gnam dziś. pęd, zawirowania i galop. od samego rana towarzyszą mi słowa, które nic sobie z tego wszystkiego nie robią:

Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
gnam dziś. pęd, zawirowania i galop. od samego rana towarzyszą mi słowa, które nic sobie z tego wszystkiego nie robią:

Jabłoń:
Gdy byłam mała, byłam zła na swój wzrost,
w szkole byłam z jego powodu nieszczęśliwa,
teraz jestem wściekła!
Gdybym miała swoje wymarzone 1,55, byłoby mi łatwiej.
Sadownik:
Gdybyś miała metr pięćdziesiąt pięć, nie byłabyś ze mną!
(po chwili)
Z twoim charakterem,
gdzie ty byś znalazła faceta metr czterdzieści?
Jabłoń:
No tak.
(cofa wściekłość)
scena z dzieciństwa. i głos:
— wyjdź stąd.
hipotetyczna diagnoza.
— wyjdź stąd.
konflikt jakiś. z kimś.
— wyjdź stąd.
fantazja. prognoza. strach.
— wyjdź stąd.
wspomnienie. sytuacja. gest.
— wyjdź stąd.
wyszła, nie ruszając się z miejsca.
i co teraz?
wszystko!
wdech.
[suplement pikselowy: 27.05.2021]

rzucam nogę na ścianę. i taki widok mam przed oczami. kochana Ona, że pilnuje. no to reksio!

mój aktualny stan posiadania:
Jabłoń:
Co było najtrudniejsze w twoim dzieciństwie?
W moim… dojmująca samotność.
Miejsce:
(które nas reanimowało)
Wielki Piątek 2017.
Jabłoń:
(pisze z pracy)
Baka! Idziemy?
Sadownik:
(odpisuje)
Tak!
Lany Poniedziałek. W trakcie.
Jabłoń:
(w kinie, po pierwszych kilku scenach jęknęła)
To chyba nie jest komedia.
Sadownik:
(też jęknął)
Jak coś jest retrospektywą, to raczej nie jest komedią.
Mały Jakub, 2016.
Lany Poniedziałek. Po wyjściu z kina.
Sadownik & Jabłoń:
(wynoszą na barkach ciężar filmu oraz kontakt z własnym,
najtrudniejszym uczuciem z dzieciństwa)
Sadownik:
(odreagowuje)
Nie możemy choć raz pójść do kina
na film typu „zabili go i uciekł”?
Jabłoń:
Nie patrzyłam, jaki to film, tylko że Baka.
*
Jabłoń:
(reanimują się rozmową o filmie i wrażeniach przy dobrym jedzeniu)
Powiedz mi, jak oglądają takie filmy ludzie,
którzy nie chwytają metafor?
Sadownik:
Nie oglądają!
wpis przeniesiony 29.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Pierwsze wrażenie. Delikatność zatrzymana w literkach. Nie śpieszyłam się z czytaniem, chłonęłam wyraz po wyrazie, zdanie po zdaniu.
Drugie wrażenie. Fantastyczna! Obłędna ilustracja różnicy pomiędzy buntowaniem się przeciwko czemuś, a stanięciem za czymś. Czasem nie ma wyjścia, trzeba się zbuntować, ale za czym się opowiadasz?
Trzecie wrażenie. Magiczne myślenie jest jednym z etapów rozwoju psychicznego człowieka. Opuszcza nas, robi miejsce nowym funkcjom odbierania siebie, innych i świata. Pozostaje w wersji szczątkowej u niektórych pod niegroźnym odruchem łapania się za guzik na widok kominiarza. Liczą się już tylko fakty, fakty i sukces! Ubogo, bo fakty są precyzyjne i nudne.
#F00 i #E21E13 to konkrety, których zrozumienie można zamknąć w słowie: czerwień, ale czerwień — myślę od rana — to symbol, wytrych, drzwi. Magiczne myślenie nie przechodzi automatycznie w umiejętność myślenia symbolicznego. Tego ostatniego trzeba się uczyć latami, tak jak siebie.
Jeszcze nie skończyłam, nie śpieszę się, może pojawi się czwarte wrażenie, choć drugie i trzecie to duży kaliber.
Wszyscy jesteśmy dla siebie mitami.
*
Podejrzewam, że wszyscy chcielibyśmy, żeby ludzie i rzeczy zajmowali swoje stałe miejsca, starannie nakreśleni czarno na białym, ale świat po prostu taki nie jest.
*
[…] prawda często brzmi jak coś wymyślonego, a prawdziwie brzmią tylko wymysły.
*
Gdy pojawia się tajemnica, mówiła Harry, luki można zapełnić podejrzeniami.
*
To znaczy dokładnie to, co czujesz, mówiłem, jeśli coś czujesz. To znaczy dokładnie to, co ci się wydaje, że znaczy.
*
Zamykam oczy. Zamykam oczy. To teraz mój czas. To mój czas i nie pozwolę go sobie odebrać. Grecy wiedzieli, że maska w teatrze nie jest przebraniem, lecz drogą do objawienia.
*
[…] czy to nie dziwne, że nie wiemy, kim jesteśmy? To znaczy wiemy o sobie tak wstrząsająco mało. Opowiadamy sobie jakąś historyjkę i nie przestajemy w nią wierzyć, a potem się okazuje, że to niewłaściwa historia i że nasze życie do tej pory było takie, jakie powinno.
*
Interesowało mnie co innego — percepcja i jej zmienność, zjawisko, że przeważnie widzimy to, czego się nie spodziewamy.
*
[…] o tym, kim jesteśmy, nie stanowi to, co mówimy. Raczej to, co pozostaje niewypowiedziane.
*
Gromadzone doświadczenia zawsze modyfikują percepcję przeszłości.
*
[…] empatia jest głęboką formą wiedzy.
Edmund Husserl
(1859–1938)
*
Wszyscy nosimy w sobie chmury i je nazywamy, ale nazwy wprowadzają podziały, które nie zawsze istnieją.
Siri Hustvedt, Świat w płomieniach,
przeł. Jerzy Kozłowski, W.A.B., Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

Normalnie jest tam stado ludzi. Wczoraj po siódmej rano byliśmy tylko my i biegacze, i deszcz, który, zgodnie z prognozą, deptał nam po piętach.
Lunęło, gdy byliśmy już w ulu po rehabilitacyjnym spacerze, przed świątecznym śniadaniem.

(fot. Sadownik, fragment)
sałatka. skrojona.
indyk. upieczony.
wołowina. uduszona.
ciasto. piecze się.
uprane. odkurzone.
my. nieżywi!
fascynujący wielkanocny początek.
Jabłoń:
(uwielbia gapić się na szczęśliwego Sadownika,
więc się gapi na Niego całą sobą)
Sadownik:
(godzinkę wcześniej odebrał Motonga z serwisu;
właśnie podciąga sobie spodnie ciągnąc w górę za kołnierz)
Jak zadzwoni mamusia, powiedz, że jestem na motocyklu.
Jabłoń:
Jak zadzwoni mamusia, mam jej powiedzieć,
że jesteś na motocyklu… Serio?
Sadownik:
Serio! Weź to na klatę!
Jabłoń:
Ja mam wziąć to na klatę?
Sadownik:
Oczywiście! Syn jest idealny!
Miewa głupie pomysły, ale po to ma
mądrą żonę, by wybiła mu to z głowy!
Jabłoń:
(mądra, ale głupia, również bardzo dumna
i nic nie będzie Sadownikowi wybijać)
Sadownik:
(pojechał na rekonesans)
wpis przeniesiony 29.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Równie kiepskie, jak o politykach i hierarchach kościoła katolickiego, zdanie o bankach mam. Rozumiem, że sprzedawać można wszystko. Rozumiem, że interpunkcja, ortografia i przyzwoitość to słowa zbyt archaiczne i kompletnie niezrozumiałe dla arcyważnych decydentów bankowych. Rozumiem żerowanie na ludzkich pragnieniach, ale nie na lękach, kura przez wu!
Przyjmuję do wiadomości nawet złożoność świata. Jednak gdy przeczytałam tego esemesa trzy dni temu, oniemiałam z wrażenia. Oniemiałam z wielu powodów — żaden nie spodobałby się pomysłodawcom.
Tak jak dbasz o zdrowie zadbaj tez o bezpieczenstwo finansowe na wypadek nowotworu. Kliknij i zobacz jak mozemy Ci pomoc […].
(pisownia oryginalna, czyli brak znaków diakrytycznych i przecinków)

Na stacji benzynowej możesz kupić alkohol, w sklepie spożywczym tabletki, na poczcie skarpety, a w banku ukoisz swoje egzystencjalne lęki. Wszystko w promocyjnej cenie — na bank! Tylko pogratulować! Potrzebujesz czegoś jeszcze?
wpis przeniesiony 28.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
We wtorek nie zająknęłam się, że w przeciągu kilku minut nie tylko Sadownik kupił mi książkę, ale że i ja kupiłam sobie zbiorek liter uporządkowanych — autor obu ten sam. Miałam ogromną nadzieję, że będzie do odbioru przed świętami. I tak się stało, wczoraj po pracy poleciałam odebrać i w drodze do domu przeczytać.
Zachwyciła mnie, jakby to powiedział Sadownik, maniera w tytule. Nie zachwyciły przekleństwa, które w wielu miejscach były dla mnie autorskim pójściem na łatwiznę. Dwa wiersze trafiają w punkt pięknie i nie wprost poprzez fantastyczne zestawienie słów, obrazów, tęsknot i współczesnego narcyzmu. I dla tych dwóch było warto, przynajmniej na razie.
SUTRA SERCA
Umierały za mnie koty.
Umierał za mnie Jezus.
Chujowo się z tym czuję.
*
SŁODKIE LATA 90.
Żyliśmy jak zwierzęta.
Bez iPadów, LTE i internetu.
Dziewczyny bobry miały zarośnięte.
Rzadko goliły nogi.
Nic nie było wyjebane w kosmos.
Nic nie było zapisane na pendrivach.
Wszystko było zapisane w gwiazdach.
Krzysztof Jaworski, .byłem,
Biuro Literackie, Wrocław 2014.

Sadownik:
(z dumą znawcy kobiet przeczytał na głos)
(źródło)
Jabłoń:
(zamyśliła się, a potem zapytała)
Czyli przedwczoraj wieczorem
byłam dla Ciebie wredną suką?
Sadownik:
(zamilkł, ruszył mózgiem, a potem ryknął śmiechem, wielkim śmiechem)
Jabłoń:
Nie odpowiedziałeś na pytanie!
(po chwili ryknęła śmiechem, wielkim śmiechem)
Prosta sprawa. Śmieci.
Prosta czynność. Wyrzucić.
Nic. Nic! Nic nie jest proste, gdy człowiek lub człowieka zmęczone są.
Oba dwa były wczoraj skonane.
Ona. Prosi podniesionym głosem.
On. Przecież już idzie! A minę ma taką, że zabić masz ochotę.
Ona. Że przecież drugi dzień prosi, dokładnie trzeci raz.
On. Urażony.
Ona. Zła.
Śmieci. Wyrzucone.
A ponieważ specjalistką od dzielenia włosa na dziesięć jest, ona wyspana i uśmiechnięta w ułamku sekundy wiedziała: prosiłaś? Akurat!
wpis przeniesiony 28.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Nie szukam książek, one nie szukają mnie, ale wciąż na siebie wpadamy. Zaczęło się więc niewinnie. Gepardzica udostępniła takie cudo:

(źródło)
Jak tylko to przeczytałam dwa dni temu przed szóstą rano, kliknęłam tu i tam, a wstającemu godzinkę później Sadownikowi, zaszczebiotałam, że pewnie jeszcze nie wie, ale kupił mi książkę. Nie zdziwił się. Książka idzie do nas, ale dzięki koledze Sadownika, przeczytałam ją już dwa razy. Gdy przyjdzie, chętnie przeczytam ją trzeci raz.
Dlaczego kobieta powinna mieć okrągłe kształty? Bo wtedy ją łatwiej przeturlać do kuchni. Ha! Ha! Ha! A z dobrymi dowcipami o mężczyznach jest jak z mężczyznami. Nie ma dobrych.
*
Tu spoczywają, nienapisane: Tak, Mein Führer (o moich złożonych relacjach z żoną) oraz Za dużo szczekasz, Blondie (to z kolei mojej żony, o dość złożonych relacjach ze mną).
Jak na razie żadna nie kończy się morderstwem.
*
Czy wiecznie wynajdujesz powody do narzekań? Czy odczuwasz zmęczenie i znużenie? Czy masz żal do świata i skupiasz się jedynie na swoich nastrojach, a w końcu dodajesz wątek zbliżającej się starości?
Oznacza to, że dotarłeś właśnie do tomu trzeciego.
*
Starość musi się wyszumieć. I całe szczęście. Wreszcie przestaję pamiętać lata 90.
*
Masz chyba zegarek w tyłku.
(Moja żona do kota o 3:58).
(Muszę uważać, bo nie zawsze wiem, do kogo mówi, a też lubię jadać regularnie).
(A ma nas w domu trzy zwierzęta).
*
Socjolog rynny maluje
Filozof książki kseruje
Psycholog sprzedaje ubrania
Reszta na emigracji.
*
— Panie, w samej głowie masz pan coś ze 160 węzłów chłonnych, a w całym organizmie ze dwa kilo. Bo to kwestia osobnicza. Możemy je panu wyciąć wszystkie — uśmiechnął się do mnie sympatyczny pan chirurg.
*
Boże niekończących się korytarzy. Módl się za nami. Boże wkurwionych na cały świat. Módl się za nami. Boże niemych i ślepych bądź też nadwzrocznych i nadmiernie gadatliwych. Módl się za nami. Boże wkurwiających pozostałych w kolejce nieustannymi, bezsensownymi pytaniami w stylu dlaczego pani doktor dzisiaj nie przyjmuje, a jeśli przyjmuje, to gdzie, ale jak przyjmuje skoro nie przyjmuje, nie przyjmuje, to kiedy będzie przyjmować […], a dlaczego nie można się zapisać na następny termin, bo nie przyjmuje, nie, bo jeszcze nie ma kalendarzy na nowy rok, czyli, że dzisiaj nie przyjmuje, nie przyjmuje, i tak w kółko! po niezliczoną ilość razy dziennie! Myślę, że tak będzie wyglądać piekło. Módl się za nami.
Módl się za nami grzesznymi.
Krzysztof Jaworski, Do szpiku kości. Ostatnia powieść awangardowa,
Biuro Literackie, Wrocław 2013.
(wyróżnienie własne)

Jabłoń:
(„cytnęła”)
Ponadnormatywną inteligencję u chłopca da się łatwiej
skategoryzować i nie niesie ze sobą seksualnego zagrożenia.*
Sadownik:
???
Jabłoń:
Ilu mężczyzn chce inteligentną kobietę?
Sadownik:
Mężczyźni — wszyscy, szmaciarze — żaden.
________________________
* Siri Hustvedt, Świat w płomieniach,
przeł. Jerzy Kozłowski, W.A.B., Warszawa 2017.
„Niemożliwe” jest tylko opinią.
*
Zrób pierwszy krok, nawet jeśli
nie znasz następnych.
Rafał Badziąg
Biały Kruk:
Gdybyś miała dzieci, inaczej byś patrzyła na tę sytuację.
nie mam dzieci. czy w związku z tym, sposób, w jaki patrzę
na wiele sytuacji, jest mniej realny, mniej prawdziwy?
Biały Kruk:
Myślę, że psychologia odebrała ci szczęście,
bo dzielisz włos nie na czworo tylko na dziesięć.
Jabłoń:
Gdy tak mówisz, nie masz zielonego
pojęcia o moim szczęściu.
Jabłoń:
(uwielbia kolorowe piżamki w żyrafki)
Sadownik:
Od następnych urodzin…
(macha grożąc wskazującym palcem)
…masz spać w koronkowych piżamkach.
Jabłoń:
Od następnych urodzin moich czy twoich?
Bo to zasadnicza różnica!
Sadownik:
Twoich!
Jabłoń:
Ale vacatio legis!
Sadownik:
Jest! Przecież mówię ci to dziś.
Jabłoń:
A stać cię na te koronkowe piżamki?
Sadownik:
Mnie? Zainwestuj w nasz związek!
A nie tylko książki i książki.
(po chwili)
W maju odpadnie ci jedna rehabka, to będziesz miała.
Sadownik & Jabłoń:
(rechoczą)
Jabłoń:
Wiesz, że za miesiąc i cztery dni zaczniemy dwudziesty rok razem?
Sadownik:
Boże, jaki ja jestem wytrzymały!
wpis przeniesiony 29.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Kobieta z wszelkimi atrybutami starości wsiadła do tramwaju. Środek komunikacji publicznej, jak na tę porę dnia, należało uznać za zapchany. Wszystkie miejsca siedzące były zajęte przez bardzo młodych mężczyzn. Staruszka kurczowo trzymała się życia i uchwytu, pokonując grawitację oraz dodatnie i ujemne przyspieszenie pojazdu pomiędzy przystankami. Obok niej przy rzędzie siedzisk znajdujących się po prawej stronie tramwaju, stała młoda kobieta, nerwowo patrząca po siedzących i z lewej, i z prawej. Sprawiała wrażenie, jakby nie mogła pogodzić się z zastaną rzeczywistością. Miała w sobie coś, co staruszkę przepraszało? A może było to coś, co chciało przearanżować przestrzeń tak, by staruszka usiadła? A może cokolwiek innego, co do głowy mi nie przyszło. ● Przystanek. Mężczyzna z miejsca siedzącego znajdującego się obok starej kobiety wysiada. Kobieta robi półobrot, by usiąść i… I nie siada, bo miejsce zajęła już młoda kobieta, która jeszcze chwilę wcześniej znajdowała się półtora metra dalej.
Oniemiałam z wrażenia, ale też olśniło mnie. Interpretacja tego, co widzimy — choćby nie wiem, jak błyskotliwa — może prowadzić i zwykle prowadzi na manowce.
Bez interpretacji byłoby tak: młoda kobieta intensywnie obracała głowę i patrzyła na siedzących mężczyzn. Bez interpretacji nie byłoby niemiłego zaskoczenia, że zdarzyło się coś, co do głowy mi nie przyszło.
I uśmiechnęłam się do siebie. Uwielbiam spotykać na ulicy mądrość podstaw psychologii procesu. Uwielbiam!
wpis przeniesiony 29.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
„Wojny” między blokowymi bandami w latach dziewięćdziesiątych? Wzajemna niechęć do siebie dwóch miast lub dzielnic? Zawody, które kpią wzajemnie ze swoich kompetencji? Znamy.
W pewnych kręgach naukowych mówi się z wyższością, że informatycy to tacy niedouczeni matematycy. Wczoraj Student uśmiał mnie do łez dowcipem:
Matematyk. Deska z dwoma gwoździami: jeden wbity do połowy, drugi do końca. I zadanie: wyjąć oba gwoździe z deski. Matematyk patrzy, ocenia, po czym stwierdza, że najpierw zajmie się tym wbitym do końca, bo to ciekawszy przypadek. Trudził się, trudził, ale w końcu dał radę i wyjął. Potem popatrzył na gwóźdź wbity do połowy i powiedział:
— To już żadna trudność! — I wbił go w deskę do końca.
Wieczorem, gdy już wróciłam do domu, sprzedałam dowcip Sadownikowi. On śmiał się po raz pierwszy, a ja po raz kolejny.

W życiu wiele jest jednak chwil, które można nazwać narodzinami, musimy tylko zrozumieć ich prawdziwą naturę.
*
Nie dajcie sobie wmówić, że czarodziejskie słowa nie istnieją.
Siri Hustvedt, Świat w płomieniach,
przeł. Jerzy Kozłowski, W.A.B., Warszawa 2017.
wpis przeniesiony 29.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Czeski ksiądz Tomáš Halík jest jedynym księdzem, którego słucham z uwagą — napisał Mariusz Szczygieł. W zasadzie to wystarczyło, gdy mój ulubiony serwis ibuków, poinformował mnie o promocyjnej cenie na tę książkę. Nie zastanawiałam się specjalnie, klik, klik i wiedziałam, że po Jastrzębiu to najwłaściwsza książka.
Do tej książki nie miałam pojęcia, jak bardzo głęboko jestem wierząca — nie zmieni tego żaden nadęty purpurat, nabzdyczony, z muchami pewności w nosie prałacik czy szydła, druty i agrafki rządowe, co świętsze od papieża.
Gdy ktoś twierdzi, że jest absolutnie niewierzący, często wtedy go pytam: jak wygląda ten Bóg, w którego nie wierzysz? Bo gdy coś odrzucam, muszę mieć przecież jakieś wyobrażenie o tym, co odrzucam.
A gdy ten niewierzący opisze Boga, w którego nie wierzy, często mu muszę z ulgą pogratulować: Bóg zapłać, że w takiego Boga nie wierzysz! W takiego Boga nie wierzę i ja. W odniesieniu do takiego teizmu i ja jestem ateistą.
*
Rosyjski fizyk Nalimow napisał — pamiętam to dobrze — że człowiek otwiera się na prawdę na trzy sposoby: każdy z nich związany jest z jednym konkretnym wykrzyknikiem.
„O” — oznacza zdziwienie, pełne podziwu zamilknięcie przed tajemnicą, która się przed nami otwiera.
„Aha” — oznacza rozumowe zaakceptowanie danej myśli.
I na koniec występuję też „ha, ha”, poprzez które człowiek wyraża, że zrozumiał dowcip.
*
Drogi, które okazują się naprawdę owocne, zaczynają się zazwyczaj od trudności i chaosu.
*
[…] wiara nie jest niczym zdrętwiałym, ale jest nieustannym poszukiwaniem, nieustannym ruchem, dynamizmem. Nie tyle ruchem do przodu w rozumieniu współczesnej ideologii postępu ani ruchem do tyłu w duchu nostalgii tradycjonalistów i fundamentalistów, ile ruchem w głąb.
*
Boża moc objawia się w ludzkiej słabości; dopiero gdy będziemy mieli odwagę przyznać się do niej i przyjąć swoją słabość, otworzymy drzwi na działanie Bożej mocy. Dopiero gdy pozbędziemy się pewności właścicieli prawdy, gdy uświadomimy sobie, że jesteśmy w drodze, a nie u celu, nasza droga przestanie być błądzeniem w zaczarowanym kręgu beznadziejnego powtarzania.
Dopóki ziarno nie obumrze, kłosy nie wzejdą.
*
Cierpienia nie możemy przedyskutować, ale możemy je objąć.
*
Od wiary nie oczekujmy wygodnej pewności, ale umiejmy czerpać z niej odwagę do wkroczenia w obłok tajemnicy. Wiara jest umiejętnością życia z tajemnicą. […] Dojrzała wiara jest w stanie unieść otwarte pytania.
*
To, co Karl Rahner określił kiedyś pięknie: „Bóg ma swoją przygodę z każdym, czy jest to wierzący, czy ateista”, można byłoby powiedzieć i na odwrót: że każdy, czy to wierzący, czy ateista, ma swoją przygodę z Bogiem.
*
Przez całe życie uczymy się słuchać i rozróżniać, przez całe życie uczymy się rezygnować. Całe życie, jeśli nauczymy się rozumieć jego mowę, wyzwala nas z naszych wyobrażeń, dążeń, ambicji, fantazji i planów, ze wszystkich naszych „alternatywnych scenariuszy”.
*
[…] rzeczy są śladami nieskończoności […].
*
Bóg podarował nam świat i życie jako coś złożonego i niejednoznacznego.
*
[…] stworzyłem dla siebie roboczą definicję: wierzącym jest dla mnie ten, kto przeżywa swoje życie jako dialog, kto stara się zrozumieć wyzwania, inspiracje, dary, rady czy ostrzeżenia, które mu samo życie przynosi, i odpowiada na nie.
A niewierzący to ten, kto przeżywa swoje życie jako monolog, kto słucha sam siebie, nie przyjmuje innych, a tym samym nie traktuje poważnie Tego, który przez innych i przez życiowe historie do niego przemawia.
Tomáš Halík, Hurra, nie jestem Bogiem!,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 29.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Gdy mówię o „Kościele posiadającym”, o majątku Kościoła, nie myślę o tym, co tak często w historii było przedmiotem krytyki: o bogatym i silnym Kościele dysponującym licznymi dobrami materialnymi i wchodzącym w sojusz z realną władzą. To dziś na szczęście w wielu krajach świata już nieodwracalna przeszłość. Przeczytałam te słowa i z przykrością stwierdziłam, że w przypadku Polski to nie przeszłość, tylko teraźniejszość. Teraźniejszość+, która terroryzuje.
Polski katolicyzm to karykatura chrześcijaństwa. Polski rząd to karykatura rządu. Gdyby ten czeski Ksiądz, był polskim księdzem, z pewnością dostałby zakaz publicznych wypowiedzi i publikacji.
To, do czego rzeczywiście dążą ci, którzy przeciwko europejskiej integracji podnoszą sztandary z widniejącym na nich hasłem: „narodowej suwerenności”, nie jest suwerennością państwa, ale ich własną suwerennością w półmroku korupcyjnego połączenia polityki i ekonomii.
*
Jeśli Kościół (i różne instytucje nazywające siebie chrześcijańskimi) ma na względzie przede wszystkim swoje własne instytucjonalne interesy, a chrześcijanie troszczą się tylko o własną wspólnotę — są solą, która straciła swój smak i funkcję. Do niczego się już nie nadają.
*
[…] słyszymy z każdej strony o powrocie Boga i powrocie religii. Przyznam się, że obawiam się raczej Boga, który wraca w postaci religii politycznej. Raczej ufam drodze, którą wytyczył Lévinas: Bóg bezwarunkowo objawia się w bliźnim, w człowieku, za którego ponoszę współodpowiedzialność. Nie można nie zobaczyć, że u korzeni współczesnego kryzysu ekonomicznego leży właśnie nieobecność odpowiedzialności.
*
Boję się ludzi o niezachwianych przekonaniach, ponieważ czuję od nich chłód śmierci i wrogość wobec życia, wobec jego dynamiki, ciepła i różnorodności, unikam ich, bo po prostu nie wierzę w deklarowaną pewność ich wiary. Nic na to nie poradzę: za murem ich niezłomności wyczuwam tłumione pytania i nierozwikłane problemy, nierozstrzygnięte wewnętrzne konflikty, przed którymi daremnie szukają ucieczki w walce z inaczej myślącymi.
*
Religijny fundamentalizm i radykalny sekularyzm są dwiema skrajnościami, które są do siebie w podejrzany sposób podobne, wzajemnie się prowokują i wzmacniają.
*
Gdyby chrześcijaństwo chciało odwrócić się plecami od współczesności, wpadłoby w bigoterię i fundamentalizm religijny. I gdyby na odwrót, świeckość chciała się zupełnie odwrócić od chrześcijaństwa, sama stałaby się nietolerancyjną pseudoreligią.
Przykłady obu ekstremów są znane: wulgarne, upolitycznione formy katolicyzmu czy prawosławia zmieszane z nacjonalizmem i ksenofobią po jednej stronie i wojujący ateizm po drugiej.
Tomáš Halík, Hurra, nie jestem Bogiem!,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 29.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Scena z filmów, książek, życia. Nie raz, drugi czy piąty widziana z bliska. Dwie nieobojętne sobie osoby. Jedna Drugiej klaruje swoją sytuację. Informuje, że w związku z jej ułomnością, chorobą czy niepełnosprawnością ona nie chce z Drugą być, bo nie chce jej obciążać sobą, pragnie jej szczęścia, i te de, i te pe. Druga ma zrozumieć i zaakceptować rzeczywistość i wybór Pierwszej.
Dawno, dawno temu dałabym się nabrać na to, że ze strony Pierwszej to akt odwagi i odpowiedzialności. Dziś zobaczyłam to zupełnie inaczej, jako wyraz ogromnego lęku, niewiary w drugiego człowieka i siebie, jako istoty godnej miłości, a nade wszystko jako próbę kontroli, tego, co w życiu nie jest, i nigdy nie będzie, kontrolowalne.
Strasznie smutne — pomyślałam — dużo smutniejsze od konsekwencji ułomności, niepełnosprawności, czy choroby.
Biały Kruk:
(napisał i załączył zdjęcie)
Wstajesz rano…
…a tu taki widok :)

(fot. Biały Kruk, fragment)
wpis przeniesiony 29.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Odbiera słowa. Trafia co chwilę w czuły punkt. Taka jest ta książka. Pełna zaznaczonych fragmentów, zdań i akapitów, które zatrzymują, wprawiają w zadumę i przemianę.
Czekała na mnie ponad rok. Po Ciszy uznałam, że jest jedyną właściwą książką na teraz. Miałam nosa.
Niektóre rzeczy zdarzają się tylko kilka razy w życiu. Świat jest pełen znaków i cudów, które objawiają się i znikają. Jeśli masz szczęście, może zobaczysz je za życia. Myślałam już, że świat się kończy, ale mój jastrząb znów mnie uratował i cała groza minęła.
*
Obserwując samoloty, latasz razem z nimi i uciekasz. Poszerzają twój niewielki świat, dzięki nim rozciąga się aż za morza.
*
Jastrząb siedzi na mojej ręce. Trzydzieści uncji śmierci w żakiecie z piór; istota, której świat określają koordynaty i wektory, nakazujące jej odbierać życie innym stworzeniom.
*
W wyobraźni wszystko można przywrócić, naprawić, rany goją się, historie się kończą.
*
Amerykański pisarz i ekolog Aldo Leopold zauważył kiedyś, że sokolnictwo polega na zaprowadzaniu równowagi między tym, co dzikie, a oswojonym — nie tylko u ptaka łowczego, lecz także w sercu i umyśle sokolnika.
*
[…] na dalszą metę niełatwo jest żyć, nie ufając nikomu ani niczemu. To jakby żyć bez snu: w końcu taka sytuacja cię zabije.
*
Człowiek po to ma ręce, by trzymać za ręce innych ludzi. Po to ma ramiona, żeby ich przytulać.
Helen Macdonald, J jak jastrząb,
przeł. Hanna Jankowska, Czarne, Wołowiec 2016.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 29.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Sadownik:
(dokładnie tydzień temu przy porannej kawie)
Znasz Polak sprzeda zmysły?
Jabłoń:
Tak, to reportaż z zeszłego roku, ale go nie mamy.
Sadownik:
A możemy mieć? Bo temat podobny do mojego dyplomu.
Jabłoń:
Ale w tej książce nie ma fotografii.
Sadownik:
Ale ja umiem czytać.
Jabłoń:
(ryknęła śmiechem, złamała zasady kupowania ibuków i nabyła)
*
Większość, poza ostatnim rozdziałem czytaliśmy sobie na głos. Zmysły w kłopocie: oczy nie wierzyły w to, co widziały; uszy nie wierzyły w to, co słyszały. Naprawdę to nie fikcja, tylko zmienione imiona? Naprawdę?
Gdy zmysły ogarnąć nie mogły wycinka polskiej rzeczywistości, dotarło do mnie, że jeśli czytasz i nie dowierzasz, oznacza to tylko tyle, że jesteś w życiu obdarowany — miłością, pracą, sensem. I błagam, nie wciskaj, że ty wszystko ciężką pracą i że jak ktoś chce, to ma.
Anna: — Czekam, żeby skończyła się moda na durny indywidualizm, a na top wróciła opiekuńczość. Każdy potrzebuje się o kogoś troszczyć, inaczej nie może być szczęśliwy. Chciałabym, żeby Polska zaopiekowała się mną choćby w minimalnym stopniu, dając mi etat, a ja wtedy urodzę jej małego Polaka i o niego zadbam. Łańcuch troski będzie się w ten sposób powiększał. Czasem jeszcze tak sobie marzę.
*
Pan Andrzej nie jest już szczawikiem i doskonale wie, że za większość zniewag nie mamy kogo lać w pysk, bo słyszymy je od samych siebie. Ten wewnętrzny głos Andrzej Kmiecik nauczył się jednak uciszać. Robi to tak:
1. Nie wstaje, tylko zrywa się z łóżka.
— W łazience jestem, zanim wewnętrzny cham zdąży otworzyć gębę i powie, że już siódma, a ja dalej gniję w wyrku.
*
Paręnaście wspólnych wypadów na plażę, kilkadziesiąt posiłków, dwa tańce i cztery orgazmy — tyle Piotr, dwudziestoośmioletni grafik komputerowy z Katowic, potrzebował przeżyć z Katarzyną, żeby później za nią zatęsknić.
*
Pomidorówka gotowa! Ona po nas nie zostanie, a i tak jest wielką rzeczą. Bo, w przeciwieństwie do historii, wystarcza do szczęścia.
*
Szczęście można znaleźć tylko w internecie. Pod warunkiem, że nie jest się tam sobą.
*
[…] był czas, kiedy lepszego życia nie odkładało się na później.
*
Sorry, ale nie biorę na serio męczeństwa naszego narodu, bo ono tylko miesza Polakom w głowach. Stają się od tego zakompleksieni i kłótliwi.
Zdaniem Jacka, gdyby Polacy zapomnieli o dziadkach, którzy im w głowach umierają za ojczyznę, mogliby się wreszcie skupić na swoich marzeniach.
[…]
Przyznaję, że to fajne, ale pomysł „zabij w sobie dziadka” mnie odrzuca.
— I dlatego w tym kraju nigdy nie będzie pięknie — wzdycha Jacek.
Konrad Oprzędek, Polak sprzeda zmysły,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 29.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Wczoraj. Pierwsza taka wiosenna niedziela. Spacer z Piesą. Rzucanie kija do wody. Obiad na wolnym powietrzu. Bilety do kina odebrane. Kawa dla Dwojga i deser dla Jabłoni zamówiony.
I taki numer! Pani przynosi pieczone jabłko zamówione przez Drzewko, stawia i mówi, że przyniosła dwa widelczyki, gdyby Sadownik odnalazł ochotę na ciepłe i słodkie.
Chwyciła mnie za serce ta Pani tym gestem. Telefon wyjęłam, by widelczyki sfotografować. Nic sobie nie robiłam z tego, że to brak kultury tak pstrykać jedzenie w miejscu publicznym.

*
Małżeńskie porachunki, 2017.
wpis przeniesiony 29.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Kusi, wyzwala, uskrzydla, ożywia. Myśl, by zacząć od nowa, od początku, jeszcze raz. Z Nowym Rokiem niektórzy, z początkiem miesiąca lub z okazji urodzin, szczególnie okrągłych. Od dziś, od zaraz ci niecierpliwi. Nie wszyscy mają wybór — czasem nie ma wyjścia, bo po staremu nie da się ani chwili dłużej.
Zacząć od nowa, od początku, jeszcze raz. Gdzieś między podjętą decyzją, a pierwszym krokiem realizacji łatwa do przeoczenia szczelina czasoprzestrzenna. W tej szczelinie uczucie. Jaki ma smak? Nie nazywaj, czuj. Uczucie… dobre wielowymiarowo…
Dobre, którego źródło tkwić może:
(a) w pułapce, którą człowiek sam sobie zmajstrował, bo. ta część ciebie, co oskarża, krytykuje i wie, że mogłeś lepiej, doskonale wie, że właśnie z początkiem nowego czyste konto masz, więc nie oskarża, nie krytykuje, czeka na pierwszy twój krok. Warunkowo daje ci prawo byś czuł się dobrze na początku swojej nowej drogi.
(b) w głębokiej pewności, że taki jaki jesteś — w tym i w każdym momencie, bez względu na podjętą decyzję — jesteś OK, bardzo OK.
● Przyszło do mnie nad ranem.