niedziela, stycznia 29, 2023

4906. Z oazy (CVIII)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Po wysłuchaniu rozmowy z Autorką klik, klik, jest! Natychmiast klik, klik, mam! Rzuciłam wszystko,co czytałam i łyknęłam, a nie przeczytałam.

Poruszająca, prawdziwa, obowiązkowa dla wszystkich domorosłych, wszystko­wie­dzą­cych mądrali. Pokory wy­ma­gało przejście opisanej w książce drogi, pokory wy­ma­gało napisanie tej książki. Pokory uczy każdy jej rozdział, z pokorą kontaktuje wie­le zdań i akapitów. Całość daje ogromną nadzieję, że dzięki tej książce, ktoś lub/i ktosia nie będą musieli zbyt długo walić głową w mur milczenia, niezrozumienia i osamotnienia.

Poza wszystkim… pięknie napisana. Zachowałam czcionkę bezszeryfową dla wy­po­wiedzi Radka — kota, który umie nie tylko czytać i pisać. Wiem, jakim jestem zwie­rzę­ciem, gdy nie jestem Drzewkiem. A Ty wiesz, jakim zwierzęciem jesteś?

Troska o dziecko, które niby rozwija się w porządku, ale jednocześnie zapada się gdzieś, w jakąś otchłań, z której nawet nie woła, nie wyciąga ręki, bo dla niego to nie jest żadna otchłań, to jest jego zwyczajne życie.
     To była otchłań DLA MNIE.

*

     – Zachowujesz się jak… jak najgorszy człowiek na świecie! – wrzeszczę wreszcie.
     Potem oboje zaczynamy na siebie krzyczeć. Kiedy kończymy krzy­czeć, i ty, i ja płaczemy.
     Gdy się uspokajamy, koleżanki biorą mnie na stronę:
     – Kasiu, nie powinnaś tak do niego mówić. My wiemy, rozumiemy, że jest ci ciężko, ale jednak nie powinnaś się tak zwracać do dziecka.
     Nie wierzę własnym uszom.
     Czego ja się spodziewałam?!
     Zrozumienia? Współczucia? Wsparcia?
     Wyrozumiałości?
     Widziały, co się działo. Były obok przez cały ten dzień.
     – Ale przecież powiedziałam „zachowujesz się”, a nie „jesteś najgorszy na świecie”… – próbuję się ratować, tłumaczę, że jednak mam kontrolę, żeby zachować resztki godności.

*

[…]  przewartościowywanie wartości, przekopywanie rze­czy­wistości, dogrzebywanie się do tego, o co mi właściwie może w życiu chodzić.

*

Wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane, niż mogłoby być. Łatwiej by było, gdyby ludzie zachowywali się w sposób bardziej oczywisty. W życiu z ludźmi trzeba uwzględniać bardzo dużo czynników naraz: kontakt, sytuację, mimikę, mowę ciała… Mnie to strasznie wkurza. Ja bym chciał polegać tyl­ko na słowach.

*

Obojgu nam, tobie i mnie – każdemu na swój sposób – jest naprawdę trud­no. Wielu osobom jest trudniej, z najróżniejszych powodów. Spektrum au­ty­zmu to jest taki rodzaj niepełnosprawności, który udaje, że nie istnieje. I bywa w tym udawaniu bardzo skuteczny.

     Gdyby ktoś mi powiedział, że moje trudności nie są takie duże, to ja bym nie zadawał się z tą osobą. Bo to jest wymądrzanie się zewnętrzne: z per­spek­ty­wy, z której się nie ma pojęcia, jak to jest być w danej sytuacji. Nasuwa mi się pytanie do ciebie: czy sądzisz, że mamy prawo „użalać się” nad sobą?

     Ale zaraz gryzę się w język: przecież potrafię to ująć w sposób mniej oceniający. […]  Bo co to właściwie znaczy „użalać się nad sobą”? Czy to określenie samo w sobie nie jest niepotrzebnie oceniające?

     „Użalanie się nad sobą” to zrobienie kroku dalej niż zwykłe „przykro mi”. Dla mnie to po prostu marnowanie energii. Bo takie użalanie się nad sobą nic nie zmienia. Pogrążasz się w tym, jak ci źle. Nawet jeśli nie masz na coś wpływu. Nawet jeśli to, nad czym ubolewasz, już minęło. Jest dużo ludzi, którzy się zapętlają w swoich lękach, kompleksach, myśleniu o tym, co im nie wyszło w życiu. Zamykają się w swoim świecie, przekonaniu, że mają strasznego niefarta, spotkało ich dużo nieszczęść, ojojoj, ojojoj. I po co?

*

[…]  diagnoza stanowiła punkt zwrotny. To ten moment zadecydował o nazwaniu trudności, które miałeś – które mieliśmy – od lat.
     A nazwa to dużo. Nazwa tworzy. Nazwa ustanawia.
     Dzięki nazwie dostaliśmy cały pakiet wskazówek i pomocy, które idą za nią.
     […]  ty sam również zacząłeś lepiej się orientować, co to znaczy BYĆ oso­bą w spektrum autyzmu. Co się z tobą dzieje na co dzień.
     Oraz czego chcą od ciebie ci wszyscy ludzie – i dlaczego.

*

Diagnoza nie dała mi poczucia akceptacji mojej inności. Wydaje mi się, że akceptację może dać poznanie podobnych osób. Najgorsza jest samotność w inności.

*

Sprawy związane z relacjami. To, w jaki sposób się w nie wchodzi, jak się w nich mości, czego się od nich chce i co się w nich daje od siebie. To wszystko było dla ciebie czarną magią.

*

Oczekiwania potrafią być takie niszczące. Oczekujesz konkretnych rzeczy od osoby, co do której zakładasz, że jest neurotypowa.
     Potem te rzeczy się nie ziszczają, bo ona po prostu jest inna niż twoje wyobrażenia i nie jest w stanie dać ci tego, czego oczekujesz. Po prostu nie jest w stanie, i to nawet jeśli tobie nie mieści się to w głowie – nawet jeśli tym, czego od niej oczekujesz, jest „zwykłe” sprzątnięcie po posiłku ze stołu bez proszenia o to. Odkrywa się, że to ma nazwę, że zostało opisane, skate­go­ry­zo­wane. Dochodzi się do wniosku: no tak, to jest inność taka i taka. I znowu zaczyna się czegoś oczekiwać – tym razem tego, że ta osoba będzie jak z opisu tej „inności”. Przy takim podejściu istnieje ryzyko, że się minie tę osobę. Że się jej nie zobaczy.

*

Mówi się czasem o osobach w spektrum autyzmu, że mają trudności spo­łeczne, ale że jednocześnie mają swoje „supermoce”. Wydaje mi się, że często przypisujemy wyjątkowe cechy tym grupom, którym w rzeczywistości odbieramy pełne prawa.

*

Kochać to znaczy dbać.

*

     – Jesteś miły, Radku. Nie gryziesz.
     – A kiedy gryzłem?
     – Jak byłeś tygrysem.
     – Mamo, Lucjan mówi, że byłem tygrysem. To wyjaśnia, dlaczego czuję się kotem!

*

Relacja jest dla ciebie ważna. Różne działania i cele nie są dla ciebie jej częścią. Relacje są raczej jednymi ze spraw, celów. Do realizacji celów i relacji musisz uruchomić umysł, bo inaczej ten obszar jest nieaktywny.

*

Ty potrzebujesz sobie obiecać, powiedzieć, świadomie przedstawić, że będziesz się nakierowywał na ludzi – inaczej nic z tego. Po prostu ich nie zauważysz.
     Tak bardzo chcę o tym stale pamiętać.

*

Jedyną osobą, która robi mi ciągłe wyrzuty na temat każdej drobnej rzeczy, o której wszyscy już zapomnieli – jestem ja.

*

Nie masz motywacji, żeby się uczyć, nawet tych rzeczy, które cię interesują. Dlaczego?

*

Dorosłość to nie jest coś, przed czym można się ukryć. […]  Kiedy tylko zrozumiałem, czym tak naprawdę jest dorosłość, to automatycznie się nią przeraziłem.

*

Bycie twórczą osobą, na najrozmaitsze sposoby, to jedna z najważniejszych dla mnie wartości odkąd pamiętam.

*

Tajemniczy konglomerat zjawisk: nie widzisz rzeczy najprostszych, ale widzisz rzeczy najtrudniejsze, które innym trudno jest dostrzec.

*

Po co jesteśmy na tym świecie? Bez celu. Nie mam potrzeby na­da­wać sensu rzeczom, które po prostu są. […]
     Ludzie zbytnio przejmują się rzeczami nieistotnymi.

*

Zaimponowała mi wtedy twoja postawa. Szedłeś jakąś drogą i dawałeś z siebie dużo, dopóki ci to odpowiadało, dopóki czułeś się w tym dobrze. A kiedy przestało być dobrze, stwierdziłeś, że już wystarczy. Tego, co osią­gną­łeś, nikt ci nie odbierze. Bardzo cenię umiejętność zrezygnowania we właściwym momencie. A rozpoznanie tego momentu nie jest łatwe.

*

Wiesz, co kocham w świecie jako takim?
     Że wszystko ma wady
. Gdyby istniał obiekt, istota, pojęcie perfekcyjne, to wszystko byłoby bardzo nudne, bo nikt nie musiałby już nic robić. Nikt by się nie starał, wszyscy straciliby motywację. Z istotą perfekcyjną nikt by się nie mógł porozumieć. Albo wszyscy by mogli. I to byłoby przerażające.

*

Czuję się zagubiona: powinnam ci pomagać, czy przeciwnie, może wolisz wziąć sprawę w swoje ręce? Gdzie jest granica mojej pomocy? Kiedy mam odpuścić?

     […]  Nie wiem, jak to rozwiązać. Ja nie mam żadnych odpowiedzi. Mam tylko cierpienie. The misery. The despair. The sadness.

*

Mnie też kojarzysz się z kotem. Kiedy mi powiedziałeś, że się z nim identyfikujesz, zaczęłam tak o tobie myśleć: „mój syn kot”. Jest obok, ale jednocześnie jakby pochodził z in­ne­go uniwersum.

*

Wydaje mi się, że na tyle mnie znasz, że powinnaś wiedzieć, że jeżeli nie chcę czegoś zrobić, to tego nie zrobię.

*

Faktem jest jednak, że jestem twoją matką i mam władzę; tego nie da się obejść. Czas pokaże, co z tego wyniknie dla ciebie, dla nas, dla naszej relacji.

*

W całej książce ujawniamy oboje frustrujące prawdy na temat własnych żyć i przeszłości. Musiałem się mega skupić na tobie i na sobie, a nie robię tego zazwyczaj. Nie robię codziennie grubych rozkmin. Więc mnie to męczyło.
     Wiwisekcja mi nie przeszkadza. To są fakty. Ja nie boję się faktów. Boję się niepełnych faktów. To prawda, że w książce są też odczucia, emocje, a od­czuć i emocji nie da się zaliczyć do faktów. Czyjeś odczucia to są jednak czy­jeś odczucia. Gdybym miał się tym przejmować, zwariowałbym na miejscu.

*

     Neuroróżnorodność
     Określenie różnorodności ludzkich mózgów pod względem upodobania do spędzania czasu z innymi ludźmi, stylów uczenia się, typów skupienia uwagi i koncentracji, nastroju oraz innych funkcji umysłowych bez narzu­ca­nia pozytywnych albo negatywnych ocen. […]
     Neurotypowość […]
     Neologizm, którego społeczność autystyczna – ale też naukowa – używa do opisu osób spoza spektrum autyzmu, to znaczy osób o typowej neuro­lo­gii. Neurotypowa jest zatem każda osoba, która nie ma zabu­rzeń rozwo­jo­wych związanych ze sposobem funkcjonowania mózgu, takich jak autyzm, zaburzenie koordynacji rozwojowej czy ADHD.

*

Od 2022 roku Światowa Organizacja Zdrowia (World Health Organization) nie honoruje już nazwy „zespół Aspergera” […], włączając objawy dawniej rozpoznawane jako zespół Aspergera w ogólniejsze spektrum autyzmu […].
     W roku 2018 […]  okazało się, że Hans Asperger […]  działał na rzecz na­zi­stów, a badane przez siebie dzieci wysyłał na tortury i na śmierć. […]  Umó­wi­li­śmy się, że nie będziemy używać tej nazwy. Żeby nie wypowiadać nazwiska oprawcy na co dzień, że­by w ten sposób nie utrwalać pamięci o nim. Ale nie dotrzymaliśmy tej obietnicy. Trochę z przyzwyczajenia, a tro­chę dlatego, że te dwa słowa bar­dzo dosadnie nazywają to, o co w tym za­bu­rzeniu chodzi, i nie trzeba nic więcej tłumaczyć. Spektrum autyzmu może być takie i owa­kie, może też mylić się z samym autyzmem. Nie porzu­ci­liśmy tego terminu chyba też trochę dlatego, że słowo „asperger” ma w swo­im brzmieniu tę bez­względ­ność, nie­od­wra­calność, a zarazem nie­odgadnioność, z jakimi to zaburzenie się wiąże – z jakimi wiąże się sytuacja osób w spek­trum oraz ich bliskich.

Katarzyna Michalczak, Synu, jesteś kotem,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

Działa tylko to, co działa.

*

Pracuję nad sobą teraz, ale nie zmienię tego, co było.

(tamże)

4905. O miłości

Jabłoń:
(do kierującego pojazdem osobowym
na
A2 w okolicach Poznania)
Kocham Cię bardzo.

Sadownik:
(z sukulcem na pokładzie wracają
z Dzikiego Zachodu do ula
)
I co? Mam to wziąć
z dobrodziejstwem inwentarza,
a nie do wysokości aktywów?

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem, ale
może powinna się obrazić
?!)

środa, stycznia 25, 2023

4904. 25/365

ponadpółwieczny żywy żal* — zobaczyłam go i oniemiałam. utknię­ta w przestrzeni i cza­sie, otorbiona energia, obrośnięta nie­prze­pusz­cza­jącą świat­ła błoną — uwięziona przez kilka­dzie­siąt lat nie miała szans zbu­do­wać niczego dobrego.

żal drugiego człowieka pozwolił mi zobaczyć mój — zobaczyć i uwolnić.

25/365

_______________
  *   [ż]al zawsze zawiera element gniewu**.
       // Elisabeth Kübler-Ross, (1926–2004)
 **  jest niezgodą na to, co jest. trud­no żeby było inaczej, gdy ci, którzy struk­tu­ral­nie powinni wspierać, wykazują się doj­rza­łością tylko w kategorii „wiek”.

niedziela, stycznia 22, 2023

4903. Z oazy (CVII)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Dwa razy o książce usłyszałam i uparłam się, by ją znaleźć. Wydana poza głównym nurtem wydawniczym, ze szczytnym celem prze­ka­za­nia 10% dochodu ze sprzedaży każdego egzemplarza na schronisko Fundacji Ostatnia Szansa, nie dyskryminuje ludzkich osób ze wzglę­du na stan zdrowia — jest dostępna w papierze i w wersji elektronicznej. By­łam i je­stem za to ogromnie wdzięczna.

A Białokrucze nie-ludzkie osoby? — jestem pytana raz po raz. To dobry moment i miejsce, by podzielić się pikselami, od których moje serce rośnie, duch nabiera sił, a wiara w dobre życie bardzo nieśmiało powraca.

Nigdy nie miałam wątpliwości, że każde zwierzę ma osobowość. Po tej książce lubię o „piesach” myśleć jako o osobach. Heniutka zdecydowanie należy do moich uko­cha­nych osób.

Misiek | Saba | Łatka


[od lewej] Klementynka ciekawa nowego kudłatego członka Rodziny 
— Miśka vel Harry'ego; a potem Sabcia i Łatka,
fot. Najlepsze Ludzkie Ręce, fragmenty.

*  *  *

Fuks | Stanisław Łubieński
     w rozmowie z Anną Rączkowską:

Zresztą zawsze, kiedy akurat nie miałem psa, myślałem o tym, że chciałbym go mieć. […]  Bo dla mnie to naturalny stan. Lubię rytm życia wymuszony przez psa, tę miłą regularność. Psy są społecznymi zwierzętami i zwykle dobrze dopasowują się do rodzin. […]  Psy są trochę jak dzieci, lubią, kiedy jesteśmy przewidywalni.

*

Psiarze to oczywiście taka trochę subkultura.

*  *  *

Czakuś | Krystyna Starczewska
     w rozmowie z Anną Sańczuk:

Czakuś nauczył mnie tego, że w pewnych sytuacjach trzeba odłożyć własne potrzeby na rzecz osoby, z którą się jest, z którą się żyje. Pies jest taką osobą.

*  *  *

Fisia & Funia | Magdalena Kobus i Franciszek Buchner
     w rozmowie z Agatą Michalak:

[…]  towarzystwo psa to taki ciepły cień wokół nas. Ktoś jest przy nas i nawet jeśli nas nie dotyka, to cały czas jest, trwa i kocha.

*  *  *

Misio | Maria Apoleika
     w rozmowie z Agatą Michalak:

Misio dał nam codzienny kontakt ze wspaniałą osobą – bardzo uważną, za­in­teresowaną nami i tym, czy się dobrze czujemy. […]  Misio zdecy­do­wa­nie lubi buraka. Jesteś tym, co jesz…

*

Tworzę „Sucharki” po to, by pokazywać ludziom dobrą i odpowiedzialną relację z psem. Chcę pokazywać, że pies to nie jest problem. One mają być o tym, jak fajnie dogadać się z psem i sobie z nim dobrze żyć.

*  *  *

Helena | Agata Buzek
     w rozmowie z Agatą Michalak:

Jak zwykle okazuje się, że trudne i męczące jest myślenie o problemach, ale rozwiązywanie ich – już nie.

*

[…]  psy mają nieskończoną ilość rzeczy do dania – to, ile od nich zaczerpniemy, zależy w dużej mierze od tego, co jesteśmy w danym momencie życia w stanie przyjąć.

*  *  *

Łatka | Robert Zydel
     w rozmowie z Agatą Michalak:

Jedną z pierwszych decyzji, które podjąłem, gdy zostałem dyrektorem Mu­ze­um Etnograficznego, było pozwolenie na przyprowadzanie do muzeum zwierząt domowych. Część pracowników i gości była już przyzwyczajona do obecności nie-ludzkich osób w muzeum, bo od kilku lat pracują tu dwa koty: Etna i Grafia. […]  Zadaniem kotów jest stwarzanie odpowiedniej atmosfery pracy. Nawet tutaj zdarza się, że ktoś ma gorszy dzień, choć jest to praca w dużej mierze kontemplacyjna. Każdy może podejść do kota, za­nu­rzyć ręce w jego miękkim futerku, zsynchronizować z nim swój oddech, posłuchać mruczenia. Koty wiedzą, na czym polega ich praca, i rze­czy­wi­ście kilka osób z niej korzysta. Wynagradzamy je jedzeniem, mają kojce i drapaki do odpoczynku i relaksu. Mamy dyżury, żeby ich doglądać w weekendy i święta.

*

Zaryzykowałbym tezę, że warszawianki i warszawiacy są otwarci na psy. Wyjątkiem jest tylko teren kampusu Uniwersytetu Warszawskiego – insty­tu­cji bądź co bądź opartej na wiedzy, a może nawet empatii – gdzie psów się nie wpuszcza, nie licząc psów przewodników, czego wymaga prawo. Cier­pi­my, że nie możemy przeciąć terenu kampusu głównego w drodze nad Wisłę. Kiedyś wybrałem się nawet na posiedzenie senackiej komisji do spraw infrastruktury, żeby przekonać akademików, iż kampus uniwer­sy­te­cki nie musi służyć tylko jako parking dla samochodów. Ale póki co uni­wer­sy­tet nie jest gotowy na przyjęcie nie-ludzkich aktorów życia społecznego, co w moim odczuciu jest niezbyt fajne. Przyzwyczailiśmy się, że uniwer­sy­te­ty to postępowe miejsca, które chcą zmieniać świat. Bez wewnętrznej presji nic się tu chyba jednak nie zmieni.

*

Relacja z psem jest rodzajem odtrutki na świat technologii, w którym spę­dza­my dużo czasu, chociaż też nie chcę tego świata demonizować. Ale pies jest po prostu żywą istotą, która ma inny interfejs. Inaczej się ją obsłu­gu­je, inaczej wspólnie spędza czas.

*

Pies organizuje życie, dzień, wakacje. To historia o uważności na świat nie-ludzki.

*

Wydaje mi się, że bardzo antropocentrycznie tłumaczymy sobie świat i że warto nauczyć się tego, jak odmienna jest perspektywa psa. Na przykład nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie świata widzianego przez pryzmat węchu. Wychodzenie do parku jesienią wiąże się dla psa z nieskończoną ilością historii ukrytych w mokrych liściach, co stanowi dla niego naturalną zabawę węchową. Trudno go siłą odrywać, gdy przeżywa swoją przygodę.

*  *  *

Zenka | Anna Dziewitt-Meller
     w rozmowie z Anną Rączkowską:

[A.R.] Podoba mi się, że z psem tak łatwo poznaje się ludzi. Idealna opcja dla nieśmiałych!
      [A.Dz.-M.] To chyba jedyny moment, kiedy możesz bezkarnie kogoś za­ga­dać. Nikt wtedy nie pomyśli, że masz złe intencje, przecież jesteś panią z pieskiem! Denerwuję się tylko, kiedy trafiam na agresywne psy, których ludzie nie trzymają na smyczy.

*

Uwielbia moment spotkania – że już wstałam, że jestem. Tym samym obdarza wszystkich członków rodziny. Bezinteresowna więź, oddanie, emocje, których chyba jest za mało we wszechświecie. Czysta miłość.

*  *  *

Zima | Marta Krzeptowska
     w rozmowie z Anną Sańczuk:

[…]  to członek rodziny. […]  Jest z nami we wszystkim.

*  *  *

Kreska | Mateusz Bzówka i Mateusz Gryzło
     w rozmowie z Agatą Michalak:

[…]  pojawił się pies – a wraz z nim poczucie, że nasze życie we dwóch się skoń­czy­ło. […]  Chwilę zajęło nam uświadomienie sobie, że coś się zmie­nia, że coś trzeba poświęcić – chociażby czas. Nikt nam tego nie po­wie­dział. A my bardzo lubiliśmy naszą wolność, możliwość wyjazdu w każdej chwili – i swoje własne towarzystwo. Po pewnym czasie nabraliśmy innej perspektywy.

*

To niesamowite, jak bardzo zmienia się perspektywa – jak szybko prze­sta­liśmy wyobrażać sobie życie bez niej. Przed Kreską myśleliśmy, że samot­ność tak naprawdę nam nie doskwiera. A potem zaczęliśmy się za­sta­na­wiać, co byśmy poczęli bez psa…
     […]  Dla nas to ostatnia instancja życia społecznego. Razem możemy mieć co najwyżej psa. Inna kwestia, czy byśmy chcieli czegoś innego.

*

Z początku mieliśmy przekonanie, że nie będzie spała z nami w łóżku – bo jeśli pies nie wie, że tak można, to niczego nie traci. Ale już pierwszej nocy Kreska nas wyczuła i hyc do łóżka. Na początku więc zasypiała z nami, ale okazała się tak inwazyjna – przyklejała się to do jednego, to do drugiego, żeby było jak najcieplej i najprzyjemniej – że nauczyliśmy ją komendydo siebie”. Odtąd grzecznie idzie na swoje posłanie i czeka, aż zaśniemy. Do­pie­ro wtedy przychodzi i się kokosi, szukając miejsca pod kołdrą.

*

[…]  lubimy poznawać dzięki niej ludzi. Nie pamiętamy potem ich imion, ale imiona ich psów – owszem. […]  Wcześniej mieszkaliśmy na Ochocie dwa i pół roku i nikt nas nie kojarzył. A potem nagle masz pieska i wszyscy cię znają.

Anna Piwowar (pomysłodawczyni), Psia książka. 13 rozmów o miłości,
Trzy Psy Pstre, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

4902. Z oazy (CVI)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Informacja o tej książce przyszła do mnie tego samego dnia, którego zostałam obdarowana tamtą książką. Znikąd pojawił się po­mysł, z wierzchu wyglądający na idiotyczny, by obie zacząć czytać rownolegle. Za jego realizację wzięłam się prawie natychmiast, bo tonący niejednej brzytwy się chwyta. Tę książkę czyta się wolniej, bo ma zwyczajnie spokojniejszy, zapraszający do kontemplacji, nurt. Pytanie, na które nie znam i nigdy nie poznam odpowiedzi, brzmi: czy gdy­bym nie była w stanie, w którym trudno dostrzec jakiekolwiek świa­teł­ko w tunelu, czy sięgnęłabym po tę książkę, o tak bardzo pretensjonalnym tytule?

Żałoba to słowo-parasol określający doświadczenie, z jednej strony głęboko doj­mu­jące dla wszystkich tych, którzy przez nie przechodzą; z drugiej zaś jest ono tak eks­tre­mal­nie zindywidualizowane, że pomimo istnienia wielu mądrych drogowskazów, każdy musi sam na własną rękę szukać sposobów, metod i trików, by przetrwać, utrzy­mać się na powierzchni istnienia, przehibernować ten trudny czas. Ja palę świeczki, słucham muzyki, włóczę się po książkach (czasem od środka, czasem nie kończąc), a gdy nic nie pomaga, w biały dzień idę spać.

Ta książka zrobiła mi różnicę. Zobowiązała mnie do pracy. Jest warta podjęcia eksperymentu. By być sprawiedliwą, a nie tylko oczadziałą jej zawartością, muszę napisać, że Autorce nie udało się uniknąć nieakceptowalnej przeze mnie obrzy­dli­wo­ści. Tak, niestety, w całość elegancko wplotła myślenie o życiu konkretnego czło­wieka, które — to myślenie — jest najczystszą formą tzw. inspiration porn. Nie zmie­nia to jednak faktu, że poza tą jedną wpadką, całość to nie new-age-and-ancient-stupidity rodem z jutjuba Beaty P. czy mądrości kaułcza od spraw ży­cio­wych, lecz opowieść o wielu owocnych spo­tka­niach z niesamowicie ciekawymi i mądrymi ludźmi.

Zbyt czę­sto zda­rza się, że masz tuż przed sobą coś naprawdę wspa­nia­łego, ale nie zda­jesz sobie z tego sprawy, dopóki uko­chana osoba nie odej­dzie, chwila nie prze­mi­nie, a kwiaty nie zwiędną.

*

[…]  doświad­cze­nia i prze­ży­cia defi­niują nas w spo­sób, który jest nie­do­stępny dla przed­mio­tów.

*

Na ser­wetce napi­sa­łam nagłó­wek: „Trzy rze­czy, za które jestem dzi­siaj wdzięczna”. Potem prze­su­nę­łam ser­wetkę w stronę Susan i poda­łam jej dłu­go­pis.
     – Wymień je.
     Susan przez dłuż­szą chwilę wpa­try­wała się w ser­wetkę, a potem ją wzięła, prze­kre­śliła „trzy rze­czy” i zamie­niła na „jedną rzecz”.
     – A więc zacznijmy od cze­goś pro­stego – powie­dzia­łam.

*

[…]  wcale nie jeste­śmy upraw­nieni do posia­da­nia dobrych rze­czy, tylko mamy szczę­ście, że do nas tra­fiły […].

*

Ponie­waż nie zda­jemy sobie sprawy, jak działa mózg, by nas chro­nić, dra­ma­tyczne sytu­acje zazwy­czaj wydają się gor­sze, kiedy je sobie wyobra­ża­my, niż gdy rze­czy­wi­ście się zda­rzają. […]  W swo­ich prze­wi­dy­wa­niach nie uświa­da­miamy sobie bowiem, że kiedy nie­szczę­ście się wyda­rzy, psy­cho­lo­giczny układ odpor­no­ściowy będzie ciężko pra­co­wał, żeby uczy­nić je bar­dziej zno­śnym.

*

Jeśli możesz zmie­nić coś, co cię uniesz­czę­śli­wia, zrób to. Ale jeśli coś stra­ci­łeś, coś ci się przy­tra­fiło albo po pro­stu jest nie­uchronne, to czy możesz ofia­ro­wać sobie więk­szy dar niż wdzięcz­ność za wszystko, co przy­nosi życie?

*

Nie jestem w sta­nie zmie­nić tego, co się stało, ale za to mogę zmie­nić spo­sób myśle­nia i to spra­wia mi wielką przy­jem­ność.

*

[…]  nie jeste­śmy w sta­nie kon­tro­lo­wać wszyst­kiego, co się nam przy­tra­fia. Ale możemy kształ­to­wać swoją postawę, nastrój i per­spek­tywę. A to może zmie­nić o wiele wię­cej niż wszystko inne.

*

Musimy sobie jed­nak uświa­do­mić, że 
każ­demu ktoś kie­dyś pomógł.

*

     – Och, Peter, zapo­mnia­łam zapy­tać. Skąd to dodat­kowe T w GRAT­TI­TUDE? – zapy­ta­łam.
     Przez jego twarz prze­mknął uśmiech.
     – Moja droga, cho­dzi o ATTI­TUDE, nasta­wie­nie – odparł i uści­snął mnie na poże­gna­nie. – Nasta­wie­nie zawsze jest naj­waż­niej­sze.


Peter Tunney, [dostęp: 21.01.2023], źródło.

*

Czu­je­cie zapach liści? Cza­sem musisz coś stra­cić, żeby to doce­nić i poczuć. Myślimy, że wdzięcz­ność wyra­żamy wtedy, gdy wszystko idzie dobrze. Ale tak naprawdę odczu­wamy ją wtedy, gdy wszystko sprzy­sięga się prze­ciwko nam.

*

Wdzięcz­ność poja­wia się wtedy, gdy doce­niasz każdą chwilę i trak­tu­jesz ją jak coś wyjąt­ko­wego.

*

Gdy doce­niasz to, co robią inni ludzie, zaczy­nasz zauwa­żać, że wszy­scy jeste­śmy ze sobą połą­czeni.

*

[…]  aby doce­nić to, co się ma, potrzeba sporo pew­no­ści sie­bie. Dużo łatwiej myśleć o tym, czego nam bra­kuje.

*

Nie musimy świa­do­mie sku­piać się na tym, jak bar­dzo jeste­śmy wdzięczni za to, że tu jeste­śmy i że żyjemy, bo gdy natura ogła­sza swoje cuda, my czu­jemy to w głębi naszych ciał i dusz.
     – Moja dusza nie znaj­dzie innych scho­dów do nieba prócz uro­ków ziemi – powie­dzia­łam.
     – Led Zep­pe­lin? – rzu­cił Ron.
     – Wła­ści­wie Michał Anioł. Kiedy nie malo­wał kaplicy Syk­styń­skiej, pisał wier­sze.

*

Nikt nie wej­dzie na szczyt na wła­sną rękę.

*

     – „Im wię­cej w nas rado­ści, tym jeste­śmy dosko­nalsi” – prze­czy­ta­łam napis.
     Craig uśmiech­nął się zaci­śnię­tymi ustami.
     – To Spi­noza – poin­for­mo­wał. – Podoba mi się pogląd, że radość czyni nas dosko­na­łymi. To dobra filo­zo­fia życia, prawda?

Janice Kaplan, Dziennik wdzięczności,
przeł. Magdalena Hermanowska,
Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2022.
(wyróżnienie własne)

Nie­po­kój bie­rze się stąd, że pra­gniemy tego, na co nie mamy wpływu.

*

Wdzięcz­ność jest postawą […].

*

Karol Dar­win był prze­ko­nany, że spo­łe­czeń­stwa cechu­jące się naj­więk­szym pozio­mem współ­czu­cia naj­le­piej się roz­wi­jają, ponie­waż akty dobroci są zauwa­żane, od­wza­jem­niane, prze­ka­zy­wane dalej.

*

[…]  wiel­kie zmiany mogą się zda­rzyć, ale pod warun­kiem że sam ich doko­nasz.

*

[…]  kiedy spę­dzamy czas na łonie natury, kora przed­czo­łowa (część płata czo­ło­wego odpo­wie­dzialna za funk­cje wyko­naw­cze) odpo­czywa. Prze­by­wa­jąc wśród chmur, drzew czy won­nych kwia­tów, wpa­damy w ko­ją­cy rytm, który łączy nas z czymś potęż­niej­szym niż my sami.

*

Wdzięcz­ność jest potęż­niej­sza, niż sądzimy.

*

[…]  spoj­rza­łam na niego znad mię­to­wej her­baty. Od­czu­wa­nie wdzięcz­no­ści wydało mi się dosko­na­łym po­my­słem – miłym zastęp­stwem dla gniewu, fru­stra­cji, wzbu­rze­nia i urazy.

*

Znajdź powód do wdzięcz­no­ści.

(tamże)

4901. Z oazy (CV)  //  Panna cotta (LXXV)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Styczniowy deputat na włoskie literki. Myszka, a w zasadzie Myszek, który do tej pory w całej serii tylko nieśmiało ślad na ilu­stra­cjach zostawiał lub ostentacyjnie wybywał na wakacje, nie pojawiając się w jednej z opowieści wca­le, tym razem był — BYŁ bardzo, mocno i mądrze.

To książka dla małych i dużych, która nie pozwala zwolnić się z realizacji marzeń. Masz marzenie? To bierz się do roboty! To książka o niezbędnej do wy­ko­na­nia pracy, ale również o dobrych du­chach, któ­re kibicują spełnianiu pragnień. Myszek istnieje nie tylko w książkach, często jest po prostu drugim, życzliwym i wspierającym, człowiekiem. Zaś wszystkim cześkom (stan umysłu, a nie imię!), choćby nie wiem, w jak piękne ciała — męskie, damskie, niebinarne — obleczonym, należy mówić: precz!

Simba era un cane lupo timido e solitario. Era nero come il carbone e aveva occhi scuri come la notte.
     Passava le sue giornate ab rincorrere le ran­occhie, ad annusare i fiori, e a scaldarsi ai raggi dei sole.
     Ma il sogno di Simba era quello di essere leggero come una piuma per poter volteggiare in aria come gli acrobati del circo.
[Simba był nieśmiałym i samotnym wilczurem. Był czarny jak węgiel i miał oczy ciemne jak noc.
     Spędzał dni ganiając żaby, wąchając kwiatki i wygrzewając się w promieniach słońca.
     Ale marzeniem Simby było być tak lekkim jak piórko, by móc wywijać w powietrzu jak akrobaci w cyrku.]


Ogni sera infatti, prima di tornare a casa, Simba si fermava davanti al tendone del Grande Circo.
[Rzeczywiście każdego wieczora, nim wrócił do domu, Simba zatrzymywał się przed namiotem Wielkiego Cyrku.]

*

[Lo struzzo Celestino] subito lo scoraggiò:
     — E tu vorresti fare le acrobazie? Il circo non è cosa per cani lupo. Solo i bassotti agili e forti possono diventare bravi acrobati.
     Ma Ernesto, un topino buono che nel circo faceva l’equili­brista, si intromise e chiese a Celestino di dargli almeno una possibilità. A Ernesto era sempre piaciuto aiutare gli altri: diceva che era nato per regalare sorrisi!
[Struś Czesław natychmiast zaczął zniechęcać wilczura:
     — A ty chciałbyś robić akrobacje? Cyrk to nie jest miejsce dla wil­czu­rów. Jedynie zwinne i silne jamniki mogą stać się dobrymi akrobatami.
     Ale Ernesto, dobry myszek, który w cyrku pracował jako linoskoczek, wtrącił się i poprosił Czesława, by ten dał psu przynajmniej jedną szansę. Ernesto zawsze lubił pomagać  innym: mówił że urodził się, by roz­da­wać uśmiechy!]

Simba leccò il musino di Ernesto per ringraziarlo e, tutto scodinzolante, corse dentro a provare il trapezio.
[Simba, machając ogonem, liznął Ernesto po buzi, by mu podziękować, i pobiegl do środka, aby wypróbować trapez.]

*

Clarissa [la bellissima ballerina fenicoterro] non era solo la più brava danzatrice del mondo, ma anche la padrona del circo. […] Quando Clarissa entrò e vide Simba a terra, lo cacciò via.
     Triste e scosolato, Simba si rifugiò a piangere in un angolino, appena fuori dal circo.
     Forse Clarissa aveva ragione: i cani lupo sono troppo grossi e non saranno mai dei bravi equilibristi.
     Simba però era anche un po’ arrabbiato perché il suo sogno si era infranto troppo presto.
     A un certo punto, da un bidone della spazzatura, saltò fuori un gatto bianco e nero.
[Clarissa [najpiękniejsza balerina, flaming] nie była tylko najlepszą tancerką na świecie, ale również wła­ści­ciel­ką cyrku. […] Kiedy Clarissa weszła i zobaczyła Simbę na ziemi, prze­go­niła go.
     Smutny i bezradny Simba ukrył się na zewnątrz, niedaleko cyrkowego namiotu, by uronić łezkę.
     Może Clarissa miała rację: wilczury są zbyt ciężkie i nigdy nie będą do­bry­mi akrobatami.
     Ale Simba był również trochę wkurzony, ponieważ jego marzenie zostało zbyt szybko zniszczone.
     W pewnym momencie z puszki na śmieci wyskoczył czarno-biały kot.]

Orazio era l’animale più vecchio e saggio di tutto il circo. Abile e furbo, passava le sue giornate a bighellonare nei dintorni del circo. Nessuno conosceva il suo passato, ma tutti sapevano che Orazio aveva sempre una parola di conforto per chiunque ne avesse bisogno.
[Orazio był najstarszym i najmądrzejszym zwierzakiem w cyrku. Zaradny i cwany spędzał dnie krążąc wokoł cyrku. Nikt nie znał jego przeszłości, ale wszyscy wiedzieli, że Orazio miał zawsze słowo pocieszenia dla każ­de­go, kto by go potrzebował.]

*

Simba, dopo aver ascoltato Orazio, gli disse:
     — I bassotti sono bravi acrobati perché sono lunghi e leggeri, non come me!
     — Non è vero, loro sono bravi perché ogni giorno si allenano, sbagliano e imparano dai loro errori — replicò Orazio. — Nessuno impara a stare in equilibrio se non cade mai! Coraggio, Simba, pensa solo al tuo sogno e non arrenderti!
[Simba, po wysłuchaniu Orazio, powiedział mu:
     — Jamniki są dobrymi akrobatami, ponieważ są długie i lekkie, nie tak jak ja!
     — To nie prawda, są dobre, ponieważ każdego dnia ćwiczą, mylą się i uczą się na swoich błędach — odpowiedział Orazio. — Nikt nie stanie się akrobatą, jeśli nigdy nie upadnie! Odwagi, Simba, myśl tylko o swoim marzeniu i nie poddawaj się!]

*

Ogni notte, per tanti e lunghi mesi, mentre tutti gli animali dormivano, Simba continuò a esercitarsi: prima al trapezio, poi alla corda e infine con un vecchio monociclo, che era diventato il suo attrezzo preferito.
     Cadeva, ma si rialzava.
     Si arrabbiava ma, ricordando le parole di Orazio, trovava la forza di riprovare. Ogni tanto piangeva anche, ma senza perdersi d’animo, perché vedeva che ogni giorno diventava un po’ più bravo.
[Każdej nocy przez wiele, długich miesięcy, podczas gdy wszystkie zwie­rzę­ta spały, Simba kontynuował ćwiczenia: najpierw na trapezie, potem na linie, a na końcu na starym monocyklu, który stał się jego ulubionym narzędziem.
     Upadał, ale się podnosił.
     Wkurzał się, ale pamiętał słowa Orazio, znajdował siłę, by ponownie spróbować. Czasem też płakał, ale nigdy nie tracił ducha, ponieważ wi­dział, że każdego dnia stawał się trochę lepszy.]

*

“È proprio come diceva Orazio…” pensò.
Tutto è difficile, prima di diventare facile!”
[Jest dokładnie tak, jak mówił Orazio… — pomyślał Simba — wszystko jest trudne nim stanie się proste!]

Luca Mazzucchelli, Tutto è difficile prima di diventare facile,
ilustr. Giulia Telli, Giunti Editore, Firenze/Milano 2020.
(wyróżnienie własne)

sobota, stycznia 21, 2023

4900. O szczęściu i miłości (II)

Wpisy podzielne przez dziesięć to dla mnie duże zobo­wią­za­nie. A wpisy podzielne przez sto? Brak słów na okre­śle­nie ciężaru gatunkowego.

Jakby było mało, do pewnej ludzkiej Osoby żadna ksywka nie chciała przykleić się w przekonujący sposób, bo… zbyt oczywista albo zbyt pretensjonalna lub po prostu zbyt czy bardzo zbyt. Znalazła mnie w chwili, gdy przeczytałam za­miesz­czo­ny po­ni­żej cytat, mocząc sobie nim odrobinę oczy. Catty, o tak (!), ma nieskoń­cze­nie wiele, nie­skończenie głębokich kieszonek!

Dzisiejszy śnieg? Myślisz, że zima, styczeń. Może. Dużo bardziej prawdopodobne, że kudłate dziewczyny chciały być fotogeniczne (czarne na tle błota to nie to). Heniutka też za­chwy­co­na śniegiem, nawet jeśli tylko miejskim.

dziś w pikselach unieruchomieni, od lewej:
Pirat, Lawenda i Saba 

fot. Catty, fragment.

Zwierzę, z którym nawiązuję emocjonalny kontakt, jest taką częścią życia, której nie zastąpi nic innego. Kochamy naszych mężów, żony, dzieci, wnuki, ale to są zupełnie inne obszary zapotrzebowania emocjo­nal­ne­go, lokują się w innych miejscach serca. Zwie­rzę mieści się w innej kieszonce. Albo masz tę kie­szon­kę pustą, albo masz tam takiego psa. Albo kilka psów, ewentu­al­nie kota.
 // Małgorzata Omilanowska-Kiljańczyk w rozmowie z Anną Wacławik-Orpik

Anna Piwowar (pomysłodawczyni), Psia książka. 13 rozmów o miłości,
Trzy Psy Pstre, Warszawa 2022.

4899. O szczęściu i miłości (I)

Catty. STOP. Wiedza. STOP. Suszone królicze uszy z włosem. STOP. Psie jelita je kochają. STOP. Zanotował Sadownik kil­ka­naście dni temu, gdy Misiek trafił do swojego nowego domu. STOP.

Dziś Sadownik zmaterializował pozyskaną wiedzę i prze­trans­for­mo­wał jedno uszko w psie szczęście i… determinację. STOP.

Heniutka w zachwycie długo tłumaczyła Drzewku, że każdy kró­lik dwoje uszu ma i drugie ucho należy Jej się jak psu mi­cha. STOP. Dostała! STOP.

poniedziałek, stycznia 16, 2023

4898. 16/365

sprawdziłam — sześć i pół roku bez dwóch dni niezmiennie cieszył się komfortem jazdy wymarzonym starym, kanciastym volvo.

od sześciu lat i siedmiu miesięcy bez dwóch dni mam to zdjęcie na tapecie wszystkich swoich komputerów. uwielbiam ten por­tre­cik Białego Kruka.

16/365


fot. Orzeszek, fragment.

*

J.S. Bach, Trzy chorały, BWV 645, III. Andante, Seattle Symphony Orchestra,
Ottorino Respighi & Edward Elgar (orkiestratorzy), Gerard Schwarz (dyrygent),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #14.

niedziela, stycznia 15, 2023

4897. 15/365

choć dziś dzień dłuższy od najkrótszego w roku o 33 mi­nu­ty, to tu bardzo ciemno od samego rana.

szukałam siebie cały dzień. znalazłam tylko drzewko-sierotę.

15/365

Dziś Tu bi-Szwat, No­wy Rok Drzew, mo­je ulu­bio­ne ży­dow­skie świę­to.

Patryk Pufelski, Pawilon małych ssaków,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2022.

Ennio Morricone, Gabriel's Oboe, [z:] Misja,
Renaud Capuçon (skrzypce), Stéphane Denève (dyrygent),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #59.

4896. Z oazy (CIV)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Jeszcze ciepła świeżynka wydawnicza (grudzień 2022). Minimum słów, maksimum wrażeń. Zachwyca mnie w tej książce trój­wy­mia­ro­wość każdej postaci, ich ruch, plany i intencje, nastrój, w którym się znajdują. To nie jest książka czy album, lecz księga tysiąca i jednej opowieści, które są tworzone w czasie rzeczywistym, podczas przyglądania się detalom.

Każda strona, każda postać, każdy płatek i patyczek to indywidualne zaproszenie i inspiracja, by dać się porwać roz­rzu­co­nym spinaczom, zapałkom, wykałaczkom czy temu wszystkiemu, co jeszcze wczoraj tworzyło bałagan w szufladzie, a teraz może być początkiem uniwersum. Budzi się uśpiony, dziecięcy zachwyt kamykiem, list­kiem, gałązką.

[…]  details of the natural world: the abundant diversity of shapes, colors, movements, sizes, and forms of each petal, blade of grass, or barren stick.

*

*

*
So, follow the way
nature dreams
within and around you.
It can bring new creativity
and inspiration
for you
and our world.

*

*

*

*

Amy Mindell, Nature Dreams. 125 Art Figures Using Flowers and
Other Pieces of Nature
, Kindle Direct Publishing, Seattle (WA) 2022.

I hope these flower figures will inspire you to allow your dreaming pro­cess to influence and enrich your everyday life.

(tamże)

4895. Z oazy (CIII)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. O czym jest ta książka? Po pierwsze, o tym, czego bazowo brak w polskiej debacie publicznej, czyli umiejętności słuchania ze zro­zu­mie­niem, o wo­li usłyszenia, o umiejętności argumentowania i rozróżniania opinii od faktów czy mitów od liczb.

Po drugie, o tym, co nie­ste­ty jest podstawowym składnikiem polskiego życia spo­łecznego: jeśli głos kobiety ma być usłyszany, najlepiej, żeby była ona trzy razy lepiej wy­kształ­co­na niż oponent; musi mieć zdolność pomieszczenia męskiego punktu wi­dze­nia, by być po­trak­to­wa­ną na serio, i być mądrzejszą, by to, co ma do po­wie­dze­nia, w ogóle zostało uwzględnione. Taki mamy klimat.

[…]  Kar­te­zjusz, uwa­żał, że cie­ka­wość jest pierw­szą emo­cją, a wszyst­kie po­zo­stałe po­cho­dzą od niej.

*

KW: Mamy więc dwa różne spo­soby opisu świata. Ten, który ja re­pre­zen­tuję, można opi­sać tak: lu­dzie są, jacy są. Le­piej, aby­śmy wzięli to pod uwa­gę i ure­gu­lo­wali pewne szcze­gól­nie dra­ma­tyczne kwe­stie, niż cią­gle po­wta­rzali, że po­winni być inni. Świa­to­po­gląd ka­to­licki, który ty re­pre­zen­tu­jesz, zre­kon­stru­owa­ła­bym na­to­miast ra­czej tak: to i to uzna­jemy za do­bre, za­tem tak i tak po­winno być.

*

KW: […]  za­miast spie­rać się co do tego, czy mamy do czy­nie­nia z „pło­dami”, czy z „dziećmi nie­na­ro­dzo­nymi”, przyj­mijmy, że roz­ma­wiamy o ży­ciu ludz­kim. W ten spo­sób usu­wamy war­stwę ję­zy­kową sporu, na któ­rej za­trzy­muje się więk­szość dys­ku­sji.

*

KW: […]  Oboje mó­wimy: ży­cie jest wielką, fun­da­men­talną war­to­ścią. Ale ja je­stem skłonna uwzględ­nić inne war­to­ści. Cho­dzi tu o to, że ko­bieta ma w tej sy­tu­acji au­to­no­mię, god­ność, wol­ność. Ty do­dasz pew­nie – wła­sne su­mie­nie. Opo­wia­dam się za za­ufa­niem do dru­giego czło­wieka, jego de­cy­zji, jego su­mie­nia. Ty wo­lisz, aby roz­wią­zać sprawę praw­nie: wolno, nie wolno.

*

KW: […]  ży­cie i wol­ność są ze sobą w trud­nej re­la­cji, cza­sem trzeba przy­znać pry­mat ży­ciu, cza­sem zgo­dzić się na to, by pry­mat miała wol­ność.

*

TT: W te­ma­cie abor­cji mo­żemy, brzydko mó­wiąc, nie­ustan­nie wal­czyć. To tym przy­jem­niej­sze, że przy oka­zji we wła­snych oczach wy­cho­dzimy na jesz­cze bar­dziej spra­wie­dli­wych. Mamy za­tem z jed­nej strony obroń­ców au­to­no­mii ko­biet, z dru­giej zaś obroń­ców cy­wi­li­za­cji ży­cia. A na te­ren eu­ta­na­zji nikt nie wcho­dzi, bo jest on dla wszyst­kich nie­wy­godny.

*

TT: […]  na­sze ży­cie i umie­ra­nie ma zna­cze­nie także dla wspól­noty.

*

KW: Pa­mię­tam, że w trak­cie pro­te­stów po za­ostrze­niu prawa abor­cyj­nego w 2020 roku wiele ko­biet po­wta­rzało w gnie­wie: „Im bar­dziej lu­dzie nie ma­ją po­ję­cia, tym moc­niej uczest­ni­czą w tej de­ba­cie”. A może w de­ba­cie o eu­ta­na­zji wła­śnie trud­niej jest uczest­ni­czyć w mocny, po­la­ry­zu­jący spo­sób, bo wiele osób ma do­świad­cze­nie, jak mó­wisz, opie­ko­wa­nia się osobą cier­piącą, a za­tem nie są chętni, by ła­two fe­ro­wać mo­ralne wy­roki? A w kwe­stii abor­cji brak do­świad­cze­nia skut­kuje ła­twą ra­dy­ka­li­za­cją.

*

TT: Ostat­nio je­stem bar­dzo ostrożny, gdy cho­dzi o uży­wa­nie ostrego ję­zyka, bo nie­stety mam wra­że­nie, że on cał­ko­wi­cie blo­kuje roz­mowę.

*

KW: Po­wie­dzia­łeś, że w twoim świa­to­po­glą­dzie fun­da­men­talny jest sza­cu­nek dla ży­cia – ale nie jest tak, że w moim tego sza­cunku nie ma. […]  ży­jąc, mo­żemy nadać swo­jemu ży­ciu za­sad­ni­czą mo­ralną war­tość, zna­cze­nie, cel. Dla jed­nych to może być głę­boka re­la­cja z ro­dziną i swo­imi dziećmi. Dla in­nych – po­moc in­nym lu­dziom, by­cie po­trzeb­nym wspól­no­cie. Dla jesz­cze in­nych – re­ali­za­cja ta­lentu, na przy­kład za­wo­do­wego. Speł­nie­nie swo­jego fun­da­men­tal­nego celu jako czło­wieka sta­ro­żytni Grecy na­zy­wali areté, czyli dziel­no­ścią etyczną.

*

KW: […]  Prze­ciw­nicy mał­żeństw jed­no­pł­cio­wych zwy­kle pre­zen­tują spra­wę w spo­sób uprosz­czony. Brzmi to tak: mamy zna­ko­mitą in­sty­tu­cję mał­żeń­stwa he­te­ro­sek­su­al­nego, która zo­sta­nie au­to­ma­tycz­nie znisz­czona przez wpro­wa­dze­nie mał­żeń­stwa jed­no­pł­cio­wego. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak nie ma tu po­praw­nego wy­ni­ka­nia lo­gicz­nego. Mał­żeń­stwo he­te­ro­sek­su­alne tak czy ina­czej jest w kry­zy­sie, z po­wodu od­dzia­ły­wa­nia wielu in­nych czyn­ni­ków i nie wy­nika z tego, że mał­żeń­stwo jed­no­pł­ciowe je „do­bije”.

*

KW: […]  Świet­nym przy­kła­dem jest Szwaj­ca­ria, za­raz za nią – Niemcy. Dla­czego tam się to dzieje? Ze względu na dwa pro­za­iczne za­ło­że­nia. Po pierw­sze, że le­piej, aby na­szym oby­wa­te­lom było do­brze u nas, a nie za gra­nicą. Niech się po­bie­rają, je­śli chcą to z oso­bami tej sa­mej płci, ale niech nie emi­grują, bo wtedy swój war­to­ściowy wkład we wspól­notę prze­niosą gdzie in­dziej. Po dru­gie, dla spo­łe­czeń­stwa lep­sza jest taka sta­bil­ność, na jaką nas stać, a nie ja­kaś wy­obra­żona, która tak na­prawdę nie ma szansy za­ist­nieć. […]  Mał­żeń­stwa jed­no­pł­ciowe wzmac­niają pań­stwo, a ich brak je osła­bia.

*

TOMASZ TER­LI­KOW­SKI: Czym jest dla cie­bie Ko­ściół ka­to­licki?
     KARO­LINA WIGURA: Py­tasz mnie o do­świad­cze­nie oso­bi­ste czy o ana­lizę so­cjo­lo­giczną?
     TT: Naj­pierw to pierw­sze, a po­tem dru­gie.
     KW: Ko­ściół jest ważną czę­ścią mo­jej so­cja­li­za­cji i jesz­cze waż­niej­szym roz­cza­ro­wa­niem.

*

KW: […]  je­stem prze­ciw­niczką głę­bo­kiego ma­te­ria­li­zmu, który za­kłada, że nie ist­nieje żadna du­cho­wość. U Spi­nozy cały świat prze­sy­cony jest du­cho­wo­ścią, si­łami, za­sa­dami Na­tury – to wła­śnie ży­cie i od­dzia­łu­jące na nas wszyst­kich siły.

*

KW: […]  Ogromna więk­szość lu­dzi po­trze­buje do­ko­na­nia wy­boru. Albo ina­czej: ogromna więk­szość lu­dzi nie wy­biera, tylko jest wy­cho­wana do cze­goś, ale ci, któ­rzy pro­wa­dzą to ro­zu­mo­wa­nie, po­trze­bują wy­brać. Mo­żemy do­ko­nać tego wy­boru świa­do­mie, opo­wia­da­jąc się po jed­nej ze stron, albo on do­ko­nuje się w nas, w ta­kim zna­cze­niu, że wy­da­rze­nia, sy­tu­acje, na­sze bio­gra­fie, do­ko­nują go za nas. Nie je­ste­śmy jed­nak w sta­nie w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści trwać w „albo-albo” przez cały czas.

*

TT: […]  Stra­ci­li­śmy rów­nież wspól­notę ję­zyka. Ję­zyk służy dzi­siaj walce i spo­rowi, a nie pró­bie wza­jem­nego zro­zu­mie­nia. Wresz­cie, co jest naj­bar­dziej nie­bez­pieczne, stra­ci­li­śmy umie­jęt­ność po­go­dze­nia się ze świa­do­mo­ścią, że w wielu spo­rach każda ze stron ma do­bre in­ten­cje.

*

Wiara i nie­wiara to za­le­d­wie po­stawy przy­bie­rane przez umysł w ob­li­czu nie­wy­obra­żal­nej rze­czy­wi­sto­ści. Świat po­zba­wiony Boga jest rów­nie ta­jem­ni­czy jak ten prze­peł­niony bo­sko­ścią, a róż­nica mię­dzy nimi wcale nie musi być tak wielka, jak nam się wy­daje.
  // John Gray [w:] Sie­dem ty­pów ate­izmu.

*

KW: Na prze­kór wszyst­kiemu szu­kam kom­pro­misu mię­dzy twoim a moim sta­no­wi­skiem, bo cza­sem mam wra­że­nie, jak­bym była oto­czona wy­łącz­nie przez etycz­nych mak­sy­ma­li­stów, któ­rzy wza­jem­nie pró­bują się ze­pchnąć ze sceny. Jest tak z więk­szo­ścią dys­ku­sji, które tu od­by­li­śmy. Mak­sy­ma­li­zmy iskrzą, po­li­tycy skru­pu­lat­nie to wy­ko­rzy­stują, a sprawa staje się nie do roz­wią­za­nia. Mak­sy­ma­lizm brzmi do­brze w bar­dzo ogól­nych ka­te­go­riach. Na­to­miast, gdy zej­dziemy na po­ziom po­je­dyn­czego czło­wieka, jego roz­te­rek, de­cy­zji mo­ral­nych, sprawa za­czyna być bar­dzo trudna.
     A może w ogóle po­win­ni­śmy za­cząć gdzie in­dziej. Nie od etyki uni­wer­sal­nej, ale pry­wat­nej. Od jej mi­ni­mal­nej wer­sji. Zo­bacz, na co dzień uczymy swoje dzieci róż­nych za­sad. A gdy­by­śmy mieli moż­li­wość na­ucze­nia ich tylko jed­nej za­sady, to co mo­głoby nią być?
     Fran­cu­ski fi­lo­zof Paul Ri­cœur na­pi­sał kie­dyś, że bra­ter­stwo to za wiel­kie ży­cze­nie wzglę­dem ludz­kiego świata. O wiele lep­sza, zda­niem Ri­cœura, jest nor­mal­ność. Pa­le­styń­czyk i Żyd nie mu­szą wza­jem­nie się ko­chać, wy­star­czy, że je­den z nich sprze­daje dru­giemu chleb, a drugi do niego nie strzela. To jest wła­śnie nor­mal­ność. Po­trzeba nam tylko tyle, aby świat stał się lep­szy. Re­ali­za­cja mniej­szych ce­lów nie­sie ze sobą więk­sze praw­do­po­do­bień­stwo po­wo­dze­nia, pro­wa­dzi do mniej­szego znie­chę­ce­nia.

Karolina Wigura, Tomasz Terlikowski,
Polka ateistka kontra Polak katolik,
Fundacja Kultura Liberalna, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

TT: […]  Ka­czyń­ski wciąż trzyma rząd dusz po pra­wej stro­nie. Zaś po­wrót Do­nalda Tu­ska do pol­skiej po­li­tyki je­dy­nie mu to uła­twia.

*

KW: […]  rze­czy są po pro­stu ta­kie, ja­kie są…

*

KW: […]  trzeba bar­dzo się na­pra­co­wać, aby wy­grać wy­bory z po­pu­li­stami, ale naj­więk­sze za­gro­że­nie przy­cho­dzi do­piero póź­niej: jak nie prze­grać za­raz po­tem.

*

KW: […]  W na­szym kraju jest ileś ta­kich klu­czo­wych kwe­stii, któ­rych nie je­ste­śmy w sta­nie uczci­wie i do­głęb­nie omó­wić, bo stały się za­kład­ni­kami wojny pol­sko-pol­skiej. Za­tem uczest­nicy dys­ku­sji mar­twią się, by nie po­wie­dzieć cze­goś, co obu­rzy ich wła­sną stronę – i to ich po­wstrzy­muje przed tym, co jest, uży­wa­jąc ję­zyka Geo­rge’a Or­wella, „tuż przed na­szym no­sem”.

*

TT: Jest jesz­cze jedna kwe­stia, o któ­rej chciał­bym po­roz­ma­wiać. Już dwa razy lu­dzie uwie­rzyli, że sys­tem mię­dzy­na­ro­dowy może nas przed czymś ochro­nić. Naj­pierw przy oka­zji Ligi Na­ro­dów – wtedy z błędu wy­pro­wa­dzili ich Adolf Hi­tler i Jó­zef Sta­lin. Po­tem, dzięki ONZ, UE, NATO, udało się utrzy­mać po­kój nieco dłu­żej. Ale te­raz to Wła­di­mir Pu­tin po­wie­dział „spraw­dzam”. Kło­pot po­lega na tym, że dla wielu Eu­ro­pej­czy­ków z za­chodu Eu­ropy ta wojna to­czy się gdzieś da­leko. Jak uwa­żasz, na ile spo­łe­czeń­stwa li­be­ral­nej de­mo­kra­cji, przy­zwy­cza­jone do pew­nego po­ziomu ży­cia, będą go­towe zre­zy­gno­wać w imię obrony Ukra­iny z tego, jak żyją?
     KW: Do­póki ja­kiś po­cisk nie spad­nie, nie na przy­sło­wiowe pole, tylko na ja­kiś ważny obiekt w pań­stwach na­tow­skich, oby­wa­tele państw w Za­chod­niej Eu­ro­pie za­sad­ni­czo będą przed­kła­dać swoją wy­godę nad obronę war­to­ści.

*

KW: […]  co­raz bar­dziej ro­zu­mie się to, że Pu­tin nie my­śli w taki sam spo­sób, jak reszta Eu­ropy. Z pol­skiej per­spek­tywy to może być oczy­wi­stość – ale nasi za­chodni są­sie­dzi do­piero za­czy­nają to ro­zu­mieć. Na przy­kład w Niem­czech przez długi czas uwa­żano, że skoro naj­waż­niej­szym ha­słem po dru­giej woj­nie świa­to­wej jest „ni­gdy wię­cej”, to wszy­scy się do tego będą do­pa­so­wy­wać. Ale Pu­tin rów­nież ma swoje „ni­gdy wię­cej” i jest ono zu­peł­nie inne. W jego przy­padku tym, co ni­gdy wię­cej ma się nie po­wtó­rzyć, jest roz­pad ro­syj­skiego im­pe­rium. Za­chód musi to po­jąć, a my, Eu­ro­pej­czycy ze Wschodu, mamy za za­da­nie cier­pli­wie i aż do skutku mu to tłu­ma­czyć.

(tamże)

4894. Z oazy (CII)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Zaciekawił mnie podczytnik tej książki, gdy tylko się ukazała, ale cena skutecznie mnie odrzuciła. Zaznaczyłam więc ją do upolowania i biernie czekałam. Z tego właśnie powodu nie trafiła do najlepszych, prze­czy­ta­nych przeze mnie w 2022 roku, książek. Nie zdążyłam jej kupić, bo pod koniec grudnia zo­sta­łam nią obdarowana.

Zdecydowanie jest dla mnie pierwszą najlepszą książką roku 2023. Według mnie bez żadnego problemu obroni się jako styczniowa lektura obowiązkowa dla tych, którzy rok w rok tworzą listę celów na nowy rok, by już po pierwszym kwartale mieć do wyboru: albo mierzyć się z poczuciem winy, albo szybko zapomnieć o stworzonej liście celów, albo obiecać sobie, że spisane cele to jednak nie są na rok lecz na dwa lata, by móc trwać w oparach złudzenia kontrolowania własnego życia.

Lubię w książkach spotykać książki — te, które znam, i te, które chciałabym prze­czy­tać. Nie zdziwił mnie uśmiech na mej twarzy, gdy w tej został przywołany Morgan Scott Peck, a dokładniej ten sam cytat, który i ja pięć lat temu wydłubałam niczym rodzynkę z drożdżowego ciasta.

Rzecz nie w tym, że jesteśmy zbyt zajęci albo nasza uwaga zbyt łatwo ulega rozproszeniu, tylko że nie chcemy przyjąć do wiadomości prawdy o czytaniu. Tej mianowicie, że jest to czynność, która zasadniczo odbywa się własnym tempem. […]  uważne przeczytanie fragmentu tekstu po prostu zabiera tyle czasu, ile zabiera.

*

Absurdem jest, żebyś musiał zrobić więcej, niż możesz. […]  Powinieneś zro­bić tyle, ile będziesz potrafił, zostawić to, z czym nie zdążysz, i uznać, że dyk­ta­torski wewnętrzny głos nalegający, żebyś zrobił wszystko, jest naj­zwy­czaj­niej w błędzie. […]  musimy podjąć pewne trudne decyzje: którym piłkom pozwolić upaść, kogo rozczarować, które wieloletnie ambicje po­rzu­cić, w których rolach zawieść.

*

Pierwsza [reguła cierpliwości]  brzmi: naucz się
czuć komfortowo mimo obecności problemów
.

*

Każda chwila, w której podejmujemy decyzję, staje się okazją, by wybrać coś z menu pełnego zachęcających propozycji – menu, którego mo­gli­śmy w ogóle nie otrzymać.

*

Dążenie do poczucia pewności jest z natury skazane na porażkę, co oznacza, że masz pozwolenie, żeby przestać to robić.

*

Spędzamy całe dnie, martwiąc się, bo nie panujemy nad tym, co nas czeka. A mimo to większość z nas prawdopodobnie zgodziłaby się ze stwier­dze­niem, że dotarliśmy do aktualnego miejsca w życiu, nie wy­wie­ra­jąc na to większego wpływu. Rzeczy i zdarzenia, które uważamy za naj­war­to­ściow­sze elementy naszego życia, zawsze okazują się skutkiem bezładnego zbiegu przypadkowych zdarzeń, których nie sposób by­ło­by zaplanować i których zdecydowanie nie da się już odmienić.

*

[…]  jedyne, czym plan jest – jedyne, czym fizycznie
może być – to określenie bieżącej intencji.

*

Czym bowiem, w gruncie rzeczy, jest martwienie się? To nawracające przeżycie, w którym umysł próbuje wytworzyć poczucie bezpieczeństwa w odniesieniu do przyszłości, ponosi porażkę, a potem próbuje jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz – tak jakby samym wysiłkiem włożonym w nie­po­ko­je­nie się mógł zapobiec katastrofie. Paliwem dla niepokoju jest zatem wewnętrzna potrzeba, by wiedzieć zawczasu, że nam się uda.

*

To ostatnia rzecz, za którą czujemy wdzięczność, prawda? Że się przydarzyliśmy.
Wiesz, nie musiałeś się przydarzyć.
Nie musiałeś. A jednak ci się udało.
 // Douglas Harding (1909–2007)

*

[…]  jeśli uda ci się skupić uwagę, nieważne, jak rzadko ani na jak krótki czas, na niesamowitości istnienia i na tym, jak mały skrawek tegoż istnie­nia ci przypada – prawdopodobnie odczujesz namacalną zmianę we wra­żeniu, jakie wywołuje w tobie istnienie tu i teraz, bycie żywą istotą niesioną przez nurt czasu.

*

[…]  rzeczy, na których skupiamy uwagę,
definiują, czym dla nas będzie rzeczywistość.

*

Z kolei gdy poświęcimy uwagę temu, że w ogóle mamy możliwość do­świad­cze­nia czegoś irytującego, często nabieramy innego spoj­rze­nia na sprawę. Nagle zaczyna się jawić jako coś niesamowitego to, że w ogó­le istniejemy i coś przeżywamy, i ta świadomość zupełnie przerasta rangą fakt, że dane doświadczenie, tak się składa, jest irytujące.

*

Wyczuwamy, że istnieją sposoby spędzania czasu, któ­re są ważne i dają spełnienie, nawet jeśli nie w pełni umiemy okre­ślić, na czym polegają.

*

Nasz zasadniczy problem nie polega na tym, że dysponujemy ograniczoną ilością czasu. Dużo szkodliwszy […]  jest nieświadomie odziedziczony uciąż­li­wy zestaw wytycznych dotyczących spędzania czasu, które zasadniczo gwa­rantują, że zrobimy sobie krzywdę.

*

Na dłuższą metę wszyscy jesteśmy martwi.

*

[…]  być może postrzegał otoczenie bardziej intensywnie, do­zna­wał po­czu­cia bezczasu, które współczesny franciszkanin i pisarz Richard Rohr na­zy­wa „życiem w głębokim czasie”. […]  do dziś napotykamy okazjonalnie wy­sep­ki głębokiego czasu. Ma to miejsce w chwilach, w których, jak napisał Gary Eberle, wślizgujemy się „do krainy, w któ­rej jest dość wszystkiego, w której nie staramy się zapełnić pustki ziejącej w nas albo w świecie”. Gra­ni­ca pomiędzy naszym ja a resztą rzeczywistości zaciera się, a czas staje w miejscu. „Zegar, rzecz jasna, nie zatrzymuje się – pisze Eberle – ale prze­sta­jemy słyszeć jego tykanie”.

*

[…]  strach jest częścią życia i nic wielkiego mi się nie stanie, jeśli go doświadczę.

*

Większość z nas w taki czy inny sposób inwestuje ogromną ilość energii, żeby uniknąć spotkania w cztery oczy z rzeczywistością, w której się znaj­du­je­my. […]  Strategie, które obieramy w celu zwiększenia produktyw­no­ści, za­sad­niczo pogarszają naszą sytuację, bo większość z nich to po prostu me­to­dy sprawniejszego unikania.

*

[…]  im odważniej konfrontujemy się z prawdą o naszej skończoności – i działamy w zgodzie z nią, zamiast z nią walczyć – tym łatwiej o produktywność, radość i poczucie, że to, co robimy, ma znaczenie.

*

Czasownik „decydować” wywodzi się z łacińskiego wyrazu decidere, któ­ry znaczyodcinać”. Jest bliskim kuzynem takich słów, jak cezura albo precyzja.

*

Jeśli zamierzamy skorzystać z naszego krótkiego czasu na tej planecie, czyli znaleźć w nim źródło pewnej przyjemności, lepiej zacznijmy teraz.

*

Być może warto, żebyśmy wpletli w codzienne życie więcej zajęć, które są celem samym w sobie. Innymi słowy, żebyśmy poświęcili część swojego cza­su na rzeczy, od których nie oczekujemy niczego poza tym, że będziemy je robić.

*

[…]  doświadczyć życia takiego, jakim realnie, skończenie – i całkiem często niesamowicie – naprawdę jest.

*

[…]  to, co zrobimy ze swoim życiem, nie ma większego znaczenia. Wszech­świa­to­wi jest absolutnie obojętne, w jaki sposób wykorzystamy nasz czas.

*

Nigdy nie staniemy się silniejszym partnerem w relacji z chwilami naszego życia, ponieważ jesteśmy wyłącznie tymi chwilami.

*

Wszyscy znajdujemy się w sytuacji średniowiecznych murarzy. Dokładamy po kilka nowych kamieni do katedry, której ukończenia z pewnością nie do­cze­ka­my. Mimo wszystko, warto ją zbudować.

Oliver Burkeman, Cztery tysiące tygodni,
przeł. Michał Jóźwik, Insignis Media, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

[…]  akceptacja ograniczeń to organizowanie dni ze świa­do­mością, że w żadnym razie nie starczy ci czasu na wszystko, co chciałbyś zrobić albo czego się od ciebie oczekuje, i nie ma najmniejszego powodu, żebyś miał to sobie za złe.

*

[…]  głównym czynnikiem sprawiającym, że nasze wybory mają znaczenie, jest właśnie to, że skutkują przeżywaniem pewnych rze­czy kosztem innych.

*

Akceptacja własnych ograniczeń oznacza także opie­ra­nie się pokusie zostawiania sobie opcji (co jest tylko ko­lej­nym sposobem na podtrzymanie wrażenia, że ma się kontrolę nad życiem) na rzecz celowego podej­mo­wa­nia dużych, onieśmielających, nie­od­wra­cal­nych zo­bo­wią­zań.

*

Dopiero kiedy całym sercem pojmiesz, że pewne rze­czy naprawdę są niemożliwe, zdobędziesz siłę, żeby się prze­ciw­stawić. Od tej chwili, niezależnie od swojej sy­tu­a­cji, będziesz mógł skoncentrować wysiłki na bu­do­wa­niu takiego życia, jakie uznasz za najbardziej war­to­ściowe.

*

[…]  wbrew temu, co się mówi, nie liczy się myśl, tylko wysiłek. A konkretnie – niewygoda. Czyniąc proces wy­god­niej­szym, odzieramy go ze znaczenia.

*

Uwaga tymczasem po prostu jest życiem. Doświadczenie bycia żywym składa się wy­łącz­nie z sumy wszystkich rzeczy, którym poświęcamy uwagę.

*

Nie chodzi więc tylko o to, że urządzenia elektroniczne odciągają naszą uwagę od ważniejszych spraw. Więk­szym kłopotem jest to, że zmieniają sposób, w ja­ki te sprawy definiujemy.

*

Tancerze również wiedzą, że kiedy zapominają się w tań­cu, synchroniczność staje się bramą do innego wymiaru – do uświęconej krainy, w której granice własnego ja rozmywają się, a czas przestaje istnieć.

(tamże)

piątek, stycznia 13, 2023

4893. 13/365

w żałobie propriocepcja czasu nijak nie może się odnaleźć. dziś, obiek­tyw­nie — wypełniły się cztery tygodnie. subiektyw­nie — czasem wra­żenie, że ten czas ruszył wieczność temu, dużo częściej zaś, że wszystko wydarzyło się przedwczoraj i posypuje rany solą.

13/365

J.S. Bach, Wariacje Goldbergowskie, Aria,
Glenn Gould (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #8.
[suplement: 16.08.2023]
White Raven’s Liked List

czwartek, stycznia 12, 2023

4892. Niemoc pod włos obłaskawiana

Dzisiaj nie jest niedziela, więc nie będzie o literkach per se, lecz o pomyśle, który zna­la­złam we wspaniałej książce, który prawie natychmiast chciałam na so­bie prze­te­stować.

Ponieważ przedwczoraj przyszła świeżutka książka Amy, postanowiłam wybrać ilu­stra­cję na chybił trafił i spędzić z nią czterdzieści pięć mi­nut jednym ciągiem. Nie zdziwiło mnie wcale, że los podsunął mi pod nos jedyną w całym au­tor­skim wy­bo­rze, która ma kudłaty wymiar. I… I wszystko, choć zastygłe na kartce papieru, za­czę­ło się ru­szać i opowiadać historię, w którą z przyjemnością się zanurzyłam. Leczyli mnie — i pani, i piesek, i wiatr, a książka Amy stała się księgą opowieści, nastrojów, mocy i nadziei, ale o tym w niedzielę.

Każdy, kto zapisuje się na zajęcia z [Jennifer]  Roberts, otrzymuje zadanie – zawsze to samo […]:  należy wybrać jedno dzieło spośród obrazów i rzeźb wy­sta­wio­nych w miejscowych muzeach i wpatrywać się w nie przez trzy godziny bez przerwy. Nie wolno w tym czasie zaglądać do poczty elek­tro­nicz­nej i me­diów społecznościowych. Ani wyskakiwać do Star­buck­sa. (Roberts do­pusz­cza wizyty w toalecie, ale niechętnie).

O wiele za łatwo jest wmówić sobie, że spędziwszy kilka sekund, patrząc na obraz, naprawdę się go widziało.

*

Roberts chce, żeby jej studenci doświadczyli na własnej skórze, jak za­ska­ku­ją­co koszmarne wrażenie towarzyszy utknięciu w jednym miejscu bez moż­li­wo­ści wymuszenia szybszego obrotu spraw, a także dlaczego warto prze­wal­czyć te uczucia, żeby odkryć, co leży po drugiej stronie.

*

Nagrodą za rezygnację z fantazji o kontrolowaniu tempa rzeczywistości jest osiągnięcie, nareszcie, rzeczywistego poczucia kontaktu z tą rzeczy­wi­sto­ścią. Czy też, że ujmę to w ten sposób, możliwość porządnego zabrania się do życia.

Oliver Burkeman, Cztery tysiące tygodni,
przeł. Michał Jóźwiak, Insignis Media, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

*  *  *


Amy Mindell, Nature Dreams. 125 Art Figures
Using Flowers and Other Pieces of Nature
,
Kindle Direct Publishing, Seattle (WA) 2022.

4891. 12/365

     — proszę, zabierz mnie w miejsce tę­tnią­ce życiem, gdzie nie trzeba mierzyć się z kon­sek­wen­cja­mi śmierci.

zabrał. urok przedwczorajszej chwili, za­trzy­ma­nej w pikselach, od­cedziłam dziś.

12/365

*

Roberta Flack, Fine, Fine Day.

it's a fine, fine day
when a love like yours comes my way
it's a fine, fine day
living here with you
me and you

środa, stycznia 11, 2023

4890. 7–11/365

skomplikowała z okrucieństwa, z niemocy, z bezradności czy z braku wyo­braź­ni? piąty dzień utknięta w niemocy bezmyślnie utrud­nio­nej żałoby leczę się muzyką.

nie ma znaczenia, jak mogła (?!) — mogła, skoro zrobiła to, co mi w gło­wie do dziś i po wsze czasy po­mieścić się nie będzie mogło — nie musiała.

7–11/365

Nie wygramolisz się na bezpieczny brzeg, kie­dy sam jesteś rzeką. Brak pew­ności siebie i bez­bron­ność są zatem stanem domyślnym. W każ­dej z chwil, którymi niezaprzeczalnie je­steś, może zdarzyć się wszyst­ko, od maila z na­głą wia­do­mo­ścią, która sabotuje twoje plany na po­ra­nek, po bolesną stra­tę, która sprawi, że twój świat zadrży w posadach.

Oliver Burkeman, Cztery tysiące tygodni,
przeł. Michał Jóźwiak, Insignis Media, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

*

Felix Mendelssohn-Bartholdy, Pieśń bez słów, cykl 2.:
op. 30 nr 7 Es-dur, op. 30 nr 1, Péter Nagy (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #6.
[suplement: 16.08.2023]
White Raven’s Liked List

piątek, stycznia 06, 2023

4889. 6/365

trzej królowie? nie! dzięki kilku wielkim sercom już wszystkie trzy osierocone kudłate losy są w najlepszych ludzkich rękach.

6/365