niedziela, stycznia 22, 2023

4902. Z oazy (CVI)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Informacja o tej książce przyszła do mnie tego samego dnia, którego zostałam obdarowana tamtą książką. Znikąd pojawił się po­mysł, z wierzchu wyglądający na idiotyczny, by obie zacząć czytać rownolegle. Za jego realizację wzięłam się prawie natychmiast, bo tonący niejednej brzytwy się chwyta. Tę książkę czyta się wolniej, bo ma zwyczajnie spokojniejszy, zapraszający do kontemplacji, nurt. Pytanie, na które nie znam i nigdy nie poznam odpowiedzi, brzmi: czy gdy­bym nie była w stanie, w którym trudno dostrzec jakiekolwiek świa­teł­ko w tunelu, czy sięgnęłabym po tę książkę, o tak bardzo pretensjonalnym tytule?

Żałoba to słowo-parasol określający doświadczenie, z jednej strony głęboko doj­mu­jące dla wszystkich tych, którzy przez nie przechodzą; z drugiej zaś jest ono tak eks­tre­mal­nie zindywidualizowane, że pomimo istnienia wielu mądrych drogowskazów, każdy musi sam na własną rękę szukać sposobów, metod i trików, by przetrwać, utrzy­mać się na powierzchni istnienia, przehibernować ten trudny czas. Ja palę świeczki, słucham muzyki, włóczę się po książkach (czasem od środka, czasem nie kończąc), a gdy nic nie pomaga, w biały dzień idę spać.

Ta książka zrobiła mi różnicę. Zobowiązała mnie do pracy. Jest warta podjęcia eksperymentu. By być sprawiedliwą, a nie tylko oczadziałą jej zawartością, muszę napisać, że Autorce nie udało się uniknąć nieakceptowalnej przeze mnie obrzy­dli­wo­ści. Tak, niestety, w całość elegancko wplotła myślenie o życiu konkretnego czło­wieka, które — to myślenie — jest najczystszą formą tzw. inspiration porn. Nie zmie­nia to jednak faktu, że poza tą jedną wpadką, całość to nie new-age-and-ancient-stupidity rodem z jutjuba Beaty P. czy mądrości kaułcza od spraw ży­cio­wych, lecz opowieść o wielu owocnych spo­tka­niach z niesamowicie ciekawymi i mądrymi ludźmi.

Zbyt czę­sto zda­rza się, że masz tuż przed sobą coś naprawdę wspa­nia­łego, ale nie zda­jesz sobie z tego sprawy, dopóki uko­chana osoba nie odej­dzie, chwila nie prze­mi­nie, a kwiaty nie zwiędną.

*

[…]  doświad­cze­nia i prze­ży­cia defi­niują nas w spo­sób, który jest nie­do­stępny dla przed­mio­tów.

*

Na ser­wetce napi­sa­łam nagłó­wek: „Trzy rze­czy, za które jestem dzi­siaj wdzięczna”. Potem prze­su­nę­łam ser­wetkę w stronę Susan i poda­łam jej dłu­go­pis.
     – Wymień je.
     Susan przez dłuż­szą chwilę wpa­try­wała się w ser­wetkę, a potem ją wzięła, prze­kre­śliła „trzy rze­czy” i zamie­niła na „jedną rzecz”.
     – A więc zacznijmy od cze­goś pro­stego – powie­dzia­łam.

*

[…]  wcale nie jeste­śmy upraw­nieni do posia­da­nia dobrych rze­czy, tylko mamy szczę­ście, że do nas tra­fiły […].

*

Ponie­waż nie zda­jemy sobie sprawy, jak działa mózg, by nas chro­nić, dra­ma­tyczne sytu­acje zazwy­czaj wydają się gor­sze, kiedy je sobie wyobra­ża­my, niż gdy rze­czy­wi­ście się zda­rzają. […]  W swo­ich prze­wi­dy­wa­niach nie uświa­da­miamy sobie bowiem, że kiedy nie­szczę­ście się wyda­rzy, psy­cho­lo­giczny układ odpor­no­ściowy będzie ciężko pra­co­wał, żeby uczy­nić je bar­dziej zno­śnym.

*

Jeśli możesz zmie­nić coś, co cię uniesz­czę­śli­wia, zrób to. Ale jeśli coś stra­ci­łeś, coś ci się przy­tra­fiło albo po pro­stu jest nie­uchronne, to czy możesz ofia­ro­wać sobie więk­szy dar niż wdzięcz­ność za wszystko, co przy­nosi życie?

*

Nie jestem w sta­nie zmie­nić tego, co się stało, ale za to mogę zmie­nić spo­sób myśle­nia i to spra­wia mi wielką przy­jem­ność.

*

[…]  nie jeste­śmy w sta­nie kon­tro­lo­wać wszyst­kiego, co się nam przy­tra­fia. Ale możemy kształ­to­wać swoją postawę, nastrój i per­spek­tywę. A to może zmie­nić o wiele wię­cej niż wszystko inne.

*

Musimy sobie jed­nak uświa­do­mić, że 
każ­demu ktoś kie­dyś pomógł.

*

     – Och, Peter, zapo­mnia­łam zapy­tać. Skąd to dodat­kowe T w GRAT­TI­TUDE? – zapy­ta­łam.
     Przez jego twarz prze­mknął uśmiech.
     – Moja droga, cho­dzi o ATTI­TUDE, nasta­wie­nie – odparł i uści­snął mnie na poże­gna­nie. – Nasta­wie­nie zawsze jest naj­waż­niej­sze.


Peter Tunney, [dostęp: 21.01.2023], źródło.

*

Czu­je­cie zapach liści? Cza­sem musisz coś stra­cić, żeby to doce­nić i poczuć. Myślimy, że wdzięcz­ność wyra­żamy wtedy, gdy wszystko idzie dobrze. Ale tak naprawdę odczu­wamy ją wtedy, gdy wszystko sprzy­sięga się prze­ciwko nam.

*

Wdzięcz­ność poja­wia się wtedy, gdy doce­niasz każdą chwilę i trak­tu­jesz ją jak coś wyjąt­ko­wego.

*

Gdy doce­niasz to, co robią inni ludzie, zaczy­nasz zauwa­żać, że wszy­scy jeste­śmy ze sobą połą­czeni.

*

[…]  aby doce­nić to, co się ma, potrzeba sporo pew­no­ści sie­bie. Dużo łatwiej myśleć o tym, czego nam bra­kuje.

*

Nie musimy świa­do­mie sku­piać się na tym, jak bar­dzo jeste­śmy wdzięczni za to, że tu jeste­śmy i że żyjemy, bo gdy natura ogła­sza swoje cuda, my czu­jemy to w głębi naszych ciał i dusz.
     – Moja dusza nie znaj­dzie innych scho­dów do nieba prócz uro­ków ziemi – powie­dzia­łam.
     – Led Zep­pe­lin? – rzu­cił Ron.
     – Wła­ści­wie Michał Anioł. Kiedy nie malo­wał kaplicy Syk­styń­skiej, pisał wier­sze.

*

Nikt nie wej­dzie na szczyt na wła­sną rękę.

*

     – „Im wię­cej w nas rado­ści, tym jeste­śmy dosko­nalsi” – prze­czy­ta­łam napis.
     Craig uśmiech­nął się zaci­śnię­tymi ustami.
     – To Spi­noza – poin­for­mo­wał. – Podoba mi się pogląd, że radość czyni nas dosko­na­łymi. To dobra filo­zo­fia życia, prawda?

Janice Kaplan, Dziennik wdzięczności,
przeł. Magdalena Hermanowska,
Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2022.
(wyróżnienie własne)

Nie­po­kój bie­rze się stąd, że pra­gniemy tego, na co nie mamy wpływu.

*

Wdzięcz­ność jest postawą […].

*

Karol Dar­win był prze­ko­nany, że spo­łe­czeń­stwa cechu­jące się naj­więk­szym pozio­mem współ­czu­cia naj­le­piej się roz­wi­jają, ponie­waż akty dobroci są zauwa­żane, od­wza­jem­niane, prze­ka­zy­wane dalej.

*

[…]  wiel­kie zmiany mogą się zda­rzyć, ale pod warun­kiem że sam ich doko­nasz.

*

[…]  kiedy spę­dzamy czas na łonie natury, kora przed­czo­łowa (część płata czo­ło­wego odpo­wie­dzialna za funk­cje wyko­naw­cze) odpo­czywa. Prze­by­wa­jąc wśród chmur, drzew czy won­nych kwia­tów, wpa­damy w ko­ją­cy rytm, który łączy nas z czymś potęż­niej­szym niż my sami.

*

Wdzięcz­ność jest potęż­niej­sza, niż sądzimy.

*

[…]  spoj­rza­łam na niego znad mię­to­wej her­baty. Od­czu­wa­nie wdzięcz­no­ści wydało mi się dosko­na­łym po­my­słem – miłym zastęp­stwem dla gniewu, fru­stra­cji, wzbu­rze­nia i urazy.

*

Znajdź powód do wdzięcz­no­ści.

(tamże)

4901. Z oazy (CV)  //  Panna cotta (LXXV)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Styczniowy deputat na włoskie literki. Myszka, a w zasadzie Myszek, który do tej pory w całej serii tylko nieśmiało ślad na ilu­stra­cjach zostawiał lub ostentacyjnie wybywał na wakacje, nie pojawiając się w jednej z opowieści wca­le, tym razem był — BYŁ bardzo, mocno i mądrze.

To książka dla małych i dużych, która nie pozwala zwolnić się z realizacji marzeń. Masz marzenie? To bierz się do roboty! To książka o niezbędnej do wy­ko­na­nia pracy, ale również o dobrych du­chach, któ­re kibicują spełnianiu pragnień. Myszek istnieje nie tylko w książkach, często jest po prostu drugim, życzliwym i wspierającym, człowiekiem. Zaś wszystkim cześkom (stan umysłu, a nie imię!), choćby nie wiem, w jak piękne ciała — męskie, damskie, niebinarne — obleczonym, należy mówić: precz!

Simba era un cane lupo timido e solitario. Era nero come il carbone e aveva occhi scuri come la notte.
     Passava le sue giornate ab rincorrere le ran­occhie, ad annusare i fiori, e a scaldarsi ai raggi dei sole.
     Ma il sogno di Simba era quello di essere leggero come una piuma per poter volteggiare in aria come gli acrobati del circo.
[Simba był nieśmiałym i samotnym wilczurem. Był czarny jak węgiel i miał oczy ciemne jak noc.
     Spędzał dni ganiając żaby, wąchając kwiatki i wygrzewając się w promieniach słońca.
     Ale marzeniem Simby było być tak lekkim jak piórko, by móc wywijać w powietrzu jak akrobaci w cyrku.]


Ogni sera infatti, prima di tornare a casa, Simba si fermava davanti al tendone del Grande Circo.
[Rzeczywiście każdego wieczora, nim wrócił do domu, Simba zatrzymywał się przed namiotem Wielkiego Cyrku.]

*

[Lo struzzo Celestino] subito lo scoraggiò:
     — E tu vorresti fare le acrobazie? Il circo non è cosa per cani lupo. Solo i bassotti agili e forti possono diventare bravi acrobati.
     Ma Ernesto, un topino buono che nel circo faceva l’equili­brista, si intromise e chiese a Celestino di dargli almeno una possibilità. A Ernesto era sempre piaciuto aiutare gli altri: diceva che era nato per regalare sorrisi!
[Struś Czesław natychmiast zaczął zniechęcać wilczura:
     — A ty chciałbyś robić akrobacje? Cyrk to nie jest miejsce dla wil­czu­rów. Jedynie zwinne i silne jamniki mogą stać się dobrymi akrobatami.
     Ale Ernesto, dobry myszek, który w cyrku pracował jako linoskoczek, wtrącił się i poprosił Czesława, by ten dał psu przynajmniej jedną szansę. Ernesto zawsze lubił pomagać  innym: mówił że urodził się, by roz­da­wać uśmiechy!]

Simba leccò il musino di Ernesto per ringraziarlo e, tutto scodinzolante, corse dentro a provare il trapezio.
[Simba, machając ogonem, liznął Ernesto po buzi, by mu podziękować, i pobiegl do środka, aby wypróbować trapez.]

*

Clarissa [la bellissima ballerina fenicoterro] non era solo la più brava danzatrice del mondo, ma anche la padrona del circo. […] Quando Clarissa entrò e vide Simba a terra, lo cacciò via.
     Triste e scosolato, Simba si rifugiò a piangere in un angolino, appena fuori dal circo.
     Forse Clarissa aveva ragione: i cani lupo sono troppo grossi e non saranno mai dei bravi equilibristi.
     Simba però era anche un po’ arrabbiato perché il suo sogno si era infranto troppo presto.
     A un certo punto, da un bidone della spazzatura, saltò fuori un gatto bianco e nero.
[Clarissa [najpiękniejsza balerina, flaming] nie była tylko najlepszą tancerką na świecie, ale również wła­ści­ciel­ką cyrku. […] Kiedy Clarissa weszła i zobaczyła Simbę na ziemi, prze­go­niła go.
     Smutny i bezradny Simba ukrył się na zewnątrz, niedaleko cyrkowego namiotu, by uronić łezkę.
     Może Clarissa miała rację: wilczury są zbyt ciężkie i nigdy nie będą do­bry­mi akrobatami.
     Ale Simba był również trochę wkurzony, ponieważ jego marzenie zostało zbyt szybko zniszczone.
     W pewnym momencie z puszki na śmieci wyskoczył czarno-biały kot.]

Orazio era l’animale più vecchio e saggio di tutto il circo. Abile e furbo, passava le sue giornate a bighellonare nei dintorni del circo. Nessuno conosceva il suo passato, ma tutti sapevano che Orazio aveva sempre una parola di conforto per chiunque ne avesse bisogno.
[Orazio był najstarszym i najmądrzejszym zwierzakiem w cyrku. Zaradny i cwany spędzał dnie krążąc wokoł cyrku. Nikt nie znał jego przeszłości, ale wszyscy wiedzieli, że Orazio miał zawsze słowo pocieszenia dla każ­de­go, kto by go potrzebował.]

*

Simba, dopo aver ascoltato Orazio, gli disse:
     — I bassotti sono bravi acrobati perché sono lunghi e leggeri, non come me!
     — Non è vero, loro sono bravi perché ogni giorno si allenano, sbagliano e imparano dai loro errori — replicò Orazio. — Nessuno impara a stare in equilibrio se non cade mai! Coraggio, Simba, pensa solo al tuo sogno e non arrenderti!
[Simba, po wysłuchaniu Orazio, powiedział mu:
     — Jamniki są dobrymi akrobatami, ponieważ są długie i lekkie, nie tak jak ja!
     — To nie prawda, są dobre, ponieważ każdego dnia ćwiczą, mylą się i uczą się na swoich błędach — odpowiedział Orazio. — Nikt nie stanie się akrobatą, jeśli nigdy nie upadnie! Odwagi, Simba, myśl tylko o swoim marzeniu i nie poddawaj się!]

*

Ogni notte, per tanti e lunghi mesi, mentre tutti gli animali dormivano, Simba continuò a esercitarsi: prima al trapezio, poi alla corda e infine con un vecchio monociclo, che era diventato il suo attrezzo preferito.
     Cadeva, ma si rialzava.
     Si arrabbiava ma, ricordando le parole di Orazio, trovava la forza di riprovare. Ogni tanto piangeva anche, ma senza perdersi d’animo, perché vedeva che ogni giorno diventava un po’ più bravo.
[Każdej nocy przez wiele, długich miesięcy, podczas gdy wszystkie zwie­rzę­ta spały, Simba kontynuował ćwiczenia: najpierw na trapezie, potem na linie, a na końcu na starym monocyklu, który stał się jego ulubionym narzędziem.
     Upadał, ale się podnosił.
     Wkurzał się, ale pamiętał słowa Orazio, znajdował siłę, by ponownie spróbować. Czasem też płakał, ale nigdy nie tracił ducha, ponieważ wi­dział, że każdego dnia stawał się trochę lepszy.]

*

“È proprio come diceva Orazio…” pensò.
Tutto è difficile, prima di diventare facile!”
[Jest dokładnie tak, jak mówił Orazio… — pomyślał Simba — wszystko jest trudne nim stanie się proste!]

Luca Mazzucchelli, Tutto è difficile prima di diventare facile,
ilustr. Giulia Telli, Giunti Editore, Firenze/Milano 2020.
(wyróżnienie własne)

sobota, stycznia 21, 2023

4900. O szczęściu i miłości (II)

Wpisy podzielne przez dziesięć to dla mnie duże zobo­wią­za­nie. A wpisy podzielne przez sto? Brak słów na okre­śle­nie ciężaru gatunkowego.

Jakby było mało, do pewnej ludzkiej Osoby żadna ksywka nie chciała przykleić się w przekonujący sposób, bo… zbyt oczywista albo zbyt pretensjonalna lub po prostu zbyt czy bardzo zbyt. Znalazła mnie w chwili, gdy przeczytałam za­miesz­czo­ny po­ni­żej cytat, mocząc sobie nim odrobinę oczy. Catty, o tak (!), ma nieskoń­cze­nie wiele, nie­skończenie głębokich kieszonek!

Dzisiejszy śnieg? Myślisz, że zima, styczeń. Może. Dużo bardziej prawdopodobne, że kudłate dziewczyny chciały być fotogeniczne (czarne na tle błota to nie to). Heniutka też za­chwy­co­na śniegiem, nawet jeśli tylko miejskim.

dziś w pikselach unieruchomieni, od lewej:
Pirat, Lawenda i Saba 

fot. Catty, fragment.

Zwierzę, z którym nawiązuję emocjonalny kontakt, jest taką częścią życia, której nie zastąpi nic innego. Kochamy naszych mężów, żony, dzieci, wnuki, ale to są zupełnie inne obszary zapotrzebowania emocjo­nal­ne­go, lokują się w innych miejscach serca. Zwie­rzę mieści się w innej kieszonce. Albo masz tę kie­szon­kę pustą, albo masz tam takiego psa. Albo kilka psów, ewentu­al­nie kota.
 // Małgorzata Omilanowska-Kiljańczyk w rozmowie z Anną Wacławik-Orpik

Anna Piwowar (pomysłodawczyni), Psia książka. 13 rozmów o miłości,
Trzy Psy Pstre, Warszawa 2022.

4899. O szczęściu i miłości (I)

Catty. STOP. Wiedza. STOP. Suszone królicze uszy z włosem. STOP. Psie jelita je kochają. STOP. Zanotował Sadownik kil­ka­naście dni temu, gdy Misiek trafił do swojego nowego domu. STOP.

Dziś Sadownik zmaterializował pozyskaną wiedzę i prze­trans­for­mo­wał jedno uszko w psie szczęście i… determinację. STOP.

Heniutka w zachwycie długo tłumaczyła Drzewku, że każdy kró­lik dwoje uszu ma i drugie ucho należy Jej się jak psu mi­cha. STOP. Dostała! STOP.

poniedziałek, stycznia 16, 2023

4898. 16/365

sprawdziłam — sześć i pół roku bez dwóch dni niezmiennie cieszył się komfortem jazdy wymarzonym starym, kanciastym volvo.

od sześciu lat i siedmiu miesięcy bez dwóch dni mam to zdjęcie na tapecie wszystkich swoich komputerów. uwielbiam ten por­tre­cik Białego Kruka.

16/365


fot. Orzeszek, fragment.

*

J.S. Bach, Trzy chorały, BWV 645, III. Andante, Seattle Symphony Orchestra,
Ottorino Respighi & Edward Elgar (orkiestratorzy), Gerard Schwarz (dyrygent),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #14.

niedziela, stycznia 15, 2023

4897. 15/365

choć dziś dzień dłuższy od najkrótszego w roku o 33 mi­nu­ty, to tu bardzo ciemno od samego rana.

szukałam siebie cały dzień. znalazłam tylko drzewko-sierotę.

15/365

Dziś Tu bi-Szwat, No­wy Rok Drzew, mo­je ulu­bio­ne ży­dow­skie świę­to.

Patryk Pufelski, Pawilon małych ssaków,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2022.

Ennio Morricone, Gabriel's Oboe, [z:] Misja,
Renaud Capuçon (skrzypce), Stéphane Denève (dyrygent),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #59.

4896. Z oazy (CIV)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Jeszcze ciepła świeżynka wydawnicza (grudzień 2022). Minimum słów, maksimum wrażeń. Zachwyca mnie w tej książce trój­wy­mia­ro­wość każdej postaci, ich ruch, plany i intencje, nastrój, w którym się znajdują. To nie jest książka czy album, lecz księga tysiąca i jednej opowieści, które są tworzone w czasie rzeczywistym, podczas przyglądania się detalom.

Każda strona, każda postać, każdy płatek i patyczek to indywidualne zaproszenie i inspiracja, by dać się porwać roz­rzu­co­nym spinaczom, zapałkom, wykałaczkom czy temu wszystkiemu, co jeszcze wczoraj tworzyło bałagan w szufladzie, a teraz może być początkiem uniwersum. Budzi się uśpiony, dziecięcy zachwyt kamykiem, list­kiem, gałązką.

[…]  details of the natural world: the abundant diversity of shapes, colors, movements, sizes, and forms of each petal, blade of grass, or barren stick.

*

*

*
So, follow the way
nature dreams
within and around you.
It can bring new creativity
and inspiration
for you
and our world.

*

*

*

*

Amy Mindell, Nature Dreams. 125 Art Figures Using Flowers and
Other Pieces of Nature
, Kindle Direct Publishing, Seattle (WA) 2022.

I hope these flower figures will inspire you to allow your dreaming pro­cess to influence and enrich your everyday life.

(tamże)

4895. Z oazy (CIII)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. O czym jest ta książka? Po pierwsze, o tym, czego bazowo brak w polskiej debacie publicznej, czyli umiejętności słuchania ze zro­zu­mie­niem, o wo­li usłyszenia, o umiejętności argumentowania i rozróżniania opinii od faktów czy mitów od liczb.

Po drugie, o tym, co nie­ste­ty jest podstawowym składnikiem polskiego życia spo­łecznego: jeśli głos kobiety ma być usłyszany, najlepiej, żeby była ona trzy razy lepiej wy­kształ­co­na niż oponent; musi mieć zdolność pomieszczenia męskiego punktu wi­dze­nia, by być po­trak­to­wa­ną na serio, i być mądrzejszą, by to, co ma do po­wie­dze­nia, w ogóle zostało uwzględnione. Taki mamy klimat.

[…]  Kar­te­zjusz, uwa­żał, że cie­ka­wość jest pierw­szą emo­cją, a wszyst­kie po­zo­stałe po­cho­dzą od niej.

*

KW: Mamy więc dwa różne spo­soby opisu świata. Ten, który ja re­pre­zen­tuję, można opi­sać tak: lu­dzie są, jacy są. Le­piej, aby­śmy wzięli to pod uwa­gę i ure­gu­lo­wali pewne szcze­gól­nie dra­ma­tyczne kwe­stie, niż cią­gle po­wta­rzali, że po­winni być inni. Świa­to­po­gląd ka­to­licki, który ty re­pre­zen­tu­jesz, zre­kon­stru­owa­ła­bym na­to­miast ra­czej tak: to i to uzna­jemy za do­bre, za­tem tak i tak po­winno być.

*

KW: […]  za­miast spie­rać się co do tego, czy mamy do czy­nie­nia z „pło­dami”, czy z „dziećmi nie­na­ro­dzo­nymi”, przyj­mijmy, że roz­ma­wiamy o ży­ciu ludz­kim. W ten spo­sób usu­wamy war­stwę ję­zy­kową sporu, na któ­rej za­trzy­muje się więk­szość dys­ku­sji.

*

KW: […]  Oboje mó­wimy: ży­cie jest wielką, fun­da­men­talną war­to­ścią. Ale ja je­stem skłonna uwzględ­nić inne war­to­ści. Cho­dzi tu o to, że ko­bieta ma w tej sy­tu­acji au­to­no­mię, god­ność, wol­ność. Ty do­dasz pew­nie – wła­sne su­mie­nie. Opo­wia­dam się za za­ufa­niem do dru­giego czło­wieka, jego de­cy­zji, jego su­mie­nia. Ty wo­lisz, aby roz­wią­zać sprawę praw­nie: wolno, nie wolno.

*

KW: […]  ży­cie i wol­ność są ze sobą w trud­nej re­la­cji, cza­sem trzeba przy­znać pry­mat ży­ciu, cza­sem zgo­dzić się na to, by pry­mat miała wol­ność.

*

TT: W te­ma­cie abor­cji mo­żemy, brzydko mó­wiąc, nie­ustan­nie wal­czyć. To tym przy­jem­niej­sze, że przy oka­zji we wła­snych oczach wy­cho­dzimy na jesz­cze bar­dziej spra­wie­dli­wych. Mamy za­tem z jed­nej strony obroń­ców au­to­no­mii ko­biet, z dru­giej zaś obroń­ców cy­wi­li­za­cji ży­cia. A na te­ren eu­ta­na­zji nikt nie wcho­dzi, bo jest on dla wszyst­kich nie­wy­godny.

*

TT: […]  na­sze ży­cie i umie­ra­nie ma zna­cze­nie także dla wspól­noty.

*

KW: Pa­mię­tam, że w trak­cie pro­te­stów po za­ostrze­niu prawa abor­cyj­nego w 2020 roku wiele ko­biet po­wta­rzało w gnie­wie: „Im bar­dziej lu­dzie nie ma­ją po­ję­cia, tym moc­niej uczest­ni­czą w tej de­ba­cie”. A może w de­ba­cie o eu­ta­na­zji wła­śnie trud­niej jest uczest­ni­czyć w mocny, po­la­ry­zu­jący spo­sób, bo wiele osób ma do­świad­cze­nie, jak mó­wisz, opie­ko­wa­nia się osobą cier­piącą, a za­tem nie są chętni, by ła­two fe­ro­wać mo­ralne wy­roki? A w kwe­stii abor­cji brak do­świad­cze­nia skut­kuje ła­twą ra­dy­ka­li­za­cją.

*

TT: Ostat­nio je­stem bar­dzo ostrożny, gdy cho­dzi o uży­wa­nie ostrego ję­zyka, bo nie­stety mam wra­że­nie, że on cał­ko­wi­cie blo­kuje roz­mowę.

*

KW: Po­wie­dzia­łeś, że w twoim świa­to­po­glą­dzie fun­da­men­talny jest sza­cu­nek dla ży­cia – ale nie jest tak, że w moim tego sza­cunku nie ma. […]  ży­jąc, mo­żemy nadać swo­jemu ży­ciu za­sad­ni­czą mo­ralną war­tość, zna­cze­nie, cel. Dla jed­nych to może być głę­boka re­la­cja z ro­dziną i swo­imi dziećmi. Dla in­nych – po­moc in­nym lu­dziom, by­cie po­trzeb­nym wspól­no­cie. Dla jesz­cze in­nych – re­ali­za­cja ta­lentu, na przy­kład za­wo­do­wego. Speł­nie­nie swo­jego fun­da­men­tal­nego celu jako czło­wieka sta­ro­żytni Grecy na­zy­wali areté, czyli dziel­no­ścią etyczną.

*

KW: […]  Prze­ciw­nicy mał­żeństw jed­no­pł­cio­wych zwy­kle pre­zen­tują spra­wę w spo­sób uprosz­czony. Brzmi to tak: mamy zna­ko­mitą in­sty­tu­cję mał­żeń­stwa he­te­ro­sek­su­al­nego, która zo­sta­nie au­to­ma­tycz­nie znisz­czona przez wpro­wa­dze­nie mał­żeń­stwa jed­no­pł­cio­wego. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak nie ma tu po­praw­nego wy­ni­ka­nia lo­gicz­nego. Mał­żeń­stwo he­te­ro­sek­su­alne tak czy ina­czej jest w kry­zy­sie, z po­wodu od­dzia­ły­wa­nia wielu in­nych czyn­ni­ków i nie wy­nika z tego, że mał­żeń­stwo jed­no­pł­ciowe je „do­bije”.

*

KW: […]  Świet­nym przy­kła­dem jest Szwaj­ca­ria, za­raz za nią – Niemcy. Dla­czego tam się to dzieje? Ze względu na dwa pro­za­iczne za­ło­że­nia. Po pierw­sze, że le­piej, aby na­szym oby­wa­te­lom było do­brze u nas, a nie za gra­nicą. Niech się po­bie­rają, je­śli chcą to z oso­bami tej sa­mej płci, ale niech nie emi­grują, bo wtedy swój war­to­ściowy wkład we wspól­notę prze­niosą gdzie in­dziej. Po dru­gie, dla spo­łe­czeń­stwa lep­sza jest taka sta­bil­ność, na jaką nas stać, a nie ja­kaś wy­obra­żona, która tak na­prawdę nie ma szansy za­ist­nieć. […]  Mał­żeń­stwa jed­no­pł­ciowe wzmac­niają pań­stwo, a ich brak je osła­bia.

*

TOMASZ TER­LI­KOW­SKI: Czym jest dla cie­bie Ko­ściół ka­to­licki?
     KARO­LINA WIGURA: Py­tasz mnie o do­świad­cze­nie oso­bi­ste czy o ana­lizę so­cjo­lo­giczną?
     TT: Naj­pierw to pierw­sze, a po­tem dru­gie.
     KW: Ko­ściół jest ważną czę­ścią mo­jej so­cja­li­za­cji i jesz­cze waż­niej­szym roz­cza­ro­wa­niem.

*

KW: […]  je­stem prze­ciw­niczką głę­bo­kiego ma­te­ria­li­zmu, który za­kłada, że nie ist­nieje żadna du­cho­wość. U Spi­nozy cały świat prze­sy­cony jest du­cho­wo­ścią, si­łami, za­sa­dami Na­tury – to wła­śnie ży­cie i od­dzia­łu­jące na nas wszyst­kich siły.

*

KW: […]  Ogromna więk­szość lu­dzi po­trze­buje do­ko­na­nia wy­boru. Albo ina­czej: ogromna więk­szość lu­dzi nie wy­biera, tylko jest wy­cho­wana do cze­goś, ale ci, któ­rzy pro­wa­dzą to ro­zu­mo­wa­nie, po­trze­bują wy­brać. Mo­żemy do­ko­nać tego wy­boru świa­do­mie, opo­wia­da­jąc się po jed­nej ze stron, albo on do­ko­nuje się w nas, w ta­kim zna­cze­niu, że wy­da­rze­nia, sy­tu­acje, na­sze bio­gra­fie, do­ko­nują go za nas. Nie je­ste­śmy jed­nak w sta­nie w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści trwać w „albo-albo” przez cały czas.

*

TT: […]  Stra­ci­li­śmy rów­nież wspól­notę ję­zyka. Ję­zyk służy dzi­siaj walce i spo­rowi, a nie pró­bie wza­jem­nego zro­zu­mie­nia. Wresz­cie, co jest naj­bar­dziej nie­bez­pieczne, stra­ci­li­śmy umie­jęt­ność po­go­dze­nia się ze świa­do­mo­ścią, że w wielu spo­rach każda ze stron ma do­bre in­ten­cje.

*

Wiara i nie­wiara to za­le­d­wie po­stawy przy­bie­rane przez umysł w ob­li­czu nie­wy­obra­żal­nej rze­czy­wi­sto­ści. Świat po­zba­wiony Boga jest rów­nie ta­jem­ni­czy jak ten prze­peł­niony bo­sko­ścią, a róż­nica mię­dzy nimi wcale nie musi być tak wielka, jak nam się wy­daje.
  // John Gray [w:] Sie­dem ty­pów ate­izmu.

*

KW: Na prze­kór wszyst­kiemu szu­kam kom­pro­misu mię­dzy twoim a moim sta­no­wi­skiem, bo cza­sem mam wra­że­nie, jak­bym była oto­czona wy­łącz­nie przez etycz­nych mak­sy­ma­li­stów, któ­rzy wza­jem­nie pró­bują się ze­pchnąć ze sceny. Jest tak z więk­szo­ścią dys­ku­sji, które tu od­by­li­śmy. Mak­sy­ma­li­zmy iskrzą, po­li­tycy skru­pu­lat­nie to wy­ko­rzy­stują, a sprawa staje się nie do roz­wią­za­nia. Mak­sy­ma­lizm brzmi do­brze w bar­dzo ogól­nych ka­te­go­riach. Na­to­miast, gdy zej­dziemy na po­ziom po­je­dyn­czego czło­wieka, jego roz­te­rek, de­cy­zji mo­ral­nych, sprawa za­czyna być bar­dzo trudna.
     A może w ogóle po­win­ni­śmy za­cząć gdzie in­dziej. Nie od etyki uni­wer­sal­nej, ale pry­wat­nej. Od jej mi­ni­mal­nej wer­sji. Zo­bacz, na co dzień uczymy swoje dzieci róż­nych za­sad. A gdy­by­śmy mieli moż­li­wość na­ucze­nia ich tylko jed­nej za­sady, to co mo­głoby nią być?
     Fran­cu­ski fi­lo­zof Paul Ri­cœur na­pi­sał kie­dyś, że bra­ter­stwo to za wiel­kie ży­cze­nie wzglę­dem ludz­kiego świata. O wiele lep­sza, zda­niem Ri­cœura, jest nor­mal­ność. Pa­le­styń­czyk i Żyd nie mu­szą wza­jem­nie się ko­chać, wy­star­czy, że je­den z nich sprze­daje dru­giemu chleb, a drugi do niego nie strzela. To jest wła­śnie nor­mal­ność. Po­trzeba nam tylko tyle, aby świat stał się lep­szy. Re­ali­za­cja mniej­szych ce­lów nie­sie ze sobą więk­sze praw­do­po­do­bień­stwo po­wo­dze­nia, pro­wa­dzi do mniej­szego znie­chę­ce­nia.

Karolina Wigura, Tomasz Terlikowski,
Polka ateistka kontra Polak katolik,
Fundacja Kultura Liberalna, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

TT: […]  Ka­czyń­ski wciąż trzyma rząd dusz po pra­wej stro­nie. Zaś po­wrót Do­nalda Tu­ska do pol­skiej po­li­tyki je­dy­nie mu to uła­twia.

*

KW: […]  rze­czy są po pro­stu ta­kie, ja­kie są…

*

KW: […]  trzeba bar­dzo się na­pra­co­wać, aby wy­grać wy­bory z po­pu­li­stami, ale naj­więk­sze za­gro­że­nie przy­cho­dzi do­piero póź­niej: jak nie prze­grać za­raz po­tem.

*

KW: […]  W na­szym kraju jest ileś ta­kich klu­czo­wych kwe­stii, któ­rych nie je­ste­śmy w sta­nie uczci­wie i do­głęb­nie omó­wić, bo stały się za­kład­ni­kami wojny pol­sko-pol­skiej. Za­tem uczest­nicy dys­ku­sji mar­twią się, by nie po­wie­dzieć cze­goś, co obu­rzy ich wła­sną stronę – i to ich po­wstrzy­muje przed tym, co jest, uży­wa­jąc ję­zyka Geo­rge’a Or­wella, „tuż przed na­szym no­sem”.

*

TT: Jest jesz­cze jedna kwe­stia, o któ­rej chciał­bym po­roz­ma­wiać. Już dwa razy lu­dzie uwie­rzyli, że sys­tem mię­dzy­na­ro­dowy może nas przed czymś ochro­nić. Naj­pierw przy oka­zji Ligi Na­ro­dów – wtedy z błędu wy­pro­wa­dzili ich Adolf Hi­tler i Jó­zef Sta­lin. Po­tem, dzięki ONZ, UE, NATO, udało się utrzy­mać po­kój nieco dłu­żej. Ale te­raz to Wła­di­mir Pu­tin po­wie­dział „spraw­dzam”. Kło­pot po­lega na tym, że dla wielu Eu­ro­pej­czy­ków z za­chodu Eu­ropy ta wojna to­czy się gdzieś da­leko. Jak uwa­żasz, na ile spo­łe­czeń­stwa li­be­ral­nej de­mo­kra­cji, przy­zwy­cza­jone do pew­nego po­ziomu ży­cia, będą go­towe zre­zy­gno­wać w imię obrony Ukra­iny z tego, jak żyją?
     KW: Do­póki ja­kiś po­cisk nie spad­nie, nie na przy­sło­wiowe pole, tylko na ja­kiś ważny obiekt w pań­stwach na­tow­skich, oby­wa­tele państw w Za­chod­niej Eu­ro­pie za­sad­ni­czo będą przed­kła­dać swoją wy­godę nad obronę war­to­ści.

*

KW: […]  co­raz bar­dziej ro­zu­mie się to, że Pu­tin nie my­śli w taki sam spo­sób, jak reszta Eu­ropy. Z pol­skiej per­spek­tywy to może być oczy­wi­stość – ale nasi za­chodni są­sie­dzi do­piero za­czy­nają to ro­zu­mieć. Na przy­kład w Niem­czech przez długi czas uwa­żano, że skoro naj­waż­niej­szym ha­słem po dru­giej woj­nie świa­to­wej jest „ni­gdy wię­cej”, to wszy­scy się do tego będą do­pa­so­wy­wać. Ale Pu­tin rów­nież ma swoje „ni­gdy wię­cej” i jest ono zu­peł­nie inne. W jego przy­padku tym, co ni­gdy wię­cej ma się nie po­wtó­rzyć, jest roz­pad ro­syj­skiego im­pe­rium. Za­chód musi to po­jąć, a my, Eu­ro­pej­czycy ze Wschodu, mamy za za­da­nie cier­pli­wie i aż do skutku mu to tłu­ma­czyć.

(tamże)

4894. Z oazy (CII)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Zaciekawił mnie podczytnik tej książki, gdy tylko się ukazała, ale cena skutecznie mnie odrzuciła. Zaznaczyłam więc ją do upolowania i biernie czekałam. Z tego właśnie powodu nie trafiła do najlepszych, prze­czy­ta­nych przeze mnie w 2022 roku, książek. Nie zdążyłam jej kupić, bo pod koniec grudnia zo­sta­łam nią obdarowana.

Zdecydowanie jest dla mnie pierwszą najlepszą książką roku 2023. Według mnie bez żadnego problemu obroni się jako styczniowa lektura obowiązkowa dla tych, którzy rok w rok tworzą listę celów na nowy rok, by już po pierwszym kwartale mieć do wyboru: albo mierzyć się z poczuciem winy, albo szybko zapomnieć o stworzonej liście celów, albo obiecać sobie, że spisane cele to jednak nie są na rok lecz na dwa lata, by móc trwać w oparach złudzenia kontrolowania własnego życia.

Lubię w książkach spotykać książki — te, które znam, i te, które chciałabym prze­czy­tać. Nie zdziwił mnie uśmiech na mej twarzy, gdy w tej został przywołany Morgan Scott Peck, a dokładniej ten sam cytat, który i ja pięć lat temu wydłubałam niczym rodzynkę z drożdżowego ciasta.

Rzecz nie w tym, że jesteśmy zbyt zajęci albo nasza uwaga zbyt łatwo ulega rozproszeniu, tylko że nie chcemy przyjąć do wiadomości prawdy o czytaniu. Tej mianowicie, że jest to czynność, która zasadniczo odbywa się własnym tempem. […]  uważne przeczytanie fragmentu tekstu po prostu zabiera tyle czasu, ile zabiera.

*

Absurdem jest, żebyś musiał zrobić więcej, niż możesz. […]  Powinieneś zro­bić tyle, ile będziesz potrafił, zostawić to, z czym nie zdążysz, i uznać, że dyk­ta­torski wewnętrzny głos nalegający, żebyś zrobił wszystko, jest naj­zwy­czaj­niej w błędzie. […]  musimy podjąć pewne trudne decyzje: którym piłkom pozwolić upaść, kogo rozczarować, które wieloletnie ambicje po­rzu­cić, w których rolach zawieść.

*

Pierwsza [reguła cierpliwości]  brzmi: naucz się
czuć komfortowo mimo obecności problemów
.

*

Każda chwila, w której podejmujemy decyzję, staje się okazją, by wybrać coś z menu pełnego zachęcających propozycji – menu, którego mo­gli­śmy w ogóle nie otrzymać.

*

Dążenie do poczucia pewności jest z natury skazane na porażkę, co oznacza, że masz pozwolenie, żeby przestać to robić.

*

Spędzamy całe dnie, martwiąc się, bo nie panujemy nad tym, co nas czeka. A mimo to większość z nas prawdopodobnie zgodziłaby się ze stwier­dze­niem, że dotarliśmy do aktualnego miejsca w życiu, nie wy­wie­ra­jąc na to większego wpływu. Rzeczy i zdarzenia, które uważamy za naj­war­to­ściow­sze elementy naszego życia, zawsze okazują się skutkiem bezładnego zbiegu przypadkowych zdarzeń, których nie sposób by­ło­by zaplanować i których zdecydowanie nie da się już odmienić.

*

[…]  jedyne, czym plan jest – jedyne, czym fizycznie
może być – to określenie bieżącej intencji.

*

Czym bowiem, w gruncie rzeczy, jest martwienie się? To nawracające przeżycie, w którym umysł próbuje wytworzyć poczucie bezpieczeństwa w odniesieniu do przyszłości, ponosi porażkę, a potem próbuje jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz – tak jakby samym wysiłkiem włożonym w nie­po­ko­je­nie się mógł zapobiec katastrofie. Paliwem dla niepokoju jest zatem wewnętrzna potrzeba, by wiedzieć zawczasu, że nam się uda.

*

To ostatnia rzecz, za którą czujemy wdzięczność, prawda? Że się przydarzyliśmy.
Wiesz, nie musiałeś się przydarzyć.
Nie musiałeś. A jednak ci się udało.
 // Douglas Harding (1909–2007)

*

[…]  jeśli uda ci się skupić uwagę, nieważne, jak rzadko ani na jak krótki czas, na niesamowitości istnienia i na tym, jak mały skrawek tegoż istnie­nia ci przypada – prawdopodobnie odczujesz namacalną zmianę we wra­żeniu, jakie wywołuje w tobie istnienie tu i teraz, bycie żywą istotą niesioną przez nurt czasu.

*

[…]  rzeczy, na których skupiamy uwagę,
definiują, czym dla nas będzie rzeczywistość.

*

Z kolei gdy poświęcimy uwagę temu, że w ogóle mamy możliwość do­świad­cze­nia czegoś irytującego, często nabieramy innego spoj­rze­nia na sprawę. Nagle zaczyna się jawić jako coś niesamowitego to, że w ogó­le istniejemy i coś przeżywamy, i ta świadomość zupełnie przerasta rangą fakt, że dane doświadczenie, tak się składa, jest irytujące.

*

Wyczuwamy, że istnieją sposoby spędzania czasu, któ­re są ważne i dają spełnienie, nawet jeśli nie w pełni umiemy okre­ślić, na czym polegają.

*

Nasz zasadniczy problem nie polega na tym, że dysponujemy ograniczoną ilością czasu. Dużo szkodliwszy […]  jest nieświadomie odziedziczony uciąż­li­wy zestaw wytycznych dotyczących spędzania czasu, które zasadniczo gwa­rantują, że zrobimy sobie krzywdę.

*

Na dłuższą metę wszyscy jesteśmy martwi.

*

[…]  być może postrzegał otoczenie bardziej intensywnie, do­zna­wał po­czu­cia bezczasu, które współczesny franciszkanin i pisarz Richard Rohr na­zy­wa „życiem w głębokim czasie”. […]  do dziś napotykamy okazjonalnie wy­sep­ki głębokiego czasu. Ma to miejsce w chwilach, w których, jak napisał Gary Eberle, wślizgujemy się „do krainy, w któ­rej jest dość wszystkiego, w której nie staramy się zapełnić pustki ziejącej w nas albo w świecie”. Gra­ni­ca pomiędzy naszym ja a resztą rzeczywistości zaciera się, a czas staje w miejscu. „Zegar, rzecz jasna, nie zatrzymuje się – pisze Eberle – ale prze­sta­jemy słyszeć jego tykanie”.

*

[…]  strach jest częścią życia i nic wielkiego mi się nie stanie, jeśli go doświadczę.

*

Większość z nas w taki czy inny sposób inwestuje ogromną ilość energii, żeby uniknąć spotkania w cztery oczy z rzeczywistością, w której się znaj­du­je­my. […]  Strategie, które obieramy w celu zwiększenia produktyw­no­ści, za­sad­niczo pogarszają naszą sytuację, bo większość z nich to po prostu me­to­dy sprawniejszego unikania.

*

[…]  im odważniej konfrontujemy się z prawdą o naszej skończoności – i działamy w zgodzie z nią, zamiast z nią walczyć – tym łatwiej o produktywność, radość i poczucie, że to, co robimy, ma znaczenie.

*

Czasownik „decydować” wywodzi się z łacińskiego wyrazu decidere, któ­ry znaczyodcinać”. Jest bliskim kuzynem takich słów, jak cezura albo precyzja.

*

Jeśli zamierzamy skorzystać z naszego krótkiego czasu na tej planecie, czyli znaleźć w nim źródło pewnej przyjemności, lepiej zacznijmy teraz.

*

Być może warto, żebyśmy wpletli w codzienne życie więcej zajęć, które są celem samym w sobie. Innymi słowy, żebyśmy poświęcili część swojego cza­su na rzeczy, od których nie oczekujemy niczego poza tym, że będziemy je robić.

*

[…]  doświadczyć życia takiego, jakim realnie, skończenie – i całkiem często niesamowicie – naprawdę jest.

*

[…]  to, co zrobimy ze swoim życiem, nie ma większego znaczenia. Wszech­świa­to­wi jest absolutnie obojętne, w jaki sposób wykorzystamy nasz czas.

*

Nigdy nie staniemy się silniejszym partnerem w relacji z chwilami naszego życia, ponieważ jesteśmy wyłącznie tymi chwilami.

*

Wszyscy znajdujemy się w sytuacji średniowiecznych murarzy. Dokładamy po kilka nowych kamieni do katedry, której ukończenia z pewnością nie do­cze­ka­my. Mimo wszystko, warto ją zbudować.

Oliver Burkeman, Cztery tysiące tygodni,
przeł. Michał Jóźwik, Insignis Media, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

[…]  akceptacja ograniczeń to organizowanie dni ze świa­do­mością, że w żadnym razie nie starczy ci czasu na wszystko, co chciałbyś zrobić albo czego się od ciebie oczekuje, i nie ma najmniejszego powodu, żebyś miał to sobie za złe.

*

[…]  głównym czynnikiem sprawiającym, że nasze wybory mają znaczenie, jest właśnie to, że skutkują przeżywaniem pewnych rze­czy kosztem innych.

*

Akceptacja własnych ograniczeń oznacza także opie­ra­nie się pokusie zostawiania sobie opcji (co jest tylko ko­lej­nym sposobem na podtrzymanie wrażenia, że ma się kontrolę nad życiem) na rzecz celowego podej­mo­wa­nia dużych, onieśmielających, nie­od­wra­cal­nych zo­bo­wią­zań.

*

Dopiero kiedy całym sercem pojmiesz, że pewne rze­czy naprawdę są niemożliwe, zdobędziesz siłę, żeby się prze­ciw­stawić. Od tej chwili, niezależnie od swojej sy­tu­a­cji, będziesz mógł skoncentrować wysiłki na bu­do­wa­niu takiego życia, jakie uznasz za najbardziej war­to­ściowe.

*

[…]  wbrew temu, co się mówi, nie liczy się myśl, tylko wysiłek. A konkretnie – niewygoda. Czyniąc proces wy­god­niej­szym, odzieramy go ze znaczenia.

*

Uwaga tymczasem po prostu jest życiem. Doświadczenie bycia żywym składa się wy­łącz­nie z sumy wszystkich rzeczy, którym poświęcamy uwagę.

*

Nie chodzi więc tylko o to, że urządzenia elektroniczne odciągają naszą uwagę od ważniejszych spraw. Więk­szym kłopotem jest to, że zmieniają sposób, w ja­ki te sprawy definiujemy.

*

Tancerze również wiedzą, że kiedy zapominają się w tań­cu, synchroniczność staje się bramą do innego wymiaru – do uświęconej krainy, w której granice własnego ja rozmywają się, a czas przestaje istnieć.

(tamże)

piątek, stycznia 13, 2023

4893. 13/365

w żałobie propriocepcja czasu nijak nie może się odnaleźć. dziś, obiek­tyw­nie — wypełniły się cztery tygodnie. subiektyw­nie — czasem wra­żenie, że ten czas ruszył wieczność temu, dużo częściej zaś, że wszystko wydarzyło się przedwczoraj i posypuje rany solą.

13/365

J.S. Bach, Wariacje Goldbergowskie, Aria,
Glenn Gould (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #8.
[suplement: 16.08.2023]
White Raven’s Liked List

czwartek, stycznia 12, 2023

4892. Niemoc pod włos obłaskawiana

Dzisiaj nie jest niedziela, więc nie będzie o literkach per se, lecz o pomyśle, który zna­la­złam we wspaniałej książce, który prawie natychmiast chciałam na so­bie prze­te­stować.

Ponieważ przedwczoraj przyszła świeżutka książka Amy, postanowiłam wybrać ilu­stra­cję na chybił trafił i spędzić z nią czterdzieści pięć mi­nut jednym ciągiem. Nie zdziwiło mnie wcale, że los podsunął mi pod nos jedyną w całym au­tor­skim wy­bo­rze, która ma kudłaty wymiar. I… I wszystko, choć zastygłe na kartce papieru, za­czę­ło się ru­szać i opowiadać historię, w którą z przyjemnością się zanurzyłam. Leczyli mnie — i pani, i piesek, i wiatr, a książka Amy stała się księgą opowieści, nastrojów, mocy i nadziei, ale o tym w niedzielę.

Każdy, kto zapisuje się na zajęcia z [Jennifer]  Roberts, otrzymuje zadanie – zawsze to samo […]:  należy wybrać jedno dzieło spośród obrazów i rzeźb wy­sta­wio­nych w miejscowych muzeach i wpatrywać się w nie przez trzy godziny bez przerwy. Nie wolno w tym czasie zaglądać do poczty elek­tro­nicz­nej i me­diów społecznościowych. Ani wyskakiwać do Star­buck­sa. (Roberts do­pusz­cza wizyty w toalecie, ale niechętnie).

O wiele za łatwo jest wmówić sobie, że spędziwszy kilka sekund, patrząc na obraz, naprawdę się go widziało.

*

Roberts chce, żeby jej studenci doświadczyli na własnej skórze, jak za­ska­ku­ją­co koszmarne wrażenie towarzyszy utknięciu w jednym miejscu bez moż­li­wo­ści wymuszenia szybszego obrotu spraw, a także dlaczego warto prze­wal­czyć te uczucia, żeby odkryć, co leży po drugiej stronie.

*

Nagrodą za rezygnację z fantazji o kontrolowaniu tempa rzeczywistości jest osiągnięcie, nareszcie, rzeczywistego poczucia kontaktu z tą rzeczy­wi­sto­ścią. Czy też, że ujmę to w ten sposób, możliwość porządnego zabrania się do życia.

Oliver Burkeman, Cztery tysiące tygodni,
przeł. Michał Jóźwiak, Insignis Media, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

*  *  *


Amy Mindell, Nature Dreams. 125 Art Figures
Using Flowers and Other Pieces of Nature
,
Kindle Direct Publishing, Seattle (WA) 2022.

4891. 12/365

     — proszę, zabierz mnie w miejsce tę­tnią­ce życiem, gdzie nie trzeba mierzyć się z kon­sek­wen­cja­mi śmierci.

zabrał. urok przedwczorajszej chwili, za­trzy­ma­nej w pikselach, od­cedziłam dziś.

12/365

*

Roberta Flack, Fine, Fine Day.

it's a fine, fine day
when a love like yours comes my way
it's a fine, fine day
living here with you
me and you

środa, stycznia 11, 2023

4890. 7–11/365

skomplikowała z okrucieństwa, z niemocy, z bezradności czy z braku wyo­braź­ni? piąty dzień utknięta w niemocy bezmyślnie utrud­nio­nej żałoby leczę się muzyką.

nie ma znaczenia, jak mogła (?!) — mogła, skoro zrobiła to, co mi w gło­wie do dziś i po wsze czasy po­mieścić się nie będzie mogło — nie musiała.

7–11/365

Nie wygramolisz się na bezpieczny brzeg, kie­dy sam jesteś rzeką. Brak pew­ności siebie i bez­bron­ność są zatem stanem domyślnym. W każ­dej z chwil, którymi niezaprzeczalnie je­steś, może zdarzyć się wszyst­ko, od maila z na­głą wia­do­mo­ścią, która sabotuje twoje plany na po­ra­nek, po bolesną stra­tę, która sprawi, że twój świat zadrży w posadach.

Oliver Burkeman, Cztery tysiące tygodni,
przeł. Michał Jóźwiak, Insignis Media, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

*

Felix Mendelssohn-Bartholdy, Pieśń bez słów, cykl 2.:
op. 30 nr 7 Es-dur, op. 30 nr 1, Péter Nagy (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #6.
[suplement: 16.08.2023]
White Raven’s Liked List

piątek, stycznia 06, 2023

4889. 6/365

trzej królowie? nie! dzięki kilku wielkim sercom już wszystkie trzy osierocone kudłate losy są w najlepszych ludzkich rękach.

6/365

4888. [Też] Czekariat (XXXII)

Człowieka Fidusa:
(kilka dni temu przysłała cytat, który dotknął,
poruszył i przeciekały od niego oczy
)

Żałoba to miłość, która
nie ma dokąd pójść.

— Jamie Anderson

Stado:
(wczoraj w drodze)

Trójka Tych, co pozostali:
(wczoraj mieli gdzie pójść, choć nie było łatwo tam wejść,
bo w tym miejscu ostatni raz byli w czwórkę
)

Ludovico Einaudi, Natural Light,
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #82.

Nigdy się nie spotkali. Biały Kruk bardzo lubił Jej opie­rzone piksele. Kilka Jej zdjęć trafiło na dłużej na tapetę Jego komputera. Ona w jakiś sposób Go lu­bi­ła. W Nowy Rok zrobiła to cyk.


fot. Saxifraga.

czwartek, stycznia 05, 2023

4887. 5/365

     — rozmawiasz ze mną jak z dzieckiem!
     — nie. dzieci zawsze traktuję na serio.

5/365

środa, stycznia 04, 2023

4886. 4/365

dotykam skończoności. rzeczy, ciał i chwil.
w tym momecie bez bólu, z wdzięcznością.

4/365

[suplement pikselowy: 5.01.2023]

*

Georges Bizet, Carmen, Suita nr 1, Séguedille,
Barcelońska Orkiestra Symfoniczna,
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #1.

wtorek, stycznia 03, 2023

4885. 3/365

chciałabym móc do Niego zadzwonić. po­wie­dzieć, że trudno jest mi być sierotą, że tęsknię, że wkurwiam się czasem okrut­nie na to, że muszę spijać piwo, którego na­wa­rzył ra­zem z Orzesz­kiem przez ostatnie czter­dzieści lat przymykania oczu, chowania gło­wy w piasek i zamiatania pod dywan.

tymczasem zapalam dla Niego światełko i szepczę:
     — możesz iść dalej Tato, dam radę, idź.

3/365

Fryderyk Chopin, Sonata wiolonczelowa g-moll op. 65,
Emmanuelle Bertrand (wiolonczela),
Pascal Amoyel (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #28.

poniedziałek, stycznia 02, 2023

4884. 1–2/365

nie, nikt więzami krwi połączony nie za­py­tał, czy potrzebuję jakiejś pomocy, nikt wię­za­mi krwi spętany nie zaproponował wspól­ne­go świątecznego dnia czy spotkania na kawę między świętami. przy­ja­cie­le* i zna­jo­mi* Białego Kruka spytali, przy­nieś­li je­dze­nie, spę­dzi­li z nami trochę czasu, wciąż py­ta­ją; to samo robili i ro­bią nasi przyjaciele*.

święta, chrześcijańska rodzino wraz z mi­ni­ster­stwem ro­dzi­ny… pieprz­cie się!
  //  Sól w oku, Czarna Owca, Wolny Człowiek

2/365

___________
  *  ogromnie Wam dziękujemy! również za Wasze dobre myśli i słowa.

dzień spopielenia miał być najtrudniejszy… nie był. pogrzeb miał być bardzo trudny… nie był. najtrudniejszym było dziś zamknąć drzwi do świata, który już nigdy nie wróci, pojechać do ula i nie móc zameldować Białemu Krukowi, że szczęśliwie jesteśmy już w swoim domu.

1/365

niedziela, stycznia 01, 2023

4883. Z oazy (CI)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Co jakiś czas robię remanent w papierowych książkach. Oddaję te, z któ­rych wyrosłam. Sprawdzam, czy są w ibuku te, do których chciałabym wrócić. Tak było z książką tej Autorki. Nie ma jej w ibuku, ale za to od­kry­łam, że jest w wersji elektronicznej inna jej opowieść, o której istnieniu nie mia­łam zielonego pojęcia.

Na trudny czas, gdy czytanie w naturalny sposób aspiruje do formy sportu ekstre­mal­ne­go, te literki były doskonałym wyborem. Potrzebowałam magii sierści i sensu ukrytego między sło­wa­mi równie mocno jak powietrza, dobra i otaczającej mnie z każdej strony miłości.

Można być prawdziwym tygrysem albo czymś innym.
     Tylko czym?
     Dzikiem, jeleniem, wilkiem, krukiem?
     Ryzykowała, że zostanie czymś innym, jeśli nie będzie w stanie być w całości tygrysem?

*

Czy nie doświadczała takiego samego poczucia zagubienia, obserwując płatki śniegu opadające na jej futro? Przez chwilę miała przed oczami absolutną doskonałość. To, co wydawało się tylko małym punktem, gdy było w powietrzu, na jej łapie zmieniało się w malutką idealną gwiazdkę, która jednak trwała tylko jedno mrugnięcie oka.
     A zatem?
     Jaka tajemnica kryła się za nietrwałością?

*

     Przed nią nie było nic.
     Czy taki był cel jej życia?
     […] 
     Powtarzanie tego, co robili inni? Czy na pewno taki był Sens Życia?

*

Porzucić utartą drogę dla niepewnej przyszłości, już to samo nosiło w sobie ziarno szaleństwa. Wiedziała, że od zawsze to była reguła. Ale jeśli jej to nie wystarczało? Jeśli to jej nie zadowalało?

*

Jednej rzeczy Tygrysica była pewna. Zamiast wybierać, to ona została wybrana.
     Ale przez kogo?
     Dlaczego?
     Kiedy?

*

Nagle przypomniały jej się słowa Człowieka z Chaty: „Smutne życie tego, kto nigdy nie napotkał ściany”.
     […] 
     – Czym jest ściana? – zapytała kiedyś.
     – To przeszkoda, która blokuje ci drogę.

*

     – To dobrze?
     – To dar. I jak każdy dar, jest również obciążeniem.

*

     – To, czy dojdziesz tam czy nie – powiedział – zależy od ognia, który masz w sobie.
     – Można mieć w sobie ogień? – zapytała go zdziwiona.
     – Jest lodowaty ogień, który niszczy, oraz gorący, który buduje. Oba za­mieszkują w naszych sercach. To my decydujemy, któremu pozwalamy zapłonąć.

*

Skarbu nigdy nie znajduje się za drzwiami.

*

Zapomnieć o swojej niewinności.
     Czy mógł istnieć większy błąd?
     W pewnej chwili, patrząc przed siebie, Tygrysica dostrzegła, że w skalnej ścianie otworzyło się Przejście. Nie było ani za wąskie, ani za szerokie. Wy­da­wało się wycięte w sam raz dla niej. Jak to możliwe, że nie dostrzegła go wcześniej? […] 
     Chciała odkryć, co kryje się za tą szczeliną.

*

     – Jeśli chcesz, mogę cię wypuścić.
     – Ale tu jest łańcuch i kłódka.
     – Każda kłódka ma swój kluczyk – odparł.

*

Po raz pierwszy widziała łzy.
     – Nie udało mi się – Człowiek w Łachmanach powtarzał niczym smutną pieśń. – Nie udało mi się. Chciałem być tygrysem, ale pawiany mnie pokonały.
     Tygrysica cierpliwie pozwoliła mu się uspokoić, a potem powiedziała:
     – Jeśli pomożesz tygrysowi, sam staniesz się też tygrysem.
     Człowiek w Łachmanach podniósł oczy znad jej futra. Jego oczy były czerwone i spuchnięte, ale w źrenicach zaczynało błyszczeć coś, co nie było już rozpaczą.

*

Czasem tak bywa. Ktoś rodzi się i nie chce iść drogą, którą inni dla niego wytyczyli.

*

Dlaczego tkwiła tam przez tak długi czas?
     Nie potrafiła odpowiedzieć.
     Czy pszczoła wie, dlaczego przyciąga ją kwiat? W pewnej chwili w ta­jem­ni­czy sposób jakaś siła woła cię i nie możesz się oprzeć temu głosowi. To, co innemu wydawałoby się szaleństwem, tobie zdaje się jedyną możliwą drogą.

*

     – Idź dalej, to jeszcze nie jest to miejsce.
     Ale dalej gdzie?
     Dalej dlaczego?

Susanna Tamaro, Tygrysica i akrobata, przeł. Oskar Styczeń,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

To była właśnie jej droga.
     Nie było już z niej powrotu.
     Tak jak i niemożliwe było zatrzymać się.

*

     – To ty do mnie mówiłeś? – zaryzykowała w końcu Tygrysica.
     – Tak – odpowiedział Człowiek.
     – Ale ludzie i tygrysy nie mówią tym samym językiem.
     – Nie mówią, jeśli nie chcą. Ja wdycham, ty wy­dy­chasz. Cały kosmos tym oddycha. Dlatego każdy głos jest tym samym głosem.

*

     – Wszystko to jest takie smutne – po­wie­działa Młoda Tygrysica.
     – Wszystko ma swój sens […].

*

Czy była różnica między tym, jak rzeczy wyglądają, a czym są w rzeczywistości?

(tamże)

4882. Z oazy (C)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Kiedy ostatni raz czytałam coś tak gęstego, tak lekkim językiem napisanego? Nie pamiętam. Zdecydowanie dorzucam tę książkę do najlepszych, przeczytanych przeze mnie, książek 2022 roku.

Trudny Czas zawieszał na kołku swoją niewiarygodną moc, gdy czytałam, a w za­sa­dzie połykałam, tę książkę. Kilka, kilkanaście, a może kilkaset osób w Polsce po­win­no ją prze­czy­tać ze zrozumieniem, nim zachce im się publicznie zabierać głos.

#płeć:

[…]  fakty i definicje nam nie pomogą. Te naprawdę najtrudniejsze i naj­po­ważniejsze problemy prowadzą nas na terytorium wartości, gdzie fakty stają się tylko argumentami, ale przytaczanymi na obronę tezy, która z faktów wcale nie wynika. To prastary problem, który określa się często w naszym filozoficznym slangu mianem gilotyny Hume’a: nie da się przejść od zdaniajest tak i tak do zdania powinno być tak i tak”.

*

Język potoczny nam nie pomoże – stanowi nieprecyzyjne narzędzie służące do szybkiej komunikacji i pełen jest uproszczeń, które nie są w stanie objąć prawdziwej złożoności świata.

*

[…]  misgendering oraz deadnaming to nie tyle błąd, ile forma przemocy.

*

Nie ma też takiego człowieka na ziemi, który byłby w stanie jednoznacznie stwierdzić, gdzie kończą się „prawdziwe” tożsamości płciowe, a zaczynają zabawa, prowokacja i eksperyment.

*

płeć:   
chromosomalna / gonadalna / genitalna /
fenotypowa / metrykalna /
społeczna / psychologiczna   

#rasa:

Wszystko zaczęło się od lęku przed obcym.
     To nasza uniwersalna cecha. Osoby z daleka zawsze są jakby… inne. Dziwnie mówią, dziwnie wyglądają, dziwnie się zachowują. Trudno wręcz nam przyznać, że są takimi samymi ludźmi jak my; być może stanowią raczej jakąś przedziwną formę pośrednią między nami a dzikimi bestiami?

*

[…]  im silniej wierzymy w „prawdziwe, głębokie” różnice umysłowe między grupami etnicznymi, tym bliższe nam musi też być założenie, że przed­sta­wi­cie­le tych grup nie myślą po prostu tak samo, ale wolniej, lecz myślą inaczej.

*

Choć znajomość prawdy nie zawsze wystarcza, aby zmienić ludzkie postawy, to właśnie ona musi zawsze stanowić punkt wyjścia.

*

Musimy chyba nie tyle zrobić krok wstecz, ile wrócić na pole „start” i przy­po­mnieć sobie, od czego się to wszystko zaczęło. Źródłem omawianego tu problemu jest nasza niezdrowa obsesja, żeby nie tylko wiecznie się po­rów­ny­wać z innymi, ale ponadto robić to w naiwny, liniowy sposób. Ładny–brzydki. Mądry–głupi. Lepszy–gorszy. Zachowujemy się jak pięciolatki. Gdy tylko się zorientowaliśmy, że grupy ludzkie różnią się od siebie, od­ru­cho­wo uznaliśmy, że dzielą się na lepszegorsze. Tak się zresztą zwy­cza­jo­wo definiuje rasizm: jako coś więcej niż samo tylko stwierdzenie, że rasy ludzkie istnieją i są od siebie różne. Rasiści dzielą je bowiem także na lepszegorsze.

*

[…]  humanistyczny program afirmacji „pięknej różnorodności” gatunku ludzkiego. Aby mógł się powieść, musielibyśmy umieć spojrzeć na siebie i na swoich bliźnich z autentycznie bezstronną, nie­za­in­te­re­so­wa­ną, pozbawioną uczucia zagrożenia obiektywnością – po bud­dyjsku wręcz wypraną z po­trze­by chcenia i zawłaszczenia, choćby in­te­lek­tu­al­ne­go. Czyżbyśmy my wszyscy – biali, czarni, żółci, czerwoni – jesz­cze do tego nie dojrzeli?

#inteligencja:

[…]  sam wynik testu IQ dostarcza nam bardzo ubogiej wiedzy o człowieku. To magiczny numerek, stworzony przez wielbicieli numerków dla wiel­bi­cieli numerków, mówiący o tym, jak dobrze ktoś się czuje w świecie numerków.

*

[…]  w rasizmie nigdy nie chodziło o różnice wzrostu, siły, zręczności i em­pa­tii ani o odmienną sztukę, taniec, kuchnię, język czy kosmologię. To wszyst­ko bylibyśmy w stanie wybaczyć i zrozumieć. Podstawowy zarzut zawsze brzmiał: „Oni są głupsi od nas, więc to zwierzęta”.

*

Zauważmy też, że chyba jedynym naprawdę nowym gatunkiem super­bo­ha­te­ra naszych czasów jest geek: człowiek ostentacyjnie wręcz nie­wy­sporto­wa­ny i społecznie upośledzony, niezainteresowany sztuką, przyrodą czy miłostkami, za to czujący się jak ryba w wodzie w świecie symboli. Jest to o tyle zabawne, że wyobrażenie to stoi w zupełnej sprzeczności z wiodącą naukową definicją inteligencji, która uwzględnia przecież ogólną umie­jęt­ność orientowania się w sytuacji – a ową sytuacją nie musi być tablica za­peł­nio­na równaniami, ale również wchodzący do pokoju członek rodziny, w którego ruchach można przy odrobinie domyślności wyczytać, że coś go trapi. Filmowe bystrzaki nie tylko jednak tego nie łapią, ale też są z tego po­wodu dumne.

*

[…]  na liście nazwisk członków organizacji high IQ nie znaj­dziemy żadnego wybitnego naukowca, pisarza, lekarza czy filozofa.

#choroba:

[…]  wielu ludzi, zamiast odkrywać problemy, aktywnie je w sobie wy­twa­rza, porównując swój organizm z fikcyjnym, nierealistycznym ideałem. Nie powinniśmy oczekiwać od życia, że będziemy zawsze mieli zdrową cerę, ode­tka­ny nos, symetryczne ciało i prawidłowy poziom każdego składnika krwi, że będziemy wolni od nocnych niepokojów, porannego przygnębienia i dziwnych myśli, że będziemy mieli uporządkowaną relację z partnerem, plan na życie i zawsze odpowiedni poziom energii. To nie są realistyczne oczekiwania.

*

Niepokój i depresja istnieją. Cierpienie psychiczne istnieje. Ale normalność i nienormalność, zdrowie psychiczne i choroba psychiczna, a także oparte na tych kategoriach diagnozy mogą być mniej rzeczywiste, niż się po­wszech­nie uważa.
  //  David Rosenhan

*

Sam fakt, że coś jest nieprzyjemne, nie oznacza z definicji, że powinniśmy to coś od razu eliminować: czy naprawdę życie ludzkie musi się składać z samych radości?

*

Włosy podlegają bardzo silnej kontroli społecznej, co doskonale ilustrują różnice płciowe: łysy mężczyzna z owłosionymi pachami – dobrze; łysa kobieta z kudłatymi pachami – źle. Krótko mówiąc, jedynym kątem na­tar­cia, aby uczynić z łysienia jednostkę chorobową, są kwestie spo­łecz­ne i psychologiczne. […]  wielkie pole do popisu mają sprze­daw­cy leków i terapii łysienia: im więcej osób przekonamy, że łysienie jest złe, tym większa będzie nasza baza klientów. Z biznesowego punktu widzenia nie ma nic gorszego niż człowiek pogodzony ze swoim łysieniem: żaden der­ma­to­log na świecie nie zmusi swojego pacjenta do przyjmowania leków, a tym bardziej przeszczepu włosów, jeżeli ten po usłyszeniu „diagnozy” wzru­szy po prostu ramionami.

*

Gdyby zaś spróbować zrekonstruować osobowość całego naszego gatunku, to z każdą kolejną dekadą „naszych czasów” wydaje się ona coraz bardziej neurotyczna i narcystyczna.
     Zachowujemy się więc – zwłaszcza my, mieszkańcy państw roz­wi­nię­tych, do których szybko dołączają kolejne kraje – jak gazele, które pozbyły się już problemu gepardów, lwów i krokodyli, ale z czystego przy­zwy­cza­je­nia do lękliwości zaczynają powoli bać się myszoskoczków i z niepokojem stąpać w pobliżu każdej większej nierówności terenu: a co, jeśli skręcę sobie na niej nóżkę?
     Z takim nastawieniem nie da się swobodnie galopować po sawannie.

*

W medycynie nie ma „oficjalnej” definicji choroby – ani zdrowia.

Łukasz Lamża, Trudno powiedzieć. Co nauka mówi
o rasie, chorobie, inteligencji i płci
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022.
(wyróżnienie własne)

Fakty to pryszcz. Mają one też zaskakująco nie­wiel­ki wpływ na najważniejsze wyzwania, przed którymi dziś stajemy – dziś, gdy po wielu stuleciach zaczynamy się powoli orientować, jak bardzo skomplikowany jest ów niewinny gatunek nagiej małpy, który kilkaset tysięcy lat temu wylazł z Afryki.

*

Społeczeństwo i język powstawały w czasach, gdy nasze rozumienie samych siebie było w naj­lep­szym razie umiar­ko­wa­ne. Dopiero od kilku­dzie­się­ciu lat na po­waż­nie mierzymy się z ogromem pro­ble­mów, jakie na­po­ty­ka­my, chcąc urządzić nieco mądrzej nasz świat.

(tamże)