






Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
niedziela, września 06, 2020
sobota, września 05, 2020
3939. 249/366 // 29. dzień wilegiatury
z nieszczęścia szczęście,
z niemocy moc.
wywieść, wywlec, dowieść,
dotknąć, poczuć.
kto ci zabroni?
249/366
Amy Macdonald, This Is the Life.
[suplement pikselowy: 9.09.2021]

3938. Serio? Serio!
Od zawsze. Uwielbiam sens, który dla mnie skrywa ten cytat:
Granice mego języka wskazują
granice mego świata.
Ludwig Wittgenstein
(1889–1951)
Więc. Raz. Gdy zobaczyłam tytuł, który natychmiast skojarzył mi się z powyższym cytatem, moja uwaga została pochwycona.
Ponieważ. Dwa. Obrodziło domorosłymi psychiatrami wokół mnie (również z literami przed nazwiskiem): masz depresję, masz depresję, a stwierdzenie: wyjmij kryteria diagnostyczne i powiedz mi, na podstawie czego tak twierdzisz (służę starym, ale jarym DSM-IV) ociera się zbyt mocno o logikę i arytmetykę i nie kwalifikuje się tym samym na rzeczowy argument w dyskusji ze mną w roli wariatki. Z tej przyczyny, wobec i zatem podtytuł przykuł moją uwagę na dobre, a treść podczytnika zapadła we mnie decyzją. Biorę!
Ajuści! Trzy. I po książce, bo wszystkie inne (zacne, mądre, potrzebne i napoczęte) rzuciłam w kąt. Jest to książka piękna, ważna, mądra i nie o biciu piany. Lektura obowiązkowa dla wszystkich, nie tylko dla tych, którym z łatwością przychodzi ferowanie diagnozami. Książka może leczyć z wielu pomysłów kształtowanych przez kulturę młodości i wiecznej szczęśliwości — mnie wyleczyła z pomysłu samobójstwa.
Drzewa, które rosną bez przeszkód, stoją dumnie wyprostowane. Ich gałęzie kierują się najpierw w górę, później na boki, a na koniec nieco w dół, tak żeby mogły się ugiąć pod ciężarem deszczu i śniegu. Jednak większość dorosłych drzew coś w swoim życiu przecierpiała — upadło na nie inne drzewo, pod ciężarem śniegu bądź zamarzającego deszczu złamały się niektóre gałęzie, zaatakowały je grzyby, dzięcioły lub chrząszcze porobiły w ich pniu dziury. Wskutek tych wydarzeń ich kształt uległ zmianie, pozostały blizny. Podobnie odbywa się to w naszym życiu i również nasz kształt jest wynikiem takich doświadczeń. Nikt nie pozostaje całkiem nienaruszony.
✁
[…] myślenie, które wychodzi od standardu i wszystko inne nim mierzy, jest represyjne.
✁
Tymczasem, niezależnie od tego, czy masz raka czy depresję, powrót do zdrowia często absolutnie nie zależy od ciebie. Można to odczuwać jako walkę, ale nie zawsze to, jak dzielnie walczysz, ma wpływ na wynik. […] Są rzeczy, które możesz robić, aby stawić jej czoło, […] ale w ostatecznym rozrachunku nie zależy to tylko od ciebie.
✁
Język jest piękny i trudny właśnie dlatego, że nigdy nie można powiedzieć tego, co się chce powiedzieć. Zawsze mówi się więcej lub mniej. Mniej, albowiem słowo, jak powiada Wittgenstein, jest drogowskazem, a nie rzeczą, na którą wskazuje, i więcej, ponieważ język wynosi nas ponad to, co indywidualne — słowa niosą w sobie rozmaite kulturowe i społeczne znaczenia — i może opisywać nowy świat.
✁
Doświadczenia, dzięki którym możemy zrozumieć, że życie nie jest czymś oczywistym, również owo życie pogłębiają.
✁
Samobójstwo jest dziełem rozpaczy (dojmującej i wyrafinowanej rozpaczy) […]. […] po próbie zakończonej powodzeniem zostaje nie tylko trumna, muzyka pogrzebowa i mowy, załatwianie i płacenie, ale również wielkie poczucie winy i cierpienie tych, którzy żyją dalej. Poczucie winy i cierpienie pozostawiają ślady, które niczym koleiny ciągną się przez całe ich życie. Chociaż ich krawędzie się z czasem ścierają, koleiny nie znikają, podobnie jak nie znika żałoba, która przybiera tylko inną formę, i nadal mają wpływ na to, co się wydarza.
Eva Meijer, Granice mojego języka. Esej o depresji,
w serii Biała Plama, przeł. Robert Pucek,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Co się wydarza, musi się wydarzyć i musimy w tym uczestniczyć. Wzorce, jakie w tym odkrywamy, pochodzą raczej od nas samych, przez co jednak nie są mniej prawdziwe.
✁
Róbmy wszystko, co może pomóc nam przetrwać, dojść tam, gdzie chcemy się znaleźć — tak jakby męstwo nie było czymś wielkim i gwałtownym, co trudno z siebie wykrzesać, ale po prostu czymś, co pomimo lęku pozwala nam działać. Jeżeli coś wydaje się warte zachodu, starajmy się. Przyszłość jest tuż za rogiem.
✁
Historie, które ludzie opowiadają sobie i innym, zmieniają się wraz z nimi. I zmieniają nas — zarówno nasze własne opowieści, jak i opowieści innych.
✁
Zaraz pójdziesz spać, zostaniesz przeniesiona w inne miejsce, a jak wrócisz, wszystko zacznie się na nowo. „Na nowo” to słowa, które obiecują zarówno powtórzenie, jak i coś nowego — słowa, z którymi musisz spróbować się zaprzyjaźnić.
(tamże)
piątek, września 04, 2020
3937. 248/366
perspektywa. priorytety.
czas na zmianę.
248/366
[…] nie zawsze da się dzielić swoimi przeżyciami — tego nie możemy oczekiwać od każdego ani nawet od siebie samych.
*
Jesteśmy zawsze w ruchu i największe znaczenie dla naszego rozwoju ma to, że możemy wciąż na nowo rozumieć samych siebie, rozumieć inaczej i dzięki temu się zmieniać.
Eva Meijer, Granice mojego języka. Esej o depresji,
w serii Biała Plama, przeł. Robert Pucek,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2019.
3936. Znów razem
Pan Ciasteczko:
(magnesiki kupił dwa)
Jabłoń:
(wiedziała tylko o jednym,
i że zawisł na lodówce w ulu już)
*
Sadownik:
(dziś podarował niespodziankę)
Jabłoń:
(zachwyciła się krojem liter i kamieniem)

Sadownik:
A wiesz, co tu jest napisane?
Jabłoń:
Nie… znam tylko:
non omnis moriar.
Sadownik:
Lepiej sprawdź i zapamiętaj!
(po chwili)
Jabłoń:
(gdy już sprawdziła)
A Ty wiedziałeś, jak go kupowałeś?
Pan Ciasteczko:
(wiedział, bo non omnis moriar,
veni, vidi, vici i lekcje włoskiego)
Jabłoń:
(pod wrażeniem)
czwartek, września 03, 2020
3935. 247/366
psychika jest ważna w ustach wyrobnika medycyny zachodniej brzmi jak cierpienie uszlachetnia. bo jak trwoga, to do boga… innowierców.
choć na mój temat — w sytuacji nie do pozazdroszczenia — dobrze, że mnie tam nie było, gdy padły te trzy słowa*.
247/366
__________
* psychika jest ważna, nawet bardzo ważna, ale nie da rady zastąpić leczenia (choćby objawowego) — medycy zdziwieni?
wtorek, września 01, 2020
3934. 245/366
“it’s over. let it go.”*
zarezonowało.
245/366
__________
* [w:] reż. Thomas Carter, Trener, 2005.
3933. Uf, po!
Madame Fanaberia — moje osobiste wrażenie po przeczytaniu dwóch podetkanych pod nos wywiadów z wielką, żyjącą pisarką — uświadomiła mi, że literaturę tworzą, w zdecydowanej większości, ludzie uprzywilejowani społecznie przez los, pozbawieni świadomości posiadanych przywilejów, co psychologicznie jest oczywiste, ale w czasach pandemii przy odrobinie empatii do szału może doprowadzić.
Ciąg skojarzeń towarzyszący czytaniu tej książki: madame Fanaberia, wielka literatura, Proust, Sołżenicyn, Proust — wspaniałe towarzystwo! Przeczytałam, zmęczyłam, przypomniałam sobie, kto mi ją polecił, ale po co? Nie pamiętam. Kilka fajnych pomysłów, kilka scen, jedna robiąca piorunujące wrażenie — dla niej na pewno warto przeczytać, ale nie wracać.
W tym moim prostym przejściu przez życie, jeśli umyka mi znaczenie i doniosłość chwil, dzieje się tak być może dlatego, że w każdym momencie ja też im „umykam”, uciekając do zamkniętego świata, sekretnego i własnego w najściślej pojmowanej intymności.
☂
Myślę, że przeżywać czy śnić jakieś zdarzenie to jedno i to samo, a prawdziwe życie powszednie jest równie oszałamiające i dziwne, jak to ze snu.
☂
Oto dlaczego nic nie rozumiem z tego, co dzieje się wokół mnie, i dalej „spadam” w życiu pośród zdarzeń i scenerii, pośród chwil i ludzi, kolorów i muzyki, coraz szybciej, sekunda po sekundzie, coraz głębiej, bez sensu, jak w studni ze ścianami wymalowanymi w zjawiska i w figury ludzi, w której moje „spadanie” jest tylko zwykłym przejściem i zwykłą trajektorią w próżni, stanowiąc jednak coś, co w dziwny i bezzasadny sposób można by nazwać „przeżywaniem własnego życia”…
☂
Wszystko, co się dzieje, jest logiczne, z chwilą, w której się wydarza i staje się widoczne, nawet jeśli dzieje się we śnie, podobnie jak wszystko, co niespotykane i nowe, jest nielogiczne, nawet jeśli ma miejsce w rzeczywistości.
☂
Cóż, niezależnie od tego, jaki byłby mój własny „sposób” i ból albo nieświadomość mojej śmierci, wszystko wokół mnie nadal pozostanie nieruchome w dokładnie zdefiniowanych kształtach i objętościach i może gdzieś na ulicy w tym momencie przystanie jakiś człowiek, wyjmie z kieszeni pudełko zapałek i zapali papierosa.
☂
Cóż, każda chwila mojego życia, każdy ruch, który czynię, każdy ból, który czuję, wszystko, co zdaje mi się, że zdarza się w moim życiu, każde wydarzenie, które uważam za niezwykle ważne dla mnie, jest tylko zagubionym atomem w rozległym oceanie wydarzeń całego świata.
☂
[…]
aby „uciec” od bólu.
Cóż, zaobserwowałem właśnie, że to tworzy w sobie udrękę cierpienia, a wniosek był prosty: mianowicie aby uciec od bólu, nie powinieneś dążyć do „ucieczki” od niego, lecz przeciwnie — „zająć się” nim najstaranniej, jak to możliwe. Jak najstaranniej, jak najbliżej.
☂
Wyrażenie „niespełna rozumu” uważam za bardzo trafne na określenie bycia świadkiem wydarzeń świata w sytuacji lekkiego dystansu, bez pełni rozumu.
☂
Na stacjach podróżni próbowali wejść do mojego przedziału i szybko wycofywali się, wyjaśniając innym:
— W środku jest chory… inwalida…
Teraz dobitniej docierało do mnie to, że jestem chory, że jestem poza żywym i codziennym światem ludzi zdrowych.
☂
A gdy cierpienie osiągnęło punkt szczytowy, zaczęło odpuszczać. W ciele jednego chorego nie ma miejsca na cały ból świata ani na wszystkie możliwe powikłania. W końcu albo chory musi umrzeć, albo następuje poprawa, która pozwala mu pozostać dalej „chorym”…
☂
Cała rzeczywistość jest do mojej dyspozycji pod warunkiem, że wdycham ją głęboko i wydycham w tym samym czasie, bez planów i iluzji.
Max Blecher, Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny,
przeł. Joanna Kornaś-Warwas,
Książkowe Klimaty, Wrocław 2018.

W czasie, który „jeszcze nie upłynął”, drzemią wszystkie zdarzenia, wszystkie uczucia, myśli, sny, które jeszcze się nie zdarzyły i z których całe pokolenia ludzi czerpią dla siebie niezbędną rzeczywistość, sen oraz szaleństwo. Ogromne rezerwy demencji świata, którymi będzie się żywiło tylu marzycieli! […]
To nieznany magazyn rzeczywistości, pełen mroków i niespodzianek.
(tamże)
poniedziałek, sierpnia 31, 2020
3932. 244/366
element rehabilitacji. głaszczę psa. trud lewej dłoni nagradzany jest natychmiast ruchem ogona.
244/366
niedziela, sierpnia 30, 2020
3930. 243/366
chciałabym wiedzieć co dalej. chciałabym się nie bać.
z oślim uporem staram się znaleźć odpowiedź wyłącznie na jedno pytanie: co teraz?
243/366
— Czego pan chce?
W tym momencie zupełnie nie wiedziałem, co zamierzam powiedzieć.
— Chciałbym rozmawiać z właścicielem zamku…
Max Blecher, Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny,
przeł. Joanna Kornaś-Warwas,
Książkowe Klimaty, Wrocław 2018.
sobota, sierpnia 29, 2020
3929. 240–242/366
trzy zdania. jeden ból. dwa dni z głowy.
240–242/366
[…] życie kondensuje się czasami w pewnych małych czynach i staje się wówczas dziesięciokrotnie, tysiąckrotnie trudniejsze i intensywniejsze niż zwykle, jak owe jądra materii gwiezdnej, które pływają w przestrzeni kosmicznej i o których dowiadujemy się, że z kolei ich materia jest tysiąc razy gęstsza niż materia naszej planety.
Max Blecher, Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny,
przeł. Joanna Kornaś-Warwas,
Książkowe Klimaty, Wrocław 2018.
czwartek, sierpnia 27, 2020
3928. Piękna i Bestia // Arachnolog
Onemu:
(zidentyfikował)
Tygrzyk paskowany.
Pan Ciasteczko:
(cyk i przysłał zdjątko)

*
Pan Zefir — Arachnolog
[aktualizacja: 28.08.2020]
na zajęciach praktycznych z anatomii.

fot. Saxifraga, fragment.
środa, sierpnia 26, 2020
3927. Mam trzy kamienie
Do tego wpisu prowadzili Terlikowska (gdyby była nieżywa, przewracałaby się w grobie), Obirek, Obirek i hop! Ponieważ napaliłam się jak szczerbaty na suchary, miałam plan: powolutku, kawałeczek po kawałeczku wydzielać, ale jakby nie dzielić, pomnożyć mogłam tylko wrażenia, a nie liczbę stron. To książkowy drobiazg z kategorii: waga ciężka.
Nie jest sztuką przeczytać tę książkę. Sztuką jest zrozumieć chociaż jedno zdanie, gdzie zrozumieć nie oznacza tylko intelektualnego przyswojenia. Zrozumieć, czyli poczuć w trzewiach mądrość czytanych słów i zobaczyć, jak zatrzymuje się na chwilę czas i uchylają się drzwi, których wcześniej nawet nie widzieliśmy.
Być może przestrzelę, pisząc te słowa — ja jako jedna sztuka człowieka wyśmienicie mieszczę się w ramach błędu statystycznego — ale to doskonała lektura dla osób nieuleczalnie chorych, szczególnie dla tych, których bliscy oskarżają (wprost i nie wprost), że nie walczą wystarczająco mocno. Nie o walkę chodzi, nie o styl — najważniejsze jest to, czy czujesz kontakt z trzema kamieniami.
Przypominam sobie tę symboliczną opowieść o pewnym rybaku, który chce wypłynąć wcześnie rano na połów, no i jest za… — niezbyt rozumiem się na tych sprawach — ale widocznie jest za ciemno czy coś takiego, jego stopa trafia na coś, co wydaje się workiem. Podnosi to, prawdopodobnie fala wyrzuciła to na brzeg z rozbitego statku. Otwiera i wyczuwa w środku kamyki. Wyciąga więc te kamyki i bawi się nimi aż do świtu, wrzucając je do morza. Sprawdza w ten sposób, czy potrafi po pluśnięciu rozpoznać, jak daleko rzucił kamyk.
Kiedy dzień zaczyna świtać, zagląda do worka i znajduje w nim trzy cenne kamienie. Boże, worek był napełniony kosztownymi kamieniami, a on o tym nie wiedział! Za późno.
Nie jest za późno — zostały trzy kamienie. Nie jest za późno.
✃
Wiesz, co to znaczy, kiedy masz gdzieś — czy to jest brzydkie wyrażenie? może nie powinienem go używać? — kiedy w ogóle cię nie obchodzi to, co o tobie myślą i mówią inni? Wiesz, co to znaczy? Właśnie to jest wolność.
✃
Pewien wielki mistrz zen często powtarzał, że doznał oświecenia. Uczniowie zapytali go kiedyś:
— Mistrzu, co wyniosłeś z oświecenia?
— No cóż — odpowiedział — powiem wam. Zanim zostałem oświecony, ciągle byłem w depresji. Kiedy otrzymałem oświecenie, nadal jestem w depresji.
Zagadkowe, co? Widzicie, depresja się nie zmieniła; zmieniła się jego postawa wobec depresji.
✃
Wielki chiński mędrzec Tranxu cudownie to ujmuje: „Kiedy łucznik strzela nie dla wygranej, panuje nad wszystkimi swoimi umiejętnościami. Kiedy strzela, by wygrać mosiężną klamrę, staje się nerwowy. Kiedy strzela, by wygrać nagrodę ze złota, staje się ślepy. Jego umiejętności się nie zmieniły: to nagroda go rozdwaja. Zależy mu na niej! Myśli więcej o wygrywaniu niż strzelaniu i potrzeba zwycięstwa pozbawia go mocy”.
✃
Zaangażuj się z całego serca w wir walki — ale bądź ponad nią. Jak ktoś kiedyś mądrze powiedział: „Dla spokoju serca zrezygnuj z roli dyrektora naczelnego świata”. Nie jestem dyrektorem naczelnym; robię, co mogę. Angażuję się, a wynik zostawiam Bogu, życiu, przeznaczeniu.
✃
Bardzo trudno zdefiniować dojrzałość, ale wpadłem na dosyć użyteczną definicję: dojrzałość ma miejsce wtedy, kiedy przestajesz obwiniać. Nie obwiniasz innych, nie obwiniasz siebie. Widzisz, co jest złe, i postanawiasz temu zaradzić. To dość dobra oznaka dojrzałości.
✃
Wszędzie ludzie starają się „to” naprawić. Jak mogę to zmienić? Nie zmieniaj tego, zrozum to. Przyjrzyj się temu, obserwuj. To samo sobą się zajmie.
Anthony de Mello, Odkryć życie na nowo, przeł. Justyna Grzegorczyk,
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2013.
(wyróżnienie własne)

Im bardziej zajmujemy się sprawami Boga, tym bardziej prawdopodobne, że my, księża, zapominamy, kim jest Bóg — i tym bardziej stajemy się zadowoleni z siebie. Widać to w historii Jezusa. Jak sądzicie, kto pozbył się Jezusa? Kapłani — a któż by? Ludzie religijni. Na tym polega groza Ewangelii — rozumiecie?
✃
[…] przykro mi to mówić, w pewnym stopniu nawet wiele ze światowych religii. To wrogowie życia.
(tamże)
3926. Kochani rozjechani (II) // Plotki flandryjskie
Pan Ciasteczko, cyk. Udało mi się ustalić tylko tyle, że rzeźbę zowią Pumpkeskal*. Autor? Facet! — założę się. Czy rzeźby mają tabliczki znamionowe?
Choć sama rzeźba mnie zachwyciła, to tytuł zasmucił — cuchnie patriarchatem. Żal mi autora, kimkolwiek jest. Żal mi ludzi, co mocno się stereotypów trzymają, niczym tonący swoich brzytw.
Kamieniem nie rzucę, wśród znajomych nie mam tylko płaskoziemców albo się doskonale kamuflują.
_____________
* Pumpkeskal is a dialect word which means gossip.

fot. Pan Ciasteczko, fragment.
3925. Kochani rozjechani (I) // Kromeczki (XII)
Tradycyjne, sierpniowe. Sprawdziłam, już po raz piąty tu.

fot. Kaan, fragmenty.
*
Kromeczka Saxifragi:
(po raz pierwszy)

fot. Saxifraga.
wtorek, sierpnia 25, 2020
3924. Zielnik (XVI)
Cudo w mieście postanowiło żyć! Niedaleko ula. Niosąca Pokój wypatrzyła. Z myślą o Drzewku cyk i… mam.
I mamy! Dzika, uparta bohaterka i wzór do naśladowania. Patrzę i myślę: „wielkomiejska saxifraga”. Teraz tylko na wiedzę Profesory czekam.
Mój zachwyt nie ma granic. Można? Można!

fot. Niosąca Pokój.
Zawsze-Wolna-od-Nudy:
(narzędzie podsunęła i cyk)
Lobelia przylądkowa
[29.01.2021]
poniedziałek, sierpnia 24, 2020
3923. A u nas tylko hajlują
Pisana przez zwycięzców i stawiane przez nich pomniki historia — kto, co, w którym roku i dlaczego? Nie do mnie te pytania, grube fakty tego świata nie są moją mocną stroną — ogarniam tylko te najgrubsze. Jak pachniało tego dnia powietrze, jak długo padał deszcz, jak sobie ludzie z losem poradzili, czy i jak odnaleźli sens — to już zupełnie inna historia, której wątkami jestem żywo zainteresowana. Stąd te opowiadania, po których jest jakoś inaczej, mniej wygodnie z jednej strony, ale i obficiej.
U nas, kilkanaście lat później, młodzi najpolscy mężczyźni świątecznie hajlują na ulicach. Czy to nie chichot historii, że ich pradziadkowie przeżyli II wojnę światową? My, dzięki prawnukom tych osób, możemy teraz dumnie kroczyć ku przepaści. Tylko pogratulować rządzącym, że nienawiść staje się naszym narodowym dobrem.
Zarówno im, jak i nam nagle zrobiło się za ciasno, mimo że wcześniej bywało tak, że własny dom wydawał się za duży. Walczyliśmy o najmniejszy spłachetek łąki, nie wiedząc nawet, jak się ona nazywa.
✎
Było to zło bez powodu, z takim nie można zawrzeć umowy, nie można go oszukać ani mu się poddać. Ono niczego nie żąda, niczego nie oczekuje.
✎
Każdego dnia sytuacja coraz mocniej potwierdzała Kłamstwo o bośniackiej nienawiści, kłamstwo o tej ziemi lodowatej nietolerancji. Ale ponieważ nikt nie zrobił nic dla Prawdy, ona też przestała funkcjonować jako argument. Jeśli będziecie kiedyś pisali jakąś historię, nie wierzę, żebyście o niej choć wspomnieli. Nawet w przypisie. Prawda, jeśli już ktoś ją głośno wypowie, będzie obraźliwa zarówno dla Serbów, jak dla Chorwatów i Muzułmanów. Pierwsi zachęcili do zbrodni i popełnili ją, a drudzy w swym cierpieniu uwierzyli, że tamci mają rację, że należy myśleć tak jak oni i robić to co oni. Wszystko, co stanie się potem, będzie tylko odbiciem tego katharsis w złu, ale nie będzie miało nic wspólnego z tym, czym Bośnia i Sarajewo były. Albo przynajmniej z tym, czym były dla mnie.
✎
[…] może wpadł do przyjaciela na Bistriku, może ukrył się przed ostrzałem, może został na obiedzie u ciotki Rozalii, może kogoś spotkał; każda godzina przynosiła nową pociechę i wyjaśnienie, ale opowieść ze szczęśliwym zakończeniem miała coraz bardziej skomplikowaną i nieprawdopodobną fabułę.
✎
Każdy strzał wydawał się czuły i bliski, jakby przypominał, że tej nocy jeszcze ktoś nie śpi, jacyś ludzie z głowami pełnymi szaleństwa, smutku i trosk.
✎
W pewnym momencie pyta, czy mi przykro, że trzy razy objechałem świat wzdłuż i wszerz, a skończyłem w oblężonym Sarajewie, więc mu wyjaśniam: Ja tutaj nie skończyłem, ja tu się urodziłem, i nie daj Boże, żebym wyzionął ducha gdzieś daleko stąd, gdzie nie ma człowieka, dla którego coś bym znaczył, gdzie nie wspomniałby mnie pies z kulawą nogą.
✎
Tak, miękka jest ludzka dusza, jeśli chwycić ją w odpowiednim miejscu.
✎
Kiedy spacerowali po mieście, ona roztapiała się w jego objęciach, a on, z czułością tutaj niezwykłą, opowiadał jej historie, które były równie odległe od rzeczywistości jak jego plany, ale w miłości funkcjonowały lepiej niż doskonale. Zlaja w istocie mówił jej to wszystko, co my, nudni i racjonalni mężczyźni, chcemy powiedzieć, ale nigdy nie wiemy jak.
✎
Ludzie się zmieniają, kiedy są sami w ciemności. To dzieje się nieodczuwalnie. Znam opowieść o człowieku, który zwyczajnie poszedł do łóżka, a rano obudził się zupełnie siwy. Nikomu nie umiał powiedzieć, co mu się śniło.
✎
Wiem, jaka jest prędkość światła,
ale nie uczyliśmy się, jaka jest prędkość mroku!
Dino z Zenicy, lat 12, uczeń, tymczasowo w Zagrzebiu
✎
My, synu, jesteśmy akurat na tyle żywi, żebyśmy się nawzajem widzieli i stwierdzili, że żywi nie jesteśmy. To wszystko.
✎
„Nic nie jest jednakowe i nikt nie jest jednakowy, tylko ty jesteś zawsze jednakowo głupia”. Stara pięć minut milczała, potem się trochę boczyła, on podchodził do niej, obejmował ją jak przed pięćdziesięciu laty i czule szeptał: „I my pójdziemy kiedyś na tamten świat, jak Osmanoviciowie”. Osmanoviciowie byli starym małżeństwem z niższego piętra, w zeszłym roku zabił ich czetnicki granat, kiedy słuchali dziennika w radiu.
✎
Życie ma sens tylko wtedy, jeśli umiesz chwycić je w garść, w przeciwnym razie kostucha zawsze cię zaskoczy i nigdy się nie dowiesz, czy byłeś naprawdę.
✎
„Boże, ja jestem tutaj i nie mogę pomóc ani sobie, ani jej, ale Ty jesteś tam, Ty możesz, więc nam pomóż!”. W jego głowie brzmiało to jak modlitwa.
✎
Nigdy jej nie mówiłem, że nienawidzę roślin w pokojach. Wymagają uwagi i porządku, wymagają, żeby o nich myśleć, a ja nawet nie wiedziałem, jak trzeba myśleć o ludziach, których kocham.
✎
[…] krucafuks i krucjalis […]!
✎
Prawdziwi pijacy nie klną i nie tłuką szkła — oczekują ciszy, spokoju i kontemplacji, denerwuje ich każdy nagły ruch, za zbyt głośno wypowiedziane słowo chwytają butelki i zaczynają bójkę, która zawsze bywa fałszywie interpretowana w kronikach kryminalnych. A oni tylko bronią swojego prawa do ostatniego kielicha.
✎
[…] zajmowali wyznaczone miejsca i wracali spojrzeniem do tych, którzy ich odprowadzali.
✎
Nie masz przekleństw i gróźb nad bośniackie. Wymyślają je tam od dawien dawna, lecz nie dlatego, żeby kogoś nastraszyć czy obrazić, a raczej po to, by pochwalić się wyobraźnią i udowodnić jej wyższość nad wyobraźnią innych.
✎
A więc to było to. Miało sens i powód i nie opadało beznadziejnie na dno.
✎
Piękno Paryża czy Londynu to tylko alibi zbrodniarzy, z których powodu nie ma już Warszawy, Drezna, Vukovaru i Sarajewa. A nawet jeśli są, mieszkają w nich ludzie, którzy w czasie największego pokoju będą się przygotowywać do ewakuacji, już gotowi wyrzec się swoich książek.
Miljenko Jergović, Sarajewskie Marlboro,
przeł. Magdalena Petryńska,
Miłosz Waligórski i Maciej Czerwiński,
Wydawnictwo Akademickie SEDNO, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Mój stary nazistowski elegant nie dbał o zdobycze rewolucji, tylko głośno buczał, spokojnie i rytmicznie, niby jakiś buddyjski mnich.
[…] Pierwszy raz w życiu był porządny i czysty, a wśród wszystkich tych hond, mazd i toyot wyglądał jak modelka z okresu romantycznego futuryzmu. […]
Czasem zatykał mu się przewód paliwowy i wtedy znienacka gasł, raz pękł mu docisk sprzęgła, nigdy jednak poważnie się nie zepsuł. Połykał ogromne ilości benzyny, łatwo się brudził, ale to naprawdę drobiazgi. Zwłaszcza jeśli jeździsz dla czystej przyjemności i jeśli wyobraźnia wciąż jeszcze jest twoim sojusznikiem. Samochód nie służył mi po to, żeby gdzieś uciec albo gdzieś dojechać.
(tamże)
niedziela, sierpnia 23, 2020
3922. 236/366
cisza paluchem ją wytyka. cisza poraniona, z którą ona nie wie, co zrobić. cisza i ona — przyglądają się sobie.
236/366
3921. Ptasi złodziej // Czerwone (II)
Orzeszek miała podejrzenie, że nie zamknęła na noc drzwi do „folii” i jakiś ptak napoczął pięknego pomidora bez zrywania z krzaczka. Wieszaliśmy psy na skrzydlatym zwierzęciu, gdy ten uprawiał złodziejski proceder przez kilka dni z rzędu.
Wczoraj okazało się, że ptak ów ma czarne upierzenie, waży ponad trzydzieści kilo, jest nielotem i chodzi na czterech nogach. Orzeszek na własne oczy widziała, jak Heniutka wypuściła się po czerwoną pyszność.
✗
Przedwczoraj, niczym kudłaty aniołek, tylko grzecznie asystowała Orzeszkowi przy przerabianiu owoców lata na zimowe przetwory.

3920. Zachwyt na ciut dłużej // Czerwone (I)
Wczorajsze podsumowanie — jedna z najczęściej kupowanych książek dnia. Format (poziomy) okładki natychmiast przykuł moją uwagę. Ibukosknera we mnie nie widzi powodu, by kupować książkę za osiem złotych i dziewięćdziesiąt jeden groszy tylko dlatego, że ładną cenę ma. Klik, klik, co jest w środku — wiercił w brzuchu dziurę format. Klik, klik, czytaj fragment i… kreska, światło, po mnie! Muszę to obejrzeć i przeczytać, natychmiast! Klik, klik, mam.
Żadne mobi (choć jest) na kundla, żaden epub (też jest) na kompa, pdf i zachwyt w pełnej krasie. Jeden neuron pamięci z innym neuronem się zderzył i przypomniało mi się, że Sadownik kilka TED-ów Autora mi pod nos dawno, dawno temu podsunął.
Pan Ciasteczko hotelową, późnowieczorową porą zaprzeczył, ale biorąc pod uwagę materię, która kręci Autora, która sauté mnie nie kręci, Pan Ciasteczko wie swoje, a ja swoje, bo [t]a opowieść jest metaforą, gdzie [p]odwórko stanowi symbol organizacji, dla których pracujemy […]. Ten świat to nie moja bajka, ale zachwyt książką jak najbardziej mój, bo w końcu życie to nie tylko organizacje, dla których pracujemy — tu i tam piłka w grze.

[…]
kiedy napotykamy życiowe przeciwności, sztuka polega na szukaniu sposobów na pokonanie ich albo ominięcie, a nie
na skupianiu się na tym, co nam zawadza. Możemy sobie wyobrażać, co
znajduje się za murem, albo stać i patrzeć w mur. Wybór należy do nas.
⚾
Jeśli jesteśmy zamknięci na pomysły,
wówczas to, co słyszymy, uznajemy za krytykę.
Jeśli jesteśmy otwarci na krytykę,
wówczas to, co otrzymujemy, uznajemy za porady.
⚾
Najlepszy sposób na to, aby się przekonać,
czy coś zadziała, polega na zrobieniu tego.

Nie dasz rady zrobić tego sam.
Nie udawaj więc, że dasz radę.
⚾
Nieważne, kiedy zaczniemy.
Nieważne, od czego zaczniemy.
Liczy się tylko to, aby zacząć.

Zmiana i spróbowanie czegoś nowego wymaga jednak pewnej
odwagi. To wyprawa w nieznane. I co zrobisz, jeśli potkniesz się
już przy pierwszym kroku? Może lepiej było się nie ruszać?
Może lepiej zawrócić i położyć uszy po sobie? W końcu
lepsze znane zło niż to, którego nie znamy.
Może być jednak i tak, że jeśli wyruszysz z właściwymi ludźmi,
oni dodadzą Ci odwagi, aby iść dalej.
⚾
Rozum można przekonać, ale serce trzeba zdobyć.

⚾
Kto chce iść szybko, wyrusza sam.
Kto chce zajść daleko, wyrusza z innymi.
— przysłowie afrykańskie
Simon Sinek, Razem, czyli lepiej. Mała księga inspiracji,
ilustr. Ethan M. Aldridge, przeł. Piotr Cieślak,
Helion, Gliwice 2017.

⚾
Zawsze planuj z myślą o tym,
że żaden plan nie idzie zgodnie z planem…

Nasze zmagania są krótkimi krokami, które musimy
postawić na drodze do długodystansowego sukcesu.
(tamże)
sobota, sierpnia 22, 2020
3919. 235/366
są podróże, w które nie wyruszasz z własnej woli — zostajesz wypchnięty w nieznane. bez możliwości powrotu, z atrakcjami w postaci wielu strachów, potworów, bestii i prześladowców.
pamiętaj: dasz radę!
235/366
[suplement pikselowy: 19.08.2021]

3918. Poprezentoleczenie (II) // Nadzieja (I)
Tonęłam emocjonalnie sześćdziesiąt lat po śmierci dr Sadowskiej, czytając o Niej książkę. Chwilowej ulgi szukałam w bezmyślnym przewijania fejsbukowego ekranu. Tak wpadłam na drugie, ratujące mnie, koło ratunkowe. Było nim to zdjęcie i historia Kathrine Switzer.
TRADYCJĄ maratonu [bostońskiego] było to, że biegną sami mężczyźni. A ona chciała zakłócić POWAGĘ przedsięwzięcia. Złamać ZASADY. Chciała wywrócić wszystkie WARTOŚCI do góry nogami i zniszczyć CYWILIZACJĘ… biegając. Przecież jeśli jednego dnia pobiegnie kobieta, to co się stanie następnego? Na pewno coś złego.
// Michał Kowalewski, [dostęp: 22.08.2020], źródło.

Autor zdjęcia (mi) nieznany.
Do tego koła ratunkowego przyczepiona była „butelka z karteczką”: gdy na reportażowym forum napisałam, że tonę przy książce Szota, ale ratuję się tym zdjęciem, Kobiecy-Nos-Do-Dobrych-Rzeczy odpisała, że ta historia opowiedziana jest w zbiorze utworów wielu autorów Nadzieja. Wiedziałam o istnieniu tej książki. Ba! Miałam od wiele tygodni dużo powodów, by ją nabyć, poza szczytnym celem, dla którego powstała, ale do wczoraj mi się nie śpieszyło. Do wczoraj… bo takiej rekomendacji nie można było zignorować (jak miło zobaczyć, że nie tylko ja serduszka na papierze kreślę).

fot. Kobiecy-Nos-Do-Dobrych-Rzeczy.
Kilkunastu, wśród kilkudziesięciu, autorów, których koniecznie chcę przeczytać, którzy jednak razem siły nie mieli, bym zrobiła to miesiąc z hakiem temu. Chcę się delektować — postanowiłam wczoraj. Będę więc przez długi czas wracać do tego wyboru tekstów — jeden kawałek na tydzień lub dwa… Z tym czytaniem będzie jak z bieganiem Murakami’ego — bez pośpiechu, w kilkudziesięciu odcinkach, znani i nieznani.
Autorki tej opowieści nie było wśród kilkunastu nazwisk, które chciałam przeczytać, ale miałam pewność, że właśnie od Niej chcę zacząć. Zaczęłam.
W długich dystansach zawsze lubię początek, kiedy czuję, że jestem wewnątrz brzucha tej biegnącej bestii, zanim jej ciało rozciągnie się w czasie i przestrzeni, kiedy jestem częścią czegoś większego.
✎
[…] trzeba wiedzieć, co się robi, i robić to dobrze.
✎
[…] mam biec, a jeśli mam biec, to oficjalnie, zgodnie z prawem, po bożemu, tutaj masz papiery do wypełnienia, tutaj masz wpisowe do zapłaty, wyskakuj z dwóch dolarów, a tutaj masz regulamin maratonu bostońskiego, gdzie nie znajdziesz ani słowa o płci uczestników, więc możesz tym regulaminem walnąć każdego, kto zechce cię usunąć z trasy.
✎
Jest tylko czas, który musi upłynąć do mety i ja mu na to pozwolę. Lewa, prawa, lewa, prawa, wdech, wydech.
✎
[…]
kątem oka dostrzegam, jak Jock Semple ląduje w rowie wypchnięty z drogi silnym ramieniem Toma. Biegnij, ile sił, krzyczy Arnie, nie oglądaj się, tylko biegnij. Biegnij, Kathy, biegnij!
No to biegnę. […]
[…] To nie ty masz kibicować komuś, to ktoś ma kibicować tobie, życie jest po to, żeby żyć, a nie tylko się przyglądać.
No to żyję, bez przyglądania.
✎
Czeka nas dużo więcej.
Aleksandra Zielińska, Numer 261 [w:] Nadzieja,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)
3917. Poprezentoleczenie (I)
Podczas czytania o dr Sadowskiej musiałam robić przerwy, szukać kół ratunkowych, by mnie ta książka nie zatopiła. Na fejsbuku jeden z moich znajomych umieścił takie cudo:
(...) wiesz kiedy zaczyna się szczęście?
Wtedy, kiedy człowiek przestaje się bać
Tego, co ludzie powiedzą.
Tego, jak go ocenią.
Tego, co zrobią, jak się dowiedzą.
Kiedy przestaje się bać:
Żyć po swojemu.
Żyć na własny rachunek i odpowiedzialność.
Wybierać, chociaż wybory te nie zawsze są oczywiste i klarowne.
Kiedy przestaje się bać:
Chwilowej samotności.
Własnego towarzystwa.
Własnych uczuć.
Kiedy zaczyna wierzyć, że życie jest dobre.
I rozumie, że sam strach zabija życie.
— Guus Kuijer*
__________
* na pewno jest autorem pierwszych dwóch wersów; czy reszty — nie wiem.
Myśląc, że Guus Kuijer jest poetą, zrobiłam klik, klik z nadzieją na tomik poezji. Klik, klik i… okazało się, że to autor książek dla dzieci. Klik, klik, jedną z jego książek przetłumaczono i wydano po polsku. Klik, klik, jest w ibuku! Byłam w niebie.
Ta książka była jednym z dwóch wspaniałych kół ratunkowych, które pomogły mi utrzymać się na powierzchni. Pani Van Amersfoort jako pierwsza podała mi rękę.
Bach!
„Bóg…”
Bach!
„nie…” Bach!
„istnieje…” Bach!
„Bóg…”
Bach!
„nie…” Bach!
„istnieje…”.
Kiedy lanie wreszcie się skończyło, a on naciągnął majtki i spodnie na płonące pośladki, wiedział, że Bóg Ojciec został z niego raz na zawsze wybity.
❦
Obróciła się w stronę regałów. — Kim właściwie chciałbyś zostać?
— Szczęśliwym — odpowiedział Thomas. — Jak dorosnę, zostanę szczęśliwym.
Pani Van Amersfoort miała sięgnąć na półkę po jakąś książkę, ale zaskoczona obróciła się do Thomasa. Popatrzyła na niego ze śmiechem i oznajmiła:
— To cholernie dobry pomysł. A wiesz, kiedy zaczyna się szczęście? Wtedy, kiedy człowiek przestaje się bać.
❦
Dopiła kawę, a Thomas skończył oranżadę.
— Byłeś dzisiaj bardzo dzielny — pochwaliła. — Wszedłeś do mojego mieszkania, choć inne dzieci mówią, że jestem czarownicą.
Thomas nie śmiał na nią spojrzeć. Wiedziała o tym! Mówi mu to bez ogródek, prosto w twarz.
— Zresztą, mają rację — dokończyła. — Jestem czarownicą.
❦
Rozłożył list, przeczytał i westchnął głęboko. Świat wstrzymał oddech. Czy Thomas to zrobi? Czy się ośmieli? Świat tego nie wiedział — czekał w napięciu na rozwój wypadków.
❦
Jezus stał przed kominkiem w miedziane jaszczurki. Patrzył na modlącego się mężczyznę.
— A więc to on? — upewnił się Jezus.
— Tak — potwierdził Thomas.
— Wydaje mi się, że ma dobre zamiary — ocenił Jezus. — Ale się boi. Właściwie to tchórz, wiesz?
— Nie wiem — odpowiedział Thomas.
— Chowa się jak wystraszony dzieciak za szerokimi plecami Boga — wyjaśnił Jezus.
❦
„Tata się na to nie zgodzi” — pomyślał, ale tego nie powiedział.
— O nic się nie martw, Thomasie — pocieszyła go pani Van Amersfoort. — Nie ma obawy. Życzyłeś sobie przecież plag egipskich, prawda? Nie żaby, nie komary i nie zaraza, tylko my jesteśmy najlepszą plagą. My, kobiety i dzieci. Żaden faraon się nam nie oprze.
❦
— Tylko darmozjady i ciamajdy są szczęśliwi — powiedział tata. — Życie to walka.
[…]
— Naprawdę musiał pan walczyć? — podjęła starsza pani z zębami. — Był pan w ruchu oporu? Jest pan dzielny? Chroni pan dzieci i żonę przed złem świata? Bierze pan w obronę słabszych? Okazuje pan serce zwierzętom?
❦
W jej wzroku nie było złości, nie było też życzliwości, po prostu patrzyła. Z jej oczu nie dało się nic wyczytać.
[…]
„Margot już się nie bała — napisał Thomas w Książce wszystkich rzeczy — i na moich oczach zmieniała się w czarownicę”.
Guus Kuijer, Książka wszystkich rzeczy, przeł. Jadwiga Jędryas,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

— No i, Thomasie? — zapytałem ostatniego dnia. Od dawna byliśmy na ty. — Udało ci się?
— Co takiego, Guus?
— Zostać szczęśliwym.
— Tak — odpowiedział.
Po czym wypiliśmy po kubku gorącego kakao.
❦
— Czy nadal jest pan zuchwały? — zapytałem, gdy staliśmy już w drzwiach.
Pan Klopper skinął twierdząco głową.
— W pańskim wieku?
— Nie inaczej — odparł i zniknął za zasłoną gęsto padającego śniegu.
(tamże)
piątek, sierpnia 21, 2020
3916. Prezentoczytanie (III)
Prezentodawczynią byłam. Nie miałam pojęcia, że ten prezent mnie ze skóry żywcem będzie obierał. Sto lat minęło, a wciąż się niektórym wydaje, że muszą stać na straży honoru i godności kobiety polskiej. Utknęliśmy w czasie.
Panowie! Ja, kobieta, uprzejmie informuję: odpierdolcie się od mojego honoru, godności i czci. Gówno wam do tego. Odpierdolcie się od kobiet i łóżek, do których nikt was nie zaprasza.
Jabłoń:
W połowie Sadowskiej… tak mi ciężko,
że nie czytam o zamierzchłej egzotyce,
tylko o tym, co część społeczeństwa ma
w głowie w Polsce XXI w.
Serce mi pęka. To jednak nie był prezent,
bo prezenty serc nie łamią.
Oprezentowana:
Ja też już po 60%.
Kopie w brzuch.
I tak, to jest prezent.
Od książek-prezentów oczekuję przeżyć.
Jabłoń:
Ale nie tak mrocznych. Chyba troszku
straciłam nadzieję na dobrą puentę.
Oprezentowana:
Bo ona jeszcze przed nami
(przed społeczeństwem).
Jabłoń:
I to jest dobra wiadomość.
Ta książka rani. W pierwszej wersji wyjęłam absurdalne cytaty, by móc napisać: spierdalajcie! W ostatecznej nie chcę im robić reklamy — większość wyrzuciłam.
Ulicy Rydygiera w Warszawie niedawno podarowano nowiuteńki asfalt, a powinno mu się podziękować za patronat — dla mnie od dziś to ulica Męskich Sierotek Marysiów na część wszystkich głupio-mądrych facetów zabierających głos w tej książce.
Tuwimowi lampki już nie zapalę, a tu zostawiam głównie te fragmenty, które nie patroszą. Zostawiam na pohybel tych, co piją zdrowie pań, ale jako organizatorzy życia społecznego, wyrażają niezadowolenie, bo choć nie mają nic przeciwko walce o swoje prawa, to grzecznie i z zachowaniem porządku społecznego i szacunkiem dla moralności!
Dzięki tej książce zrozumiałam w końcu, czym jest siła napędową męskiej homofobii — są nią erotyczna fantazja i lęk, że runie istniejący porządek. Panowie, fantazja erotyczna to nic złego, a porządek, w którym każdy człowiek jest człowiekiem, to byłaby jednak fajna rzecz — nie ma czego się bać.
Również dzięki tej książce ułożyło się we mnie, że męskość nie dotyczy mężczyzn, a kobiecość kobiet, choć ci od patriarchalno-heteroseksualnego porządku lubią upraszczać świat. Kobiecość i męskość to tylko etykietki (jak różowe i błękitne buciki) przypisane specyficznym energiom. Każdy człowiek w swoim życiu potrzebuje mieć dostęp do obu, bez względu na to, czy jest kobietą, mężczyzną, osobą niebinarną.
[Wojciech Szot] Nie chciałem być biografem, chociaż pewnie częściowo się nim stałem. Chciałem być przewodnikiem […] po bibliotekach i archiwach, artykułach i książkach, w których możemy szukać odpowiedzi na pytanie: kim była Zofia Sadowska? Przewodnikiem, który od początku się spodziewał, że nie uzyska na to pytanie — ani na żadne inne z niego wynikające — odpowiedzi.
✎
Zofia Sadowska egzemplifikuje determinację w walce o godność własną, niczyją więcej. Tendencja do przywłaszczania historii i postaci historycznych sprowadza je do jednowymiarowych figur. W czasie, gdy lekarze zastanawiali się nad metodami leczenia homoseksualizmu, Sadowska mogła służyć innym jako przykład niezłomności i niezależności.
✎
Przykład ten [Zofii Sadowskiej] pokazuje także, jak łatwo w przypadku dyskryminowanych mniejszości sfera prywatna zamienia się w sferę publiczną. Dlatego bierność i apolityczność to w przypadku gejów i lesbijek strategia samobójcza, bo zawsze może się pojawić prokurator, który stwierdzi, że nasi znajomi to szajka, a nasza praca to jedynie pretekst do uwodzenia. I wtedy lepiej nie być w skórze dr Sadowskiej, która może w innym kraju byłaby sztandarowym przykładem walki o godność osób homoseksualnych […].
// Krzysztof Tomasik
✎
Jeffrey Weeks pisał, że każda historia seksualności, a zwłaszcza tej nienormatywnej, zawsze naznaczona będzie przez moment, w którym o niej piszemy. Dziś osoby nieheteroseksualne są obecne w przestrzeni publicznej — w ramach kampanii społecznych, wydarzeń medialnych, festiwali i innych aktywności kulturalno-politycznych. Współczesny gej i współczesna lesbijka mają możliwość wykrzyczenia swoich postulatów, zaakcentowania swojej obecności, choćby cały kraj uznano za „strefę wolną od LGBT”. Istnienie osób o nienormatywnej seksualności w polskiej historii wciąż jednak bywa negowane, czego przykładem jest kuriozalny spór o to, czy osoby LGBT+ brały udział w powstaniu warszawskim. Brały.
✎ ✎ ✎
Chociaż jeszcze w 1895 roku profesor medycyny Ludwik Rydygier grzmiał na łamach „Przeglądu Lekarskiego”:
Biorąc rzecz zasadniczo, to równouprawnienie kobiet z mężczyznami jest nonsensem, bo się sprzeciwia odwiecznym prawom natury. […] Precz więc z Polski z dziwolągiem kobiety lekarza! […]
Nie był Rydygier osamotniony w poglądach, ale szczęśliwie dla wielu tysięcy kobiet pozostawał w ariergardzie.
✎
Z charakterystycznym dla siebie zapałem Zofia — w imieniu nowoczesnej kobiety — pisze: „Nie chcę być wyłącznie przedmiotem miłości dla mężczyzny, nie chcę trwonić sił swych jedynie w miłości, chcę być samodzielnym, żyjącym z pracy swej człowiekiem, chcę rozwijać wszystkie władze mej duszy, chcę pełni życia i swobody w miłości”.
✎
[Julian Pruszynowski, 1931] Gdy mowa o mniejszościach, występuje zazwyczaj logicznie nieumotywowana prześladowcza postawa większości.
✎
Ale męskość nie polega na tym, by nosić smoking, wyrażać się wulgarnie i zachowywać ordynarnie; męskość polega na tym, by do celu iść śmiało i zawzięcie, nie bać się odpowiedzialności, nie bać się walki, nie bać się wytężonej pracy. […]
[…] stanowczość nie kłóci się z łagodnością, energia nie urąga gracji, pracowitość nie przekreśla subtelności.
✎
Kobieta w patriarchalnej kulturze zawsze była widziana jako źródło nieszczęść, tym bardziej kobieta łamiąca społeczne i boskie zasady.
✎
[…] doskonale działał aparat represji, który reprezentowały medycyna, szczególnie psychiatria, i władze państwowe. A nad tym wszystkim stała żądna krwi i seksu prasa.
✎
— Czy miłość lesbijską uważa pani za przestępstwo? — zapytał rzekomo mecenas Ettinger.
— Nie — miała odpowiedzieć Sadowska.
— A czy wedle pani nazwa lesbijki hańbi kobietę?
— Nie.
Wojciech Szot, Panna Doktór Sadowska,
Wydawnictwo Dowody Na Istnienie, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Sto lat minęło. I co? I nic. Bez zmian. Poniższe cytaty (ze stuletnią brodą) brzmią jak aktualności z Polski AD 2020.
Nie ulega wątpliwości, że zagadnienie płciowe jest bardzo skomplikowane. Ale twierdzenie, że pomiędzy obiema płciami nie ma zasadniczego podziału, wydaje mi się nazbyt ryzykowne. Zgodzę się, że przewaga pierwiastków męskich lub kobiecych jest rozmieszczona nieraz bardzo kapryśnie, ale nie można chyba z tego wysnuwać zbyt wielkiej swobody.
✎
[…] publicysta […] bardziej grozi, niż zachęca: „Już my sami postaramy się o to, aby w regulowaniu spraw życia publicznego nie zwyciężało to, co złem jest w kobiecie”. Na szczęście złem w kobiecie nazywa zapieranie się przyrodzonych instynktów, które są potrzebne, bo pozbawieni ich mężczyźni budowali gmachy państwowe i „może dlatego właśnie jest w nich tak duszno, ciemno i chłodno”.
✎
Wiadomość o wyroku skazującym redaktora „Expressu Porannego” […] w sprawie panny doktór Sadowskiej (...) zelektryzowała Warszawę.
Zdumienie nie miało granic. Nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego pismo, które zdemaskowało w interesie zdrowia moralnego społeczeństwa wysoce szkodliwe praktyki, deprawujące kobiety polskie, to pismo zostało ukarane i potępione wyrokiem sądowym.
✎
Między prawnikami:
— Powiedzcie mi, kolego, dlaczego Sadowskiej nie pociągnięto do odpowiedzialności sądowej?
— Kodeks karny nie zna takiego przestępstwa.
— Jak to, a ochrona przeciwko nieuczciwej konkurencji?!
„Eroticon”, 1924
(tamże)
czwartek, sierpnia 20, 2020
3915. 233/366
pięć etapów żałoby. każdy z członków rodziny na innym.
uwzględnić, objąć, pomieścić — uczę się.
233/366
wtorek, sierpnia 18, 2020
(3899+15). Prezentoczytanie (II)
Jestem ibukocenową sknerą (dla sportu), ale to nie jest powód, dla którego bym sobie tej książki nie kupiła. Nie kupiłabym i już, bo po co mi ona. Dostałam ją od Orzeszka i Białego Kruka — pewnie przez kruczy wzgląd na piękno liczb. Książka-powrót-do-przeszłości — było miło, do śmiechu, ale po przeczytaniu całej trochę nie wiem, dla kogo ta książka powstała.
Hiperbol, metafor i porównań tony, za dużo, za długie i znów za dużo. Po raz pierwszy w życiu chwilami byłam człowiekiem całkowicie pozbawionym poczucia humoru. Dzięki temu doświadczeniu już wiem, że łatwego życia takie ludzie nie mają i trochę rozumiem, dlaczego oni zwykle patrzą na mnie kategorycznie spod krytycznych rzęs — słuszne oburzenie jest bardzo męczące.
A jednak wiem, dla kogo jest ta pluszowa książka (plusz jest w niej kilkanaście razy ważnym budulcem atmosfery/wrażenia). To powinna być lektura obowiązkowa dla płaskoziemców i antyszczepionkowców oraz dla tych z tkliwą wiarą i bezgranicznymi uczuciami religijnymi. Tylko kto sprawdzi, czy przeczytali ze zrozumieniem?
Niestety, nie jest to książka dla tych, którzy czerpią informacje o świecie z fejsbuka — zbyt skomplikowana i wymagająca skupienia, mimo nienachalnych intelektualnie ilustracji, hahaszków prawie w każdym akapicie i arcypluszowych przymiotników.
I już naprawdę na koniec zagadka (niespecjalnie skomplikowana): dlaczego w krzyżówkę na pewno nie można było wpisać hasła Sosnowiec, a Bytom i owszem?
Gorzej być nie może — tak właśnie sobie myślę, że gorzej być nie może, ale to nigdy nie jest prawda.
✎
Jest to też dyscyplina [statystyka] dość smutna w tym sensie, że gdyby była psem, to najpewniej takim łaciatym kundelkiem o wielkości konia, którego wszyscy się boją, a który po prostu bardzo chce być kochany. Nie no, serio, nie bójcie się, po prostu spróbujcie go oswoić.
✎
Słuchajcie, ja zawsze mówiłam, że w życiu poprzeczkę należy sobie zawieszać wysoko, bo wtedy, przechodząc pod nią, nie trzeba się schylać.
✎
[…]
ignorowanie dobiegającego ze świata nauki głosu rozsądku jest powszechną praktyką.
Dlatego też rosnące statystyki odmowy szczepień mnie martwią, ale nie dziwią — tam, gdzie w grę wchodzą emocje, pierwszym zakładnikiem bardzo często stają się fakty. Wiele doniesień naukowych nie wymaga zaawansowanej wiedzy matematycznej czy specjalistycznej. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że w erze dostępu do bibliotek, wykładów otwartych i internetu edukacja nie jest droga. Ale gdy jej brakuje, to mamy do czynienia z sytuacją taką jak obecnie: w XXI wieku 29% zgonów dzieci do lat pięciu jest wywołanych przez choroby, na które znamy szczepionki (WHO 2014).
✎
Słuchajcie, nie ma tylu wykrzykników na tym świecie, by wyrazić moją stanowczość — korelacja nigdy nie jest równoznaczna ze związkiem przyczynowo-skutkowym!!! Nigdy.
✎
Panie doktorze, czy to HTML?
Spójrzmy na przykład na wspomniane już wcześniej i głośne swego czasu badanie, które wykazało, że co dziewiąty Amerykanin myśli, że HTML to choroba weneryczna, he, he, he. To zawsze radość, gdy okazuje się, że 11% populacji to ludzie głupsi od nas, nawet jeśli w ostatniej krzyżówce, którą rozwiązywaliśmy, w odpowiedzi na hasło „graniczy z Polską” wpisaliśmy „Sosnowiec”.
✎

A łącznie to w tej sondzie wypowiedziało się 143% naszego narodu, więc jeśli jesteście tymi ludźmi, którzy w czasie lekcji matematyki byli zajęci zlizywaniem lukru z wszystkich pączków w pobliskiej cukierni, to już tłumaczę: 143% to całkiem dużo.
✎
[…] trudno porównywać Harvard, jedną z najlepszych i najbogatszych uczelni na świecie, o rocznym budżecie od 32 do 38 miliardów dolarów (zależnie od źródła), z Kabul Medical University w Afganistanie, który najpewniej przegrywa z Harvardem na wielu frontach (na przykład liczby stypendystów czy oferty kursów), niemniej jest jednym z niewielu uniwersytetów w swoim kraju, które umożliwiają kobietom bezpieczną edukację wyższą dzięki wprowadzeniu udogodnień, takich jak żeńskie łazienki (tak jest, nie we wszystkich krajach świata jest to oczywiste!) lub autobusy bezpiecznie dowożące studentki na uczelnię. I nawet jeśli ten uniwersytet nie może się pochwalić laureatką czy laureatem Nagrody Nobla, to nie da się przecenić jego roli w zapewnianiu równego dostępu do edukacji.
✎
[…] przychodzi rozkład t-Studenta do lekarza, a lekarz mówi: „Ale proszę mi się tutaj rozłożyć normalnie” […].
✎
[…] wchodzi całka oznaczona do pociągu, a to nie jej przedział.
✎
Wiecie, co jeszcze jest złego w stwierdzeniu o spacerze, psie i trzech nogach, oprócz tego, że wszystko? To, że w tym stwierdzeniu słowo „statystycznie” jest tożsame ze „średnio”, w domyśle zaś — ze średnią arytmetyczną […]. A statystyka i średnia mają się do siebie jak kwadrat do prostokąta — każde liczenie średniej jest działaniem statystycznym, ale nie każde działanie statystyczne musi być liczeniem średniej. Jest nawet gorzej — nie zawsze tę średnią w ogóle powinniśmy liczyć.
✎
[…] średnia arytmetyczna to taki sprzedajny labrador miar tendencji centralnych, czyli niby miły, niegroźny, wszyscy go lubią, ale tak naprawdę szalenie łatwo daje się zmanipulować kiełbasą wartości skrajnych.
✎
Jako ludzie jesteśmy maszynami do postrzegania wzorców. W naturze i w życiu społecznym. Nie znosimy niepewności. Wolimy założyć, że A powoduje B, ponieważ najpierw było A, a potem zdarzyło się B. Ta obserwacja bywa nawet trafna. No właśnie. Bywa, a nie jest.
✎
Chodzi o to, żeby chcieć widzieć świat takim, jaki jest. A nie takim, jaki chcielibyśmy, żeby był.
Janina Bąk, Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Jesteśmy ślepi na własną ślepotę.
Niewiele wiemy o tym, jak mało wiemy.
Nie mamy predyspozycji, aby
wiedzieć, jak mało wiemy.
Daniel Kahneman
(ur. 1934)
✎
Odwołanie do natury to argument lub retoryczna zagrywka, w której zjawisko lub rzecz opisuje się jako pożądane, ponieważ jest naturalne. Analogicznie: niepożądane jest to, co nienaturalne. Przy czym naturalne jest wszystko to, co w mniemaniu argumentującego pochodzi od natury. A nienaturalne (ergo złe) jest to, co stworzył człowiek. Argumentu tego używa się często w dyskusjach na temat homoseksualizmu, ekologii, medycyny, wegetarianizmu, feminizmu czy fizyki.
Jest to argument o tyle chybiony, że nie bierze pod uwagę tego, że wiele przywilejów, którymi cieszymy się współcześnie, wynika właśnie z „nienaturalnej” działalności człowieka.
✎
Dla mnie naukowy sposób myślenia o świecie oznacza, że nigdy nie jest się niczego stuprocentowo pewnym. Nauka zaczyna się od wątpliwości i one tak naprawdę nigdy się nie kończą. To dobrze, że możemy otwarcie dyskutować o tym, że nasze metody mogą być obarczone błędem, a także szukać rozwiązań tego problemu. To dobrze, że wciąż weryfikujemy wszystko, co wiemy, i nigdy nie jesteśmy pewni. To nawyk, który powinniśmy w sobie wyrobić i pielęgnować go czule niczym rzeżuchę, którą w podstawówce własnoręcznie zasadziliśmy na wacie.
✎
Zawsze tłumaczę moim studentom, że gdy cokolwiek liczą, to muszą pomyśleć o dwóch rzeczach: po pierwsze, czy dany wynik ma sens, po drugie, co im ta informacja daje. Szalenie ważne jest to, by o tych naszych danych i wnioskach pomyśleć, podejść do nich z rozsądkiem.
(tamże)
(3899+14). Prezentoczytanie (I)
Chyba pierwszy raz tę samą książkę we trzy w tym samym czasie zaczęłyśmy czytać. Kaan i Gepardzica w „papierzu”, ja w prezencie-ibuku. Kaan gryzdoli najczęściej ołówkiem, Gepardzica zakreśla długopisem, ja zaznaczam paluszkiem. Czytamy i podrzucamy sobie fragmenty, które nas zachwycają lub wyjmują z bucików (w moim przypadku).
Tyle wspaniałych fragmentów, przy których czułam, jak luzuje się zacisk, w jakim trzymane są moje skrzydła. Tyle, po których przeczytaniu znajdowałam się w oparach smutku, że relacje łatwe nie są, a życie społeczne to niemożliwość, która zawsze tak czy inaczej uwierać będzie.
Dla mnie ta książka to intensywne ćwiczenia z ambiwalencji. Dobra i już, ale nie wiem, czy do wracania — chyba nie, dla mnie nie.
W Indiach paradoksy i sprzeczności nie powodują aż takich napięć jak u nas. Tutaj łatwiej znosi się niejasność, niedopowiedzenie, nieoczywistość. Nie ma aż takiej potrzeby definiowania. Jakby to wszystko miało mniejsze znaczenie. W Indiach słowa też mają mniejsze znaczenie. Nie tną rzeczywistości równymi liniami o wyraźnych krawędziach. W tym świecie, stwarzanym ciągle od nowa przez tego samego boga zmieniającego tylko imiona, wszystko może istnieć naraz. Świat mógł się zrodzić z miłości, świat mógł się zrodzić z samotności, świat mógł powstać dla zabawy — co za różnica. Bo świat zrodził się z umysłu, który bezustannie opowiada siebie na nowo. Świat to opowieść, nic więcej.
*
Otworzył drzwi, spojrzał na stół. Jabłko, które zjadł wcześniej, ciągle tam było. W tym samym miejscu.
Roześmiał się. Poczuł, jak opada z niego lęk, cała ta troska o przyszłość.
*
Znajomy z Polski zapytał mnie niedawno, czy skoro trauma zostawia neurologiczny ślad w mózgu i może być przekazywana z pokolenia na pokolenie, to czy spełnianie marzeń też zmienia nam DNA?
*
W relacji odsłaniasz nawet najlepiej ukryte demony. Może i gałęzie sięgają nieba, ale korzenie tkwią głęboko w piekle. Co mnie zatrzymało? Wiedziałem, że jeszcze tyle jest do przeżycia. I chciałem to przeżyć z nią.
*
Kiedy wreszcie uda ci się coś pojąć, szybko odkrywasz, że to dopiero początek drogi.
*
Prawda jest trudniejsza do zaakceptowania. Nie ma gotowych rozwiązań. Jest tylko zaproszenie do ich szukania.
*
[…] bar-do jest w każdym z nas. Pojawia się w momencie zagubienia, momencie strachu, momencie paniki, momencie decyzji i momencie zmiany. Umieranie zdarza się również za życia. I również za życia mamy szansę narodzić się na nowo.
*
[…] rysował spiralę — symbol człowieka i jego działań. Do czegokolwiek byśmy się zabrali, zawsze oddalamy się od siebie. Jeszcze trochę, a będziemy sadzić marchewki na Księżycu. A wystarczyłoby odrobinę bardziej zadbać o to, co naokoło nas. Zadbać, czyli zostawić w spokoju.
*
2 stycznia 2019 roku Auroson przysłał mi wiadomość: czasem czujesz się lepiej, czasem gorzej. Czasem masz wątpliwości, czasem pewność. Czasem jesteś sam, czasem z kimś. Ale życie płynie dalej, a ty ciągle poruszasz się naprzód. Innej drogi nie ma. Jedyne, co masz, to ścieżka. Nie wiem, czy to głęboka myśl. Ale poczułem się dobrze, kiedy zrozumiałem, że tak wygląda życie.
Banalne, prawda?
*
Jeśli pragniesz zmiany, pokonaj własny opór.
*
Fanou urodziła się po wojnie, nie doświadczyła faszyzmu, ale tak właśnie go sobie wyobrażała. Brutalną zabawę większości, która nie liczy się z niczym i nikim.
Katarzyna Boni, Auroville. Miasto z marzeń,
Agora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Podziękowania należą się również zwierzętom. To one zakorzeniały mnie w miejscach, które nie są domem, i uczyły miłości. Książka nie powstałaby w takiej formie bez pana Colonela Mustarda, indie doga pierwszej wody i —klasy, który zdecydowanie chadzał własnymi drogami. To on pokazał mi, że są rzeczy ważniejsze niż „projekt książka” – chociażby spacer do lasu w poszukiwaniu rajskiego ptaka. A Gucio w te krótkie chwile, które spędzał w moim warszawskim mieszkaniu, wyciągał mnie z pisarskiej samolubności. Był jak klepsydra, która mówi: „już czas na przerwę”.
*
[…] słowa są umowne i […] to my nadajemy im znaczenie.
(tamże)
poniedziałek, sierpnia 17, 2020
3912. 230/366
— nie zdarzyło ci się marzyć o bezludnej wyspie, bez tych wszystkich trosk i problemów? — zapytał.
nie odpowiedziałam, że w moim przypadku ta wyspa — bez ludzi, bez trosk, bez bólu, bez kalectwa — nazywa się śmierć. zdarzyło mi się.
230/366