niedziela, października 15, 2023

5226. Z oazy (CXCIV)

Nie­dzielne odliczanie literek, cztery. Dodatek do październikowego przydziału wło­skich literek. Książka, a w zasadzie książeczka, która robi wrażenie notatnika, w któ­rym zatrzymano chwile, przebłyski świadomości, drobiny mądrości. Czasem jestem kotem, czasem żółwiem…

Są w tej książce ilustracje, których fragmenty zachwycają. Są też takie, że pomimo braku odpowiedniego wykształcenia, mam pewność, że coś jest z nimi nie tak. To jednak nie przeszkadzało mi, by cieszyć się całością opowieści.

“I wonder what lies beyond the horizon?” Said the cat.

“The unknown.” Replied the tortoise.

*

“I would like to see the unknown.” Said the cat.

“I would like to stay at home.” Said the tortoise.

*

*

“I heard the most wonderful things
happen during adventures”
Said the cat.
“If only we were brave enough to
take the first step.”

*

*

*

*

*

“That happens sometimes...”
replied the cat.

“...but if we wait long enough
for it to lift, a bright new
world will be revealed.”

*

*

“That tree is far too fall for me,”
said the tortoise,
“can I climb on your back?”

“Of course,” replied the cat, “sometimes
apples are out of reach, until we ask for help.”

*

*

“[…]  you sound very uncertain.”
Said the tortoise.

“I am,” replied the cat, “but with
on uncertain future.. comes
infinite possibilities.”

*

*

“I don’t like asking for help,” said the tortoise, “I’m not usually brave enough.”

“But sometimes, asking for help is the bravest thing you can do.” Replied the cat.

*

“Do you think following the horizon will make us happy?” Asked the tortoise.
     “I do.” Replied the cat.
     “Why?” Asked the tortoise.
     “Because those who follow their own horizons, are usually the ones who find happiness.” Said the cat.

*

*

“And to think you said you weren’t brave.” Said the cat.

I’m braver than I thought.” Replied the tortoise.

*

“Oh dear, look at that crocked tree,” said the cat, “it is a shame to see things broken.”

“Even the mightiest trees can be broken by the wind”, replied the tortoise, “but being broken doesn’t mean it’s the end.”

*

“Do you think it was a good idea to seek the horizon?” Asked the cat. “Perhaps I should have stayed at home, too.”

“I think it was an excellent idea!” Replied the tortoise. “In order for anything good t happen... an idea must become an action.”

*

“But you never know what
you can achieve until you
try.” Said the cat.

*

*

*

*

“There... that wasn’t difficult, was it?” Said the cat.
     “Things rarely are as bad as they seem.” Replied the tortoise.

Christopher Stokes, Beyond the Horizon. With the cat & the tortoise,
Independently published, Walsall 2021.
(wyróżnienie własne)

5225. Z oazy (CXCIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, trzy. To również książka, której nie szukałam. Nie, nie tytuł przyciągnął moją uwagę, lecz prostota i światło ilustracji na okładce. Za­ry­zy­ko­wa­łam. I łyknęłam, a nie prze­czytałam.

Pomysł, by jeszcze raz, na nowo zatrzymać się przy definicjach słów: myślmy­śle­nie; przyjrzeć się, w jaki sposób doświadczamy w życiu zjawisk kryjących się pod tymi słowami, jest po prostu fantastyczny.

Nie szukajcie w tej książce informacji – szukajcie zrozumienia.

*

Gdyby ludzie nauczyli się tylko jednego
nie bać się swoich doświadczeń
już samo to zmieniłoby świat.
Sydney Banks

*

Nasze umysły wykonują niesamowitą pracę, żeby utrzymać nas przy życiu, ale nie zapewniają nam szczęścia. Ich celem jest wyłącznie nasze bez­pie­czeń­stwo i przetrwanie, a nie spełnienie bądź radość.
     […]  Umysł robi po prostu to, do czego został stworzony. Dopóki nie zro­zu­miemy, że jego jedynym obowiązkiem jest utrzymanie nas przy życiu, bę­dzie nas to złościć i frustrować. Cały ten konflikt bierze się z nie­winnego nie­porozumienia. Za­da­niem naszego umysłu jest pomóc nam przetrwać. Za­da­niem naszej świadomości jest pomóc nam osiągnąć spełnienie. Wasze dusze stanowią powód, dla którego w ogóle wyruszyliście w tę podróż – aby od­na­leźć dla siebie spokój, miłość i radość.

*

Myśl nie wymaga z naszej strony żadnego
wysiłku – po pro­stu się pojawia.

*

Trzeciego dnia mnich wsiadł do łodzi, powiosłował na środek jeziora i znów oddał się medytacji. Kilka minut później usłyszał plusk wody i poczuł, że łódź się kołysze. Zaczął złościć się na myśl, że nawet na środku jeziora ktoś lub coś zakłóca jego spokój.
     Kiedy otworzył oczy, dostrzegł, że dokładnie w jego kierunku płynie inna łódź. Zawołał: „Skieruj swoją łajbę w inną stroną, bo uderzysz w moją!”. Druga łódź płynęła jednak prosto i była już tylko kilka metrów od niego. Znów krzyknął, ale to nic nie dało i w końcu uderzyła ona w łódkę mnicha. Teraz był już naprawdę wściekły. Wrzasnął: „Kim jesteś i dlaczego sta­ra­no­wa­łeś moją łódź na samym środku tego wielkiego jeziora?”. Nie było odpowiedzi. To jeszcze bardziej rozgniewało młodego mnicha.
     Wstał, aby sprawdzić, kto kieruje drugą łodzią i ku swojemu zdumieniu odkrył, że na jej pokładzie nikogo nie ma.
     Łódka prawdopodobnie zerwała się z uwięzi i niesiona wiatrem wpadła na łódź mnicha. Młodzik poczuł, że jego gniew znika bez śladu. To tylko pu­sta łódka! Nie ma się na kogo złościć!
     W tym momencie przypomniał sobie pytanie swojego mentora: „Czy wiesz, co tak naprawdę cię złości?”. I wtedy zaczął się zastanawiać: „Nie chodzi o ludzi, sytuacje czy okoliczności. Tym, co powoduje mój gniew, nie jest pusta łódź, lecz moja reakcja na nią. Wszyscy ludzie i wszyst­kie sy­tu­a­cje, które wywołują mój smutek i złość, są niczym ta pusta łódź. Gdyby nie moja reakcja, te rzeczy nie byłyby w stanie mnie rozgniewać”.

*

Jeśli zadam wam pytanie, na pewno przyjdzie wam do głowy jakaś myśl.
     Myśli nie są z natury złe. Pamiętajcie, że stanowią energetyczny, men­tal­ny surowiec, z którego tworzymy nasz świat.
     W momencie, w którym zaczynamy myśleć o naszych myślach, wsia­da­my na emocjonalną huśtawkę. Kiedy roztrząsamy nasze myśli, zaczynamy je oceniać i krytykować, doświadczając wszelkiego rodzaju wewnętrznych zawirowań.

*

Myślę, myślę i myślę, wymyśliłem już chyba
milion razy, jak być nieszczęśliwym, ale ani
razu nie wymyśliłem sobie szczęścia.
Jonathan Safran Foer

*

Bez naszego codziennego myślenia o poszczególnych zda­rze­niach lub rzeczach zaczniemy ich doświadczać w zupełnie inny sposób.

*

Myśli tworzą. Myślenie niszczy.

*

Bardziej precyzyjnym byłoby stwierdzenie, że tylko wtedy, kiedy myślimy, możemy poczuć negatywne emocje.

*

Myśli wypływają z innego źródła niż myślenie i to od źródła będzie zależeć, czy stanowią przyczynę cierpienia, czy nie.

*

Rzeczywistość sama w sobie to fakt, że dane zdarzenie na­stą­pi­ło, niezależnie od przypisanego mu znaczenia, myśli czy interpretacji.

*

Tym, czego chcemy od życia, są uczucia, nie przedmioty, ale wpadamy w pu­łap­kę przekonania, że właś­nie te fizyczne obiekty dadzą nam upra­gnio­ne emocje. Prawdziwym celem jest jednak uczucie.

*

Buddyści twierdzą, że za każdym razem, gdy doświadczamy negatywnego zdarzenia, w naszym kierunku lecą dwie strzały. Fizyczny ból po ugodzeniu pierwszą strzałą jest dotkliwy. Ale dużo bardziej bolesne jest uderzenie drugiej, emocjonalnej strzały (cierpienie).

*

W każdej chwili tylko jedna myśl, jedno spostrzeżenie, jedna idea dzielą nas od doświadczenia kompletnej zmiany naszego życia.

*

Kiedy doświadczacie silnej frustracji, stresu, niepokoju czy jakiejkolwiek innej negatywnej emocji, pamiętajcie, że dzieje się tak, ponieważ myślicie, a natężenie tych odczuć jest bezpośrednio zależne od tego, jak dużo myślicie.

*

Miłość nie zna granic. Aby uzyskać odpowiedzi na wszystkie pytania, potrzebujecie tylko otwartego umysłu i gorącego serca.

Joseph Nguyen Nie wierz we wszystko, co myślisz,
przeł. Arkadiusz Czerwiński,
Wydawnictwo PURANA, Lutynia 2023.
(wyróżnienie własne)

Niezmiernie trudno jest opisać to uczucie głębokiej ins­piracji, ponieważ ono nie jest z tego świata. Tak na­praw­dę nie pochodzi od nas, ale przepływa przez nas, biorąc swój początek w czymś znacznie od nas po­tęż­niejszym.

*

Kiedy zadajemy pytania, zawsze pojawiają się odpowiedzi.

*

Negatywne emocje stanowią wyraz niezrozumienia. Jeżeli znaleźliśmy się w ich uścisku, znaczy to, że uwie­rzy­li­śmy w to, co myślimy.

*

Nie myśl. To komplikuje sprawy.
Po prostu czuj, a jeśli czujesz,
że to droga do domu, podążaj nią.
R.M. Drake

*

Nasza intuicja prawie nigdy nie będzie wydawała się logiczna czy racjonalna, ale dokładnie o to nam chodzi, ponieważ nie chcemy, aby była przewidywalna. Cudów nie da się przewidzieć, ponieważ zawierają w sobie nie­skończone możliwości Wszechświata ze swej natury spon­taniczne.

*

Droga naprzód ukazuje się nam dopiero wtedy, gdy zaczynamy nią podążać.

*

Coś, czego wcześniej nie doświadczyliś­­my, możemy stwo­rzyć jedynie w królestwie nieskończonych moż­li­wo­ści, ale w tym celu musimy udać się tam, gdzie nas jesz­cze nie było – czyli w nieznane.

*

Prawda jest zawsze prosta. Mimo to nie za­wsze musi być łatwa.

(tamże)

5224. Z oazy (CXCII)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Początek był, jak zwykle, niewinny — moją uwa­gę przykuła tęczowa okładka. Reszta wydarzyła się w mgnieniu oka.

To druga z dwóch książek, po którą nigdy bym nie sięgnęła. Tu złamałam zasadę niesięgania po książki wydane w języku polskim z nie­polskim tytułem. Nabyłam tę powieść w podskokach, ponieważ nie codziennie bohaterzy czytanych przeze mnie książek mają ponad siedemdziesiąt lat i dużą zmia­nę przed sobą.

Dawno tak dobrze nie było mi z powieścią. Dobrzessimo! A klucz, według którego wy­bra­łam fragmenty? Wyłącznie gęstessimo! Plus te akapity, po których prze­czy­ta­niu w środku nocy było słychać mój śmiech na końcu bloku — muszę je tu mieć pod ręką.

     – Barry, je­ste­śmy już w śred­nim wieku – oznaj­mił Mor­ris, który le­żał w mo­ich ra­mio­nach i pa­lił marl­boro li­ghta.
     – We wcze­snym śred­nim wieku – od­par­łem.
     – Pró­buję coś za­su­ge­ro­wać – cią­gnął Mor­ris, na­gle za­sty­gły w nie­na­tu­ral­nym bez­ru­chu. – Może by­śmy tak prze­żyli kry­zys wieku śred­niego wspól­nie i za­miesz­kali ra­zem?
     […]
     – Dzieci masz do­ro­słe. Nic cię nie trzyma. Czy nie?
     – I za­miesz­kać z tobą?
     – Słuch masz świetny, Barry.
     – Że te­raz?
     – Nie że w ciągu naj­bliż­szych pię­ciu mi­nut, ale może pię­ciu mie­sięcy.
     Le­że­li­śmy da­lej.
     Wzią­łem głę­boki wdech, po­tem prze­pchną­łem dym przez noz­drza.
     Wyj­rza­łem przez otwarte okno. Je­sienne drzewa otrzą­sały się z li­ści.
     – Mor­ris – za­czą­łem po­woli. – Nie wiem, czy był­bym w sta­nie rzu­cić się z tobą w ot­chłań to­wa­rzy­skiego wy­klu­cze­nia.

*

Z każ­dej strony hisz­pań­ska in­kwi­zy­cja. Dla­czego ko­biety za­wsze mu­szą grze­bać in­nym w uczu­ciach?
     – Ma­xine, zaj­mij się sprzą­ta­niem i zo­staw ojca w spo­koju.

*

     – Mó­wię śmier­tel­nie po­waż­nie, tato. Po­wiedz, co się dzieje.
     Pre­sja staje się już nie do znie­sie­nia, więc mó­wię. […]
     Ma­xine mil­czy jak ni­gdy. Kiedy wresz­cie prze­ma­wia, sta­ran­nie do­biera słowa.
     – Tatku, na­prawdę są­dzisz, że nie mia­łam po­ję­cia o to­bie i wujku Mor­ri­sie? – Bie­rze moją dłoń w obie ręce. Jej cie­niut­kie palce są mięk­kie i je­dwa­bi­ście gład­kie, lek­kie i cie­płe. – Mój ra­dar nic nie prze­pu­ści, a ty je­steś tak prze­gięty, że tylko ślepy by się nie zo­rien­to­wał. Pa­trzy­łeś kie­dyś w lu­stro?
     Rany bo­skie, ta dziew­czyna to na­prawdę czarny koń.
     – Pierw­szych po­dej­rzeń na­bra­łam jesz­cze w li­ceum. A jak na stu­diach za­czę­łam cho­dzić do ba­rów dla ge­jów, to nie mia­łam już żad­nych wąt­pli­wo­ści, że je­ste­ście z wuj­kiem parą, no ale ni­gdy nie czu­łam, że mo­gła­bym z tobą po­ru­szyć ten te­mat. No bo je­steś moim tatą.
     – A co z Donną?
     – Tatku, patrz mi na usta: nie mó­wimy Don­nie, okej?
     – Ma­xine, ja cię mia­łem zszo­ko­wać, ale to tyś mnie zszo­ko­wała wię­cej.
     – Oba­wiam się, że już dawno się od­kle­iłeś od rze­czy­wi­sto­ści.

*

     – Barry – od­zywa się wresz­cie, nie­po­trzeb­nie zwra­ca­jąc się do mnie po imie­niu. […]  – Dam ci jedną radę. Na­stęp­nym ra­zem, jak po­czu­jesz, że już nad sobą nie pa­nu­jesz, to po­myśl, co by zro­bił Da­laj­lama, i spró­buj tak samo, zgoda, kie­row­niku?

*

Wtedy do mnie do­ciera. Po raz pierw­szy w ży­ciu nie mam cie­nia wąt­pli­wo­ści, że każdy, ale to każdy w za­sięgu wzroku wie, że Mor­ris i ja je­ste­śmy „pa­nami wąt­pli­wej mo­ral­no­ści”. Tu­taj nie ma miej­sca na uda­wanki. Lu­dzie ko­chani, nie wiem, gdzie oczy po­dziać, bo nie­któ­rzy prze­chod­nie na­wią­zują ze mną tak prze­cią­gły kon­takt wzro­kowy, że po­winni zło­żyć po­da­nie o przy­dzie­le­nie miej­sca par­kin­go­wego dla miesz­kań­ców. Ani przez chwilę nikt tu nie my­śli, że je­ste­śmy dwoma wy­ele­gan­co­nymi mę­żami, oj­cami i dziad­kami, któ­rzy prze­cho­dzą przez West End w dro­dze do domu z we­sela, po­grzebu czy na­bo­żeń­stwa w ko­ściele zie­lo­no­świąt­kow­ców. […]
     Jak­bym miał wię­cej od­wagi, to po­trzy­mał­bym Mor­risa za rękę, na choćby jedną se­kundę. Całe ży­cie pa­trzy­łem, jak pary idą pod rękę, ca­łują się na ulicy, w au­to­bu­sie, w pu­bie. Pa­trzy­łem, jak so­bie spa­ce­rują jedno przy dru­gim, jak so­bie mierz­wią włosy, sia­dają na ko­la­nach, tań­czą bli­sko, ro­man­tycz­nie, jaz­zowo i fun­kowo, raz le­piej, raz go­rzej, bar­dziej i mniej przy­zwo­icie.
     I ni­gdy, ani je­den raz nie po­czu­łem, że mógł­bym cho­ciaż do­tknąć dłoni męż­czy­zny, któ­rego ko­cham.
     Pa­trzymy po so­bie z Mor­ri­sem z ukosa, coś w nas drga.
     On ła­pie mnie za rękę i ści­ska przez kilka se­kund.
     To nasz pierw­szy fi­zyczny wy­raz mi­ło­ści w miej­scu pu­blicz­nym od sześć­dzie­się­ciu lat.

*

Może i wie, co to są im­pon­de­ra­bi­lia, ale do­piero z wie­kiem zro­zu­mie, jaki mają wpływ na ży­cie.

*

     – Lolu, weź mi, pro­szę, czy­stą, zdrową, bez­cu­krową coca-colę bez che­mi­ka­liów i… a, cze­kaj, za­nim za­po­mnę, co to zna­czy el­gie­bete?

*

O, tak, prosz­pań­stwa. Tak, Mor­ri­sie. Tak, Lolu i reszto mło­dych aten­cju­szy, czuję, że wy­cho­dzę z szafy, i nie ma w tym nic tak zwa­nego.

*

     – A co ja niby je­stem, ksiądz ka­to­licki, że mi się bę­dziesz spo­wia­dać? Jak te­raz za­czniesz, to będę mu­siał od­wdzię­czyć się tym sa­mym, a wcale nie je­stem taki pe­wien, czy zdo­łał­byś to prze­łknąć. Chcesz wie­dzieć, za czym nas ta roz­mowa za­bie­rze, mój drogi? Za ni­czym, ot co. Słu­chaj mnie, Barry, uważ­nie. Znam cię od czter­dzie­stego siód­mego, jak z nas były dwa szcza­wi­ki w pia­skow­nicy. Sześć­dzie­siąt cztery lata cię znam, sły­szysz ty? Na­resz­cie mamy ja­kąś wspólną przy­szłość, więc może nie roz­grze­bujmy już daw­nych grze­chów, co? Usiądź so­bie wy­god­nie, po­słu­chaj je­dy­nej w swoim ro­dzaju pani Shir­ley Bas­sey i ciesz się, chło­pie, chwilą, ciesz się chwilą.

Shirley Bassey, You Ain’t Heard Nothing Yet.

*

Jak nam się za­chce, to mo­żemy je­chać aż do Man­che­steru, Yorku, co tam, do Glas­gow na­wet. Czemu nie? Nikt nas już nie za­trzyma. Ni­kogo nie trzeba pro­sić o po­zwo­le­nie. Je­dyną osobą, przed którą się mu­szę tłu­ma­czyć, jest Mor­ris, i ja to chęt­nie. Jak się zrobi późno, to za­wsze mo­żemy się za­trzy­mać na noc w ja­kimś przy­jem­nym ho­telu, za­mó­wić ko­la­cję do po­koju, po­oglą­dać płatną te­le­wi­zję…

*

Naj­bar­dziej się za­słu­guje na po­gardę,
gdy po­gar­dza się cu­dzym cier­pie­niem.
James Baldwin
(1924–1987)

*

[…]  ce­lem do­brego tłu­ma­cze­nia nie jest urze­czy­wist­nić nie­moż­liwy po­stu­lat lu­strza­nego prze­pi­sa­nia ję­zyka na ję­zyk, lecz spra­wić, by­śmy pod­czas lek­tury po­czuli to samo, co czy­tel­nik bądź czy­tel­niczka ory­gi­nału. […].  Prze­kład nie funk­cjo­nuje jed­nak w próżni. Za każdą de­cy­zją trans­la­tor­ską kryje się lo­gika i po­rzą­dek in­ten­cji […].
  //  Od tłumaczki

*

Córka od­czy­tuje li­stę na głos z taką po­wagą, jakby re­cy­to­wała man­trę.
       – Mój mąż bę­dzie z Ka­ra­ibów albo ka­ra­ib­skiego po­cho­dze­nia.
     – Mój mąż bę­dzie od­no­szą­cym suk­cesy i wy­pła­cal­nym pro­fe­sjo­na­li­stą w swo­jej dzie­dzi­nie.
     – Mój mąż bę­dzie miał od trzy­dzie­stu pię­ciu do czter­dzie­stu dzie­wię­ciu lat.
     – Mój mąż nie bę­dzie miał dzieci z po­przed­nich związ­ków.
     – Mój mąż bę­dzie bar­dzo in­te­li­gentny i wy­kształ­cony przy­naj­mniej do po­ziomu li­cen­cjata.
     – Mój mąż bę­dzie wyż­szy ode mnie, naj­le­piej od me­tra osiem­dzie­siąt w górę, umię­śnio­nej bu­dowy i bez brzu­cha.
     – Mój mąż bę­dzie przy­stojny, ale nie na tyle, żeby inne ko­biety się za nim uga­niały.
     – Mój mąż nie bę­dzie miał owło­sio­nej piersi, ple­ców, rąk, nosa ani uszu, nie bę­dzie też miał wra­sta­ją­cych wło­sów, które mu­sia­ła­bym mu wy­cią­gać pę­setą.
     – Mój mąż bę­dzie miał… (wiesz co, tato, ten pod­punkt mo­żemy po­mi­nąć).
     – Mój mąż bę­dzie uwiel­biał dla mnie go­to­wać, nie tak jak Fran­kie, który w ży­ciu na­wet jajka nie ugo­to­wał.
     – Mój mąż ni­gdy mnie nie okła­mie, nie zdra­dzi i nie bę­dzie się śli­nił do in­nych ko­biet.
     – Mój mąż bę­dzie ko­chany i ser­deczny, ale przy tym bar­dzo mę­ski.
     – Mój mąż bę­dzie do­sko­na­łym słu­cha­czem.
     – Mój mąż bę­dzie mnie ak­cep­to­wał ab­so­lut­nie taką, jaka je­stem, bez żad­nej kry­tyki.
     – Mój mąż nie bę­dzie chra­pał.
     – Mój mąż bę­dzie chciał trzy­mać mnie za rękę pu­blicz­nie.
     – Mój mąż bę­dzie się mną za­chwy­cał, na­wet kiedy stanę się stara i po­marsz­czona.
     – Mój mąż bę­dzie ko­chał Da­niela [syn Donny].
     – A Da­niel bę­dzie go uwiel­biał.
       – No i tyle – stwier­dza, po­nu­rym ge­stem od­kła­da­jąc dro­go­cenny do­ku­ment na stół.
     – Donno – za­czy­nam de­li­kat­nie, z ca­łych sił sta­ra­jąc się mó­wić tak, by w moim gło­sie nie po­brzmie­wała choćby naj­słab­sza nuta kry­tyki. – Nie my­śla­łaś może, że je­steś odro­binę zbyt wy­bredna?
     Oj, Bar­ring­ton, to nie był do­bry po­mysł.
     – Zbyt wy­bredna?! – ry­czy córka.

*

Oto cały kło­pot z oj­co­stwem. Ma czło­wiek ten swój ar­se­nał ka­na­po­wej psy­cho­gadki i do­świad­cze­ni­zmu, któ­rym pra­gnąłby się po­dzie­lić z dziećmi, ale niechże tylko spró­buje, to się ob­rażą.

Ber­nar­dine Eva­ri­sto, Mr. Loverman, przeł.Aga Zano,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2023.
(wyróżnienie własne)

Nie czy­taj te­raz, ale daj mi znać, jak się na to za­pa­tru­jesz, asa­pis­simo.

(tamże)

5223. Z oazy (CXCI)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Niebywałe miszczostwo w wolnym tłumaczeniu tytułu i podtytułu książki. Rozumiem marketing, zapotrzebowanie rynku i zwykłą chciwośc, ale bez przesady.

To pierwsza z dwóch książek, po którą nigdy bym nie sięgnęła. Złamałam zasadę niesięgania po książki, których tytuł w wolnym tłumaczeniu sprowadza się do: Jak być szczęśliwym od wczoraj. Nie sięgnęłabym po tę książkę, gdyby nie to, że mój umysł twierdził, że nazwisko Autorki wygląda mu na włoskie. No, jak włoskie, to mogę zaryzykować…

Pokusiłam się na tę lekturę. Włoskie w tej książce są wyłącznie skojarzenia mojego umysłu. Sama książka, pomimo beznadziejnego — podstawiającego sprawnie nogę — polskiego tytułu, warta jest zatrzymania i zamyślenia. Pomaga zrobić remanent własnych, nawet jeśli najsłuszniejszych, przekonań.

Jeszcze nie reaguję wzruszeniem ramion, gdy słyszę grzmiące media, że w szkołach brakuje psychologów. Dostaję lekkiego szału. Tak, prawdą jest, że [d]obrostan na­sto­latków pogarsza się z roku na rok, ale psycholog w każdej szkole, poza tym, że jest tak samo mądrym pomysłem jak religia w szkole, nie pomoże nam ani trochę, ponieważ w ten sposób zajmujemy się wyłącznie skutkami, a nie przyczyną. Ta, ni­jak nie może się przebić: istnieje korelacja między czasem spędzonym przed ekra­nem a objawami zaburzeń lękowych i depresji.

W naszej kulturze nadmiaru wszyscy robimy rzeczy, o których wiemy, że nie są dla nas dobre, wiemy, że nas nie uszczęśliwią. Nie robimy jednak ni­cze­go, by to zmienić, bo wszyscy inni robią to samo!
     To normalne.
     Ale kto powiedział, że „normalny” znaczy „zdrowy”? Badania pokazują, że „normalny” na pewno nie znaczy „szczęśliwy”.

*

Zadowolenie to głębokie docenienie tego, że więcej nam nie trzeba, że mamy wystarczająco. To zrozumienie, że w sam raz przynosi satysfakcję, speł­nie­nie i jest spokojne, a przy tym ma wielką moc. Życie z takim podejściem uwal­nia od wszystkiego, co czyni z nas niewolników. „Wystarczająco” po­zwa­la zawsze dostrzec piękno w życiu dokładnie takim, jakie jest nam dane.

*

Gdy pojawia się szczęście, powinniśmy pozwolić mu głę­bo­ko w nas wnik­nąć, poczuć siłę jego podnoszącej na duchu obecności. Mo­że­my zachować w sobie te momenty, by wrócić do nich, gdy przyjdzie nam zmagać się z wy­zwaniami życia codziennego: w chwilach największej po­trze­by wzmocnią nas i przywrócą radość.
     Zadowolenie jest cichsze niż szczęście, w pewnym sensie bar­dziej subtelne, a jednak potężniejsze, niż może się wydawać. Za­pusz­cza korzenie szeroko i głęboko, przez co jest stateczne – ruchome piaski nieprzewidzianych okoliczności i przytłaczających uczuć nie są w stanie go poruszyć.

*

Człowieczeństwo nie jest czymś, na co trzeba sobie zapracować. Dorośli są zgodni co do tego, że dzieci zasługują na miłość i są skarbem z samej swej na­tu­ry, po prostu dlatego, że są dziećmi. Musimy zdać sobie sprawę, że do­rośli są wartościowi w ten sam niezbywalny sposób.

*

Pamiętajcie: to, o czym myślimy, rośnie w siłę.

*

Czasem sami przeszkadzamy sobie w odnalezieniu tego, czego naprawdę pragniemy.

*

[…]  ludzie nie potrafią żyć w teraźniejszości z powodu dwóch rzeczy. Jedną z nich są telefony komórkowe, drugą – lęk. W rzeczywistości obie są ze sobą bardziej powiązane, niż mogłoby się wydawać.
     […]  A pomyślcie o tym, co czeka na was po drugiej stronie aparatu: dosłownie cały świat.

*

Żeby móc inaczej działać, musimy nauczyć nasz mózg inaczej myśleć.

*

[…]  najcenniejszym, co posiadacie, jest czas.

*

Wiedzieliście, że jednoczesne śpiewanie i odczuwanie lęku jest nie­mal nie­możliwe? Z powodu licznych procesów fizjologicznych, któ­rych wymaga od nas śpiewanie, nasz mózg nie jest w stanie robić obydwu tych rzeczy naraz.

*

[…]  nasz mózg pod względem chemicznym wygląda zupełnie inaczej, kiedy pragniemy czegoś, niż kiedy przeżywamy i doceniamy to, co mamy.

*

The Monkey Business Illusion.

Gdy koncentrujemy się na jednej rzeczy, łatwo nam przeoczyć inne, całkiem spore!

*

Kiedy z rozmysłem dajemy sobie przestrzeń dla znaczących dla nas ludzi i doświadczeń, tworzymy kanały, którymi zadowolenie może wpłynąć do naszego życia.

*

Umiejętność widzenia trudnej sytuacji z perspektywy innej osoby jest zna­kiem rozpoznawczym ludzi odpornych psychicznie.

*

Jaką jedną rzecz moglibyście zrobić
dla siebie w tym tygodniu?

*

[…]  prawdziwa rezyliencja pozwala poradzić sobie z przeciwnościami, jednocześnie przyswajając to, co się stało – dzięki czemu wychodzimy z kłopotów mądrzejsi, silniejsi i śmielsi.

*

[…]  przebaczenie nie oznacza wcale przyzwolenia […]. Nie zwalnia też tego, kto nas uraził, z poniesienia konsekwencji. Nie musi nawet oznaczać dal­sze­go utrzymywania relacji z taką osobą. W przebaczeniu chodzi raczej o wy­zby­cie się gniewu, poczucia krzywdy i urazy – osoby odczuwające te ne­ga­tyw­ne emocje często stają się ich zakładnikami.

*

W pewnym sensie zadowolenie to deklaracja,
że wystarczająco rzeczywiście wystarczy.

*

[…]  każdy dzień jest szansą na nowy początek. Może wam się wydawać, że ciągle zaczynacie od nowa, ale to nieprawda. […] 
     Wiedzcie, że kiedy będziecie podążać przed siebie krok za krokiem, od­dech za od­de­chem, przesiąkając napotkanymi po drodze widokami, z pe­wno­ścią odnajdziecie zadowolenie. Może nawet odnajdziecie najlepszą wer­sję siebie, przerastającą wszystko, o co mo­gli­byście prosić lub o czym mo­gli­byście marzyć.

*

Nic bowiem bardziej nie odziera z zadowolenia niż poczucie, że przegapiliśmy jedyne życie, które jest nam dane.

*

Uwielbiam słowa Alice Morse: „Nie każdy dzień jest dobry… ale jest coś do­brego w każdym dniu”. […]  Prawdopodobnie niektóre z rzeczy, które bierzemy za pewnik, dla kogoś innego byłyby dosłownie spełnieniem marzeń.

*

Jeśli przyjmiemy nasze obecne życie i docenimy dary, które już nam przy­nio­sło, możemy potencjalnie wieść pełną, przesyconą znaczeniem egzystencję. Najprościej rzecz ujmując: życie pełne zadowolenia.

*

[…]  w odpowiednim świetle wszystko wygląda inaczej.

Niro Feliciano, Szczęście. Jak żyć bez presji
i dbać o swój dobrostan
, przeł. Zuzanna Lamża,
Wydawnictwo Filia, Poznań 2023.
(wyróżnienie własne)

*

Chciałabym, żeby „zadowalanie ludzi” stało się oficjalną diagnozą wy­mie­nianą w Kryteriach diagnostycznych zaburzeń psychicznych, bo na­le­ża­łoby je traktować jak chorobę.

*

To, że coś jest dobre, nie znaczy, że się stanie. To, że możecie, nie zna­czy jeszcze, że powinniście. Nie musimy robić wszystkiego, musimy na­tomiast mieć rozeznanie, do czego jesteśmy powołani, żebyśmy byli w sta­nie traktować takie rzeczy priorytetowo. Czasem trzeba zrezy­gno­wać z czegoś dobrego, by zrobić miejsce dla czegoś wspaniałego. „Wspaniały” wcale nie musi przy tym oznaczać nic wielkiego czy krzy­kli­we­go: chodzi o rzeczy, które – jeśli świadomie damy im prze­strzeń – przyniosą nam poczucie sensu i celu.

*

Być uważnym oznacza – zasadniczo – widzieć wy­raź­nie. Kiedy patrzymy na coś z uwagą, zawieszamy osąd i dostrzegamy, co się naprawdę dzieje.

*

Bardzo wierzę w to, że to my uczymy innych, jak mają nas trak­to­wać. Wyznaczając granice, dajemy ludziom do zrozumienia, że muszą je szanować, aby żyć z nami w zdrowej relacji.

*

Ale zastanówcie się: a jeśli waszym prawdziwym celem jest po prostu być?

*

Jesteśmy warci znacznie więcej, niż sądzimy.

*

Wdzięczność to więcej niż uczucie: to wybór, ja­kie­go dokonujemy.

*

Dzisiaj traktuję przeciwności jako wskazówkę, że robimy coś istotnego, coś, co ma wielką wartość – od kiedy to zrozumiałam, łatwiej mi spoj­rzeć na przeszkody z innej perspektywy i ruszyć dalej.

(tamże)

sobota, października 14, 2023

5222. 287/365

nie upie­raj się, by ten czy tamten człowiek zrobił dla ciebie lub z tobą to czy tamto.

może nie chodzi o tego czy tamtego, to czy tamto. może po pro­stu gdzieś indziej szy­ku­je się dla ciebie coś lepszego.

287/365

5221. Czekariat (LVII)  //  Owoców moc

Ile wiary w życie ma każdy orzech czy kasztan? Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Jest od kogo się uczyć. Kiedyś, by to zrobić, wystarczyło włożyć rękę do kieszeni jesiennej kurtki.


fot. Hawwa, fragmenty.

Praktyka miłości nie daje bezpieczeństwa. Ry­zy­ku­je­my, że doświadczymy straty, krzywdy, bólu. Wy­sta­wia­my się na działanie sił znajdujących się poza na­szą kontrolą.

bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz,
Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2023.


fot. Kaan, fragment.

czwartek, października 12, 2023

5220. Poszła się uczyć…

Szpagaciki w mgnieniu oka zamieniają się w na­bur­mu­szo­ne na­stolatki, by — nie wie­dzieć kiedy — stać się chwilę potem cie­ka­wy­mi do­ro­sły­mi ludźmi. Nim jednak ruszą w tę oso­bli­wą po­dróż, za­trzy­mu­ję tu wytwory arty­stycz­ne ich Dusz.

Tu jest jak w porządnej galerii! Ta rzeźba ma tytuł. Brzmi on: Idę się uczyć. Koń by się uśmiał, a biała sowa szeroko otworzyła oczy.


Gatita.

środa, października 11, 2023

5219. 284/365

przyszła z dalekiego równoległego świata. rytmem, loopem i barwą nonszalancko rozsiadła się w moim.

zadziwiona łomolę tą melodią od rana.

284/365

DJ Food, The Crow.

Żebyśmy znaleźli się tu, gdzie jesteśmy dziś, trzeba było pre­cy­zyj­nie za­aran­żo­wać miliony drobnych zdarzeń i oko­licz­no­ści. Zaplanować to by­ło­by nie­moż­li­wością, próżnym trudem – a jednak tu dotarliśmy. Oto cud życia.

Joseph Nguyen Nie wierz we wszystko, co myślisz,
przeł. Arkadiusz Czerwiński, PURANA, Lutynia 2023.
(wyróżnienie własne)

wtorek, października 10, 2023

5218. Z oazy (CXC)  //  Panna cotta (CVIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, poślizgnięte na świńskim uchu kulturalno-to­wa­rzy­skie­go spotkania i obsunięte o dodatkowe osiem dni, czyli odmierzane dziś, dwa dni przed tym, gdy do ula trafi październikowy przydział.

To realizacja wrześniowego deputatu na włoskie literki. Zaczęła do mnie iść w dniu, w którym się ukazała, w przedostatnią środę września. Chwilkę zajęła jej droga, ale doszła jeszcze całkiem cieplutka. Od pierwszej chwili do teraz nie­zmien­nie wyciska ze mnie łzy w tym samym miejscu opowieści. Nic się nie zmieniało podczas czytania za drugim, trzecim, czwartym, piątym, ko­lejnym i ko­lejnym razie.

To książka o tym, że rzeczy, ludzie, strategie, techniki, obcyki i sposoby, które po­ma­ga­ły nam iść przez życie, gdy byliśmy mali, średni lub calkiem duzi, nie muszą być adekwatnymi narzędziami do radzenia sobie z życiem teraz. Mogą być po­twor­nie ciężką kulą u nogi, mogą skutecznie ukrywać proste i fantastyczne rozwiązania, które podsuwa nam pod nos nieskończenie życzliwy świat.

Nella Grande Foresta di Bambù viveva un gruppo di panda tra loro molto uniti. Gli adulti prendevano parte alle attività dei cuccioli, scherzando e correndo con loro. L’armonia e la voglia di stare insieme regnava sovrana.
     Un giorno Bao, il panda più anziano di tutti, stava gio­can­do a nascondino insieme ai cuccioli, quando cadde in una buca e si ruppe una zampa.
[W Wielkim Lesie żyła, bardzo ze sobą zżyta, grupa pand. Dorosłe misie brały udział w życiu młodych pand, bawiąc się i biegając razem z nimi. Harmonia i chęć, by być razem, królowały.
     Pewnego dnia Bao, najstarszy z wszystkich pand, bawiąc się z ma­lu­cha­mi w chowanego, wpadł do dziury i złamał łapę.]

*

[…]  la zampa di Bao non guariva. Luna, una cucciola di panda molto curiosa, notò la sua assenza e andò a cercarlo.
     — Bao, ma quando tornerai a correre con noi?
     — Mi dispiace, Luna, non so risponderti. Forse solo l’erba di calendula sarebbe in grado di curarmi, ma cresce lontano da qui, sulla cima, di quel monte al di là del fiume...
[…łapa Bao się nie goiła. Luna, młodziutka, bardzo ciekawska panda, zauważyła jego nieobecność i poszła go poszukać:
     — Bao, kiedy wrócisz, by z nami ganiać?
     — Przykro mi, Luno, nie umiem ci odpowiedzieć. Jedynie nagietek mo­że byłby w stanie mnie uleczyć, ale rośnie daleko stąd, na szczycie tamtej góry, tam za rzeką…]

*

Quella sera Luna continuava a pensare alle parole di Bao. Non riuscendo a dormire, andò a rifugiarsi sul suo albero preferito, come faceva tutte le volte che qualcosa la preoccupava.
     Nel silenzio della notte le piaceva osservare la luna, così luminosa e bella: la sentiva vicina come un’amica ed è a lei che faceva le sue confidenze.
[Tego wieczoru Luna myślała o tym, co powiedział jej Bao. Nie mogąc zasnąć, poszła schować się na swoim ulubionym drzewie, jak robiła wszystkie te razy, gdy czymś się martwiła.
     W nocnej ciszy lubiła obserwować księżyc, tak świetlisty i piękny: miała go za przyjaciela i zwierzyła mu się.]

*

La mattina seguente, Luna aveva le idee chiare. Andò da suo fratello Lucky, che era bravissimo a costruire qualsiasi cosa intrecciando canne di bambù, e gli chiese una zattera.
     Voleva mettersi in viaggio per raggiungere la cima del monte e raccogliere l’erba che avrebbe potuto guarire Bao.
[Następnego ranka, Luna miała wyklarowany pomysł. Poszła do swojego brata Lucky’ego, który był bardzo dobry w budowaniu wszystkiego, co można było wykonać z bambusa, i poprosiła go o tratwę.]

Lucky si mise al lavoro e in pochi giorni la zattera fu pronta.
     Luna non aveva mai visto niente di più bello […].
     — Grazie di cuore — disse Luna abbracciando forte Lucky.
[Lucky zabrał się do pracy i po kilku dniach tratwa była gotowa.
     Luna nigdy nie widziała niczego piękniejszego […].
     — Dziękuję z całego serca — powiedziała Luna obejmując mocno brata.]

*

Attraversare il fiume, però, fu molto più difficile del previsto. Luna non era preparata alla forte corrente e rischiò più volte di annegare.
     […].
     Che spavento aveva provato!
     Ora che il peggio era passato, si sentiva così stanca che decise di dor­mire un po’.
[Przeprawa przez rzekę była jednak znacznie trudniejsza, niż można było przewidzieć. Luna nie była przygotowana na silny prąd i wielokrotną okazję, by utonąć.
     […]
     Jakiego strachu się najadła!
     Teraz, gdy najgorsze minęło, czuła się tak zmęczona, że postanowiła się troszkę zdrzemnąć.]

Quando riaprì gli occhi, Luna si trovò davanti a uno spettacolo in­cante­vole: quella parte di foresta inesplorata era ricca di alberi altissimi, pian­te do ogni tipo e fiori profumatissimi.
[Gdy obudziła się, jej oczom ukazał się czarujący widok: ta niezbadana część lasu była pełna bardzo wysokich drzew, roślin każdego gatunku i bardzo aromatycznych kwiatów.]

*

[…]  continuò il suo viaggio verso il bosco.
     Ma più Luna andava avanti, più gli alberi si facevano fitti e il sentiero diventava stretto e in salita. A ogni passo la zat­te­ra sbatteva contro i rami, si incastrava e faceva tornare la piccola panda al punto di partenza.
     All’ennesimo capitombolo, Luna scoppiò a piangere.
     Un tasso, che aveva assistito alla scena, le si avvicino cu­rio­so: — Ciao, mi chiamo Tao. Perché piangi?
[…swoją misję kontynuowała przez las.
     Ale im dalej szła, gęstniało od drzew, ścieżka stawała się wąska i pięła się w górę. Podczas każdego kroku Luny tratwa uderzała w gałęzie, mała panda utykała i wracała do punktu wyjścia.
     Przy entym upadku Luna wybuchła płaczem.
     Borsuk, który był świadkiem tej sceny, zbliżył się do niej za­cie­ka­wiony:
     — Cześć, mam na imię Tao. Dlaczego płaczesz?]

*

Singhiozzando, Luna alzò lo sguardo: — Devo arrivare in cima alla montagna...
     — Sarà impossibile finché ti porti dietro quella zattera ingombrante — osservò Tao.
     Allora Luna gli spiegò il motivo del suo viaggio e quanto fosse stata importante per lei quella zattera. Tao la guardò negli occhi.
     — Ciò che ti ha portato fin qua, non ti porterà fin là — le disse con dolcezza.
     — In che senso? — chiese Luna.
     — A volte, per andare avanti, devi essere pronta a lasciare indietro qualcosa — rispose Tao.
[Szlochając, Luna podniosła wzrok.
     — Muszę dostać się na wierzchołek tej góry…
     — To raczej niemożliwe, dopóki będziesz nosić tę nieporęczną tratwę — zauważył Tao.
     Luna wyjaśniła mu powód swojej podróży i jak ważna dla niej była ta tratwa. Tao spojrzał jej w oczy i powiedział delikatnie:
     — To, co przyniosło cię tak daleko, nie doprowadzi cię tam.
     — W jakim sensie? — zapytała Luna.
     — Czasem, by iść dalej, musisz być gotowa, by zostawić coś za sobą — odpowiedział Tao.]

*

[…]  la zattera che ieri ti ha salvato
ora ti ostacola — spiegò Tao.
[…tratwa, która wczoraj cię ocaliła,
teraz cię blokuje — wyjaśnił Tao.]

*

     — Talvolta per crescere, per cambiare, per andare avan­ti lungo la nostra strada, bisogna lasciare andare ciò a cui teniamo — concluse Tao.
[     — Niejednokrotnie, aby się rozwijać, zmieniać, iść swoją drogą, potrzebujemy pozostawić coś, co mamy — zakończył Tao.]

*

Finalmente arrivarono sulla vetta della montagna e lì tro­va­ro­no la preziosa erba di calendura.
     — Evviva! Non vedo l’ora di portarla a Bao!
[W końcu dotarli na wierzchołek góry i znaleźli tam cenny nagietek.
     — Hurra! Nie mogę się doczekać, aż zaniosę go Bao!]

*

Mentre Tao e Luna cercavano la soluzione migliore, uno stormo di grandi uccelli atterrò vicino a loro. Erano i più grandi amici di Tao.
     — Che fortuna avervi incontrato! — esclamò il tasso — La mia amica Luna deve tornare al suo villaggio, al di là del fiume... potete aiutarci?
     — Più che volentieri, noi stavamo giusto andando da quelle parti — rispose uno di loro.
     — Montate in groppa!
[Podczas gdy Tao i Luna szukali najlepszego rozwiązania, stado wielkich ptaków wylądowało w ich pobliżu. Były one najlepszymi przyjaciółmi Tao.
     — Co za szczęście, że was spotykam! — wykrzyknął Tao. — Moja przyjaciółka musi wrócić do swojej wioski po drugiej stronie rzeki… możecie nam pomóc?
     — Bardzo chętnie, właśnie ruszamy w tamtą stronę — odpowiedział jeden z ptaków.
     — Wskakujcie na grzbiet!]

*

A quel punto Luna disse all’amico: — Andiamo!
     Il tasso le sorrise sereno. — La mia casa è qui, tra queste montagne. Io ti ho accompagnato fin qua, i miei amici uccelli ti guideranno fin là — disse indicando il villaggio di Luna.
     Luna aveva ormai capito la lezione che Tao le aveva in­se­gna­to: per andare avanti, talvolta devi lasciare qualcosa indietro.
     È così i due amici si abbracciarono con un po’ di tristezza nel cuore, ma anche così grati alla vita per averli fatti in­con­trare.
[W tym momencie Luna powiedziała do Tao:
     — Ruszamy!
     Borsuk uśmiechnął się spokojnie.
     — Mój dom jest tutaj, między tymi górami. Towarzyszyłem ci do teraz, moi przyjaciele poprowadzą cię tam — powiedział, wskazując wioskę Luny.
     Luna zrozumiała już lekcję, której nauczył ją Tao: by iść dalej, nie­jed­no­krot­nie musisz zostawić coś z tyłu.
     I tak, dwoje przyjaciół objęło się z odrobiną smutku w swoich sercach, ale także byli bardzo wdzięczni życiu, że się spotkali.]

Luca Mazzucchelli, Così diventerai grande, ilustr. Giulia Telli,
Giunti Editore, Firenze/Milano 2023.
(wyróżnienie własne)

­

niedziela, października 08, 2023

piątek, października 06, 2023

5216. 279/365

dwa bez­graniczne osamotnienia. dużo krzy­ku z obu stron. eska­lu­jąc nie­wy­o­bra­żal­ną złość nie tylko na los, wołamy o kon­takt i uwspól­nie­nie nie­ła­twe­go doświadczenia nie­mocy.

279/365

środa, października 04, 2023

5215. [*]

Nikt już nigdy nie będzie się na mnie cieszyć tak, jak robiła to Ona. Nie było mnie widać, nie było mnie słychać, ale jeśli tylko wyczuła moją obec­ność na drugim końcu ulicy, ciągnęła swojego czło­wie­ka, po­rzu­ca­jąc kul­tu­rę dobrze uło­żo­ne­go psa, ciągnęła, by przyciągnąć na ty­le bli­sko, by li­znąć, powiedzieć tym samym mi dzień dobry. Choć była przed­sta­wi­ciel­ką gończych polskich, Dunieczkę roznosiła radość arcy­la­bra­dorska.

Dunia
(2011–2023)


fot. Człowiek Duni.

wtorek, października 03, 2023

5214. 276/365

nie lubi, gdy mówię, że nareszcie znów wi­dzę światełko w tu­ne­lu, bo nie ma pew­no­ści, czy nie jest ono przy­pad­kiem po­cią­giem (#światło żółte).

choć najlepiej byłoby nie zapominać i czuć, że ma się świa­tełko w so­bie, to zbyt często nie wiemy nawet, że je ma­my. po­trzebny wtedy jest ktoś, kto widział i wciąż widzi je w nas; po­trzebny, by nam przypomnieć, że to świa­teł­ko* jest i ni­gdy nie zgasło (#światło białe ciągłe)

276/365

__________
  *  ze świeżutką świadomością tego świa­teł­ka prze­mie­rzam swo­je życie szósty dzień; hmmm, będzie trzeba w nie uwierzyć lub do niego przywyknąć, w żadnym wy­pad­ku za­po­mnieć.

*

Cocoon & Lola Marsh, I Got You.

niedziela, października 01, 2023

5213. Klubik „Świnka” (I)

Seans inauguracyjny za nami. Minister Kultury może być dumny z naszej lokalnej, przyjacielskiej inicjatywy.

Dotarło do mnie, że pogodzona jestem — nie mam pojęcia od jak długo — z tym, że ludzie mają zdanie na temat książek, których nie czytali, których nawet nie prze­kart­ko­wa­li. To, że seans w kinie może przerastać intelektualne możliwości, mnie zwy­czaj­nie przeraża. Uwzględniając ten fakt, Zielona granica to rzucanie pereł przed wieprze, które nie widziały filmu, ale zdanie mają zdecydowane.

A film? Jeśli kogokolwiek oskarża, to Unię Europejską. Piękny. Dotyka. Porusza. Z ma­są perełek i perełeczek.

🐷

Chciałbym zostać w Europie.

*

I znowu jesteśmy tu, jakby czas nas niczego nie nauczył.

Zielona granica, reż. Agnieszka Holland, 2023.


*


Autor grafiki bez odwagi ujawnienia się, fragment, źródło.

sobota, września 30, 2023

5212. Panna cotta (CVII)


Le persone entrano nella tua esistenza
per una ragione, una stagione o una vita.
[Konkretne osoby pojawiają się w twoim życiu
z jakiegoś powodu, na pewnym etapie lub na całe życie.]
Luca Mazzucchelli

Così come dei libri?
Secondo me, sì!
Il Melo
[Tak jak książki? / Według mnie, tak!]


Un libro nuovissimo. Lo aspettavo e finalmente è arrivato già!  
[Świeżynka wydawnicza. Czekałam na nią i w końcu już przybyła do ula!] 

czwartek, września 28, 2023

5211. 271/365

najpierw gniew, ślepa furia, po jakimś cza­sie mieszają się ze smutkiem, by osta­tecz­nie się w niego całkowicie przemienić.
     — wytrzymaj, ufaj, obserwuj, cze­kaj — kibicowałam tej czę­ści mnie, któ­ra nigdy nie uwierzy, że trudne emocje trwają wiecz­nie. — czekaj, to wszystko wy­pa­li się, zga­śnie, skoń­czy się w błogiej ciszy poczuciem bez­gra­nicz­ne­go spo­ko­ju, któ­ry po­ja­wi się na­gle i znikąd; przyjdzie to, co od­mie­ni wszystko.

271/365

środa, września 27, 2023

5210. Czekariat (LVI)


fot. Hawwa, fragment.

Miłość jest jedyną siłą, która pozwala nam
trzymać się razem ponad śmiercią.
bell hooks
(1952–2021)

*

George Gershwin, The Man I Love,
Frank Braley (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #38.

5209. —

Jabłoń:
(w ciut mocno szwajcarskim nastroju)
Jak ja się cieszę, że nie jestem stonogą.
Zrobić po trzy serie na każdą nogę,
to byłaby masakra!

Pati:
(jak na zawołanie wyczuła zwierzęcy potencjał,
który tak pięknie można byłoby wykorzystać
podczas neurologicznej rehabilitacji
)
Ale ja mogłabym być kałamarnicą.
(dodaje po chwili)
Wiesz, dlaczego kałamarnicą,
a nie ośmiornicą?

Jabłoń:
(oczywiście, że nie wiedziała)

🍆

wtorek, września 26, 2023

5208. 268–269/365

każdego dnia jestem da­lej od tej, której ma­rze­nia tak dobrze zna­łam. długo szłam, by z odpowiedniej odległości zobaczyć wy­raź­nie, że pozostaną niespełnione, a gdy ona do­strze­ga to, co ja już wiem, łamiącym się gło­sem pyta:
     — co teraz będzie?
odpowiadam spokojnie:
     — zobaczymy.

268–269/365

Wszyscy zetkniemy się kiedyś z bólem, nieoczekiwaną chorobą, stratą. Cier­pie­nie przyjdzie niezależnie od tego, czy je wybierzemy, czy nie, nikt z nas od niego nie ucieknie. Jego obecność w na­szym ży­ciu nie jest prze­ja­wem dys­funkcji.

*

Hojne serce jest zawsze otwarte, zawsze gotowe na przyjęcie tego, co się wydarzy.

*

Tymczasem prawdziwa miłość rozkwita na trudnościach. Jej podstawą jest założenie, że chcemy się rozwijać i wzrastać, że chcemy stać się w pełni sobą. Nie ma takiej zmiany, która nie niosłaby z sobą poczucia wyzwania i straty.

*

W najgłębszym sensie smutek to pożar serca, intensywny ogień, który daje nam pocieszenie i ulgę.

*

Wbrew temu, co nam być może wpojono, zbędne i niechciane cierpienie rani, lecz nie musi zostawiać blizn na całe życie. Naznacza nas, to prawda. Ale to od nas zależy, czym ten ślad po cierpieniu się stanie.

*

Umysł i serce nigdy nie tracą swojej uzdrawiającej siły, bo potrafimy odnawiać naszego ducha bez końca, odzyskiwać duszę.

*

Gdy akceptujemy śmierć z miłością, przyjmujemy realność tego, co nie­ocze­kiwane i nad czym nie mamy kontroli. Miłość daje nam siłę, by odpuścić. Nie musimy wciąż niepokoić się i martwić o to, czy zrealizujemy swoje pla­ny i osiągniemy swoje cele. Śmierć jest zawsze obecna, by przypominać nam, że nasze plany są ulotne. Ucząc się kochać, uczymy się akceptować zmia­nę. Bez zmiany nie moglibyśmy się rozwijać.

*

Przestrzeń braku to także przestrzeń możliwości.

bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz,
Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2023.