Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Niedzielne odliczanie literek, cztery. Dodatek do październikowego przydziału włoskich literek. Książka, a w zasadzie książeczka, która robi wrażenie notatnika, w którym zatrzymano chwile, przebłyski świadomości, drobiny mądrości. Czasem jestem kotem, czasem żółwiem…
Są w tej książce ilustracje, których fragmenty zachwycają. Są też takie, że pomimo braku odpowiedniego wykształcenia, mam pewność, że coś jest z nimi nie tak. To jednak nie przeszkadzało mi, by cieszyć się całością opowieści.
“I wonder what lies beyond the horizon?” Said the cat.
“The unknown.” Replied the tortoise.
*
“I would like to see the unknown.” Said the cat.
“I would like to stay at home.” Said the tortoise.
*
*
“I heard the most wonderful things
happen during adventures”
Said the cat.
“If only we were brave enough to
take the first step.”
*
*
*
*
*
“That happens sometimes...”
replied the cat.
“...but if we wait long enough
for it to lift, a bright new
world will be revealed.”
*
*
“That tree is far too fall for me,”
said the tortoise,
“can I climb on your back?”
“Of course,” replied the cat, “sometimes
apples are out of reach, until we ask for help.”
*
*
“[…] you sound very uncertain.”
Said the tortoise.
“I am,” replied the cat, “but with
on uncertain future.. comes
infinite possibilities.”
*
*
“I don’t like asking for help,” said the tortoise, “I’m not usually brave enough.”
“But sometimes, asking for help is the bravest thing you can do.” Replied the cat.
*
“Do you think following the horizon will make us happy?” Asked the tortoise.
“I do.” Replied the cat.
“Why?” Asked the tortoise.
“Because those who follow their own horizons, are usually the ones who find happiness.” Said the cat.
*
*
“And to think you said you weren’t brave.” Said the cat.
“I’m braver than I thought.” Replied the tortoise.
*
“Oh dear, look at that crocked tree,” said the cat,
“it is a shame to see things broken.”
“Even the mightiest trees can be broken by the wind”,
replied the tortoise, “but being broken doesn’t mean it’s the end.”
*
“Do you think it was a good idea to seek the horizon?” Asked the cat.
“Perhaps I should have stayed at home, too.”
“I think it was an excellent idea!” Replied the tortoise. “In order for anything good t happen... an idea must become an action.”
*
“But you never know what
you can achieve until you
try.” Said the cat.
*
*
*
*
“There... that wasn’t difficult, was it?” Said the cat.
“Things rarely are as bad as they seem.” Replied the tortoise.
Christopher Stokes, Beyond the Horizon. With the cat & the tortoise,
Independently published, Walsall 2021.
(wyróżnienie własne)
Niedzielne odliczanie literek, trzy. To również książka, której nie szukałam. Nie, nie tytuł przyciągnął moją uwagę, lecz prostota i światło ilustracji na okładce. Zaryzykowałam. I łyknęłam, a nie przeczytałam.
Pomysł, by jeszcze raz, na nowo zatrzymać się przy definicjach słów: myśl i myślenie; przyjrzeć się, w jaki sposób doświadczamy w życiu zjawisk kryjących się pod tymi słowami, jest po prostu fantastyczny.
Nie szukajcie w tej książce informacji – szukajcie zrozumienia.
*
Gdyby ludzie nauczyli się tylko jednego
– nie bać się swoich doświadczeń –
już samo to zmieniłoby świat. Sydney Banks
*
Nasze umysły wykonują niesamowitą pracę, żeby utrzymać nas przy życiu, ale nie zapewniają nam szczęścia. Ich celem jest wyłącznie nasze bezpieczeństwo i przetrwanie, a nie spełnienie bądź radość. […] Umysł robi po prostu to, do czego został stworzony. Dopóki nie zrozumiemy, że jego jedynym obowiązkiem jest utrzymanie nas przy życiu, będzie nas to złościć i frustrować. Cały ten konflikt bierze się z niewinnego nieporozumienia. Zadaniem naszego umysłu jest pomóc nam przetrwać. Zadaniem naszej świadomości jest pomóc nam osiągnąć spełnienie. Wasze dusze stanowią powód, dla którego w ogóle wyruszyliście w tę podróż – aby odnaleźć dla siebie spokój, miłość i radość.
*
Myśl nie wymaga z naszej strony żadnego wysiłku – po prostu się pojawia.
*
Trzeciego dnia mnich wsiadł do łodzi, powiosłował na środek jeziora i znów oddał się medytacji. Kilka minut później usłyszał plusk wody i poczuł, że łódź się kołysze. Zaczął złościć się na myśl, że nawet na środku jeziora ktoś lub coś zakłóca jego spokój.
Kiedy otworzył oczy, dostrzegł, że dokładnie w jego kierunku płynie inna łódź. Zawołał: „Skieruj swoją łajbę w inną stroną, bo uderzysz w moją!”. Druga łódź płynęła jednak prosto i była już tylko kilka metrów od niego. Znów krzyknął, ale to nic nie dało i w końcu uderzyła ona w łódkę mnicha. Teraz był już naprawdę wściekły. Wrzasnął: „Kim jesteś i dlaczego staranowałeś moją łódź na samym środku tego wielkiego jeziora?”. Nie było odpowiedzi. To jeszcze bardziej rozgniewało młodego mnicha.
Wstał, aby sprawdzić, kto kieruje drugą łodzią i ku swojemu zdumieniu odkrył, że na jej pokładzie nikogo nie ma.
Łódka prawdopodobnie zerwała się z uwięzi i niesiona wiatrem wpadła na łódź mnicha. Młodzik poczuł, że jego gniew znika bez śladu. To tylko pusta łódka! Nie ma się na kogo złościć!
W tym momencie przypomniał sobie pytanie swojego mentora: „Czy wiesz, co tak naprawdę cię złości?”. I wtedy zaczął się zastanawiać: „Nie chodzi o ludzi, sytuacje czy okoliczności. Tym, co powoduje mój gniew, nie jest pusta łódź, lecz moja reakcja na nią. Wszyscy ludzie i wszystkie sytuacje, które wywołują mój smutek i złość, są niczym ta pusta łódź. Gdyby nie moja reakcja, te rzeczy nie byłyby w stanie mnie rozgniewać”.
*
Jeśli zadam wam pytanie, na pewno przyjdzie wam do głowy jakaś myśl.
Myśli nie są z natury złe. Pamiętajcie, że stanowią energetyczny, mentalny surowiec, z którego tworzymy nasz świat.
W momencie, w którym zaczynamy myśleć o naszych myślach, wsiadamy na emocjonalną huśtawkę. Kiedy roztrząsamy nasze myśli, zaczynamy je oceniać i krytykować, doświadczając wszelkiego rodzaju wewnętrznych zawirowań.
*
Myślę, myślę i myślę, wymyśliłem już chyba
milion razy, jak być nieszczęśliwym, ale ani
razu nie wymyśliłem sobie szczęścia. Jonathan Safran Foer
*
Bez naszego codziennego myślenia o poszczególnych zdarzeniach lub rzeczach zaczniemy ich doświadczać w zupełnie inny sposób.
*
Myśli tworzą. Myślenie niszczy.
*
Bardziej precyzyjnym byłoby stwierdzenie, że tylko wtedy, kiedy myślimy, możemy poczuć negatywne emocje.
*
Myśli wypływają z innego źródła niż myślenie i to od źródła będzie zależeć, czy stanowią przyczynę cierpienia, czy nie.
*
Rzeczywistość sama w sobie to fakt, że dane zdarzenie nastąpiło, niezależnie od przypisanego mu znaczenia, myśli czy interpretacji.
*
Tym, czego chcemy od życia, są uczucia, nie przedmioty, ale wpadamy w pułapkę przekonania, że właśnie te fizyczne obiekty dadzą nam upragnione emocje. Prawdziwym celem jest jednak uczucie.
*
Buddyści twierdzą, że
za każdym razem, gdy doświadczamy negatywnego zdarzenia, w naszym kierunku lecą dwie strzały. Fizyczny ból po ugodzeniu pierwszą strzałą jest dotkliwy. Ale dużo bardziej bolesne jest uderzenie drugiej, emocjonalnej strzały (cierpienie).
*
W każdej chwili tylko jedna myśl, jedno spostrzeżenie, jedna idea dzielą nas od doświadczenia kompletnej zmiany naszego życia.
*
Kiedy doświadczacie silnej frustracji, stresu, niepokoju czy jakiejkolwiek innej negatywnej emocji, pamiętajcie, że dzieje się tak, ponieważ myślicie, a natężenie tych odczuć jest bezpośrednio zależne od tego, jak dużo myślicie.
*
Miłość nie zna granic. Aby uzyskać odpowiedzi na wszystkie pytania, potrzebujecie tylko otwartego umysłu i gorącego serca.
Joseph Nguyen Nie wierz we wszystko, co myślisz,
przeł. Arkadiusz Czerwiński,
Wydawnictwo PURANA, Lutynia 2023.
(wyróżnienie własne)
Niezmiernie trudno jest opisać to uczucie głębokiej inspiracji, ponieważ ono nie jest z tego świata. Tak naprawdę nie pochodzi od nas, ale przepływa przez nas, biorąc swój początek w czymś znacznie od nas potężniejszym.
*
Kiedy zadajemy pytania, zawsze pojawiają się odpowiedzi.
*
Negatywne emocje stanowią wyraz niezrozumienia. Jeżeli znaleźliśmy się w ich uścisku, znaczy to, że uwierzyliśmy w to, co myślimy.
*
Nie myśl. To komplikuje sprawy.
Po prostu czuj, a jeśli czujesz,
że to droga do domu, podążaj nią. R.M. Drake
*
Nasza intuicja prawie nigdy nie będzie wydawała się logiczna czy racjonalna, ale dokładnie o to nam chodzi, ponieważ nie chcemy, aby była przewidywalna. Cudów nie da się przewidzieć, ponieważ zawierają w sobie nieskończone możliwości Wszechświata ze swej natury spontaniczne.
*
Droga naprzód ukazuje się nam dopiero wtedy, gdy zaczynamy nią podążać.
*
Coś, czego wcześniej nie doświadczyliśmy, możemy stworzyć jedynie w królestwie nieskończonych możliwości, ale w tym celu musimy udać się tam, gdzie nas jeszcze nie było – czyli w nieznane.
*
Prawda jest zawsze prosta. Mimo to nie zawsze musi być łatwa.
Niedzielne odliczanie literek, dwa. Początek był, jak zwykle, niewinny — moją uwagę przykuła tęczowa okładka. Reszta wydarzyła się w mgnieniu oka.
To druga z dwóch książek, po którą nigdy bym nie sięgnęła. Tu złamałam zasadę niesięgania po książki wydane w języku polskim z niepolskim tytułem. Nabyłam tę powieść w podskokach, ponieważ nie codziennie bohaterzy czytanych przeze mnie książek mają ponad siedemdziesiąt lat i dużą zmianę przed sobą.
Dawno tak dobrze nie było mi z powieścią. Dobrzessimo! A klucz, według którego wybrałam fragmenty? Wyłącznie gęstessimo! Plus te akapity, po których przeczytaniu w środku nocy było słychać mój śmiech na końcu bloku — muszę je tu mieć pod ręką.
– Barry, jesteśmy już w średnim wieku – oznajmił Morris, który leżał w moich ramionach i palił marlboro lighta.
– We wczesnym średnim wieku – odparłem.
– Próbuję coś zasugerować – ciągnął Morris, nagle zastygły w nienaturalnym bezruchu. – Może byśmy tak przeżyli kryzys wieku średniego wspólnie i zamieszkali razem? […]
– Dzieci masz dorosłe. Nic cię nie trzyma. Czy nie?
– I zamieszkać z tobą?
– Słuch masz świetny, Barry.
– Że teraz?
– Nie że w ciągu najbliższych pięciu minut, ale może pięciu miesięcy.
Leżeliśmy dalej.
Wziąłem głęboki wdech, potem przepchnąłem dym przez nozdrza.
Wyjrzałem przez otwarte okno. Jesienne drzewa otrząsały się z liści.
– Morris – zacząłem powoli. – Nie wiem, czy byłbym w stanie rzucić się z tobą w otchłań towarzyskiego wykluczenia.
*
Z każdej strony hiszpańska inkwizycja. Dlaczego kobiety zawsze muszą grzebać innym w uczuciach?
– Maxine, zajmij się sprzątaniem i zostaw ojca w spokoju.
*
– Mówię śmiertelnie poważnie, tato. Powiedz, co się dzieje.
Presja staje się już nie do zniesienia, więc mówię. […]
Maxine milczy jak nigdy. Kiedy wreszcie przemawia, starannie dobiera słowa.
– Tatku, naprawdę sądzisz, że nie miałam pojęcia o tobie i wujku Morrisie? – Bierze moją dłoń w obie ręce. Jej cieniutkie palce są miękkie i jedwabiście gładkie, lekkie i ciepłe. – Mój radar nic nie przepuści, a ty jesteś tak przegięty, że tylko ślepy by się nie zorientował. Patrzyłeś kiedyś w lustro?
Rany boskie, ta dziewczyna to naprawdę czarny koń.
– Pierwszych podejrzeń nabrałam jeszcze w liceum. A jak na studiach zaczęłam chodzić do barów dla gejów, to nie miałam już żadnych wątpliwości, że jesteście z wujkiem parą, no ale nigdy nie czułam, że mogłabym z tobą poruszyć ten temat. No bo jesteś moim tatą.
– A co z Donną?
– Tatku, patrz mi na usta: nie mówimy Donnie, okej?
– Maxine, ja cię miałem zszokować, ale to tyś mnie zszokowała więcej.
– Obawiam się, że już dawno się odkleiłeś od rzeczywistości.
*
– Barry – odzywa się wreszcie, niepotrzebnie zwracając się do mnie po imieniu. […]
– Dam ci jedną radę. Następnym razem, jak poczujesz, że już nad sobą nie panujesz, to pomyśl, co by zrobił Dalajlama, i spróbuj tak samo, zgoda, kierowniku?
*
Wtedy do mnie dociera. Po raz pierwszy w życiu nie mam cienia wątpliwości, że każdy, ale to każdy w zasięgu wzroku wie, że Morris i ja jesteśmy „panami wątpliwej moralności”. Tutaj nie ma miejsca na udawanki. Ludzie kochani, nie wiem, gdzie oczy podziać, bo niektórzy przechodnie nawiązują ze mną tak przeciągły kontakt wzrokowy, że powinni złożyć podanie o przydzielenie miejsca parkingowego dla mieszkańców. Ani przez chwilę nikt tu nie myśli, że jesteśmy dwoma wyeleganconymi mężami, ojcami i dziadkami, którzy przechodzą przez West End w drodze do domu z wesela, pogrzebu czy nabożeństwa w kościele zielonoświątkowców. […]
Jakbym miał więcej odwagi, to potrzymałbym Morrisa za rękę, na choćby jedną sekundę. Całe życie patrzyłem, jak pary idą pod rękę, całują się na ulicy, w autobusie, w pubie. Patrzyłem, jak sobie spacerują jedno przy drugim, jak sobie mierzwią włosy, siadają na kolanach, tańczą blisko, romantycznie, jazzowo i funkowo, raz lepiej, raz gorzej, bardziej i mniej przyzwoicie.
I nigdy, ani jeden raz nie poczułem, że mógłbym chociaż dotknąć dłoni mężczyzny, którego kocham.
Patrzymy po sobie z Morrisem z ukosa, coś w nas drga.
On łapie mnie za rękę i ściska przez kilka sekund. To nasz pierwszy fizyczny wyraz miłości w miejscu publicznym od sześćdziesięciu lat.
*
Może i wie, co to są imponderabilia, ale dopiero z wiekiem zrozumie, jaki mają wpływ na życie.
*
– Lolu, weź mi, proszę, czystą, zdrową, bezcukrową coca-colę bez chemikaliów i… a, czekaj, zanim zapomnę, co to znaczy elgiebete?
*
O, tak, proszpaństwa. Tak, Morrisie. Tak, Lolu i reszto młodych atencjuszy, czuję, że wychodzę z szafy, i nie ma w tym nic tak zwanego.
*
– A co ja niby jestem, ksiądz katolicki, że mi się będziesz spowiadać? Jak teraz zaczniesz, to będę musiał odwdzięczyć się tym samym, a wcale nie jestem taki pewien, czy zdołałbyś to przełknąć. Chcesz wiedzieć, za czym nas ta rozmowa zabierze, mój drogi? Za niczym, ot co. Słuchaj mnie, Barry, uważnie. Znam cię od czterdziestego siódmego, jak z nas były dwa szczawiki w piaskownicy. Sześćdziesiąt cztery lata cię znam, słyszysz ty? Nareszcie mamy jakąś wspólną przyszłość, więc może nie rozgrzebujmy już dawnych grzechów, co? Usiądź sobie wygodnie, posłuchaj jedynej w swoim rodzaju pani Shirley Bassey i ciesz się, chłopie, chwilą, ciesz się chwilą.
Shirley Bassey, You Ain’t Heard Nothing Yet.
*
Jak nam się zachce, to możemy jechać aż do Manchesteru, Yorku, co tam, do Glasgow nawet. Czemu nie? Nikt nas już nie zatrzyma. Nikogo nie trzeba prosić o pozwolenie. Jedyną osobą, przed którą się muszę tłumaczyć, jest Morris, i ja to chętnie. Jak się zrobi późno, to zawsze możemy się zatrzymać na noc w jakimś przyjemnym hotelu, zamówić kolację do pokoju, pooglądać płatną telewizję…
*
Najbardziej się zasługuje na pogardę,
gdy pogardza się cudzym cierpieniem. James Baldwin (1924–1987)
*
[…]
celem dobrego tłumaczenia nie jest urzeczywistnić niemożliwy postulat lustrzanego przepisania języka na język, lecz sprawić, byśmy podczas lektury poczuli to samo, co czytelnik bądź czytelniczka oryginału.
[…].
Przekład nie funkcjonuje jednak w próżni. Za każdą decyzją translatorską kryje się logika i porządek intencji […]. // Od tłumaczki
*
Córka odczytuje listę na głos z taką powagą, jakby recytowała mantrę.
– Mój mąż będzie z Karaibów albo karaibskiego pochodzenia.
– Mój mąż będzie odnoszącym sukcesy i wypłacalnym profesjonalistą w swojej dziedzinie.
– Mój mąż będzie miał od trzydziestu pięciu do czterdziestu dziewięciu lat.
– Mój mąż nie będzie miał dzieci z poprzednich związków.
– Mój mąż będzie bardzo inteligentny i wykształcony przynajmniej do poziomu licencjata.
– Mój mąż będzie wyższy ode mnie, najlepiej od metra osiemdziesiąt w górę, umięśnionej budowy i bez brzucha.
– Mój mąż będzie przystojny, ale nie na tyle, żeby inne kobiety się za nim uganiały.
– Mój mąż nie będzie miał owłosionej piersi, pleców, rąk, nosa ani uszu, nie będzie też miał wrastających włosów, które musiałabym mu wyciągać pęsetą.
– Mój mąż będzie miał… (wiesz co, tato, ten podpunkt możemy pominąć).
– Mój mąż będzie uwielbiał dla mnie gotować, nie tak jak Frankie, który w życiu nawet jajka nie ugotował.
– Mój mąż nigdy mnie nie okłamie, nie zdradzi i nie będzie się ślinił do innych kobiet.
– Mój mąż będzie kochany i serdeczny, ale przy tym bardzo męski.
– Mój mąż będzie doskonałym słuchaczem.
– Mój mąż będzie mnie akceptował absolutnie taką, jaka jestem, bez żadnej krytyki.
– Mój mąż nie będzie chrapał.
– Mój mąż będzie chciał trzymać mnie za rękę publicznie.
– Mój mąż będzie się mną zachwycał, nawet kiedy stanę się stara i pomarszczona.
– Mój mąż będzie kochał Daniela [syn Donny].
– A Daniel będzie go uwielbiał.
– No i tyle – stwierdza, ponurym gestem odkładając drogocenny dokument na stół.
– Donno – zaczynam delikatnie, z całych sił starając się mówić tak, by w moim głosie nie pobrzmiewała choćby najsłabsza nuta krytyki. – Nie myślałaś może, że jesteś odrobinę zbyt wybredna?
Oj, Barrington, to nie był dobry pomysł.
– Zbyt wybredna?! – ryczy córka.
*
Oto cały kłopot z ojcostwem. Ma człowiek ten swój arsenał kanapowej psychogadki i doświadczenizmu, którym pragnąłby się podzielić z dziećmi, ale niechże tylko spróbuje, to się obrażą.
Bernardine Evaristo, Mr. Loverman, przeł.Aga Zano,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2023.
(wyróżnienie własne)
Nie czytaj teraz, ale daj mi znać, jak się na to zapatrujesz, asapissimo.
Niedzielne odliczanie literek, raz. Niebywałe miszczostwo w wolnym tłumaczeniu tytułu i podtytułu książki. Rozumiem marketing, zapotrzebowanie rynku i zwykłą chciwośc, ale bez przesady.
To pierwsza z dwóch książek, po którą nigdy bym nie sięgnęła. Złamałam zasadę niesięgania po książki, których tytuł w wolnym tłumaczeniu sprowadza się do: Jak być szczęśliwym od wczoraj. Nie sięgnęłabym po tę książkę, gdyby nie to, że mój umysł twierdził, że nazwisko Autorki wygląda mu na włoskie. No, jak włoskie, to mogę zaryzykować…
Pokusiłam się na tę lekturę. Włoskie w tej książce są wyłącznie skojarzenia mojego umysłu. Sama książka, pomimo beznadziejnego — podstawiającego sprawnie nogę — polskiego tytułu, warta jest zatrzymania i zamyślenia. Pomaga zrobić remanent własnych, nawet jeśli najsłuszniejszych, przekonań.
Jeszcze nie reaguję wzruszeniem ramion, gdy słyszę grzmiące media, że w szkołach brakuje psychologów. Dostaję lekkiego szału. Tak, prawdą jest, że [d]obrostan nastolatków pogarsza się z roku na rok, ale psycholog w każdej szkole, poza tym, że jest tak samo mądrym pomysłem jak religia w szkole, nie pomoże nam ani trochę, ponieważ w ten sposób zajmujemy się wyłącznie skutkami, a nie przyczyną. Ta, nijak nie może się przebić:
istnieje korelacja między czasem spędzonym przed ekranem a objawami zaburzeń lękowych i depresji.
W naszej kulturze nadmiaru wszyscy robimy rzeczy, o których wiemy, że nie są dla nas dobre, wiemy, że nas nie uszczęśliwią. Nie robimy jednak niczego, by to zmienić, bo wszyscy inni robią to samo!
To normalne.
Ale kto powiedział, że „normalny” znaczy „zdrowy”? Badania pokazują, że „normalny” na pewno nie znaczy „szczęśliwy”.
*
Zadowolenie to głębokie docenienie tego, że więcej nam nie trzeba, że mamy wystarczająco. To zrozumienie, że w sam raz przynosi satysfakcję, spełnienie i jest spokojne, a przy tym ma wielką moc. Życie z takim podejściem uwalnia od wszystkiego, co czyni z nas niewolników. „Wystarczająco” pozwala zawsze dostrzec piękno w życiu dokładnie takim, jakie jest nam dane.
*
Gdy pojawia się szczęście, powinniśmy pozwolić mu głęboko w nas wniknąć, poczuć siłę jego podnoszącej na duchu obecności. Możemy zachować w sobie te momenty, by wrócić do nich, gdy przyjdzie nam zmagać się z wyzwaniami życia codziennego: w chwilach największej potrzeby wzmocnią nas i przywrócą radość. Zadowolenie jest cichsze niż szczęście, w pewnym sensie bardziej subtelne, a jednak potężniejsze, niż może się wydawać. Zapuszcza korzenie szeroko i głęboko, przez co jest stateczne – ruchome piaski nieprzewidzianych okoliczności i przytłaczających uczuć nie są w stanie go poruszyć.
*
Człowieczeństwo nie jest czymś, na co trzeba sobie zapracować. Dorośli są zgodni co do tego, że dzieci zasługują na miłość i są skarbem z samej swej natury, po prostu dlatego, że są dziećmi. Musimy zdać sobie sprawę, że dorośli są wartościowi w ten sam niezbywalny sposób.
*
Pamiętajcie: to, o czym myślimy, rośnie w siłę.
*
Czasem sami przeszkadzamy sobie w odnalezieniu tego, czego naprawdę pragniemy.
*
[…]
ludzie nie potrafią żyć w teraźniejszości z powodu dwóch rzeczy. Jedną z nich są telefony komórkowe, drugą – lęk. W rzeczywistości obie są ze sobą bardziej powiązane, niż mogłoby się wydawać. […]
A pomyślcie o tym, co czeka na was po drugiej stronie aparatu: dosłownie cały świat.
*
Żeby móc inaczej działać, musimy nauczyć nasz mózg inaczej myśleć.
*
[…]
najcenniejszym, co posiadacie, jest czas.
*
Wiedzieliście, że jednoczesne śpiewanie i odczuwanie lęku jest niemal niemożliwe? Z powodu licznych procesów fizjologicznych, których wymaga od nas śpiewanie, nasz mózg nie jest w stanie robić obydwu tych rzeczy naraz.
*
[…]
nasz mózg pod względem chemicznym wygląda zupełnie inaczej, kiedy pragniemy czegoś, niż kiedy przeżywamy i doceniamy to, co mamy.
*
The Monkey Business Illusion.
Gdy koncentrujemy się na jednej rzeczy, łatwo nam przeoczyć inne, całkiem spore!
*
Kiedy z rozmysłem dajemy sobie przestrzeń dla znaczących dla nas ludzi i doświadczeń, tworzymy kanały, którymi zadowolenie może wpłynąć do naszego życia.
*
Umiejętność widzenia trudnej sytuacji z perspektywy innej osoby jest znakiem rozpoznawczym ludzi odpornych psychicznie.
*
Jaką jedną rzecz moglibyście zrobić dla siebie w tym tygodniu?
*
[…]
prawdziwa rezyliencja pozwala poradzić sobie z przeciwnościami, jednocześnie przyswajając to, co się stało – dzięki czemu wychodzimy z kłopotów mądrzejsi, silniejsi i śmielsi.
*
[…]
przebaczenie nie oznacza wcale przyzwolenia […]. Nie zwalnia też tego, kto nas uraził, z poniesienia konsekwencji. Nie musi nawet oznaczać dalszego utrzymywania relacji z taką osobą. W przebaczeniu chodzi raczej o wyzbycie się gniewu, poczucia krzywdy i urazy – osoby odczuwające te negatywne emocje często stają się ich zakładnikami.
*
W pewnym sensie zadowolenie to deklaracja, że wystarczająco rzeczywiście wystarczy.
*
[…]
każdy dzień jest szansą na nowy początek. Może wam się wydawać, że ciągle zaczynacie od nowa, ale to nieprawda.
[…]
Wiedzcie, że kiedy będziecie podążać przed siebie krok za krokiem, oddech za oddechem, przesiąkając napotkanymi po drodze widokami, z pewnością odnajdziecie zadowolenie. Może nawet odnajdziecie najlepszą wersję siebie, przerastającą wszystko, o co moglibyście prosić lub o czym moglibyście marzyć.
*
Nic bowiem bardziej nie odziera z zadowolenia niż poczucie, że przegapiliśmy jedyne życie, które jest nam dane.
*
Uwielbiam słowa Alice Morse: „Nie każdy dzień jest dobry… ale jest coś dobrego w każdym dniu”.
[…] Prawdopodobnie niektóre z rzeczy, które bierzemy za pewnik, dla kogoś innego byłyby dosłownie spełnieniem marzeń.
*
Jeśli przyjmiemy nasze obecne życie i docenimy dary, które już nam przyniosło, możemy potencjalnie wieść pełną, przesyconą znaczeniem egzystencję. Najprościej rzecz ujmując: życie pełne zadowolenia.
*
[…]
w odpowiednim świetle wszystko wygląda inaczej.
Niro Feliciano, Szczęście. Jak żyć bez presji
i dbać o swój dobrostan, przeł. Zuzanna Lamża,
Wydawnictwo Filia, Poznań 2023.
(wyróżnienie własne)
*
Chciałabym, żeby „zadowalanie ludzi” stało się oficjalną diagnozą wymienianą w Kryteriach diagnostycznych zaburzeń psychicznych, bo należałoby je traktować jak chorobę.
*
To, że coś jest dobre, nie znaczy, że się stanie. To, że możecie, nie znaczy jeszcze, że powinniście. Nie musimy robić wszystkiego, musimy natomiast mieć rozeznanie, do czego jesteśmy powołani, żebyśmy byli w stanie traktować takie rzeczy priorytetowo. Czasem trzeba zrezygnować z czegoś dobrego, by zrobić miejsce dla czegoś wspaniałego. „Wspaniały” wcale nie musi przy tym oznaczać nic wielkiego czy krzykliwego: chodzi o rzeczy, które – jeśli świadomie damy im przestrzeń – przyniosą nam poczucie sensu i celu.
*
Być uważnym oznacza – zasadniczo – widzieć wyraźnie. Kiedy patrzymy na coś z uwagą, zawieszamy osąd i dostrzegamy, co się naprawdę dzieje.
*
Bardzo wierzę w to, że to my uczymy innych, jak mają nas traktować. Wyznaczając granice, dajemy ludziom do zrozumienia, że muszą je szanować, aby żyć z nami w zdrowej relacji.
*
Ale zastanówcie się: a jeśli waszym prawdziwym celem jest po prostu być?
*
Jesteśmy warci znacznie więcej, niż sądzimy.
*
Wdzięczność to więcej niż uczucie: to wybór, jakiego dokonujemy.
*
Dzisiaj traktuję przeciwności jako wskazówkę, że robimy coś istotnego, coś, co ma wielką wartość – od kiedy to zrozumiałam, łatwiej mi spojrzeć na przeszkody z innej perspektywy i ruszyć dalej.
Ile wiary w życie ma każdy orzech czy kasztan? Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Jest od kogo się uczyć. Kiedyś, by to zrobić, wystarczyło włożyć rękę do kieszeni jesiennej kurtki.
fot. Hawwa, fragmenty.
Praktyka miłości nie daje bezpieczeństwa. Ryzykujemy, że doświadczymy straty, krzywdy, bólu. Wystawiamy się na działanie sił znajdujących się poza naszą kontrolą.
bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2023.
Szpagaciki w mgnieniu oka zamieniają się w naburmuszone nastolatki, by — nie wiedzieć kiedy — stać się chwilę potem ciekawymi dorosłymi ludźmi. Nim jednak ruszą w tę osobliwą podróż, zatrzymuję tu wytwory artystyczne ich Dusz.
Tu jest jak w porządnej galerii! Ta rzeźba ma tytuł. Brzmi on: Idę się uczyć. Koń by się uśmiał, a biała sowa szeroko otworzyła oczy.
przyszła z dalekiego równoległego świata. rytmem, loopem i barwą nonszalancko rozsiadła się w moim.
zadziwiona łomolę tą melodią od rana.
284/365
DJ Food, The Crow.
Żebyśmy znaleźli się tu, gdzie jesteśmy dziś, trzeba było precyzyjnie zaaranżować miliony drobnych zdarzeń i okoliczności. Zaplanować to byłoby niemożliwością, próżnym trudem – a jednak tu dotarliśmy. Oto cud życia.
Joseph Nguyen Nie wierz we wszystko, co myślisz,
przeł. Arkadiusz Czerwiński, PURANA, Lutynia 2023.
(wyróżnienie własne)
Niedzielne odliczanie literek, poślizgnięte na świńskim uchu kulturalno-towarzyskiego spotkania i obsunięte o dodatkowe osiem dni, czyli odmierzane dziś, dwa dni przed tym, gdy do ula trafi październikowy przydział.
To realizacja wrześniowego deputatu na włoskie literki. Zaczęła do mnie iść w dniu, w którym się ukazała, w przedostatnią środę września. Chwilkę zajęła jej droga, ale doszła jeszcze całkiem cieplutka. Od pierwszej chwili do teraz niezmiennie wyciska ze mnie łzy w tym samym miejscu opowieści. Nic się nie zmieniało podczas czytania za drugim, trzecim, czwartym, piątym, kolejnym i kolejnym razie.
To książka o tym, że rzeczy, ludzie, strategie, techniki, obcyki i sposoby, które pomagały nam iść przez życie, gdy byliśmy mali, średni lub calkiem duzi, nie muszą być adekwatnymi narzędziami do radzenia sobie z życiem teraz. Mogą być potwornie ciężką kulą u nogi, mogą skutecznie ukrywać proste i fantastyczne rozwiązania, które podsuwa nam pod nos nieskończenie życzliwy świat.
Nella Grande Foresta di Bambù viveva un gruppo di panda tra loro molto uniti. Gli adulti prendevano parte alle attività dei cuccioli, scherzando e correndo con loro. L’armonia e la voglia di stare insieme regnava sovrana.
Un giorno Bao, il panda più anziano di tutti, stava giocando a nascondino insieme ai cuccioli, quando cadde in una buca e si ruppe una zampa. [W Wielkim Lesie żyła, bardzo ze sobą zżyta, grupa pand. Dorosłe misie brały udział w życiu młodych pand, bawiąc się i biegając razem z nimi. Harmonia i chęć, by być razem, królowały.
Pewnego dnia Bao, najstarszy z wszystkich pand, bawiąc się z maluchami w chowanego, wpadł do dziury i złamał łapę.]
*
[…] la zampa di Bao non guariva. Luna, una cucciola di panda molto curiosa, notò la sua assenza e andò a cercarlo.
— Bao, ma quando tornerai a correre con noi?
— Mi dispiace, Luna, non so risponderti. Forse solo l’erba di calendula sarebbe in grado di curarmi, ma cresce lontano da qui, sulla cima, di quel monte al di là del fiume...
[…łapa Bao się nie goiła. Luna, młodziutka, bardzo ciekawska panda, zauważyła jego nieobecność i poszła go poszukać:
— Bao, kiedy wrócisz, by z nami ganiać?
— Przykro mi, Luno, nie umiem ci odpowiedzieć. Jedynie nagietek może byłby w stanie mnie uleczyć, ale rośnie daleko stąd, na szczycie tamtej góry, tam za rzeką…]
*
Quella sera Luna continuava a pensare alle parole di Bao. Non riuscendo a dormire, andò a rifugiarsi sul suo albero preferito, come faceva tutte le volte che qualcosa la preoccupava.
Nel silenzio della notte le piaceva osservare la luna, così luminosa e bella: la sentiva vicina come un’amica ed è a lei che faceva le sue confidenze.
[Tego wieczoru Luna myślała o tym, co powiedział jej Bao. Nie mogąc zasnąć, poszła schować się na swoim ulubionym drzewie, jak robiła wszystkie te razy, gdy czymś się martwiła. W nocnej ciszy lubiła obserwować księżyc, tak świetlisty i piękny: miała go za przyjaciela i zwierzyła mu się.]
*
La mattina seguente, Luna aveva le idee chiare. Andò da suo fratello Lucky, che era bravissimo a costruire qualsiasi cosa intrecciando canne di bambù, e gli chiese una zattera.
Voleva mettersi in viaggio per raggiungere la cima del monte e raccogliere l’erba che avrebbe potuto guarire Bao.
[Następnego ranka, Luna miała wyklarowany pomysł. Poszła do swojego brata Lucky’ego, który był bardzo dobry w budowaniu wszystkiego, co można było wykonać z bambusa, i poprosiła go o tratwę.]
Lucky si mise al lavoro e in pochi giorni la zattera fu pronta.
Luna non aveva mai visto niente di più bello […].
— Grazie di cuore — disse Luna abbracciando forte Lucky. [Lucky zabrał się do pracy i po kilku dniach tratwa była gotowa.
Luna nigdy nie widziała niczego piękniejszego […].
— Dziękuję z całego serca — powiedziała Luna obejmując mocno brata.]
*
Attraversare il fiume, però, fu molto più difficile del previsto. Luna non era preparata alla forte corrente e rischiò più volte di annegare. […].
Che spavento aveva provato!
Ora che il peggio era passato, si sentiva così stanca che decise di dormire un po’. [Przeprawa przez rzekę była jednak znacznie trudniejsza, niż można było przewidzieć. Luna nie była przygotowana na silny prąd i wielokrotną okazję, by utonąć.
[…]
Jakiego strachu się najadła!
Teraz, gdy najgorsze minęło, czuła się tak zmęczona, że postanowiła się troszkę zdrzemnąć.]
Quando riaprì gli occhi, Luna si trovò davanti a uno spettacolo incantevole: quella parte di foresta inesplorata era ricca di alberi altissimi, piante do ogni tipo e fiori profumatissimi. [Gdy obudziła się, jej oczom ukazał się czarujący widok: ta niezbadana część lasu była pełna bardzo wysokich drzew, roślin każdego gatunku i bardzo aromatycznych kwiatów.]
*
[…] continuò il suo viaggio verso il bosco.
Ma più Luna andava avanti, più gli alberi si facevano fitti e il sentiero diventava stretto e in salita. A ogni passo la zattera sbatteva contro i rami, si incastrava e faceva tornare la piccola panda al punto di partenza.
All’ennesimo capitombolo, Luna scoppiò a piangere.
Un tasso, che aveva assistito alla scena, le si avvicino curioso: — Ciao, mi chiamo Tao. Perché piangi?
[…swoją misję kontynuowała przez las.
Ale im dalej szła, gęstniało od drzew, ścieżka stawała się wąska i pięła się w górę. Podczas każdego kroku Luny tratwa uderzała w gałęzie, mała panda utykała i wracała do punktu wyjścia.
Przy entym upadku Luna wybuchła płaczem.
Borsuk, który był świadkiem tej sceny, zbliżył się do niej zaciekawiony:
— Cześć, mam na imię Tao. Dlaczego płaczesz?]
*
Singhiozzando, Luna alzò lo sguardo: — Devo arrivare in cima alla montagna...
— Sarà impossibile finché ti porti dietro quella zattera ingombrante — osservò Tao.
Allora Luna gli spiegò il motivo del suo viaggio e quanto fosse stata importante per lei quella zattera. Tao la guardò negli occhi.
— Ciò che ti ha portato fin qua, non ti porterà fin là — le disse con dolcezza.
— In che senso? — chiese Luna.
— A volte, per andare avanti, devi essere pronta a lasciare indietro qualcosa — rispose Tao. [Szlochając, Luna podniosła wzrok.
— Muszę dostać się na wierzchołek tej góry…
— To raczej niemożliwe, dopóki będziesz nosić tę nieporęczną tratwę — zauważył Tao.
Luna wyjaśniła mu powód swojej podróży i jak ważna dla niej była ta tratwa. Tao spojrzał jej w oczy i powiedział delikatnie:
— To, co przyniosło cię tak daleko, nie doprowadzi cię tam.
— W jakim sensie? — zapytała Luna.
— Czasem, by iść dalej, musisz być gotowa, by zostawić coś za sobą — odpowiedział Tao.]
*
[…] la zattera che ieri ti ha salvato ora ti ostacola — spiegò Tao. […tratwa, która wczoraj cię ocaliła, teraz cię blokuje — wyjaśnił Tao.]
*
— Talvolta per crescere, per cambiare, per andare avanti lungo la nostra strada, bisogna lasciare andare ciò a cui teniamo — concluse Tao. [ — Niejednokrotnie, aby się rozwijać, zmieniać, iść swoją drogą, potrzebujemy pozostawić coś, co mamy — zakończył Tao.]
*
Finalmente arrivarono sulla vetta della montagna e lì trovarono la preziosa erba di calendura.
— Evviva! Non vedo l’ora di portarla a Bao! [W końcu dotarli na wierzchołek góry i znaleźli tam cenny nagietek.
— Hurra! Nie mogę się doczekać, aż zaniosę go Bao!]
*
Mentre Tao e Luna cercavano la soluzione migliore, uno stormo di grandi uccelli atterrò vicino a loro. Erano i più grandi amici di Tao.
— Che fortuna avervi incontrato! — esclamò il tasso — La mia amica Luna deve tornare al suo villaggio, al di là del fiume... potete aiutarci?
— Più che volentieri, noi stavamo giusto andando da quelle parti — rispose uno di loro.
— Montate in groppa! [Podczas gdy Tao i Luna szukali najlepszego rozwiązania, stado wielkich ptaków wylądowało w ich pobliżu. Były one najlepszymi przyjaciółmi Tao.
— Co za szczęście, że was spotykam! — wykrzyknął Tao. — Moja przyjaciółka musi wrócić do swojej wioski po drugiej stronie rzeki… możecie nam pomóc?
— Bardzo chętnie, właśnie ruszamy w tamtą stronę — odpowiedział jeden z ptaków.
— Wskakujcie na grzbiet!]
*
A quel punto Luna disse all’amico: — Andiamo!
Il tasso le sorrise sereno. — La mia casa è qui, tra queste montagne. Io ti ho accompagnato fin qua, i miei amici uccelli ti guideranno fin là — disse indicando il villaggio di Luna.
Luna aveva ormai capito la lezione che Tao le aveva insegnato: per andare avanti, talvolta devi lasciare qualcosa indietro.
È così i due amici si abbracciarono con un po’ di tristezza nel cuore, ma anche così grati alla vita per averli fatti incontrare. [W tym momencie Luna powiedziała do Tao:
— Ruszamy!
Borsuk uśmiechnął się spokojnie.
— Mój dom jest tutaj, między tymi górami. Towarzyszyłem ci do teraz, moi przyjaciele poprowadzą cię tam — powiedział, wskazując wioskę Luny.
Luna zrozumiała już lekcję, której nauczył ją Tao: by iść dalej, niejednokrotnie musisz zostawić coś z tyłu.
I tak, dwoje przyjaciół objęło się z odrobiną smutku w swoich sercach, ale także byli bardzo wdzięczni życiu, że się spotkali.]
zawsze wszystko zaczyna się od flirtu. *
chcesz się dowiedzieć, jaki masz feedback na coś?
zrób to i zobacz, jak reagujesz.
KD • Teachers
słuchaj siebie, gdy mówisz.
dwa bezgraniczne osamotnienia.
dużo krzyku z obu stron. eskalując niewyobrażalną złość nie tylko na los,
wołamy o kontakt i uwspólnienie niełatwego doświadczenia niemocy.
Nikt już nigdy nie będzie się na mnie cieszyć tak, jak robiła to Ona. Nie było mnie widać, nie było mnie słychać, ale jeśli tylko wyczuła moją obecność na drugim końcu ulicy, ciągnęła swojego człowieka, porzucając kulturę dobrze ułożonego psa, ciągnęła, by przyciągnąć na tyle blisko, by liznąć, powiedzieć tym samym mi dzień dobry. Choć była przedstawicielką gończych polskich, Dunieczkę roznosiła radość arcylabradorska.
nie lubi,
gdy mówię, że nareszcie znów widzę światełko w tunelu, bo nie ma pewności, czy nie jest ono przypadkiem pociągiem (#światło żółte).
choć najlepiej byłoby
nie zapominać i czuć, że ma się światełko w sobie, to zbyt często nie wiemy nawet, że je mamy.
potrzebny wtedy jest ktoś, kto widział i wciąż widzi je w nas; potrzebny, by nam przypomnieć, że to światełko* jest i nigdy nie zgasło (#światło białe ciągłe)
276/365
__________
* ze świeżutką świadomością tego światełka przemierzam swoje życie szósty dzień; hmmm, będzie trzeba w nie uwierzyć lub do niego przywyknąć, w żadnym wypadku zapomnieć.
Seans inauguracyjny za nami. Minister Kultury może być dumny z naszej lokalnej, przyjacielskiej inicjatywy.
Dotarło do mnie, że pogodzona jestem — nie mam pojęcia od jak długo — z tym, że ludzie mają zdanie na temat książek, których nie czytali, których nawet nie przekartkowali. To, że seans w kinie może przerastać intelektualne możliwości, mnie zwyczajnie przeraża. Uwzględniając ten fakt, Zielona granica to rzucanie pereł przed wieprze, które nie widziały filmu, ale zdanie mają zdecydowane.
A film? Jeśli kogokolwiek oskarża, to Unię Europejską. Piękny. Dotyka. Porusza. Z masą perełek i perełeczek.
🐷
Chciałbym zostać w Europie.
*
I znowu jesteśmy tu, jakby czas nas niczego nie nauczył.
Zielona granica, reż. Agnieszka Holland, 2023.
*
Autor grafiki bez odwagi ujawnienia się, fragment, źródło.
Le persone entrano nella tua esistenza per una ragione, una stagione o una vita. [Konkretne osoby pojawiają się w twoim życiu z jakiegoś powodu, na pewnym etapie lub na całe życie.]
Luca Mazzucchelli
Così come dei libri? Secondo me, sì! Il Melo [Tak jak książki? / Według mnie, tak!]
Un libro nuovissimo. Lo aspettavo e finalmente è arrivato già!
[Świeżynka wydawnicza. Czekałam na nią i w końcu już przybyła do ula!]
najpierw gniew, ślepa furia, po jakimś czasie mieszają się ze smutkiem, by ostatecznie się w niego całkowicie przemienić.
— wytrzymaj, ufaj, obserwuj, czekaj — kibicowałam tej części mnie, która nigdy nie uwierzy, że trudne emocje trwają wiecznie. —
czekaj, to wszystko wypali się, zgaśnie, skończy się w błogiej ciszy poczuciem bezgranicznego spokoju, który pojawi się nagle i znikąd; przyjdzie to, co odmieni wszystko.
Jabłoń:
(w ciut mocno szwajcarskim nastroju) Jak ja się cieszę, że nie jestem stonogą. Zrobić po trzy serie na każdą nogę,
to byłaby masakra!
Pati:
(jak na zawołanie wyczuła zwierzęcy potencjał,
który tak pięknie można byłoby wykorzystać podczas neurologicznej rehabilitacji) Ale ja mogłabym być kałamarnicą.
(dodaje po chwili) Wiesz, dlaczego kałamarnicą, a nie ośmiornicą?
każdego dnia jestem dalej od tej, której marzenia tak dobrze znałam.
długo szłam, by z odpowiedniej odległości zobaczyć wyraźnie, że pozostaną niespełnione, a gdy ona dostrzega to, co ja już wiem,
łamiącym się głosem pyta: — co teraz będzie?
odpowiadam spokojnie:
— zobaczymy.
268–269/365
Wszyscy zetkniemy się kiedyś z bólem, nieoczekiwaną chorobą, stratą. Cierpienie przyjdzie niezależnie od tego, czy je wybierzemy, czy nie, nikt z nas od niego nie ucieknie. Jego obecność w naszym życiu nie jest przejawem dysfunkcji.
*
Hojne serce jest zawsze otwarte, zawsze gotowe na przyjęcie tego, co się wydarzy.
*
Tymczasem prawdziwa miłość rozkwita na trudnościach. Jej podstawą jest założenie, że chcemy się rozwijać i wzrastać, że chcemy stać się w pełni sobą. Nie ma takiej zmiany, która nie niosłaby z sobą poczucia wyzwania i straty.
*
W najgłębszym sensie smutek to pożar serca, intensywny ogień, który daje nam pocieszenie i ulgę.
*
Wbrew temu, co nam być może wpojono, zbędne i niechciane cierpienie rani, lecz nie musi zostawiać blizn na całe życie. Naznacza nas, to prawda. Ale to od nas zależy, czym ten ślad po cierpieniu się stanie.
*
Umysł i serce nigdy nie tracą swojej uzdrawiającej siły, bo potrafimy odnawiać naszego ducha bez końca, odzyskiwać duszę.
*
Gdy akceptujemy śmierć z miłością, przyjmujemy realność tego, co nieoczekiwane i nad czym nie mamy kontroli. Miłość daje nam siłę, by odpuścić. Nie musimy wciąż niepokoić się i martwić o to, czy zrealizujemy swoje plany i osiągniemy swoje cele. Śmierć jest zawsze obecna, by przypominać nam, że nasze plany są ulotne. Ucząc się kochać, uczymy się akceptować zmianę. Bez zmiany nie moglibyśmy się rozwijać.
*
Przestrzeń braku to także przestrzeń możliwości.
bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2023.