środa, czerwca 11, 2025

5798. Z oazy (CCCXXXIX)

Od­liczanie literek, raz, poślizgnięte ponad dwa tygodnie i jeszcze jeden dzień świę­to­wa­nia. Poślizgnięte, bo im bardziej dotykająca książka i im piękniejsza, tym trud­niej zdecydować, które fragmenty chcę mieć pod ręką. Fusy wrażeń i zachwytu dłu­go opadały. Trudno było też zdecydować się na wielkość i kształt oczek sitka, przy pomocy którego należało odcedzić kawałki tej historii. Trwało. Wewnętrzna po­le­mi­ka, ne­go­cja­cje. Wszystko to trwało wyjątkowo długo.

Dużo w tej książce fragmentów, przy których osoba z doświadczeniem straty uko­cha­ne­go rodzica, przytakuje, kiwa głową ze zrozumieniem, czuje zachwyt, że udało się Autorowi tak pięknie zatrzymać w słowach kruchy fragment tego doświadczenia. Te słowa czynią czytającą osobę zrozumianą, mniej samotną, czynią żywą częścią ludzkiego plemienia osieroconych. Od tych słów można się odbić, by ujrzeć piękno życia i miłości, by nabrać ochoty na jedno i drugie, by ogrzać się przy wdzięczności za czas, który — choć nie wróci — był naszym udziałem.

À propos nieskasowanych numerów telefonów. Mam takich trzy.

Kiedy odchodzi mój ojciec, świat, ma się rozumieć, nie wie o tym […], życie się toczy…

🖇

Ta książka nie ma jednoznacznego gatunku, musi go sobie sama wynaleźć. Tak jak śmierć nie ma gatunku. Tak jak życie. A ogród? Może on sam jest gatunkiem albo zawiera w sobie wszystkie pozostałe?

🖇

Nie ma chmur nad chmurami,
nie ma chmur nad chmurami,
tak jak po naszej śmierci nie ma już śmierci…

      Napisałem w jednych ze swoich wczesnych notesów, co ja w ogóle wtedy rozumiałem ze śmierci? Potem odkryłem podobne słowa także w innych książkach. Pozostaje nam chociaż pocieszenie, że śmierć rodziców prze­ży­je­my tylko raz. O własnej śmierci nawet nie mówię. Jej nie przeżyjemy nawet raz.

🖇

O czym mówimy, gdy mówimy o śmierci? O tych, którzy odeszli czy o sobie? O samej nieobecności? Tak bardzo go nie ma, że tą nieobecnością zajmuje każdą wolną minutę.
     Jego dotychczasowe istnienie potwierdzało moje własne istnienie […]. Z drugiej strony, jego nieobecność puszcza w ruch całą mechanikę pamięci. Rzeczy, o których od dawna nie myślałem, teraz budzą się, budzę je, żeby mieć pewność, że to wszystko było. Pamięć dobrowolna i mimowolna pra­cu­ją razem, puszczają w ruch zaklinowany mechanizm wspomnień, wy­bie­la­ją lub do­po­wia­dają tam, gdzie nie widać wyraźnie. I należy przyznać, że jest to tak samo praca pamięci o tym, kto odszedł, jak i zwrócona na nas, egocentryczna w pewnym sensie praca nad ocaleniem samych siebie, nad własnym pozostaniem po czyimś odejściu. […]
     O czym mówimy, gdy mówimy o śmierci? Oczywiście o życiu, o jego całej zachwycającej nietrwałości.

🖇

Nie wiem, co zrobić z tym, co piszę, co niby jest o nim, ale też o mnie i wszystkich ojcach, których próbujemy dogonić.

🖇

Z drobnych porażek mój ojciec robił piękne historie. A potrafił ponosić po­rażki.
     W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym dziewiątym miał czterdzieści pięć lat, dziś powiedziałbym tylko czterdzieści pięć lat. Upadek muru ber­liń­skie­go i wpadnięcie w maszynkę do mielenia mięsa lat dziewięćdziesiątych wy­rwało kilka pokoleń z dotychczasowego życia.

🖇

W kulturze, w której nie ma zwyczaju mówienia mocnych słów, jak kocham cię, martwię się o ciebie, tęsknię za tobą i tak dalej, człowiek znajduje in­ne sposoby okazywania miłości.

🖇

Do teraz wiedziałem, że łacina jest martwym językiem.
     Teraz wiem, że jest językiem śmierci.
     Śmierć mówi po łacinie.
     Każdy opis medyczny, nawet jeśli opisuje normalny oddech i różowe ślu­zówki, tak naprawdę wyciąga cię ze zwykłego porządku żywych. Język sta­je się kliniką. I im bardziej szczegółowy jest opis, tym bardziej od­izo­lo­wa­ny staje się człowiek. Już nie człowiek, a pacjent. Już tu następuje pierw­sza pod­mia­na. Obiektywny opis twojego stanu tak naprawdę powoli za­mie­nia cię w obiekt. […]  Każdy szczegółowy opis paradoksalnie prowadzi do od­czło­wieczenia.

🖇

Jeśli miałbym komu, z pewnością wysłałbym dziś taką wiadomość: Umarł mój ojciec. Nie wiem, co mam robić.
     Nie wiem, co mam zrobić z dniami i nocami, najbardziej nie wiem, co zrobić z popołudniami, tam zaczaiła się tęsknota, niczym kot, który ani drgnie, siedzi i na mnie patrzy; jak bawół, który klapnął po­środku pokoju i nie ma go jak obejść.
     Nie wiem, co mam robić z latem, które było związane z nim i mamą, z domem i ogrodem, nie wiem, co robić z wszystkimi pojawiającymi się wspomnieniami, z przeszłością, nie wiem, co zrobić z dniami, które nad­chodzą.

🖇

Jestem pewien, że dziecięce oko posiada umiejętność rozszerzania prze­strze­ni. Kiedy jesteś wzrostu róż albo tulipanów, patrzysz na świat z bliska, jesteś na jego wysokości, a on na twojej.
     Dojrzewanie oddala i zmniejsza.

🖇

Tęsknota za czereśnią, którą zasadził parę lat temu i teraz powinna po raz pierwszy dać owoce.
     Właśnie w przyszłości drzewo smutku zakwitnie, będzie owocować i sta­wać się coraz bardziej rozłożyste.
     Śmierć jest czereśniowym drzewem, które dojrzewa bez ciebie.

🖇

Żałoba jest tak naprawdę egocentryczna, żałoba po sobie samym w opuszczonym świecie. Jak ja będę żyć bez

🖇

Ważne, aby ich trzymać za rękę, kiedy umierają, mówię przyjacielowi, któ­ry również stracił ojca.
     Ważne, żeby ich potem puścić, odpowiada po krótkim milczeniu.

🖇

Spytajcie jego, on to wszystko wie, mówili krewni. Tej niezapisanej rodzinnej historii już nie ma. Wiem, że wraz ze śmiercią mojego ojca odszedł nie jeden, ale kilka światów.

🖇

Stoję w ogrodzie, jest wiosna. Dziwne, myślę, taty nie ma, a wiosna przy­szła.

🖇

Mój ojciec był jak ten Atlas, trzymający na swych ramionach tony prze­szło­ści. Teraz, kiedy odszedł, czuję, jak cała ta przeszłość pęka, po cichu na mnie spada i zasypuje swoimi wszystkimi popołudniami. Cicho rozsypujące się popołudnia dzieciństwa. I nie mam kogo zawołać na pomoc.

🖇

To jest długi smutek, mówi pewien przyjaciel. Brzmi pięknie, ale ja jestem jeszcze w bólu. Najpierw jest długi ból. Smutek nadchodzi potem…
     […]  duży żal paraliżuje, zamienia w kamień, jest poza słowami. […]
     Tak, to najpewniej jest mały ogień żalu, skoro da się mówić, pisać, ukła­dać słowa. Zastanawiam się tylko, czy chrust tych słów go uspokaja, czy tak naprawdę bardziej rozpala.

🖇

Całe popołudnie mieliłem w głowie to zdanie. A moja kotwica robi się coraz lżejsza… Słowa znajdują nas, kiedy trzeba. Powiedziałem coś, nie do końca świadomie, może z powodu piękna samego zdania, a dopiero teraz, po śmier­ci mojego ojca, wypełnia się ono sensem. Ale od tego nie robi mi się lżej.

🖇

I znów to odblokowanie tęsknoty przez konkretne małe rzeczy.
     […] 
     Czasem zapominam, że go nie ma i są to szczęśliwe momenty, zaczynam wybierać jego numer i wtedy do mnie dociera.
     […] 
       Mijają ostatnie dni grudnia. Ostry brak około siódmej wieczorem. Za dwa dni jakiś nowy rok. Święta są wyjątkowo ciężkie w czasie żałoby.

🖇

Podświadomie układam w głowie listę pierwszych rzeczy po śmierci ojca.
     Pierwsze święta bez niego. Zostawiliśmy nieposprzątany stół, jak robi się z powodu zmarłych.
     Pierwszy Nowy Rok, kiedy nie usłyszę jego głosu pięć minut po dwu­na­stej.
     Pierwsza podróż, kiedy nie powie mi szczęśliwej drogi przed lotem.
     Pierwsze nieusłyszenie się przez telefon w moje urodziny.
      Wygląda na to, że po śmierci, tak jak po każdych na­ro­dzi­nach, świat zaczyna się od nowa. Prywatne odliczanie czasu zmienia się po takich wydarzeniach i rozpoczynają się nowe ery. Zaczynasz mówić – a, to było przed śmiercią mojego ojca. Albo – kiedy żył mój ojciec. Albo – dwa lata po... Tak samo było po narodzinach mojej córki. Świat na­gle pękł na pół – przed nową (albo jej) erą i potem.

Georgi Gospodinow, Ogrodnik i śmierć, przeł. Magdalena Pytlak,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.
(wyróżnienie własne)

Wiem tylko, że kiedy pojawią się przebiśniegi albo otworzy się pierwszy tulipan, mój ojciec ogrodnik (czy też mój ojciec – ogród) tam będzie.

🖇

ludzi którzy się śnią jest więcej niż nas./ Za to nie zaj­mu­ją miejsca… – pisze Tomas Tranströmer […]
     Zmarłych także jest więcej niż nas, myślę, czytając te wersy. I choć nie zajmują miejsca, zamieszkują inne po­ko­je, przechodzą przez inne, niewidzialne drzwi do cza­su, w którym nasze drogi się na chwilę przecinają.

🖇

Wzniosłe jest wszędzie.

🖇

Nieśmiertelność również jest kategorią botaniczną. Wszystkie rośliny, które my uważamy za poprzedni etap ewolucji, znają tak naprawdę o jeden cud więcej, mają jedną supersiłę więcej niż my. Wiedzą, jak umrzeć, by powrócić do życia.

🖇

Nie skasowałem numeru taty ze swojego telefonu. Jeszcze nie. Nie wiem, czy kiedykolwiek to zrobię.

(tamże)

sobota, czerwca 07, 2025

5796. One dziś cyk!


 fot. Hawwa, fragment.
 


fot. Saxifraga, fragment.
 

Każde spotkanie ma znaczenie.
Saxifraga

5795. 158/365

co dzisiaj jest w zasięgu moich możliwości, ramion czy dłoni? nie zapominać, korzy­stać! wykorzystać po sam kres: chwilę, szan­sę, okruszek.

158/365

czwartek, czerwca 05, 2025

5794. Powyborczy urobek językowy

Wybory prezydenckie wzbogaciły dziś moje słownictwo. Byłam ciekawa, czy i jakie imię zmarnowali Włosi na określenie alfonsa. Dopytałam. Z włoskiego na polski w wolnym tłumaczeniu, zachowując naturę przyrostków, brzmiałoby: ojcur lub do­kładniej, zachowując również strukturę słowa, tatur.

[najsłynniejszy polski alfons]
il pappone polacco più famoso
[Karol Nawrocki]

alternatywny tytuł wpisu:
5794. Panna cotta (CLVIII)

• •
[suplement 16.05.2026]
sły­szę
jak byle kto mówi byle co
do byle kogo
 
by­le­ja­kość ogar­nia masy i elity
 
ale to do­piero po­czą­tek

Tadeusz Różewicz, Wiersze ostatnie,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2024.

wtorek, czerwca 03, 2025

5793. Panna cotta (CLVII)

Leczę się dwudziestoma ośmioma sekundami kreskówki, które wczoraj mnie od­na­la­zły, by oszczędzić mojej duszy zgrzytania zębami. Jestem retro, wiem. Bo uro­dzi­łam się stara, bo blogi wyszły z mody lata świetlne temu, ale że w cenie nie są już uczciwość i przyzwoitość, to czyni moją osobę retro-retro. Mi serve un abbraccio!

Sei troppo arrabbiato! Ti serve un abbraccio!
[z:] Wyfrunięci, 2023.

po wyborach prezydenckich…
siamo troppo, troppo arrabiati!
[jesteśmy wku***eni!]

niedziela, czerwca 01, 2025

5792. Wczorajsza chwila

[suplement 2.06.2025]
Jeżeli pielęgnujesz w sercu zieloną gałąź – przyleci ptak i zaśpiewa.
  — powiedzenie chińskie

5791. Z oazy (CCCXXXVIII)

Po­gigantowe odliczanie literek, siedem, poślizgnięte na sześciu dniach. Wyczekana. Zaczęta przed gigantem, przed śmier­cią Heniutki. Oczekiwana z nie­bywałym entu­zja­zmem, jakbym kom­pletnie zapomniała, że spod ręki tej Autor­ki wychodzą literki wyłącznie cięż­kie­go kalibru. Szybko złapałam, że te są arcy­cięż­kie. Odłożyłam. Wró­ci­łam do tej książ­ki na kilka dni przed końcem giganta, trochę w reakcji na red­pillo­we dyskusje wokół tamtego iesbeenu.

Ta lektura przewraca. Mnie potężnie zachwiała, coś we mnie tąpnęło. Nie dała rady przewrócić tylko dlatego, że zrobiła to wcześniej śmierć mojej bardzo sta­rej ku­dła­tej dziew­czyn­ki. Przemieliła mnie. Już „tylko” to mogła mi zrobić.

Dla tych wszyst­kich kobiet,
które wciąż cze­kają na prze­pro­siny

Mam dość cze­ka­nia. Mój ojciec nie żyje już od dawna. Ni­gdy wię­cej nie wypo­wie do mnie żad­nych słów. Nie prze­prosi. Więc muszę to sobie wyobra­zić. Ponie­waż tylko w wyobraźni, tak jak we śnie, możemy prze­kra­czać gra­nice, pogłę­biać opo­wieść i two­rzyć alter­na­tywne roz­wią­za­nia.

🖇🖇

Czy lękamy się cze­goś bar­dziej niż czu­ło­ści? Żadna wojna, żadna nie­na­wiść, żadne okru­cień­stwo nie napa­wają nas takim poczu­ciem bez­bron­no­ści. Co z nią uczy­nić?

🖇

Gwałt to spa­czona refrak­cja wszyst­kiego, co zaprze­czone i odrzu­cone w lu­dziach, uwol­nione przy mak­sy­mal­nej pręd­ko­ści. Tak wygląda przy­wi­lej sie­jący spu­sto­sze­nie.

🖇

Na jaką samo­świa­do­mość pozwala czło­wie­kowi uprzy­wi­le­jo­wa­nemu i upraw­nio­nemu życie pełne przy­wi­le­jów i upraw­nień? Jeśli rodząc się, wkro­czy­łeś w okre­ślony para­dyg­mat, co mogłoby cię skło­nić do spoj­rze­nia na zewnątrz?

🖇

Kiedy twoje ist­nie­nie jest warun­ko­wane przez kłam­stwo, zasto­suj tak­tykę wyuczoną w szkole wła­dzy i obłudy. Doko­naj zamiany ról. Uczyń ofiarę swego kłam­stwa kłamcą. […]  Czyż nie jest to w wiel­kiej mie­rze opo­wieść o histo­rii? Ci, któ­rzy mają wła­dzę, two­rzą kłam­stwo, pro­mują je i wysy­łają w drogę na całą wiecz­ność.

🖇

[…]  żadna struk­tura oparta na potrze­bie nisz­cze­nia kogoś innego nie jest spra­wie­dliwa ani trwała.

🖇

Jeśli coś napawa mnie naj­więk­szym wsty­dem, to jest to owa aro­gan­cja, to poczu­cie wyż­szo­ści i duma. […]
     Byłem wycho­wy­wany w cza­sach, kiedy męż­czyzn ceniono za kon­tro­lo­wa­nie i powstrzy­my­wa­nie emo­cji. Byli podzi­wiani za swą żela­zną wytrwa­łość w dąże­niu do wyty­czo­nego celu. Ni­gdy nie prze­pra­szali. Ni­gdy nie za­da­wali pytań. Ni­gdy nie wyja­śniali. Ni­gdy nie odkry­wali kart. Nie mówili. Ich mil­cze­nie było dowo­dem siły i męsko­ści. Ocze­ki­wano od nich, że będą rzą­dzić świa­tem i prze­wo­dzić z deter­mi­na­cją i pew­no­ścią sie­bie. Istota życia męż­czyzny pole­gała na utrzy­ma­niu jego pozy­cji.

🖇

[…]  histo­ria, która nie jest uwi­docz­niona, opo­wie­dziana lub komuś przy­na­leżna, odzna­cza się naj­więk­szą siłą.

🖇

To twoja rodzina. Zawsze spra­wia­łaś kło­poty. Dla­czego się nie dosto­su­jesz?

🖇

[…]  prze­pro­siny wyma­gają naj­bar­dziej pier­wot­nej intym­no­ści. […]  nie­od­zow­ne w prze­pro­si­nach jest ponowne odtwo­rze­nie pod­sta­wo­wych skład­ni­ków tego wszyst­kiego, co nas okre­ślało.

🖇

Czym, spy­tasz, jest życie bez zdu­mie­nia? Jest bez­barwne i po­sęp­ne. Jest ży­ciem narzu­co­nej pew­no­ści i przy­mu­so­wej rutyny. Jest pozba­wione splen­doru, eks­cy­ta­cji, a drzwi pro­wa­dzące do za­chwy­tu są zary­glo­wane.

🖇

Cie­ka­wość jest formą altru­izmu. Jej naj­waż­niej­szy i bez­wa­run­kowy ele­ment to dostrze­że­nie dru­giej osoby, to zaś wymaga prze­bi­cia próż­nej i hanieb­nej sko­rupy poczu­cia wła­snej waż­no­ści.

Eve Ensler, Wybacz mi, przeł. Jan Kabat,
Świat Książki, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Kim jesteś, Eve? Prze­ga­pi­łem wszystko. Prze­ga­pi­łem cie­bie.
     I tęsk­nię za tobą.
     Nie chcia­łem cię poznać ani dostrzec. I była to pod pew­nymi wzglę­dami naj­bar­dziej nisz­czy­ciel­ska i ka­rzą­ca strata. Czyż nie tego tak naprawdę wszy­scy pra­gnie­my? By nas pozna­wano?

🖇

Prze­pra­szam. Prze­pra­szam. Pozwól, bym posie­dział tu­taj, w tej ostat­niej godzi­nie. Pozwól, bym tym razem zro­zu­miał. Pozwól, by wstrzą­snęła mną twoja czu­łość. Po­zwól, bym zary­zy­ko­wał i stał się kru­chy. Pozwól, bym stał się bez­bronny. Pozwól, bym się zatra­cił. Pozwól, bym znie­ru­cho­miał. […]  Pozwól, bym był twoim ojcem.
     Pozwól, bym był ojcem, który jak zwier­cia­dło odbija ku tobie twoją życz­li­wość.

(tamże)

5790. Czekariat (CXV)


fot. Saxifraga, fragment.
 

I nagle mamy wrażenie, że wszystkie rzeczy tego świata są na własnym miej­scu; podobnie inni ludzie i my sami spoglądający z jedynego słusz­ne­go miej­sca, jakie zostało nam dane. Odnosimy wra­że­nie, że ludzie, rzeczy i wspo­mnie­nia znalazły swoje miejsce na ziemi. […]  Przez całe życie umie­li­śmy być tylko panami lub sługami, ale w tamtej ta­jemniczej chwili, w mo­mencie cał­ko­wi­tej równowagi zrozumieliśmy, że na ziemi nie ma prawdziwego pa­no­wa­nia ani prawdziwej służalczości. Tak więc teraz, wracając myślami do naszej tajemniczej chwili, za­sta­na­wia­my się, czy innym przytrafił się już podobny moment, czy może jest jeszcze gdzieś daleko. Trzeba to wiedzieć. To najważniejszy moment ludzkiego życia […].

Natalia Ginzburg, Małe cnoty,
przeł. Weronika Korzeniecka,
Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2025.

5789. Z oazy (CCCXXXVII)

Po­gigantowe odliczanie literek, sześć, poślizgnięte na sześciu dniach. Bo w japon­kach, bo poprzednia książka Autor­ki opublikowana w języku pol­skim bardzo mi się podobała. Chwilami mu­sia­łam sobie przypominać, dlaczego po tę książkę się­gnę­łam, bo zbyt prosty język, bo zbyt łopatologicznie. Na szczęście były też mo­menty wzru­sze­nia, wewnętrznego zatrzymania, pojawiających się w oczach łez rezo­nu­ją­cych wdzięcznością.

Aragaki po raz kolejny uświadamiała sobie, że nie jest w stanie odciąć się od spraw dawno minionych, i poczuła, jak niewiele może jako człowiek.

🖇

     – Myślę, że ludzi można podzielić na dwie grupy: „tych, co umarli”, i „tych, co jeszcze nie umarli”. Umarli udają się na tamten brzeg rzeki. Ale pani jest wciąż na tym brzegu. Pani jeszcze żyje – mówiąc to, Nanahoshi dyskretnie przesuwała obu dłońmi paczuszkę w jej stronę. – Wydaje mi się, że to jest właśnie to, czego pani teraz potrzebuje.

🖇

Jeśli pojawia się coś, co burzy spokój grupy, próbujemy się tego pozbyć – tak było kiedyś i to się nie zmieniło do dziś.

🖇

Tak jak głosi deklaracja praw człowieka, której uczyłam się kiedyś na za­ję­ciach: „Ludzie rodzą się i pozostają wolni i równi w swych prawach”. Nie zawsze tak jest, ale babcia, jak to babcia – choć środowisko wokół niej zmie­niało się w zawrotnym tempie, również postrzeganie, co jest właściwe, a co nie – żyła po swojemu pełnią życia.
     „Rób to, co chcesz robić.
     Jedź tam, dokąd chcesz pojechać”.
     – Babciu… – wyszeptała Fumika.

🖇

Teraz na świecie zupełnie brakuje tajemnic, prawda.

🖇

Słyszała, że istnieje kara polegająca na tym, że kopie się dół, a potem go zasypuje i tak przez dłuższy czas. Wydaje jej się, że rozwiązywanie testów czy robienie zeszytów ze słówkami, które mogą się nie przydać, bardzo ją przypomina.

🖇

„Zapytałem wprost – a czy byłaś, Yaetchi, szczęśliwa […]? A ona, no tak… bardzo cichym głosem… Co tak cicho mówisz? – przerwałem jej… – […]  prze­cież robienie tego, co inni, niekoniecznie jest dobre, wtedy ona zamilkła. Yaetchi, czy naprawdę o niczym nigdy nie marzyłaś? – spytałem znowu, a wtedy…”.

🖇

Jedna dziewczynka podbiegła do Yu, pewnie uznała, że to dobre miejsce, a wi­dząc mężczyznę, powiedziała: „Nie mów nikomu, że się tu chowam”, powiedziała i ukryła się za ławką. A kiedy podeszła szukająca i zapytała: „Czy ktoś tu jest?”, mężczyzna zrobił minę: ja nic nie wiem, i w tym samym momencie zza ławki rozległo się głośne: „Nie ma!”, więc się mimowolnie roześmiał.
     […] 
     Kiedy dawniej bawili się w chowanego, czasem udawał, że ma zamknięte oczy, i pod­glądał albo nie doliczał do trzydziestu. Kiedy tak nieuczciwie po­stępował, Maho się naprawdę złościła. Nie będzie więc tego robił. A gdyby zrobił coś niestosownego, by od razu do niej dołączyć, pewnie w ogóle nie chciałaby z nim rozmawiać. Będzie się nadal bawił w chowanego. Tak by kiedyś w przyszłości znaleźć Maho. By móc z wypiętą piersią powiedzieć: „Znalazłem!”. Będzie żył pełną piersią.
     Zmienił się szukający, już inne dziecko głośno liczy: „raz, dwa, trzy…”. Dzieci, chichocząc, biegają wokół, szukając kryjówek.
     „Yu, przyjdź kiedyś i znajdź mnie”.
     Yu starannie złożył list od Maho, włożył do kieszonki na piersi i z jedną walizką w ręku ruszył przed siebie.

🖇

[…]  nawet jeśli człowieka spotyka wielkie nieszczęście, takie, że nie chce mu się żyć, i tak zawsze przychodzi wiosna.

🖇

Nanahoshi zastanawiała się nad upływem czasu: na co dzień sobie tego nie uświadamiamy, że z każdą sekundą tracimy po trochu pozostały nam jesz­cze czas życia. Nikt nie wie, kiedy przyjdzie mu przekroczyć rzekę. Wszyscy troje milczeli nad filiżankami z wystygłą już herbatą.

🖇

Mówi się, że nie wolno głaskać kota pod włos, ale ludzie też ma­ją swoje czułe punkty, tyle że nie wiadomo, gdzie one są.

🖇

Pewnie mogłam dziś to wszystko opowiedzieć dlatego, że minęło już dużo czasu od tamtej pory. […]  Ale dlaczego chcia­łam o tym wszystkim po­wie­dzieć tobie […]? A zresztą…

🖇

Nie musi to być rzecz wartościowa. Może być
jakiś zapomniany drobiazg, cokolwiek.

🖇

W tym momencie Osabe uśmiechnęła się, wyobrażając sobie po­stać pro­fe­so­ra Sanady, który czuwa nad nimi na wale, choć oczywiście nie ma go już nigdzie na świecie. Na tym zdjęciu jest widok, który zamierzał zobaczyć.
     Osabe wyobraziła sobie, że puszcza latawiec wysoko w chmury, tak by dotarł do profesora, gdziekolwiek teraz jest.

🖇

Bo jak się czegoś nie zna, to jest tak, jakby to w ogóle nie istniało.

Sanaka Hiiragi, Przesyłka z Nieba, przeł. Barbara Słomka,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Być może śmierć to przejście na drugi nieznany ni­ko­mu brzeg dalekiej rzeki, ale z pewnością są i tacy, którzy żyć będą nadal, choć w zmienionej postaci, w tych, których pozostawili na tym brzegu.

🖇

Czasem przychodzą takie chwile, gdy czujemy, że mo­że­my powiedzieć komuś nawet to, czego normalnie po­wie­dzieć byśmy nie potrafili.

(tamże)

5788. Z oazy (CCCXXXVI)

Po­gigantowe odliczanie literek, pięć, poślizgnięte na sześciu dniach. Potrzebowałam dotyku liter delikatną akwa­re­lo­wą kreską kreślonych. Ibuko­skne­ra, czuwając nad zła­manym sercem, trzymał rękę na pulsie i w odpowiednim momencie krzyknął: teraz! Klik, klik i nie mogłam uwie­rzyć, że ta książka musiała na mnie czekać.

Delikatna precyzja, precyzyjnie odmierzona delikatność, ani jednego zbędnego sło­wa, piękno i mądrość zatrzymania się, ciszy, chwili — wszystko to w tej książce jest, zwra­ca uwagę na rzeczy, które tak łatwo w życiu przegapić. Karmi i koi, a potem koi i karmi, pomaga w gojeniu ran.

Nasze życia toczą się według starych i niezmiennych praw, według jed­no­li­tego i starego rytmu. Marzenia nigdy się nie spełniają i kiedy widzimy je roztrzaskane, w mig pojmujemy, że największe radości naszego życia są poza rzeczywistością. Kiedy widzimy je roztrzaskane, usychamy z tęsknoty za czasem, gdy jeszcze nas rozpalały. Nasz los przemija w splocie nadziei i tęsknot.

🖇

I czułam chłód bruku pod stopami. Właśnie dlatego również teraz zawsze mam porwane buty: przypominam sobie tamte i w porównaniu z nimi obec­ne nie wydają mi się aż tak zniszczone. A jeśli mam pieniądze, wolę przeznaczyć je na inne rzeczy, ponieważ buty nie wydają mi się tak bardzo istotne. […]  Moje dzieci […]  jakie będą w dorosłym życiu? Mam na myśli to, jakie buty będą miały w dorosłym życiu. Jaką drogę wybiorą dla własnych kroków? Czy zdecydują się zrezygnować z tego, co przyjemne, ale niepotrzebne? Albo czy stwierdzą, że potrzebne jest wszystko i że czło­wiek ma prawo nosić solidne i wygodne buty?

🖇🖇

Przez lata stworzył tak nieugięty i pogmatwany system myśli i zasad, że nie­możliwe już było powołanie do życia choćby najprostszej rzeczywistości. […]  Choć wiele nas nauczył, nie był dla nas wzorem, ponieważ wyraźnie widzieliśmy, jak absurdalne i pogmatwane są myśli, w których więził swoją prostą duszę. My też chcieliśmy go czegoś nauczyć. Pokazać mu, jak żyć ła­twiej i pełniej. To jednak nigdy nam się nie udało, bo kiedy tylko pró­bo­wa­li­śmy przedstawić mu swoje racje, unosił rękę i mówił, że wszystko już wie.

🖇

[…]  nie potrafiliśmy mu powiedzieć, że widzimy, w czym tkwi błąd. W tym, że nie chce pokochać codziennego biegu egzystencji, która toczy się jed­no­staj­nie i tylko pozornie nie ma w niej już tajemnic.

🖇

Widok, który tak kochał – obrzeża miasta u progu jesieni. Obser­wo­wa­li­śmy, jak ponad trawiastymi brzegami i zaoranymi polami zapada sierp­nio­wa noc. Wszyscy bardzo się ze sobą przyjaźniliśmy i znaliśmy od wielu lat, jak ludzie, którzy od zawsze razem pracują i myślą. Jak to bywa po­mię­dzy bliskimi, których spotkało jakieś nieszczęście, próbowaliśmy być jeszcze bliżej, troszczyć się o siebie i wzajemnie się chronić. Ponieważ czuliśmy, że w jakiś tajemniczy sposób on zawsze się o nas troszczył i nas chronił. Na zbo­czu tamtego wzgórza obecny był bardziej niż kiedykolwiek.

🖇🖇

[…]  nie ma na świecie nic smutniejszego od angielskiej dyskusji, głęboko sku­pionej na tym, by nawet nie musnąć czegokolwiek, co istotne, i by za­trzy­mać się na powierzchni. Aby tylko nie urazić rozmówcy, nie naruszyć jego świętej prywatności. Konwersacja w stylu angielskim krąży wokół tematów ekstremalnie nudnych. Ważne, żeby były bezpieczne.

🖇🖇

Kiedy Włosi spotykają się w Londynie, rozmawiają o restauracjach. Nie ma tu ani jednej, w której przyjemnie byłoby się spotkać, pogadać i coś zjeść. Tutejsze lokale są albo zbyt zatłoczone, albo zbyt wyludnione. I wszystkie charakteryzuje albo zadęcie, albo nędza. […]
     Pomimo całego zamieszania, jakie się tu robi wokół jedzenia, dla tych lu­dzi wciąż jest to wyłącznie food, po prostu jedzenie, coś ogólnego i raczej smutnego. W powieściach czytamy, że ktoś gdzieś przyniósł „trochę je­dze­nia” – bez emocji, bez jakichkolwiek czułych detali.

🖇🖇

Jemu zawsze jest gorąco, mi zawsze zimno. Latem, gdy naprawdę jest cie­pło, nie robi nic poza narzekaniem na to, jak mu gorąco. Oburza się, kiedy widzi, że wieczorem zakładam golf.
     On dobrze mówi w kilku językach, ja nie mówię dobrze w żadnym. On umie mówić nawet w tych językach, których nie zna.
     […]  On nienawidzi pytać o drogę. Kiedy jeździmy samochodem po nie­zna­nych miastach, nie chce prosić o wskazówki i każe mi patrzeć na mapę. Zwodzą mnie te czerwone kółeczka, a on się denerwuje.
     On kocha teatr, malarstwo i muzykę. […]  Kocham i rozumiem tylko jed­ną rzecz na świecie i jest nią poezja.

🖇

Mówi, że całkiem brakuje mi ciekawości, ale to nieprawda. Jestem ciekawa, tyle że niewielu, bardzo niewielu rzeczy, a gdy je poznam, zachowuję z nich kilka rozproszonych obrazów, kadencję zdania lub słowa.

🖇🖇

Raz doświadczonego zła nie zapomina się nigdy. Kto widział walące się do­my, doskonale wie, jak ulotne są kwiaty w wazonach, obrazy, białe ścia­ny. I doskonale wie, z czego składa się dom. Dom składa się z cegieł i z wapna. I może się zawalić. Nie jest zbyt trwały. Może się zawalić z mi­nu­ty na mi­nutę. […]
     Już nigdy nie wyzdrowiejemy z tej wojny. To bez sensu. Już nigdy nie będziemy pogodni. Nie będziemy jak ci, którzy rozmyślają, stu­diu­ją i spo­koj­nie urządzają swoje wnętrza.

🖇

I wierzyliśmy, że któregoś dnia będziemy mogli spokojnie spacerować uli­ca­mi naszych miast. Ale dzisiaj, gdy możemy już beztrosko spacerować, uświadamiamy sobie, że nigdy nie wyzdrowiejemy z tego zła. Wciąż mu­si­my szukać nowych sił, żeby mierzyć się z rzeczywistością. Jesteśmy zmu­sze­ni do szukania wewnętrznej radości, której nie dają nam dywany i kwiaty w wazonikach.

🖇

Każdy z nas choć raz w życiu łudził się, że może zasnąć gdziekolwiek, wziąć cokolwiek za pewnik, w cokolwiek uwierzyć i pozwolić odpocząć zmę­czo­ne­mu ciału. Ale wszystkie dawne pewniki zostały nam wyszarpane, wiara nie czuwa już nad naszym snem.

🖇🖇

Nikt nie może oczekiwać, że napisze coś poważnego tak po prostu, bez wy­sił­ku, jedną ręką, a później odfrunie jakby nigdy nic. Nie sposób tak łatwo sobie z tym poradzić.

🖇

[…]  nie ma czegoś takiego jak oszczędzanie. Jeśli ktoś myśli sobie: „Ten de­tal jest piękny i zamiast marnować go […], zachowam go sobie na później”, to ten detal w nim zaskorupieje i później nie będzie można go już wy­ko­rzy­stać. […]  A detale, jeżeli długo nosimy je przy sobie i nie robimy z nich po­żyt­ku, zużywają się i wyczerpują. Nie tylko zresztą detale – tak jest ze wszystkim. Ze wszystkimi pomysłami i ideami.

🖇🖇

Świat dla mnie milczał. Nie znajdowałam słów, by go opisać. Nie miałam już słów, które dawałyby mi przyjemność. Nie miałam niczego.

🖇

[…]  dobrze poznałam ból. Był to ból prawdziwy, nieodwracalny i nie do za­le­czenia. Całkiem złamał mi życie, a gdy próbowałam je na nowo po­skła­dać, zrozumiałam, że zarówno ja, jak i to moje życie zmieniliśmy się nie do poznania.

🖇🖇

Istnieją dwa rodzaje milczenia: milczenie z samym sobą i milczenie dzielone z innymi.

🖇

Nie pozwolono nam wybrać, czy będziemy szczęśliwi, czy też nieszczęśliwi. Ale trzeba przynajmniej zdecydować, by nie być diabelnie nieszczęśliwym. Milczenie może przyjmować formy zamkniętego, potwornego, diabelnego nieszczęścia.

🖇🖇

W centrum naszego życia znajduje się kwestia relacji międzyludzkich. Gdy to sobie uświadomimy, czyli kiedy spojrzymy na relacje jak na konkretną kwestię, a nie jakieś niejasne formy cierpienia, zaczniemy poszukiwać ich śladów i odtwarzać ich historię w ciągu całego życia.

🖇

Jako dzieci wierzyliśmy w Boga, ale teraz mówimy sobie, że być może On wcale nie istnieje. Albo istnieje, ale ani trochę się nami nie przejmuje, skoro wrzucił nas w tę okrutną rzeczywistość.

🖇

A jednak ból przychodzi. Choć na niego czekaliśmy, nie rozpoznajemy go od razu i nie od razu nazywamy go po imieniu. Oszołomieni i w nie­do­wie­rza­niu, z nadzieją, że wszystko da się jeszcze odwrócić, schodzimy po schodach naszego domu i po raz ostatni zamykamy drzwi. […]  Jesteśmy biedni, my­śli­my bez odrobiny pychy, bo pomału giną w nas ostatnie ślady dziecięcej dumy. […]
     Tylko czasami gdzieś z głębi zmęczenia budzi się w nas świadomość rze­czy i jest ona tak przeszywająca, że łzy napływają nam do oczu; bo być mo­że patrzymy na świat po raz ostatni. Jeszcze nigdy tak bardzo nie ko­cha­li­śmy kurzu na drogach, głośnych ptasich wrzasków, naszego ciężkiego od­de­chu. […]  Bogu mówimy, by nas chronił, jeśli chce. Mówimy Mu, żeby robił, co chce.

🖇

Naszej własnej powłoki – naszego ciała – w przeszłości nigdy nie uwa­ża­li­śmy za kruche czy śmiertelne. […]  Nie wiedzieliśmy nawet, że w naszym ciele jest tyle strachu, tyle kruchości. Nigdy nie sądziliśmy, że do życia tak mocno mogą nas przywiązać lęk i rozdzierająca czułość.

🖇🖇

Jeśli chodzi o wychowanie dzieci, uważam, że należy im wpajać nie małe, lecz wielkie cnoty. Nie oszczędzanie, lecz hojność i beznamiętny stosunek do pieniędzy. Nie ostrożność, lecz odwagę i lekceważenie niebezpieczeństwa. Nie przebiegłość, lecz prostoduszność i umiłowanie prawdy. Nie dyplo­ma­cję, lecz miłość do bliźniego i ofiarność. Nie pragnienie sukcesu, lecz pra­gnie­nie, żeby być i wiedzieć.

🖇

Wychowanie to nic innego jak relacja, którą nawiązujemy z naszymi dzieć­mi, i atmosfera, w której kwitną uczucia, instynkty i myśli.

🖇

Wstrzemięźliwość wobec siebie i hojność względem innych – oto jak za­cho­wać własną wolność i właściwy stosunek do pieniędzy. […]  Sprawy kom­pli­ku­ją się tam, gdzie pieniądze bytują; i to bytują całym swoim ciężarem, jak ołowiana i zastała woda wydzielająca ferment i odór. Dzieci szybko do­strzegają obecność tych pieniędzy i czują ich ukrytą moc, choć nigdy jasno się o tym nie mówi. […]  W takich rodzinach dzieci bezustannie upomina się, by wydawały rozsądnie. […]  Muszą długo wzdychać, czasem na darmo, do rowerów i aparatów fotograficznych, które ich biedniejsi koledzy mają już od dawna. A kiedy później dostaną wymarzony rower, do prezentu dołącza się całą serię upomnień – żeby tylko nie popsuć i nikomu nie pożyczać tego luksusowego sprzętu, który przecież kosztował bardzo dużo pieniędzy. Od­wo­ła­nia do finansów pojawiają się w domu nieustannie i uporczywie – książ­ki należy kupować tylko używane, zeszyty jedynie w sklepach sieci Standard. Dzieje się tak po części dlatego, że bogaci często są skąpi i uwa­ża­ją się za biednych. […]  W każdym zakątku domu pieniądz przemawia wła­snym językiem – jest obecny w porcelanie, w meblach, w ciężkiej srebrnej zastawie, w komfortowych podróżach i w ekskluzywnych wczasach […]. Pieniądz jest wszędzie. […]  Jeżeli odmówimy mu wymarzonego roweru, który moglibyśmy mu kupić, najzwyczajniej odbierzemy mu to, co się ta­kie­mu dziecku należy, i uczynimy jego dzieciństwo mniej radosnym w imię ja­kiejś abstrakcyjnej reguły, niemającej żadnego uzasadnienia w rze­czy­wi­stości. I milcząco przyznamy, że pieniądz jest lepszy od roweru. Tymczasem ono powinno wiedzieć, że to rower jest lepszy od pieniądza.

🖇

Otóż łatwiej nie mieć pieniędzy, jeśli nauczyliśmy się je wydawać, jeśli wi­dzie­li­śmy, jak szybko przelatują z rąk do rąk. Łatwiej obejść się bez pie­nię­dzy, jeśli dobrze je poznaliśmy, a trudniej wówczas, gdy w dzieciństwie od­da­wa­liśmy im hołd, traktowaliśmy z nabożnością i ze strachem, i choć wo­kół czuliśmy ich obecność, nie pozwalano nam spojrzeć im prosto w oczy.
     […]  I powinniśmy im je dawać nie po to, by uczyły się je kochać, lecz by nauczyły się ich nie kochać i zrozumiały ich prawdziwą naturę, czyli to, że nie mogą zaspokoić najprawdziwszych pragnień, tych płynących z duszy. Podnosząc pieniądze do rangi nagrody, punktu koń­co­we­go i celu, przypisujemy im miejsce, wagę i szlachetność, których nie powinny mieć […].

Natalia Ginzburg, Małe cnoty,
przeł. Weronika Korzeniecka,
Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2025.

Relacje międzyludzkie co dzień trzeba wy­my­ślać i od­kry­wać na nowo. Musimy pamiętać, że każdy rodzaj spo­tka­nia z drugą osobą zawsze oznacza jakiś uczynek, a więc jest dobrem lub złem, prawdą lub kłamstwem, łaską lub grzechem.

(tamże)

5787. Z oazy (CCCXXXV)

Po­gigantowe odliczanie literek, cztery, poślizgnięte na sześciu dniach. Wiele za­krę­tów pokonałam, by ominąć tę książkę. Udawało mi się prawie przez rok. Jeden, dru­gi, trzeci newsletter. Jedna, dru­ga, trzecia audycja radiowa. A jednak i tak skoń­czy­ło się na klik, klik. Chwilkę na stosiku czytelniczym po­cze­ka­ła. Wystarczająco dłu­go cze­ka­ła, bym zapomniała, co było w tej trzeciej au­dy­cji, że zdecydowałam się zrobić klik, klik.

Wynik osobistego remanentu: (1) to nie jest żart, tylko krawędź świata, w którym jest ra­czej strasz­no niż śmieszno, (2) przez wiele lat miałam dokładnie jeden uścisk dło­ni do niegłupiego człowieka, który potrafił pojechać czymś, co ma bardzo kon­kret­ną nazwę i pozwala nazwać tego ojca trzech córek: pospolitym red­pill­em, ma­sa­kra…

Zawartość tej książki nie pomieści się w zdrowym umyśle. Nim jednak wyimki, od­ro­bina próby zrozumienia wynaleziona przez Sadownika, gdy prowadziliśmy inten­syw­ne telefoniczne dysputy na temat redpillowych ofiar feminizmu. A i tak wkradło się do tej rozmowy kilka sekund rozmowy dwóch redpillowców.

Jacek Masłowski w rozmowie z redpillem,
Dlaczego faceci czują się przegrani?

🖇 🖇

Strategia polegająca na tworzeniu fałszywej równoważności w kwestiach związanych z płcią nie tylko jest czystą manipulacją, ale również szkodzi sprawie autentycznych ofiar wśród mężczyzn, którzy zasługują na pomoc, wsparcie i współczucie. Gdyby MRA [Men’s Rights Activists] naprawdę sku­pia­li się na ich potrzebach i cierpieniu, mogliby […]  prowadzić kam­pa­nię społeczną uświadamiającą stygmatyzację, z jaką zmagają się mężczyźni, którzy zgłosili, że padli ofiarą przemocy. Tymczasem MRA zajmują się ata­ko­wa­niem schronisk dla kobiet, nękaniem osób walczących z przemocą sek­su­al­ną i celowym naginaniem statystyk, aby tylko udowodnić, że kobiety są znacznie bardziej agresywne od mężczyzn. Uparcie milczą natomiast w tak ważnym i otoczonym tabu temacie społecznym jak napaści seksualne do­ko­ny­wa­ne na mężczyznach przez innych mężczyzn.

🖇

Rzeczy, w które wierzą ci ludzie, są absurdalne, ale ich samych powinniśmy traktować jak najpoważniej.

🖇

Możemy traktować inceli, artystów podrywu, MGTOW, trolli inter­ne­to­wych i MRA jako odrębne społeczności obecne wyłącznie w internecie. Możemy uważać, że nie mają nic wspólnego ze zwykłymi mężczyznami, którzy w prawdziwym życiu obrażają, terroryzują, prześladują, nękają i mordują kobiety, najczęściej własne żony, dziewczyny lub krewne. Ani ze sprawcami masowych aktów przemocy i mordów. Tymczasem to błąd. Te grupy mocno inspirują siebie nawzajem i wyrastają z tych samych ko­rzeni.
     Mężczyźni krzywdzą kobiety. To fakt. Który przybiera rozmiary epi­de­mii. Społecznej katastrofy. Ale traktujemy go jako coś normalnego.
     Ponad jedna trzecia kobiet na całym świecie doświadczyła w swoim ży­ciu przemocy fizycznej i/lub seksualnej (nie wliczając w to molestowania seksualnego). […]
     Nie sposób rozmawiać o agresywnym mizoginicznym ekstremizmie i mę­skiej supremacji, jeśli nie umieścimy tych kwestii w kontekście świa­to­wych statystyk, w których przemoc wobec kobiet wzbija się na niebotyczne wy­ży­ny. Manosfera stanowi zarówno symptom tego zjawiska, jak i pełną wście­kło­ści reakcję na próby jego zredukowania.
     […]  głównym celem tych reakcyjnych wspólnot – podobnie jak sporej czę­ści alt-prawicy i internetowych grup supremacjonistów – jest powrót do wyidealizowanego porządku, w którym biali, heteronormatywni mężczyźni sprawują nad wszystkim kontrolę.

🖇

Do lekceważenia męskiej supremacji prowadzi również inny ważny czyn­nik: przemoc wobec kobiet jest w naszym społeczeństwie tak powszechna, że trudno nam uznać ją za coś „radykalnego”.

🖇

Jesteśmy skłonni myśleć, że młodsze pokolenia w naturalny sposób przyjmą bardziej postępowe postawy, że uprzedzenia, uważane za staroświeckie, w koń­cu znikną, jeśli tylko uzbroimy się w cierpliwość i poczekamy. Ale fakty temu przeczą.

🖇

Strach przed kobietami, przed feminizmem, przed #MeToo, przed postępem i zmianami. Przeciwnikom rów­no­upraw­nie­nia znacznie łatwiej bowiem za­siać strach w umysłach innych, niż otwarcie polemizować z jego zwo­len­ni­ka­mi przy użyciu logiki i argumentów. Strach motywuje ludzi. A strach przed zagrożeniem, którego istnienia nawet sobie nie uświadamiali, spra­wia, że tym łatwiej ulegają oni nienawiści. Nie pozwala im sympatyzować z „innymi” – czy będą to ofiary gwałtu, czy uchodźcy, czy nawet pracujące kobiety – ponieważ uważają, że to wbrew ich najlepiej pojętym interesom.

🖇

[…]  rządy zaskakująco opornie próbują pociągnąć media spo­łecz­no­ściowe do odpowiedzialności. A ta niechęć nie pozostaje nie­za­uważona przez eks­tre­mistów i trolli internetowych, którzy doskonale zdają sobie sprawę, że dzięki niej mogą nadal bezkarnie działać.

🖇

[…]  uznanie mizoginii za jedną z kategorii przestępstw z nienawiści zmie­ni­łoby społeczne i instytucjonalne postrzeganie męskiej supremacji i ekstre­mi­zmu. Potwierdzałoby, że nienawiść o podłożu seksualnym może być równie silnym motywem czynów przestępczych co nienawiść ra­so­wa oraz re­li­gijna.

🖇

„Według mnie – mówi Ben Hurst – większość facetów, którzy angażują się w te ruchy, boryka się z wielkim cierpieniem i nie jest w stanie pojąć, dla­cze­go nie są tacy, jacy chcieliby być”. Odkrycie społeczności ma­no­sfe­ry przynosi im wielką ulgę i działa na nich wręcz jak kojący bal­sam. […]
     Chłopcy utożsamiają emocje ze wstydem i dlatego są uczeni, by je ukry­wać. Poczucie osamotnienia rodzi w nich chęć przynależności do wspólnoty. Wstyd wzmaga pragnienie prestiżu, szacunku, celu. Chłopcy są znacznie bar­dziej narażeni na to, że padną ofiarą brutalnego przestępstwa, co w na­tu­ral­ny sposób skłania ich do szukania poczucia bezpieczeństwa w po­słu­szeń­stwie wobec grupy. Wszystkie te pragnienia zaspokajają społeczności manosfery, które z wielką wprawą przechwytują odtrąconych społecznie, wściekłych młodych mężczyzn i karmią ich fałszywymi obietnicami, wypa­czo­ną logiką i nienawiścią.

🖇

Najskromniejsze wysiłki na rzecz równouprawnienia są prezentowane przez wściekłych białych mężczyzn jako potencjalne zagrożenie dla ich życia i kariery zawodowej. Dlatego zachęcają innych mężczyzn, żeby bali się postępu, zamiast się nim cieszyć.

🖇

Mężczyźni, którzy boją się kobiet, w gruncie rzeczy boją się in­nych męż­czyzn. Boją się z powodu stworzonych przez nich mitów, w któ­re bez chwili zastanowienia uwierzyli. Boją się jednak nie samej rze­czy­wi­sto­ści, ale jej wyobrażenia. Boją się sprytnie wymyślonych i szeroko roz­po­wszech­nia­nych wizji, zgodnie z którymi gdzieś w mroku czai się nie­bez­pie­czeń­stwo, w każdej chwili gotowe ich dopaść. Boją się, że ich pozycji, pra­wom, a na­wet toż­sa­mości grozi jakaś tajemnicza i potężna siła. Boją się, że ruch ko­biet, które żądają sprawiedliwej kary za rozmaite męskie przewiny, nagle stanie się zagrożeniem dla wszystkich „niewinnych” mężczyzn. […]  Ale prze­cież nie tego domagają się kobiety. Domagamy się godności, spra­wie­dli­wo­ści i skończenia z bezkarnością. Krótko mówiąc, wiele osób uwie­rzy­ło w zagrożenie, które w rzeczywistości nie istnieje.

🖇

To niezwykłe, jak dużą presję nakłada się na kobiety, by umiały dostrzec u wrogich im mężczyzn człowieczeństwo i indy­wi­du­al­ność, podczas gdy mizogini odmawiają tego samego kobietom.

🖇

[…]  być może potrzebna jest również fundamentalna zmiana w naszym po­dejściu do samej idei męskości. Może nie jest to kwestia do­ty­cząca bez­po­śred­nio manosfery i tak jak męscy supremacjoniści wykazali się zadzi­wia­ją­cą wprawą w optymalizacji swojej ideologii, aby płynnie przenikała po­mię­dzy światem wirtualnym a realnym, tak samo my musimy stworzyć rów­nie silną narrację na temat męskości zmierzającą w odwrotnym kie­runku.

🖇

[Ben] Hurst podkreśla, jak ważna jest różnorodność w tworzeniu nowych koncepcji męskości, i wskazuje, że nie wolno zastępować jednych ste­reo­ty­pów innymi. „Jedną z najbardziej gównianych rzeczy w męskości jest to, że ma ona charakter nakazowy. […]”.


Ben Hurst, Boys Won’t Be Boys. Boys
Will Be What We Teach Them to Be
.

🖇

Kiedy feministki mówią o „toksycznej męskości”, mają na myśli przestarzałe wyobrażenia na temat istoty bycia mężczyzną, która objawia się demon­stro­wa­niem siły i ukrywaniem słabości. Dominacją i przejmowaniem kon­tro­li we wszystkich relacjach personalnych. Nieumiejętnością przy­zna­wa­nia się do emocji. Tłamszeniem w sobie strachu i cierpienia, a także uni­ka­niem pomocy oraz jakichkolwiek prób komunikacji. Przyj­mo­wa­niem roli pana domu, żywiciela i obrońcy. Traktowaniem kobiet i dzieci jak własność lub bezradne, drugorzędne i uzależnione od jego władzy istoty, a nie rów­no­rzęd­nych partnerów służących mu wsparciem. Przedkładaniem siły, spraw­no­ści fizycznej i sukcesów erotycznych ponad intelekt, inteligencję emo­cjo­nal­ną i przyjaźń. Przedkładaniem samokrytyki i prób samodoskonalenia się ponad odwagę przyznania się do porażki. Wybieraniem pieniędzy i sta­tu­su kosztem satysfakcji z pracy. Kariery kosztem zaangażowanego ro­dzi­ciel­stwa. Społeczeństwa kosztem samego siebie.

Laura Bates, O mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet.
Od inceli do artystów podrywu
, przeł. Mariusz Gądek,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.

Zgadza się, molestowania i napaści seksualnych może do­puszczać się z premedytacją jedynie niewielka grupa mężczyzn, lecz jeśli w odpowiedzi na takie doniesienia większość męskiej populacji rzuca się do obrony i pró­bu­je podać w wątpliwość świadectwa ofiar, to raczej nie dzia­ła na korzyść argumentu, że nie wszy­scy z nich po­no­szą odpowiedzialność za problem. Oczywiście nie wszy­scy mężczyźni popełniają czyny tego rodzaju. Ale ci, którzy w przypadku rozliczania sprawców usiłują dy­skre­dy­to­wać pokrzywdzone kobiety, pozostają współ­win­ni istnienia większego systemu mającego na celu uci­sze­nie ofiar i zachowanie status quo osób uprzy­wi­le­jo­wa­nych.

🖇

Zastanówmy się, co by było, gdybyśmy przemoc do­mową traktowali poważnie. Gdybyśmy starali się skazywać takich mężczyzn na karę więzienia, gdy­by­śmy próbowali usunąć ich z ulic naszych miast albo cho­ciaż wprowadzili w niektórych krajach ostrzejsze prze­pi­sy, żeby uniemożliwić im dostęp do broni palnej. Głosy ostrzegające przed zagrożeniem dla kobiet nigdy nie są jednak na tyle głośne, by zostały usłyszane. […]  Po­dno­si­my alarm i reagujemy dopiero wtedy, gdy umierają mężczyźni (lub, jak zwykło się o nich mówić w mediach, „ludzie”).

🖇

Przemoc nie bierze się znikąd. Nie wynika z te­go, że ktoś traci nad sobą panowanie, jak za­pew­ne myśli wiele osób. W większości wy­pad­ków przemoc to próba zyskania nad kimś kontroli.

(tamże)

5786. Z oazy (CCCXXXIV)

Po­gigantowe odliczanie literek, trzy, poślizgnięte na sześciu dniach. Pierwsza dla mnie no­wość książkowa po śmierci He­niut­ki. Wyklikana w szybkim tempie, bo dys­po­no­wa­łam uwagą wyłącznie na czytanie o miłości lub śmierci, czyli w sumie o jed­nym i tym samym. Półtora dnia i było po książce.

Kilka zaskakujących rozmów plus niezmiennie niemiłe zadziwienie, że światły, wy­e­du­kowany kierunkowo człowiek nie rozumie efektów pracy Elisabeth Kübler-Ross, nazywając je przestarzałymi teoriami. Czytanie ze zrozumieniem, niedo­ry­so­wy­wa­nie krzywych kółek do tekstu to, jak można się przekonać, wciąż umiejętności w ka­te­go­rii: supermoc. Nie każdy je ma.

Kocham życie, a śmierć jest jego nieodłączną częścią.

🖇

[A.M.R.]  Rozmawiasz z osobami zmarłymi? O czym?
     [Sławomir Pawlak]  Zwracam się z prośbą o współpracę, jeśli mogę to tak ująć. Często wspominam też zmarłemu, że widziałem się z żoną lub mężem i dziećmi, że wszyscy tęsknią i że odczuwają wielką pustkę. Staram się być pośrednikiem i przekazać osobie zmarłej to, czego rodzina nie zdążyła. Pró­bu­ję ją zapewnić, że wszystko będzie dobrze, że może odejść w spokoju.

🖇

Kiedyś na targach pogrzebowych widziałem hiszpańską firmę, która oferowała coś ciekawego: podczas pogrzebu pisano krótkie teksty na karteczkach – mogły to być fragmenty modlitwy czy wspomnienia – a potem wkładano je do pudełka. Po trzech miesiącach organizowano spotkanie rodzinne, podczas którego otwierano to pudełko i czytano karteczki. Był to taki kolejny etap żałoby, a nie stypa.
Sławomir Pawlak

🖇

[Anja Franczak] […]  twoja żałoba wygląda tak, bo wpłynęło na nią milion różnych czynników z twojej historii. Moja wygląda inaczej, bo mam inną historię, inny bagaż doświadczeń. Nie wolno tego porównywać. Możemy się dzielić, wspierać, znajdować wspólne punkty, ale nikt nie ma prawa na­rzucać innym, jak mają przeżywać stratę. […]  kategoria nor­mal­no­ści wcale nam nie służy, bo nikt z nas nie jest normalny w po­wszech­nie przyjętym sensie. Każda żałoba jest inna, bo każda historia jest inna. Ale na poziomie uniwersalnym wszyscy znamy smutek, ból, lęk i stratę. Wszyscy tracimy bliskich, zdrowie, młodość. Wszyscy kiedyś umrzemy. To nas łączy.

🖇

[…]  warto pamiętać o spokoju i lekkości,
którą zyskuje umierający człowiek.

Teresa Łącka

🖇

[Teresa Łącka]  Hospicjum dodało mi odwagi, nauczyło mnie, by nie cią­gnąć na siłę relacji, które są toksyczne, w których czuję, że ktoś mnie wy­ko­rzy­stuje, kłamie, manipuluje. […]  Uświadomiłam sobie, że trzeba za­dbać o to, co naprawdę ma znaczenie.

🖇

[…]  żałoba to rozmowa o życiu i o wartościach pozo­sta­wio­nych nam przez osoby, których już z nami nie ma. […]  Wdzięczność to chyba jeden z najpiękniejszych sposobów, by w zdrowy sposób po­go­dzić się z chęcią życia, bez krzywdzenia siebie czy drugiego człowieka.
Agnieszka Walczak

🖇

[Lekarz dokonujący eutanazji w Holandii]  Czasami myślę, że doświadczenie pracy z pacjentami stojącymi na granicy życia i śmierci pozwala mi spoj­rzeć z innej perspektywy na sens życia. Uczę się dostrzegać, jak ważne jest docenianie chwil, które mamy, i jak istotne jest szanowanie de­cy­zji dru­gie­go człowieka, nawet jeśli prowadzą one do końca.

🖇

[A.M.R.]  A kim są duchowi przewodnicy?
     [Iwona Górzkowska-Jarząbek]  Przewodnikiem jest dusza wyższego rzę­du, którą nazywam opiekunem cyklu życia. Ona jest z duszą do samego końca. […]
     [A.M.R.]  Co z Bogiem?
     [I.G.J.]  Bóg to jedna wielka energia, ogromne serce, które nas przy­cią­ga. […]  Grzech to coś, co wymyśliliśmy my, ludzie. Grzechem się dobrze stra­szy i wykorzystuje się go do manipulowania. To sposób na utrzy­my­wa­nie nas w lęku. […]
     [A.M.R.]  Przy każdym człowieku widzisz jego opiekuna?
     [I.G.J.]  Oczywiście! […]
     [A.M.R.]  To rodzaj anioła stróża?
     [I.G.J.]  Ja to nazywam duszą wyższego rzędu. To dusza, która już nie in­karnuje, nie wraca, a wybiera nas ze względu na wyzwania, z jakimi przy­cho­dzimy do obecnego wcielenia.

🖇

Intencja ma znaczenie. Słowa mają moc. Kiedy jednak spojrzymy głę­biej, zobaczymy, że ci, którzy przeklinają, często robią to z granicy wła­snych możliwości – z bólu, wykluczenia, naznaczenia.
Anna Choińska
[…]  przeciwstawienie się schematom wymaga odwagi – od­wa­gi, by uszanować różnorodność serca, duszy i życia człowieka.

🖇

[Jacek Adamiec] Myślę, że wszyscy skończymy w deskach, jeśli będziemy mieli szczęście, lub w dywanie, jeśli nie. […]  Najważniejszym celem jest dla mnie oddanie szczątków rodzinie, by mogła je pochować, zapalić znicz na grobie, pożegnać się i ruszyć z życiem dalej.

🖇

[…] w Europie cuda uznaje się za łaskę,
a w Ameryce Łacińskiej – za obowiązek świętego.

Ola Synowiec

🖇

[Przemysław Staniszewski ] […]  motyw zatrzymania, jak przecinek w zda­niu. To symboliczne – musimy nauczyć się zatrzymywać w życiu, bo wokół nas jest wielu zagubionych ludzi.

🖇

Zawsze jest jakiś margines na wolną wolę i przeznaczenie 
– gdzieś pomiędzy nimi istnieją cuda.

Ryszard Zawadzki

🖇

[A.M.R.]  To też wielka sztuka, umieć powiedzieć „stop”.
     [Przemysław Staniszewski]  Zgadzam się. To nie słabość, to siła.

Anna Matusiak-Rześniowiecka, Ze śmiercią im
(nie) do twarzy
, Wielka Litera, Warszawa 2025.

Śmierć, bez względu na to, w co wierzymy, jest czymś wyjątkowym, szczególnym.
Sławomir Pawlak

🖇

[Anja Franczak]  Myślę, że będziemy zaskoczeni, kie­dy śmierć nadejdzie.
     […]  Im więcej się uczę o śmierci, tym bardziej widzę, że pozostaje ona wielką tajemnicą. Paradoksalnie im mniej wiem, tym bardziej mnie fascynuje. Czuję respekt, fascynację i ciekawość wobec tego, co nas czeka. Nie są­dzę, by był to koniec, bo zachodzi zbyt wiele zjawisk, któ­rych nie da się wytłumaczyć.

🖇

[…]  warto jednak pamiętać, że jeśli coś pójdzie nie po naszej myśli, życie zawsze daje alternatywy.
Teresa Łącka

🖇

Wierzę, że jeśli istnieje jakiś Bóg, to nie […]  w tobie, nie we mnie, lecz w tej niewielkiej przestrzeni pomiędzy nami.

(tamże)

5785. Z oazy (CCCXXXIII)

Po­gigantowe odliczanie literek, dwa, poślizgnięte na sześciu dniach. Drugiego wie­czoru po śmierci Heniutki paliła się do późnego wieczora dla kudła­tej dziew­czyn­ki świeczka, a my z Kaan raczyłyśmy się wieczornymi pogaduchami. W ten sposób wy­płynęło ist­nie­nie tej książki. Przy porannej ka­wie na­stęp­nego dnia klik, klik, to­wa­rzy­szące na­dziei, że szybko przyjdzie na nią czas.

Na gi­gan­cie każdego dnia zry­wa­łam się do baru Pod orłem na przynajmniej półtorej go­dzi­ny, by złapać oddech, po­gapić się przez okno, wypić kawę, zgrzeszyć ciastem, cza­sem zjeść obiad czy frytki z batatów. Podczytywałam tę książkę między książkami z okolic miłości czy śmierci. Zaskoczyłoby Fromma, że dwa fragmenty z jego książki wydanej z 1956 roku będą pasowały jak ulał do świata, w którym żyjemy od dzie­się­cio­le­ci w XXI wieku. Nie mogłam ich tu nie umieścić jako przystawki do dania głów­ne­go, jakim są wyimki ze skończonej na gigancie jako drugiej książki.

Ta lektura to swoisty test diagnostyczny: jak bardzo mamy wyprane mózgi. My, pokolenie X.

Kapitał panuje przed pracą; nagromadzone przedmioty, to, co martwe, ma wyższą wartość niż praca, niż siły ludzkie, czyli to, co żywe.
     […]  W rezultacie rozwoju kapitalizmu obserwujemy bez­u­stan­nie wzra­sta­ją­cy proces centralizacji i koncentracji ka­pi­ta­łu. Wielkie przed­się­bior­stwa ustawicznie rosną, mniejsze są wy­pie­ra­ne. […]  Coraz więcej ludzi tra­ci niezależność i zaczyna pod­le­gać tym, którzy zarządzają wielkimi po­tę­ga­mi gospodarczymi.
     […]
     Współczesny kapitalizm potrzebuje ludzi, którzy zapewnią mu sprawną i masową współpracę; ludzi pragnących coraz więcej konsumować; któ­rych upodobania są ze­stan­da­ry­zo­wa­ne, dają się łatwo przewidywać i kształ­to­wać. Potrzebuje ludzi, którzy czują się wolni i niezależni, nie kie­ru­ją się żadnym auto­rytetem, zasadą ani sumieniem […].

Nowoczesny człowiek przekształcił się w towar; traktuje swoją energię ży­cio­wą jak inwestycję, która powinna mu przynieść maksymalny zysk, sto­so­wny do jego pozycji i sytuacji na ludz­kim rynku. Człowiek taki jest wy­ob­co­wany od samego siebie, od swoich bliźnich i od natury. Jego głównym celem jest korzystna wymiana swoich zdolności, wiedzy i samego siebie, swego „oso­bo­we­go pakietu” – z innymi, którzy w równej mierze są na­sta­wie­ni na uczciwą i korzystną wymianę. Jedynym celem życia jest ruch, jedyną zasadą zasada uczciwej wymiany, jedynym zadowoleniem – kon­sump­cja.

Erich Fromm, O sztuce miłości, przeł. Aleksander Bogdański,
Rebis, Poznań 2025.

🖇 🖇

Moim zamierzeniem było opowiedzenie o niedopasowaniu sposobów opo­wia­da­nia o pracy do jej rzeczywistego doświadczania. Chcia­łam po­ka­zać, jak niszowe są opowieści o takiej pracy, która jest do­świad­cze­niem więk­szo­ści Polaków, o pracy, która wyniszcza, zabiera czas na ży­cie i upokarza, i z ko­lei jak głośne i popularne są legendy o pracy jako o szczę­śli­wej prze­strze­ni samorozwoju, karierze, która czeka na wyjątkowo za­an­ga­żo­wa­nych, o pracy jako recepcie na dobre życie.

🖇

Nasza współczesność sporo odbiega od wizji pracy, które w poprzednich wiekach mieli intelektualiści. Nikt nie przewidział tego, jak w rzeczywistości będzie wyglądać praca w XXI wieku. Na przykład słynnemu ekonomiście Johnowi Meynardowi Keynesowi w 1930 roku wydawało się, że dziś po­win­ni­śmy pracować około 15 godzin tygodniowo. Nie prze­wi­dzia­no też ist­nie­nia klasy pracujących biednych, czyli osób, którym wy­na­gro­dze­nie za pracę w pełnym wymiarze godzin nie pozwala związać końca z końcem.

🖇

Czy narracje, które organizują nasze opowiadanie o pracy w 2024 roku, są inne niż 30 lat temu? Tylko w części. Owszem, zmieniły się słowa, obrazy i mo­dy. „Dyspozycyjność” została zastąpiona przez work-life balance. Mimo tych drobnych przesunięć w dalszym ciągu zdecydowana większość z nas pracuje pod dyktando ideologii neoliberalnej.

🖇

Powszechność pewnych opowieści o pracy wynika z tego, że ich nadawcy posiadają władzę. Jest to zatem dominacja nie „ilościowa” (czyli wynikająca z tego, że reprezentuje szerokie masy i ich interesy), lecz dominacja związana z uprzywilejowaniem, pozycją w strukturze społecznej i dostępem do mediów – czyli reprezentująca mały wycinek społeczeństwa, który jest w stanie narzucić masom swoją wizję dobrego życia.

🖇

Wspólną funkcją dominujących współcześnie ideologii związanych z pracą jest wyciskanie z pracowników jak najwięcej zaangażowania. […]  Opo­wie­ści te zazwyczaj przemilczają fakt, że do pracy chodzi się po to, żeby zarobić pieniądze. W kontekście pracy dużo piszemy i mówimy dziś o samo­re­a­li­za­cji, twórczości i pasji, zaś zdecydowanie mniej – o zaspokajaniu przez nią potrzeb materialnych.

🖇

Nasza relacja z pracą i sposób opowiadania o niej mają dużo wspólnego z pochodzeniem społecznym.

🖇

Przedsiębiorczość jest uważana za cechę, którą warto w sobie odnaleźć i pie­lęgnować. Państwo polskie otwarcie i na wielu płaszczyznach pod­kre­śla swoje umiłowanie przedsiębiorczości. […]  Dzięki konsekwentnemu bu­do­waniu wizerunku przedsiębiorcy jako wypruwającego sobie żyły su­per­bo­ha­te­ra krajowej gospodarki stało się jasne, że nikt nie pracuje tak dobrze, jak przed­siębiorcy.

🖇

🖇

O przedsiębiorcach często pisze się w taki sposób, jakby na ich barkach spo­czy­wała cała gospodarka i jakby dźwigali ją samotnie. Szczególnie czę­sto piszą tak o sobie sami przedsiębiorcy. Udział pracowników w funk­cjo­no­wa­niu przedsiębiorstwa często bywa prze­milczany albo ich rola bywa spro­wa­dza­na do beneficjentów dobroci właścicieli firm. Fakt, że przedsiębiorcy zatrudniają pracowników nie z po­bu­dek charytatywnych, ale po to, żeby zarabiać na ich pracy, bywa w tych narracjach pomijany. […]  „To [przed­się­bio­rcy] zaledwie 4 proc. ogółu pra­cu­ją­cych, ale z istotnym wkła­dem we wszystkie procesy ekonomiczne w kra­ju i za gra­nicą – od zwiększania do­bro­by­tu pracowników, po kontry­bu­o­wa­nie do budżetu pań­stwa”. To brzmi, jakby pozostałe 96% pra­cu­jących nie płaciło żad­nych podatków, a cały budżet państwa opar­ty był na daninach od przedsiębiorców.

🖇

Jednym z najważniejszych oszustw, na którym oparta jest ideologia miłości do pracy, jest założenie, że możemy kochać ją wszyscy i że posiadanie pra­cy, którą się kocha, to kwestia wyboru jednostki, a nie warunków jej życia i posiadanych przez nią kapitałów.

🖇

Dominujący język mówienia o pracy przez całe dekady nie odzwierciedlał różnic pomiędzy klasami społecznymi, ich różnorodnego funkcjonowania w pracy oraz niejednakowego wpływu na własny los. Wręcz przeciwnie: dyktatura pojęć związanych z karierą, awansem, motywacją, przed­się­bior­czo­ścią i kreatywnością przez lata narzucała bardzo wielu uczestnikom ryn­ku pracy myślenie o sobie w sposób, który nie miał nic wspólnego z ich pozycją klasową, ich doświadczeniem pracy ani z perspektywami zawo­do­wymi. […]
     Klasa dominująca nie tylko opowiada sobie samą siebie; nie poprzestaje na podziwianiu własnej pracowitości, wytrwałości, pomysłowości deter­mi­na­cji. Jej sposób mówienia i pisania o pracy wyznacza ton także tam, gdzie mówi się i pisze o pracy klas bez szans na sukces i akces do elit.

🖇

Wracając do kwestii politycznego podłoża dyskusji o pracy – na szczęście nie jesteśmy zdani wyłącznie na rodzimych polityków. Na naszą korzyść jako pracowników działają także instytucje unijne, o wiele bardziej scep­tycz­ne wobec przekonania, że wszystkie relacje pracy powinien regulować wolny rynek.

🖇

[…]  elastyczność faworyzuje tych, którzy
posiadają rozmaite rodzaje kapitałów.

🖇

Pandemia przyczyniła się do chwilowego załamania dyktatury pro­dukty­wno­ści, ponieważ przypomniała, że przemęczony pracownik nie ma szansy być wydajny, a wypalony złoży wypowiedzenie i stanie się bohaterem jed­ne­go z artykułów o „wielkiej rezygnacji”.

🖇

Przekonanie o tym, że gospodarka przechodzi aktualnie „ciężkie chwile”, od lat stanowi powszechne usprawiedliwienie dla obsesji elastyczności, czyli zmniejszania zatrudniania na etat i rosnącej powszechności pracy na umo­wie o dzie­ło, kontrakcie menedżerskim, umowie-zleceniu, jednoosobowej działalności gospodarczej, zatrudnieniu przez agencję pracy tymczasowej albo w ogóle bez żadnej umowy. Elastyczność rynku pracy od lat opi­sy­wa­na jest jako siła gwarantująca wzrost gospodarczy albo opiewana jako ma­giczna recepta na wychodzenie z kryzysów. „To, co niektórzy uważają za pa­to­logię i nazywają umowami śmieciowymi, w znacznej mierze przy­czy­ni­ło się do łagodnego przejścia Polski przez światowy kryzys”, pisała „Rzecz­po­spo­li­ta” w 2015 roku. Kryzysy mają jednak to do siebie, że jeden płynnie przechodzi w następny i nigdy nie przychodzi dobry moment na wycofanie się z elastyczności stosunków pracy.

🖇

Czy da się gdzieś odetchnąć od obrazu pracy jako błogo­sła­wień­stwa, misji tożsamościowej i źródła samorealizacji kreowanego na LinkedIn, w „Forbesie” lub „Business Insiderze”?

Zofia Smełka-Leszczyńska, Cześć pracy. O kulturze zap***dolu ,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

Ale niewiele stoi na przeszkodzie, żebyśmy rozmawiali z innymi pracownikami o tym, w jaki sposób realnie do­świad­czamy swojej pracy. W tym upatruję największą szansę na odbudowę solidarności pracowniczej i od­zy­ska­nie głosu.

🖇

Kolejną szansą na uzdrowienie dyskursu o pracy jest po­pularyzacja idei bezwarunkowego dochodu pod­sta­wo­we­go, czyli wypłacania wszystkim obywatelom – nie­za­leż­nie od zatrudnienia – pewnej kwoty, która pozwoli im na przeżycie. W zamyśle takie postępowanie miałoby dwie konsekwencje. Pierwszą byłoby uwolnienie ludzi od prac najpodlejszych i odzierających z godności, ale po­dej­mo­wa­nych dla podstawowego ekonomicznego prze­trwa­nia, oraz zapobieżenie problemowi skrajnego ubó­stwa. Drugą – redefinicja samej pracy. Mogłoby okazać się, że wystarczy wykonywać ją przez 10 godzin w ty­go­dniu albo że ludzie pozbawieni przymusu pracy za­czę­liby podejmować w odzyskanym czasie zupełnie inne aktywności.

(tamże)

5784. Z oazy (CCCXXXII)

Pogigantowe odliczanie literek, raz, poślizgnięte na dniach, gdy wybierałam frag­men­ty, które muszę tu mieć zawsze pod ręką. Po śmierci Heniutki byłam w stanie otulać się wyłącznie literkami o miłości. Wyda­na po raz pierwszy w 1956 roku, choć w dwóch miejscach trąci zepsutym mamutem, zaskakuje świe­żością. Wygładza zmarszcz­ki na wodzie, otula, opatruje świeże rany, pozwala wziąć głęboki oddech i poczuć odro­bi­nę nadziei na dobre jeszcze dni, nim wszyscy spotkamy się po dru­giej stronie tęczy. Nie śpieszyłam się z czytaniem.

Zrewidowałam swoje poglądy na zwierzę zwane człowiekiem. Chciwość nie jest jego immanentną cechą. Chciwość jest wtórna wobec doświadczenia dziury, będącej efek­tem braku miłości. Tej dziury nie zasypiesz dukatami, piątym wozem czy trze­cim pałacem. Człowiek, jak inne zwierzęta, przychodzi na świat jako emanacja mi­ło­ści. Niedoskonały świat robi swoje i potem do końca życia szukamy miłości, nigdy nie mając jej dość.

Uprzywilejowani ci, którzy pewnego zaskakującego dnia odkrywają, że miłość już tu jest, że zawsze była i nigdzie sobie nie pójdzie. Że zawsze będzie pod ręką, jeśli po­zwo­lil_ś nieludzkiej Osobie dotknąć swojego serca.

[…]   koncentracja jest w naszej kulturze czymś jeszcze rzadszym niż dys­cy­pli­na. […]   Ten brak skupienia można łatwo zauważyć, obserwując trud­ność, z jaką nam przychodzi przebywać sam na sam z sobą. […]   Dzisiejszy człowiek uważa, że traci coś – czas – kiedy nie działa dość szybko; a jednak nie wie potem, co zrobić z czasem, który zyskał – może go tylko „zabić”.

🖇

Czy miłość jest sztuką? Jeżeli tak, to wymaga wiedzy i wysiłku. […]  ludzie jej pragną, […]  ale mało kto pomyśli, że istnieje coś, czego w sprawie mi­ło­ści trzeba się nauczyć.

🖇

Co należy zrobić, by nauczyć się jakiejś sztuki?
     Proces nauki można z łatwością podzielić na dwa etapy: pierwszy – opa­no­wa­nie teorii; drugi – opanowanie praktyki. […]  Stanę się mistrzem w tej dziedzinie dopiero po długiej praktyce, dopiero w chwili, kiedy w końcu re­zul­ta­ty mojej teoretycznej wiedzy oraz praktyki ze­spo­lą się w jedną całość – zrodzą intuicję, istotę opanowania każdej sztuki. Obok jednak poznania teo­rii i pra­kty­ki istnieje jeszcze trzeci niezbędny czynnik, aby się stać mi­strzem w jakiejkolwiek dziedzinie – opa­no­wa­nie sztuki musi być sprawą maksymalnego zainteresowania; nie może być nic ważniejszego na świecie od danej sztuki. Prawda ta odnosi się do muzyki, medycyny, sto­lar­stwa – i do miłości.

🖇

Jeżeli ktoś nie wie, że wszystko wymaga czasu, i chce przyspieszać spra­wę, to rzeczywiście nigdy nie uda mu się skupić – ani nie nauczy się kochać. Aby poznać, czym jest cierpliwość, wystarczy przyjrzeć się, jak dziecko uczy się chodzić. Pada, wstaje, znów się przewraca, a jed­nak próbuje dalej, idzie mu to coraz lepiej, aż wreszcie pewnego dnia zaczyna chodzić. Co mógłby osiągnąć dorosły człowiek, gdyby dążąc do czegoś, co jest dla niego ważne, miał cierpliwość i skupienie małego dziecka!

🖇

Czy stolarz robi stół, czy złotnik klejnot, […], czy ma­larz maluje obraz – we wszystkich typach pracy twórczej pracujący i przed­miot jego pracy stają się jednym, człowiek zespala się ze światem w procesie tworzenia. Jednakże odnosi się to jedynie do pracy twórczej, do pracy, którą ja sam planuję, wy­ko­nu­ję, oglądam jej rezultaty.

🖇

[…]  dojrzała miłość jest zjednoczeniem, w którym zachowana zostaje inte­gral­ność człowieka, jego indywidualność. Miłość jest aktywną siłą w czło­wie­ku, siłą, która przebija się przez mury oddzielające człowieka od jego bli­źnich, siłą jednoczącą go z innymi; dzięki miłości człowiek przezwycięża po­czu­cie izolacji i osamotnienia, pozostając przy tym sobą, zachowując swą integralność. W miłości urzeczywistnia się paradoks, że dwie istoty stają się jedną, pozostając mimo to dwiema istotami.

🖇

Kwintesencją miłości matczynej jest troska o rozwój dziecka, co oznacza, że chce ona, aby dziecko oddzieliło się od niej. Tu leży zasadnicza różnica mię­dzy miłością macierzyńską a miłością erotyczną. W tej ostatniej dwoje lu­dzi, którzy dotąd byli oddzielnymi istotami, staje się jednością. Natomiast w miłości matczynej dwoje ludzi będących jednością rozdziela się. Matka musi to nie tylko tolerować, musi chcieć pomóc w tym odejściu. Właśnie na tym etapie miłość matczyna staje się tak trudnym zadaniem, ponieważ wy­ma­ga bezinteresowności, zdolności dawania wszystkiego, nie pragnąc w za­mian nic poza szczęściem ukochanej istoty. I właśnie na tym etapie wiele matek nie jest w stanie wywiązać się z zadań, jakie stawia przed nimi miłość do dziecka. Kobieta zapatrzona w siebie, władcza i za­borcza może być „kochającą” matką, póki dziecko jest małe. Jedynie pra­wdziwie ko­cha­ją­ca kobieta, która jest szczęśliwsza, kiedy daje, niż kiedy bierze, która mo­cno stoi na własnych nogach, może być naprawdę ko­cha­ją­cą matką na­wet wtedy, kiedy jej dziecko zaczyna się od niej oddalać.

🖇

Nie dostrzega się w miłości erotycznej bardzo doniosłego czyn­ni­ka, jakim jest wola. Kochanie kogoś to nie tylko sprawa silnego uczucia – to również decyzja, osąd, obietnica.

🖇

Czy człowiek nie stał się dodatkiem do swej społeczno-ekonomicznej roli? Czy jego egoizm jest identyczny z miłością własną, czy też może jest wynikiem jej braku?

🖇

Jedno z pojęć działania, pojęcie dzisiejsze, definiuje je jako użycie energii dla osiągnięcia zewnętrznych celów; inne mówi o użyciu wrodzonych sił człowieka, niezależnie od tego, czy pociąga to za sobą jakąkolwiek zmianę w świecie zewnętrznym.

🖇

Równość w religijnym kontekście oznaczała, że wszyscy jesteśmy dziećmi Boga, że wszyscy posiadamy ten sam ludzko-boski pierwiastek, że wszyscy stanowimy jedność. Znaczyła ona również, że należy szanować właśnie róż­ni­ce pomiędzy ludźmi, że aczkolwiek jest prawdą, że wszyscy stanowimy jedno, jest również prawdą, iż każdy z nas jest niepowtarzalnym ist­nie­niem, jest wszechświatem sam w sobie.

🖇

Miłość nie jest zasadniczo stosunkiem do jakiejś określonej osoby; jest ona postawą, pewną właściwością charakteru, która określa stosunek człowieka do świata w ogóle, a nie do jednego „obiektu” miłości.

🖇

Jeżeli naprawdę kocham jakąś osobę, kocham wszystkich, kocham świat, kocham życie. Jeżeli mogę powiedzieć do kogoś: „Kocham cię”, muszę także umieć temu komuś powiedzieć: „Kocham w tobie wszystkich, przez ciebie kocham świat, kocham też w tobie samego siebie”.

🖇

Ktokolwiek potrafi dawać z siebie, jest bogaty. Czuje się jak ktoś, kto może przekazywać coś z siebie innym. […]  to, co dany czło­wiek uważa za minimum konieczności, zależy w równej mierze od jego charakteru, jak i od tego, co w danej chwili posiada. Powszechnie wia­do­mo, że lu­dzie biedni dają o wiele chętniej niż bogaci.

🖇

Wśród uczuć rozróżnia on uczucia czynne i bierne, „działania” i „namię­tno­ści”. Człowiek, który doświadcza uczuć czynnych, jest wolny, jest panem swego działania; natomiast człowiek, który doświadcza uczuć biernych, jest kierowany, jest przedmiotem działających nań motywów, z których nie zda­je sobie sprawy. […]  Ludzie, u których dominująca jest jedna z orien­ta­cji nieproduktywnych, odczuwają dawanie jako zubożenie. Dlatego też większość osób tego typu dawać nie chce. […]
     Dla osób o orientacji produktywnej dawanie ma zupełnie inne znaczenie. Dawanie jest najwyższym przejawem mocy. W samym akcie da­wa­nia doświadczam mojej siły, bogactwa, mojej potęgi. To doznanie wzmo­żo­nej żywotności i mocy napełnia mnie radością.

🖇

Miłość jest doznaniem osobistym, które każdy może przeżyć tylko sam w so­bie i dla siebie; nie ma zresztą chyba nikogo, kto by nie doświadczył choć w nieznacznym stopniu tego uczucia jako dziecko, młodzieniec czy jako czło­wiek dorosły. […]  Kroki na tej drodze stawiać można jedynie sa­me­mu, a dy­skusja zamyka się przed postawieniem ostatniego, decydującego kroku.

Erich Fromm, O sztuce miłości,
przeł. Aleksander Bogdański,
Rebis, Poznań 2025.
(wyróżnienie własne)

[…]   koncentracja jest w naszej kulturze czymś jeszcze rzadszym niż dys­cy­pli­na. […]   Ten brak skupienia moż­na łatwo zauważyć, obserwując trud­ność, z jaką nam przychodzi przebywać sam na sam z sobą. […]   Dzisiej­szy człowiek uważa, że traci coś – czas – kiedy nie działa dość szybko; a jednak nie wie potem, co zrobić z czasem, który zyskał – może go tylko „zabić”.

🖇

[…]  miłość możesz wymieniać tylko na miłość, zaufanie tylko na zaufanie […].

🖇

[…]  to, co różne, nie jest ani trochę mniej ważne od tego, co jest wspólne dla różnych form miłości.

🖇

Życie w samych swoich biologicznych aspektach jest cudem i tajemnicą, tym bardziej człowiek w swoim aspekcie duchowym jest niezgłębioną tajemnicą i dla samego siebie, i dla swoich bliźnich.

🖇

[…]  człowiek może postrzegać rzeczywistość jedynie w sprzecznościach, nigdy natomiast nie może myślą ogarnąć najwyższej rzeczywistości, która stanowi Jedność.

🖇

Uprawianie sztuki wymaga przede wszystkim dys­cy­pli­ny. […]  problem nie ogranicza się jedynie do dys­cy­pli­ny w uprawianiu określonej sztuki (powiedzmy do ćwi­cze­nia się w niej codziennie przez kilka godzin), lecz jest pro­blemem dyscypliny całego życia.

🖇

Wiara wymaga odwagi, umiejętności podejmowania ry­zy­ka, a nawet gotowości zaznania bólu czy roz­cza­ro­wa­nia. […]  Prawdę mówiąc, wiarę można praktykować w każdej chwili. […]  Każdy, kto jej nie ma, […]  nie po­tra­fi robić żadnych planów na dłuższą metę. […]  Trak­to­wa­nie trudności, porażek i zmartwień, jakie przynosi życie, raczej jako próby sił, z której wyjście czyni nas sil­niej­szymi, niż jako niesłusznej kary, która nas nie po­win­na spotkać – również wymaga wiary i odwagi.

(tamże)

piątek, maja 30, 2025

5783. #worldmsday


fot. Gil Alter, fragment.

Some moments don’t shout. They whisper. A small life looks up at you, and suddenly, you’re not invi­sible. You’re needed. You matter. Even when eve­ry­thing feels broken, life still reaches for you—softly, like this. Hold on. The world isn’t done with you yet.
Gil Alter

[suplement 31.05.2025]
Slowly is the fastest way.
Especially when the clock is ticking.
[…]
rushing breaks you.
But steady builds you.
And what you build slowly,
you get to keep.
#GilMS

czwartek, maja 29, 2025

5782. 149/365

dziś, dzięki gepardzicy pierwsze w tym roku truskawki. kudłata miłość uwielbiała je. nie pozostało nic innego, jak uwiel­biać je od teraz i za siebie, i za nią.

149/365

Masz moc skupiania uwagi na tych wspomnieniach, które mają dla ciebie największy sens.

David Kessler, Szósty etap żałoby. W poszukiwaniu sensu,
przeł. Magda Witkowska, Laurum, Warszawa 2022.

sobota, maja 24, 2025

5781. Wracając z giganta

Nie czujesz domu, kiedy jesteś w nim na co dzień. Ale nie ma cię przez ty­dzień, a dom nabiera własnego zapachu.
     […]
     Chyba domy i ich mieszkańców łączy coś w tym stylu: dom pachnie mieszkańcami, a mieszkańcy domem.

Selja Ahava, Rzeczy, które spadają z nieba, przeł. Justyna Polanowska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2021.