poniedziałek, kwietnia 07, 2025

5747. Z oazy (CCCXXIII)

Dwu­tygodniowe odliczanie literek, dwa. Pa­mię­tam zniesmaczenie noblistką. Pa­mię­tam, jak powiedziałam sobie nigdy więcej, ale tytuł obiecał, okładka obiecała i pod­czyt­nik też, więc klik, klik, dwie kawy i było po książce. Tytuł, okładka i podczytnik dotrzymali słowa. Ta opowieść wynagrodziła mi zmarnowany w paź­dzier­ni­ku czas. Wynagrodziła z nawiązką. Nie ma mowy o zniesmaczeniu, jest tylko zachwyt tym, co można znaleźć między wierszami tej historii.

Świat nie był jej dany w sposób oczywisty. Był tylko możliwością, darowaną przypadkiem, gdy w kompletnej ciemności spotkały się liczne zmienne – cienką bańką mydlaną, która na chwilę ryzykownie zwiększyła swą objętość.

🖇

     παθεῖν
     μαθεῖν
     – To czasowniki o znaczeniu „cierpieć” oraz „uczyć się”. Czyż nie są do siebie podobne? W omawianym fragmencie Sokrates wskazuje na istnie­ją­cą analogię i w pewnym sensie bawi się językiem.
     […]
     – Nie można jednak tego uznać wyłącznie za grę słów. Dla Sokratesa nauka dosłownie oznaczała mękę. Tak przynajmniej postrzegał to młody Platon, który był jego uczniem.

🖇

     Χαλεπὰ τὰ καλά.
     Khalepá ta kalá.

     Piękno jest piękne.
     Piękno jest trudne.
     Piękno jest szlachetne
.

     Żaden z powyższych przekładów nie jest błędny, ponieważ dla sta­ro­żyt­nych Greków piękno, trud i szlachetność nie były jeszcze osobnymi po­ję­ciami.

🖇

     – Nie mogła się pani raczej tego domyślić, ale czasami wy­obra­ża­łem sobie, że prowadzimy długą rozmowę.

🖇

Przyjechałem do Niemiec jako nastolatek, za późno, by perfekcyjnie przy­swoić niemiecki. Chociaż dawałem z siebie wszystko, jedynymi przed­mio­ta­mi, w których mogłem prześcignąć kolegów z klasy, były matematyka i sta­ro­żytna greka. Nikogo nie dziwiło, że Azjata radzi sobie z matematyką, lecz co innego greka. Nawet koledzy, którzy całkiem nieźle opanowali łacinę, ka­pi­tulowali w zetknięciu z grecką gramatyką. Ten skomplikowany system – w połączeniu z faktem, że uczę się martwego od kilku tysięcy lat języka – wydawał mi się cichym, spokojnym pokojem, w którym mogłem się bez­piecz­nie schronić.

🖇

     – Gdy na początku zamieszkaliśmy we Frankfurcie, matka zawsze się czymś denerwowała… Miała obsesję na punkcie tego, że jesteśmy ob­co­kra­jowcami, a dodatkowo rzucamy się w oczy jako Azjaci, więc nie możemy sobie pozwolić na potknięcia. […]  Zawsze narzekała.
     „Jak to jest, że w tym kraju musisz się uśmiechać, jeśli spotkasz się wzro­kiem z osobą, której wcale nie znasz? Nie mam ochoty dłużej się uśmiechać. Chcę żyć po swojemu. […]”.
     – Gdy byłem nastolatkiem, mnie również największy kłopot sprawiał uśmiech. Przeszkadzało mi, że muszę zachowywać się w radosny, pewny siebie sposób i zawsze być gotowy na to, że trzeba z uśmiechem wymieniać grzeczności. Czasami wydawało mi się to ciężką pracą. Bywało, że miałem wrażenie, że nie zniosę już ani chwili tych formalnych uśmiechów. W takie dni, godząc się z wizerunkiem azjatyckiego zabijaki biegłego w sztukach wal­ki, naciągałem czapkę nisko na oczy i z rękoma w kieszeniach prze­cha­dza­łem się z najbardziej obcesową miną, jaką byłem w stanie przybrać.
     […]
     – Kiedy w końcu dotarłem na lotnisko w Inczonie, wysiadłem z samolotu z uśmiechem, który przyswajałem tak długo, że stał się niewątpliwie mój… Za każdym razem, kiedy za bardzo wchodziłem w czyjąś przestrzeń, chcia­łem prze­pro­sić po niemiecku. Kiedy mój wzrok stykał się z czyimś wzro­kiem, chciałem się uśmiechnąć. Zaraz po opuszczeniu hali przylotów, kiedy przepychałem się pomiędzy innymi Koreańczykami, którzy wyszli na lot­ni­sko po swoich krewnych i przyjaciół… Coś sobie wtedy uświadomiłem. Że nie rzucam się już dłużej w oczy. Że powróciłem bez szwanku na łono oj­czy­zny, w której nie trzeba wymieniać grzeczności z nieznanymi ludźmi ani się do nich uśmiechać.

🖇

Zalążek czasu, który wiecznie się błąkał, nim zaczął się posuwać naprzód.
     Otóż właśnie – czas.

🖇

Roześmiane oczy.
     Wzruszanie ramionami w miejsce odpowiedzi, którą uważałeś za nazbyt oczywistą.
     Gdy przytuliłeś mnie po raz pierwszy, gdy poczułem zawarte w tym ge­ście żarliwe, niemożliwe do ukrycia pożądanie, poczułem przerażająco wy­raź­nie, jak smutne jest ludzkie ciało.
     […]  Ciało człowieka, które pojawiło się na świecie, by kogoś przytulać, by pragnąć kogoś przytulać.
     Żałuję, że nigdy nie odwzajemniłem twojego uścisku, nim skończył się tamten okres.
     Nie doznałbym przecież żadnej krzywdy.
     Nie rozpadłbym się od tego ani bym nie umarł.

🖇

Dlaczego wtedy poczułem nagle w sercu strach? Dlaczego nawet dzi­siaj tak wyraźnie przypomina mi się tamto rozciągnięte w czasie po­że­gna­nie, tamto milczenie, które zdawało się wypełnione nie­zli­czo­ną ilością słów?

🖇

Pamiętam pytanie, które mi zadałeś, kiedy kończyła się tamta noc. Jak zwy­kle bez lęku podjąłeś ryzyko, że możesz mnie w ten sposób zranić. Chcia­łeś wiedzieć, w jakim stopniu świadomość, że kiedyś przyjdzie mi utracić wzrok, wpływa na moje codzienne myśli i emocje.
     Spojrzałem na ciebie bez słowa.

🖇

Odkąd zamilkła, czuje, że wdechy i wydechy również przy­po­mi­na­ją mowę. Niczym głos odważnie dotykają ciszy.

🖇

Dobrze wiesz, że nawet jeśli zupełnie stracę wzrok, nie zrobię się od tego mądry. Że nie otworzą mi się wcale oczy duszy. Że się zagubię w natłoku chaotycznych wspomnień, delikatnych uczuć. Że w swej wrodzonej głupocie czekam. Nie wiedząc na co, wytrwale.
     […]  Czy mi uwierzysz? Na samą myśl o tym drży mi serce.

🖇

Moje ciało nadal pamięta twoje ciało.

🖇

     – Jeśli śnieg jest milczeniem, które spada z nieba, deszcz jest być może nieskończenie długim zdaniem.
     Słowa spadają na płytki chodnika, na dachy betonowych budynków, na ciemne kałuże. Odbijają się od ziemi.
     – Litery języka ojczystego tkwiące w ciemnych kropelkach deszczu.
     Zaokrąglone albo proste kreski, zatrzymujące się na krótko punkty.
     Przygarbione przecinki i znaki zapytania.

🖇

Czuję strach przed słowami, których nie będę mógł zawrócić, jeśli je wypuszczę, słowami, które wiedzą więcej niż ja sam.

🖇

Kawałki wspomnień poruszają się, tworzą wzory. Bez żadnego kontekstu. Bez całościowej perspektywy i znaczenia. Liczne fragmenty rozpraszają się, a potem śmiało łączą.

🖇

     – Ten świat jest ulotny i piękny – mówi nauczyciel greki. – Jednak Platon nie pragnął takiego świata. Pragnął świata, który byłby wieczny i piękny.

🖇

Drżące powietrze, które unosi się z ziemi wczesną wiosną i powoduje zawroty głowy.
     Te ciche, delikatne ślady obecności.
     Odpryski Boga, w którego nigdy nie wierzyłem.
     Idee, które nigdy nie zaistniały i nigdy nie przestały istnieć.

🖇

     […]  głośno się zaśmiałem i wziąłem od ciebie notatnik. Zapisałem ar­gu­men­tację za nieistnieniem Boga, o której gdzieś kiedyś czytałem, i z po­wro­tem wręczyłem ci zeszyt.

     „Na świecie istnieje zło i cierpienie, ich ofiarami stają się niewinni ludzie.
     Jeśli Bóg jest dobry, ale nie potrafi tego naprawić, oznacza to, że jest nie­udolny.
     Jeśli Bóg nie jest dobry, a jedynie wszechmocny i nie chce tego naprawić, oznacza to, że jest zły.
     Jeśli Bóg nie jest ani dobry, ani wszechmocny, nie można go nazwać Bogiem.
     Dlatego dobry i wszechmocny Bóg to niemożliwy do przyjęcia błąd lo­giczny”.

     Kiedy naprawdę się złościsz, twoje oczy robią się takie duże. Unosisz gę­ste brwi, drżą ci rzęsy i usta, pierś gwałtownie unosi się i opada, gdy ze wzburzeniem oddychasz. Odebrałaś mi wtedy notatnik i napisałaś szybko i niestarannie:

     „W takim razie mój Bóg jest dobry i smutny.
     Jeśli fascynują cię takie głupie debaty, być może sam staniesz się kiedyś niemożliwym do przyjęcia błędem”.

🖇

     […]  W głuchej ciszy krok po kroku posuwasz się naprzód, dźwi­ga­jąc na barkach Boga, który jest dobry i dlatego smutny?

🖇

Ściągam ciężkie okulary i patrzę na rozmazany świat: jego granice są całkowicie zaburzone. Ludzie sądzą, że wraz z utratą wzroku zaostrza się słuch, ale to nieprawda. Najbardziej wyraźny staje się czas.

Han Kang, Lekcje greki, przeł. Justyna Najbar-Miller,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

     – Czy wezwać dla pani taksówkę?
     […]  Na swojej lewej dłoni kładzie wyciągniętą dłoń męż­czyzny, a następnie pisze niepewnie po jej we­wnętrz­nej stronie prawym palcem wskazującym.
     „Nie”.
     W miejscu, w którym styka się ich skóra, pojawiają się i po chwili znikają drżące delikatnie kreski i kropki. Niczego nie słychać i nie widać. Nie ma ust ani oczu. Drże­nie i ciepło natychmiast przepadają. Wszystko ginie bez śladu.
     „Pojadę
     pierwszym autobusem”.

🖇

     – Czy nie wydaje się to pani czasem dziwne?
     – Że nasze ciała mają powieki i usta.
     – Że czasami zamykamy je od zewnątrz, a cza­sa­mi solidnie ryglujemy od środka.

🖇

     – Za jakiś czas…
     Głos mężczyzny przycicha.
     – Jedynie w snach będę mógł coś zobaczyć.

🖇

μὴ ποιήσῃς τοῦτο ἄλλως.
Nie rób tego inaczej.

(tamże)

5746. Z oazy (CCCXXII)

Dwu­tygodniowe odliczanie literek, raz. Mały skok do nieznanemu memu poznaniu świata. Autorka w audycji radiowej rozpływała się nad pięknem wizualnym książki. Chwilę potem rozmawiałyśmy z Kaan o istnieniu tej lektury. Nie zdążyłam mrugnąć powieką i zostałam tą książką obdarowana.

Nieznane mi kompletnie fakty, perspektywy, ktorych istnienia nawet bym nie po­dej­rze­wała i odrobina natręctwa karmionego lękiem o niepoznawalne po tej stronie tęczy. Wszystko to w tej książce jest. Plus obrazy, rzeźby i instalacje, o których mo­wa w tekście, co zwalnia z poszukiwań w sieci.

[…]  pytając: co mógł widzieć…?, odwołujemy się więc nie do rze­czy­wi­stości, lecz do naszych wyobrażeń i domniemań.

🖇

Sam [Allan] Poe uznał za pewnik, że „granica oddzielająca życie od śmierci nie jest zamknięta i codziennie grzebiemy żywe istoty”.

🖇

Hans Belting zwrócił uwagę, że „asymetria między twarzą a jej wi­ze­run­ka­mi ujawnia się już w tym, że twarze na portretach nie mogą się zestarzeć, a przecież starzeją się wraz ze swym medium, które jak malowidło gro­ma­dzi w sobie zanieczyszczenia, albo żółknie jak fotografia […].”

🖇

[…]  szamotanie wewnętrzne, furia słów napiera na kształt utworu i chce wyzwolić moc, która dałaby obraz, nie dbając o jego wi­dzial­ność. Ktoś powiedział kiedyś paradoksalnie, że malarstwo nie jest do patrzenia.
Jacek Sempoliński

🖇

Prowadząc do przekroczenia granic poznania zmysłowego, obrazy ujaw­nia­ją wizjonerskie możliwości wzroku. Osiągają „widzialny horyzont nie­wi­dzialnego”.

🖇


Teodor Ziomek (1874-1937), Pejzaż zimowy, 1913.

🖇

Starość, która o własną niemoc stale się obija. Czy ta niemoc jest nadal wolnością „nierobienia”? Czy upokarzającą koniecznością? I czy właśnie niedająca o sobie zapomnieć fizyczna niemoc nie jest nerwem oporu? Gdy wbrew wszystkiemu: „wolałbym tak!”.

🖇

Co z tym absurdem teraz począć mam –
Serce, stroskane serce – z tą karykaturą,
Z moją starością? Tak jest przyczepiona
Do mnie, jak ciężar do psiego ogona.
A nigdy bardziej namiętną i górną
Nie żyłem wyobraźnią, nigdy wzrok i słuch
Na niemożliwość bardziej nie czekały.

William Butler Yeats

🖇

„Jak przedstawiać staruszki.
     Staruszki należy przedstawiać porywcze i gwałtowne, o gniewnych ru­chach, na podobieństwo furii piekielnych; a ruchy rąk i głowy powinny być żwawsze niż ruchy nóg” – to bodaj jedyna wśród zaleceń zawartych w Trak­ta­cie o malarstwie wskazówka Leonarda da Vinci dotycząca przed­sta­wia­nia starych kobiet. Poprzedza ją równie lakoniczne pouczenie, że ko­bie­ty należy przedstawiać w pozach wstydliwych, ze ściśniętymi nogami.
     Podobnych furiom piekielnym starych wiedźm nie znajdziemy wiele w ma­lar­stwie nowożytnym.

🖇

Od Ronsarda po Szekspira […]  deprecjacja starych kobiet, płynąca z naj­bar­dziej elementarnej opozycji płodności i bezpłodności, seksualnej atrak­cyj­ności i jej utraty, urody i brzydoty, jest bezlitośnie niezmienna.

🖇

W ekstremalnej sytuacji obrazy – martwe przecież przedmioty – mo­gą okazywać nieprzeczuwaną sprawczość i siłę.

🖇

Cytując Daniela Arrase, piszącego o roli detalu w obrazach Vermeera: „malar­stwo stawia opór tekstualnemu odczytaniu, pozwalając na rozszy­fro­wy­wa­nie swojej powierzchni, intensywnie uobecnionej i nieprzejrzystej za spra­wą działania światła”.

🖇

Pośród tego, co stworzyłem przez ostatnich siedemdziesiąt lat, nie ma nic godnego uwagi.
     W wieku siedemdziesięciu trzech lat pojąłem istotę budowy zwierząt, ptaków, owadów i ryb, a także istotę życia ziół i roślin. Dlatego też, kie­dy skończę lat osiem­dzie­siąt sześć, pójdę dalej. W wieku lat dzie­więć­dzie­się­ciu jeszcze bardziej zgłębię ich ukryty sens, a kiedy będę miał lat sto, być może osiągnę boski wymiar. Kiedy skończę sto dziesięć lat, naj­drob­niej­sza kre­ska i kropka będą żyły własnym życiem. Jeśli mógłbym wyrazić jakieś ży­czenie, to prosiłbym tych, którzy dożyją tego czasu, by spraw­dzi­li, czy to, o czym mówię, okaże się prawdą.

Hokusai Katsushika (1760–1849)

🖇

[cyt. Marcel Proust] „Wszystkie te zobowiązania, nie mające sankcji w życiu obecnym, zdają się należeć od odmiennego, opartego na dobroci, na wzglę­dach moralnych świa­ta, na poświęceniu; świata całkowicie odmiennego niż nasz; świata, który opuszczamy, aby urodzić się na tej ziemi, zanim może wrócimy tam, aby żyć wedle nieznanych praw, którym byliśmy posłuszni, bo nosiliśmy je w sobie nie wiedząc, kto w nas zakreślił te prawa, do któ­rych wszelka głę­bo­ka praca inteligencji nas zbliża, a które są niewidzialne […]”. Przedśmiertna epifania doznana wobec „nie przed­sta­wia­ją­ce­go ni­cze­go” skrawka obrazu nie jest objawianiem „sztuki absolutnej”, lecz nie­zna­ne­go tam.

🖇

Pytając, trzeba pamiętać, jak obciążone egzystencjalną determinacją, szacunkiem i lękiem jest samo słowo „ostatni”.

🖇


Vincent van Gogh, Korzenie, 1890.

Wielu malarzy boi się białego płótna, ale białe płótno boi się malarza z prawdziwym temperamentem, malarza, który potrafi przełamać owo fascynujące «nic nie potrafisz». Także życie jako takie z reguły pokazuje człowiekowi tylko tę swoją białą stronę, nieskończenie nic nie mówiącą, deprymującą swą beznadziejnością, bo nic na niej nie ma, jak na białym płótnie malarskim. Ale choć życie wydaje się nic nie mówiące, czcze, umarłe, to jednak człowiek obdarzony wiarą, energią i gorącym sercem, człowiek, który wie swoje, nie tak prędko da się wystrychnąć na dudka.
Vincent van Gogh


Wąwóz w Auvres-sur-Oise, […]
pocztówka z epoki z naniesionym obrazem.

🖇

[…]  nie dojrzałe mistrzostwo, lecz rebelia jest siłą sprawczą późnego rozkwitu twórczości. […]  To bunt, sprzeciw, gniew, a nie tak zalecane przez mędrców pogodzenie z upływem czasu i nieuchronnością do­cze­snego losu.

🖇

Płynna, wibrująca materia malarska, którą Tycjan w starości uzyskiwał cza­sem bez użycia pędzla, za pomocą samych palców, kolor utrzymany w to­nie szarych i brunatnych popiołów i dramatyczność kompozycji nadają obrazowi zwykłość sceny ulicznej, zbliżając eucharystię do ludzkiego losu […].
  // Bohdan Paczowski


Tycjan, Autoportret, 1566.

🖇

[…]  po Montaigne’a uznającego, że Katon był głupcem, skoro w późnej sta­rości zaczął uczyć się greki, i natrząsającego się z wiekowych szko­la­rzy. Zara­zem jednak ten sam Montaigne przyznawał: „Rozum nie pozwala mi wprawdzie buntować się i szemrać przeciw niedogodnościom, jakie natura każe mi cierpieć, ale ten sam rozum nie może mi wzbronić ich czuć. Pę­dził­bym na drugi koniec świata, gdybym tam się spodziewał znaleźć dobry rok wesołego i pogodnego spokoju”.
     Tymi gotowymi – wbrew rozumowi i wbrew obyczajności – „pędzić na koniec świata” bywali artyści, „nie syci wieku zwykłej miary”. Chcieli wię­cej – od życia, od świata, od siebie.

🖇

Rozbudza wyobraźnię, ale i porusza całą gamę uczuć. Otwiera pole do refleksji nad ludzkim losem, jego niepewnością i przypadkowością, nad przemijaniem, entropią, znaczeniem fragmentu, nad skończonością i nie­skończonością. Pod wieloma względami nieukończona praca zdaje się bogatsza w treści i emocje niż dzieło „skończone”.

Maria Poprzęcka, Śmierć przed obrazem. O sztuce, starości
i zanikaniu
, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2024.
(wyróżnienie własne)

[…]  gdzie są zobaczone przed śmiercią obrazy? – „bo przecież wszystko, co się ujrzy – gdzieś jest”. Ten „nie­mo­żliwy” obraz musi istnieć. […]  Na koniec wąt­pli­wo­ści prowadziły do pytania najważniejszego: „czy mo­żna coś, życie, ujrzeć z drugiej strony”.

🖇

[…]  chyba nikomu nie udało się nadać swej odpowiedzi siły ciśniętego kamienia.

🖇

Nasilające się cielesne niedomaganie, zapaści i na­wro­ty świadomości, balansowanie na granicy życia i śmier­ci stapiają się w jedno z objawieniem się spraw naj­istot­niej­szych.

🖇


Józef Czapski, Dwie białe miseczki, 1987.

🖇

Rozlane barwne plamy w pejzażach niemal ślepego Jó­ze­fa Czapskiego… Nie są „nacechowane nega­tyw­no­ścią”. To nie „katastrofy”, ale przesłanie: nie bój się.

🖇


Józef Czapski, Wschód słońca w Sailly, 1989.

🖇

Nonszalanckim wyzwaniem wobec słynnego „wolałbym nie” Bartleby’ego jest „A czemuż by nie?” Bartle­bootha, zwykłego tak odpowiadać na pytanie, dla­cze­go tak upar­cie chce się nauczyć malować akwa­re­lą, nie mając po temu specjalnych predyspozycji.

🖇

[Jacek Sempoliński] mistrz, który nie naucza, lecz sta­wia najtrudniejsze kwestie i każe sobie z nimi radzić.

(tamże)

sobota, kwietnia 05, 2025

5745. —


fot. Hawwa, fragment.

Daj znaleźć drogę
lub daj choć nie zbłądzić.
I światło daj,
ale takie, żeby nie oślepnąć.
Daj taką wiarę,
która nie daje pewności siebie.
Daj taką siłę,
która tylko broni.
Daj taki rozum,
którego nie opuszczą zmysły.

Jarosław Borszewicz, Mroki,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2015.

*

J.S. Bach, Nun komm, der Heiden Heiland, BWV. 659,
Vladimir Horowitz (fortepian), Ferruccio Busoni (transkrypcja).
White Raven’s Liked List

piątek, kwietnia 04, 2025

5744. W warzywniaku (X)

Rysia:
(przywiozła z pięciodniowego szkolenia,
wiele wartościowych nowości
)

Jabłoń:
(zadziwiona podarowanym czuciem stóp)
Co to było?

Rysia:
Chcesz wiedzieć, jak to się nazywa?
Droga k…s…r…

Jabłoń:
Nie zapamiętam. Upomnę się esemeskiem.
(po kilku godzinach poprosiła o to, co funkcjonalnie różni
ją od szympansa, by przeliterować i wytłuścić to,
co robi na niej największe wrażenie
)
Droga korowo-siatkowo-rdzeniowa mostowa

🍆

5743. 94/365

ma­ła rosja i mister szwindel*. w pierwszej chwili byłam obu­rzo­na, ale zamiast wytoczyć działa, dałam sobie czas i dotarło do mnie, że.

w ich postępowaniu nie ma nic osobistego, to tylko ich życiowe modus operandi — kości (po)rzucone, nie wchodzę do tej gry.

94/365

________
  *  podsumował spokojnie człowieka Sadownik.

czwartek, kwietnia 03, 2025

5742. 93/365

chroń mnie boże przed chęcią posiadania ra­cji. więzi i krępuje energię, koncentruje ją w mar­twym już punkcie czaso­prze­strze­ni, usiłując wstrzy­mać bieg rzeczy.

racja jest dobra dla młodych dorosłych i dla osób folgujących sobie bez umiaru i opa­no­wania.

93/365

Katie Melua, Wonderful Life (cover).

there’s magic everywhere
[…]
no need to run and hide
it’s a wonderful, wonderful life

sobota, marca 29, 2025

5741. Czekariat (CXI)


fot. Saxifraga, fragment.
 

[…]  pragnienie jest modlitwą […].
Wiewióra

5740. 88/365

ży­ję w świecie straty. mniejszej, większej, do­tkli­wej, peł­za­ją­cej po cichu czy na­stę­pu­ją­cej gwał­tow­nie, nacierającej z całą mocą lub ma­ją­cej chwilowo gest, by się wycofać.

i co teraz?

88/365

[…]  stała samotnie na krawędzi nie­zna­nej drogi. I to by­ło wszystko. Bez roz­wi­nię­cia i zakończenia.

*

Milczenie, które wszystko cicho rozstrzyga, otoczyło ich dwoje i zastygło w ocze­ki­waniu.
     „Nie”.
     Podniosła pióro i równym pismem za­pi­sa­ła na pustej kart­ce, która leżała na stole.
     „To nie jest takie proste”.

Han Kang, Lekcje greki, przeł. Justyna Najbar-Miller,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

[suplement 30.03.2025]
Choroba diametralnie odmienia postrzeganie świa­ta. „Stan organicznej zapaści otwiera oczy na świat do­tąd ledwo za­uwa­żal­ny. Choroba uświadamia ludziom trudną do przyjęcia prawdę o iluzoryczności i przemijalności ludzkiego życia. Sta­ny fizycznego i psychicznego zamętu trwale na­ru­sza­ją utkaną wcześniej sieć relacji, pragnień i celów; chorzy zaczynają przy­glą­dać się sobie i światu z nieznanej wcześniej perspe­kty­wy. Towarzyszący chorobie zwrot ku sobie, od­czyty­wa­ny przez innych jako dezercja albo alienacja, jest pierw­szym aktem dokonującej się przemiany” [cyt. Mateusz Szubert].

*

W dojrzałym wieku można «zaplanować» dzieło (Kaplica Sykstyńska, IX Symfonia), bo jest na nie dużo czasu. Potem jest do dyspozycji tylko dzień dzisiejszy. Tyle nut, ile się dziś zdąży, tyle farb rozmazanych, ile dziś wyjdzie. Jutro ponowić można pracę, jeśli będzie jakieś jutro.

Maria Poprzęcka, Śmierć przed obrazem. O sztuce, starości
i zanikaniu
, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2024.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, marca 24, 2025

5739. Z oazy (CCCXXI)  // Panna cotta (CLII)

Co­tygodniowe odliczanie literek, dwa. Gdy półtorej tygodnia temu wróciłam z kra­iny bólu, postanowiłam zrobić sobie przyjemność wprost proporcjonalną do prze­ży­te­go cierpienia.

Chciałam tę książkę kupić u źródła w grudniu. Gdy wtedy o nią pytałam, pani wró­ciwszy od komputera, nim poinformowała mnie, że jej aktualnie nie mają, upewniła się, czy wiem, że to książka dla dzieci. No pewnie, że wiedziałam! Teraz, prze­trwaw­szy nie­moc, klik, klik, niecałe dwa dni czekania, by dotarła do paczkomatu, i ponad tydzień bezgranicznej radości.

Mój ulubiony format, rewelacyjna kreska. Każdy akapit przeczytany wielokrotnie. Każde słowo, fraza, wszystkie zdania wy­gła­ska­ne wzro­kiem. Nieustający zachwyt włoską składnią, każdym rodzajnikiem, łą­czo­ny­mi zaimkami, nieistniejącymi w ję­zy­ku polskim strukturami. Wiewiór, wilk i fantastyczna historia o róż­no­rod­no­ści osób i ich największych marzeń czy kształtu szczęścia, jakiego poszukują.

Trovò un sasso a forma di cuore e se lo mise in tasca. Pensò che avrebbe potuto regalarlo a Orsa al termine della cena. E, a questo pensiero, sorrise.
[Znalazł kamyk w kształcie serca i schował go sobie do kieszeni. Pomyślał, że będzie mógł go podarować Niedźwiedzicy pod koniec obiadu. I się do tej myśli uśmiechnął.]

🖇

All’improvviso incontrò Scoiattolo, che gli gridò:
     «Eh tu, stai attento a dove metti i piedi!».
     «Mi dispiace, ho perso gli occhiali», si scusò Orso. «Per caso li hai visti?»
     Scoiattolo fece segno di no con la testa.

[Nagle natknął się na Wiewióra, który wykrzyczał:
     — Ej, ty, uważaj, gdzie stawiasz stopy!
     — Przykro mi, zgubiłem okulary — przeprosił Niedźwiedź. — Widziałeś je może przez przypadek?
     Wiewiór pokręcił przecząco głową.]

🖇

     «E tu, dove vai di bello?» gli chiese Orso curioso.
     «Anche io sto cercando qualcosa.»
     «E che cosa stai cercando?»
     «La felicità.»
     «Ah, e com’è la felicità?»
     «Non lo so ancora, ma ne parlano tutti e mi piacerebbe trovarla.»
     Orso si grattò la testa. Rimuginava, ma non sapeva cosa dire.
     «Immagino che sarà molto bella e variopinta, ma senza occhiali non posso aiutarti a cercarla.»

[   — A ty, w jakie piękne miejsce idziesz? — zapytał Wiewióra zaciekawiony Niedźwiedź.
     — Ja też szukam czegoś.
     — A czego szukasz?
     — Szczęścia.
     — Acha, a jakie jest to szczęście?
     — Jeszcze nie wiem, ale mówią mi o nim wszyscy i chętnie bym je znalazł.
Niedźwiedź podrapał się po głowie. Zadumał się, ale nie wiedział, co powiedzieć.
     — Wyobrażam sobie, że będzie bardzo piękne i kolorowe, ale bez okularów nie mogę ci pomóc go szukać.]

I due fecero un pezzo di strada insieme, in silenzio.
[Obaj, w milczeniu, zrobili kawałek drogi razem.]

🖇

Continuando a guardare per terra, Orso si imbatté in una quercia. Da un buco nel tronco spuntò il muso di Tasso che mugugnava arrabbiato.
[Patrząc nadal w ziemię, Niedźwiedź natknął się na dąb. Z dziupli w pniu wysunął się pyszczek Borsuka, który burczał ze złością.]

     «Per mille tuoni, cos’è questo baccano? Mi avete svegliato proprio nel bel mezzo di un sogno fantastico.»
     «Mi dispiace, Tasso», si scusò Orso.
     «Si può sapere cosa ci fate qui?»
     «Stiamo cercando.»
     «E cosa state cercando?»
     «Io i miei occhiali, e Scoiattolo la felicità.»
     «Per mille fulmini, adesso mi toccherà cercare il sonno perduto.»

[   — Na tysiąc piorunów, co za zamieszanie! Obudziliście mnie w środku przepięknie fan­ta­stycz­nego snu.
     — Przepraszam, Borsuku — kajał się Niedźwiedź.
     — Można wiedzieć, co tu robicie?
     — Szukamy.
     — A czego szukacie?
     — Ja moich okularów, Wiewiór szzęścia.
     — Na tysiąc błysków, teraz będzie moja kolej, by szukać utraconego snu.]

🖇

In quel momento il cielo si oscurò e iniziò a piovere a dirotto.
     «Mi sa che bagneremo», fece Scoiattolo.
     «Puoi ben dirlo», constatò Orso.
     […]
     I lampi e i tuoni squarciarono il cielo del bosco.
     «Entrate nella mia tana», li invitò Tasso. «Almeno qui sarete al riparo.»

[W tym momencie niebo zaciągnęło się i zaczęło lać.
     — Myślę, że zmokniemy — oznajmił Wiewiór.
     — Można tak to powiedzieć — potwierdził Niedźwiedź.
     […]
     Błyskawice i grzmoty rozerwały leśne niebo.
     — Wejdźcie do mojej nory — zaprosił ich Borsuk. — Przynajmniej tutaj będziecie chronieni.]

🖇

Tasso offrì loro un tè alla fragola e poi tirò fuori da una piccola credenza rotonda dei biscotti al cioccolato.
     Orso e Scoiattolo accettarono volentieri.
     Tasso si ricordò che una volta aveva conosciuto una Mucca felice.
     «Com’era? E come aveva trovato la felicità?» chiese Scoiattolo.
     «Non me l’ha spiegato.»

[Borsuk zaproponował im herbatkę truskawkową, a potem wyjął z małej okrągłej szafki czekoladowe ciasteczka.
     Niedźwiedź i Wiewiór chętnie przyjęli te propozycje.
     Borsuk przypomniał sobie, że raz poznał szczęśliwą Krowę.
     — Jaka była? A jak znalazła szczęście? — pytał Wiewiór.
     — Nie wyjaśniła mi tego.]

🖇

     «Cosa vuoi, Lupo? È meglio che torni a casa tua», gli gridò Tasso.
     «Ho perso le chiavi e mi sto bagnando.»

[   — Czego chcesz Wilku? Byłoby lepiej, jakbyś wrócił do swojego domu! — odkrzyknął mu Borsuk.
     — Zgubiłem klucze i jestem przemoknięty.]

Alla fine decidero di aprirgli. Lupo era bagnato fradicio. […]  Lupo escla­mò: «Caspita, Tasso, vive un bel po’ gente nella tua tana.» […]
     Ma Lupo spiegò con voce tremante che tutti scappavano quando lo ve­de­va­no e che lui voleva solo trovare un amico, qualcuno che non fug­gis­se da lui.
     I tre animali sentirono una stretta al cuore.
     «Guarda un po’», esclamo Orso. «A quanto pare ne hai trovati tre, nes­suno di noi è scappato.»
     Lupo sorrise con gratitudine.

[W końcu zdecydowali się mu otworzyć. Wilk był mokrusieńki. […] Wilk wykrzyknął:
     — Cholera, Borsuku, w twojej norze mieszka sporo ludu. […]
     Ale Wilk wyjaśnił drżącym głosem, że wszyscy zwiewali, kiedy go widzieli, a on chciał jedynie znaleźć przyjaciela, który by przed nim nie uciekał.
     Wszystkie trzy zwierzęta poczuły ścisk w sercu.
     — Rozejrzyj się odrobinkę — zawołał Niedźwiedź — Najwyraźniej znalazłeś ich troje, nikt z nas nie uciekł.]

🖇

     «Orso, no c’è bisogno che mi racconti altre bugie», disse Orsa.
     «Come fai a sapere che sono bugie?» chiese lui sorpreso.
     «Lo vedo nei tuoi occhi e lo sento nella tua voce», rispose lei.
     E detto questo, gli chiuse la porta in faccia.
     Orso tornò a casa trascinando i piedi, con un’ombra nera dentro al cuo­re. Prese il sasso che voleva regalarle e lo gettò con rabbia nel fiume.

[   — Niedźwiedziu, nie musisz mi mówić więcej kłamstw — powiedziała Niedźwiedzica.
     — Skąd wiesz, że to kłamstwa? — zapytał zdziwiony.
     — Widzę to w twoich oczach i słyszę to w twoim głosie — odpowiedziała.
     Powiedziawszy to, zamknęła mu drzwi przed nosem.
     Niedźwiedź wrócił do domu ciągnąc łapę za łapą, z czarnym cieniem w sercu. Wziął ka­myk, który chciał jej podarować, i wrzucił go ze ze złością do rzeki.]

Il giorno seguente andò a trovarlo Scoiattolo, che voleva sapere com’era andata.
     «Forse avresti dovuto dirle la verità e basta», dichiarò.
     Orso si rese conto di essere stato uno stupido.

[Następnego dnia poszedł do Wiewióra, który chciał wiedzieć, jak mu poszło.
     — Może powinieneś powiedzieć jej prawdę i tyle — stwierdził.
     Niedźwiedź zdał sobie sprawę, że postąpił głupio.]

🖇

     «Dove vai?»
     «Ho deciso di andare in cerca della Mucco felice», gli spiegò Scoiattolo.

[   — Gdzie idziesz?
     — Zdecydowałem ruszyć na poszukiwania szczęśliwej Krowy — wyjaśnił Niedźwiedziowi Wiewiór.]

🖇

Di tanto in tanto Orso andava a trovare Tasso e Lupo, e prendevano tè al­la fragola con biscotti al cioccolato.
     Tutti e tre si domandavano cosa fosse successo a Scoiattolo: dov’era? Cosa faceva? Come stava? Aveva trovato la Mucca? Aveva scoperto qual­co­sa sulla felicità?

[Od czasu do czasu Niedźwiedź odwiedzał Borsuka i Wilka, raczyli się herbatką tru­skaw­ko­wą i czekoladowymi ciasteczkami.
     Wszyscy troje zastanawiali się, co się stało z Wiewiórem. Gdzie był? Co robił? Jak się miał? Znalazł Krowę? Odkrył coś na temat szczęścia?]

🖇

Quando Scoiattolo tornò, Orso provò una grande felicità. Il vento faceva danzare i rami e il cielo era limpido e terso come una piscina.
     La sera trovarono tutti e quattro a casa di Tasso.

[Kiedy Wiewiór wrócił, Niedźwiedź czuł wielkie szczęście. Wiatr sprawił, że gałęzie tań­czy­ły, a niebo było przejrzyste i gładkie jak woda w basenie.
     Wieczorem spotkali się we czwórkę u Borsuka.]

🖇

     «Racconta, racconta...» lo pregarano in coro gli altri tre.
     […]
     «E non ti dico il Pipistrello», continuò Scoiattolo.
     «Hai incontrato un Pipistrello?» fece Tasso.
     «Sì, e mi ha detto che anche se sapeva che tutti lo trovano brutto, lui si piaceva così com’era.»
     «Per mille fulmini... straordinario, che coraggio!» balzò in piedi Lupo.
     «Davvero ammirevole», lo elogiò Tasso.

[   — Opowiadaj, opowiadaj… — prosili Wiewióra chórem całą trójką.
     […]
     — I nie wspomnę o Nietoperzu — kontynuował Wiewiór.
     — Spotkałeś Nietoperza? — zagadnął Borsuk.
     — Tak, powiedział mi, że chociaż wie, że wszyscy uważają go za brzydkiego, on lubi się takim, jakim jest.
     — Na tysiąc błyskawic… nadzwyczajne, co za odwaga! — skoczył na równe nogi Wilk.
     — Godne podziwu — pochwalił go Borsuk.]

Scoiattolo sorseggiò il suo tè alla fragola e continuò: «Il giorno dopo mi ha svegliato una voce dolcissima. Era così bella che sono rimasto in­can­ta­to. Ho seguito la voce e ho trovato La Giraffa. La Giraffa mi ha spie­ga­to che ciò che la rende felice è sentire il suo canto trasportato dal ven­to. ‘La musica è magica’, mi ha detto, ‘fa il solletico, regala abbracci e riem­pie il cuore’.»
[Wiewiór siorbnął swojej herbatki truskawkowej i kontynuował:
     — Dzień później obudził mnie słodziutki głos. Był tak piękny, że pozostałem oczarowany. Poszedłem za głosem i znalazłem Żyrafę. Wyjaśniła mi, że to, co czyni ją szczęśliwą, to usły­szeć jej piosenkę niesioną przez wiatr. „Muzyka jest magiczna” — powiedziała mi — „ła­sko­cze, przytula i napełnia serce”.]

🖇

     «Ma, in realtà, l’animale più curioso che ho incontrato è il Serpente», con­ti­nuò Scoiattolo.
     «Un Serpente?» si sorprese Orso.
     «Sì, il Serpente mi ha detto una cosa che non ho ancora capito.»
     «Che ti ha detto?» chiese Lupo.
     «Mi ha detto: ‘Caro Scoiattolo, la felicità non è fuori, è dentro’.

[   — Ale faktycznie najciekawszym zwierzęciem, jakie spotkałem, to Wąż — kontynuował Wiewiór.
     — Wąż? — zdziwił się Niedźwiedź.
     — Tak, ten Wąż powiedział mi coś, czego jeszcze nie zrozumiałem.
     — Co ci powiedział? — apytał Wilk.
     — Powiedział mi: „Drogi Wiewiórze, szczęście nie jest na zewnątrz, jest w środku”.]

🖇

🖇

La Mucca felice. Doveva riprendere la ricera. Trovare la Mucca e con­ti­nu­are a indagare sul segreto della felicità.
     Detto fatto, salutò di nuovo i suoi amici.
     «Ciao, torna presto», gli disse Orso.
     «Abbi cura di te», gli gridò Tasso.
     «Ci mancherai», aggiunse Lupo.

[Szczęśliwa Krowa. Musiał wznowić poszukiwania. Znaleźć Krowę i kontynuować badania nad sekretem szczęścia.
     To ustaliwszy, pożegnał jeszcze raz swoich przyjaciół.
     — Cześć, wracaj szybko — powiedział mu Niedźwiedź.
     — Dbaj o siebie! — krzyknął do niego Borsuk.
     — Będzie nam ciebie brakowało — dodał Wilk.]

E Scoiattolo si allontanò saltellando lungo la strada. Forse per lui la fe­li­cità era questo: andarsene, imparare cose nuove e tornare per ri­tro­va­re gli amici.
[I Wiewiór oddalił się, podskakując wzdłuż drogi. Może dla niego szczęściem było: wy­puszczać się w świat, nauczyć się nowych rzeczy i wrócić, by znów spotkać przyjaciół.]

Eulàlia Canal, La felicità è una tazza di tè, ilustr. Toni Galmés, z j. katalońskiego przeł. Luigi Cojazzi,
Terre di mezzo Editore, Milano 2023.
(wyróżnienie własne)



[suplement z informacją o nominacji
do nagrody: 29.03.2025]

*

5738. Z oazy (CCCXX)

Co­tygodniowe odliczanie literek, raz. Dziś, trzydzieści siedem miesięcy od wybuchu wojny na Ukrainie, skończona trzysta dwudziesta książka. Lektura wynikająca z umo­wy książ­ko­wej zawartej z Sadownikiem — On przeczyta książkę z mojej bańki, ja z Jego, czyli tę.

Czytanie trwało, bo ła­two nie było. Przez długi czas, łopa­to­lo­gicz­nie tłumaczyła mi ta książka, dlaczego jest tak, jak jest. Treść żadnego z rozdziałów nie mieściła się w mojej głowie. Całość nijak się ma do mojego malutkiego, lokalnego systemu wartości.

Ważna, a nawet arcyważna pozycja, bo teraz inaczej brzmią wiadomości z kraju i ze świata. Łatwiej na swoje miejsce wskakują puzzle perspektywy, która nigdy nie za­przątała mi głowy.

W przestrzeni pomiędzy „musimy przejść” przez to, co przed nami, a tym, że „nie musi” być najgorzej i możliwe jest uniknięcie dramatycznego (acz „ho­no­ro­wego”) końca, istnieje spora przestrzeń, którą możemy wypełnić wła­sny­mi działaniami i decyzjami. To miejsce na stworzenie i realizację wła­ściwej strategii. I nie musielibyśmy wówczas zajmować się honorem.

🖇

Wchodząc w nową epokę, pełną konfliktów, których miało już nie być, ale nadeszły niczym wstrętna zjawa znana z przeszłości, musimy poradzić so­bie z przyszłością, ponieważ przyjdzie nam podejmować decyzje, których skutków nie znamy i dzisiaj znać do końca nie możemy.

🖇

Pamiętajmy, że wojny wybuchają wskutek złego rozeznania układu sił, a trwają dłużej, niż planowano, bo przeszacowano siłę własną w relacji do przeciwnika, który okazał się silniejszy i odporniejszy, niż zakładano.

🖇

Wojny systemowe, czyli zmieniające zasady, na jakich działa system mię­dzy­na­ro­do­wy, potrafią trwać długo. Są bowiem przede wszystkim potężną rywalizacją o gmach kapitalizmu, o to, jak jest zbudowany oraz kto i jakie zajmuje w nim miejsce, czyli kto więcej korzysta na wymianie. […] 
     Od czasów powstania prymatu Stanów Zjednoczonych, na gru­zach dru­giej wojny światowej, stworzono takich instytucji niemało, i to zawsze w „po­nad­państwowych” formatach. […] 
     Organizacje międzynarodowe nadzorujące cykl hegemoniczny, czyli zasady, na których działa system, pozostają w korelacji z hegemoniczną dominacją wojskową; robią to zazwyczaj subtelnie, bo na zewnątrz prze­cież zawsze trzeba pokazać, że „jesteśmy cywilizowani”.

🖇

Za obecną wojnę winę ponosi także bezbrzeżna chciwość, która niczym akuszerka pomogła narodzinom obecnej konfrontacji. Chciwość dysponentów gmachu kapitalizmu, którzy kontrolując mechanizmy in­we­sty­cyj­ne, uważali, że będą kontrolować kapitalizm światowy na ko­rzyst­nych dla siebie warunkach, bez końca. Wykorzystując polityczny prymat Stanów Zjednoczonych w systemie światowym, chcieli kontrolować cykle inwestycyjne, kapitałowe i innowacje technologiczne i w efekcie odbierać kolosalne zyski z pracy ludzi na całym globie bez ponoszenia społecznych kosztów przepuszczania kapitału przez pracę tych ludzi.
     Zarabiało się bardzo dobrze, wręcz bajecznie, i to bez wysiłku, bez co­dzien­nej odpowiedzialności za losy społeczeństw. […]  Ci, którzy zarabiali na tym najwięcej, stawali się coraz bardziej „żarłoczni”: jak nie w tym, to w innym biznesie, błyskawicznie się przekształcając i poszukując coraz większych i, co chyba ważniejsze, szybkich stóp zwrotu.

🖇

„Napięcie” oznacza brak równowagi i jej dynamiczne poszukiwanie przez państwa w zawsze anarchicznym systemie międzynarodowym. System ten jest z natury swojej anarchiczny, bo nie ma formalnego arbitra sporów między państwami – sądu najwyższego czy superegzekutora, więc o tym, kto ma rację, decyduje siła.

🖇

Prawda rozgrywa się w głowie decydenta. Tu i teraz. W mo­men­cie, gdy musi podjąć decyzję. […]  z wyjątkiem jawnych idiotów lub zdraj­ców – każdy polityk chce jednak dobrze dla swojego państwa… I oczy­wiście dla siebie, co jednak w zdrowym państwie powinno w sumie ozna­czać to samo.

🖇

[…]  w dyskusjach o polityce międzynarodowej zachowujemy się w Polsce nader często, jakbyśmy mieli swój własny polski FED […]. Nasz „FED” od­po­wiada za emisję ocen moralnych, które zdajemy się uważać za jakąś nie­zmiernie cenną walutę międzynarodową, która daje nam lepszą „po­zy­cję” w systemie międzynarodowym. […]   dodatkową akurat zaletą posiadania globalnej waluty rozliczeniowej jest to, że FED może drukować i oscylować wartość dolara, tak jak chce. I to jest „wybaczalne”, a powodem wy­ba­cza­nia jest potęga Stanów Zjednoczonych i tym samym ich wpływ na system międzynarodowy.
     […]  Jak przystało na prawdziwy FED, chcemy nawet ustalać „kurs wy­mia­ny” swoich zachowań moralnych wobec innych walut, czyli za­cho­wań innych państw w danej sytuacji – oczywiście według własnych wyo­bra­żeń co do hierarchii tego, co jest lepsze, a co gorsze moralnie… Zgodnie z tym dyskursem moralność ma nam rzekomo dawać siłę i dogodną pozycję wzglę­dem innych krajów. […]  Nasze złudzenia moralne nie tylko są jednak ab­sur­dal­ne i wręcz szkodliwe dla Polski, ale z zagranicy wy­glą­da­ją jak tanie cwaniactwo na czyjś koszt.

🖇

Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę – bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
[…]
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
[…]
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: „Broń na ramię!”,
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
[…]
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
Julian Tuwim, Do prostego człowieka, 1929.

🖇

Wojna wydatnie przypomina nam wszystkim, jak ważne jest państwo w co­raz bardziej anarchicznym systemie międzynarodowym, w którym wa­run­ki relacji między państwami coraz jawniej ustalane są siłą, a nie według obo­wiązujących wszystkich po równo zasad. Siła (dawniej często mówiono: potęga) czy sprawczość wobec innych może wynikać z przewagi siły woj­sko­wej, ekonomicznej, czasem też z przewagi ocierającej się o prze­moc o cha­rakterze instytucjonalnym – różne są bowiem oblicza siły. Osta­tecz­nie silniejsi narzucają zasady słabszym. Dzieje się tak zawsze, gdy nie obo­wią­zu­ją jasne zasady przewidziane dla wszystkich, a rywalizacja o przewagę jednych nad drugimi, która się bierze w istocie z kontroli marży i łań­cu­chów wartości (czyli kto i ile zarabia na własnej i czyjejś pracy), staje się namacalna, szczególnie w momencie powrotu protekcjonizmów, bu­do­wa­nia mu­rów, podważania swobody ruchu ludzi, kapitału, ogra­ni­cza­nia ukła­du z Schengen, prowadzenia wojen celnych, technologicznych i han­dlo­wych.
     Bez państwa nie ma bezpieczeństwa, a bez bezpieczeństwa nie ma nic. Bezpieczeństwo jest jak tlen.

Jacek Bartosiak, Oczy szeroko otwarte. Strategia Polski na czas
wojny światowej
, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.
(wyróżnienie własne)

Georg Hegel […]  na początku Zasad filozofii prawa pisze, że sowa Minerwy wylatuje o zmierzchu, co ma oznaczać, że mądrość przychodzi w istocie spóźniona, bo pod ko­niec dnia, na końcu pewnego etapu czy epoki, gdy zda­rze­nia się już dokonały i gdy pewien okres został zam­knię­ty. […]  Jeśli zaś za wyżej przywołaną metaforyczną sowę uznalibyśmy własne państwo z całym gmachem jego urzędników, biurokracji, wojska, jak również sze­ro­ko pojętych elit oraz kształtowanej na styku interakcji między nimi zdolności do generowania kultury stra­te­gicz­nej, to powstaje pytanie: czy sowa umie latać i czy właściwie tego chce, a jeśli tak, to czy w ogó­le poleci? Ponieważ poza zrozumieniem złożonej rze­czy­wi­sto­ści trzeba mieć jeszcze wolę latania i pró­bo­wać kształ­to­wać rzeczywistość.

🖇

Równowaga jest potrzebna, by można było się rozwijać, zarabiać i po prostu żyć.

(tamże)

niedziela, marca 23, 2025

5737. 82/365

ból, bezsens, brak — nieprzekładalne na słowa do­świadczenie sprzed dziesięciu dni, a nie piękno aliteracji. i wtedy, te dzie­sięć dni te­mu, nagle znikąd słowa:
     — poczuj miłość*.

ból fizyczny nie zniknął, ale po braku i bezsensie nie było juź śla­du, pozostał we mnie ogień do dziś.

82/365

________
  *  może być każda: ta, co trwa, choć zębem czasu ciut nad­gry­zio­na; ta szczenięca, niespełniona, o której nikt nigdy się nie dowie­dział; może być ta, którą pokonała rzeczywistość.
     chodzi o ten ułamek chwili, gdy nie było nic innego, tyl­ko czysta miłość.
  *  miesiąc temu Akuszer podyktowałby: poczuj swoje serce. (brzmi zdecydowanie mniej kontrowersyjnie).

P!NK, Never Gonna Not Dance Again.

5736. Czekariat (CX)


fot. Saxifraga, fragment.

Spróbuj nie rozpaczać. […]  Spójrz na swoje życie jak na książ­kę. Dla niektórych jestem rozdziałem, dla innych akapitem lub przy­pi­sem. […]  Twoja książka należy do ciebie. I, na litość bo­ską, nie pozwól, by rozpamiętywanie szczęśliwego rozdziału przysłaniało resztę – to naprawdę nie ma sensu.

Simon Boas, Poradnik umierania dla początkujących,
przeł. Dobromiła Jankowska, Angora, Warszawa 2025.

5735. Zamieniając ziarnka piasku w perły (XV)

docenienie, że ktoś-coś-super, nie jest
spotkaniem ze swoją niższą rangą.
KD • Teacher
źródła niższej rangi szukaj
w sobie, w swojej historii osobistej.

★ ★

     — poczuł_am się zlekceważon_.
     — zlekceważenie nie jest poczuciem, to inter­pre­ta­cja zachowania.

wtorek, marca 18, 2025

5734. Z oazy (CCCXIX)

Kilkuty­godniowe odliczanie literek, cztery. Poślizgniete jeden dzień. Książka z bro­dą. Dorzucona do którejś lektury z deputatu włoskich książek gdzieś bliżej początku trzeciego kwartału zeszłego roku. Dorzu­co­na, by nie płacić za przesyłkę. Wybrana, pamiętam, bo Autor, bo… krokodyl. Gdy pojawiła się w ulu, rozczarowała nie­wy­god­nym dla mnie formatem. Wylądowała na stosiku, w książkowej poczekalni. Wy­lą­do­wa­ła na bliżej nieokreślony czas.

Wróciła do gry, gdy postanowiłam zmniejszać wysokość słupka, jaki two­rzą cier­pli­wie czekające na moją uwagę i czas obleczone w okładki literki. Wróciła w pier­wszej kolejności, bo jest bardzo na czasie. Czasie, gdy zbrodniarza wojennego nazywają pre­zy­dentem, gdy pierwszy blondyn starej hegemonii oczekuje, że napadnięci prze­pro­szą za to, że wojna tak długo trwa, a w kraju nad Wisłą złodziei i niedouków zwą po­li­ty­ka­mi. Jaka wojna? Jaki złodziej? Jaki nieuk? Co za bzdura! To kura, to kura i tamto też kura — pod­su­mo­wa­ła spokojnie żaba.

Sull’Isola dei Sassolini vivevano tre rane: Marilyn, August e una terza che era sempre da qualche altra parte.
     Il suo nome era Jessica.

[Na Wyspie Kamyczków mieszkały trzy żaby: Marilyn, August i trzecia, która zawsze była gdzie indziej.
     Miała na imię Jessica.]

Jessica era piena di meraviglia. Faceva lunghe passeggiate da un capo all’al­tro dell’isola e tornava solo alla fine della giornata gridando: «Guar­da­te che cosa ho trovato!». […]  «Non è straordinario?».
     Marilyn e August, però, non erano mai impressionati.

[Jessica była przepełniona zachwytem. Robiła długie spacery z jednego końca wyspy na drugi i wracała wyłącznie pod koniec dnia, wołając:
     — Spójrzcie, co znalazłam! […] Czyż nie jest wspaniałe?
     Jednak Marilyn i August nigdy nie byli pod szczególnym wrażeniem.]

🖇

Un giorno Jessica trovò un sasso che spiccava su tutti gli altri. Era per­fetto, bianco come la neve e tondo come la luna piena di mezza estate. E, an­che se era grande quasi quanto lei, decise di portarlo a casa.
[Pewnego dnia Jessica znalazła kamień, który wyróżniał się wśród innych. Był idealny, biały jak śnieg i okrągły jak księżyc w pełni w środku lata. I chociaż był równie duży jak ona, postanowiła zabrać go do domu.]

🖇

"Chissà che cosa diranno Marilyn e August quando lo vedranno!" pen­sò mentre faceva rotolare quel bellissimo sasso fino alla piccola insenatura dove vivevano tutte e tre.
[   — Kto wie, co powiedzą Marilyn i August, kiedy go zobaczą! — pomyślała, podczas gdy toczyła ten piękny kamień aż do malutkiej zatoczki, gdzie mieszkali w trójkę.]

🖇

«Guardate che cosa ho trovato!» esclamò trionfante.
     «Un enorme ciottolo!»
     Quella volta Marilyn e August erano davvero sbalorditi. «Non è un ciottolo» disse Marilyn, che sapeva sempre tutto di tutto. «È un uovo. Un uovo di gallina.»
     «Un uovo di gallina? Come fai a sapere che è un uovo di gallina?» volle sapere Jessica, che non aveva mai nemmeno sentito parlare di galline.
     Marilyn sorrise. «Ci sono cose che si sanno e basta

[   — Popatrzcie, co znalazłam! — wykrzyknęła triumfalnie. — Ogromny otoczak!
     Tym razem Marilyn i August byli naprawdę zdumieni.
     — To nie jest otoczak — powiedziała Marilyn, co zawsze wiedziała wszystko o wszystkim. — To jajo. Kurze jajo.
     — Kurze jajo? Skąd wiesz, że to kurze jajo? — chciała wiedzieć Jessica, która nigdy nie słyszała o kurczakach.
     Marilyn uśmiechnęła się.
     — Są rzeczy, które się wie i koniec.]

🖇

Alcuni giorni dopo, le rane sentirono uno strano rumore provenire dall’uovo. Con grande stupore osservarono l’uovo che si spaccava e una creatura verde e squamosa che se ne usciva sulle quattro zampe.
     «Visto?» esclamò Marilyn. «Avevo ragione. È una gallina

[Kilka dni później żaby usłyszały dziwny dźwięk dochodzący z jaja. Z wielkim zdzi­wie­niem obserwowali jajo, które roztrzaskało się i wyszła z niego zielone i łuskowate stwo­rze­nie na czterech łapach.
     — Widzicie? — wykrzyknęła Marilyn. — Miałam rację. To kura!]

🖇

La gallina si tuffò e le rane la seguirono in acqua. Con loro grande sorpresa, la gallina si rivelò un'ottima nuotatrice e mostrò loro nuovi modi di galleggiare e sguazzare.
     Insieme si divertirono moltissimo, giocando dall’alba al tramonto.
     E continuarono così per molti giorni.

[Kura zanurzyła się. Żaby poszły za nią do wody. Ku ich zaskoczeniu Kura okazała się świetną pływaczką i pokazała im nowe sposoby unoszenia się na wodzie i pluskania się w niej.
     Razem świetnie się bawili, baraszkując od świtu do zmierzchu.
     I tak trwało to przez wiele dni.]

🖇

[Jessica e la gallina]  diventarono amiche inseparabili. Ovunque andasse Jessica, andava anche la gallina. Insieme viaggiarono per tutta l’isola, arrivando fino al posto segreto dove Jessica andava a pensare...
[Jessica i Kura stali się nierozerwalnymi przyjaciółmi. Dokądkolwiek szła Jessica, szła również Kura. Razem podróżowali po całej wyspie, docierając aż do tajnego miejsca, do którego Jessica szła, by pomyśleć…]

🖇

... e al Grande Sasso.
[…i na Wielki Kamień.]

🖇

Un giorno raggiunsero un posto dove Jessica non era mai stata pri­ma. Un uccellino rosso e blu volò giù da un albero. «Oh, eccoti qua!» esclamò quando vide la gallina. «La tua mamma ti sta cer­ca­ndo dappertutto! Vieni! Ti accompagno da lei!»
[Pewnego dnia dotarli do miejsca, w którym Jessica nigdy wcześniej nie była. Ptaszek, czerwono-niebieski, zleciał z drzewa.
     — O, tutaj jesteś! — wykrzyknął, gdy zobaczył Kurę. — Twoja mama szu­ka cie­bie wszę­dzie! Chodź! Zabiorę cię do niej!]

🖇

E così seguirono l’uccellino per molto tempo.
     Camminarono e camminarono. Camminarono sotto il sole caldo e la luna fresca fino a quando...
     ...s’imbatterono nella più straordinaria creatura mai vista.

[I tak szli za ptaszkiem, bardzo długo.
     Szli i szli. Szli pod ciepłym słońcem i chłodnym księżycem aż…
     …natknęli się na najbardziej niezwykłe stworzenie, jakie kiedykolwiek widziano.]

🖇

Stava dormendo, ma quando sentì la gallina gridare ‘Mamma!’ la crea­tu­ra aprì lentamente un occhio, fece un sorriso enorme e poi, con una voce gentile come il sussurro dell’erba, disse:
     «Vieni qui, mio dolce, piccolo al­li­gatore».
     E la gallina si arrampicò felice sul muso della madre.
     «Adesso è ora che vada» disse Jessica. «Mi mancherai tantissimo, piccola gallina. Vieni a trovarci presto, e porta anche la tua mamma.»

[Spała, ale kiedy usłyszała, jak Kura woła „Mamuś!” kreatura otworzyła powoli oko, uśmiech­nę­ła się szeroko, a potem łagodnym głosem, niczym szept trawy, powiedziała:
     — Chodź tutaj, mój słodziutki, mały aligatorze.
     I Kura, przeszczęśliwa, wspięła się na pysk matki.
     — Teraz na mnie już czas — powiedziała Jessica. — Będzie mi ciebie bardzo brakowało, Kurko. Odwiedź nas niedługo i weź również swoją mamę.]

🖇

Jessica non vedeva l’ora di dire a Marilyn e August che cosa era successo. Mentre si avvicinava all’insenatura, gridò: «Indovinate cos’ho scoperto!» e poi raccontò tutto. «E sapete che cosa ha detto mamma gallina al suo cucciolo?» chiese Jessica. «L’ha chiamato ‘mio dolce, piccolo alligatore’!»
     «Alligatore?» fece Marilyn. «Che sciocchezza!» E le tre rane non la fi­ni­va­no più di ridere.

[Jessica nie mogła doczekać się, by powiedzieć Marilyn i August, co się zdarzyło. Zbliżając się do zatoczki, wykrzyknęła:
     — Zgadnijcie, czego się dowiedziałam! — i potem opowiedziała wszystko. — I wiecie, co powiedziała Mama Kura do swojego kurczaczka? — zapytała Jessica. — Nazwała go „swoim słodkim, malutkim aligatorem”!
     — Aligatorem? — powtórzyła Marilyn. — Co za bzdura!
     We trzy, żaby nie mogły przestać śmiać się z tego bezsensu.]

Leo Lionni, Un uovo straordinario,
Bababum di Babalibri, Milano 2021.
(wyróżnienie własne)

*

poniedziałek, marca 17, 2025

(5732+1). Przypis do depesz z frontu

Mini-instrukcję obsługi terminalnie chorych ludzi, którą znajdziesz w tej książce, uzu­peł­nię o drobny suplement. Z ciężko i nieuleczalnie cho­rymi jest podobnie jak ze świe­ży­mi matkami: „siedząw domu. To gładko prowadzi przez tunelowe my­ślenie do wielopiętrowych nieporozumień.

Jeśli, na przykład, umówił_ś się z chorą osobą na godz. 16:00, fakt, że ona „siedzi” w domu, nie daje ci prawa do przyjścia w szampańskim humorze po siedemnastej trzydzieści, bo tyle bardzo ważnych rzeczy musiał_ś skończyć, nim się w końcu bo­ha­ter­sko wyrwał_ś ze szponów świata. Pomijam fakt, że najprawdopodobniej w sto­sun­ku do zdrowej osoby miał_byś więcej szacunku dla jej czasu lub zwyczajnie ba­ł_­byś się ciut, że na ciebie nie poczeka.

Chciałabym, byś miał_ z tyłu głowy, że „siedzenie” w domu to często napięty grafik (rehabilitacja, regeneracja, ćwiczenia, drzemki, dzięki którym da się w przyzwoitym stanie dociągnąć do wieczora). Drugą, nie mniej znaczącą kwestią jest fakt, że chory, umawiając się z tobą na 16:00, albo wie, że o tej godzine jest w formie, albo zakłada, że jest duże prawdopodobieństwo, że będzie w formie. O osiemnastej może być już po prostu pozbawiony możliwości czerpania radości ze spotkania z tobą, walcząc wy­łącznie o utrzy­ma­nie się na powierzchni trwania.

[…]  umierający ludzie nie są tacy sami, a najważniejsza rada, jaką mam, to by pozwolić im się prowadzić. […] Utrzymuj kontakt Nie po­ja­wiaj się bez zapowiedzi Nie omijaj tematu Słuchaj uważnie! Nie umniej­szaj sprawy Nie zmuszaj ludzi do odpowiedzi Nie udzielaj porad me­dycz­nych Nie narzucaj nikomu religijności (ani jej nie zabraniaj) Po­ma­gaj – ale konkretnie

🖇

Jeśli oferujesz choremu pomoc, spróbuj wymyślić coś przydatnego. Dobrze wiem, że przez lata w dziesiątkach wiadomości dopisywałem zdanie: „Pro­szę, daj znać, jeśli mogę coś dla ciebie zrobić”, i wcale się nie dziwię, że nikt nigdy nie skorzystał z tej propozycji. Kiedy umierasz, często trudno jest pro­sić o cokolwiek, a wyliczanie potrzeb w odpowiedzi na ogólne oferty to też duży problem, bo przecież nie wiesz, czy w ogóle były szczere.
     Co rzeczywiście możesz zrobić, aby pomóc, poza (najważniejsze!) deli­kat­nym poinformowaniem kogoś, że o nim myślisz? […]  Jeśli naprawdę chcesz pomóc, znajdź potrzebę i spraw, by umierający mógł po prostu odpo­wie­dzieć „tak” lub „nie” na twoją propozycję.

🖇

Tak czy owak, jest naprawdę miło, gdy
ktoś się do ciebie odzywa.

🖇

Jest również tendencja (i tak, też to robiłem), by przypominać ludziom, iż ma­ją zachowywać optymizm. W rzeczywistości nie istnieją naukowe do­wo­dy na to, że pozytywny stosunek do życia oznacza jakąkolwiek różnicę w wy­ni­kach pacjenta (choć może poprawić jakość jego życia). […] A mó­wie­nie komuś, by „zachował optymizm”, oczywiście w żaden sposób go do tego nie skłoni.

🖇

Miło jest otrzymać wiadomość z informacją: „Nie musisz odpisywać”, ponieważ często nie mamy na to ani energii, ani siły umysłowej.

🖇

A najgorsze jest otrzymywanie porad lub poleceń cudownych preparatów.

🖇

Słuchaj – i słuchaj uważnie. Kiedy próbujemy ci wyjaśnić zło­żo­ny i zagmatwany świat, w którym obecnie żyjemy i do któ­re­go być może wciąż się przyzwyczajamy, nie jest nam łatwo, a potem ty zadajesz jakieś pytanie i od razu wiemy, że nie słuchałeś.
// Martin, przyjaciel Autora, bohater wojny o Falklandy.

🖇

Zaryzykowałbym stwierdzenie (i znów – mnie też się zdarzało pobłądzić), że większość tych ostatnich wizyt przynosi więcej korzyści odwiedzającemu niż odwiedzanemu. Dlatego nie spodziewaj się zaproszenia i raczej nie wska­kuj od razu za kierownicę. Zaproponuj raz i poczekaj na odpo­wiedź.

Simon Boas, Poradnik umierania dla początkujących,
przeł. Dobromiła Jankowska, Angora, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)