niedziela, sierpnia 18, 2024

5562. Z oazy (CCLXXIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Na stronie redakcyjnej próżno szukać, w którym roku owe literki ukazały się po raz pierwszy. W tekście pojawia się wydarzenie z roku 1928 oraz termin wielka wojna, co oznacza, że perspektywa, z jakiej patrzył Autor ma minimum 85 lat. Gdybym przeczytała podczytnik, nie musiałabym tropić po językowych śladach, bo tam stoi jak wół, że esej ten powstał w cieniu kryzysu gospodarczego lat trzydziestych XX wieku. Gdybym, ale zrobiłam to po lekturze.

Márai to nie nazwisko, Márai to marka! Tekst leciwy, ale nad wyraz żywotny, a mo­men­ta­mi również żywiołowy, bo do niebywałej zdolności dostrzegania, a potem opi­sa­nia prądów i wirów życia społecznego w prześmiewczy sposób, Autor mnie już dawno przyzwyczaił. Szkoła biednych to nie jest książka dla ubogich umysłowo lub bez poczucia humoru.

Świat nie jest rezultatem przypadku ani intencji, lecz rzeczywistością – tak samo jak bieda, środowiska partyjne, wojny, choroby, szpitale, więzienia i szubienice; i jest on taki dlatego, że taka jest jego natura, i tak jest mu dobrze.

🖇

Grzechem obłudnej i nieposiadającej rozeznania kontynentalnej literatury pięk­nej jest to, że i dzisiaj wielu uważa pieniądze za magiczną siłę, czaro­dziej­ską moc, a na giełdzie intelektualnej, gdzie notowane są zmieniające się kursy pojęć, i dzisiaj nie wywieszono jeszcze pełnej listy wartości, które są nie do kupienia. Szerokie kręgi społeczne także dzisiaj żyją w błędnym prze­ko­na­niu, że za pieniądze – za tak lichy i pod względem wartości tak mało trwały symbol, jakim jest w naszych czasach pieniądz – można kupić cały świat, z wszelkimi jego zasobami materialnymi i źródłami energii.

🖇

Rozpowszechnionym błędnym przekonaniem jest i to, że biednych i bo­ga­tych odróżnia od siebie fakt posiadania pieniędzy. […]  Przyczyną tego błęd­ne­go przekonania […] , jest powierzchowne podejście, z jakim ludzie zwykli uważać pieniądz – w każdych czasach – za prosty miernik wartości, a naj­czę­ściej zapominali o tym, by zbadać, jakież są te wartości, które można mierzyć pieniędzmi. […]  Ale kupić nie można na przykład zdolności my­śle­nia, tak żeby jakiś głupi człowiek, nawet jeśli ma pieniądze ją sobie nabył, a przyznajemy, że myślenie jest jednak czymś zabawniejszym niż picie szam­pana z kobietami w którymś z luksusowych burdeli w Marsylii. […]  pieniędzmi nie sposób też zdobyć tak prostych zdolności, jak talent do śpie­wu czy poczucie humoru. Człowiekowi nie mieści się to w głowie, ale tak właśnie jest.

🖇

Prawdziwy bogacz, taki z krwi i kości […,]  jed­no­cześnie dąży do zdobycia pra­wa wyłączności do francuskiego Konga, fa­bry­ki porcelany w Sèvres oraz połowów śledzi w Norwegii, a tak przy oka­zji chętnie się targuje przy zakupie pudełka zapałek.

🖇

Od niepamiętnych czasów bogaci żywią podejrzenie, że biedni są z natury leniwi i nie lubią pracować. To taki zakorzeniony, odwieczny sąd, któremu dawali wyraz już w starożytności. […]
     Powszechnie znany jest fakt, że biedni są nie tylko leniwi, lecz są także łakomczuchami i smakoszami. Są smakoszami w większym stopniu niż bo­ga­ci, bo wielu z nich cały swój dochód wydaje na żywienie, na chleb, cebulę i inne takie rarytasy, w przeciwieństwie do bogatych, którzy na smakołyki wydają tylko ułamek swoich dochodów. Większość biednych jest tak ła­ko­ma, że cały swój zarobek po prostu przejada.

🖇

Każdemu biednemu ukazuje się kiedyś Bóg. Nie potrzeba do tego nawet krze­wu gorejącego. […]  W naszej cywilizacji to spotkanie może się zdarzyć niekiedy nawet w trywialnych okolicznościach, w jakiejś kawiarni albo w ko­lej­ce podziemnej, bo Bóg pojawia się częściej chyba w sferze profanum niż w kościele.

🖇

Hierarchia biednych klasyfikuje w górę i w dół na dokładnie tak samo szerokiej skali odcieni, jak znane jest to w świecie bogatych.

🖇

Z oficjalnego miejsca często i z naciskiem zapewniano go już, że życie jest piękne, nie wolno poddawać się zwątpieniu, tylko trzeba pracować, cierp­li­wie znosić los i zachwycać się naturą albo wznieść swą duszę ku Bogu, a wów­czas wszystko niebawem się poprawi. Biedny, jako człowiek po­zba­wio­ny słuchu, najczęściej w ogóle nie rozumie, czym właściwie jest to, co ma się poprawić.

🖇

Bogaci są skłonni założyć, że bieda jest jednoznaczna ze stanem braku pie­nię­dzy. Jednak wcale nie o to tu chodzi. Bogaty, który nie ma ani fillera – a ilu jest takich! – wciąż jeszcze jest nieporównywalnie bogatszy od bied­ne­go, który ma cztery zmiany ubrania, mały domeczek i sad na Orlim Wzgó­rzu, dzieci o rumianych policzkach, chleb powszedni, skromną eme­ry­tu­rę i tysiąc dwieście siedemdziesiąt dolarów w starej pończosze, na nie­spo­koj­ne czasy. Takich biednych też jest więcej, niżbyśmy sądzili. Ubogi bogaty nigdy nie jest tak ubogi, jak zamożny biedny.

🖇

[…]  żyć w ramach społeczeństwa zawsze znaczy też tyle, co żyć przeciwko komuś jednemu lub przeciwko wielu ludziom, a im pełniejsze i bez reszty jest zaspokojenie jednostki w ramach społeczeństwa, tym więcej – z ko­nie­czno­ści – wyrządza ona, ta jednostka, szkody swym bliźnim.

🖇

Człowiek sądzi, że natura, góry i morza to takie darmowe atrakcje. Prak­ty­ka jednak uczy, że raczej właśnie do natury pieniędzy potrzeba bardziej niż do wszelkich innych pozbawionych uprzedzeń rozkoszy […].

🖇

Chory, tak jak podróżujący, jest istotą poza społeczeństwem, nie ciąży na nim obowiązkowa odpowiedzialność względem węższej społeczności, którą zostawił w domu, podąża w półśnie, z natężonymi, a zarazem przyjemnie odrętwiałymi zmysłami, przechodzi przez obcą atmosferę, gdzie nic nie mo­że na nic poradzić, do niczego nie może zostać zmuszony, a na dodatek in­ni są w stosunku do niego jeszcze nawet i uprzejmi, bo chory w rodzinie jed­no­cześnie spełnia funkcję i gra rolę wytwornego obcego.

🖇

Czym jest podróż? Znacznie bardziej tym, że skądś odchodzimy, niż tym, że dokądś przybywamy.

🖇

Gdy spoglądam wstecz na dziesięciolecia spędzone w społeczeństwie, zmu­szo­ny jestem dostrzec ze zdumieniem, że mnóstwo tego pośpiechu, gorącz­ko­we­go gonienia pomiędzy dwojgiem ludzi, dwoma terminami, dwiema miłościami, dwiema kwotami pieniędzy, dwoma zadaniami nie dostarczyło mi w ostatecznym rachunku ani dóbr materialnych, ani duchowych; dzisiaj jestem dokładnie tak samo biedny, jak byłem przed dziesięciu laty, a to, co zdobyłem tym uganianiem się, tym śmiesznym kręceniem się, trafiało mi się zawsze przypadkowo po drodze, najczęściej tylko ot, tak i przy takich oka­zjach, gdy nie ruszyłem nawet małym palcem.

🖇

O, czasie, podarunku bogów! Jak długo trwało, nim poznałem twoją prawdziwą naturę!

🖇

Pędziłem, żeby „starczyło czasu”, żeby go nie przekroczyć, żeby się nie skoń­czył, a tymczasem nie zauważałem, że czas, którego może nie starczyć, któ­ry może się nawet skończyć, mało co daje i jest bezwartościowy. Jeszcze nie wiedziałem, że tylko czas ukazuje zjawiska w ich prawdziwej istocie i tylko w żywiole czasu zmienia się w widzialne, dostrzegalne to, co jest sensem na­szych działań, co jest sensem i strukturą życia. Najdrobniejsze czyny mego życia są bez znaczenia, ale gdy tylko poświęciłem im czas, wydawały się interesujące lub rozkoszne.

🖇

Nie wiedziałem, jaka to rozkosz „poświęcić czas” – i tu zmuszeni jesteśmy zadziwić się instynktowną subtelnością języka, bo z czasem trzeba się obchodzić rzeczywiście tak samo nabożnie, jak z boskim darem – tak, poświęcić czas na mycie rąk, na twarz jakiegoś człowieka, na ruch ja­kie­goś zwierzęcia, dać czas papierosowi, łykowi napoju lub smakowi kęsa potrawy, żyć w czasie!

🖇

Wewnątrz społeczeństwa mogłem wszak mówić, jak wiadomo, tylko o ta­kich kwestiach, które miały jakiś cel praktyczny. Gdy natomiast znalazłem się na zewnątrz społeczeństwa, zauważyłem, że żyję, […], że celem mego ży­cia w żadnym razie nie jest „kariera”, w żadnym razie nie jest nim suma zmo­dyfikowanych podłości i uwijania się, co powszechnie zwykło się na­zy­wać przebiegiem kariery zawodowej, lecz po prostu to, aby przy możliwie najmniejszej liczbie tarć zdobyć jak najbardziej osobistą wiedzę o świecie.

🖇

[…]  za znanymi światami istnieje jakiś nieznany.

Sándor Márai, Szkoła biednych,
przeł. Irena Makarewicz, Czytelnik, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

[…]  wielkie, radykalne rozwiązania życiowe są na pierw­szy rzut oka nadzwyczaj proste, a cud kryje się być może właśnie w tym, że sekretu, jak rozwiązać za­gad­kę życia, nie wolno wyrażać słowami […].

🖇

[…]  ludzie, którzy potrafią żyć jedynie w ramach spo­łe­czeń­stwa, niczego nie uważają za bardziej prawdo­po­dob­ne od tego, że ktoś, kto nie jest skłonny brać udziału w ich rozrywkach, świętach, […]  słowem, ktoś, kto się od tego wszystkiego odżegnuje, jest chory na umyśle.

🖇

Ze wszystkiego wytrzymuję tylko to, co naj­bar­dziej luksusowe lub najprostsze, jednym słowem – to, co prawdziwe […].

🖇

Podróżować można w bezruchu, bez walizki, nawet bez biletów i wizy.

(tamże)

5561. Z oazy (CCLXXII)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. W zeszłym roku starczyło mi energii na to, by po zachwyceniu się tytułem, być święcie przekonaną, że jak tylko będę tę książkę miała na czytniku, natychmiast rzucę wszystko inne, co czytałam, by móc wsiąknąć w tę historię.

Ugrzęzła w kolejce setek tych książek, które mam w planie przeczytać i tkwiłaby tam jeszcze długo, gdyby nie wakacyjny plan czytania z półek oddalonych znacząco od tych, na których zwykle przesiaduję.

Na szczęście dopiero na koniec, czytając podziękowania — czy to nie jest przy­pad­kiem przestroga na przyszłość, by je zwyczajowo omijać? — dowiedziałam się, skąd wziął się pomysł na strukturę tej fantastycznej opowieści. Autorka przytoczyła że­laz­ny dowód w postaci popełnionego przez siebie esemesa: Chcę napisać taką książkę jak Russian Doll, tylko z pchnięciem nożem. Byłam zaskoczona. Umówmy się, ta książka jest według mnie niewyobrażalnie lepsza od Russian Doll. Znam takich, co byliby mniej radykalni i powiedzieliby, że jest po prostu ciut inna. Ja jednak po­zo­sta­nę przy swoim zdaniu: jeśli ktoś miałby w planie przeczytać w tym roku tylko je­den kryminał — bo to chyba jest kryminał — to koniecznie niech będzie to właśnie ta historia.

Im bardziej jestem po trzydziestce, tym mocniej zdaję so­bie spra­wę z tego, że niczego bym nie osiągnęła bez moich przyjaciół.

Gillian McAllister

🖇🖇

Przez całe swoje życie zawodowe zawsze szukała zarówno braku, jak i obec­no­ści różnych rzeczy. Dowodami często jest to, czego ludzie nie mówią. Co pomijają.

🖇

Przez całe życie była tak bardzo skupiona na tym, jakie wszystko się wydaje. […]  Po co to wszystko było?
     […]  A więc to jest ta chwila, chwila, w której Jen zdaje sobie sprawę, że to nie w tym rzecz.

🖇

Jakie to złowieszcze, przeżywać swoje życie wstecz. Dostrzegać rzeczy, któ­re wcześniej się przegapiło. Zdać sobie sprawę z przerażająco istotnych wy­da­rzeń, o których nie miało się pojęcia, że dzieją się wokół ciebie.

🖇

     – Nie wchodź mi pod nogi – odzywa się Kelly. Zwraca się do ich kota, Henryka VIII, który dostał takie imię, bo jest otyły od dnia, w którym go uratowali.
     […]  Potem się poddał, nakarmił Henryka i dodał: „Dobra, ale wiedz, że ja cię oceniam”.

🖇

     – Jaką chorobę może mieć osoba, która wpadła w pętlę czasu? […] 
     – Powiedziałbym, że to… stres – odpowiada w końcu, ostrożnie składając dłonie w piramidę. – Albo guz mózgu. Yyyy… padaczka skroniowa. Am­ne­zja wsteczna, poważne obrażenia głowy…
     – Nic dobrego.
     Rakesh […]  nie odpowiada, tylko robi wyczekującą, lekarską pauzę […].
     Jen się waha. Jeżeli jutro będzie wczoraj, to czy cokolwiek w ogóle ma znaczenie?
     […]
     – Myślisz, że oszalałam?
     – Nie – odpowiada spokojnie Rakesh. – Nie zapytałabyś o to, gdyby tak się stało.
     […]
     – Słuchaj. To pewnie stres – odpowiada szybko Rakesh. – Jesteś ko­mu­ni­ka­tyw­na. I znasz właściwą datę. Powiedziałbym, że to coś… sam nie wiem. Niepokój. Jesteś na to trochę podatna, nie? Albo depresja, może sprawić, że dni wydają się takie same, jakbyś do niczego nie zmierzała… To nie jest psychoza.
     – Dzięki. Mam nadzieję, że nie.
     – To znaczy… muszę przyznać – dodaje Rakesh, a jego ton staje się żar­to­bli­wy – że nie mam, kurwa, zielonego pojęcia.
     […]
     – Może po prostu się zagubiłaś – mówi on. – Mnie się to ciągle zdarza na różne drobne sposoby. Ostatnio nie mogłem sobie przypomnieć, jak tu je­cha­łem. Za nic nie potrafiłbym ci powiedzieć, którą drogą. Przecież to nie jest dysocjacja. To życie. Śpij więcej. Jedz trochę warzyw.

🖇

Więc jak to się stało? Jak ona to zrobiła? […]
     I co musi zrobić, żeby się z tego wydostać?
     […]  Musi chodzić o to, że powinna coś zmienić: zmienić coś, żeby to powstrzymać.

🖇

     – Co byś zrobił, gdybyś utknął w takiej pętli? – pyta go.
     – Och, to prawie zawsze chodzi o jakiś mały szczegół – odpowiada lekko Todd.
     – Co masz na myśli?
     – No wiesz, efekt motyla. Jedna drobna rzecz, która zmienia przy­szłość. […] 
     […]  Jeżeli to się rzeczywiście, naprawdę dzieje, to jej zadaniem jest powstrzy­mać morderstwo. Zrozumieć prowadzące do niego wydarzenia i prze­szko­dzić im. A potem, pewnego dnia, kiedy jej się to uda, obudzi się i to nie będzie znowu wczoraj.

🖇

     – A… załóżmy tylko, że tego nie rozwiążę.
     – Myślę, że to się wyjaśni. Nie trać wiary, Jen. Istnieje porządek rzeczy, o którym my czasami nie mamy nawet pojęcia.

🖇

Jen przychodzi coś do głowy. Potrzebuje wyłącznie zmiany. Musi zdmuch­nąć jedną zapałkę w całym długim rzędzie. Utrzymać domino, które w in­nym wypadku się przewróci. A potem może się zbudzi i będzie jutro.

🖇

     – Rozumiemy, że, no wiesz… […] 
     – Naprawdę? Rozumiemy to? – pyta Jen. Patrzy na niego zaskoczona.

🖇

     – Nowy zajmuje się herbatą. – Wskazuje na salę odpraw. – Dowiedz się, co kto chce. – Poklepuje go po ramieniu i wychodzi.
     – W porządku.
     Dam radę, mówi sobie Ryan. Potrafi parzyć herbatę.
     Ale jak się okazuje, herbata jest skomplikowana. Piętnaście kubków. Róż­ne mo­ce, róż­ne słodzidła. Kurwa, nawet różne mleka. Słodzik, zwykły cukier – to nie jest proste.

🖇

     – A ty, jak myślisz, dlaczego ci się to przytrafia?
     […] 
     Myśli o pętlach czasu, o efekcie motyla, o zmianie jednej, drobnej rzeczy.

🖇

     – Nie muszę pytać o to, czy wierzysz, że mówisz mi prawdę – stwierdza Andy po chwili namysłu.
     To w pewnym stopniu pasywno-agresywne „czy wierzysz” porusza Jen. To język lekarzy, przeciwników w rozprawach, pasywno-agresywnych krew­nych, coachów dietetycznych…
     – Tak – odpowiada. – O ile to ma jakieś znaczenie.
     Jen przez chwilę pociera oczy, próbując myśleć. No, dalej – mówi sobie. Jesteś mądrą kobietą. To nie jest takie trudne. To taki sam czas, jaki znasz, tylko wstecz.

🖇

[…]  znajomość przyszłości jest gorsza od niewiedzy.

🖇

     – Czy dni, w których lądujesz, mają ze sobą coś wspólnego?
     – Czasami… Zawsze się czegoś dowiaduję. Ale… […]  Tyle rzeczy, które powinny zadziałać, żeby to powstrzymać, nie sprawdziło się.
     – Może tu nie chodzi o powstrzymanie.
     […] 
     – Może nie chodzi o to, żeby to powstrzymać, tylko zrozumieć.

🖇

     – Czasami – mówi łagodnie, kiedy ona kończy – emocje przeżywania cze­goś po raz pierwszy nie pozwalają nam zobaczyć prawdziwego obrazu, prawda? – Pociera sobie brodę. – Gdybym mógł się cofnąć… do rzeczy, przy których mógłbym po prostu stanąć i prawdziwie, w pełni ich do­świad­czyć, kiedy już wiem, jak się skończą…
     Jen patrzy na Andy’ego, na tę jego młodszą, mniej znużoną, bardziej sen­ty­mentalną wersję.
     – Może o to chodzi – odpowiada mu. Uważność. Doświadczanie życia w najdrobniejszych szczegółach, tak jakby z pewnego oddalenia.
     I może tylko tyle musi wiedzieć.

🖇

To dlaczego jest brakującym elementem układanki.

🖇

Myślimy tylko o złych rzeczach, które nas spotykają, a nie o tych, których dzięki szczęśliwemu losowi unikamy.
     […]  nigdy nie widzimy tych wypadków, które nas omijają o włos, tych strzał, które ledwie mus­kają naszą skórę.

🖇

[…]  myśli o dzisiejszym dniu. W końcu to wszystko, co ma.

Gillian McAllister, Nie to miejsce, nie ten czas,
przeł. Anna Tomczyk, Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

Musi być jakiś sposób, żeby Kelly jej uwierzył: jej naj­więk­szy sprzymierzeniec, kochanek, przyjaciel, męż­czy­zna, z którym jest najgłupszą i najprawdziwszą wersją siebie.

🖇

Musi się stąd wydostać. Ale skąd? Z wczoraj?

🖇

     – Och – mówi do nikogo, taki maleńki ka­wa­łek słowa, ogromna sylaba zrozumienia.

🖇

Rozgląda się, szukając dowodów. Nie wie, czego szuka; prawdopodobnie nie będzie wiedziała, dopóki tego nie znajdzie.

🖇

Cokolwiek teraz czuje, nie zdoła to jej powstrzymać.

🖇

Będzie się po prostu cieszyła resztą dnia. Może jeśli przestanie próbować, coś z niego wyciągnie, coś się wydarzy.

(tamże)

piątek, sierpnia 16, 2024

5560. Łódeczki dla Białego Kruka


Autor(ka) nie do ustalenia.

Wszystkie istoty, które kochaliśmy w tym życiu i które nas ko­cha­ły – nie tylko inni ludzie – są realne i mają swoje miejsce w wieczności.

Richard Rohr, Nieśmiertelny diament. W poszukiwaniu
prawdziwego ja
, przeł. Marek Chojnacki,
Wydawnictwo WAM, Kraków 2013.

*

Antonín Dvořák, Kołysanka G-dur, B. 188,
Stefan Veselka (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #7.

I dopiero gdy ktoś […], kogo kochamy, umiera, budzimy się i za­uważamy sztuczność skonstruowanej i przez nas za­miesz­ki­wa­nej rzeczywistości.
     Nagle uświadamiamy sobie, że życie nie jest ani trwałe, ani nie­zmien­ne, przyszłość nie istnieje i nic z tego, co robimy, nie ma znaczenia. Pogrążeni w rozpaczy wyjemy, krzyczymy i pomstujemy na niebiosa, aż w pewnym momencie robimy to, co nieuniknione: jemy, ubieramy się i myjemy zęby. Kon­ty­nu­uje­my […]  ruchy życia, bez względu na to, jak bardzo wy­da­je się to nieadekwatne. Potem powoli iluzja powraca, aż znowu zapominamy […]. Do czasu kolejnej tragedii, rzecz jas­na, która nas przebudzi.

Alex Michaelides, Furia, przeł. Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2024.

środa, sierpnia 14, 2024

5559. [*]   // 227/366

pamiętam dzień, w którym jako kociątko podjęła decyzję, że Mała Dania jest Jej do­mem; przyszła, przycupnęła i została. to było tak dawno temu, że choć pamiętam dokładnie oko­licz­no­ści, w jakich się po­ja­wi­ła, to nie pamiętam, który to był rok.

prawie dwadzieścia miesięcy temu jako kocia staruszka skra­dła serce Człowiekowi w Jego — dobrym dla Niej, drugim i ostat­nim domu — domu, za który w Jej życiu będę wdzięczna do koń­ca świata.

227/366

Łaciulka
(–2024)


fot. z Dobrego Domu, fragment.

wtorek, sierpnia 13, 2024

5558. 226/366

uff, nie doszło do nie­planowanego spotkania — nie tylko ja jestem tą, która tych spotkań sobie w ogóle nie życzy.

jeśli, mając w ręku same figury i dwójkę kier, boję się spotka­nia, to druga strona, dysponująca wyłącznie blotkami z oso­bi­ście skra­dzio­nej talii, również się boi — dotarło do mnie — boi się czegoś we mnie.

dżoker, czyli świadomość współdzielenia strachu — przyczyny bez znaczenia — niweluje szansę na eskalację konfliktu.

226/366


Autor(ka) nie do ustalenia,
[dostęp: 13.08.2024], źródło.

niedziela, sierpnia 11, 2024

5557. Z oazy (CCLXXI)

Nie­dzielne odliczanie literek, trzy. Łapanie oddechu między lekturami z niemoich półek. Po ostatniej, czytanej przeze mnie książce fran­cisz­ka­ni­na powiedziałam: dość i basta! Los usłyszał i natychmiast mnie sprawdził, informując dzień później o tej świeżynce. Dwanaście kroków, z których w czynny sposób ko­rzy­stam z pierwszych trzech, przeważyło szalę, by jednak po Rohra sięgnąć. Klik, klik i wpadłam w tę książ­kę jak śliwka w kompot.

Tym razem nie zaszczyciłam cytowaniem wspaniałych fragmentów, gdzie Autor nie pozostawia suchej nitki na instytucjach kościelnych, a robi to wyjątkowo celnie, nie przejaskrawiając ani troszkę. Zainteresowane osoby odsyłam do źródła. Pozostało samo gęste. Najgęściejsze zaanektował łańcuszek upartych rozpoczynający się tu.

Zmarnowaliśmy lata historii na kłótnie o to, czyj Bóg był najlepszy i praw­dzi­wy, zamiast rzeczywiście spotkać zawsze najlepszego i prawdziwego Boga miłości, przebaczenia i miłosierdzia. Ruch AA w genialny sposób ominął tę niepotrzebną przeszkodę, mówiąc po prostu o Bogu „jakkolwiek Go ro­zu­mie­my[…].

🖇

Chrześcijanie są zazwyczaj ludźmi szczerymi i pełnymi dobrych zamiarów dopóty, dopóki nie dotykają prawdziwych problemów związanych z włas­nym ego, z kontrolą, władzą, pieniędzmi, przyjemnością i bezpieczeństwem. Wówczas stają się mniej więcej tacy sami, jak wszyscy inni.

🖇

Jedyne prawdziwie autentyczne idee powstały w umysłach poko­na­nych i rozbitków. Cała reszta to tylko retoryka, poza, farsa.
– José Ortega y Gasset

🖇

„Śmierdzące myślenie” jest uniwersalnym uzależnieniem. Uzależnienie od substancji takich jak alkohol czy narkotyki jest najbardziej widoczne. W rze­czy­wi­sto­ści jednak wszyscy jesteśmy uzależnieni od nawykowych sposobów robienia wielu rzeczy, mechanizmów obronnych, a w szcze­gól­ności od schematów myślowych, czyli tego, w jaki sposób przetwarzamy rzeczywistość. […]
     Wszystkie społeczeństwa są wzajemnie głęboko uzależnione od siebie samych
. W każdej kulturze i każdej instytucji istnieją współuzależnienia. Często najtrudniej je wyleczyć, gdyż wcale nie wyglądają na choroby: wszyscy zgadzamy się na kompulsywne działania wobec tych samych rzeczy i ślepotę wobec tych samych problemów.

🖇

Czy to ludzkiego bólu się boimy? Przecież bezsilność, stan zdruzgotania jest doświadczeniem wspólnym właściwie nam wszystkim. Musimy jednak być naprawdę szczerzy, żeby się do tego przyznać […].

🖇

[…]  prawdziwa duchowość ma charakter paradoksalny, co tłumaczy, dla­cze­go całkowicie racjonalny czy dualistyczny umysł niezmiennie mija się z jej przesłaniem i rzeczy niezrozumiałe nazywa złem, herezją i głupotą. G.K. Chesterton powiedział, że paradoks to po prostu prawda, która staje na głowie, by zwrócić na siebie naszą uwagę.

🖇

[…]  większość ludzi nie widzi rzeczy takimi, jakie ,
ale takimi, jakimi oni je widzą!

🖇

Świadomość to subtelna i wszechogarniająca tajemnica, za­wie­rająca się we Wszystkim i pośród Wszystkiego. […]  Świa­do­mość nie jest wi­dze­niem, ale tym, co widzi mnie wi­dzą­ce­go. Nie jest poznaniem, ale tym, co wie, że ja po­zna­ję. Nie jest ob­ser­wa­torem, ale tym, co stanowi pod­sta­wę mojej obserwacji i obserwuje mnie obserwującego. Żeby być praw­dzi­wie świa­do­mym, musisz odejść o krok od własnych kompulsji i przy­wią­zania do samego siebie. […]  Ken Wilber opisuje to w piękny sposób jako „proste odczucie Bycia”, le­żą­ce u podstaw naszych wszystkich spo­strze­żeń, a mimo to – dodałbym od siebie – tak proste, subtelne i zawsze obecne, że aż trudne do „odczu­cia”. Świadomość jest tak samo trudna do opisania jak dusza. Może dlatego, że są jednym i tym samym?

🖇

W ciemności znajdujemy światło i w ciemności wiecznie za światłem tęsknimy.
     Twoje ciemne „ja” nie jest samo w sobie złe. To tylko ta część ciebie, której nie chcesz zobaczyć; część, której nie akceptujesz z powodu natury, wy­cho­wa­nia i dokonanego wyboru. […]  Wszyscy mamy to, czego nie po­tra­fi­my dostrzec, czego nie widzimy i nawet nie ośmielamy się zobaczyć.

🖇

Poczucie uprzywilejowania oznacza śmierć wszelkich relacji z innymi. Każde stwierdzenie w stylu „Ja na to zasługuję”, „Należy mi się”, „Mam prawo do”, „Stoję wyżej od ciebie…” bardzo osłabia wszelkie oznaki wiary, nadziei i mi­ło­ści pomiędzy zaangażowanymi stronami.

🖇

Inni mówią (doskonale brzmi to po angielsku), że aby w pełni zrozumieć, trzeba zawsze poddać się temu, co chce się zrozumieć*.

__________
  *  to fully understand is always to stand under.

🖇

[…]  w samokreującej się i wszystko umiejącej kulturze wspinaczki na szczyt. Zgubiliśmy szczerą relację z naszą planetą i z drugim człowiekiem, ale również podstawowe poczucie pokory. Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz.

🖇

[…]  nie jesteś w stanie uleczyć tego, czego nie uznajesz, a to, czego świa­do­mie nie uznajesz, będzie sprawowało nad tobą wewnętrzną kontrolę, za­mę­cza­jąc ciebie i wszystkich wokoło.

🖇

Wiedzieć, że nie wiesz; wiedzieć, że jesteś zawsze w potrzebie; wie­dzieć, że jesteś „gościem i pielgrzymem na tej ziemi” (Hbr 11,14)  […]   – wszystko to stawia cię w pozycji strukturalnej prawdy.

🖇

[…]  uzależnienie zużywa nasze duchowe pragnienie. Wysysa z nas nasze najgłębsze i prawdziwe tęsknoty, ten wewnętrzny przepływ i siłę życia […].

🖇

[…]  pięć wielkich pytań egzystencjalnych – o miłość, śmierć, cierpienie, Boga i nieskończoność  […], stajemy się zakładnikami neurotycznych i gniew­nych zachowań, gdy nie radzimy sobie z tymi fundamentalnymi kwestiami.

🖇

Każda miłość to lekcja i swego rodzaju niezbędne doświadczenie duchowe, które prowadzi do trwałej Relacji z Rzeczywistością.

🖇

Sęk w tym, że uwalnianie Boga (od kiepskiego nauczania, lęków i wątp­li­wo­ści) i uwalnianie nas samych (od egocentryzmu, dziecięcych zranień i poczucia bycia ofiarą) jest zajęciem, które można wykonywać przez całe życie.

🖇

[…]  duchowy odpowiednik pierwszej zasady termodynamiki: Energii nie można tak naprawdę stworzyć lub zniszczyć – można ją jedynie przekształcić i nadać jej inne zastosowanie.

🖇

Spotkanie twarzą w twarz z kimś, kogo zraniłeś, jest zazwyczaj bardzo trud­ne. Bywa też, że przy pierwszej próbie zostajesz odtrącony. Zawsze jed­nak jest to coś, co na dłuższą metę może uczynić najwięcej dobra. Otwo­rzy­łeś drzwi ze swojej strony i pozostaną otwarte dopóty, dopóki ty sam ich nie zamkniesz.

🖇

Wszyscy uzdrowiciele to poranieni uzdrowiciele,
jak nazwał ich Henri Nouwen. Innych nie ma.

🖇

Ci, którzy doznają porażek – nawet jeśli są one zgodne tylko z ich własną definicją porażki – często odnajdują samych siebie po stronie oświecenia i współczucia.

Richard Rohr, Oddychając pod wodą.
Duchowość i Program Dwunastu Kroków
,
przeł. Arkadiusz Korolik, WAM, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

Zbyt wiele „mnie” nigdy nie będzie w stanie odnaleźć „ciebie” – ani niczego innego, poza sobą samym.

🖇

Człowiek uzależniony tak naprawdę odmawia sobie tej ra­dości, tego szczęścia, które jest zawsze i wszędzie, pro­ste­go poczucia bycia i życia, kiedy to nasze stopy stykają się czule z ziemią, a włosy przeczesuje nie­za­słu­żony wiatr.

🖇

Bóg przychodzi do nas
w przebraniu naszego życia!

🖇

Wydaje się, że musimy zarówno poddać się, jak i wziąć na siebie odpowiedzialność.
     Od twojego temperamentu zależy, po której stronie zaczniesz, ale ostatecznie i tak musisz zbudować most pomiędzy nimi – i pozwolić, by równocześnie powstał most dla ciebie.

🖇

     Cierpimy, by wyzdrowieć.
     Poddajemy się, by zwyciężyć.
     Umieramy, by żyć.
     Oddajemy, by zatrzymać.
     Zawsze będziemy opierać się przyjmowaniu takiej sprzecznej z intuicją mądrości; będziemy się przed nią bronić i unikać jej tak długo, aż do jej przyjęcia zmusi nas rzeczywistość, wobec której jesteśmy bezsilni. A jeśli mamy być uczciwi, to musimy stwierdzić, że wszyscy je­steś­my bezsilni w obliczu pełni Rzeczywistości.

(tamże)

5556. Czekariat (C)


fot. Pati, fragment.

W tym tkwi istota doświadczenia przemiany: zdajesz sobie sprawę, jak bardzo go potrzebowałeś, dopiero wtedy, gdy znajdziesz się po drugiej stronie!

Richard Rohr, Oddychając pod wodą.
Duchowość i Program Dwunastu Kroków
,
przeł. Arkadiusz Korolik, WAM, Kraków 2024.

5555. Czekariat (XCIX)


fot. Pati, fragment.

[…]  ludzie, którzy boją się piekła, żyją religią. Ci, którzy przez piekło przeszli, żyją duchowością.

Richard Rohr, Oddychając pod wodą.
Duchowość i Program Dwunastu Kroków
,
przeł. Arkadiusz Korolik, WAM, Kraków 2024.

5554. Czekariat (XCVIII)


fot. Pati, fragment.

Ile czasu potrzeba każdemu z nas, by po prostu zaakceptować – za­akceptować to, co jest, zaakceptować samego siebie, innych, prze­szłość, własne błędy i niedoskonałości czy sprzeczności tkwiące nie­mal we wszystkim?

Richard Rohr, Oddychając pod wodą.
Duchowość i Program Dwunastu Kroków
,
przeł. Arkadiusz Korolik, WAM, Kraków 2024.

5553. Czekariat (XCVII)


fot. Pati, fragment.

Nic nowego nie wydarzy się bez przeprosin i wybaczenia. To boska technologia służąca regenerowaniu każdego czasu i każdej sytuacji.

Richard Rohr, Oddychając pod wodą.
Duchowość i Program Dwunastu Kroków
,
przeł. Arkadiusz Korolik, WAM, Kraków 2024.

5552. Czekariat (XCVI)


fot. Pati, fragment.

Być obecnym oznacza wiedzieć to, co musimy wiedzieć w danej chwili. Być obecnym wobec czegoś to pozwolić, by to coś – chwila, osoba, idea lub sytuacja – mogło cię odmienić.

Richard Rohr, Oddychając pod wodą.
Duchowość i Program Dwunastu Kroków
,
przeł. Arkadiusz Korolik, WAM, Kraków 2024.

5551. Czekariat (XCV)


fot. Pati, fragment.

[…]  przebaczenie to porzucenie nadziei
na inną lub lepszą przeszłość.

Richard Rohr, Oddychając pod wodą.
Duchowość i Program Dwunastu Kroków
,
przeł. Arkadiusz Korolik, WAM, Kraków 2024.

5550. Czekariat (XCIV)


fot. Saxifraga.

Jesteś trzymany tak mocno i pewnie, że możesz prze­stać trzymać się samego siebie i nie musisz już chronić sam siebie.

Richard Rohr, Oddychając pod wodą.
Duchowość i Program Dwunastu Kroków
,
przeł. Arkadiusz Korolik, WAM, Kraków 2024.

5549. Z oazy (CCLXX)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Bele-trele-wakacje, czyli ciąg dalszy czytania z nie­moich półek. Postanowiłam pozostać na płyciźnie, żadnych skoków na głęboką wodę, więc co druga czytana książka należy do tych rzadko przeze mnie uczę­szcza­nych rejonów literatury.

Pomysł na konstrukcję tej opowieści mnie zachwycił. Mówienie do mnie per czy­tel­ni­ku nie podobało mi się wcale, można było tłumacząc troszkę ruszyć głową. Spi­ral­ny ruch narracji, dorzucane kolejne fakty, myśli i pomysły czynią tę historię na tyle interesującą, by, pozostając na miejscu siedzącego daleko obserwatora, stać się oso­bą zaangażowaną. Ale to tyl­ko wrażenia, bo co ja tam wiem o thrillerach.

A ten wiatr był niczym gniew Boga. Pojawił się znikąd – niczym błyskawica przecinająca niebo. Bez ostrzeżenia. Furia – tak nazywała go babka. I mia­ła rację.
     […]  W dzieciństwie Agathi wierzyła, że babka ponosiła odpo­wie­dzial­ność za te gwałtowne porywy wiatru; że sprowadzała je którymś ze swoich zaklęć lub magiczną miksturą bulgoczącą na kuchni.

🖇

[…]  lubimy, by kwestie moralne były proste, czyż nie? Dobry/zły, nie­win­ny/win­ny. Sprawdza się to w fikcji; w realnym życiu podziały nie są tak wyraźne. Ludzie to skomplikowane stworzenia, a światło i cień są obecne w każdym z nas.
     […] 
     To, czego szukam – nie, czego żądam – to twoje zrozumienie. W prze­ciw­nym razie moja opowieść nie poruszy twojego serca.

🖇

     – Wcale się nie oszukuję. […]
     – Jestem innego zdania.
     – Gówno o tym wiesz.

🖇

Znam konwencję tego gatunku. Wiem, co powinno się wydarzyć. Wiem, cze­go się spodziewasz. Dochodzenia, rozwiązania zagadki, zwrotu akcji.
     Bo tak to się powinno potoczyć. Ale, jak ostrzegałem na początku, nie tak to będzie wyglądało.

🖇

Każdy morderca jest zapewne czyimś starym przyjacielem.
– Agatha Christie

🖇

Tutaj, w wyobrażonym sobie przeze mnie barze, w którym z tobą roz­ma­wiam, zamówię dla ciebie kolejny drink – i każę ci się przygotować. Dla sie­bie też coś wezmę – nie idealne martini jak w dawnych czasach, tylko zwy­kły kieliszek wódki, takiej taniej, co pali w przełyku. Potrzebuję jej, żeby uspo­ko­ić nerwy.
     Dlaczego się denerwuję? To brzmi niedorzecznie, wiem – no ale opo­wie­dzia­wszy ci swoją historię i spędziwszy z tobą tyle czasu, przy­wią­za­łem się do ciebie. Nie chcę tracić ani ciebie, ani twojego dobrego zdania o mnie.

🖇

Prawda, jak to się powiada, bywa
często dziwniejsza od fikcji.

🖇

To zabawne, że kiedy powieściopisarz Christopher Isherwood pisał o sobie w czasach młodości, zawsze czynił to w trzeciej osobie.
     Pisał o „nim” – dzieciaku imieniem Christopher.
     Dlaczego? Myślę, że dzięki temu mógł ze sobą empatyzować. O wiele ła­twiej jest być empatycznym dla innych, prawda? Gdy widzisz na ulicy prze­stra­szonego chłopca, zastraszanego, zawstydzanego, nieszanowanego przez przemocowego rodzica, natychmiast mu współczujesz.
      […]  Czasami potrzebna jest bezstronna osoba z zewnątrz, na przykład zdolny psychoterapeuta, który pomoże nam dostrzec prawdę – że jako dzie­ci byliśmy sami i przestraszeni w przerażającym miejscu, i że nikt nie za­u­wa­żał naszego bólu.

🖇

[…]  danej osobie lub obiektowi nadajesz wartość poprzez uwzględnienie go w wyborze składającym się z dwóch alternatyw. To, z czego jesteś gotów zre­zygnować dla czegoś, mówi nam wszystko o tym, jak bardzo to cenisz.
     Jason stał w obliczu jasno określonego wyboru […].
     – Co jest, kurwa? – warknął. – Ciebie to bawi, ty podły fiucie?
     – Mnie? – Zaśmiałem się. – Ja jestem chyba twoim najmniejszym pro­ble­mem, stary.

🖇

Co by było, gdybym na sekundę odłożył emocjonalny bagaż obsesyjnego skupiania się na sobie, który upierałem się dźwigać?
     Co by było, gdybym usłyszał, co Lana do mnie mówi? Cóż… Mógłbym wtedy odkryć, że jej słowa nie miały nic wspólnego ze mną, ale z nią.
     […] 
     Gdybym zdawał sobie z tego sprawę wtedy – gdybym nie był tak ślepy, przestraszony i gdybym miał w sobie więcej odwagi – mógłbym postąpić zupełnie inaczej.

🖇

Nauczyłem się na własnej skórze, że z narcyzem nie wygra się żadnej sprzeczki. To tak nie działa. Zwycięstwo można odnieść, tylko wychodząc.

🖇

Obawiałem się, że mogę powiedzieć coś niewybaczalnego, coś, czym prze­kro­czę granicę, której przekraczać nie należy.
     Dlatego się nie odezwałem. Odwróciłem się i wyszedłem.

🖇

Zrobił krok w jej stronę i wyciągnął rękę. A Kate cofnęła się mały krok – bezwiednie, ale to otworzyło przepaść między nimi.

🖇

Często słyszałem, jak pisarze mówią, że ich bohaterowie „im uciekli”, zaczęli się zachowywać niezależnie i „mieć własne życie”. Pogardzałem tą ideą, kwi­to­wa­łem jej pretensjonalność przewracaniem oczami. Ale teraz, ku wła­sne­mu zdumieniu, doświadczałem właśnie czegoś takiego. Miałem ochotę im przeszkodzić – powiedzieć: „Nie, nie, nie to mieliście mówić” oraz: „To nie powinno się dziać”… Tyle że się działo.

🖇

Prawda je wyzwoliła – a przynajmniej lekko uchyliła drzwi. Wreszcie mogły otwarcie porozmawiać.

🖇

Zarówno w teatrze, jak i w życiu myśl pana Levy’ego można sprowadzić do trzech słów: motywacja, intencja oraz cel.
     Każdy bohater ma cel – chce być bogaty, na przykład. Osiąga go w dro­dze sformułowania intencji – na przykład ciężkiej pracy, poślubienia córki szefa albo obrabowania banku. Na razie wydaje się to proste. Ostatni skład­nik jest najważniejszy i bez niego bohaterowie pozostają dwu­wy­mia­rowi.
     Musimy zapytać o to, dlaczego.
     Nie stawiamy tego pytania zbyt często. Niełatwo „na nie odpowiedzieć – wymaga to samoświadomości i szczerości.

🖇

„Oto, czym jest zadowolenie” – pomyślała.
„Wszystko jest doskonałe takie, jakie jest”.

🖇

     – […] – Uśmiechnęła się, gdy coś jej przyszło do głowy. – To mi przy­po­mnia­ło coś, co powiedział niegdyś Winnicott. O „prawdziwym ja”. Po­wie­dział mianowicie, że dostęp do niego umożliwia nam gra.
     Błędnie zrozumiałem, co Mariana miała na myśli, i nadstawiłem uszu.
     –  Gra? Naprawdę?
     – Nie aktorska. – Mariana pokręciła głową. – Gra w znaczeniu zabawy.
     – Och, rozumiem. – Straciłem zainteresowanie.
     – Chodziło mu o to, że nasze prawdziwe ja pojawia się dopiero wtedy, gdy nie mamy przed kim występować, nie ma publiczności, aplauzu. Nie trzeba spełniać żadnych oczekiwań. Zabawa nie służy żadnemu kon­kret­ne­mu celowi i nie wymaga nagród. Jest nagrodą sama w sobie.

🖇

Sprawy zaszły dalej, niż którekolwiek z nas mogłoby sobie wyobrazić.

Alex Michaelides, Furia, przeł. Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

[…]  urok nie utrzymuje się wiecznie. Pewnego dnia pry­ska i oczarowanie znika; iluzja się kończy.
     I zostaje wyłącznie powietrze.

🖇

Moja wszechwiedza ma charakter wyłącznie retrospektywny.

🖇

Już nie czuła się zagubiona. Mgła się podniosła, widziała drogę. […]  Przez te wszystkie lata uciekała – przed tym, kim jest, przed jedyną rzeczą, która nadawała jej zna­cze­nie. […]  czuła się mocna niczym Feniks wstający z po­piołów. Silna i nieustraszona. Sama, ale bez lęku. Nie było się czego bać. Czuła… co takiego? Co takiego czuła? Radość? Tak. Radość.

🖇

     – Nie pisz swojej historii dla żadnego odbiorcy, Elliocie. Pisz ją dla siebie.

(tamże)

5548. Z oazy (CCLXIX)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Pierwsza książka tego Autora przyszła do ula, po prawie półrocznym oczekiwaniu, cztery dni po śmierci Arny’ego. Od tej pory Jego Duch i ra­dosny, pełen życzliwości śmiech towarzyszą mi, gdy czytam jun­gi­stów. Czytanie w tak wy­bor­nym, wspie­ra­ją­cym towa­rzy­stwie zrodziło pomysł, by wrócić do kilku książek, ale też zanurzyć się w nowych, któ­rych zawartość kreślona była jun­go­wską perspektywą.

Odpoczywam przy takich książkach, ładuję baterie, oliwię zębatki zrozumienia czy­nio­ne­go przez czucie, wymieniam uszczelki, przemeblowuję wewnętrzne kom­na­ty, odkrywam nieznane do tej pory stryszki.

Projekcja… Jeszcze szerzej otwieram przed nią ramiona! Hmmm… Jeśli projektu­jesz coś na mnie, to z jednej strony „prosisz” mnie, bym poniosła przez chwilę Twoje złoto; z drugiej ktoś w Tobie widzi, że i ja mam złoto tej konkretnej próby, inaczej nie oddał_byś mi swojego na przechowanie.

Read Greek mythology, read Jung,
and watch. Watching is best.

— Fritz Kunkel

🖇

Inner gold is the highest value in the human psyche. It is our soul, the Self, the innermost part of our being. It is us at our best, our twenty-four-karat gift to ourselves. Everyone has inner gold. It isn’t created, but it does have to discovered. When I speak about gold this way, I am also speaking about God. These are two ways to describe the mystery.

🖇

When we awaken to a new possibility in our lives,
we often see it first in another person.

🖇

When we observe the things we attribute to the other person, we see our own depth and meaning […]  Projection our inner gold offers us the best chance for an advance in consciousness.

🖇

[…]  the best alchemists were those working with the
gold of the spirit.

🖇

The exchange of gold is a mysterious process. It is our gold, but it’s too heavy for us, so we need someone else to carry it for a time.

🖇

This is how we grow. Everyone comes to be where he or she is now, to some extent, through the exchange of gold.

🖇

We see only the “ten thousand things” that we project.

🖇

It is only after you get your gold back that
you can see the gold of the other person.

🖇

You’ve projected your gold, your deepest inner value, onto the other person. You’ve given it to her to incubate for a while, until you are ready to take it back. […] If we could only understand that we put our gold in someone’s lap for a period of time—until we get stronger—and someday it will come to an end.

🖇

Almost all psychological suffering is caused by mixing levels.

🖇

When you are struck, when gold is being exchanged, sit quietly until the smoke clears and you see where you are.

🖇

Being in love is a deep religious experience, for many people the only religious experience they’ll ever have, the last chance God has to catch them.

🖇

All affect is interior. Any emotional impact we experience is inside us. […] You set it off, but what you set off is my business. Anything that can burn in a person should burn. Only the things that are fireproof are worth keeping. If you can hurt my feelings, they are better off hurt, because it’s an error in me.
     To take inwardly what is inward is a great art.

🖇

Dr. von Franz helped me […] when she said, “Don’t behave as though your projection is a dog you can whistle home anytime you want it.” The next time you ask someone to carry your gold, make the effort to know what is going on. Stay in contact with your own gold as you put it on someone else.

🖇

We barely understand how much of what we perceive in others and the outside world are actually parts of ourselves.

🖇

When you can put a name and form to it, when you can say what you are lonely for, you’re halfway free. Being conscious is your greatest ally.

🖇

Hell is a frozen place of unrelatedness, disconnectedness.

🖇

When our value and sense of meaning are always outside ourselves—there is someone, something, some place, or some condition that will cure our pro­blem, “just as soon...”—we are stuck in an insoluble problem.

🖇

No relationship can survive unless it includes reality […].

🖇

“Just as soon” is an intermediate stage where you sense what matters to you, but you externalize it and don’t yet claim it as your own. […] but it is to soon to realize that it is your own gold. To sense this value, even if you can­not yet own it, is a start.

🖇

The only cure for loneliness is aloneness.
/medieval proverb/

🖇

Dr. Jung said that every person who came into his consulting room was either twen­ty-one or forty-five, no matter their chronological age. The twenty-one-year-old is looking backward and must conquer it. The forty-five-year-old is being touched by something he cannot yet endure. These are the only two subjects of therapy.

🖇

[…]  the midlife crisis […]. You’re going along, things pretty well in hand, and suddenly you fall into a whole.

🖇

The more sensitive and intelligent you are, the deeper the hole might be. […]  This will be one of the most profound experiences of your life.
     […]  But the journey is essentially inner. This is the most important thing to learn.

🖇

You don’t come out of Hell through the door you entered.

🖇

Reason can take you no further. From here on, it’s inspiration The vision […] takes over now.

🖇

We all follow the same path.

Robert A. Johnson, Inner Gold. Understanding Psychological
Projection
, Chiron Publications, Asheville, North Carolina 2017.
(wyróżnienie własne)

If you take the inner world literally into our time–space world, you lose it.

🖇

Please observe the energy investments you make.

(tamże)

poniedziałek, sierpnia 05, 2024

5546. Panna cotta (CXXXIII)

Okruch pierwszy, zasłyszany. Okruch drugi przeczytany. Oba trzymają w uścisku mój zachwyt niepierwszy dzień, więc parkują tu, bym mogła je mieć pod ręką i by prze­sta­ły za mną łazić.

briciole italiane
[włoskie okruchy]

grammatica non è per parlare,
grammatica è per parlare meglio
.

      [gramatyka nie jest po to, by mówić,
       gramatyka jest po to, by mówić lepiej.]

«Ho smesso di coltivare speranze nel futuro, Lloyd.»
«E ora cosa fa, sir
«Lascio crescere ciò che nasce spontaneamente.»
«Forse anche questo è coltivare qualcosa, sir.»
«E cosa? La meraviglia? La sorpresa?»
«La fiducia in sé stessi e nelle proprie forze, sir.»
«Pensiero davvero rigoglioso, Lloyd.»
«Lieto di sorprenderla sempre, sir.»

     [  — Przestałem żywić nadzieję na przyszłość, Lloydzie.
         — I co teraz pan robi?
         — Pozwalam być temu, co jest.
         — Wie pan, może również z tego da się coś wyhodować.
         — A co? Zachwyt? Zaskoczenie?
         — Co powie pan na zaufanie do samego siebie i do własnej mocy.
         — To naprawdę wypasiona myśl, Lloydzie.
         — Zawsze chętnie pana zaskoczę.]

Simone Templa, Vita con Lloyd.

5545. Poza słowami (XV)

     – I co? Czujesz się lepiej?
     – Przez moment – odparł. – Wiesz – dodał po chwili – my­ślę, że i ty musisz znaleźć takie miejsce. Miejsce, w którym mo­gła­byś z nim pobyć. Które dałoby ci odrobinę ukojenia.

     – […]  Znalazłeś pociechę właśnie tutaj, w ciszy, w cał­ko­wi­tym braku słów.
     – Nie, to nie tak. W tej ciszy są słowa. Ale wyłącznie moje własne. […]  te przeznaczone dla niego. – Pokiwał głową.

Francesca Giannone, Listonoszka z Apulii,
przeł. Agata Pryciak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2024.

*

Wilhelm Friedeman Bach, Symfonia F-dur, Menuetto I-II,
Carl Philipp Emanuel Bach Chamber Orchestra,
Hartmut Haenchen (dyrygent),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #61.

5544. Poza słowami (XIV)


fot. Hawwa, fragment.

     – […]  Tam, gdzie go nie ma, ja widzę wyłącznie ogromną pustkę.
     – To spróbuj ją wypełnić.
     – Zazdroszczę takim, którzy wiedzą, jak to zrobić – burk­nę­ła Anna i kopnęła w kupkę mokrej ziemi, która przy­kle­i­ła się jej do czubka buta.
     – Temu służą szczęśliwe wspomnienia – powiedział.

Francesca Giannone, Listonoszka z Apulii,
przeł. Agata Pryciak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2024.

*

Erik Satie, Gymnopédies No. 1, Lent et douloureux,
Jean-Yves Thibaudet (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #66.

niedziela, sierpnia 04, 2024

5543. Z oazy (CCLXVIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Wakacje, urlopy, wolne. Późno, ale po­sta­no­wi­łam do końca lata poczytać trochę powieści. Porwała mnie okładka. Akcja dziejąca się we Włoszech dobiła targu z moją uwagą. Nie było odwrotu. Wyłącznie przy wy­bie­ra­niu cytatów było trudno, ponieważ fragmenty musiały spełniać warunek nie spojlerowania. Chyba się udało.

Okładka głosi, że to książka o nadziei i odwadze. Dla mnie to przede wszystkim książka o dokonywaniu wyborów i konsekwencji, które z nich wynikają, czasem ogromnych. To również opowieść o tym, że ludzie zawsze mają powód, dla którego zachowują się tak czy inaczej. To zachowanie może wydawać się idiotyczne, ale dzieje się tak wyłącznie dlatego, że albo my, albo owi ludzie nie znamy powodu, dla którego robią to, co robią.

Nie mam dużego doświadczenia w powieściach. Byłam wyłącznie obserwatorką tej hi­storii. Jest czarująca!

Przekonana była, że miłość nie potrzebuje wielu pokoi i drzwi zamykanych na klucz: pierwsze lata małżeństwa upłynęły im w mieszkanku z dwoma sypial­niami, o niskich stropach, i jakże byli w nim szczęśliwi. „Przestrzeń, a w za­sa­dzie jej nadmiar, powiększa tylko dystans dzielący serca: czy kto­kol­wiek słyszał o szczęśliwych księżniczkach zamieszkujących przepastne zamki?” – pomyślała.

🖇

     – Ciociu, ty nie zmawiasz pacierza? – zapytała nieoczekiwanie Lorenza.
     Agata podniosła oczy znad stołu.
     – Nie jestem wierząca – odparła lakonicznie Anna.
     Carlo zakaszlał i rozejrzał się dookoła.
     – Co to znaczy, że nie jesteś wierząca? – naciskała dziewczynka oszoło­miona.
     – Jedzcie, jedzcie, bo wystygnie – przerwała jej Agata.
     Antonio wlepiał spojrzenie w Annę, jakby coś się w nim zacięło, i oderwał od niej oczy dopiero, kiedy poczuł na sobie nieruchomy wzrok żony, wpa­tru­ją­cej się w niego ze zmarszczonymi brwiami. Uśmiechnął się tylko prze­pra­sza­ją­co, złapał za łyżkę, opuścił głowę i zaczął jeść.
     […]
     – Jedno ci powiem, mają rację co do tych z północy – rzuciła tylko, po czym zniknęła mu z widoku za ścianą.

🖇

     – Czy właśnie taką mnie widzisz? – zapytała, marszcząc brwi.
     – A ty tak się czujesz?

🖇

     – Już się robi – zawołał. Odwrócił się w głąb sklepu i wrzasnął: – Gia­co­mino! Bazelii dla zamiejscowej mnie tu przynieś!
     Anna uniosła brew, zaskoczona i wręcz urażona. Czyli to tak na nią wo­ła­li w miasteczku? Zamiejscowa?

🖇

     – Wychodzi na to, że wolisz kobiety.
     – Nie tylko. […]  A poza tym wybacz, skąd ten ton?
     – Jaki ton?
     – Protekcjonalny! Jak gdyby powieściom autorstwa kobiet czegokolwiek brakowało.

🖇

     – Pamiętasz legendę o dębie? – zapytał swojego brata.
     – Oczywiście, że tak – odparł Antonio. Po chwili, naśladując gruby głos ojca, zaczął ją opowiadać. Nawet słów używał tych samych: – Dąb przez wiele wieków uznawano za drzewo złej wróżby, gdyż jako jedyne pośród drzew Królestwa Ziemskiego użyczyło swego drewna na ociosanie krzyża, na którym umarł Pan Jezus.
     Carlo wybuchnął śmiechem:
     – Och, jakbym ojca słyszał!
     Antonio uśmiechnął się tylko i mówił dalej, gestykulując przesadnie:
     – Dopiero wieleset lat później sprzeciwił się temu wierzeniu Święty Fran­ci­szek, który rzekł, że dąb wcale nie był zdrajcą, za jakiego wszyscy go mie­li, a jedynym drzewem, co zrozumiało konieczność poświęcenia się dla zba­wie­nia ludzkości, tak jak wkrótce uczynił Pan Jezus.
     Carlo potrząsnął głową rozbawiony i wyrecytował epilog opowieści jed­no­głośnie z bratem, jak pacierz:
     – Od tamtej pory dąb stał się drzewem takiej świętości, że rozmaite mia­sta włoskie poczęły kłócić się o przyjęcie jego nazwy. Wygrało Lecce, przez starożytnych zwane Lupiae, co z łaciny oznacza dąb oraz wilczycę. I wła­śnie dlatego herb miasta przedstawia wilczycę pod drzewem dębu.

🖇

A tutaj nigdy nikt nie miał dość odwagi, by spróbować.

🖇

     – Co cię tak śmieszy? – zapytał Antonio.
     – Wyobrażasz sobie coś takiego? Syn abstynenta bierze się do pędzenia wina.
     Antonio uśmiechnął się lekko.
     – Może to właśnie dlatego podjąłeś taką decyzję.
     – Myślisz, że mszczę się za wszystkie te okazje, kiedy ojciec zakazywał mi pić? – zażartował Carlo.
     – Nie, ale myślę, że chcesz mu udowodnić, jak bardzo się mylił.
     – Wobec tego nie pozostaje mi nic innego, jak tylko stworzyć najlepsze wino na świecie – oznajmił Carlo, wstając z ziemi. – Wino, którego nawet on chętnie by skosztował.

🖇

     – Jak się miewasz? – zapytał, stając za jej plecami.
     […] 
     Wzruszyła ramionami.
     – Jak ryba bez wody. Tak się miewam.
     Antonio położył dłoń na oparciu ławki i zacisnął mocno palce.
     – Wcześniej wiedziałam doskonale, kim jestem – ciągnęła. – Mia­łam swo­je miej­sca, pracę, moich uczniów… Własne życie, jednym słowem. A teraz? Nie do końca nawet rozumiem, co ci ludzie do mnie mówią.

🖇

Oboje milczeli; lecz właśnie w tym, jak milczeli i siedzieli obok siebie, widać było pełną wzajemnego zaufania bliskość.

🖇

     – Przeczytałam ogłoszenie na tablicy – odparła Anna. – Szukacie listo­no­sza, zgadza się?
     – Tak, proszę pani. Pytacie dla męża?
     Anna uniosła brew.
     – Nie, tak naprawdę to pytam dla siebie.

🖇

     – Kochanie, co ty wygadujesz? Żarty sobie stroisz, prawda? – W pytaniu Carla w równej mierze pobrzmiewały wesołość i zaniepokojenie.
     – Nie, skądże. Dlaczegóż miałabym żartować? – Anna zesztywniała.
     – Toć jesteś kobietą! – wykrzyknęła Agata.
     – I co w związku z tym?
     – Anno, dajże spokój – roześmiał się Carlo. – Któż to słyszał o kobietach listonoszach? To męski fach.
     – A kto tak powiedział? – sprzeciwiła się.
     […] 
     – Taka praca nie przystoi żadnej kobiecie – poparła go stanowczo Agata.
     – Przepraszam, a co w niej takiego nieprzystojnego? – zapytała Anna po­iry­to­wana.
     Carlo odłożył widelec i odparł:
     –  […]  Bądźmy poważni, Anno. Nie ma kobiet listonoszy.
     – Może czas to zmienić – rzekła Anna.

🖇

W domu Carla i Anny z kolei w ruch poszły porcelana i szkło. Dokładniej – poleciały dwa talerze i jeden kieliszek. Anna oskarżyła męża o zachowanie godne poganiacza niewolników. Nie zamierzała akceptować takiego koł­tuń­stwa! Przecież nie poślubiła mężczyzny o tak ciasnym umyśle! Odkąd wrócili na południe, zachowywał się jak imbécile nie do poznania! Nie mu­sia­ła długo czekać na reakcję Carla: co takiego chciała udowodnić, ima­jąc się męskiego zajęcia? – wrzasnął jej w twarz wytrącony z rów­no­wa­gi. Czy nie zdawała sobie sprawy, że stanie się pośmiewiskiem dla całego mia­steczka?

🖇

     – […]  Nadal nie zgadzam się z tym, co sobie wymyśliłaś.
     – Wiem. Ale to już twój problem – odparła, wyciągając z szuflady kre­den­su teczkę zawierającą dokumenty i wypełniony formularz.
     – Myślałem, że jeśli już napotykamy problem, to jest to nasz problem. Czyżbym się mylił?
     – Na to wygląda…

🖇

Powinien być z niej dumny, w końcu to właśnie jej się udało, do diaska. Carlo natomiast zachowywał się tak, jakby niewiele go to obchodziło. Nie posłuchała go, zadecydowała sama i nadal nie chciał jej tego wybaczyć. Na dodatek opowiedział się po stronie tych, którzy wytykali ją palcami. Miała wrażenie, że wszyscy – cały ten chór „nie podołasz”, „przecież jesteś ko­bie­tą”, „to męski fach” – czeka tylko, aż ona, Anna, poniesie porażkę. Tak, by rzeczy mogły wrócić na dawne tory.

🖇

Carlo potrząsnął głową.
     – To nie takie proste, jak ci się wydaje.
     – Właśnie że tak. To proste, braciszku.
     – Jasne, nietrudno być nowoczesnym, kiedy chodzi o żonę kogoś innego.

🖇

     – […]  Nie wie, że nie potrafisz czytać?
     Druga kobieta wydmuchała nos.
     – Nie. Wstydziłam się mu o tym powiedzieć.
     – Rozumiem. Nie ma czego się wstydzić. Nigdy nie jest za późno, żeby nauczyć się czytać.
     – Dla mnie jest.
     – Uwierz mi, wszystkich obowiązuje jednakowa zasada.
     – Nie mnie – powtórzyła Giovanna. – Ja nie widzę słów.
     Anna zrobiła zafrasowaną minę.
     – Mogę ci pomóc. Pomóc zobaczyć słowa.

🖇

     – Teraz pewnie źle o mnie myślisz, co? – zapytała Giovanna, prze­ry­wa­jąc nagle dyktowanie.
     Anna podniosła oczy znad kartki.
     – Źle o tobie myślę? A to niby dlaczego?
     – Przez to wszystko, co każę ci pisać… – zagryzła usta.
     – Och, słuchaj – prychnęła Anna. – Gdyby to mężczyzna pisał takie rze­czy, czy w ogóle byśmy sobie zawracały tym głowę?

🖇

Doskonale wiedział, co tak naprawdę dzieje się w głowie Carla: odcinał się, oddalał, wznosił mur zbudowany z wielu cegiełek udawanej obojętności. Od­kąd pamiętał, była to jedyna linia samoobrony stosowana przez brata, byle tylko osłonić się przed ciosami, które czasem zadawało mu życie.

🖇

     – Jesteś przedstawicielką Poczty Królewskiej, nie możesz przechadzać się po okolicy z gołymi nogami, jak cię pan Bóg stworzył – upomniał ją.
     – Zróbmy tak – odparła Anna, wsuwając korespondencję do sakwy. – Przy­się­gam, że założę z powrotem pończochy, pod warunkiem że od jutra i ty będziesz je nosił.

🖇

     – Poza tym – ciągnął Antonio – zawsze znajduje w sobie siłę, by zacząć od początku.

🖇

„Ze wszystkich istniejących partii akurat musiał wybrać chadecję, niech to szlag” – myślała coraz bardziej poirytowana.
     – Ja krzyżyka na krzyżu nie postawię! – wybuchła, gdy Carlo, podekscytowany jak dziecko, przyniósł do domu karton ulotek wyborczych pachnących jeszcze drukarską farbą.
     – Co ty wygadujesz? – odparł niepewny, czy Anna stroi sobie z niego żarty.
     – Mówię poważnie, możesz mi wierzyć.
     – Nie zagłosujesz na własnego męża przez swoje głupie zasady?
     – To nie jest wyłącznie kwestia moich zasad – syknęła. – Ja na katolików głosu nie oddam, choćby mi śmiercią grozili.
     – Ale to na mnie masz głosować, nie na katolików!
     – Jeśli chcesz mojego głosu, to zmień partię.

🖇

     – Chciałybyśmy zamówić u was spodnie na miarę – wyjaśniła Anna.
     – Jak u tej aktorki – dodała Giovanna.
     – Jakiej aktorki? – zdumiała się Carmela.
     – Katharine Hepburn – odparła Anna. – Kojarzycie ją?
     – Oczywiście, że tak! – oburzyła się lekko Carmela.
     – To doskonale. Marzymy o jej spodniach.

🖇

     – Często tak się dzieje, nie sądzisz? To, co naprawdę ważne, napisane jest między wierszami. Tyle że nie wszyscy potrafią to dojrzeć. Albo świadomie wybierają, by tego nie widzieć…

🖇

Nie idąc na wybory, obrażasz 
w pierwszej kolejności samą siebie.

🖇

     – I jak? Podobało ci się? – zapytał.
     Przysiadła na fotelu obok okna.
     – Wiesz, że żywię uprzedzenia wobec mężczyzn, którzy uzurpują sobie prawo do wiedzy na temat tego, co myślą i czują kobiety, i w dodatku są przekonani, że potrafią o tym opowiedzieć…

🖇

Anna wróciła ze szklanką wody w ręce.
     – Ładna, prawda? – powiedziała, wskazując lalkę ruchem podbródka. – Kupiłam ją kilka miesięcy po tym, jak tu przyjechałam – ciągnęła. – Kra­marz trzymał ją w ukryciu, za rzędem innych kukiełek. Wyróżniała się tylko tą zmarszczką na twarzy. Ja nigdy nie bałam się nie być taka jak wszyscy. I dlatego nadal ją mam, po tych wszystkich latach.

🖇

     – Tato, muszę cię o coś zapytać.
     – Słucham.
     – Co czułeś, kiedy poznałeś mamę? Kiedy się zorientowałeś, że jesteś w niej zakochany?
     Carlo zastanawiał się przez kilka chwil.
     – To było, jakbym… wrócił do domu. Czułem, że mogłem pokazać się z mojej wrażliwej strony, wiedziałem, że ją zrozumie, zatroszczy się o nią i nigdy nie użyje jej przeciwko mnie. Rozumiesz, co mam na myśli?
     Roberto skinął głową.
     – Tak, myślę, że tak…

🖇

     – Chcę wyjść, nie wiem, o której wrócę… Nie pogniewasz się?
     – Pogniewałabym się tylko, gdyby dzień nie ułożył ci się tak, jak sobie zamarzyłaś – odpowiedziała jej Giovanna. – Idź, idź. – Anna cmoknęła ją soczyście w czoło.
     – Dziękuję – szepnęła.

🖇

     – Jesteś najbardziej bezczelnie punktualną osobą, jaką znam – ro­ze­śmia­ła się Anna.
     – Punktualność to cnota tych, którzy są hojni z natury – odparł z pe­wno­ścią w głosie.

🖇

     – […]  Ale musisz mnie zrozumieć, ja nie mam w sobie twojej siły ducha…
     – Owszem, masz – przerwała jej Anna, siadając wyprostowana w łóżku.
     Jej przyjaciółka potrząsnęła głową.
     – Nie, nie mam – powtórzyła, a następnie przysiadła na skraju łóżka, spla­ta­jąc dłonie na kolanach. – Chcesz znać prawdę? Nadal się boję – sze­pnęła.
     – Kogo? Tego idioty?
     – Nie, nie jego. Boję się samej siebie. Tego, jak mogłabym się poczuć, co mogłabym sobie przypomnieć… Nie jestem jeszcze gotowa, ot, tyle.
     Annie wyrwało się przygnębione westchnienie. Spojrzała na Giovannę z czułością.
     – Jesteś, jesteś. Choć może wciąż nie zdajesz sobie z tego sprawy.

Francesca Giannone, Listonoszka z Apulii,
przeł. Agata Pryciak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2024.

Uwielbiała te pierwsze momenty dnia, płynące zgodnie z rytmem jej małych rytuałów: tylko tutaj, w swoim miej­scu na ziemi, w niczym niezmąconej ciszy od­naj­dy­wa­ła wewnętrzny spokój, była w stanie uporządkować myśli.

🖇

     – To nie takie proste. To jak gdyby… jak ci to wy­tłu­ma­czyć? Jakby ktoś rzucił na nią urok. A ja nie znam sposobu, by ją odczarować.
     Roberto zacisnął usta, zastanawiając się nad od­po­wiedzią.
     – Cóż – powiedział wreszcie – może to jedno z tych zaklęć, które znikają, tylko jeśli pokona je inna magia, mocniejsza.
     Anna wzruszyła ramionami.
     – Jeśli tak jest, to i tak nie wiem, co robić.
     – Moim zdaniem wystarczy to, ile dla ciebie znaczy. Nie ma silniejszych zaklęć ponad miłość do drugiej osoby.
     […]  „Może to prawda, że na dłuższą metę czarną ma­gię zwalczyć można tylko dobrymi czarami” – po­my­ślała.

🖇

     – Santé! – podczas gdy aromat z tlącego się w salonie cygara zaglądał do kuchni.

(tamże)