niedziela, lipca 18, 2021

4314. 199/365  //  na gigancie, dzień 22.

strach — pomyślałam nad ranem — może skutecznie odciąć mnie od życia. po co mu na to pozwalać?

zaufanie z samego rana życiu zrodziło dobry dzień, a dobry dzień przy­pro­wa­dził ze sobą wdzięczność.

199/365

[suplement pikselowy: 29.07.2021]

piątek, lipca 16, 2021

4312. 197/365  //  na gigancie, dzień 20.

jeszcze nie. nie zaczęłam odliczać dni do końca. ale zauważyłam dziś, że każdy napotkany pies zachwyca mnie ogromnie, pro­por­cjo­nal­nie do tęsknoty za moim stadem.

197/365

czwartek, lipca 15, 2021

4311. 196/365  //  na gigancie, dzień 19.

zwierzę totemiczne. w słoneczne dni zawsze o tej samej porze przysiada na fioletowym zielsku. zna się na zegarku?

196/365

Profesora Saxifraga:
Rusałka pokrzywnik,
Rusałka pawik

Jabłoń:
(nauczona w dzieciństwie przez Orzeszka
zachwytu nad żółtym żywym cudem
)
Latolistek cytrynek

wtorek, lipca 13, 2021

4309. 194/365

nie czytam. nie piszę. a wciąż żyję*.

194/365

______
  * zwą to żałobą?

*

     — Co to w ogóle jest?! Co to, kurwa, jest?! – krzyczała moja przyjaciółka.
     To jest życie, i tyle. Życie toczy się dalej, mimo wszystko. Paskudne życie. Nie­spra­wiedli­we życie. Życie, z którym trze­ba się mierzyć. Z którym ja muszę się zmierzyć. Bo jeśli ja te­go nie zrobię, to kto?

Sigrid Nunez, Pełnia miłości, przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2020.

4308. na gigancie, dzień 17.

czwartek, lipca 08, 2021

4303. na gigancie, dzień 12.

4302. U Białego Kruka (LXXXI)

Biały Kruk:
(zdjątko, łamiące serce Drzewku, przysłał)

I wcale nie widzę jakiejś znaczącej przewagi człowieka nad psem czy kotem, jeśli chodzi o go­to­wość czy zrozumienie tego, czym jest odejście bliskiej osoby. To tylko nasza stad­na arogancja. Naprawdę rozumiemy to bar­dziej niż pies?
// Kaan

środa, lipca 07, 2021

4301. na gigancie, dzień 11.

4300. Wczoraj i… 188/365 (dziś)

Szczególne były też Jej [Orzeszka] kontakty z domowymi zwierzętami. Wyczu­wa­ły jakoś jej dobroć, mimo że nie była wylewna w jej okazywaniu. Zwłaszcza kotka, która tylko u niej w nogach łóżka układała się na noc, a suczka Saba była jej nieodłączną asystentką, zwłaszcza po powrocie ze szpitala — nie odstępowała Jej na krok [przez ponad trzy lata]. […] Widzę, jak zwierzaki są zdez­o­rien­to­wa­ne i czekają na nią.
// Biały Kruk


fot. Gepardzica.

Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma.

[…]

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.

Wisława Szymborska, Kot w pustym mieszkaniu.

*

możesz nie iść na urodziny, imieniny, wesele. jeśli jednak ktoś cię zaprasza na stypę, to musisz wiedzieć, że twoja obec­ność na niej pomoże utrzymać się na powierzchni życia, które warto żyć. wiem to od wczoraj, czując ogromną wdzięczność.

188/365

sobota, lipca 03, 2021

4297. na gigancie, dzień 7.

4296. 184/365

miała w sobie coś z dzikiego, pięknego ptaka. nie było łatwo być jej córką. jest przywilejem wciąż nią być i czuć w sobie moc tego wspaniałego skrzydlatego zwierzęcia.

184/365


fot. Małgorzata Witta, fragment,
[dostęp: 3.07.2021], źródło.

piątek, lipca 02, 2021

4295. 183/365

dziś, dokładnie 35 lat temu, odeszła Jego
Mama. dziś odeszła Miłość Jego Życia.
od dziś jestem półsierotą.

183/365

Nasza prawdziwa natura nie zna początku ani końca, na­ro­dzin ani śmierci. […]  jeśli ktoś bliski właśnie zmarł, poszukaj jej lub jego w nowym przejawie. To niemożliwe, by ta osoba umarła. Pod wieloma względami jej istnienie trwa nadal. Uży­wa­jąc oczu mądrości, możesz rozpoznać ją wokół siebie i w sobie.

Hanh Thich Nhat, Lęk. Co warto wiedzieć, by
przetrwać burzę
, przeł. Jolanta Kozak i Mariusz Orski,
Czarna Owca, Warszawa 2021.

czwartek, lipca 01, 2021

4294. 182/365  //  na gigancie, dzień 5.

skontrum dzisiejszego chwilozbioru. międzynarodowy dzień psa, a pies u babci. Sadownik w ulu nie tęskni za psem, drzew­ko na gigancie tęskni odrobinkę.

182/365

środa, czerwca 30, 2021

4293. 181/365  //  na gigancie, dzień 4.

panowie długonodzy, smukli, zwinni. przesiadują na płytkach w naszej damskiej łazience godzinami. pan-komar* tu, pan-ko­mar* tam.

181/365

_________
  *  [errata 7.08.2026] to nie komar, to koziułka warzywna, patrz poniżej.

[suplement 7.08.2026]
Chciałem napić się kawy. Żeby wytłumaczyć bar­ma­no­wi, cze­go dokładnie potrzebuję, nie musiałem zastanawiać się, w ja­kim języku – mniej lub bar­dziej podobnym do chor­wac­kie­go – mam się do niego odezwać. Wystar­czy­ło jedno słowo […]   — „espresso”.
     […]  Siedząc przy stoliku, zastanawiałem się nad tym pro­stym cudem, do którego nie potrzeba było żadnego Zamen­ho­fa. Rozmyślania przerwał mi duży, niezgrabny owad przy­po­mi­na­ją­cy gigantycznego komara, który wleciał pod kawiar­nia­ne parasole. „Koziułka warzywna” — wypowie­dzia­łem w myślach jego nazwę. Owad zawadził o krawędź są­sied­nie­go stolika i spadł na ziemię. „Koziułka warzywna” — powtó­rzy­łem, tym razem szep­tem. Zrobiłem to, ponieważ miałem powód do samozadowolenia – wie­dzia­łem, że nie­wie­lu ludzi zna tę nazwę. Na przykład barman, który wyszedł przed chwi­lą na papierosa i stał teraz około dwóch metrów od peł­zną­cej po asfaltowej nawierzchni koziułki – on na pewno jej nie znał. Ale gdy tylko tak pomyślałem, uprzytomniłem sobie, że w jego języku koziułka nazywa się z pewnością inaczej. Nawet gdyby okazało się, że potrafi ją nazwać — choć szansa na to była naprawdę niewielka – nie rozmawiałoby nam się o niej tak łatwo jak o kawie espresso.

Krzysztof Środa, Rzeczy zdarzające się w podróży,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025.
(wyróżnienie własne tożsamości owada)

sobota, czerwca 26, 2021

środa, czerwca 23, 2021

4287. Czytane przed gigantem (III)

Czekała i czekała. Lata całe czekała. Wróciłam do niej, bo miałam wobec niej plany, i po­łknę­łam całą obrazkową historię.

Przypomniało mi się, że zachwycił mnie jeden panel z tej opowieści graficznej, chwi­lę po tym, gdy znalazła się w ulu pięć lat temu. Niech nie zmylą Was ob­raz­ko­we cy­ta­ty! To zde­cy­do­wa­nie książka dla dorosłych, a ostatnia część dla za­twar­dzia­łych szowinistów.

*

*

*

*

*

*

Christophe Blain, Joann Sfar, Sokrates. Półpies,
przeł. Wojciech Birek, Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

4286. Czytane przed gigantem (II)

Duszę mi dźga ta książka od niedzieli wieczorem, gdy ją skończyłam. Uwiera i boli bardzo — tak być powinno!

Wiedziałam, że wyjdzie i… czekałabym na ibuka. Na szczęście zostałam nią obda­ro­wa­na dzień po tym, jak ukazała się w pa­pie­rzu. Moje przeczucia, że to ważna książ­ka, po­twier­dzi­ły się w pełni i z nawiazką. Śmiało mogę napisać: jeśli masz w tym roku prze­czy­tać tylko jedną książkę, na Boga, niech to bę­dzie właśnie ta! Szcze­gól­nie, gdy nie jesteś ani gruba, ani gruby. ta książka otworzy Ci oczy na rzeczy, o któ­rych nie masz pojęcia.

Najważniejsza rzecz, którą zobaczyłam dzięki tej książce, to to, że otyłość, jak ciąża, jest sprawą publiczną. Pozostałam wstrząśnięta tym faktem, nie zmieszana.

I tytuł — pierwsze słowo — majstersztyk! Tylko tym, którzy nie zajrzą do książki, wyda się trywialnie oczywisty. Tym­cza­sem jest on wyjątkowo wielowymiarowy. Narobiłam się, by nie wybrać cytatów, które to rozszyfrowują.

dla ciebie, moje słońce, za pokazanie mi, czego już nie potrzebuję, i za znalezienie drogi do mojego ciepła

*

Mamy tak ograniczone pojęcie kobiecości. Kiedy jesteś bardzo wysoka i szeroka, przy czym tatuaże też, jak sądzę, nie pomagają, nazbyt często prezentujesz się jak „niekobieta”. Kolor skóry też odgrywa tu swoją rolę. Czarnym kobietom rzadko pozwala się na kobiecość.

*

Jestem gruba. Mam metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Zajmuję przestrzeń na niemal wszystkie możliwe sposoby.

*

Tego uczy się większość dziewcząt — że powinnyśmy być szczupłe i drobne. Nie powinnyśmy zajmować przestrzeni. Powinno się nas widzieć, ale nie sły­szeć, a jeśli nas widać, powinnyśmy stanowić widok przy­jem­ny dla męż­czyzn, akceptowalny dla spo­łe­czeń­stwa.

*

Kiedy masz nadwagę, twoje ciało staje się pod wieloma względami sprawą publiczną. […] Ludzie z góry przyjmują pewne wyjaśnienia i rzutują je na twoje ciało; prawda twojego ciała, niezależnie od tego, jakakolwiek by była, wcale ich nie interesuje.

*

Niezależnie jednak od tego, co zrobisz, twoje ciało staje się sprawą pu­blicz­ną, będzie omawiane przez rodzinę, znajomych i obce osoby. Twoje ciało będzie ko­men­to­wa­ne niezależnie od tego, czy przybierzesz ja wadze, czy stracisz, czy też swoją nieakceptowalną wagę zachowasz. Różne osoby będą przedstawiać ci sta­ty­sty­ki i informacje dotyczące zagrożeń zwią­za­nych z oty­ło­ścią, jak gdybyś nie tylko była gruba, ale też nie­wia­ry­god­nie głupia, niczego nie­świa­do­ma, i jakbyś miała złudzenia co do własnego ciała i co do rze­czy­wi­sto­ści, która jest wobec takich ciał żywiołowo wręcz nie­go­ścin­na. Tego rodzaju uwagi przybierają często formę wy­ra­zów troski, jak gdyby ludzie, którzy je wygłaszają, myśleli jedynie o tym, co jest dla ciebie naj­lep­sze. Zapominają, że jesteś osobą. Jesteś swoim ciałem, niczym więcej, a two­je­go ciała powinno być — do cholery — zdecydowanie mniej.

*

Jestem osobą o zdecydowanych poglądach i jako krytyczka kultury dość regularnie daję im wyraz. Jestem pewna swoich opinii i uważam, że mam prawo przedstawiać swój punkt widzenia, bez konieczności przepraszania. Moja pewność siebie zazwyczaj denerwuje osoby, które się ze mną nie zga­dza­ją. Rzadko kiedy dyskusja dotyczy moich poglądów. Podejmowany jest natomiast temat mojej wagi.


fot. Jay Grabiec,
[dostęp: 20.06.2021], źródło.

Moje ciało oferuje mi siłę obecności. Moje ciało jest pełne mocy.

*

Zawsze zastanawiałam się, jak tak naprawdę wygląda proces zdrowienia — na ciele, na duchu. Pociąga mnie wizja, zgodnie z którą umysł czy dusza mogą zrosnąć się tak doskonale jak kość. Że jeśli przez określony czas będą dobrze nastawione, odzyskają pierwotną siłę. Ale gojenie się nie jest aż tak proste. Nic nigdy nie jest tak proste.

*

Nienawidzę tego, że jestem wyjątkowo widoczna a jednocześnie nie­wi­dzial­na. Nienawidzę tego, że nie pasuję do wielu miejsc, w których chcę być. Mam wdrukowane, że gdybym wyglądała inaczej, to wszystko by się zmie­ni­ło. Na logikę dostrzegam błąd w tym rozumowaniu, ale emocjonalnie nie jest tak łatwo dojść z tym do ładu.

*

Zrównywanie szczułej sylwetki z poczuciem własnej wartości jest potężnym kłamstwem.

*

Uważam za niezwykle ważne to, żeby kobiety mogły czuć się dobrze we własnych ciałach, bez potrzeby zmieniania w nich wszystkiego. Jestem (chcę być) przekonana, że moja wartość jako istoty ludzkiej nie wynika z mojego rozmiaru ani wyglądu. Wiem, jako osoba, która dorastała w kul­tu­rze zasadniczo tok­sycz­nej dla kobiet, nieustannie starającej się dys­cy­pli­no­wać kobiece ciała, jak ważny jest opór przeciw nie­do­rzecz­nym stan­dar­dom, określającym, jak powinno wy­glą­dać ciało — moje czy czyjekolwiek.

*

Im jestem starsza, tym lepiej rozumiem, że życie jako takie jest pogonią za pragnieniem.

Roxane Gay, Głód. Pamiętnik (mojego) ciała,
przeł. Anna Dzierzgowska, Cyranka, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

[…] schodki? Jak wiele? Czy mają poręcz? Muszę za­da­wać sobie takie py­ta­nia i w związku z tym do­strze­gam ułamek pytań, jakie muszą sobie za­da­wać osoby z nie­peł­no­spraw­no­ściami, żeby móc wyjść w świat. Po­ka­zu­je mi to, jak wiele rzeczy traktuję jako oczywiste, kiedy nasze ciała nie mają żad­nych ograniczeń.

*

Oto jestem, wreszcie dając sobie prawo i wolność, by być kruchą i przerażająco ludzką. Oto jestem i roz­ko­szu­ję się tą wolnością.

(tamże)

wtorek, czerwca 22, 2021

4285. Czytane przed gigantem (I)

Pierwszą część tego cyklu czytałam jako ostatnią, skończoną książkę na gigancie. Drugą (tę książkę) za­czę­łam jeszcze tam, ale potem porzuciłam. Gdy już w końcu wylądowałam w ulu, wróciłam do niej, nie mogąc się już oderwać. Ryczałam (nie płakałam), czytając, jak bóbr! A beletrystyka na to: widzisz, jak chcesz, to potrafisz. Na koniec okazało się, że… będzie trzeci tom. Będzie trzecia część, będzie!

Czekam więc na szwedzki trzeci tom, a potem na przekład ze szwedzkiego na polski. Trochę będzie tego czekania. Poczekam.

Najgorsze w innych ludziach jest to, że jesteśmy od was uzależnieni. Wasze czyny mają wpływ na nasze życie. Nie tylko tych, których wybieramy i lu­bi­my, ale również pozostałych – idiotów. […] Wy też macie wpływ na na­sze życie, w każdym momencie.

*

Miłości nie da się zmierzyć, ale nie powstrzymuje nas to przed kolejnymi próbami. Jedną z miar może być prze­strzeń: ile dasz jej człowiekowi, którym jesteś, by stać się tym, którym chcesz być?

*

Sport to tylko sport, dopóki ludzie, którzy w dupie mają sam sport, nie dostrzegą, że można coś na nim ugrać. Wtedy zmie­nia się w ekonomię.

*

Życie to tak cholernie dziwna sprawa. Poświęcamy cały nasz czas, by je kon­tro­lo­wać, mimo to najbardziej kształtuje nas to, co dzieje się całkowicie poza naszym zasięgiem.

*

Niektóre słowa nie cichną w nas jednak nigdy.

*

[…] przychodzi mu do głowy myśl jakiegoś filozofa: „Człowiek jest jedynym stworzeniem, które nie zgadza się być tym, czym jest”.

*

Kim więc chce być? Wszyscy mamy momenty, w których się to rozstrzyga. Gdy wybieramy.

*

     — Czy można się z tym kiedykolwiek pogodzić?
     — Nie.
     Teemu obraca kubkiem. Okrążenie za okrążeniem.
     — Jak w takim razie żyć, do kurwy nędzy? – pyta.
     — Człowiek walczy jeszcze mocniej – mówi cicho Peter.

*

     — A ty jej wybaczyłeś?
     — Tak.
     — Dlaczego?
     — Bo ludzie popełniają błędy.

*

     — […] Nie chcę, żebyś coś dla mnie robił! Chcę, żebyś mi WIERZYŁ. Nie chcę, żebyś mnie gdzieś zabierał, tylko wspierał, tak żebym sama mogła się tam dostać!
     — Okej.
     — Co „okej”?
     — Okej… Ja… Po prostu okej. Ja… też cię kocham.

*

[…] z każdym krokiem do przodu robimy prawie taki sami w tył. Z perspektywy czasu zmiana zachodzi wolno, prawie nie da się jej w trakcie zauważyć.

*

     — Jeśli będziesz się bił, to cię zdyskwalifikują! Potrzebujemy cię! – mówi Benji.
     — Ale on pierdoli jak pojebany! – krzyczy Vidar, wskazując na prze­ciw­nika.
     — Co powiedział? – pyta Benji.
     — Że jesteś pedałem!
     Benji patrzy na niego długo.
     — Ja JESTEM pedałem, Vidar.
     Wzburzony Vidar uderza pięściami po niedźwiedziu na piersi.
     — Ale NASZYM pedałem!
     Benji wzdycha ciężko ze wzrokiem wbitym w lód. To najbardziej chory komplement, jaki kiedykolwiek otrzymał.
     — Możemy teraz po prostu pograć w hokeja? – prosi.
     — No dobra – mruczy Vidar.

*

Wykluczenie to znużenie, które wżera się w szkielet. Ludzie, którzy są jak wszyscy inni i należą do większości, nigdy tego nie pojmą. Jak mieliby to zrobić?

*

[…] porównanie ze sklepem z porcelaną: mucha nie jest w stanie zbić w nim najmniejszej filiżanki. Natomiast taka, która lata w uchu byka, aż ten w pa­ni­ce i złości wbiega do sklepu, może zniszczyć wszystko.

*

Nie wierzę w gole ani tabele, ale w sygnały i symbole.

*

     — Mój ojciec życzył sobie pewnie nieraz, żebym była chłopcem.
     — Dlaczego?
     — Bo wiedział, że żeby zyskać akceptację, zawsze będę musiała być co najmniej dwa razy lepsza od mężczyzn. To samo dotyczy teraz ciebie. Bę­dziesz oceniany inaczej. Ci, którzy mnie nienawidzą, pozwolą mi praw­do­po­dob­nie trenować drużynę, ale tylko jeśli wygramy. Pozwolą ci też pewnie grać, ale tylko jeśli będziesz najlepszy. Już nie wystarczy, że jesteś po prostu dobry.
     — To tak cholernie niesprawiedliwe – mówi cicho Benji.

*

Czy było warto? Skąd mamy to zawczasu wiedzieć?

*

Bycie mamą jest jak drenaż domu albo wymiana dachu: wymaga czasu, po­tu i pieniędzy, a gdy wszystko jest gotowe, wygląda dokładnie tak samo jak wcześniej. Za to nie dostaje się pochwał. Natomiast pozostanie w biurze godzinę dłużej to jak zawieszenie nowego obrazu albo lampy – wszyscy to widzą.

*

Prawda o ludziach jest bowiem tyleż prosta, co nie do znie­sie­nia: rzadko chcemy tego, co dobre dla wszystkich. Naj­czę­ściej chcemy tego, co dobre dla nas.

*

Rzadko możemy być dumni z naszych spontanicznych reakcji. Mówi się, że pierwsza myśl na dany temat jest najszczersza, ale najczęściej to nie­praw­da. Zwykle jest najgłupsza. Bo po co w innym razie byłoby nam głębsze za­sta­no­wienie?

*

Niepokój. Włada nami, nie pozostawiając żadnych śladów.

*

W głębi serca chcielibyśmy, żeby wszystkie bajki były proste, ponieważ pra­gnie­my, żeby właśnie tak wyglądała też rzeczywistość. Ale społeczności są jak lód, nie jak woda. Nie zaczynają nagle płynąć w jakimś kierunku tyl­ko dlatego, że się je o to prosi. Zmiany w nich dokonują się cen­ty­metr po cen­ty­metrze, jak w lodowcu. Czasem nie ruszają się wcale z miejsca.

*

Dlaczego siedzi tu pani po nocy i strzela do bramki?
     Zackell się uśmiecha.
     — Bo to fajne.

*

     — […] Chcę tylko, żeby wszystko było jak zwykle!
     Ramona opuszcza ręce. Wzdycha. Nalewa więcej alkoholu.
     — Wiem, chłopcze. Jest jak jest. Musimy po prostu poszukać dla nas nowego jak zwykle. Są dwa rodzaje ludzi. Niektórzy potrzebują więcej czasu, a inni więcej rozumu. Ta druga grupa jest już stracona, ale warto poczekać i zobaczyć, ilu jest w tej pierwszej, zanim zaczniemy walić im tym po głowach. Benji unika jej wzroku.
     — Czy pani też się na mnie zawiodła?
     Ramona wybucha śmiechem, kaszle dymem.
     — Ja? Bo chcesz sypiać z facetami? Mój kochany, zawsze bardzo cię lu­bi­łam. Życzę ci szczęśliwego życia. Mogę tylko żałować, że wolisz sypiać z fa­ce­ta­mi, bo to mogę powiedzieć ci od razu: z facetami nie można być szczę­śli­wym. Oni, do cholery, to nic innego, tylko, kurwa, problemy!

*

Nie da się wcisnąć pauzy, gdy wszystkiego robi się za dużo i nie mamy już na to siły. Pocieszać może tylko to, że wszy­scy jedziemy na tym samym wózku.

*

Gdy dzieją się okropne rzeczy, część ludzi jest niczym fale, ale są i tacy, co zmieniają się w skały. Falami rzuca tam i z powrotem, gdy przychodzi wiatr, skały natomiast, niewzruszone w oczekiwaniu, aż sztorm minie, przyjmują każde uderzenie.

*

Słowa są jak wyschnięte gałązki, łamliwe pod najmniejszym ciężarem.

*

     — […] tylko dzieci biorą odpowiedzialność jedynie za to, co robią. Dorośli muszą też odpowiadać za to, co powodują. Jesteś przywódcą. Mężczyźni po­dą­ża­ją za tobą. Jeśli więc nie weźmiesz odpowiedzialności za swój ogon, to jesteś tylko zwykłym potworem.

*

Wyobraźnia napędza nam zawsze więcej strachu niż sama rzeczywistość.

*

Gdy ktoś na nas patrzy, dni po pierwszym pocałunku, gdy to nadal jest na­sza ma­ła, niewytłumaczalna tajemnica. Że mnie chcesz. To tylko po­dat­ność na zranienie, nic strasznego.

*

Co zrobić, jeśli marzy się o tym, by wszystko było jak dawniej? Idzie się do pracy. I ma się nadzieję na najlepsze.

*

Żałoba jest niczym dzikie zwierzę, które targa nas tak daleko w mrok, że wydaje się, że nigdy już stamtąd nie wrócimy. Nigdy nie będziemy się już śmiać. Boli tak bardzo, że nigdy do końca nie zrozumiemy, czy kiedyś nam przejdzie, czy też po prostu trzeba się do niej przyzwyczaić.

*

[…] gdzieś w głębi naszego DNA tkwią dowody na czu­łość matki i ojca.

*

     — „Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie”. Tak. To Nietzsche.

*

Albo… jak to, kurwa, było? „A ci, którzy tańczyli, zostali uznani za szalonych, przez tych, którzy nie słyszeli muzyki”.

*

Długie małżeństwo to suma drobnych rzeczy, ale gdy je zgubimy, nigdy nie wiadomo, gdzie i od czego zacząć szukać.

*

Czasami nie potrzeba wiele, żeby zacząć coś kochać. Wystarczy czas.

Fredrik Backman, My przeciwko wam,
przeł. Anna Kicka, Sonia Draga, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

4284. 173/365

przez wszystkie lata razem mieli wyłącznie jeden powód, by nie brać rozwodu. by nie móc teraz się roz­wieźć, każda z tych dwóch osób ma dokładnie dwa po­wo­dy. tylko jeden jest wspól­ny — wtedy i dziś miłość.

173/365

*

zaciśnięte powieki. pozwalają mi
usłyszeć. twoją złość.

173/365

niedziela, czerwca 20, 2021

4282. 171/365

przestałam pukać do drzwi twojego świata. siedzę na schod­kach, oparta o nie plecami. patrzę przed siebie i łapię oddech.

171/365

wtorek, czerwca 15, 2021

4280. 166/365

postępująca niemoc* odbiera szanse. co pozostawia w zamian? jeszcze nie wiem.

166/365

__________
  * tysiąc dwieście wpisów później.

poniedziałek, czerwca 14, 2021

4279. Na finale drogi do ula

Dopiero wczoraj Heniutka po raz pierwszy podeszła do tego okna. Możemy już wracać do ula.

W ulu sześć schodków z poziomu ziemi na parter, szesnaście krę­co­nych schodów na pierwsze piętro. Musicie zmienić miesz­ka­nie na dostosowane do fizycznej niepełno­spraw­no­ści Drzewka.

Drugą dobę jestem uwięziona w dostosowanym do moich po­trzeb budynku. Winda nieczynna, zamoczona przez deszcz, któ­ry zrobił coś dachowi nad windą w sobotę popołudniu.

W sobotni wieczór z pomocą Sadownika wdra­pa­li­śmy się z pod­ziem­ne­go parkingu na piąte piętro. Nie li­czy­łam scho­dów. Potrzebujemy już wrócić do ula.

4278. W drodze do ula (V)

Polowałam na tę książkę ponad pół roku. Biernie, ale polowałam. Ciśnienia nie było, bo jak zawsze miałam co czytać, a to beletrystyka i nie było powodu, by za tą książką gonić.

Upolowałam i bardzo dobrze. O ile nie było warto gonić za tą książką, to żal byłoby ją przegapić. Jest piękna. Gdybym wiedziała jak piękna, pogoniłabym za nią.

Dwa przedmioty: skrzypce i kredens — metafora tego, czemu pozwalamy się w życiu prowadzić lub co nas wlecze za sobą. Tak jednym zdaniem podsumowałabym spo­tka­nie z tą historią i jej bohaterami. Piękna opowieść i tyle.

Mój ojciec pożyczał pieniądze od Roleńskich. Roleński pożyczał od mojej mat­ki. Matka pożyczała pieniądze od Canki. Canka — od Frosy. Frosa — od Wraży. Stamen, mąż Wraży, pił razem z Manolczem i pożyczał od niego pie­nią­dze; Manolczo, kiedy już wytrzeźwiał, pożyczał pieniądze od ojca.
     Pieniądze obracały się w jakimś magicznym kręgu, każdy był coś winien każdemu, w każdej chwili. To był skomplikowany, ale zgrabny system wzajemnej zależności.

*

     — Potem z drzewem rozmawia. Jest wesołe drzewo, smutne, mądre, spokojne, chytre, silne, ciche. Ile człowiek, tyle drzewo. Powiesz mu, gdzie pójdzie, do kogo go pośle. Powiesz: drzewo, ciebie zrobi na skrzypce, pośle do dobry człowiek. On cię kocha, dba, niech dobrze służy. Drzewo sto lat cze­ka swój pan. Tak, majster Marin! Inaczej nie słucha, pęknie, nie chce zostać skrzypce. Drzewo wybiera człowiek, majster wybiera drzewo. Nie walczy, nie bije się z nim. Niewinne ono. Ty pracuje z głową! […] Złoto w rę­kach, żelazne serce, rozumie?
     — Rozumiem.
     — Słucha, ale nie rozumie. Ech, majster Marin!…

*

Ta odrobina, którą wiem ja, ma chyba niewiele wspólnego z twoją sztuką.
     Już prędzej ma coś wspólnego ze mną.

*

     — Czuje?
     — Czuję.
     — Co czuje?
     — Jest bardzo gładkie… jak skóra.
     — Ciepło czuje?
     Z drewna płynęło leciutkie ciepło, wchodziło we mnie, wypełniało mnie, zatrzymywało się w dołku pod sercem i delikatnie rosło, aż wypełniło mnie całego.
     — Skąd to ciepło?
     — Zbierało słońce w Czechy, dwieście lat, trzysta, oddychało ciepły wiatr…
     — Powietrze.
     — Nie powietrze, wiatr! Potem ojciec znalazł, rozmawiał z drzewo, pytał, czy chce iść do niego. Zgodziła się, przyszła z ojcem do nasz dom.

*

     — […] Ale dobrze zapamiętaj: oni nie interesują się tym, co nosisz w sobie! Dla nich twój talent nie jest wart zła­ma­ne­go grosza. Oni chcą zobaczyć…
     — Co?
     — Kredens!

*

Grigor Awramow — bębnista z Teatru Muzycznego, Robert Dimow — dru­ga trąbka, Robertowicz — kontrabasista i mój ojciec krzątali się wokół kre­den­su z długimi linami tragarzy w rękach. Kredens wznosił się nad ich gło­wa­mi jak śnieżna skała.
     — Wolniutko! Uważniej! — wołał Robertowicz.
     — Presto, no jazda, vivace, co się guzdrzesz — naciskał Grigor Awramow.
     — Andante! Nie jestem dźwigiem. Trochę bardziej commodo, ręce mi od­padną.
     Ojciec mruczał z zadowolenia.

*

     — Ty bogaty kiedy z trąbką. Jak bez niej, całkiem biedny.
     — A ty dokąd doszedłeś z twoimi skrzypcami? Do tej piwnicy. Do tej nędzy. […]
     — Ech, Marin! W ręce złoto, w głowie błoto.

*

Nie wytrzymałem jednak i zapytałem o duszę skrzypiec.
     — Dziadku Georgi, skąd tak dokładnie wiesz, gdzie ją umieścić?
     — Pyta drzewo, samo mówi. Widzi kwadrat? No, kładzie palec wvkwadrat, czeka, czeka, jak drzewo milczy, kładzie w drugi kwadrat. I znów czeka. Pyta, przekłada, myśli; kiedy drzewo widzi, majster cierpliwy, czas ma, samo powie. Tam przyłożysz.
     Ręce przestały mu drżeć. Właściwie nie drżały w ogóle, kiedy pracował.
     Potem, kiedy siadał na kanapie, żeby odpocząć, zaczynały mu podskakiwać na kolanach. Patrzył na nie, odwracał dłonie i pokornie kiwał głową.

*

Lekarz patrzył na nas ze zdziwieniem.
     — Czy to krewny? — zapytał.
     — Nie — odparł ojciec. — Przyjaciel. Po prostu przyjaciel.

*

Dlaczego skrzypce duże? Bo miłość mistrza duża. Nikt nie gra viola d’amo­re? Nie gra, bo zapomniało miłość. Majster zapomniało kochać zajęcie. Klient zapomniało kochać skrzypce. Skrzypce zapomniało kochać muzyk. Człowiek zapomniało kochać siebie!

*

Mimo to jestem pewien — nie zapomniałeś o mnie.
     To ja zapomniałem, kim jestem!
     Georgu Henig, wstań! Opowiedz mi, jaki los czeka te wszystkie rzeczy, które tworzymy z największą miłością — jedyne, jakie jesteśmy w stanie stworzyć.

*

[…] dał mu pierwszą lekcję gry na viola d’amore — dlatego że on tego po­trze­bu­je. Co z niego za stwórca? Zrobił świat naprędce w jakieś tam sześć dni, i to z wieloma błędami nie do naprawienia. Naucz go, jak się gra gamy i arpeggia, naucz go wszystkich minorowych i majorowych trójdźwięków miłości, zamęcz go pracą! Każdego dnia! Tak jakbyś miał przed sobą nieuka.

Wiktor Paskow, Ballada o lutniku, przeł. Mariola Mikołajczak, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2020.

„Wiktor Paskow żył podobnie, jak żyli jego bohaterowie. Najbardziej ze wszyst­kie­go nienawidził konformizmu, filozofii opuszczonej pokornie głowy i plebejskiej wiary w dzień dzisiejszy. Dlatego właśnie jest jednym z nie­licz­nych posłanników światłości i ducha” – napisał po jego śmierci w gazecie „Trud” poeta i publicysta Iwan Granitski. Rok później w tej samej gazecie ktoś inny wspominał: „Wiktor pisał w sposób brylantowy, śpiewał pro­fe­sjo­nal­nie, gotował w natchnieniu, kochał jak szalony i jak szalony się odkochiwał”.

(tamże)

4277. W drodze do ula (IV)

W przedłużającej się ciut drodze do ula zachciało mi się i w czwartek po­my­śla­łam, że to dobry czas na nominowaną do Nike 2021 poezję. Ten tomik za­ost­rzył apetyt na więcej, a rzeczywistość pokazała mi figę, bo choć jest to jeden z czterech tomików no­mi­no­wa­ny do Nike 2021, jednocześnie jest to jedyny zbiór wierszy, który jest do­stęp­ny bez dyskryminującego, artystycznego zadęcia, że poezję to tylko na pa­pie­rze można dotykać. Bardzo za to jestem wdzięczna i Autorowi, i Wydawnictwu.

Dziwnie się czyta wiersze o, mam nadzieję, dość krótkim terminie przydatności do spożycia — polska polityka nie zasługuje na wiersze, jestem tego pewna. Fragmenty trzech jednak nic sobie z tego nie robią i wepchnęły się do subiektywnika. Udało się je odgrodzić od tych ponadczasowych z nadzieją, że szybko zapomnimy polityczne karykatury.

Polub spóźnienia,
[…]
wyłącz telefon,
przeżyj jeden dzień
pieszo, bez gniewu
[…]
złap wiatr
za kołnierz,
okryj się deszczem,
[…]
i rządź!

*

strzępy domysły i już się nie dowiesz
co było przedtem kiedy cię nie było?
próbuj zrozumieć nigdy nie zapomnij

*

Gdzie jesteś
gdy siedzisz obok
a mnie się wtedy zdaje
że zbiegłaś na przylądek
beznadziei
[…]
więc proszę obok siądź
i siebie mi opowiedz
i sens i różdżkę znajdź
i prowiant daj na drogę

*

niestety moja dobra wróżko
twoje pytania
o przyszłość i teodyceę
zostaną bez odpowiedzi

*

Odmieniam się przez ciebie
jesteś przypadkiem
który mam na celowniku

*

[…] uwierzyłem
że znasz drogę do morza
i wiesz czym się różni halsowanie
od dryfowania a czym
pragnienie od żądzy

*

wtedy zaczynasz rozumieć
różnicę dzielącą rozłąkę od straty
arioso od lamentu
bedeker od apokalipsy
a życie od śmierci

*

że bardziej niż płetwy modlitw
pomaga ci bluzg

Jerzy Kronhold, Długie spacery nad Olzą,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020.

trudna twoja rola nie do pozazdroszczenia
stać u boku kogoś kto bynajmniej nie przypomina
Harry’ego Pottera kto codziennie
znieważa nas wszystkich
mogłabyś tupnąć nogą
obrócić się trzykroć wokół osi
i raz przynajmniej
powiedzieć publicznie dość nie nein no
okazać szczyptę charakteru
[…]
mogłabyś zbiec z tego smutnego pałacu
na Krakowskim Przedmieściu
[…]
bo chyba stać cię na więcej niż
[…]
pranie rękawiczek i uśmiechanie się
do biskupów
[…]
ale godność zobowiązuje
ale reputacja
naprawdę coś znaczy
i wcale nie wymaga
aż tak wielkiej odwagi

*

wczoraj gdy prezydent
przezwany długopisem
wydawał zgodę
na represje wobec sędziów
[…]
i pomyślałem a niech tam
sobie trwa jeszcze
z tym długopisem zamiast włóczni
bez słów przebaczenia
z boginią zemsty w przedpokojach
cierpliwie czekającą na jego godzinę

*

niektóre pensjonaty
w trosce o zdrowie letników
informują:
żydów i psów nie przyjmujemy
cóż za chwalebna przezorność
na miarę
Myśli nowoczesnego Polaka

(tamże)

niedziela, czerwca 13, 2021

4276. Subiektywnik 2021

Znów okno za serce chwyciło, znów portrecik pod rękę się nawinął i znów te same schody — identycznie jak trzy lata temu. Wczoraj oba zdjęcia dzięki dającemu stabilność ferrari, a schody pokonane tylko przez Sadownika.

*


4275. Złota Siekiera 2021 — Nominacja (#3)

Wtedy i wczoraj w tych samych butach. Wiedziałam, że na tę część festiwalu nie dotrę. Wiedziałam, że Sadownik tam dotrze, gdy ja w tym czasie w pobliskim lokalu będę pić kawę, jeść ciastko i czytać książkę. Mieliśmy plan i to był bardzo dobry plan. Dzięki niemu to był wspaniały dzień z bardzo dobrze wykonanym bardzo dobrym planem.

Nie byłoby nominacji do nagrody Złota Siekiera 2021, gdyby przy zakupie biletów na festiwal paniusia bez odrobiny zażeniowania, z uśmiechem na twarzy nie po­in­for­mo­wa­ła mnie, że wózkiem to nigdzie indziej, poza Tymienieckiego, nie dam rady nic obejrzeć. To tyle w kwestii równych możliwości za tę samą cenę biletu.

Moje oczekiwania? Tak, pamietam przestrzeń wystawową na OFFie. Nie będzie łatwo ją zastąpić, by tacy jak ja mogli posiąść kulturę, ale można wykonać gest, ofe­ru­jąc zniżkę na bilet, by pokazać, że widzi się nas wózkowiczów. Zniżka nie za­stą­pi niezobaczonych projektów, nie wynagrodzi kontaktu z radosnym festiwalowym pra­co­wni­kiem, który nie widzi pro­ble­mu w tym, że są ludzie, którzy nie mogą uczes­tni­czyć w życiu kulturalnym. Ta zniżka dałaby znak, że ktoś przez chwilę my­ślał o OzN.


Pal sześć podkręcające śrubę słowa Pilcha: Widzieliście kiedyś całujących się na ulicy ludzi na wózkach? Zacznijmy od czegoś dużo prostszego: ile w mijającym tygodniu widzieliście wózków w prze­strze­ni publicznej?


Złota Siekiera 2021

4274. Złota Siekiera 2021 — Nominacja (#2)

W niepamięć krawężnik bym posłała. Dałam radę, objechałam, do bez­kra­węż­ni­ko­we­go wejścia dojechałam. Nie byłoby o co kruszyć kopii, ale tego samego dnia zda­rzy­ło się oficjalne ogłoszenie nominacji i przelało mi się.

Mój Faworyt! Oczy przecierałam ze zdumienia. Jubileusz 25-lecia przyznawania Literackiej Nagrody Nike i… Z tej okazji?

25-lecie Nike to 25% nominacji dyskryminujących potencjalnych Czy­tel­ni­ków ze względu na ich stan zdrowia. Tylko pogratulować!

nominacje/dyskryminacje Nike 2021

Jak to możliwe? A tak to! Z dwudziestu nominacji, książek wydanych w roku 2020, pięć (do dnia 10.06.2021) nie ukazało się w wer­sji elektronicznej. Oznacza to ni mniej, ni więcej, tylko to, że samo­dziel­nie nie zapoznają się z nią osoby niewidome i słabo­wi­dzą­ce (papieru nie przeczyta automat do czytania ibuków, nie ma też możliwości po­więk­sze­nia czcionki) oraz ludzie tacy jak ja, dla których przewracanie pa­pie­ro­wych kartek i obsługiwanie książki dwoma dłońmi oznacza zbyt wymagające ćwi­cze­nie re­ha­bi­li­ta­cyj­ne, a nie przyjemność czytania.

Ile realnie nominowano książek do Nike w tym roku? Prawidłowa odpowiedź brzmi: piętnaście i ani jednej więcej. Smaczku dodaje fakt, że za 60% z pięciu, wyłącznie papierowych, nominowanych pozycji odpowiedzialna jest jedna instytucja pu­bli­czna — koń śmiał się rzewnymi łzami — dumna z nominacji. Ciekawe, czy jest dumna z tego, że dyskryminuje?

Na wiki przeczytamy: celem [nagrody] jest promocja polskiej literatury współ­czes­nej. By być uczciwym, należy dodać: oraz promocja dyskryminacji ze względu na stan zdrowia.

Sadownik, chcąc poskromić moje wzburzenie, zapytał: ilu kulawych czyta książki nominowane do Nike? Ja, awruk, czytam, i nie tylko te nominowane. Prawidłowo zadane pytanie brzmi: ilu ludzi chcielibyśmy zaprosić do czytania książek no­mi­no­wa­nych do Nike i dlaczego oczywistym jest, że OzN powinni mieścić się w tej grupie?

Moje oczekiwania? Aby fundatorzy Nagrody, co im ewdentnie umknęło, uwzględnili fakt istnienia OzN i w ramach przeciwdziałania wykluczeniu ludzi, wy­klu­czy­li no­mi­no­wa­nie książek, których nie może przeczytać samodzielnie każda zainte­re­so­wa­na nimi osoba władająca językiem polskim. Na dzień dzisiejszy fundatorzy, jury i sama nagroda — z premedytacją pisani małą literą — są niczym krawężnik z logo Nagrody Złota Siekiera — zapraszają, jednocześnie komunikując niektórym: spierdalaj.

To ostatni na tym blogu wpis ze znacznikiem nobile… Nike, bo nagroda Nike nie jest dla mnie już nobile.


Złota Siekiera 2021

4273. Złota Siekiera 2021 (#1)

Antynagroda. Ten tydzień obfitował w atrakcje dotyczące dyskryminacji ludzi ze wzglę­du na ich stan posiadanego zdrowia. Obfitował nie tylko ilościowo, ale również jakościowo. Ponieważ dotyczy to dużych, od których należy wymagać więcej, usta­no­wi­łam osobistą, symboliczną Nagrodę Złotej Siekiery dla tych, co dyskryminują i być może są z tego dumni.

Życzyłabym sobie, by kandydatów na Laureata roku 2021 było jak najmniej, ale ostatnie zdanie w tej sprawie będzie miało moje życie w zderzeniu z pomysłowością i wartościami tych, którym oszczędzono bycia OzN. Smucę się, bo są kandydaci, i cieszę się, bo to znaczy, że bywam w świecie.

Wszystko zaczęło się od parkingu podziemnego w jednym z największych centrów handlowych w środku stolicy (jeszcze oficjalnie europejskiego kraju), a w zasadzie od miejsca parkingowego dla osób niepełnosprawnych.

Wysiadam. Przesiadam się na ferrari z napędem ręcznym, przejeżdżam dwa–trzy metry udogodnienia i widzę atrakcję, której, ze swoimi skromnymi możliwościami balansu na wózku, nie pokonam. Jeśli jesteś sprawny, możesz nie rozumieć, o co mi chodzi. Na końcu wspaniale odmalowanego przejścia, które zachęca, by właśnie nim do centrum wkroczyć, jest krawężnik — nie niziutki, całkiem wypasiony niestety — piękne, prawda?

To naprawdę niesamowite, ilu ludziom nie zderzyły się kulki w głowach, że miejsce do parkowania dla niepełnosprawnej osoby to może być ciut mało (nawet jeśli tak bli­ziutko wejścia), by dostać się do wnętrza handlu detalicznego. Nie zderzyły się nikomu, w efekcie czego powstało to cacko architektoniczne, które teraz będzie peł­nić rolę logo Nagrody Złotej Siekiery.


Złota Siekiera 2021

Prestiżowa, symboliczna Nagroda Złotej Siekiery będzie nosiła imię Jerzego Pilcha, dopóki Jego słowa nie staną się historią. Hawk!