Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
wpis przeniesiony 7.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Gdy zrobisz A, B i C, znajdziesz się w miejscu X. Patrzę w tył swojego czasu. Zrobiłam A, B i C. Znalazłam się w punkcie X. Przez wiele kolejnych lat robiłam A, B i C, dochodząc do perfekcji i żywiąc nadzieję na dojście do punktu Y.
X nie jest złe — to dobre miejsce, dające wiele możliwości, ale ja chcę Y! Więc czemu robisz A, B i C? — zapytałam siebie.
Wtedy. W Jej oczach zobaczyłam też nieśmiertelny kawałek — odważny, śmiały, stanowczy, nieustępliwy i zawzięty. Zobaczyłam, więc muszę mieć go w sobie. Może D, E i F? — cichutko zapytał.
Orzeszek i ja — obie jesteśmy stanowcze, nieustępliwe, zawzięte. Nie ustajemy! D — robię siłę na maszynach — ¡el reksio!
wpis przeniesiony 7.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Kolejne kroki w czasoprzestrzeni: kaizen, hygge, lagom… Po nich napisałam: w głębi duszy jestem Szwedką. Zrobiłam kolejny krok: ikigai.
Wpadła w me ręce. Zaryzykowałam. Ta książka jest świetną inspiracją, dobrą odtrutką na zachodni sznyt pełnego sukcesu galopu, jest wielowymiarową profilaktyką zachodniego świra, grzybicy mentalnej i świeżbu celu.
Czytanie tej książki dookreśliło, że w głębi duszy jestem skandynaponką. Również przez to czytanie film o Jiro chcę obejrzeć znów.
[…] ikigai, czyli powód do życia, niezależnie od osiągnięć.
*
Każdy w indywidualny sposób podchodzi do życia. Własną wyjątkowość trzeba odkryć i pielęgnować, nie tylko założyć, że gdzieś tam tkwi i zawsze tak będzie.
*
Każdy język jest przecież dowodem żmudnych wysiłków mówiących nim ludzi, by żyć i dać żyć, i tak przez pokolenia. Hideo Kobayashi, wybitny krytyk literacki […] [n]a podstawie własnych doświadczeń zapewniał, że każdy kolejny dzień przynosi nowe odkrycia i daje nową wiedzę.
*
Hipotetyczny przepis na szczęście składa się z kilku elementów: wykształcenie, zatrudnienie, życiowy partner/ka i pieniądze. Badania wykazały, że do szczęścia potrzeba niewiele. Wbrew powszechnemu przekonaniu majątek nie jest gwarancją sielanki. Pieniądze pozwalają wygodnie żyć, ale za nadwyżki nie kupi się szczęścia. Posiadanie dzieci też go nie zapewnia. Małżeństwo, pozycja społeczna, sukcesy naukowe — czynniki, które często postrzega się jako nieodzowne — mają niewiele wspólnego ze szczęściem jako takim.
*
Japończycy tradycyjnie wyznawali pogląd, że w życiu jest nieograniczenie wiele źródeł inspiracji religijnej i życiowych wartości, w przeciwieństwie do jednego Boga i jego woli. Między wiarą w jednego Boga, który mówi, jak należy postępować i jak przejść przez życie, a japońską koncepcją ośmiu milionów bogów rozciąga się cała przepaść. Jeden Bóg wyznacza, co jest dobre, co złe i decyduje, kto pójdzie do piekła, a kto — do nieba.
*
„Bagno” może brzmieć obraźliwie, ale nie do końca tak jest. Obraza zależy od uprzedzeń odbiorcy, nie tkwi w naturze bagna. Bagno to bogaty system ekologiczny, gdzie wspaniale rozkwitają setki mikroorganizmów. […] Jeśli ikigai danego człowieka jest wystarczająco bogate i głębokie, przypomina właśnie owo bagno. Krótko mówiąc, takie bagno też trzeba sławić. Może w nim mieszkać nawet osiem milionów bogów. Zastanów się: jakie drobne rzeczy kryją się w bagnistych zakamarkach twego umysłu? To one pozwalają przejść trudną ścieżką.
*
Nastawienie odbija się w działaniu. Osoba wierząca, że w danej rzeczy mieszka bóg, podchodzi do świata inaczej niż człowiek, który w to nie wierzy.
*
Wszystko w świecie jest ze sobą powiązane, nikt nie jest samotną wyspą.
*
Ikigai to królestwo drobnych rzeczy. […] Tylko ci, którzy widzą całe bogactwo doznań i doceniają je, mogą się nim cieszyć. To ważna nauka ikigai. W świecie, w którym o znaczeniu człowieka i jego poczuciu własnej wartości decyduje sukces, wiele osób żyje w niepotrzebnym stresie. Uważają, że system wartości liczy się tylko wówczas, gdy przekłada się na konkretne osiągnięcia, takie jak awans w pracy czy lukratywna inwestycja. Rozluźnijcie się! Można osiągnąć ikigai, znaleźć sens życia i szczęście, bez potrzeby udowadniania tego całemu światu. Nie oznacza to, że będzie łatwo. Niekiedy sam sobie muszę przypominać tę prawdę, chociaż urodziłem się i dorastałem w kraju, gdzie ikigai funkcjonuje w powszechnej świadomości.
*
Co najważniejsze, zaczynanie od rzeczy małych jest typowe dla młodości. Młodzi ludzie nie biorą się do rzeczy wielkich. Cokolwiek czynią, nie wpływa to na zmianę losów świata. Trzeba rozpoczynać od podstaw. […] Dziecięca dociekliwość pozwala dostrzec związek między ciekawością świata a ikigai. […] Młodość ducha jest ważna dla ikigai, ale równie istotne są zaangażowanie i pasja, niezależnie od tego, jak mało znaczący może się wydawać wymarzony cel.
*
To, co w japońskiej filozofii wydaje się czymś zwyczajnym, niekoniecznie jest zwyczajne. Kultura Japonii rozkwita dzięki najprostszym i najskromniejszym czynnościom, wykonywanym z precyzją i doskonałością właściwą profesjonalistom.
*
[…] kiedy Japończyk zabiera się za coś na poważnie, można mieć pewność, że przez bardzo długi czas nie zaniecha działań.
*
Zwykle między działaniem a nagrodą upływa pewien czas. Nawet jeśli dobrze wykonasz pracę, nie musisz od razu oczekiwać pochwał: uznanie pojawia się losowo, zależy od wielu czynników, na które nie mamy wpływu. Jeśli sprawisz, że źródłem szczęścia stanie się sam wysiłek, to udało ci się sprostać największemu życiowemu wyzwaniu. Graj, kiedy nikt nie słucha. Rysuj, gdy nikt nie patrzy. Pisz opowiadania, których nikt nie przeczyta. Satysfakcja wewnętrzna pozwoli ci z radością iść przez życie.
Ken Mogi, Ikigai. Japońska sztuka szczęścia, przeł. Małgorzata Maruszkin, Wielka Litera, Warszawa 2017. (wyróżnienie własne)
*
Dla [Jiro] Ono ikigai tkwi nawet w filiżance kawy, wypijanej na dobry początek dnia. Albo w promieniu słońca, przebijającego się przez listowie drzew, które mija w drodze do swej restauracji w centrum Tokio. Ono wspomniał kiedyś, że chciałby umrzeć, robiąc sushi. Przygotowywanie sushi daje mu głębokie poczucie ikigai, mimo że wymaga wielu drobnych, monotonnych i czasochłonnych czynności.
*
W odróżnieniu od tradycji chrześcijańskiej, przedstawiającej pracę jako konieczny trud (metaforycznie – jako następstwo wygnania z raju i grzechu pierworodnego), Japończycy postrzegają pracę jako dobro samo w sobie.
*
Według Csikszentmihályi’ego przepływ jest stanem, w którym ludzie są tak pochłonięci tym, co akurat wykonują, że nic innego się nie liczy. Właśnie stąd płynie przyjemność z pracy. Praca staje się celem samym w sobie, a nie czymś, co trzeba znosić, by dojść do celu. Przepływ sprawia, że nie pracujesz, by zarobić na utrzymanie. A przynajmniej – nie głównie po to. Pracujesz, gdyż sama praca staje się źródłem bezmiernej przyjemności. Płaca to tylko dodatek.
wpis przeniesiony 7.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Mój ulubiony szwedzki kryminał — to co, że dla dzieci. Po skończeniu pierwszej części, zaczęłam od razu czekać na drugą. Miała premierę, podobnie jak Chyłka, w środę. Z przyjemnością udałam się do świata komisarzy Gordona i Paddy, złapać oddech na chwilę. Pang!
Karkołomne zadanie sobie zadałam tydzień temu: każdego dnia wypatrywać choć jednej chwili radości — może być króciutka, bardzo ulotna, prawie niezauważalna dla postronnych, ale mam ją znaleźć i już! Dla własnego zdrowia. Co dnia. Trochę w lewo, trochę w prawo, pang!, bo wczoraj znalazłam wiele radości wędrując z Paddy po lesie.
Tymczasem wrona nagle zaczęła płakać. Paddy nigdy dotąd nie widziała płaczącej wrony. To było kraczące łkanie, połączone z chrapliwym kaszlem. Wielkie łzy płynęły po błyszczącym dziobie.
*
Paddy nie bardzo wiedziała, co to znaczy: iść całkiem zwyczajnie. Jak to się robi? Czy lepiej mieć łapki wyprostowane, czy ugięte? Czy patrzeć w niebo w taki niewinny sposób? Może to właśnie wyglądałoby bardzo podejrzanie? […] […] i poszła dalej w całkiem zwyczajny sposób. Czy łapki powinny się kołysać do przodu i do tyłu? Trochę czy bardzo? Nie mogła sobie teraz tego przypomnieć. […] […] i dalej szła całkiem zwyczajnie. Czy kiedy idzie się całkiem zwyczajnie i stawia się długie kroki, to idzie się wolno? — zastanawiała się. Dziwne, że naśladowanie zwyczajnego kroku było takie trudne. […] I po chwili powiedziała do siebie: — Ech, muszę przestać myśleć o tym, jak idę.
*
Jest wiele sytuacji, które nie są miłe, ale nie są złe. Wolno przecież zjeść za dużo ciastek i spać cały dzień. Może powinienem użyć słowa „niemądre”. Takie spanie jest niemądre. Ale jest też całkiem niezłe — pomyślał.
*
— Czasem mówi się coś niemiłego, mimo że wcale się tak nie myśli — zauważył Gordon. — Ale czasem mówi się okropne rzeczy, bo się chce, żeby komuś było przykro. — Aha — odpowiedziała Paddy. — Kiedy byłem mały, dokuczałem pewnej gęsi i żartowałem sobie z jej długiej szyi. Mówiłem, że ładniej wygląda się w ogóle bez szyi... — Może mówił pan tak dla żartu? Gordon powoli pokręcił głową. — Nie, zazdrościłem jej, że potrafi i pływać, i latać.
*
Tyle odwagi mieściło się w piersi ropuchy. — Jeśli chcesz mnie powstrzymać, musisz mnie najpierw zjeść — powiedział Gordon.
*
Westchnęli oboje. — Jesteśmy bardzo dzielnymi policjantami — powiedział Gordon. — Chociaż jesteśmy też zwykłymi zwierzętami. Przestraszonymi. Zmęczonymi. Albo głodnymi.
Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Ostatnia sprawa?, ilustr. Gitte Spee, przeł. Barbara Gawryluk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018. (wyróżnienie własne)
wpis przeniesiony 7.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Mortkę poznałam tak. Skończyłam w dniu, w którym Autor w związku z ostatnim tomem gościł w tym samym radiu. W tym samym dniu, w którym premierę miał siódmy tom Chyłki. Chyłka da zmianę Mortce w sztafecie i będzie mi pomagać znieczulać rzeczywistość, pomyślałam wtedy. Pomaga.
Nie znaczyło to jednak, że rezygnowała. Wkrótce wróci na ring. Będzie walczyć z całych sił, żeby posunąć się o te kilka milimetrów we właściwym kierunku. Taka już była i taka chciała być.
Tylko to miało sens.
*
Nagle dotarło do niego, że to wszystko już dawno wymknęło się spod kontroli, a on był zbyt ślepy, żeby to zauważyć. Ale jeszcze mógł to naprawić, a może raczej nie spieprzyć do końca.
*
Zaufał, chociaż nie pamiętał, kiedy zrobił to po raz ostatni. Nie wiedział nawet, czy jeszcze wie, jak to się robi.
*
[…] wreszcie miał wrażenie, że ogarnia to, co się wydarzyło. Nie żeby to rozumiał.
*
— To o co chodzi? — A jak myślisz? — Nie. Tego nie będziemy robić – stwierdził bardzo stanowczo. – Przez prawie całe moje małżeństwo musiałem się domyślać, co zrobiłem źle. Teraz się na to nie zgadzam. Po prostu mi powiedz.
*
— Aspirantka Anna Suchocka, Komenda Stołeczna Policji.
— O! Aspirantka! Fajnie, że używa pani formy żeńskiej. Wittgenstein twierdził, że granice języka wyznaczają granice świata. Dlatego musimy walczyć o wprowadzenie kobiet do języka powszechnego. Sucha przyjęła pochwałę, ale nie skomentowała jej w żaden sposób. Z jej punktu widzenia wyglądało to dużo prościej. Policjanci to w gruncie rzeczy banda palantów i musiała przyłożyć kilku łokciami, żeby zdobyć sobie odpowiednie miejsce i szacunek. Okazało się, że cel może osiągnąć, wkurzając ich deklinacją, więc robiła to.
*
Wiesz, mam problem z informatykami. Wydaje się wam, że jesteście wyjątkowi, bo potraficie napisać parę linijek kodu i w związku z tym możecie wszystko. To prawda, macie teraz swój czas. Ale to nie będzie trwać wiecznie.
*
— Windy znajdują się... — Nie interesują mnie windy — przerwał mu policjant. — Macie jeszcze taki przedpotopowy wynalazek jak schody?
*
— Wiesz, przeszłość czasami wraca do człowieka.
*
[…] pokręcił z niedowierzaniem głową, ale na jego twarz powróciły spokój i opanowanie. Jakby dotarło do niego, że wściekanie się na cały świat niewiele mu da.
Wojciech Chmielarz, Cienie, Marginesy, Warszawa 2018. (wyróżnienie własne)
wpis przeniesiony 7.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
To nie książka, lecz picture book.
To nie picture book, lecz…
Szkicownik, rysunkowy notatnik, kontemplownik o wielu warstwach, odkrywanych przy drugim, trzecim i piątym „czytaniu”, który uruchamia wiele uczuć i wrażeń. Pozostawia w zadumie, zachwycie, z łezką w oku i wdzięcznością w sercu. Zatrzymuje w kreskach niewysławialne słowami.
*
Tak, Henryk miał czas. Nieskończoną ilość czasu. Do tej pory zużył z niego tylko siedemdziesiąt lat. I było to, jak mawiał, nieskończenie mało.
*
Joanna Concejo, Kiedy dojrzeją porzeczki, Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2017.
wpis przeniesiony 7.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Ile można czytać tylko Mortkę. Zwłaszcza że piąty tom zaczął się mocno i z przytupem. Wypad ku czemuś innemu między mortkowymi rozdziałami zrobiłam.
Nie tknęłabym tego Autora, zraziłam się do niego jakiś czas temu. Ale tę książkę poleciła mi wrażliwa kobieta — nie zastanawiałam się ani chwili. No i mam, poza zachwytem, trzy kolejne tomy tego cyklu przed sobą. Nie będę się śpieszyć — będę się delektować tą kontemplacyjno-refleksyjną książką złożoną w hołdzie Życiu.
Nie żebym był codziennie zaskoczony, bo przecież wiem, że słońce wstaje każdego ranka, a jego światło sprawia, że ciemności ustępują. Chodzi bardziej o to, że dzieje się to na wiele różnych sposobów i, co chyba najważniejsze, wywołuje poczucie fundamentalnego dobra.
*
Tajemnica przebaczenia polega na tym, że tworzy ono przestrzeń, miejsce głęboko we wnętrzu człowieka, gdzie inni ludzie nie mają władzy, gdzie inni nic nie znaczą, i kiedy dotrze się do tego miejsca, człowiek odnajduje siłę, której nikt nie jest w stanie mu odebrać.
*
Wędrówka ptaków żyje we mnie swoim własnym życiem. Nie myślę o tym, ale to jest we mnie, w strumieniu uczuć i wrażeń, które czasem zastygają w obrazach. Nie tak wyraźnych ani czytelnych jak fotografie, ponieważ to, co zewnętrzne, nie odbija się w nas w ten sposób, lecz w postaci rys i zadraśnięć: kilka czarnych wierzchołków drzew, niebo, a potem ten dźwięk, odgłos wielu par skrzydeł łopoczących w górze. Ten dźwięk budzi uczucia. Co to za uczucia?, zastanawiam się, siedząc przy biurku i pisząc te słowa. Tak dobrze je znam, ale wyłącznie jako emocje, nie jako myśli czy pojęcia.
*
Bez języka świat by zarósł: każde słowo jest jak niewielka polana.
*
Tylko to, co wycieka przez palce, tylko to, czego nie sposób wyrazić słowami, ubrać w myśli, tylko to w pełni istnieje. Taka jest cena bliskości: człowiek tego nie widzi. Nie wie, że to jest to. A gdy to się kończy, wtedy to dostrzega.
*
Czterdziestolatek rozumie, że ograniczenia będą trwać do końca życia, ale wie również, że przez cały czas, czy się tego chce, czy nie, czy się jest tego świadomym, czy nie, tworzą się nowe warstwy charakteru, rodzaj wiedzy i poznania, które nie są skierowane do przodu, w stronę tego, co ma nadejść lub co przyniesie dzień, lecz ku temu, co tu i teraz, w tym, co człowiek robi każdego dnia, w tym, co o tym myśli i co z tego rozumie. To jest doświadczenie. Po sile dwudziestolatka nie ma śladu, wola słabnie, ale życie staje się bogatsze.
*
Gdyby jakiś fotograf […] zrobił nam zdjęcie, i to zdjęcie wylądowałoby w jakiejś książce, którą ktoś otworzyłby za sto lat, jak wiele z naszego życia, które toczy się tu i teraz, byłby w stanie wyczytać z fotografii? Przyglądalibyśmy mu się w milczeniu. […] Wszystko, co istnieje między nami i co jest właściwie jedyną wartością, która ma dla nas znaczenie, byłoby niewidoczne.
*
Guziki istnieją poza strefą wynalazków, nowinek technicznych i postępu, i chociaż z biegiem lat pojawiały się nowe metody łączenia elementów garderoby, na przykład zamek błyskawiczny i rzepy, guziki wciąż trzymają się mocno. Dzieje się tak dlatego, że w przypadku guzika stosunek formy do funkcjonalności jest idealny, nie ma miejsca na żadne udoskonalenia. Dzisiejszy guzik jest niemal identyczny z tym z XV wieku.
*
Bywa, że zatrzymujesz na nim [człowieku] wzrok nieco dłużej, bywa, że od razu go odwracasz; w ciągu życia patrzymy w tysiące par oczu, z których większość przemyka niezauważona, aż tu nagle trafiasz na takie, w których jest coś, co ci się podoba, i dla których byłbyś gotów zrobić niemal wszystko, by przebywać w ich pobliżu. Co to takiego? W takiej chwili nie widzisz źrenic ani tęczówki, ani twardówki. Widzisz duszę, to jej archaiczne światło wypełnia oczy, i właśnie to, patrzenie w oczy osobie, którą kochasz, gdy miłość jest najsilniejsza, jest największym szczęściem.
*
[…] dobrze jest przeczytać wiersz kończący się obrazem czegoś konkretnego i znaleźć w nim jakieś oparcie, by to, co niewyczerpane, mogło się spokojnie rozwinąć.
*
Myślę o tym każdego dnia, że liczy się to, co teraz, że właśnie teraz, w ciągu tych lat, dzieją się najważniejsze rzeczy. Moje wcześniejsze życie staje się coraz bardziej odległe.
Karl Ove Knausgård, Jesień, przeł. Milena Skoczko, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016. (wyróżnienie własne)
wpis przeniesiony 7.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Ból zamienia w zwierzę. W potrąconego kota, zranioną sarnę, postrzelonego dzika, krzywdzonego cyrkowego lwa. Jest taki ból, który odcina od mądrości i doświadczenia życiowego; pozbawia nadziei, sensu i wiary w cokolwiek dobrego. Nie można go objąć ani utulić.
Biały Kruk mówi o Niej: Doktórcia — bez szowinistycznego zabarwienia, lecz z szacunkiem, niebywałym ciepłem i wdzięcznością. Bo Doktórcia już nieraz była najlepszym, co mogło się przytrafić.
Doktórcia wymówiła jedno słowo*, skierowanie wypisała, zaopiekowała się stereotypową reakcją, uspokoiła. Znów jesteśmy ludźmi.
________________ * dzięki wczorajszej opowieści o działaniach pani Doktórci zrozumiałam, dlaczego ja nie mogłam wypowiedzieć tego słowa — bo jestem tylko i aż córką — moje doświadczenie nie liczy się w tym miejscu.
chciałam je tu mieć. już na zawsze. ale nie wiedziałam jak.
poddałam się, a one wtedy same mi pokazały jak. dziękuję.
Wiem teraz, że nigdy nie chodzi o świat sam w sobie, lecz o sposób, w jaki się do niego odnosimy. Z jednej strony jest to, co tajemnicze – z drugiej to, co widoczne; z jednej strony praca, z drugiej wolność.
Karl Ove Knausgård, Jesień, przeł. Milena Skoczko, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.
wpis przeniesiony 7.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Pierwszy raz uprawiałam czytanie hybrydowe. Podczas działań kuchennych; wieczorem, gdy oczy chciały odpocząć; podczas ćwiczeń — słuchałam. W tramwaju, autobusie, w przerwie między zajęciami czytałam oczami. Chyba nauczyłam się słuchać kryminały dzięki panu Januszowi Zadurze, który pięknie przeczytał mi czwarty tom.
Już tylko ja mortkuję. Piąty, ostatni na ten moment, tom przede mną. Dobrze, że ostatni, bo ile można kryminalić.
Kawa oczywiście była zbyt gorzka jak dla niego. Nazywał to przekleństwem zepsutego automatu z komendy stołecznej. Maszyna zawsze wsypywała zbyt dużo cukru. Początkowo mu to przeszkadzało, ale przyzwyczaił się do tego przesłodzonego smaku i teraz żadna inna kawa mu nie podchodziła. Ironia sytuacji polegała na tym, że automat w końcu naprawiono a on pozostał ze swoim zepsutym przez bezduszne urządzenie gustem.
*
Gęby mieli pełne frazesów o słowiańskiej wspólnocie, Partnerstwie Wschodnim i o tym, że trzeba Ukrainę ciągnąć na Zachód, ale jak przychodziło co do czego, to tylko Wołyń, Wołyń i Wołyń. Jakby to usprawiedliwiało wszystkie mniejsze i większe świństwa, które im robili.
*
— To ma być pierwszy i ostatni raz. Jasne? — To nigdy nie było problemem — zauważył Kochan. — Zawsze było. Tylko nie miałem czasu ani ochoty, żeby cię porządnie opieprzyć. — A teraz szef ma? — Ochotę? Jak najbardziej.
*
— To jest dupa, a nie praca. — Nie. To dla ciebie szansa — odpowiedział Andrzejewski.
*
— […] Policjantem zostaje się po to, żeby pomagać ludziom. — To nie mój przypadek — stwierdziła. — Nie? — Nie. Ja zostałam policjantką, bo jest to jeden z nielicznych zawodów pozwalających w sprzyjających warunkach na zrobienie krzywdy tym, których się nienawidzi.
*
Podobnie jak w przypadku reszty gadających głów, policjant nie zadał sobie trudu zapamiętania jego nazwiska. Po prostu nie cenił ich pracy. Nie było nic prostszego, niż posadzić przy jednym stole ludzi o różnych poglądach i kazać im przekrzykiwać się przez czterdzieści pięć minut. Jego matka robiła to co tydzień przy okazji niedzielnego obiadu i do tego nikt jej za to nie płacił.
*
— […] Nie będę pana oszukiwał. Jest źle i będzie tylko gorzej. Kształcimy teraz, tutaj, w tym budynku kolejne pokolenia, które pewnego dnia rozpierdolą nam ten kraj. Wspomni pan moje słowa. — Dziennikarze? — zapytał z powątpieniem Mortka. — Bezrobotni dziennikarze – uściślił Ostrowski. – Tacy, którzy podpiszą się pod dowolną bzdurą, byleby tylko zarobić na chleb i zyskać odrobinę rozgłosu.
*
— Mój mąż w czasie swojej kariery politycznej wielokrotnie odwoływał się do chrześcijańskiego, katolickiego systemu wartości. I proszę mi wierzyć, że nie robił tego na pokaz. Biblia, chrześcijańska wizja świata, przykazania są dla niego prawdziwymi drogowskazami. I teraz też płaci za to cenę. A jedno z przykazań brzmi: „Nie cudzołóż”. — Ale pani jest jego drugą żoną, prawda? Piersi kobiety uniosły się, kiedy wstrzymała oddech. Na jej policzkach pojawiły się rumieńce oburzenia.
— Jestem — powiedziała, z trudem panując nad emocjami. — Życie jest bardziej skomplikowane, niż się pani wydaje.
*
Zastanawiała się, po co ma im cokolwiek mówić. I tak nie zrozumieją. Może ona. Ale też raczej nie. Ona była z tych, którym się wydawało, że jak się bardzo postarają, to będą mogły przejść przez życie jak mężczyzna.
Wojciech Chmielarz, Osiedle marzeń, Czarne, Wołowiec 2016. (wyróżnienie własne)
Będzie to robić przez najbliższe 365 dni. Strona po stronie i dzień po dniu.
Doświadczenie jest znacznie cenniejsze niż przeświadczenie, przy czym doświadczenie nie jest tym, co nam się przydarza, ale tym, co zrobimy z tym, co się nam przydarza. Istotą doświadczenia jest działanie.
wpis przeniesiony 7.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
jak to, co robisz teraz, wspiera twą przeszłość?
tę przeszłość, której nie chcesz wspierać — była niepełnosprawna; to, że nie ćwiczy od miesiąca, wspiera jej kalectwo. tę przeszłość, którą chcesz wspierać — od zawsze chciała być kardiologiem; to, że nie poszła na imprezę i dziobie do egzaminu wspiera ją w skończeniu specjalizacji.
jak to, co robisz teraz, wspiera twoją przyszłość? jak to, co robisz teraz, wspiera twoją teraźniejszość? szczęśliwe, pełne pasji tu i teraz? tu i teraz.
Tamtego nie powąchała. Na ten — świeżutki — wyciągnęła mnie rankiem. Tamten — pierwszy. Ten — ostatni?
Tak to ma pachnieć, cud jest przygodą polegającą na zabawie, czasem przez resztę życia.
*
Marzenia […] mogą być snute jedynie wśród rzeczy znanych, czyli czego się nie poznało zmysłami, nie da się wymarzyć. Stąd upieranie się na jedną wersję losu to hamowanie wszystkich pozostałych, czyli tych, których się pomarzyć nie umie.
Radosław Rożek, Deus est machina, czyli Bóg jest na prąd, Gdańsk 2017.
Medium: (wczoraj automatycznie poinformowało) Niech Sadownik dowie się, że myślisz o nim w dniu urodzin!
Medium: (dziś nagabywało też automatycznie) Sadownik miał wczoraj urodziny. Czy chcesz mu złożyć spóźnione życzenia urodzinowe?
Jabłoń: (uśmiechnęła się na myśl świeżutką, co do łba jej wpadła, że gdyby w ośmiopolowym Mastermindzie datę urodzin Sadownika zgadywać datą urodzin Drzewka [lub na odwrót], uzyskano by ten sam wynik)
1. zobaczyć, żeby uwierzyć.
2. uwierzyć, żeby widzieć. zapisałam. tym dla mnie są moje studia. punkt pierwszy wypełnił się do cna. utknęłam w przestrzeni między punktem pierwszym a drugim? ile to żre energii!
Biały Kruk skończył tom piąty. Jabłoń w czwartym, bo trzeci skończyła wczoraj. Już tylko z Sadownikiem mortkujemy, ale jeszcze chwilka i zostanę z Mortką całkiem sama.
Nareszcie zajarzyłam — odkryłam najważniejszy element składowy dobrego kryminału. Jest nim taka konstrukcja głównego bohatera, by czytający mu kibicowali. Dla wielbicieli kryminałów jest to oczywiste jak drut, ale dla mnie nic nie jest oczywiste, dopóki nie zostanie poczute i przeżyte do trzewi, dopóki nie stanie się tak proste jak sznurek w kieszeni. Kibicowałam, również Suchej.
I dotarło do niego, że nadszedł czas, żeby to wszystko skończyć. Przestać uciekać przed tym, co nieuniknione, i po prostu pogodzić się z własną przyszłością. Ta myśl przyniosła mu pewną ulgę.
*
Na zdrowy rozum powinno się dać coś z tego ułożyć. Dlaczego się nie dawało? Brakowało im czegoś? Patrzyli w złą stronę? Lub, co byłoby gorsze, na którymś etapie popełnił jakiś fundamentalny błąd i teraz nawet nie wiedzieli, czego mają szukać?
*
Nagle to minęło. Ta złość, zazdrość, gniew. Zdał sobie sprawę, że cokolwiek teraz powie, to przecież nic nie zmieni. Dlatego po prostu się uśmiechnął.
*
Każdy facet, z którym się od tamtej pory spotykała, miał jakąś kompromitującą wadę, trupa w szafie lub co gorsza — całkiem żywą, wredną, oceniającą wszystko mamuśkę.
*
— Za kogo mnie pan uważa?! — Pani wybaczy, ale nie obchodzi mnie to, kim pani jest. Obchodzi mnie to, co pani zrobiła. Więc był ktoś jeszcze?
*
— Domyśliłam się. Nie jestem głupia. — Przecież wiem. Nie jesteś Mortką.
*
— Nie wiem. Najgorsze kłamstwo świata — nie wiem. Oczywiście, że wiedziała. Nie chciała tylko powiedzieć. Albo nie potrafiła wymyślić nic lepszego. Albo była zbyt przestraszona.
*
To się nie miało prawa zdarzyć. A właśnie się działo.
Wojciech Chmielarz, Przejęcie, Czarne, Wołowiec 2014. (wyróżnienie własne)
To ty wybierasz cel podróży. Niektórzy ludzie prowadzą życie motywowane strachem, inni złością, chciwością lub miłością. Każdy z nich stanie kiedyś na rozdrożu i każdy wybierze inny szlak.
*
Drzwi otwierają się na dwie strony. Pytaj raczej: „A jeśli tak jest?” niż „A jeśli tak nie jest?”.
Anton Grosz, Listy do umierającego przyjaciela, przeł. Maciej Świerkocki, Ravi, Łódź 1996.
wpis przeniesiony 7.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Pan Ciasteczko zaorany, więc Sadownik wciąż w tomie piątym. Biały Kruk doniósł, że jest w czwartym. Jabłoń zaczęła trzeci, bo drugi za nią.
Drugi dobry, naprawdę dobry! Nawet jeśli — malutki detal — pani psycholożka policyjna błysnęła w tym tomie, że nie jest feministką. Wykształcona, pracuje, ma własne pieniądze i nie jest feministką, ciekawe — takie kurioza niestety nie tylko w książkach.
Wolał już ludzi, którzy się kłócą, protestują i przynajmniej w ten sposób dają dowody zaangażowania. Ci, którzy tylko potakują, najczęściej odfajkowują swoje obowiązki najszybciej, jak to możliwe, nie poświęcając własnym działaniom ani sekundy i myśli więcej, niż to konieczne.
*
Sam nie wiedział, czego właściwie szuka. Ale tak to już było w tej pracy.
*
[…] równie ważne jak słowa, które padły, są te, które nie zostały wypowiedziane.
*
Zrozumiał, że nie tylko nie potrafi dawać. Nie. Jego problem był dużo głębszy, dużo poważniejszy. On nawet nie potrafił brać tego, co ofiarowują mu inni.
*
Pomyłki były nieodłączną częścią tej pracy. Pamiętał o tym. Ale ta wiedza w żaden sposób mu teraz nie pomagała.
*
[…] ciągle zdarzały się chwile, kiedy opadały go czarne myśli, a on sam był niemal sparaliżowany ze strachu, ale dochodziło do tego rzadko, najczęściej w nocy tuż przed zaśnięciem i tuż po przebudzeniu.
*
[…] nie mógł przestać myśleć o tym, że właśnie wydał prawie pięćset złotych na flakonik perfum wielkości setki wódki.
Wojciech Chmielarz, Farma lalek, Czarne, Wołowiec 2013. (wyróżnienie własne)
wpis przeniesiony 7.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
W sobotę moja kość ogonowa leżała na piłce tenisowej, a ja siłą rozpędu, nie mogąc się ruszać, słuchałam kryminalnej odsłony Poczytalnych — zwykle te odcinki audycji omijam. I padło… Komisarz Mortka…
Nie mogę czytać moich książek — nie mogę się skupić, odpływam, odjeżdżam — nie ten czas. Chyłka dobrze robiła w taki czas, więc może Mortka ma też moc? I padło… te kryminały są dobrymi powieściami psychologicznymi…
Klik, klik. Sadownik, zapytany o Mortkę w sobotni wieczór, odpowiedział, że doskonały cykl — niespodzianką okazało się więc tylko podarowanie Panu Ciasteczko do samolotu na wtorkowe wracanie do ula tomu piątego. Łyknęłam pierwszy tom. Jestem w drugim. Biały Kruk siedzi w trzecim. Znów czytamy synchronicznie.
— Nie. Możesz iść do domu. Jakby co, to będę dzwonił.
— Dzwoń sobie, dzwoń, ja komórkę wyłączam.
*
[…] dręczyło go dziwne przeczucie. Rzadko polegał na instynkcie. Publicznie twierdził, że coś takiego nie istnieje, że to tylko wymówka leniwego policjanta. Tym razem było inaczej.
*
— Zepsuła mi pani całą zabawę – oznajmił. — Jaką zabawę? — W opieprzanie pani. — Uśmiechnęła się. — Przykro mi. Wzruszył ramionami. — Nic nie szkodzi. Wyżywanie się na kimś jest przyjemne, ale mało konstruktywne.
*
Zanim straż pożarna dostała się do środka, nie było już co ratować. Ludzie wydają tysiące na wyrafinowane zabezpieczenia, kraty, alarmy, cholera wie co jeszcze, a w sytuacji zagrożenia wszystko to tylko przeszkadza. Od dawna wiadomo, że najlepszym zabezpieczeniem przed włamaniem jest życzliwy sąsiad. Tylko trzeba najpierw wiedzieć, jak ten sąsiad ma na nazwisko i przynajmniej kilka razy powiedzieć mu dzień dobry.
*
— To co, idziemy do jakiegoś centrum operacyjnego? — zaproponował podkomisarz, kiedy podszedł do kolegi. — Tak wcześnie rano, w sobotę? Będzie coś otwarte?
— Niedaleko jest McDonald. Mortka kiwnął głową na znak, że się zgadza.
*
Komisarz usłyszał, jak Kochan klnie przez telefon. Laboratorium będzie tu za pół godziny — pomyślał. Kochan miał dar przekonywania. Dobierał ton i przekleństwa w taki sposób, że każdy, kto słuchał jego wiązanki, czuł się nagle zobowiązany rzucić wszystkie inne obowiązki i ruszyć podkomisarzowi z pomocą. Mortka nigdy nie potrafił zrozumieć, na czym to polega. Kiedyś próbował użyć tych samych słów w stosunku do tej samej osoby co wcześniej Kochan, ale w odpowiedzi usłyszał tylko, żeby się wypchał.
*
Strażak uśmiechnął się. Tym razem szerzej i szczerze. Mortka z zaskoczeniem stwierdził, że chyba go polubi. Obaj pracowali w służbach mundurowych, które aż tak się od siebie nie różniły: te same problemy, te same głupie i niepotrzebne dokumenty do przygotowania i to samo poczucie obowiązku, które nie pozwala rzucić wszystkiego w cholerę. No ale strażaka pewnie nikt nigdy nie nazwał jebanym psem.
*
— Mortka, złamasie jeden. To twoja sprawka? – przywitał komisarza Jankowski. — Czy ty wiesz, która godzina? — Wiem. — To cudownie! — Technik wyciągnął ręce w górę. — Och, jak mi ulżyło! Komisarz Mortka jednak nie zgubił pieprzonego zegarka!
Wojciech Chmielarz, Podpalacz, Marginesy, Warszawa 2018. (wyróżnienie własne)
Jabłoń: (wczoraj otrzymała przepiękne obrazkowe pozdrowienia)
fot. Oj Tè, fragment.
(dziś na dzień dobry zameldowała) Ja już nie zazdroszczę Panu hipotetycznie czy potencjalnie. Zazdraszczam ogromnie, fizycznie i kinetycznie! (drzewne wspomnienie pierwsze, drugie)
*
Jabłoń: (oczywiście, że codziennie sprawdza śnieg na Polanie)
0. krzycz, obrażaj, przecież masz rację. 1. nie krzycz, przekonuj przemyślanymi argumentami. 2. nie przekonuj; poczuj, co się w tobie dzieje. 3. poczuj, że twoja perspektywa jest ważna. 4. poczuj, że masz coś do zaproponowania.
wpis przeniesiony 7.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Myślałam, że kolorowy paproszek. Podeszłam, chwyciłam i zaskoczyła mnie szybka metamorfoza papierka w zwierzątko. Teraz mogę tylko zastanawiać się, komu uciekło. Wiem, z czyjej torebki zbiegło. Przez chwilę pomieszka w ulu, nim wróci we właścicielskie rączki.
wpis przeniesiony 7.04.2019. (oryginał z zawieszkami)
Informacja o tej książce przyszła do mnie osiem dni temu. Autorka „znana” jest mi tylko z egzemplarzy umieszczanych w widocznych miejscach w księgarniach przy okazji premier lub w dziale bestsellerów. Zatrzymały mnie słowa umieszczone w tytule: sześć lat i siostra. Zaznaczyłam do upolowania.
Dwa dni temu przestałam polować, bo poczułam, że w moim wewnętrznym świecie kończy się aktualne okno czasowo-pogodowe na czytanie takich pozycji. Nabyłam w beznadziejnie wysokiej jak na mnie cenie i połknęłam.
Są też lepsze dni, pocieszam się, dzisiejszy dzień jest po prostu… gówniany.
*
Niech będzie wola Twoja. Jeśli będzie to pani w stanie zaakceptować, poczuje pani siłę. I już żadna opinia, jaką ktoś wygłosi, nie będzie mogła pani zdruzgotać.
*
Nagle znowu przystaje. Patrzy na mnie. — Tak ci dobrze, że możesz żyć! – mówi.
*
— Jesteś niezwykle dzielna — mówi [ojciec]. — Podziwiam to, jak sobie z tym wszystkim radzisz. Wzrusza ramionami. — Wcale nie jestem dzielna. Po prostu nie mam wyboru. I to wszystko.
*
Ale tak się dziwnie składa, że w kwestii życia i śmierci człowiek zawsze czuje się samotny. Wyłączeni z olbrzymiej grupy zdrowych i silnych, których życie codzienne koncentruje się wokół spraw, które nagle wydają się mieć drugorzędne znaczenie: praca, związek, pieniądze, dzieci, szkoła. Człowiek czuje się samotny, bo krąży ciągle wokół tematu, który większości ludzi — o ile nie są w bardzo podeszłym wieku — wydaje się bardzo, bardzo odległy: wokół śmierci.
*
Ciągła świadomość możliwego zagrożenia przygnębia wszystkich. I to czekanie. Czekanie przy telefonie. W nadziei, że wreszcie zadzwoni. A jednocześnie strach przed tą właśnie chwilą.
*
W powieści raczej nie ośmieliłabym się opisać tej sceny w taki sposób, porównując chwilę absolutnej klęski do oberwania chmury – od razu miałabym przed oczami sarkastyczne uwagi krytyków. Ale rzeczywistość nie dba o krytyków. Po prostu się dzieje.
*
Jednym z najokrutniejszych efektów ubocznych tej choroby jest to, że człowiek stopniowo traci zaufanie do własnego ciała, każde swędzenie w niewłaściwym miejscu, każdy utrzymujący się dłużej ból głowy, każda drobna zmiana powierzchni skóry sprawiają, że zapalają się wszystkie światełka alarmowe.
*
W jej wzroku nie ma ani nagany, ani potępienia, ani poczucia wyższości. Po prostu stwierdza fakt. — Nie denerwuj się tak — mówi łagodnie. — Ciesz się po prostu tym, że możesz oddychać. Natychmiast zamieram. Wypowiedziane przez nią zdanie natychmiast głęboko zapada w moje serce. Pozostanie we mnie na długo po jej śmierci. Będzie moją wewnętrzną mantrą w chwilach, w których będę się denerwować drobiazgami. Ciesz się po prostu tym, że możesz oddychać.
*
„Życie toczy się dalej!”. To chyba zdanie, które słyszałam wtedy najczęściej.
„Owszem – myślałam sobie wtedy. – Życie toczy się dalej. Tylko jak?”. […] W którymś momencie zrozumiałam, że nie zapanuję nad spustoszeniem, które dokonało się w moim wnętrzu, starając się je ignorować. Musiałam je uznać, zaakceptować, a potem rozpocząć porządki. Tylko w ten sposób mogłam odzyskać jakiekolwiek poczucie, że moje życie może dalej dokądkolwiek prowadzić.
*
Ale że pomimo wszystko wciąż funkcjonuję w o wiele dłuższych odcinkach czasu, zajmuję się rzeczami, których pozornie nie da się odłożyć na później, przede wszystkim pracą. Dziś, raz po raz, zadaję sobie pytanie, jak mogło mi się przydarzyć, że nie zauważyłam, w którym obszarze życia naprawdę niczego nie wolno odkładać na później.
*
Nie jestem już cała, jestem tylko połową tego, czym byłam kiedyś. Jakbym musiała się nagle uczyć, jak radzić sobie bez nóg albo bez rąk, a to proces, który przede wszystkim oznacza jedno: nieustanne porażki. Jednego dnia robi się kilka chwiejnych kroków i już się wierzy, że to jakiś postęp. Ale następnego nie udaje się zrobić nic, zamiera się w poczuciu całkowitej bezradności, z przekonaniem, że już nigdy nie będzie się chodzić. Czasem żal paraliżuje mnie całkowicie. Z upływem czasu nauczyłam się, że wtedy trzeba ten stan przeczekać, nie ma sensu z nim walczyć. Zwykle następnego dnia albo kolejnego z którejś strony pojawia się światełko, a potem człowiek jakoś się zbiera i mimo wszystko daje radę zrobić kolejny krok naprzód.
Charlotte Link, Sześć lat. Pożegnanie z siostrą, przeł. Daria Kuczyńska-Szymala, Sonia Draga, Katowice 2017. (wyróżnienie własne)