niedziela, czerwca 26, 2016

1917.

cudze widziałam. cudzym się zachwycałam. swego nie znałam. cyk. przewrotne. bo prawie naprzeciwko ambasady wyłącznie pięknych, młodych i bogatych.

*

1916. Ryczone w Przytulisku

Sadownik. powiedział. to jest perełka. dla której warto obejrzeć morze szitu na fejsbuku.

Prince Ea, Everybody Dies, But Not Everybody Lives.

Martin Luther King had never had a dream.
The dream had him.

jakie marzenie ma Ciebie?

sobota, czerwca 25, 2016

1915. Zasłyszane, ubawione

     — Zosiu, dlaczego płaczesz? — zapytała nauczycielka.
     — Bo mam uczucia — odpowiedziała dziewczynka.

dedykuję. dorosłym. zbyt upiornie.

o!

1914. Peregrynacja, dzień 165. (wspomnienie)

wczoraj. byliśmy w niebie. w najwspanialszym towarzystwie. zgoda na publikację poniższych słów otrzymana. dzięki czemu nastrój wczorajszego wieczora zatrzymany.

Niebo jest tam, gdzie wspólny śmiech płynie z serc,
a dobre wino z kieliszków
.

Gepardzica

niech, jeszcze nie raz!

1913. U Orzeszka i Białego Kruka (IV)

Naszą kopię tamczasem ułożył Sadownik. A tam, u Orzeszka i
Białego Kruka nowa stara już tradycja ma się świetnie…

…niezmiennie uwielbiam, jak zagubi się jeden puzzel,
otwierając tym samym drzwi do nieskończoności.

wtorek, czerwca 21, 2016

1910. Subiektywnik (VII)

(1907+2). Lektura obowiązkowa (III)

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ja, niestety, zdradziłam siebie nie raz. W przedszkolu raz. Na studiach raz. W rodzinie — niestworzoną liczbę razy. By było lepiej. Nie było. Musiałam nauczyć się, że siebie zdradzać nie należy.

Kilka lat temu na jednym z uniwersytetów w São Paulo przeprowadzono badania, z których wynikło, że dziewięćdziesiąt siedem procent Brazylijczyków nie żywi żadnych uprzedzeń rasowych. Jednocześnie dziewięćdziesiąt osiem procent ankietowanych stwierdziło, że na co dzień styka się z ludźmi o takich uprzedzeniach — w rodzinie, miejscu pracy, na ulicy, osiedlu.

*

Przed kamerami siedzi brodaty mężczyzna w sportowej czapce z daszkiem, zasłaniającej częściowo łysinę. Miękki głos, osobiste ciepło.
     — Nigdy nie zdradziłem siebie — mówi spokojnie, lecz stanowczo João
.
     […]
     „Jest [João Nery] punktem odniesienia […] także przez swoją szczodrość i odwagę dzielenia się unikalnym doświadczeniem, które ukazuje, że możemy być tym, kim być pragniemy, nawet wbrew temu, co nam narzucają kultura i społeczeństwo” [napisała Simone Avila, antropolożka i badaczka genderowa].

Artur Domosławski, Wykluczeni,
Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

João W. Nery, autor(ka) fot. nieznana mi.

(1907+1). Lektura obowiązkowa (II)

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pamiętam, jak z nóg zwaliła mnie książka Svena Lindqvista. Książka Domosławskiego robi to bardziej — czy dlatego, że jest grubsza? A może dlatego, że jest bardziej aktualna?

Dwa przykłady, obok których przejść, bez przewrócenie się w środku, nie mogłam. Raz, obozy koncentracyjne Brytyjczyków w Afryce w latach pięćdziesiątych XX wieku. Dwa, buddyści eksterminujący ludzi. Dla białych, z tak skutecznie wypranym mózgiem, to lektura obowiązkowa.

Syty człowiek Zachodu wcale nie chce wiedzieć, dlaczego migranci migrują, a uchodźcy uciekają, ani dlaczego próbują sforsować nasze twierdze — europejską i amerykańską. Nie chodzi tu tylko o pieniądze, to znaczy obciążenie kosztami pomocy czy rezygnację z niewielkiego skrawka dobrobytu. Ludzie migrujący są „posłańcami złych wiadomości”. Przypominają o kruchości naszej egzystencji, nietrwałości wygód i bezpieczeństwa. Uświadamiają, że nasze życie może w jednej chwili się rozpaść z powodu działania sił, na które nie mamy wpływu: zmian klimatycznych, wojen, wstrząsów na globalnych rynkach finansowych.

*

Nie ma usprawiedliwienia dla przemocy. Nie ma usprawiedliwienia dla terroryzmu.
     Brzmi znajomo?
     Oczekiwanie sytych, żyjących w dostatku, zadowolonych z życia, że prześladowani, gwałceni, odczłowieczani pozostaną aniołami i będą walczyć o swoje prawa w sposób szlachetny, to zabobon ponad podziałami. Wypowiadają go z lekkością ludzie o zasobnych portfelach i ci, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Z lewicy i prawicy, kobiety i mężczyźni, wierzący i ateusze. Nie bardzo wiadomo, dlaczego tak by miało być. Dlaczego ludzie, którym odmawia się przyzwoitej egzystencji mieliby uznawać prawo do spokojnego i dostatniego życia tych, którzy się nim cieszą? Na jakiej podstawie oczekujemy od nich wyrzeczenia się przemocy?

*

Coraz większe fale migrantów klimatycznych będą dobijały się do bram Europy i Stanów Zjednoczonych. Niejednokrotnie będziemy ich traktować nie jako migrantów klimatycznych, lecz ekonomicznych, względnie uchodźców wojennych — tyle że te wojny będą spowodowane konfliktami o zasoby z powodu zmian klimatu. Na podstawie ostatnich doświadczeń można sądzić, że będziemy chcieli trzymać ich z dala od naszego dobrobytu, uznając, że mu zagrażają.
     Dopowiedzmy, co to znaczy: że uznajemy ich za istoty niemające takiego samego prawa do życia jak my — wszak nieszczęśnicy uciekają przed pewną lub prawdopodobną śmiercią. Idea wartości jednostki ludzkiej, do której odwołują się euroatlantyckie demokracje, legnie w gruzach (o ile już nie została ograniczona jedynie do naszych wspólnot). Na uspokojenie sumienia łykniemy sobie wymówkę, że nie stać nas na pomoc w tak wielkiej skali. Nie skojarzymy obecności uchodźców z tym, że jakiś europejski koncern — dzięki dealowi z jakimś skorumpowanym rządem w afrykańskim kraju — wypchnął lokalnych rolników z ich ziemi, by założyć uprawy pod produkcję biopaliw. A wygnani stracili nie tylko źródło dochodu, ale i miejsce na ziemi — więc szukają go gdzie indziej.

*

Szwajcaria od lat inwestuje w transport publiczny w myśl zasady, że kraj dobrobytu to nie taki, w którym każdego biedaka stać na samochód, lecz taki, w którym bogaty przesiada się z auta do autobusu, tramwaju, pociągu.

*

     — Uczą nas demokracji, a gdy werdykt demokracji im się nie podoba, to co robią?
     Rozmowa schodzi na chustę Szirin i „opresję kobiet w islamie. Trochę prowokuję, a trochę nie potrafię sobie poradzić ze stereotypem.
     — Chustka na mojej głowie ma być znakiem opresji? — odbija piłeczkę Szirin. — A półnaga kobieta w Nowym Jorku, która wychodzi z restauracji, żeby zapalić na mrozie i trzęsie się z zimna, to nie ofiara opresji? Odkryte nogi, dekolt — inaczej faceci nie uznają jej za atrakcyjną. To nie jest opresja?
     […]
     Walka o prawa kobiet w Palestynie i innych społecznościach islamskich — wyjaśnia Szirin — nie toczy się przeciwko islamowi. Islam to kontekst, jak chrześcijaństwo czy nowoczesność na Zachodzie. O swoje prawa kobiety walczą — podobnie jak w Europie i w Stanach Zjednoczonych — z mężczyznami, którzy chcą ustanawiać reguły dla siebie i dla nich.

Artur Domosławski, Wykluczeni,
Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

1907. Lektura obowiązkowa (I) / Subiektywnik (VI)

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Najpierw na tę książkę polowałam. Trwało to dobrą chwilę. Upolowałam. Zabierałam się do niej, gdy przychodziła kolej na autora w moim gienderowym suwaku autorów i autorek, ale dawałam radę na kilkanaście, czasem dwadzieścia–trzydzieści stron i… odpadałam. Za dużo niewyobrażalnego, nieogarnialnego strukturalnego zła.

Skończyłam w piątek. W związku ze świeżością wrażeń, oburzeń i bezsilności, niektórych wystaw na festiwalu nie mogłam znieść. A Sadownik nie mógł znieść mojego komentarza, którym go raczyłam. Wystawę o uchodźcach i dzieciach-uchodźcach przebiegłam, wyszłam z sali, klapnęłam na krzesełku i na przeciwległej ścianie zobaczyłam dwa słowa, które stanowiły mój komentarz do samozapętlającej się nieświadomości przywilejów białego człowieka:

*

Jeśli chcemy z Sadownikiem pokłócić się okrutnie. Ruszamy w temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Jedno nie może uwierzyć, że naród, który na własnej skórze przećwiczył holokaust, wyczynia takie cuda. Drugie z uporem maniaka twierdzi, że Izrael nie ma wyjścia i tylko się broni. Wszystko mamy rozgrzane do wściekłej czerwoności. Na ostatniej prostej powrotu z festiwalu, prawie pod domem, podnosiliśmy sobie nawzajem ciśnienie.

*

Ale wcześniej, w sali z albumami, poza albumem Siegfrieda Hansena, zatrzymała mnie na długo trylogia. Stanowiła przepiękne wizualne uzupełnienie fragmentów książki Domosławskiego. Pomysł na projekt par portretów poruszył we mnie wiele strun. A gdy wróciłam do domu, na spokojnie spotkałam inne fotografie Fazala Sheikha — pozostaną ze mną.

Fazal Sheikh, The Erasure Trilogy. Independence | Nakba.

Michael. Kiedyś irytowało go, gdy ktoś mówił o polityce jego kraju: „apartheid”. To nie tak, są problemy, polityka Palestyńczyków mu się nie podoba, nie można jednak porównywać Izraela do RPA. Ale dla samego siebie zbierał dowody „za” i „przeciw”. Wyszło mu, że to jednak apartheid. Systemowy, zapisany w prawie. Jeden przykład: za takie samo przestępstwo na terytoriach okupowanych inne procedury i kary dla Palestyńczyka, a inne dla Żyda.

*

Jonatan nie brał udziału w akcjach bojowych, pilotował śmigłowiec ratunkowy. Teraz zastanawia się, czy to właśnie dlatego odkrywanie prawdy o naturze okupacji zajęło mi tyle czasu.
     Po zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku — był wtedy w Stanach Zjednoczonych na szkoleniu dla pilotów — zszokowała go antyislamska propaganda w mediach i w armii.
     — Robili nam pranie mózgu.
     Jonatan skojarzył, że wszystko to zna z własnego kraju, lecz dopiero w Stanach Zjednoczonych dostrzegł kłamstwa, uprzedzenia, rasizm. Po powrocie nie zaznał spokoju.
     Świat Jonatana, ten wyniesiony ze szkoły, dzielił się na zacofanych, fanatycznych Arabów i oświecony, szlachetny Izrael. O tym, że izraelska niepodległość w 1948 roku to dla Palestyńczyków
nakba, czyli katastrofa, czystki etniczne, wygnanie z domostw, dowiedział się, mając… trzydzieści jeden lat.

*

Wyburzenie domów to na pozór mało spektakularny aspekt okupacji — nie ma krwi, nie ma zabitych. W istocie — jeden z jej nerwów. […] Wyburzenia to element „dearabizacji” terytoriów okupowanych, tworzenie terenu dla żydowskich osiedli. Także sposób na zamykanie Palestyńczyków w enklawach — za pomocą muru i sieci dróg, po których nie mogą się poruszać.
     Jeff mówi, że perwersja tej polityki polega na tym, że z pozoru wygląda to niewinnie: procedury, plany urbanistyczne, których nikt nie ma cierpliwości studiować. Gdy ktoś podnosi głos sprzeciwu, łatwo zamknąć mu usta: przecież chodzi tylko o ochronę terenów zielonych albo o dogodny przebieg autostrady — czy w waszym kraju nie robi się takich planów?

*

[Zygmunt] Bauman mówił z bólem i rozczarowaniem o polityce izraelskich rządów, ujmował się za krzywdzonymi Palestyńczykami. Przypomniał przyczyny swojego wyjazdu z Izraela w 1971 roku, gdzie mieszkał przez kilka lat po wypędzeniu z Polski w ramach antysemickiej czystki […]. Będąc ofiarą jednego nacjonalizmu, nie chciał milczeć wobec tego, że kraj, który dał mu schronienie, uprawia ksenofobię i nacjonalizm podobne do tych, które wygnały go z ojczyzny.
     Wypowiedział również myśl, która wywołała wściekłość obrońców polityki Izraela wobec palestyńskich sąsiadów. „Czymże jest mur wznoszony dziś wokół terenów okupowanych, jeśli nie próbą prześcignięcia zleceniodawców muru wokół warszawskiego getta? Zadawanie cierpienia upadla i niszczy moralnie tych, co cierpienie zadają — a cierpiących, wbrew wierzeniom, bynajmniej nie uszlachetnia”.

*

Nie ma myślenia poza językiem. Dopóki nie ma słowa opisującego problem, szczególnie problem trudny do nazwania, nowy, jego znaczenie i waga, a nawet samo istnienie mogą zostać niezauważone lub niedocenione. […]
     Autorem angielskiego terminu genocide, przetłumaczonego później jako „ludobójstwo” i promotorem uczynienia zeń osobnej kategorii prawa międzynarodowego był polski prawnik żydowskiego pochodzenia Rafał Lemkin (1900–1959). Ludobójstwem Lemkin określił masowe zabijanie ludzi ze względu na ich narodowość, rasę, wyznanie religijne, a także świadome pozbawianie danej społeczności dostępu do żywności, ochrony zdrowia, dachu nad głową oraz wyniszczanie jej kultury.

Artur Domosławski, Wykluczeni,
Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, czerwca 20, 2016

1906. Niedzielny późny poranek w Tekturze

(1893+12). Bohater Kot

miś dawno temu. ołówek w sobotę. nie zdziwiła mnie już wcale ta postać, spotkana w niedzielę.

(1904+1). Subiektywnik festiwalowy (V)

przy tym albumie wyłam z rozkoszy wizualnej. Sadownik rozumiał dlaczego, choć sam tak nie ma. moje ulubione sąsiadujące strony. ta po prawej uwielbiona. wracałam do nich i wracałam. od teraz mam je „pod ręką”.

Siegfried Hansen, Hold the line.

1904. Subiektywnik festiwalowy (IV)

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

ostatni dzień festiwalu. zaczęliśmy gwiazdą fotografii.

Sadownik. powtarzał. że klasyk. że czy widzę styl, precyzję, oko, wrażliwość. że takich zdjęć już nikt nie robi.

tak. widziałam. doceniam. ale smutek mieszał się we mnie z wkurwem. czyli patrzyłam na sztukę najwyższych lotów. każda z dziecięcych fotografii łamała mi serce. zastanawiałam się nad tym, jak potoczyły się losy tych dzieci. myślałam o tym, że wiele z nich przemknęło już przez swoją dorosłość i nie żyje.

te dzieci, ta historia, to się wydarzyło… wróć! to ciągle się dzieje, ale nie ma białej skóry. i tylko ludzie, białym zachodnim losem obdarowani, mogą patrzeć na te fotografie i dyskutować o kompozycji, świetle, pewnej konwencji. jakim cudem ty i ja dostaliśmy taką szansę?

dziś nikt już tak nie fotografuje. dziś tej fotografii nikt by nie zauważył, bo nie leje się krew. ta dziewczynka. ciekawe, kim była w dorosłym życiu? czy była szczęśliwa? co sprawiało jej radość? pozostałam z pytaniami bez odpowiedzi i wrażeniem, które to zdjęcie wciąż na mnie robi: ciekawości, nie ustawaj!


fot. David Seymour (1911–1956)

1903. Kobiecość: sacrum, meritum, profanum?

wtedy nie śnił mi się ten dzień. wczoraj, czyli siedemdziesiąt cztery dni później. peregrynacja, dzień 160. trwa projekt: człowiek zdrowiejący, kobieta szczęśliwa.

niedziela, czerwca 19, 2016

(1897+5). Subiektywnik festiwalowy (III)

te trzy zdjęcia. z puli tych, które mnie zatrzymały wczoraj na dłużej. pozostaną już ze mną. dotykają. poruszają. zmieniają. mnie.

Troi Anderson, Prayer for Legba.

Calvin Chen, Amazon Rain.

Megan E. Doherty, Winter.


jeszcze dziś.

1901. już!

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

wczoraj. nim, jako zestaw dwóch sztuk, ruszyliśmy „na sztukę”. OFF Piotrkowska kawa nieśpiesznie pita. metr dalej, cztery stoliki złączono w jeden. zainstalowano w sumie kilkanaście osób. dorosłych osiem. cztery pary. w mniej więcej tym samym wieku. i radość ze spotkania. i śmiech. i uwaga. i promienie słońca. i rozmowy. i serdeczność. nigdy wcześniej w życiu czegoś takiego nie widziałam.

nie wiedzieć kiedy. nie wiedzieć jak. nie wiedzieć czemu. nieznane mi do tej pory. ogromne pokłady dobroci otworzyły się we mnie.

fajnie jest rozumieć swoje życie i świat. ale jeszcze fajniej jest czuć zrozumienie. pomyślałam. czuć całą sobą.

*

wczoraj. obejrzałam kilkadziesiąt — kilkaset — żyć. które nie były, nie są i nie będą moim udziałem. świętowaliśmy z Sadownikiem nasze życie, przywileje i nasz czas.

a dziś?

1899. Okna

nie odleciał.

*

nie odpłynęła.

(1894+4=1897+1). Okno (IV) / Subiektywnik (II)

1897. Subiektywnik festiwalowy (I)

1900. światło i miłość

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

z opisu jednej z prac przedstawionej na festiwalu. autor, Paweł Kula. słońce jest wewnątrz każdego owocu — to część kosmicznego pulsu. piękna perspektywa. pomyślałam.

ale. jest i piękniejsza. jesteś owocem miłości. jest więc w tobie nie tylko światło. w związku z tym. coś? dziś?

nie czekaj.

piątek, czerwca 17, 2016

1892.

zmyłam z dłoni wszystkie dotykane klamki, odsuwane krzesła, gładzone blaty stołów. padłam. ale zanim. cyk.

czwartek, czerwca 16, 2016

1891. Znalezione na ranem

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

dawaj! no wiesz, młoda wdowa. wieńcówka, udar, zawał, do wyboru, do koloru. wszystko, co jesteś w stanie sobie wyobrazić, byle na śmierć.

dawaj! no wiesz, młody wdowiec. rak jajników, piersi, jelit, do wyboru, do koloru. wszystko, co jesteś w stanie sobie wyobrazić, byle na śmierć.

czujesz ten klimat? walka z wiatrakami statystyk umieralności. zdrowy styl życia nie musi cię uratować. nawet najlepsza profilaktyka nie gwarantuje sukcesu. wszystko to wiesz. lęk, strach, przerażenie, życiowy paraliż — monstrum. ile to energii żre? energii, której tu i teraz nie użyjesz. szkoda.

naprawdę szkoda.

środa, czerwca 15, 2016

(1825+65). Peregrynacja, dzień 155. (suplement)

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Peregrynacja, dzień 120. Pierwsze spotkanie z panią Magą. Wydusiła nóżkę. Blizny poprzesuwała. Zakres ruchu zmobilizowała. I powiedziała:
     — A teraz, trzymając się o tu, proszę zrobić przysiad. Tyle, ile się da.
     — Ale ja jestem już w takim wieku, że nie muszę robić przysiadów — broniło się okrutnie Drzewko.
     — Jeśli chce pani schodzić normalnie po schodach, to musi pani.

*

Peregrynacja, dzień 155. Wczoraj. Zrobiłam pierwszy pełny przysiad. Jutro Maga wraca z urlopu. Chyba nie obijałyśmy się z panią Rehabilitantką, która dzielnie Ją zastępowała.

Chyba?

wtorek, czerwca 14, 2016

1889. Z domu do domu

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jeden człowiek wystarcza, by urządzić Istocie Ludzkiej piekło na ziemi. Jeden człowiek wystarcza, by uratować Istotę Ludzką lub nadać sens Jej Życiu. Cała trudność polega na tym, by odróżnić jednego człowieka od drugiego.

I o tym właśnie jest ta książka. Chwilę trwa powrót z tej historii.

Ida nigdy nie powiedziała do niej: „Jesteś moją córeczką. Bardzo cię kocham. Wcale nie urodziłaś się w rynsztoku. Urodziłaś się w moich ramionach. Chodź tu, przytul się do mamusi”. Nawet jeśli matka tak nigdy nie powiedziała, to powinien był znaleźć się ktoś inny — ktokolwiek — kto szczerze wypowiedziałby te słowa.

*

     — Rozumiesz, o co mi chodzi? Zadbaj o siebie. Jesteś wolna. Nikt i nic cię nie zbawi, możesz to zrobić tylko ty sama. Obsiej swój grunt. Jesteś młoda i jesteś kobietą — to podwójne spore ograniczenie. Ale jesteś też człowiekiem. Nie pozwól, żeby ktokolwiek — czy to Lenore, czy byle fircyk, czy tym bardziej jakiś podły konował — decydował o twoim losie. To postawa niewolnika. A w tobie gdzieś przecież tkwi ten wolny człowiek, o którym mówię. Odkryj go i niech uczyni choć trochę dobra na tym świecie.
     Cee zanurzyła palec w słoju konfitury z czarnej porzeczki. Oblizała go.

*

Brały odpowiedzialność za własne życie i za każdą rzecz, każdą istotę, która potrzebowała ich pomocy. Brak zdrowego rozsądku u innych irytował je, ale nie dziwił. […] Starości nauczyć się nie można, ale dorosłość jest dla wszystkich.

*

Wybieraj sama — radzili — i nie dawaj się zniechęcić. Żeby byle zniewaga ani kuksaniec nie zbiły jej z pantałyku. […] Znajdź swój talent i pomnażaj go.

Toni Morrison, Dom, przeł. Jolanta Kozak,
Świat Książki, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, czerwca 13, 2016

1888. Peregrynacja, dzień 154.

trzy autobusy. tramwaj. żadnej kuli! i powrót. tramwaj. autobus. i tramwaj. bez kul! po raz pierwszy.

1887. Street Art

Artystka, Artysta, Artyści, Artystki. nieznane. Fotograf. znany. bałam się, że deszcz zeżre Dzieło. poprosiłam Sadownika, by zatrzymał Dzieło w klatce aparatu. i proszę. Dzieło. na mnie działa. żaden deszcz mi go już nie zabierze.

niedziela, czerwca 12, 2016

1886. Też świętuje

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

dała mi to, czego sama w dzieciństwie i młodości nie dostała. wolność. mylił mi się ten dar przez lata i dziesięciolecia z opuszczeniem, zaniedbaniem, niezrozumieniem, brakiem. aż mnie olśniło. jakiś czas temu. jeszcze pod koniec zeszłego roku.

wolność. to dzięki niej rozwinęłam w sobie odwagę. utrzymałam dziecięcą ciekawość i pewną naiwność wobec świata, pomimo płynących lat.

wolność. dała mi. i życie też. dziś. obchodzi urodziny.

Orzeszek.

sobota, czerwca 11, 2016

1885. do not!

(1881+3). Podczas wczorajszego świętowania

1883. Deszcz też nie przeprasza

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

jeśli moje łzy sprawiają, że jesteś przestraszony, nieswój, przecież nie chciałaś mnie dotknąć swoimi słowami, zachowaniem czy obecnością, po prostu chcesz szybko uciec od tej chwili, zniknąć, wyparować albo nie wiesz, co zrobić, to znaczy tylko tyle, że ta chwila nie była Nasza. byliśmy razem w tej samej przestrzeni. może całkiem blisko. ale się nie spotkaliśmy.

częściej niż inni? płaczę. sporo. z wielu powodów. z bezsilności też. z wdzięczności często. gdy jestem poruszona zawsze. po prostu tak mam. więc?

nie obarczaj mnie odpowiedzialnością za swoją reakcję. na moje łzy.

przylazło do mnie,
nim wpadłam na pomysł,
by powiedzieć przepraszam za łzy.

czwartek, czerwca 09, 2016

1880. Peregrynacja, dzień 150.

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdyby nie kopytko, nie natknęłabym się na książkę, w której znalazłam tę. Rehab jest wymagający: chcesz chodzić, to zasuwaj dzień w dzień do znudzenia i więcej, i bardziej, i jeszcze więcej, i jeszcze bardziej. Można mieć dość, można zwątpić, można tracić nadzieję. Można? W moim przypadku to pewnik! Niestety.

Ta książka jest niczym kaizen nawyków. Już nie mam dość, nie wątpię, nie tracę nadziei. Zasuwam! Jak mały samochodzik. Przestałam być ofiarą rehabu. A to dopiero początek — potworne ćwiczenie zadane we wtorek zrób tylko jeden raz dziennie — robię z uśmiechem na ustach.

Każde wielkie osiągnięcie jest wynikiem tego, co je poprzedzało. Jeżeli prześledzimy losy takiego osiągnięcia, to okaże się, że na samym początku był ten jeden pierwszy krok.

*

Mrok nie żyje własnym życiem — oznacza tylko brak światła.

*

[…] onieśmielał mnie ogrom pracy, którą musiałbym wykonać w związku ze swoją tęsknotą za kondycją fizyczną; gigantyczny dystans, który dzielił chwilę obecną od pożądanej przyszłości. Przytłaczała mnie wizja całego roku ćwiczeń. Czułem się winny, przygnębiony i zniechęcony, jeszcze zanim zdążyłem cokolwiek zrobić.

*

To, że robi się choć trochę, jest nieskończenie większym osiągnięciem niż nicnierobienie (z punktu widzenia i matematyki, i praktyki). To, że robi się choć trochę każdego dnia, ma większą wartość niż to, że robi się dużo jednego dnia, a kiedy indziej nic.

*

Mininawyk to niepozorne, a zarazem konstruktywne działanie, które chcemy podejmować każdego dnia. Ze względu na swój niepozorny charakter nie wiąże się ono z ryzykiem porażki i dlatego też stanowi nadzwyczaj skuteczną strategię wprowadzania w życie upragnionych zmian, która nie wymaga szczególnego wysiłku, a nawet dodaje sił. […] Ludzie bardzo często uważają, że oni sami stanowią powód, dla którego nie mogą wcielić w życie żadnej trwałej zmiany. Tymczasem to nie oni są problemem, ale wykorzystywana przez nich technika. Można dokonywać wielkich rzeczy bez wywoływania poczucia winy, bez strachu, bez doświadczania ciągle takich samych porażek, które idą w parze z takimi strategiami jak motywowanie się, czynienie postanowień albo działanie typu „po prostu to zrób”.

*

[…] sukces rodzi sukces.

*

[…] mininawyki są takie fajne dlatego, że nie ma tu miejsca dla klęski, nie obawiasz się porażki, nie masz poczucia winy. Nawet jeśli brakuje Ci siły woli, Twoje zadanie jest tak drobne, że zawsze znajdziesz sposób, aby je wykonać.

*

Strach przestaje istnieć, gdy doświadczasz czegoś, co okazuje się nie takie przerażające, jak się wydawało.

*

Cóż, czy siódme poty nie są jednak znakiem tego, że jakaś część ciebie jest niezadowolona? Czy w trakcie procesu transformacji w lepszego człowieka nie byłoby korzystniej traktować siebie dobrze?

*

Mininawyki pomagają podejść do granic strefy komfortu i wykonać jeden krok poza nie.

*

Niech Twoje nawyki będą „absurdalnie drobne”.

Stephen Guise, Mininawyki. Małymi krokami do sukcesu,
przeł. Katarzyna Rojek, Helion, Gliwice 2015.
(wyróżnienie własne)

1879. Hogwarts (IV) in the City


Joe:
(na początku pracy na środku zapytał studenta,
którego dobrze zna od wielu lat
)
Who are you?

Sala:
(ryknęła śmiechem)

Joe:
Who are you today?

Sala:
(milczała, czekając na ciąg dalszy pracy)

Jabłoń:
(pozostała w zachwycie nad potrzebą szukania odpowiedzi codziennie)

Hogwarts. Łażę i nucę in the City,
tęskniąc za Wiedźmami.

środa, czerwca 08, 2016

(1877+1). Peregrynacja, dzień 148. (suplement)

Sadownik & Jabłoń:
(wczoraj, późnym popołudniem na mały spacerek
do apteki bez kul poszli
)

Jabłoń:
(pod koniec wracania do domu zdycha)

Sadownik:
Piersi do przodu, nie do brzucha!

Jabłoń:
(może i ledwo trzyma się na nogach,
ale rży jak wielkie zdrowe konisko
)

wtorek, czerwca 07, 2016

1877. Peregrynacja, dzień 148.

nie wszyscy muszą łamać kopytko. by nauczyć się ważnego. zachwyciły mnie mądre słowa Brr:

jeśli praca nie polega na ratowaniu życia,
to na pewno może poczekać.

i już.

1876. Jezu, nie ufam tobie

 wpis przeniesiony 23.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Społeczeństwo ma pomysł na ciebie, ma pomysł na mnie. Każda rodzina ma pomysł na każdego swojego członka. Twoja rodzina wie, jaka powinnaś być ty. Moja rodzina ma wspaniały pomysł na to, jaka powinnam być ja.

Ile trzeba lat, by stanąć za sobą, swoim doświadczeniem, swoimi uczuciami? Ile lat potrzebnych, by odkopać się spod tych wszystkich super pomysłów na super człowieka i super życie? Ile, by poznać własny pomysł na własne życie? Ile trzeba sił, by się nie poddać? Odpowiedź brzmi: od jasnej cholery! Jednak warunkiem koniecznym jest człowiek, choć jeden, który nie podepcze naszej prawdy o nas samych, który ją uzna, uwierzy w nią i potraktuje serio. Bohaterce tej książki taki człowiek nie był dany.

*

Podczas czytania tej książki, wrócił do mnie znany obraz z dzieciństwa. Chodzi o ten z napisem Jezu, ufam tobie — wyszukałam wśród internetowych grafik — to niesamowite, że jest na nim biały, szczupły, w miarę wysoki mężczyzna, bez okularów, oczywiście. Taka religijna wersja idealnego męskiego barbie.

*

Ta książka pozostawia z pustką wypełnioną bezbrzeżnym milczeniem. Ta książka zatrzymuje niczym śmierć, bo jest o uśmiercaniu na początku życiu, o uśmiercaniu na całe życie.

Każdy z nas, jestem pewna, doświadczył w życiu braku akceptacji czy wręcz odrzucenia, chwilowego lub utrzymującego się przez dłuższy czas. Przyjmujemy to rozmaicie: z obojętnością, lekkim rozdrażnieniem, może też nam być z tego powodu przykro. Są wśród nas i tacy, którzy zaznali autentycznej nienawiści — i to z powodu czegoś, na co nie mają wpływu i czego nie mogą zmienić. Pewną pociechą może być dla nas świadomość, że odrzucenie czy nienawiść są nieuzasadnione — że nie zasłużyliśmy na nie.

*

Czarna dziewczynka pragnie mieć niebieskie oczy białej dziewczynki, a grozę czającą się u podłoża tego pragnienia przewyższa jedynie zło, jakie niesie ze sobą jego spełnienie.

*

[…] nasz smutek był tym dotkliwszy, ponieważ nikt poza nami go nie odczuwał. Ludzie byli zniesmaczeni całą historią, wstrząśnięci, oburzeni, rozbawieni, a nawet podekscytowani. I na próżno czekałyśmy, aż ktoś powie: „Biedna dziewczynka” albo „Biedne maleństwo”. Usta, z których winny paść te słowa, wykrzywiały się oskarżycielsko. Patrzyłyśmy ludziom w oczy, lecz zamiast troski widziałyśmy tylko zasłonę obojętności.

*

Pauline ostatecznie się ukształtowała, a proces jej stawania się polegał, jak u większości z nas, na wyhodowaniu w sobie nienawiści do wszystkiego, co dziwi lub przeszkadza.

*

Wraz z ideą romantycznej miłości wchłonęła jeszcze jedną — ideę fizycznego piękna. Bodajże dwa najbardziej szkodliwe pojęcia w dziejach ludzkiej myśli. Oba zrodzone z zawiści, znajdowały pożywkę w braku pewności siebie i niezmiennie kończyły się rozczarowaniem.

*

Pewnej soboty, zatopiona w trawie na opuszczonej działce, rozrywałam łodygi mleczy i rozmyślałam o mrówkach, o pestkach brzoskwiń, o śmierci i o tym, gdzie podziewa się świat, kiedy zamykam oczy.

*

Piękno to nie tylko coś, co można zobaczyć; to również coś, co można zrobić.

Toni Morrison, Najbardziej niebieskie oko,
przeł. Sławomir Strudniarz, Świat Książki, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)