piątek, stycznia 06, 2023

4888. [Też] Czekariat (XXXII)

Człowieka Fidusa:
(kilka dni temu przysłała cytat, który dotknął,
poruszył i przeciekały od niego oczy
)

Żałoba to miłość, która
nie ma dokąd pójść.

— Jamie Anderson

Stado:
(wczoraj w drodze)

Trójka Tych, co pozostali:
(wczoraj mieli gdzie pójść, choć nie było łatwo tam wejść,
bo w tym miejscu ostatni raz byli w czwórkę
)

Ludovico Einaudi, Natural Light,
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #82.

Nigdy się nie spotkali. Biały Kruk bardzo lubił Jej opie­rzone piksele. Kilka Jej zdjęć trafiło na dłużej na tapetę Jego komputera. Ona w jakiś sposób Go lu­bi­ła. W Nowy Rok zrobiła to cyk.


fot. Saxifraga.

czwartek, stycznia 05, 2023

4887. 5/365

     — rozmawiasz ze mną jak z dzieckiem!
     — nie. dzieci zawsze traktuję na serio.

5/365

środa, stycznia 04, 2023

4886. 4/365

dotykam skończoności. rzeczy, ciał i chwil.
w tym momecie bez bólu, z wdzięcznością.

4/365

[suplement pikselowy: 5.01.2023]

*

Georges Bizet, Carmen, Suita nr 1, Séguedille,
Barcelońska Orkiestra Symfoniczna,
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #1.

wtorek, stycznia 03, 2023

4885. 3/365

chciałabym móc do Niego zadzwonić. po­wie­dzieć, że trudno jest mi być sierotą, że tęsknię, że wkurwiam się czasem okrut­nie na to, że muszę spijać piwo, którego na­wa­rzył ra­zem z Orzesz­kiem przez ostatnie czter­dzieści lat przymykania oczu, chowania gło­wy w piasek i zamiatania pod dywan.

tymczasem zapalam dla Niego światełko i szepczę:
     — możesz iść dalej Tato, dam radę, idź.

3/365

Fryderyk Chopin, Sonata wiolonczelowa g-moll op. 65,
Emmanuelle Bertrand (wiolonczela),
Pascal Amoyel (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #28.

poniedziałek, stycznia 02, 2023

4884. 1–2/365

nie, nikt więzami krwi połączony nie za­py­tał, czy potrzebuję jakiejś pomocy, nikt wię­za­mi krwi spętany nie zaproponował wspól­ne­go świątecznego dnia czy spotkania na kawę między świętami. przy­ja­cie­le* i zna­jo­mi* Białego Kruka spytali, przy­nieś­li je­dze­nie, spę­dzi­li z nami trochę czasu, wciąż py­ta­ją; to samo robili i ro­bią nasi przyjaciele*.

święta, chrześcijańska rodzino wraz z mi­ni­ster­stwem ro­dzi­ny… pieprz­cie się!
  //  Sól w oku, Czarna Owca, Wolny Człowiek

2/365

___________
  *  ogromnie Wam dziękujemy! również za Wasze dobre myśli i słowa.

dzień spopielenia miał być najtrudniejszy… nie był. pogrzeb miał być bardzo trudny… nie był. najtrudniejszym było dziś zamknąć drzwi do świata, który już nigdy nie wróci, pojechać do ula i nie móc zameldować Białemu Krukowi, że szczęśliwie jesteśmy już w swoim domu.

1/365

niedziela, stycznia 01, 2023

4883. Z oazy (CI)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Co jakiś czas robię remanent w papierowych książkach. Oddaję te, z któ­rych wyrosłam. Sprawdzam, czy są w ibuku te, do których chciałabym wrócić. Tak było z książką tej Autorki. Nie ma jej w ibuku, ale za to od­kry­łam, że jest w wersji elektronicznej inna jej opowieść, o której istnieniu nie mia­łam zielonego pojęcia.

Na trudny czas, gdy czytanie w naturalny sposób aspiruje do formy sportu ekstre­mal­ne­go, te literki były doskonałym wyborem. Potrzebowałam magii sierści i sensu ukrytego między sło­wa­mi równie mocno jak powietrza, dobra i otaczającej mnie z każdej strony miłości.

Można być prawdziwym tygrysem albo czymś innym.
     Tylko czym?
     Dzikiem, jeleniem, wilkiem, krukiem?
     Ryzykowała, że zostanie czymś innym, jeśli nie będzie w stanie być w całości tygrysem?

*

Czy nie doświadczała takiego samego poczucia zagubienia, obserwując płatki śniegu opadające na jej futro? Przez chwilę miała przed oczami absolutną doskonałość. To, co wydawało się tylko małym punktem, gdy było w powietrzu, na jej łapie zmieniało się w malutką idealną gwiazdkę, która jednak trwała tylko jedno mrugnięcie oka.
     A zatem?
     Jaka tajemnica kryła się za nietrwałością?

*

     Przed nią nie było nic.
     Czy taki był cel jej życia?
     […] 
     Powtarzanie tego, co robili inni? Czy na pewno taki był Sens Życia?

*

Porzucić utartą drogę dla niepewnej przyszłości, już to samo nosiło w sobie ziarno szaleństwa. Wiedziała, że od zawsze to była reguła. Ale jeśli jej to nie wystarczało? Jeśli to jej nie zadowalało?

*

Jednej rzeczy Tygrysica była pewna. Zamiast wybierać, to ona została wybrana.
     Ale przez kogo?
     Dlaczego?
     Kiedy?

*

Nagle przypomniały jej się słowa Człowieka z Chaty: „Smutne życie tego, kto nigdy nie napotkał ściany”.
     […] 
     – Czym jest ściana? – zapytała kiedyś.
     – To przeszkoda, która blokuje ci drogę.

*

     – To dobrze?
     – To dar. I jak każdy dar, jest również obciążeniem.

*

     – To, czy dojdziesz tam czy nie – powiedział – zależy od ognia, który masz w sobie.
     – Można mieć w sobie ogień? – zapytała go zdziwiona.
     – Jest lodowaty ogień, który niszczy, oraz gorący, który buduje. Oba za­mieszkują w naszych sercach. To my decydujemy, któremu pozwalamy zapłonąć.

*

Skarbu nigdy nie znajduje się za drzwiami.

*

Zapomnieć o swojej niewinności.
     Czy mógł istnieć większy błąd?
     W pewnej chwili, patrząc przed siebie, Tygrysica dostrzegła, że w skalnej ścianie otworzyło się Przejście. Nie było ani za wąskie, ani za szerokie. Wy­da­wało się wycięte w sam raz dla niej. Jak to możliwe, że nie dostrzegła go wcześniej? […] 
     Chciała odkryć, co kryje się za tą szczeliną.

*

     – Jeśli chcesz, mogę cię wypuścić.
     – Ale tu jest łańcuch i kłódka.
     – Każda kłódka ma swój kluczyk – odparł.

*

Po raz pierwszy widziała łzy.
     – Nie udało mi się – Człowiek w Łachmanach powtarzał niczym smutną pieśń. – Nie udało mi się. Chciałem być tygrysem, ale pawiany mnie pokonały.
     Tygrysica cierpliwie pozwoliła mu się uspokoić, a potem powiedziała:
     – Jeśli pomożesz tygrysowi, sam staniesz się też tygrysem.
     Człowiek w Łachmanach podniósł oczy znad jej futra. Jego oczy były czerwone i spuchnięte, ale w źrenicach zaczynało błyszczeć coś, co nie było już rozpaczą.

*

Czasem tak bywa. Ktoś rodzi się i nie chce iść drogą, którą inni dla niego wytyczyli.

*

Dlaczego tkwiła tam przez tak długi czas?
     Nie potrafiła odpowiedzieć.
     Czy pszczoła wie, dlaczego przyciąga ją kwiat? W pewnej chwili w ta­jem­ni­czy sposób jakaś siła woła cię i nie możesz się oprzeć temu głosowi. To, co innemu wydawałoby się szaleństwem, tobie zdaje się jedyną możliwą drogą.

*

     – Idź dalej, to jeszcze nie jest to miejsce.
     Ale dalej gdzie?
     Dalej dlaczego?

Susanna Tamaro, Tygrysica i akrobata, przeł. Oskar Styczeń,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

To była właśnie jej droga.
     Nie było już z niej powrotu.
     Tak jak i niemożliwe było zatrzymać się.

*

     – To ty do mnie mówiłeś? – zaryzykowała w końcu Tygrysica.
     – Tak – odpowiedział Człowiek.
     – Ale ludzie i tygrysy nie mówią tym samym językiem.
     – Nie mówią, jeśli nie chcą. Ja wdycham, ty wy­dy­chasz. Cały kosmos tym oddycha. Dlatego każdy głos jest tym samym głosem.

*

     – Wszystko to jest takie smutne – po­wie­działa Młoda Tygrysica.
     – Wszystko ma swój sens […].

*

Czy była różnica między tym, jak rzeczy wyglądają, a czym są w rzeczywistości?

(tamże)

4882. Z oazy (C)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Kiedy ostatni raz czytałam coś tak gęstego, tak lekkim językiem napisanego? Nie pamiętam. Zdecydowanie dorzucam tę książkę do najlepszych, przeczytanych przeze mnie, książek 2022 roku.

Trudny Czas zawieszał na kołku swoją niewiarygodną moc, gdy czytałam, a w za­sa­dzie połykałam, tę książkę. Kilka, kilkanaście, a może kilkaset osób w Polsce po­win­no ją prze­czy­tać ze zrozumieniem, nim zachce im się publicznie zabierać głos.

#płeć:

[…]  fakty i definicje nam nie pomogą. Te naprawdę najtrudniejsze i naj­po­ważniejsze problemy prowadzą nas na terytorium wartości, gdzie fakty stają się tylko argumentami, ale przytaczanymi na obronę tezy, która z faktów wcale nie wynika. To prastary problem, który określa się często w naszym filozoficznym slangu mianem gilotyny Hume’a: nie da się przejść od zdaniajest tak i tak do zdania powinno być tak i tak”.

*

Język potoczny nam nie pomoże – stanowi nieprecyzyjne narzędzie służące do szybkiej komunikacji i pełen jest uproszczeń, które nie są w stanie objąć prawdziwej złożoności świata.

*

[…]  misgendering oraz deadnaming to nie tyle błąd, ile forma przemocy.

*

Nie ma też takiego człowieka na ziemi, który byłby w stanie jednoznacznie stwierdzić, gdzie kończą się „prawdziwe” tożsamości płciowe, a zaczynają zabawa, prowokacja i eksperyment.

*

płeć:   
chromosomalna / gonadalna / genitalna /
fenotypowa / metrykalna /
społeczna / psychologiczna   

#rasa:

Wszystko zaczęło się od lęku przed obcym.
     To nasza uniwersalna cecha. Osoby z daleka zawsze są jakby… inne. Dziwnie mówią, dziwnie wyglądają, dziwnie się zachowują. Trudno wręcz nam przyznać, że są takimi samymi ludźmi jak my; być może stanowią raczej jakąś przedziwną formę pośrednią między nami a dzikimi bestiami?

*

[…]  im silniej wierzymy w „prawdziwe, głębokie” różnice umysłowe między grupami etnicznymi, tym bliższe nam musi też być założenie, że przed­sta­wi­cie­le tych grup nie myślą po prostu tak samo, ale wolniej, lecz myślą inaczej.

*

Choć znajomość prawdy nie zawsze wystarcza, aby zmienić ludzkie postawy, to właśnie ona musi zawsze stanowić punkt wyjścia.

*

Musimy chyba nie tyle zrobić krok wstecz, ile wrócić na pole „start” i przy­po­mnieć sobie, od czego się to wszystko zaczęło. Źródłem omawianego tu problemu jest nasza niezdrowa obsesja, żeby nie tylko wiecznie się po­rów­ny­wać z innymi, ale ponadto robić to w naiwny, liniowy sposób. Ładny–brzydki. Mądry–głupi. Lepszy–gorszy. Zachowujemy się jak pięciolatki. Gdy tylko się zorientowaliśmy, że grupy ludzkie różnią się od siebie, od­ru­cho­wo uznaliśmy, że dzielą się na lepszegorsze. Tak się zresztą zwy­cza­jo­wo definiuje rasizm: jako coś więcej niż samo tylko stwierdzenie, że rasy ludzkie istnieją i są od siebie różne. Rasiści dzielą je bowiem także na lepszegorsze.

*

[…]  humanistyczny program afirmacji „pięknej różnorodności” gatunku ludzkiego. Aby mógł się powieść, musielibyśmy umieć spojrzeć na siebie i na swoich bliźnich z autentycznie bezstronną, nie­za­in­te­re­so­wa­ną, pozbawioną uczucia zagrożenia obiektywnością – po bud­dyjsku wręcz wypraną z po­trze­by chcenia i zawłaszczenia, choćby in­te­lek­tu­al­ne­go. Czyżbyśmy my wszyscy – biali, czarni, żółci, czerwoni – jesz­cze do tego nie dojrzeli?

#inteligencja:

[…]  sam wynik testu IQ dostarcza nam bardzo ubogiej wiedzy o człowieku. To magiczny numerek, stworzony przez wielbicieli numerków dla wiel­bi­cieli numerków, mówiący o tym, jak dobrze ktoś się czuje w świecie numerków.

*

[…]  w rasizmie nigdy nie chodziło o różnice wzrostu, siły, zręczności i em­pa­tii ani o odmienną sztukę, taniec, kuchnię, język czy kosmologię. To wszyst­ko bylibyśmy w stanie wybaczyć i zrozumieć. Podstawowy zarzut zawsze brzmiał: „Oni są głupsi od nas, więc to zwierzęta”.

*

Zauważmy też, że chyba jedynym naprawdę nowym gatunkiem super­bo­ha­te­ra naszych czasów jest geek: człowiek ostentacyjnie wręcz nie­wy­sporto­wa­ny i społecznie upośledzony, niezainteresowany sztuką, przyrodą czy miłostkami, za to czujący się jak ryba w wodzie w świecie symboli. Jest to o tyle zabawne, że wyobrażenie to stoi w zupełnej sprzeczności z wiodącą naukową definicją inteligencji, która uwzględnia przecież ogólną umie­jęt­ność orientowania się w sytuacji – a ową sytuacją nie musi być tablica za­peł­nio­na równaniami, ale również wchodzący do pokoju członek rodziny, w którego ruchach można przy odrobinie domyślności wyczytać, że coś go trapi. Filmowe bystrzaki nie tylko jednak tego nie łapią, ale też są z tego po­wodu dumne.

*

[…]  na liście nazwisk członków organizacji high IQ nie znaj­dziemy żadnego wybitnego naukowca, pisarza, lekarza czy filozofa.

#choroba:

[…]  wielu ludzi, zamiast odkrywać problemy, aktywnie je w sobie wy­twa­rza, porównując swój organizm z fikcyjnym, nierealistycznym ideałem. Nie powinniśmy oczekiwać od życia, że będziemy zawsze mieli zdrową cerę, ode­tka­ny nos, symetryczne ciało i prawidłowy poziom każdego składnika krwi, że będziemy wolni od nocnych niepokojów, porannego przygnębienia i dziwnych myśli, że będziemy mieli uporządkowaną relację z partnerem, plan na życie i zawsze odpowiedni poziom energii. To nie są realistyczne oczekiwania.

*

Niepokój i depresja istnieją. Cierpienie psychiczne istnieje. Ale normalność i nienormalność, zdrowie psychiczne i choroba psychiczna, a także oparte na tych kategoriach diagnozy mogą być mniej rzeczywiste, niż się po­wszech­nie uważa.
  //  David Rosenhan

*

Sam fakt, że coś jest nieprzyjemne, nie oznacza z definicji, że powinniśmy to coś od razu eliminować: czy naprawdę życie ludzkie musi się składać z samych radości?

*

Włosy podlegają bardzo silnej kontroli społecznej, co doskonale ilustrują różnice płciowe: łysy mężczyzna z owłosionymi pachami – dobrze; łysa kobieta z kudłatymi pachami – źle. Krótko mówiąc, jedynym kątem na­tar­cia, aby uczynić z łysienia jednostkę chorobową, są kwestie spo­łecz­ne i psychologiczne. […]  wielkie pole do popisu mają sprze­daw­cy leków i terapii łysienia: im więcej osób przekonamy, że łysienie jest złe, tym większa będzie nasza baza klientów. Z biznesowego punktu widzenia nie ma nic gorszego niż człowiek pogodzony ze swoim łysieniem: żaden der­ma­to­log na świecie nie zmusi swojego pacjenta do przyjmowania leków, a tym bardziej przeszczepu włosów, jeżeli ten po usłyszeniu „diagnozy” wzru­szy po prostu ramionami.

*

Gdyby zaś spróbować zrekonstruować osobowość całego naszego gatunku, to z każdą kolejną dekadą „naszych czasów” wydaje się ona coraz bardziej neurotyczna i narcystyczna.
     Zachowujemy się więc – zwłaszcza my, mieszkańcy państw roz­wi­nię­tych, do których szybko dołączają kolejne kraje – jak gazele, które pozbyły się już problemu gepardów, lwów i krokodyli, ale z czystego przy­zwy­cza­je­nia do lękliwości zaczynają powoli bać się myszoskoczków i z niepokojem stąpać w pobliżu każdej większej nierówności terenu: a co, jeśli skręcę sobie na niej nóżkę?
     Z takim nastawieniem nie da się swobodnie galopować po sawannie.

*

W medycynie nie ma „oficjalnej” definicji choroby – ani zdrowia.

Łukasz Lamża, Trudno powiedzieć. Co nauka mówi
o rasie, chorobie, inteligencji i płci
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022.
(wyróżnienie własne)

Fakty to pryszcz. Mają one też zaskakująco nie­wiel­ki wpływ na najważniejsze wyzwania, przed którymi dziś stajemy – dziś, gdy po wielu stuleciach zaczynamy się powoli orientować, jak bardzo skomplikowany jest ów niewinny gatunek nagiej małpy, który kilkaset tysięcy lat temu wylazł z Afryki.

*

Społeczeństwo i język powstawały w czasach, gdy nasze rozumienie samych siebie było w naj­lep­szym razie umiar­ko­wa­ne. Dopiero od kilku­dzie­się­ciu lat na po­waż­nie mierzymy się z ogromem pro­ble­mów, jakie na­po­ty­ka­my, chcąc urządzić nieco mądrzej nasz świat.

(tamże)

4881. Z oazy (XCIX)  //  Panna cotta (LXXIV)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Grudniowy przydział włoskich literek, przeczytany w grudniu kilka razy. Jest to hi­storia, która jest poruszającą metaforą odkrywania w sobie i w innych poten­cja­łu — jego nieoczywistości, ale i potrzeb oraz warunków, których spełnienie jest ko­niecz­ne, by mógł się rozwijać.

Co w nas — wciąż żywe, do tej pory nieznane nam ani trochę — chciałoby wy­kieł­ko­wać w 2023 roku?

Martino era un piccolo castoro che vi­ve­va in un albero accanto a un campo di girasoli: ogni estate, dalla sua fine­stra, se ne stava incantato ad ammi­rar­li per ore.
[Martin był małym bobrem, który mieszkał w drze­wie obok pola słoneczników: każdego lata oczarowany zachwycał się nimi godzinami.]

*

Per il suo terzo compleanno, il nonno regalò a Martino un seme.
     — Da oggi questo è tuo. Mi raccomando, trattalo bene, perché i semi sono vita.
[Martinowi, na jego trzecie urodziny, dziadek podarował nasiono.
     — Od dziś to jest twoje. Zalecam, byś traktował je dobrze, ponieważ nasiona są żywe.]

     — […] Anche dentro di te c’è un seme, sai?
     — Come è possibile, nonno? Io sono un castoro!
     — Un giorno capirai. Per il momento, occupati del semino che ti ho regalato!
[    — […] Również w środku ciebie jest nasiono, wiesz?
     — Jak to jest możliwe, dziadku? Ja jestem bobrem!
     — Pewnego dnia zrozumiesz. Póki co, zajmij się nasionkiem, które dostałeś!]

*

Tutto contento, Martino girava per il bosco e mostrava orgoglioso agli altri animali il suo nuovo tesoro.
     Si immaginava che da quel semino sarebbe cresciuto un girasole altissimo, che avrebbe potuto scalare toccando le nuvole del cielo.
     Allora Martino andò dal tasso a chiedere una pala e dalla rana per farsi prestare un annaffiatoio.
[Cały zadowolony, Martin krążył po lesie dumny i pokazywał innym zwierzętom swój nowy skarb.
     Wyobrażał sobie, że z tego nasionka wyrośnie tak wysoki słonecznik, że będzie mógł się wspiąć do nieba i dotykać chmur.
     Potem Martin poszedł do borsuka poprosić o łopatkę i do żaby, żeby pożyczyć konewkę.]

*

[…]  ma dal seme di Martino non spuntava neppure un timido germoglio. Martino non capiva come mai da un seme così bello non uscisse nulla.
[[…] ale nasionko Martina nie wypuściło nawet nieśmiałego kiełka. Martin nie rozumiał, jak to możliwe, że z tak pięknego nasionka nic nie wyrosło.]

*

     — Sei sicuro che sia un seme di girasole? — chiese allora Vito.
     — Hmm, in effetti no. Quando il nonno me l’ha regalato, ho pensato subito che fosse del mio fiore preferito…
[   — Jesteś pewien, że to ziarenko słonecznika? — zapytał szop Vito.
     — Hmm, właściwie to nie. Kiedy dziadek mi je podarował, natych­miast pomyślałem, że to moja ulubiona roślina.]

Freccia, dopo aver analizzato il semino, dissse:
     — Questo seme non è di girasole, ma di glicine!
     — Un glicine? E che fiore è? — chiese Martino un po’ deluso.
[Lisia Strzałka, po obejrzeniu nasionka, powiedziała:
     — To ziarenko nie jest nasionem słonecznika, lecz wisterii!
     — Wisteria? Co to za roślina? — zapytał Martin troszkę rozczarowany.]

*

Martino era confuso: aveva sempre sognato un girasole, non un glicine!
[Martin był skołowany: zawsze marzył o słoneczniku, nie o wisterii!]

*

     — Volevo un girasole, ma ora sono felice di avere un glicine. Se deciderai di germogliare, io sarò qui ad aspettarti.
     Poi si infilò sotto le coperte e si mise a dormire.
[     — Chciałem słonecznik, ale teraz jestem szczęśliwy, że mam wisterię. Jeśli zdecydujesz się wyrosnąć, będę tu czekać na ciebie.
     Później wślizgnął się pod kocyki i poszedł spać.]

*

Martino corse dal nonno: — Il seme è fiorito!
     — Bravo, castorino mio!
[Martin pobiegł do dziadka: — Nasionko wykiełkowało!
     — Wspaniale, mój borsuczku!]

Perché chi nasce glicine non può trasformarsi in girasole, ma può provare a diventare il glicine più colorato e profumato del monto!
[Ponieważ kto narodził się wisterią, nie może zmienić się w słonecznik, ale może spróbować stać się najbardziej kolorową i pachnącą wisterią na świecie!]

Luca Mazzucchelli, Cresci come un fiore, ilustr. Giulia Telli,
Giunti Editore, Firenze/Milano 2021.
(wyróżnienie własne)

piątek, grudnia 30, 2022

4879. 364/365

dziś, pierwszy błękit nieba, pierwsze pro­mie­nie słońca. tyle rze­czy przed nami po raz pierwszy bez Białego Kruka, z Białym Krukiem wyłącznie w nas. tylko serce ła­mie się milion czte­ry­sta pięć­dzie­sią­ty ósmy raz, wywołując ten sam, nie­zmien­nie upior­ny ból.

364/365

środa, grudnia 28, 2022

4878. 362/365

bóg jest miłością — przeczytałam na pobliskiej tablicy nagrobnej.
     — ty też jesteś miłością — szepnęła świadomość. — bądź z nią w kontakcie, cokolwiek robisz.

362/365

wtorek, grudnia 27, 2022

4877. 361/365

nie zawsze znajdując tam, gdzie jej szukamy, nie ustajemy w poszukiwaniu miłości. szukajmy również przyjaźni. w niej są niezmierzone pokłady miłości.

361/365

poniedziałek, grudnia 26, 2022

4876. Z oazy (XCVIII)

Niedzielne, świąteczne odliczanie literek w świąteczny poniedziałek, trzy. To książ­ka, na której temat wymieniliśmy z Białym Krukiem wiadomości na chwilę przed tym, nim nastały ostatnie godziny Jego Życia. Ani On, ani ja, nie wiedzieliśmy, że ostatnie, nim się nie wypełniły do cna.

Czytałam tę książkę już jako sierota. Wspaniały z niej plasterek na nie­od­wra­cal­ne.

Co roku o tej porze, gdy ciemność wcześnie zapada, Nostalgia zdejmuje z sza­fy ozdoby na choinkę. Zabawne, jak delikatna i uroczysta jest dla niej ta chwila, kiedy otwiera stare pogniecione pudełko po swoich pierwszych łyżwach. Oddycha głęboko, podnosi kartonowe wieczko.

Minione grudnie, które spały cicho w pudełku przez cały rok, wracają wszyst­kie na raz, jedne przez drugie. […]  I smak — mocniejszy od wszyst­kich innych smak marzeń, żeby święta się udały, żeby było pięknie jak w baj­ce… Tych spełnionych i tych, które rozprysły się niczym stłu­czo­na bombka w drobny mak.

*

Lęk koleguje się z Ciekawością, bo tylko
Ciekawość zagląda czasami pod szafę.

*

Szybko się okazało, że wiele ich łączy, chociaż są tak różni od siebie. Go­dzi­ny spędzane razem pod szafą mijały im jak kilka minut. Nikt nie słucha tak chętnie jak Ciekawość. I co jak co, ale z Lękiem nie sposób się nudzić. Te opowieści!

Ech, ten to ma dobrze. Tylu rzeczy się obawia, że nigdy się nie nudzi.
     Ciekawość nawet się nie domyśla, że uśmierzyła Największy Lęk Lęku. Że to dzięki niej Lęk wreszcie poczuł, że może uroczyście wykreślić Najgorszą Rzecz ze swojej listy.
     I tak pewnego wieczoru usiadł, wlepił oczka w wieczko puszki i cichutko skreślił swoją Największą Obawę.
     Jaką?
     Że Nikt Go Nigdy Nie Polubi.

*

Cierpliwość najlepiej czuje się w lecie, bo latem już zupełnie nie wypada nikogo ani niczego popędzać. Uczą tego owoce, które rosną w swoim tempie, ale i tak zachwycają. Na dobre rzeczy warto czekać.

Co tu kryć, Cierpliwość najbardziej lubi Spokój — tylko że Spokój zawsze przychodzi ze swoim psem. A gdzie pojawia się pies, tam prędzej czy później zjawiają się: Radość, Czułość, Ciekawość, Zadowolenie, Entuzjazm, Niecierpliwość, Wdzięczność, Wzruszenie, Zaufanie, Odwaga, Wierność, Beztroska, Głupawka, Zachwyt, Maślane Oczy, Lojalność, Mi­łość i Przyjaźń. I nakarm tu taki tłum! Ani się obejrzysz, a całe kon­fi­tu­ry truskawkowe zjedzone.

*

*

Mało kto wie, że Odwaga ma starszego brata. Z tych starszych braci, co to się ich podziwia od maleńkości, kocha całym sercem, jest się z nich dumnym i nieustannie się o nich martwi. Odwaga zawsze mówi, że on to do­pie­ro jest odważny. To Zaufanie. Jej brat buduje mosty.

Ale gdy ktoś ją [Odwagę]  pyta, co wymaga najwięcej odwagi, ona myśli o mostach, które podtrzymywał w powietrzu jej brat — tych, co przerwały próbę czasu, i tych, co z hukiem spadły mu na głowę — i odpowiada:
     — Zaufać.

*

Wdzięczność lubi wracać do dobrych chwil.
     Czasami trudno je znaleźć. Trzeba wiedzieć, gdzie szukać. Nie dlatego, że dobrych chwil nie było lub że było ich niewiele. To przez to, że Pamięć zaw­sze upycha je po dalszych szufladach, a wszystkie przykre rzeczy wkłada do szuflad z napisem WAŻNE!

Wdzięczność nie ma o to żalu. Rozumie, dlaczego Pamięć złe rzeczy uważa za najważniejsze, a dobre jej umykają. To dlatego, że jej pierwszym i naj­star­szym zadaniem jest chronić swojego człowieka przed nie­bez­pie­czeń­stwem. Dlatego Pamięć podkreśla czerwonym flamastrem to, co prze­stra­szy­ło lub sprawiło ból. […]  Żeby tego na przyszłość uniknąć. Dla Pamięci to jest najważniejsze, i już.

Wdzięczność bardzo lubi zaglądać do szuflad z tymi nieważnymi rzeczami. Tam Pamięć odkłada spokojne dni, smaczne obiady, uśmiechy, zachody słoń­ca i szczęśliwe zbiegi okoliczności. Wdzięczność otwiera którąś i znaj­du­je poupychane cuda. Chwile zrozumienia, spadające gwiazdy, książkowe odkrycia. Zbieranie wygładzonych przez morze kamyków, które fale wy­rzu­ci­ły na brzeg.

*

Wdzięczność robi sobie kubek kakao i idzie korytarzami Pamięci poszukać czegoś, na co chciałaby jeszcze raz popatrzeć. Mija regały z szufladami z napisem WAŻNE!, ale jakoś nigdy nie ma ochoty do nich zajrzeć.
     Idzie tam, gdzie Pamięć odłożyła różne inne rzeczy, i rozsiada się wśród swoich skarbów.
     Wie, że za chwilę dołączy tu do niej Nostalgia.

Tina Oziewicz, Co lubią uczucia?, ilustr. Aleksandra Zając,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

4875. Z oazy (XCVII)

Niedzielne, świąteczne odliczanie literek w świąteczny poniedziałek, dwa. Naj­trud­niej­sze, bo graniczne. To druga z dwóch ostatnich, które skończyłam, nim wy­da­rzył się piątek, 16 grudnia, nim runęły wszystkie plany, nim zostałam szczelnie otoczoną mi­ło­ścią sierotą.

Haiku jest dla mnie przede wszystkim szybką formą dostępu do zadumy. Szukałam innej książki, nie ma jej w wersji elektronicznej, znalazłam tę. I dobrze.

W językach innych niż japoński stosuje się podział na trzy wersy, podczas gdy oryginalne haiku japońskie pisane jest w jednej linijce.

*

Haiku jest po prostu „podszeptem chwili”.

*

nie ma już ludzi
tych którzy byli przy mnie
kiedy się stałam

*

obłoki różu
nie mieszkają na niebie
nosisz je w sobie

*

zatrzymany czas
zapisany jest snami
trwa w codzienności

*

dzień niby zwykły
a tyle w nim dobrych chwil
już jest wspomnieniem

*

noc bez księżyca
ciszą zapala świece
i widzisz więcej

*

utonął w chmurze
niewidoczny dla oczu
drugi brzeg świata

Małgorzata Tafil-Klawe, Haiku? niby-haiku?,
Wydawnictwo Psychoskok, Konin 2016.
(wyróżnienie własne)

człowiek i smutek…
kiedyś nadejdzie ten czas
i poznasz wszystko

*

słyszysz śpiew wiatru?
byłaś, jesteś i będziesz
w mojej wędrówce

(tamże)

4874. Z oazy (XCVI)

Niedzielne, świąteczne odliczanie literek w świąteczny poniedziałek, raz. Naj­trud­niej­sze, bo graniczne. To pierwsza z dwóch ostatnich, które skończyłam, nim wy­da­rzył się piątek, 16 grudnia, nim runęły wszystkie plany, nim zostałam szczelnie otoczoną mi­łością sierotą.

Nie podano imienia i nazwiska osoby, która dokonała wyboru tekstów do ory­gi­nal­nej zawartości tej książki. Można tylko pogratulować, że wybór był przemyślany. A treść? Odpowiedź brzmi: Sacks! I wszystko jest jasne.

Większość książek Autora przeczytałam długo przed diagnozą. Tę, jako jedyną, żyjąc z diagnozą. Czyta się inaczej. Chwilowo po Autora więcej nie sięgnę — zbyt dużo reakcji.

Śledzie są najpopularniejszymi, najtańszymi i najbardziej smakowitymi rybami na świecie, mogącymi występować praktycznie w nieskończonej mnogości postaci. […]  To także jedne z najzdrowszych ryb — mięso śledzi zawiera mnóstwo kwasów tłuszczowych omega‍-3, natomiast nie ma w nim rtęci, która odkłada się w wielkich drapieżnikach, takich jak tuńczyk czy miecznik.

*

Teksty powinny być dostępne w tak wielu formatach, jak to tylko możliwe. George Bernard Shaw nazwał książki pamięcią naszego ga­tun­ku. Nie można dopuścić do tego, by zginęła jakakolwiek postać tego fe­no­me­nu, albowiem wszyscy jesteśmy jednostkami o bardzo indy­wi­du­al­nych po­trze­bach i preferencjach, które mają swoje neurologiczne korzenie na róż­nych poziomach naszych mózgów, w zróż­ni­co­wa­nych po­łą­cze­niach i sieciach neuronowych. Dzięki nim rodzi się tak osobisty związek między autorem a czytelnikiem.

*

Istnieje jednak wielka różnica pomiędzy tym, kiedy czytamy sa­mi, a tym, kiedy ktoś nam czyta. Przy aktywnym czytaniu osoba uży­wa­ją­ca oczu lub palca może do woli wybiegać w przód w tekście i się w nim cofać, czytać po raz kolejny, w połowie zdania oddać się namysłowi czy wy­o­braź­ni. Kiedy jednak czyta nam ktoś inny, gdy na przykład słu­cha­my au­dio­booka, jest to doświadczenie bierne, zostają nam narzucone rytm i dy­na­mi­ka cudzego głosu.

*

U każdego z nas w związku z czytaniem powstają nie­po­wta­rzal­ne drogi neuronalne i u każdego czynność ta łączy się nie tylko ze wspomnieniami i doświadczeniem, lecz także z mo­dal­no­ścia­mi uczuciowymi.

*

Istnieją takie „namiętności” — aż chciałoby się je nazwać niewinnymi i pro­sty­mi — które zacierają wszelkie różnice między lubiącymi je ludźmi. Pierw­szy­mi z brzegu przykładami, które przychodzą mi do głowy, są: base­ball, muzyka i obserwowanie ptasiego życia.

*

[…]  doświadczenie nigdy nie jest takie samo, gdyż nieustannie się zmienia i nieustannie stawia nowe wyzwania, domagając się nieprzerwa­nej i rozległej integracji. Mózgowi (umysłowi) nie wystarczy tylko jed­no­staj­ne, rytmiczne funkcjonowanie (jak rzecz ma się z sercem), gdyż przez całe życie potrzebuje stymulacji i rozwoju. Samo pojęcie zdrowia i do­brego życia wymaga szczególnego uwzględnienia mózgu. […]  Jeśli mózg ma zachować zdrowie, musi aż do końca pozostać aktywny, pełen ciekawości, nienasycony, badający i eksperymentujący.

*

Wydaje się, że umocowanie tożsamości w systemie nerwowym jest bardzo solidne. Każda percepcja, każde działanie, każda myśl, każda wypowiedź noszą cechy indywidualnego doświadczenia, niepowtarzalnego systemu wartości, tego, co swoiste dla danej osoby. […]  powiązania między neu­ro­na­mi mogą być określane — a nawet kształtowane — przez osobiste do­świad­cze­nie, własne myśli i działania, mające nie mniejsze znaczenie niż całe biologiczne instrumentarium.

*

Neurologiczne dysfunkcje współoddziałują z tym wszystkim, co swoiste i nie­powtarzalne w każdej osobie — z ich wcześniejszymi siłami i słabo­ścia­mi, zdolnościami intelektualnymi, talentami, doświadczeniem życiowym, charakterami, przyzwyczajeniami i upodobaniami, a także z ich kon­kret­ny­mi sytuacjami życiowymi.

*

[…]  wydłużenie i poszerzenie własnej perspektywy, swego rodzaju dystans i spokój. Dzieje się to w procesie, który jest w pełni jednostkowy. Nie można go komuś zaordynować czy kogoś go nauczyć, nie zależy on też od wykształcenia, inteligencji ani wyjątkowych talentów. „Nie dostaje się mądrości w darze — mówi Elstir, jeden z bohaterów Prousta — trzeba ją odkryć samemu, po wędrówce, jakiej nikt nie może podjąć za nas ani nam jej oszczędzić, bo jest ona spojrzeniem na świat”.
     […]  Wiemy, że uczenie się jest możliwe przez całe życie, nawet wtedy, gdy mózg się starzeje czy ulega chorobom. Możemy być również pewni te­go, że także inne procesy dalej się toczą na znacznie głębszym poziomie — pro­ce­sy, których kumulacją są coraz rozleglejsze i głębsze generalizacje oraz integracje, dokonujące się w mózgu (umyśle) w czasie życia.

*

[…]  nie należy wzgardliwie traktować osoby,
którą byliśmy w młodości.

*

Ci, których wessał świat wirtualny, nigdy nie są sami, nie potrafią już szu­kać swojej własnej drogi i cieszyć się jej biegiem. Za udogodnienia i osiąg­nię­cia cywilizacji w ogromnej mierze [płacimy takimi skarbami]  jak: intymność i czas niepodporządkowany użyteczności, chęć bycia sam na sam ze sobą, prawdziwe pogrążenie się w kontemplacji dzieła sztuki, teorii na­u­ko­wej, zachodu słońca czy twarzy ukochanej osoby.

*


Étienne-Jules Marey (1830–1904),
wynalazca/twórca chronofotografii.

*

Niektórzy z pacjentów mogą chodzić samodzielnie, inni muszą się przy tym opierać na lasce, jeszcze innych trzeba podtrzymywać, kolejni zaś muszą się poruszać na wózku, ale niemal wszyscy, gdy tylko zrobi się dosta­tecz­nie ciepło, chcą znaleźć się na świeżym powietrzu, w ogrodzie.

*

Wśród ortodoksyjnych Żydów znane jest błogosławieństwo, które wypowiadają oni w kontakcie z czymś dziwnym: wy­chwa­lają różnorodność Bożego stworzenia i dziękują za cud dziwności.

*

Wielu naukowców, ale także poetów i malarzy, utrzymuje żywe kontakty z przeszłością, i to rozumianą nie w abstrakcyjnym sensie jako historia i tradycja, gdyż doznają żywej obecności swoich pobratymców i po­przed­ni­ków, z którymi prowadzą jakby utajony dialog.

Oliver Sacks, Wszystko na swoim miejscu. Pierwsze miłości
i ostatnie opowieści
, przeł. Jerzy Łoziński,
Zysk i S-ka, Poznań 2021.
(wyróżnienie własne)

[…]  cały kosmos przenikają
elektryczność i grawitacja.

*

Każdy z nas zaznał wędrowania przez bujny ogród czy bezkresną pustynię, spacerowania brzegiem rzeki lub oceanu, wspinania się po górskich zboczach, doświad­cza­nia jednocześnie spokoju i pobudzenia, ożywienia i ciała, i umysłu. Głębokie i daleko sięgające jest zna­cze­nie takich stanów fizjologicznych dla zdrowia jedno­stko­we­go i społecznego.

*

To, co zawsze uważano za oczywiste, aksjomatyczne, okazuje się radykalnie przygodne i przypadkowe; po­sia­danie ciała, po­sia­danie czegokolwiek, zależy od na­szych nerwów.

*

O ile liście większości współczesnych okrytonasiennych — klonów, dębów, buków i tak dalej — usychają i zbrą­zo­wia­wszy, opadają potem przez kilka tygodni, o tyle miłorząb zrzuca wszystkie jednocześnie. […]  Czy miło­rzę­by reagują w tym przypadku na jakiś zewnętrzny bodziec, taki jak zmiana temperatury czy światła? Czy też liście zrzucane są w efekcie jakiegoś wewnętrznego, genetycznie zakodowanego impulsu? Nikt nie wie, co kry­je się za tą synchronizacją, natomiast pewne wydaje się to, iż wiąże się ona ze starożytnością tych roślin, które rozwinęły się, podążając zupełnie inną drogą niż więk­szość współczesnych drzew.

(tamże)

niedziela, grudnia 25, 2022

4873. Sucharki: czwartkowe i sobotnie

ciekawe, co was jeszcze czeka
w tej relacji?

JiM
ludzie nie znikają
z powodu swojej śmierci
.

[suplement 16.03.2025]
[…]  rze­czy i lu­dzie nie zni­kają tak po pro­stu.

Kim de l’Horizon, Drzewo krwi, przeł. Elżbieta Kalinowska,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.

sobota, grudnia 24, 2022

4872. Sucharek na święta

Jabłoń:
(we wtorek po ostatniej w tym roku rehabce,
nim ruszyła w pierwszą sierocą podróż,
dostała zapowiedź nadchodzących świąt
i pokazuje Sadownikowi chatkę wykonaną
ręcznie przez Pati i Jej córkę
)

Sadownik:
O, domek z piernika dla Baby Jagi!

Jabłoń:
(grozi obojgu)
Wiecie, gdzie wylądujecie?

Pati & Sadownik:
(wylądowali tu)

piątek, grudnia 23, 2022

4871. Żałobnicy

Saba:
(nie godzi się z faktem, że straciła
drugiego swojego Człowieka;
wraca z podwórza i jest rozczarowana,
że drzwi nie otworzył jej Biały Kruk
)

Sadownik:
(widząc rezygnację psa)
Przepraszam, to tylko ja.

Jabłoń:
(poczuła, jak bardzo łamie się jej serce)

*