jaglarza), pozostaje mieć staranie o wszystko-co-jest, cierpliwie i bez dzielenia na mniej i bardziej ważne istoty, trzeba nam praktykować doglądanie.

[…]  znaki i symbole nie są ograniczone gramatyką.

Gromadzenie rozproszonego, bliźnienie ran, sprawowanie pieczy po­ma­ga­ją scalić świat. W tym sensie doglądanie jako praktykowanie troski jest aktem poetyckim: ratuje świat przed ranami pogromów i narastającą nienawiścią.

Tadeusz Sławek


Książka ta nie powstałaby, gdyby nie […]. Kolejność jest przy­pad­ko­wa. Ale Wasza pomoc przypadkowa nie była i uratowała moje życie, mój język, moją poezję.
     Dziękuję.

🖇🖇

o zmierzchu syty przyjmij mnie
tylko rozbiorę się a ubrania cicho osuną się na stopy

🖇

takim jak ja przyszło urodzić się dwukrotnie ale raz umrzemy
jedna miłość jedno serce w nas ustanie do którego rośliśmy
          […] 
gdyby nie to wygnanie poza litery własnego imienia
w końcu poza ciało nie umiałbym nazwać rzeczy tego świata
kiedy nadałem sobie imię jak zrozpaczony adam
odkryłem korelacje słów i zdolność liter do łączenia się w koralowce
          […]
          zjednoczony jestem z uchodźcami ludźmi w drodze
          żyję w przestrzeni zakazu grzechu aberracji mniejszości wyjątku
          mój dowód nie przedstawia mnie samego
          nie dowodzi mojej tożsamości jest listem z poprzedniego życia
          telegramem który zdradza moją porzuconą płeć

🖇

jak nazwać tą męskość która nie odziera ze skóry
nie zabija nie jest przodkiem adama
widzi rzeczy i istoty odmienne od niej samej
widzi je więc dozwala im się zbliżyć
a potem jest jak ślepy pies daje się dotknąć
wyswobadza się ze skafandra boga

🖇

[…]  odchodzę i nie odwracam się
[…] 
będę pokorny i pracowity schylę się nisko jak trzeba
żeby ugasić we mnie te dymy gryzące

🖇

noli me tangere
/łac. nie zatrzymuj mnie/

🖇

nie sprostałem twojej mądrości nie zjednałem tajemnic
i choćbym chciał mieć spocone taneczne ciało koni które karmię
stoję nieruchomo i patrzę na samego siebie i chciałbym zobaczyć
to co widzą gzy zawisające nade mną czujnie tak blisko

🖇

zrastam się teraz […]  okrywam nowym futrem skórą
spiętą szwami drenami w ranach obniżającym się głosem imieniem
którym mnie już wołają którego ich nauczyłem tak mnie wzywajcie
nie wyrosłem z was jestem z innej gromady niebiosa trzaskające

🖇

oddałem przeszłe słowa trzeba mi znaleźć inne źródła
wody inne w których wychowam się na powrót
[…] 
już tylko ślady rozmakające w ścieżkę w drodze
do coraz mniej gramatycznego słowa tam tam dalej chodźmy

🖇

sprowadź tylko tego jednego który pragnie mnie odkryć i nazwać

🖇

schodzimy się w tym samym punkcie doliny w ciszę która znaczy przygodę
albo miłość albo inne jeszcze słowa niezapisane przez ludzki język

🖇

teraz świat jak oko zaćmy nie zajrzysz głębiej niż sięgają płomienie

🖇

zacznę od liścia […]  zacznę od boga bo skłócił się
ze sobą zacznę od hioba zacznę od psa bo mam jego miłość
tak jestem posiadaczem ziemskich rynsztunków jestem
zbieraczem poławiaczem zdarzeń zacznę od ciała
bo spoglądam tylko do wewnątrz
          zacznę od zwierząt by na nich skończyć bo jestem ich opowieścią
          tyle słów ułożonych w sekrecie tyle tajemnic odłożonych w czasie

🖇

nie kładź się wstań i idź odegnaj otrzymane słowo
[…] 
przemilczysz własną skończoność odrywającą się
od drzewa jak dojrzałe jabłko
na razie idź i bądź wdzięczny bądź ucieczką lisa
gonitwą psa jego snem na deskach

🖇

[…]  jest we mnie strach tańczących
płomieni jeszcze zazdroszczę ciała prometeuszowi spętanego
grawitacją wiem i o tobie ale jak zaufać kiedy rozumiem
do czego sam zdolny jestem

🖇

[…]  jest w tobie tyle cierpliwości
chociaż widziałem z ukrycia jak siadasz ze zwieszoną głową
a psy próbują polizać cię po twarzy […]

🖇

ogołocony z przyczyn poddaję się transfuzji myśli
które jednoczą we mnie to narodzone bycie
wypełniam je słowem które jest odpowiedzią
na mroki przyszłych czasów transkrypcją która otwiera płeć
i tożsamość na bycie narzędziem pojednania

🖇

Wszystko, czego usilnie staramy się nie dopuścić do siebie,
znajduje się już w środku.

   — Báyò Akómoláfé

Stanisław Kalina Jaglarz, Trzody,
Wydawnictwo Znak, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

nie szukam pocieszenia nie tobie dane jest zjednać mnie
przyjacielu z tą pustką którą tak gniewnie głaszczę

🖇

może słyszałem to co miałem usłyszeć popołudniowe
           pogawędki wyznania miłości
dudnienie własnego serca

🖇

jak daleko od siebie już jestem w tym gąszczu
popiołów rwących jak rzeka […] 

🖇

bo jesteśmy tak jak każdy z nas
           uniesieni tym samym wdechem

🖇

wychylony poza granice pojmowania siebie
jako to co z głębi ludzkie chciałbym zjednoczyć w sobie
to co odmienne inne żywe

🖇

odprowadzam cię łasko do twoich kryjówek

(tamże)

środa, września 02, 2026

(6201+2). Neuronowy suplement

Perypetie mózgu mają tu swój osobisty znacznik, bo okolice mózgu to czyjeś życie, czyjś los, ale też ogromna zachwycająca tajemnica.

Trzy poniższe fragmenty — dla jednych ciekawostka, dla innych źródło na­dziei lub za­chwy­tu — nie chcia­łam, by wtopiły w „niemózgowy-wielowybór”.

Pamięć jawna działa, gdy zajmujemy się takimi rzeczami jak nauka do eg­za­minu, zapamiętywanie faktów i twarzy. Jest bardziej przejrzysta i bar­dziej celowa. Pamięć niejawna nie jest świadoma. Odnosi się do uczuć, pa­mięci zakodowanej w mięśniach i znanych zachowań, jak poruszanie się po okolicy, w której żyjemy od wielu lat. Na przykład nauka teorii muzyki opie­ra się na pamięci jawnej, a brzdąkanie akordów na gitarze, na której gramy od dziesiątków lat, na pamięci niejawnej. Neurolodzy prze­pro­wa­dzi­li niezliczone badania tych dwóch form pamięci; istnieje wiele niezbitych dowodów na to, że uczestniczą w nich różne drogi nerwowe i że angażują dwie bardzo różne części mózgu. Kiedy patrzymy na to z zewnątrz, wydaje się to ciekawe, ekscytujące. Z wewnątrz ma w sobie coś dziwnego.

[…]  mózg i umysł ciągle mnie fascynują. Teraz mam okazję obserwować proces sta­rzenia się i mimo bólu i zażenowania jestem zaintrygowany.

[…]  podświadoma pamięć jest znacznie mniej podatna na spustoszenia zwią­za­ne ze starością, a nawet demencją, niż pamięć świadoma. Często za­po­minamy twarze, imiona i słowa, lecz w dalszym ciągu czujemy głęboką więź z ludźmi, pamiętamy słowa znajomej piosenki, umiemy jeździć na ro­we­rze. Może w miarę utraty świadomej pamięci nauczę się bardziej po­le­gać na pamięci nieświadomej, patrzeć na nią nie z podejrzliwością, tylko z ulgą, i ufać jej, gdy się pojawi […].

Irvin D. Yalom, Benjamin Yalom, Godzina serca.
Spotkania „tu i teraz”
, przeł. Tomasz Wyżyński,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2026.

6202. 245/365

zachwycił mnie usłyszany strzęp rozmowy telefonicznej pro­wa­dzo­nej za ścianą w świecie bran­ży ciastkarskiej.
     — dawaj, marudź! zobaczymy, co z tym zrobię.

245/365


Najprawdopodobniej nigdy nie poznamy prawdy. Ale mo­że­my odkryć prawdę o tym, co się dzieje w tej chwili. Więc zaj­mij­my się nami, tobą i mną. Co sprawia, że tak trudno ci te­raz mówić?

Irvin D. Yalom, Benjamin Yalom, Godzina serca.
Spotkania „tu i teraz”
, przeł. Tomasz Wyżyński,
Czarna Owca, Warszawa 2026.

6201. Z oazy (CDLXIX)

Powinnam od dawna wiedzieć, że im szybciej połknę książkę, tym dłużej będę krzu­sić się przy wybieraniu fragmentów, które chcę mieć pod ręką. Nie inaczej było tym razem. Było gorzej.

Nie spodziewałam się juz żadnej świeżynki z rąk tego Autora. Mają więc rację, gdy grzmią: nigdy nie mów nigdy! Dla mnie to książka o mierzeniu się z tym, co przy­no­si ży­cie, a potrafi przynieść niewyobrażalne. Autor radzi sobie fantastycznie z tym, co zaserwowało mu życie wraz z przywilejem długiego życia. Sposób, w jaki pod­cho­dzi do swoich niemalejących ograniczeń, jest imponujący.

Byłam pewna, że utknęłam z powodu wpisu podzielnego przez dziesięć, który, będąc podzielnym przez sto, waży jakby więcej, więc wymaga więcej. Realny powód był in­ny. Była nim niemoc de­cy­zyj­na — życie w rozkroku: chcę czy nie chcę, to czy owo, tak czy nie? Poniższy wy­bór jest trzecim wyborem, wyborem ustanowionym przez chwile dzisiejszego dnia ze świadomością, że jutrzejszy byłby inny, tylko że mi się już nie chciało czekać na jutro.

„Jak to jest, gdy ma się ojca psychiatrę?” Zadawano mi to pytanie wie­lo­krotnie, setki razy. Często robiły to osoby mające różnego ro­dza­ju uprzedzenia, sceptycznie nastawione do psychoterapii (jakby wy­cho­wał mnie zawodowy oszust) albo zatroskane, że przez całe dzieciństwo byłem obserwowany przez specjalistę z zakresu zdrowia psychicznego (i musiałem cierpieć z tego powodu), a także takie, które być może za­kła­da­ły, że nauczono mnie sekretnych technik manipulacji psy­cho­lo­gicz­nej (i postrzegały mnie jako dziwadło, od którego lepiej trzymać się z daleka). Najczęściej mówiłem, że nie mogę udzielić wnikliwej odpowiedzi, ponieważ nigdy nie miałem ojca niebędącego psychiatrą, więc brakuje mi materiału do porównań. Po prostu obracałem się w takim świecie.

Benjamin Yalom

Musimy być dostatecznie odważni, by stać się „akrobatami serca” zdolnymi do intymnego zaangażowania się i głębokiej szczerości […].

🖇🖇

Nie jestem wielkim fanem żadnego z tych słów [pacjent/klient] — pierwsze sugeruje chorobę, a drugie relację handlową. […]  Wolę myśleć o sobie jako o towarzyszu podróży – kimś, kto może nieco lepiej rozumieć drogę, którą podążamy.

🖇

W moim podejściu do terapii szczera więź między terapeutą a pacjentem jest medium, dzięki któremu dokonujemy odkryć, uczymy się, zmieniamy i leczymy.

🖇

Psychiatria coraz chętniej promowała leki jako metodę leczenia chorób psy­chicznych, natomiast ja byłem orędownikiem nawiązywania relacji mię­dzy­ludz­kich. Psychoterapeuci często uczą się technik mających na celu zwal­cza­nie objawów, jak terapia poznawczo-behawioralna albo terapia skon­cen­tro­wana na rozwiązaniach, ja jednak kładłem nacisk na ciekawość i głę­boki związek osobisty.
     Poświęcenie w dzieleniu się tym, czego się nauczyłem, zawsze było po­tężną siłą popychającą mnie do przodu.

🖇

Nie używam tego słowa [intymność] w znaczeniu seksualnym lub fi­zycznym, choć taki jego sens jest obecnie po­wszech­ny. Mam na myśli bliskość, szczerość, serdeczność — wyrazy ozna­cza­ją­ce ciepły, bliski kontakt między dwojgiem ludzi.

🖇

Uważam, że w trakcie terapii zajmuję się poważnymi problemami: po­szu­ki­wa­niem sensu życia i tożsamości, rozumieniem własnych impulsów i za­cho­wań. W większości przypadków nie da się szybko osiągnąć tych celów. A jednak w sferze zdrowia psychicznego, zwłaszcza w Stanach Zjed­noczonych, stosuje się coraz krótsze metody terapeutyczne. Presja na to nie wynika z troski o lepsze wyniki leczenia pacjentów; jest ona w dużej mierze efektem nacisku firm ubezpieczeniowych, które nie chcą płacić za więcej niż osiem lub dwanaście sesji i zdecydowanie wolą tak zwane modele oparte na dowodach, jak terapia poznawczo-behawioralna.

🖇

[…]  od dawna opowiadam się za terapią długoterminową. Dlaczego? Jest wiele powodów, a najważniejszy z nich sprowadza się do tego, że jestem najbardziej zainteresowany tym, by ludzie naprawdę nauczyli się czegoś o sobie — a to wymaga czasu.

🖇

     — Hej, nie słuchał mnie pan? Spał pan? […]
     — Słyszałem wiele teorii na temat zarządzania zmianą. O surwiwalu na pustkowiu. O programach leczenia uzależnień. O medytacji i lekach. Ale […]  nie usłyszałem ani jednego słowa o zrozumieniu samego siebie, współ­czu­ciu dla siebie i tego, przez co przeszłaś. Zdaję sobie sprawę, że moje ro­zu­mie­nie terapii może być trochę nietypowe, lecz uważam, że naszym ce­lem powinno być coś więcej niż zarządzanie.

🖇

     — Pozwól, że podzielę się szczerym, osobistym odczuciem na twój temat.
     Szeroko otworzyła oczy, zaskoczona i pełna lęku jak prawie każdy, gdy to proponuję. Wierzę, że postępuję słusznie, ponieważ większość z nas nigdy nie otrzymuje naprawdę szczerych informacji zwrotnych od innych.

🖇

[…]  mądrość może zmniejszyć cierpienie. Niewykluczone jednak, że ludzie zastanawiali się nad tymi pytaniami [na temat sensu życia] przez tysiące lat dlatego, że nikt nie jest w stanie udzielić pełnej odpowiedzi. Nieroz­wią­zy­wal­ne pytania są wieczne, dręczenie się nimi jest naszym przeznaczeniem, nieuniknioną częścią człowieczeństwa.

🖇

Jeśli sześćdziesiąt lat analizowania cudzych zmagań wewnętrznych czegoś mnie nauczyło, to tego, że zewnętrzne pozory pewności siebie i sukcesu czę­sto mają niewielki związek z tym, czym są naprawdę. Nigdy nie wiadomo, kto rozpaczliwie potrzebuje aprobaty albo pragnie czuć się kochanym.

🖇

     — […]  Odpowiedzi na moje pytania mogą być ryzykowne, ale bez wa­ha­nia się pan na to zdecydował. Jak pan to robi?
     — Cóż, jestem w takim momencie życia, gdy nie jest to takie trudne. Czę­ścio­wo bierze się to stąd, że nie przejmuję się już tak bardzo tym, co inni o mnie myślą. Jestem tym, kim jestem, i raczej nie zmieni się to zbytnio w wie­ku dziewięćdziesięciu lat.

🖇

Musisz się zaangażować i odkryć,
co jest skuteczne i co cię inspiruje.

🖇

[…]  to okropne, gdy kobiety czują wstyd z powodu swojego wyglądu. To jeden z najbardziej szkodliwych psychologicznie aspektów naszej kultury i sytuacja pogorszyła się w okresie kilkudziesięciu lat mojej praktyki te­ra­peutycznej.

🖇

     – […]  dlaczego tak szybko odrzucasz ten pomysł, zamiast okazać ciekawość? Nowa perspektywa powinna budzić zainteresowanie.

🖇

     – Więc przeformułowanie pojawiających się myśli nie jest dobrym po­dejściem?
     – To ich nie powstrzyma. Są znacznie głębiej zakorzenione. […]  Te myśli są prawdziwe. Wszyscy umrzemy […]. Najważniejszym pytaniem wydaje mi się to, jak najlepiej przeżyć czas, którym dysponujemy.

🖇

[…]  proszę pamiętać, że jesteś człowiekiem
i że możesz mieć w sobie sprzeczności.

🖇

Jedną z głównych przyczyn lęku egzystencjalnego jest samotność we wszech­świe­cie, niemożność podzielenia się swoimi doświadczeniami z innymi.

🖇

Zabawne, jak często moje potknięcia stwarzają doskonałe okazje.

🖇

[…]  wszyscy żyjemy w niepewnym świecie i mamy do czynienia z fun­da­men­tal­ny­mi cechami życia, które kategoryzuję jako: Śmierć (możemy żyć w pełni tylko wtedy, gdy jesteśmy świadomi, że nieuchronnie umrzemy), Wolność (mamy ogromną swobodę i ostatecznie jesteśmy odpowiedzialni za własne wybory życiowe), Samotność (rodzimy się sami i umrzemy sami, a jednak pragniemy bliskości i ciepła) oraz Bezsens (żyjemy w niejasnym świecie, w którym nie istnieje żaden absolutny zestaw wartości, a mimo to pragniemy przeżyć życie w sensowny sposób).

🖇

Dotknąłem pasji i pragnienia, co pomogło mu się otrząsnąć z frustracji i bezradności.

🖇

Obecnie często myślę o śmierci, ale rzadko kiedy przytłacza mnie strach lub niepokój. To raczej obecność czegoś, co pojawia się i nalega, by nawiązać kontakt, a potem znika. Nie uważam już tego za przerażające; jestem pe­wien, że jedną z ważnych przyczyn jest moja gotowość do nawiązania z tym czymś kontaktu mimo niepokoju – gotowość do uznania, że śmierć jest nie­unik­nio­na, spojrzenia jej prosto w oczy.

🖇

Reguła brzmi następująco: „Im mniej żałujemy, jak żyliśmy, tym mniejszy lęk przed śmiercią odczuwamy”. Nie jest to nowa myśl. […]  Ale z pewnością nabrało to dla mnie nowego znaczenia, gdy mój związek ze śmiercią stał się bardziej… osobisty.

🖇

Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, co przyniesie ten eksperyment, co samo w sobie wydawało się intrygujące. […]  Czy […]? Czy […]? Dowiem się tego z czasem. Z pewnością będzie to coś nowego, a w moim wieku nie należy drwić z nowości.

Irvin D. Yalom, Benjamin Yalom, Godzina serca.
Spotkania „tu i teraz
, przeł. Tomasz Wyżyński,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

[…]  kryje się w tym ciekawa historia, nawet jeśli
jeszcze nie wiem, o co chodzi.

🖇

     — […]  Co dalej? — Umilkłem. Pytanie wisiało w po­wietrzu.

(tamże)

6200. Kromeczka (XXIX)  // Czekariat (CXLIII)


fot. Kaan, fragment.

     — Jestem.
     Unoszę lekko rękę na powitanie.
     — Jesteś.

Nao-cola Yamazaki, Piękna rozłąka,
przeł. Marta Klimiuk-Nikkarinen,
Wydawnictwo Tajfuny, Warszawa 2026.

poniedziałek, sierpnia 31, 2026

6199. —


[asystencja: Pati] 

A motyl jest ważny, bo od chwili, gdy go zobaczyłem, świat zaczął się po­ka­zywać od swojej lepszej strony. Nie od razu, nie tak zupełnie, ale zaczął. Smutek ustępował drobnym ra­dościom.

Krzysztof Środa, Rzeczy zdarzające się w podróży,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025.

6198. Panna cotta (CCVI) // W warzywniaku (XXI)

/Każdego dnia czworakuję./
Ogni giorno vado a gattoni.
/dosł. Każdego dnia idę na kocury./

🍆

6197. 243/365

w tym samym kierunku idzie­my, nawet jeśli wcale się nie ru­sza­my. różnymi drogami, z róż­nymi rekwizytami, z ładunkiem różnych doświadczeń życiowych, na różnych etapach się znaj­du­jąc. mówią: szczęście, mówią: pech, a to tylko różne: drogi, rekwizyty, etapy, do­świad­czenia — kierunek identyczny.

243/365

drzewo życia wdzięcznie udziela schronienia

droga nie jest powrotem który znasz

czy łudzę się na próżno że jestem potrzebny tej chwili

Stanisław Kalina Jaglarz, Trzody,
Wydawnictwo Znak, Warszawa 2026.

czwartek, sierpnia 27, 2026

6196. Panna cotta (CCV)

Pięć lat później przypomniała mi się pierwsza słuchana ze zrozumieniem piosenka po włosku. Przypomniał mi się mój zachwyt każdym zwierzęciem i onomatopejami, ale przypomniała się również niemoc Sadownika, bo ile razy pod rząd można słu­chać tej samej piosenki, zwłaszcza gdy się jej samemu nie wybrało?

Wszystko przez to, że drugi tydzień zachwycają mnie… izolacje Luciano. Puenta tego ruchu… rewelacyjna! Niemoc Sadownika przemieniona w decyzję, odrodzona moc.

Poddałam się. Nie odczepią się ode mnie, ani oryginał, ani Rosso, jeśli ich tu nie zo­sta­wię. A gdy po raz nie-wiem-który odtwarzam poniższe, uznałam z zachwytem, że nie do­ce­nia­łam tekstu (sic!) tej piosenki. Przepięknie tłumaczy i ilustruje to, czego w ję­zyku polskim 1:1 nie ma. Perełka, po prostu gramatyczna perełka!

Luciano Rosso, El Pollito Pío, 10 years later!

*

Pulcino Pio, Il Pulcino Pio

in radio c’è un pulcino
[…]  c’è una gallina
[…]  c’è anche un gallo
[…]  c’è un tacchino
[…]  c’è un piccione
[…]  c’è anche un gatto
[…]  c’è anche un cane
[…]  c’è una capra
[…]  c’è un agnello
[…]  c’è una mucca
[…]  c’è anche un toro
e il toro muu e la mucca moo
l'agnello bee e la capra meee
e il cane baubau e il gatto miao
e il piccione tru e il tacchino glu glu glu
e il gallo corococo e la gallina coo
e il pulcino pio, e il pulcino pio
[…]
in radio c’è un trattore

środa, sierpnia 26, 2026

6195. 238/365

sło­wa nigdy nie obejmą całego do­świad­cze­nia, nie uchwy­cą jego esencji, nie usidlą istoty, nie zatrzymają nawet jego cienia, nie zniewolą.

mogą* je zniekształcić, zakłamać, od czci i wia­ry odsądzić.

ale są też takie, które są zaklęciami**, czynią cuda.

238/365

__________
   *   oczywistym przecież jest, że wszyscy, każdy, zawsze, nigdy…
  **  kocham cię, przepraszam, wybacz mi, proszę, dziękuję.

Ten lęk. Przecież wszystko, na co patrzę, i wszystko, co słyszę, i wszystko, co pomyślę – jest moim lękiem skrzywione, spa­czo­ne, zdeformowane. Ten świat w moich oczach i w moich uszach, i w moich myślach to zu­peł­nie jak gabinet krzywych luster w we­so­łych miasteczkach. Z tym tylko, z tym jednym nie do odsunięcia, nie do przesunięcia małym „tylko”, że tam to jest komiczne, a tu tra­gicz­ne. Tam to jest zabawa, a tu za­gła­da. Na pewno wszystko wyglądałoby inaczej, gdy­bym nie lękał się.

Edward Stachura, Fabula rasa,
Wydawnictwo Estymator, Toruń 2000.

It is morning, and again
I am the lucky person to be in it

   — Mary Oliver (1935–2019)

niedziela, sierpnia 23, 2026

6194. 235/365

     — hmmm, a mo­że by*?
     świadomość, ciut zdziwiona, od nie­chce­nia pod­nio­sła lewą po­wie­kę, spojrzała w kie­runku źródła pytania i z życz­li­wo­ścią zadała tylko jed­no swoje:
     — no, no, ale po co**?
     — no, tak.

235/365

__________
   *  zadzwonić, zapytać, powiedzieć etc. (wstaw, co chcesz).
  **  natychmiast przypomniała mi się opo­wieść Sadownika o pewnym profesorze, któ­ry słynął z tego, że na se­mi­na­riach miał do prezentującego swoją pracę studenta nie­rzad­ko tylko jedno pytanie: a gdzie w tym wszystkim jest fizyka?

     — Okej. […]  Więc to moja wina… […]
     — Miałaś w tym swój udział, ale tylko udział — od­parłem.

Irvin D. Yalom, Benjamin Yalom, Godzina serca.
Spotkania „tu i teraz”
, przeł. Tomasz Wyżyński,
Czarna Owca, Warszawa 2026.

[suplement 23.08.2026]
oddalam się odmykam już zawias uszkodzony
jest tyle ran zadanych ile oczu patrzących na nie

Stanisław Kalina Jaglarz, Trzody,
Wydawnictwo Znak, Warszawa 2026.

sobota, sierpnia 22, 2026

6193. 234/365

młodość spakowała do walizki swoją gwał­tow­ność, za­chłan­ność na nie­ma­te­rialne aspekty życia oraz podniszczony dzie­się­cioleciami użytkowania modus ope­ran­di (wszystko albo nic) i odeszła, pozostawiając po sobie wy­raź­ne ślady istnienia, jak­by wciąż pomieszkiwała w ulu i wy­szła tylko na chwilę kupić pa­pie­rosy.

późna dojrzałość przyszła wcześniej, pewnie za nic nie chcia­ła się spóźnić; wy­jąwszy z to­re­buni swój modus ope­ran­di, poło­ży­ła go bez zbędnych ce­regieli na stole; nieugięta, kon­se­kwent­na (kiedyś powiedziałoby się starczo uparta, sic!) jak mantrę mi po­wta­rza, że nie muszę już być dla ludzi tym, czym byłam lub być mo­głam, ale nawet w najgorszym razie mogą oni już liczyć na życzliwość oraz wy­ro­zu­miałość (przez młodość niezmiennie my­lone są ze słabością), których odwieczne źródło rano zaczęło pulsować na ulowym stole.

tak, to, że jestem paliatywna pracuje i zmienia mnie, częściej ze mnie się śmieje, częściej się do mnie uśmiecha.

234/365

[Gordon Allport (1897–1967)] pod koniec życia podobno tak odpowiedział na pytanie o cechę dojrzałej osobowości: „Naj­głęb­sza wnikliwość niejasno powiązana z poczuciem hu­mo­ru”. Niekiedy wydaje mi się, że mówił o sobie, ale rze­czy­wi­ście jest coś wy­zwa­la­ją­ce­go w uzyskaniu wnikliwości wy­star­cza­ją­cej do tego, aby uznać, że nasze do­tych­cza­so­we życie ze wszystkimi jego nie­do­sko­na­ło­ścia­mi należy zaakceptować, a czasem nawet wyśmiać. To twoje życie i musi pozostać two­ją własnością. Starsze kobiety zbyt łatwo można prze­ko­nać, że powinny za coś prze­pra­szać.

[…]  miłość czasami pojawia się w przebraniu.

Decyzje podjęte na podstawie dostępnych przesłanek zawsze mogą okazać się ka­ta­stro­fal­ne, a w długim życiu ta­kich de­cy­zji nie­wąt­pli­wie trochę się pojawi. Twoje życie jest jakie jest, niezależnie od swojej formy. I dobrze wiedzieć, jakie jest.

[…]  przeszłość podróżuje z nami.

Jane Campbell, Czesanie kota. Opowiadania,
przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2026.

Kieruj się w życiu zasadą, by nigdy nie ża­ło­wać i nigdy nie oglądać się za siebie. Żal to straszne marnotrawstwo energii; nie da się nic na nim zbudować, można jedynie się w nim pogrążyć.
   — Katherine Mansfield

(tamże)

6192. —

Yet every book you have is a story of who you are and
who you were when you acquired it. And who you became
when you read it. It's part of you […].

   — Roger Rosenblatt

[…]  te gardłowe dźwięki i spłaszczone, skrócone samogłoski zdradzały mnie jako obcokrajowca i czasami nadal słyszę od wyjątkowo spo­strze­gaw­czych osób, że w moim głosie daje się wyczuć echo dawnego języka. To mnie cieszy, ponieważ lubię mieć świadomość, że ślady prze­szło­ści są nieodwracalnie wplecione w nasze obecne życie i zo­sta­ją tam dla tych, którzy mogą je wyłapać.

Jane Campbell, Czesanie kota, przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

6191. O najlepszym wyborze…

Jabłoń:
(w siódmym niebie, bo pogoda rozpieszcza ją swoimi 20°C,
bo zaraz dostanie kawę, otworzy książkę, bo Życie
do niej wraca, a fale upału już w tym roku nie wrócą
)
Kocham Cię…

Sadownik:
Dobrze, chwali ci się,
dobry wybór!

Jabłoń:
(nie dosyć, że kocha, to jeszcze
ubawiła się setnie z samego rana
)

🌱

piątek, sierpnia 21, 2026

6190. Kromeczka (XXVIII)  // Czekariat (CXLII)


fot. Kaan, fragment.

your world can become smaller while your life becomes deeper.
I can do far less than I could 5 years ago.
[…]
when quantity disappears, you become extremely sensitive to quality.

   — Gil Alter

6189. Z oazy (CDLXVIII)

Debiut. Trzynaście opowiadań. Wydanych po raz pierwszy w roku, w którym Autor­ka kończyła 80 lat. Robi wrażenie — dwa słowa, jedna fraza, która jest odnie­sie­niem do dwóch różnych dopełnień.

Czytając tę książkę, przypomniałam sobie zabawę z dzieciństwa, w której pierwsze skrzypce grały gust i estetyka. Gdy byłam małą dziewczynką, robiło się sekrety (wi­docz­ki). I tym właśnie są te opowiadania: literackimi sekretami, be­le­try­stycz­ny­mi widoczkami. Są przepiękne. Uwielbiam ostatnie.

Miała wrażenie, że stoi obok palącego się ogniska, z którego nagle wy­strze­lił w górę niewielki węgielek: poleciał w powietrze, wpadł w jej serce i roz­palił tam swoim żarem blask współczucia.
     […]  Uśmiechnęła się. I okazało się, że ognisko jest prawdziwe, gorące i rozpalone, a obu kobietom zaczęły zagrażać jego płomienie. Jednak na po­czątku nie było to oczywiste.

🖇

     — Kogo zatem poznałaś?
     Dzielił ich niemożliwy do pokonania dystans.

🖇

Czasami bogowie są łaskawi i spełniają nasze pragnienia z nadzwyczajną i obfitą szczodrością.

🖇

Podobno kiedy człowiek się starzeje, jego mechanizmy obronne zaczynają słabnąć. Dawne barykady, za którymi kiedyś mogła się schronić, z hu­mo­rem, elegancją, a nawet — oczywiście tylko czasami – z pewną od­wa­gą, cóż, wszystkie rozpadają się z upływem lat.

🖇

Tego właśnie potrzebowała. Strupa na wszystkich ranach. Ale i tak nie pamiętała, w jaki sposób się skaleczyła.

🖇

Kotka usiadła u moich stóp. Obie obserwowałyśmy świat. Oczywiście wiem, że nie widzimy tego samego. Ona pod każdym względem patrzy w inny spo­sób. Ja odczuwam wilgoć, czuję jej zapach i słyszę krople deszczu zu­peł­nie odmiennie od niej. Ale towarzyszy mi i obserwuje z podobnym za­do­wo­le­niem. To naprawdę niesamowite, że dany jest mi taki widok, wiem, że mam szczęście.

🖇

Naprawdę się zastanawiam, czy ona rozumie, co to samotność, choć ponoć koty interesuje wyłącznie własna wygoda.

🖇

Nie mam teraz na własność niczego, może oprócz swojego ciała i umysłu, choć te po tylu dekadach użytkowania są jakie są. […] 
     Kotka i ja uczymy się teraz, czym jest proces utraty. Starość często jest kojarzona z gromadzeniem rzeczy, z chorobą, z niewygodami, ze zmarszcz­ka­mi, ale tak naprawdę to proces utraty — praw, szacunku, pożądania, te­go wszystkiego, co kiedyś do ciebie należało i co cię cieszyło, zupełnie bez refleksji.

🖇

Fotel był duży, wiklinowy, wyściełany miękkimi kremowymi poduszkami, Linda mogła więc podwinąć na nim swoje długie nogi, jakby składała pa­ra­sol do wygodniejszych rozmiarów.

🖇

     —Dlaczego wolisz budzić strach, a nie miłość? – zapytał ją Malik.
     — Do miłości nie można zmusić.

🖇

Są rzeczy zbyt bolesne, by o nich wiedzieć,
rzeczy, których nie da się pojąć od razu.

🖇

     — […]  Dlaczego tu przyjechałaś?
     A ona spojrzała na niego i dostrzegła, że ani tego nie wiedział, ani nie chciał wiedzieć.
     — Ponieważ zmieniłeś moje życie.

🖇

Czy ktoś kiedyś nie powiedział, że zrozumienie
to jedyne prawdziwe szczęście?

🖇

Nauczyliśmy się wyjątkowo sprawnie obsługiwać wszelkie wirtualne na­rzę­dzia komunikacji. Spotkania towarzyskie lub zawodowe organizuje się za pomocą najróżniejszych aplikacji, coraz łatwiejszych w użyciu, które, poukładane w kafelki na naszych ekranach, stają się też coraz mądrzejsze. Niemniej można się poczuć trochę jak głodne dziecko, które patrzy na pa­te­ry ze wspaniałym jedzeniem w sklepowej witrynie. Jak ktoś kiedyś po­wie­dział, sposób przekazywania informacji jest równie istotny co informacja, i niezależnie od tego, jak jest piękny, nie możemy dotknąć, pocałować, po­wą­chać ani posmakować pikseli.

🖇

[…]  często porusza się kwestię tego, czy lepiej mieszkać z rodziną, czy bez niej. Nie wszystkie relacje rodzinne są harmonijne i – szczerze mówiąc – rzadko dochodzi się w ogóle do sedna tematu. A tym sednem jest pytanie, czy uścisk stale obecnego dziecka jest równie satysfakcjonujący jak uścisk przelotnego kochanka. Rząd klasyfikuje je jako identyczne, jeśli chodzi o war­tość kontaktu skórnego, ale wśród siedemdziesięciolatków popularna jest opinia, że to niesprawiedliwe uproszczenie.

🖇

     – Wszyscy miewamy takie sny – oznajmiła Dolores. – Projekcje i fan­ta­zje. Pełne tego, o czym nie chcemy myśleć i czego nie chcemy mieć.
     Czy wspominałam, że Dolores ma dopiero sześćdziesiąt pięć lat, więc nigdy nie doświadczyła spotkania z fantazmem, i że skoro ma peł­ną ro­dzi­nę, prawdopodobnie nigdy nie dowie się, czym on jest? Przestałam dys­ku­to­wać. Nigdy nie kłóć się z freudystami – oni myślą, że znają odpowiedzi na wszystkie pytania.

🖇

[…]  w tamtym czasie wciąż przeżywałam niedawno zakończony związek, który przebiegał według znanego już schematu: skok na głęboką wodę, zero ograniczeń, a potem szalony pęd z powrotem na płyciznę.

🖇

Lacrimae rerum
/łac. nawet rzeczy płaczą/

🖇

W naszym społeczeństwie istnieją dwa sposoby radzenia sobie z palącą ża­ło­bą. Albo odmawiasz poświęcenia samego siebie i ostentacyjnie zaj­mu­jesz się intensywną radością odnajdywaną we wszystkim — myślisz po­zy­tyw­nie, żyjesz dalej, zgarniasz tylko dobre uczucia, przeszłość zostawiasz za so­bą — albo wybierasz odwrotną drogę. W drugim wypadku żyjesz z nie­usta­ją­cą, codzienną świadomością niemożliwej, niewyobrażalnej, nie­znoś­nej straty. Ponieważ jestem zdrowym na umyśle i wypłacalnym człowiekiem świata Zachodu, w momencie kryzysu wybrałam pierwszą możliwość, ale tamtego dnia, kiedy czas na godzinę zmienił bieg, stanęłam twarzą w twarz z tą drugą prawdą mojego życia.

🖇

     — Jesteś złudzeniem?
     — Wszyscy jesteśmy złudzeniem […].

🖇

[…]  wróciłam do pokoju i kółko zaczęło migać.
     — Jak się miewasz, Martho?
     — Spierdalaj, Arthurze – odparłam w ramach eksperymentu.
     — Przykro mi, Martho, ale nie zrozumiałem – odparł robot me­cha­nicz­nym, beznamiętnym tonem. Wyszłam na balkon posiedzieć.
     — To tylko maszyna – przypomniał mi wcześniej Mark. – Ale będzie się uczyć. Jak smartfon. I tak jak wszystko w dzisiejszych czasach. W instrukcji napisali, że ma adaptującą się osobowość.
     Musiałam pomyśleć.

🖇

„Lubię, kiedy się o mnie troszczą” — dodał potem, a ona rozumiała, co ta­kie­go uwielbiał: szacunek i pokłady uprzejmości, którymi cieszył się dawniej. Przypominało mu to czasy wina i róż, czasy, kiedy był na górze, na szczycie kariery, na samym szczycie drabinki sukcesu. Inspirował, kontrolował, nad­zorował, aż do… aż do krachu.

🖇

„Ale ja wciąż żyję […]. Mogę…”. Ale nie dokończyła tej myśli. Nie była dość szybka, nigdy nie była dość szybka, by prześcignąć tych, którzy na siłę na­pra­wiali świat.

🖇

Świat wokół nagle się ułożył. Odwróciła twarz do okna, próbując dostrzec, czy jest tam odbicie kobiety, którą nagle się stała. […]  Oto kim jestem, po­myślała.

🖇

Miłość to skomplikowane uczucie. Próbowałam sobie przypomnieć, co po­wie­dział Dylan Thomas, który rozumiał więcej niż większość ludzi. Kobieta w łóżku z mężczyzną to matka, siostra, córka, kochanka — wszystkie w jed­nej osobie? Tak to szło?

🖇

Wierzyłam, że został mi przypisany konkretny los i że muszę zrozumieć, co on oznacza. […]  zaczęłam zastanawiać się nad znaczeniem bycia samą. Było to bogate „złoże” do wydobycia, a zarazem główna oś mojego cha­rak­te­ru, ponieważ z natury jestem samotniczką.

🖇

     — Jak tam jest? — pytano, a ja nie potrafiłam znaleźć słów […]  Samot­ność człowiek nosi w sobie i nie da się od niej uciec.

🖇

Była jak mały ptaszek i wyzwoliła we mnie wszystkie uczucia, które pie­lę­gnu­ją w sobie dzieci, gdy wszędzie noszą ze sobą lalkę lub pluszowego mi­sia. Bo czymże innym jest ta opiekuńcza postawa, jeśli nie determinacją, by czuć się dużym i potężnym, kimś, komu bycie większym i silniejszym po­zwa­la troszczyć się o słabsze stworzenia? […]  Uspokajając ją, czułam spo­kój także w sobie. Zaczęła być częścią mnie.

🖇

Przekaże dalej miłość […]. Bo miłość to ruch w górę, nie w dół. I tak powinno być.

🖇

Zaczynałam zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy w życiu nie by­łam sama. Żeby być samotnym, musisz czuć, że potrzebujesz ko­goś, kogo przy tobie nie ma. Potrzeba, poczucie przynależności, o to chodzi. Trzeba przyznać, że jest się zależnym od kogoś innego. Musisz po­trze­bo­wać tej drugiej osoby jak własnego życia. […]  było to dla mnie coś nowego. Kła­dąc się spać tam­tej pierwszej nocy, pomyślałam, że kiedy Miriam wróci, mu­szę jej o tym po­wiedzieć.

🖇

Kocham ją bardziej, niż jest tego świadoma, może nawet bardziej, niż ja sama jestem.

🖇

[…]  bez wahania powiedziałam: „Tak”. Najzwyczajniej w świecie. Tak. Żad­nych pytań. Tylkotak”. Prosto z serca.

Jane Campbell, Czesanie kota. Opowiadania,
przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2026.
(wyróżnienie własne)

Nalała sobie filiżankę i wzięła croissanta. Poczuła się oddzielona od prze­szło­ści i zaskakująco wolna. Jakby stała na krawędzi czasu. […]  czuła również coraz więk­szą ulgę. […]  Ten spokój znalazł się w zasięgu ręki. […]  Jakie to dziwne. Spokój przyniosło jej nie to, co mia­ła, ale to, cze­go się pozbyła.

🖇

W powietrzu unosił się powiew wieczności — szturch­nię­cie od noumenu, spoza pozostałości fenomenu — wie­działam, że muszę tam dotrzeć.

(tamże)

[a jednak muszę tu mieć też poniższe, czyli suplement 22.08.2026]
Jak pokazują powyższe historie, czas automatycznie pozbawia starzejące się kobiety wielu luksusów i niezbędnych rzeczy, które dawała im młodość. To, w jaki sposób doświadcza się tej ekspozycji, tego rozbierania, demon­ta­żu tożsamości społecznej, zależy od wielu czynników: zdrowia, zamożności, miejsca zamieszkania, wykształcenia, genetyki, relacji rodzinnych i po pro­stu cho­ler­ne­go szczęścia lub jego braku. Czasami człowiek traci również ro­zum, a to już zmienia wszystko.
     Z rozumem czy bez, w późnym okresie życia trafiamy do innego świata […].

[…]  starość to inny kraj, w którym wszyscy jesteśmy nomadami i w którym możemy postanowić, że nosimy ze sobą jak najmniej. Pokazuje również, że starość nie jest dla mięczaków i że istotne jest towarzystwo. Piszę tę książ­kę jako jedna z tych starszych kobiet, badając ślady stóp, pragnąc, podobnie jak Fern, bohaterka Nomadland, podkreślić, że są inne kobiety podróżujące obok mnie, nawet jeśli niekoniecznie ze mną. Oczywiście są także starsi męż­czyźni, również ogołoceni z rzeczy, ale ta książka nie jest dla nich ani o nich, chyba że stanowią tło dla życia kobiet.

[…]  skąd wzięły się te bohaterki. […]  O niektórych kobietach czytałam, nie­które spotkałam, o niektórych słyszałam, niektóre były moimi są­siad­ka­mi, inne krewnymi, niektóre powstały z historii zasłyszanych od pacjentów, przełożonych lub przyjaciół.

Wszyscy mamy w życiu narratorów, ludzi, którzy opowiadają o nas aneg­do­ty, formułują diagnozy na nasz temat, ludzi, którzy plotkują. W wy­pad­ku osób starszych to często członkowie rodziny lub pracownicy socjalni, le­ka­rze lub kierownicy domów opieki, ale są także szczęśliwcy, którzy mogą sami opowiadać własne historie. Czasem trudno znaleźć słuchaczy, jakich pragnęlibyśmy mieć, ale możemy opowiedzieć historię i zapisać to, co jest w nas ważne, co wcześniej się nie liczyło.

W naszych społeczeństwach najmniejsze szanse na opo­wie­dze­nie swoich historii mają najmniej uprzywilejowani: uchodź­cy, osoby szukające azylu, ludzie bardzo młodzi, bardzo starzy, nie­peł­no­sprawni, biedni, bezsilni.

[…]  nikt nie pyta, czego pragniesz ty. Aby sobie z tym poradzić, mo­żesz stworzyć swój subiektywny świat, działający na twoich warunkach, pozbawiony starych przeszkód, takich jak wstyd lub strach, nawet jeśli ten świat będzie zbudowany tylko ze wspomnień lub z marzeń.

Wszyscy potrzebujemy w życiu bezpieczeństwa, ale ono ma dwa znaczenia. Bywa jednocześnie spokojem i uwięzieniem.

Istnieją mniej radykalne sposoby przygotowania się do śmierci, pozbycia się tego, czego już nie chcemy lub nie potrzebujemy, nie wszyscy czują też potrzebę ogołacania się. Czarownice mogą postanowić, że wyjdą z lasu, a zmiana nastąpi i tak. Przymusowe pozbywanie się rzeczy to do­świad­cze­nie bolesne, a to dobrowolne wymaga zarówno odwagi, jak i determinacji.

Tylko wtedy, gdyby starsze kobiety rzeczywiście były zde­sek­su­ali­zo­wa­ny­mi, nijakimi, beznamiętnymi, bezmózgimi, potulnymi i przepraszającymi istotami, jakimi chciałoby je widzieć społeczeństwo, historie te można by uznać zarówno za nieprawdziwe, jak i za transgresyjne. I jak proste było­by to wówczas dla społeczeństwa.

Wszyscy starzy ludzie mają określoną tożsamość, ukształtowaną przez rodzinę oraz społeczeństwo, i może się zdarzyć, że trzymanie się jej to najlepsza droga, ale odrzucenie oczekiwań innych ludzi może z kolei okazać się wyzwalające.

Ludzie, nawet — a może przede wszystkim — ci życzliwi, bywają na tyle mili, by zapytać starszą kobietę o jej zdrowie, ogród, ewentualnie dzieci, jeśli je ma. Niewielu pyta o jej życie intelektualne, aktywność zawodową, zainteresowania kulturalne, ambicje.

Pytanie nie brzmi jednak: „Czy czują się samotne?”, tylko: „Czy potrafią to przetrwać, czy wiedzą, jak sobie z tym poradzić, czy są przekonane, że tymcza­so­wa samotność jest niezbędnym składnikiem udanego życia zmysłowego?”.

[…]  te narracje opowiadają o kobietach, które przetrwały nieodwracalną stratę, nienaprawialne katastrofy. Wszystkie okazują się odważne, mają zasady i w moich oczach budzą podziw. […]
     Słyszałam o pewnej starszej kobiecie, którą wnuczka zapytała: „Babciu, jaki był najszczęśliwszy okres w twoim życiu?”. „Nie wiem — odpowiedziała kobieta. — Może jeszcze go nie przeżyłam”.

(tamże)

6188. 233/365

cie­kawość, ta wypływająca z głębokiej chęci poznania i zro­zu­mie­nia, jest formą miłości. dotyczyć może wszystkiego: słów w ob­cym ję­zy­ku, miejsc, ludzi, zjawisk, chwil.

ciekawość podobnie jak miłość nigdzie się nie śpie­szy, więc w kontaktach z innymi ludźmi nie pomylisz jej z wścibstwem, wy­ko­rzy­sta­niem czy pogonią za sensacją.

233/365

czwartek, sierpnia 20, 2026

6187. 232/365

zerwa­łam w życiu sporo relacji, wycofałam się z wielu innych, z kilku zostałam wyproszona, mnóstwa nie podjęłam lub z nich zre­zy­gno­wa­łam. do­tarło do mnie, że tylko mi się wy­da­wa­ło, że zerwałam, zre­zy­gno­wa­łam, odeszłam.

jeśli dobrze życzę tym ludziom, jeśli umiem wybaczyć im i so­bie, to choć bliżej zamieniło się w dalej, dużo dalej, lub nie­wy­obra­żal­nie daleko, to relacja z nimi — skrystalizowana — wciąż trwa i ma się świet­nie, nic jej więcej nie trzeba, nawet jeśli nie ma już po co spo­ty­kać się w tym życiu.

232/365

środa, sierpnia 19, 2026

6186. 231/365

w środ­ku nocy on owinięty po uszy kołdrą, ona przykryta tylko swoim klimakterium.

człowiek jest istotą społeczną — frazes, który w nocnej ciszy zamienia się w doświadczenie trudne do zatrzymania w sło­wach. karmi, choć on i ona w tym samym czasie całkowicie osobno swoje sny śnią.

231/365

     — Aha… — Na tym Anna poprzestała. Nie zamierzała mówić już nic więcej.

Selja Ahava, Dzień, w którym wieloryb przepłynął przez Londyn, przeł. Justyna Polanowska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2026.