środa, lipca 28, 2021

4325. Przeczytane na gigancie (III)

Poetę wyjęłam z audycji. Jednej z niewielu, których przynajmniej fragment wy­słu­cha­łam, łapiąc oddech między jedną a drugą aktywnością na gigancie, próbując uciszyć skowyt w sobie. Późnym wie­czo­rem klik, klik, a cichymi, nieskończenie czarnymi nocami nieśpieszne kłap, kłap. I było po tomiku. I przez chwilę było tak przyjemnie, jakby nikt bliski mi nie umarł.

Nic nie widać.
Popatrzcie.

*

Wszystko inaczej,
chociaż trochę tak samo.

Teraz tylko tę mądrość oprawić.

*

To jest ważne, a tamto nieważne.
To nieważne, bo zdarzyło się mnie.

*

Technika wspominania
technik wypominania

*

Noc liczy sobie nas na palcach

*

Co się panu nie podobało w mojej nowej książce?
To było jedyne pytanie profesor Staniszkis na egzaminie,
który, dawno temu, zdaliśmy z Cezarem na pięć.

*

Nie bądź vege, zjedz kolegę.

*

Ale jak radziłem sobie bez telefonu?
Kiedy odeszły monety, a wkroczyły żetony? karty?
Nic się nie wie.
Żenada.
Na legalu żenada.

Marcin Sendecki, W,
Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017.

Było
jak było

ale mężczyźni nie chadzali
w klapkach
po ulicy

rowerzyści
nie pruli
chodnikiem

tatuaże
mieli marynarze
bandyci
i Beckham

nie istniały
słowa youtuber
blogerka
modowy

cywilizacja śmierci
dopiero zmieniała się
w cywilizację śmieci

(tamże)

4324. Przeczytane na gigancie (II)

Gdzieś w środku tej książki zostałam półsierotą i straciłam umiejętność prze­twa­rza­nia pisma. Zamiast czytać, gapiłam się w okna i przestrzeń. Utrzymywał mnie przy życiu widok du­żych, zielonych braci i sióstr, w których konarach ptaki z uporem ma­nia­ka śpie­wa­ły psalmy o kruchości i cudzie życia. Zamiast, bo nic mądrzejszego do zrobienia nie przy­cho­dzi­ło mi do głowy.

Kilkanaście dni i tomik poezji były potrzebne, by zaufać, że zrozumiem, co czytam, że będę w stanie skupić się na zdaniu, akapicie, rozdziale, że odnajdzie mnie na no­wo przy­jem­ność czytania.

Nunez… jeśli nic tej Autorki nie czytaliście, to zazdroszczę, że tyle piękna, mądrości i magii przed Wami.

Nunez… mam nadzieję, że nie byłaby zachwycona (eufemizm), gdyby dowiedziała się, jak przetłumaczono oryginalny tytuł tej książki (What Are You Going Through). Nie jestem w stanie wypatrzeć ścieżki mentalnej, awruk, łączącej oryginalny tytuł z Pełnią miłości.

Wariatka. Czego boisz się najbardziej? Stara wariatka z torbami na parkowej ławce. Rzeczy błogosławione, rzeczy przeklęte. Typowa kobieca opowieść.

*

[…] wiele leży im na sercu i wiele siedzi w głowie […].

*

     — To już koniec – mówił. Zacytował innego pisarza, tłumacząc z fran­cu­skie­go: „Przed człowiekiem był las, po człowieku zostanie pustynia”. – Jeśli dawniej istniało coś, co mogło powstrzymać katastrofę, jakieś działania czy poświęcenie, stało się jasne, że ludzkości brakuje chęci, zbiorowej woli, by je przedsięwziąć.

*

[…] wyszłam z kina, myśląc o popularnym haśle mo­ty­wa­cyj­nym: „Bądź życzliwy, ponieważ każdy, kogo spotykasz, z czymś się zmaga”.

*

[…] mówi „przepraszam”. Ona rzuca wściekle coś, czego nie rozumiem, a on odpowiada: „Przecież przeprosiłem”. Ona pokazuje mu środkowy palec i idzie dalej. On woła za nią: „Przecież przeprosiłem!”. Ona, nie odwracając się, odkrzykuje: „Za późno, kurwa, na «przepraszam»”. „Doskonale! – od­wrza­sku­je budowlaniec. – W takim razie wszystko odwołuję. Wcale, kurwa, nie przepraszam!”.

*

Ale czyż miłość nie zawsze taka jest? Musi się wydarzyć, nie­ważne, jak jest nieoczekiwana, nieważne, jak niemożliwa.

*

Pamięć. „Potrzebujemy innego słowa, by opisać sposób, w jaki postrzegamy minione wydarzenia, które wciąż w nas żyją” – uważał Graham Greene.
     Zgoda.
     Zgoda również z Kafką. I jednocześnie z Camusem: „Dosłowne znaczenie życia jest tym, co powstrzyma cię przed odebraniem go sobie”.

*

[…] bezdzietna. Nie potrafiła pojąć, że to może być świa­do­my wybór, a nie kara boska.

*

George Balanchine powiedział: „Jeśli ustawisz na scenie grupę mężczyzn, dostaniesz grupę mężczyzn, ale jeśli ustawisz na scenie grupę kobiet, do­sta­niesz cały świat”.
     Jeśli umieścisz grupę kobiet w książce, dostajesz „prozę kobiecą”. Której unikają niemal wszyscy czytelnicy płci męskiej i całkiem sporo czytelniczek.

*

Co jest sensem twojego życia?
     — Rodzina.
     — Miłość.
     — Postępować właściwie.
     — Być dobrym człowiekiem.
     — Pozytywne nastawienie i spełnianie marzeń.
     — Sensem życia jest to, że się kończy. Oczywiście taką odpowiedź musiał wymyślić pisarz. I oczywiście musiał to być Kafka.
     — Ale własnymi słowami – prosi pracownica społeczna.
     — To są moje słowa. Zgadzam się z Kafką.
     — Ale pytanie brzmi: Jaki jest sens  t w o j e g o  życia?
     — Że się kończy – mówi moja przyjaciółka. – Tak jak to ujął Kafka.

*

Wiesz, udawaj tak długo, dopóki się nie ziści.

*

A co, jeśli Bóg w istocie zrobił więcej? Co, jeśli, po pierwsze, dał własny ję­zyk nie tylko innym ludom, ale także każdej istocie – język tak unikatowy jak odciski palców? A po drugie, by uczynić życie wśród ludzi jeszcze bar­dziej konfliktogennym i chaotycznym, co, jeśli zabrał im tego świa­do­mość? I wtedy, choć pozornie rozumielibyśmy, że jest mnóstwo plemion mó­wią­cych wieloma różnymi językami, dawalibyśmy się zwodzić, że każdy w na­szej grupie posługuje się tym samym językiem co my.
     […] Każdy z nas mówi osobnym językiem, którego znaczenie jest jasne dla nas samych, ale poza tym dla nikogo innego.

*

Jak ty to przetrwasz? – pomyślałam.
     Naprawdę nie wiem – odparła w myślach.

*

A każda historia to historia o miłości.
     A każda historia o miłości to historia o duchach.
     A każdy kiedyś kogoś kocha. Jak w piosence: Everybody loves somebody…

*

Wiesz, udawaj tak długo, dopóki się nie ziści.

Sigrid Nunez, Pełnia miłości, przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

„Quel est ton tourment?”. W tłumaczeniu: „Przez co przechodzisz?”. Kiedy Simone Weil twierdziła, że zadanie tego pytania oznacza prawdziwą miłość bliźniego, pisała w ojczystym francuskim. A po francusku sens tego wiel­kie­go pytania brzmi: „Jaka jest twoja udręka?”.

*

[…] nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ci ludzie, zamiast mó­wić to, co naprawdę czują i myślą, mówią to, co chcieliby usły­szeć inni. Czyli to, co jest akceptowalne, właściwe – sto­sowne.

*

Czy nie to właśnie robią ludzie? Uśmiechają się, próbują się zachowywać normalnie, radośnie, ukrywają łzy – a po co? Bo uznali, że to ułatwi życie choremu i pomoże mu zachować dobry nastrój. Właśnie dlatego. […]
     — No więc ta kobieta zrobiła coś, co nie było łatwe – opowiadała przy­ja­ciół­ka. – Spojrzała prawdzie w oczy i nie drgnęła. Wypowiedziała nie­wy­po­wia­dal­ne. Nazwała to, co trzeba. A ci wszyscy ludzie nią manipulowali. Wca­le nie byli szczerzy: ani z nią, ani z sobą. Bo oni nie potrafili za­akcep­to­wać prawdy, musieli pochować ją pod toną bzdur.

*

Na świecie istnieją dwa rodzaje ludzi: ci, którzy widząc czy­jeś cierpienie, myślą: To mogło przydarzyć się mnie, oraz ci, którzy myślą: Mnie się to nigdy nie przydarzy. Ci pierwsi po­ma­ga­ją nam przetrwać, ci drudzy zmieniają życie w piekło.

*

Kto lepiej niż dziecko wie, jak to jest na łasce ukrytych i ar­bi­tral­nych sił i że wszystko może się zdarzyć, nawet coś bardzo dziwnego, na dobre albo na złe.

(tamże)

4323. Przeczytane na gigancie (I)

Historia mojej świadomości istnienia tej książki zaczyna się od brunatnego urzęd­ni­ka Czarnka, który otrzymał trzy książki po tym, jak błysnął intelektem rodem ze śre­dnio­wie­cza. Z telewizyjnego programu informacyjnego w Małym Nowym Jorku kil­ka dni przed wyjazdem na gigant wyjęłam tę i drugą, bo trzecią — ze wspo­mnia­nych trzech książkowych prezentów dla urzędasa anty­edu­ka­cyj­nego — czy­ta­łam dawno te­mu. Klik, klik, obie na czytniku były gotowe na cztery tygodnie re­ha­bilitacji.

Łatwa to ta książka nie jest. Nie wierzę, że ministerek ją przeczyta, ale gdyby jednak to zrobił (ze zrozumieniem koniecznie), to byłabym jedną ze szczególnie za­cie­ka­wio­nych osób, co z tej lektury wyniósł, co zrozumiał — w końcu, czy nie o to chodzi w edu­kacji?

Czy homoseksualizm jest zaburzeniem, czy pełnoprawną odmianą ludzkiej seksualności? Czy to kwestia wyboru, czy cecha stała? Wrodzona czy nabyta? A może nałóg, który można leczyć tak, jak leczy się alkoholizm czy narkomanię? Czy można być szczęśliwym gejem lub lesbijką? A mo­że ich cierpienie jest skutkiem stygmatyzacji, a leczenia potrzebuje homofobiczne społeczeństwo?
     Terapia konwersyjna to coś więcej niż kontrowersyjna praktyka na sty­ku psychologii i religii – przez dwie dekady był to ważny ruch społeczny, dochodowy interes, a zarazem front tak zwanych wojen kulturowych.
// Agnieszka Graff we wstępie.

*

Słupy ognia i piasku, szarańcza, pożerająca całe miasta: chrześcijańskie historie były szybkimi rozwałkami, pro­wa­dzą­cy­mi do ostatecznego spełnienia.

*

Miałem dosyć zastanawiania się, dlaczego znalazłem się w tej sytuacji, jak też poszukiwania innych odpowiedzi, innych rzeczywistości, innych rodzin i innych ciał, w jakich mogłem się urodzić. Za każdym razem, gdy uświa­da­mia­łem sobie, że nie ma alternatywy, czułem się tym gorzej, im bardziej próbowałem jej szukać. Teraz byłem gotów przyjąć wszystko takim, jakim było.

*

Wszyscy zetknęliśmy się z pewnego rodzaju ultimatum, z jakim inni ludzie nie mieli nigdy do czynienia, z warunkami, które raczej nie były częścią rodzinnej miłości między rodzicami a dziećmi. W jakimś momencie wszyscy usłyszeliśmy: „Zmień to albo wynocha”. Gdybyśmy się nie zdecydowali, wylądowalibyśmy na ulicy bez grosza przy duszy, zostalibyśmy eks­ko­mu­ni­ko­wa­ni, wygnani. Wszyscy obawialiśmy się, że skończymy jako wyrzutki społeczeństwa; przestrzegano nas przed przyszłością narkomanów, sekso­ho­li­ków, przed śmiercią na zarazę AIDS w jakimś wielko­miej­skim rynsz­to­ku na Zachodnim Wybrzeżu. Historie, jakie nam opowiadano, zawsze szły w tę stronę. A my w nie wierzyliśmy. W większo­ści wypadków media, z ja­ki­mi mieliśmy styczność, potwierdzały te opowieści.

*

Przez całe życie zastanawiałem się, jak to jest być heterykiem – a przy­naj­mniej od czasu, gdy odkryłem, że jestem gejem; […] za­sta­na­wia­łem się, jak to jest, widzieć własne odbicie w każdym filmie, mieć przyjaciół i rodzinę, którzy nieustannie rzucają żarcikami na temat twojego życia uczuciowego, a także świat w całej okazałości do swojej dyspozycji. Jak to jest, nie za­sta­na­wiać się nad każdym krokiem, nie być na cenzurowanym za każdy po­stę­pek, nie kłamać codziennie?

*

Nasze oznaczane kolorami diagramy miały wyjaśnić, gdzie tkwiła przy­czy­na wszystkich nieszczęść. Jeśli sięgniemy wystarczająco głęboko we własną genealogię, znajdziemy tam jeśli nie samą przyczynę seksualnego grzechu, to przynajmniej informację, który z martwych i zdegenerowanych konarów naszego drzewa genealogicznego był za niego odpowiedzialny.

*

Panie, oczyść mnie. Jeśli Bóg miał kiedykolwiek wysłuchać moich modłów, musiałem stać się przejrzysty jak kropla wody. Zmiąć w kulę pierwszą część mojej historii i wrzucić ją do kosza. Wszystko inne tylko rozpraszało uwagę.

*

„Obrzydliwość” — mówił […]. — Obłędne słowo. Po hebrajsku „to’e’va”. Może odnosić się zarówno do gejowskiego seksu, jak i do krewetek. Te wszystkie małe nóżki, pływające w słonej wodzie, przyprawiały Izraelitów o dreszcz obrzydzenia, wiesz? Myśleli, że to sprzeczne z naturą.

*

Wiesz, jak tu jest ciężko. Nie wystarczy wierzyć w zmianę. Trzeba się na­pra­co­wać, żeby ją osiągnąć, rozumiesz? Jeśli się chce, żeby leczenie odniosło skutki, trzeba pozwolić sobie na zwątpienie.
     – Mam wrażenie, że to jedyne, co robię – odparłem. – Wątpię.
     — […] Tutaj nie zachęcają nikogo do wątpienia. Wszyscy są zbyt zde­spe­ro­wa­ni potrzebą znalezienia odpowiedzi.

*

Przyjmując moc niewidzialności, zgodziłem się także zre­zy­gno­wać z prawa głosu.

*

Co za idiota może myśleć, że pochodzi od małpy? – mawiał nasz pastor, a na każde takie stwierdzenie wierni odpowiadali głośnym: „Amen”. […] W owym czasie wydawało mi się relatywnie normalne, że nauczycielka biologii pomija niektóre działy, ale gdy potem zacząłem czytać o biologii w Internecie, zdałem sobie sprawę, że ignorowała to, w co wierzy dzisiaj dziewięćdziesiąt siedem procent społeczności naukowej. Podekscytowany, ale i czując nieuchronne potępienie, przeczytałem jeszcze kilka artykułów na ten temat. Mimo że wciąż wierzyłem w Boga, czułem się bardzo nie­zręcz­nie z koncepcją Pana, który ignoruje naukę.

*

     – Nie proście Boga, by dał wam znak – powiadał ojciec wiernym na kazaniach, pocierając tę stronę swojej twarzy, która niemal doszczętnie spłonęła. – Może wam się nie spodobać to, co otrzymacie.

*

Czasem właśnie to, co pozostaje niewypowiedziane lub niezrobione, stwarza atmosferę cudowności.

*

Gdzie się nie zwróciłem, czekał na mnie kolejny uśmiech, za którym, jak przeczuwałem, kłębiły się tysiące stłumionych myśli i pragnień.

*

Ale czymże jest jedna iluzja wobec faktu, że świat działa na całej ich masie? Z każdym dniem w ośrodku wydawało się, że moje stanie się hetero wy­ma­ga jedynie dobrego oświetlenia; wystarczało zignorować to, czego nie chcia­ło się widzieć.

*

Jak to możliwe, że wcześniej na to nie wpadłem? To od­kry­wa­nie przed ludźmi prawdy było źródłem kłopotów.

*

„Męski”. To słowo wyglądało tak żarłocznie, usadowione na końcu linijki, podsumowujące wszystko, co przed nim. Ale czy to nie był ostateczny cel? Męski znaczy silny. Męski, czyli: heteroseksualny. Gdybyśmy mogli poznać istotę męskości, nauczylibyśmy się całej reszty. Wyrwałem zapisaną kartkę, zwinąłem ją w kulkę i wrzuciłem do kosza na śmieci. Zbyt kobiecy.

*

     – Życz mi powodzenia.
     Między nami tylko trzy stopnie, ale także tysiąc sylab różnicy między tym, co chciałem powiedzieć, a tym, co faktycznie powiedziałem:
     – Powodzenia.

*

Miłość mogła nadejść nawet w miejscu, które wydawało się kompletnie jej pozbawionym.

*

Są dni, kiedy trudno mi uwierzyć, że kiedyś żyłem w świecie zo­rien­to­wa­nym na tak radykalne opcje samozniszczenia. Ale włączyłem wiadomości, poczytałem artykuły i zdałem sobie sprawę, że to, czego doświadczyłem, mogło być jedyne w swoim rodzaju, ale nie było oderwane od historii. Mniejszości nieustannie były tłamszone i manipulowane tak przez nik­czem­ni­ków, jak i przez osoby pełne najlepszych intencji, a szkodliwe idee lęgną się bez przerwy w łonie różnych orientacji politycznych na całym świecie.

Garrard Conley, Wymazać siebie, przeł. Kamila Slawinski,
Wydawnictwo Poradnia K, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

No i Bóg. Przez całą dekadę udręki nie będę wzywał Boga na pomoc. Nie dla­te­go, że chcę Go trzymać z daleka od swojego życia, ale ponieważ Jego głos umilkł. To, co się ze mną stało, uniemożliwiło mi rozmowę z Bogiem i wiarę w jakąkolwiek Jego wersję, która nie jest naznaczona nienawiścią do samego siebie. Moi terapeuci eksgejowscy odebrali mi Boga na dobre; niezależnie od tego, do jakich bym nie chodził Kościołów, czuję w piersi taki sam ciężar pustki. Będę czuł, jak odeszło z mojego życia wszechogarniające uczucie miłości; szukam dalej.

*

Wiele lat później, pewnego popołudnia, zadzwonię do ojca, żeby mu po­wie­dzieć, iż muszę napisać tę książkę; coś może mi się stać, jeśli tego nie zrobię i nie dowiem się, kim jestem, dopóki jej nie skończę.
     – Chcę tylko, byś był szczęśliwy – powie ojciec, a w jego głosie zgęstnieje wszystko to, przeciw czemu się broni. – Naprawdę tego chcę.
     A ja mu uwierzę.

(tamże)

4322. Ścinki z giganta


wtorek, lipca 27, 2021

4321. 208/365

samotność w grupie — znam i wybieram; samotność w ro­dzi­nie — znam i od niej nie stronię; samotność w związku — znam i wiem, gdzie prowadzi. samotność, wynikająca z po­stę­pu­ją­cej choroby, jest tylko czubkiem góry lodowej, z którą trze­ba oso­bi­ście się zmierzyć. jedynym pocieszeniem jest pewność: to się kie­dyś skończy.

208/365

niedziela, lipca 18, 2021

4314. 199/365  //  na gigancie, dzień 22.

strach — pomyślałam nad ranem — może skutecznie odciąć mnie od życia. po co mu na to pozwalać?

zaufanie z samego rana życiu zrodziło dobry dzień, a dobry dzień przy­pro­wa­dził ze sobą wdzięczność.

199/365

[suplement pikselowy: 29.07.2021]

piątek, lipca 16, 2021

4312. 197/365  //  na gigancie, dzień 20.

jeszcze nie. nie zaczęłam odliczać dni do końca. ale zauważyłam dziś, że każdy napotkany pies zachwyca mnie ogromnie, pro­por­cjo­nal­nie do tęsknoty za moim stadem.

197/365

czwartek, lipca 15, 2021

4311. 196/365  //  na gigancie, dzień 19.

zwierzę totemiczne. w słoneczne dni zawsze o tej samej porze przysiada na fioletowym zielsku. zna się na zegarku?

196/365

Profesora Saxifraga:
Rusałka pokrzywnik,
Rusałka pawik

Jabłoń:
(nauczona w dzieciństwie przez Orzeszka
zachwytu nad żółtym żywym cudem
)
Latolistek cytrynek

wtorek, lipca 13, 2021

4309. 194/365

nie czytam. nie piszę. a wciąż żyję*.

194/365

______
  * zwą to żałobą?

*

     — Co to w ogóle jest?! Co to, kurwa, jest?! – krzyczała moja przyjaciółka.
     To jest życie, i tyle. Życie toczy się dalej, mimo wszystko. Paskudne życie. Nie­spra­wiedli­we życie. Życie, z którym trze­ba się mierzyć. Z którym ja muszę się zmierzyć. Bo jeśli ja te­go nie zrobię, to kto?

Sigrid Nunez, Pełnia miłości, przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2020.

4308. na gigancie, dzień 17.

czwartek, lipca 08, 2021

4303. na gigancie, dzień 12.

4302. U Białego Kruka (LXXXI)

Biały Kruk:
(zdjątko, łamiące serce Drzewku, przysłał)

I wcale nie widzę jakiejś znaczącej przewagi człowieka nad psem czy kotem, jeśli chodzi o go­to­wość czy zrozumienie tego, czym jest odejście bliskiej osoby. To tylko nasza stad­na arogancja. Naprawdę rozumiemy to bar­dziej niż pies?
// Kaan

środa, lipca 07, 2021

4301. na gigancie, dzień 11.

4300. Wczoraj i… 188/365 (dziś)

Szczególne były też Jej [Orzeszka] kontakty z domowymi zwierzętami. Wyczu­wa­ły jakoś jej dobroć, mimo że nie była wylewna w jej okazywaniu. Zwłaszcza kotka, która tylko u niej w nogach łóżka układała się na noc, a suczka Saba była jej nieodłączną asystentką, zwłaszcza po powrocie ze szpitala — nie odstępowała Jej na krok [przez ponad trzy lata]. […] Widzę, jak zwierzaki są zdez­o­rien­to­wa­ne i czekają na nią.
// Biały Kruk


fot. Gepardzica.

Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma.

[…]

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.

Wisława Szymborska, Kot w pustym mieszkaniu.

*

możesz nie iść na urodziny, imieniny, wesele. jeśli jednak ktoś cię zaprasza na stypę, to musisz wiedzieć, że twoja obec­ność na niej pomoże utrzymać się na powierzchni życia, które warto żyć. wiem to od wczoraj, czując ogromną wdzięczność.

188/365

sobota, lipca 03, 2021

4297. na gigancie, dzień 7.

4296. 184/365

miała w sobie coś z dzikiego, pięknego ptaka. nie było łatwo być jej córką. jest przywilejem wciąż nią być i czuć w sobie moc tego wspaniałego skrzydlatego zwierzęcia.

184/365


fot. Małgorzata Witta, fragment,
[dostęp: 3.07.2021], źródło.

piątek, lipca 02, 2021

4295. 183/365

dziś, dokładnie 35 lat temu, odeszła Jego
Mama. dziś odeszła Miłość Jego Życia.
od dziś jestem półsierotą.

183/365

Nasza prawdziwa natura nie zna początku ani końca, na­ro­dzin ani śmierci. […]  jeśli ktoś bliski właśnie zmarł, poszukaj jej lub jego w nowym przejawie. To niemożliwe, by ta osoba umarła. Pod wieloma względami jej istnienie trwa nadal. Uży­wa­jąc oczu mądrości, możesz rozpoznać ją wokół siebie i w sobie.

Hanh Thich Nhat, Lęk. Co warto wiedzieć, by
przetrwać burzę
, przeł. Jolanta Kozak i Mariusz Orski,
Czarna Owca, Warszawa 2021.

czwartek, lipca 01, 2021

4294. 182/365  //  na gigancie, dzień 5.

skontrum dzisiejszego chwilozbioru. międzynarodowy dzień psa, a pies u babci. Sadownik w ulu nie tęskni za psem, drzew­ko na gigancie tęskni odrobinkę.

182/365

środa, czerwca 30, 2021

4293. 181/365  //  na gigancie, dzień 4.

panowie długonodzy, smukli, zwinni. przesiadują na płytkach w naszej damskiej łazience godzinami. pan-komar* tu, pan-ko­mar* tam.

181/365

_________
  *  [errata 7.08.2026] to nie komar, to koziułka warzywna, patrz poniżej.

[suplement 7.08.2026]
Chciałem napić się kawy. Żeby wytłumaczyć bar­ma­no­wi, cze­go dokładnie potrzebuję, nie musiałem zastanawiać się, w ja­kim języku – mniej lub bar­dziej podobnym do chor­wac­kie­go – mam się do niego odezwać. Wystar­czy­ło jedno słowo […]   — „espresso”.
     […]  Siedząc przy stoliku, zastanawiałem się nad tym pro­stym cudem, do którego nie potrzeba było żadnego Zamen­ho­fa. Rozmyślania przerwał mi duży, niezgrabny owad przy­po­mi­na­ją­cy gigantycznego komara, który wleciał pod kawiar­nia­ne parasole. „Koziułka warzywna” — wypowie­dzia­łem w myślach jego nazwę. Owad zawadził o krawędź są­sied­nie­go stolika i spadł na ziemię. „Koziułka warzywna” — powtó­rzy­łem, tym razem szep­tem. Zrobiłem to, ponieważ miałem powód do samozadowolenia – wie­dzia­łem, że nie­wie­lu ludzi zna tę nazwę. Na przykład barman, który wyszedł przed chwi­lą na papierosa i stał teraz około dwóch metrów od peł­zną­cej po asfaltowej nawierzchni koziułki – on na pewno jej nie znał. Ale gdy tylko tak pomyślałem, uprzytomniłem sobie, że w jego języku koziułka nazywa się z pewnością inaczej. Nawet gdyby okazało się, że potrafi ją nazwać — choć szansa na to była naprawdę niewielka – nie rozmawiałoby nam się o niej tak łatwo jak o kawie espresso.

Krzysztof Środa, Rzeczy zdarzające się w podróży,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025.
(wyróżnienie własne tożsamości owada)

sobota, czerwca 26, 2021

środa, czerwca 23, 2021

4287. Czytane przed gigantem (III)

Czekała i czekała. Lata całe czekała. Wróciłam do niej, bo miałam wobec niej plany, i po­łknę­łam całą obrazkową historię.

Przypomniało mi się, że zachwycił mnie jeden panel z tej opowieści graficznej, chwi­lę po tym, gdy znalazła się w ulu pięć lat temu. Niech nie zmylą Was ob­raz­ko­we cy­ta­ty! To zde­cy­do­wa­nie książka dla dorosłych, a ostatnia część dla za­twar­dzia­łych szowinistów.

*

*

*

*

*

*

Christophe Blain, Joann Sfar, Sokrates. Półpies,
przeł. Wojciech Birek, Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

4286. Czytane przed gigantem (II)

Duszę mi dźga ta książka od niedzieli wieczorem, gdy ją skończyłam. Uwiera i boli bardzo — tak być powinno!

Wiedziałam, że wyjdzie i… czekałabym na ibuka. Na szczęście zostałam nią obda­ro­wa­na dzień po tym, jak ukazała się w pa­pie­rzu. Moje przeczucia, że to ważna książ­ka, po­twier­dzi­ły się w pełni i z nawiazką. Śmiało mogę napisać: jeśli masz w tym roku prze­czy­tać tylko jedną książkę, na Boga, niech to bę­dzie właśnie ta! Szcze­gól­nie, gdy nie jesteś ani gruba, ani gruby. ta książka otworzy Ci oczy na rzeczy, o któ­rych nie masz pojęcia.

Najważniejsza rzecz, którą zobaczyłam dzięki tej książce, to to, że otyłość, jak ciąża, jest sprawą publiczną. Pozostałam wstrząśnięta tym faktem, nie zmieszana.

I tytuł — pierwsze słowo — majstersztyk! Tylko tym, którzy nie zajrzą do książki, wyda się trywialnie oczywisty. Tym­cza­sem jest on wyjątkowo wielowymiarowy. Narobiłam się, by nie wybrać cytatów, które to rozszyfrowują.

dla ciebie, moje słońce, za pokazanie mi, czego już nie potrzebuję, i za znalezienie drogi do mojego ciepła

*

Mamy tak ograniczone pojęcie kobiecości. Kiedy jesteś bardzo wysoka i szeroka, przy czym tatuaże też, jak sądzę, nie pomagają, nazbyt często prezentujesz się jak „niekobieta”. Kolor skóry też odgrywa tu swoją rolę. Czarnym kobietom rzadko pozwala się na kobiecość.

*

Jestem gruba. Mam metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Zajmuję przestrzeń na niemal wszystkie możliwe sposoby.

*

Tego uczy się większość dziewcząt — że powinnyśmy być szczupłe i drobne. Nie powinnyśmy zajmować przestrzeni. Powinno się nas widzieć, ale nie sły­szeć, a jeśli nas widać, powinnyśmy stanowić widok przy­jem­ny dla męż­czyzn, akceptowalny dla spo­łe­czeń­stwa.

*

Kiedy masz nadwagę, twoje ciało staje się pod wieloma względami sprawą publiczną. […] Ludzie z góry przyjmują pewne wyjaśnienia i rzutują je na twoje ciało; prawda twojego ciała, niezależnie od tego, jakakolwiek by była, wcale ich nie interesuje.

*

Niezależnie jednak od tego, co zrobisz, twoje ciało staje się sprawą pu­blicz­ną, będzie omawiane przez rodzinę, znajomych i obce osoby. Twoje ciało będzie ko­men­to­wa­ne niezależnie od tego, czy przybierzesz ja wadze, czy stracisz, czy też swoją nieakceptowalną wagę zachowasz. Różne osoby będą przedstawiać ci sta­ty­sty­ki i informacje dotyczące zagrożeń zwią­za­nych z oty­ło­ścią, jak gdybyś nie tylko była gruba, ale też nie­wia­ry­god­nie głupia, niczego nie­świa­do­ma, i jakbyś miała złudzenia co do własnego ciała i co do rze­czy­wi­sto­ści, która jest wobec takich ciał żywiołowo wręcz nie­go­ścin­na. Tego rodzaju uwagi przybierają często formę wy­ra­zów troski, jak gdyby ludzie, którzy je wygłaszają, myśleli jedynie o tym, co jest dla ciebie naj­lep­sze. Zapominają, że jesteś osobą. Jesteś swoim ciałem, niczym więcej, a two­je­go ciała powinno być — do cholery — zdecydowanie mniej.

*

Jestem osobą o zdecydowanych poglądach i jako krytyczka kultury dość regularnie daję im wyraz. Jestem pewna swoich opinii i uważam, że mam prawo przedstawiać swój punkt widzenia, bez konieczności przepraszania. Moja pewność siebie zazwyczaj denerwuje osoby, które się ze mną nie zga­dza­ją. Rzadko kiedy dyskusja dotyczy moich poglądów. Podejmowany jest natomiast temat mojej wagi.


fot. Jay Grabiec,
[dostęp: 20.06.2021], źródło.

Moje ciało oferuje mi siłę obecności. Moje ciało jest pełne mocy.

*

Zawsze zastanawiałam się, jak tak naprawdę wygląda proces zdrowienia — na ciele, na duchu. Pociąga mnie wizja, zgodnie z którą umysł czy dusza mogą zrosnąć się tak doskonale jak kość. Że jeśli przez określony czas będą dobrze nastawione, odzyskają pierwotną siłę. Ale gojenie się nie jest aż tak proste. Nic nigdy nie jest tak proste.

*

Nienawidzę tego, że jestem wyjątkowo widoczna a jednocześnie nie­wi­dzial­na. Nienawidzę tego, że nie pasuję do wielu miejsc, w których chcę być. Mam wdrukowane, że gdybym wyglądała inaczej, to wszystko by się zmie­ni­ło. Na logikę dostrzegam błąd w tym rozumowaniu, ale emocjonalnie nie jest tak łatwo dojść z tym do ładu.

*

Zrównywanie szczułej sylwetki z poczuciem własnej wartości jest potężnym kłamstwem.

*

Uważam za niezwykle ważne to, żeby kobiety mogły czuć się dobrze we własnych ciałach, bez potrzeby zmieniania w nich wszystkiego. Jestem (chcę być) przekonana, że moja wartość jako istoty ludzkiej nie wynika z mojego rozmiaru ani wyglądu. Wiem, jako osoba, która dorastała w kul­tu­rze zasadniczo tok­sycz­nej dla kobiet, nieustannie starającej się dys­cy­pli­no­wać kobiece ciała, jak ważny jest opór przeciw nie­do­rzecz­nym stan­dar­dom, określającym, jak powinno wy­glą­dać ciało — moje czy czyjekolwiek.

*

Im jestem starsza, tym lepiej rozumiem, że życie jako takie jest pogonią za pragnieniem.

Roxane Gay, Głód. Pamiętnik (mojego) ciała,
przeł. Anna Dzierzgowska, Cyranka, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

[…] schodki? Jak wiele? Czy mają poręcz? Muszę za­da­wać sobie takie py­ta­nia i w związku z tym do­strze­gam ułamek pytań, jakie muszą sobie za­da­wać osoby z nie­peł­no­spraw­no­ściami, żeby móc wyjść w świat. Po­ka­zu­je mi to, jak wiele rzeczy traktuję jako oczywiste, kiedy nasze ciała nie mają żad­nych ograniczeń.

*

Oto jestem, wreszcie dając sobie prawo i wolność, by być kruchą i przerażająco ludzką. Oto jestem i roz­ko­szu­ję się tą wolnością.

(tamże)

wtorek, czerwca 22, 2021

4285. Czytane przed gigantem (I)

Pierwszą część tego cyklu czytałam jako ostatnią, skończoną książkę na gigancie. Drugą (tę książkę) za­czę­łam jeszcze tam, ale potem porzuciłam. Gdy już w końcu wylądowałam w ulu, wróciłam do niej, nie mogąc się już oderwać. Ryczałam (nie płakałam), czytając, jak bóbr! A beletrystyka na to: widzisz, jak chcesz, to potrafisz. Na koniec okazało się, że… będzie trzeci tom. Będzie trzecia część, będzie!

Czekam więc na szwedzki trzeci tom, a potem na przekład ze szwedzkiego na polski. Trochę będzie tego czekania. Poczekam.

Najgorsze w innych ludziach jest to, że jesteśmy od was uzależnieni. Wasze czyny mają wpływ na nasze życie. Nie tylko tych, których wybieramy i lu­bi­my, ale również pozostałych – idiotów. […] Wy też macie wpływ na na­sze życie, w każdym momencie.

*

Miłości nie da się zmierzyć, ale nie powstrzymuje nas to przed kolejnymi próbami. Jedną z miar może być prze­strzeń: ile dasz jej człowiekowi, którym jesteś, by stać się tym, którym chcesz być?

*

Sport to tylko sport, dopóki ludzie, którzy w dupie mają sam sport, nie dostrzegą, że można coś na nim ugrać. Wtedy zmie­nia się w ekonomię.

*

Życie to tak cholernie dziwna sprawa. Poświęcamy cały nasz czas, by je kon­tro­lo­wać, mimo to najbardziej kształtuje nas to, co dzieje się całkowicie poza naszym zasięgiem.

*

Niektóre słowa nie cichną w nas jednak nigdy.

*

[…] przychodzi mu do głowy myśl jakiegoś filozofa: „Człowiek jest jedynym stworzeniem, które nie zgadza się być tym, czym jest”.

*

Kim więc chce być? Wszyscy mamy momenty, w których się to rozstrzyga. Gdy wybieramy.

*

     — Czy można się z tym kiedykolwiek pogodzić?
     — Nie.
     Teemu obraca kubkiem. Okrążenie za okrążeniem.
     — Jak w takim razie żyć, do kurwy nędzy? – pyta.
     — Człowiek walczy jeszcze mocniej – mówi cicho Peter.

*

     — A ty jej wybaczyłeś?
     — Tak.
     — Dlaczego?
     — Bo ludzie popełniają błędy.

*

     — […] Nie chcę, żebyś coś dla mnie robił! Chcę, żebyś mi WIERZYŁ. Nie chcę, żebyś mnie gdzieś zabierał, tylko wspierał, tak żebym sama mogła się tam dostać!
     — Okej.
     — Co „okej”?
     — Okej… Ja… Po prostu okej. Ja… też cię kocham.

*

[…] z każdym krokiem do przodu robimy prawie taki sami w tył. Z perspektywy czasu zmiana zachodzi wolno, prawie nie da się jej w trakcie zauważyć.

*

     — Jeśli będziesz się bił, to cię zdyskwalifikują! Potrzebujemy cię! – mówi Benji.
     — Ale on pierdoli jak pojebany! – krzyczy Vidar, wskazując na prze­ciw­nika.
     — Co powiedział? – pyta Benji.
     — Że jesteś pedałem!
     Benji patrzy na niego długo.
     — Ja JESTEM pedałem, Vidar.
     Wzburzony Vidar uderza pięściami po niedźwiedziu na piersi.
     — Ale NASZYM pedałem!
     Benji wzdycha ciężko ze wzrokiem wbitym w lód. To najbardziej chory komplement, jaki kiedykolwiek otrzymał.
     — Możemy teraz po prostu pograć w hokeja? – prosi.
     — No dobra – mruczy Vidar.

*

Wykluczenie to znużenie, które wżera się w szkielet. Ludzie, którzy są jak wszyscy inni i należą do większości, nigdy tego nie pojmą. Jak mieliby to zrobić?

*

[…] porównanie ze sklepem z porcelaną: mucha nie jest w stanie zbić w nim najmniejszej filiżanki. Natomiast taka, która lata w uchu byka, aż ten w pa­ni­ce i złości wbiega do sklepu, może zniszczyć wszystko.

*

Nie wierzę w gole ani tabele, ale w sygnały i symbole.

*

     — Mój ojciec życzył sobie pewnie nieraz, żebym była chłopcem.
     — Dlaczego?
     — Bo wiedział, że żeby zyskać akceptację, zawsze będę musiała być co najmniej dwa razy lepsza od mężczyzn. To samo dotyczy teraz ciebie. Bę­dziesz oceniany inaczej. Ci, którzy mnie nienawidzą, pozwolą mi praw­do­po­dob­nie trenować drużynę, ale tylko jeśli wygramy. Pozwolą ci też pewnie grać, ale tylko jeśli będziesz najlepszy. Już nie wystarczy, że jesteś po prostu dobry.
     — To tak cholernie niesprawiedliwe – mówi cicho Benji.

*

Czy było warto? Skąd mamy to zawczasu wiedzieć?

*

Bycie mamą jest jak drenaż domu albo wymiana dachu: wymaga czasu, po­tu i pieniędzy, a gdy wszystko jest gotowe, wygląda dokładnie tak samo jak wcześniej. Za to nie dostaje się pochwał. Natomiast pozostanie w biurze godzinę dłużej to jak zawieszenie nowego obrazu albo lampy – wszyscy to widzą.

*

Prawda o ludziach jest bowiem tyleż prosta, co nie do znie­sie­nia: rzadko chcemy tego, co dobre dla wszystkich. Naj­czę­ściej chcemy tego, co dobre dla nas.

*

Rzadko możemy być dumni z naszych spontanicznych reakcji. Mówi się, że pierwsza myśl na dany temat jest najszczersza, ale najczęściej to nie­praw­da. Zwykle jest najgłupsza. Bo po co w innym razie byłoby nam głębsze za­sta­no­wienie?

*

Niepokój. Włada nami, nie pozostawiając żadnych śladów.

*

W głębi serca chcielibyśmy, żeby wszystkie bajki były proste, ponieważ pra­gnie­my, żeby właśnie tak wyglądała też rzeczywistość. Ale społeczności są jak lód, nie jak woda. Nie zaczynają nagle płynąć w jakimś kierunku tyl­ko dlatego, że się je o to prosi. Zmiany w nich dokonują się cen­ty­metr po cen­ty­metrze, jak w lodowcu. Czasem nie ruszają się wcale z miejsca.

*

Dlaczego siedzi tu pani po nocy i strzela do bramki?
     Zackell się uśmiecha.
     — Bo to fajne.

*

     — […] Chcę tylko, żeby wszystko było jak zwykle!
     Ramona opuszcza ręce. Wzdycha. Nalewa więcej alkoholu.
     — Wiem, chłopcze. Jest jak jest. Musimy po prostu poszukać dla nas nowego jak zwykle. Są dwa rodzaje ludzi. Niektórzy potrzebują więcej czasu, a inni więcej rozumu. Ta druga grupa jest już stracona, ale warto poczekać i zobaczyć, ilu jest w tej pierwszej, zanim zaczniemy walić im tym po głowach. Benji unika jej wzroku.
     — Czy pani też się na mnie zawiodła?
     Ramona wybucha śmiechem, kaszle dymem.
     — Ja? Bo chcesz sypiać z facetami? Mój kochany, zawsze bardzo cię lu­bi­łam. Życzę ci szczęśliwego życia. Mogę tylko żałować, że wolisz sypiać z fa­ce­ta­mi, bo to mogę powiedzieć ci od razu: z facetami nie można być szczę­śli­wym. Oni, do cholery, to nic innego, tylko, kurwa, problemy!

*

Nie da się wcisnąć pauzy, gdy wszystkiego robi się za dużo i nie mamy już na to siły. Pocieszać może tylko to, że wszy­scy jedziemy na tym samym wózku.

*

Gdy dzieją się okropne rzeczy, część ludzi jest niczym fale, ale są i tacy, co zmieniają się w skały. Falami rzuca tam i z powrotem, gdy przychodzi wiatr, skały natomiast, niewzruszone w oczekiwaniu, aż sztorm minie, przyjmują każde uderzenie.

*

Słowa są jak wyschnięte gałązki, łamliwe pod najmniejszym ciężarem.

*

     — […] tylko dzieci biorą odpowiedzialność jedynie za to, co robią. Dorośli muszą też odpowiadać za to, co powodują. Jesteś przywódcą. Mężczyźni po­dą­ża­ją za tobą. Jeśli więc nie weźmiesz odpowiedzialności za swój ogon, to jesteś tylko zwykłym potworem.

*

Wyobraźnia napędza nam zawsze więcej strachu niż sama rzeczywistość.

*

Gdy ktoś na nas patrzy, dni po pierwszym pocałunku, gdy to nadal jest na­sza ma­ła, niewytłumaczalna tajemnica. Że mnie chcesz. To tylko po­dat­ność na zranienie, nic strasznego.

*

Co zrobić, jeśli marzy się o tym, by wszystko było jak dawniej? Idzie się do pracy. I ma się nadzieję na najlepsze.

*

Żałoba jest niczym dzikie zwierzę, które targa nas tak daleko w mrok, że wydaje się, że nigdy już stamtąd nie wrócimy. Nigdy nie będziemy się już śmiać. Boli tak bardzo, że nigdy do końca nie zrozumiemy, czy kiedyś nam przejdzie, czy też po prostu trzeba się do niej przyzwyczaić.

*

[…] gdzieś w głębi naszego DNA tkwią dowody na czu­łość matki i ojca.

*

     — „Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie”. Tak. To Nietzsche.

*

Albo… jak to, kurwa, było? „A ci, którzy tańczyli, zostali uznani za szalonych, przez tych, którzy nie słyszeli muzyki”.

*

Długie małżeństwo to suma drobnych rzeczy, ale gdy je zgubimy, nigdy nie wiadomo, gdzie i od czego zacząć szukać.

*

Czasami nie potrzeba wiele, żeby zacząć coś kochać. Wystarczy czas.

Fredrik Backman, My przeciwko wam,
przeł. Anna Kicka, Sonia Draga, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)