
*


Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Uwielbia przyłapać Drzewko na myśli, uczuciu, delektowaniu się, próbie zrozumienia tego czy owego.
Raz, przypomniało mi się. Dwa, przypomniało mi się. Do trzech razy sztuka? Raz, dwa, trzy… nie, bo przypomniało mi się jeszcze to. Czyli cztery.

fot. Sadownik, fragment.
To, co mi się przytrafia, może
mnie zmienić, lecz nie pozwolę,
by mnie ograniczało.
// Maya Angelou

dziś — szczególny czerwcowy dzień. dzień wepchnięty między urodziny ich dwóch. jedna ślad połączenia z drugą na brzuchu nosi cztery tuziny lat, tuzin miesięcy i drugi dzień.
162/365
zakwitły. dziś dla mnie. za dwa dni dla Orzeszka.
161/365

fot. Biały Kruk.
Doceniam polską myśl techniczną, pomysłowość i poczucie humoru. Naprawdę, nawet jeśli te trzy schodki powolutku przestają mnie jednak bawić. Strach się bać na samą myśl, jak tęgiego umysłu wymagało zaprojektowanie tego cacka.

Jedno z trzech przepięknie odnowionych dwa–trzy lata temu miejsc parkingowych dla osób z niepełnosprawnością. W mieście wojewódzkim. Przed głównym wejściem. Uniwersyteckiego. Klinicznego. Cieszyliśmy się, że było wolne. Kilka razy, przy okazji parkowania tam, mówiłam Sadownikowi, co ja myślę o tych schodkach, schodeczkach, schoduniach. Dziś już musiałam cyk tej subtelnej, znaczącej o bezmyślności, barierze architektonicznej, która daje mi niezmiennie szansę na odczuwanie bezradności bardziej i mocniej, niż czyni to moja niepełnosprawność co dnia.
To chyba będzie zdecydowanie mój faworyt do Złotej Siekiery 2022.

Złota Siekiera 2022
tam. pierwszy raz nie bałam się wcale.
po
tam, pierogi z truskawkami — dwie porcje
na jednym talerzu.

Czekałam na ten tom od ostatniego słowa umieszczonego w trzeciej części tej opowieści. Doczekałam się w Dniu Dziecka. Tego dnia mogłam wrzucić na czytnik książkę, zakupioną dwadzieścia wpisów wcześniej. Degustowałam. Delektowałam się. Nie śpieszyłam się. Nie pomogło. Jeszcze w Dniu Latorośli było po wszystkim. Niestety.

*

*

*

*

*

*
[…] następna część będzie ostatnim tomem historii Nicka i Charliego. Mnie też jest przykro! Obiecuję jednak, że będzie to historia czarodziejska, pocieszająca i pełna queerowej radości.
Alice Oseman, Heartstopper. Tom 4.,
przeł. Natalia Mętrak-Ruda,
Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)


(tamże)
Formalnie przynależy do korzeni i pędów rodziny Sadownika. Przynależy w sposób, w jaki przynależę ja. Nigdy się nie poznałyśmy. Gdy została młodą wdową, dotarło do mnie, że my — Sadownik i ja — nie daliśmy tej parze nigdy szansy. Oni też nam jej nie dali. Od nich do nas, od nas do nich były zaledwie dwa uściski dzielnic, dowiedziałam się w dniu pogrzebu.
Nigdy się nie spotkałyśmy, ale to „przez Nią” zajrzałam do tej książki. Jak ja bym chciała, by Ta-Której-Nie-Poznałam napisała książkę. Bardzo bym chciała. Nie tylko ja, jestem pewna.
Nigdy się nie dowiesz, jakie to uczucie, dopóki go nie doświadczysz.
*
Możesz sobie wyobrażać, jak się czuje miłość, radość, tęsknotę i smutek, ale dopóki się nie zakochasz, nie ucieszysz, nie zatęsknisz i nie zasmucisz, nie masz żadnego pojęcia, jak to może być. Nie, miłość nie jest jak orgazm – nie do pomylenia z niczym. Nie jest też jak ciąża zerojedynkowa, że albo jest, albo jej nie ma. Miłość jest skomplikowana. I choć jest wszędzie – w książkach, filmach, sercach zakochanych ludzi i oczach zakochanych zwierząt, dopóki ciebie nie spotka, nie wiesz.
*
Kochasz osobę też za to, kim się czujesz w jej obecności.
*
Niektóre informacje i zdarzenia w tej książce wyglądają na prawdziwe, choć nie są prawdziwe. Prawdziwe są wszystkie uczucia.
*
Żeby mieć to, czego się chce, trzeba mieć odwagę porzucić to, czego się nie chce. Ale warto przyjąć z uwagą, szacunkiem i zrozumieniem wszystko, co złego dostało się od życia. […] Nie postanawiać za dużo. Nie popędzać umysłu ani ciała i utrzymać komfortowy dla siebie rytm życia. Zamiast spisywać cele życiowe, być otwartym na to, co życie przyniesie. Ale nie odkładać na później lepszych win. Ani tym bardziej nie odkładać miłości.
*
[…] czasem w kłótni nie wystarcza twoje zen. Budzą się demony.
*
Ludzie myślą, że władza da im wolność, pieniądze zdrowie, a sława szczęście. Myślą, że jak będą dobrzy, to będą się dobrze ze sobą czuli. Tylko nie wiedzą, co znaczy „dobrzy” […].
*
Na wojnie łatwo jest zrobić coś niemoralnego ze strachu albo zgrzeszyć zaniedbaniem. […] W czasie wielkiej miłości i śmiertelnej choroby też można zrobić coś niemoralnego ze strachu, niewiedzy albo zmęczenia.
*
Tak jakby ktoś mi zepsuł misternie ułożone puzzle 10 tysięcy sztuk. Układane od lat, a w ostatnich miesiącach na miejsce trafiły ostatnie kawałki i obraz ukazał się naprawdę piękny. Ale ktoś mi go rozpierdolił. Ktoś. Coś. […] Wszystko się zepsuło, wszystko pomieszało, a kilka puzzli zginęło.
*
Na ogół nie mamy pojęcia o swoich własnych i wzajemnych potrzebach. I nie wiemy, czy spełnianie ich pomaga, czy przeszkadza.
[…] część z tych potrzeb spełniamy (sobie lub innym), niektórych się nie da. Życie to nie szwedzki stół. Inne okazują się manipulacją naszego umysłu, bo po ich spełnieniu okazuje się, że nie tego jednak potrzebowaliśmy. A czasem po niespełnieniu okazuje się, że to niespełnienie to najlepsze, co mogło cię spotkać.
*
Nigdy nie wiesz, czy coś przeminie i kiedy. Niby wiesz, bo wszystko przemija, ale… w sumie nie wiadomo.
*
Każdy ma wolną wolę. Każdy z niej korzysta, nawet wtedy gdy wydaje mu się, że został do czegoś zmuszony. Nie mamy wpływu na wszystko, ale dokonujemy w życiu dużo makro – i mikrowyborów.
*
Ale to, że mógł, odkrywał przy mnie. To, że ja mogę, odkrywałam przy nim. Po co się spotkaliśmy? Może właśnie po to. Żeby uwierzyć, że wolno nam wszystko, nawet jak nie wolno.
*
To, co robisz teraz, ma wpływ na to, jakim człowiekiem, z jakim życiem będziesz za chwilę.
*
Gdy jest dobrze, a przynajmniej nie tak koszmarnie źle, warto spojrzeć dalej na drogę, a nawet spróbować wyobrazić sobie, co jest za zakrętem. Jutro. Na końcu świata.
*
[…] prawda łączy, pewność dzieli, dlatego „naprawdę” pisze się razem, a „na pewno” osobno. Na pewno.
*
Gdy życie toczy się w zawrotnym tempie, gdy twój koń popędził do przodu (wszystko jedno, czy było to twoim, czy jego, kosmosu, pomysłem) – najpierw myślisz o tym, żeby nie spaść, o swoim tu i teraz, ale potem spójrz, czy nie pakujesz siebie (i innych, na przykład konia) w kłopoty.
*
Gotuję zupę z tego, co mam, a nie z tego, czego nie mam.
*
Chciałam, żeby to kot coś mi zrobił. W sensie – nauczył mnie czegoś. Że mogę po prostu być. […]. Przeciągnąć się, zdrzemnąć, przytulić, pobiegać. Po prostu. Bez misji. Ale to takie trudne. Nie umiem, bo ciągle szukam celu, sensu, zadania […].
*
I tak możesz zrobić tylko jeden oddech na raz, tylko jeden krok na raz, przeżyć tylko jeden dzień dziennie, więc na tym na razie się skup. Jak niepijący alkoholik – myśl o tym, że nie pijesz dzisiaj. Nie myśl o jutrze. Nie myśl o końcu świata. To trochę łagodzi lęk. Postaw sobie malutki cel, który cię nie przeraża.
*
I nawet kiedy umysł, z całą swoją zgromadzoną wiedzą, z doświadczeniem […], podpowiada, że nawet gdy jest źle, to jest dobrze – zmiany bywają straszne.
*
Zmiany są trudne. Akceptuję je powoli. Przyszły niespodziewane, nie poddały się kontroli. […] znów muszę zrobić krok w tył.
*
Nie mogę sobie tego wyobrazić. Ale mogę to przeżyć.
*
[…] strach to nic strasznego.
*
Zastanów się, czy chcesz odpakować prezent. A co, jeśli ci się nie spodoba? A co, jeśli nie będzie można zapakować go znowu i oddać? Ciekawość to pierwszy stopień do piekła? Być może. Ale to też pierwszy krok do tego, żeby wiedzieć więcej. I jeśli zrobisz drugi krok, możesz przejść przez piekło tylko trochę osmalona, za to mądrzejsza i silniejsza.
Agnieszka Passendorfer, 13 lekcji miłości,
Pan Wydawca, Gdańsk 2020.
(wyróżnienie własne)

„Jeżeli chcecie mi pomóc, dajcie mi to, czego potrzebuję, a nie to, czego wy potrzebujecie” – powiedział mój mąż dzień przed śmiercią. Dałam mu to, czego potrzebował. Wtedy. Bo wiedziałam, czego potrzebował. Wtedy. Ale jeszcze tydzień temu miałam wątpliwości. Gdyby każdy z nas z pokorą przyznał, że na ogół nie wie, czego ludzie potrzebują, nawet ci najnajbliżsi, życie byłoby prostsze.
*
Gdyby wszystkie matki Polki, matki Teresy i święci męczennicy zastanowili się (zaobserwowali), czego naprawdę potrzebują ludzie, którym pomagają tak na oślep – byliby lepszymi ludźmi.
*
Po co ty, Króliku, jesteś jeszcze potrzebny światu? Odpowiedzi przychodzą codziennie.
(tamże)
Ma kwiatek wyczucie czasu. Piękno w pikselach z wczoraj.

fot. Biały Kruk, fragment.
Relacja:
(ciut obita po wczorajszej wymianie
zdań i perspektyw podnosi się z desek)
Sadownik:
Jaki bilet dla ciebie:
dziecko, student czy senior?
Jabłoń:
A dla Ciebie?
Sadownik:
Weteran!
Intrepid:
(„uśmiecha” i Sadownika, i Jabłoń
od wielu, wielu lat)
Sadownik & Jabłoń:
(kilka godzin później poszli
na „ich” film w najświeższej wersji)
Top Gun 2 Maverick, 2022.
[miłość, love & l’amore]
it’s one of life’s mysteries, sir.
* * *
Nie mogliśmy doliczyć się, kiedy ostatni raz byliśmy w kinie. Jak zwykle siedzieliśmy blisko ekranu. „Tą razą” w czwartym rzędzie. Sadownik kupił bilety na jego brzegu, by mieć gwarancję, że przy pomocy dwóch męskich dłoni dam radę dojść. Pod koniec reklam znalazłam siłę, by przemieścić się na środek tego rzędu (poza nami nikogo w nim nie było). Ludzie wchodzili i wchodzili. Z każdym widzem rosło ryzyko, że kogoś podsiedliśmy i będziemy musieli wrócić na swoje miejsca. Na szczęście wśród tych, którzy dzielili z nami seans, nie było takich, co studiowali w filmówce, bo jak jeden mąż, bez względu na płeć, lecieli do ostatnich rzędów. Ja też nie studiowałam w filmówce, ale znam takiego jednego, co studiował i wiedzą się podzielił.
Film? Fantastyczne zdjęcia. Fizyka w kilku scenach została wyproszona za drzwi, by historia mogła toczyć się dalej. Obśmialiśmy to tylko, bo dobrze wiedzieliśmy, że chodzi o bajkę, smoki i zwycięstwo nad złem. Nie poszliśmy przecież na film dokumentalny.
Tłumacze? Niechlujni, leniwi lub głupi. Nie po raz pierwszy albo nie umieją korzystać choćby z wikipedii, albo ogólnie są kiepsko rozgarnięci, albo jedynym ich hobby jest garncarstwo lub hodowla przepiórek. Jak zobaczyłam kątem oka w napisach dialogowych podbierz baksztag, to ryknęłam śmiechem nie tylko dlatego, że jacht płynął pod wiatr. Oboje z Sadownikiem odnotowaliśmy, że twórcy napisów przeciążenie mierzą w… gramach, np. 9g. Rozumiem, że tłumacz nie musi wiedzieć, ale wypadałoby chociaż powąchać kontekst, w jakim padają słowa i litery.
No i mentalność! Zasadnicza, żeby nie powiedzieć chorobliwa różnica. Amerykanie mówią: make us proud, a Polacy? Po polsku zabrzmiało to tak: nie przynieś nam wstydu. I może właśnie dlatego, a nie z powodów technicznych, gdyby tę bajkę, z tymi smokami i oczywistym zwycięstwem nad złem wyprodukowano w Polsce, to byłaby straszna siara.
Są jeszcze dwie ciekawe rzeczy i jedna naciągana bardziej niż grawitacja, ale ja już padam. Niestety, zmęczenia w żadnej formie nie mogę wyprosić za drzwi. Życie to bajka (level master).

“I don’t know how.”
“You’ll find the way.”
Top Gun 2 Maverick.
niesłyszana, niewidziana, nierozumiana, zostawiona — nie ma się czym chwalić, znam to równie dobrze jak wielu innych ludzi; kamieniem nie rzucę, sama też umiem nie słyszeć, nie widzieć, nie chcieć rozumieć i zostawić.
niewidzialna — poznaję ten społeczny fenomen jak wiele innych kobiet.
nieobecna — przyjmując do wiadomości swoje nieistnienie tu i tam, mogę zacząć żyć* na nowo?
155/365
__________
* mając w ręku szklankę, w której wciąż coś pysznego jest.
Kenny Loggins, Danger Zone.
you'll never know what you can do
until you get it up as high as you can go
Jabłoń:
(o psich potrzebach, których
nie może już obsługiwać)
Nie □ była.
Pati:
Powiedziałaś to
z przecinkiem?
Jabłoń:
(zachwycona językowym refleksem,
bo miłością darzy przecinki ogromną)
Pati:
(okazała się przeszkoloną bestią
w kategorii „nie z przecinkiem”, bo jej dziecko
zawsze liczy na jego brak w poniższym zdaniu)
Nie □ musisz.
Jabłoń:
(też często na taki brak liczy, choć jest
cztery razy starsza od dziecka
i powinna już trochę znać życie)
* * *
Jabłoń:
(opowiada o historii, która
przydarzyła się jej na gigancie)
[…] On jest… konserwantem.
Pati:
(poprawia (?), uściśla)
Konserwatystą?
Obie:
(ryknęły śmiechem, bo wiedzą,
o jakie słowo chodziło)
Konserwator!
Henia:
(reaguje, wchodząc dziobem między panie
z miną jakby lobbowała o małe co-nieco,
i dorzuca w konwencji)
Konserwa?
drzewko zwiezione do ula od prawie tygodnia. sny jeszcze nie dojechały, utknęły we Wronkach? słowa gdzieś po kraju włóczą się, szukając swoich zagubionych walizek. jabłoń na przekór pędzącemu miastu czeka, bo jak bez słów, bez snów, no jak?
154/365
Ostatnia z książek przeczytanych na gigancie. Nie pamiętam, jak na tę opowieść trafiłam. Trochę przez pomyłkę, bo miałam ochotę na strofy zamiast akapitów.
Pierwszym wrażeniem było zniechęcenie, które szybciutko ustąpiło zachwytowi, gdy tylko zaskoczyłam, w jak fantastyczny sposób autor wykorzystuje nawiasy, a w dalszej części przekreślenia — z jednego wierszowanego tworu, w zależności od sposobu czytania, można mieć dwa i każdy z nich zrobi inne wrażenie, wrzucając człowieka w odmienny stan.
Bawiłam się przy tej lekturze wyśmienicie.
mroźne podmuchy i tak dostają się do nas szczelinami
nad którymi nikt już nie panuje (może zamieszkiwanie
polega na utykaniu zbędnej materii w szpary między
domem a światem) […]
*
radzili szczerze (swój najlepiej
pojęty interes to wielka rzecz
swoją drogą) choć głupio
swoją drogą chadzam bez
ich napiętej trosk
*
a może wasz bóg
w sześć dni stworzył
tylko (a muszla ślimaka
szyszka sosny liść dębu
moja lewa pierś
sprzed ćwierćwiecza
są dziełem natury
która na szczęście
nie jest osobą)
cierpienie w które
bawił się z synem
i gorszymi dziećmi
do zmroku?
[…]
pomyślcie o tym czasem
strażnicy miłości
odlegli zaprawdę
*
jest bezbronne więc
biorę je w nawias
i nie oddam nikomu
oto ciało moje
*
jeśli społeczeństwo
może być zdecydowane
w pięćdziesięciu
procentach to dlaczego
ja muszę w stu?
*
mój matematyk mówił
że nawiasy są jak czułe
dłonie chroniące słabszych
*
a jeśli ten termin
(życie pozagrobowe)
obejmuje wszystko
co poza grobami
(śmiechy seks żal
radości jedzenie sen)
to nieszczęśnicy wierzą
w to co im właśnie umyka
warto o tym pamiętać
dużo wcześniej zanim
ten termin nadejdzie
*
przeciekam ci między
palcami od dnia narodzin
i nic nie możemy z tym zrobić
*
plakat krzyczał:
prywatyzacja
((niestety część liter
wyblakła na słońcu)
w piwnicach Prokocimia
trudno jednak ukrywać
całe rodziny i beczki
na kapustę) cierpień
*
szukam słów które obiecują
dużo więcej niż mogą mi dać
nieciągłość nieścisłość nieszczelność niedokonanie
niedociągnięcie niedomaganie
a zwłaszcza:
żeby przebiegle wykraść im
dużo więcej niż obiecują
*
[…] czuje
strach, jest zupełnie sama
z sobą.
*
dobre dzieje się w ciszy
*
niosę tu pomoc bezdomnym
słowom obcych ludzi
czasem wyrzucam całe
ich życie z pamięci milcząc
każdemu w twarz
*
i dobrze że to wróciło
na swoje miejsce na dobre
(nie odkładajmy siebie
na później) i na złe
*
boję się wszystkich
mówiących w imieniu
[…]
nie ma o mnie żadnej partii
ani związku zawodowego
*
czy o tym o czym można mówić
naprawdę mówić warto
Wit Szostak, Szczelinami,
Wydawnictwo Powergraph, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

co czuje ukrywa w milczeniu
wie że płacz nie pomoże
[…]
nie powie bo nikt nie uwierzy
nie pierwszy raz czuje pustkę
bardziej niż inni w domu.
*
(po kilku latach udawania
dorosłej widzę już że
nie jestem w tym sama)
*
[…] chce zawrócić,
lecz nie wie, że jej opowieść już trwa
i nie można jej przerwać, że dziewczynka
musi odnaleźć czółno, rusza dalej, cichną
wojenne pieśni.
*
agresja jest o słabości
gniew jest o bezradności
wrzask o bezsilności
*
i wpuszczam sobie w żyły
dawki cudzych wierszy
i czekam aż się rozejdą
po kościach i narządach
*
samo pytanie więcej mówi o nas
niż jakakolwiek odpowiedź
(tamże)
Druga z trzech ostatnich książek czytanych na gigancie. Wpadłam na nią przez zupełny przypadek. Klik, klik i w ciągu pięciu dni była moja.
Kiedyś byłam kolekcjonerką społecznych przekonań dotyczących „posiadania/nieposiadania” dzieci. Niektóre raniły, niektóre śmieszyły. Rozbierałam je na czynniki pierwsze.
Od jakiegoś czasu jestem kolekcjonerką ludzkich przekonań — serwowanych mi, czy tego chcę, czy nie — dotyczących tego, dlaczego jestem chora. I znów, rozbieram na części pierwsze, próbując zrozumieć. Kilku numerów telefonów darczyńców zablokowałam, bo… zwyczajnie brak mi już sił na uporczywość.
Zbieram więc, rozbieram potem na części, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, jakie jest źródło tych przekonań (w końcu nie jestem freudystką). I wpada mi w ręce ta książka. I przecieram oczy ze zdumienia. I połykam w oka mgnieniu. I nie złoszczę się, że przepisać literka po literce muszę cytaty, które chcę mieć pod ręką. Niesamowita jest ta książka! Po prostu.
It would be nice if, at some point, growing up ends and maturity begins, or if one could say that successful adjustment and adaptation to a particular difficulty had been achieved. For most problems, or perhaps most basic life issues, there is no single time for such a resolution to occur. The problem must be faced, evaluated, re-defined, and readapted to, again and again and again.
// Irving Zola
*
The disabled God is God for whom interdependence is not a possibility to be willed from a position of power, but a necessary condition for life. This interdependence is the fact of both justice and survival. The disabled God embodies practical interdependence, not simply willing to be interrelated from a position of power, but depending on it from a position of need.
*
Idealizing the body prevents everyone, able-bodied and disabled, from identifying with and loving her/his real body. Some people can have the illusion of acceptance that comes from believing that their bodies are “close enough” to the ideal, but this illusion only draws them deeper into identifying with the ideal and into the endless task of reconciling the really with it. Sooner or later they must fail.
// Susan Wendell
*
Our bodies have too often been touched by hands that have forgotten out humanity and attend only to curing us.
*
As linguists and anthropologists know, the act of naming someone or something grants the namer power over the named. Historically, rather than naming ourselves, the disabled have been named by medical and scientific professionals or by people who denied our full personhood.
*
You can’t legislate attitudes, but the attitudinal barriers will drop the more disabled people are employed, the more they can be seen on the street and when we become not just a silent minority, but fully participating members of society.
// Pat Wright
*
The perception that disability is a private physical and emotional tragedy to be managed by psychological adjustment, rather than a stigmatized social condition to be redressed through attitudinal changes and social commitment to equality of opportunity for people with disabilities is persistent.
*
Clearly disabilities place limits on individuals. So too does ordinary life place limits on people.
*
As long as disability is addressed in terms of themes of sin-disability conflation, virtuous suffering, or charitable action, it will be seen primarily as a fate to be avoided, a tragedy to be explained, or a cause to be championed rather than an ordinary life to be lived.
*
Viewing suffering as means of purification and of gaining spiritual merit not only promotes the link between sin and disability but also implies that those who never experience a “cure” continue to harbour sin in their lives.
*
Group oppressions are enacted in this society not primarily in official laws and policies but in informal, often unnoticed and unreflective speech, bodily reactions to others, conventional practices of everyday interactions and evaluations, aesthetic judgments, and the jokes, images, and stereotypes pervading the mass media.
// Iris Marion Young
*
Pervasive paternalism is supported by stereotypes that regard disabilities as signs of weakness, helplessness, and biological inferiority. Aversion is often rooted in people’s fears that they or someone about whom they care could become disabled.
[…] In contrast to dominant stereotypical images of people with disabilities, the shared experience of people with disabilities embodies resourcefulness, independence, and persistence.
*
Minority group members usually do not voluntarily join the group.
*
I saw God in a sip-puff wheelchair, that is, the chair used mostly by quadriplegics enabling them to maneuver by blowing and sucking on a strawlike device. Not an omnipotent, self-sufficient God, but neither a pitiable, suffering servant. In this moment, I beheld God as a survivor, unpitying and forthright. I recognized the incarnate Christ in the image of those judged “not feasible,” “unemployable,” with “questionable quality of life.” Here was God for me.
*
Let us place ourselves in the presence of the disabled God and ask ourselves—how is God with us?
*
But the telescoping our lives into simplistic categorizations of good and bad, pain and pleasure, denies the lives of people with disabilities, like all ordinary lives, are shot through with unexpected grace, overwhelming joy, and love returned. Life is simply a mixed blessing.
Nancy L. Eiesland, The Disabled God.
Towards a Liberatory Theology of Disability,
Abingdon Press, Nashville 1994.
(wyróżnienie własne)

She [Nancy Mairs] has not overcome disability and the body pain that it entails; rather, she has come to her body, tolerating its limitations and doing what she can.
*
My body
is going away.
// Nancy Mairs
*
She [Nancy Mairs] becomes very clear that a body, perhaps especially a disabled body, is not a space one occupies alone.
*
Now I am who I will be. A body in trouble.
(tamże)
Nancy Mairs
(1943–2016)

Autor(ka) zdjęcia nie do ustalenia,
[dostęp: 27.05.2022],
źródło.
Pierwsza z ostatnich trzech czytanych na gigancie. Świeżynka wydawnicza i jednocześnie spore rozczarowanie, pierwsze moje tą autorką. Do tej pory zawsze z niecierpliwością oczekiwałam kolejnych jej niebeletrystycznych książek. No i trafiła kosa na kamień.
Co można powiedzieć o autorce po przeczytaniu tej książki? Biała, zdrowa, ze średniej klasy, z większego niż mniejszego miasta i bardziej polska niż jej się wydaje. Autorka jest zbyt mało zeszwedczona, by książkę o tym tytule uznać za napisaną. To raczej wprawki, luźne notatki, fragment szkicu, wyimki z pamiętnika. Nie ma w niej żadnej rozmowy z osobami, które tworzą związek interablistyczny, nie ma perspektywy osób niebiałych, nie ma osób z wieloletnim doświadczeniem walki partnera lub partnerki z chorobą, nie ma osób, które przeżyły razem pięćdziesiąt–sześćdziesiąt lat razem. To trochę tak, jakby chcieć napisać książkę o oksytocynie i zawrzeć w niej tylko rozmowy z matkami noworodków. Można, ale to nawet nie jest wierzchołek góry lodowej.
Zdjęcia? Chciałabym je zobaczyć w chronologicznym porządku ich powstawania. Może wtedy ten projekt, by się obronił. Dyptyki, tak, kilka świetnych. Tryptyki, jeden. Całość, podana w książkowej kolejności, nie trzyma poziomu i jedynym sensownym powodem, dla którego te zdjęcia znalazły się w tej książce, jest odrobina nepotyzmu lub przejaw miłości rodzicielskiej, która nie jest tematem książki.
Może autorka po prostu ma pecha, że zwracam uwagę na to, o czym ludzie milczą, gdy długo mówią. Może tak narzekam, bo równolegle czytałam jej książkę z inną, w której znalazłam ten piękny fragment, dotyczący nie tylko “temporarily able-bodied” osób:
The erotic... provides the power which comes from sharing deeply any pursuit with another person. The sharing of joy, whether physical, emotional, psychic, or intellectual, forms a bridge between the sharers which can be the basis for understanding much of what is not shared between them, and lessens the threat of the their difference.
// Audre Lorde
Nancy L. Eiesland, The Disabled God.
Towards a Liberatory Theology of Disability,
Abingdon Press, Nashville 1994.
Tak czy inaczej, zniesmaczona, ale z odrobiną dobrych cytatów, które chcę tu mieć.
Świat składa się z samych okazji do miłości.
// Søren Aabye Kierkegaard
*
[…]
miłość jest trudna, bo jeśli jest prawdziwa, to człowiek staje się bardzo zależny od drugiej osoby i bardzo narażony na zranienie. […] W miłości człowiek jest wydany na działanie sił, nad którymi nie panuje.
// Maciej Zaremba
*
Wiedziałem jedno: że nie będę chciał w moim życiu tego, czego oczekuje ode mnie społeczeństwo.
*
Ktoś kiedyś powiedział, że każdy gej sam musi zdecydować, kto jest jego rodziną, bo nie każdy z nas ma dobre relacje ze swoją rodziną biologiczną. A rodzinę wybraną sami sobie znajdujemy, ludzi, którzy dają nam poczucie bezpieczeństwa, z którymi nam dobrze.
*
W jakimś stopniu [miłość] to uczucie, że dotarło się na miejsce.
*
Myślę, że musimy wierzyć ludziom, wierzyć w to, co twierdzą, że czują. […] uczucia ludzi są misterium. Nie da się zrozumieć, dlaczego ktoś się w kimś zakochuje.
// Lena Andersson
*
To pełne miłości działanie: pokazać, czego się chce.
*
Lubię myśleć, że prawdziwa miłość nie ma swojego przeciwieństwa, a ta nieprawdziwa łatwo może się przekształcić w nienawiść.
*
Chemia pojawia się w spotkaniu z człowiekiem, a dopiero potem pytanie, co z nią zrobić.
*
W dobrym związku możesz być sobą. Nikogo nie udajesz. Dobry związek to bliskość z drugim człowiekiem, ufna i prawdziwa. Możesz istnieć bez niego, ale chcesz z nim być.
// Piotr Pietucha
*
Ludzie zbyt szybko rezygnują z marzeń, jakby wszystko, czego pragną, powinno wydarzyć się w pierwszych trzydziestu latach ich życia.
*
To [miłość] jest energia, która się nie kończy, ona nas jakoś otacza i jest w nas. Przybiera różne formy, ale zawsze jest naszą zdolnością kochania. Jest w tym wszystkim element tajemnicy.
Katarzyna Tubylewicz, Szwedzka sztuka kochania.
O miłości i seksie na Północy,
Wielka Litera, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

[Miłość] to po prostu wielka radość, każdego dnia.
(tamże)
Wczoraj, nim ruszyliśmy do ula, pokazałam Sadownikowi wystawę na korytarzu DPS-u, współdzielącego budynek z gigantem. Odkryłam ją, gdy z Gonią w zeszłym tygodniu poszłyśmy do depeesowego sklepiku po… lody.
Niestety, nie znam nazwisk fotografów, ale te dwa zdjęcia muszę tu mieć. Sadownik wył z zachwytu przy zupełnie innym zdjęciu, bo trzy plany: nieostry-ostry-nieostry. Było dobre, ale nie robiło ze mną tego, co te dwa. Gusta!


z wystawy pt. Twarze rzeźbione czasem,
fot. Szczecinecki Klub Fotograficzny Luminis.
* * *

herszt bandy. dusza człowiek. mówi, że zro-
bienie ze mnie człowieka trochę jej zajmie.
145/365

bezruch. oniemiałam, widząc, ile w nim życia.
dobrego, pełnego życia.
144/365
*
[…] ordinary life is filled with blessing and curses and […] it is sometimes hard to differentiate between the two.
Nancy L. Eiesland, The Disabled God.
Towards a Liberatory Theology of Disability,
Abingdon Press, Nashville 1994.

rok temu w ostatni poniedziałek turnusu wznieśliśmy toast. dziś wieczorem, w ostatni poniedziałek turnusu, w tym samym pokoju co rok temu, wzniesiemy toast:
obyśmy za rok spotkali się tu w tym samym, zacnym składzie. niech!
143/365