niedziela, września 12, 2021

4371. Urlopownik (III)

Urlop urlopem, wakacyjne czytanie fikcji całkiem rzeczywiste, ale coś na ząb li­rycz­ny wrzucić potrzebowałam. W urlopowej atmosferze umknął mi sposób, w jaki ten tomik do mnie wczoraj trafił, ale trafił i dziś o piątej rano zamyślił, zadumał i sma­ko­wał bardzo.

Poezja się zaczyna od naszej dziwności,
że plączą się po głowie myśli których ani
przy rodzinnym obiedzie,
ni przy herbacie w pracy
wypowiedzieć nie sposób nie budząc popłochu.

*

a każdy ma swe okno
do oka,
do brzucha,
do kości, do płuc.
To pierwsza rejestracja śmierci.
wszyscy tu czekają
niby po zdrowie
ale trzeba spisać
kogo się zawiadomi w razie
i kto będzie podejmował decyzje
też w razie gdyby
kolejka jak każda inna
za drzwiami
białe panie klepią w swoje komputery

*

Dwie proste równoległe czy też się spotkają
w nieskończoności
Niby biegły tak blisko tak długo
ale oddzielone
i nigdy jak jedno
owszem ciała niekiedy ale nigdy dusze
a umysły tym bardziej
za tą szklaną szybą równoległości
nie do dotknięcia
więc to jest pytanie
czy też się roztopi
ta ściana osobności
i wiecznej tęsknoty

*

pójdę zawołam znajdę
bo to niemożliwe
żeby już nic

*

Te krzyże lilipucie
tkwiące na poboczach
znaczą miejsca rozstania duszy z ciałem
tych co się roztrzaskali
o swój własny pośpiech
bo przecież święty Krzysztof też się nie rozerwie
skoro tylu ich pędzi na złamanie karku

*

Urodziłam się przed Chrystusem.
Pamiętam jeszcze świat bez Niego
i Jego przyjście w pewną noc grudniową,
gdy śnieg płakał gorzko

*

Wrony
tłumaczą tej, co wlazła między ony,
że dłuższa kreska jest krótsza,
zaś krótsza – jest dłuższa.
Ta co wlazła ma do wyboru:
zgodę podszytą niesmakiem
lub upór,
podszyty niepewnością co do stanu swych zmysłów.

Joanna Papuzińska, Zaczekaj,
Wydawnictwo Literatura, Łódź 2019.

4370. Zielnik (XXX)

Spotkałam tę żółtą piękność ostat­nie­go dnia zeszło­rocz­ne­go urlopu w drodze nad morze. Spo­tka­łam trzy dni te­mu. Spo­tka­łam dziś. Po­pro­si­łam Sa­dow­ni­ka o cyk, by w ziel­ni­ku zamieszkała i zyskała imię. Dzika jest na pewno!


fot. Sadownik, fragment.

Profesora Saxifraga:
(w ekspresowym tempie)
Nawłoć pospolita
łac. Solidago virga-aurea

4369. Dzień 7.

sobota, września 11, 2021

4368. Dzień 6.  //  254/365

czy to, co zaplanowałeś na dziś, jest tym, co chcesz robić? a mo­że jest czymś, co zobowią­za­łeś się zrobić dla kogoś, kto jest dla Ciebie ważny?

jeśli twoja odpowiedź na oba te pytania brzmi „nie”, to porzuć ten plan, zrób coś zupełnie in­nego lub chwyć za kredki.

254/365

4367. Urlopownik (II)

Grafika na okładce — zatrzymała mnie. Tytuł — zaciekawił. Niekwestionowana wło­skość pisarza — same dobre sko­ja­rze­nia uruchomiła i… postanowiłam za­ry­zy­ko­wać. Ibu­ko­skne­ra nie miał nic przeciwko, by nabyć tę książkę za grosze. Uba­wi­łam się od­wrot­nie pro­por­cjo­nal­nie do ceny. A gdy za­trza­snę­ły się w tej opowieści po raz dru­gi drzwi bal­ko­no­we, nie mogłam się już oderwać. A dialogi? — palce lizać!

Nie mogę znieść tego, że mówiąc do dziecka, sam siebie nazywam dziad­kiem. Nie jestem dziadkiem, ja to ja. Nie jestem trzecią osobą, tylko pierwszą.

*

     – Byłeś wtedy mały jak ja?
     – Miałem dwanaście lat.
     – Czyli byłeś duży.

*

Kiedy mówiłem: „Kogo obchodzi, gdzie ma stać solniczka, zostaw ją tam, nie nudź”, zaciskał usta i patrzył na mnie zdezorientowanym wzrokiem. Udało mi się pohamować jego pedanterię uwagą, że im więcej czasu stracimy na sprzątanie, tym krócej będziemy się bawić. Momentalnie zadowolił się pobieżnym porządkiem i zapytał: „Idziemy?”.

*

Wyjąłem papierosa z paczki, obserwowany przez za­sko­czo­ne dziecko.
     – Nie wolno palić, dziadku.
     – Dziadek jest stary i może robić, co mu się podoba.

*

W końcu się zbuntował:
     – Potrafię wejść sam, nie trzymaj mnie.
     – A jeśli spadniesz?
     – Nie spadnę.
     – Ale jeśli spadniesz, to zostawię cię płaczącego na podłodze.
     – Dobrze.
     – I niech będzie jasne: wchodzisz trzy razy i koniec.
     – Nie. Trzydzieści.
     – A ile to twoim zdaniem trzydzieści?
     – Dużo
.

*

O ile w ciele Maria fizyka i chemia odznaczały się radosną gwałtownością, to u mnie były boleśnie melancholijne, wszelkie równania i reakcje stawały się coraz większym nadużyciem, a zarazem coraz mniej mogły o czym­kol­wiek rozstrzygać, jak w zadaniach rozwiązywanych przez leniwych uczniów. Schwyciłem dziecko za rękę i ściągnąłem je z grzbietu, zanim zdą­ży­ło krzyknąć „jeszcze”.
     – Koń jest zmęczony – wyrzęziłem.
     – Nie.
     – Tak, jest bardzo zmęczony.
     Odstawiłem go na ziemię i położyłem się obok na lodowatych płytkach.
     – Teraz trochę odetchniemy.
     – Nie potrzebuję odetchnąć, dziadku. Przejedźmy się jeszcze raz.
     – Nie ma mowy.
     – Tata robi pięć okrążeń.
     – A ja jedno i musi ci to wystarczyć.

*

Dziecko się uśmiechnęło.
     – Czego się boisz? Przecież jesteś duży.
     – Moja matka, czyli twoja prababcia, też się bała.
     – Nieprawda.
     – Najprawdziwsza prawda. Bała się pustki.
     – Co to jest pustka?
     Zrozumiałem, że nie mam cierpliwości ani sił, żeby mu to objaśniać. Odrzekłem niedbale:
     – Nic takiego.

*

     – Powiedziałeś „abrakadabra”?
     — Tata tak nie mówi.
     – Jak się powie „abrakadabra”, to lepiej wychodzi.
     – Abrakadabra.
     – No i?
     Rzucił narzędzie na podłogę, wstał i oznajmił poważnym tonem:
     – Gotowe.
     – Świetnie – wyszeptałem i pomyślałem, że całe życie żyjemy, jakby wszel­kie nasze miary i pomiary odnosiły się do jakiejś niepodważalnej praw­dy, a potem, na starość, zdajemy sobie sprawę, że chodzi tylko o kon­wen­cje i należy po prostu ufać temu, co w danym wypadku daje nam po­czu­cie największej pewności.

*

Duchy wiją gniazdo w przyszłości.

*

[…] chronił się myślą, że to zabawa. Mógł trwać w przekonaniu, że potrafi zrobić wszystko, tylko dlatego, że zabawa pomagała mu maskować porażki.

*

     – Siedziałem grzecznie – oznajmił.
     – Najwyższy czas.
     – Kiedy będę miał takiego siusiaka jak ty?
     – Naprawdę podglądałeś przez dziurkę?
     – Tak.
     – Będziesz miał lepszego siusiaka ode mnie.
     – Kiedy?
     – Niedługo.

*

Wariantowość jest trudna do narysowania. Chciałbym utrwalić chwilę, w której jest się jakimś, a potem się siebie odtrąca, zostawiając jedynie to, co może się przydać, aby stać się czymś innym.

*

Szkice ześlizgiwały się z papieru, układając się w falę moich dawnych możliwości i oczekiwań, duchy obalały wszelkie bariery (ileż było tych ja, odrzuconych lub krótkotrwałych) i krążyły po domu w poszukiwaniu mnie.

*

     – Co mam robić? – zapytał.
     – Wszystko
– wymamrotałem. – Trochę leków, trochę socjologii, trochę psychologii, trochę religii, trochę buntu i rewolucji, trochę sztuki, może być nawet dieta wegetariańska, kurs angielskiego czy astronomii. Zależnie od fazy.
     – Jakiej fazy?
     – Fazy życia
.
     […]
     – Ty sobie dowcipkujesz, a ja jestem ulepiony ze złej gliny, zazdrość to gen, który sprawia, że widzę rzeczy, których nie ma.
     Uśmiechnąłem się i zwierzyłem, że ze mną sprawa miała się zgoła inaczej.
     – Ja nie mam tego genu i zdarzyło mi się nie widzieć rzeczy, które w rzeczywistości były.

*

[…] siła piękna tkwi w braku uzasadnienia […].

Domenico Starnone, Psikus, przeł. Katarzyna Skórska,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

W szkole nie lubiano tego słowa, nauczyciele nas poprawiali. Nie mówi się „wściekły”, tylko „rozgniewany” – napominali, „wściekły” może być pies. Lecz język neapolitański, którego używano na Vasto, Pendino i Mercato – w dzielnicach, w których dorastałem ja, a wcześniej mój ojciec, dziadkowie i pradziadkowie, i być może wszyscy moi przodkowie – nie znał słowa „gniew”, nie znał gniewu Achillesa i innych książkowych bohaterów, lecz jedynie ’a raggia, „wściekłość”. Ludzie z tego miasta, pomyślałem, z tych dzielnic i placów, ulic i zaułków, z przystani naznaczonych znojem bez­praw­nych przeładunków, wściekali się, a nie wpadali w gniew. […] Wściekli, tak właśnie – wściekli, a nie rozgniewani. „Rozgniewałeś się?”, „Rozgniewaliście się?”, „Rozgniewali się?”. Nic z tych rzeczy.

*

W pewnym momencie trzeba się wychylić w mrok.

*

[…] nigdy nie podzieliła się ze mną niczym, co dogłębnie na­le­ża­ło­by do niej. Udawała, że nie ma życia wewnętrznego.

*

[…] nieposługiwanie się mediami społecznościowymi już sa­mo w sobie jest oznaką, że pozostałem na rubieżach czasu.

(tamże)

czwartek, września 09, 2021

4365. Dzień 4.

[suplement z dnia 13.09.2021]
Jabłoń:
(popłakała się ze śmiechu, gdy wczoraj Kaan
skomentowała urok tego zdjęcia, że ładne dość
)

Kaan:
Bez jelenia to nie kicz!

środa, września 08, 2021

4364. Urlopownik (I)

Wiem dokładnie, skąd wyjęłam Autorkę — z wspaniałej książki, w której w jed­nym z rozdziałów jest wspa­nia­ła rozmowa dwóch mądrych kobiet. Wydawało mi się, że bar­dzo długo czekałam, aż uda mi się upolować którąś z powieści tej Szwedki (na pró­bę) za rozsądne kilkanaście zło­tych — sportowo upra­wia­jąc ibu­ko­skner­stwo nie wy­dam na beletrystykę wię­cej niż szesnaście złotówek. Wydawało mi się, bo są książ­ki, na które cze­ka­łam prawie dwa la­ta, a tę upo­lo­wa­łam jakieś dwa ty­godnie temu po zaledwie czte­rech miesiącach biernego czekania.

Tak, chciałam, by właśnie ta książka była moim pierwszym spotkaniem z twór­czo­ścią Autorki, bo pierwszoplanowo jest o tym, o czym nie mam pojęcia, ale okazało się, że wiele spo­strze­żeń bohaterek nie jest mi (niestety) ani trochę obcych.

Szukałam w książkach kobiet podobnych do mnie. Albo takich, jakimi chcia­ła­bym być: które podejmują ryzyko, kochają i tracą, nie dystansują się wo­bec życia za pomocą ideologii i teorii.

*

Kobiecość to zawiła siatka reguł, w której przestrzeń do gry jest minimalna, poza tym wszystko jest niewypowiedziane.

*

Oświadcza to z przekonaniem. Chciałabym umieć mówić w ten sposób. Zdo­być się kiedyś na odwagę i uwierzyć, że opinia, jaką mam na jakiś te­mat, mo­że mieć znaczenie również poza moją głową. Że zasługuje na to, by ją wy­pu­ścić, by umiejscowiła się w świecie.

*

[…] przystojny chłopak z pieniędzmi, który w biernie agresywny i lekko de­spo­tycz­ny sposób jest świadomy niesprawiedliwości społecznej i hie­rar­chii władzy, potrafi jej wygłosić na ten temat całkiem zgrabny wykład, jedno­cześ­nie dyskretnie egzekwując własne przywileje białego he­te­ro­sek­su­al­ne­go mężczyzny należącego do klasy średniej.

*

No i są wszyscy ci, którym wychodzi ten drugi rodzaj życia: kończą studia, pi­szą CV i wykorzystują swoje kontakty do znalezienia dobrej pracy, kupują mieszkania – także na myśl o nich aż mnie roznosi ze złości, kiedy myślę o tej pewności siebie, z jaką przywłaszczają sobie świat, jakby w ich kodzie genetycznym było zapisane, że świat powstał dla takich jak oni, że wy­star­czy brać z niego pełnymi garściami.

*

I nienawidzę mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet, zresztą nie­na­wi­dzę również kobiet, które nienawidzą mężczyzn – nie, nienawiść to mocne słowo, raczej nimi gardzę.

*

Poczucie bezpieczeństwa musi jakoś wpływać na ludzi. Tak właśnie po­strze­gam kulturalną, zamożną wyższą klasę średnią: każdy podstawowy aspekt życia mają zabezpieczony. Mogą więc sobie pozwolić na zajmowanie się czymś innym, angażować się w relacje, rozwijać swoje życie duchowe: cho­dzić na terapie, rozwijać swoje pasje, kłócić się podczas rodzinnych zjaz­dów. Uważam, że to pewien rodzaj problemów Pierwszego Świata, choć mo­że potrzeba posiadania i rozwiązywania problemów jest wartością sta­łą: jeśli nie ma się żadnych, to się je tworzy.

*

     — Ale to ty zawsze uważasz, że wszystko, co przekracza normy, jest takie fajne – odzywam się.
     — Co takiego? – pyta ofensywnie.
     — No, zawsze mówisz, jakie to ważne. Norma białego heteroseksualnego mężczyzny i takie tam, czym się jeszcze zamartwiasz. A teraz robię coś, co rze­czy­wiś­cie przekracza tę normę, ale dla ciebie to też nie jest w po­rząd­ku, ponieważ uważasz, że należy przekraczać tylko właściwe normy.
     — Wcale tak nie powiedziałam.
     — Owszem, powiedziałaś. To nic innego jak staroświecka moralność. Bo to relacja, która nie pasuje do twojego schematu przełamujących normy relacji, jakie akceptujesz. Jeśli byłabym ze starszą kobietą, z pewnością uznałabyś, że to super i takie wyzwolone, założę się, że kibicowałabyś mi.

*

Nie wiem, jak żyją ludzie, którzy nigdy nie czują się samotni.
     Które części duszy oddaliście w zastaw? — myślę. — Jak wybieraliście? Czego najłatwiej było się wyrzec: uczciwości czy potrzeby dzielenia życia z kimś reprezentującym ten sam poziom intelektualny? Albo kimś z po­czu­ciem hu­mo­ru czy może kimś o podobnym światopoglądzie? Nie brakuje wam tego? Czy może we wspólnocie jest miło, tak miło, że było warto?

*

Od zawsze jestem niezdolna do wpasowania się w tego typu gry społeczne i we wszystko to, co wymaga udawania. Za każdym razem, gdy wypowiem słowo, które choć trochę przeszkadza mi w ustach, czuję się brudna. Wydaje mi się, że podrażnia mi gardło.

*

Czuję obecność tej kobiety, chociaż jej tu nie ma. Nie pozwala mi nawet przez chwilę poudawać, że jej życie jest moje. Chociaż ma wszystko, czego pragnę. Całe moje poczucie osamotnienia, odrzucenia, świadomość, że nig­dy nie jestem stawiana na pierwszym miejscu, nagle wskazuje jeden punkt – jak strzałka kompasu, która znalazła nowe pole magnetyczne. Chcę się na niej zemścić, zranić ją, za wszystko to, co bierze, ponieważ jej się należy.

*

Jest wyczekujący, zdystansowany. To dziwne, ale naj­dziw­niej­sze ze wszystkiego jest to, że w ogóle istniała między na­mi jakaś intymność i że była dla mnie ważniejsza niż co­kol­wiek innego, i że teraz po prostu zniknęła.

*

[…] tym razem ośmielę się otworzyć usta, kiedy powiedzą coś, z czym się nie zgadzam, wyrażę swoje wątpliwości, jeśli będę takie miała. Poza tym kraj­ob­raz i literatura to jednak dwie rzeczy, które uwielbiam.

Therese Bohman, Ta druga, przeł. Justyna Czechowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

4363. Dzień 3.

poniedziałek, września 06, 2021

4361. Dzień 1.  //  249/365

o czwartej nad ranem na skraju łóżka świa­do­mość cichutko przysiadła i niby od niechcenia zabrała głos:
     — każda myśl, każde zdanie, każdy gest są ważne. wy­bie­raj te, które przybliżają cię do celu.

249/365

//  à la Leon Leszek Szkutnik:
  sono la domanda e tu sei la risposta.
  sei la domanda e io sono la risposta.
  questo è l’amore?

249/365

alternatywny tytuł wpisu:
4361. Panna cotta (XIV)

[suplement pikselowy: 16.09.2021]

niedziela, września 05, 2021

4360. Dzień 0.

Jabłoń:
(tak daleko jak było możliwe z pomocą przystawki; patrzy
na morze i ze wzruszenia przeciekają jej oczy, a ludzie obok chodzą
)
Chyba Ci ryczę w miejscu publicznym.

Sadownik:
(udaje śmiertelnie poważnego)
A ja Cię nawet nie uderzyłem…

Jabłoń:
Widzisz, jaka jestem ekonomiczna!

4359. Miniścinki z Małej Danii


sobota, września 04, 2021

4358. Opróżnianie filiżanki

Bo porządek musi być i żadnych zaległości przed urlopem nie chcę mieć. Filiżanka czytelniczych wrażeń ma być puściutka pierwszego dnia wakacjowania całym Sta­dem. W czasie między jedną niebytnością w ulu a drugą, zdążyłam donieść o pra­wie wszystkich skończonych lekturach.

Nie zdążyłam się zająknąć o tej. Skąd ten wybór? Bo Szwedka autorką. Bo bałagan w tytule i na okładce. Bo ten fragment nie pozostawił mi możliwości wycofania się:

W stronach, z których pochodzę, mówiło się dziwak o kimś, kto był inny.
     Być dziwakiem to znaczy być trochę za bardzo sobą.
     Uważa się, że to niedobrze być dziwakiem.
     To dobrze.
     Trzeba być dziwakiem, bo inaczej się będzie niewolnikiem.

Musiałam klik, klik i miałam na czytniku. Dużo sobie obiecywałam po tej książce i nie za­wio­dłam się. Uwielbiam mądre, błyskotliwe, inteligentne kobiety… i tyle! Ich wrażenia, refleksje, spostrzeżenia… i bałagan.

Porządek – czy to nie okropnie negatywne słowo?

*

Mam wszystko. Tylko nie wiem, gdzie to podziałam.
     Ty też.
     Masz wszystko.
     Mamy wszystko.

*

Fakt, że będąc bogatym i pięknym, mogłoby się być szczęśliwszym, niż będąc biednym i brzydkim, został już naukowo zdementowany. A jednak warto by to przetestować samemu, żeby się upewnić.

*

Stoisz na chodniku i nie widzisz żadnego prześwitu. Wiesz, że za nic nie przejdziesz na drugą stronę ulicy, po prostu się nie da.
     Dopóki nie zrobisz pierwszego kroku
.
     Musisz go wreszcie zrobić i to bez wahania.
     Nie będzie prześwitu między pojazdami, dopóki ty go sobie nie zrobisz, nikt dla ciebie go nie zrobi, tylko ty możesz postawić pierwszy krok.
     […]
      To proste, tylko trzeba o tym wiedzieć.
     Ten, kto idzie bez wahania, przechodzi bez uszczerbku.

*

W monopolowym kupuję białe wino, które rozkłada wątrobę, w aptece – witaminę B, która ją regeneruje; rozkładać, regenerować, kupić, nie kupić…
     Wiara, nadzieja i zdrowa żywność – zatrzymuję się przed wystawą ze zdrową żywnością… wszyscy chcą żyć długo, ale nikt nie chce być stary, sklerotyczny albo przeziębiony.

*

Jakie są te stopnie, które prowadzą do świata dorosłych?
     Konfirmacja, menstruacja, skuter, jak już można kupić alkohol i pójść do wojska, własny dom i małżeństwo, rozwód lub ciężka choroba, która uzmy­sła­wia człowiekowi, jak drogocenne jest życie i że jest już dorosły.
     Jest tyle różnych jak tylko.
     Jak tylko to i to się stanie – to już będę dorosła, przysięgam.

*

Ten, kto nie ma odwagi błądzić, nigdzie nie dojdzie.
     Błądzenie to droga poznania.
     Błądzić to być sobą.

*

Nie ma też żadnych korzyści z bycia inteligentnym.
     Człowiekowi o normalnej inteligencji wyrażanie własnego zdania nie przychodzi łatwiej niż głupkowi, wręcz przeciwnie.
     Osobnicy o niskim ilorazie inteligencji potrafią przeceniać swoje moż­li­wo­ści nawet o sto procent.

*

Bez tego, co na wierzchu, wszyscy bylibyśmy zgubieni.
     […]
     Żeby się dostać do głębi, trzeba wyjść od czegoś, co już istnieje, a to istnienie może mieć miejsce jedynie na po­wierzchni.

*

My?
     My.
     Powierzchnia to jedyne, co posiadamy wspólnie z innymi, jedyne miejsce, gdzie występuje jakieś my.
     Jedyną rzeczą, którą człowiek ma do spółki z innymi, jest powierzchnia. Jedyne, co mamy ze sobą wspólnego, to to, co jest wyraziste i płytkie.
     Głębi nie da się z nikim dzielić, tam jest tylko miejsce dla jednego.

*

Kiedy byłam młoda, myślałam, że namiętność to te podobne do fa­jer­wer­ków małe eksplozje, które towarzyszą spotkaniom między fizycznymi cia­ła­mi gatunku ludzkiego, ale z wiekiem odkryłam, że namiętność jest wszę­dzie tam, gdzie się coś z czymś spotyka.

*

Najcudowniejszym darem natury jest to, że ona jest.
     Drzewa we wszystkich ich wcieleniach, pojawianie się pierwszych liści, opadanie liści.
     Budowle. Obrazy. Książki i zwierzęta.
     Te przejścia między twardością a miękkością, gorącym i zimnym, powab przeciwieństw. Napięcie – samo sedno odmienności.
     Wszystko to, co się zdarza, bo zdarzyć się może – proszę o jeszcze jedną chwilę, żeby się tym nacieszyć, jeszcze tylko jedną porę roku.

*

Masz mówić jak my
Widzieć jak my
Nasz język ma być twoim
Masz się zasymilować
Wynieś się z naszego domu
Zmień się
[…]
Wynoś się z Naszego Domu

  Co spakowałam, gdy mnie wyrzucali?

  Głód, którego nie da się zaspokoić:
Żeby dali mi być sobą – ten głód – i
Te Ręce

*

Gdzie jest ten czas, który ucieka, zbyt nieuchwytny, żeby móc go schować na zapas, uzbierać, zapakować i odłożyć do chwili, kiedy będzie potrzebny, ten czas niemożliwy do inwestowania i notowania na giełdzie, nieosiągalny dla posiadania go na własność, nigdy nie miałam i nie mam czasu.

*

Język stał się tym najłatwiejszym narzędziem, które zawsze można mieć przy sobie, zdaniem niektórych uczonych.
     Najłatwiejszym?
     Język to najtrudniejsze z narzędzi, jak hominidzi mogli się tak pomylić.
     […]
Świat pełen jest języków, a spośród nich 6700 wyraża się w piśmie, za po­mo­cą słów, a słowa są śmiertelnie niebezpieczne. Te obce słowa.

*

Proszę nie mówić, że jesteście zmęczeni. Zmęczenie to tylko fizyczny przejaw z góry powziętego postanowienia.
// Marcel Proust (1871–1922)

*

W każdym razie nie ta ja, którą jestem obecnie, absolutnie nie.
     Nie ja – not I.
     A jeśli nie ja, to kto?
     Ktoś to musiał napisać w moim imieniu, ktoś równie obnażony jak ja, równie naiwny – bo trzeba być idiotą, inaczej nie sposób pisać.

*

„Masz nacisnąć na hamulec, a nie na gaz, gdy wpadniesz w panikę”, mówi instruktor.
     Panikę? Jestem całkowicie pochłonięta utrzymywaniem samochodu na drodze, zmianą biegów i kierowaniem, i dodawaniem gazu, nie mam czasu na panikę.
     „Twoja świadomość niebezpieczeństwa jest niewystarczająca”, mówi in­struk­tor.
     „O co chodzi?”, pytam i zmieniam pas.
     „Widziałaś ten niebieski samochód?”, pyta instruktor.
     „Jaki samochód?”, pytam.

*

Wszelkie badania naukowe zajmujące się problemem szczęścia prowadzą raz po raz do tego samego wniosku – to nie zewnętrzne sukcesy czy­nią ludzi szczęśliwymi.
     Ale to, co się im zdarza po drodze, gdzieś pomiędzy
.
     Robienie porządku w szafie może dać więcej szczęścia niż wyjazd na rajską wyspę.
     A gdyby nawet człowiek nie był szczęśliwy z porządkowania szafy, to przynajmniej będzie miał w niej porządek.

*

Niech szwedzki mężczyzna sam napisze na temat swojego problemu. A jeśli uzna, że problemu nie ma, to ciekawe, jak to sformułuje.
     Sprawa jest pilna, a wszyscy wiedzą, jak fatalnie funkcjonuje szwedzki mężczyzna będący pod presją. Oprócz niego samego.
     Tylko ten, kto sobie zdaje sprawę ze swoich słabości, może coś na to za­ra­dzić, a często nawet i wtedy nie – the trouble with you is…
     Prawdziwa i trwała przemiana może zajść tylko od wewnątrz, a i to zda­rza się skrajnie rzadko. Lepiej go zostawmy, puśćmy go wolno, dajmy mu spokój.
     Póki co.
     Jeśliby chciał wziąć udział w tej zabawie, to musi zostać sufrażystką własnej sprawy.

Bodil Malmsten, I znowu mam bałagan w papierach, przeł. Elżbieta Loven, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2006.
(wyróżnienie własne)

Do Europy nie może wjechać nikt, kogo nie będzie stać na wyjechanie stamtąd.
     Taka jest prawda.
     Kontrolę graniczną zaostrza się po to, aby ci, co kiedyś przyczynili się do dobrobytu Europy, nie mogli przyjść i zażądać swojej doli.

*

Siedzę przed telewizorem i przerzucam kanały, Hitler powiedział, że pro­pa­gan­da w kraju dyktatury musi dostosować się do poziomu najniżej sto­ją­ce­go obiektu – jakiego rodzaju obiektem jestem ja i w jakiego rodzaju państwie?

*

Niezwykłość obecnej sytuacji człowieka w porównaniu z poprzednimi polega na tym, iż tym razem zagrożenie dla swojej dalszej egzystencji stworzył sobie sam.
// Georg Henrik von Wright (1916–2003)

(tamże)

4357. Fryzyjskie chwile



środa, września 01, 2021

4356. Między (VI)

Powieść czekała, bo z tamtego drobiazgu wyjęłam świadomość istnienia tego dro­biazgu książkowego, który — klik, klik — nabyłam za pięć złotych i dwanaście gro­szy, co uzna­ję za policzek wymierzony cywilizacji Zachodu, z której pró­bu­je­my jako kraj się wycofać. Cywilizacja tego nie zauważyła, ponieważ prana po ryju umie­ra na gra­ni­cy polsko-białoruskiej. Łukaszenko powiedział sprawdzam i nie pomylił się — przestaliśmy blefować, nie przy­po­mi­na­my europejskiego kraju.

Pierwsze wydanie tej książeczki ukazało się trzydzieści lat temu. Anegdota goni w niej anegdotę, przypadki i zbiegi okoliczności — wszystko to nie śmierdzi nafta­li­ną. Ciekawe, jak Autor ko­men­to­wał­by to, co dzieje się teraz na świecie i w Polsce. Nie mieściłoby mu się to wszystko w głowie…

Jest czas na zakupy, więc cały zespół na nie idzie. Na jednym z ele­gan­ckich sklepów zespół widzi tabliczkę z napisem: „Tu się mówi wszystkimi ję­zy­ka­mi”. Wszyscy więc, zaintrygowani, wchodzą do sklepu, gdzie wita ich wła­ści­ciel­ka sklepu, która zna polski. Maria Koterbska pyta ją: „To pani rze­czy­wiś­cie mówi wszystkimi językami?”. Na to ona: „Ja nie. Klienci”.

*

Nie wma­wiaj sobie, że nauczenie się jednego zdania „nic nie daje”. Daje! Le­piej znać jedno zdanie niż żadnego.

*

Jeżeli już, przy jakiejkolwiek innej oka­zji, zobaczysz zdanie w inte­re­su&sy;ją­cym Cię języku, nie przechodź nad nim do porządku dzien­nego. Zapisz je i naucz się go. Jeżeli już bo­wiem zapoznałeś się z nim, choćby pobieżnie, to już tro­chę czasu w nie zainwestowałeś. Nie marnuj tego. Szkoda i czasu, i wysiłku.

*

Języki obce — to klucz do świata. Autentyczny.

*

Weekendy (soboty i niedziele) nie mogą być pretekstem do nieuczenia się obcego języka. Zasada jest następująca: ucz się obcego języka przez sie­dem dni w tygodniu.

*

[…] uczenie się języków obcych jest wielką przygodą, w czasie której do­ko­nu­je się coraz to nowych odkryć. […] Według niektórych autorytetów, ucze­nie się języka obcego kształci umysł lepiej niż matematyka.

*

[…] ksiądz Barański. Mawiał on do nas tak: „W niebie panuje zasada abso­lut­nej szczęśliwości. Absolutnie szczęśliwy będzie ten, kto nie ma żadnego wykształcenia, i ten, kto skończył cztery fakultety. Ale szczęście tego dru­gie­go będzie pełniejsze niż szczęście pierwszego, ponieważ znajdzie on w nie­bie odpowiedzi na wszystkie pytania, które powstały w jego umyśle w czasie kształcenia się na ziemi. Co więcej, ten pierw­szy, ten bez wykształcenia, nie będzie nawet wiedział o zakresie szczęścia tego z czterema fakultetami.

*

W życiu w ogóle największą przy­jemność sprawia opa­no­wa­nie tego, co trudne […].

*

Pyta więc: „Parla italiano?” („Czy mówi pan po włosku?”).
     Na to Krull: „Ma, signore, che cosa mi domanda? Sono veramente innamorato di questa bellisima lingua, la piu bella del mondo. […] Si, caro signore, per me non c’e dubbio che gli angeli nel cielo parlano italiano. Impossibile d’imaginare che queste beate creature si servano d’una lingua meno musicale”.
     („Ależ, signore, o cóż mnie pan pyta? Jestem naprawdę za­kochany w tym przepięknym języku, najpiękniejszym na świe­cie. […] Tak, drogi panie, nie ma dla mnie wątpliwości, że aniołowie w niebie mówią po włosku. Nie­po­dob­na sobie wprost wyobrazić, żeby te błogosła­wione stworzenia po­słu­gi­wa­ły się językiem mniej melodyj­nym”).
     Krull, jak sam się do tego przyznawał, był hochsztaplerem, również w po­słu­gi­wa­niu się obcymi językami. Ale zdań które przytacza Tomasz Mann musiał się nauczyć na pamięć.

*

Najbardziej imponuje każdemu to, czego sam nie potrafi zrobić.

Zygmunt Broniarek, Jak nauczyłem się ośmiu języków,
Wydawnictwo internetowe E-bookowo.pl, Będzin 2017.
(wyróżnienie własne)

wtorek, sierpnia 31, 2021

4355. Panna cotta (XIII)  //  Między (V)

Neska, Pan Ciasteczko & Jabłoń:
(z pięknych szklaneczek wodę pili)

Jabłoń:
(musiała cyk, bo piękny pies, bo vespa,
bo włoskie słowa, bo dobry czas
)

*

Jabłoń:
(wieczorem dała się zmylić ostatniej literze śpiewanego słowa)
Zobacz, po włosku problema jest rodzaju żeńskiego.

Sadownik:
(podkręca szowinistyczną żyłkę)
A soluzione jest rodzaju męskiego!

Jabłoń:
O, nie, nie, nie!
(tego akurat jest pewna)
La soluzione!
(ale coś ją tknęło, grzebie w słowniku,
by po chwili wykrzyczeć triumfalnie
)
Skarbie, problem jest rodzaju męskiego!
Un problema! Dei problemi!
Il problema! I problemi!
E LE SOLUZIONI!!!

4354. Między (IV)

Zatrzymana w książce rozmowa dwóch poliglotów, odkryta przypadkiem, za­chwy­ci­ła mnie tak, że wyłącznie kwestią czasu było sięgnięcie po ten drobiazg książkowy. W poczuciu obowiązku wróciłam do powieści, która mnie uwiera. Wróciłam na pół rozdziału, obiecałam jej, że dobre chwile jeszcze przed nami i zbiegłam w kolejne akapity tej książki. Było fantastycznie, tylko krótko.

Gdy zaczynamy uczyć się nowego języka, do nowo powstałej biblioteki tra­fiają pierwsze książki, czyli słowa i zdania, które usłyszeliśmy na pierw­szych lekcjach. Przekazywane są do naszego bibliotekarza, który zaczyna je przeglądać. Jeżeli wydadzą mu się ciekawe czy nietypowe, może zatrzyma je na chwilę, ale jeśli nie będzie wiedział, jak dalej się z nimi obchodzić, za­pew­ne rzuci je gdzieś w kąt albo będzie próbował odesłać do nadawcy.

*

Każdy język otworzył jakieś drzwi w moim życiu […].

*

Jeśli książki są dziwaczne, do niczego niepodobne, najczęściej bibliotekarz wyrzuci je po prostu do kosza.
      […] Nasz „bibliotekarz” nie będzie wiedział, gdzie je położyć i jak do nich potem wrócić. Mózg wszystko, co nowe, zatrzymuje na chwilę, ale najczęściej uznaje po jakimś czasie za niepotrzebne.

*

[…] zapamiętujemy to, co jesteśmy w stanie skojarzyć z czymś już znanym.

*

[…] nauka języka polega na odtwarzaniu biblioteki, a nie jej tworzeniu od podstaw. Nasz wewnętrzny bibliotekarz, który przeszedł kurs gromadzenia materiałów w oparciu o reguły naszego języka ojczystego, musi teraz na­uczyć się porządkować książki według nowych zasad. Jest to o tyle istotne, że czytelnicy, którzy przyjdą skorzystać z nowej biblioteki, będą funk­cjo­no­wa­li właśnie w oparciu o te nieco inne reguły gry.

*

Świadomie szukaj różnic.

*

[…] mózg wykorzystuje każdą chwilę na działanie, także w czasie snu. Gdy odcinamy go od zewnętrznych bodźców, skupia się na sobie samym i na zdo­by­tych już informacjach, które układa i porządkuje.

*

Bill Gates ciągle powtarzał, że do najtrudniejszych zadań zatrudnia ludzi leniwych, bo oni zawsze znajdują sposób, by ułatwić sobie zadanie i upro­ścić pracę, żeby się tylko przy niej za bardzo nie zmęczyć.

*

Postępy osiągniemy tylko i wyłącznie poprzez uczenie się nowych rzeczy, napotykanie znanych nam elementów w no­wych kontekstach i konfiguracjach.

Konrad Jerzak vel Dobosz, Sekrety poliglotów,
Oficyna Wydawnicza RIVAIL, Warszawa 2014.

Co roku w Australii odbywa się wielki bieg, którego uczestnicy muszą po­ko­nać 875 kilometrów dzielących Sydney od Melbourne. Zazwyczaj w tym nie­zwykle trudnym i męczącym wyścigu wygrywali zawodowi spor­tow­cy, których sponsorowały wielkie firmy.
     W 1983 r. cała Australia była jednak w szoku, gdy do mety jako pierwszy dobiegł zupełnie nieznany nikomu 61-letni biegacz Cliff Young.

*

Postawmy sobie cel i zobaczmy, czego potrzebujemy, by go osiągnąć.

*

Aby odkryć nową metodę, często należy postawić sobie na pozór nierealny cel – wówczas nasz mózg zaczyna opracowywać niestandardowe roz­wią­za­nia, które do niego doprowadzą.

(tamże)

4353. Między (III)

Utknęłam w czytaniu powieści gdzieś w połowie pobytu w ulu i nie mogę z nią ru­szyć ani kroku do przodu, choć jestem ciekawa, jak się skończy. Nie ułatwiały spra­wy i wciąż jej nie ułatwiają książki, które wpadają mi w ręce, mówiąc: spraw­dzam. I nie ćwiczę mocnego charakteru i uporu, i odkładam powieść, i wsią­kam. Powieść cze­ka­ła na mnie, gdy delektowałam się tym drobiazgiem i jeszcze dwo­ma innymi.

Tak — pomyślałam — właśnie taka kreska uszczęśliwiłaby mnie w Koralinie.

[…] bajki Kassa szydzą z wielkich tego świata. Kass pokazuje nie­do­rzecz­ność, okrucieństwo i bezsens, jaki się zakrada w naszych czasach na naj­wyż­sze poziomy sprawowania władzy.
     […]
     Gorzka to lektura, ale też gorzkie są doświadczenia ludzi w dzisiejszym świecie, ludzi zmuszonych do cierpienia pod bezlitosną władzą, która raz nazywa się komunizmem, raz socjalizmem, raz demokracją. A zawsze jest tak samo samolubna i bezwzględna.
// Janusz Danecki w słowie wstępnym

*

[…] słuchał szeptu ciszy w świetle księżyca.

*

Kiedy królik zebrał już trochę pieniędzy, a od krewnych wiele dobrych ży­czeń powodzenia i sukcesów oraz całe mnóstwo dobrych rad — wsiadł do łódki […].

*

[…] aż nadszedł dzień, kiedy przeczytał książkę zupełnie inną niż wszystkie pozostałe […].

Georges Kass, Bajki arabskie nie tylko dla dorosłych, ilustr. Sylwia Mazur,
przeł. Barbara Wrona i Marek M. Dziekan,
Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

Zwierzęta zebrały się tłumnie, ponieważ miał do nich przemówić król Lew, aby uczcić dziesiątą rocznicę swego zwycięstwa nad Słoniem.
     Obchody były huczne, zwierzęta uśmiechały się wesoło. Po zakończeniu uroczystości wszyscy wrócili do swych domów, zdjęli maski z radosnym uśmiechem i powiesili je obok masek z wyrazem głębokiego smutku, jakie wkładali dla uczczenia okazji smutnych. Poszli spać…

Wszyscy głupcy na świecie są przekonani, że są naj­mądrzejsi!

*

Zebrani milczeli, a osioł czekał, żeby potwierdzili jego słowa. Niestety, trwali w milczeniu.

(tamże)

*

poniedziałek, sierpnia 30, 2021

4352. Czekariat (XVI)  //  Między (II)

Ostatniego ranka w Małej Danii na udzie usiadł mi ten piękny motyl. Pojęcia nie mam, jak się nazywa, ale muszę go tu mieć. Może Profesora będzie znać tę magiczną, ciut włochatą Istotę. Ciekawe, jak wygląda, gdy rozłoży skrzydła.

4351. Kromeczki (XIII)  //  Między (I)

Już dawno wróciła z urlopu. A mi przypomniało się, że Jej tegoroczna kromeczka czeka i czeka. Muszę ją tu mieć. Czas najwyższy.


fot. Kaan.

alternatywny tytuł wpisu:
4351. Czekariat (XV)

czwartek, sierpnia 26, 2021

4349. Panna cotta (XII)

A czemu tak? No właśnie, czemu? Jak to jest ze mną i językami obcymi? — nie ustę­po­wa­ła jakaś ciekawska figura wewnętrzna — musi być jakieś wytłumaczenie, skoro różnicę gołym okiem widać, nieuzbrojonym uchem słychać, a każdą komórką ciała czuć. Nie zatrzymałabym się przy tej kwestii, gdybym kilka dni temu nie odkryła, że język włoski jest dla mnie źródłem szczęścia. Może się walić, palić, swąd nad­pa­lo­nych mostów relacyjnych, pomimo silnego wiatru, może utrzymywać się w po­wie­trzu wiele godzin, a mi wystarczy jedno słowo lub fraza po włosku i niczego więcej mi do pełni szczęścia nie potrzeba.

To jak to jest? Ktoś we mnie chciał wiedzieć. Zatrzymałam się i już wiem. Język an­giel­ski wyjmuje mnie z bagienka polskiej martyrologii, mesjanizmu i narodowego zespołu stresu pourazowego — jest dla mnie źródłem wolności i szerszej per­spek­ty­wy widzenia świata. Język hiszpański był dla mnie językiem nadziei i radości, ale to język włoski zamienia mnie w najszczęśliwsze zwierzę świata.

Kilka dni temu było upiornie ciężko — ulało mi się przy okazji kontaktów z liśćmi mojego drzewa ge­ne­alo­gicz­ne­go. Nie trzasnę drzwiami, nie wci­snę pedału gazu do dechy, nie pomknę w si­ną dal, obiecując sobie, że nigdy więcej… — choroba ode­bra­ła mi te formy protestu, więc zamilkłam.

Odgradzając się milczeniem od wszystkiego, postanowiłam zrobić kolejne podejście do rodzajników, które wydają się proste, gdy patrzę na tabelkę, ale gdy ją odkładam, nie zostaje mi w głowie nic. Język angielski bezczelnie śmieje mi się wtedy w twarz i o swojej wyższości mel­du­je: wróć do mnie, mam tylko trzy formy rodzajników (a, an, the). Język włoski ma, o zgrozo, cztery razy więcej form rodzajników, ale każ­dy z nich ma moc uszczęśliwiania za każdym razem, gdy po­praw­nie go użyję. Tłu­kłam rodzajniki na kudłatych i niekudłatych isto­tach i całkiem przez przypadek trafiłam na piosenkę, która skradła mi duszę. Zapętliłam jej słu­cha­nie i… oglądanie!

Zecchino d’Oro, Il coccodrillo come fa?

l’animale, gli animali:
un cane, dei gatti, degli elefanti, una farfalla, un’ape, delle rane, il pipistrello, i coccodrilli, lo scoiattolo, l’orso, la chiocciola, l’antilope, le giraffe e le antilopi… la gente!

*

Bezokoliczniki po włosku brzydziły mnie okrutnie, bo po co mi one, skoro ich zna­jo­mość nie przydaje mi się specjalnie (w przypadku nieregularnych czasowników) przy odmia­nie w czasie teraźniejszym. Język angielski szczerzył się z wyższością: wróć do mnie, bezokolicznik czasownika regularnego i masz wszystko, czego po­trze­bu­jesz, nie tylko w przypadku czasu teraźniejszego. Spokoju mi jed­nak nie da­wa­ło, że tu i ów­dzie wpadam na coś, co wygląda jak bezokolicznik, a jest tłumaczone na tryb rozkazujący (2. os. lp). Gdy na parkingu czekałam w samochodzie na Bia­łe­go Kruka, zrobiłam klik, klik w kwe­stii trybu rozkazującego i spotkał mnie za­chwyt bez­gra­nicz­ny, i pokochałam bez­oko­licz­niki. I znów łomolę piosenką, która znalazła mnie na gigancie.

Tommaso Paradiso, Non avere paura.

non essere triste,
non avere paura,
non mollare,
non smettere mai!

in bocca al lupo!

środa, sierpnia 25, 2021

(4347+1). Tam i tu [suplement]

Najpierw mnie zachwyciła, ale gdy zaczęłam przyglądać się Jej dokładniej, każdy nowo dostrzeżony detal budził coraz większe przerażenie i strach.

Gdy dowiedziałam się, że inspiracją do Jej stworzenia była lektura, natychmiast zro­biłam klik, klik i rzuciłam wszystko, co czytałam — musiałam dowiedzieć się, skąd we mnie to przerażenie, skąd ten strach.

I co z tego, że to „tylko” książka dla dzieci? Kilka razy podczas czytania wstrzy­ma­łam od­dech, a nawet ją odłożyłam, by zagwarantować bohaterom bezpieczeństwo, nim w ich życiu stanie się coś naprawdę nieoczekiwanego, niedobrego i nie­odwra­cal­ne­go.

Cztery ostatnie zdania w przedostatnim rozdziale… majstersztyk!

Pośpieszyłam się z czytaniem tej książki. Gdybym skończyła ją za pięć dni, praw­dzi­we byłyby sło­wa z ostatniego rozdziału: [b]ył poniedziałek. W środę zaczynała się szkoła, cały nowy szkol­ny rok. Tak się składa, że w tym roku szkoła zacznie się w przy­szłą środę.

Pozostałam po tej lekturze zafascynowana tym, jak pięknie oswaja dziecięcego czy­tel­ni­ka z niełatwymi emocjami, pokazuje, jak sobie z nimi można radzić, ba! jak nie ustawać i zwy­cię­żać. Cytaty, wybrane i  umieszczone poniżej okładki, łączy to, że wszyst­kie one są dla mnie przepiękną meta­fo­rą zmiany, dojrzewania, czy nawet waż­nych momentów procesu terapeutycznego.

Jakiś minus? Tak! Ale tylko jeden. Ogromnie brakowało mi w tej książce ilustracji, kreślonych oszczędną czarną kreską.

Deszcz nie należał do tych, podczas których można wychodzić na dwór – był jednym z owych deszczów, które rzucają się z chmur na ziemię i roz­bryz­gu­ją dookoła. Był to poważny deszcz, uparcie zmierzający do celu […].

*

     – Dokąd prowadzą te drzwi? – spytała matkę.
     – Donikąd, kochanie.
     – Dokądś muszą.

*

     – Koty nie mają imion – odparł.
     – Nie? – spytała Koralina.
     – Nie – potwierdził kot. – Wy, ludzie, macie imiona. Dla­te­go że nie wie­cie, kim jesteście. My wiemy, kim je­ste­śmy, więc nie potrzebujemy imion.

*

Spojrzała na drzwi. Miała wrażenie, że one także na nią patrzą. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to niemądre, lecz gdzieś w głębi duszy wie­dzia­ła, że to również prawda.

*

Nie było to odważne, bo on się nie bał. Nic innego nie mógł zro­bić. Ale po­wrót po okulary, choć wiedział, że osy wciąż tam są, na­praw­dę go prze­ra­ził. To było odważne.
     […]
     Kot maszerował obok niej.
     – A czemu? – spytał, choć wydawał się wyraźnie znudzony.
     – Ponieważ – odparła – kiedy się boisz, ale i tak coś robisz, to to wymaga odwagi.

*

Będę odważna, pomyślała Koralina. Nie, ja jestem odważna.

*

     – Ale jak można odejść od czegoś i jednocześnie do tego wrócić?
     – Z łatwością – wyjaśnił kot. – Wyobraź sobie kogoś okrążającego świat. Zaczynasz odchodzić od jednego miejsca i w końcu do niego wracasz.

*

[…] łatwiej bać się czegoś, czego nie widzimy.

*

     – Czy będą w nim szare mokre dni, kiedy sama nie wiem, co ze sobą począć, nie mam nic do czytania i do oglądania, nie mogę nigdzie pójść i czas wlecze się okropnie? – spytała Koralina.
     Ukryty w cieniu człowiek odparł:
     – Nigdy.
     – A paskudne obiady zrobione według przepisów, z czosnkiem, estragonem i fasolką szparagową?
     […]
     – Ty naprawdę nie rozumiesz, prawda? – rzekła. – Ja wcale nie chcę wszystkiego, czego pragnę. Nikt tego nie chce. Nie tak naprawdę. Co to za zabawa dostawać wszystko, o czym się marzy, tak po prostu? Wtedy to nic nie znaczy. Zupełnie nic.

Neil Gaiman, Koralina,
przeł. Paulina Braiter-Ziemkiewicz,
Wydawnictwo MAG, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

Była pewna, że w mroku za jej plecami coś się kryje: coś bardzo starego i bardzo powolnego. Serce biło jej tak mocno i głośno, że bała się, że za chwilę wyskoczy z piersi. Zamknęła oczy, chroniąc się przed mrokiem.

*

– Wiesz, że cię kocham – dodała.
     I wbrew samej sobie Koralina przytaknęła. Istotnie, druga matka ją ko­cha­ła. Kochała ją jednak tak, jak skąpiec kocha pieniądze albo smok swoje złoto. Koralina wiedziała, że w guzikowych oczach drugiej matki jest je­dy­nie własnością, niczym więcej. Domowym zwierzątkiem, które prze­sta­ło ba­wić swoją panią.

*

[…] położyła dłoń na gałce, przekręciła ją i w końcu otwarła drzwi.
     Za nimi rozciągał się ciemny korytarz. Cegły zniknęły, jakby nigdy ich tam nie było. Z otwartych drzwi wypływał lodowaty zapach wilgoci. Woń ta przywodziła na myśl coś bardzo starego i bardzo powolnego.
     Koralina przeszła przez drzwi.

*

Wyciągnęła rękę i jej dłoń natrafiła na zimny przełącznik. Nacisnęła go, nie wierząc, że zadziała. Jednak gdzieś w dole zapłonęła żarówka, rozjaśniając dziurę w podłodze słabym żółtym światłem. Koralina zobaczyła schody wio­dą­ce w dół. Nic poza tym.

*

Mogła albo krzyknąć i spróbować ucieczki […], albo też zrobić coś innego.
     Zrobiła zatem coś innego.

*

     – Nie boję się – powiedziała do siebie i nagle uświadomiła sobie, że to prawda.

*

Baśnie są bardziej niż prawdziwe: nie dlatego, iż mówią nam, że istnieją smoki, ale że uświadamiają, iż smo­ki można pokonać.
// G.K. Chesterton

*

I wtedy ręce duchów przeszły przez nią, użyczając jej siły, której już nie miała. Jeszcze jedna chwila oporu, jakby coś utknęło w drzwiach, a po­tem drewniane wrota zamknęły się z trzaskiem.

*

Nigdy wcześniej niebo nie było tak bardzo niebem, a świat tak bardzo światem.
     […]
     Nic, pomyślała, nie mogłoby być bardziej interesujące.

*

     – No, no, wygląda na to, że wszystko jest w deseczkę. Cud, miód, malina i szklanka wina – oznajmiła panna Forcible.
     – Słucham? – rzekła Koralina.
     – Wszystko układa się znakomicie – wyjaśniła panna Forcible.

(tamże)

niedziela, sierpnia 22, 2021

4347. Tam i tu

Tam siedziała przez chwilę w kąciku. Tu zamieszkała w szpagacikowej galerii, dzięki Mamie Malinki, która zrobiła cyk.


Autorka rękodzieła: Malinka.

[suplement: 23.08.2021]
pikanterii dodaje fakt, że inspiracją do tworzenia była… książka! Nie czytałam jej — ba! nie miałam o jej ist­nie­niu pojęcia — nadrobię i dam znać w szpa­ga­ci­ko­wej czytelni.