wtorek, grudnia 08, 2020

4055. Samo gęste

Od premiery byłam zachwycona przesądem zawartym w tytule, ale nie było takiej możliwości, by ibukowa sknera we mnie wydała na elektroniczną wersję książki trzy i pół dyszki — absurd ma swoje granice. Polowałam na nią ponad rok i w piątek udało się. W niedzielę było po książce pomimo dobrowolnie narzuconego reżimu wolnego czytania.

Zachwyt absolutny. Żelazna dziecięca logika porównywalna do tej z fantastycznej książki pt. Życie przed sobą, tylko zdecydowanie gęściej stosowana, to znaczy: na każdej stronie! Ibukosnerze zmyłam głowę, bo przez jego umiłowanie do sporto­we­go polowania na ceny „nie wyższe niż” prawie mnie ta książka ominęła. Ale upolo­wa­łaś! — bronił się padalec. Ale późno! — nie dawałam za wygraną, wiedząc, że z damską logiką koleś nie ma szans, z moją logiką (jak z każdą indywidualną logiką) mało kto ma jakiekolwiek szanse — w końcu z człowiekiem nawet osioł nie wygra.

Podobno Autorowi dostało się od wielbicieli kotów (nie tylko czarnych), od bie­ga­czy, od Kościoła. Że ten ostatni ma upadłe nie tylko morale, wiedziałam, ale o wiel­bi­cie­lach kotów i biegaczach zdanie mam jak najlepsze, więc pozostałam w za­dzi­wie­niu. Gdyby tylko dorosły człowiek był w stanie przejrzeć się w dziecięcej logice, która z łatwością i niebywałą precyzją namierza absurdy dorosłych idei, świat, w którym przyszło nam żyć, byłby troszkę lepszy. Bóg nie obraził się, dobrze się bawił — założę się. Cytaty cedziły się dwa dni i nijak nie może być ich mniej — Bóg nie pomagał, zajęty był prawem i sprawiedliwością.

Durnota jest prywatną własnością każdego człowieka i każdy kiedyś za nią beknie. Jedni bardziej, inni mniej.

Przyjaźń podobno zostaje na zawsze, jednak miłość, kiedy się jej nie pielęgnuje, mija i zamienia się w coś, czego nie można zobaczyć, nie można poczuć i nie można ponownie rozpalić.

Większość decyzji, które podejmują ludzie, jest albo zła, albo racjonalna. Ale co zrobić, kiedy życie podejmuje decyzje za nas?

Każdy ma jakiś defekt, z którym trzeba żyć i przez cały czas zamieniać go w zalety.

     — Panie Boże, da radę coś zrobić z moim strachem?
     — Nie.
     — Prawdę mówiąc, myślałem, że wymyślisz coś, co mnie zaskoczy, zawsze to robisz.

Żeby poznać prawdę, bardzo często trzeba ją podzielić na drobniejsze części.
     Umarł albo nie umarł.
     Wróci albo nie wróci.

     — I co, żyjesz?
     — Tak.
     — To dobrze, postaraj się zapamiętać ten stan na dłużej!!!

Ci, którzy nie wierzą w Boga, i tak nie chcą sprzedać swojej duszy diabłu. Zawsze mnie to dziwi, bo po co komu coś niepotrzebnego. Pieniądze dają szczęście przynajmniej w chwili, w której je mamy. Skoro dusza nie jest ci do niczego potrzebna, to po co ją trzymać?

Jesteśmy zwykłymi głupkami, bo przyzwyczajenie powoduje obojętność wobec rzeczy, które są naprawdę fascynujące.

Przyjemność jest jak chodzenie tyłem, ale w dobrym kierunku. Ciągle patrzysz na ten sam piękny widok i nie musisz się martwić, że coś się zmienia. Przyjemność to bardzo ryzykowna sprawa.

Dzięki wszystkiemu, co zdarza się nam w życiu, uczymy się bardzo ważnych rzeczy.

Pewnie nikt nie zadał sobie pytania, dlaczego węże nie idą prosto do celu, ale i tak zawsze go osiągają.

Kiedy już się osiągnie podstawową lekkość ducha, to można wszystko. Jednak czasami przychodzą takie dni, kiedy lekkość ciąży i nie wiadomo, co z tym fantem zrobić.

Zawsze jest tak, że kiedy wszystko uporządkuję w głowie, to następnego dnia mój porządek przestaje być aktualny i staje się chaosem. Po­rząd­ko­wa­nie jest głupim przyzwyczajeniem, prowadzi tylko do tego, że spokój roz­trzas­ku­je się na mniejsze kawałki, które później — w nerwach — trzeba poskładać z powrotem.

Ciężko jest być bezsilnością innych ludzi.

     — Dawno cię nie widziałem.
     — Jak to, przecież siedzimy obok siebie?!
     — Ale patrzymy przed siebie.
     Miło jest pogadać z kotem, bo bardzo często wiadomo, jaka będzie odpowiedź na pytanie. Przed nami jest ciemność.

W Boga zaczyna się wątpić, kiedy się patrzy na ludzi.

Ludzie rozchodzą się nie wtedy, kiedy popełniają błędy, ale kiedy kończy się im cierpliwość do swoich słabości.

Dzieci rozmawiające o dorosłych stają się z miejsca głupsze o połowę, a te, które mają na wejściu tylko połowę mądrości, nic nie mówią, bo musiałyby bez mózgu wracać na kolację.

Dzięki religii wiemy mniej o życiu, a więcej o uczuciach. Dzięki religii wiem, co to jest wstyd i złość.

Filip Zawada, Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2019.

Każdy może znaleźć tyle, ile jest w stanie zauważyć.

Krowy nie rozumieją, dlaczego ludzie chodzą do szkoły. Nie rozumieją, że ludzie jako jedyny gatunek na Ziemi nie potrafią nic nie umieć i dzięki temu nigdy nie są w stanie zmądrzeć.

W szkole nie ma Boga, bo jest za duże zamieszanie i starsze osoby od tego boli głowa, i muszą w kółko krzyczeć, żeby było cicho. Bóg krzyczy bardzo cicho.
     — Kochane dzieci, sprawdziłam wasze wypracowania. Nie postawiłam jednak żadnych ocen, bo najpierw muszę się dowiedzieć, kto od kogo ściągał.
     Ja od nikogo nie ściągałem, bo nic nie napisałem. Akurat wczoraj nie miałem bladego pojęcia, kim chciałbym zostać.

Coraz częściej zauważam, że do szkoły chodzą ci, którym nic nie wchodzi do głowy, bo są uczeni przez ludzi z tą samą pustką w głowie.
     — Dlaczego nic nie narysowałeś na tej kartce?
     — Narysowałem — odpowiedziałem bardzo uprzejmie pani nauczycielce.
     — Ale przecież nic na niej nie ma.
     — Jest na niej coś tak dużego, że nie mieści się na kartce […] .
     — A co to jest?
     — To jest fragment nieskończoności.

     — Jak uważasz, synu?
     — Bóg jest dobry, Szatan jest dobry, ale z innymi rzeczami to różnie bywa.
     I cała sprawa skończyła się w kącie. Nawet nie miałem szansy wyjaśnić, że miałem na myśli kota.

     — Może to się siostrze wydać dziwne, ale wiem, kiedy umrę.
     — Kiedy?
     — Kiedyś.
     Ciekawe, że bardziej ją ciekawiło, kiedy to nastąpi, a nie skąd o tym wiem.

Gdybym zawsze chodził w jakimś określonym kierunku, to nie mógłbym dojść dokądkolwiek, a bardzo to lubię.

(tamże)

sobota, grudnia 05, 2020

4054. 340/366

stare i świeże miłości*, niektóre nazywane pasjami, dopro­wa­dzi­ły nas do magicznego punktu** w czasoprzestrzeni. wspólny czas karmił nasze Dusze, czyniąc ten dzień Dniem Otwartych Serc.

po raz pierwszy w życiu trzymałam w rękach dźwięk.

340/366


fot. Paweł Nowicki, fragment,
[dostęp: 5.12.2020], źródło.

_______________
  * poznały nas ze sobą lata temu i prowadziły, czasem z upo­rem maniaka, którego nie sposób było zrozumieć, gdy bolało.
  ** ćwierć wieku temu nie uwierzyłabym w jego istnienie — życie jest wyjątkowo piękne!

*

SoundHealing, Live Gongs & Singing Bowls Session.

piątek, grudnia 04, 2020

4053. U Orzeszka i Białego Kruka (LXXVI)

Biały Kruk:
(dziś napisał i zdjątko przysłał)
Widzisz tę wariatkę?

Jabłoń:
(zasugerowana ojcowskim pytaniem
najpierw na zdjęciu szukała Orzeszka*,
potem Łatki, a gdy wciąż nic, powiększyła
i zobaczyła… grudniowy upór kwiatu szlachetnego
)

Heniutka:
(też się nie poddaje i czeka na śnieg)

__________
  * bo jeden z dwóch genów odpowiedzialnych za szalone pomysły przekazano Jabłoni po kądzieli.


fot. Biały Kruk, fragment.

4052. U Orzeszka i Białego Kruka (LXXV)

Biały Kruk:
(wczoraj o postępach zimy 2020/21 doniósł)

czwartek, grudnia 03, 2020

4051. Strajkowe czytanie (VI)

Śmieszył, ale i umęczył mnie ten tom Muminków — tom, nie część, by powagę, wielkość i rodzaj męski (najważniejszy!) utrzymać. Męska megalomania, narcystyczny rys Tatusia Muminka, męska logika i opowieść, która przypomina lekcje historii wyjęte z polskiego kociołka edu­ka­cyj­ne­go. Wiadomo — historię tworzą (sic!) mężczyźni, kobiet w niej jak na lekarstwo. Tove wraz ze swoją partnerką musiały płakać ze śmiechu, jeśli Tove opowiadała Jej o pomysłach na kolejne rozdziały.

Rozmarzyłam się patriotycznie. Gdy narodowi faszyści będą tworzyć nowy, naj­pol­ski kanon lektur szkolnych, ta część Muminków znajdzie się wśród tych obo­wiąz­ko­wych. Musimy dokopać się do sarmackich korzonków Tove Jansson, bo czy można pięk­niej i prościej wyjaśnić zasadnicze pojęcia? Nie można.

Pojęcie: patriarchat i dlaczego to najlepsza forma stosunków społecznych — naro­dow­ców zaślepia pierwszy plan, ale najpiękniejsze jest… w tle — dlatego uwielbiam tę ilustrację:

Pojęcie: uczucia religijne, a dokładniej: precyzyjna lokalizacja ich obrazy — w ogonie (!) i pewnikiem dlatego mężczyźni mają tkliwsze uczucia religijne:

[…] a nagle poczułem, że coś bardzo ostrożnie skubie mnie w ogon. Każdy, kto ma ogon, wie, jak się dba o tę szczególną ozdobę i jak się błyskawicznie reaguje, gdy grozi jej niebezpieczeństwo czy obraza.

Pojęcie: feminizm i dlaczego jest on tak bardzo zły i straszny — małe rozumki boją się częściej niż duże, a bycie narodowcem zobowiązuje:

Pojęcie: gniew kobiet, że w porządnym katolickim kraju coś takiego nie ma prawa bytu:

     – Czy się gniewam? – zdziwiła się Mimbla. – Za co? Nie mam czasu się gniewać. Osiemnaście czy dziewiętnaście dzieciaków do umycia, położenia spać, ubrania i rozebrania, do nakarmienia, wysmarkania, pocieszenia i Buka wie co. Nie, młody przyjacielu, mnie jest zawsze wesoło!

Pozostałe, wybrane cytaty są o…  życiu i o nas, bo skoro możemy je przeczytać, to jeszcze mamy czego się nauczyć i z pewnością jesteśmy niemożliwi.

A ty, małe, naiwne dziecię, które w swoim ojcu widzisz poważną i pełną godności osobę, przeczytaj tę opowieść o przeżyciach trzech tatusiów i zapamiętaj sobie, że tatusiowie nie różnią się tak bardzo między sobą (w każdym razie nie za młodu).

     — Znowu kłamiesz – powiedziałem. – Wiem doskonale, że przychodzi się na świat w środku swojej mamy, tak jak pest­ka w jabłku.

Nikt się na mnie nie poznał ani nawet ja sam. Zauważyłem, oczywiście, różnicę między mną a innymi Muminkami. Polegała ona przede wszystkim na ich pożałowania godnej niezdolności do zastanawiania się i dziwienia.

Nie ma żadnej wątpliwości, że moim najsilniejszym atutem jest głowa. Cokolwiek bym robił, nigdy nikogo nie znudzę, po prostu nikt nie będzie się kwapił, by mnie oglądać aż do samego dołu, to znaczy do łapek.

To nowe uczucie wydało mi się jednak bardzo ciekawe i uznałem, że mimo wszystko jest ono chyba związane z moimi uzdolnieniami. Zauważyłem, na przykład, że gdy owładnie mną dostatecznie czarna melancholia, gdy wzdy­cham i gapię się na morze, robi mi się niemal przyjemnie. Bo jestem wtedy taki STRASZNIE godny pożałowania! To naprawdę fascynujące przeżycie.

     — Hm — zastanowił się Fredrikson. — A może wręcz przeciwnie, wszystko go obchodzi? Tak sobie, w miarę. Nas obchodzi wyłącznie jedno: ty chcesz być, ja chcę coś robić, mój bratanek chce mieć. A Jok tylko żyje.
     — E tam – powiedziałem. – Żyć potrafi każdy.

Jak to właściwie jest z tym waszym wychowaniem? Czy JESTEŚCIE w ogóle wychowani? A może urodziliście się już niemożliwi?

     — Przysięgam na mój ogon, że nigdy więcej nie będę nikogo ratował po ciemku! – zawołałem.
     — Za późno to mówisz – rzekł Jok. […]
     — Może Buka wróci – szepnął Wiercipiętek z nadzieją w głosie. – Albo ktoś inny, kto będzie na tyle miły, że ją zje. Wybaczcie! Czy to brzydko tak mówić?
     — Owszem – odparł Fredrikson. Lecz po chwili dodał z powagą: – Ale coś w tym jest.

Moje nerwy, moje rzeczy — wszystko w rozsypce… Ach, co za los!

Co wy za życie prowadzicie! Zmiany i przeprowadzki, i kręcenie się w kółko od rana do wieczora! Taka żywotność może być niebezpieczna. Przy­gnę­bie­nie mnie ogarnia na samą myśl o tych wszystkich, co pracują i mozolą się, i o tym, co z tego potem wynika. Miałem krewnego, który studiował try­go­no­metrię, aż mu wąsy odpadły, a kiedy już się wszystkiego nauczył, przysz­ła jakaś Buka i zjadła go. No i leżał potem w brzuchu Buki z całą tą swoją mądrością!

     — Sny to zawracanie głowy — odparła.
     — A skąd to wiadomo? – nie dawałem za wygraną. — Może Muminek, który mi się śnił, jest tym właściwym, a ten, który tu stoi, tylko się pani śni?

     — Z kim mam przyjemność? — zapytałem.
     — Fredrikson — odpowiedział właściciel uszu. — A kim ty jesteś?
     — Muminkiem — odparłem. — Jestem uciekinierem i urodziłem się pod niezwykłymi gwiazdami.
     — Pod jakimi? — spytał Fredrikson z wyraźnym zaciekawieniem, co ogromnie mnie ucieszyło, ponieważ po raz pierwszy ktoś zadał mi inte­li­gent­ne pytanie.

Jedyne, co miało jakieś znaczenie, to to, że znalazłem mojego pierwszego przyjaciela, a tym samym zacząłem naprawdę żyć.

W ciągu mojej długotrwałej przyjaźni z Fredriksonem dziwiło mnie często, że potrafi on uspokajać i przekonywać innych, nie mówiąc właściwie nic ważnego i nie używając górnolotnych słów. Nie jest to całkiem spra­wie­dli­we, żeby jedni tak umieli, a drudzy nie.

Głębokie zamiłowanie Fredriksona do maszyn było zjawiskiem, które nigdy nie przestało mnie zadziwiać. Był nimi urzeczony. Ja natomiast uważam je za coś obrzydliwego. Wprawdzie koło wodne jest sympatyczne i zrozumiałe, ale już zamek błyskawiczny przypomina świat maszyn i przez to samo wzbu­dza we mnie podejrzenia.

     — Czy to nie piękne?! — zachwalał zdenerwowany Wiercipiętek. — Malowałem w największym skupieniu. Całego siebie w to włożyłem.

Tove Jansson, Pamiętniki Tatusia Muminka, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2014 roku
beznadziejne.

Zmierzch zapadał bardzo powoli i ostrożnie, jakby chciał, żeby dzień miał dosyć czasu na położenie się spać.

W nocy śpiewały nowe wiatry. I pachniało inaczej, pachniało odnową.

(tamże)

środa, grudnia 02, 2020

4050. 337/366

porzucona? nie. wolna!

337/366

Otwierały się nowe Niewiarygodne Możliwości, nastawał nowy dzień, w którym wszystko może się zdarzyć, jeżeli tylko ktoś nie ma nic przeciwko temu.

Tove Jansson, Pamiętniki Tatusia Muminka, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.

wtorek, grudnia 01, 2020

4049. Perełka (V)

Zaczęło się w zeszłym tygodniu całkiem niewinnie od rozmowy o matkach. Ro­zmo­wa o matkach z krwi i  kości niewinna całkiem? — pani raczy żartować, Jabłonko! Matka to temat niełatwy. Matka to w jakimś sensie temat na całe życie. Relacja z matką to odrębna galaktyka, to podróże, po których czasem (?) długo się do siebie dochodzi (i vice versa?).

Ścieżka nieśpiesznie we mnie pracowała, Tatuś Mu­min­ka męczył mnie ciut swoim narcyzmem, a czytać się chciało. W sobotni wieczór przypomniało mi się: od ponad pół roku czeka na mnie książka, którą mi poda­ro­wano.

Pamiętam, że dwie audycje na temat tej książki mnie zmęczyły, nie dałam rady ich wysłuchać (sprawdziłam je po przeczytaniu tej książki — wysłuchałam, ale nie było warto). Ta pamięć mnie powstrzymywała bardzo skutecznie.

Powstrzymywała mnie zupełnie niepotrzebnie, bo to piękna książka. Tak, boli. Boli niewyobrażalnie. Bebeszy. Zatrzymuje. Mierzy z bliskością, której być może nigdy nie nazwalibyśmy bliskością.

Rodzina jest najważniejsza. Chociaż nie nasza. A czasami to ja jestem naj­gor­sza. Gorsza od babki, ciotki, a nawet od ojca. Jesteś taka sama jak twój ojciec. Mam coraz więcej lat. Wiem, jak odpyskować. Bo jestem py­ska­ta, naburmuszona i przemądrzała.

Babcia jest bogata, bo zawsze jest u niej coś do chleba.

Jakże przecie nie ulec starszej nieco — bo od szesnastu do czterdziestu pięciu lat — kobiecie, która twierdzi, że jest z nami spokrewniona, i uwodzi nas sło­wami:
     — To ja cię urodziłam, dupę ci podcierałam, a ty tak mi za to dziękujesz?

Matki, jak czarni bohaterowie, wymagają czułości.

Nie, nie pamiętam, co mówiłam. Ale pamiętam jak. Rozmawiały dwie dorosłe kobiety. […] spotkałyśmy się na chwilę bez tych zależności. Byłam taka szczęśliwa, rozmawiając z nią w ten sposób.

Czy przez siebie umierała? Czy przeze mnie? A może przez kogoś innego? Czy przez papierosy? Czy przez płuca? Czy przez większą już ciekawość tamtego świata niż tego? Czy przez brak lekarstw na rozsianego raka drobnokomórkowego płuc?

Byłam twoją córką, więc cię wymyśliłam jako matkę.

Wyznanie — decydująca stawka w terapeutycznym działaniu.
     Ten, kto wyznaje, ryzykuje, że może ponieść jakieś konsekwencje swojego oświadczenia.
     Wyznanie obliguje do słuchania, czyni z odbiorców zakładników prawdy.
     Wyznanie przestało być aktem prawdy, to raczej narcystyczny spektakl.
     Powiedzieć coś niedobrego o swojej matce to zawsze wyznanie, to zawsze nas, córki, wiele kosztuje.

To nieprawda, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Nigdy nie byłam tak słaba jak teraz.

Kiedy w końcu zacznę myśleć te myśli nie do pomyślenia?

W wieku od dwóch do pięciu lat dzieci poznają pojęcie śmierci, ale nie ro­zu­mie­ją, że jest nieodwracalna. Kiedy umiera matka, następuje powrót do tego etapu. Bo odwracalność śmierci odbywa się w snach, w prze­ję­zy­cze­niach, w gestach nieznajomych. Wróciła. Wróci.

     — W życiu bym tego nie włożyła!
     — A po życiu, mamo?
     — Tym bardziej nie.
     Może jednak wcale tak nie było.

W fazie piątej zanikają resztki świadomości. Ten etap trwa od trzech do pięciu minut. Najdłużej utrzymuje się słuch. […]
     Uważajcie na słowa przy świeżo zmarłych!

Wszystko, co się wydarzyło między mną a matką, wy­da­rzy­ło się na wieczność, teraz już to wiem. Choć to zdanie topi się we własnej głębi.

To, że miałam taką trudną matkę, to najlepsze, co mi się w życiu przy­tra­fi­ło. To, że była w moim życiu przez ponad trzydzieści lat. Czasem zwy­czaj­nie się z tego cieszę. I za to dziękuję.

Tymczasem wszystko jest naraz w tej nieobecności: smutek, złość, strach i emocje złożone: tęsknota, miłość, nie­do­wie­rzanie.

Gdy upada złudzenie nieśmiertelności matki, pozostają mi jedynie złudzenia optyczne.

Nigdy nie powiedziałam o niej „stara”. Tylko że się stara. To mówiłam wiele razy. Tak bardzo się starała. Jak to matka. Tyle że bardziej.

Mira Marcinów, Bezmatek,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.

To moja matka zapisała mi miłość do życia, myloną – tak u niej, jak i u mnie — z fascynacją mężczyznami. I kobietami. Przynajmniej w moim przypadku. Tego o niej nie wiem. Czy moją matkę też pociągały kobiety? Jak to sprawdzić?

(tamże)

4048. Perełka (IV)

Przypomniała o swoim istnieniu, utyskując odrobinkę, że leży na stosiku równie długo, co tamta. Przypomniała, gdy sprawdzałam, jak długo tamta na mnie czekała. Ta cze­ka­ła dwa lata i dziewięć miesięcy bez czterech dni. Czekała w życiu, którego już nie ma. Pamiętam jednak, jakby to było wczoraj, dlaczego się na nią skusiłam.

Tytuł, który uruchamia we mnie tylko dobre skojarzenia. Zawijas na okładce i… ktoś we mnie musiał tę książkę mieć. Tak odbył się zakup, a potem było cierpliwe cze­ka­nie książ­ki, bo drukowane literki zawsze cierpliwie czekają, nie tylko na mnie.

Zaczęłam i szybko okazało się, że muszę sobie tę książkę reglamentować po ka­wa­łecz­ku, by na dłużej starczyło. Wszystko, co wiedziałam o Konfucjuszu, to były w naj­lep­szym razie pół-, a najczęściej ćwierćprawdy. O Mencjuszu i Zhuangzi nie słyszałam nawet.

[…]   nauki starożytnych chińskich filozofów zmuszają nas do za­kwe­stio­no­wania wielu naszych przekonań, które uznajemy za pewne. Ich poglądy o tym, jak ludzie podchodzą do świata — jak odnoszą się do innych, jak podejmują decyzje, jak radzą sobie z życiowymi wzlotami i upadkami, jak próbują wywierać wpływ na innych, jakich wyborów dokonują w życiu — są tak samo istotne dziś, jak dwa tysiące lat temu. A nawet bardziej istotne niż kiedykolwiek.

A co jeśli idee, które — jak wierzymy — nas wzmacniają, tak naprawdę nas ograniczają?

Nasz świadomy umysł ma skłonność skupiać się na tym, co „być powinno” — na tym, co wydaje się właściwe. Myślimy, że wiemy, co jest piękne, co wielkie, co cnotliwe, co użyteczne. Czy jednak naprawdę rozumiemy, jak faktycznie przypadkowe są słowa i wartości, od których zależymy?

Życie „jak gdyby” to coś, co wszyscy robiliśmy jako dzieci, a później — w miarę dorastania — w mniejszym lub większym stopniu porzucaliśmy, bo wierzyliśmy, że musimy zachowywać się bardziej autentycznie.

[…]  to właśnie wyłamanie się z naszych schematów życiowych pozwala nam rozwijać inne strony naszej osobowości. Rytuały — jak rozumiał je Konfucjusz — mają w sobie moc przekształcania, bo pozwalają nam na chwilę stać się kimś innym. Na krótki czas tworzą odmienną rzeczywistość, która sprawia, że potem wracamy do swojego zwykłego życia już trochę inni.

Bądź szczery. Bądź autentyczny. Bądź wierny sobie. Te slo­ga­ny współczesności […] .
     Niebezpieczeństwo polega na tym, że to, co odkrywamy, jest zaledwie migawką tego, kim jesteśmy w tym kon­kret­nym czasie i miejscu.

[…]  nie lekceważ tego, co małe, nie zapominaj o wszystkich „proszę” i „dzię­ku­ję”. Zmiana nie nastąpi, dopóki ludzie nie zmienią swojego zacho­wa­nia, a nie zmienią swojego zachowania, jeśli nie zaczną od tego, co małe.

Konfucjusz nie dawał definicji dobra; chciał, aby jego ucznio­wie wiedzieli, że muszą je poczuć w tych wszystkich zmie­nia­jących się sytuacjach, aby zrozumieć, co to znaczy je wy­ra­żać. My wszyscy musimy je także poczuć, a kiedy je rozpoznamy, będziemy mogli je rozwijać.

Każda sytuacja jest jedyna w swoim rodzaju i zmienia się z minuty na minutę […]   Twoje odczytanie sytuacji, twoja zdolność dostrzeżenia szerokiego kontekstu, umiejętność zrozumienia wszystkich złożonych czynników […]  są tym, co pomaga ci zareagować dobrze.

Kiedy ćwiczysz się w przyjmowaniu możliwie najszerszej perspektywy podczas oglądu danej sytuacji i rozumieniu, jak to wpływa na rezultat, nieustannie kształtujesz swój potencjał dobra.

Robimy mnóstwo zwykłych rzeczy, które sprawiają, że czujemy się bardziej żywi. Najprostsza — wziąć głęboki wdech.

Gdy stwarzasz przestrzeń dla zainteresowań, otwierają się przed tobą no­we szanse. […] Jeśli pozostaniesz otwarty na to, jak twoje za­in­te­re­so­wa­nia zmieniają się wraz z upływem czasu, nie będziesz się czuł przez nie za­blo­ko­wa­ny — będziesz bardziej zdolny do tego, aby zmienić swoje życie i plany, a w konsekwencji pozwolić sobie na rozwój.
     Zamiast myśleć: Mogę być wszystkim, czym chcę być, przyjmujesz po­sta­wę: Jeszcze nie wiem, czym mogę się stać. Nie wiesz, dokąd może cię to wszystko doprowadzić. Lecz to, czego się nauczysz o sobie i o tym, co cię ekscytuje, nie będzie abstrakcyjne; to bardzo konkretna wiedza, zrodzona z praktycznego doświadczenia. Wraz z upływem czasu otwierasz ścieżki, których sobie nawet nie wyobrażałeś; wyłaniają się z nich możliwości, jakich nigdy wcześniej nie widziałeś. Z czasem faktycznie stajesz się inną osobą.

[…] docenić moc tkwiącą w pozornej słabości, zrozumieć pułapki różni­co­wa­nia i postrzegać świat jako sieć wzajemnych zależności. Zamiast myśleć, że moc pochodzi z siły, która dominuje nad inną siłą, należy uświadomić sobie, że jeśli chcemy mieć prawdziwą moc, musimy zrozumieć relacje pomiędzy rozmaitymi rzeczami, sytuacjami i ludźmi.

Muzyka pogłębia naszą więź z innymi ludźmi.

Dzięki literaturze przemierzamy ogromne otchłanie czasu i wchodzimy w kontakt z doświadczeniami i punktami widzenia, które w prawdziwym życiu prawdopodobnie nigdy nie stałyby się naszym udziałem. Tak uzyska­na wiedza zapewnia nam dostęp do różnych sposobów angażowania się w świat, ponieważ pozwala wykraczać poza własne życie, głębiej wczuwać się w szeroki strumień ludzkiego doświadczenia i lepiej się do niego odnosić.

Przekonywał [Mencjusz], że — jak na ironię — ograniczają nas właśnie te rzeczy, w których prawdziwość wierzymy, planując sobie życie.

Spontaniczność i kreatywność to nie te wspaniałe wyłomy w życiu, które poza nimi jest zwyczajne i szare. To nieodłączna część tego, jak żyjemy na co dzień; wszystkie chwile mogą być pełne kreatywności i spontaniczności, gdy doświadczamy całego świata jako miejsca otwartego. Osiągamy je nie­ustan­ne, kształtując zdolności do wyobrażania sobie przekraczania naszego doświadczenia.

[…] nie jesteśmy tylko tym, kim jesteśmy: cały czas możemy aktywnie zmieniać się na lepsze.

Michael Puett, Christine Gross-Loh, Ścieżka, przeł. Andrzej Wojtasik,
Wydawnictwo AMBER, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

Jak przeżywasz swoje codzienne życie?
     Dla Konfucjusza wszystko zaczyna się od tego pytania — pytania o rze­czy naj­mniej­sze. I w odróżnieniu od tych wielkich, fundamentalnych kwe­stii, na to pytanie potrafimy odpowiedzieć wszyscy.

Nasze nawyki ograniczają to, co widzimy, odczuwamy, co wiemy i z czym jesteśmy w kontakcie.
     Wszyscy jednak możemy stać się bardziej świadomi naszej skłonności do ograniczania siebie. Widzenie świata oczami kogoś innego pomaga nam wy­zwo­lić się i doświadczyć w bogatszy sposób nawet najbardziej przy­ziem­nych — z pozoru — aspektów świata.

Mencjusz chciał, aby ludzie poczuli dobro „w trzewiach”, wtedy zrozumieją, jak stać się dobrym. Jak to jest „być dobrym” w kategoriach fizycznych odczuć? Co robimy w swoim codziennym życiu, aby to poczuć?

Problemem nie jest po prostu to, że mamy swój punkt widzenia. Ostatecznie ryby, ptaki i jelenie też jakiś mają. Problem powstaje wtedy, gdy za­kła­da­my, że nasz punkt widzenia jest uniwersalny, i zamykamy umysły. Stwa­rza­my sztywne rozróżnienia i nadmiernie stabilne kategorie i wartości.

Xunzi prosi nas, abyśmy zastanowili się, czy żylibyśmy inaczej, gdybyśmy rozumieli, jak wiele z otaczającego nas świata jest w istocie naszym wy­two­rem. Jeśli sami stworzyliśmy świat, którego doświadczamy, nie po­win­ni­śmy pytać siebie, jak odnaleźć w nim swoje miejsce. Powinniśmy pytać, czy dobrze go zbudowaliśmy.

W najbardziej współczesnej interpretacji prawdę musimy odkryć w sobie samych.

(tamże)

4047. Perełka (III)

Jeśli ziścicie to, co w was jest,
wtedy to, co w was jest, ocali was
.

Elaine Pagels, Ewangelie gnostyckie, przeł. Iwona Szuwalska, [w:]
Peter A. Levine, Uleczyć traumę, przeł. Zenon Mazurczak,
Czarna Owca, Warszawa 2015.


fot. Saxifraga, fragment.

*

Trzy pełne dni — perełki wrażeń nanizane na czas. Pławiłam się w zachwycie, za­sta­na­wia­jąc się, jak te cenne drobiazgi za­trzy­mać na blogu. Padłam ze zmęczenia zaraz po niedzielnym powrocie do ula. Perełki sprawiły, że pytanie: co mnie dzisiaj spot­ka? w środku nocy zamieniłam na: co mnie dziś zachwyci?

Nie zachwycił mnie poniedziałek. To, co mnie spotkało, jeszcze trzy dni temu nie zmieściłoby się w mojej głowie. Uczę się na nowo słowa „biznes” — business as usuallevel hard: biznes jak zwykle, czyli po polsku — nie zachwyciło mnie to, ale spotkało.

Pamiętasz to uczucie, gdy byłaś nie dość ważna? Demony przeszłości rozsiadły się, by pogadać. Jestem lata świetlne od czasu, gdy chodziłam z nimi bezwolnie pod pa­chę. Panowie i panie nie mylmy pojęć, nie mieszajmy światów — na tym skoń­czy­ła się ta demoniczna nasiadówka.

Wróć, proszę samą siebie, wróć do perełek. To, co mnie spotkało, nie jest tak ważne jak perełki. To, co mnie spotkało, jest tylko gruntem pod to, co mnie kiedyś zachwyci.

Wracam. Pozbierałam perełki. Dziki nagietek trzy dni mnie zachwycał — niczym diament czekał na oprawę — a teraz pojedynczy jego kwiat mnie leczy. Leczy pięknie, bo uparty.

4046. Zielnik (XVIII)  // Perełka (II)

W piątek, w drodze do Małego Nowego Jorku odebrałam zamówione dzikie nagietki zatrzymane w pikselu. Tak pięknie zaczął się weekend.


fot. Saxifraga, fragment.

Profesora Saxifraga:
Dziki Nagietek
[kwitnie na Sycylii w lutym–marcu]

sobota, listopada 28, 2020

4045. 333/366  // Perełka (I)

jest miłość, która nie życzy sobie nazywania swej natury po imieniu. nie daje się zamknąć w słowach, nie reflektuje na żadne deklaracje — po prostu jest.

są ludzie, z którymi spotkania karmią nią moją duszę.

333/366


Tove Jansson, Muminki, Wielki słownik obrazkowy, polsko-angielski, HarperCollins Polska, Warszawa 2019.

czwartek, listopada 26, 2020

4044. 331/366

ale kwiatki! — to o sytuacji,
ale ziółko! — to o człowieku.

cebulkę wykop, nie przesadzaj!
i niech nie zmyli cię botaniczna metafora.

331/366


fot. Jacek Jopowicz, fragment,
[dostęp: 26.11.2020], źródło.

środa, listopada 25, 2020

4043. 330/366

schody. ich wieloznaczn
ość, wielorzeczywistość.
pokochać od zaraz.

330/366

4042. Strajkowe czytanie (V)

Dawno, dawno temu, trudno w to uwierzyć, ale troll to była fantastyczna istota wy­stę­pu­jąca w baśniach skandynawskich. Globalizacja pomieszała ludziom pojęcia i wartości, wskutek czego trolle (pasione na internetowej pożywce) to stabilny ele­ment skła­dowy rze­czy­wi­stości XXI wieku, w której liczby i fakty mylą się niektórym na­mięt­nie z opiniami i życzeniami.

Trzecia część Muminków — sprawdziłam, napisana w 1948 roku — jest prorocza! Przewidziała osobliwe postacie w polskiej polityce, przewidziała też… Strajk Kobiet:

     — Idź sobie, faskudny dziadu! – powiedziała Topcia.

     — Prawo pozostaje prawem – powiedział Migotek uroczyście. – Musicie być rzeczowi! Szczególnie biorąc pod uwagę, że Topik i Topcia nie widzą żadnej różnicy między tym, co słuszne, a co niesłuszne. Urodzili się już tacy i nic na to nie poradzą. Panie prokuratorze, co pan ma do powiedzenia?

Coś ty zrobił, że te miłe Hatifnatki stały się takie wojownicze?

Czytanie Muminków na „dorosło” bawi mnie bardzo. Z niebywałą łatwością (co chwi­lę! pra­wie w każ­dej sce­nie) odnajduję w sobie Włóczykija i Piżmowca. W kwes­tii myślników i zawieszek mam upierdliwą naturę Paszczaka. I zachwycam się, że wo­kół mnie tyle Czarodziejów. Uśmiecham się mało skromnie — też nim czasem bywam.

Kiedy Piżmowiec dał już wyraz swej zadziwiającej mądrości życiowej, wycofał się na swój hamak, aby powrócić do lektury dzieła „O nie­po­trzeb­ności wszystkiego”.

     — Ta Buka chce im odebrać kuferek — powiedział Paszczak.
     — Co za potwór! — oburzyła się Mama Muminka. — Odebrać im jedyną rzecz, jaką posiadają!
     — Tak, to prawda – przyznał Paszczak. — Ale jest coś, co komplikuje całą sprawę. Wygląda na to, że jest to kuferek Buki.
     — Hm… — zastanowiła się przez chwilę Mama Muminka. — To rzeczy­wiś­cie pogarsza sprawę.

Wszczęto gorączkowe poszukiwania. Tylko Piżmowiec odmówił udziału w nich.
     — Ze wszystkich niepotrzebnych rzeczy — powiedział — torebki są najbardziej niepotrzebne. Zastanówcie się tylko. Czas płynie i dni mijają zupełnie tak samo, niezależnie od tego, czy Mama Muminka ma torebkę, czy nie.
     — To jest ogromna różnica – powiedział Tatuś Muminka. […]
     — Czy dużo rzeczy w niej było? – zapytał Migotek.
     — Nie — odpowiedziała Mama Muminka. – Tylko to, co nagle może się okazać potrzebne.

     — Pytałeś o plany? — odezwał się znów Muminek. — Czy sam masz jakieś?
     — Tak — odparł Włóczykij. — Mam plan. Ale wiesz, jeden z tych samotnych.

     — Nie mogę — odpowiedział Czarodziej z żalem. — Mogę tylko spełniać życzenia innych i sam przemieniać się w różne rzeczy!

     Mama Muminka zawahała się trochę.
     — Czy to mają być rzeczy, które widać — spytała — czy mogą to być myśli i pojęcia, jeśli mnie pan dobrze rozumie?
     — Oczywiście — odpowiedział Czarodziej. — Z rzeczami, ma się rozumieć, sprawa jest łatwiejsza, ale mogą być także myśli i pojęcia.
     — W takim razie pragnęłabym bardzo, żeby Muminek przestał tęsknić za Włóczykijem – rzekła mama.
     — Nie wiedziałem, że to po mnie widać — powiedział, czerwieniąc się, Muminek.
     Ale Czarodziej machnął tylko parę razy połą swego płaszcza, a melancholia wyfrunęła natychmiast z serca Muminka. Tęsknota jego przemieniła się w oczekiwanie, a z tym było mu znacznie lżej.

     — Czy bardzo straszna? – zapytał Paszczak.
     — Mniej więcej jak stąd do drzwi albo nawet jeszcze trochę więcej – odparł Włóczykij. – Jeśli ci to coś mówi, oczywiście.
     — Nie, przeciwnie – odparł Paszczak. – Zacznij opowiadać, to ci powiem, w którym miejscu zacznę się bać.
     […]
     — Czuję, że już niedługo będę się bał – przerwał mu Paszczak. – Opo­wia­daj ostrożniej, proszę cię.

Tove Jansson, W Dolinie Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2013 roku
beznadziejne.

Teraz chłodna jesień wkroczy do Doliny Muminków. Bo ina­czej jakże mogłaby znowu przyjść wiosna?

(tamże)

wtorek, listopada 24, 2020

4041. Ale książka lepsza!

Widziałam zwiastun przysłany przez Kaan. Bez zachwytu — z Dziesiątą Muzą mam niełatwą relację — żadna postać mi nie pasowała, książka lepsza!

Wiadomo, że lepsza, ale dałam się namówić Sadownikowi i obejrzeliśmy. Film jest dobry, ale książka (o tym samym tytule) milion razy lepsza — samo tłumaczenie to maj­ster­sztyk. Na plus należy zaliczyć filmowi, że jest włoski (włączyliśmy sobie na­pi­sy). Nie zająknęłabym się tu na ten temat, ale wyjęłam z filmu piosenkę i muszę ją tu mieć, bo włoska, bo ładna. Ta, też z filmu, łazi za mną z premedytacją, choć wie, że nie jest z mojej bajki.

Laura Pausini, Io sì.

sto qui, sto qui

4040. 329/366

Nie” już mam.
Tu” już byłam.
Co teraz?

329/366

[…] prawdziwe tragedie się zdarzają. Lecz jednocześnie zawsze należy oczekiwać, że coś nas zaskoczy, i uczyć się twórczo wykorzystywać wszystko, co nam się przytrafia.

Michael Puett, Christine Gross-Loh, Ścieżka, przeł. Andrzej Wojtasik, AMBER, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, listopada 23, 2020

4039. Kulisy pracy

Pan Ciasteczko:
(wywołany esemesem z zoomowej narady)
Don’t call me el kotek!

Jabłoń:
(przyznaje, że treść esemesa brzmiała/grzmiała: kotek,
co znaczyło, że Heniutka od godziny patrzy na
zegarek i uskarża się Drzewku, że jej pora na spacer
)
How should I call you?

Sadownik:
My Master!

4038. 328/366

nieść i
     unieść,
gościć i
     ugościć,
wierzyć i
     uwierzyć, ale…

mieć i
     umieć —
jenzyk polski to trudna jenzyk, hyba rze…

umieć, tzn.
     mieć posiądnięte umiejętności.

328/366

4037. Strajkowe czytanie (IV)

Muminki to lektura wywrotowa. Niedługo cały cykl trafi na indeks książek za­ka­zanych, bo Ryjek jest lewakiem i protestował bo domem wodza, wykrzykując:

     — Ach, ten orzeł i jego orzełki! — rozzłościł się Ryjek.

Ryjek był taki zmartwiony i zły, że zapomniał się bać i dopiero w środku lasu przypomniał sobie o strachu.

Muminki to lektura dość dobrze obrazująca jakość polskiej polityki, gdzie o ko­bie­tach debatują mężczyźni w spodniach i sukienkach. Niestety płaszczaków, błasz­cza­ków i bigotów Paszczaków i Migotków, którzy pouczają, jest zatrzesienie.

[…] dwa razy Paszczak pokłócił się z Migotkiem na temat czegoś, na czym żaden z nich dokładnie się nie znał (twierdzili, że dyskutują, ale wyglądało to raczej na kłótnię).

A może to wszystko to tylko luźne skojarzenia uzależnionej od publicystyki na od­wy­ku trzeci tydzień. Umówmy się jednak — jak strajkowe czytanie, to strajkowe. Medium społeczne, niewzruszone, wciąż proponuje mi strony sympatyków PiSu – algorytmy zgłupiały albo mają wciąż problem z prawidłowym przetwarzaniem słowa: wypierdalać!

     — Czy dobrze pamiętacie, że to wszystko robicie na własne ryzyko? — spytał Ryjek.
     — Jasna rzecz — odparł Muminek. — Wiemy o tym. Możesz być całkiem spokojny.

     — Robisz to na własne ryzyko — zawołał za nim Ryjek. — Nigdy nie wiadomo, co tam można zobaczyć w głębi!

     Piżmowiec prychnął.
     — Pani nie wie, o czym ja mówię — rzekł. — Nie czuła pani ostatnio czegoś dziwnego w powietrzu? Nie ma pani jakichś przeczuć? Nie łazi pani czasami coś po plecach?

     — Dłuższe kroki! — pouczał. — I spokojnie. Nic nie trzeba myśleć. Tylko wyczuwać!

     — Co z wami?
     — Ja chyba jestem tutaj — odparł najmniejszy cień. — O ile to jestem ja, a nie jakiś nieszczęsny śmieć przygnany wiatrem. MÓWIŁEM, że wszystko to robicie na własne ryzyko!

     — Jak tu pięknie! Pięknie i okropnie zarazem — rzekł Włóczykij. — I ta świadomość, że nikt tu nigdy nie był przed nami…

     — Wyglądają na zbyt nowe – rzekł Włóczykij z niepokojem. – Nie ma starszych?
     — To są chyba najstarsze spodnie, jakie mam — wyjaśniła starowinka. — Na pewno jutro zrobią się jeszcze starsze — dodała zachęcająco, patrząc na Włóczykija znad okularów.
     — No dobrze — rzekł się Włóczykij. — Pójdę za dom i przymierzę je. Ciekaw jestem, czy mają mój kształt. — I wyszedł do ogrodu.

     — Wiem. Wszystko staje się trudne, kiedy się chce posiadać różne rzeczy, nosić je ze sobą i mieć je na własność. A ja tylko patrzę na nie, a odchodząc, staram się zachować je w pamięci. I w ten sposób unikam noszenia walizek, bo to wcale nie należy do przyjemności.
     — Ale ja je mogłem trzymać w plecaku – odezwał się Ryjek ponurym gło­sem. – Co innego jest patrzeć na rzeczy, a co innego dotykać ich i wie­dzieć, że są moje.

     — Zwiewa nas w stronę domu! — krzyknął Muminek. — Całe szczęście, że wiatr wieje w dobrym kierunku!

     — Czy możesz zorganizować nam tę przeprowadzkę?
     […]
     — Spróbuję — odparł poważnie. — Ale wpierw musicie mi dać zeszyt w krat­kę albo w linie, pióro, calówkę i plan groty z lotu ptaka, ze wszyst­kimi wymiarami dokładnie oznaczonymi. Potrzebuję też spisu wszys­tkich waszych rzeczy. Narysujcie trzy gwiazdki przy tych rzeczach, na których najbardziej wam zależy, dwie przy tych, o które tylko trochę dbacie, i jedną gwiazdkę przy tych, bez których możecie się obyć.

Tuż przed północą cyklon stracił rozpęd i zaplątał się sam w sobie.

Tove Jansson, Kometa nad Doliną Muminków, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2014 roku
beznadziejne.

niedziela, listopada 22, 2020

4036. Syzyf i Syzyfka**

Jabłoń:
Wiesz, co jest dla mnie
najtrudniejsze w tej chorobie?

Sadownik:
Co?

Jabłoń:
Wszystko trzeba robić małymi porcjami,
a rezultatu nie ma zaraz*.

Sadownik:
No to pierwszy raz w życiu
się odchudzasz.

I wiesz już, jak to jest…

____________
  * za chwilę, jutro, za tydzień, za miesiąc czy za pół roku.
  ** w jednym stali domu.

4035. 327/366

pracuj z tym, co jest. pracuj tam, gdzie jesteś. trzecia pięć nad ranem to może być pęczek pięknych chwil, odkryłam.

327/366

Po kilku minutach, które wydawały się wiecznością do jakiejś tam potęgi, zapanowała głucha cisza. Nasłuchiwali dobrą chwilę, ale na dworze rzeczywiście było cicho.

*

     — Boję się! — zawołała Panna Migotka. — Trzymaj mnie za łapkę!…

Tove Jansson, Kometa nad Doliną Muminków, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.

4034. Strajkowe czytanie (III)

Gdy Ministerstwo Kultu (dawniej Kultury) postanowiło pandemicznie wspomóc arty­stów, pomijając Artystów i Teatry, napatoczyłam się na przepiękny cytat z Mu­min­ków. Dwa dni trwało odnalezienie go w odmętach medium społeczno­ścio­we­go i mam! Zgrzytnęłam i by go tu mieć, musiałam ukryć błędy (przykryte czerwonymi trójkątami), bo są takie błędy, których nie toleruję, szczególnie gdy robią je ludzie czy­ta­ją­cy książki bardziej niż mniej.


[dostęp: 21.11.2020], źródło.

Gdy natknęłam się na ten cytat, zapragnęłam wrócić do Muminków, do wszy­s­tkich części cyklu (w tle ilustracji powyżej: grafika z pierwszej części). Powrót jest (bo trwa) cudowny i zabawny. Z pierwszej części dowiedziałam się, że każda porządna mama — do takich należy z pewnością Mama Muminka — powinna mieć w toreb­ce… korkociąg. W tej części zwierzaczek jeszcze nie ma imienia i nie ma­ru­dzi, i nie grozi.

W ciemności, jak wiesz, wszystko wygląda groźniej.

Poszli więc dalej, zapuszczając się coraz głębiej w ciszę i ciemność.

     — Dokąd poszedł? — zapytała Mama Muminka. — Mówił coś specjalnego? Gdzie może teraz być? Jak się czuł?

Cały dzień szli przez ukwiecony krajobraz, który Muminek byłby chętnie zbadał na własną rękę, ale Mamie spieszyło się i nie pozwoliła mu się zatrzymywać.

     — Ciekawe, co on zgubił, bo wydaje się jeszcze bardziej zły niż Paszczak.
     — Bezczelny dzieciaku — rzekł marabut, który miał dobry słuch. — Gdybyś miał kilkaset lat i zgubił okulary, też byłbyś niezbyt zadowolony
.

I mieszkali potem w tej dolinie przez całe życie, nie licząc kilku wyjazdów potrzebnych im dla odmiany.

Tove Jansson, Małe trolle i duża powódź, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.


okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2013 roku
beznadziejne.

sobota, listopada 21, 2020

4033. 326/366

     — usłysz swoje ciało. uznaj jego potrzeby.
     — na to nigdy nie jest za późno — dodał rezolutnie bury listopadowy poranek.

326/366

Margaret, Gaja Hornby.

dziś wiem, kogo mam słuchać — siebie
bo wiem, że o innych nic nie wiem

[…]
to nie pora, by w siebie wątpić
to moja plansza i pionki

wiem sama, czego chcę i nic nie muszę

piątek, listopada 20, 2020

4032. 325/366

nie wszystko mogę zmienić. tak naprawdę mogę zmienić mniej niż niewiele. ale wszystko zmienia się, gdy dostrzegam inną perspektywę.

325/366

4031. Strajkowe czytanie (II)

Na moim wirtualnym stosiku, sprawdziłam, od pięciu lat bez trzech tygodni. Za­ku­pi­łam w nag­łym przypływie optymizmu, że jestem dobrą kandydatką na czytel­nicz­kę tej książki. Fala przypływu ustąpiła, minęło dużo czasu i… wydarzył się Strajk Ko­biet i… trans­parenty. O jednym z nich tydzień temu z małym okładem wspo­mnia­ła Gepardzica i Drzewko przyznało się, że nie rozumie, bo nie czytała. Nie czy­ta­ła, bo nie opuszczał jej strach, że intelektualnie nie podoła.


fot. Malwina Kozłowska, fragment,
[dostęp: 14.11.2020], źródło.

I co z tego, że to lektura w szkole średniej, a Drzewko wiekowe, z dość rozbudowaną edukacyjnie tabliczką znamionową? Nic z tego, naprawdę nic! Wyniki mojej matury są od dziesięciu lat pełnoletnie i choć zacne, to pamięć (1), że tylko dwóm lekturom dałam radę w życiu od początku do końca, ale za to ze zrozu­mie­niem i zachwytem (LatarnikKa­mi­zelka) oraz pamięć (2) smaku obez­wład­nia­ją­ce­go strachu, że język polski prze­kreś­li moje, nie najgorzej zapowiadające się, studenckie życie, są cał­kiem świe­że, jak­by to było wczoraj.

Gepardzica i Smoku kibicowali. Biały Kruk podesłał pięknie czytanego przez Hen­ry­ka Boukołowskiego audiobuka. Cztery nieudane podejścia do słuchania pierwszego rozdziału zrobiłam. Wróciłam do ibuka. Słuchanie zadziałało dopiero, gdy wkrę­ci­łam się w tę rewelacyjną historię. Przeżyć życie bez spotkania z mistrzem i Mał­go­rza­tą? Lepiej nie! Mistrzu, Małgorzato, pierwszy w mym życiu audiobuk za mną, dzięki wam i w waszym towarzystwie. Dałam radę nie tylko intelektualnie, ale rów­nież kardiologicznie i emocjonalnie. Majstersztyk, nie powieść! Dziś w rozmowie z Gepardzicą ustaliłyśmy, że to nie książka-prorok, tylko książka-diagnoza — nie­by­wa­le aktualna w XXI wieku.

Annuszka już kupiła olej słonecznikowy, i nie dość, że kupiła, ale już go nawet rozlała.

Przemykające obok werandy koty przybrały już poranny wygląd. Na poetę nieubłaganie zwalał się dzień.

     — Kochaneczku, to nonsens!
     — Co nonsens?
     — Druga świeżość to nonsens! Świeżość bywa tylko jedna — pierwsza i tym samym ostatnia. A skoro jesiotr jest drugiej świeżości, to oznacza to po prostu, że jest zepsuty
.

No a czary, jak wiadomo, skoro raz się zaczną, to nic ich już nie powstrzyma.

[…] co ludzie mogą podrzucić?
     — Dziecko! — krzyknął ktoś z sali.
     — Absolutnie słusznie — potwierdził konferansjer — dziecko, anonim, ulotkę, maszynę piekielną, diabli wiedzą co jeszcze, ale czterysta dolarów nigdy w życiu nikt nie podrzuci, takiego kretyna nie ma na świecie
.

To fakt. A fakty to najbardziej uparta rzecz pod słońcem. Nas jednak interesuje to, co będzie dalej, a nie ów dokonany już fakt.

     — […] podejrzewam jednak nie bez podstaw, że ten ból w kolanie to pa­miąt­ka po pewnej czarującej wiedźmie, z którą zawarłem bliższą zna­jo­mość w roku 1571 w Brockenhill, na Diabelskiej Katedrze.
     — Ach, czyż to możliwe? — zawołała Małgorzata.
     — Głupstwo! Za trzysta lat przejdzie
!

     — Nie zdarza się, powiada pan? — powiedział Woland. — To prawda. Ale my jednak spróbujemy. – I zawołał: – Azazello!

     — […] Czy to pan jest tym kotem, który wsiadał do tramwaju?
     — Ja – przytaknął kot, który czuł się pochlebiony, i dodał: – Miło mi słyszeć, że się pan tak uprzejmie zwraca do kota. Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów „ty”, choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu
.

     — […] Dobrze, dobrze, mogę milczeć! Będę milczącą halucynacją. — I zamilkł.

Mniej więcej o północy sen użalił się wreszcie nad procuratorem. […] zdjął sandały i wyciągnął się. Banga natychmiast wskoczył na pościel i położył się obok, jego pysk znalazł się przy głowie procuratora, który położył dłoń na karku psa i wreszcie zamknął oczy. Dopiero wtedy zasnął i pies.

     — Mówimy, jak zawsze, różnymi językami — powiedział Woland. — Ale rzeczy, o których mówimy, nie ulegają od tego zmianie, prawda?

To, co powiedziałeś, powiedziałeś w sposób zdający się świadczyć, że nie uznajesz cieni ani zła. Bądź tak uprzejmy i spróbuj przemyśleć następujący problem — na co by się zdało twoje dobro, gdyby nie istniało zło i jak by wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie? Przecież cienie rzucają przedmioty i ludzie. Oto cień mojej szpady. Ale są również cienie drzew i cienie istot żywych. A może chcesz złupić całą kulę ziemską, usuwając z jej powierzchni wszystkie drzewa i wszystko, co żyje, ponieważ masz taką fantazję, żeby się napawać niezmąconą światłością? Jesteś głupi.

     —  Niechcący powiedziałeś teraz prawdę — powiedziała — diabli wiedzą, co to ma znaczyć, i diabli, wierz mi, wszystko załatwią! […]
     — A wiesz, że rzeczywiście jesteś teraz podobna do wiedźmy.
     — Wcale nie przeczę — odpowiedziała Małgorzata — jestem wiedźmą i bardzo się z tego cieszę
.

Czy po to, żeby uważać się za żyjącego, trzeba koniecznie siedzieć w suterenie, w jednej koszuli i szpitalnych kalesonach? To śmieszne!…

     —  Płoń, płoń, dotychczasowe życie!
     — Spłoń, cierpienie! — wołała Małgorzata
.

Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata,
przeł. Irena Lewandowska, Witold Dąbrowski,
Agora, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

     — To zupełnie proste! — odparł. — Ci, którzy są otrzaskani z piątym wy­miarem, bez trudu mogą powiększyć lokal do potrzebnych rozmiarów. Po­wiem więcej, łaskawa pani — do czort wie jakich rozmiarów! Zdarzało mi się zresztą — paplał dalej Korowiow — spotykać ludzi, którzy nie tylko nie mieli zielonego pojęcia o piątym wymiarze, ale w ogóle o niczym nie mieli zielonego pojęcia, niemniej dokonywali najprawdziwszych cudów, jeśli chodzi o powiększenie swoich mieszkań.

     — Taki jeden krytyk… Dziś wieczorem zdemolowałam mu całe mieszkanie.
     — Proszę, proszę! A czemuż to
?…

(tamże)

4030.

mały rytuał. małe, tak drobne działanie, by z zaufaniem do życia i ciekawością…

dzisiejsza poranna kawa i… spotkanie z potencjałem tych — zapierających mi dech w piersiach — słów:

Zazwyczaj myślimy, że rytuał to coś, co mówi nam, co robić, a nie coś, co może nas przeobrazić.

Michael Puett, Christine Gross-Loh, Ścieżka, przeł. Andrzej Wojtasik,
Wydawnictwo AMBER, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

czwartek, listopada 19, 2020

4029. U Orzeszka i Białego Kruka (LXXIV)

Biały Kruk:
(napisał i zdjątko przysłał)
Ciężko…       
        …idzie…


[zima 2020/21 trwa]

4028. 324/366

pod spód księżniczki zajrzałam. a tam:
potrzeba uznania własnego doś­wiad­cze­nia.

potrzebuję uznać jego praw­dzi­wość —
nie przewidziało mi się ani trochę.

324/366

4027. Przez czas (II)

Długo czytałam i długo zastanawiałam się, czy zająknę się na temat tej książki. Bo to książka naj­intymiejsza z tych, jakie kiedykolwiek czytałam. Jest o tym, o czym z nikim nie rozmawiam, bo naprawdę nie ma o czym gadać.

Bo to nie książka, tylko zaproszenie.

Świadomość nie jest tym samym co myślenie. Ona przekracza myślenie, mimo że korzysta z niego, uznając jego wagę i możliwości. Świadomość przypomina raczej naczynie, które utrzymuje i zawiera myślenie, dzięki czemu możemy dostrzec i zrozumieć, że nasze myśli są tylko myślami, zamiast wplątywać się w nie, jakby były czymś rzeczywistym.

Pamiętaj, że odcinek długości jednego centymetra zawiera tak samo nie­skoń­czo­ną liczbę punktów jak odcinek sześciocentymetrowy. Ile zatem jest chwil w piętnastu minutach, ile w pięciu, ile w dziesięciu, ile w czterdziestu pięciu? Jak widać, jeśli w ogóle chcemy uświadomić sobie płynące chwile, to mamy sporo czasu.

Na dłuższą metę, poza wewnętrzną przemianą nie ma żadnej innej sku­tecz­nej metody uwolnienia się od siebie.

Zawsze coś jest nie w porządku. Dlaczego więc nie puścić tego i nie przy­znać, że wszędzie, gdzie jesteś, możesz czuć się dobrze?

[…] to, co wydaje się dziać w tej chwili, nigdy nie jest pełną prawdą o tym, co się naprawdę dzieje. […]
     Wzajemne powiązanie jest podstawową zasadą natury. Nic nie jest od­dzie­lo­ne. Każde zdarzenie wiąże się z innymi. Rzeczy bezustannie roz­wi­ja­ją się na różnych poziomach.

Liczy się wewnętrzne doświadczenie. A żeby móc go doznać, musisz być obecny. Reszta to tylko myślenie.

Nie może istnieć żaden jeden jedyny sposób bycia, jeden jedyny sposób pra­kty­ko­wa­nia, jeden jedyny sposób kochania, jeden jedyny sposób roz­wi­ja­nia się czy uzdrawiania, jeden jedyny sposób życia czy odczuwania, jedna je­dy­na rzecz, którą trzeba poznać albo wiedzieć. Szczegóły mają znaczenie.

Słowa, jak zwykle, są tylko drogowskazami.

Dociekliwość nie oznacza szukania odpowiedzi, szczególnie odpowiedzi łat­wych i powierzchownych. Oznacza zapytywanie bez oczekiwania odpo­wie­dzi, samo zgłębianie pytania, noszenie go ze sobą, pozwolenie, by się fil­tro­wa­ło, wrzało, gotowało, dojrzewało, wnikało w świadomość i wy­do­by­wa­ło się z niej […].

Co jest nie w porządku? Co jest korzeniem tego problemu? Jakie są jego oznaki? Z czym on jest związany? Co byłoby szczęśliwym rozwiązaniem? Zapytywanie, zapytywanie, ciągłe zapytywanie.

Ostatecznie gotowość do krzywdzenia lub ranienia powstaje z lęku. Aby pra­kty­ko­wać niekrzywdzenie, trzeba ujrzeć własne lęki, zrozumieć je i za­akcep­tować. Akceptacja lęków oznacza, że przyjmujesz za nie odpo­wie­dzial­ność. Przyjęcie odpo­wie­dzial­ności oznacza, że nie pozwalasz, by lęk cał­ko­wi­cie zdominował twoje widzenie świata.

Jon Kabat-Zinn, Gdziekolwiek jesteś, bądź,
przeł. Henryk Smagacz, Czarna Owca, Warszawa 2014.

Koncepcja duchowości może zawęzić nasze myślenie, zamiast je poszerzyć. Zbyt często pewne rzeczy uważamy za duchowe, a inne odrzucamy. Czy nauka jest duchowa? Czy bycie matką lub ojcem jest duchowe? Czy psy są duchowe? Czy ciało jest duchowe? Czy umysł jest duchowy? A narodziny dziecka? A jedzenie? A malowanie, muzykowanie, spacer albo patrzenie na kwiat? Czy oddychanie jest duchowe, albo wspinanie się na górę? Oczywiście wszystko zależy od twojego podejścia, od stanu twojej świadomości.

Być może najbardziej „duchowa” rzecz, jaką każdy z nas mo­że robić, to po prostu patrzeć własnymi oczami, do­strze­gać całość, postępować uczciwie i z dobrocią.

(tamże)

4026. Przez czas (I)

Dawno, dawno temu… Kaan. Nie tak dawno… . Zainspirowana, drugi miesiąc zgodnie z maksymą śpiewać każdy może — chciałabym powiedzieć każdego dnia — nie każdego dnia gryzdolę na temat, przy którym przystaję, by poczuć, by ustać, by zrozumieć, co się we mnie dzieje.

Dawno, dawno temu… zaczęłam czytać książkę. To jedyna książka w moim życiu, którą czytałam czasem po jednym akapicie, czasem po jednym zdaniu. Odkładałam, gdy tylko natknęłam się na coś, co wymagało sprawdzenia w praktyce, bądź wpra­wia­ło mnie w osłupienie, które potrzebowało zamieszkać we mnie.

Skończyłam tę książkę wczoraj. Wybrałam cytaty z uwierającą mnie świadomością, że wybierała je ta, która te książkę skończyła. Gdybym książkę miała „w papierzu”, byłaby wyklejona półprzezroczystymi znacznikami lub prawie w całości pogry­zdo­lo­na markerem. Wróciłam do początku, by zobaczyć, co zaznaczyła ta, która tę książkę zaczęła czytać.

Dawno, dawno temu… to wpis o dwóch bardzo intymnych przygodach, w które wyruszyłam… tak dawno temu.

[…] [nie] musimy być ofiarami potężnych sił działających w naszym życiu. Możemy nauczyć się pracować z nimi, rozumieć je, znajdować w nich zna­cze­nie, dokonywać świadomego wyboru i używać ich energii, by roz­wi­jać si­łę, mądrość i współczucie.

[…] zgódź się w umyśle i sercu, by ta chwila była właśnie taką, jaką jest, i pozwól sobie być właśnie takim, jakim jesteś. Potem, gdy będziesz gotowy, idź tam, gdzie ci serce wskazuje, z uwagą i zdecydowaniem.

Uczniu, powiedz mi, czym jest Bóg?
On jest oddechem w oddechu
.

// Kabir

Jeden z praktycznych sposobów budzenia się polega na patrzeniu na innych ludzi i pytaniu siebie, czy naprawdę widzisz ich, czy tylko swoje myśli o nich. Czasami nasze myśli działają jak okulary, przez które widzi się tylko sen.

Pełnia życia malowana jest zamaszystymi uderzeniami pędzla. Do zro­zu­mie­nia i mądrości można dojść wieloma ścieżkami. Każdy z nas staje wobec innych potrzeb i dla każdego co innego jest warte zachodu w życiu. Każdy musi wytyczyć własny szlak, który będzie odpowiadał temu, do czego jest gotowy.

Jon Kabat-Zinn, Gdziekolwiek jesteś, bądź,
przeł. Henryk Smagacz, Czarna Owca, Warszawa 2014.