
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
niedziela, maja 14, 2023
5049. Z oazy (CL) // Panna cotta (LXXXV)
Dwuniedzielne odliczanie literek, trzy. Gdy tylko zameldowałam się na gigancie, natychmiast zrealizowałam majowy przydział na włoskie literki. Przyszły błyskawicznie i od środy cieszą niezmiennie.
Są słowa w języku włoskim, które zawsze wywołują we mnie radość. Coccodrillo na ich liście króluje na miejscu pierwszym. Czy dlatego, że wciąż uwielbiam piosenkę z krokodylem, który herbatkę z kwiatków rumianka pije ze smakiem? A może dlatego, że bohaterem pierwszej czytanej przeze mnie „książki” był krokodylek, który miał nie byle jakie marzenie?
To książeczka dla dzieci, ale wielu dorosłych westchnie, że zna tę drogę, te próby dopasowania się, ten uparty oślo głos w środku, który sabotuje uzgadnianie tego, jak powinniśmy się zachowywać, co powinniśmy wybrać, robić, o czym marzyć i śnić, ten dzień, gdy znajdujemy w sobie odwagę, by pójść swoją drogę. Tak, to książka zdecydowanie o mnie, ale również o tych, których kocham bezgranicznie — same smoki!

I ta ilustracja, która nie pozostawia wątpliwości, że świat potrzebuje smoków — brak słów!
C’era una volta un
piccolo coccodrillo.
[Pewnego razu był sobie / mały krokodylek.]

Il piccolo coccodrillo
non amava proprio l’acqua.
[Mały krokodylek / tak naprawdę nie kochał wody.]
*

Avrebbe tanto desiderato poter giocare con i suoi fratelli
ma loro erano troppo impegnati con il corso di nuoto e lui
di nuotare non ne voleva sapere.
[Bardzo pragnął pobawić się z rodzeństwem,
ale oni byli bardzo zajęci kursem nauki pływania, a on
nie chciał umieć pływać.]
*
Senza nessuno con cui giocare si sentiva davvero molto solo.
[Nie mając nikogo, z kim mógłby się pobawić, czuł się bardzo samotny.]

*
Non volendo rimanere solo,
decise di provare un’ultima volta…
[Nie chcąc zostać sam / zdecydował się spróbować ostatni raz…]

*
|
Il piccolo coccodrillo |
|
*
Era un DRAGO.
Il piccolo drago
non era nato
per nuotare.
[Był SMOKIEM.
Mały smok / nie urodził się, / by pływać.]

Era nato
per sputare fuoco…
…e per volare!
[Urodził się,
by ziać ogniem…
…i by latać!]
Gemma Merino, Il coccodrillo che non amava l’acqua,
przeł. z j. angielskiego Valentina Brioschi,
Valentina Edizione, Milano 2021.

*

(5047+1). 1:1 (IX)
Dobrze jest wtedy pamiętać, że my tych miejsc nie wybieramy, one po prostu na nas czekają. I nie od nas zależy, kogo tam spotkamy, lecz od nas zależy, jak się tam będziemy czuć.
o. Marek Donaj OSA,
Utraceni.
Zapiski kapelana szpitalnego,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

[opuszczeni]
5047. Z oazy (CXLIX)
Dwuniedzielne odliczanie literek, dwa. Należą do przedgigantowego leczenia duszy. Zachwyciły mnie słowa zakonnika w pierwszych leczniczych literkach. Każde kolejne były równie cenne.
Wyjęłam z powyższej książki tytuł tej. Klik, klik i połykałam, niczym najlepszy probiotyk. Hmmm, zastanawiałam się przez chwilę, dlaczego niektóre historie się powtarzają? Klik, klik i wszystko stało się jasne! Obie książki ukazały w tym samym miesiącu z dwutygodniowym odstępem czasu. Oznacza to, że pisane były mniej więcej w tym samym czasie, więc i wspomnienia, które przychodziły na myśl, były podobne. Rozumiem.
Są w tej książce dwa słabe miejsca. W jednym, przecierałam oczy ze zdziwienia, zakonnik uprawia inspiration porn. W drugim błysnęło się zacnemu człowiekowi z niebywałym dorobkiem życiowym, prof. Andrzejowi Szczeklikowi (1938–2012), który swoją wypowiedzią — choroba jest „spowiedzią ciała” — wpisuje się w nurt grzechu jako źródła choroby. Polemizowałabym z tym prostackim, deterministycznym sposobem myślenia i raczej powiedziałabym, że choroba jest doświadczeniem, które przytrafia się ciału.
[Marek Donaj] Codziennie wieczorem czytam 30 nazwisk z listy. Tyle mieści się na jednej stronie.
[M.M./W.H.] Po co?
[M.D.] Bo mam wobec nich dług. Spłacam go.
[M.M./W.H.] Jaki dług?
[M.D.] Dali mi pojąć unikalność i wagę spotkania z drugim człowiekiem. Bycia przy nim i towarzyszenia mu.
Maria Mazurek, Wojciech Harpula, Nad życie.
Czego uczą nas umierający,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
* * *
Na pytanie, czym jest czas, [święty Augustyn] odpowiedział błyskotliwie: „Si nemo me quaeret, scio”, czyli: „Gdy nikt mnie nie pyta, wiem”. […] Bo czym jest czas w szpitalu? Mierzy się go doświadczeniem tego, co jest teraz, w tym momencie. Należy pamiętać, że jest to doświadczenie psychologiczne każdego z nas. Teraźniejsze cierpienie jest fizyczne, przyszłe – nie.
*
Teraz, po latach pracy z pacjentami, mogę przyznać, że najtrudniejsze jest wytłumaczenie choremu – który widzi, że się zmienia, czuje, że słabnie – że on, leżąc w szpitalnym łóżku, jest pełnowartościowym człowiekiem.
*
Słowa nie są jak bumerang, który zawsze powraca do początku; raczej są jak strzała – raz wypuszczone, już więcej nie powrócą. Przynajmniej nie w niezmienionym kształcie.
*
Szczęśliwy,
który może usłyszeć słowa:
„w pańskich rękach
moje życie”.
Ale o ileż szczęśliwszy ten,
który je wypowiada
pełen nadziei.
// Anna Kajtochowa (1928–2011)
*
To czas utracony nadaje sens spotkaniom, pozwala zrozumieć spotkanych ludzi. I żadne spotkanie nie jest zaprzepaszczone, choć z naszej perspektywy widzimy, że nie dorośliśmy w porę, by je zrozumieć.
*
Potykamy się o różne sprawy i w pewnym momencie wypada powiedzieć: stop.
*
[…] dla dyżurnych lekarzy i pielęgniarek zaczyna się ciężka, pełna napięcia praca. Na ulicy krzyku nie będzie słychać. Płaczu też nie. Wszystko pozostanie za oknami. Czy potrafię usłyszeć to, czego słuchać nikt nie chce? Albo choćby delikatnie się wzruszyć? – To już będzie modlitwa.
*
Pamięć sprawia, że ktoś może zawsze być blisko, choćby go już fizycznie nie było, choćby dzieliły nas tysiące zajęć i setki zwykłych spraw.
*
Jest takie zdanie Gilberta Chestertona, które pasuje do naszego życia: „Świat z pewnością nie zginie przez brak cudów, świat zginie przez brak zdumienia”.
*
[…] czas dany nam jest teraz.
*
Nie przychodzę, by wykonać swoją powinność, tylko by uczestniczyć w tajemnicy poszukiwania sensu tego, co nieuniknione.
*
[…] nic nie zaczyna się od nas. Wszystko jest kontynuacją wiedzy, życia i pasji ludzi, którzy byli przed nami.
*
Czy można powiedzieć, dlaczego wybieram i lubię tego człowieka, a innego tak samo nie mogę? Odpowiedź nie jest możliwa nawet w przypadku ludzkich decyzji.
*
Któż z ludzi zdrowo myślących uda się dobrowolnie i z radością na wyprawę, której skutków przewidzieć nie może?
o. Marek Donaj OSA,
Utraceni.
Zapiski kapelana szpitalnego,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Zdarza nam się mówić: „Ależ on jest uparty”. I choć komunikat taki powinien być tylko i wyłącznie stwierdzeniem faktu, często niestety zawiera w sobie ukrytą ocenę danej postaci, zazwyczaj negatywną. A przecież może być ona daleka od rzeczywistości…
*
Tęsknota to obecność, nawet gdyby nas nie było.
*
Kiedyś uważałem, że czasownik „pożegnać się” znaczy tyle co „zostawić i pójść swoją drogą”. […] „pożegnać” to wcale nie znaczy: „zostawić i pójść własną drogą”. Bo czy można zostawić coś, co jest częścią nas?
*
[…] każdy człowiek jest inny, każde spotkanie to inne doświadczenie duchowe.
*
Cuda takie czy inne zdarzają się wszędzie – dla mnie jest to fakt niepodważalny.
*
[…] poczuć się częścią całości, dostrzec, w czym uczestniczę, przekraczać zwątpienia i lęki.
(tamże)
(5045+1). 1:1 (VIII)
[M.M./W.H.] Czym jest żałoba?
[Donata Liberacka] […] Pracą emocjonalno-poznawczą, w wyniku której fizyczną obecność bliskiej osoby zastępujemy wewnętrzną relacją z nią.
[M.M./W.H.] Czyli?
[D.L.] Chodzi o znalezienie i zostawienie w sobie części tej osoby, która zostanie z nami na zawsze. Żeby w naszym wewnętrznym świecie zostały dobre wspomnienia, myśli, coś, co ta osoba nam pokazała, uświadomiła, czego nas nauczyła, co mamy dzięki niej. W żałobie nie chodzi o zapomnienie; ona ma prowadzić do utrzymania relacji – ale wewnątrz. To wiąże się z bardzo dużą pracą, dlatego wokół żałoby jest tyle emocji i trudnych doświadczeń.
[M.M./W.H.] Mówi się, że trzeba na to roku.
[D.L.] Panuje pogląd, że pierwszy rok jest na próbę. Pierwszego roku wszystko jest po raz pierwszy bez tej osoby: pierwsze święta, pierwsze urodziny, pierwsze wakacje. Natomiast drugi rok jest po to, żeby znów nauczyć się czerpać przyjemność ze świąt, wiosny, wakacji. Z życia.
Maria Mazurek, Wojciech Harpula, Nad życie.
Czego uczą nas umierający,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.

[(nie)obecność III]
5045. Z oazy (CXLVIII)
Dwuniedzielne odliczanie literek, raz. W tygodniu przed gigantem literkami leczyłam się z żywych, więzami krwi przytroczonymi jeszcze przez chwilę w hiperaktywny sposób do mojego życia.
Długo czekałam na przyzwoitą cenę tej książki. Doczekałam się tego lekarstwa (synchroniczność?) dokładnie dwa tygodnie temu. Łyknęłam bardzo szybko, kojąc najbardziej miękkie miejsca w sobie. Najszybszą recenzją tej książki jest poniższe wspomnienie troski.
Sadownik:
(dokładnie dwa tygodnie temu
ciut przestraszony)
Czemu płaczesz?
Co się stało?
Jabłoń:
(z najszczerszym uśmiechem)
Nic. Czytam i wzruszam się bardzo.
Sadownik:
(ma swoje, inne od Drzewka, zdanie
na temat takich książek)
* * *
To od umierających dowiedziałam się,
jak ważne jest samo życie.
// Teresa Weber-Lipiec
*
Łóżko szpitalne nauczyło mnie, że nie wszystko dzieje się tak, jak byśmy sobie życzyli. I że prawdziwą sztuką jest znalezienie planu B. Trzeba pielęgnować w sobie elastyczność, wewnętrzny luz. Być otwartym na zmiany, wyrozumiałym.
// Małgorzata Rejdych
*
[…] pamięć jest wdzięcznością za to,
co otrzymałem […].
// o. Marek Donaj
*
Wiem, że nie warto się przejmować jakimiś bzdurnymi sprawami, jakimiś kłótniami, drobnostkami. Bo tak naprawdę w życiu – liczy się tylko życie.
// Małgorzata Rejdych
*
Hospicjum to miejsce, w którym rzeczywistość doczesna bardzo mocno styka się ze światem duchowym. Pacjenci hospicjum zaglądają na drugą stronę. Dzięki nim zaglądamy i my – ludzie, którzy tu pracują.
// x. Adam Trzaska
*
Każdy człowiek zostawia […]
swoją obecność w innych ludziach.
// o. Marek Donaj
*
[Małgorzata Musiałowicz]
Córce przytrafiła się zła ocena. Sąsiadka z ławki popatrzyła na kartkę z ocenami i pyta, czy się nie denerwuję tą dwóją z historii. Mówię: „To nie moja dwója, tylko córki”. „Ale to dla pani nie problem?” „Nie, bo ja na co dzień pracuję z prawdziwymi problemami”. […] W hospicjum stykamy się z lękiem, cierpieniem, strachem, bezradnością, odchodzeniem, utratą marzeń. To jak mam się przejmować, że ktoś dzisiaj jest nie w humorze?
[…]
Każdy, kto tu trafia, styka się z rzeczywistością, w której kluczowe są tak podstawowe sprawy jak oddech. Oddech. Czy ktoś myśli na co dzień o tym, czy on lub jego bliscy oddychają?
[M.M./W.H.] Nie.
[M.M.] A tu myślimy o tak podstawowych sprawach. To porządkuje hierarchię i zmienia sposób patrzenia na świat.
*
[…]
zanim sami umrzemy, zazwyczaj musimy mierzyć się ze śmiercią najbliższych.
// Donata Liberacka
*
[M.M./W.H.]
Młody człowiek krzyczy: dlaczego ja? A ksiądz co odpowiada?
[x. Adam Trzaska] Że też mnie to interesuje. Że też jestem ciekaw, dlaczego ty teraz umierasz. I pytam ich, czy na wszystkie pytania można znaleźć odpowiedzi.
*
Ja uważam, że Bóg nam się w życiu objawia.
Trzeba tylko patrzeć.
// x. Adam Trzaska
*
[Małgorzata Musiałowicz]
Gdy ma się perspektywę, że dziecko będzie żyło jeszcze trzy miesiące, to można z nim po prostu być lub można zaangażować się w pozyskiwanie pieniędzy i być daleko od niego. […]
[M.M./W.H.] Pani jest matką?
[M.M.] Tak. I nie wiem, co bym zrobiła w takiej sytuacji. Obserwuję jednak umierające dzieci i chcę być ich adwokatem. Wiem, że dla dziecka najważniejsze jest, by w tych ostatnich tygodniach czy miesiącach życia byli z nim rodzice. Lepiej porozmawiać z dzieckiem, posiedzieć, pobyć z nim, niż gorączkowo szukać pieniędzy. Przeżyć czas, który pozostał, w sposób najlepszy z możliwych. Zostawić sobie dobre wspomnienia. W leczeniu paliatywnym chodzi przede wszystkim o jakość życia – pacjenta i całej rodziny. Nie poziom życia, lecz jakość. Każdy sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czym jest dla niego ta jakość.
*
[M.M./W.H.] Na czym polega jakość umierania?
[Teresa Weber-Lipiec] Na braku cierpienia. To pryncypium medycyny paliatywnej: nie wolno, żeby człowiek cierpiał. Nie wolno, żeby coś go bolało. Nie wolno, żeby się dusił. Nie wolno, żeby wymiotował. Nie wolno, by miał zaparcia lub cierpiał na bezsenność. Żeby płakał.
*
Niezwykle trudno pomóc człowiekowi, który nas unika, nie życzy sobie kontaktu.
// Magdalena Bysiak
*
Zmienia się też nastawienie do codzienności, do tego, co nam przynosi. […] W sytuacji gdy ma się ograniczoną ilość czasu do wykorzystania, zaczynamy myśleć, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze.
// Małgorzata Musiałowicz
*
Odchodzenie to czas, który warto poświęcić raczej na to, by w dobry sposób pożegnać się z tym światem […]. Docenić to, co się przeżyło. Często podczas rozmów z pacjentami wracamy do przeszłości, wyciągamy na wierzch piękne i dobre chwile. Lżej iść ku nieznanemu, gdy za sobą ma się gładką toń, a nie zgliszcza. Pojednanie i pogodzenie się ze sobą, bliskimi, światem całym – przynosi spokój.
// o. Marek Donaj
*
Śmierć nie jest straszna. Ona jest smutna. I ten smutek trzeba przeżyć. Trzeba pozwolić go sobie przeżyć.
// Małgorzata Musiałowicz
*
To [przeżycie traumy] ciężka praca mentalna, pewien proces z różnymi trudnymi momentami, z początkowym etapem zmagania się z kryzysem i jego negatywnymi konsekwencjami.
// Donata Liberacka
*
[…]
świadomość, jak cienka jest granica pomiędzy życiem a śmiercią. Pomiędzy „jestem” a „nie ma mnie”.
// Małgorzata Rejdych
*
[Jerzy Wordliczek] […] nie prowadzić terapii daremnej.
[M.M./W.H.] Czyli uporczywej?
[J.W.] Już nie używa się tego określenia. Ten termin zniknął. I dobrze.
[M.M./W.H.] Dlaczego?
[J.W.]
Bo odpowiedni dobór słów jest ważny. A słowo „uporczywa” niesie w sobie pewną konsekwencję działania: uporczywie leczymy pacjenta, walczymy o niego, jakbyśmy byli przekonani, że możemy uzyskać pozytywne efekty, że jest na to choćby cień szansy. A mówimy przecież o przypadkach, w których tej szansy nie ma.
*
[…]
jeśli wszystko analizuję, to nie mam przestrzeni, żeby przeżywać. To mechanizm obronny z wysokiej półki, ale – mechanizm obronny.
// Donata Liberacka
*
[M.M./W.H.]
Co jest najgorsze w umieraniu?
[Jerzy Wordliczek]
Jeśli chodzi o sferę somatyczną, to powiedziałbym, że na pewno ból. Dlatego zarówno w intensywnej terapii, jak i w medycynie paliatywnej skupiamy się na tym, żeby ten ból skutecznie uśmierzyć. […]
I nasze postępowanie ma przede wszystkim zapewnić komfort umierania. Sama nazwa medycyny paliatywnej wywodzi się od słowa pallium, a więc – płaszcz. W tej specjalizacji chodzi nie tylko o leczenie, ale też o otoczenie pacjenta i jego rodziny swoistym płaszczem opieki. Żeby nie bolało, żeby dobrze się oddychało, żeby zapewnić higienę, żeby nie karmić na siłę.
*
[…]
w umieraniu, podobnie jak w życiu,
chodzi o jakość.
// Teresa Weber-Lipiec
*
Cały nasz świat cierpi na atrofię uważności, istotności, pamięci. Tymczasem każde spotkanie jest ważne. I to w dwóch aspektach: jego istotności oraz pamięci o nim.
[…] jeżeli coś z naszego spotkania jednak przetrwa, to gdy nas zabraknie, wasze wspomnienie o mnie czy moje o was będzie formą waszego lub mojego trwania w tym świecie. I to będzie modlitwa.
// o. Marek Donaj
Maria Mazurek, Wojciech Harpula, Nad życie.
Czego uczą nas umierający,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Każda droga wiąże się z innym ryzykiem.
// Małgorzata Musiałowicz
*
Zawsze powtarzam, że nie trzeba mieć broni, żeby zabić. Wystarczy jedno niewłaściwe słowo. Słowo może zabić, ale – odpowiednio dobrane – może też ocalić życie.
// Magdalena Bysiak
*
Każdą chwilą swojego życia dziękuję ci
za to, że jesteś.
*
Trzeba opłakać stratę i zaakceptować ją. Dopiero wtedy przychodzi czas na próbę jej zrozumienia i zadanie sobie pytań. Co ta strata zrobiła w moim życiu? Co ja z nią zrobię? Jak będzie wyglądało dalej moje życie?
// o. Marek Donaj
*
[…]
wybieram słońce, dobroć, optymizm. Trzeba umieć się cieszyć tym, co jest.
// Małgorzata Rejdych
(tamże)
Nieważne, jak żyć, tylko z kim.
x. Józef Tischner
Znak, nawet gdy upadnie,
nadal wskazuje.
sobota, maja 13, 2023
5043. Złota Siekiera 2023 — Nominacja (#1)
Imponująca liczba miejsc parkingowych! Gratulacje i nominacja do Złotej Siekiery należą się służbom porządkowym miasta Lublina. Jednorożec, nim zrobił zdjęcie, nim mi je przysłał, przeszedł się pod budynkiem i sprawdził, i policzył. Czternaście pojazdów na niebieskich kopertach. Żaden z nich nie miał za szybą umieszczonej karty uprawniającej do korzystania z tych miejsc.

fot. Jednorożec, fragment.
Ktoś kiedyś przy mnie uskarżał się na jawną niesprawiedliwość, która polega na tym, że niebieskie koperty są tak okropnie szerokie. Nie — tłumaczyłam osiłkowi — one nie są tak szerokie ze względu na brak umiejętności poprawnego parkowania przez osoby uprawnione do korzystania z tych miejsc. One są tak szerokie, by można było obok postawić wózek i bez problemu wsiąść lub wysiąść. Interlokutor nie był przekonany, wolał teorie spiskowe.

Złota Siekiera 2023
piątek, maja 12, 2023
czwartek, maja 11, 2023
środa, maja 10, 2023
5040. Czekariat (XLI)


Kaan.
Tajemnica tego, co robimy, ukryta jest w nas.
o. Marek Donaj OSA,
Utraceni.
Zapiski kapelana szpitalnego,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
5039. na gigancie, dzień 4. // 130/365

podchodzi* do ciebie człowiek*.
czegoś dla siebie czy dla ciebie chce?
w tej czaso-przestrzeni — nim podejdzie — przyglądam się waszym nadziejom**.
130/365
____________
* a może przywołuje cię do siebie roślina lub krzak.
** być może na realne spotkanie, a nie handlową wymianę.
wtorek, maja 09, 2023
poniedziałek, maja 08, 2023
5037. na gigancie, dzień 2. // Zielnik (XXXIX)

Profesora Saxifraga:
Pigwowiec japoński
łac. Chaenomeles japonica
(owoc)
niedziela, maja 07, 2023
5036. na gigancie, dzień 1. // 127/365

szósty mój gigant, ale pierwszy taki. nie zadzwoniłam do Białego Kruka, by się odmeldować, choć wciąż w kontaktach mam Jego numer.
142. dzień rozmawiamy — codziennie, jak zwykle — ale nie przez telefon.
127/365
Edvard Grieg, Lyric Pieces, Book I, op. 12: Arietta,
Javier Perianes (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #11.
*
[suplement 16.07.2024]
Edvard Grieg, Lyric Pieces, Book I, op. 12: Arietta,
Einar Steen-Nøkleberg (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #24.
sobota, maja 06, 2023
5035. 126/365
ćwicząc się w dostrzeganiu dobra, kontaktujemy się z boską częścią siebie. pomyślałam, wydłubując poniższy fragment. z czym łapiemy kontakt, gdy jesteśmy za to dobro wdzięczni?
126/365
Ludzką miarą jest potępić. Boga – dostrzec dobro.
// o. Marek Donaj
Maria Mazurek, Wojciech Harpula, Nad życie.
Czego uczą nas umierający,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
piątek, maja 05, 2023
5034. 125/365
oddziel* to, co możliwe, od tego, co jest niemożliwe.
poproś* o pomoc w kwestiach niemożliwych, a niezbędnych do wykonania. zajmij się* tym, co możliwe, i przestań* w końcu wymagać od siebie niemożliwego.
125/365
_____________
* brzmi banalnie, ale to była/jest tytaniczna robota.
5033. Kromeczki (XVII)
W dniu, w którym Ona będzie wracać do domu, będę w drodze na gigant. Te kromeczki chcę tu już mieć zawsze pod ręką, bo uruchamiają wspaniałe sny, przypominają mi o tym, co jest dla mnie w moim życiu najważniejsze, trzymając mnie dzięki temu w pionie.



fot. Wiewióra, fragmenty.

czwartek, maja 04, 2023
środa, maja 03, 2023
5031. 123/365
— nie trać z oczu kierunku, w którym chcesz iść — poprosiło serce.
— patrz pod nogi, gdy idziesz — zażądało doświadczenie życiowe.
— rób jednocześnie jedno i drugie — rzuciła od niechcenia świadomość, nalawszy sobie do szklaneczki gin z szafirowej butelki, sięgając po tonik i plasterek cytryny.
123/365
wtorek, maja 02, 2023
5029. 122/365
niektórzy ludzie są niczym znaki drogowe. łudzisz się, że jest inaczej, a to, niestety, tylko oznakowanie ślepych uliczek. trzeba zawrócić, nie tracić na nich ani czasu, ani myśli, nauczyć się w końcu czytać stare mapy.
122/365
poniedziałek, maja 01, 2023
(5027+1). Obecność (IV)
*

fot. Thorsten, fragment.
Astor Piazzolla, Chiquilín de Bachín,
Lucienne Renaudin Vary (trąbka),
Thibaut Garcia (gitara),
Jérôme Ducros (orkiestrator).
5027. 121/365
w zeszłym tygodniu zamówiłam stolik dla naszej piątki. gdy odłożyłam słuchawkę, dotarło do mnie, że będziemy przy nim siedzieć tylko w czwórkę.
dziś, my, wszyscy najbardziej Twoi, Biały Kruku, razem, po raz pierwszy bez Ciebie, ale z Tobą.
121/365
niedziela, kwietnia 30, 2023
(5025+1). 1:1 (VII)
Na co chcesz poświęcić to jedno życie, które jest ci dane? Ten jeden raz, kiedy jesteś na świecie? Czy jest coś szczególnego, co chciałbyś osiągnąć? Albo jakieś konkretne zadanie, w którym miałbyś ochotę wziąć udział? Co twoim zdaniem byłoby najbardziej warte osiągnięcia?
Jostein Gaarder, To my tu teraz jesteśmy. Filozofia życia,
przeł. Iwona Zimnicka,
Czarna Owca, Warszawa 2023.

[światy]
5025. Z oazy (CXLVII)
Niedzielne odliczanie literek, trzy. Pierwszą połknęłam. Drugiej nie powinnam była brać do rąk. Z tą nie było lepiej — choć dla wielu jest to autor tylko jednej książki, dla mnie jest jednym z ulubionych autorów i… dał On radę napisać prawdziwy gniot, którego — założę się! — żaden wydawca by nie przyjął, gdyby był to czyjś debiut pisarski. Białe, męskie, antropocentryczne, z bogatego kraju pochodzące pisanie, okraszone odrobinką empatii, która w męskim wydaniu wprawić może wielu natychmiast w niczym nieuzasadniony zachwyt.
Merytorycznie przypieprzyć się do książki można przynajmniej dwa razy, ale szkoda na tę żenadę energii. Przynajmniej mi szkoda, bo od tego Autora wymagam. Zdecydowanie lepiej jest, gdy Gaarder pisze powieści niż list.
Wydłubanie cytatów było proste, bo wciągające było tylko 15% całości tej pisaniny.
Nie nazwę się pesymistą, bo jak już wspomniałem, pesymizm to tylko inne określenie lenistwa. Nie lubię też nazywać się optymistą, bo to oznacza poniekąd odgrodzenie się murem od rzeczywistości, jakie niesie ze sobą życie.
Ale między tymi skrajnościami – będącymi chyba przede wszystkim czymś w rodzaju „określeń usposobienia” – istnieje nadzieja. A nadzieja to coś innego i coś więcej niż kwestia temperamentu. Nadzieja to kategoria walcząca. Nadzieja zakłada wiarę w to, na co ma się nadzieję.
*
Można z powodzeniem zwracać się do swoich potomków, czy też do przyszłych pokoleń. Ale ci, którzy przyjdą po nas, nigdy nie będą mogli się odwrócić i odkrzyknąć czegoś w odpowiedzi.
*
[…] składam się z tych samych cząsteczek, co wszystko inne, co żyje wokół mnie. Repertuar był różny, ale nuty dokładnie te same.
*
Jako dorosły wyrażam się nieco inaczej. Pytam:
Czy świadomość to kosmiczny przypadek?
*
„[…]
Z Księżyca polityka międzynarodowa wydaje się taka nieistotna. Człowiek ma ochotę chwycić polityka za kark, podnieść go kilkaset tysięcy kilometrów w górę i powiedzieć: Spójrz na to, dupku!”.
[…] Współczesna, oparta na materializmie nauka od dawna przesłania duchowy aspekt ludzkiego istnienia. Oczywiście, składamy się z pierwiastków, z materii, bo wszystko jest gwiezdnym pyłem. Ale jesteśmy również świadomością, a gdy się spojrzy głębiej, okazuje się, że jesteśmy mocniej ze sobą związani, niż sądziliśmy wcześniej. Jesteśmy od siebie oddzieleni, lecz jednocześnie ze sobą związani. Tak powiedział Edgar Mitchell.
*
Czas bowiem płynie tylko w jedną stronę. Fizycy nie bardzo potrafią wyjaśnić, dlaczego tak jest, ale czas posuwa się jedynie do przodu i nawet najmniejsze cząsteczki nie mogą cofnąć się w czasie choćby o jedną mikrosekundę. Dlatego nie potrafi tego również światło.
*
To, że istnienia jakiegoś zjawiska nie da się udowodnić, nie oznacza jeszcze, że ono nie istnieje.
*
W porównaniu z ogromem czasu, kiedy nie będzie nas już na świecie, życie ludzkie w istocie trwa bardzo krótko. Skoro życie ma nieskończoną wartość, to również strata naszego jedynego wygranego losu na loterii jest niepowetowana. Już na samą myśl o tej stracie wszystko w człowieku zamiera, jakby coś wciągało go w mroczną głębię.
*
Różnicą między wspomnieniami o dawnych dinozaurach a tymi o wielkich ssakach wytępionych przez człowieka jest właśnie liczba wspaniałych fotografii tych ssaków. (Zdążyliśmy!)
*
Zarówno kryzys klimatyczny, jak i problemy związane z zagrożeniem dla różnorodności biologicznej mają związek z chciwością. Chciwość jednak zazwyczaj nie martwi chciwych. […] Owszem, ropa i węgiel pomogły wielu ludziom wydobyć się z ubóstwa. Ale te same zasoby umożliwiły też bardzo wielu ludziom marnotrawstwo i nadmierną konsumpcję, niemającą sobie równej w historii.
*
[…]
termin „bliźni” musi, rzecz jasna, obejmować następne pokolenie. Musi obejmować absolutnie wszystkich, którzy będą żyli na naszej planecie po nas.
Ludzie na Ziemi nie żyją bowiem jednocześnie. Cała ludzkość nie żyje naraz. Żyli tu już ludzie przed nami, niektórzy żyją teraz, a inni będą żyć po nas. Lecz również ci, którzy przyjdą po nas, to nasi bliźni. Musimy wobec nich postępować tak, jak chcielibyśmy, żeby oni postępowali wobec nas, gdyby to oni żyli na naszej planecie przed nami.
Taki prosty jest ten wzór. Oznacza, że nie wolno nam oddać planety, która byłaby mniej warta od tej przekazanej do życia nam. Na której będzie mniej ryb w morzu. Mniej wody pitnej. Mniej żywności. Mniej lasów deszczowych. Mniej raf koralowych. Mniej gatunków roślin i zwierząt…
Mniej piękna! Mniej cudów! Mniej wspaniałości i radości!
*
Jeśli mamy wyjść zwycięsko z walki o zachowanie ekosystemów i różnorodności biologicznej na naszej planecie, będziemy potrzebować wszystkich trzech listków z tej trójlistnej koniczyny.
Na arenie światowej pojawiają się jednak głosy i decydenci, po których nie znać żadnego z tych trzech elementów. Ani wiary, ani nadziei, ani miłości.
*
Oczywiście, że jesteśmy w stanie szkodzić sobie nawzajem. Możemy się krzywdzić, będąc sobie bliscy, a nawet troszcząc się o siebie nawzajem. Sądzę jednak, że większości z nas grozi raczej szkodzenie samym sobie.
Dlatego, moje kochane wnuki, bardziej martwię się o to, że będziecie samym sobie podstawiać nogę, niż o to, że będziecie podstawiać nogę innym.
*
Inną cechą norweską, czy też skandynawską, jest niemal pełne równouprawnienie między płciami, a przynajmniej idea takiego równouprawnienia.
Życie młodego mężczyzny w latach siedemdziesiątych nie zawsze było łatwe, bo do radykalnej zmiany doszło w ciągu zaledwie kilku lat. Ale większość mężczyzn żyjących dzisiaj powie, że ich życie jest bogatsze, niż byłoby bez wyzwolenia kobiet i walki o równouprawnienie.
*
Spytano, czy wierzę w „wielką miłość”.
Pytanie to zadawano mi zaskakująco często, ale po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że może nie ma w tym nic aż tak dziwnego, ponieważ miłość jest bardzo ważna dla wielu ludzi, prawie jak kwestie życia i śmierci.
Odparłem twierdząco. Ale jednocześnie doprecyzowałem, iż nie sądzę, aby wielka miłość była czymś, o co człowiek się potyka czy co go nagle wciąga. Nie jest jak wygrana w lotto, nie spada też z nieba, rach-ciach i już, jak w bajkach. Podobnie jak wszelkie relacje międzyludzkie, miłość jest procesem, który człowiek sam sobie wypracowuje. Jesteśmy do pewnego stopnia odpowiedzialni również za nasze życie uczuciowe. (Łatwo tak mówić, wiem o tym. Ale wtedy na głos tego nie powiedziałem).
Jostein Gaarder, To my tu teraz jesteśmy. Filozofia życia,
przeł. Iwona Zimnicka,
Czarna Owca, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

Bo w czym jest lepszy niemal na siłę naciągany – czy wręcz udawany – indywidualizm od bardziej żywiołowego przeżycia stanowienia jedności ze wszystkim, czy też, mówiąc prościej, od doświadczenia tego, że się istnieje?
*
Szukam czegoś, co nas ze sobą wiąże, co nas łączy. Właśnie dlatego piszę.
*
Ale dlaczego mądrość uznaje się za przymiot kobiecy? […]
Dla wielu kobiet bardzo istotne jest staranie się zrozumienia czegoś, a przecież właśnie o to chodzi w filozofii. Natomiast dla wielu mężczyzn ważniejsze może się wydawać bycie zrozumianym, co w zasadzie należałoby uznać za przeciwieństwo działalności filozoficznej.
Niektórzy zadają całkiem uprawnione pytanie uzupełniające: Dlaczego wobec tego filozofami byli na ogół mężczyźni?
A przecież w historii było całkiem sporo kobiet filozofek. Po prostu nie zostały zauważone i zapamiętane w zdominowanej przez mężczyzn kulturze. Kobiety były dyskryminowane jako płeć, a tym samym odbierano znaczenie ich intelektowi.
(tamże)
(5023+1). 1:1 (VI)
Zadzwoń do mnie, zawsze odbiorę.
Piotr Strzeżysz,
Niespełnienia,
Helion, Gliwice 2023.

[(nie)obecność II]
5023. Z oazy (CXLVI)
Niedzielne odliczanie literek, dwa. Po zachwycie tamtą podróżą, szybko nabyłam pozostałe dwie książki, których okładki są utrzymane w tym samym stylu, zakładając a priori, że będzie podróż, że rowerem, że będę się pławić w zamyśleniach i refleksjach Autora. Nie zajrzałam nawet do podczytników. Sama więc sobie byłam winna, gdy sięgnęłam po tę książkę i ostatnie dwie linijki wstępu mnie zmroziły tak bardzo, że nie mogłam się przy niej ogrzać aż do ostatniego akapitu, bo przed oczami wciąż miałam inną, zakończoną w ten sam sposób, epikryzę.
To książka, której nie powinnam była czytać, bo choć jest o podróży, to o ostatecznej i nieplanowanej. Przeczytałam. Skończyłam, by nie musieć do niej wracać. Nie chcę być w skórze tego, kto przy mnie zacznie opowiadać, że covid to ściema, zmowa i manipulacja.
Przeżyłaś już wcześniej szpitalny epizod. Doświadczyłaś autorytarnej biowładzy.
*
Chciałem Cię pocieszyć, pokrzepić, ale nic nie mogłem zrobić, niczego zmienić, bo choć alternatywą byłoby pozostawienie Cię w domu, to decyzja w zasadzie została już podjęta, niejako za Ciebie, za mnie, a nawet za lekarkę, wraz z jej współczującą bezsilnością, milczącą bezradnością.
— Mamo, trzeba jechać, w szpitalu Ci pomogą – powiedziałem cicho.
*
Znajomi dopytywali się o Ciebie, a ja mówiłem, że jest coraz lepiej, że zdrowiejesz, choć jeszcze jesteś słaba. Dopóki mogłem wypowiedzieć to na głos, wierzyłem, że tak będzie. Nie bój się, Mamo, nic się nie stało, to tylko głupi wirus, niedługo minie. A przecież umierałaś…
*
— Synku, co teraz? — zapytałaś po chwili.
Synku. Od dawna tak do mnie nie mówiłaś. Nygus, łobuz, Piotruś, Piotr, ale nie „synku”. Czy dobry był ze mnie syn? Nie wiem. Chyba nie do końca. Zresztą, nawet gdybym mógł Cię teraz zapytać, to jaką odpowiedź byś mi dała? Dla matki każdy syn jest dobry. Każdego się kocha.
*
Wyobraźnia zawodziła nawet w obliczu absolutnie skonkretyzowanej rzeczywistości.
*
Podejrzewam, że dziś miałbym zdiagnozowane ADHD czy inną dysfunkcję, ale w tamtych czasach nikt tego tak nie nazywał i dziecko z nadpobudliwością psychoruchową było po prostu uznawane za niegrzeczne. Stawiało się je do kąta, dokładało mu prac domowych, wpisywało uwagi do dzienniczka, a czasem biło, choć do tak drastycznych metod uciekano się bardzo rzadko. Zazwyczaj pomagała biała kartka papieru i kredki – trochę taki niegdysiejszy substytut smartfona.
*
Osiem lat podstawówki minęło w okamgnieniu. Miałem wówczas bardzo proste marzenia. Chciałem jak najwięcej jeździć rowerem, wieczorem mieć bezpieczne miejsce do spania, a na śniadanie chleb z masłem i musztardą. W sumie niewiele się od tamtego czasu zmieniło. Może tylko na śniadanie zamiast chleba jadam owsiankę.
*
Bardzo późno zrozumiałem, że gdy pytałaś, jak wyglądasz, oczekiwałaś ode mnie nie szczerości, tylko akceptacji. A ja rzadko Ci ją dawałem.
*
Sama nigdy nie spacerowałaś. Uważałaś, że to nie przystoi, a ludzie pomyślą, że szukasz wrażeń. Według małomiasteczkowej moralności było przecież nie do pomyślenia, żeby kobieta chodziła po osiedlu sama, dla czystej przyjemności, afirmując najprostszą czynność przebierania nogami.
*
[…] dla mnie chciałaś lepszego życia, cokolwiek to „lepsze” miałoby znaczyć.
*
Nasze budżety domowe nie uwzględniały prawie żadnych papierowych artefaktów, z wyjątkiem toaletowych, a ten wydawałoby się podstawowy produkt w czasach komuny niezwykle trudno było zdobyć. Owszem, zdarzało się, że pieniądze szły na książki, ale wyłącznie takie, jakich wymagano w szkole: podręczniki, kompendia, zbiory zadań, słowniki. Ciekawe, że choć czytanie w domu deprecjonowano, często słyszałem, jak wychwalałaś mnie pod niebiosa przed znajomymi, że w kółko coś czytam i przynoszę same piątki ze szkoły. Z moimi wyjazdami w sumie było podobnie. Wszystkim wokół opowiadałaś, gdzie to ja nie byłem i ilu krajów nie zwiedziłem, a mnie pouczałaś, żebym się ustatkował, „usiadł na tyłku” i pobył wreszcie w domu.
*
Ogarnęły mnie niczym niezmącony spokój i pewność, że dopóki żyję, Twój duch zawsze będzie ze mną.
Piotr Strzeżysz, Niespełnienia,
Helion, Gliwice 2023.
(wyróżnienie własne)

[…]
wiedziałem, że cokolwiek się wydarzy, Ty będziesz. Zawsze będziesz, wszędzie, wyczekując mnie na progu wszystkich drzwi na świecie.
A jednak w końcu wyjechałaś, tyle że beze mnie, trochę bez uprzedzenia, i choć upłynęło już tyle czasu, wciąż mam wrażenie, że zaraz wrócisz. No bo jak to? Tak po prostu zniknęłaś? Znaczy – nigdzie Cię nie ma? Lepiej już przestań. Skończ z tymi wygłupami.
*
Ile tu Ciebie było, nie masz nawet pojęcia. Co ruch, to Ty, co krok, to Ty.
(tamże)
(5021+1). 1:1 (V)
Najchętniej znów nigdzie bym nie dojeżdżał. Pojeździł jeszcze trochę, pobył ze światem. Niestety, to niemożliwe. Żaden kamyk nie pomoże. Choćbym najszczelniej siebie w niego wchuchał, choćbym najpiękniej go zaczarował i w najgłębszej rozpadlinie schował, to w końcu i on skruszeje, w piasek się zmieni, wiatr go na cztery strony świata rozwieje.
Dojechać trzeba. Nie rozciągnę w nieskończoność istnienia.
Żyj każdą chwilą, uśmiechaj się co dzień, kochaj ponad słowa.
Czy to naprawdę jest aż takie proste?
Piotr Strzeżysz, Zaistnienia,
Helion, Gliwice 2020.

[w drodze II]



