poniedziałek, lutego 03, 2025

5703. Z oazy (CCCXXI)

Nie­dzielne odliczanie literek, trzy. Poślizgnięte na dniu, potrzebnym, by odcedzić frag­menty, które koniecznie muszę tu mieć. Ta lektura uświadomiła mi, dlaczego czy­tam takie książki. To jest bardzo proste, bo są o wewnętrznej sile i osobistej mo­cy. Ta jest pod tym względem wyjątkowa.

Często odstawała nawet od odmieńców: w barach dla lesbijek była zbyt mało kobieca, żeby być femme i niewystarczająco twarda, aby postrzegano ją jako butch. W autobiografii […]  pisze, że już od cza­sów dzieciństwa boleśnie odczuwała odrzucenie społeczne, ale szyb­ko odkryła, że nie jest zabójcze, a nawet bywa użyteczne.

•

Wielokrotnie stwierdza, że to nie różnice dzielą kobiety, lecz udawanie, że owe nie istnieją.

•

Według Lorde poezja pozwala stworzyć sprawny język osobom, któ­rych głosy zostały wykluczone z debaty publicznej, dzięki czemu daje im „siłę i odwagę, by widzieć, czuć, mówić i ośmielać się”, i przy­czy­nia się do realnej zmiany.

•

[…]  zadaje retoryczne pytanie o etyczność bycia wiecznie szczę­śli­wym w tym nieludzkim świecie pełnym przemocy wobec mniej­szo­ści, kobiet i ubogich, zanieczyszczenia środowiska i ekologicznej niesprawiedliwości.

Anna Pochmara

🖇 🖇

Dorastanie jako Gruba Czarna Istota Rodzaju Żeńskiego, prawie ślepa, w ameryce, wymaga tyle woli przetrwania, że albo się tego nauczysz, albo umrzesz. […]  przetrwanie to tylko część zadania. Inną jest nauka. Szko­li­łam się przez długi czas.

🖇

Osobiście czuję się urażona przekazem, że jestem do za­ak­cep­to­wa­nia tylko wtedy, kiedy wyglądam „dobrze” lub „normalnie”, zwłaszcza że te normy nie mają nic wspólnego z moimi wyobrażeniami na temat tego, kim jestem.

🖇

❧ 19.30. A przecież nawet gdybym przepłakała sto lat, nie zdołałabym w żaden sposób wyrazić żalu, który teraz czuję, ani smutku czy straty.

🖇

❧ Muszę pozwolić, aby ten ból przeze mnie przepłynął i przeszedł dalej. Jeśli mu się oprę albo będę próbowała go powstrzymać, wybuchnie we mnie, ro­zerwie mnie, rozniesie moje strzępy po każdej ścianie i po każdej osobie, któ­rej dotykam.

🖇

[milczenie]  nigdy nie przyniosło
nam [kobietom]  nic wartościowego.

🖇

❧ […]  nad czym ten płacz? Nad straconą piersią? Nad straconą mną? Tylko kim ja właściwie byłam? Nad śmiercią, którą nie wiem, jak odsunąć w czasie? Albo jak elegancko wyjść jej na spotkanie?

🖇

❧ Czy zostało coś jeszcze, czego mogłybyśmy się bać, skoro zmierzyłyśmy się twarzą w twarz ze śmiercią i nie przyjęłyśmy jej? Skoro zaakceptowałam umie­ra­nie jako część życiowego procesu, któż miałby mieć nade mną władzę?

🖇

Wiele się nauczyłam […]. Uczę się żyć bez strachu dzięki temu, że potrafię go przeżyć, równocześnie zaś uczę się przemieniać wściekłość na własne ogra­ni­cze­nia w jakąś bardziej twórczą energię. Uświadomiłam sobie, że jeśli będę czekać, aż przestanę się bać działać, pisać, mówić, być, skażę się na wy­sy­ła­nie wiadomości za pomocą tabliczki ouija, zaszyfrowanych skarg z tam­tej strony. Kiedy zaś ośmielę się być mocna, wykorzystywać siłę w służ­bie swojej wizji, wtedy to, czy jestem nieustraszona, czy nie, nie bę­dzie już tak istotne.

🖇

❧ Musi istnieć sposób na scalenie śmierci z życiem, tak, by ani jej nie ignorować, ani się jej nie poddać.

🖇

❧ Lęk, ból i rozpacz nie zniknęły. Powoli jednak stają się coraz mniej istotne. Choć czasem tęsknota za prostym, uporządkowanym życiem wciąż dopada mnie jak nagły atak głodu – jak wegetariankę, którą niespo­dzie­wa­nie ogarnia pragnienie mięsa.

🖇

❧ Skoro potrafię spojrzeć wprost na swoje życie i na swoją śmierć i się nie wzdry­gnąć, wiem, że nie ma już nic, co mogliby mi znów zrobić. Muszę za­do­wolić się tym, że widzę, jak niewiele jestem w stanie zrobić, i na­dal robić to niewiele z otwartym sercem.

🖇

Zmuszona dogłębnie uświadomić sobie własną śmiertelność, a także prze­my­śleć to, o czym marzyłam i czego pragnęłam od życia, nieważne, jak krót­kie miałoby się ono okazać, zobaczyłam swoje priorytety i swoje za­nie­dba­nia zarysowane z całą ostrością w bezlitosnym świetle, i okazało się, że tym, czego najbardziej żałuję, są moje zamilknięcia. Czego kiedykolwiek się bałam? Zadawanie pytań lub mówienie o tym, w co wierzyłam, mogło przy­nieść ból, nawet śmierć. Tyle że przecież ranimy się na tak wiele naj­róż­niej­szych sposobów, i to nieustannie, a ból albo się zmieni, albo zniknie. […]  zaczęłam rozpoznawać w sobie źródło mocy, która pochodzi z wiedzy, że nawet jeżeli stanem najbardziej pożądanym byłby brak lęku, odkąd nauczyłam się, jak umieścić lęk w odpowiedniej perspektywie, zyskałam wielką siłę.
     Umrę wcześniej czy później, niezależnie od tego, czy kiedykolwiek przemówiłam.

🖇

Widzialność, z powodu której stajemy się tak bardzo kruche, jest zarazem źródłem naszej największej siły.

🖇

Odkryłam, że walka z rozpaczą nie oznacza zamykania oczu na ogrom za­dań związanych z wprowadzaniem zmian, nie oznacza również igno­ro­wa­nia siły i barbarzyństwa sprzysiężonych przeciwko nam potęg. Oznacza na­u­kę, przetrwanie i walkę z wykorzystaniem najważniejszego zasobu, jaki mam – mnie samej – i czerpanie radości z tej walki. […]  moja praca przy­na­le­ży do kontinuum kobiecej pracy nad odzyskiwaniem ziemi i naszej siły, wiedzę, że ta praca nie zaczęła się w dniu moich narodzin ani nie zakończy się, kiedy umrę. Oznacza wiedzę, że w tym kontinuum moje życie, moja miłość i moja praca mają szczególną moc i znaczenie dla innych.
     Oznacza łowienie łososi w rzece Missisquoi o świcie, smakowanie zielonej ciszy i świadomość, że także i to piękno jest moje, na zawsze.

🖇

Teraz myślę, że najważniejsze było nie tyle to, co wybrałam, ile świadomość, że mam wybór, a także to, że kiedy już wybrałam, samo podjęcie decyzji, zawalczenie o siebie, wykonanie ruchu, umocniły mnie.

🖇

Podkreślanie znaczenia pooperacyjnej kosmetyki wzmacnia społeczny ste­reo­typ, dotyczący kobiet, zgodnie z którym jesteśmy tylko tym, co widać, tym, jak się jawimy, a więc żadnym innym aspektem naszego istnienia nie musimy się zajmować. Każda kobieta, która z powodu raka musiała się zgo­dzić na usunięcie piersi, wie, że nie czuje się taka sama. Ale nie przy­zna­je się nam żadnego psychicznego czasu ani przestrzeni, abyśmy mogły zba­dać nasze prawdziwe odczucia, oswoić je. Natychmiastowa estetyczna po­cie­cha niesie ze sobą informację, że nasze uczucia nie są ważne, że to nasz wygląd jest wszystkim, całkowitą sumą naszego ja.
     Nie musiałam spoglądać w dół, na bandaże na klatce piersiowej, żeby wiedzieć, że nie czuję się tak samo jak przed operacją. Wciąż jednak czułam się sobą, Audre, a to wykraczało daleko poza wygląd mojej piersi.

🖇

W ramach nacisku na powierzchowność i udawanie kolejnym logicznym krokiem kultury, która depersonalizuje i deprecjonuje kobiety jest po­ja­wie­nie się ko­szma­ru, eufemistycznie nazywanego „rekonstrukcją piersi”. Prze­mysł chirurgii plastycznej forsuje obecnie ten zabieg jako najnowsze „osiąg­nię­cie” w chirurgii piersi. W rzeczywistości nie jest to żadna nowość, ale technika stosowana dotąd przy powiększaniu biustu. Należy zauważyć, że prowadzenie badań nad tą potencjalnie zagrażającą życiu praktyką ozna­cza, że czasu i pieniędzy nie przeznacza się na znalezienie metody za­po­bie­ga­nia nowotworom, które kosztują nas piersi i życie, ale raczej na to, jak udawać, że nasze piersi nie zniknęły, a nam jako kobietom nie zagraża śmierć.

🖇

[…]  każda kobieta potrzebuje żyć świadomie. Przy czym konieczność refleksji umacnia się i pogłębia, gdy trzeba wprost stawić czoła wła­snej śmiertelności, własnej śmierci.

🖇

Tam, gdzie słowa kobiet krzyczą, by ich wysłuchano, musimy, każda z nas musi, uznać naszą odpowiedzialność za odnalezienie tych słów, odczytanie ich, podzielenie się nimi i zanalizowanie znaczenia, jakie mają dla naszego życia. Po to, byśmy nie chowały się za oszukańczymi podziałami, które nam narzucono i które zbyt często uznajemy za oczywiste […]. Tyle jest naj­róż­niej­szych, nieskończonych sposobów, na które okradamy się z nas samych i z siebie nawzajem.
     […]  Zostałyśmy tak zsocjalizowane, by lęk szanować bardziej niż naszą potrzebę języka i definiowania, jeśli więc będziemy czekać w ciszy na luksus ostatecznej nieustraszoności, ciężar tej ciszy nas zadusi.

🖇

Wiem, że jeśli tylko iskra życia będzie płonąć, nie zabraknie paliwa, że póki chcę żyć, znajdę najlepszy dla siebie sposób.

🖇

Co jakiś czas zaczynałam się zastanawiać, co mam jeść, jak działać, aby ob­wieścić lub zachować moją nową pozycję tymczasowej mieszkanki tej zie­mi, a później docierało do mnie, że zawsze byłyśmy tu tymczasowo i że po pro­stu nigdy dotąd tak naprawdę tego nie podkreślałam ani też nie dzia­ła­łam aż tak dalece na tej podstawie. I wtedy zwykle robiło mi się trochę głupio i miałam wrażenie, że może bez sensu dramatyzuję – ale tylko trochę.

🖇

❧ […] chciałam wyjść, chciałam cieszyć się, że żyję, cieszyć się ze wszystkich rzeczy, z których powinnam. […]
     Później: nie chcę, żeby to był jedynie zapis żałoby. Nie chcę, żeby to był jedynie zapis łez. Chcę, żeby to było coś, co mogę wykorzystać teraz lub w przy­szłości, coś, co mogę zapamiętać, coś, co mogę przekazać, coś, co mogę poznać, co powstało z takiej mojej siły, której nic nie zdoła trwale zachwiać i której nic nie dorówna.

🖇

Jestem kimś, kogo ani świat, ani ja sama
nigdy wcześniej nie widzieliśmy.

🖇


fot. Robert Alexander, [dostęp: 3.02.2025], źródło.

🖇

❧ Może to jest szansa, by żyć i mówić o tym, w co naprawdę wierzę: że siła pochodzi z wkroczenia w to, czego najbardziej się boję, a czego nie da się uniknąć.

🖇

Moje uczucia należą tylko do mnie. Nie mogę tego stracić, ponieważ jest mo­je, ponieważ pochodzi z mojego wnętrza. Mogę powiązać je z czym­kol­wiek zechcę, ponieważ moje uczucia są częścią mnie, mojego smutku i mojej radości.
     Nigdy nie wybrałabym tej drogi, ale bardzo się cieszę z bycia tym, kim jestem. Tu, gdzie jestem.

Audre Lorde, Dzienniki raka, przeł. Anna Dzierzgowska,
Wydawnictwo Fame Art, Niemce 2022.
(wyróżnienie własne)

❧ Nie czuję się silna, ale czy mam jakiś wybór? […] W każ­dej grupie, do której należę, definiuje się mnie jako inną. Odmieńczyni, siła i słabość zarazem.

🖇

❧ Nie muszę wygrywać, żeby wiedzieć, że moje marzenia są ważne, muszę jedynie wierzyć w proces, którego jestem częścią. […] W uznaniu istnienia miłości leży odpo­wiedź na rozpacz.

🖇

[…]  wszystkie te stare, stereotypowe wzorce reakcji, zgodnie z którymi powinnyśmy odrzucić przygodę, jaką jest możliwość zgłębienia własnych doświadczeń, nieważne, jak bardzo bolesnych i trudnych.

(tamże)

niedziela, lutego 02, 2025

5702. Z oazy (CCCXX)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Nazwisko-wytrych — ibukosknera, gdy je widzi, nawet nie wy­wra­ca oczami.

Pamiętam, jak książeczka ta była nie­do­stępna w ibuku. Od nie­chce­nia klik, klik i zdziwionko, jest! Więc klik, klik i na czytniku, i za chwi­lę prze­czy­tane. Ubawiłam się i zamyśliłam, i zachwyciłam szkicami.

Od kiedy zacząłem poznawać mity greckie – […] – czułem się onie­śmie­lony ich głębią i urodą, choć już po kilku minutach lektury mu­sia­łem stwierdzić, że ten świat jest dla mnie trudny, szybko mnie nie­cierpliwi, wprawia w za­gu­bie­nie: za dużo w nim ojców tego sa­me­go dziecka, za dużo żon tego samego męża, za dużo niewiarygodnych przygód. Gubiłem się w nim. Czułem, że mógłby być prostszy, zre­du­ko­wa­ny do tego, co mnie samego interesuje i wzrusza najbardziej.

•

Ale przy całym wysiłku przybliżenia sobie archaicznej materii i ruchu każdą lekturę i tak zawieszałem po kilkunastu stronach, zagubiony, zde­zo­rien­towa­ny, przekonany o własnej niezdolności do rozumienia skomplikowanych podań.

•

[…] wpadłem na pomysł, a raczej na język, własnej mitologii. Sku­pio­nej na pojedynczych postaciach, które same opowiadają o so­bie, jed­no­wąt­kowo, poprzez epizody, o których myślałem jako o do­mi­nan­tach skomplikowanych historii.

•

Kto wie, czy nie pisałem tej „innej mitologii”, „mitologii osobnej”, naj­pierw z myślą o dzieciach. Nigdy zresztą nie wierzyłem, że jaki­kol­wiek świat dzieli się na opowieść dziecięcą i dojrzałą.

Jarosław Mikołajewski

🖇 🖇

🖇

[Afrodyta]  Czułam się dzieckiem nienazwanych żywiołów. […]
     Kiedy wyszłam z morza, zobaczyłam nagość w lustrze, które słońce roz­snu­ło na wodzie. Była moja. Była tym, co we mnie nazywali pięknem.

🖇

🖇

[Antygona]  Byłam trudna.
     Nie wszystkim mówiłam witaj i żegnaj.
     […]
     Kiedy Kreon zabronił pochować mojego brata, prócz żałoby miałam w sobie sprzeciw. Ale nie ten, który szamoce się w bezsilności.
     Pogrzebałam Polinejka własnymi siłami, wbrew zakazowi króla. I nie był to efekt namysłów, rozważań. To było coś jak podanie przybyszowi z da­le­kiej krainy szklanki wody. Jak odruchowe spojrzenie na spadającego Ikara. Na rozkwit lotosu.

🖇

[Niobe]  Byłam matką, jestem kamieniem. Myślałam, że jestem jedyną matką, którą spotkał ten los, ale Mnemosyne wydobyła mnie z błędu. Mnemosyne – pamięć. Błogosławiona, przeklęta. Ta, która boli.

🖇

🖇

[Hermes]  Nigdy nie planowałem zdarzeń mojego istnienia. Wywoływałem je tylko, a kiedy sprawy zwracały się przeciw mnie, reagowałem nie­po­ję­tym zmysłem okazji i ucieczki.
     […]  Czy zostanę zrozumiany, kiedy powiem, że mnie po prostu korciło? Czy znacie stan, któremu odpowiada to słowo? Nigdy nie dowiedziałem się, czym jest ta nieodparta siła, która wyprzedza myślenie i działanie. Nigdy nie poznałem imienia boginki czy boga, którzy napędzają kaprys po­chop­ne­go czynu.

🖇

[Ares]  Moimi rodzicami byli Hera i Zeus, co dawało mi poczucie bez­kar­ności. […]
     Na początku moja mowa była tak i nie. Podczas wielu wojen nauczyłem się jednak cieniować odczucia i sądy.

🖇

🖇

[Cerber]  Byłem psem Hadesu. Psem piekielnych podziemi.
     Nie ma mnie, tak jak nie ma już świata Olimpu.
     W ludzkim świecie nieludzkim trwa tylko nieśmiertelne moje ugryzienie, jakie zostawiam tym, którzy kogoś tracą.
     […]
     Żyję tylko w chwili, kiedy zanika życie.
     Jest to dziwne i niedziwne zarazem.

🖇

🖇

[Atena Nike]  Urodziłam się z obolałej głowy ojca, z własnej obolałej głowy biorę moją trudną opowieść.
     […]
     Niewiele rozumiałam z mojej własnej przeszłości i z losu przodków.

🖇

[Hera]  Przetrwaliśmy w ludziach, w ludziach więc widzę jego arogancję, podłość, okrucieństwo. A zwłaszcza dumę. Jej ślad pozostawił w męż­czyz­nach, którzy maltretują żony, a potem podczas obiadów, przy których się nudzą, wygłaszają nieznoszące sprzeciwu mądrości.
     To nawet nie chodzi o jego głupotę. To była nieuważność kogoś, kto za­wo­dzi i nie ma odwagi się do tego przyznać. […]
     Byłam zazdrosna. O co? O kogo? O to, czego nie było? O tego, którego nie ma?

🖇

🖇

[Hefajstos]  Robiłem dla ojca pioruny i berła.
     […]  Wielu ludziom przypominałem ich własnych ojców. Krzywdzących. Skrzywdzonych.

🖇

[Dafne]  Przestraszyłam się. Nie chciałam, żeby w moim życiu zdarzyło się coś, czego nie rozumiem. Prawie bezwiednie wyszeptałam prośbę, by tato zmienił mnie w drzewo. Nie myślałam, że to bezpowrotne.
     Nie znajdziesz mnie więc w tym grobie. Jestem w liściach, na których […]  gra […]  z czułością wiatr.

🖇

🖇

[Dedal]  Kiedy wzbiliśmy się w niebo, nie przewidziałem, że syn posłucha mojej nauki, żeby w życiu zawsze piąć się coraz wyżej i wyżej. Nie pomy­śla­łem, że w gorączce słońca wosk się roztopi, pióra opadną, a Ikar runie na ziemię. […]
     W późnych latach często myślałem, że geniusz tkwi nie tylko w pomy­sło­wo­ści, lecz również w tym, by przewidywać skutki własnych arcydzieł. Lecz cóż mi teraz po mojej mądrości?

🖇

[Ikar]  Mówił, żebym nie wznosił się zbyt wysoko, bo – twierdził – z każdej wysokości widać to samo. Ja jednak w powietrzu poczułem wyzwanie. Chcia­łem sprawdzić, jak blisko mogę podlecieć do słońca i nie runąć na ziemię.
     Dostałem skrzydła, zanim dostałem dojrzałość.

🖇

[Demeter]  Nie chciałam żyć, nie zależało mi na życiu innych. Kiedy pła­ka­łam, mówili, że to ryczy Etna. W rozpaczy nie rodziłam owoców. Pozwa­la­łam każdemu życiu umierać z zimna i głodu.
     Zeus, z troski o tych, którzy go wielbili i składali mu ofiary, sprawił, że Per­se­fona na pół roku do mnie powraca. Patrząc na rozkwit słoneczników i słońca, ludzie mówią, że poznali tajemnicę wiosny i lata. Oby nigdy nie we­szli w tajemnicę zimy. Mówię to z głębi wymrożonej jesieni.

🖇

🖇

[Dionizos]  Byłem bogiem oszalałej radości, jaką daje codzienne roz­ko­cha­nie w życiu. […]  Kochałem, jak wino zapuszcza w żołądek żarłocznego ro­ba­ka nieobojętności, wyostrza zmysły i na pierwszą chwilę biesiady de­sty­lu­je piękno świata. […]
     Żona mojego ojca do końca twierdziła, że nie jestem jego synem. Uwa­ża­ła, że jak na boga, za mało jest we mnie boskości. Dziś, kiedy mnie nie ma, chciałbym, by miała rację. Wino pozwalało mi bawić się często tą możliwością.

🖇

🖇

[Driady]  Żyjemy w lasach.
     Rodzimy się z drzewami, umieramy z drzewami.
     Każda z nas ma swoje drzewo, każde drzewo ma nas.
     […] 
     Głupi ludzie nie wiedzą, że ścinając drzewo, ścinają jedną z nas. Kiedy ścinają las, mordują tysiące dziewcząt. „Czemu ranisz?” – pytamy, kiedy zrywasz gałązkę.
     Jesteśmy dobre i mroczne jak las. Dajemy wytchnienie, lecz jeśli ktoś szkodzi drzewu, bronimy je i stajemy się mściwe. Spytajcie tych, którzy zgubili się w lesie.

🖇

[Eris]  Byłam boginią niezgody. Tej dobrej, która każe sprzeciwiać się złu i doskonalić swą sztukę, powalać granice, wychodzić na place, unosić pię­ści, wykrzykiwać święty protest wobec zła. I tej niedobrej, która za­zdro­ści i unosi się namiętnym gniewem.
     Kiedy nieproszona pojawiłam się na weselu, rzuciłam między boginie jab­łko z napisem „Dla najpiękniejszej”. Hera, Atena i Afrodyta posprzeczały się o nie, bo każda uważała, że najpiękniejsza jest ona.
     Bogiń już nie ma, spór trwa. I żyje podobno moja wynaturzona córka o wstydliwym imieniu Zawiść.

🖇

🖇

[Eurydyka]  Miałam więcej szczęścia od innych młodych kobiet. Nikt na mnie nigdy nie napadł. Kochałam i byłam kochana.
     […] 
     A jednak się odwrócił. Spojrzał. Stracił mnie na zawsze. Ja straciłam je­go. Na początku myślałam, że nie mógł się mnie doczekać. Teraz przy­cho­dzi mi do głowy, że wolał żyć z moim cieniem w sercu niż ze mną u boku.

🖇

[Orfeusz]  Wzlecieliśmy ku sobie jak stęsknione liście. […]
     Nie wiem, dlaczego odwróciłem głowę. Nie nadawałbym temu głę­bo­kie­go sensu. To była zwykła chwila zagapienia. Przedwczesnej ra­do­ści. Upoj­nej tęsknoty.

🖇

[Ismena]  Komu mam powiedzieć, że istnieją dwa momenty protestu, i że dzieli je czeluść. Ten pierwszy, gdy nie pada tuż po niegodziwości, i ten drugi, który unieważnia twoją szlachetność.

🖇

[Uranos]  Późno zrozumiałem, że władza to dzika bestia wy­pu­szczo­na z klatki naszej godności. […]
     Straciłem moc, zyskałem marzenie, które jest radością wszystkich ludz­kich starców – zajmować się wnuczką, wnukiem. Nie pamiętam, czy ma­rzenie to się spełniło. Byłem już bardzo archaicznym bogiem. Starym. Nie­pomnym.

🖇

[Zeus]  Sądzić, wybaczać, z nadprzyrodzoną mądrością bogów, którzy nie doświadczyli małości, lecz potrafią ją zrozumieć u innych? […]  Mój dziadek był Niebem, moja babcia Ziemią. Czy te zdarzenia tłumaczą to, że nie­bo i zie­mia walczyły we mnie o lepsze?
     […]
     Miejcie tyle mądrości, ile ja miałem władzy.
     Nie na odwrót.

Jarosław Mikołajewski, Mity osobne, ilustr. Alicja Nikiel,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

[Echo]  Z miłości rozpłynęłam się w powietrzu. Po­wietrzu.
     Ze wszystkiego, czym byłam, został tylko głos. Głos.
     Pogłos. Pogłos.
     Strużka głosu. Głosu.
     Nawet nie mojego. Mojego.
     Tylko tych, którzy mówią do mnie. Do mnie.
     Jestem tylko wtedy, kiedy do mnie mówisz. Mówisz.
     Więc mów. Mów.

🖇

[Iris]  Jestem błyskawiczna, nie mam nic wspólnego z przerażającą mocą błyskawicy. Mam w sobie jej szybkość.

(tamże)

5701. Z oazy (CCCXIX)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Powaliła mnie ta lektura. To jest książka, którą należy walić po głowie wszystkich gospodarczych guru w stylu petrumądrali. Nie mam złudzeń, historia Chin, Niemiec czy Stanów Zjednoczonych niczego nas nie nauczy, choć z powodzeniem by mogła. Jesteśmy i pozostaniemy jednocześnie i Chry­stu­sem, i Chinami Europy.

Technicznie była to dla mnie wymagająca lektura, ponieważ musiałam przyswoić wiele terminów, wiele definicji. Ogarnąć, powiązać i jeszcze co chwilę łapać się za głowę. Intelektualną gimnastykę zdecydowanie mam na jakiś czas zaliczoną.

Wojna o dostęp do rynków, większe zainteresowanie pro­du­cen­tów sprze­da­żą niż konsumentów kupnem stanowią koronny do­wód istnienia fałszywej ekonomii dystrybucji, której owocem stał się imperializm. Wyłącznie po­zba­wie­nie klas po­sia­da­ją­cych niezasłużonych zysków i przekazanie ich na po­czet wy­na­gro­dzeń klas pracujących lub na poczet dochodu publicznego, aby w ten sposób przeznaczyć je na podniesienie standardu konsumpcji, za­pew­nia narodom bezpieczeństwo.
John A. Hobson, Imperialism. A Study (1902)

🖇🖇

Główną tezą niniejszej książki jest założenie, że rozkład siły nabywczej we­wnątrz społeczeństwa wpływa na jego relacje gospodarcze z resztą świata.

🖇

Motywem przewodnim niniejszej książki jest to, że decyzja podjęta w jed­nym miejscu może przynieść nieoczekiwane skutki zupełnie gdzie indziej.

🖇

Bogacze z całego świata mieli możliwość czerpania korzyści kosztem pra­cow­ni­ków i emerytów na skalę międzynarodową, ponieważ interesy ame­ry­kań­skich finansistów uzupełniały się z interesami chińskich i niemieckich przedsiębiorców. Zarówno jedni, jak i drudzy wychodzili naprzeciw inte­re­som najmożniejszych obywateli całego świata […].
     Skutkiem tej przewrotnej strategii jest wzajemne wzmacnianie się coraz silniejszej globalizacji i rosnących nierówności. Przedsiębiorstwa na całym świecie wykorzystują międzynarodową konkurencję jako pretekst do for­so­wa­nia niższych płac, wygodnych dla siebie przepisów dotyczących ochrony środowiska i bezpieczeństwa, preferencyjnych systemów podatkowych i re­gre­syw­nych transferów. Okazuje się, że ucisk zwykłego gospodarstwa do­mo­we­go jest znacznie łatwiejszy niż zwiększanie produktywności, inwe­sto­wa­nie w infrastrukturę oraz poprawa zdrowia i edukacji. Ten scenariusz jest jednak niemożliwy do utrzymania na dłuższą metę, ponieważ obniżenie wynagrodzeń musi prowadzić do pewnej kombinacji niższej konsumpcji (a za­razem ograniczenia wydatków w globalnej gospodarce) oraz wyż­szego zadłużenia (które ostatecznie ma charakter samoograniczający i samonapędzający).

🖇

Prawie wszystkie gospodarstwa domowe są bezpośrednio lub pośrednio importerami netto, a zatem czerpią korzyści z mocniejszej waluty.

🖇

Inwestycje są opłacalne wyłącznie wtedy, gdy wychodzą naprzeciw nie­za­spo­ko­jonym potrzebom konsumpcyjnym. W przeciwnym razie należy je traktować wyłącznie jako marnotrawstwo zasobów, które z po­wo­dze­niem można by wykorzystać gdzie indziej.

🖇

Ogólnoświatowy niedobór środków na wydatki generowany jest przez kraje z nadwyżkami. Trudno zgodzić się z twierdzeniem nie­miec­kich decydentów, według których ich nadwyżki są nagrodą za doskonałą technologię produkcji. Rekompensatą z tytułu wysokiej efektywności po­win­ny być zyski z wyższego importu, generowane z powodu poprawy wa­run­ków wymiany handlowej. Tymczasem utrzymujące się nadwyżki są zazwyczaj konsekwencją wysoce niezrównoważonej dystrybucji dochodów na korzyść przedsiębiorstw i osób najbogatszych.

🖇

Stany Zjednoczone nadal pozostają światowym miejscem składowania nad­wyżek oszczędności i związanych z nimi nadwyżek produkcji. Otwarty globalny system handlu może pozostawać zagrożony tak długo, jak długo elity w głównych gospodarkach dysponujących nadwyżkami będą przy­wią­za­ne do systemu, w ramach którego siła nabywcza ich pracowników i emerytów nieustannie maleje.

🖇

Fetysz konkurencyjności doprowadził do globalnego niedoboru wydatków z uwagi na fakt, że samo pojęcie konkurencyjności funkcjonuje jako eufe­mizm dla obniżek płac, czy to bezpośrednio, czy też poprzez deprecjację waluty i osłabienie systemów zabezpieczenia społecznego.

🖇

Najpoważniejszym źródłem globalnej nierównowagi jest obecnie strefa eu­ro. Przed 2008 rokiem gospodarstwa domowe i przed­się­bior­stwa w kra­jach dotkniętych kryzysem, takich jak Hiszpania, Grecja, Wło­chy, Ir­lan­dia i inne, kompensowały stagnację w Niemczech poprzez za­cią­ga­nie wysokich pożyczek i wydatki przewyższające ich dochody. Z jednej strony skutkowało to wzrostem gospodarczym w całym bloku, z drugiej jednak stan ten okazał się trudny do utrzymania. Kryzys finansowy zmusił gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa do ograniczenia wydatków i sku­pienia się na spłacie za­dłużenia.
     Początkowo rządy państw dotkniętych kryzysem odpowiedziały zwię­ksze­niem akcji kredytowej oraz wzrostem wydatków w celu złagodzenia je­go skutków, co również okazało się strategią krótkoterminową. Zmuszone do oszczędzania władze przerzucają koszty na obywateli – rosną podatki i bezrobocie, szerzy się ubóstwo, spada jakość infrastruktury, podobnie jak ogólny standard życia.

🖇

[…]  beneficjenci systemu zwykle budują opozycję wobec zmian i opóźniają znaczące korekty. Historia zna wiele przypadków, gdy od­kła­da­ne zbyt dłu­go reformy systemu zaprowadziły kraj na manowce nad­mier­ne­go i nie­bez­piecz­ne­go zadłużenia.

🖇

Znaczna nadwyżka dochodów prywatnych w Europie jest ostatecznie funk­cją wzrostu nierówności, co oznacza, że zjawisko to można odwrócić za po­mo­cą konkretnych instrumentów politycznych, które przeniosą dochód z ultrabogaczy i kontrolowanych przez nich przedsiębiorstw na zwykłe europejskie gospodarstwa domowe. W grę wchodzą oczywiście pod­nie­sie­nie stawek podatkowych dla osób o wysokich dochodach, obni­że­nie składek na ubezpieczenie społeczne, redukcja stawek podatku VAT, stworzenie efek­tyw­nego systemu pomocy społecznej oraz podniesienie płacy minimalnej.

🖇

Skuteczność każdego niezrównoważonego modelu rozwoju gospodarczego zawsze ma swoje granice.

🖇

[…]  oficjalny chiński system podatkowy ma charakter regresywny. […]  najmniej zarabiający obłożeni są wyższymi stawkami podatkowymi niż bogaci.

🖇

Oszczędności „podróżują po świecie”
za pośrednictwem rynków finansowych.

🖇

Większość populacji wydaje niemal całość swoich zarobków na towary i usłu­gi. Bogaci nie mają tego rodzaju problemu, ponieważ ich poziom kon­sump­cji nie ma nic wspólnego z dochodami, bez względu na to, jak ko­sztow­ne mogą wydawać się ich upodobania. Co z tego wynika? Za­strzyk go­tów­ki dla większości z nas oznacza, że prędzej czy później wydamy go na zakup towaru, który zapewni pracę i dochód innym. W przypadku osoby bogatej ten sam dodatkowy pieniądz zostanie prawdopodobnie wykorzystany do zgromadzenia dodatkowych aktywów.
     W skali całego świata rosnące nierówności skutkują tym, że wartość tych aktywów musi być uzależniona od ciągłego wzrostu wydatków osób, które mają coraz mniejszy udział w dochodzie narodowym.

🖇

[…]  nieumiejętne postępowanie w obliczu uzasadnionych pretensji może stanowić zagrożenie dla pokoju na arenie międzynarodowej, pozostawiając problemy bez rozwiązania.

🖇

O ile znaczna część społeczeństwa coraz bardziej docenia fakt, że zdrowie publiczne i ochrona środowiska wymagają globalnej współpracy, o tyle mniej osób zdaje sobie sprawę z tego, że ta sama logika ma zastosowanie w daleko szerszej perspektywie, począwszy od standardów pracy, a skoń­czy­wszy na opodatkowaniu przedsiębiorstw. […]  w każdym kraju dy­stry­bu­cja dochodów niesie ze sobą konsekwencje natury gospodarczej i fi­nan­sowej, zarówno na poziomie lokalnym, jak i międzynarodowym, a po­głę­bia­ją­ce się nierówności prowadzą do pewnego rodzaju kombinacji dwóch zjawisk – obniżenia wydatków na towary i usługi oraz rosnącego za­dłu­że­nia. Koncentracja dochodów na skalę globalną na prze­strze­ni ostat­nich kil­ku dekad przyczyniła się do spowolnienia wzrostu poziomu życia w wielu krajach wysoko rozwiniętych, wzrostu nierównowagi handlowej i do glo­bal­ne­go kryzysu finansowego.

Matthew C. Klein Michael Pettis, Wojny handlowe to wojny klasowe.
Jak narastające nierówności zakłócają rozwój globalnej gospodarki
i zagrażają pokojowi na świecie
, przeł. Katarzyna Mironowicz,
Wydawnictwo Prześwity, Warszawa 2024.


(wyróżnienie własne)

5700. Czekariat (CVIII)


Kaan.

Aby być dostępną dla samej siebie i móc skoncentrować swoją ener­gię na wyzwaniach świata, w którym się poruszam, muszę zastanowić się, co znaczy dla mnie moje ciało. Muszę też oddzielić zewnętrzne wy­ma­ga­nia dotyczące mojego wyglądu i tego, jakie odczucia budzę u in­nych, od tego, czego naprawdę chcę dla własnego ciała i jak czuję się sama ze sobą.

•

[…]  traktować siebie nie z przerażeniem, ale z uważnością.

•

Teraz pragnę żyć jeszcze bardziej – próbować słodyczy każdej chwili i z niej korzystać, korzystać z każdego cudu, który towarzyszy mi w mo­ich dniach.

Audre Lorde, Dzienniki raka, przeł. Anna Dzierzgowska,
Wydawnictwo Fame Art, Niemce 2022.
(wyróżnienie własne)

5699. W magicznym kręgu gustów

W sierpniu zeszłego roku po raz pierwszy usłyszałam (ach, te obroty!) tę przeróbkę. Potem okazało się, że to wiralowa ścieżka dźwiękowa do rolek z tańcem. Kawałek zaczął za mną chodzić, ocierając się chwilami o stalking. Dwa miesiące temu zna­la­złam ten — do tego utworu — obrazek i do dziś nijak mi nie zbrzydł. Im więcej razy go oglądam, tym więcej mam wyłapanych kolejnych choreograficznych perełek.

Nie zbrzydł, chciałam go tu mieć szybko i łatwo pod ręką, ale do niczego mi na tym blogu nie pasował. Aż — kończąc jedną z ksią­żek — uznałam, że jest w niej kilka sytuacji, chwil, historii, które koniecznie muszę tu mieć. I w jednej chwili wyroby oby-trzech muz tak pięknie ustawiły się pod tematycznym parasolem: gusta i gu­ściki — jest francuski film o takim tytule, reż. Agnès Jaoui, 2000, doskonały! Nie było już nic, na co trzeba byłoby jeszcze poczekać.

*

Sadownik:
(jakiś czas temu)
Wiem, co cię w tym obrazku zachwyca!

Jabłoń:
(zdziwiona mocą
sadowniczej pewności
)
Co?

Sadownik:
Izolacje.

Jabłoń:
Ano!

Lady Gaga, Always Remember Us This Way,
remix DJ Johnny.

🖇🖇

Nad polskim projektowaniem wisi klątwa ładności.
     – Pan zrobi, żeby wyglądało.
     – Z fontów najbardziej lubię antykwę – ogłasza prezes.
     – I jakieś ciekawsze kolory poproszę.

🖇

Tak, tak, wiem. Gust jest kategorią klasową. Ustanawia hierarchie i po­działy. Odzwierciedla nasze aspiracje i lęki. Pozwala się wy­wyż­szać, łudzić, oszukiwać. I tak dalej.

🖇

     – Pani hrabino, a co pani o tym sądzi?
     – Ciii, pani hrabina nam powie.
     – Nic nie powiem – odparła. – Ja się nie znam, ja się nie interesuję. Ale ja to pokazałam mój monsz. Mój monsz, on jest Anglik. I mój monsz, Anglik, popaczył i powiedział: to jest fish. Riba. Riba to jest morze. Tutaj nie ma mo­rze. Nie ma mo­rze, nie ma riba, nie ma sens!
     – Pani hrabino, ale to jest sum, w sensie, taka nasza ryba lądowa.
     – Nie ma riba lądowa! Riba żyje w water.
     – W sensie, śródlądowa.
     – Rzeczna ryba, pani hrabino… U nas takie mieszkają. […] 
     – Panowie, ja was proszę, bez dyskusji – przerwała dziedziczka. – Sum to jest riba. Riba to jest sea. Tutaj nie ma sea. Nie ma sea, nie ma riba, nie ma sens.
     – A ten drugi projekt, pani hrabino? Ten ze słoneczkiem?
     – Ja się na tym nie znam, ja nie jestem designer – rzekła hrabina. – Ale ja to pokazałam mój monsz. On jest Anglik. I mój monsz, Anglik, on po­wie­dział: sonce to jest sun. Sonce to jest plaż. Plaż to jest sea. Tutaj nie ma sea. Nie ma sea, nie ma sonce, nie ma sens.
     – A ten latawiec?
     – Co wy mnie tak pytacie? Ja się nie znam, ja się nie interesuję. Mó­wi­łam, ja nie jestem designer… Ale ja to pokazała mój monsz. Mój monsz, Anglik, popaczył i powiedział: latawiec to jest plaż. Plaż to jest sea. Tutaj nie ma sea. Nie ma sea, nie ma sonce, nie ma sens.
     – A piłka? Mnie się nawet podoba, taka kolorowa… – spróbował któryś wójt.
     – Mój monsz, Anglik, powiedział: piłka to jest plaż. Plaż to jest sea. Tutaj nie ma sea. Nie ma sea, nie ma sonce, nie ma sens.
     – A ten taki z niedźwiedziem?
     – Mój monsz, Anglik, popaczył i powiedział: tutaj nie ma Rosja.

* * *

     Często sobie powtarzam te słowa:
     Nie ma sea.
     Nie ma riba.
     Nie ma sens.

🖇

Kolory niosą ryzyko, w ich świecie jesteśmy jak więzień po długim wyroku, wolni i niedostosowani.

🖇

Grafik, który wdaje się w dyskusje na temat barw, stoi na przegranej po­zy­cji. Dwadzieścia lat moich rozmów z klientami wszelkich płci da się streścić w ten sposób:
     •  Zielony – nie jesteśmy ekologami.
     •  Żółty – nic nie widać.
     •  Różowy – hi, hi.
     •  Czerwony – precz z komuną.
     •  Fioletowy – czy to ciemnoróżowy?
     •  Beżowy – brudny.
     •  Szary – szary.
     •  Brązowy – gówno.
     •  Czarny – smutny. Chociaż trzeba powiedzieć, że wygląda elegancko. Zwłaszcza w połączeniu ze złotym. Ale jednak trochę za ponuro. Może lepiej dać ciemnozielony?

Są też połączenia, które wywołują natychmiastowy protest:
     •  Żółto-czerwony – przecena w supermarkecie.
     •  Czarno-czerwony – nadchodzą ukraińscy nacjonaliści.
     •  Żółto-zielony – jajecznica ze szczypiorkiem!
     •  Wszystkie? – tęcza? A kysz!

🖇

Najwyraźniej dobór kolorów jest jednym z tych zadań, które patriarchat zawsze chętnie powierza kobietom.

🖇

Przyjaciel malarz mieszka w starej kamienicy na Woli. Jakiś czas temu lo­ka­to­rzy postanowili wyremontować klatkę schodową. […]  Czyścili, pu­co­wa­li, zdrapywali starą farbę. Szorowali długo. Zeskrobali PRL i wojenną spaleniznę, aż wreszcie dotarli do warstw z czasów rewolucji przemysłowej. Potem, w słabym świetle żarówki, balansując na zbyt niskich drabinach, kła­dli nowy grunt. Pracowali ramię przy ramieniu. Nikt nie zerkał na ze­ga­rek. Nie pytał o wynagrodzenie.
     Aż przyszedł czas wybierania nowego koloru. Wybór był zresztą dość ograniczony, ponieważ konserwator zabytków zalecił coś pomiędzy beżem a musztardą sarepską. W grę wchodził więc odcień nazwany przez pro­du­cen­ta farb „Fokstrotem w świetle księżyca” lub „Karmelowym swingiem”. I chyba karmelowy swing oburzył sąsiadkę z pierwszego piętra.
     – Wygląda jak kupa – oświadczyła.
     – Proszę państwa – odezwał się kolega malarz. – Przypominam, że do­bie­ra­my farbę do kafelków. To jest ochra.
     – Nie zgadzam się! – uparła się pani z pierwszego.
     – A widziała pani kiedyś Rembrandta? – wrzasnął kolega malarz.
     – A pan widział gówno?
     – To może „Szczyptę cynamonu” – ktoś pojednawczo zamachał wzor­nikiem.
     – Nie pozwolę obrażać Rembrandta!
     W tym momencie sąsiad z trzeciego dokonał coming outu.
     – Jestem daltonistą – oświadczył – i uważam, że powinniśmy dać zie­lo­ny albo wiśniowy.
     – Przecież to do kafelków ma pasować – przypomniał straż­nik z dru­giego.
     – No właśnie! – ucieszył się daltonista.
     Ludzie, którzy jeszcze przed chwilą zgodnie współpracowali, zamienili się w najgorszych wrogów. Rozpętał się zaciekły spór, bez szans na kom­pro­mis czy porozumienie. Tak już jest, kiedy zaczyna się rozmowa o ko­lorach.

🖇

Obok innowacyjny projekt budy na dziecko. Dwupiętrowy domek ze sklejki, z legowiskiem na górnym poziomie i miejscem do pracy na dole. Autor tej koncepcji najwyraźniej nigdy nie widział dziecka, więc uwierzył, że aktyw­ność sześciolatka można skoncentrować na trzech metrach kwadratowych, podczas gdy dookoła zapanuje niezmącony spokój. Przy tym eksponacie za­trzy­maliśmy się z żoną na dłużej. Patrzyliśmy z rozmarzeniem.

🖇

     – Co to jest dom społeczny? – spytało dziecko.
     – Masz na myśli dom opieki społecznej? – odgadła moja żona.
     – Chyba tak.
     – No, wiesz, jeśli ktoś jest bardzo chory albo stary, albo niesamodzielny, to może mieszkać w takim domu, mieć opiekę…
     Dziecko spojrzało na nas z wahaniem.
     – I tam się chodzi?
     – No tak. Na przykład w odwiedziny.
     – A przestrzeń?
     – Co przestrzeń?
     – Co to znaczy „przestrzeń społeczna”?
     – Nie wiem – skapitulowała żona. – Może chodzi o przestrzeń publiczną?
     – Tak, publiczną! – rozpromieniło się dziecko. – Więc co to jest dom pub­liczny?

🖇

­      – Założenia projektu? – zagaił dyrektor czegoś tam państwowego. – Pa­nowie, to wy jesteście artystami, proszę mnie nie pytać. Ma być ładnie.
     Zapytaliśmy o szczegóły. Westchnął i pokręcił głową. Że też ludziom trze­ba tłumaczyć najprostsze rzeczy.
     – No, ale skoro już panowie prosicie, to mogę wam to ogólnie naświetlić. Po pierwsze: nie to jest ładne, co jest ładne, tylko to, co się komu podoba. Mnie osobiście podoba się malarstwo olejne, a szczególnie koń w galopie…

🖇

Przestrzeń publiczna.
     Na przykład plac. Kiedy wprowadziłem się na Grochów, była tu trawa, niedopałki, a także topole i alkoholicy. Pierwszego dnia jeden z nich zerwał się na mój widok. Może nie tyle zerwał, ile ostrożnie zmienił położenie. Zro­bił kilka kroków i o coś spytał. Nie zrozumiałem ani słowa, a gość z na­pię­ciem czekał na odpowiedź.
     – Za piętnaście czwarta – rzuciłem na próbę.
     – Ale jaki dzień, kurwa, jaki dzień? – jęknął.

Marcin Wicha, Jak przestałem kochać design,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2015.

5698. Czekariat (CVII)


fot. Cheryl, fragment.

Nadzieja to nie jest optymizm. To nie jest przekonanie, że coś dobrze się skończy. To jest przekonanie, że coś ma sens – bez względu na to, jak się skończy.
  —  Václav Havel

środa, stycznia 29, 2025

5697. W warzywniaku (IX)

Sadownik:
(od długiego czasu w ramach odreagowywania rzeczywistości
jeździ po Drzewku słownie; żartem, ale niewybrednie
)

Jabłoń:
(utargowała kilka dni temu, że w zamian za jedno
na dzień dobre/pozytywne/miłe zdanie na jej temat
da radę unieść te słowne marne wycieczki
)

*


Autor(ka) nie do ustalenia.

(dziś, nareszcie!)
Pati, Sadownik & Jabłoń:
(po wielu miesiącach ruszyli na podbój schodów)

Sadownik:
(po tym, jak zrobili schody w dół i w górę, gdy
Drzewko łapie oddech przed jeszcze jednym
ćwiczeniem na pojedynczym schodku
)
Nie zmarnowałem z tobą czasu. :)

Pati:
(wtajemniczona w małżeński deal)
To jest to dobre zdanie na dziś?

🍆

5696. 29/365

przez dzie­sięciolecia uczyłam się szukać, znajdować, odkrywać czy czekać cier­pliwie na odpowiedzi. nauczyłam się — wiem, że zawsze przy­chodzą, często pojawiając się w naj­mniej ocze­ki­wa­nych mo­men­tach.

teraz przyszedł czas na naukę za­da­wania py­tań, któ­re otwie­ra­ją przy­trza­śnię­te drzwi lub nie­zna­ne dotąd prze­strzenie.

29/365

poniedziałek, stycznia 27, 2025

5695. Z oazy (CCCXVIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, trzy, poślizgnięte na jednym dniu niepewności, które fragmenty mieć tu po ręką.

Odgruzować mi się zachciało półkę z najważniejszymi dla mnie książkami. Wró­ci­łam do jednej z nich, pierwszej książki tej Autorki, jaką czy­ta­łam, o zgrozo, dok­ład­nie dwadzieścia lat temu. Tym razem po raz pierwszy czytałam ją w wersji elek­tro­nicz­nej, po­nie­waż wznowiono ją cztery lata temu.

Powiedzieć, że nie potrzebowałam na nią dwóch mie­się­cy, a tylko dwa dni, że pięk­na, to nic nie powiedzieć. Ale trudno coś dodać. Piekielnie trudno było mi zde­cy­do­wać się na fragmenty, by ich wybór nie był większością książki.

Dwadzieścia lat temu nie miałam odwagi gryzdolić po książkach. Straciłam tym samym szansę, by porównać, sprawdzić, jak bardzo różni się dzisiejszy wybór od tego, jakiego bym dokonała w 2005 roku.

Przez całe moje życie czułam, że muszę udowodnić, że i ja – „jednokilowe nic” – mam też jakąś wartość. […]  Potrzebowałam pięćdziesięciu lat, żeby to zrozumieć. Pięćdziesiąt lat zajęło mi zrozumienie, że w życiu nie ma „przy­pad­ków”. Przypadkiem nie są również okoliczności związane z na­szym urodzeniem. A te wydarzenia, które uważamy za tragedie, nie są w gruncie rzeczy tragediami – o ile sami nie robimy z nich tragedii. […]  Możemy w nich dostrzec wyzwanie, sygnał, co powinniśmy w naszym życiu osiągnąć.

🖇

Miałam w życiu tyle niesamowitych wydarzeń, że wiem, że zawsze jestem na właściwym miejscu we właściwym czasie.

🖇

I zauważycie, że najgłębszy smutek, jaki ludzie w sobie noszą, jest o wiele większy niż smutek z powodu tych życiowych strat, o których zwykle się mówi.

🖇

Bardzo często pacjenci zwracają się do ciebie wprost. Wielu wyczuwa twój niepokój, kiedy ich odwiedzasz. To sprawia, że zaczynają mówić o po­go­dzie. Nie dlatego, że pogoda ich interesuje. Dlatego, że wy­czu­wa­jąc twój niepokój, postanawiają zachować swoje problemy dla siebie. Boją się, że jeżeli ciebie nimi obarczą, przestaniesz ich odwiedzać.
     Kiedy ludzie próbują przekazać nam informacje o tym, że są świadomi swej nieuleczalnej choroby, albo powiedzieć o jakiejkolwiek innej tragedii, czynią to zwykle na trzy sposoby: albo mówią wprost, albo posługują się werbalnym albo niewerbalnym językiem symboli.

🖇

[…]  potrzebujemy podczas pierwszych lat życia wiele miłości, pieszczot, czułości, dotyku. Na końcu życia, kiedy jesteśmy starzy, też najbardziej brakuje nam fizycznego kontaktu – uścisków, dotyku, objęć.

🖇

Mam swoje ulubione motto: „Osłaniając kaniony przed sztormami, nigdy nie ujrzymy piękna ich żłobionych urwisk”.

🖇

Czego musimy się nauczyć? Poświęćmy czas na to, co jest naprawdę ważne. Nauczmy się słuchać […]. Nie tylko słuchać, ale też rozumieć, a kiedy […]  nie rozumiemy, umiejmy się do tego przyznać i  poprośmy: „Nie rozumiem, o czym mówisz – wytłumacz mi jeszcze raz”. A kiedy choć raz uda ci się na­wiązać nić porozumienia, zobaczysz, że to ani w połowie nie jest tak trud­ne, jak myślałeś.

🖇

[…]  nie umiemy pozostawić rzeczy ich biegowi. Przez to, że nie potrafimy słuchać, pozbawiamy się wielu podniosłych, świętych chwil.

🖇

Za każdym razem, kiedy negatywnie na kogoś reagujecie, uważajcie: napotykacie własne niezałatwione życiowe sprawy. Czy mnie słyszycie?

🖇

To bardzo ważne, abyście robili to, co lubicie robić.

🖇

Ludzie, którzy nie boją się, co powiedzą sąsiedzi, i którzy nie boją się bycia niekochanymi, potrafią żyć pełnią życia, pełnią człowieczeństwa.

🖇

[…]  zawsze miałam masę problemów z księżmi, którzy wprawdzie dużo mówili, ale nie wierzyli w to, co mówią, i nie żyli według tego, co mówią […].

🖇

nigdy nie jesteśmy sami…

 

🖇

Chcę Cię kochać – ale nie trzymać się Ciebie kurczowo
Oceniać Cię – ale nie osądzać
Być z Tobą – ale się nie narzucać
Zachęcać Cię – ale niczego się nie domagać
Umieć wyrazić krytykę – nie obwiniając Cię
Pomagać Ci – nie upokarzając
Jeśli Ty dasz mi to samo – obdarzymy się nawzajem wielkim
skarbem!

Virginia Satir

🖇

Doświadczycie przeżyć metafizycznych, jeśli do nich dojrzeliście i jeśli się ich nie lękacie. Jeśli nie dojrzeliście – i tak nie uwierzycie w to, co wam po­wiem. Ale z drugiej strony – jeśli już o nich wiecie, to choćby was powiesili do góry nogami i tak będziecie obstawać przy swoim. Czy rozumiecie róż­ni­cę pomiędzy wierzyć a wiedzieć? Kiedy wiecie – to wszystko jedno, co z wa­mi zrobią, i tak będziecie dalej wiedzieć, że śmierci nie ma.

🖇

[…]  jakość życia jest daleko ważniejsza niż jego długość.

🖇

[…]   z czasem, kiedy uważnie wsłuchamy się w siebie, w to, co dyktuje nam nasz wewnętrzny głos, własny duch – znajdziemy i pomoc, i radę. Pomoc własnego wszechwiedzącego „ja”, tej nieśmiertelnej cząstki nas samych, któ­rą w języku symboli nazywamy „motylem”.

🖇

Miałam iść w świat i uświadomić ludziom, że wszyscy mamy swoich przewodników, którzy prowadzą nas i błogosławią, że wszyscy kochani jesteśmy ponad wszelkie granice miary i pojęcia.

🖇

Co chciałabym tu w wielkim skrócie przekazać? Że nie potrafimy być wdzięcz­ni za to, co mamy. Niewielu z was docenia fakt, że możecie iść samodziel­nie do toalety, że możecie chodzić, tańczyć, śpiewać i śmiać się. Dopiero po utracie czegoś zaczynacie doceniać to, coście stracili.

Elisabeth Kübler-Ross, Życiodajna śmierć. O życiu, śmierci i życiu po śmierci, przeł. Malina Stahre-Godycka,
Media Rodzina, Poznań 2021.
(wyróżnienie własne)

Ale z drugiej strony – opinia innych ludzi o mnie to nie mój, to ich problem – nieprawda?

🖇

Bo wiecie co? Po śmierci wie się dopiero, że naj­wyż­szym celem w życiu jest dokonywanie właściwego wyboru. Naj­lep­szego wyboru podyktowanego wewnętrznym prze­ko­naniem. […]
     Jeśli dokona się tego najprzedniejszego wyboru, na­gro­da jest zawsze tysiąckrotna.

🖇

[…]  wszystko, przez co się przechodzi, ma głę­bo­ki sens. Uczy cię czegoś, czego inaczej byś się nie nauczył.

🖇

[…] to, co robiliśmy, nie jest ważne. Ważne jest, jak ro­bi­liś­my. A najistotniejsze jest to, że robiliśmy coś z miłością.

🖇

Bo kiedy stoisz wobec śmierci,
      liczy się tylko miłość, którą dałeś i którą przyjąłeś,
[…].
Jeśli naprawdę kochałeś – to żyć było warto.
I radość pójdzie za tobą aż do końca.
Richard Allen

🖇

[…]  podpatrywałyśmy się ukradkiem. Czy wiecie, co to znaczy ukradkiem się obserwować? To wyraz nie­wer­bal­ne­go języka symboli. Tak robią ludzie, kiedy chcą się poznać, dowiedzieć się, kim ten drugi jest tak naprawdę, nie tylko zewnętrznie.

🖇

[…]  otwiera się coś nowego. Nowe drogi, nowe możli­wo­ści. Jedyne, czego potrzeba – to duch pokory i świadomość, że wiedza, której potrzebujemy, leży w nas samych.

(tamże)

niedziela, stycznia 26, 2025

5694. Z oazy (CCCXVII)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Najpierw bardzo długo czekałam na przyzwoitą cenę. Potem w szybkim tempie połknęłam pierwsze kilkadziesiąt stron, zakreślając co chwilę gęste od znaczenia fragmenty. I nagle, książka ta co chwilę mnie wy­plu­wa­ła. To książka-rekordzistka — przeczytanie jej zajęło mi dwa miesiące i wymagało nie lada dyscypliny i uporu.

Jest w tej książce wiele scen, które zwyczajnie mnie brzydziły — nie wiem, czy wy­ni­kało to z natury mych gustów, ktore nie podlegają dyskusji, czy może odsłaniała się uporczywość socjalizacji, której jestem po trosze wyrobem. Nie wiem i zde­cy­do­wa­nie nie mam potrzeby tego wiedzieć.

Jest w tej książce, na szczęście, wiele zaskakujących faktów, jeszcze więcej wspa­nia­łych fragmentów, spostrzeżeń tak bardzo w punkt, że aż bolą. Dla nich warto było zagryźć zęby, wytrzymać, ustać. Nie odważę się nikomu polecić tej książki. Sięgnąć po nią należy dopiero wtedy, gdy coś w nas wyciągnie po nią dłoń, nie wcześniej.

Pozostają ze mną — poza wybranymi fragmentami — relacja Iry i Claudii (naj­pew­niej całkiem zmyślona, ale ma niebywałą moc) oraz pragnienie, by zawsze czuć głos, za­miast go sły­szeć.

Szu­kam dróg w głąb sie­bie, w pa­mięć ciała. Za­czy­na­ł_m ten tekst już iks razy, kon­stru­owa­ł_m fa­bułę, aż ro­biło mi się nie­do­brze. Ale tak się nie da, two­rzyć fa­bułę, po­ru­sza­jąc się przedep­ta­nymi ścież­kami na pia­sku. Droga musi po­wsta­wać w mar­szu.

🖇

Być może o to cho­dzi w au­to­fik­cji: prze­mie­rzać kra­inę rze­czy­wi­sto­ści we wła­snym tem­pie, kon­cen­tra­cji i try­bie.

🖇

Ni­gdy nie roz­ma­wia­ł_m z tobą o tym, czy dla in­nych ro­dzin uda­wa­nie, że są jak inne ro­dziny, jest rów­nie mę­czące jak dla nas, o nor­mal­no­ści, o he­te­ro­nor­ma­tyw­no­ści, o qu­eero­wo­ści, o kla­sie, o tak zwa­nym „trze­cim” świe­cie i o ta­jem­ni­czych splo­tach grzy­bów, o wiele więk­szych i sub­tel­niej­szych niż w na­szym wy­obra­że­niu, o wszyst­kich tych dro­gach, które ofe­ruje świat […].

🖇

Ko­chana bab­ciu. Gdy o to­bie my­ślę, my­ślę o wszyst­kich tych rze­czach, któ­rych ni­gdy nie mo­gli­śmy so­bie po­wie­dzieć i ni­gdy nie bę­dziemy mo­gły.

🖇

Jak czło­wiek ma wspiąć się po spo­łecz­nej dra­bi­nie, skoro nie pra­cuje? (Jeszcze nie poj­mo­wa­ł_m, że duży ka­pi­tał można tylko odzie­dzi­czyć, a nie wy­pra­co­wać, wbrew bajce o pu­cy­bu­cie, którą ser­wu­jemy so­bie ły­żeczką Ne­stlé).

🖇

My­ślę o tym, jak bli­ska mi je­steś, gdy do cie­bie pi­szę, i jak da­leka, gdy cię wi­dzę.

🖇

[…]  wszyst­kie ko­biety były przed­mio­tami: dziew­czę, bab­sko. I dzieci, słod­kie i ma­leń­kie jak ły­żeczka do espresso. Pa­mię­tam, że to uprzed­mio­to­wia­nie mnie wku­rzało. Nie chcia­ł_m być przed­mio­tem, chcia­ł_m być czło­wie­kiem, du­żym czło­wie­kiem; a by­cie du­żym ozna­czało po­sia­da­nie płci, mę­skiej. By­cie ko­bietą gro­ziło po­zo­sta­niem przed­mio­tem albo sta­nie się mo­rzem. Tego nie chcia­ł_m.

🖇

Po­tem roz­mowa ze­szła na dzieło Er­naux jako ciało wstydu, że wstyd to naj­do­kład­niej­sza siła pa­mięci. Wsty­dliwe do­świad­cze­nia są wy­ta­tu­owane w na­szych umy­słach, z nie­po­rów­ny­walną pre­cy­zją prze­trwają dłu­żej niż wszyst­kie inne wspo­mnie­nia. Pa­mięć fille, którą Er­naux opi­suje sześć­dzie­siąt lat póź­niej, to pa­mięć wstydu.

🖇

Tro­chę póź­niej, gdy pie­kł_m dla nas chleb, przy­szedł mi do głowy cy­tat z Je­ana Ge­neta, który An­nie Er­naux wy­ko­rzy­stała jako motto do Miej­sca. Brzmi tak: „Pi­sa­nie to ostat­nia szansa ra­tunku dla tego, kto zdra­dził”. Według mnie to nie jest prawda. Dla mnie pi­sa­nie to nie droga wyj­ścia ze zdrady, lecz zdrada. Bo pi­szę o rze­czach, o któ­rych nie wolno mó­wić. Nie­pi­sana za­sada: ni­gdy nie mó­wić o uczu­ciach. O tym, co na­prawdę czu­jemy do in­nych.

🖇

Bi­nar­ność jest jak gość, który po­ja­wia się na przy­ję­ciu, zanim zdą­żysz na­kryć do stołu.
Alok Vaid-Me­non

🖇

„Mam mę­skie stopy”, ma­wiała babka dum­nie, de­fen­syw­nie, prze­pra­sza­jąco, nie­zro­zu­miale. […]  Na przy­kła­dzie stóp babki uczy­ł_m się, że czę­ści ciała bun­tują się prze­ciwko czło­wie­kowi, nie są z nim toż­same, mają inną płeć, mogą być in­nymi ga­tun­kami. I że uczu­cia, ja­kimi czło­wiek je ob­da­rza, być może za­czy­nają się w ciele, ale póź­niej roz­sze­rzają na całą prze­strzeń wo­kół.

🖇

[…]  czu­ł_m bli­skość z babką, mil­czącą bli­skość okrężną drogą.

🖇

Cza­sem świ­tają mi rze­czy, o któ­rych na­uczy­ł_m się, że czło­wiek na­zywa je  w s p o m n i e n i a m i   z  d z i e c i ń s t w a, są bar­dzo in­tymne, a jed­no­cze­śnie nie­oso­bi­ste, zbio­rowe:
     Na­uka li­cze­nia od je­den do dwu­dzie­stu.
     Mó­wie­nie dzię­kuję, za­wsze i stale, i mó­wie­nie prze­pra­szam.
     Uprzejme od­po­wia­da­nie na py­ta­nie: „Ile masz lat?”. I: „Je­steś dziew­czynką czy chłop­cem?”.

🖇

Nie cho­dzi o obar­cza­nie winą, cho­dzi o roz­plą­ty­wa­nie ni­tek, któ­re nas utkały: ni­tek, któ­re zwią­zały nas w cier­pią­cych na mę­skość, które każ­dego i każdą z nas oplo­tły ko­ko­nem mil­cze­nia, wstydu i ob­łudy.

🖇

Na­iw­no­ścią by­łoby są­dzić, że hi­sto­rie, które stale so­bie opo­wia­damy, nic z nami nie ro­bią […]. Bo te hi­sto­rie ukła­dają się wo­kół nas, po­strze­gamy świat przez ich al­fa­bet. I wie­rzę w to, że hi­sto­rie, któ­rych so­bie nie opo­wia­damy, także so­bie sa­mym, są cał­kiem inną hi­sto­rią.

🖇

Przy­pusz­czam, że matka była jako dziecko po­dob­nym do mnie me­blem. Opo­wia­dała mi, że stale przy­po­mi­nano jej, że jest dziew­czynką. Że nie wspie­rano jej w szkole, bo była dziew­czynką, że ją do­ty­kano, bo była dziew­czynką, że ocze­ki­wano od niej, że bę­dzie mil­czeć albo mó­wić ci­cho, no­sić spód­niczki i ro­dzić dzieci. Po­dej­rze­wam, że matka dość szybko się prze­me­blo­wała, że zro­biła z sie­bie ar­chi­wum wszyst­kich ko­biet do­świad­cza­ją­cych prze­mocy. Zbie­rała hi­sto­rie i uczu­cia, prze­cho­wy­wała je w so­bie i na wła­sną hi­sto­rię nie miała już miej­sca.

🖇

Buku. Ty mo­żesz tak po pro­stu ro­snąć. Nikt nie de­cy­duje o twoim kształ­cie. Chcia­ło­bym być jak ty.

🖇

Była raz ko­bieta. Ale nie chciała być ko­bietą. Chciała być kimś. Chcia­ła zro­bić ma­turę. A po­tem stu­dio­wać. By stać się kimś, bę­dąc ko­bietą, trzeba mieć zbroję.

🖇

Matka ma trzy skóry. Pierw­sza jest z ko­biety. Matka chcia­łaby być męż­czy­zną. Móc po­zwo­lić so­bie na agre­sję. Stu­dio­wać. Nie mu­sieć mieć dzieci. […]
     Druga skóra matki jest z mó­wie­nia. Mó­wie­nie jest zbroją. To skóra odzie­dzi­czona.
     Trze­cia skóra matki jest z upar­tego za­po­mi­na­nia. Pod spodem nosi szka­tułkę.

🖇

Co za­po­mnisz jako na­stępne? O czym bę­dziesz pa­mię­tać do koń­ca? Czy to mówi coś o tym, jak ważne są dla cie­bie różne rze­czy?

🖇

[…]  ni­gdy nie by­ł_m ge­jem, bo by­cie ge­jem jest moż­liwe je­dy­nie wów­czas, gdy czło­wiek wie­rzy w to, że ist­nieją dwie płcie, a czło­wiek leci na tę samą i nie będę prze­ka­zy­wać da­lej tej mro­żą­cej krew w ży­łach ba­jeczki o dwóch płciach, o dwóch nie­top­nie­ją­cych lo­dow­cach, które są swoim prze­ci­wień­stwem. Beze mnie, bu­dow­ni­czy ba­rier.

🖇

Ale nie, bab­ciu, tych rze­czy nie da się po­wie­dzieć, nie mó­wio­nym ję­zy­kiem, nie mat­czy­nym ję­zy­kiem. Ni­gdy nie na­uczy­ł_m się mó­wie­nia, uczy­ł_m się wy­łącz­nie słu­cha­nia, pa­trze­nia i ta­kiego wy­sła­wia­nia się, żeby omi­nąć rze­czy, o które cho­dzi.

🖇

[…]  za­cy­to­wał przy­sło­wie ze swo­jego kraju: „What you can­not say, you need to in­vent”. „Oh, that’s say­ing where you come from? That’s nice”. „No”, od­parł. „I just in­ven­ted this now”. Po­że­gna­li­śmy się bar­dzo for­mal­nie.

🖇

     – Dla­czego re­agu­jesz tak nad­wraż­li­wie?
     – Jacy lu­dzie uży­wają ar­gu­men­tów lo­giki krwi i po­kre­wień­stwa? To fa­szy­stow­skie, mamo, ta fa­scy­na­cja wła­sną krwią, wła­snym drze­wem ge­ne­alo­gicz­nym, to czy­sta ide­olo­gia fa­szy­sto­idalna, że to okre­śla czło­wieka.

🖇

     – W twoim wieku?
     – Prze­stań. Mam pięć­dzie­siąt cztery lata. Męż­czyźni stale to ro­bią i nikt nic nie mówi.

🖇

I może cały ten tekst, ten pi­sar­ski ruch jest wy­peł­nia­czem, two­rze­niem miej­sca, w któ­rym pustka wresz­cie znaj­dzie prze­strzeń. Nie tekst, lecz miej­sce z na­pi­sem: „Tu jest coś, czego nie da się po­wie­dzieć”. Co nie jest toż­same z mil­cze­niem.

🖇

[…]  boję się każ­dego dnia. Nie kiedy się ubie­ram czy ma­luję, nie do­póki je­stem w domu, ale jak tylko otwo­rzę drzwi i wyjdę «na świat». Prze­pra­szam, Mo, je­stem za­zdro­sn_ o he­te­ro­sek­su­al­nych męż­czyzn, któ­rzy ma­lują pa­znok­cie jako znak po­li­tyczny, ale nie boją się, że zo­staną po­bici, ob­ra­żeni czy opluci, męż­czyzn ta­kich jak ty, któ­rzy nie boją się, bo nie do­świad­czyli ży­cia w nie­ustan­nej prze­mocy, mi­kro- i ma­kro­agre­sji. A wiesz, co mnie naj­bar­dziej wku­rza? To, że ja mu­szę się bać ma­lo­wać pa­znok­cie, a ty nie. Bo ty mo­żesz po pro­stu zmyć la­kier i być bez­pieczny. Ale ja, my, nie mo­żemy «tego» zmyć. Bo tu nie cho­dzi o to, co  n o s i m y, ale kim  j e s t e ś m y. Przy­naj­mniej tego uczy nas świat”. Mo słu­chał w mil­cze­niu. Gdy skoń­czy­ł_m, za­py­tał: „Skąd wiesz, że się nie boję?”.

🖇

Włosy ro­sną za­wsze, to nie jak z książ­kami, które cze­kają, aż się je otwo­rzy.

🖇

A on po pro­stu słu­chał, bez oce­nia­nia, co mnie wku­rzało, po­wie­dzia­ł_m, że oczy­wi­ście wciąż cze­kam na to, żeby na­prawdę tu do­trzeć, że wciąż nie wiem, po co tu je­stem, ale kto w moim wieku albo przy­naj­mniej w moim po­ko­le­niu wie? Uśmiech­nął się naj­bar­dziej de­li­kat­nym, draż­nią­cym uśmie­chem […]  i po­wie­dział, że w wieku trzy­dzie­stu, czy ile tam mam lat, można po­woli do­trzeć na tę pla­netę.

🖇

[…]  udało nam się na­wet odło­żyć na bok ty­powe po­czu­cie winy zwią­zane z tym, że jako trzy­dzie­sto­letni uprzy­wi­le­jo­wani i do­brze wy­kształ­ceni miesz­kańcy Eu­ropy Środ­ko­wej nie ro­bimy cze­goś bar­dziej zna­czą­cego. Zde­fi­nio­wa­li­śmy na­sze po­ko­le­nie jako apo­li­tycz­nych ego­istów mię­dzy po­ko­le­niem bo­ome­rów a po­ko­le­niem Z; je­ste­śmy po­ko­le­niem, które ma na­dzieję, że nie jest tak za­do­wo­lone z pa­triar­chal­nego ka­pi­ta­li­zmu jak nasi ro­dzice, ani tak z niego nie­za­do­wo­lone, jak po­ko­le­nie po nas (przy czym z pewną za­zdro­ścią ob­ser­wu­jemy upo­li­tycz­nioną mło­dzież kli­ma­tyczną). […] 
     […] 
     Wy­cho­wa­li­śmy się pod ko­niec dwu­dzie­stego wieku, w krót­kim okre­sie „końca hi­sto­rii”, z prze­ko­na­niem (i ocze­ki­wa­niem), że mo­żemy stać się kim­kol­wiek. Ale ko­niec hi­sto­rii się skoń­czył, wojna i prze­moc ni­gdy na­prawdę nie ode­szły, zo­stało je­dy­nie po­czu­cie wła­snej war­to­ści, pre­zen­to­wane przez „Za­chód”. A jed­nak wy­cho­wa­ł_m się w apo­li­tycz­nych cza­sach hi­per­ka­pi­ta­li­stycz­nego neo­li­be­ra­li­zmu, a na­szym ce­lem była próba osią­gnię­cia „tego” jako jed­nostka. W tym sen­sie je­stem ty­po­wym dziec­kiem mo­jego po­ko­le­nia. I to jest miej­sce, z któ­rego do Cie­bie pi­szę, Bab­ciu. Miej­sce, które dzie­limy: by­cie zwy­kłym.

🖇

[…]  to jest ma­gia tek­stu: two­rze­nie obec­no­ści z nie­obec­no­ści. Jed­nak tek­sty nie są tylko bły­sko­tliwą ma­gią. We wszyst­kich tych róż­nych kul­tu­rach, gdzie formy pi­sa­nia były wy­my­ślane nie­za­leż­nie od sie­bie, naj­wcze­śniej­sze tek­sty były za­wsze za­pi­sami dłu­gów. Ile ty da­łeś mnie, ile ja obie­ca­ł_m w za­mian? Dla­tego my­ślę, że li­te­ra­tura i dług są nie­ro­ze­rwal­nie ze sobą po­łą­czone.

🖇

Je­śli mam ja­kieś za­da­nie ge­ne­ra­cyjne, my­ślę, że jest to: za­cząć szu­kać pod oczy­wi­stymi ra­nami ran ukry­tych […].

🖇

Mia­ł_m cel: pi­sać o „tym wszyst­kim”, o mę­sko­ści, dys­cy­pli­nie, prze­mocy i spo­łe­czeń­stwie kon­ku­ren­cji, o tym, co to zna­czy żyć u progu trze­ciego ty­siąc­le­cia w tym ciele.

🖇

Ody­seja ni­gdy nie była dla mnie hi­sto­rią bo­ha­tera, lecz ko­goś, kto prze­trwał wojnę męż­czyzn, Iliadę, ale był tak strau­ma­ty­zo­wany, że droga do domu oka­zała się nie­moż­liwa. Jest kimś in­nym, kiedy wraca, jego dom też się zmie­nił. Krąg, który chcia­ł_m na­ry­so­wać, bar­dziej przy­po­mina spi­ralę. Linia koń­cowa nie łą­czy się z li­nią po­cząt­kową.

Kim de l’Horizon, Drzewo krwi, przeł. Elżbieta Kalinowska,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

„We’re born na­ked and the rest is drag”.
(Uro­dzi­li­śmy się nadzy, a reszta to drag)

🖇

Dziecko się za­sta­na­wia: jak działa de­cy­zja? Czy to ma­giczny pro­ces? […]  za­klę­cie. Trzeba je czę­sto wy­po­wia­dać. Aż zda­nie wro­śnie w ciało.

🖇

[…]  dar to od­po­wie­dzial­ność. Je­śli się ro­zu­mie, trze­ba także słu­chać. My mamy dziś o wiele le­piej. Niż nasi umarli. Oni ha­ro­wali. Że­by­śmy my mieli le­piej. Czło­wiek nie wy­biera so­bie da­rów. Dar to za­wsze za­da­nie.

🖇

Li­ście czer­wo­nego buka drżą.
     Nie bój się, […]  mó­wią. Zo­staw tu głos. Prze­cho­wamy go. Jak do­ro­śniesz, mo­żesz tu wró­cić. I go za­brać. W trud­nej sy­tu­acji trzeba się cza­sem roz­dzie­lić.

🖇

[…]  piękno nie ma płci, że ist­nieje poza męskością i ko­bie­co­ścią.

🖇

W szwaj­car­skim nie­miec­kim oprócz czasu za­prze­szłego ist­nieje tylko jedna forma czasu prze­szłego, Per­fekt. Bra­kuje mu czasu prze­szłego pro­stego; tej formy, która jest bar­dziej pi­semna, for­malna, ofi­cjalna, która opi­suje za­mkniętą prze­szłość. W szwaj­car­skim nie­miec­kim każda prze­szłość za­pi­sana w cza­sie Per­fekt sięga w te­raź­niej­szość, jesz­cze z nami nie skoń­czyła.

🖇

[…]  ośle­pia­jący huk, z któ­rym świat wresz­cie się przed czło­wie­kiem otwiera, tak po pro­stu, przy biurku, mię­dzy sie­dze­niem a sie­dze­niem.

(tamże)

5693. Z oazy (CCCXVI)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Od niechcenia, raczej kontrolnie, klik, klik zro­biłam i okazało się, że książka-starsza-pani doczekała się polskiego tłumaczenia w wie­ku 76 lat.

Szczęście. W realizacji dla każdego człowieka przyjmuje inny kształt, w różnych oko­licz­no­ściach puszczając pędy i zakwitając. Gdybyśmy pamiętali, że szczęście to nie jest gra o sumie zerowej, świat z pewnością wyglądałby inaczej. Moje szczęście po­trze­bu­je Two­jego szczęścia, nasze szczęścia i spełnienia, założę się, pomogą wzrastać szczęściu kolejnych ludzi lub nieludzkich osób.

Kontemplacja. Nie odważę się napisać na ten temat ani jednego zdania.

[…]  jesteśmy nieodwołalnie „w drodze”.

🖇

[…]  pojęcie „starożytni” jest wieloznaczne. W ścisłym znaczeniu oznacza ono nie tych, co przeminęli, lecz świadków wielkiej, integralnej, obejmującej całość, niczego niepomijającej i karmiącej się boskim Logosem tradycję mą­dro­ści, których można spotkać we wszystkich epokach.

🖇

[…]  nie jest tu jasne, co znaczy „osiągnąć”. Każdy wie, jak „osiąga się” rzecz materialną. Potrząsam jabłonią, aż spadnie dojrzały owoc, biorę go do ręki i wkładam do kieszeni, a na koniec zjadam. Dokładne pytanie brzmi tutaj następująco: co odpowiada temu wzięciu w rękę i zjedzeniu, kiedy mamy do czynienia z osiąganiem „całego dobra”, z wzięciem go na własność i roz­ko­szo­wa­niem się nim?

🖇

Już w obrębie dóbr zewnętrznych istnieją takie, które – jeśli chcemy je na­praw­dę posiąść – z samej swej natury wymagają od nas czegoś więcej niż zwykłego ich nabycia. „Bogaty człowiek powiedział: »mój ogród«; ogrod­nik uśmiechnął się”.

🖇

[…]  szczęścia nie można uważać za całkowicie obiektywny stan nagiej i jak­by ślepej egzystencji; nie jest ono zwykłą „właściwością”, całkowitą bier­no­ścią ani zwykłym „uczuciem”. Jest czymś, co się dzieje w aktywnym centrum ducha.
     Szczęście jest działaniem i aktywnością duszy.

🖇

Ponieważ do szczęścia dążymy, szukając go po omacku, dlatego kie­dy czujemy się szczęśliwi, mamy udział w czymś nie­ocze­ki­wa­nym, czego nie można było przewidzieć, co zatem nie było zaplanowane ani za­mie­rzone. Szczęście jest właściwie darem.

🖇

[…]  nie da się pomyśleć szczęścia pozbawionego radości; ale radość i szczę­ście to dwie różne sprawy.

🖇

[…]  radość nie jest drogą do osiągnięcia jakiegoś celu; nikt nie szuka ra­dości, „żeby” stało się coś innego; radości obce jest wszelkie „ażeby” i „po to by”. […]   w tekście łacińskim zamiast „radości” jest zawsze „de­lec­ta­tio”, które – powtórzmy – obejmuje obydwa zadowolenia, zmy­sło­we i duchowe.

🖇

[…]  jeśli, krótko mówiąc, szczęśliwość polega na działaniu – to jakie to ma być działanie?
     […]  Chodzi o działanie pozostające w samym działającym. Działaniem nie jest tylko budowanie, zakładanie czegoś, produkowanie, walka i za­bi­ja­nie. Rzeczywistym działaniem jest na przykład także poznawanie […]. I nie jest tak, jakby dokonywało się ono tylko przez działanie nastawione na jego skutki zewnętrzne. Skutki i osiągnięcia ma także działanie po­zo­sta­ją­ce we­wnątrz. Nie są one co prawda widoczne na zewnątrz, jego owoce pozostają w samym działającym. […]  trzeba powiedzieć, że rozróżnienie dzia­ła­nia wewnętrznego i mającego skutki zewnętrzne nie jest prze­ciw­sta­wie­niem rzeczy wzajemnie się wykluczających. W czynnościach skie­ro­wa­nych na zewnątrz dzieje się nie tylko coś na roli, na rabacie róż i w bloku marmuru; dokonuje się w nich jednocześnie coś, co pozostaje w samym działającym.

🖇

Tomaszowi [z Akwinu] chodzi jednak o ukazanie obecnej, ukrytej w wielkiej tradycji i ciągle narażonej na zapomnienie mądrości, dzięki której na świa­tło dzienne wychodzi, że poglądy odmienne są tylko częściowo słuszne.

🖇

Wydaje się, że ludzki język nie dysponuje żadnym innym słowem, które by mogło tak dokładnie wyrazić to, co się właściwie dokonuje, kiedy spra­wia­my, że ktoś inny jest dla nas obecny. Mówimy wtedy: mamy go przed ocza­mi, widzimy go. Wszystkie inne słowa są albo przestrzennymi metaforami (być tutaj, być przy tym, być blisko, obejmować) albo pochodzą ze sfery zmy­słu dotyku (uchwycenie, dotykanie, trzymanie), co znaczy, że znajdują się bardziej na zewnątrz. W pewnym opowiadaniu o pobycie w niewoli w nie tak dawnych czasach dwóch żołnierzy, leżąc na pryczach, pyta się wza­jemnie (i każdy z nich sobie zadaje pytanie) o to, dzięki czemu ludzie bywają szczęśliwi. Ich odpowiedź jest następująca: szczęśliwość to nic in­ne­go jak bycie razem z tymi, których się kocha. Nie ma wątpliwości co do te­go, że dla tych ludzi „być razem” znaczy tylko jedno: znowu się zobaczyć.

🖇

[…]  kontemplacja jest poznawaniem nie myślącym, lecz wpatrującym się. […]  Wpatrujący się już znalazł to, czego myślący dopiero szuka; jest to obecne i patrzący ma to „przed oczami”. Taka obecność w sensie prze­strzennym może się w pewnej chwili zmienić i przybrać znaczenie „obecności teraźniejszej”, co jest czasową formą wieczności.

🖇

Ziemska kontemplacja jest niedoskonała. Jej spokój zawiera w sobie za­nie­po­ko­je­nie. Wynika ono z faktu, że w jednym momencie doświadcza się po­ra­ża­jącej nieskończoności kontemplowanego przedmiotu i własnych granic. Do natury ziemskiej kontemplacji należy, iż dostrzega ona światło, którego nieprawdopodobna jasność powoduje jedno i drugie: uszczęśliwienie i oślep­nięcie.
     „Kontemplacja nie spocznie, dopóki nie znajdzie przedmiotu, który ją oślepia”*.

__________
  *   Konrad Weiβ (1880–1940), niemiecki pisarz.

🖇

Rzecz materialna ma zamknięte granice, przez co jest niedostępna i nie­prze­nikalna dla innych rzeczy; „bycie istotą duchową” znaczy natomiast: być i pozostawać sobą i jednocześnie przyjmować do swego wnętrza rze­czy­wistość świata i z nią się „spokrewniać”. W miejscu zajmowanym przez dom, drzewo czy pióro do pisania nie może być żadnej innej rzeczy ma­te­rial­nej. Gdzie natomiast jest duch, tam znajdują dla siebie miejsce rzeczy ca­łe­go świata; tam jest „możliwe znalezienie się całego wszechświata w jed­nej istocie”. Tutaj warto też przytoczyć ważne słowa Arystotelesa, któ­re później stały się na Zachodzie powszechnym powiedzeniem: „dusza jest w jakiś sposób wszystkim” („anima est quodammodo omnia”)

🖇

Szczęście natomiast, nawet najmniejsze, jest jakby wyjściem z czasu […].

🖇

Ani szczęście, ani kontemplacja inaczej nie są możliwe – tylko na gruncie akceptacji świata w całości. Akceptacja ta ma niewiele wspólnego z „opty­mi­zmem”. Może zaistnieć wśród łez i nawet w najstraszniejszej sytuacji.

🖇

[…]  uszczęśliwiające doświadczenie boskiego nasycenia może być roz­pa­la­ne przez wszystko, przez najbłahsze nawet impulsy. Kto tę naukę z rozwagą przyjmie, ten dojdzie do zaskakującego, a nawet oszołamiającego wniosku, który wydaje się przeciwstawiać wszystkiemu, co zwykliśmy myśleć o współ­czes­nym człowieku. Dochodzi się mianowicie do przekonania, że kon­templacja jest o wiele częstsza, niż by się wydawało; że jej najważniejsze cechy można stwierdzać tam, gdzie nieznany jest nawet termin „kon­tem­pla­cja”. Jeśli się jednak odkryło jej ślady, wtedy będą się pokazywały coraz no­we jej formy.
     […]  Taka nie pomyślana, lecz ujrzana pewność boskiego pochodzenia ca­łe­go bytu może nam stanąć przed oczami nawet wtedy, gdy patrzymy na najzwyklejsze rzeczy, jeśli jest to spojrzenie pobudzone przez miłość.

Josef Pieper, Szczęście i kontemplacja,
przeł. Wiesław Szymona OP,
Wydawnictwo W drodze, Poznań 2024.
(wyróżnienie własne)

[…]  spełnienie oznacza urzeczywistnienie.

🖇

Kto odczuwa wdzięczność, ten wie, że został obdarowany.

🖇

Korzeniem chcenia i miłowania jest akceptowanie. A jak mówi Tomasz [z Akwinu], istnieją w gruncie rze­czy tylko dwa sposoby uzewnętrzniania akceptacji: tęsknota i radość.

🖇

Bóg jest obecny w świecie; może „stanąć przed oczami” tego, kto spogląda w głąb rzeczy.

🖇

[…]  nie wolno ani na moment zapominać: nic na to nie poradzimy, że tak jest; to wszystko czysty dar; moż­li­wość szczęścia to nie nasza zasługa; aż chciałoby się dodać: wręcz przeciwnie!

(tamże)