niedziela, lutego 19, 2023

4934. Z oazy (CXVIII)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Jest taki chłopak, do którego mam jedno klik­nię­cie klawisza enter. Nie rozpieszcza liczbą wpisów na swoim blogu ostatnimi czasy, ale! Popełnił wpis, po którym szybko klik, klik zro­bi­łam i czekać zaczęłam, by nie powiedzieć przetupywać z nogi na nogę.

Przyszła we wtorek. Z pożółkłym papierem, ale porządnie zszyta, trzyma się świet­nie ta książkowa dama, choć definitywnie dwie pierwsze młodości ma już za sobą. Z każdą stroną mój za­chwyt tą książeczką rósł, by po chwili mieszać się ze sztyptą smut­ku. Nie spytam już Białego Kruka, czy zna książkowego Dudi’ego; nie za­wio­zę mu tej książki, by mógł porechotać i zamyślić się odrobinkę, że gdy była nowością wydawniczą Biały Kruk kończył trzydzieści lat.

A gdy ostatecznie wybrałam ilustracje, które chcę mieć tu zawsze pod ręką, wró­ci­łam do Du­dzie­go wpisu i ucieszyłam się w gratisie, bo okazało się, że cenimy kilka tych samych scen z życia książkowego Dudi’ego.

Pozostaję w oniemiałym zadziwieniu, że Rysownik — czarnowidz czy realista? — prze­widział ja­kość pol­skiej prawicy w XXI wieku. Na poparcie tej tezy na końcu tego wpisu jest ta nie­czer­stwa niestety, w niezamierzony pewnie sposób polityczna, gra­ficz­na wypowiedź rodem z przyszłości placu Zbawiciela w latach 2012–2015.

*

*

*

*

*

*

*

*

*

Andrzej Dudziński, Dudi. Superptak,
Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1976.

*

(tamże)

4933. Z oazy (CXVII)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Przepiękna okładka, a potem zderzyły się w mojej głowie kulki: już tego Autora czytałam. Mało! Czytałam go już w czasie trwającej woj­ny, sto cztery książki temu. Biorę! Rzucam wszystko. I po co?

Fantastyczna okładka. Początek usilnie próbujący mi udowodnić, że beletrystyka to naprawdę nie jest moja bajka. Rewelacyjny pomysł z panem B. — zaskoczyłam, o co chodzi, po drugim z nim spotkaniu. Inspirująca Anna! A potem już tylko sztampa, stereotyp i końcówka tylko pół tonu lepiej od harlequinowej puenty. Sprawdziło się powiedzenie: nie oceniaj książki po okładce - w drugim narodowym języku: do not jugde a book by its cover – nawet jeśli bez przysłony, lustra i dźwięku migawki, ale za to w wielkoformatowym negatywie.

Wy­je­cha­łem, by przy­po­mnieć so­bie, kim je­stem.
Wró­ci­łem, by ni­gdy o tym nie za­po­mnieć.

*

Kiedy chcemy od­rzu­cić prze­szłość, ta dep­cze nam po pię­tach. To, co chcemy zo­sta­wić, wraca, a to, co oca­lić, ucieka – sko­men­to­wał – co dzieje się później?

*

Rze­czy­wi­stość wy­po­sa­żona jest w ja­kiś prze­dziwny zmysł rów­no­wagi. Wszę­dzie tam, gdzie sku­mu­luje się nad­miar re­flek­sji, zsyła uzie­mia­jące za­da­nie do wy­ko­na­nia.

*

Idę przez ży­cie pie­szo, ale kiedy czy­tam, to jak­bym wsia­dał do tram­waju. Wy­cho­dzę z niego w zu­peł­nie in­nym miej­scu. Otrze­puję się z li­ter i idę da­lej. Taki now­szy. Czy­ta­nie to me­dy­ta­cja […].

*

Moje czwarte ży­cie jest do­wo­dem na to, że nie można być szczę­śli­wym, gdy zmą­drzeje się zbyt szybko. […] po­wie­dzieć chcę Ci tylko jedno. Nie mą­drzej za szybko, To­wa­rzy­szu Drogi, po­peł­niaj błędy i szu­kaj miejsc, w któ­rych do­świad­cza się wię­cej i czuje in­ten­syw­niej. By zmą­drzeć i pro­wa­dzić nudne ży­cie, po­trzebne są co naj­mniej cztery ży­woty.

*

Droga, którą ucie­ka­łeś od świata, pro­wa­dzi w dwóch kie­run­kach. By od­na­leźć szczę­ście, mu­sisz obrać kie­ru­nek prze­ciwny. Szczę­ście jest tu, nie tam. Zresztą, ten pierw­szy kurs do­brze już zba­da­łeś.

*

Słowa wy­po­wie­dziane gło­śno i przez ko­goś in­nego mają zu­peł­nie inny wy­miar niż te, które szep­czemy sa­mym so­bie pod osłoną nocy. Słowa in­nych ude­rzają w nas ze zdwo­joną mocą. Są jak cios wy­mie­rzony z za­sko­cze­nia. […]
     – Po­trze­buję roz­grze­sze­nia – po­wie­dzia­łem.
     – Czy­ste su­mie­nie to po­trzeba próż­nych – skar­cił mnie. – Chcesz być szczę­śliwy? Spró­buj być zwy­kłym czło­wie­kiem.

*

     — Oka­zuje się, mon cheri, że to, co tak upar­cie sta­ra­łem się scho­wać i za­szyć w so­bie, było w moim ży­ciu naj­waż­niej­sze – po­wie­dział sta­now­czo i jak­by skar­cił sa­mego sie­bie.

*

     — Za­czyna cię wresz­cie fa­scy­no­wać to, co w ży­ciu naj­waż­niej­sze.
     — Czyli co, Pa­nie Ka­rolu?
     — Opo­wie­ści i hi­sto­rie, które każdy z nas układa w so­bie od chwili, w któ­rej pierw­szy raz ode­tchnie po­wie­trzem.

*

Pal był nie tylko świę­tym środ­kiem wio­ski, ale i środ­kiem ca­łego świata. Się­ga­jąc nieba, gwa­ran­to­wał opiekę bo­gów. Scho­dząc w głąb ziemi, za­pew­niał spo­kój zmar­łym. […]  Kiedy ko­czow­nicy zbie­rali się do drogi, bo iść prze­cież było ich prze­zna­cze­niem, wy­ko­py­wali pal z ziemi i za­bie­rali śro­dek swo­jego świata ze sobą po to, by wbić go po­now­nie w miej­sce, w któ­rym przyj­dzie im się za­trzy­mać, by ze­brać siły przed dal­szą po­dróżą.

*

Pustka ist­nieje rów­no­le­gle do nas
i trzeba żyć z nią w zgo­dzie.

*

Był jak […]  na­iwny po­eta po­chy­la­jący się nad każdą dro­binką świata, oży­wioną i nie­oży­wioną, piewca mi­kro­ko­smosu sprzy­mie­rzony z kwiat­kiem i ro­bacz­kiem albo in­diań­ski sza­man, czci­ciel boga-słońca, które spa­dało mu na od­kryte, ja­sne i mą­dre czoło.

*

     — […]  Na­leży od­gru­zo­wać się ze świata i w ten spo­sób do­trzeć do dna, w głąb sie­bie. – Wska­zał mi wielką ru­inę za nami – po­szu­ki­wa­nie sie­bie to de­mon­taż.

*

Je­ste­śmy lampą – po­wie­dział – ist­nie­jemy bez względu na to, czy świe­cimy się, czy je­ste­śmy zga­szeni.

*

[…]  czło­wiek wcale nie uro­dził się w raju. Ale to nie szko­dzi. Musi żyć tak, by w nim umrzeć. Je­śli my­ślisz, że to, za czym tę­sk­nisz, było ra­jem, ni­gdy nie od­wa­żysz się zbu­do­wać no­wego.

*

     — Prze­pra­szam – do­dała po chwili – coś się ze mną stało i nie może prze­stać być.

*

Ścienny ze­gar znów stał się sły­szalny i wró­cił do łu­ska­nia czasu. Za­mknął się w so­bie i, se­kunda po se­kun­dzie, od­dzie­lał chwile pu­ste od pu­ściej­szych.

*

Spę­dza­łem więc dzień ukrad­kiem. Jakby za­le­żało mi przede wszyst­kim na tym, by roz­mi­jać się z rze­czy­wi­sto­ścią. Nie wi­dzieć, nie sły­szeć i nie do­ty­kać, a – nie daj Boże – po­czuć lub za­sma­ko­wać. […]
     Był to dzień, w któ­rym lu­bi­łem wy­cho­dzić, od­wra­cać oczy, za­sła­niać uszy i od­su­wać się od do­tyku. Dzień, który czła­pał ku nocy i mę­czył się mną do­kład­nie tak samo, jak ja mę­czy­łem się nim. Za żadne skarby nie chcia­łem mu jed­nak pod­paść. Desz­czowe dni po­tra­fią być nie­ugięte i zde­ter­mi­no­wa­ne, ma­je­sta­tyczne i wieczne, mściwe i sprzy­mie­rzone z cza­sem, który na każde ich ski­nie­nie z mi­nuty po­trafi zro­bić dwie go­dziny.

*

Nie miała przed sobą celu i za­dań do wy­ko­na­nia, ale białą kartę dnia nie­za­pi­sa­nego i po­zba­wio­nego kra­tek.

*

Pierw­sze dni sa­mot­no­ści dały się spo­ży­wać tylko ma­łymi ra­cjami.

*

Cho­ciaż by­łem tu­taj po raz pierw­szy, czu­łem się swo­bod­nie i spo­koj­nie. Nie tak, jak­bym przy­je­chał, ale tak, jak­bym wró­cił.

*

Dla­czego tak źle prze­ży­wam wszyst­kie dane mi z tobą go­dziny i go­dzę się na to, że le­niwe koty za­dep­tują i za­nu­dzają nam ten czas?

*

     — Ja na sta­rość przy­je­cha­łem do domu, a ty chcesz go tu­taj zna­leźć. To nie może się udać, bo domu się nie szuka. Do domu się wraca i do­sko­nale zna się do niego drogę.

*

To, czego się bo­imy, wy­daje się straszne tylko jako ca­łość i kiedy za­ata­kuje nas znie­nacka. Strach roz­ło­żony na czę­ści traci moc pa­ra­li­żo­wa­nia.

Jakub Zając, Anna i Pan B.,
Wielka Litera, Warszawa 2023.

Wię­cej jest nas w świa­tach, które się nie stały, w świa­tach, które jesz­cze nie na­de­szły, ani­żeli w tu­taj, w te­raz i w tym wła­śnie, naj­zwy­czaj­niej prze­ży­wa­nym mo­men­cie.

*

[…]  nie­któ­rych lu­dzi po­zna­jemy na długo przed tym, za­nim ich spo­tkamy.

*

My­śla­łem o wszyst­kim, co po­wie­dział do mnie Pan B. O sztucz­nych ra­jach, które tak do­brze zna­li­śmy, o ucie­ka­niu od świata i o wra­ca­niu do niego. O nie­skoń­czo­no­ści, którą no­simy w so­bie i o po­szu­ki­wa­niu szczę­ścia w by­ciu zwy­kłym czło­wie­kiem.

*

Sie­dzia­łem przez dłuż­szy czas w ci­szy i próbo­wa­łem za­do­mo­wić się w no­wym położeniu.

(tamże)

sobota, lutego 18, 2023

4932. 49/365

cichego buddę przy zlewie obserwowałam. szorował bez słowa skar­gi efekt bez­myśl­no­ści i skurwysyństwa człowieka, co my­śle­nia bez roz­ka­zu nie śmie używać.

nie słowa, lecz działanie* — zro­zu­miałam — zabiera nas z pod­łych miejsc w te inne, lep­sze, nowe, choć fizycznie mogliśmy wcale się nie przemieścić.

49/365

___________
  *  świadome niedziałanie jest jedną z form działania.

*

nie ma wstępu
kto nie zna
kodu dostępu
ani nas

powiedzmy otwarcie
drzwi są zamknięte

Piotr Mitzner, Przejścia. Wybór wierszy
z lat 1982–2020
, PIW, Warszawa 2021.

piątek, lutego 17, 2023

4931. Obecność (II)

Catty, Hawwa, Sadownik & Jabłoń:
(od dawna umówieni byli
na dobre, wspólne chwile
)

Jabłoń:
(przechyla się, przymyka oko,
wygina szyję, gapi się w punkt
)

Catty:
Co robisz?

Jabłoń:
Szukam zdjęć…
(znalazła kilka)





(4928+2). O pięknej pamięci

Najbardziej zaskakująca dla mnie osoba na spo­tkaniu: Niespodzianka — do wczoraj zna­łam Ją tylko z opowieści — napisała dziś do mnie:

Mam swoje drzewo wspomnień. Konary tego drzewa to inicjały tych, którzy odeszli, ale pozostają w mojej pamięci.

Poruszyły mnie te słowa, zachwyciło drzewko. Poru­szy­ły i zachwyciły — i sło­wa, i drzew­ko — do łez. Tych do­brych, bo z wdzięczności. Dzisiaj wyszyła ini­cja­ły Białego Kruka, tym samym że­gna­jąc się z Nim. Poruszona po­pro­si­łam o zgodę na Jej słowa i drzew­ko. Otrzy­małam ją i będą tu — i sło­wa, i drzew­ko — już zawsze pod ręką.


nie umierają Ci, którzy żyją w naszej pamięci.
Autorka: Najwspanialsza Niespodzianka.

czwartek, lutego 16, 2023

środa, lutego 15, 2023

4927. 46/365

ukradkiem patrzyłam na tamten stolik. dziś, pusty czekał na lu­dzi równie radosnych jak nasza trójka w sierpniu zeszłego roku — wtedy, patrząc na Ciebie, pomyślałam, że nareszcie, Biały Kruku, znów jesteś szczęśliwy.

tamta sierpniowa chwila, dziś u mego boku, wbijając wzrok w tam­ten stolik, z łatwością wyciskała ze mnie łzy.

46/365

wtorek, lutego 14, 2023

4926. 45/365

smutek w kształcie krasnala ogrodowego wytrwale stał pod wiatą śmietnikową.
     — kto pokocha?
     — smutek czy krasnala?

45/365

niedziela, lutego 12, 2023

4925. Z oazy (CXVI)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Saxifraga rękę na kocim pulsie trzyma od zawsze. Wie, że dobre ilu­stra­cje w książkach cieszą nie tylko me oko, więc dała cynk. Zro­bi­łam tylko klik, klik i wie­działam, że radość pomnożę jak szczęście, dzie­ląc te kreski z kocia­ra­mi, które są częścią mojego życia.

W przeciwieństwie do Autorki i Ilustra­tor­ki od zawsze byłam psem, a dokładniej pit­bulliną, choć moja potrzeba codziennej porcji sa­mot­no­ści — używanej jako na­rzę­dzia do higieny psychicznej — z pewnością ma kocią naturę. Pod wieloma wzglę­da­mi Biały Kruk wiedział, co w trawie piszczało, mówiąc o mnie „wybryk natury”. Dopiero po Jego śmierci dotarło do mnie, że było w tym stwierdzeniu więcej dumy niż drwiny.

[…]  klauzula nr 7: „Zgodnie z Miejskim Prawem Wynajmu właściciel wy­raź­nie zabrania najemcy posiadania jakiegokolwiek zwierzęcia do­mo­we­go w zajmowanym mieszkaniu. […]”.
     Spędziłam ten czas, tęskniąc za zwierzęcymi pieszczotami i karmiąc cza­sem jednego czy drugiego bezpańskiego kota, który pojawił się na mojej dro­dze. Wtedy właśnie podjęłam decyzję, że gdy tylko skończę studia i wy­pro­wa­dzę się do innego miasta, nie będzie już żadnych wymówek i wrócę do swojego kociego życia.
     Zakaz z klauzuli nr 7 obudził we mnie potrzebę szukania kotów we wszystkich pracach artystycznych i obrazach, które pojawiały się przed moimi oczami, gdy studiowałam historię sztuki. Doszłam do wniosku, że koty od wieków inspirują i uwodzą artystów w każdym zakątku świata, od starożytnego Egiptu, gdzie uważano je za wcielenia bogów, po współ­czes­ność, kiedy to wielu z nas, skromnych ludzi, wciąż je uwielbia, jakby dalej były bogami.

*


Maud Lewis
(1903–1970)

*

Gdy ktoś zorientuje się, że lubię zwierzęta, zawsze zadaje pytanie, czy „bardziej interesuję się kotami, czy psami”, a ja, już trochę nauczona doświadczeniem, zwykle odpowiadam, że kocham psy, ale odkąd tylko pamiętam, zawsze byłam kotem.

Myślę, że one też mnie szukają, a przynajmniej chcę tak myśleć. My, ludzie uwielbiający zwierzęta, zwykle dostrzegamy piękno w nich wszystkich i w każdym z osobna. Bardzo trudno jest nam iść przez życie, w ogóle o nich nie myśląc.

*

*

Ludzie są zbyt zadufani i pewni siebie. Ale mieszkam z ko­ta­mi przez większość mojego życia i wiem, że można zo­ba­czyć i poczuć świat inaczej.
  //  Thomas Stearns Eliot (1888–1965)

[John Bradshaw]  powiedział, że nasze domowe mruczki nie postrzegają nas jako ludzi, ale jako gigantyczne koty na ich usługach. Przez cały czas spę­dza­ny z nami uczą się nas i sprawdzają, by dowiedzieć się, jak spo­wo­do­wać, żebyśmy robili to, czego potrzebują.

*

Hej był kotem, który czcił słońce, tak samo jak Egipcjanie czcili boga Ra. Głównym życiowym zajęciem Heja było pochłanianie naturalnego światła i dlatego miał doskonale przestudiowaną drogę promieni wpadających do domu przez okna. Zmieniał pozycję w miarę upływu godzin. W zależności od pory roku oraz ilości liści na drzewach lub na podłodze balkonów wy­bie­rał dogodne ułożenie, dostosowane do dostępności i natężenia światła.
     Uwielbiałam go głaskać i czuć ciepło jego ciała, i chyba nigdy nie zda­rzy­ło się, żebym nie uśmiechnęła się ze szczęścia, gdy patrzyłam, jak kom­for­to­wo czuje się w życiu, które wspólnie prowadziliśmy.

*

Mówi się, że zwierzęta wyczuwają, kiedy nie czujemy się dobrze, i in­stynk­tow­nie są gotowe nas chronić, a w przypadku kotów takie starania są szcze­gól­nie silne. Za każdym razem, gdy chorowałam, Hej nie odstępował mnie na krok.

*

Kiedy zwierzę jest częścią twojego życia, towarzyszy ci do końca twoich dni […].

Wspólne dni mijały powoli i spokojnie; zawsze byłam wdzięczna za każdy kolejny, który nastał.

*

Nie wiem, czy kiedykolwiek przestanę być smutna.
Nie wiem też, czy w ogóle chcę, żeby mi to minęło.

*

W 1946 roku Kübler-Ross odwiedziła wyzwolony dwa lata wcześniej obóz zagłady w Majdanku […]  było tam jeszcze coś, czego nie spodziewała się znaleźć. Ściany pokryte były setkami wykonanych małymi paznokciami rysunków, które przedstawiały motyle. Kübler opowiadała potem, że po­trze­bowała dwudziestu pięciu lat pracy z umierającymi pacjentami, by w pełni zrozumieć, co to oznaczało: te dzieci wiedziały, że umrą, i zosta­wia­ły przesłanie nadziei. Ich ciał już nie ma, ale dzięki motylom żyją na zawsze w ludzkiej pamięci.

*

Życie stało się czymś innym. Z beztroską możliwością wyjścia z domu bez zastanawiania się i podejmowania środków ostrożności, z brakiem harmo­no­gra­mów naznaczonych rutyną opieki i leków, ale też z brakiem entuzjaz­mu. Z niemal kompulsywną potrzebą pieszczenia, zajmowania się i ba­wie­nia ze zwierzętami znajomych, która zaczęła budzić uśpioną chęć ponow­ne­go dzielenia się swoim życiem i przestrzenią.
     Ale strach przed cierpieniem tłumił te pragnienia, a decyzja po chwili przeradzała się w niezdecydowanie, a potem znowu w decyzję i tak dalej, tysiące razy, w nieskończonej pętli.

Pewnego dnia, nie wiedząc tak naprawdę, jak do tego doszło, poczułam, że w końcu jestem gotowa, by wprowadzić do mojego życia nowe zwierzę. Pragnienie wygrało z bólem.

Laura Agustí Corrado, Historia pewnego kota,
przeł. Urszula Żebrowska-Kacprzak,
Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

*

Marina nigdy nie mogła powstrzymać się przed pójściem na skróty przez pola, a to miało swoje konsekwencje.

(tamże)

4924. Z oazy (CXV)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Kisiłam tę książkę i informację o niej od listopada zeszłego roku, bo miałam powód. Gdy tylko Wielka Kocica została urodzinowo ob­da­ro­wa­na tym wyborem literek, wzięłam się do czytania, nie wiedząc jeszcze, że ru­szę w ko­ci, ciut trudny, ty­dzień — dużo snu i tylko troszkę czytania, ale za to po­kry­te­go kocimi kłaczkami.

Tytuł i podtytuł nie skusiłyby mnie do klik, klik i czytania, ale kreska na okład­ce za­chwyciła mnie tak, że nie dałam sobie nawet wyboru. Wszystko, co w tej książce waż­ne, mądre, poruszające, zatrzymujące na dłużej w zadumie, jest dla mnie (nie­wprost) między wierszami i (wprost, ale w sumie też niewprost) w kresce ilustra­cji na okładce. Wybór cytatów? Nie podejmuję się — pozostawiam tu tylko blask wi­sien­ki na torcie.

     — […]  Kiedy pęka skorupa, widać, co jest w środku. I tylko dzięki podob­ne­mu „pęknięciu” w naszym życiu wiemy, z jakiej substancji jesteśmy ule­pie­ni – odpowiedział. – Dzięki przeciwnościom losu uczymy się odkrywać i poznawać swoją prawdziwą istotę.

*

     – Spójrz, jak koty przechodzą przez życie. Poruszają się w ciszy, jakby chodziły po chmurach, bezszelestnie. Spokój należy do ich istoty.

*

Każda część nas coś przekazuje. Nasze ruchy, nasz wygląd, nasz zapach, sposób ubierania się, muzyka, której słuchamy, to, co jemy, i to, co czytamy. Są to wszystko formy komunikacji: przekazują na zewnątrz to, czym jesteś­my w środku.

*

Nie myśl, że jeden krok jest nieistotny.

*

W obliczu strachu zazwyczaj wybieramy jedną z dwóch strategii: albo ucie­kamy, zostawiając go za sobą, albo stawiamy mu czoła. Tymczasem istnieje jeszcze inna strategia: przyjąć lęk jako część twojego doświad­cze­nia. Gdy go zaakceptujesz, powoli zniknie.

*

W wielkim cierpieniu, w smutku, w zranionym sercu, w tragedii, umysł przy­wra­ca cię samemu sobie, przywraca cię do bycia. Często jednak błą­dzi­my. To właśnie w bólu życie prze­war­to­ścio­wuje to, co naprawdę ważne i o czym zapomnieliśmy.

*

     — […]  Pamiętaj, że to, czego szukasz, jest bliżej niż twój własny oddech.
     I znów zapadła cisza między nami.
     — Wszechświat stworzył nas jak nasiona. Możemy nimi pozostać albo otworzyć się i rozkwitnąć. „Kwitnąć” to najpiękniejsze słowo.

*

Moja wrażliwość jest moim darem i moim krzyżem. Tam, gdzie wielu nie może wejść, mnie wolno być i czuć.

*

Cisza jest wszędzie wokół nas, jeśli tylko umiemy ją rozpoznać. Można ją znaleźć w przestrzeni między jednym a drugim oddechem lub w padającym śniegu. O wschodzie słońca lub w ciszy po burzy. Między dwiema nutami lub w rosnącym nasionku – odezwała się. – Zwróć uwagę, że słowa są prze­rywane króciutkimi chwilami ciszy. Milczenie jest spoiwem, które je łączy i z którego powstają.

*

Słyszeć to wyczuwać to, co jest poza słowem.

*

[…]  nie jesteś wydarzeniami, które narzuca ci życie. Jesteś odpowiedzią na każde z nich. To są filary stawania się wojownikiem.

*

Często nie widzimy rozwiązania, ale ono tam jest, czeka, by pokazać się, gdy tylko będziemy gotowi je rozpoznać.

*

W naszych próbach żyją już nasze zwycięstwa, tylko są ukryte.

*

To, co nas spotyka, to doświadczenia. Przychodzą one dla nas, a nie przeciwko nam.

*

     – Ale nadzieja nie jest chyba czymś złym. Tak mi się przynajmniej wydaje.
     – To zależy od tego, jak się przeżywa nadzieję. Czy rozumie się ją jako proste zaufanie, czy jako oczekiwanie.

*

Jeśli chcesz mieć dobrą przeszłość, zacznij od teraz. Jeśli chcesz mieć dobrą przyszłość, zacznij od teraz. Jeśli chcesz mieć dobrą teraźniejszość, teraz jest czas, by nad nią popracować.

*

Dziękuj za życie, bo każdy dzień jest cudem. Dziękuj za tę chwilę, bo to wszystko, co masz. Dziękuj za to, co przychodzi, bo jest to dar. Dziękuj za to, co odchodzi, bo spełniło swoje zadanie. Dziękuj wszechświatowi, bo jesteś jego częścią.

Corrado Debiasi, Mnich, który kochał koty,
przeł. Tomasz Kwiecień, Insignis Media, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

Kiedy stajesz przed obrazem, przyciąga cię on tylko wte­dy, gdy może sprawić, że coś poczujesz. Nieważne, czy w porównaniu z innymi jest piękny, czy nie. Musi prze­ka­zy­wać coś, co już posiadasz, coś, co już jest w to­bie i co na jego widok budzi się do życia.

*

Kochać to stracić równowagę i w końcu się odnaleźć.

*

[…]  zgodnie z pradawną indyjską legendą, kiedy czło­wiek szczerze się śmieje, wszystkie niewidzialne istoty w pobliżu biegną, by go zobaczyć. Ponieważ to właś­nie w śmiechu objawia się dusza.

*

Akt przebaczenia zakłada akceptację teraźniejszości.

*

Możemy tworzyć nowe początki, a czasem nawet prze­kształcać zakończenia. Wybór należy wyłącznie do nas.

*

Wszystko ma swoje dobre strony, ważne jest, aby to do­strzec. Szczęście to raczej po­now­ne odkrycie niż nowe znalezisko. To coś, o czym zawsze za­po­minałeś, że to po­sia­dasz, a pewnego dnia uświadamiasz sobie, że zawsze było z tobą.

(tamże)

sobota, lutego 11, 2023

4923. [Też] Panna cotta (LXXVI)

Jabłoń:
(wysłała Wiewiórze swój grafik łapania równowagi:
ciemnozielone to Dar Serca, reszta zieleni to praca własna,
ciemnozielone i niezielone bez fioletu to mój
sentai)

Wiewióra:
(przysłała odpowiedź)
to się nazywa „siedzenie w domu”? 😅

Jabłoń:
(przeczytała dysleksyjnie znak interpunkcyjny)
to się nazywa „siedzenie w domu”!
(i odpisała)
Taak!

*

Czasami upaść jest sposobem, by nauczyć się ponownie odnaj­do­wać równo­wa­gę — głosi dziś, w Świa­to­wy Dzień Chore­go, kar­tecz­ka z włoskiego kalendarza. Wpisuje się w słowa Lusi, które wracają do mnie co jakiś czas pytaniem: czy to prawie już?


[dostęp: 11.02.2023], źródło.

środa, lutego 08, 2023

4922. 38–39/365

     — owoc, ziarno i narzędzie.
     — trzy w jednym?
     — tak*!

38–39/365

___________
  *  wdzięczność.

Georg Friedrich Händel, Lascia ch’io pianga, PianoBasso,
(aranżacja na fortepian i kontrabas),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #32.

wtorek, lutego 07, 2023

4921. Oni w kinie (I)

Jabłoń:
(skutki „uboczne” rehabilitacji na własnej skórze uwielbia odczuwać
i zarządziła kinoterapię: zero kompromisów — raz w miesiącu Jabłoń
wybiera film, raz, w tym samym miesiącu, wybiera Sadownik i idą
razem bez dyskusji o tym, że gusta kinematograficzne mają różne
)

Sadownik:
(w niedzielę tuż po seansie)
Wiedziałem, że to nie będzie film
przyrodniczy, komedia czy kino akcji,
ale tym razem pojechałaś ostro!

*

Sadownik:
(wczoraj, gdy wracali po zabiegu do ula)
Powiedz mi, dlaczego
chciałaś obejrzeć ten film?

Jabłoń:
(wymieniła pięć istotnych społecznie powodów, dla których
zdecydowanie warto było ten film zobaczyć, poza tym,
co w poniższym minizwiastunie, znalezionym dziś
)

Wieloryb, reż. Darren Aronofsky, 2022.

people are amazing!

poniedziałek, lutego 06, 2023

(4919+1). Mój sentai

Nie lubię wojennych metafor używanych w odniesieniu do ciężkich chorób, a na szcze­re, i co z tego, że z dobrymi intecjami składane, ży­cze­nia — siły i wytrwałości, by wal­czyć z cho­ro­bą — nie­zmien­nie odpowiadam głosem nie­zno­szą­cym sprzeciwu: z ni­czym nie walczę, żyję najpełniej, jak jest to możliwe, bardziej i moc­niej niż kie­dy­kol­wiek wcześniej. Ale!

Nim ale! Wszystkich tych poczciwych palantów, którzy mówią bezrefleksyjnie na wieść o czyjejś śmierci: przegrał z chorobą, chciałabym mieć możliwość zapytać, czy na­praw­dę chcą, by ludzie umierali (nie da się uniknąć śmierci) wyłącznie w nagły sposób — w wypadkach komuni­ka­cyj­nych, na zawał w centrach handlowych czy udar na przy­stan­kach, wskutek morderstw czy samo­bójstw — serio? Z chorobą nigdy się nie prze­gry­wa, z chorobą się żyje, do­świad­cza­jąc nieraz cudów, których zdrowi (jesz­cze!) lu­dzie często nawet nie zauważają.

Ale! Od przeczytania poniższego fragmentu, czyli od dłuższego czasu, nie opuszcza mnie słowo sentai (jap. szwadron, oddział piechoty, kompania). „Uśmiecha” mnie ono sze­roko. Dzięki niemu wiem, jak jednym słowem bardzo precyzyjnie nazwać inter­dys­cyplinarny zespół ds. dobrego życia, w którego skład wchodzą dzielnie na pierwszej linii frontu profesjonaliści: Pati, Rysia, Akuszer. Drugie skrzypce to Ci, którzy wspie­ra­ją swoimi (innymi, równie profesjonalnymi) mocami, czyli La Tesora, Hannah i Zkemi. O Sadowniku, moich, Jego i naszych Przyjaciołach, co mocy serca używają, nie wspominając, bo brak jest właściwych słów. Wspaniali Ludzie, do­sko­nały sentai!

To nie była opowieść o dziewczynce, która musi zmężnieć, aby walczyć o dobro wszechświata. To była opowieść o dziewczynce, […]  która, jeśli tylko zechce, może walczyć o dobro wszechświata.
     Jefferson pisze o motywie sentai: poszczególni bohaterowie muszą zjed­no­czyć siły, żeby stworzyć drużynę i pokonać wroga. To motyw znany z Power Rangers. To motyw znany z kreskówki o wojowniczych żółwiach ninja. Każdy z bohaterów przynależący do kręgu sentai ma przy tym dodatkowe siły i specjalizację, która sprawia, że tylko razem stanowią skuteczną całość. W ten sposób dobierają się też Czarodziejki.

Weronika Murek, Dziewczynki. Kilka esejów o stawaniu się,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023.
(wyróżnienie własne)

*

Moją Ulubioną Panią od języka japońskiego zapytałam dziś zdalnie o znaczenie każ­de­go z krzaczka, składającego się na słowo sentai, mając z tyłu głowy nieustający za­chwyt kotem i psem, studentem i nauczycielem. Z przyjemnością patrzę na two­rzą­ce słowo sentai linie, na opowieść, którą tworzą, im dłużej na nie patrzę.

grupa bojowa
(wojna + oddział)